bigos - mĂłj pamiÄtnik, wspomnienia, uczucia, przeĹźycia ...
Niby prosta rzecz...poprostu zrelacjonować wyjazd.... a jednak, dla mnie to nie tylko rzeczy, które się wydarzyły, to mnóstwo myśli, rozmów, odczuć..... to wszystko tworzyłoby dopiero w całości relacje z wypadu Sylwestrowego... :) I tu pojawia się problem, gdyż jak tak wiele ogarnąć w kilku słowach... Jak to wszystko Wam przekazać... Nieosiągalne... ;).... Zobaczymy co z tego wszystkiego wyjdzie.. :) Życzę wytrwałości ... i cierpliwości :P
Plan był dobry.... jadę sama do Wetliny, ze względu na wykruszenie się chętnych...... Cóż, plany ulegają zmianom, okazało się, że moje nawet diametralnym :)... pojawiłam się na Forum i na czacie.... :) I bum wszystko jak w kalejdoskopie :) ... Załoga "W" sie nagle i niespodziewanie miło powiększa... Ustalone zostało, po wielu rozmowach, negocjacjach, chwilach niepewności, iż jedziemy we cztery: jovanka, tutka, ja i pewna Ania ... a no i mały Antoś (syn pewnej Anki). Udaje się namówić jeszcze Jagne i Ewę Nattę :twisted:. i wykorzystać Hero ... :D jako kierowcę oczywiście. :P
Dnia 30 miesiąca grudniowego wyruszamy. Oszczędzę Wam porannych przygotowań babskich :P i ogólnej bieganiny wokół zapakowanego po brzegi brum bruma. Ważne jest, że w końcu zwarte i gotowe wyruszamy na trasę. Przywitała nas poranna mgła unosząca się złowrogo nad wstążką szosy i lekkie siąpienie, co raczej mówiąc szczerze, nie nastrajało zbyt optymistycznie, ale.... :) jedziemy w góry ... to wystarcza za wszystko ...
I tu nastąpic powinna relacja drogggggggggi, ale .... spotkanie z Hero i Jagną .....zostało juz opisane, więc nie będę powielać ... :) ....mogę jedynie dodać, iz gdy Hero z Jagną odbierali Ewę Nattę od jaro, my własnie w innej cześći Rzeszowa, pochłaniałyśmy coś co było według nazwy Hot Dogiem .. :) ... W między czasie usiłowałam wytłumaczyć darbowi, który był już w Wetlinie, za którymi krzakami ma skręcić, aby dojechac do Bacy ... mniej więcej, w tym samym czasie wyruszylismy na południe ...... :)....
Około godziny 14-tej dotarłysmy szczęśliwie do Bacy...... Ech .... Podwórko przykryte śniegiem... przekraczając próg, poczułam się jak w domu... Stanisław Stanisławowicz ... gorące powitanie .. uśmiechy, uściski i ogólne zamieszanie ... W końcu pada pytanie: "No dobra, ale gdzie są dziewczyny z Hero ?" Wyjechali przed nami z Rzeszowa... a tu ani widu ani słychu, telefony poza zasięgiem i lipa.... no nic czekamy i próbujemy się połączyć .... nareszcie połączenie z Ewą .... wybrali drogę przez UD i UG ...hm.... 8)
I znów bacusiowa kuchnia, znów ten klimat, ten zapach palonego drewna i wspaniali ludzie dookoła.. i Biszkopt (cudny lablador) ... W końcu pojawił się Eryk (darb dla niewtajemniczonych) ... Hehe pierwsze spotkanie ... :) a tak jakbysmy się znali kope lat ... Po dwóch godzinach docierają nasze zguby .... oczywiście umęczone podróżą, tym bardziej, że zakładali łańcuchy zjeżdzając z serpentyn .... ( A mówiłam jedź przez Cisną :P ) ... Jak hurtem to hurtem, pojawia się też Pumsky, co by się przywitać ( znajomy tutki, pewnej Anki i mój - oczywiście biesowy) .... I zrobiło się gwarno i ludnie ... :) Aklimatyzowanie, rozpakowywanie i tak mi dobrze.....Darb z Jagną już gitary w dloniach, Ewa zasłuchana ... ja jak zwykle gdzieś w kuchni, krążę pomiędzy górą a dołem ...
Wieczorne wyjście do "Mgiełki", gwar, tony młodych ludzi .........hm......... wszyscy upchnięci jak sardynki, ścisk okropielny i pośród tego chaosu jedna ława pod ścianą prawie pusta, Puma, Sadysta i Sowa .... miejsca na nas czekają ... :) ... Piwko z soczkiem ... po chwili dochodzi do nas pewna Ania z małym Antośkiem i Ewa Natta.. Sadysta preparuje coś, co szczerze wygląda drastycznie .... :roll: hm...i niby potem mamy to pić ... przeraża mnie ... :? .........posiedziały, popiły, powrót do chaty, kolejna zmiana planów... Ja z tutką decydujemy sie na wypad do Smereka, do znajomych Pumy .... zaliczyłyśmy jeszcze ognisko pośród śniegów z bandą poztywnie zakręconych biesołazów ... i pieczony bekon ;) ... Niebo cudne, gwieździste ..... A potem juz tylko sen ....
Widziałem, że robisz ładne zdjęcia. A teraz nic? Mieliśmy się okazję spotkać, ale co sie pdwlecze to nie uciecze. Też byłem w tym czasie w Bieszczadzie.
pozdrawiam
Dziękuję za komplement.. :) dot. zdjęć ... Fotki będę... post się buduje dopiero :) ...
Pozdraviam i czekam na spotkanie ... :) ...
PS. Jako, że byłam kierownicą, dnia pierwszego zdjęć nie ma :P, aparat (o głupoto kobieca) zapakowałam szczelnie, aby oczywiście nie doznał obrażeń i w związku z powyższym zdjęć do aktualnie opisanego etapu brak :(
Dzień drugi .... 31 grudnia... ranek....wydawać by się mogło, ze powinien być ciężki ... a nie był. Fenomenem spania u bacy jest zjawisko nagłego przebudzenia wszystkich jednocześnie.... (wyłączając Antka, który wypiąwszy się na nas, spal dalej)... Gramoląc się ze śpiworów, układamy plan taktyczny na dzień dzisiejszy ..... Jovanka z Jagną wybierają sie na Caryńską, Darb z Ewą też sie gdzieś wybierają.... My niestety, ze względu na towarzystwo małego wybieramy dzień lajtowy ...czyli spacerek od Bereżek do Koliby... poprostu w odwiedziny do naszej Łapeczki (czyt. Marysia z Koliby) .... Plan ustalony, zabieramy dziewczyny ze sobą i podwozimy je do Przełęczy Wyżniańskiej........potem odbieramy je w Ustrzykach Górnych.....
Śniadanie ........ takich śniadań nie ma nigdzie indziej na świecie, jak wielka rodzina, każdy dorzuca co ma dobrego .... oczywiście ogromne ilości czosnku ........... mięsko, serki, ogóreczki no wszystko czego dusza głodna, zapragnąć może ..... :twisted: i na koniec zaaaaaaaaaaapienanki :D takie na bukowej desce, takie biesowe, dzieło wielu rąk ... :) pyszności znikają szybko....
Posilone, ogacone, z zapasami batoników i innymi różnościami bliżej nieokreślonymi i prawdopodobnie całkowicie zbędnymi pakujemy się do autka ...( pragnę wpomnieć o barwie owego pojazdu, gdyż bardzo mnie ujmuje ten majtkowy fiolet :D, szumnie zwany wrzosowym .... :twisted:) Lekki mrozik, słońce nieprzerwanie próbuje się przebić przez dość gęstą zasłonę z chmur, która tak szczelnie otluliła góry me kochane ... Ruszamy ....... wszystko takie ciche, pobielone, tak jakby namalowane ... Mijamy Górna Wetlinke i powoli, lecz nieprzerwanie pniemy sie dalej... do czasu..... :shock:
Mijamy znak serpentyny :shock: z lekkim niepokojem wtaczamy się na pierwszy , potem drugi i trzeci zakręt........ no i tu powstaje problem....... majtkowy brum brum , nie chce dalej ... a nawet bardziej chce do rowu, niz gdziekolwiek indziej ... :? :shock: .... kilkanaście metrów za nami, poniżej zakrętu, ludzie już zakładają łańcuchy .... źle oj źle .... szybka decyzja... Jagna i Jova zaczynają wędrówkę już tutaj..niestety, my wybieramy droge na około ... Dziewczyny poszły, a Kasia czyli ja duma sobie, jak tu taką kolumbryną zjechać tyłem z trzech zakrętów po lodzie ... Nagle telefon od darba .... 8) z dziwnym pytaniem , gdzie jesteśmy? .... No ja to gdzie... na zakręcie :D
Nadciagają posiłki ... Eryk z Ewą... podążają w naszą strone ..... :) busem, w którym przez CB usłyszeli wiadomość o zablokowaniu serpentyny przez dwie baby ( :twisted: wogóle nie wiem o czym mowa, jak ktoś bardzo chciał to przejechał obok :!: ) .... niewiedzieć czemu pomyśleli o nas..... :P.... Sytuacja natomiast rozwijała się z minuty na minutę .... kolejne samochody. które dobijały do serpentyn zawracały z lękiem w oczach kierowców, bądź też próbowały walczyć, co zawsze kończyło się łańcuchami ... A ja sobie się toczyłam do tyłu w bliżej nieokreślony sposób .... 8) .... ale z jakim wdziekiem ;) :P ... Mała przerwa, dojechali już E+E .... darb obdarowuje mnie i tutkę batkonikami, nie bardzo wiem, czy na poprawę humorku, podbudowanie, czy zajęcie uwagi czymś innym niż grubością lodu pod oponkami :) Na tusie podziałało .... wsuwając batonika, całkowicie zapomniała się w słodyczy ... :twisted: .... mnie rozbolał ząbek :P ... Ze wsparciem darba poszło sprawniej i po szybkiej nawrotce, pojechaliśmy do UG trasą na około ... 8) .....
Cóż za diametralna zmiana dookoła...... pikna "wiosna" skąpana w cudnym słońcu, nawet grama lodu czy sniegu ....
Kasiu tak trzymać. Mnie sie podoba. Relacja z humorem i "jajem" :lol: Czekam na więcej. Duch. :P
Pisz , pisz . Lubię Cię.... .
czytać.
Pozdrawiam
PF
Bereżki .... zawiane, szare i nijakie ...... głowe urywa ..... pakujemy zakupy dla Maryś ... 8) też sobie zażyczyła ... ech, dwie paczki sztucznych ogni ... :twisted:...przypinamy je do plecaka tutki.. wyglada jak kombandos bojowy w pełnym rynsztynku ..... hehe.....ruszamy szlakiem... ech, w końcu ... deszcz siąpi w twarz... nieprzyjemnie... ale brniemy do przodu, byle do granicy lasu ...
W lesie lepiej, ciszej ....wyciągam aparat ... 8) ... zobaczymy co to za ustrojstwo ... zostaję z tyłu .... ja raczej typ samotnika, jesli idzie o włóczęgę po górach ...
