bigos - mĂłj pamiÄtnik, wspomnienia, uczucia, przeĹźycia ...
Opowiadanie może być dość długie, bo wrażeniami z pięknej wędrówki warto się z bliźnimi podzielić. Na początek informacje w pigułce.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...1195-800-p.jpg
Dzień 1. Najpierw trzeba dojechać.
Opis dojazdu raczej nie mieści się w tematyce wschodniego łuku Karpat. Dojechaliśmy do ViĹźeu de Sus. Widok z okna naszego pensjonatu nie był zbyt górski. Te kryte eternitem komórki, to nie garaże, lecz składziki opału. Natomiast sam pensjonat (Pensiunea La Cassa, str Gheorghe Doja 6) polecamy z przekonaniem. Za 50 lei od osoby mamy pokój do spania z czystą pościelą, przy pokoju łazienka z ciepłą wodą, w cenie obfite śniadanie z produktami regionalnymi.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_0759.JPG
... no to czekamy, bo zapowiada się jak zwykle... niezwykle...
Dzień 2. Rozgrzewka, idziemy na Toroiagę.
Dojeżdżamy do końca drogi asfaltowej i ostatniego przystanku autobusowego w Baia Borsza. Samochód tutaj zostaje. Miejscowy piesek dostał trzy obamki, będzie pilnował.
Co to są obamki, opowiemy później.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_0761.JPG
Pod Torojagą funkcjonowały na skalę przemysłową już od XVIII w. liczne kopalnie surowców mineralnych. Niektóre z nich â w niewielkiej skali â pracują do dziś.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_0763.JPG
Inne stoją nieużytkowane i niszczeją.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_0772.JPG
Stoki Totoiagi podziurawione są licznymi sztolniami, w których wydobywano głównie rudy metali kolorowych oraz boksytu.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_0776.JPG
Opuszczamy poranioną dolinę i przez spalony las podchodzimy do jednego z ramion Toroiagi.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_0783.JPG
Wyszliśmy na szczyt 1930 m. W grzbiecie głównym, który jest naszym celem już nie będzie tak wysoko.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_0815.JPG
Zejście rozpoczyna się łagodnie. Potem łapie nas w swoje szpony kosodrzewina, po której trzeba przedzierać się górą, stąpając po uginających się gałęziach. Nie wszystkim uczestnikom się to podoba:-)
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_0830.JPG
Po przedarciu się przez kosodrzewinę schodzimy stromym żlebem do jednego z najwyżej położonych, czynnego do dziś rejonu wydobycia.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_0842.JPG
Potem już nudna, długa droga kopalniana sprowadza nas na dół.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_0853.JPG
Ach jak chciałbym się tą drogą z Toroiagi puścić w dół rowerem! :)
Ach jak chciałbym się tą drogą z Toroiagi puścić w dół rowerem! :) Najlepiej by Ci się pewnie jechało przez tę kosodrzewinę:-) Ale opowiadajmy dalej. Może wieczorem się obudzi reszta uczestników i dołączy:wink:
MocÄniČÄ oficjalnie
MocÄniČÄ to nazwa lokalnej kolejki wąskotorowej, jeżdżącej w głąb doliny Vaseru. Linię kolejową zbudowano w latach 1933-35 i służyła do zwózki drewna. Jej długość od głównej stacji kolejowej w miasteczku ViĹźeu de Sus do ostatniej stacji Izvorul Boului wynosiła 46,3 km. Do tego dochodzi kilka odgałęzień, prowadzących w boczne doliny. Dziś przejezdny jest odcinek torów od stacji CFF na kilometrze 3,5 do stacji Coman na kilometrze 43,5. Z tego pociągi turystyczne jeżdżą tylko do stacji Paltin na kilometrze 21,6, czyli długość kursu turystycznego wynosi 18,1 km.
W sezonie wakacyjnym pociąg wyjeżdża o godzinie 9:00, dojeżdża do Paltin ok. 11:00 a wraca ok. 15:30. Przejazd w obie strony kosztuje 49 lei, dzieci 36 lei.
Chętni do przejazdu zatrzymują się na parkingu, który mieści kilkadziesiąt a może kilkaset pojazdów.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1355.JPG
Podróżni przybywają indywidualnie lub zbiorowo.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1362.JPG
Tutaj czeka âźpod parąâ gotowa do wyjazdu lokomotywa z przyczepionymi wagonikami osobowymi. W czasie dużej frekwencji składów jest więcej. Ta lokomotywa nazywa się ELVETIA.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1352.JPG
Ta nazywa się KOZIA-1 (bo jest też KOZIA-2). W pierwszym wagonie za lokomotywą jedzie paliwo.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1354.JPG
Jednym z ciekawszych obiektów na stacji jest żeliwny słupek z dawnej granicy polsko-rumuńskiej; nie wzbudza on jednak wśród gości większego zainteresowania.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1368.JPG
Pięknisie- ELVETIA i KOZIA
Pięknisie- ELVETIA i KOZIA Widzę, że błąd zrobiłem - powinno być COZIA
Stacja kolejowa od kuchni
Dojazd do stacji Paltin nie był dla nas dobrym rozwiązaniem, czekałoby nas wtedy dreptanie dodatkowych 20 kilometrów w górę doliny, głównie po torach. W niedzielę wieczorem spytaliśmy panią w kasie biletowej, czy można pojechać dalej, niż przewiduje oficjalnie podawany rozkład jady. Uprzejma kasjerka odpowiedziała, że rano pojedzie tzw. âźproduction trainâ i możemy się nim zabrać. Jadą nim pracownicy leśni, sprzęt i wagony po drewno. Odjeżdża o godzinie 7 ale lepiej przyjść o 6:30, bo czasem udaje się załodze wyjechać wcześniej. Pociąg prawdopodobnie pojedzie do końcowej stacji Coman, ale niekoniecznie. Production train nie odjeżdża z przystanku turystycznego, ale z górnego krańca terenów kolejowych. Trzeba więc będzie podejść kilkaset metrów dalej. Dodatkowo pani zaproponowała nam kupno biletów, bo z załogą pociągu będzie się trudniej dogadać â mogą mówić tylko po rumuńsku. Tak też zrobiliśmy. Bilety w jedną stronę na całą trasę kosztowały nas połowę ceny biletu turystycznego.
W poniedziałek rano z biletami w dłoni i prowiantem na tydzień udaliśmy się do wskazanego miejsca. Na wszelki wypadek już o godzinie szóstej rano (czyli polskiej piątej). Początkowo było tu pusto i cicho. Na pierwszy rzut oka stacyjka wydawała się składowiskiem złomu. Na licznych, rozgałęziających się torach stały lokomotywki, wagony, samochody wszelkich marek i rozmiarów na kolejowych kołach, ręczne wózki jeżdżące po szynach.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_0905.JPG
Niektóre wyglądały jakby o nich zapomniano i czekały tylko, aż ktoś się nad nimi zlituje, potnie je i wywiezie do huty. Ot, na przykład taki Ził. Stał sobie zakurzony gdzieś w krzakach. Ale w pewnym momencie ożył. Dwuosobowa załoga obróciła go jakimś cudownym sposobem o 180 stopni i ruszył w górę.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_0904.JPG http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1329.JPG
Po chwili od strony miasteczka przyjechał stary VW Transporter z przyczepą. Z samochodu wysiadło kilkanaście osób; więcej niż taki samochód może "na oko" pomieścić. Z przyczepki zaczęli wynosić w pobliże torów siatki, torby, plecaki, wielkie walizki, namioty, koszyki, dywany, zwiniętą w kłębki pościel i różne inne rzeczy. Niełatwo nam było domyślić się, dokąd i w jakim celu jadą.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_0884.JPG
Po chwili z jakiegoś sobie znanego miejsca przynieśli dużo plastikowych beczek. Przy ich oczyszczaniu, z wnętrza zaczęły wypadać małe, suche listki i drobne gałązki. Jedna z zagadek rozwiązana - jadą na kilka dni na jagody. Na stacyjce zaczęło się coś dziać. Wte i wewte przemieszczały się lokomotywy, samochody przystosowane do jazdy po szynach, wagoniki, drezyny. Pozornie bezładnie, ale praktycznie bardzo precyzyjnie. Jednym torem nadjechał zielony Transit, drugim żółta lokomotywka.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_0893.JPG
Przyjechała bordowa lokomotywa z dwoma wagonami osobowymi. Ludzi ze wszystkich stron przybywało coraz więcej. Pieszo, konno, na rowerach, samochodami. Gromadzili się przy stacyjce. Na plecach mieli tobołki lub brezentowe plecaki na skórzanych szelkach.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_0898.JPG
Skład, na razie skromny, zatrzymał się przy czymś w rodzaju peronu. Ten żółty wagonik jeszcze kilka minut temu stał na bocznym torze. Był odrapany i pogięty, wydawało się, że nigdy nigdzie już nie pojedzie. Teraz zajął zaszczytne miejsce tuż za lokomotywą. Później, gdy skompletowano cały skład, okazało się, że jest to najbardziej ekskluzywny wagon w tym pociągu. Pasażerowie zaczęli wsiadać.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_0900.JPG
Za dwoma wagonami osobowymi dołączono platformę. Początkowo znalazły się na niej tylko beczki na jagody, powiązane sznurkiem, żeby nie spadały.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_0902.JPG
Na bocznym torze zaczął się szykować do podróży wagonik specjalny. Jak się później okazało, był to pojazd elitarny, przewożący mechaników z narzędziami, palnikami, butlami z tlenem i acetylenem. Wagonik miał własne hamulce.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_0909.JPG
Ludzi przyszło tak wielu, że dwa wagoniki osobowe ich nie pomieściły. Po chwili jakby z pod ziemi pojawił się trzeci wagonik. Podróżni nieśli ze sobą piły motorowe, siekiery, części do ciągników i maszyn, kanistry z paliwem, butle z napojami, pojemniki z woda destylowaną do akumulatorów, koszyki z żywnością. Za trzema osobowymi jechała platforma, na której oprócz beczek stał wielki ciągnik leśny i siano dla konia. Za platformą doczepiono 20 wagoników do zwożenia drewna a na koniec maleńki wagonik z mechanikami. Pociąg zagwizdał i ruszył. Cieszyliśmy się, że ruszamy w góry. Cieszyliśmy się, że dojedziemy daleko w dolinę, pod samą Hnitessę.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_0919.JPG
Ale opowiesc ;) Pewnie cale to ladowanie trwalo troche i troche, ale musialo byc niezle pasjonujace! ;) Jestem ciekaw bardzo dalszej Waszej wycieczki oraz przygod w dolinie Vaser,
nie chce wyprzedzac faktow ale pewnie za szybko do Coman nie dojechaliscie ;)
P
Tak czytam opis tego składu i przypomniała mi się "Lokomotywa" Tuwima :-)
No proszę, kolejna porcja cennych informacji - jest skład Mocanity, który dociera do końcowej stacji Coman!(podane wraz z godziną odjazdu! - warto by chyba tylko dodać, że kursuje zapewne tylko w dni robocze, ale to w sumie oczywiste). To musiała być podróż!
P.S. Inną możliwością (w razie czego) dotarcia z Baia Borszy na Hnitessę jest wędrówka na Torojagę "na ciężko" i nocleg w otwartym z pompą w lipcu 2008 schronie turystycznym Refugiu Lucaciasa na przełęczy tegoż samego imienia (ciekawe w jakim stanie jest ten schron obecnie) i dalej w stronę Kreczeli szlakiem grzbietowym - czasowo wyszło by pewnie w sumie podobnie.
Samo szykowanie tego pociągu to już przygoda.
Luki, ten pociag na sama gore nie jezdzi raczej codziennie. Przykladowo w maju jak bylismy to w dol kursowal z Comanu w piatek lub sobote, a w czwartek z Babei. Choc szef PdF zapewnial nas ze codziennie z Comanu....
P
Czytam o zestawianiu składu kolejki i przed oczami mam Rzepedź `82 - podobna awanturka ;)
Czytam o zestawianiu składu kolejki i przed oczami mam Rzepedź `82 - podobna awanturka ;) Tutaj to nie wyglądało na awanturkę, raczej na improwizację opartą na wieloletnich doświadczeniach.
W górę doliny Vaseru
Na pierwszych dwóch przystankach: Fabrica trei (5,2 km) i Valea Scradei (6,7 km) jeszcze dosiadali pasażerowie.
W pociągu jechał konduktor, który gwizdkiem sygnalizował gotowość do odjazdu. Sprawdzał też bilety. Jedynymi osobami, podlegającymi sprawdzaniu była nasza trójka, reszta pasażerów jechała służbowo.
Przystanek Cozia (18,5 km). Wysokość i szerokość maszyn stosowanych w dolinie Vaseru limitowana jest wysokością i szerokością trzech tuneli, przez które trzeba je przewieźć. Ten ciągnik mieścił się z niewielkim zapasem.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_0913.JPG
Miejscami w wąskiej dolinie mieściła się tylko rzeka i wciśnięte pod skałę tory. W centrum kadru widać ostatni wagonik pociągu.
W wagonach ludzie jedli, pili, palili papierosy. Najczęściej pitym przez mężczyzn (95% pasażerów) napojem było piwo, zachodziła więc od czasu do czasu potrzeba opróżnienia pęcherza. Robiono to najczęściej na przystanku, dyskrecję zachowując przez obrócenie się tyłem do pociągu. Postój na przystankach uwzględniał tylko czas potrzebny na wyjście wysiadających, po czym konduktor gwizdał a pociąg ruszał. Osoby sikające musiały czem prędzej kończyć i gonić ruszający pociąg. Fotografowanie ludzi jedzących, pijących i sikających nie jest mile widziane, nie będzie więc tutaj dokumentacji fotograficznej.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_0918.JPG
Na przystanku Faina (31,2 km) wysiadało sporo osób i pociąg stał kilka minut
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_0924.JPG
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_0928.JPG
Ekipa jagodowa z bagażami z beczkami wysiadła kawałek wyżej. Nie było tam przystanku, pociąg zatrzymał się na obszernej polanie, na skraju której pasły się konie.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_0930.JPG
Pozostawiamy jagodziarzy i jedziemy dalej.
Na tym zdjęciu załapał się wprawdzie pasażer jedzący chleb z kiełbasą, ale nie był on głównym tematem zdjęcia:-)
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_0933.JPG
Na przystanku Miraj (35,6 km) spotkaliśmy widzianego rano Transita.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_0938.JPG
Przystanek Gura Stevioara (37,5 km). Jest tu jedno z dwóch czynnych odgałęzień torów w boczne doliny. Dzisiaj pociąg tam nie pojedzie. Niektórzy idą z plecaczkami w górę, po wybranych szczęśliwców przyjechała furmanka.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_0944.JPG
Na stacji Valea Babii (38.3 km) reorganizacja składu pociągu. Wyżej jedzie tylko jeden wagon osobowy i platforma z ciągnikiem. Pasażerowie z pozostałych dwóch wagonów przesiadają się do tego jadącego dalej.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_0947.JPG
W końcu docieramy do stacji Comanu (43,5 km). Tu wszyscy wysiadają, razem ok. 10 osób a ciągnik zjeżdża z platformy.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_0948.JPG
Tory prowadzą dalej, do stacji Izvorul Boului (46,3 km), jednak powyżej Comanu nie są wykorzystywane ani utrzymywane w sprawności technicznej. Jest południe, idziemy wzdłuż torów w górę doliny.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_0953.JPG
Dla dociekliwych - mapka z folderu Mocanity:
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...jka_folder.jpg
Człowiek sie wczyta, zapatrzy i przestaje mu przeszkadzać to, że jak szedł do roboty to lało i w trampkach chlupie.
Szukamy krańca Rzeczypospolitej
Wędrówka piesza rozpoczyna się od wejścia na tytułową Hnitessę. Nazwa szczytu przez jednych pisana jest przez dwa âźsâ (tak, jak tutaj), przez innych przez jedno âźsâ â Hnitesa. Hnitessa była to przez kilkaset lat najbardziej na południe wysunięty szczyt w Polsce. Gdzieś w jego okolicy znajdował się trójstyk granic: Polski, Węgier i Mołdawii (w uproszczeniu), zwany też Rozrogami Wincentego Pola, według którego miał tam być kamienny słup (lub kilka słupów) z wyrytymi literami FR, tzn. Fines Reipublicae (Krańce Rzeczypospolitej). Nie jest pewne, czy w opisywanym miejscu Pol był osobiście. Słupów tych jednak nikt nie znalazł, choć wielu szukało.
Nieużytkowane tory stają się niekompletne. Wzdłuż nich wielkie ciągniki ściągają ścięte drzewa. Nieco wyżej nikną, zasypane osadem naniesionym przez wodę.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/P1350635.JPG
Idziemy wzdłuż doliny potoku Boului. Droga transportu drewna już się skończyła.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_0959.JPG
Aby na pewno zaliczyć WincentoPolowe Rozrogi, udaliśmy się nie wprost na Hnitessę, lecz na współczesny âździóbekâ granicy rumuńsko-ukraińskiej, leżący w grzbiecie głównym Karpat pomiędzy Kreczelą (rum. Jupania) a Hnitessą (rum. Ignatassea). Miejsce to na mapach rumuńskich opisane jest âźFata Bouluiâ a na mapach wydanych w innych krajach âźFata Banaluiâ. I właśnie doszliśmy. Obecnie stoi tu ukraiński (dawniej radziecki) słupek graniczny nr 543.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/DSC_8338.JPG
Schodzimy przecinką graniczną. Zgodnie z zaleceniami rumuńskich pograniczników, których siedzibę w Viseu de Sus w odwiedziliśmy wczoraj, staramy się iść wzdłuż granicy, raczej dwa metry po stronie rumuńskiej.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/DSC_8341.JPG
Być może rozrogi były właśnie tu, na bezimiennym, skalistym wzniesieniu, na którym obecnie stoi ukraiński (dawniej radziecki) słupek graniczny nr 542.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_0970.JPG
Do rozrogów pretenduje również górka ze słupkiem nr 541. Na ostatnim planie widoczne kopuły dawnej radzieckiej bazy radarowej na Tomnatyku, zwane âźpieczarkamiâ
(http://forum.bieszczady.info.pl/show...l=1#post146134).
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_0976.JPG
Tutaj Janusza bardzo polubiły muchy.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_0978.JPG
Do wyboru mamy też kolejną górkę ze słupkiem nr 539.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_0980.JPG
A to już Hnitessa. Pierwszy wylazł tam Janusz âŚ
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_0987.JPG
⌠i robi zdjęcia nadchodzącym maruderom.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/DSC_8406.JPG
Schodzimy z Hnitessy. Na ostatnim planie po lewej skałka Baba, według legendy zamarznięta na kamień Hucułka z Hryniawy, która ubrana w 12 kożuchów już w marcu udała się z owcami na wypas.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/DSC_8415.JPG
Ok. 19-tej wybieramy miejsce na biwak pod Palenicą. W odległości 3 minut znajdujemy też wydajne źródełko.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_0993.JPG
Dzień 4. Wojennym śladem: Palenica, Komanowa, Koman, Stewiora, Purul, Pirie, przeł. Łostuńska, Łostuń
Pobudka jak zwykle o godz. 6 czasu lokalnego, czyli o naszej 5:00. Od tej pobudki do wygrzebania się ze śpiworów mijało zazwyczaj kilkanaście minut. Na ostatnim planie Alpy Rodniańskie z Petrosem po prawej i Ineu po lewej.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/DSC_8427.JPG
Ruszamy na Komanową. Malownicze skałki na grzbiecie.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1013.JPG
Na granicy spotykało się trzy druty kolczaste: rumuński, radziecki oraz pochodzący z I wojny światowej. Tutaj drut rumuński, którym ktoś malowniczo owinął wielki kamień.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1015.JPG
Wizyta na skałce.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1021.JPG
Góra Koman i drut z I wojny światowej
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1029.JPG
Przestrzelona saperka, nie wiemy, z której wojny ani dlaczego przestrzelona.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1030.JPG
Wzdłuż przecinku granicznej (środek kadru) biegnie cały czas po stronie ukraińskiej (tutaj po prawej) dobrze utrzymana droga.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1035.JPG
Jedyna przygraniczna rumuńska tabliczka informacyjna, jaką spotkaliśmy. Dziś już nie wiadomo, jakie informacje przekazywała.http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1040.JPG
Gdy nie wiadomo, jak to obejść, trzeba zrobić zdjęcie:-)
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1041.JPG
I jak tu iść przecinką (P), gdy pięć metrów obok biegnie droga (D))?
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1044.JPG
Kapie woda do buteleczek.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1052.JPG
Biwak 2 pod Łostuniem Wielkim
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1053.JPG
Dzisiaj było pierwsze ognisko.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1057.JPG
Pozwolę sobie na dementi, ew. luźne dygresje, albowiem, kto tu rządzi, wydaje się oczywiste.
Najpierw, gwoli ścisłości,zaznaczam, że tak spokojnego raptusa jak Wojciech P. ze świecą szukać ;-).
Ot taki ścichapęk, który w górach zamienia się w demona dynamizmu:
zamiast leżeć, sączyć, obracać boczki właściwą stroną ku słońcu, to chodzi, szuka, nanosi, dokumentuje, wykrywa...
Dementuję też, że wystarczy mu do życia możliwość powąchania sera wędzonego raz na trzy dni.
Jadł i to bez namowy i raczej ze smakiem, znaczy się jednak człowiek...
Moim skromnym zdaniem opis dojazdu mieści się w tematyce wschodniego łuku Karpat, bo przecież nikt tam nie przybywa z góry, ani też przy wykorzystaniu urządzeń do transmisji w czasie i przestrzeni :-)
Słowacka kreatywność
Załącznik 35158
Słowacka pogoda
Załącznik 35159
Tokajskie klimaty
Załącznik 35160
Przejście graniczne
Załącznik 35161
Silniki zapasowe
Załącznik 35162
Szaleństwa architektury rumuńskiej
Załącznik 35163
Pozwolę sobie na dementi, ew. luźne dygresje, albowiem, kto tu rządzi, wydaje się oczywiste. Hola, hola, mości panie. nie rządzi, tylko po prostu pilnie pracuje. Oczywiście z wykorzystaniem materiałów dostarczonych przez wszystkich troje uczestników wycieczki.
Dzień 5. Biwak z owieczkami.
