bigos - mĂłj pamiÄtnik, wspomnienia, uczucia, przeĹźycia ...
We czwartek wieczorem znajduje informacje na pewnym forum górskim o miejscach w busie do Rumunii. W piątek w południe mam już miejsce zaklepane a w nocy z piątku na sobotę wyjeżdżam z Polski. Po ok 10 godzinach jazdy wysiadam w Gilau. Ekipa krakowsko-katowicka jedzie dalej w Fogarasze a ja skręcam rower i jadę w stronę Apuseni inaczej Gór Zachodnio-rumuńskich. Będzie to krótka wycieczka, ale cieszę się bardzo, bo pierwszy raz jestem w Rumunii z rowerem. W końcu się udało.
Początkowo trasa wiedzie doliną rzeki Samesului Cald (Samoszu Gorącego). W czerwcu miałem okazję być w pięknym wąwozie usytuowanym w górnym bieku Samoszu. Tu rzeka jest znacznie większa, zbudowano na niej system kilku jezior zaporowych z hydroelektrownią.
https://lh5.googleusercontent.com/-F...0/DSCF6947.jpg
https://lh5.googleusercontent.com/-6...0/DSCF6948.jpg
Za jeziorami droga opuszca dolinę i pnie się w górę. Wielokilometrowy podjazd daje mi nieźle w kość, jadę i prowadzę rower na przemian.
W nagrodę za trudy podjazdu czekają mnie widoki. Jestem w Górach Gilau.
https://lh5.googleusercontent.com/-t...0/DSCF6958.jpg
Mijam turystów z osiołkami i dojeżdżam do MÄriĹźel. To miejscowość o nieregularnej zabudowie, między domami są łąki i małe poletka z ziemniakami. Więcej tu chyba nie urośnie, bo MÄriĹźel jest położone na wysokości ok 1200m npm.
https://lh5.googleusercontent.com/-g...0/DSCF6963.jpg
https://lh6.googleusercontent.com/-k...0/DSCF6967.jpg
Ze "Świata w liczbach" pamiętam, że Rumunia charakteryzowała się największym pogłowiem koni w Europie. Zapewne sytuacja się nie zmieniła. Konie z zaprzęgami są tu wciąż bardzo popularne.
https://lh6.googleusercontent.com/-d...0/DSCF6969.jpg
Za MÄriĹźel czeka mnie upragniony zjazd nad kolejne jezioro zaporowe o nazwie Fantanele.
https://lh3.googleusercontent.com/-3...0/DSCF6975.jpg
Żyby nie było za łatwo za jeziorem kolejny podjazd do BeliĹź. Blisko wioski w lesie znajduje miejsce na biwak, trzeba wypocząć przed kolejnym nie łatwym dniem. Dzień w górach kończę dystansem 56km przy dość niskiej średniej prędkości 13 km/h.
Ładne to jeziurko "Femme fatale"
Jak tam Krzychu, gumę złapałeś czy co :-) ?
Kiedy ruszysz dalej???
Na szczęście awarii nie było. Przepraszam za długą przerwę, ale na kilka dni odjechałem od komputera.
Dzień drugi
Na dzień dobry komitet powitalny.
https://lh6.googleusercontent.com/-g...0/DSCF6983.jpg
Zapowiada się piękna pogoda.
https://lh6.googleusercontent.com/-q...0/DSCF6984.jpg
Zanim nacieszę się ciepłem, to dość marznę na kilkukilometrowym zjeździe z Belis do Calatele. Po tych podjazdach dnia poprzedniego musiał być w końcu dłuższy zjazd. Trafił się rano a o tej porze roku ranki już zimne więc ubieram na siebie kilka warstw odzieży, najbardziej doskwiera mi brak ciepłych rękawiczek.