Idę i patrzę... i widze takie różności... sople na lisciach fantazyjnie zwiniętych nad potokiem, igiełki z lodu w odcisku czyjegoś buta i niebo..... i cuda, cudeńka dookoła .... kilkoro ludzi na szlaku, schodzi w dół... poszli....wracam do zdjęć... znów wisze nad potokiem..... ech, kolaniska mam juz calustkie mokre, ale jak mi dobrze :) ...
.................................................. ...................
http://forum.bieszczady.info.pl/bieszczady1775.html
Niestety trzeba przyspieszyć .... :? .... powoli zmniejszam odległośc z "moimi" ... ech, niepoczekali... poszli górą .... :P to ja na skróty...przy okazji popstrykam jeszcze kilka zdjęć :) .... przedzieram sie przez wąwozy, które jednak lepiej pokonywało się jesienią ...teraz zasypane i niegościnne ... jeszcze chwilka i wyłania się przede mną Koliba :)... tuptam sobie u jej podnóża ... (pełna optymistycznych nadziei na herbatke), a tu jakoś tak dziwnie i niespodziewanie zmienia mi się płaszczyzna..... :shock: aaaaaaaa błockoooo.... zaliczam dwumetrową jazdę w dół w różnych niewyobrażalnych pozycjach :twisted: :twisted: , jednakże łapię pion ... :P.... ubłocona po kolana , pakuje sie z radością na schody...
Łapeczka moja kofana.... :)...Koliba pełna.... a ja i tak na tarasie .... :) ja tu strasznie lubie................być.. :)
.....bo tu jest mój wiatr.......
Ale mi się oberwie ....:twisted: Siedzimy sobie z Marysią, kulturalnie dokarmiając raczka.... :) delektujemy się lekkim wiatrem i przerwą w siąpieniu :)... Pojawiają się moje zguby :D , z oczywistym znakiem zapytania na twarzy... :?: w jaki sposób będąc ostatnią, siedzę sobie i czekam :)... ech, czary ... 8) ... Znów dopadli Maryśkę, uduszą dziewuchę noooo.. :shock: ... idziemy na herbakę, ogrzać się i wysuszyc, różne mokre cześci .... :twisted: (zależy jaką opcję "lotów orlich" wybrano... :) )....
Dobrze nam...ogień usypia, lekkimi trzaskami w kominku, czajowe ciepelko rozlewa się po ciałku ... jak słodko...
Niesety, darb wybija nas z błogostanu... czas się zbierać... ech...kiedy znów tu będziem... już tęsknimy.... :?
No i zaczeła sie biesowa jazda w dół bez trzymanki .... wybralismy skrót .... Antek udaje mojego satelite (wrrr, hm, czy będzie to złosliwe jeśli podstawie mu nogę ?... 8) :wink: :twisted:) ..... tuptamy przez kolejne wąwozy... dochodzimy do głebokiej rozpadliny (cudne miejsce) ... po przeciwnej stronie potoku..czeka na nasze przejście grupka trzech osób :) ...wszyscy staramy się sprawnie przedostać w miarę suchą noga na drugi brzeg ... pewna Anka, usiłuje przetachac Antośka na druga stronę...lecz jej potomek, nie robiąc sobie nic z wysiłku swej rodzicielki, właśnie dojrzał obiekt do podziwiania w postaci sopla, usytuowanego w centrum potoku... z dziką radością wije się , drąc się w niebogłosy: " Mama, mama patrz jaki sopel!!!!!!!" i tak w kółko ... :twisted: heheh Anka nie wytrzymała... ( musze to zacytować w całości)... "Tak synku widzę, zajebisty kur*a sopel" ...chwilka konsternacji, po czym spłoneła czerwienią strażacką... wszyscy zgromadzeni dookoła, łacznie z przeprawiającymi się na druga stronę, zaczęli praktycznie tarzać sie ze śmiechu :) :D :D :D ..
Heh, zmieniamy konfiguracje.. Antek idzie za mną... mi się nie wywinie ;) :twisted: ... sprawnie brniemy do przodu .... hm.... coraz więcej lodu.... nasza grupka się rozciąga ....Ewa z Erykiem wydarli jak dwie gazele, ja się moruje z latającym Antkiem, a tutka i pewna Anka udają pingwinki gdzieś na szarym końću :)... No i teraz się przyznam 8) zaliczyłam glebe... ale w stylu alpejskim... z półsaltem i ćwierćobrotem :P... ku dzikiej radości mego 6-letniego towarzysza.... 8) 8) 8) małe diable... nie pociesza mnie fakt, że on zaliczył juz z 50 razy bliskie spotkanie z matką glebą ;)... Obolała i z mokrym zadem docieram do autka ... :lol: ech.... pakujemy swoje zgrabiałe członki do środka i w drogę ...
Ustrzyki Górne .... dziewczyny już zeszły z Caryńskiej ... mamy się spotkać w Zajeździe ... tutka z Anką i małym diablęciem dopadły do baru ... cierbatka.... :D ... ja z Ewą i darbem, czekamy na zewnątrz ... w końcu pod eskorta mania i Tarninki, dobijają do nas nasze dzielne dziołchy :D :D :D .... Umęczone i szczęśliwe jak osiołki ( pytanie czy z powodu dotarcia cało do UG, czy z faktu zdobycia Caryńskiej... ja się przychylam do obu naraz :D)... Dziewczyny udają się z resztą na górę ... ja wracam do baru ...nie wiem co sie działo na górze :), ale sufit drżał ;) :twisted: ...
Nadeszła pora ..... załoga UG.. ruszyła w kulig ( dokładnie to wozem po szosie z braku odpowiedniej ilości śniegu, jak mniemam :P)... a my obstąpiliśmy majtkowy (czyt. samochód) i podjeliśmy dyskusję jak wpakować w niego 7 osób i małe diablę :).. padały przeróżne pomysły i konfiguracje... :D ja się o swoje miejsce szczerze nie bałam hehe :twisted:, lecz stanowczo odrzuciłam pomysł dwóch osób w bagażniku .... 8) ... piętrowo proszę Państwa piętrowo ... :lol: i się upchneli... buhahahaha... ta....no to ruszamy w drogę do Wetliny ... po jakichś 20 minutach jazdy.... :roll:..... dobrywieczór... Straż Graniczna.... :shock: :shock: :shock: kontrola drogowa ... Pan widząc zawartosć majtkowego...zadał mi bardzo rzeczowe pytanie : " czy Pani wie, że Pani ma za dużo osób w samochodzie?" :mrgreen: otrzymał bardzo rzeczową odpowiedź z pełnym usmiechem numer 55 "Niemożliwe".... po krótkiej dyskusji i ustaleniu, iż Pan ma rodzinę w Wadowicach :) o tym samym nazwisku co moje .... pojechali my dali...;)... ech, droga była długa i niewiedzieć czemu niewygodna :P... ale dotarliśmy...jak bum cyk cyk dotarliśmy cało do bacusia .....
No tak wlaśnie przygotowalem sie do zadania kilku pytań a tu proszę- jest pierwsza odpowiedz .
Pozdrawiam
PF
ps
Mimo wszystko zapytam ( raz kozie śmierć ) .
Zaczęła się nerwowa bieganina .. :) mycie, pachnienie :shock: wafelki, szarlotka, red bull, finlandia, wszystko na miejscu :D: ihhhhhhhaaaa.... gitary w dłoń, świece już płoną ... gardła nastrojone do ogólnego zawodzenia ..... :twisted: ( 8) :roll: chciałabym z tego miejsca przeprosić współtowarzyszy, iż tak szczodrze obdarowywałam ich narządy słuchowe moim wyciem :P >>> nadmieniam, że wszycy nadal żyją)... Dobrze nam, klimatycznie, kameralnie i tak jak być powinno.... każda twarz uśmiechnięta, choć może czasem przemyka przez nią cień ubiegłego roku .. ech, idzie Nowy...
znikają słodkości proporcjonalnie do ubywania red bulla i finlandii :twisted: ... już niedługo.. czas przygotować szampana ... już tylko sekundy :) , wszyscy w pogotowiu :) ... 3.....2....1...... NOWYYYYYYYYY :D :D :D :D !!!! Popłyneły strumienie bąbelków... strumienie życzeń i uścisków, kiziania i przytulańców :).... Ach cóż za widok ... :lol: ... jak z bajki, rozświetlają niebo tysiące iskierek ... tuptam na dwór ... ognisko płonie... (nieludzkie doktory się bawią > czyt. grupa przyszłych weterynarzy)... a ja stoję sobie i chłonę... na niebie salwa świateł jedna za drugą, niby poprostu sztuczne ognie, ale tu całkiem inaczej... każdy wystrzał .... niesie sie grzmotem po górach... niesamowite wrażenie :) ... zza rogu wyłania się tutka... ona też gdzieś w kąciku sobie chłoneła :)... no ale nasze zadki, stwierdziły, że już im dostatecznie zimno :) ... wracamy... do ciepła...:) Czas na kilka pieśni ukraińskich w wykonaniu bacy :D ... ech, aż dusza się rwie...:).. niespodziewany gość... Puma :)... Pumcia, Pumcia zagraj nam... i gra... a my zasłuchani.. rozśpiewani ...jak cudnie byc wsród przyjaciół ...
Nieoczekiwanie dla wszystkich okoo godziny czwartej ozywia się małe diable ... :shock: jako, że sie wyspał, a my jesteśmy już lekko :wink: zmęczeni, nie wychwytujemy momentu kiedy dopadł zimne ognie :evil: .... ok jeden...nawet miło popatrzeć...:)... drugi...trzeci....cholercia ile jest w paczce.... :shock: Antoś, niezrażony naszymi prośbami o zaprzestanie zatruwania powietrza i tak juz zagęszczonego ;)... wypala kolejne patyczki.... hm hm hm ciekawe kiedy schajcuje chatę.... :evil: naszczesci po dwunastu opakowanie opustoszało, a my wezwaliśmy "siostry z tlenem" :D...czyli wietrzenie na całego... zasmrodził, zadymił, pomarudził i znów padł ... :twisted: jak miło.... ech.....
powoli świtać zaczyna, świece już dopalone...a gitary nadal grają ...
To była łania, proszę Kobietki :lol:
Ehhh Kasiu.. aż sie popłakalam na wspomnienie Antkowego sopla:P
A potem mója paniczna ucieczka przed mym Miłym..:D
heheh pisz pisz..cudna relacja:)
Cieplutko pozdrawiam Ewa (Czarcik)
Howgh!
Siadłem do komputera. Forum...i pierwsze co me piekne piwne oczeta widzą wreszcie kasia napisała...co miała napisac. Czytam oglądam zdjatka(pomysł sepii bardzo mi sie podoba) i z niecierpliwościa czekam na relacje z wieczoru noworocznego :D pozdrófka
:shock: ja te kaśke chyba zamorduje...jak babcie kocham ..zamorduje hmmm a moze nie wsadzę żywcem do mrowiska :mrgreen:
:shock: ja te kaśke chyba zamorduje...jak babcie kocham ..zamorduje hmmm a moze nie wsadzę żywcem do mrowiska :mrgreen: obiecujesz :mrgreen: ???????