Łostuń Wielki, Ryżowaty, Popadia, Suligul, Czywczyniarz, Kukulik, połonina Kukul
Poranek pod Łostuniem. Nikły ślad po ognisku, innych śladów nie zostawiamy. Ruszamy dalej wzdłuż grzbietu.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1059.JPG
Momentami grzbietem idzie się jak po dywanie z bajki.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/P1350928.JPG
Momentami grzbiet jest tak zarośnięty, że mniej wytrwałe osobniki poddają się i schodzą na ukraińską drogę. Ale to chyba nie jest nikt z naszej wycieczki.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/DSC_8565.JPG
Ten osobnik też nie może być od nas.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/P1350935.JPG
Od czasu do czasu zatrzymujemy się, by poszukać żeliwnych słupków granicznych.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1089.JPG
Tu jeszcze niedawno stał słupek
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1115.JPG
Ale tyle z niego pozostało:
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1117.jpg
Od czasu do czasu trzeba odpocząć â Suligul.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/P1350907.JPG
Czywczyn spod Suligula
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/P1350921.JPG
Wiele rumuńskich, współczesnych, betonowych słupków ktoś powalił na ziemię.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1138.JPG
Schron rumuńskich pograniczników pod Kukulikiem zastaliśmy pusty. Również podczas kilkudniowej wędrówki po granicy nikt nas nie sprawdzał i nie niepokoił.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1139.JPG
Połonina Kukul. Siadamy i obserwujemy z daleka pasące się stado owiec.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/DSC_8796.JPG
Pomimo znacznej odległości, błyskawicznie podbiegają do nas obrońcy stada i coś szczekają po rumuńsku.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram.../P1350956+.JPG
W wydanym w 2014 r. II t. przewodnika po górach Rumunii autor, James Roberts tak pisze o psach:
http://ciekawe.tematy.net/2014/maramuresz/800/str51.jpg
Nie znam się na psach, ale zgodnie z naszą tradycją, postanowiliśmy poczęstować je obamkami. Początkowo odnosiły się nieufnie do naszych zamiarów, gdyż â podobnie jak większość czytelników â nie wiedziały, co to są obamki. Tymczasem nadciągnęła wielka chmura i akurat nad nami zaczął padać deszcz. W ciągu kilku minut postawiliśmy namiot, żeby komfortowo oglądać (i fotografować) owce.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1148.JPG
Juhas chyba zauważył nasze zainteresowanie, gdyż kilka razy przeganiał je tam i z powrotem tuż przed wejściem do naszego namiotu. Jeden z psów, jakiś mądry widać, zauważył, że nie mamy złych zamiarów i coś do niego mówimy. Poszedł i zjadł rzuconego mu obamka.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1149.JPG
Przestał szczekać i starał się nie oddalać od wejścia do namiotu. Jego towarzysz wprawdzie nie chciał obamków, ale gdy zobaczył, że kolega nas już lubi, też przestał szczekać i poszedł zająć się swoimi ważniejszymi sprawami.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1167.JPG
A owieczki paradowały przed namiotem, jak modelki na wybiegu.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1166.JPG
A aparaty pstrykały.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1161.JPG
Gdy przestało padać, obejrzeliśmy owieczki na wolnej przestrzeni
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/DSC_8835.JPG
Potem owieczki sobie poszły, ale piesek został.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1168.JPG
Pomimo mokrego drewna, fachowiec od ognia rozpalił ognisko i tak zakończył się kolejny dzień wędrówki.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1172.JPG
Niesamowita wędrówka!!! Pozazdrościć!
Dzień 6. Niedźwiedzim tropem na Pietros Budyjowski
Pierwotny plan zakładał dalszą wędrówkę grzbietem granicznym w kierunku Stoha. W nocy padał deszcz. Rankiem także; wstaliśmy później, niż zazwyczaj. Pogoda była taka sobie a widoczność bardzo taka sobie. Spowodowało to zmianę planów â zamiast na Stoha, idziemy na Piterosa Budyjowskiego. Też go nie widać, ale widzieliśmy go wczoraj wieczorem. Poza tym jest wysoki i samotny, na pewno tam trafimy nawet we mgle.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1177.JPG
Jemy śniadanko, przygotowane na kamieniu nakrytym lnianym obrusem w kwiatki.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/DSC_8893.JPG
Przed wyjściem napełnienie wodą wszystkich butelek. Dzisiaj mamy wprawdzie gwarantowaną dostawę wody z góry, ale zawsze pewniej jest mieć swoje zapasy.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1178.JPG
Schodzimy z grzbietu głównego i idziemy w kierunku Budyjowskiej Małej.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1180.JPG
Potem trawers wzgórza Cristina
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/DSC_8897.JPG
Naszą drogą szli też inni podróżnicy. Niestety, a może na szczęście, widzieliśmy tylko ich ślady.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1184.JPG
W lesie widoczność jest lepsza, niż na otwartej przestrzeni.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1188.JPG
Pietros ma niestety ponad 1850 m i trzeba tam wyjść. Na zdjęciu nie bardzo widać, że było tam stromo, ale było stromo.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/DSC_8926.JPG
Początkowo wydawało się, że szczyt to już jest na tej skałce. Ale to tylko się wydawało.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1192.JPG
A szczyt był tutaj, 200 m obok skałki. Na Pietrosie zrobiliśmy jedno z czterech zdjęć, na którym jest cała załoga.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/DSC_8955.JPG
Przy zejściu otworzyło się okienko w chmurach.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1200.JPG
Im niżej schodziliśmy, tym chmur było mniej. Ale nasz Pietros wciąż się ukrywał.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1205.JPG
Pod Lutoasą spotkaliśmy potężne fundamenty jakiejś niedokończonej budowli, w pobliżu których leżało kilkadziesiąt worków skamieniałego cementu. Co to miało być?
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1210.JPG
Namiot rozbijamy w jałowcach pod szczytem góry Pecialul (1727 m)
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1217.JPG
Znów daje się rozpalić z mokrego drewna ognisko, przy którym można co nieco podsuszyć lub przypiec.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1219.JPG
Fajna wycieczka, zazdroszczę.
I pewnie nogi przemoczyliście ....
Też bym tak chciał ....
z dnia 6 się mi foty nie wczytują, może za dużo przeczytałem jak na jeden wieczór w końcu całe 5 dni, poczekam (z niecierpliwością) do jutra (to tylko 20 min.) wiec może do rana.
świetna relacja
Dzień 7. Schodzimy w doliny
W nocy padało, rano padało, a gdy przestało, otworzyliśmy okno w namiocie.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1223.JPG
Poranek jest nieustająco taki sam â trzeba wstać, ubrać się, coś zjeść, spakować plecaki, zwinąć namiot. Po raz kolejny zwijany namiot jest mokry.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/DSC_9028.JPG
Zostawiamy charakterystyczny ślad po biwaku.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1227.JPG
I czas schodzić w dół. A na dole coś zaczyna być widać.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/DSC_9030.JPG
Na polanie-przełęczy Vacaristea Pecealu widać już wszystko.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1245.JPG
Widok z polany na najwyższy szczyt Gór Marmaroskich FÄrcÄul (1961 m) oraz rozsiane po zboczach zabudowania Poienile de sub Munte.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/DSC_9065.JPG
Domki pasterskie z bliska.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1249.JPG
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1251.JPG
Cieszymy się słońcem, bo za chwilę się schowa.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1253.JPG
Przy drodze znajdujemy takie grzybki. Aż się gęba do nich uśmiecha:-) Nóż ma długość 13 cm. Grzybów było dużo także w poprzednich dniach, nie zbieraliśmy ich jednak. Dzisiaj jest szansa znieść je na dół!
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1254.JPG
Skończyły się grzybki i - niestety - skończyło się słoneczko. Dochodzimy do skraju przysiółka Bardiu, miejsca, gdzie jeszcze kilka lat temu nie było prądu. Te dwa domki zwróciły uwagę wszystkich uczestników wycieczki, jednak z powodu padającego deszczu nikomu nie udało się zrobić ładnego zdjęcia. Te same domki umieścił autor na okładce przewodnika âźBukowina, Maramureszâ. Na widać także drogę. Porobiono na niej ogromne, sztuczne garby w poprzek. Wymyśliliśmy, że to w celu ochrony drogi przed wymywaniem kolein przez rozpędzoną wodę, która spływa drogą po opadach. Ale czy dobrze to wymyśliliśmy?
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1257.JPG
Schodzimy do osiedla
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/DSC_9079.JPG
Już jesteśmy w centrum.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1263.JPG
To miejsce żyje. Spotyka się tu nie tylko staruszków, jak to często bywa w oddalonych od dróg i wygód osadach. Są też ludzie młodzi oraz bardzo młodzi.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1265.JPG
Dom w centrum kadru, kryty świeżą blachą, był niedawno odnawiany i rozbudowywany. Rozbudowa polegała na poszerzeniu budynku o około 2 metry. Aby tego dokonać, wcięto się w zbocze do samej drogi a dach nad dobudowanym fragmentem ma inny kąt nachylenia. W drugą stronę (w lewo) rozbudować się nie dało, bo tam dom już teraz wisi nad uciekającym w dół stromym zboczem.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1267.JPG
To jest kontynuacja głównego ciągu komunikacyjnego na terenie przysiółka. Schodzimy stromo w dolinę potoku Bardiu.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1268.JPG
Tytułem uzupełnienia: Na pewno Hnitessa nie była najbardziej wysuniętym szczytem 'Polski' przez kilaset lat, bo nie zawsze była ostatnim szczytem granicznym. Stwierdenie 'Nie jest pewne czy Pol był w opisywanym miejscu' w świetle analitycznej rozprawy Tomasza Boruckiego zamieszczonej w 'Wierchach' (2007) brzmi nieco kuriozalnie.
Tytułem uzupełnienia: Na pewno Hnitessa nie była najbardziej wysuniętym szczytem 'Polski' przez kilkaset lat, bo nie zawsze była ostatnim szczytem granicznym. Niewątpliwie masz rację. Nie zawsze była. Co nie jest sprzeczne ze stwierdzeniem, że Hnitessa, traktowana jako masyw, przez kilkaset (w sumie) lat - była.
Stwierdzenie 'Nie jest pewne czy Pol był w opisywanym miejscu' w świetle analitycznej rozprawy Tomasza Boruckiego zamieszczonej w 'Wierchach' (2007) brzmi nieco kuriozalnie. Zdaję sobie sprawę ze swoich braków w wykształceniu; nie napisałem więc, że "nie był" albo że "był", lecz, że nie jestem pewien czy był. Życie jest za krótkie, by przeczytać wszystkie analityczne rozprawy na każdy temat, toteż przyznaję ze skruchą, że cytowanej rozprawy analitycznej nie czytałem, stąd nie wiem, jak to wygląda w jej świetle i moje wypowiedzi brzmią kuriozalnie, za co serdecznie przepraszam i obiecuje poprawę.
... fajna wędrówka... dzisiaj właśnie kolega też opowiadał jak w latach dziewięćdziesiątych wędrowali po Czarnohorze....
Dwa razy przesledzilem juz tą wedrówke-spoko , to jest fajne ze tacy ludzie jak p.Wojtek pokazują takie miejsca,wedrówki .Tez bym tak chciał
Może kiedys mnie ktos zabierze:grin:,narazie poznaje bieszczady choc ostatnio pogoda ku temu nie sprzyja, przekonalem się o tym bendąc w ostatni weekend.(ale i tak bylo ok he)
Dzień 7. po południu â kółeczko nam się zamyka
Jeszcze dwa zdjęcia domków z Bardiu
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/P1360176.JPG
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/P1360178.JPG
Idziemy już główną drogą przez Poienile de sub Munte.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1273.JPG
Gdy się ma hydrant koło domu, można sobie pozwolić na takie mycie okien
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1280.JPG
Poienile de sub Munte to duża wieś, będąca równocześnie sama dla siebie gminą, i to największa gminą w powiecie marmaroskim (MaramureČ County). Na powierzchni ok. 300 km2 mieszka tu ok. 10 tys. ludzi. W przewodniku po północnej Rumunii z 2010 r. autorzy piszą: âźPołączenia autobusowe z Viseu de Sus (kilka kursów dziennie) ⌠uzupełniają liczne mikrobusyâ. Wchodzimy więc na centralny plac z przekonaniem, że jeśli jakiś autobus na nas właśnie nie czeka, to na pewno przyjedzie za chwilę.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1283.JPG
Autobus nie czekał. Nie przyjechał też wkrótce, nie znaleźliśmy nawet żadnego przystanku. Na pytanie âźczym stąd można gdziekolwiek dojechaćâ, miejscowi zgodnie odpowiadali âźschodzić drogą w dół i machaćâ. Przez pierwszy kilometr schodzenia samochody jechały tylko w przeciwnym kierunku. Przy składzie budowlanym zapytaliśmy podjeżdżającego właśnie kierowcę samochodu osobowego, czy mógłby nas podwieźć do ViĹźeu de Sus. Zgodził się bez szczególnego namawiania. Po półgodzinnej jeździe byliśmy na miejscu. Opłata, której sobie zażyczył, była bardzo symboliczna, nie wiem, czy mu na paliwo wystarczyło. Mam wyrzuty sumienia, że nie daliśmy mu więcej, niż powiedział. Ale z drugiej strony, nasz dług, i finansowy i w zakresie życzliwości, będzie można bez problemu spłacić w innym miejscu, w innym czasie i innym ludziom potrzebującym pomocy.
W ViĹźeu de Sus odnaleźliśmy pozostawiony prawie tydzień temu nasz samochód. Na ostatni nocleg wybraliśmy Pensiunea Alina, położony tuż przy âźsłużbowymâ przystanku kolejki. Z jego okien i balkonu mogliśmy obserwować wszystko, co się dzieje na stacyjce. A ruch był taki, jak na Lwowskiej w Rzeszowie:-) Większość transportu związana była z drewnem. Koordynacją ruchu pojazdów samochodowych, szynowych i konnych zajmował się pracownik w odblaskowej kamizelce.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1291.JPG
Na torach odbywał się też ruch pieszy:
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/DSC_9102.JPG
Przyjechał pierwszy pociąg osobowy âŚ
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1302.JPG
⌠i drugi pociąg osobowy:
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/DSC_9120.JPG
Potem przyjechał pierwszy pociąg z drewnem âŚ
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/P1360210.JPG
⌠i drugi pociąg z drewnem.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1308.JPG
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1312.JPG
Przez cały czas zjeżdżania pociągów z góry, przy stacyjce spokojnie stał pojazd zaprzęgowy ze spokojnym woźnicą i równie spokojnymi końmi.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1313.JPG
Pojazd czekał na ostatni wagon z ostatniego pociągu, który został tu odczepiony a jego zawartość przeładowana.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1326.JPG
W âźpensionieâ zjedliśmy obiad, który naprędce przygotowała gospodyni. Samochód stał na parkingu mocno strzeżonym.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1296.JPG
Z Poienile de sub Munte i okolicy (m.in. Pietrosa Budyjowskiego) mam jedne ze swoich najfajniejszych "górskich" wspomnień, ale to bardzo długa historia.
Teraz mi się to wszystko przypomniało i zatęskniłam :)
Teraz mi się to wszystko przypomniało i zatęskniłam :) Ja pewnie znam tę historię, ale może nie wszyscy znają? Trzeba by opowiedzieć ;-)
Przy przeglądaniu zdjęć przypominają mi się różne momenty, które w opowiadaniu pominąłem, jako niewarte wspominania. A teraz wydaje się, że mogły być ciekawe.
Dopowiedzenia - Bal na trotuarze
Z centrum Viseu de Sus do stacji Mocanity prowadzi ulica Cerbului. Jak wspomniałem na początku, poszliśmy tam zaraz po przyjeździe, by rozeznać możliwości przejazdu pociągiem âźprodukcyjnymâ. Przy ulicy Cerbului, obok małego sklepiku, niemal całą szerokość chodnika zajmował stół i krzesła. Stół na toczonych nogach i tapicerowane taborety wyglądały na świeżo wyjęte z mieszkania właścicieli sklepiku. Stół dla lepszej wodoodporności przykryty był elegancką ceratą. Przy stoliku siedziało kilka osób, wesoło rozmawiających przy piwie. Byli to i miejscowi i turyści (można poznać po butach i koszulkach). Gdy wracaliśmy, już z biletami w kieszeni, gości przy sklepiku było więcej, dwóch dojechało na rowerach. Z otwartych drzwi sklepu dobiegała skoczna muzyka a niektórzy goście ruszyli w tan.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/DSC_7971.JPG
Po chwili z drzwi sklepu wyszła starsza kobieta, ubrana w zwyczajową tutaj chustę, kwiecistą spódnicę, czarne skarpety i niebieskie, plastikowe klapki, mówiąc coś głośno w kierunku zgromadzonego towarzystwa. Jej wypowiedź nie była dla nas zrozumiała, ale z tonu brzmiała jak reprymenda. Być może była to pani sklepowa, która chciała uciszyć hałasujące już nieźle towarzystwo. A może była to żona jednego z biesiadników, którego zachęcała do pójścia już do domu. Nie pozwolono jej skończyć przemowy. Jeden z âźnietutejszychâ porwał ją do tańca a reszta biesiadników nagrodziła to gromkim aplauzem.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/P1350326.JPG
.... wśród turystów można też rozpoznać perkusistę:-D....
O lapidarnym stylu autora wątku można długo mówić, ale czasem to ociera się on o szalbierstwo.
Torojaga to w końcu najwyższy szczyt, jaki osiągnęliśmy na tym wyjeździe, należy się jej nieco uwagi, tym bardziej, że mieliśmy do jej gościnności wiele uwag.
I choć zrobiliśmy wejście w stylu alpejskim, z użyciem âźplecaków szturmowychâ, to opis: âźWyszliśmy na szczyt 1930 m. W grzbiecie głównym, który jest naszym celem już nie będzie tak wysokoâ, burzy mi krew i jest nie na miejscu, również wobec tej ciekawej góry.
Otóż, po sprawdzeniu, co w sztolniach piszczy
Załącznik 35209,
maszerowaliśmy grzecznie, jak szlak nakazywał, choć szlag wie, dlaczego go tak dziwnie poprowadzono.
W którymś ze zrujnowanych obiektów natknęliśmy się na stróża, z którym, w łamanej rumuńszczyźnie,uzgodniliśmy zmianę kierunku podchodzenia.
Nakłoniło nas do tego zachowanie jego ujadających podopiecznych o wyraźnie kulinarnych zapędach i widoczna z daleka pionowa kreska jednego z podjazdów technicznych, który najwyraźniej był na naszej trasie.
Wielokrotnie uzgadnialiśmy między sobą, czy uprzejmy cioban pokazywał ręką za winkielkiem w prawo czy w lewo i czy sinusoidalny ruch ręka oznaczał żmije na polance, czy kręty przebieg szlaku.
Przyjazny przewodnik podprowadził nas do podnóża żółtego osuwisko â potoczyska
Załącznik 35210,
gdzie przewodzenie przejęło tajemnicze pudełeczko Wojtka, które dobrze znało istniejącą tu ponoć ruską ścieżkę.
No i zaczęło się - jeśli zaznaczone podejście pochłonęło 2,5 godziny, to nie można go przemilczeć.
Gdyby ktoś planował ten rejon przedeptywać z poważnym plecakiem, powiem krótko â nie idźcie tą drogą!
Załącznik 35213Załącznik 35211Załącznik 35212
W ogóle to dziwne miejsce â świerk wypada na potęgę i jakoby nienaturalnie, a spalone połacie, /tfu!/ kosówki i jałowca, wskazują na jakąś planową działalność. Praca przy wydobyciu minerałów, mimo że w mniejszej skali, wcale nie wygląda na schyłkową.
Gdy wypociłem na podejściu cztery Tymbarki i jednego Kasztelana, wreszcie wygodna ścieżka pomknęła nam pod nogami, aż pod sam wierzchołek.
Później już tylko radosny bieg ku dolinie /ze znalezionym, jednym kijem trekkingowym!/, bo ścieżka wyraźna i oczywista.
Załącznik 35214
Ależ nie tak szybko - stop!
Załącznik 35215
Taka sympatyczna roślina â giętka, śliska, rozchybotana, tu trzaśnie na odlew za nic, tu coś wyjmie z kieszeni plecaka, tam uszczknie kawałek maty â przyjazna i miła kosssówka.
Jako że urwiste północne zbocze nie pozwalało na zbyt wiele, a spalony południowy stok zniechęcał, oddaliśmy się nierównej walce z tym potworem w świecie flory.
Jak ktoś waży 40 kg /bez sera/ to może nie zauważyć, że nie wszystkie gałęzie zostają pod butem wystarczająco długoâŚ
Gdy zobaczyłem wreszcie coś na kształt ścieżki, chciałem całować złoża boksytów.
Na przełęczy zobaczyliśmy ponownie znak szlaku.
Odradzam próbę wchodzenia nim doliną na przełęcz, kosówka z tej strony naprawdę dobrze pilnuje czci Torojagi.
Spokojnie i bez niepotrzebnych emocji można ją zdobyć, wchodząc z BÄile BorČa grzbietem otaczającym zachodnią stronę doliny potoku Cisla, aleâŚ
No właśnie, zawsze jest to ale.
Załącznik 35216
W powrotnej drodze roztrząsaliśmy przeznaczenie niby ramp â solidnych konstrukcji powieszonych nad główną drogą kopalnianą.
Załącznik 35208
Ukuliśmy różne teorie, ale chętnie wysłuchamy pewnych informacji na ich temat.
Ukuliśmy różne teorie, ale chętnie wysłuchamy pewnych informacji na ich temat. Widzialem w innych miejscach gor, zarowno Rumunii jak i Gruzji ze takie konstrukcje sluzyly za ujscie potoku/wod roztopowych/po ulewach z bocznej dolinki, by nie rozmylo drog/linii kolejowych.
P
Taką opcję też rozpatrywaliśmy, tylko był problem - woda spadająca z dużej wysokości i poprowadzona korytem podmywałaby grunt tuż obok drogi.
W związku z tym efektywność takiego rozwiązania wygląda średnio.
Rozumiem, logiczna sprawa. To co mi sie udalo kiedys widziec wygladalo identycznie, bylo poprowadzone wlasnie z bocznej dolinki i duzo dluzsze i spadala woda prawie bezposrednio do rzeczki. Z checia sie dowiem prawdy zatem jezeli nie trafilem z typem;)
Dopowiedzenia - Słupki zeszły z granicy
Idąc wzdłuż dawnej granicy polsko-rumuńskiej niełatwo jest dziś znaleźć jakieś dawne słupy graniczne. Ich losy opisywane były w kilku artykułach w âźPłajuâ. Między innymi w numerze 39 z roku 2009 znajduje się notka A. Wielochy âźEpitafium dla słupkówâ, w której autor opisuje, jak ostatki zachowanych słupków były zabierane z granicy przez polskiego generała i polskiego uczestnika rajdu samochodowego. Podane są tam również nazwiska tych osób.
Nieco słupków obejrzeć można w dolinach w Rumunii. O jednym z nich, na stacji kolejki w Wyszowie Górnym (ViĹźeu de Sus) wspominałem na początku relacji: S1, S2
Dwa inne słupki zobaczyć można bardzo niedaleko stąd, w Wyszowie Dolnym (ViĹźeu de Jos) przy pensjonacie âźU Siminaâ, Str Valea Morii 2111. Jeden z nich ustawiony został po zewnętrznej stronie ogrodzenia, obok drewnianego krzyża i betonowego obelisku. Drugi znajduje się wewnątrz posesji, przy ścianie drewnianego budynku i służy jako podstawka pod plastikową doniczkę z szarotką.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram.../DSC_8233a.jpg
Drewniany krzyz widoczny na zdjeciu z lewej oraz tablice ponizej upamietniaja mieszkancow Wyszowa ktorzy zgineli w IIWS(nie pamietam, czy z pierwszej tez). Obelisk po lewej to stary slup graniczny z czasow
gdy Rumunia graniczyla z ZSRR.
Drewniany krzyz widoczny na zdjeciu z lewej oraz tablice ponizej upamietniaja mieszkancow Wyszowa ktorzy zgineli w IIWS(nie pamietam, czy z pierwszej tez). Obelisk po lewej to stary slup graniczny z czasow gdy Rumunia graniczyla z ZSRR. Na lewej tablicy jest spis fundatorów. Na środkowej, wykaz mieszkańców miejscowości, którzy zginęli podczas I w.ś. (lewa kolumna) i II w.ś. (prawa kolumna). Na prawej tablicy są fragmenty utworów literackich w języku rumuńskim.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...G_0879-800.jpg
Dla koneserów: http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_0879.JPG
Tytułem uzupełnienia: Na pewno Hnitessa nie była najbardziej wysuniętym szczytem 'Polski' przez kilaset lat, bo nie zawsze była ostatnim szczytem granicznym. Stwierdenie 'Nie jest pewne czy Pol był w opisywanym miejscu' w świetle analitycznej rozprawy Tomasza Boruckiego zamieszczonej w 'Wierchach' (2007) brzmi nieco kuriozalnie. A ja właśnie miałem napisać, że to zainteresowanie Hnitesą, jako najdalszymi kresami Rzeczypospolitej jest chyba nieco nadmierne, gdyż sam jej wierzchołek nie był ani najdalej na południe wysuniętym punktem przedrozbiorowej Rzeczpospolitej, ani nawet Polski międzywojennej (nie była Hnitesa także nadalej na południe wysuniętym szczytem II RP - jest tam w grzbiecie wododziałowym jeszcze kilka pipantów, tyle, ze niższych od Hnitesy - to tak jakby ktoś teraz zdobywał np. taki Kińczyk Bukowski uznając go za najdalej na południe wysunięty punkt Polski ), co nie przekreśla faktu, że Hnitesa właśnie weszła do kanonu mitycznych wierzchołków, których zdobycie jest czymś niezwkłm raz, ze względu na oddalenie od jakiejkolwiek cywilizacji, dwa - o trudności jakie towarzyszą poruszaniu się w strefie przygranicznej UA/RO, trzy, że weszła już chyba ona do kanonu "karpackich mitów narodowych" jednak jako "koniec geografii" i jako taki słusznie jest chyba traktowana. Chyląc czoła przed trudami i zasięgiem wędrówki p. Wojtka nie napisałbym za to na pewno (nie widząc ku temu zresztą żadnych podstaw), że jakiś element jego internetowej relacji jest "kuriozalny"...