W Calatele zapasy siana na zimę już zrobione.
https://lh5.googleusercontent.com/-D...0/DSCF6989.jpg
Dalsza droga jest dość widokowa, prowadzi w stronę gór Vladeasa.
https://lh6.googleusercontent.com/-B...0/DSCF6993.jpg
Najlepszą formą zwiedzenia Vladeasy jest marsz grzbietem głównym a co może zobaczyć sakwiarz, który nie przepada za pchaniem roweru ścieżkami pod górę? Może pojechać nad wodospad Rachitele. Dojazd jest łatwy, od miejscowości Rachitele 5km drogą leśną.
https://lh6.googleusercontent.com/-7...2/DSCF7007.jpg
Z Rachitele do Sacuieu jadę dość dziurawą drogą a później już dobrymi asfaltami, mijając co kilka kilometrów jakaś wioskę.
https://lh6.googleusercontent.com/-o...0/DSCF7021.jpg
Wszystkie wsie dość podobne do siebie. Stare murowane, pokryte czerwoną dachówką domy stoją gęsto przy szosie.
https://lh6.googleusercontent.com/-I...0/DSCF7023.jpg
Czasem ktoś jednak chce się wyróżniać.
https://lh3.googleusercontent.com/-e...0/DSCF7019.jpg
Tego dnia czeka mnie jeszcze podjazd w Gorach Mesesului, które przypominają mi Beskid Niski.
https://lh5.googleusercontent.com/-B...0/DSCF7025.jpg
Reszta dnia to wiele wiosek i miasteczko Crasna z ładnym kościołem.
https://lh5.googleusercontent.com/-_...0/DSCF7035.jpg
Dzień drugi jest dość obfity w kilometry. W miejscu noclegu licznik pokazuje dystans 152,5km.
Dzień trzeci
Przejeżdżam przez Jibou. Próżno tu czekać na karetkę w razie potrzeby:razz:
https://lh6.googleusercontent.com/-N...0/DSCF7041.jpg
Widać za to "na chodzie" sporo zaprzęgów konnych
https://lh4.googleusercontent.com/-j...0/DSCF7071.jpg
https://lh3.googleusercontent.com/-b...0/DSCF7072.jpg
Największą atrakcją miasteczka jest ogród botaniczny z barokowo klasycystycznym zamkiem.
https://lh4.googleusercontent.com/-e...0/DSCF7070.jpg
https://lh3.googleusercontent.com/-b...0/DSCF7069.jpg
W jednym z pomieszczeń ogrodu botanicznego jest sporo kaktusów. Robie zdjęcia dla żony, która bardzo lubi te rośliny. Najbardziej podoba mi się największy, na oko ma ze trzy metry. Później już w Polsce dowiaduje się, że taki sam mamy na mieszkaniu, tylko, że mały. Ot, umknął mi jakoś:razz:
Jest też coś dla mnie, czyli ogromne akwaria z dużymi rybami.
https://lh4.googleusercontent.com/-V...2/DSCF7054.jpg
Turyści rowerowi często w swoich relacjach piszą o agresywnych bezpańskich psach. Faktycznie Rumunii mają z nimi problem. Po tegorocznym wypadku, gdy bezdomny pies zagryzł na śmierć bawiące się dziecko w parku w Bukareszcie rumuński parlament przegłosował kontrowersyjne prawo nakazujące zabicie bezdomnych psów a jest ich w rumuńskich miastach kilkadziesiąt tysięcy.