Dzień pierwszy Nowego.... niesamowicie wczesna pobudka ( :twisted: jak na balety nocne) .... :shock: .... teoretycznie wybieramy się na Rawki przez Dział :roll: .... co więcej, po kolejnym :P późnym śniadanku w stylu biesowym, wyruszamy (a dokładniej: ja , tuteczka i jovik 8) )... pogoda raczej szarobura, ale przynajmniej nie pada... wchodzimy na szlak.. mmm... dobrze sie idzie :) ... kilka minut i 8) 8) 8) :shock: koooooooniiiiiiiiki :lol: ...hm... zastajemy uprzedzone, że koniki raczej nie lubią dziewczynek, no ewentualnie podgryzać :? :shock: .....(uwiecznione z bezpiecznej odległości, zreszta i tak nas olały :P) ... brniemy dalej... mamy świadomość, że do celu nie dobijemy, ale tak przyjemnie sie tupta...no moze coraz zimniej :roll: :? hm.... środkiem wydeptanej ścieżki zasuwa po śniegu, maluśki pajączek :shock: ( a temu co?....)a mi właśnie padły baterie w pstrykaczu :( .... obstąpiłyśmy go dookoła i przeprowadzamy bardzo ciężką dyskusje nad celem jego wędrówki 8) :shock: :lol: ...twardziel nie ma co ....
wiadomość od Pumskyego i Sadysty.... hm, grzeją się w "Mgiełce" :roll: ... hm, napiły by się dziewczynki grzanego czegoś... :twisted: "męska" decyzja zawracamy :P:P:P...
Kasieńko, dziękuję za tych kilka wspólnych dni - najwspanialszy Sylwwester na świecie. Do tej pory się uśmiecham na myśl... czekam na dalszą relację.
Cyt.
"......prowadzili bogate życie towarzyskie , często odwiedzali miejscową elitę kulturalną i majątkową , a także przyjmowali rewizyty . Mieli także ciekawy pomysl na spędzenie Sylwestra : cale zaproszone na zabawę towarzystwo wsiadalo na konie , jechalo na Halicz i tam w ostatnią noc starego roku poddawalo sie dzialaniu szampana . Kto dziś potrafi się tak bawić ?" (koniec cyt.)
Wiemy już kto .
A jak - poczekajmy jeszcze nieco a "Ich Sylwestry" przejdą do miejscowej legendy .
(czego Wam serdecznie życzę )
Pozdrawiam
PF
)Cóż za zadziwiająca synchronizacja ... :twisted: kilka minut po tym, jak my dobiłysmy do Pumy i Sadysty..pojawia sie reszta załogi W :) czyli mamy komplet :D... posiedzieli, popili, ale czas w drogę ... opuszczają nas Ewa Natta, Jaguś i Darb... :(, jadą na podbój UG... trudno...pożegnania nadszedł czas, ale jak tu się odkleić od mojego Czarcika ;(;( :? ... ech....
W środku dnia "Mgiełka" i to w Nowy... zaczęła się robić za głośna i za ludna jak dla nas... przenosimy się do Stacha :)... zbieramy ekipę...jedziemy pośpiewać, jesli oczywiście nasze biedne gardła jeszcze to zniosą... :roll: (zwarzywszy całonnocne wycie)... Zajechali my, a tu bum.... narazie kuchnia zajęta ... ( nieludzkie doktory się dokarmiają)....więc, rozlokowalismy się na materacach... :). Zapomniałam wcześniej wspomnieć, iż w srodku nocy sylwestrowej wysiadła jedna "faza" ( :roll: :shock: ) i w połowie domu nie było swiatła... :twisted: ..... tak więc każdy rozwijał fantazje ze świeczką, np.: oddając się błogim czynnościom ;) :P :twisted: hehehhe......
Co by czas szybciej mijał na środek zgromadzenia świeczkowego ruszyło Martini i czekoladki :):D cóż za nastój i chwila :)... no to co po studencku...w kółeczko... :twisted: :D:
tradycyjnie Ewa nie moze miec zdjecia bez browarka :D
dodajmy, że slicznego zdjecia :mrgreen:
Jaro no cóż..w Końcu Czart.. to nie będe świetej udawać :wink:
pozdrawiam Ewa (Czarcik) :twisted:
W końcu kuchnia była tylko nasza...:D... rozsiedliśmy się za stołem.... pyszności bacowe wjechały na stół...:D... no taaaaaaka grochówa.....
Co by czas szybciej mijał na środek zgromadzenia świeczkowego ruszyło Martini i czekoladki cóż za nastój i chwila ... no to co po studencku...w kółeczko... : taaa.... to Martini z tzw"gwinta" było szczególnym doświadczeniem o bitwie o ulubiony smak czekoladek już nie wspomne (wybredne towarzystwo):twisted: Kiedy juz bylismy upojeni i syci Kasiula poddała sie błogiemu masażowi........ :D :wink:
Nasyceni cudną zupką :twisted: ... przymieżaliśmy się do wycia :) ... z niecierpliwością oczekiwaliśmy kolejnych przybyszów... :D niedługo powinni zawitać do nas ... ech...utrzymujemy stały kontakt smsowy z Jabolkami :) 8) .... Gitary już rozgrzane... muzyka rozpływa się po całej chacie, nawet po tej ciemnej części ... 8) ....
Niepsodziewanie pojawia sie obsada z góry, czyli znów trzeba nakarmic stadko... tylko tym razem to jakieś 15 osób... :shock: Jovanka przejeła funkcję garczkowego esesmana :twisted: usadziła, w jakby nie było nie gumowej kuchni dodatkową ekipę... każdy dostał talerz w łapę z makaronem i pycha sosem :D... a mnie wygonili na piec :(....Zjedli ? to sio :P :wink: .... odzyskaliśmy władze nad ukochaną kuchnią..... :).....
telefon od Jabola... są już w Wetlinie..tylko teraz (odwieczny problem), za którymi krzakami skręcić...:P :twisted: .... wyszłyśmy z jovanka na powitanie :)... stoimy na podjeździe, marzniemy i obsermujemy taka o to senkę ... :twisted: :twisted: ....
mamy jak na dłoni widoczny kawałek drogi od ulicy... w końcu skręca na nią białe autko.... zaczyna się piąć pod górę i znika nam z pola widzenia za domem sąsiadów..:) czekamy w skupieniu, aż dojadą do nas....hm.....odcinek 100 metrów, nie pokonuje się, aż tak długo ..... i teraz naszym oczom ukazuje się ciekawy obrazek, a mianowicie, białe autko zjeżdza w dół tyłem ... :shock: ...hm .... i znów się pnie ......po chwili znów zjeżdza tyłem .... :shock: :shock: :shock: ....... szybki telefon.... jabolek wisi kółkiem nad rowem... jovanka biegiem po chłopa do domu, ja ruchem posuwistym do jabolków... :P ....zanim dotałam na dól, Bison (czyt. młody jabolek z mopem) wypchnął juz brum bruma i aktualnie usiłują założyć łańcuchy ... :) szybkie powitanie... (toć pierwszy raz).... :oops: za chwilę dobija do nas jovik z Sadystą i nieznanym mi osobnikiem , (prawdopodownie ze stadka na górze >>> wcześniej sterroryzowanego przez jovika :twisted: ).... znów się witają... heheh.... dobra panowie, weźmy to galopem.....jazda na górę....inaczej tu zamarzniemy .... :twisted: ....Krzysiek ruszył jak gazela, a my wtaczamy się pod górę jak niedźwiedzie:P....
W chacie impreza już na całego....jakie cudowne ciepło...:) trzeba chłopaków nakarmić ... znów grochówaaaaaa :twisted:... Puma przygrywa.... co by na trawienie lepiej wpłynąć .... :) ... Baca w świetnym humorze, udziela się nam wszystkim... ech... dobrze mi tu :)... po łemkowsku, po ukraińsku, po rosyjsku, jak dusza woli........ wydziermy sie ile w płucach pary jeszcze :)...no i nadszedł czas Sadysty :twisted:
Niepsodziewanie pojawia sie obsada z góry, czyli znów trzeba nakarmic stadko... tylko tym razem to jakieś 15 osób... Jovanka przejeła funkcję garczkowego esesmana usadziła, w jakby nie było nie gumowej kuchni dodatkową ekipę... każdy dostał talerz w łapę z makaronem i pycha sosem ....spadłam z krzesła ..odebrało mi mowe zemdlalam co tam jeszcze mozna?? :mrgreen(esesman?): A co porzadek musi być ha ha aha...a makaronik paluszki lizać 8
I się zaczęło.... jak sobie przypomnę, to mam atak dzikiej radości :D ( co może być straszne w moim wykonaniu ;) :P)...zapowiadało sie niegroźnie.... robaczek, taki biedy i malutki ... a potem.......... poszzzzzzzzzzzzzzło...już wiemy czemu Sadysta :twisted: ...... kolejne utwory, przyprawiały nasze mieśnie o kolejne skurcze :D:.. naszemu 6-cio letniemu diablęciu niesamowicie przypadł do gustu szczególnie bardzo populary stary szlagier w lekko odnowionej wersji, a mianowicie "Ach jak przyjemnie kołysac się wśród fal, gdy woda chlupie w dupie i słychać grzechot jaj... :twisted: " .... heheh .... na osobistą prośbe Antosia, pieśń owa była bisowana wielokrotnie :)... na koniec Sadi dał sie namówić na reklame proszku pioracego "TIFF".... 8) :shock: :lol: :lol: :lol: :twisted: prosze Państwa , tego się nie da opisac w jakikolwiek sposób, to trzeba zobaczyć... wyjaśnie pokrótce...że jesli usłyszycie hasło "tiff, tiff, to the water, to the water" ... to jest właśnie to :D:.... dodam również, że nie wiem jak inni, bo akurat wtedy zalałm się łzami, ale ja osobiście zaliczyłam podłoge u bacusia w kuchni i stwierdzam, że jest twarda :P....
Cholerka. A miałem okazję podwieźć Jabola i Bisona do Wetliny karawanem. Już wiem, że dużo straciłem, mógłbym poznać ciekawą Ekipę. Myśle, że co się odwlecze to....... :)
Pozdrawiam
Co by jakoś zachęcić do śpiewu ogólnego, postawiam na stół buteleczkę smrekóweczki :twisted: , czyli napitku miejscowego, na dwunastu ziołach produkowanego ;) ... miny zgromadzonych były różne ... :shock: 8) :roll: :twisted: ....ale ja wypiłam do jovi, jovi do jabola i tak poszło po ławie :) "hamulcowych" prawie nie było ... :P, tak więc buteleczka poruszała się sprawnie :).... a wraz z nią, wzmagały sie nasze głosy ;) .... hiehiehie..... ale jak to bywa w Nowy... pojawia sie wcześniej czy później syndrom dnia nastepnego, czyli nasza impreza, zaczęła przybierać bardziej kameralny charakter :) ... pożegnali się z nami Pumsky, Sowa i Sadysta... jak również różne inne osoby, których dotad nie zidentyfikowałam :roll: ..... na ławę wjechałą kolejna buteleczka napitku ... :mrgreen: (zrobiła kobitka zapasik) ... i tak rozpoczęła się wojna na smrekówkę....