Na początku chciałem pogratulować jednak ekipie p. Wojtka wyczynu i dodać, że całość opisu śledziłem z ogromną ciekawością.
Co do "Rozrogów Wincentego Pola" - niniejsze wywody nie są moją polemiką z rozprawą p. Tomasza Boruckiego, której ja również nie czytałem (zresztą nie chodzi tylko o tę z "Wierchów" 2007; także w "Wierchach 2005" jest artykuł T. Boruckiego o "Rozrogach", są też materiały w "Płaju" nr 31 - p. Borucki, prowadzący badania terenowe tak od rumuńskiej, jak i ukraińskiej strony granicy jest chyba obecnie największym autorytetem w sprawie omawianych tu zagadneń), a jedynie z zarzutem Martniego o kuriozalność wypowiedzi p. Wojtka... .
Sprawę Rozrogów znam tyle o ile z licznych nawiązań w literaturze przedmiotu a więc tkz. "turystyczna średnia krajowa". Co nie zabrania mi oczywiście, używając nieco posiadanej wiedzy, materiałów dostępnych "pod ręką" i mózgownicy na wyciagnięcie własnych wniosków, co postaram sie niniejszym wykonać (mógłbym oczywiście, zgłebiając nieco temat posiedzieć w bibliotece i dać odpowiedź np. za miesiąc, tyle, ze odpowiedź taka straciła by na aktualnści o tyle, że za miesiąc (jesteśmy wszak na forum internetowym) wątek p. Wojtka będzie już za pewne rzadziej odwiedany i komentowany, wolałem więc zrobić to "na gorąco"). Ponieważ jednak Martini nie udzielił nam odpowiedzi na pytanie "jak to było z tymi Rozrogami na prawdę" (nie każdy czytelnik amatorskiego bądź co bądź forum i relacji p. Wojtka Pysza wszak ma do "Wierchów" dostęp) spróbuję na to pytanie nieco amatorskimi metodami odpowiedzieć.
Zacznijmy więc od tego, że w naukach humanistycznych (zwłaszcza przy niedostatku źródeł) nie ma możliwości ustalenia czegoś na sto procent. Nauka zna natomiast pojęcie "przekonania graniczącego z pewnością", wtedy, gdy autorowi jakiejś "rozprawy analitycznej" uda się np. udowodnić metodami pośrednimi jakąś zakłądana przez siebie tezę. Ponieważ jednak (jak to w świecie nauki często bywa) żadna prawda nie jest do obalenia, może sie jednak szybko znaleźć jakiś adwersarz, który ową prawdę także metodami analitycznymi podważy.
Zostawmy jednak tą nic nie wnosząca do meritum dygresję i spójrzmy na spawę Rozrogów tak, jak mógł na nią prawdopodobnie spojrzeć Tomasz Borucki. Otóż, tak jak zaznaczałem wcześniej wspomnianego artykułu w "Wierchach" nie czytałem, czytałem natomiast liczne do niego odniesienia w publikacjach Jerzego Montusiewicza z "Płaju" nr 42, przewodniku po północnej Rumunii autorstwa Figla i Krzywdy i jestem w stanie wyobrazić sobie ogólny sens i przesłanie artykułu p. Boruckiego. Sądzę więc, ze p. Borucki wnioskował, że Wincentego Pola na "Rozrogach" (rozumianych jako jakiś górski wierzchołek) nigdy nie było. I trudno z tym, nawet posiadając tak szczątkową wiedzę na ten temat, jak ja, się nie zgodzić. Abstrahując już od opisów Wincentego Pola, które świadczą o zupełnej nieznajomosci pzrez niego tej części Karpat Marmaroskich (czy tez Gór Czywczyńskich jak kto woli) np. cytuję z pamięci za wspomnianymi źródłami: ""Szedłem odwieczną puszczą karpacką" opisując wędrówkę grzbietem, który skądinąd wiemy, że jest połoninny Pol "mylił sie w zeznanich" raz opisując, ze widział kamienne słupy z wypisanymi literami "F.R", które to miały wg. niego oznaczac "Finis Respublicae", innym zaś razem wspomina że widział kopce oznaczjące koniec przedrozbiorowej Polski", na logikę rzecz biorąc w tamtych czasach na najdalszych górskich rozrogach nie miały prawa znajdować się raczej żadne kamienne słupy czy kopce. Dlaczego? Czy do końca przedrozbiorowej Polski na prawdę nie stosowano żadnych znaków granicznych? Ależ owszem, stosowano całkiem sporo i to różnych stosownie do okresu naszej historii. Były to oczywiście np. kopce graniczne (o czym świadczy chociażby zachowany do dziś opis granicy polsko-brandenburskiej z 1602 roku); natomiast jako dowód na istnienie słupów granicznych już całkiem przypominających współczesne z nieco późnijszego okresu niech posłuży fakt, że jeszcze w początkach XX wieku stały koło Rawicza słupy graniczne wyznaczjące granicę polsko - habsburską na ocinku wielkopolsko -śląskim (dwa takie słupy widnieją na wykonanym w 1909 roku zdjęciu, reprodukcję którego zobaczyć można w dziele Gerarda Labudy pt. "Zachodnia Granica Polski" - austriacki i polski. Na tablicy pierwszego z nich widnieje napisana po niemiecku stosowna sentencja, na tablicy polskiego słupa - po łacinie).
Teoretycznie więc w czsach Wincentego Pola jakieś znaki graniczne mogły więc znajdować się na styku granic polsko - węgiersko - mołdawskich, tylko kto i po co miałby je tam umieszczać. Kopce graniczne i słupy były bowiem na pewno potrzebne w terenie gęsto zaludnionym i na gościńcach przekraczających granice ówczesnych państw. Po co natomiast ktoś miałby je umieszczać w okolich bezludnych, górzystych i trudno dostepnych, których nawet nazwanie ówczesnym ludziom musiało sprawiać problem? Przecież same szczyty górskie wystarczały w zupełności za kopce graniczne, okraszanie ich dodatkowo jakimiś nadbudówkami było by bezcelowe. Zresztą, na ile ówczesne granice mogły być precyzyjnie wyzaczone w środku karpackiej głuszy, skoro pierwsze precyzyjne mapy tych tereów pochodzą dopiero z czasów po zajęciu Galicji przez Monarchię Habsburską?
Zapewne były jakieś spisane graniczne układy np. między państwem Jagiellonów a Hospodarem Mołdawskim i pewnie też takie w archiwach się zachowały. Nie mając jednak do nich dostępu spróbujmy oddwtorzyć na szybko ich możliwą, hipotetyczną tresć, a więc dokument taki, spisany zapewe po rusku i po łacinie mógł wyglądać np. tak: "...dalej od miasta królewskiego Śniatynia wzdłuż rzeki Czeremoszem zwanej aż do środka Lasu [po łacinie by to było "ad medium Silvam" - dla czego lasu? - ano dlatego, iż niegdyś, starożytnym zwyczajem wszystkie pasma górskie zwano "lasem" - zwyczaj ten wziął się zapewne jeszcze ze starożytnego śródziemnomorza, w którym to góry nie były niczym niezwykłym, natoiast puszcze porastające ich zbocza, już tak - stąd i do dzis dnia niektóre pasma górskie w Europie zwą się lasami, np. "Czeski Las", "Bawarski Las", a kraina położona za rumuńskimi Górami Zachodnimi zwie się "Transylwanią", czyli "Za Lasami"] zwanego Crapak alias Krępak alias Czarna Gora z którego Czeremosz wypływa...". Myslę, że dokładniejszego zapisu w interesującej nas górskiej częsci regionu nie było bo i być nie mogło; brak było po prostu dokładniejszych punktów odniesienia - miejscowości, a i nazwami szczytów zapewne nikt sobie tam głowy nie zaprzątał (co innego przy lokowaniu konkretnych wsi - opisy były wtedy dosyć szczegółowe, bo i okolica musiała być w celu precyzyjnego rozgraniczenia dobrze rozeznana - znamy takie opisy np. z przywilejów lokacyjnych wsi na prawie wołoskim).
Przyglądając się starym mapom regionu (Rzeczopspolitej, Węgier, Hospodarstwa Mołdawskiego etc), a takich w zasobach cyfrowych na szczęcie już nie brakuje można pokusić się o w miarę dokładne odtworzenie granicy na odcinku pokuckim. I tak np. z dokładniejszych map Rzeczpospolitej polecić można tę z 1772: http://www.mapywig.org/m/Polish_maps...w_Bessarab.jpg (ostatnie przedrozbiorowe ujęcie), na której widać pięknie wyrysowaną granicę na Czeremoszu wraz z wymienionymi miejscowościami takimi jak Kuty, dalej Uścieryki w miejscu zbiegu Czeremoszów ( co ciekawe na wielu przedrozbiorowych mapach pomylone są Biały i Czarny Czeremosz, z tym, że granica poprowadzona jest prawidłowo Czeremoszem "wschodnim" (czyli dzisiejszym Białym)), następnie Douhopole (po mołdawskiej stronie Ciampulung, co znaczy zresztą to samo) aż do źródeł Czerenosza pod "Czarną Górą". Jak się łatwo można domyślić, żadnych konkretnych nazw szczytów na mapie nie zaznaczono.
Inną ciekawą mapą jest ta mapa I RP z 1739 roku: http://www.mapywig.org/m/Other_maps/...1739_BUKWB.jpg , na której, co ciekawe, granica między Pokuciem a Hospodarstwem Mołdawskim przebiega jakby grzbietem gór zwanych niegdyś "Besdkidem Huculskim", tj. np. zaznaczony na mapie Kosmacz jest już po mołdawskiej stronie granicy. Tak samo Żabie, źródła obu Czeremoszów, a nawet Prutu. Ciekawe, czy to tylko wynik niechlujstwa autora mapy, czy też faktycznie wówczas te ziemie na jakiś czas odpadły od Rzeczpospolitej? (wiemy skądinąd , że to okres przejściowego wzmocnienia Imperium Osmańskiego, w tym czasie Austria utraciła np. częśc swoich tureckich zdoczy terytorialnych ).
Kolejną bardzo ciekawą mapą jest nieco wcześniejsza mapa z 1696 roku: http://www.mapywig.org/m/Other_maps/..._after1696.jpg , na której widać wyraźnie z kolei, że w górnym odcinku Czeremosza granica poprowadzona jest po jego wschodniej stronie, grzbietem wodziałowym. Czyżby więc w tym okrsie granica faktycznie nie przebiegła głównym nurtem? A może przebiegła pasmem wododziałowym Czeremosza i Seretu, na wschód od Saraty grzbietem Tomnatyka? Co ciekawe, we współczesnych atlasach historycznych granica pokucko - mołdawska z czasów I RP przedstawiana jest często na wododzale Czeremosza i Seretu, abo nawet na Serecie! Nie wiem, czy to błąd, czy też są ku temu jakieś źródła historyczne, z braku wiedzy nie będe więc tą sprawą się zajmował.
Jakby jednak nie było - czy granica biegła Czeremoszem do jego źródeł, czy też na wschód od niego grzbietem wododziałowym (jak to wynika z niedokładnych bądź co bądź map) obie te koncepcje wykluczają Hnitesę jako najdalej na południe wysunięty szczyt Rzeczpospolitej. Jednakowoż, mapy starsze niż te z XIX weku, jako materiał źródłowy zbyt niedokładny i nie powstały na podstawie badań terenowych nie mogą ani potwierdzać ani zaprzeczać tak Kreczeli jak i Hnitesy jako kandydatów na nasze "Rozrogi".
Jeszcze jedną ciekwą mapą, ale pochodzącą już z czasów porozbiorowych jest ta francuskojęzyczna (jak to było na przełomie XVIII/XIX wieku w modzie) mapa Królestwa Węgierskiego z 1800 roku: http://www.mapywig.org/m/Other_maps/...ngrie-1800.jpg . Widać tu już pewien postęp w stosunku do stylistyki map przedrzbiorowych i o ile interior Węgier jest przedstawiony dość szczegółowo, to oczywiście jego górskie granice dalej są dosyć schematyczne. Mapa ta jako taka nie przedstwia oczywiscie żadnych terenów poza Węgrami, ale na interesującycm nas odcinku jest w miare dokładnie ukazany graniczny trójstyk węgiesko - galicyjsko - bukowiński. Widzimy więc górne odcinki obu Czeremoszów wyrysowane aż do ich połączenia: Czarny (opisany jako "Noir") i Biały (opisany jako "Blanc") "Tseramotz". Wyaźnie zaznaczona granica bukowińsko - galicyjska ciągnie sie wzdłuż Białego Czeremosza aż do jego źródła.
Dokładnego rozgraniczenia włości galicyjskich od węgierskich z jednej strony, a od bukowińskich z drugiej dokonano zapewne już za czasów habsburskich. A jeśli tak, to kiedy? Znów spróbuję się oprzeć na tym, co mam pod ręką, a w czasach rewolucji technologicznej jest to oczywiście internet... . Na szczęście jest obecnie dosyć szeroki dostęp do skanów dawnych map, wykonanych np. przez XVIII - XIX wiecznych kartografów austriackich. I tak ciekawy (chociaż jeszcze nie dosyć dokładny) obraz wyłania się z kart jednego z takich "zdjeć" kartograficznych terenu, a mianowicie ze sporządzonego w początkach XIX wieku, a wydanej w 1824 r. tak zwanej "Mapy Liesganika". Nas interesuje XXX arkusz tej mapy dotępny w sieci pod tym adresem: http://www.mapywig.org/m/K.u.K._maps...b_XXX_1824.jpg . W dolnej części mapy wyraźnie widoczne jest miejsce, w którym od granicy oddzielajacej królestwo węgierskie od reszty monarchii odchodzi rzeka z naniesionymi punkcikami - kropeczkami (takie kropkowanie w różnych częściach mapy przedstawia prawdopodobnie granice austriackich cyrkułów) stanowiącymi granicę galicyjsko - bukowińską. Jak widać kropeczki graniczne docierają do obszarów źródliskowych rzeki, którą jest tu Czeremosz. Porównując tą mapę z jakąkolwiek współczesną (a choćby i radziecką sztabówką) widzimy dokładnie, że odwzorowany cieniowaniem teren, do którego doprowadza nas granica to rejon grzbietowy Kreczeli (Żupani). Można się o tym przekonać chociażby śledząc dalszy bieg granicy węgiersko-bukowińskiej - skręca ona lekko na północ do źródeł rzeczki podpisanej tu jako Ziboo, a nam lepiej znanej z polskiej literatury przedmiotu jako Cibo. Wzajemne położenie względem siebie źródeł Cibo i Czeremoszu, jak i widoczne nieco powyżej na północny-zachód grzbietowe wypłaszczenie Palanicy - Hnitesy przekonuje nas, że aż do czasów habsburskich granica między Hospodarstwem Mołdawskim a Rzeczpospolitą zwyczajowo prowadzona była najprawdopodobniej aż do głównych źródeł Czeremosza pod Kreczelą. Czy w jakikolwiek sposób uprawdopodabnia to obecność na szczcie Kreczeli "słupów Wincentego Pola"? Raczej nie - o dokładnej delimitacji granicy w tamtych czasach w ustronnym, bezludnym górskim rejonie nie było zapewne mowy, jeśli więc jakikolwiek znak graniczny miałby tam stać, to chyba jedynie na drodze (jeżeli takowa wogóle istniała, ja niestety mam na ten temat żadnej wiedzy) prowadzącej bezpośrednio z doliny Czeremoszu do doliny Cibo, a więc albo na brodzie granicznym przez Czeremosz, albo (jeżeli granica w tym rejonie znajdowała się nieco dalej na wododziale) w okolicach przełęczy Pasul Sarata. Nawet jednak, jeśli by taki hipotetyczny gościniec istniał, to bardzo mało prawdopodobnym jest, żeby postawiono przy nim w tej głuszy jakiś znak graniczny.
Na kolejnej dostępnej w internecie mapie tkz. (w moim wolnym tłumaczeniu) "Drugim Zdjęciu Wojskowym" (http://mapire.eu/en/ - bardzo ciekawe źródło z którego można pobrac wiele historycznych map z całego terenu monarchii habsburskiej), z której wykorzystałem dla porównania ten oto fragment.: http://mapire.eu/en/map/mkf_gal/?zoo...75&lon=24.8822 - widać, że granica między CK prowincjami Galicji, Węgier i Bukowiny poprowadzona jest już dokładnie tak, jak późniejsza granica polsko - rumuńska na tym odcinku. Co najciekawsze, po dokładnym przyjrzeniu się fragmentowi mapy przy styku granic Galicji, Węgier i Bukowiny w dolinie Czeremosza pod Hnitesą widać, że jest tam umieszczony napis "Triplex confinium", co w wolnym tłumaczeniu znaczy "trójstyk granic". Nie wiem dokładnie, w którym roku było wykonane zdjęcie kartograficzne akurat tego fragmentu terenu, ale najprawdopodobniej później, niż mapa "Liesganika" z 1824 roku, wedlug której szczyt Kreczeli pozostawał na granicy galicyjskiej. Być może, w okresie pomiędzy wydaniem mapy "Liesganika", a wykonaniem tego "Drugiego Zdjęcia Wojskowego" dokonano na interesującym nas odcinku dokładnych pomiarów i rozgraniczeń i ich efekty zamieszczono na tej drugiej mapie. Być może więc pojawił się w terenie jakiś stosowny obelisk - triplex pokazujący miejsce trójstyku granicznego Galicji , Węgier i Bukowiny. Jeśli ten hipotetyczny "Triplex" widział Wincenty Pol podczas swojej peregrynacji po Marmaroszach, mogły go ponieść wodze fantazji, których efektem był ten wymyślony przez niego kamień graniczny z literami F.R.
I tu malutka dygresja - w "Płaju" nr 44 w artykule uzupełniaącym do opublikowanych w "Płaju" nr 42 mateiałów tyczących Hnitesy była wzmianka o galicyjsko -węgierskim sporze granicznym w ramach monarchii habsburskiej z 1840 roku, a w którym to sporze nazwa Hnitesy była wymieniana. Nie wiem niestety dokładnie czego dotyczył ów spór, ale być może właśnie odcinka granicy w okolicach Kreczeli - Hnitesy. Nie zmienia to jednak faktu, że Wegrzy najprawdopodobniej (byc może właśnie na skutek tego sporu?) "uszczknęli" kawałek terytorium Galicji, wyjaśniała by się więc sprawa "dziwnego" skrócenia granicy - miast od źródeł Czeremoszu pod Kreczelą, to od jednego z mniejszych dopływów położonego bardziej na północ. Ale w zasadzie po co takie skracanie i prostowanie granic w obrębie prowincji jednej monarchii? A choćby i ze względów prestiżowych - vide późniejszy spór z Węgrami o Morskie Oko. To jednak nie jedyna możliwość. Być może powodem "wyprostowania" granicy było zbytnie "wciśnięcie się" Galicji w rejonie Keczeli w terytorium węgierskie? Ten koniuszek Galicji zakończony na Kreczeli przecinał możliwe bezpośrednie połączenie doliny Wazeru, znajdujacego się ówcześnie na terytorium węgierskim z doliną rzeki Cibo na węgiersko - bukowinskiej garnicy i dalej doliną Suczawy już na teytorium bukowińskim. Czy jednak był sens "kruszyć kopie" o bądź co bądź terytorium jednego państwa? Tak jak pisałem wcześniej, ze względów prestiżowych - zapewne tak. Nie bez znaczenia byłby też argument ekonmiczny, który - w razie - jeśli planowana była budowa drogi przez przełęcze Fata Boului (jak słusznie zauważył Dariusz Czerniak przełęcz błędnie nazwana) i Sarata nie byłby bez znaczenia (łatwiej było by podjąć decyzję o budowie takiego gościńca przez terytorium wewnątrzwęgierskie).
A może... było jednak inaczej. Wspomniany prze ze mnie "Triplex confinium" musiał oczywiście gdzieś istnieć już w czasach I RP. Napisałem do tej pory, że zapewne nie było potrzeby przeprowadzać ścisłej delimitacji na trudno dostępnych obszarach górskich. I zapewne tak było. Ale przeciez trójstyk gdzieś musiał być? O ile jego dokładnej lokalizacji trudno by szukać na ówczesnych mapach (wszak ówcześni kartografowie nie prowadzil swoich prac w terenie) o tyle lokalni starostowie pograniczni, wojewodowie itp. musieli przecież wiedzieć, gdzie podległy im teren się kończy. I tu nasuwa sie pytanie, czy aby jednak, austriaccy urzędnicy wypełniając polskie zobowiazania wynikające z traktatu rozbiorowego przeprowadzajacy ścisłą delimitację granicy ("potym zwyczayne granice między Pokuciem y Moldawą, ktore granice będą wyznaczone y wytknięte podług sytuacy i mieysca, wiadomości zebranych z naydawnieyszych rozgraniczeń" [fragment tekstu traktatu rozbiorowego z 1772 r]) może właśnie od lokalnego starosty otrzymali informację, iz ów trójstyk jest tam, gdzie widnnieje na wskazanej prze ze mnie mapie z połowy XIX wieku?Czy mapa "Liesganika" ne jest więc tylko kolejnym, niedokładnym przedstawieniem granicy wg. map XVIII wiecznych?
To jednak tylko domysły, hipotezy. Jestem jednak przekonany, że w pracy Tomasza Boruckeigo nie znajdziemy nigdzie fragmentu powołującego się na jakieś konkretne zachowane źródło z okresu przedrozbiorowego ( bo i być go nie mogło), iż owym najdalszym na południe wysuniętym szczytem I RP była właśnie Kreczela.
Końcowe wnioski z tego niedokładnego przeglądu źródeł kartgraficznych:
- najprawdopodobniej najdalej wysuniętym na południe szczytem I RP był masyw Kreczeli (tam są źródła Czeremosza), aczkolwiek wcale niekoniecznie (patrz rozważania tyczące tkz. "Triplex Confinium")
- powyższe wcale jednak nie uprawdopodabnia założenia (a wręcz przeciwnie), że na szczycie Kreczeli stał jakiś "kamien graniczny" z czasów I RP.
- jeżeli istniały jakieś słupy garniczne z czasów przedrozbiorowych (w co wątpię) to należało by ich szukać albo w okolicach przełęczy pomiędzy źródliskowymi ciekami Białego Czeremosza (Perkałabu) i potoku Cibo, albo w okolicach przełęczy Sarata, albo w górnym biego Czeremosza w okoliach spływu kilku jego cieków źródłowych na jakimś brodzie.
- zapewne istniał przynajmniej od ok. połowy XIX wieku jakiś austriacko-węgierski triplex graniczny na trójstyku granic Galicji, Bukowiny i Wegier w miejscu oznaczonym na "Drugim Zdjęciu Wojskowym" jako "Triplex Confinium" i pozostałości takiego właśnie słupa można by poszukiwać w terenie.
-być może ten właśnie słup widział Wincenty Pol w czasie swoich peregrynacji po Górach Marmaroskich i to go natchnęło do wymyślenia romantycznej legendy o "Finis Respublicae"
-jeżeli jednak austriaccy urzędnicy wyznaczyli ów trójstyk zgodnie z literą traktatu rozbiorowego "według zebranych w terenie informacji" to być może punkt ów (zbiegu źródłowych cieków Czeremosza) już za czasów I RP tradycyjnie wyznaczał tórjstyk granic polsko -węgiersko - mołdawskich.