Ja agresywnych psów nie spotykałem, tylko przyjazne psiaki, które po kawałku kabanosa, dałyby się wsadzić do sakwy i zawieźć do Polski.
https://lh6.googleusercontent.com/-b...0/DSCF7009.jpg
https://lh5.googleusercontent.com/-M...0/DSCF7101.jpg
Większość trzeciego dnia to jazda w kierunku węgierskiej granicy. W zasadzie nic ciekawego nie ma poza Satu Mare. Gdy dojeżdżam do miasta zaczyna padać. Mam informacje, że będzie padać w nocy i przez pół następnego dnia. W takich warunkach rozbijanie namiotu czy jazda są mało przyjemne. Nie zwiedzam miasta i po 127 kiolometrach tego dnia, na granicy w wiosce Petea decyduje się zrezygnować z przejazdu przez Węgry w następny dzień i próbować łapać stopa do Polski. Z rowerem nie jest to łatwe, trzeba ulokować się na parkingu tirów i znaleźć kierowce, który zechce mnie wziąć i będzie miał miejsce na pace. Polaków jak na lekarstwo, jak już są to jadą tylko na Węgry. Zapytywani Rumunii prawie wszyscy odpowiadają jedno - Austria, a jeden Czech na moje zapytanie odpowiada, że tu jest bordel:razz: Po zmroku rezygnuje i szukam miejsca do spania, znajduje takie na uboczu, bo na szczęście tu jest unia europejska i część przejścia jest już niewykorzystywana. Luksusów nie ma, ale da się przetrwać do rana.
https://lh6.googleusercontent.com/-c...0/DSCF7105.jpg
Rano się do mnie szczęście uśmiecha i około 9 zabieram się z panem Staszkiem. Łącznie z noclegiem na przejściu Petea - Csengerisma spędzamm jakieś 15 godzin. Pan Staszek jedzie do huty w Koszycach, także wysadza mnie na węgiersko-słowackim przejściu Tornyosnemeti - Milhost, skąd już po 10 minutach znajduję transport prosto do Rzeszowa.
Podsumowanie:
Jestem bardzo zadowolony, szkoda, że tak krótko, ale cieszę się, że w końcu udało mi się być z rowerem w Rumunii. Myślę, że w przyszłym roku uda się zorganizować dłuższą wycieczkę. Trzeba tylko popracować nad formą, by podjazdy nie były takie uciążliwe.
To tyle o tej wycieczce, ale to nie koniec relacji...
Ja agresywnych psów nie spotykałem Najciemniej pod latarnią, agresywne psy mieszkają obecnie w Stasianem :wink: Ja rowerem po Rumunii nie jeździłem, ale autem zdarzyło mi się wjechać w taką watahę, że za skarby świata z samochodu bym nie wyszedł.
A wycieczka super!
zanotowane.pl doc.pisz.pl pdf.pisz.pl brytfanna.keep.pl
Początkowo trasa wiedzie doliną rzeki Samesului Cald (Samoszu Gorącego). W czerwcu miałem okazję być w pięknym wąwozie usytuowanym w górnym bieku Samoszu. Tu rzeka jest znacznie większa, zbudowano na niej system kilku jezior zaporowych z hydroelektrownią.
https://lh5.googleusercontent.com/-F...0/DSCF6947.jpg
https://lh5.googleusercontent.com/-6...0/DSCF6948.jpg
Za jeziorami droga opuszca dolinę i pnie się w górę. Wielokilometrowy podjazd daje mi nieźle w kość, jadę i prowadzę rower na przemian.
W nagrodę za trudy podjazdu czekają mnie widoki. Jestem w Górach Gilau.
https://lh5.googleusercontent.com/-t...0/DSCF6958.jpg
Mijam turystów z osiołkami i dojeżdżam do MÄriĹźel. To miejscowość o nieregularnej zabudowie, między domami są łąki i małe poletka z ziemniakami. Więcej tu chyba nie urośnie, bo MÄriĹźel jest położone na wysokości ok 1200m npm.
https://lh5.googleusercontent.com/-g...0/DSCF6963.jpg
https://lh6.googleusercontent.com/-k...0/DSCF6967.jpg
Ze "Świata w liczbach" pamiętam, że Rumunia charakteryzowała się największym pogłowiem koni w Europie. Zapewne sytuacja się nie zmieniła. Konie z zaprzęgami są tu wciąż bardzo popularne.