Kuchnia gościła już tylko najwytrwalszych zawodników .... :D ja jako kierownica, nie uczestniczyłam (niestety :evil:) w wojence.... za to wyzwanie podjęła jovanka :D:.... i tak od miareczki do miareczki.... zeszło pół nocy...... ( nadmienię, że widziałm, iz zakradło się drobne oszustwo :P, a mianowicie jabol zgrabnie omijał swoja kolejkę... heheh jova jova...nie daj się tak... ;)) ... hehe ..... zostało nas czworo.... Bison brzdękał coś na gitarze, tak cichutko co by nie zbudzić ..... ;) ... a ja podjęłam funkcję obserwatora, co by móc teraz opisać owe zjawiska które następowałay w miarę obniżanie się poziomu w butelce :P a mianowicie bardzo interesujące zjawisko łokciowe w przypadku jovy i mętnienia w przypadku jabola... :twisted: :twisted: :twisted: jovie spadaly łokcie z ławy a jabolowi zmętniał wzrok........ :P:P:P hehehe........
Ech nie umiem opisać tej kuchni w tę noc.... poprostu to była ta kuchnia co trzeba...i żadna inna :)....... Około godziny trzeciej wykonalam zwód taktyczny, czyli padłam na z góry upatrzona pozycję, tuż obok sennie otulonej tuteczki :)...... i ten etap musiałaby uzupełnić jovanka , bądź jabolki.... 8) .... wiem tylko, że siedzieli do rana białego prawie, smrekówka wyszła, dopadli co było ... (a nie miesza się smrekówki z czymś innym, ja wiem co mówię, bo raz pomieszałam :shock: :? :shock: :roll: :P).........
ja zapadłam w sen.........sen zimowy.....sen biesowy........sen Nowy......
Dzień drugi Nowego.... późna pobudka... 8) ciekawe czemu ..... Joviczek kofany jakiś taki zaspany.... ale mówiłam, że głowa nie boli po tym... :P ...tylko nie trzeba mieszać... joviku nie mieszać.... :twisted: :twisted: :twisted: .... no ale zadziwiająco szybko zebraliśmy się na spacer.... (na tyle szybko, że ani pewna Anka z pewnym diablęciem nie nadązyli)..... niedługo czas wyjazdu... mróz, biało, ślisko.... Wetlina taka spokojna... uśpiona..... doszliśmy do "cetrum".... :twisted: batoniki :twisted: ( co by uzupełnic niedobory czegośtam i dodać ogólnie ciałkom energii:))... trzeba wracać.... na śniadanko :) ...ale takei smutne już.... choć znów zapiekanki z bukowej deski i znów ława i znów przyjaciele, to każdy wie, że już czas wyjazdu :(.....wpada Puma z załogą... co by się pożegnać... ech, wyjzadów nastał czas...
Zapakowani, wyściskani i wykłuci przez Stanisława Stanisławowicza ruszamy... a każdy jak z ołowiu :( ... ech...
ja jako kierowca z bombowca poczułam lekki dyskomfort, na myśl o zjeździe majtkowym na dół i na pomoc przyszedł Jabol :D: dzięki Ci piękne ... buziaki i uściski na górze...buziaki i uściski na dole.. ale czas się rozstać...
Jedziemy .....
PS. Lecz to nie koniec ... :P .... fartem zgrabnie przejechalam serpentyny... już prawie prawie Zagórz... a tu telefon... Puma.... :) sie cholera stęsknił ;) ..... dziwnym trafem Pumeczka jedzie za nami, a jego Mesio.. nie ma hamulców :shock: ... no ten to lubi emocje .... :twisted: :twisted: :twisted:
Z przerwami, deszczami i kawami ( oraz praktycznie nieustającym wyciem Antosia .... "Ach jak przyjemnie kołysac się" ..... :evil: 8) )...doturlałyśmy się do miasta koziego... i koniec wyprawy........
NIe pochodziły, trochę się spiły, powspominały, nowych poznały........ i na drugi rok też by tak chciały ....
Witam,
Czytałem sobie dziś z zapartym tchem Waszej relacji :lol: . Gratuluję pomysłu oraz wspaniałego wykonania :!: . W relacji jest sporo zdjęć uczestników oraz piekne widoki Bieszczad (co mnie najwięcej cieszy). Szkoda, że niezamieściliście przynajmniej fragmentów nagrań dźwiękowych dla dopełnienia realcji :roll: . Życzę wszystkim uczestnikom następnych wypadów w moje ulubione Bieszczady!
Witam,
Czytałem sobie dziś z zapartym tchem Waszej relacji :lol: . Gratuluję pomysłu oraz wspaniałego wykonania :!: . W relacji jest sporo zdjęć uczestników oraz piekne widoki Bieszczad (co mnie najwięcej cieszy). Szkoda, że niezamieściliście przynajmniej fragmentów nagrań dźwiękowych dla dopełnienia realcji :roll: . Życzę wszystkim uczestnikom następnych wypadów w moje ulubione Bieszczady! Miło mi, że wykonanie się podoba .... :) ....
PS. Chomik w dechę ... :mrgreen: :twisted: :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:
Ja Wam to uczyniłam..... obiecuję, że to mój pierwszy i ostatni raz :) czytanie nieobowiązkowe ... :twisted: :twisted: :twisted: ze szczegółów przepytam na Kimbie ;) :P
Dla wytrwałych, którzy przeczytali całość i wracali do poczatku, przez moje poprawki, wielkie dzieki i ukłony ... :) pozdraviam...
JOVANECZKO, EWCIU, TUTECZKO, JAGNO, DARB, JABOLKU, BISONKU, PUMCIA, SOWA, SADYTYCZNY SADYSTO
..........................DZIĘKUJĘ ŻE BYLIŚCIE TAM ZE MNĄ...............................
Kasiu dziekuje za relacje..czytając ją przeżyłam ponownie Sylwester w Wetlinie:)
Wielkie CMOOOOOOOOOK za przygarniećie
I specjalne podziekowania dla Joviczka i Jagny ze mnie namówily na wyjazd
I dla Hero.. ze mnie dostarczył na miejsce:D
Ewa (czarcik)
JOVANECZKO, EWCIU, TUTECZKO, JAGNO, DARB, JABOLKU, BISONKU
..........................DZIĘKUJĘ ŻE BYLIŚCIE TAM ZE MNĄ............................... Kasieńko przeczytalam całą twoje relacje i moge zostac przepytana jak na egzaminie :D ...pojawilaś się na czacie tak niedawno ..a właściwie to Tobie zawdzięczam że wogóle tam pojechałam ,gdyby nie Ty pewnie nie dałabym sie namówić na ten wyjazd i kolejny sylwester byłby szary i nudny.(nawet się nie gniewam za tego esesmana i terroryste :roll: co do tego oszustwa opisanego wyżej policzę sie z kim trzeba :mrgreen: .Korzystając z okazji chciałabym ta drogą podziekować WSZYSTKIM ,których spotkałam w tamte dni na swojej drodze,wszystkim których spotykałam co dzień na czacie za bardzo miłe przyjęcie....nawet Manio czatowy milczek<cmok>w realu okazał sie bardzo gadatliwy :mrgreen: Jagnie że miała cierpliwośc zabrać Mnie na Caryńską (Sprzysiężony to ty byłeś sprawcą mojej determinacji) :D oraz wszystkim znajomym znajomych,których mogłam poznać......DZIEKUJE....ten sylwestrer zostanie w mej pamięci na zawsze :D
wspanaiłe bardzp mi sie podoba ta strona
a czytam a czytam --i podoba mi sie --i bardzo żałuje ,że nie było mnie tam i piszę i nie wiecie kto
a czytam a czytam --i podoba mi sie --i bardzo żałuje ,że nie było mnie tam i piszę i nie wiecie kto a ja wiem kto :)... bom czarownica :)...cieszę sie, że się podoba :)..
pozdraviam Janusz ...
k
Wrrrrrr..... lameriada po całości...
Napisałem posta do tego tematu ale oczywiscie umieściłem go gdzie indziej czyli tutaj: http://forum.bieszczady.info.pl/bies...121.html#15121
Jaka porażka :P
Baby toscie juz nie ceperki --stwierdzam to po wnikliwej lekturze -- a nie poszły bysci we wschodnie Biesy , na kresy ????
Same "Zochy" :twisted: :twisted: :twisted: a na kresy a jusci..... pójdziem wsyćkie...
Witam,
Dzięki kobiecie_bieszczadzkiej za uznanie mojego chomiczka :lol: o imieniu "Kwach" !!! W nagrodę 8) dodaję następne pikne ujęcie.
Marek
Same "Zochy" a na kresy a jusci..... pójdziem wsyćkie... jak już to nie "Zochy" i nie same, jak z tekstu wynika --tylko "Halszki" przecież to tak ma być -- Goralka Halka........
a mam str żeby zobaczyć jak na Biesach wschodnich jest pięknie i dziko ,a wysoko też ..ale nie podam jej tu bo na krypto-reklame zakrawało by,,
Alez podaj.......:) to tylko dla lubujących się :).... jam Zocha :P , ale mogę być i "Halszka" ino wiedźma :twisted: ........
pozdraviam
k
ps. myslę, że mam już wielu chętnych na wypad na kresy.... :)
jak obiecałam jagnie...dodam kilka foteczek jeszcze :) co by można popodziwiać ;) :twisted:
oraz....
jak również ......
:D :D :D :roll:
Witam,
Nie martw się jovanka jesteś po prostu fotogeniczna :lol: - co mnie bardzo cieszy :wink:
Witam,
Nie martw się jovanka jesteś po prostu fotogeniczna :lol: - co mnie bardzo cieszy :wink: twoja ironia świadczy o tobie .........chomiczku
okularnik napisał:
Cytat:
Temat postu: ..i znowu ja...
Witam,
Nie martw się jovanka jesteś po prostu fotogeniczna - co mnie bardzo cieszy
twoja ironia świadczy o tobie .........chomiczku tylko ja nierozumiem gdzie tu w tym powyższym zdaniu jest zawarta ta ironia, hmm 8) czy możesz mie oświecić droga(i) krajanko(u)? :roll:
dla odmiany przesyłam koteczka :lol:
:wink: :wink:
tylko ja nierozumiem gdzie tu w tym powyższym zdaniu jest zawarta ta ironia, hmm czy możesz mie oświecić droga(i) krajanko(u)?
dla odmiany przesyłam koteczka sory wprowadziły mnie w błąd ikonki tam zamieszczone--ale po głębszej analizie przyznaję sie do zlej interpretacji Twojego posta-- jeszcze raz przepraszam, i mam nadzieje że nie masz pretensji --my krajanie musimy sie wspierać , jeżeli Ty też tak uważasz -pozdrawiam -- a zdjęcia i chomik są naprawdę dobre
8) dziekuję wszystkim za opinie na temat mojej "twórczości" .... równocześnie prosze o uwagi, jesli coś było nie tak lub mogłabym coś zmienić na przyszłosc :)... zarzekałam sie co prawda, że to pierwyj i ostatnij, ale..... :twisted: .........
pozdraviam i czekam na Wasze komentarze :)
kobita
Jestem pod wrażeniem.
Naprawdę.
:twisted: :twisted: bez nabijania się proszę.... :P ...