- jeśli było tak, jak powyżej, to mógł tam faktycznie stać jakiś słup ów trójstyk wyznaczający
-jesli tak było na prawdę, to jedynie Bóg raczy wiedzieć, czy Kreczela znajdowała się na granicy, czy też była uznawana juz za szczyt węgierski, a wtedy palma pierwszeństwa faktycznie przypadała by masywowi Hnitesy.
-ostatnie trzy punkty moich dedukcji to jednak klasyczny przykład tkz. "piętrowej hipotezy" nie mającej oparcia w źródłach, z której to, jeśli tylko wyciągniemy pierwszy klocek, reszta upada w gruzy :-).
Faktem jest natomiast, że Hnitesa była najdalej na południe wysuniętym masywem II RP, czy też Polski międzywojennej, jak kto woli.
Nie wiem natomiast, czy właśnie o tym pisał Tomasz Borucki w swojej rozprawie i czy podobne z niej wyiągnął wnioski, co ja, ze swojego niepełnego i zamglonego obrazu przedrozbiorowej rzeczywistości. Jeśli podbne - to tylko wypada się z nim zgodzić. Nie sądzę natomiast, że p. Borucki dał w swoim tekście (bo i dać nie mógł) stuprocentową odpowiedź na nurtujace nas pytanie, czy Kreczela była jedank najdalej na południe wysuniętym masywem "Polski". W związku z tym, nie sądzę także, że napisanie "nie jest pewne czy Pol był w opisywanym miejscu" brzmi kuriozalnie tak w świetle analitycznej rozprawy Tomasza Boruckiego zamieszczonej w 'Wierchach" (2007), czy jakiejkolwiek innej. Kuriozalny jest za to sam zarzut Martiniego, bo dotyczy on bądź co bądź amatorskiego forum, którego jednak poziom (co chyba sam Martini pośrednio przyznaje nawiązując tu do tekstu w "Wierchach" będącego czasopismem znanym bądź co bądź wąskiemu gronu odbiorców) jak na amatorskie podejście do tematu jest dość wysoki. Wojtek Pysz nie napisał bowiem polemiki z tekstem p. Tomasz Boruckiego na łamach "Wierchów" czy też innego naukowego czasopisma poświęconego górom, tylko relację ze swej turystycznej wyprawy na łamach dość poczytnego (i może co za tym idzie?), ale jednak amatorskiego internetowego forum. O ile jednak, tak jak napisałem wcześniej, moje dywagacje na temat słupów granicznych kończących I RP nie są niczy innym jak klasycznym przykładem stawiania "piętrowych" hipotez nie mających oparcia w źródłach, o tyle post Martiniego jest klasycznym przykładem internetowej wypowiedzi typu "wpadłem tu na chwilę, żeby was pouczyć i pokazać jak jesteście głupi", no ale takie właśnie są uroki internetu i tak już chyba zostanie.
Korzystając natomiast z okazji, a nie będąc redaktorem ani autorem pisującym do "Płaju" chciałbym tu właśnie, na łamach nasego "amatorskiego" forum napisać parę słów "tytułem uzupełnienia" do artykułu autorstwa Jerzego Warakomskiego pt. "Imię Góry", a zamieszczonego w "Płaju" nr 42.
Ponieważ nie ma jednak obowiązku czytania wszystkich analitycznych rozpraw, które wyszły na dany temat, streszczę tylko czytelnikom niniejszego wątku, że w/w artykuł dotyczy etymologicznych rozważań nad imieniem Hnitesy, których to wariantów nazwy (drukowanych w rozmaitych źródłach pcząwszy od końcówki XVIII wieku) p. Warakomski wraz z Jerzym Montusiewiczem znalzł ok. czterdziestu. Jeśli ktoś jest zainteresowany całym arytkułem, odsyłam oczywiście do "Płaju" .
Dawniej nazwy (np. przez wojskowych kartografów C.K Monarchii) zapisywane były ze słuchu od miejscowych informatorów, a tymi, jeśli chodzi o Hnitesę mogli być albo Huculi z doliny Czeremoszu albo też ich rumuńscy sąsiedzi z południowo-zachodnich rubieży Marmaroszy. Jak dany kartograf usłyszał, tak zapewne zapisał. Do tego dochodziły jeszcze zmieniające się warianty regionalne, rozmaite przekręcenia nazwy popełniane przez osoby piszące "z drugiej czy trzeciej ręki"...
I tak zaczynając od ciekawie dla etymologa zapowiadajcego się wariantu rumuńskiej nazwy tego szczytu obecnego m in. na współczesnych (ale nie tylko) rumuńskich mapach regionu - "IgnÄteasa" - chciałbym na chwilę podchwycić wersję pochodzenia tej nazwy od "ognia", bądź "ognisk" zaproponowaną jako jedna z możliwych etymologii przez p. Warakomskiego. Jerzy Warkomski chyba niesłusznie zbyt szybko porzuca tu własną hipotezę, z braku wystarczajacych dowodów na obecość w języku ogólnorumuńskim łacińskiego słowa "ignis" - ogień. Na terenie naszych lingwistycznych dociekań mamy bowiem do czynienia z dialektem marmaroskim, który to przecież zachował wiele archaizmów, nieobecnych w standardowym ruuńskim... . Jednak zaznaczę od razu, iż sam w "ognistą" etymologię Hnitesy nie wierzę, nie sądząc, że słowo "ignis' mogło by być w jakimkolwiek dialekcie wołoskim archaizmem... . Sądzę, że to słowo jako łacińskie, nigdy w języku wołoskim nie występowało (co najwyżej jako zapożyczenie).
Wg. mnie kolejnym ciekawym wariantem pochodzenia nazwy szczytu mogło by być nazwy tej wywiedzenie z językowej rodziny języków tureckich. I tak np. na terytorium obecnej Turcji nad morzem Czarnym istnieje miejscowość i przylądek, którego oryginalną nazwę "Ä°Äźneada Burnu" można by przetłumaczyć jako przylądek "Igielnego nosa" (od Ä°Äźne - igła (o ile samo "Ä°Äźne" w językach tureckich to nie zapożyczenie) , burnu - nos). Ta hipoteza dobrze korespondowała by z wyglądem szczytowej wierzchowiny Hnitesy - jest tam bowiem kilka skałek "iglic". Dobrze przecież znamy chociażby z terenu naszych gór, że rozmaite ostro zakończone wierzchołki skalne zwane są iglicami (sądzę, że nie należy tu mieszać dolnośląskiej Iglicznej koło Międzygórza, gdyż nazwa ta została "wymyślona" urzędowo po 1945 roku); nazywanie ostro zakończonych szczytów iglicami wystepuje zresztą dosyć powszechnie w róznych językach, np. wszystkim alpinistom znany jest na pewno szczyt w grupie Mont Blanc nazywający się "Aiguille du Midi' (aiguille - fr. igła).
Dlaczego jednak miała by nazwa jakiegoś odległego karpackiego wierzchołka pochodzić z jezyków z grupy tureckiej?
Wiadomo, że przez kilka stuleci Hospodarstwo Mołdawskie, a także Siedmiogród (znacznie krócej) znajdowały się w zależności bądź lennej, bądź bezpośrednio podporządkowane były Imperium Osmańskiemu. Stąd wiele pasm górskich w owych czasach posiadało swoje urzędowe nazwy tureckie, co widać chociażby na zalinkowanej wczesniej prze ze mnie mapie I RP z 1772 r. - na obszarze graniczącego z Pokuciem Hospodarstwa Mołdawskiego występuja liczne tureckie nazwy pasm górskich, np. "BakÄąri Dag" - "Miedziane Góry". O ile jednak sama obecność na mapach nazw "urzędowych" nie może budzić naszych wątpliwości, to już pochodzenie nazwy pojedyńczego szczytu musiało pochodzić z tego języka , jaki na tym terenie był używany. Stawia to więc pod znakiem zapytania turecką etymologię tego imienia.
Ale język turecki nie jest jedyną możliwościa. Skądinąd wiadomo, że Wołosi (przodkowie dzisiejszych Rumunów) współtworzyli przez dłuższy czas swoje wczesne państwa z pewnym stepowym ludem, którego język należał także do tureckiej rodziny językowej. Tym ludem, po którym już dziś nie ma śladu (wchłonęli go m in. właśnie Wołosi) byli Połowcy (zwani też Kipczakami lub Kumanami). Do dziś uważa się, że wiele nazw miejscowych oddaje połowieckie (kumańskie) pochodzenie ich założycieli, np. nasza "Komańcza" , przeróżne "Plavce" w językach czeskim i słowackim; z tego języka mogły też więc pochodzić rozmaite zapożyczenia w języku rumuńskim. Być może takim zapożyczeniem mogło być też słowo "Ä°Äźne", tym bardziej, że w okolicach Hnitesy nie brakuje przecież w toponimii "Comanów" (Coman w dolinie Wazeru, szczyt Koman na północ od Palenicy). Żeby jednak udowodnić, że dany toponim pochodzi z określonego języka musielibyśmy mieć na to jakiekolwiek twarde dowody, a takich brak. Np. Koman, Komanowa jest nazwą powszechną nie tylko w Rumunii, ale i na Bałkanach w ich części zachodniej nie będącej nigdy pod kontrolą połowiecką.
Dalej: aby w danym języku tworzyć jakieś derywaty od pewnego rdzenia, musimy mieć ludzi operujących danym językiem jako rodzimym. Wszelkie zapożyczenia w innych językach stają się martwe i nie wykazują tendencji do dalszego słowotwórstwa. Tak więc dopóki np. w dialekcie marmaroskim lub bukowińskim języka rumuńskiego nie znajdziemy jakichś śladów kipczackiego słowotwórstwa (w co wątpię) hipotezę z połowieckim pochodzeniem nazwy Hnitesy - Ignateasy od "Igły" możemy włożyć między bajki. Hipotezę powyższą zamieściłem tu jednak jako przykład możliwych istniejących we współczesnym języku rumuńskim zapożyczeń z jezyków z rodziny tureckiej, a uznawanych do tej pory za jakieś tam trackie czy dackie pozostałości. Nie koniecznie musiał to być język Połowców, mogły to być także zapożyczenia z języków innych zapomnianych ludów stepowych, wchłoniętych przez etnos wołoski...
W imieniu naszej bohaterki dodatkowo niepokojące jest też "t" występujace zarówno we współczesnej rumuńskiej wersji nazwy szczytu (Ignateasa) jak i każdej innej znanej z kartografii polskiej czy austriackiej (Hnitesa, Hnatiasa, Hnatasia itp.). Ani łaciński ogień - "ignis", ani turecko - kipczackie "Ä°Äźne" nie dało by owego "t" w nazwie szczytu.
A więc co tak na prawdę jest rdzeniem imienia tej sławnej góry?
Proponuję pobawić się w już przerabianą przed chwilą przy okazji nazwy "Ä°Äźneada" analogię słowotwórczą. I żeby było ciekawiej, ponieważ jesteśmy na forum bieszczadzkim, od razu bieszczadzką analogię imienia naszej tajemniczej Hnitesy zaproponuję. A więc jak, droga Bieszczadniczko, drogi Bieszczadniku? Czy nic Ci nie przychodzi na myśl? No, no ... właśnie, tak jest! Hnatowe Berdo! A czymże bowiem jest ta nazwa? Nie pochodzi ona oczywiście od żadnego "gnata" ale jest to forma dzierżawcza od rusińskio - bojkowskiego zdrobnienia imienia Hnatij (czyli nasz Ignacy) - Hnat (po naszemu było by to Ignac) (od imienia Hnatij pochodzi zresztą m in. ukraińskie nazwisko Hnatiuk). Tak jak w przypadku Hnatowego Berda, tak i tutaj nazwa naszego szczytu ma charakter dzierżawczy - "własnośc Hnata (Ignaca)". Dzierżawczy charakter tej nazwy dobrze oddaje rumuńska końcówka - asa, -easa, tak jak np. w nazwie "Vladeasa" - "własność Vlada". Nazwa naszej bohaterki była by więc hybrydą rumuńsko - słowiańską!
Także obecna na współczesnych rumuńskich mapach nazwa szczytu - "Ignateasa" da się wytłumaczyć tak samo, jak nazwa rusińska, nie pozostawiając w tym względzie żadnych wątpliwości i dobrze koresponduje ze swoim huculsko-ukraińskim odpowiednikiem.
Wydaje się więc, że najbardziej prawidłową wersją imienia Hnitesy była by ta znana z szeregu dawniejszych map: "Hnatasia". Ale niekoniecznie. Sądze, że w grę wchodzi tu także dialektalny wariant imienia Hnat - Hnit (analogicznie do ogólnoukraińskiego "chlib" w miejsce polskiego "chleb" - wszak samogłoski w językach słowiańskich były i są w tych miejscach wariantywne). Tak więc przyjęta dziś w języku polskim "Hnitesa" jest wersją jak najbardziej poprawną. Nieco "zbarokizowana" forma Hnitessa przez dwa "s" jest może nieco bardziej pretensjonalna, lecz nie znaczy wcale, że niepoprawna (analogicznie jak Dryssa, Odessa itp.) - ważne tylko, aby jakkolwiek nazywając naszą bohaterkę już nie zapominać o prawdziwym pochodzeniu jej imienia.
P.S. Wspomnę jeszcze w tym miejscu przywoływaną w pierwszej części mojej wypowiedzi austriacką mapę tkz. "Drugie Zdjęcie Wojskowe" z poł. XIX wieku. Otóż widać na niej wyraźnie, że kawałeczek na południe od "Hnatiassy" widnieje szczyt oznaczony jako "Initeasa". Są to więc wg. kartografów austraiackich dwa różne szczyty (piszę o tym dlatego, iż panowie Warakomski i Montusiewicz w swoim opracowaniu podają jako jeden z wariantów nazwy Hnitesy formę "Initeasa" odczytaną z dawnych map - wydaje się więc, że "Initeassy" nie można zaliczyć jako kolejnej wersji nazwy naszego szczytu - jest to nazwa innego wierzchołka i być może pochodzi od określenia "początkowego" szczytu w masywie (?) ).
P.S. 2: Nigdy nie uznam czyjejkolwiek wypowiedzi za kuriozalną, jeśli poda inną etymologię nazwy Hnitesy niż ta przedstawiona w moim wywodzie mimo, iż internetowe forum na którym się znajdujemy (jako medium w obecnych czasach - stety, czy niestety - bardzo łatwo dostępne) ma zapewne większa rzeszę czytelników niz branżowe "Wierchy" :-) .
Wow, aleś się rozpisał. Ale wszystko przeczytałam z zainteresowaniem :)
Wow, aleś się rozpisał. Ale wszystko przeczytałam z zainteresowaniem :) A ja przeczytałem pierwszy raz, też z zainteresowaniem. A teraz będę czytał drugi raz - ze zrozumieniem :-) Czyli z przeglądaniem map, na które powołuje się autor.
Załącznik 35282
Też jeszcze będę czytał i jeżeli będę miał coś wartościowego do dodania to się odezwę. Tymczasem chciałem zamieścić zdjęcie z lokalizacji która wg odczytu przeze mnie mapy
jest punktem Triplex z mapy http://mapire.eu/en/earth/mkf_gal/
A wg google maps to to miejsce.
https://maps.google.com/maps?q=Vi%C8...,+Rumunia&z=18
Czyli połączenie potoków Perkalab i Mencził. Co sądzicie o takim odczycie?
Czyli połączenie potoków Perkalab i Mencził. Co sądzicie o takim odczycie? Sądzę, że:
Załącznik 35282
Też jeszcze będę czytał i jeżeli będę miał coś wartościowego do dodania to się odezwę. Tymczasem chciałem zamieścić zdjęcie z lokalizacji która wg odczytu przeze mnie mapy
jest punktem Triplex z mapy http://mapire.eu/en/earth/mkf_gal/
A wg google maps to to miejsce.
https://maps.google.com/maps?q=Vi%C8...,+Rumunia&z=18
Czyli połączenie potoków Perkalab i Mencził. Co sądzicie o takim odczycie? Ho, ho... , wiedziałem Pete, że to Cię trafi :-)
Jeżeli zalinkowane przez Ciebie zdjęcie przedstawia zbieg Perkałabu (Bajorówki) i Mencziła to będzie to to miejsce. Przed wojną stał tam (wg. mapy WIG) słup graniczny nr 60. Ciekawe, czy był to może przerobiony triplex z czasów austro-węgierskich (jeżeli takowy tam w ogóle istniał!), czy może nowy słupek (nie wiem, czy na tym odcinku stały też słupki żelazne ???). Tak na prawdę nie wiem, czy ktoś już czegoś w tym rejonie poszukiwał i czy coś znalazł, a niestety Martini (jak sądzę współtowarzysz badawczych wypraw T.Boruckiego) nie przedstawił nam tu chociaż pokrótce wyników własnych peregrynacji. No cóż, trzeba jednak będzie po urlopie sięgnąć do "Wierchów" z 2005 i 2007 roku oraz do "Płaju" nr 31, jeżeli są tam odpowiedzi na nurtujące mnie pytania...
Jeśli jednak nikt jak do tej pory w źródliskowych rejonach Czeremoszu nie przeprowadzał dokładnych badań, to masz szansę być pierwszy :-)
Tak, to to miejsce Luki, z polaczenia potokow gdzie kiedys stal slup 60. Jak widac... nie stoi ;)
Po tak wyczerpujących dociekaniach lukiego muszę się wytłumaczyć, dlaczego tak napisałem, jak napisałem.
Do wyjazdu trochę się przygotowałem ale, jak widać, za mało. Korzystałem głownie z materiałów syntetycznych, np. przewodnika Figiel-Krzywda, w którym autorzy temat âźrozrogówâ i południowego krańca potraktowali, jak w cytacie niżej. I ja się z tym zgadzam, że dla większości wędrujących tam piechurów taki opis wystarczy.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...el_str_170.jpg
Zapoznałem się też z historią granic Polski na poziomie szkoły powszechnej, posiłkując się poglądową mapką, podobna do tej, znalezionej w Wikipedii. Mapka może nie jest zbyt dokładna, ale bardzo ładna:) Jest na niej i Lwów, i Rzeszów i nawet Jaroslaw.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0_wiki_800.jpg
Mierząc za pomocą nitki odległość od Chustu i Czerniowiec, zgadzało się, że graniczny âździóbekâ wypadał (z dokładnością do kilku kilometrów) tam właśnie, gdzie się wybieramy. Przeglądając zarys granic Polski z różnych okresów, zauważyłem, że umiejscowienie âździóbkaâ jest przez wiele wieków dość stabilne. Artykuł w Płaju 31 wprawdzie miałem pod ręką, ale na przeczytanie ze zrozumieniem 48 stron nie znalazłem przed wyjazdem czasu. Przed wyjazdem otrzymałem też od Piotrka (Petefijalkowski) trochę map, notatek i wskazówek na temat tamtejszych ciekawostek krajoznawczych.
I tu muszę się w końcu do czegoś przyznać. Wszystkie mapy, materiały, wskazówki i wytyczne od Piotrka, moje notatki, przewodniki Figla i Robertsa âŚ. zostały na dole, w Wyszowie, w małym plecaczku w bagażniku auta. A zauważyłem to w połowie doliny Wazeru, jadąc pociągiem i sięgając do plecaka, by coś poczytać. Tak, że z materiałów papierowych mieliśmy tylko poglądową mapkę okolic doliny Wazeru, sprzedawaną na stacji kolejki.
Sam dostarczyciel materiałów, Pete, dowiaduje się o tym dopiero teraz, bo nie miałem śmiałości wcześniej mu o tym napisać. Ale za to materiały się nie poniszczyły w górach i powrócą do Poznania w nienaruszonym stanie:-)
Myślę, że â jak napisał luki â nigdy nie osiągniemy "przekonania graniczącego z pewnością", w którym dokładnie miejscu się ten koniec Polski znajdował. Dalszą dyskusję na ten temat z chęcią przeczytam, ale świadomości, że gdzieś w okolicy tego końca byłem, proszę mi nie odbierać:-)
Myślę, że â jak napisał luki â nigdy nie osiągniemy "przekonania graniczącego z pewnością", w którym dokładnie miejscu się ten koniec Polski znajdował. Dalszą dyskusję na ten temat z chęcią przeczytam, ale świadomości, że gdzieś w okolicy tego końca byłem, proszę mi nie odbierać:-) Ależ ja nie chciałem Ci wcale tej świadomości odbierać. Ogólny przekaz mojego wywodu był po prostu taki, że nie mamy pewności, gdzie to dokładnie być mogło. Co prawda na tkz. "zdrowy chłopski rozum" powinien on się przed rozbiorami znajdować na Kreczeli (źródła Czeremoszu), ale tak na prawdę na pewno wiemy jedynie to, że od XIX wieku trójstyk granic węgiersko-galicyjsko-bukowińskich znajdował się u zbiegu potoków Prekałabu i Mencziła na pn.-wsch od Hnitesy. Czy znajdował się tam w wyniku decyzji C.K. urzędników, czy też wyznaczony był na podstawie wcześniejszych tradycji, tego przynajmniej ja nie jestem w stanie powiedzieć.
Niestety na razie więcej zgłębić tematu nie mogę (wyjeżdżam na urlop), ale po powrocie postaram się dotrzeć do artykułów w "Wierchach" i "Płaju", może jednak znajdę tam przekonujące argumenty na którąś z wersji położenia "Rozrogów".
Obiecujące być może były by też dociekania lingwistyczne na temat nazwy samej Kreczeli -po węgiersku KereszĂĄlló, za to po rumuńsku Jupania (czyli po naszemu Żupania). Co prawda w jęz. polskim termin "żupan" był obecny, ale raczej we wczesnym średniowieczu, w czasach późniejszych słowo to uległo redukcji do formy "pan". Za to w j. węgierskim (ale też w rumuńskim) jako zapożyczenie zachowało swoje dawne znaczenie jako władca, namiestnik księcia, czy na Węgrzech także "zwierzchnik komitatu" (podaję za J.Nalepą "O pierwotnych siedzibach Słowian w świetle nowszych badań..." , w "Slavia Antiqua" z 2009 r.). Sama nazwa szczytu jest zapewne starsza niż pierwsze dokładne zdjęcia kartograficzne z czasów C.K. Monarchii, można by się więc zasugerować, że imię tej góry powstało jednak po południowej stronie granicy... (góra znajdująca się we włości "Żupana"?)
Trzeba by się jednak sprawie dokładnie przyjrzeć ( a niestety chwilowo nie zdążę tego zrobić), żeby nie wyciągnąć z tego zbyt pochopnych wniosków, są bowiem nazwy miejscowe (np. wieś Żupanie w Bieszczadach Wschodnich), które występują po północnej (czyli należącej do przedrozbiorowej Rzeczpospolitej) stronie granicy (toponimy te mogły np. świadczyć o zasiedleniu danego terenu przez przybyszy z południa).
zanotowane.pl doc.pisz.pl pdf.pisz.pl brytfanna.keep.pl
- lSkład ekipy: trzy osoby, widoczne na poniższym zdjęciu (z Pietrosa Budyjowskiego).llTermin: 12 â 19 lipca 2014 roku.llDojazd: z okolic Rzeszowa do ViĹźeu de Sus samochodem osobowym, odległość ok. 700 kmllRozgrzewka: spacerkiem na Torojagę z BorszyllDojazd w głąb gór: kolejka wąskotorowa, kurs âźprodukcyjnyâ z ViĹźeu de Sus do końcowej stacji Koman, odległość ponad 40 km.llTrasa piesza: stacja Koman, âździóbek granicyâ, Hnitessa, Palenica, Komanowa, Koman, Stewiora, Purul, Pirie, Przełęcz Łostuńska, Łostuń Wielki, Ryżowaty, Popadia, Suligul, Czywczyniarz, Kukulik, Bydyjowska Wielka, Cristina Mare, Pietros Budyjowski, Pedealu, do Poienile de sub MuntellZjazd w doliny: zwiózł nas życzliwy mieszkaniec swoim samochodem za symboliczną opłatą.llNoclegi: początkowy i końcowy w lokalnych pensjonatach, w górach w namiocie.llPogoda: trochę grzało, trochę wiało, trochę lało â czyli nie można narzekać. l
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...1195-800-p.jpg
Dzień 1. Najpierw trzeba dojechać.