https://lh6.googleusercontent.com/-d...0/DSCF6969.jpg
Za MÄriĹźel czeka mnie upragniony zjazd nad kolejne jezioro zaporowe o nazwie Fantanele.
https://lh3.googleusercontent.com/-3...0/DSCF6975.jpg
Żyby nie było za łatwo za jeziorem kolejny podjazd do BeliĹź. Blisko wioski w lesie znajduje miejsce na biwak, trzeba wypocząć przed kolejnym nie łatwym dniem. Dzień w górach kończę dystansem 56km przy dość niskiej średniej prędkości 13 km/h.
Ładne to jeziurko "Femme fatale"
Jak tam Krzychu, gumę złapałeś czy co :-) ?
Kiedy ruszysz dalej???
Na szczęście awarii nie było. Przepraszam za długą przerwę, ale na kilka dni odjechałem od komputera.
Dzień drugi
Na dzień dobry komitet powitalny.
https://lh6.googleusercontent.com/-g...0/DSCF6983.jpg
Zapowiada się piękna pogoda.
https://lh6.googleusercontent.com/-q...0/DSCF6984.jpg
Zanim nacieszę się ciepłem, to dość marznę na kilkukilometrowym zjeździe z Belis do Calatele. Po tych podjazdach dnia poprzedniego musiał być w końcu dłuższy zjazd. Trafił się rano a o tej porze roku ranki już zimne więc ubieram na siebie kilka warstw odzieży, najbardziej doskwiera mi brak ciepłych rękawiczek.
W Calatele zapasy siana na zimę już zrobione.
https://lh5.googleusercontent.com/-D...0/DSCF6989.jpg
Dalsza droga jest dość widokowa, prowadzi w stronę gór Vladeasa.
https://lh6.googleusercontent.com/-B...0/DSCF6993.jpg
Najlepszą formą zwiedzenia Vladeasy jest marsz grzbietem głównym a co może zobaczyć sakwiarz, który nie przepada za pchaniem roweru ścieżkami pod górę? Może pojechać nad wodospad Rachitele. Dojazd jest łatwy, od miejscowości Rachitele 5km drogą leśną.
https://lh6.googleusercontent.com/-7...2/DSCF7007.jpg
Z Rachitele do Sacuieu jadę dość dziurawą drogą a później już dobrymi asfaltami, mijając co kilka kilometrów jakaś wioskę.
https://lh6.googleusercontent.com/-o...0/DSCF7021.jpg
Wszystkie wsie dość podobne do siebie. Stare murowane, pokryte czerwoną dachówką domy stoją gęsto przy szosie.
https://lh6.googleusercontent.com/-I...0/DSCF7023.jpg
Czasem ktoś jednak chce się wyróżniać.
https://lh3.googleusercontent.com/-e...0/DSCF7019.jpg
Tego dnia czeka mnie jeszcze podjazd w Gorach Mesesului, które przypominają mi Beskid Niski.
https://lh5.googleusercontent.com/-B...0/DSCF7025.jpg
Reszta dnia to wiele wiosek i miasteczko Crasna z ładnym kościołem.
https://lh5.googleusercontent.com/-_...0/DSCF7035.jpg
Dzień drugi jest dość obfity w kilometry. W miejscu noclegu licznik pokazuje dystans 152,5km.
Dzień trzeci
Przejeżdżam przez Jibou. Próżno tu czekać na karetkę w razie potrzeby:razz:
https://lh6.googleusercontent.com/-N...0/DSCF7041.jpg
Widać za to "na chodzie" sporo zaprzęgów konnych
https://lh4.googleusercontent.com/-j...0/DSCF7071.jpg
https://lh3.googleusercontent.com/-b...0/DSCF7072.jpg
Największą atrakcją miasteczka jest ogród botaniczny z barokowo klasycystycznym zamkiem.