... a pod jakim ja jestem wrażeniem :) Widziałem, słuchałem, degustowałem i do dzis wspominam...Było fajnie choć załapałem sie tylko na poprawiny.Pozdrawiam:)
A
Było fajnie choć załapałem sie tylko na poprawiny. ale to tylko z własnego wyboru... :P czekałyśmy wytrwale ....Jabolku...czekam na dalszą cześć Twojej relacji ... :) pozdraviam i do zobaczenia, gdzieś ... w lesie :twisted:
kobita
zanotowane.pl doc.pisz.pl pdf.pisz.pl brytfanna.keep.pl
Plan był dobry.... jadę sama do Wetliny, ze względu na wykruszenie się chętnych...... Cóż, plany ulegają zmianom, okazało się, że moje nawet diametralnym :)... pojawiłam się na Forum i na czacie.... :) I bum wszystko jak w kalejdoskopie :) ... Załoga "W" sie nagle i niespodziewanie miło powiększa... Ustalone zostało, po wielu rozmowach, negocjacjach, chwilach niepewności, iż jedziemy we cztery: jovanka, tutka, ja i pewna Ania ... a no i mały Antoś (syn pewnej Anki). Udaje się namówić jeszcze Jagne i Ewę Nattę :twisted:. i wykorzystać Hero ... :D jako kierowcę oczywiście. :P
Dnia 30 miesiąca grudniowego wyruszamy. Oszczędzę Wam porannych przygotowań babskich :P i ogólnej bieganiny wokół zapakowanego po brzegi brum bruma. Ważne jest, że w końcu zwarte i gotowe wyruszamy na trasę. Przywitała nas poranna mgła unosząca się złowrogo nad wstążką szosy i lekkie siąpienie, co raczej mówiąc szczerze, nie nastrajało zbyt optymistycznie, ale.... :) jedziemy w góry ... to wystarcza za wszystko ...
I tu nastąpic powinna relacja drogggggggggi, ale .... spotkanie z Hero i Jagną .....zostało juz opisane, więc nie będę powielać ... :) ....mogę jedynie dodać, iz gdy Hero z Jagną odbierali Ewę Nattę od jaro, my własnie w innej cześći Rzeszowa, pochłaniałyśmy coś co było według nazwy Hot Dogiem .. :) ... W między czasie usiłowałam wytłumaczyć darbowi, który był już w Wetlinie, za którymi krzakami ma skręcić, aby dojechac do Bacy ... mniej więcej, w tym samym czasie wyruszylismy na południe ...... :)....
Około godziny 14-tej dotarłysmy szczęśliwie do Bacy...... Ech .... Podwórko przykryte śniegiem... przekraczając próg, poczułam się jak w domu... Stanisław Stanisławowicz ... gorące powitanie .. uśmiechy, uściski i ogólne zamieszanie ... W końcu pada pytanie: "No dobra, ale gdzie są dziewczyny z Hero ?" Wyjechali przed nami z Rzeszowa... a tu ani widu ani słychu, telefony poza zasięgiem i lipa.... no nic czekamy i próbujemy się połączyć .... nareszcie połączenie z Ewą .... wybrali drogę przez UD i UG ...hm.... 8)
I znów bacusiowa kuchnia, znów ten klimat, ten zapach palonego drewna i wspaniali ludzie dookoła.. i Biszkopt (cudny lablador) ... W końcu pojawił się Eryk (darb dla niewtajemniczonych) ... Hehe pierwsze spotkanie ... :) a tak jakbysmy się znali kope lat ... Po dwóch godzinach docierają nasze zguby .... oczywiście umęczone podróżą, tym bardziej, że zakładali łańcuchy zjeżdzając z serpentyn .... ( A mówiłam jedź przez Cisną :P ) ... Jak hurtem to hurtem, pojawia się też Pumsky, co by się przywitać ( znajomy tutki, pewnej Anki i mój - oczywiście biesowy) .... I zrobiło się gwarno i ludnie ... :) Aklimatyzowanie, rozpakowywanie i tak mi dobrze.....Darb z Jagną już gitary w dloniach, Ewa zasłuchana ... ja jak zwykle gdzieś w kuchni, krążę pomiędzy górą a dołem ...
Wieczorne wyjście do "Mgiełki", gwar, tony młodych ludzi .........hm......... wszyscy upchnięci jak sardynki, ścisk okropielny i pośród tego chaosu jedna ława pod ścianą prawie pusta, Puma, Sadysta i Sowa .... miejsca na nas czekają ... :) ... Piwko z soczkiem ... po chwili dochodzi do nas pewna Ania z małym Antośkiem i Ewa Natta.. Sadysta preparuje coś, co szczerze wygląda drastycznie .... :roll: hm...i niby potem mamy to pić ... przeraża mnie ... :? .........posiedziały, popiły, powrót do chaty, kolejna zmiana planów... Ja z tutką decydujemy sie na wypad do Smereka, do znajomych Pumy .... zaliczyłyśmy jeszcze ognisko pośród śniegów z bandą poztywnie zakręconych biesołazów ... i pieczony bekon ;) ... Niebo cudne, gwieździste ..... A potem juz tylko sen ....
Widziałem, że robisz ładne zdjęcia. A teraz nic? Mieliśmy się okazję spotkać, ale co sie pdwlecze to nie uciecze. Też byłem w tym czasie w Bieszczadzie.
pozdrawiam
Dziękuję za komplement.. :) dot. zdjęć ... Fotki będę... post się buduje dopiero :) ...
Pozdraviam i czekam na spotkanie ... :) ...
PS. Jako, że byłam kierownicą, dnia pierwszego zdjęć nie ma :P, aparat (o głupoto kobieca) zapakowałam szczelnie, aby oczywiście nie doznał obrażeń i w związku z powyższym zdjęć do aktualnie opisanego etapu brak :(
Dzień drugi .... 31 grudnia... ranek....wydawać by się mogło, ze powinien być ciężki ... a nie był. Fenomenem spania u bacy jest zjawisko nagłego przebudzenia wszystkich jednocześnie.... (wyłączając Antka, który wypiąwszy się na nas, spal dalej)... Gramoląc się ze śpiworów, układamy plan taktyczny na dzień dzisiejszy ..... Jovanka z Jagną wybierają sie na Caryńską, Darb z Ewą też sie gdzieś wybierają.... My niestety, ze względu na towarzystwo małego wybieramy dzień lajtowy ...czyli spacerek od Bereżek do Koliby... poprostu w odwiedziny do naszej Łapeczki (czyt. Marysia z Koliby) .... Plan ustalony, zabieramy dziewczyny ze sobą i podwozimy je do Przełęczy Wyżniańskiej........potem odbieramy je w Ustrzykach Górnych.....
Śniadanie ........ takich śniadań nie ma nigdzie indziej na świecie, jak wielka rodzina, każdy dorzuca co ma dobrego .... oczywiście ogromne ilości czosnku ........... mięsko, serki, ogóreczki no wszystko czego dusza głodna, zapragnąć może ..... :twisted: i na koniec zaaaaaaaaaaapienanki :D takie na bukowej desce, takie biesowe, dzieło wielu rąk ... :) pyszności znikają szybko....
Posilone, ogacone, z zapasami batoników i innymi różnościami bliżej nieokreślonymi i prawdopodobnie całkowicie zbędnymi pakujemy się do autka ...( pragnę wpomnieć o barwie owego pojazdu, gdyż bardzo mnie ujmuje ten majtkowy fiolet :D, szumnie zwany wrzosowym .... :twisted:) Lekki mrozik, słońce nieprzerwanie próbuje się przebić przez dość gęstą zasłonę z chmur, która tak szczelnie otluliła góry me kochane ... Ruszamy ....... wszystko takie ciche, pobielone, tak jakby namalowane ... Mijamy Górna Wetlinke i powoli, lecz nieprzerwanie pniemy sie dalej... do czasu..... :shock:
Mijamy znak serpentyny :shock: z lekkim niepokojem wtaczamy się na pierwszy , potem drugi i trzeci zakręt........ no i tu powstaje problem....... majtkowy brum brum , nie chce dalej ... a nawet bardziej chce do rowu, niz gdziekolwiek indziej ... :? :shock: .... kilkanaście metrów za nami, poniżej zakrętu, ludzie już zakładają łańcuchy .... źle oj źle .... szybka decyzja... Jagna i Jova zaczynają wędrówkę już tutaj..niestety, my wybieramy droge na około ... Dziewczyny poszły, a Kasia czyli ja duma sobie, jak tu taką kolumbryną zjechać tyłem z trzech zakrętów po lodzie ... Nagle telefon od darba .... 8) z dziwnym pytaniem , gdzie jesteśmy? .... No ja to gdzie... na zakręcie :D
Nadciagają posiłki ... Eryk z Ewą... podążają w naszą strone ..... :) busem, w którym przez CB usłyszeli wiadomość o zablokowaniu serpentyny przez dwie baby ( :twisted: wogóle nie wiem o czym mowa, jak ktoś bardzo chciał to przejechał obok :!: ) .... niewiedzieć czemu pomyśleli o nas..... :P.... Sytuacja natomiast rozwijała się z minuty na minutę .... kolejne samochody. które dobijały do serpentyn zawracały z lękiem w oczach kierowców, bądź też próbowały walczyć, co zawsze kończyło się łańcuchami ... A ja sobie się toczyłam do tyłu w bliżej nieokreślony sposób .... 8) .... ale z jakim wdziekiem ;) :P ... Mała przerwa, dojechali już E+E .... darb obdarowuje mnie i tutkę batkonikami, nie bardzo wiem, czy na poprawę humorku, podbudowanie, czy zajęcie uwagi czymś innym niż grubością lodu pod oponkami :) Na tusie podziałało .... wsuwając batonika, całkowicie zapomniała się w słodyczy ... :twisted: .... mnie rozbolał ząbek :P ... Ze wsparciem darba poszło sprawniej i po szybkiej nawrotce, pojechaliśmy do UG trasą na około ... 8) .....
Cóż za diametralna zmiana dookoła...... pikna "wiosna" skąpana w cudnym słońcu, nawet grama lodu czy sniegu ....
Kasiu tak trzymać. Mnie sie podoba. Relacja z humorem i "jajem" :lol: Czekam na więcej. Duch. :P
Pisz , pisz . Lubię Cię.... .
czytać.
Pozdrawiam
PF
Bereżki .... zawiane, szare i nijakie ...... głowe urywa ..... pakujemy zakupy dla Maryś ... 8) też sobie zażyczyła ... ech, dwie paczki sztucznych ogni ... :twisted:...przypinamy je do plecaka tutki.. wyglada jak kombandos bojowy w pełnym rynsztynku ..... hehe.....ruszamy szlakiem... ech, w końcu ... deszcz siąpi w twarz... nieprzyjemnie... ale brniemy do przodu, byle do granicy lasu ...
W lesie lepiej, ciszej ....wyciągam aparat ... 8) ... zobaczymy co to za ustrojstwo ... zostaję z tyłu .... ja raczej typ samotnika, jesli idzie o włóczęgę po górach ...
Idę i patrzę... i widze takie różności... sople na lisciach fantazyjnie zwiniętych nad potokiem, igiełki z lodu w odcisku czyjegoś buta i niebo..... i cuda, cudeńka dookoła .... kilkoro ludzi na szlaku, schodzi w dół... poszli....wracam do zdjęć... znów wisze nad potokiem..... ech, kolaniska mam juz calustkie mokre, ale jak mi dobrze :) ...