Opis dojazdu raczej nie mieści się w tematyce wschodniego łuku Karpat. Dojechaliśmy do ViĹźeu de Sus. Widok z okna naszego pensjonatu nie był zbyt górski. Te kryte eternitem komórki, to nie garaże, lecz składziki opału. Natomiast sam pensjonat (Pensiunea La Cassa, str Gheorghe Doja 6) polecamy z przekonaniem. Za 50 lei od osoby mamy pokój do spania z czystą pościelą, przy pokoju łazienka z ciepłą wodą, w cenie obfite śniadanie z produktami regionalnymi.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_0759.JPG
... no to czekamy, bo zapowiada się jak zwykle... niezwykle...
Dzień 2. Rozgrzewka, idziemy na Toroiagę.
Dojeżdżamy do końca drogi asfaltowej i ostatniego przystanku autobusowego w Baia Borsza. Samochód tutaj zostaje. Miejscowy piesek dostał trzy obamki, będzie pilnował.
Co to są obamki, opowiemy później.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_0761.JPG
Pod Torojagą funkcjonowały na skalę przemysłową już od XVIII w. liczne kopalnie surowców mineralnych. Niektóre z nich â w niewielkiej skali â pracują do dziś.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_0763.JPG
Inne stoją nieużytkowane i niszczeją.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_0772.JPG
Stoki Totoiagi podziurawione są licznymi sztolniami, w których wydobywano głównie rudy metali kolorowych oraz boksytu.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_0776.JPG
Opuszczamy poranioną dolinę i przez spalony las podchodzimy do jednego z ramion Toroiagi.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_0783.JPG
Wyszliśmy na szczyt 1930 m. W grzbiecie głównym, który jest naszym celem już nie będzie tak wysoko.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_0815.JPG
Zejście rozpoczyna się łagodnie. Potem łapie nas w swoje szpony kosodrzewina, po której trzeba przedzierać się górą, stąpając po uginających się gałęziach. Nie wszystkim uczestnikom się to podoba:-)
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_0830.JPG
Po przedarciu się przez kosodrzewinę schodzimy stromym żlebem do jednego z najwyżej położonych, czynnego do dziś rejonu wydobycia.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_0842.JPG
Potem już nudna, długa droga kopalniana sprowadza nas na dół.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_0853.JPG
Ach jak chciałbym się tą drogą z Toroiagi puścić w dół rowerem! :)
Ach jak chciałbym się tą drogą z Toroiagi puścić w dół rowerem! :) Najlepiej by Ci się pewnie jechało przez tę kosodrzewinę:-) Ale opowiadajmy dalej. Może wieczorem się obudzi reszta uczestników i dołączy:wink:
MocÄniČÄ oficjalnie
MocÄniČÄ to nazwa lokalnej kolejki wąskotorowej, jeżdżącej w głąb doliny Vaseru. Linię kolejową zbudowano w latach 1933-35 i służyła do zwózki drewna. Jej długość od głównej stacji kolejowej w miasteczku ViĹźeu de Sus do ostatniej stacji Izvorul Boului wynosiła 46,3 km. Do tego dochodzi kilka odgałęzień, prowadzących w boczne doliny. Dziś przejezdny jest odcinek torów od stacji CFF na kilometrze 3,5 do stacji Coman na kilometrze 43,5. Z tego pociągi turystyczne jeżdżą tylko do stacji Paltin na kilometrze 21,6, czyli długość kursu turystycznego wynosi 18,1 km.
W sezonie wakacyjnym pociąg wyjeżdża o godzinie 9:00, dojeżdża do Paltin ok. 11:00 a wraca ok. 15:30. Przejazd w obie strony kosztuje 49 lei, dzieci 36 lei.
Chętni do przejazdu zatrzymują się na parkingu, który mieści kilkadziesiąt a może kilkaset pojazdów.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1355.JPG
Podróżni przybywają indywidualnie lub zbiorowo.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1362.JPG
Tutaj czeka âźpod parąâ gotowa do wyjazdu lokomotywa z przyczepionymi wagonikami osobowymi. W czasie dużej frekwencji składów jest więcej. Ta lokomotywa nazywa się ELVETIA.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1352.JPG
Ta nazywa się KOZIA-1 (bo jest też KOZIA-2). W pierwszym wagonie za lokomotywą jedzie paliwo.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1354.JPG
Jednym z ciekawszych obiektów na stacji jest żeliwny słupek z dawnej granicy polsko-rumuńskiej; nie wzbudza on jednak wśród gości większego zainteresowania.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1368.JPG
Pięknisie- ELVETIA i KOZIA
Pięknisie- ELVETIA i KOZIA Widzę, że błąd zrobiłem - powinno być COZIA
Stacja kolejowa od kuchni
Dojazd do stacji Paltin nie był dla nas dobrym rozwiązaniem, czekałoby nas wtedy dreptanie dodatkowych 20 kilometrów w górę doliny, głównie po torach. W niedzielę wieczorem spytaliśmy panią w kasie biletowej, czy można pojechać dalej, niż przewiduje oficjalnie podawany rozkład jady. Uprzejma kasjerka odpowiedziała, że rano pojedzie tzw. âźproduction trainâ i możemy się nim zabrać. Jadą nim pracownicy leśni, sprzęt i wagony po drewno. Odjeżdża o godzinie 7 ale lepiej przyjść o 6:30, bo czasem udaje się załodze wyjechać wcześniej. Pociąg prawdopodobnie pojedzie do końcowej stacji Coman, ale niekoniecznie. Production train nie odjeżdża z przystanku turystycznego, ale z górnego krańca terenów kolejowych. Trzeba więc będzie podejść kilkaset metrów dalej. Dodatkowo pani zaproponowała nam kupno biletów, bo z załogą pociągu będzie się trudniej dogadać â mogą mówić tylko po rumuńsku. Tak też zrobiliśmy. Bilety w jedną stronę na całą trasę kosztowały nas połowę ceny biletu turystycznego.
W poniedziałek rano z biletami w dłoni i prowiantem na tydzień udaliśmy się do wskazanego miejsca. Na wszelki wypadek już o godzinie szóstej rano (czyli polskiej piątej). Początkowo było tu pusto i cicho. Na pierwszy rzut oka stacyjka wydawała się składowiskiem złomu. Na licznych, rozgałęziających się torach stały lokomotywki, wagony, samochody wszelkich marek i rozmiarów na kolejowych kołach, ręczne wózki jeżdżące po szynach.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_0905.JPG
Niektóre wyglądały jakby o nich zapomniano i czekały tylko, aż ktoś się nad nimi zlituje, potnie je i wywiezie do huty. Ot, na przykład taki Ził. Stał sobie zakurzony gdzieś w krzakach. Ale w pewnym momencie ożył. Dwuosobowa załoga obróciła go jakimś cudownym sposobem o 180 stopni i ruszył w górę.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_0904.JPG http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1329.JPG
Po chwili od strony miasteczka przyjechał stary VW Transporter z przyczepą. Z samochodu wysiadło kilkanaście osób; więcej niż taki samochód może "na oko" pomieścić. Z przyczepki zaczęli wynosić w pobliże torów siatki, torby, plecaki, wielkie walizki, namioty, koszyki, dywany, zwiniętą w kłębki pościel i różne inne rzeczy. Niełatwo nam było domyślić się, dokąd i w jakim celu jadą.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_0884.JPG
Po chwili z jakiegoś sobie znanego miejsca przynieśli dużo plastikowych beczek. Przy ich oczyszczaniu, z wnętrza zaczęły wypadać małe, suche listki i drobne gałązki. Jedna z zagadek rozwiązana - jadą na kilka dni na jagody. Na stacyjce zaczęło się coś dziać. Wte i wewte przemieszczały się lokomotywy, samochody przystosowane do jazdy po szynach, wagoniki, drezyny. Pozornie bezładnie, ale praktycznie bardzo precyzyjnie. Jednym torem nadjechał zielony Transit, drugim żółta lokomotywka.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_0893.JPG
Przyjechała bordowa lokomotywa z dwoma wagonami osobowymi. Ludzi ze wszystkich stron przybywało coraz więcej. Pieszo, konno, na rowerach, samochodami. Gromadzili się przy stacyjce. Na plecach mieli tobołki lub brezentowe plecaki na skórzanych szelkach.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_0898.JPG
Skład, na razie skromny, zatrzymał się przy czymś w rodzaju peronu. Ten żółty wagonik jeszcze kilka minut temu stał na bocznym torze. Był odrapany i pogięty, wydawało się, że nigdy nigdzie już nie pojedzie. Teraz zajął zaszczytne miejsce tuż za lokomotywą. Później, gdy skompletowano cały skład, okazało się, że jest to najbardziej ekskluzywny wagon w tym pociągu. Pasażerowie zaczęli wsiadać.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_0900.JPG
Za dwoma wagonami osobowymi dołączono platformę. Początkowo znalazły się na niej tylko beczki na jagody, powiązane sznurkiem, żeby nie spadały.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_0902.JPG
Na bocznym torze zaczął się szykować do podróży wagonik specjalny. Jak się później okazało, był to pojazd elitarny, przewożący mechaników z narzędziami, palnikami, butlami z tlenem i acetylenem. Wagonik miał własne hamulce.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_0909.JPG
Ludzi przyszło tak wielu, że dwa wagoniki osobowe ich nie pomieściły. Po chwili jakby z pod ziemi pojawił się trzeci wagonik. Podróżni nieśli ze sobą piły motorowe, siekiery, części do ciągników i maszyn, kanistry z paliwem, butle z napojami, pojemniki z woda destylowaną do akumulatorów, koszyki z żywnością. Za trzema osobowymi jechała platforma, na której oprócz beczek stał wielki ciągnik leśny i siano dla konia. Za platformą doczepiono 20 wagoników do zwożenia drewna a na koniec maleńki wagonik z mechanikami. Pociąg zagwizdał i ruszył. Cieszyliśmy się, że ruszamy w góry. Cieszyliśmy się, że dojedziemy daleko w dolinę, pod samą Hnitessę.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_0919.JPG
Ale opowiesc ;) Pewnie cale to ladowanie trwalo troche i troche, ale musialo byc niezle pasjonujace! ;) Jestem ciekaw bardzo dalszej Waszej wycieczki oraz przygod w dolinie Vaser,
nie chce wyprzedzac faktow ale pewnie za szybko do Coman nie dojechaliscie ;)
P
Tak czytam opis tego składu i przypomniała mi się "Lokomotywa" Tuwima :-)
No proszę, kolejna porcja cennych informacji - jest skład Mocanity, który dociera do końcowej stacji Coman!(podane wraz z godziną odjazdu! - warto by chyba tylko dodać, że kursuje zapewne tylko w dni robocze, ale to w sumie oczywiste). To musiała być podróż!
P.S. Inną możliwością (w razie czego) dotarcia z Baia Borszy na Hnitessę jest wędrówka na Torojagę "na ciężko" i nocleg w otwartym z pompą w lipcu 2008 schronie turystycznym Refugiu Lucaciasa na przełęczy tegoż samego imienia (ciekawe w jakim stanie jest ten schron obecnie) i dalej w stronę Kreczeli szlakiem grzbietowym - czasowo wyszło by pewnie w sumie podobnie.
Samo szykowanie tego pociągu to już przygoda.
Luki, ten pociag na sama gore nie jezdzi raczej codziennie. Przykladowo w maju jak bylismy to w dol kursowal z Comanu w piatek lub sobote, a w czwartek z Babei. Choc szef PdF zapewnial nas ze codziennie z Comanu....
P
Czytam o zestawianiu składu kolejki i przed oczami mam Rzepedź `82 - podobna awanturka ;)
Czytam o zestawianiu składu kolejki i przed oczami mam Rzepedź `82 - podobna awanturka ;) Tutaj to nie wyglądało na awanturkę, raczej na improwizację opartą na wieloletnich doświadczeniach.
W górę doliny Vaseru
Na pierwszych dwóch przystankach: Fabrica trei (5,2 km) i Valea Scradei (6,7 km) jeszcze dosiadali pasażerowie.
W pociągu jechał konduktor, który gwizdkiem sygnalizował gotowość do odjazdu. Sprawdzał też bilety. Jedynymi osobami, podlegającymi sprawdzaniu była nasza trójka, reszta pasażerów jechała służbowo.
Przystanek Cozia (18,5 km). Wysokość i szerokość maszyn stosowanych w dolinie Vaseru limitowana jest wysokością i szerokością trzech tuneli, przez które trzeba je przewieźć. Ten ciągnik mieścił się z niewielkim zapasem.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_0913.JPG
Miejscami w wąskiej dolinie mieściła się tylko rzeka i wciśnięte pod skałę tory. W centrum kadru widać ostatni wagonik pociągu.
W wagonach ludzie jedli, pili, palili papierosy. Najczęściej pitym przez mężczyzn (95% pasażerów) napojem było piwo, zachodziła więc od czasu do czasu potrzeba opróżnienia pęcherza. Robiono to najczęściej na przystanku, dyskrecję zachowując przez obrócenie się tyłem do pociągu. Postój na przystankach uwzględniał tylko czas potrzebny na wyjście wysiadających, po czym konduktor gwizdał a pociąg ruszał. Osoby sikające musiały czem prędzej kończyć i gonić ruszający pociąg. Fotografowanie ludzi jedzących, pijących i sikających nie jest mile widziane, nie będzie więc tutaj dokumentacji fotograficznej.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_0918.JPG
Na przystanku Faina (31,2 km) wysiadało sporo osób i pociąg stał kilka minut
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_0924.JPG
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_0928.JPG
Ekipa jagodowa z bagażami z beczkami wysiadła kawałek wyżej. Nie było tam przystanku, pociąg zatrzymał się na obszernej polanie, na skraju której pasły się konie.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_0930.JPG
Pozostawiamy jagodziarzy i jedziemy dalej.
Na tym zdjęciu załapał się wprawdzie pasażer jedzący chleb z kiełbasą, ale nie był on głównym tematem zdjęcia:-)
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_0933.JPG
Na przystanku Miraj (35,6 km) spotkaliśmy widzianego rano Transita.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_0938.JPG
Przystanek Gura Stevioara (37,5 km). Jest tu jedno z dwóch czynnych odgałęzień torów w boczne doliny. Dzisiaj pociąg tam nie pojedzie. Niektórzy idą z plecaczkami w górę, po wybranych szczęśliwców przyjechała furmanka.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_0944.JPG
Na stacji Valea Babii (38.3 km) reorganizacja składu pociągu. Wyżej jedzie tylko jeden wagon osobowy i platforma z ciągnikiem. Pasażerowie z pozostałych dwóch wagonów przesiadają się do tego jadącego dalej.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_0947.JPG
W końcu docieramy do stacji Comanu (43,5 km). Tu wszyscy wysiadają, razem ok. 10 osób a ciągnik zjeżdża z platformy.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_0948.JPG
Tory prowadzą dalej, do stacji Izvorul Boului (46,3 km), jednak powyżej Comanu nie są wykorzystywane ani utrzymywane w sprawności technicznej. Jest południe, idziemy wzdłuż torów w górę doliny.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_0953.JPG
Dla dociekliwych - mapka z folderu Mocanity:
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...jka_folder.jpg
Człowiek sie wczyta, zapatrzy i przestaje mu przeszkadzać to, że jak szedł do roboty to lało i w trampkach chlupie.
Szukamy krańca Rzeczypospolitej
Wędrówka piesza rozpoczyna się od wejścia na tytułową Hnitessę. Nazwa szczytu przez jednych pisana jest przez dwa âźsâ (tak, jak tutaj), przez innych przez jedno âźsâ â Hnitesa. Hnitessa była to przez kilkaset lat najbardziej na południe wysunięty szczyt w Polsce. Gdzieś w jego okolicy znajdował się trójstyk granic: Polski, Węgier i Mołdawii (w uproszczeniu), zwany też Rozrogami Wincentego Pola, według którego miał tam być kamienny słup (lub kilka słupów) z wyrytymi literami FR, tzn. Fines Reipublicae (Krańce Rzeczypospolitej). Nie jest pewne, czy w opisywanym miejscu Pol był osobiście. Słupów tych jednak nikt nie znalazł, choć wielu szukało.
Nieużytkowane tory stają się niekompletne. Wzdłuż nich wielkie ciągniki ściągają ścięte drzewa. Nieco wyżej nikną, zasypane osadem naniesionym przez wodę.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/P1350635.JPG
Idziemy wzdłuż doliny potoku Boului. Droga transportu drewna już się skończyła.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_0959.JPG
Aby na pewno zaliczyć WincentoPolowe Rozrogi, udaliśmy się nie wprost na Hnitessę, lecz na współczesny âździóbekâ granicy rumuńsko-ukraińskiej, leżący w grzbiecie głównym Karpat pomiędzy Kreczelą (rum. Jupania) a Hnitessą (rum. Ignatassea). Miejsce to na mapach rumuńskich opisane jest âźFata Bouluiâ a na mapach wydanych w innych krajach âźFata Banaluiâ. I właśnie doszliśmy. Obecnie stoi tu ukraiński (dawniej radziecki) słupek graniczny nr 543.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/DSC_8338.JPG
Schodzimy przecinką graniczną. Zgodnie z zaleceniami rumuńskich pograniczników, których siedzibę w Viseu de Sus w odwiedziliśmy wczoraj, staramy się iść wzdłuż granicy, raczej dwa metry po stronie rumuńskiej.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/DSC_8341.JPG
Być może rozrogi były właśnie tu, na bezimiennym, skalistym wzniesieniu, na którym obecnie stoi ukraiński (dawniej radziecki) słupek graniczny nr 542.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_0970.JPG
Do rozrogów pretenduje również górka ze słupkiem nr 541. Na ostatnim planie widoczne kopuły dawnej radzieckiej bazy radarowej na Tomnatyku, zwane âźpieczarkamiâ
(http://forum.bieszczady.info.pl/show...l=1#post146134).
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_0976.JPG
Tutaj Janusza bardzo polubiły muchy.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_0978.JPG
Do wyboru mamy też kolejną górkę ze słupkiem nr 539.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_0980.JPG
A to już Hnitessa. Pierwszy wylazł tam Janusz âŚ
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_0987.JPG
⌠i robi zdjęcia nadchodzącym maruderom.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/DSC_8406.JPG
Schodzimy z Hnitessy. Na ostatnim planie po lewej skałka Baba, według legendy zamarznięta na kamień Hucułka z Hryniawy, która ubrana w 12 kożuchów już w marcu udała się z owcami na wypas.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/DSC_8415.JPG
Ok. 19-tej wybieramy miejsce na biwak pod Palenicą. W odległości 3 minut znajdujemy też wydajne źródełko.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_0993.JPG
Dzień 4. Wojennym śladem: Palenica, Komanowa, Koman, Stewiora, Purul, Pirie, przeł. Łostuńska, Łostuń
Pobudka jak zwykle o godz. 6 czasu lokalnego, czyli o naszej 5:00. Od tej pobudki do wygrzebania się ze śpiworów mijało zazwyczaj kilkanaście minut. Na ostatnim planie Alpy Rodniańskie z Petrosem po prawej i Ineu po lewej.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/DSC_8427.JPG
Ruszamy na Komanową. Malownicze skałki na grzbiecie.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1013.JPG
Na granicy spotykało się trzy druty kolczaste: rumuński, radziecki oraz pochodzący z I wojny światowej. Tutaj drut rumuński, którym ktoś malowniczo owinął wielki kamień.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1015.JPG
Wizyta na skałce.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1021.JPG
Góra Koman i drut z I wojny światowej
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1029.JPG
Przestrzelona saperka, nie wiemy, z której wojny ani dlaczego przestrzelona.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1030.JPG
Wzdłuż przecinku granicznej (środek kadru) biegnie cały czas po stronie ukraińskiej (tutaj po prawej) dobrze utrzymana droga.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1035.JPG
Jedyna przygraniczna rumuńska tabliczka informacyjna, jaką spotkaliśmy. Dziś już nie wiadomo, jakie informacje przekazywała.http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1040.JPG
Gdy nie wiadomo, jak to obejść, trzeba zrobić zdjęcie:-)
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1041.JPG
I jak tu iść przecinką (P), gdy pięć metrów obok biegnie droga (D))?
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1044.JPG
Kapie woda do buteleczek.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1052.JPG
Biwak 2 pod Łostuniem Wielkim
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1053.JPG
Dzisiaj było pierwsze ognisko.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1057.JPG
Pozwolę sobie na dementi, ew. luźne dygresje, albowiem, kto tu rządzi, wydaje się oczywiste.
Najpierw, gwoli ścisłości,zaznaczam, że tak spokojnego raptusa jak Wojciech P. ze świecą szukać ;-).
Ot taki ścichapęk, który w górach zamienia się w demona dynamizmu:
zamiast leżeć, sączyć, obracać boczki właściwą stroną ku słońcu, to chodzi, szuka, nanosi, dokumentuje, wykrywa...
Dementuję też, że wystarczy mu do życia możliwość powąchania sera wędzonego raz na trzy dni.
Jadł i to bez namowy i raczej ze smakiem, znaczy się jednak człowiek...
Moim skromnym zdaniem opis dojazdu mieści się w tematyce wschodniego łuku Karpat, bo przecież nikt tam nie przybywa z góry, ani też przy wykorzystaniu urządzeń do transmisji w czasie i przestrzeni :-)
Słowacka kreatywność
Załącznik 35158
Słowacka pogoda
Załącznik 35159
Tokajskie klimaty
Załącznik 35160
Przejście graniczne
Załącznik 35161
Silniki zapasowe
Załącznik 35162
Szaleństwa architektury rumuńskiej
Załącznik 35163
Pozwolę sobie na dementi, ew. luźne dygresje, albowiem, kto tu rządzi, wydaje się oczywiste. Hola, hola, mości panie. nie rządzi, tylko po prostu pilnie pracuje. Oczywiście z wykorzystaniem materiałów dostarczonych przez wszystkich troje uczestników wycieczki.
Dzień 5. Biwak z owieczkami.