https://lh4.googleusercontent.com/-e...0/DSCF7070.jpg
https://lh3.googleusercontent.com/-b...0/DSCF7069.jpg
W jednym z pomieszczeń ogrodu botanicznego jest sporo kaktusów. Robie zdjęcia dla żony, która bardzo lubi te rośliny. Najbardziej podoba mi się największy, na oko ma ze trzy metry. Później już w Polsce dowiaduje się, że taki sam mamy na mieszkaniu, tylko, że mały. Ot, umknął mi jakoś:razz:
Jest też coś dla mnie, czyli ogromne akwaria z dużymi rybami.
https://lh4.googleusercontent.com/-V...2/DSCF7054.jpg
Turyści rowerowi często w swoich relacjach piszą o agresywnych bezpańskich psach. Faktycznie Rumunii mają z nimi problem. Po tegorocznym wypadku, gdy bezdomny pies zagryzł na śmierć bawiące się dziecko w parku w Bukareszcie rumuński parlament przegłosował kontrowersyjne prawo nakazujące zabicie bezdomnych psów a jest ich w rumuńskich miastach kilkadziesiąt tysięcy.
Ja agresywnych psów nie spotykałem, tylko przyjazne psiaki, które po kawałku kabanosa, dałyby się wsadzić do sakwy i zawieźć do Polski.
https://lh6.googleusercontent.com/-b...0/DSCF7009.jpg
https://lh5.googleusercontent.com/-M...0/DSCF7101.jpg
Większość trzeciego dnia to jazda w kierunku węgierskiej granicy. W zasadzie nic ciekawego nie ma poza Satu Mare. Gdy dojeżdżam do miasta zaczyna padać. Mam informacje, że będzie padać w nocy i przez pół następnego dnia. W takich warunkach rozbijanie namiotu czy jazda są mało przyjemne. Nie zwiedzam miasta i po 127 kiolometrach tego dnia, na granicy w wiosce Petea decyduje się zrezygnować z przejazdu przez Węgry w następny dzień i próbować łapać stopa do Polski. Z rowerem nie jest to łatwe, trzeba ulokować się na parkingu tirów i znaleźć kierowce, który zechce mnie wziąć i będzie miał miejsce na pace. Polaków jak na lekarstwo, jak już są to jadą tylko na Węgry. Zapytywani Rumunii prawie wszyscy odpowiadają jedno - Austria, a jeden Czech na moje zapytanie odpowiada, że tu jest bordel:razz: Po zmroku rezygnuje i szukam miejsca do spania, znajduje takie na uboczu, bo na szczęście tu jest unia europejska i część przejścia jest już niewykorzystywana. Luksusów nie ma, ale da się przetrwać do rana.
https://lh6.googleusercontent.com/-c...0/DSCF7105.jpg
Rano się do mnie szczęście uśmiecha i około 9 zabieram się z panem Staszkiem. Łącznie z noclegiem na przejściu Petea - Csengerisma spędzamm jakieś 15 godzin. Pan Staszek jedzie do huty w Koszycach, także wysadza mnie na węgiersko-słowackim przejściu Tornyosnemeti - Milhost, skąd już po 10 minutach znajduję transport prosto do Rzeszowa.
Podsumowanie:
Jestem bardzo zadowolony, szkoda, że tak krótko, ale cieszę się, że w końcu udało mi się być z rowerem w Rumunii. Myślę, że w przyszłym roku uda się zorganizować dłuższą wycieczkę. Trzeba tylko popracować nad formą, by podjazdy nie były takie uciążliwe.
To tyle o tej wycieczce, ale to nie koniec relacji...
Ja agresywnych psów nie spotykałem Najciemniej pod latarnią, agresywne psy mieszkają obecnie w Stasianem :wink: Ja rowerem po Rumunii nie jeździłem, ale autem zdarzyło mi się wjechać w taką watahę, że za skarby świata z samochodu bym nie wyszedł.
A wycieczka super!