.................................................. ...................
http://forum.bieszczady.info.pl/bieszczady1775.html
Niestety trzeba przyspieszyć .... :? .... powoli zmniejszam odległośc z "moimi" ... ech, niepoczekali... poszli górą .... :P to ja na skróty...przy okazji popstrykam jeszcze kilka zdjęć :) .... przedzieram sie przez wąwozy, które jednak lepiej pokonywało się jesienią ...teraz zasypane i niegościnne ... jeszcze chwilka i wyłania się przede mną Koliba :)... tuptam sobie u jej podnóża ... (pełna optymistycznych nadziei na herbatke), a tu jakoś tak dziwnie i niespodziewanie zmienia mi się płaszczyzna..... :shock: aaaaaaaa błockoooo.... zaliczam dwumetrową jazdę w dół w różnych niewyobrażalnych pozycjach :twisted: :twisted: , jednakże łapię pion ... :P.... ubłocona po kolana , pakuje sie z radością na schody...
Łapeczka moja kofana.... :)...Koliba pełna.... a ja i tak na tarasie .... :) ja tu strasznie lubie................być.. :)
.....bo tu jest mój wiatr.......
Ale mi się oberwie ....:twisted: Siedzimy sobie z Marysią, kulturalnie dokarmiając raczka.... :) delektujemy się lekkim wiatrem i przerwą w siąpieniu :)... Pojawiają się moje zguby :D , z oczywistym znakiem zapytania na twarzy... :?: w jaki sposób będąc ostatnią, siedzę sobie i czekam :)... ech, czary ... 8) ... Znów dopadli Maryśkę, uduszą dziewuchę noooo.. :shock: ... idziemy na herbakę, ogrzać się i wysuszyc, różne mokre cześci .... :twisted: (zależy jaką opcję "lotów orlich" wybrano... :) )....
Dobrze nam...ogień usypia, lekkimi trzaskami w kominku, czajowe ciepelko rozlewa się po ciałku ... jak słodko...
Niesety, darb wybija nas z błogostanu... czas się zbierać... ech...kiedy znów tu będziem... już tęsknimy.... :?
No i zaczeła sie biesowa jazda w dół bez trzymanki .... wybralismy skrót .... Antek udaje mojego satelite (wrrr, hm, czy będzie to złosliwe jeśli podstawie mu nogę ?... 8) :wink: :twisted:) ..... tuptamy przez kolejne wąwozy... dochodzimy do głebokiej rozpadliny (cudne miejsce) ... po przeciwnej stronie potoku..czeka na nasze przejście grupka trzech osób :) ...wszyscy staramy się sprawnie przedostać w miarę suchą noga na drugi brzeg ... pewna Anka, usiłuje przetachac Antośka na druga stronę...lecz jej potomek, nie robiąc sobie nic z wysiłku swej rodzicielki, właśnie dojrzał obiekt do podziwiania w postaci sopla, usytuowanego w centrum potoku... z dziką radością wije się , drąc się w niebogłosy: " Mama, mama patrz jaki sopel!!!!!!!" i tak w kółko ... :twisted: heheh Anka nie wytrzymała... ( musze to zacytować w całości)... "Tak synku widzę, zajebisty kur*a sopel" ...chwilka konsternacji, po czym spłoneła czerwienią strażacką... wszyscy zgromadzeni dookoła, łacznie z przeprawiającymi się na druga stronę, zaczęli praktycznie tarzać sie ze śmiechu :) :D :D :D ..
Heh, zmieniamy konfiguracje.. Antek idzie za mną... mi się nie wywinie ;) :twisted: ... sprawnie brniemy do przodu .... hm.... coraz więcej lodu.... nasza grupka się rozciąga ....Ewa z Erykiem wydarli jak dwie gazele, ja się moruje z latającym Antkiem, a tutka i pewna Anka udają pingwinki gdzieś na szarym końću :)... No i teraz się przyznam 8) zaliczyłam glebe... ale w stylu alpejskim... z półsaltem i ćwierćobrotem :P... ku dzikiej radości mego 6-letniego towarzysza.... 8) 8) 8) małe diable... nie pociesza mnie fakt, że on zaliczył juz z 50 razy bliskie spotkanie z matką glebą ;)... Obolała i z mokrym zadem docieram do autka ... :lol: ech.... pakujemy swoje zgrabiałe członki do środka i w drogę ...
Ustrzyki Górne .... dziewczyny już zeszły z Caryńskiej ... mamy się spotkać w Zajeździe ... tutka z Anką i małym diablęciem dopadły do baru ... cierbatka.... :D ... ja z Ewą i darbem, czekamy na zewnątrz ... w końcu pod eskorta mania i Tarninki, dobijają do nas nasze dzielne dziołchy :D :D :D .... Umęczone i szczęśliwe jak osiołki ( pytanie czy z powodu dotarcia cało do UG, czy z faktu zdobycia Caryńskiej... ja się przychylam do obu naraz :D)... Dziewczyny udają się z resztą na górę ... ja wracam do baru ...nie wiem co sie działo na górze :), ale sufit drżał ;) :twisted: ...
Nadeszła pora ..... załoga UG.. ruszyła w kulig ( dokładnie to wozem po szosie z braku odpowiedniej ilości śniegu, jak mniemam :P)... a my obstąpiliśmy majtkowy (czyt. samochód) i podjeliśmy dyskusję jak wpakować w niego 7 osób i małe diablę :).. padały przeróżne pomysły i konfiguracje... :D ja się o swoje miejsce szczerze nie bałam hehe :twisted:, lecz stanowczo odrzuciłam pomysł dwóch osób w bagażniku .... 8) ... piętrowo proszę Państwa piętrowo ... :lol: i się upchneli... buhahahaha... ta....no to ruszamy w drogę do Wetliny ... po jakichś 20 minutach jazdy.... :roll:..... dobrywieczór... Straż Graniczna.... :shock: :shock: :shock: kontrola drogowa ... Pan widząc zawartosć majtkowego...zadał mi bardzo rzeczowe pytanie : " czy Pani wie, że Pani ma za dużo osób w samochodzie?" :mrgreen: otrzymał bardzo rzeczową odpowiedź z pełnym usmiechem numer 55 "Niemożliwe".... po krótkiej dyskusji i ustaleniu, iż Pan ma rodzinę w Wadowicach :) o tym samym nazwisku co moje .... pojechali my dali...;)... ech, droga była długa i niewiedzieć czemu niewygodna :P... ale dotarliśmy...jak bum cyk cyk dotarliśmy cało do bacusia .....
No tak wlaśnie przygotowalem sie do zadania kilku pytań a tu proszę- jest pierwsza odpowiedz .
Pozdrawiam
PF
ps
Mimo wszystko zapytam ( raz kozie śmierć ) .
Zaczęła się nerwowa bieganina .. :) mycie, pachnienie :shock: wafelki, szarlotka, red bull, finlandia, wszystko na miejscu :D: ihhhhhhhaaaa.... gitary w dłoń, świece już płoną ... gardła nastrojone do ogólnego zawodzenia ..... :twisted: ( 8) :roll: chciałabym z tego miejsca przeprosić współtowarzyszy, iż tak szczodrze obdarowywałam ich narządy słuchowe moim wyciem :P >>> nadmieniam, że wszycy nadal żyją)... Dobrze nam, klimatycznie, kameralnie i tak jak być powinno.... każda twarz uśmiechnięta, choć może czasem przemyka przez nią cień ubiegłego roku .. ech, idzie Nowy...
znikają słodkości proporcjonalnie do ubywania red bulla i finlandii :twisted: ... już niedługo.. czas przygotować szampana ... już tylko sekundy :) , wszyscy w pogotowiu :) ... 3.....2....1...... NOWYYYYYYYYY :D :D :D :D !!!! Popłyneły strumienie bąbelków... strumienie życzeń i uścisków, kiziania i przytulańców :).... Ach cóż za widok ... :lol: ... jak z bajki, rozświetlają niebo tysiące iskierek ... tuptam na dwór ... ognisko płonie... (nieludzkie doktory się bawią > czyt. grupa przyszłych weterynarzy)... a ja stoję sobie i chłonę... na niebie salwa świateł jedna za drugą, niby poprostu sztuczne ognie, ale tu całkiem inaczej... każdy wystrzał .... niesie sie grzmotem po górach... niesamowite wrażenie :) ... zza rogu wyłania się tutka... ona też gdzieś w kąciku sobie chłoneła :)... no ale nasze zadki, stwierdziły, że już im dostatecznie zimno :) ... wracamy... do ciepła...:) Czas na kilka pieśni ukraińskich w wykonaniu bacy :D ... ech, aż dusza się rwie...:).. niespodziewany gość... Puma :)... Pumcia, Pumcia zagraj nam... i gra... a my zasłuchani.. rozśpiewani ...jak cudnie byc wsród przyjaciół ...
Nieoczekiwanie dla wszystkich okoo godziny czwartej ozywia się małe diable ... :shock: jako, że sie wyspał, a my jesteśmy już lekko :wink: zmęczeni, nie wychwytujemy momentu kiedy dopadł zimne ognie :evil: .... ok jeden...nawet miło popatrzeć...:)... drugi...trzeci....cholercia ile jest w paczce.... :shock: Antoś, niezrażony naszymi prośbami o zaprzestanie zatruwania powietrza i tak juz zagęszczonego ;)... wypala kolejne patyczki.... hm hm hm ciekawe kiedy schajcuje chatę.... :evil: naszczesci po dwunastu opakowanie opustoszało, a my wezwaliśmy "siostry z tlenem" :D...czyli wietrzenie na całego... zasmrodził, zadymił, pomarudził i znów padł ... :twisted: jak miło.... ech.....
powoli świtać zaczyna, świece już dopalone...a gitary nadal grają ...
To była łania, proszę Kobietki :lol:
Ehhh Kasiu.. aż sie popłakalam na wspomnienie Antkowego sopla:P
A potem mója paniczna ucieczka przed mym Miłym..:D
heheh pisz pisz..cudna relacja:)
Cieplutko pozdrawiam Ewa (Czarcik)
Howgh!
Siadłem do komputera. Forum...i pierwsze co me piekne piwne oczeta widzą wreszcie kasia napisała...co miała napisac. Czytam oglądam zdjatka(pomysł sepii bardzo mi sie podoba) i z niecierpliwościa czekam na relacje z wieczoru noworocznego :D pozdrófka
:shock: ja te kaśke chyba zamorduje...jak babcie kocham ..zamorduje hmmm a moze nie wsadzę żywcem do mrowiska :mrgreen:
:shock: ja te kaśke chyba zamorduje...jak babcie kocham ..zamorduje hmmm a moze nie wsadzę żywcem do mrowiska :mrgreen: obiecujesz :mrgreen: ???????