Łostuń Wielki, Ryżowaty, Popadia, Suligul, Czywczyniarz, Kukulik, połonina Kukul
Poranek pod Łostuniem. Nikły ślad po ognisku, innych śladów nie zostawiamy. Ruszamy dalej wzdłuż grzbietu.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1059.JPG
Momentami grzbietem idzie się jak po dywanie z bajki.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/P1350928.JPG
Momentami grzbiet jest tak zarośnięty, że mniej wytrwałe osobniki poddają się i schodzą na ukraińską drogę. Ale to chyba nie jest nikt z naszej wycieczki.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/DSC_8565.JPG
Ten osobnik też nie może być od nas.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/P1350935.JPG
Od czasu do czasu zatrzymujemy się, by poszukać żeliwnych słupków granicznych.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1089.JPG
Tu jeszcze niedawno stał słupek
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1115.JPG
Ale tyle z niego pozostało:
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1117.jpg
Od czasu do czasu trzeba odpocząć â Suligul.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/P1350907.JPG
Czywczyn spod Suligula
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/P1350921.JPG
Wiele rumuńskich, współczesnych, betonowych słupków ktoś powalił na ziemię.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1138.JPG
Schron rumuńskich pograniczników pod Kukulikiem zastaliśmy pusty. Również podczas kilkudniowej wędrówki po granicy nikt nas nie sprawdzał i nie niepokoił.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1139.JPG
Połonina Kukul. Siadamy i obserwujemy z daleka pasące się stado owiec.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/DSC_8796.JPG
Pomimo znacznej odległości, błyskawicznie podbiegają do nas obrońcy stada i coś szczekają po rumuńsku.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram.../P1350956+.JPG
W wydanym w 2014 r. II t. przewodnika po górach Rumunii autor, James Roberts tak pisze o psach:
http://ciekawe.tematy.net/2014/maramuresz/800/str51.jpg
Nie znam się na psach, ale zgodnie z naszą tradycją, postanowiliśmy poczęstować je obamkami. Początkowo odnosiły się nieufnie do naszych zamiarów, gdyż â podobnie jak większość czytelników â nie wiedziały, co to są obamki. Tymczasem nadciągnęła wielka chmura i akurat nad nami zaczął padać deszcz. W ciągu kilku minut postawiliśmy namiot, żeby komfortowo oglądać (i fotografować) owce.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1148.JPG
Juhas chyba zauważył nasze zainteresowanie, gdyż kilka razy przeganiał je tam i z powrotem tuż przed wejściem do naszego namiotu. Jeden z psów, jakiś mądry widać, zauważył, że nie mamy złych zamiarów i coś do niego mówimy. Poszedł i zjadł rzuconego mu obamka.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1149.JPG
Przestał szczekać i starał się nie oddalać od wejścia do namiotu. Jego towarzysz wprawdzie nie chciał obamków, ale gdy zobaczył, że kolega nas już lubi, też przestał szczekać i poszedł zająć się swoimi ważniejszymi sprawami.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1167.JPG
A owieczki paradowały przed namiotem, jak modelki na wybiegu.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1166.JPG
A aparaty pstrykały.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1161.JPG
Gdy przestało padać, obejrzeliśmy owieczki na wolnej przestrzeni
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/DSC_8835.JPG
Potem owieczki sobie poszły, ale piesek został.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1168.JPG
Pomimo mokrego drewna, fachowiec od ognia rozpalił ognisko i tak zakończył się kolejny dzień wędrówki.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1172.JPG
Niesamowita wędrówka!!! Pozazdrościć!
Dzień 6. Niedźwiedzim tropem na Pietros Budyjowski
Pierwotny plan zakładał dalszą wędrówkę grzbietem granicznym w kierunku Stoha. W nocy padał deszcz. Rankiem także; wstaliśmy później, niż zazwyczaj. Pogoda była taka sobie a widoczność bardzo taka sobie. Spowodowało to zmianę planów â zamiast na Stoha, idziemy na Piterosa Budyjowskiego. Też go nie widać, ale widzieliśmy go wczoraj wieczorem. Poza tym jest wysoki i samotny, na pewno tam trafimy nawet we mgle.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1177.JPG
Jemy śniadanko, przygotowane na kamieniu nakrytym lnianym obrusem w kwiatki.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/DSC_8893.JPG
Przed wyjściem napełnienie wodą wszystkich butelek. Dzisiaj mamy wprawdzie gwarantowaną dostawę wody z góry, ale zawsze pewniej jest mieć swoje zapasy.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1178.JPG
Schodzimy z grzbietu głównego i idziemy w kierunku Budyjowskiej Małej.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1180.JPG
Potem trawers wzgórza Cristina
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/DSC_8897.JPG
Naszą drogą szli też inni podróżnicy. Niestety, a może na szczęście, widzieliśmy tylko ich ślady.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1184.JPG
W lesie widoczność jest lepsza, niż na otwartej przestrzeni.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1188.JPG
Pietros ma niestety ponad 1850 m i trzeba tam wyjść. Na zdjęciu nie bardzo widać, że było tam stromo, ale było stromo.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/DSC_8926.JPG
Początkowo wydawało się, że szczyt to już jest na tej skałce. Ale to tylko się wydawało.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1192.JPG
A szczyt był tutaj, 200 m obok skałki. Na Pietrosie zrobiliśmy jedno z czterech zdjęć, na którym jest cała załoga.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/DSC_8955.JPG
Przy zejściu otworzyło się okienko w chmurach.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1200.JPG
Im niżej schodziliśmy, tym chmur było mniej. Ale nasz Pietros wciąż się ukrywał.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1205.JPG
Pod Lutoasą spotkaliśmy potężne fundamenty jakiejś niedokończonej budowli, w pobliżu których leżało kilkadziesiąt worków skamieniałego cementu. Co to miało być?
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1210.JPG
Namiot rozbijamy w jałowcach pod szczytem góry Pecialul (1727 m)
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1217.JPG
Znów daje się rozpalić z mokrego drewna ognisko, przy którym można co nieco podsuszyć lub przypiec.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1219.JPG
Fajna wycieczka, zazdroszczę.
I pewnie nogi przemoczyliście ....
Też bym tak chciał ....
z dnia 6 się mi foty nie wczytują, może za dużo przeczytałem jak na jeden wieczór w końcu całe 5 dni, poczekam (z niecierpliwością) do jutra (to tylko 20 min.) wiec może do rana.
świetna relacja
Dzień 7. Schodzimy w doliny
W nocy padało, rano padało, a gdy przestało, otworzyliśmy okno w namiocie.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1223.JPG
Poranek jest nieustająco taki sam â trzeba wstać, ubrać się, coś zjeść, spakować plecaki, zwinąć namiot. Po raz kolejny zwijany namiot jest mokry.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/DSC_9028.JPG
Zostawiamy charakterystyczny ślad po biwaku.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1227.JPG
I czas schodzić w dół. A na dole coś zaczyna być widać.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/DSC_9030.JPG
Na polanie-przełęczy Vacaristea Pecealu widać już wszystko.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1245.JPG
Widok z polany na najwyższy szczyt Gór Marmaroskich FÄrcÄul (1961 m) oraz rozsiane po zboczach zabudowania Poienile de sub Munte.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/DSC_9065.JPG
Domki pasterskie z bliska.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1249.JPG
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1251.JPG
Cieszymy się słońcem, bo za chwilę się schowa.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1253.JPG
Przy drodze znajdujemy takie grzybki. Aż się gęba do nich uśmiecha:-) Nóż ma długość 13 cm. Grzybów było dużo także w poprzednich dniach, nie zbieraliśmy ich jednak. Dzisiaj jest szansa znieść je na dół!
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1254.JPG
Skończyły się grzybki i - niestety - skończyło się słoneczko. Dochodzimy do skraju przysiółka Bardiu, miejsca, gdzie jeszcze kilka lat temu nie było prądu. Te dwa domki zwróciły uwagę wszystkich uczestników wycieczki, jednak z powodu padającego deszczu nikomu nie udało się zrobić ładnego zdjęcia. Te same domki umieścił autor na okładce przewodnika âźBukowina, Maramureszâ. Na widać także drogę. Porobiono na niej ogromne, sztuczne garby w poprzek. Wymyśliliśmy, że to w celu ochrony drogi przed wymywaniem kolein przez rozpędzoną wodę, która spływa drogą po opadach. Ale czy dobrze to wymyśliliśmy?
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1257.JPG
Schodzimy do osiedla
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/DSC_9079.JPG
Już jesteśmy w centrum.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1263.JPG
To miejsce żyje. Spotyka się tu nie tylko staruszków, jak to często bywa w oddalonych od dróg i wygód osadach. Są też ludzie młodzi oraz bardzo młodzi.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1265.JPG
Dom w centrum kadru, kryty świeżą blachą, był niedawno odnawiany i rozbudowywany. Rozbudowa polegała na poszerzeniu budynku o około 2 metry. Aby tego dokonać, wcięto się w zbocze do samej drogi a dach nad dobudowanym fragmentem ma inny kąt nachylenia. W drugą stronę (w lewo) rozbudować się nie dało, bo tam dom już teraz wisi nad uciekającym w dół stromym zboczem.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1267.JPG
To jest kontynuacja głównego ciągu komunikacyjnego na terenie przysiółka. Schodzimy stromo w dolinę potoku Bardiu.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1268.JPG
Tytułem uzupełnienia: Na pewno Hnitessa nie była najbardziej wysuniętym szczytem 'Polski' przez kilaset lat, bo nie zawsze była ostatnim szczytem granicznym. Stwierdenie 'Nie jest pewne czy Pol był w opisywanym miejscu' w świetle analitycznej rozprawy Tomasza Boruckiego zamieszczonej w 'Wierchach' (2007) brzmi nieco kuriozalnie.
Tytułem uzupełnienia: Na pewno Hnitessa nie była najbardziej wysuniętym szczytem 'Polski' przez kilkaset lat, bo nie zawsze była ostatnim szczytem granicznym. Niewątpliwie masz rację. Nie zawsze była. Co nie jest sprzeczne ze stwierdzeniem, że Hnitessa, traktowana jako masyw, przez kilkaset (w sumie) lat - była.
Stwierdzenie 'Nie jest pewne czy Pol był w opisywanym miejscu' w świetle analitycznej rozprawy Tomasza Boruckiego zamieszczonej w 'Wierchach' (2007) brzmi nieco kuriozalnie. Zdaję sobie sprawę ze swoich braków w wykształceniu; nie napisałem więc, że "nie był" albo że "był", lecz, że nie jestem pewien czy był. Życie jest za krótkie, by przeczytać wszystkie analityczne rozprawy na każdy temat, toteż przyznaję ze skruchą, że cytowanej rozprawy analitycznej nie czytałem, stąd nie wiem, jak to wygląda w jej świetle i moje wypowiedzi brzmią kuriozalnie, za co serdecznie przepraszam i obiecuje poprawę.
... fajna wędrówka... dzisiaj właśnie kolega też opowiadał jak w latach dziewięćdziesiątych wędrowali po Czarnohorze....
Dwa razy przesledzilem juz tą wedrówke-spoko , to jest fajne ze tacy ludzie jak p.Wojtek pokazują takie miejsca,wedrówki .Tez bym tak chciał
Może kiedys mnie ktos zabierze:grin:,narazie poznaje bieszczady choc ostatnio pogoda ku temu nie sprzyja, przekonalem się o tym bendąc w ostatni weekend.(ale i tak bylo ok he)
Dzień 7. po południu â kółeczko nam się zamyka
Jeszcze dwa zdjęcia domków z Bardiu
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/P1360176.JPG
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/P1360178.JPG
Idziemy już główną drogą przez Poienile de sub Munte.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1273.JPG
Gdy się ma hydrant koło domu, można sobie pozwolić na takie mycie okien
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1280.JPG
Poienile de sub Munte to duża wieś, będąca równocześnie sama dla siebie gminą, i to największa gminą w powiecie marmaroskim (MaramureČ County). Na powierzchni ok. 300 km2 mieszka tu ok. 10 tys. ludzi. W przewodniku po północnej Rumunii z 2010 r. autorzy piszą: âźPołączenia autobusowe z Viseu de Sus (kilka kursów dziennie) ⌠uzupełniają liczne mikrobusyâ. Wchodzimy więc na centralny plac z przekonaniem, że jeśli jakiś autobus na nas właśnie nie czeka, to na pewno przyjedzie za chwilę.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1283.JPG
Autobus nie czekał. Nie przyjechał też wkrótce, nie znaleźliśmy nawet żadnego przystanku. Na pytanie âźczym stąd można gdziekolwiek dojechaćâ, miejscowi zgodnie odpowiadali âźschodzić drogą w dół i machaćâ. Przez pierwszy kilometr schodzenia samochody jechały tylko w przeciwnym kierunku. Przy składzie budowlanym zapytaliśmy podjeżdżającego właśnie kierowcę samochodu osobowego, czy mógłby nas podwieźć do ViĹźeu de Sus. Zgodził się bez szczególnego namawiania. Po półgodzinnej jeździe byliśmy na miejscu. Opłata, której sobie zażyczył, była bardzo symboliczna, nie wiem, czy mu na paliwo wystarczyło. Mam wyrzuty sumienia, że nie daliśmy mu więcej, niż powiedział. Ale z drugiej strony, nasz dług, i finansowy i w zakresie życzliwości, będzie można bez problemu spłacić w innym miejscu, w innym czasie i innym ludziom potrzebującym pomocy.
W ViĹźeu de Sus odnaleźliśmy pozostawiony prawie tydzień temu nasz samochód. Na ostatni nocleg wybraliśmy Pensiunea Alina, położony tuż przy âźsłużbowymâ przystanku kolejki. Z jego okien i balkonu mogliśmy obserwować wszystko, co się dzieje na stacyjce. A ruch był taki, jak na Lwowskiej w Rzeszowie:-) Większość transportu związana była z drewnem. Koordynacją ruchu pojazdów samochodowych, szynowych i konnych zajmował się pracownik w odblaskowej kamizelce.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1291.JPG
Na torach odbywał się też ruch pieszy:
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/DSC_9102.JPG
Przyjechał pierwszy pociąg osobowy âŚ
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1302.JPG
⌠i drugi pociąg osobowy:
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/DSC_9120.JPG
Potem przyjechał pierwszy pociąg z drewnem âŚ
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/P1360210.JPG
⌠i drugi pociąg z drewnem.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1308.JPG
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1312.JPG
Przez cały czas zjeżdżania pociągów z góry, przy stacyjce spokojnie stał pojazd zaprzęgowy ze spokojnym woźnicą i równie spokojnymi końmi.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1313.JPG
Pojazd czekał na ostatni wagon z ostatniego pociągu, który został tu odczepiony a jego zawartość przeładowana.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1326.JPG
W âźpensionieâ zjedliśmy obiad, który naprędce przygotowała gospodyni. Samochód stał na parkingu mocno strzeżonym.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_1296.JPG
Z Poienile de sub Munte i okolicy (m.in. Pietrosa Budyjowskiego) mam jedne ze swoich najfajniejszych "górskich" wspomnień, ale to bardzo długa historia.
Teraz mi się to wszystko przypomniało i zatęskniłam :)
Teraz mi się to wszystko przypomniało i zatęskniłam :) Ja pewnie znam tę historię, ale może nie wszyscy znają? Trzeba by opowiedzieć ;-)
Przy przeglądaniu zdjęć przypominają mi się różne momenty, które w opowiadaniu pominąłem, jako niewarte wspominania. A teraz wydaje się, że mogły być ciekawe.
Dopowiedzenia - Bal na trotuarze
Z centrum Viseu de Sus do stacji Mocanity prowadzi ulica Cerbului. Jak wspomniałem na początku, poszliśmy tam zaraz po przyjeździe, by rozeznać możliwości przejazdu pociągiem âźprodukcyjnymâ. Przy ulicy Cerbului, obok małego sklepiku, niemal całą szerokość chodnika zajmował stół i krzesła. Stół na toczonych nogach i tapicerowane taborety wyglądały na świeżo wyjęte z mieszkania właścicieli sklepiku. Stół dla lepszej wodoodporności przykryty był elegancką ceratą. Przy stoliku siedziało kilka osób, wesoło rozmawiających przy piwie. Byli to i miejscowi i turyści (można poznać po butach i koszulkach). Gdy wracaliśmy, już z biletami w kieszeni, gości przy sklepiku było więcej, dwóch dojechało na rowerach. Z otwartych drzwi sklepu dobiegała skoczna muzyka a niektórzy goście ruszyli w tan.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/DSC_7971.JPG
Po chwili z drzwi sklepu wyszła starsza kobieta, ubrana w zwyczajową tutaj chustę, kwiecistą spódnicę, czarne skarpety i niebieskie, plastikowe klapki, mówiąc coś głośno w kierunku zgromadzonego towarzystwa. Jej wypowiedź nie była dla nas zrozumiała, ale z tonu brzmiała jak reprymenda. Być może była to pani sklepowa, która chciała uciszyć hałasujące już nieźle towarzystwo. A może była to żona jednego z biesiadników, którego zachęcała do pójścia już do domu. Nie pozwolono jej skończyć przemowy. Jeden z âźnietutejszychâ porwał ją do tańca a reszta biesiadników nagrodziła to gromkim aplauzem.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/P1350326.JPG
.... wśród turystów można też rozpoznać perkusistę:-D....
O lapidarnym stylu autora wątku można długo mówić, ale czasem to ociera się on o szalbierstwo.
Torojaga to w końcu najwyższy szczyt, jaki osiągnęliśmy na tym wyjeździe, należy się jej nieco uwagi, tym bardziej, że mieliśmy do jej gościnności wiele uwag.
I choć zrobiliśmy wejście w stylu alpejskim, z użyciem âźplecaków szturmowychâ, to opis: âźWyszliśmy na szczyt 1930 m. W grzbiecie głównym, który jest naszym celem już nie będzie tak wysokoâ, burzy mi krew i jest nie na miejscu, również wobec tej ciekawej góry.
Otóż, po sprawdzeniu, co w sztolniach piszczy
Załącznik 35209,
maszerowaliśmy grzecznie, jak szlak nakazywał, choć szlag wie, dlaczego go tak dziwnie poprowadzono.
W którymś ze zrujnowanych obiektów natknęliśmy się na stróża, z którym, w łamanej rumuńszczyźnie,uzgodniliśmy zmianę kierunku podchodzenia.
Nakłoniło nas do tego zachowanie jego ujadających podopiecznych o wyraźnie kulinarnych zapędach i widoczna z daleka pionowa kreska jednego z podjazdów technicznych, który najwyraźniej był na naszej trasie.
Wielokrotnie uzgadnialiśmy między sobą, czy uprzejmy cioban pokazywał ręką za winkielkiem w prawo czy w lewo i czy sinusoidalny ruch ręka oznaczał żmije na polance, czy kręty przebieg szlaku.
Przyjazny przewodnik podprowadził nas do podnóża żółtego osuwisko â potoczyska
Załącznik 35210,
gdzie przewodzenie przejęło tajemnicze pudełeczko Wojtka, które dobrze znało istniejącą tu ponoć ruską ścieżkę.
No i zaczęło się - jeśli zaznaczone podejście pochłonęło 2,5 godziny, to nie można go przemilczeć.
Gdyby ktoś planował ten rejon przedeptywać z poważnym plecakiem, powiem krótko â nie idźcie tą drogą!
Załącznik 35213Załącznik 35211Załącznik 35212
W ogóle to dziwne miejsce â świerk wypada na potęgę i jakoby nienaturalnie, a spalone połacie, /tfu!/ kosówki i jałowca, wskazują na jakąś planową działalność. Praca przy wydobyciu minerałów, mimo że w mniejszej skali, wcale nie wygląda na schyłkową.
Gdy wypociłem na podejściu cztery Tymbarki i jednego Kasztelana, wreszcie wygodna ścieżka pomknęła nam pod nogami, aż pod sam wierzchołek.
Później już tylko radosny bieg ku dolinie /ze znalezionym, jednym kijem trekkingowym!/, bo ścieżka wyraźna i oczywista.
Załącznik 35214
Ależ nie tak szybko - stop!
Załącznik 35215
Taka sympatyczna roślina â giętka, śliska, rozchybotana, tu trzaśnie na odlew za nic, tu coś wyjmie z kieszeni plecaka, tam uszczknie kawałek maty â przyjazna i miła kosssówka.
Jako że urwiste północne zbocze nie pozwalało na zbyt wiele, a spalony południowy stok zniechęcał, oddaliśmy się nierównej walce z tym potworem w świecie flory.
Jak ktoś waży 40 kg /bez sera/ to może nie zauważyć, że nie wszystkie gałęzie zostają pod butem wystarczająco długoâŚ
Gdy zobaczyłem wreszcie coś na kształt ścieżki, chciałem całować złoża boksytów.
Na przełęczy zobaczyliśmy ponownie znak szlaku.
Odradzam próbę wchodzenia nim doliną na przełęcz, kosówka z tej strony naprawdę dobrze pilnuje czci Torojagi.
Spokojnie i bez niepotrzebnych emocji można ją zdobyć, wchodząc z BÄile BorČa grzbietem otaczającym zachodnią stronę doliny potoku Cisla, aleâŚ
No właśnie, zawsze jest to ale.
Załącznik 35216
W powrotnej drodze roztrząsaliśmy przeznaczenie niby ramp â solidnych konstrukcji powieszonych nad główną drogą kopalnianą.
Załącznik 35208
Ukuliśmy różne teorie, ale chętnie wysłuchamy pewnych informacji na ich temat.
Ukuliśmy różne teorie, ale chętnie wysłuchamy pewnych informacji na ich temat. Widzialem w innych miejscach gor, zarowno Rumunii jak i Gruzji ze takie konstrukcje sluzyly za ujscie potoku/wod roztopowych/po ulewach z bocznej dolinki, by nie rozmylo drog/linii kolejowych.
P
Taką opcję też rozpatrywaliśmy, tylko był problem - woda spadająca z dużej wysokości i poprowadzona korytem podmywałaby grunt tuż obok drogi.
W związku z tym efektywność takiego rozwiązania wygląda średnio.
Rozumiem, logiczna sprawa. To co mi sie udalo kiedys widziec wygladalo identycznie, bylo poprowadzone wlasnie z bocznej dolinki i duzo dluzsze i spadala woda prawie bezposrednio do rzeczki. Z checia sie dowiem prawdy zatem jezeli nie trafilem z typem;)
Dopowiedzenia - Słupki zeszły z granicy
Idąc wzdłuż dawnej granicy polsko-rumuńskiej niełatwo jest dziś znaleźć jakieś dawne słupy graniczne. Ich losy opisywane były w kilku artykułach w âźPłajuâ. Między innymi w numerze 39 z roku 2009 znajduje się notka A. Wielochy âźEpitafium dla słupkówâ, w której autor opisuje, jak ostatki zachowanych słupków były zabierane z granicy przez polskiego generała i polskiego uczestnika rajdu samochodowego. Podane są tam również nazwiska tych osób.
Nieco słupków obejrzeć można w dolinach w Rumunii. O jednym z nich, na stacji kolejki w Wyszowie Górnym (ViĹźeu de Sus) wspominałem na początku relacji: S1, S2
Dwa inne słupki zobaczyć można bardzo niedaleko stąd, w Wyszowie Dolnym (ViĹźeu de Jos) przy pensjonacie âźU Siminaâ, Str Valea Morii 2111. Jeden z nich ustawiony został po zewnętrznej stronie ogrodzenia, obok drewnianego krzyża i betonowego obelisku. Drugi znajduje się wewnątrz posesji, przy ścianie drewnianego budynku i służy jako podstawka pod plastikową doniczkę z szarotką.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram.../DSC_8233a.jpg
Drewniany krzyz widoczny na zdjeciu z lewej oraz tablice ponizej upamietniaja mieszkancow Wyszowa ktorzy zgineli w IIWS(nie pamietam, czy z pierwszej tez). Obelisk po lewej to stary slup graniczny z czasow
gdy Rumunia graniczyla z ZSRR.
Drewniany krzyz widoczny na zdjeciu z lewej oraz tablice ponizej upamietniaja mieszkancow Wyszowa ktorzy zgineli w IIWS(nie pamietam, czy z pierwszej tez). Obelisk po lewej to stary slup graniczny z czasow gdy Rumunia graniczyla z ZSRR. Na lewej tablicy jest spis fundatorów. Na środkowej, wykaz mieszkańców miejscowości, którzy zginęli podczas I w.ś. (lewa kolumna) i II w.ś. (prawa kolumna). Na prawej tablicy są fragmenty utworów literackich w języku rumuńskim.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...G_0879-800.jpg
Dla koneserów: http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0/IMG_0879.JPG
Tytułem uzupełnienia: Na pewno Hnitessa nie była najbardziej wysuniętym szczytem 'Polski' przez kilaset lat, bo nie zawsze była ostatnim szczytem granicznym. Stwierdenie 'Nie jest pewne czy Pol był w opisywanym miejscu' w świetle analitycznej rozprawy Tomasza Boruckiego zamieszczonej w 'Wierchach' (2007) brzmi nieco kuriozalnie. A ja właśnie miałem napisać, że to zainteresowanie Hnitesą, jako najdalszymi kresami Rzeczypospolitej jest chyba nieco nadmierne, gdyż sam jej wierzchołek nie był ani najdalej na południe wysuniętym punktem przedrozbiorowej Rzeczpospolitej, ani nawet Polski międzywojennej (nie była Hnitesa także nadalej na południe wysuniętym szczytem II RP - jest tam w grzbiecie wododziałowym jeszcze kilka pipantów, tyle, ze niższych od Hnitesy - to tak jakby ktoś teraz zdobywał np. taki Kińczyk Bukowski uznając go za najdalej na południe wysunięty punkt Polski ), co nie przekreśla faktu, że Hnitesa właśnie weszła do kanonu mitycznych wierzchołków, których zdobycie jest czymś niezwkłm raz, ze względu na oddalenie od jakiejkolwiek cywilizacji, dwa - o trudności jakie towarzyszą poruszaniu się w strefie przygranicznej UA/RO, trzy, że weszła już chyba ona do kanonu "karpackich mitów narodowych" jednak jako "koniec geografii" i jako taki słusznie jest chyba traktowana. Chyląc czoła przed trudami i zasięgiem wędrówki p. Wojtka nie napisałbym za to na pewno (nie widząc ku temu zresztą żadnych podstaw), że jakiś element jego internetowej relacji jest "kuriozalny"...
Na początku chciałem pogratulować jednak ekipie p. Wojtka wyczynu i dodać, że całość opisu śledziłem z ogromną ciekawością.
Co do "Rozrogów Wincentego Pola" - niniejsze wywody nie są moją polemiką z rozprawą p. Tomasza Boruckiego, której ja również nie czytałem (zresztą nie chodzi tylko o tę z "Wierchów" 2007; także w "Wierchach 2005" jest artykuł T. Boruckiego o "Rozrogach", są też materiały w "Płaju" nr 31 - p. Borucki, prowadzący badania terenowe tak od rumuńskiej, jak i ukraińskiej strony granicy jest chyba obecnie największym autorytetem w sprawie omawianych tu zagadneń), a jedynie z zarzutem Martniego o kuriozalność wypowiedzi p. Wojtka... .
Sprawę Rozrogów znam tyle o ile z licznych nawiązań w literaturze przedmiotu a więc tkz. "turystyczna średnia krajowa". Co nie zabrania mi oczywiście, używając nieco posiadanej wiedzy, materiałów dostępnych "pod ręką" i mózgownicy na wyciagnięcie własnych wniosków, co postaram sie niniejszym wykonać (mógłbym oczywiście, zgłebiając nieco temat posiedzieć w bibliotece i dać odpowiedź np. za miesiąc, tyle, ze odpowiedź taka straciła by na aktualnści o tyle, że za miesiąc (jesteśmy wszak na forum internetowym) wątek p. Wojtka będzie już za pewne rzadziej odwiedany i komentowany, wolałem więc zrobić to "na gorąco"). Ponieważ jednak Martini nie udzielił nam odpowiedzi na pytanie "jak to było z tymi Rozrogami na prawdę" (nie każdy czytelnik amatorskiego bądź co bądź forum i relacji p. Wojtka Pysza wszak ma do "Wierchów" dostęp) spróbuję na to pytanie nieco amatorskimi metodami odpowiedzieć.
Zacznijmy więc od tego, że w naukach humanistycznych (zwłaszcza przy niedostatku źródeł) nie ma możliwości ustalenia czegoś na sto procent. Nauka zna natomiast pojęcie "przekonania graniczącego z pewnością", wtedy, gdy autorowi jakiejś "rozprawy analitycznej" uda się np. udowodnić metodami pośrednimi jakąś zakłądana przez siebie tezę. Ponieważ jednak (jak to w świecie nauki często bywa) żadna prawda nie jest do obalenia, może sie jednak szybko znaleźć jakiś adwersarz, który ową prawdę także metodami analitycznymi podważy.
Zostawmy jednak tą nic nie wnosząca do meritum dygresję i spójrzmy na spawę Rozrogów tak, jak mógł na nią prawdopodobnie spojrzeć Tomasz Borucki. Otóż, tak jak zaznaczałem wcześniej wspomnianego artykułu w "Wierchach" nie czytałem, czytałem natomiast liczne do niego odniesienia w publikacjach Jerzego Montusiewicza z "Płaju" nr 42, przewodniku po północnej Rumunii autorstwa Figla i Krzywdy i jestem w stanie wyobrazić sobie ogólny sens i przesłanie artykułu p. Boruckiego. Sądzę więc, ze p. Borucki wnioskował, że Wincentego Pola na "Rozrogach" (rozumianych jako jakiś górski wierzchołek) nigdy nie było. I trudno z tym, nawet posiadając tak szczątkową wiedzę na ten temat, jak ja, się nie zgodzić. Abstrahując już od opisów Wincentego Pola, które świadczą o zupełnej nieznajomosci pzrez niego tej części Karpat Marmaroskich (czy tez Gór Czywczyńskich jak kto woli) np. cytuję z pamięci za wspomnianymi źródłami: ""Szedłem odwieczną puszczą karpacką" opisując wędrówkę grzbietem, który skądinąd wiemy, że jest połoninny Pol "mylił sie w zeznanich" raz opisując, ze widział kamienne słupy z wypisanymi literami "F.R", które to miały wg. niego oznaczac "Finis Respublicae", innym zaś razem wspomina że widział kopce oznaczjące koniec przedrozbiorowej Polski", na logikę rzecz biorąc w tamtych czasach na najdalszych górskich rozrogach nie miały prawa znajdować się raczej żadne kamienne słupy czy kopce. Dlaczego? Czy do końca przedrozbiorowej Polski na prawdę nie stosowano żadnych znaków granicznych? Ależ owszem, stosowano całkiem sporo i to różnych stosownie do okresu naszej historii. Były to oczywiście np. kopce graniczne (o czym świadczy chociażby zachowany do dziś opis granicy polsko-brandenburskiej z 1602 roku); natomiast jako dowód na istnienie słupów granicznych już całkiem przypominających współczesne z nieco późnijszego okresu niech posłuży fakt, że jeszcze w początkach XX wieku stały koło Rawicza słupy graniczne wyznaczjące granicę polsko - habsburską na ocinku wielkopolsko -śląskim (dwa takie słupy widnieją na wykonanym w 1909 roku zdjęciu, reprodukcję którego zobaczyć można w dziele Gerarda Labudy pt. "Zachodnia Granica Polski" - austriacki i polski. Na tablicy pierwszego z nich widnieje napisana po niemiecku stosowna sentencja, na tablicy polskiego słupa - po łacinie).
Teoretycznie więc w czsach Wincentego Pola jakieś znaki graniczne mogły więc znajdować się na styku granic polsko - węgiersko - mołdawskich, tylko kto i po co miałby je tam umieszczać. Kopce graniczne i słupy były bowiem na pewno potrzebne w terenie gęsto zaludnionym i na gościńcach przekraczających granice ówczesnych państw. Po co natomiast ktoś miałby je umieszczać w okolich bezludnych, górzystych i trudno dostepnych, których nawet nazwanie ówczesnym ludziom musiało sprawiać problem? Przecież same szczyty górskie wystarczały w zupełności za kopce graniczne, okraszanie ich dodatkowo jakimiś nadbudówkami było by bezcelowe. Zresztą, na ile ówczesne granice mogły być precyzyjnie wyzaczone w środku karpackiej głuszy, skoro pierwsze precyzyjne mapy tych tereów pochodzą dopiero z czasów po zajęciu Galicji przez Monarchię Habsburską?
Zapewne były jakieś spisane graniczne układy np. między państwem Jagiellonów a Hospodarem Mołdawskim i pewnie też takie w archiwach się zachowały. Nie mając jednak do nich dostępu spróbujmy oddwtorzyć na szybko ich możliwą, hipotetyczną tresć, a więc dokument taki, spisany zapewe po rusku i po łacinie mógł wyglądać np. tak: "...dalej od miasta królewskiego Śniatynia wzdłuż rzeki Czeremoszem zwanej aż do środka Lasu [po łacinie by to było "ad medium Silvam" - dla czego lasu? - ano dlatego, iż niegdyś, starożytnym zwyczajem wszystkie pasma górskie zwano "lasem" - zwyczaj ten wziął się zapewne jeszcze ze starożytnego śródziemnomorza, w którym to góry nie były niczym niezwykłym, natoiast puszcze porastające ich zbocza, już tak - stąd i do dzis dnia niektóre pasma górskie w Europie zwą się lasami, np. "Czeski Las", "Bawarski Las", a kraina położona za rumuńskimi Górami Zachodnimi zwie się "Transylwanią", czyli "Za Lasami"] zwanego Crapak alias Krępak alias Czarna Gora z którego Czeremosz wypływa...". Myslę, że dokładniejszego zapisu w interesującej nas górskiej częsci regionu nie było bo i być nie mogło; brak było po prostu dokładniejszych punktów odniesienia - miejscowości, a i nazwami szczytów zapewne nikt sobie tam głowy nie zaprzątał (co innego przy lokowaniu konkretnych wsi - opisy były wtedy dosyć szczegółowe, bo i okolica musiała być w celu precyzyjnego rozgraniczenia dobrze rozeznana - znamy takie opisy np. z przywilejów lokacyjnych wsi na prawie wołoskim).
Przyglądając się starym mapom regionu (Rzeczopspolitej, Węgier, Hospodarstwa Mołdawskiego etc), a takich w zasobach cyfrowych na szczęcie już nie brakuje można pokusić się o w miarę dokładne odtworzenie granicy na odcinku pokuckim. I tak np. z dokładniejszych map Rzeczpospolitej polecić można tę z 1772: http://www.mapywig.org/m/Polish_maps...w_Bessarab.jpg (ostatnie przedrozbiorowe ujęcie), na której widać pięknie wyrysowaną granicę na Czeremoszu wraz z wymienionymi miejscowościami takimi jak Kuty, dalej Uścieryki w miejscu zbiegu Czeremoszów ( co ciekawe na wielu przedrozbiorowych mapach pomylone są Biały i Czarny Czeremosz, z tym, że granica poprowadzona jest prawidłowo Czeremoszem "wschodnim" (czyli dzisiejszym Białym)), następnie Douhopole (po mołdawskiej stronie Ciampulung, co znaczy zresztą to samo) aż do źródeł Czerenosza pod "Czarną Górą". Jak się łatwo można domyślić, żadnych konkretnych nazw szczytów na mapie nie zaznaczono.
Inną ciekawą mapą jest ta mapa I RP z 1739 roku: http://www.mapywig.org/m/Other_maps/...1739_BUKWB.jpg , na której, co ciekawe, granica między Pokuciem a Hospodarstwem Mołdawskim przebiega jakby grzbietem gór zwanych niegdyś "Besdkidem Huculskim", tj. np. zaznaczony na mapie Kosmacz jest już po mołdawskiej stronie granicy. Tak samo Żabie, źródła obu Czeremoszów, a nawet Prutu. Ciekawe, czy to tylko wynik niechlujstwa autora mapy, czy też faktycznie wówczas te ziemie na jakiś czas odpadły od Rzeczpospolitej? (wiemy skądinąd , że to okres przejściowego wzmocnienia Imperium Osmańskiego, w tym czasie Austria utraciła np. częśc swoich tureckich zdoczy terytorialnych ).
Kolejną bardzo ciekawą mapą jest nieco wcześniejsza mapa z 1696 roku: http://www.mapywig.org/m/Other_maps/..._after1696.jpg , na której widać wyraźnie z kolei, że w górnym odcinku Czeremosza granica poprowadzona jest po jego wschodniej stronie, grzbietem wodziałowym. Czyżby więc w tym okrsie granica faktycznie nie przebiegła głównym nurtem? A może przebiegła pasmem wododziałowym Czeremosza i Seretu, na wschód od Saraty grzbietem Tomnatyka? Co ciekawe, we współczesnych atlasach historycznych granica pokucko - mołdawska z czasów I RP przedstawiana jest często na wododzale Czeremosza i Seretu, abo nawet na Serecie! Nie wiem, czy to błąd, czy też są ku temu jakieś źródła historyczne, z braku wiedzy nie będe więc tą sprawą się zajmował.
Jakby jednak nie było - czy granica biegła Czeremoszem do jego źródeł, czy też na wschód od niego grzbietem wododziałowym (jak to wynika z niedokładnych bądź co bądź map) obie te koncepcje wykluczają Hnitesę jako najdalej na południe wysunięty szczyt Rzeczpospolitej. Jednakowoż, mapy starsze niż te z XIX weku, jako materiał źródłowy zbyt niedokładny i nie powstały na podstawie badań terenowych nie mogą ani potwierdzać ani zaprzeczać tak Kreczeli jak i Hnitesy jako kandydatów na nasze "Rozrogi".
Jeszcze jedną ciekwą mapą, ale pochodzącą już z czasów porozbiorowych jest ta francuskojęzyczna (jak to było na przełomie XVIII/XIX wieku w modzie) mapa Królestwa Węgierskiego z 1800 roku: http://www.mapywig.org/m/Other_maps/...ngrie-1800.jpg . Widać tu już pewien postęp w stosunku do stylistyki map przedrzbiorowych i o ile interior Węgier jest przedstawiony dość szczegółowo, to oczywiście jego górskie granice dalej są dosyć schematyczne. Mapa ta jako taka nie przedstwia oczywiscie żadnych terenów poza Węgrami, ale na interesującycm nas odcinku jest w miare dokładnie ukazany graniczny trójstyk węgiesko - galicyjsko - bukowiński. Widzimy więc górne odcinki obu Czeremoszów wyrysowane aż do ich połączenia: Czarny (opisany jako "Noir") i Biały (opisany jako "Blanc") "Tseramotz". Wyaźnie zaznaczona granica bukowińsko - galicyjska ciągnie sie wzdłuż Białego Czeremosza aż do jego źródła.
Dokładnego rozgraniczenia włości galicyjskich od węgierskich z jednej strony, a od bukowińskich z drugiej dokonano zapewne już za czasów habsburskich. A jeśli tak, to kiedy? Znów spróbuję się oprzeć na tym, co mam pod ręką, a w czasach rewolucji technologicznej jest to oczywiście internet... . Na szczęście jest obecnie dosyć szeroki dostęp do skanów dawnych map, wykonanych np. przez XVIII - XIX wiecznych kartografów austriackich. I tak ciekawy (chociaż jeszcze nie dosyć dokładny) obraz wyłania się z kart jednego z takich "zdjeć" kartograficznych terenu, a mianowicie ze sporządzonego w początkach XIX wieku, a wydanej w 1824 r. tak zwanej "Mapy Liesganika". Nas interesuje XXX arkusz tej mapy dotępny w sieci pod tym adresem: http://www.mapywig.org/m/K.u.K._maps...b_XXX_1824.jpg . W dolnej części mapy wyraźnie widoczne jest miejsce, w którym od granicy oddzielajacej królestwo węgierskie od reszty monarchii odchodzi rzeka z naniesionymi punkcikami - kropeczkami (takie kropkowanie w różnych częściach mapy przedstawia prawdopodobnie granice austriackich cyrkułów) stanowiącymi granicę galicyjsko - bukowińską. Jak widać kropeczki graniczne docierają do obszarów źródliskowych rzeki, którą jest tu Czeremosz. Porównując tą mapę z jakąkolwiek współczesną (a choćby i radziecką sztabówką) widzimy dokładnie, że odwzorowany cieniowaniem teren, do którego doprowadza nas granica to rejon grzbietowy Kreczeli (Żupani). Można się o tym przekonać chociażby śledząc dalszy bieg granicy węgiersko-bukowińskiej - skręca ona lekko na północ do źródeł rzeczki podpisanej tu jako Ziboo, a nam lepiej znanej z polskiej literatury przedmiotu jako Cibo. Wzajemne położenie względem siebie źródeł Cibo i Czeremoszu, jak i widoczne nieco powyżej na północny-zachód grzbietowe wypłaszczenie Palanicy - Hnitesy przekonuje nas, że aż do czasów habsburskich granica między Hospodarstwem Mołdawskim a Rzeczpospolitą zwyczajowo prowadzona była najprawdopodobniej aż do głównych źródeł Czeremosza pod Kreczelą. Czy w jakikolwiek sposób uprawdopodabnia to obecność na szczcie Kreczeli "słupów Wincentego Pola"? Raczej nie - o dokładnej delimitacji granicy w tamtych czasach w ustronnym, bezludnym górskim rejonie nie było zapewne mowy, jeśli więc jakikolwiek znak graniczny miałby tam stać, to chyba jedynie na drodze (jeżeli takowa wogóle istniała, ja niestety mam na ten temat żadnej wiedzy) prowadzącej bezpośrednio z doliny Czeremoszu do doliny Cibo, a więc albo na brodzie granicznym przez Czeremosz, albo (jeżeli granica w tym rejonie znajdowała się nieco dalej na wododziale) w okolicach przełęczy Pasul Sarata. Nawet jednak, jeśli by taki hipotetyczny gościniec istniał, to bardzo mało prawdopodobnym jest, żeby postawiono przy nim w tej głuszy jakiś znak graniczny.
Na kolejnej dostępnej w internecie mapie tkz. (w moim wolnym tłumaczeniu) "Drugim Zdjęciu Wojskowym" (http://mapire.eu/en/ - bardzo ciekawe źródło z którego można pobrac wiele historycznych map z całego terenu monarchii habsburskiej), z której wykorzystałem dla porównania ten oto fragment.: http://mapire.eu/en/map/mkf_gal/?zoo...75&lon=24.8822 - widać, że granica między CK prowincjami Galicji, Węgier i Bukowiny poprowadzona jest już dokładnie tak, jak późniejsza granica polsko - rumuńska na tym odcinku. Co najciekawsze, po dokładnym przyjrzeniu się fragmentowi mapy przy styku granic Galicji, Węgier i Bukowiny w dolinie Czeremosza pod Hnitesą widać, że jest tam umieszczony napis "Triplex confinium", co w wolnym tłumaczeniu znaczy "trójstyk granic". Nie wiem dokładnie, w którym roku było wykonane zdjęcie kartograficzne akurat tego fragmentu terenu, ale najprawdopodobniej później, niż mapa "Liesganika" z 1824 roku, wedlug której szczyt Kreczeli pozostawał na granicy galicyjskiej. Być może, w okresie pomiędzy wydaniem mapy "Liesganika", a wykonaniem tego "Drugiego Zdjęcia Wojskowego" dokonano na interesującym nas odcinku dokładnych pomiarów i rozgraniczeń i ich efekty zamieszczono na tej drugiej mapie. Być może więc pojawił się w terenie jakiś stosowny obelisk - triplex pokazujący miejsce trójstyku granicznego Galicji , Węgier i Bukowiny. Jeśli ten hipotetyczny "Triplex" widział Wincenty Pol podczas swojej peregrynacji po Marmaroszach, mogły go ponieść wodze fantazji, których efektem był ten wymyślony przez niego kamień graniczny z literami F.R.
I tu malutka dygresja - w "Płaju" nr 44 w artykule uzupełniaącym do opublikowanych w "Płaju" nr 42 mateiałów tyczących Hnitesy była wzmianka o galicyjsko -węgierskim sporze granicznym w ramach monarchii habsburskiej z 1840 roku, a w którym to sporze nazwa Hnitesy była wymieniana. Nie wiem niestety dokładnie czego dotyczył ów spór, ale być może właśnie odcinka granicy w okolicach Kreczeli - Hnitesy. Nie zmienia to jednak faktu, że Wegrzy najprawdopodobniej (byc może właśnie na skutek tego sporu?) "uszczknęli" kawałek terytorium Galicji, wyjaśniała by się więc sprawa "dziwnego" skrócenia granicy - miast od źródeł Czeremoszu pod Kreczelą, to od jednego z mniejszych dopływów położonego bardziej na północ. Ale w zasadzie po co takie skracanie i prostowanie granic w obrębie prowincji jednej monarchii? A choćby i ze względów prestiżowych - vide późniejszy spór z Węgrami o Morskie Oko. To jednak nie jedyna możliwość. Być może powodem "wyprostowania" granicy było zbytnie "wciśnięcie się" Galicji w rejonie Keczeli w terytorium węgierskie? Ten koniuszek Galicji zakończony na Kreczeli przecinał możliwe bezpośrednie połączenie doliny Wazeru, znajdujacego się ówcześnie na terytorium węgierskim z doliną rzeki Cibo na węgiersko - bukowinskiej garnicy i dalej doliną Suczawy już na teytorium bukowińskim. Czy jednak był sens "kruszyć kopie" o bądź co bądź terytorium jednego państwa? Tak jak pisałem wcześniej, ze względów prestiżowych - zapewne tak. Nie bez znaczenia byłby też argument ekonmiczny, który - w razie - jeśli planowana była budowa drogi przez przełęcze Fata Boului (jak słusznie zauważył Dariusz Czerniak przełęcz błędnie nazwana) i Sarata nie byłby bez znaczenia (łatwiej było by podjąć decyzję o budowie takiego gościńca przez terytorium wewnątrzwęgierskie).
A może... było jednak inaczej. Wspomniany prze ze mnie "Triplex confinium" musiał oczywiście gdzieś istnieć już w czasach I RP. Napisałem do tej pory, że zapewne nie było potrzeby przeprowadzać ścisłej delimitacji na trudno dostępnych obszarach górskich. I zapewne tak było. Ale przeciez trójstyk gdzieś musiał być? O ile jego dokładnej lokalizacji trudno by szukać na ówczesnych mapach (wszak ówcześni kartografowie nie prowadzil swoich prac w terenie) o tyle lokalni starostowie pograniczni, wojewodowie itp. musieli przecież wiedzieć, gdzie podległy im teren się kończy. I tu nasuwa sie pytanie, czy aby jednak, austriaccy urzędnicy wypełniając polskie zobowiazania wynikające z traktatu rozbiorowego przeprowadzajacy ścisłą delimitację granicy ("potym zwyczayne granice między Pokuciem y Moldawą, ktore granice będą wyznaczone y wytknięte podług sytuacy i mieysca, wiadomości zebranych z naydawnieyszych rozgraniczeń" [fragment tekstu traktatu rozbiorowego z 1772 r]) może właśnie od lokalnego starosty otrzymali informację, iz ów trójstyk jest tam, gdzie widnnieje na wskazanej prze ze mnie mapie z połowy XIX wieku?Czy mapa "Liesganika" ne jest więc tylko kolejnym, niedokładnym przedstawieniem granicy wg. map XVIII wiecznych?
To jednak tylko domysły, hipotezy. Jestem jednak przekonany, że w pracy Tomasza Boruckeigo nie znajdziemy nigdzie fragmentu powołującego się na jakieś konkretne zachowane źródło z okresu przedrozbiorowego ( bo i być go nie mogło), iż owym najdalszym na południe wysuniętym szczytem I RP była właśnie Kreczela.
Końcowe wnioski z tego niedokładnego przeglądu źródeł kartgraficznych:
- najprawdopodobniej najdalej wysuniętym na południe szczytem I RP był masyw Kreczeli (tam są źródła Czeremosza), aczkolwiek wcale niekoniecznie (patrz rozważania tyczące tkz. "Triplex Confinium")
- powyższe wcale jednak nie uprawdopodabnia założenia (a wręcz przeciwnie), że na szczycie Kreczeli stał jakiś "kamien graniczny" z czasów I RP.
- jeżeli istniały jakieś słupy garniczne z czasów przedrozbiorowych (w co wątpię) to należało by ich szukać albo w okolicach przełęczy pomiędzy źródliskowymi ciekami Białego Czeremosza (Perkałabu) i potoku Cibo, albo w okolicach przełęczy Sarata, albo w górnym biego Czeremosza w okoliach spływu kilku jego cieków źródłowych na jakimś brodzie.
- zapewne istniał przynajmniej od ok. połowy XIX wieku jakiś austriacko-węgierski triplex graniczny na trójstyku granic Galicji, Bukowiny i Wegier w miejscu oznaczonym na "Drugim Zdjęciu Wojskowym" jako "Triplex Confinium" i pozostałości takiego właśnie słupa można by poszukiwać w terenie.