Dzień pierwszy Nowego.... niesamowicie wczesna pobudka ( :twisted: jak na balety nocne) .... :shock: .... teoretycznie wybieramy się na Rawki przez Dział :roll: .... co więcej, po kolejnym :P późnym śniadanku w stylu biesowym, wyruszamy (a dokładniej: ja , tuteczka i jovik 8) )... pogoda raczej szarobura, ale przynajmniej nie pada... wchodzimy na szlak.. mmm... dobrze sie idzie :) ... kilka minut i 8) 8) 8) :shock: koooooooniiiiiiiiki :lol: ...hm... zastajemy uprzedzone, że koniki raczej nie lubią dziewczynek, no ewentualnie podgryzać :? :shock: .....(uwiecznione z bezpiecznej odległości, zreszta i tak nas olały :P) ... brniemy dalej... mamy świadomość, że do celu nie dobijemy, ale tak przyjemnie sie tupta...no moze coraz zimniej :roll: :? hm.... środkiem wydeptanej ścieżki zasuwa po śniegu, maluśki pajączek :shock: ( a temu co?....)a mi właśnie padły baterie w pstrykaczu :( .... obstąpiłyśmy go dookoła i przeprowadzamy bardzo ciężką dyskusje nad celem jego wędrówki 8) :shock: :lol: ...twardziel nie ma co ....
wiadomość od Pumskyego i Sadysty.... hm, grzeją się w "Mgiełce" :roll: ... hm, napiły by się dziewczynki grzanego czegoś... :twisted: "męska" decyzja zawracamy :P:P:P...
Kasieńko, dziękuję za tych kilka wspólnych dni - najwspanialszy Sylwwester na świecie. Do tej pory się uśmiecham na myśl... czekam na dalszą relację.
Cyt.
"......prowadzili bogate życie towarzyskie , często odwiedzali miejscową elitę kulturalną i majątkową , a także przyjmowali rewizyty . Mieli także ciekawy pomysl na spędzenie Sylwestra : cale zaproszone na zabawę towarzystwo wsiadalo na konie , jechalo na Halicz i tam w ostatnią noc starego roku poddawalo sie dzialaniu szampana . Kto dziś potrafi się tak bawić ?" (koniec cyt.)
Wiemy już kto .
A jak - poczekajmy jeszcze nieco a "Ich Sylwestry" przejdą do miejscowej legendy .
(czego Wam serdecznie życzę )
Pozdrawiam
PF
)Cóż za zadziwiająca synchronizacja ... :twisted: kilka minut po tym, jak my dobiłysmy do Pumy i Sadysty..pojawia sie reszta załogi W :) czyli mamy komplet :D... posiedzieli, popili, ale czas w drogę ... opuszczają nas Ewa Natta, Jaguś i Darb... :(, jadą na podbój UG... trudno...pożegnania nadszedł czas, ale jak tu się odkleić od mojego Czarcika ;(;( :? ... ech....
W środku dnia "Mgiełka" i to w Nowy... zaczęła się robić za głośna i za ludna jak dla nas... przenosimy się do Stacha :)... zbieramy ekipę...jedziemy pośpiewać, jesli oczywiście nasze biedne gardła jeszcze to zniosą... :roll: (zwarzywszy całonnocne wycie)... Zajechali my, a tu bum.... narazie kuchnia zajęta ... ( nieludzkie doktory się dokarmiają)....więc, rozlokowalismy się na materacach... :). Zapomniałam wcześniej wspomnieć, iż w srodku nocy sylwestrowej wysiadła jedna "faza" ( :roll: :shock: ) i w połowie domu nie było swiatła... :twisted: ..... tak więc każdy rozwijał fantazje ze świeczką, np.: oddając się błogim czynnościom ;) :P :twisted: hehehhe......
Co by czas szybciej mijał na środek zgromadzenia świeczkowego ruszyło Martini i czekoladki :):D cóż za nastój i chwila :)... no to co po studencku...w kółeczko... :twisted: :D:
tradycyjnie Ewa nie moze miec zdjecia bez browarka :D
dodajmy, że slicznego zdjecia :mrgreen:
Jaro no cóż..w Końcu Czart.. to nie będe świetej udawać :wink:
pozdrawiam Ewa (Czarcik) :twisted:
W końcu kuchnia była tylko nasza...:D... rozsiedliśmy się za stołem.... pyszności bacowe wjechały na stół...:D... no taaaaaaka grochówa.....
Co by czas szybciej mijał na środek zgromadzenia świeczkowego ruszyło Martini i czekoladki cóż za nastój i chwila ... no to co po studencku...w kółeczko... : taaa.... to Martini z tzw"gwinta" było szczególnym doświadczeniem o bitwie o ulubiony smak czekoladek już nie wspomne (wybredne towarzystwo):twisted: Kiedy juz bylismy upojeni i syci Kasiula poddała sie błogiemu masażowi........ :D :wink:
Nasyceni cudną zupką :twisted: ... przymieżaliśmy się do wycia :) ... z niecierpliwością oczekiwaliśmy kolejnych przybyszów... :D niedługo powinni zawitać do nas ... ech...utrzymujemy stały kontakt smsowy z Jabolkami :) 8) .... Gitary już rozgrzane... muzyka rozpływa się po całej chacie, nawet po tej ciemnej części ... 8) ....
Niepsodziewanie pojawia sie obsada z góry, czyli znów trzeba nakarmic stadko... tylko tym razem to jakieś 15 osób... :shock: Jovanka przejeła funkcję garczkowego esesmana :twisted: usadziła, w jakby nie było nie gumowej kuchni dodatkową ekipę... każdy dostał talerz w łapę z makaronem i pycha sosem :D... a mnie wygonili na piec :(....Zjedli ? to sio :P :wink: .... odzyskaliśmy władze nad ukochaną kuchnią..... :).....
telefon od Jabola... są już w Wetlinie..tylko teraz (odwieczny problem), za którymi krzakami skręcić...:P :twisted: .... wyszłyśmy z jovanka na powitanie :)... stoimy na podjeździe, marzniemy i obsermujemy taka o to senkę ... :twisted: :twisted: ....
mamy jak na dłoni widoczny kawałek drogi od ulicy... w końcu skręca na nią białe autko.... zaczyna się piąć pod górę i znika nam z pola widzenia za domem sąsiadów..:) czekamy w skupieniu, aż dojadą do nas....hm.....odcinek 100 metrów, nie pokonuje się, aż tak długo ..... i teraz naszym oczom ukazuje się ciekawy obrazek, a mianowicie, białe autko zjeżdza w dół tyłem ... :shock: ...hm .... i znów się pnie ......po chwili znów zjeżdza tyłem .... :shock: :shock: :shock: ....... szybki telefon.... jabolek wisi kółkiem nad rowem... jovanka biegiem po chłopa do domu, ja ruchem posuwistym do jabolków... :P ....zanim dotałam na dól, Bison (czyt. młody jabolek z mopem) wypchnął juz brum bruma i aktualnie usiłują założyć łańcuchy ... :) szybkie powitanie... (toć pierwszy raz).... :oops: za chwilę dobija do nas jovik z Sadystą i nieznanym mi osobnikiem , (prawdopodownie ze stadka na górze >>> wcześniej sterroryzowanego przez jovika :twisted: ).... znów się witają... heheh.... dobra panowie, weźmy to galopem.....jazda na górę....inaczej tu zamarzniemy .... :twisted: ....Krzysiek ruszył jak gazela, a my wtaczamy się pod górę jak niedźwiedzie:P....
W chacie impreza już na całego....jakie cudowne ciepło...:) trzeba chłopaków nakarmić ... znów grochówaaaaaa :twisted:... Puma przygrywa.... co by na trawienie lepiej wpłynąć .... :) ... Baca w świetnym humorze, udziela się nam wszystkim... ech... dobrze mi tu :)... po łemkowsku, po ukraińsku, po rosyjsku, jak dusza woli........ wydziermy sie ile w płucach pary jeszcze :)...no i nadszedł czas Sadysty :twisted:
Niepsodziewanie pojawia sie obsada z góry, czyli znów trzeba nakarmic stadko... tylko tym razem to jakieś 15 osób... Jovanka przejeła funkcję garczkowego esesmana usadziła, w jakby nie było nie gumowej kuchni dodatkową ekipę... każdy dostał talerz w łapę z makaronem i pycha sosem ....spadłam z krzesła ..odebrało mi mowe zemdlalam co tam jeszcze mozna?? :mrgreen(esesman?): A co porzadek musi być ha ha aha...a makaronik paluszki lizać 8
I się zaczęło.... jak sobie przypomnę, to mam atak dzikiej radości :D ( co może być straszne w moim wykonaniu ;) :P)...zapowiadało sie niegroźnie.... robaczek, taki biedy i malutki ... a potem.......... poszzzzzzzzzzzzzzło...już wiemy czemu Sadysta :twisted: ...... kolejne utwory, przyprawiały nasze mieśnie o kolejne skurcze :D:.. naszemu 6-cio letniemu diablęciu niesamowicie przypadł do gustu szczególnie bardzo populary stary szlagier w lekko odnowionej wersji, a mianowicie "Ach jak przyjemnie kołysac się wśród fal, gdy woda chlupie w dupie i słychać grzechot jaj... :twisted: " .... heheh .... na osobistą prośbe Antosia, pieśń owa była bisowana wielokrotnie :)... na koniec Sadi dał sie namówić na reklame proszku pioracego "TIFF".... 8) :shock: :lol: :lol: :lol: :twisted: prosze Państwa , tego się nie da opisac w jakikolwiek sposób, to trzeba zobaczyć... wyjaśnie pokrótce...że jesli usłyszycie hasło "tiff, tiff, to the water, to the water" ... to jest właśnie to :D:.... dodam również, że nie wiem jak inni, bo akurat wtedy zalałm się łzami, ale ja osobiście zaliczyłam podłoge u bacusia w kuchni i stwierdzam, że jest twarda :P....
Cholerka. A miałem okazję podwieźć Jabola i Bisona do Wetliny karawanem. Już wiem, że dużo straciłem, mógłbym poznać ciekawą Ekipę. Myśle, że co się odwlecze to....... :)
Pozdrawiam
Co by jakoś zachęcić do śpiewu ogólnego, postawiam na stół buteleczkę smrekóweczki :twisted: , czyli napitku miejscowego, na dwunastu ziołach produkowanego ;) ... miny zgromadzonych były różne ... :shock: 8) :roll: :twisted: ....ale ja wypiłam do jovi, jovi do jabola i tak poszło po ławie :) "hamulcowych" prawie nie było ... :P, tak więc buteleczka poruszała się sprawnie :).... a wraz z nią, wzmagały sie nasze głosy ;) .... hiehiehie..... ale jak to bywa w Nowy... pojawia sie wcześniej czy później syndrom dnia nastepnego, czyli nasza impreza, zaczęła przybierać bardziej kameralny charakter :) ... pożegnali się z nami Pumsky, Sowa i Sadysta... jak również różne inne osoby, których dotad nie zidentyfikowałam :roll: ..... na ławę wjechałą kolejna buteleczka napitku ... :mrgreen: (zrobiła kobitka zapasik) ... i tak rozpoczęła się wojna na smrekówkę....
Kuchnia gościła już tylko najwytrwalszych zawodników .... :D ja jako kierownica, nie uczestniczyłam (niestety :evil:) w wojence.... za to wyzwanie podjęła jovanka :D:.... i tak od miareczki do miareczki.... zeszło pół nocy...... ( nadmienię, że widziałm, iz zakradło się drobne oszustwo :P, a mianowicie jabol zgrabnie omijał swoja kolejkę... heheh jova jova...nie daj się tak... ;)) ... hehe ..... zostało nas czworo.... Bison brzdękał coś na gitarze, tak cichutko co by nie zbudzić ..... ;) ... a ja podjęłam funkcję obserwatora, co by móc teraz opisać owe zjawiska które następowałay w miarę obniżanie się poziomu w butelce :P a mianowicie bardzo interesujące zjawisko łokciowe w przypadku jovy i mętnienia w przypadku jabola... :twisted: :twisted: :twisted: jovie spadaly łokcie z ławy a jabolowi zmętniał wzrok........ :P:P:P hehehe........
Ech nie umiem opisać tej kuchni w tę noc.... poprostu to była ta kuchnia co trzeba...i żadna inna :)....... Około godziny trzeciej wykonalam zwód taktyczny, czyli padłam na z góry upatrzona pozycję, tuż obok sennie otulonej tuteczki :)...... i ten etap musiałaby uzupełnić jovanka , bądź jabolki.... 8) .... wiem tylko, że siedzieli do rana białego prawie, smrekówka wyszła, dopadli co było ... (a nie miesza się smrekówki z czymś innym, ja wiem co mówię, bo raz pomieszałam :shock: :? :shock: :roll: :P).........
ja zapadłam w sen.........sen zimowy.....sen biesowy........sen Nowy......
Dzień drugi Nowego.... późna pobudka... 8) ciekawe czemu ..... Joviczek kofany jakiś taki zaspany.... ale mówiłam, że głowa nie boli po tym... :P ...tylko nie trzeba mieszać... joviku nie mieszać.... :twisted: :twisted: :twisted: .... no ale zadziwiająco szybko zebraliśmy się na spacer.... (na tyle szybko, że ani pewna Anka z pewnym diablęciem nie nadązyli)..... niedługo czas wyjazdu... mróz, biało, ślisko.... Wetlina taka spokojna... uśpiona..... doszliśmy do "cetrum".... :twisted: batoniki :twisted: ( co by uzupełnic niedobory czegośtam i dodać ogólnie ciałkom energii:))... trzeba wracać.... na śniadanko :) ...ale takei smutne już.... choć znów zapiekanki z bukowej deski i znów ława i znów przyjaciele, to każdy wie, że już czas wyjazdu :(.....wpada Puma z załogą... co by się pożegnać... ech, wyjzadów nastał czas...
Zapakowani, wyściskani i wykłuci przez Stanisława Stanisławowicza ruszamy... a każdy jak z ołowiu :( ... ech...
ja jako kierowca z bombowca poczułam lekki dyskomfort, na myśl o zjeździe majtkowym na dół i na pomoc przyszedł Jabol :D: dzięki Ci piękne ... buziaki i uściski na górze...buziaki i uściski na dole.. ale czas się rozstać...
Jedziemy .....
PS. Lecz to nie koniec ... :P .... fartem zgrabnie przejechalam serpentyny... już prawie prawie Zagórz... a tu telefon... Puma.... :) sie cholera stęsknił ;) ..... dziwnym trafem Pumeczka jedzie za nami, a jego Mesio.. nie ma hamulców :shock: ... no ten to lubi emocje .... :twisted: :twisted: :twisted:
Z przerwami, deszczami i kawami ( oraz praktycznie nieustającym wyciem Antosia .... "Ach jak przyjemnie kołysac się" ..... :evil: 8) )...doturlałyśmy się do miasta koziego... i koniec wyprawy........
NIe pochodziły, trochę się spiły, powspominały, nowych poznały........ i na drugi rok też by tak chciały ....
Witam,
Czytałem sobie dziś z zapartym tchem Waszej relacji :lol: . Gratuluję pomysłu oraz wspaniałego wykonania :!: . W relacji jest sporo zdjęć uczestników oraz piekne widoki Bieszczad (co mnie najwięcej cieszy). Szkoda, że niezamieściliście przynajmniej fragmentów nagrań dźwiękowych dla dopełnienia realcji :roll: . Życzę wszystkim uczestnikom następnych wypadów w moje ulubione Bieszczady!
Witam,
Czytałem sobie dziś z zapartym tchem Waszej relacji :lol: . Gratuluję pomysłu oraz wspaniałego wykonania :!: . W relacji jest sporo zdjęć uczestników oraz piekne widoki Bieszczad (co mnie najwięcej cieszy). Szkoda, że niezamieściliście przynajmniej fragmentów nagrań dźwiękowych dla dopełnienia realcji :roll: . Życzę wszystkim uczestnikom następnych wypadów w moje ulubione Bieszczady! Miło mi, że wykonanie się podoba .... :) ....
PS. Chomik w dechę ... :mrgreen: :twisted: :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:
Ja Wam to uczyniłam..... obiecuję, że to mój pierwszy i ostatni raz :) czytanie nieobowiązkowe ... :twisted: :twisted: :twisted: ze szczegółów przepytam na Kimbie ;) :P
Dla wytrwałych, którzy przeczytali całość i wracali do poczatku, przez moje poprawki, wielkie dzieki i ukłony ... :) pozdraviam...
JOVANECZKO, EWCIU, TUTECZKO, JAGNO, DARB, JABOLKU, BISONKU, PUMCIA, SOWA, SADYTYCZNY SADYSTO
..........................DZIĘKUJĘ ŻE BYLIŚCIE TAM ZE MNĄ...............................
Kasiu dziekuje za relacje..czytając ją przeżyłam ponownie Sylwester w Wetlinie:)
Wielkie CMOOOOOOOOOK za przygarniećie
I specjalne podziekowania dla Joviczka i Jagny ze mnie namówily na wyjazd
I dla Hero.. ze mnie dostarczył na miejsce:D
Ewa (czarcik)
JOVANECZKO, EWCIU, TUTECZKO, JAGNO, DARB, JABOLKU, BISONKU
..........................DZIĘKUJĘ ŻE BYLIŚCIE TAM ZE MNĄ............................... Kasieńko przeczytalam całą twoje relacje i moge zostac przepytana jak na egzaminie :D ...pojawilaś się na czacie tak niedawno ..a właściwie to Tobie zawdzięczam że wogóle tam pojechałam ,gdyby nie Ty pewnie nie dałabym sie namówić na ten wyjazd i kolejny sylwester byłby szary i nudny.(nawet się nie gniewam za tego esesmana i terroryste :roll: co do tego oszustwa opisanego wyżej policzę sie z kim trzeba :mrgreen: .Korzystając z okazji chciałabym ta drogą podziekować WSZYSTKIM ,których spotkałam w tamte dni na swojej drodze,wszystkim których spotykałam co dzień na czacie za bardzo miłe przyjęcie....nawet Manio czatowy milczek<cmok>w realu okazał sie bardzo gadatliwy :mrgreen: Jagnie że miała cierpliwośc zabrać Mnie na Caryńską (Sprzysiężony to ty byłeś sprawcą mojej determinacji) :D oraz wszystkim znajomym znajomych,których mogłam poznać......DZIEKUJE....ten sylwestrer zostanie w mej pamięci na zawsze :D
wspanaiłe bardzp mi sie podoba ta strona
a czytam a czytam --i podoba mi sie --i bardzo żałuje ,że nie było mnie tam i piszę i nie wiecie kto
a czytam a czytam --i podoba mi sie --i bardzo żałuje ,że nie było mnie tam i piszę i nie wiecie kto a ja wiem kto :)... bom czarownica :)...cieszę sie, że się podoba :)..
pozdraviam Janusz ...
k
Wrrrrrr..... lameriada po całości...
Napisałem posta do tego tematu ale oczywiscie umieściłem go gdzie indziej czyli tutaj: http://forum.bieszczady.info.pl/bies...121.html#15121
Jaka porażka :P
Baby toscie juz nie ceperki --stwierdzam to po wnikliwej lekturze -- a nie poszły bysci we wschodnie Biesy , na kresy ????
Same "Zochy" :twisted: :twisted: :twisted: a na kresy a jusci..... pójdziem wsyćkie...
Witam,
Dzięki kobiecie_bieszczadzkiej za uznanie mojego chomiczka :lol: o imieniu "Kwach" !!! W nagrodę 8) dodaję następne pikne ujęcie.
Marek
Same "Zochy" a na kresy a jusci..... pójdziem wsyćkie... jak już to nie "Zochy" i nie same, jak z tekstu wynika --tylko "Halszki" przecież to tak ma być -- Goralka Halka........
a mam str żeby zobaczyć jak na Biesach wschodnich jest pięknie i dziko ,a wysoko też ..ale nie podam jej tu bo na krypto-reklame zakrawało by,,
Alez podaj.......:) to tylko dla lubujących się :).... jam Zocha :P , ale mogę być i "Halszka" ino wiedźma :twisted: ........
pozdraviam
k
ps. myslę, że mam już wielu chętnych na wypad na kresy.... :)
jak obiecałam jagnie...dodam kilka foteczek jeszcze :) co by można popodziwiać ;) :twisted:
oraz....
jak również ......
:D :D :D :roll:
Witam,
Nie martw się jovanka jesteś po prostu fotogeniczna :lol: - co mnie bardzo cieszy :wink:
Witam,
Nie martw się jovanka jesteś po prostu fotogeniczna :lol: - co mnie bardzo cieszy :wink: twoja ironia świadczy o tobie .........chomiczku
okularnik napisał:
Cytat:
Temat postu: ..i znowu ja...
Witam,
Nie martw się jovanka jesteś po prostu fotogeniczna - co mnie bardzo cieszy
twoja ironia świadczy o tobie .........chomiczku tylko ja nierozumiem gdzie tu w tym powyższym zdaniu jest zawarta ta ironia, hmm 8) czy możesz mie oświecić droga(i) krajanko(u)? :roll:
dla odmiany przesyłam koteczka :lol:
:wink: :wink:
tylko ja nierozumiem gdzie tu w tym powyższym zdaniu jest zawarta ta ironia, hmm czy możesz mie oświecić droga(i) krajanko(u)?
dla odmiany przesyłam koteczka sory wprowadziły mnie w błąd ikonki tam zamieszczone--ale po głębszej analizie przyznaję sie do zlej interpretacji Twojego posta-- jeszcze raz przepraszam, i mam nadzieje że nie masz pretensji --my krajanie musimy sie wspierać , jeżeli Ty też tak uważasz -pozdrawiam -- a zdjęcia i chomik są naprawdę dobre
8) dziekuję wszystkim za opinie na temat mojej "twórczości" .... równocześnie prosze o uwagi, jesli coś było nie tak lub mogłabym coś zmienić na przyszłosc :)... zarzekałam sie co prawda, że to pierwyj i ostatnij, ale..... :twisted: .........
pozdraviam i czekam na Wasze komentarze :)
kobita
Jestem pod wrażeniem.
Naprawdę.
:twisted: :twisted: bez nabijania się proszę.... :P ...
... a pod jakim ja jestem wrażeniem :) Widziałem, słuchałem, degustowałem i do dzis wspominam...Było fajnie choć załapałem sie tylko na poprawiny.Pozdrawiam:)
A
Było fajnie choć załapałem sie tylko na poprawiny. ale to tylko z własnego wyboru... :P czekałyśmy wytrwale ....Jabolku...czekam na dalszą cześć Twojej relacji ... :) pozdraviam i do zobaczenia, gdzieś ... w lesie :twisted:
kobita