-być może ten właśnie słup widział Wincenty Pol w czasie swoich peregrynacji po Górach Marmaroskich i to go natchnęło do wymyślenia romantycznej legendy o "Finis Respublicae"
-jeżeli jednak austriaccy urzędnicy wyznaczyli ów trójstyk zgodnie z literą traktatu rozbiorowego "według zebranych w terenie informacji" to być może punkt ów (zbiegu źródłowych cieków Czeremosza) już za czasów I RP tradycyjnie wyznaczał tórjstyk granic polsko -węgiersko - mołdawskich.
- jeśli było tak, jak powyżej, to mógł tam faktycznie stać jakiś słup ów trójstyk wyznaczający
-jesli tak było na prawdę, to jedynie Bóg raczy wiedzieć, czy Kreczela znajdowała się na granicy, czy też była uznawana juz za szczyt węgierski, a wtedy palma pierwszeństwa faktycznie przypadała by masywowi Hnitesy.
-ostatnie trzy punkty moich dedukcji to jednak klasyczny przykład tkz. "piętrowej hipotezy" nie mającej oparcia w źródłach, z której to, jeśli tylko wyciągniemy pierwszy klocek, reszta upada w gruzy :-).
Faktem jest natomiast, że Hnitesa była najdalej na południe wysuniętym masywem II RP, czy też Polski międzywojennej, jak kto woli.
Nie wiem natomiast, czy właśnie o tym pisał Tomasz Borucki w swojej rozprawie i czy podobne z niej wyiągnął wnioski, co ja, ze swojego niepełnego i zamglonego obrazu przedrozbiorowej rzeczywistości. Jeśli podbne - to tylko wypada się z nim zgodzić. Nie sądzę natomiast, że p. Borucki dał w swoim tekście (bo i dać nie mógł) stuprocentową odpowiedź na nurtujace nas pytanie, czy Kreczela była jedank najdalej na południe wysuniętym masywem "Polski". W związku z tym, nie sądzę także, że napisanie "nie jest pewne czy Pol był w opisywanym miejscu" brzmi kuriozalnie tak w świetle analitycznej rozprawy Tomasza Boruckiego zamieszczonej w 'Wierchach" (2007), czy jakiejkolwiek innej. Kuriozalny jest za to sam zarzut Martiniego, bo dotyczy on bądź co bądź amatorskiego forum, którego jednak poziom (co chyba sam Martini pośrednio przyznaje nawiązując tu do tekstu w "Wierchach" będącego czasopismem znanym bądź co bądź wąskiemu gronu odbiorców) jak na amatorskie podejście do tematu jest dość wysoki. Wojtek Pysz nie napisał bowiem polemiki z tekstem p. Tomasz Boruckiego na łamach "Wierchów" czy też innego naukowego czasopisma poświęconego górom, tylko relację ze swej turystycznej wyprawy na łamach dość poczytnego (i może co za tym idzie?), ale jednak amatorskiego internetowego forum. O ile jednak, tak jak napisałem wcześniej, moje dywagacje na temat słupów granicznych kończących I RP nie są niczy innym jak klasycznym przykładem stawiania "piętrowych" hipotez nie mających oparcia w źródłach, o tyle post Martiniego jest klasycznym przykładem internetowej wypowiedzi typu "wpadłem tu na chwilę, żeby was pouczyć i pokazać jak jesteście głupi", no ale takie właśnie są uroki internetu i tak już chyba zostanie.
Korzystając natomiast z okazji, a nie będąc redaktorem ani autorem pisującym do "Płaju" chciałbym tu właśnie, na łamach nasego "amatorskiego" forum napisać parę słów "tytułem uzupełnienia" do artykułu autorstwa Jerzego Warakomskiego pt. "Imię Góry", a zamieszczonego w "Płaju" nr 42.
Ponieważ nie ma jednak obowiązku czytania wszystkich analitycznych rozpraw, które wyszły na dany temat, streszczę tylko czytelnikom niniejszego wątku, że w/w artykuł dotyczy etymologicznych rozważań nad imieniem Hnitesy, których to wariantów nazwy (drukowanych w rozmaitych źródłach pcząwszy od końcówki XVIII wieku) p. Warakomski wraz z Jerzym Montusiewiczem znalzł ok. czterdziestu. Jeśli ktoś jest zainteresowany całym arytkułem, odsyłam oczywiście do "Płaju" .
Dawniej nazwy (np. przez wojskowych kartografów C.K Monarchii) zapisywane były ze słuchu od miejscowych informatorów, a tymi, jeśli chodzi o Hnitesę mogli być albo Huculi z doliny Czeremoszu albo też ich rumuńscy sąsiedzi z południowo-zachodnich rubieży Marmaroszy. Jak dany kartograf usłyszał, tak zapewne zapisał. Do tego dochodziły jeszcze zmieniające się warianty regionalne, rozmaite przekręcenia nazwy popełniane przez osoby piszące "z drugiej czy trzeciej ręki"...
I tak zaczynając od ciekawie dla etymologa zapowiadajcego się wariantu rumuńskiej nazwy tego szczytu obecnego m in. na współczesnych (ale nie tylko) rumuńskich mapach regionu - "IgnÄteasa" - chciałbym na chwilę podchwycić wersję pochodzenia tej nazwy od "ognia", bądź "ognisk" zaproponowaną jako jedna z możliwych etymologii przez p. Warakomskiego. Jerzy Warkomski chyba niesłusznie zbyt szybko porzuca tu własną hipotezę, z braku wystarczajacych dowodów na obecość w języku ogólnorumuńskim łacińskiego słowa "ignis" - ogień. Na terenie naszych lingwistycznych dociekań mamy bowiem do czynienia z dialektem marmaroskim, który to przecież zachował wiele archaizmów, nieobecnych w standardowym ruuńskim... . Jednak zaznaczę od razu, iż sam w "ognistą" etymologię Hnitesy nie wierzę, nie sądząc, że słowo "ignis' mogło by być w jakimkolwiek dialekcie wołoskim archaizmem... . Sądzę, że to słowo jako łacińskie, nigdy w języku wołoskim nie występowało (co najwyżej jako zapożyczenie).
Wg. mnie kolejnym ciekawym wariantem pochodzenia nazwy szczytu mogło by być nazwy tej wywiedzenie z językowej rodziny języków tureckich. I tak np. na terytorium obecnej Turcji nad morzem Czarnym istnieje miejscowość i przylądek, którego oryginalną nazwę "Ä°Äźneada Burnu" można by przetłumaczyć jako przylądek "Igielnego nosa" (od Ä°Äźne - igła (o ile samo "Ä°Äźne" w językach tureckich to nie zapożyczenie) , burnu - nos). Ta hipoteza dobrze korespondowała by z wyglądem szczytowej wierzchowiny Hnitesy - jest tam bowiem kilka skałek "iglic". Dobrze przecież znamy chociażby z terenu naszych gór, że rozmaite ostro zakończone wierzchołki skalne zwane są iglicami (sądzę, że nie należy tu mieszać dolnośląskiej Iglicznej koło Międzygórza, gdyż nazwa ta została "wymyślona" urzędowo po 1945 roku); nazywanie ostro zakończonych szczytów iglicami wystepuje zresztą dosyć powszechnie w róznych językach, np. wszystkim alpinistom znany jest na pewno szczyt w grupie Mont Blanc nazywający się "Aiguille du Midi' (aiguille - fr. igła).
Dlaczego jednak miała by nazwa jakiegoś odległego karpackiego wierzchołka pochodzić z jezyków z grupy tureckiej?
Wiadomo, że przez kilka stuleci Hospodarstwo Mołdawskie, a także Siedmiogród (znacznie krócej) znajdowały się w zależności bądź lennej, bądź bezpośrednio podporządkowane były Imperium Osmańskiemu. Stąd wiele pasm górskich w owych czasach posiadało swoje urzędowe nazwy tureckie, co widać chociażby na zalinkowanej wczesniej prze ze mnie mapie I RP z 1772 r. - na obszarze graniczącego z Pokuciem Hospodarstwa Mołdawskiego występuja liczne tureckie nazwy pasm górskich, np. "BakÄąri Dag" - "Miedziane Góry". O ile jednak sama obecność na mapach nazw "urzędowych" nie może budzić naszych wątpliwości, to już pochodzenie nazwy pojedyńczego szczytu musiało pochodzić z tego języka , jaki na tym terenie był używany. Stawia to więc pod znakiem zapytania turecką etymologię tego imienia.
Ale język turecki nie jest jedyną możliwościa. Skądinąd wiadomo, że Wołosi (przodkowie dzisiejszych Rumunów) współtworzyli przez dłuższy czas swoje wczesne państwa z pewnym stepowym ludem, którego język należał także do tureckiej rodziny językowej. Tym ludem, po którym już dziś nie ma śladu (wchłonęli go m in. właśnie Wołosi) byli Połowcy (zwani też Kipczakami lub Kumanami). Do dziś uważa się, że wiele nazw miejscowych oddaje połowieckie (kumańskie) pochodzenie ich założycieli, np. nasza "Komańcza" , przeróżne "Plavce" w językach czeskim i słowackim; z tego języka mogły też więc pochodzić rozmaite zapożyczenia w języku rumuńskim. Być może takim zapożyczeniem mogło być też słowo "Ä°Äźne", tym bardziej, że w okolicach Hnitesy nie brakuje przecież w toponimii "Comanów" (Coman w dolinie Wazeru, szczyt Koman na północ od Palenicy). Żeby jednak udowodnić, że dany toponim pochodzi z określonego języka musielibyśmy mieć na to jakiekolwiek twarde dowody, a takich brak. Np. Koman, Komanowa jest nazwą powszechną nie tylko w Rumunii, ale i na Bałkanach w ich części zachodniej nie będącej nigdy pod kontrolą połowiecką.
Dalej: aby w danym języku tworzyć jakieś derywaty od pewnego rdzenia, musimy mieć ludzi operujących danym językiem jako rodzimym. Wszelkie zapożyczenia w innych językach stają się martwe i nie wykazują tendencji do dalszego słowotwórstwa. Tak więc dopóki np. w dialekcie marmaroskim lub bukowińskim języka rumuńskiego nie znajdziemy jakichś śladów kipczackiego słowotwórstwa (w co wątpię) hipotezę z połowieckim pochodzeniem nazwy Hnitesy - Ignateasy od "Igły" możemy włożyć między bajki. Hipotezę powyższą zamieściłem tu jednak jako przykład możliwych istniejących we współczesnym języku rumuńskim zapożyczeń z jezyków z rodziny tureckiej, a uznawanych do tej pory za jakieś tam trackie czy dackie pozostałości. Nie koniecznie musiał to być język Połowców, mogły to być także zapożyczenia z języków innych zapomnianych ludów stepowych, wchłoniętych przez etnos wołoski...
W imieniu naszej bohaterki dodatkowo niepokojące jest też "t" występujace zarówno we współczesnej rumuńskiej wersji nazwy szczytu (Ignateasa) jak i każdej innej znanej z kartografii polskiej czy austriackiej (Hnitesa, Hnatiasa, Hnatasia itp.). Ani łaciński ogień - "ignis", ani turecko - kipczackie "Ä°Äźne" nie dało by owego "t" w nazwie szczytu.
A więc co tak na prawdę jest rdzeniem imienia tej sławnej góry?
Proponuję pobawić się w już przerabianą przed chwilą przy okazji nazwy "Ä°Äźneada" analogię słowotwórczą. I żeby było ciekawiej, ponieważ jesteśmy na forum bieszczadzkim, od razu bieszczadzką analogię imienia naszej tajemniczej Hnitesy zaproponuję. A więc jak, droga Bieszczadniczko, drogi Bieszczadniku? Czy nic Ci nie przychodzi na myśl? No, no ... właśnie, tak jest! Hnatowe Berdo! A czymże bowiem jest ta nazwa? Nie pochodzi ona oczywiście od żadnego "gnata" ale jest to forma dzierżawcza od rusińskio - bojkowskiego zdrobnienia imienia Hnatij (czyli nasz Ignacy) - Hnat (po naszemu było by to Ignac) (od imienia Hnatij pochodzi zresztą m in. ukraińskie nazwisko Hnatiuk). Tak jak w przypadku Hnatowego Berda, tak i tutaj nazwa naszego szczytu ma charakter dzierżawczy - "własnośc Hnata (Ignaca)". Dzierżawczy charakter tej nazwy dobrze oddaje rumuńska końcówka - asa, -easa, tak jak np. w nazwie "Vladeasa" - "własność Vlada". Nazwa naszej bohaterki była by więc hybrydą rumuńsko - słowiańską!
Także obecna na współczesnych rumuńskich mapach nazwa szczytu - "Ignateasa" da się wytłumaczyć tak samo, jak nazwa rusińska, nie pozostawiając w tym względzie żadnych wątpliwości i dobrze koresponduje ze swoim huculsko-ukraińskim odpowiednikiem.
Wydaje się więc, że najbardziej prawidłową wersją imienia Hnitesy była by ta znana z szeregu dawniejszych map: "Hnatasia". Ale niekoniecznie. Sądze, że w grę wchodzi tu także dialektalny wariant imienia Hnat - Hnit (analogicznie do ogólnoukraińskiego "chlib" w miejsce polskiego "chleb" - wszak samogłoski w językach słowiańskich były i są w tych miejscach wariantywne). Tak więc przyjęta dziś w języku polskim "Hnitesa" jest wersją jak najbardziej poprawną. Nieco "zbarokizowana" forma Hnitessa przez dwa "s" jest może nieco bardziej pretensjonalna, lecz nie znaczy wcale, że niepoprawna (analogicznie jak Dryssa, Odessa itp.) - ważne tylko, aby jakkolwiek nazywając naszą bohaterkę już nie zapominać o prawdziwym pochodzeniu jej imienia.
P.S. Wspomnę jeszcze w tym miejscu przywoływaną w pierwszej części mojej wypowiedzi austriacką mapę tkz. "Drugie Zdjęcie Wojskowe" z poł. XIX wieku. Otóż widać na niej wyraźnie, że kawałeczek na południe od "Hnatiassy" widnieje szczyt oznaczony jako "Initeasa". Są to więc wg. kartografów austraiackich dwa różne szczyty (piszę o tym dlatego, iż panowie Warakomski i Montusiewicz w swoim opracowaniu podają jako jeden z wariantów nazwy Hnitesy formę "Initeasa" odczytaną z dawnych map - wydaje się więc, że "Initeassy" nie można zaliczyć jako kolejnej wersji nazwy naszego szczytu - jest to nazwa innego wierzchołka i być może pochodzi od określenia "początkowego" szczytu w masywie (?) ).
P.S. 2: Nigdy nie uznam czyjejkolwiek wypowiedzi za kuriozalną, jeśli poda inną etymologię nazwy Hnitesy niż ta przedstawiona w moim wywodzie mimo, iż internetowe forum na którym się znajdujemy (jako medium w obecnych czasach - stety, czy niestety - bardzo łatwo dostępne) ma zapewne większa rzeszę czytelników niz branżowe "Wierchy" :-) .
Wow, aleś się rozpisał. Ale wszystko przeczytałam z zainteresowaniem :)
Wow, aleś się rozpisał. Ale wszystko przeczytałam z zainteresowaniem :) A ja przeczytałem pierwszy raz, też z zainteresowaniem. A teraz będę czytał drugi raz - ze zrozumieniem :-) Czyli z przeglądaniem map, na które powołuje się autor.
Załącznik 35282
Też jeszcze będę czytał i jeżeli będę miał coś wartościowego do dodania to się odezwę. Tymczasem chciałem zamieścić zdjęcie z lokalizacji która wg odczytu przeze mnie mapy
jest punktem Triplex z mapy http://mapire.eu/en/earth/mkf_gal/
A wg google maps to to miejsce.
https://maps.google.com/maps?q=Vi%C8...,+Rumunia&z=18
Czyli połączenie potoków Perkalab i Mencził. Co sądzicie o takim odczycie?
Czyli połączenie potoków Perkalab i Mencził. Co sądzicie o takim odczycie? Sądzę, że:
- lpo pierwsze: z przytoczonych zdjęć satelitarnych raczej bym nie zidentyfikował tego miejsca, ale akurat mam przed sobą mapę, to sobie popatrzyłem;llpo drugie i najważniejsze: to miejsce połączenia potoków jest przepiękne (patrze na załączone zdjęcie);llpo trzecie: to miejsce znajduje się w odległości ok. 3,6 km od Hnitessy, nie będziemy się o pięć kilometrów spierać, stawiajcie sobie mości panowie te słupki i kopce, gdzie tam chcecie :-) l
Załącznik 35282
Też jeszcze będę czytał i jeżeli będę miał coś wartościowego do dodania to się odezwę. Tymczasem chciałem zamieścić zdjęcie z lokalizacji która wg odczytu przeze mnie mapy
jest punktem Triplex z mapy http://mapire.eu/en/earth/mkf_gal/
A wg google maps to to miejsce.
https://maps.google.com/maps?q=Vi%C8...,+Rumunia&z=18
Czyli połączenie potoków Perkalab i Mencził. Co sądzicie o takim odczycie? Ho, ho... , wiedziałem Pete, że to Cię trafi :-)
Jeżeli zalinkowane przez Ciebie zdjęcie przedstawia zbieg Perkałabu (Bajorówki) i Mencziła to będzie to to miejsce. Przed wojną stał tam (wg. mapy WIG) słup graniczny nr 60. Ciekawe, czy był to może przerobiony triplex z czasów austro-węgierskich (jeżeli takowy tam w ogóle istniał!), czy może nowy słupek (nie wiem, czy na tym odcinku stały też słupki żelazne ???). Tak na prawdę nie wiem, czy ktoś już czegoś w tym rejonie poszukiwał i czy coś znalazł, a niestety Martini (jak sądzę współtowarzysz badawczych wypraw T.Boruckiego) nie przedstawił nam tu chociaż pokrótce wyników własnych peregrynacji. No cóż, trzeba jednak będzie po urlopie sięgnąć do "Wierchów" z 2005 i 2007 roku oraz do "Płaju" nr 31, jeżeli są tam odpowiedzi na nurtujące mnie pytania...
Jeśli jednak nikt jak do tej pory w źródliskowych rejonach Czeremoszu nie przeprowadzał dokładnych badań, to masz szansę być pierwszy :-)
Tak, to to miejsce Luki, z polaczenia potokow gdzie kiedys stal slup 60. Jak widac... nie stoi ;)
Po tak wyczerpujących dociekaniach lukiego muszę się wytłumaczyć, dlaczego tak napisałem, jak napisałem.
Do wyjazdu trochę się przygotowałem ale, jak widać, za mało. Korzystałem głownie z materiałów syntetycznych, np. przewodnika Figiel-Krzywda, w którym autorzy temat âźrozrogówâ i południowego krańca potraktowali, jak w cytacie niżej. I ja się z tym zgadzam, że dla większości wędrujących tam piechurów taki opis wystarczy.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...el_str_170.jpg
Zapoznałem się też z historią granic Polski na poziomie szkoły powszechnej, posiłkując się poglądową mapką, podobna do tej, znalezionej w Wikipedii. Mapka może nie jest zbyt dokładna, ale bardzo ładna:) Jest na niej i Lwów, i Rzeszów i nawet Jaroslaw.
http://ciekawe.tematy.net/2014/maram...0_wiki_800.jpg
Mierząc za pomocą nitki odległość od Chustu i Czerniowiec, zgadzało się, że graniczny âździóbekâ wypadał (z dokładnością do kilku kilometrów) tam właśnie, gdzie się wybieramy. Przeglądając zarys granic Polski z różnych okresów, zauważyłem, że umiejscowienie âździóbkaâ jest przez wiele wieków dość stabilne. Artykuł w Płaju 31 wprawdzie miałem pod ręką, ale na przeczytanie ze zrozumieniem 48 stron nie znalazłem przed wyjazdem czasu. Przed wyjazdem otrzymałem też od Piotrka (Petefijalkowski) trochę map, notatek i wskazówek na temat tamtejszych ciekawostek krajoznawczych.
I tu muszę się w końcu do czegoś przyznać. Wszystkie mapy, materiały, wskazówki i wytyczne od Piotrka, moje notatki, przewodniki Figla i Robertsa âŚ. zostały na dole, w Wyszowie, w małym plecaczku w bagażniku auta. A zauważyłem to w połowie doliny Wazeru, jadąc pociągiem i sięgając do plecaka, by coś poczytać. Tak, że z materiałów papierowych mieliśmy tylko poglądową mapkę okolic doliny Wazeru, sprzedawaną na stacji kolejki.
Sam dostarczyciel materiałów, Pete, dowiaduje się o tym dopiero teraz, bo nie miałem śmiałości wcześniej mu o tym napisać. Ale za to materiały się nie poniszczyły w górach i powrócą do Poznania w nienaruszonym stanie:-)
Myślę, że â jak napisał luki â nigdy nie osiągniemy "przekonania graniczącego z pewnością", w którym dokładnie miejscu się ten koniec Polski znajdował. Dalszą dyskusję na ten temat z chęcią przeczytam, ale świadomości, że gdzieś w okolicy tego końca byłem, proszę mi nie odbierać:-)
Myślę, że â jak napisał luki â nigdy nie osiągniemy "przekonania graniczącego z pewnością", w którym dokładnie miejscu się ten koniec Polski znajdował. Dalszą dyskusję na ten temat z chęcią przeczytam, ale świadomości, że gdzieś w okolicy tego końca byłem, proszę mi nie odbierać:-) Ależ ja nie chciałem Ci wcale tej świadomości odbierać. Ogólny przekaz mojego wywodu był po prostu taki, że nie mamy pewności, gdzie to dokładnie być mogło. Co prawda na tkz. "zdrowy chłopski rozum" powinien on się przed rozbiorami znajdować na Kreczeli (źródła Czeremoszu), ale tak na prawdę na pewno wiemy jedynie to, że od XIX wieku trójstyk granic węgiersko-galicyjsko-bukowińskich znajdował się u zbiegu potoków Prekałabu i Mencziła na pn.-wsch od Hnitesy. Czy znajdował się tam w wyniku decyzji C.K. urzędników, czy też wyznaczony był na podstawie wcześniejszych tradycji, tego przynajmniej ja nie jestem w stanie powiedzieć.
Niestety na razie więcej zgłębić tematu nie mogę (wyjeżdżam na urlop), ale po powrocie postaram się dotrzeć do artykułów w "Wierchach" i "Płaju", może jednak znajdę tam przekonujące argumenty na którąś z wersji położenia "Rozrogów".
Obiecujące być może były by też dociekania lingwistyczne na temat nazwy samej Kreczeli -po węgiersku KereszĂĄlló, za to po rumuńsku Jupania (czyli po naszemu Żupania). Co prawda w jęz. polskim termin "żupan" był obecny, ale raczej we wczesnym średniowieczu, w czasach późniejszych słowo to uległo redukcji do formy "pan". Za to w j. węgierskim (ale też w rumuńskim) jako zapożyczenie zachowało swoje dawne znaczenie jako władca, namiestnik księcia, czy na Węgrzech także "zwierzchnik komitatu" (podaję za J.Nalepą "O pierwotnych siedzibach Słowian w świetle nowszych badań..." , w "Slavia Antiqua" z 2009 r.). Sama nazwa szczytu jest zapewne starsza niż pierwsze dokładne zdjęcia kartograficzne z czasów C.K. Monarchii, można by się więc zasugerować, że imię tej góry powstało jednak po południowej stronie granicy... (góra znajdująca się we włości "Żupana"?)
Trzeba by się jednak sprawie dokładnie przyjrzeć ( a niestety chwilowo nie zdążę tego zrobić), żeby nie wyciągnąć z tego zbyt pochopnych wniosków, są bowiem nazwy miejscowe (np. wieś Żupanie w Bieszczadach Wschodnich), które występują po północnej (czyli należącej do przedrozbiorowej Rzeczpospolitej) stronie granicy (toponimy te mogły np. świadczyć o zasiedleniu danego terenu przez przybyszy z południa).