ďťż

Październikowe Karpaty Wschodnie

bigos - mój pamiętnik, wspomnienia, uczucia, przeżycia ...

W październiku miało być dalej i wyżej tzn. w planach miałem Góry Rodniańskie lub Marmaroskie. Niestety z kilu względów musiałem zrezygnować z Rumunii. Nie mogłem sobie darować Karpat Wschodnich, dlatego pojechałem blisko na Ukrainę. Pierwszego dnia padło na Krasiję. Nie jednokrotnie patrzyłem na tą górę z naszych Bieszczadów. Chciałem ją kiedyś odwiedzić i okazja się wreszcie nadarzyła. Żeby nie było nudno to nie poszedłem stokiem narciarskim z Wyszki, tylko ścieżką a potem na dziko z Kostrynskiej Roztoki. Tego dnia było trochę pochmurno i widoki niezbyt odległe. Z Krasiji zszedłem do Luty, gdzie bez problemu znalazłem nocleg u starszego małżeństwa.
Załącznik 26498Załącznik 26497Załącznik 26496


Kraszyn. Musisz spróbować zdobyć go zimą.
Jak trafisz to widoczki prima sort np takie jak były wówczas
http://forum.bieszczady.info.pl/show...ighlight=Ivana

Żeby nie było nudno to nie poszedłem stokiem narciarskim z Wyszki, tylko ścieżką a potem na dziko z Kostrynskiej Roztoki. Podoba mi się takie podejście, ścieżką albo i bez.
Nie trzymasz przypadkiem zdjęć na Pikasie? Przyjemniej obejrzeć zdjęcia na całym ekranie.
don Enrico: zimą bardzo chętnie, jeśli znajdzie się towarzystwo na skitury.

T.P.: jutro skończę relacje i podam link do picasy


Dzień drugi. Wstaję szybko i wychodzę jeszcze przed świtem. Najpierw muszę przejść prawie całą Lutę a jest to wieś długa, ponad 1000 numerów. Przed wyjściem dziadek przestrzega mnie przed łołkami (wilkami). Śmieje się w duchu, że na Ukrainie są wegetariańskie wilki i jedzą borówki, bo jeszcze nigdy nie widziałem tam nawet sarny. Na końcu Luty skręcam w boczną dolinę odchodzącą od doliny Lutanki i dochodzę do polanek nazwanych na mapach Lutką. Wreszcie jakieś urozmaicenie od marszu lasem. Kieruję się w stronę widocznej Przełęczy Niski, teraz będzie tylko pod górę. W oddali widać mój cel - Ostrą Horę. Gdyby była mgła z orientacją byłoby gorzej. Od Przełęczy Niski już sporo widoczków.
Potem Łysyna, Munczel, marsz to sama przyjemność...

Załącznik 26540Załącznik 26539Załącznik 26541

No i Ostra Hora z rozległymi widokami. Tam zalegam na dłużej i prawie zasypiam, spotykam najpierw psa a potem jego Pana, który zbiera zbieraczką do borówek jakieś porosty. Twierdzi, że to będzie lekarstwo.

Załącznik 26542Załącznik 26543Załącznik 26544Załącznik 26545Załącznik 26538

Pod Ostrą Horą pasie się sporo koni. Ja schodzę prosto w dół do miejscowości Perechrestny, potem "stopem" podjeżdżam kilka kilometrów. W Bukowcu znajduje nocleg, również u starszego małżeństwo. Zostaje bardzo dobrze przyjęty. Niesamowita jest gościnność ludzi z ukraińskich górskich wsi. Zapewne wielu forumowiczów o tym się przekonało na własnej skórze. Rozmawiamy trochę, żałuję nie znam lepiej ukraińskiego. Gospodarze mówią, że za ich życia Bukowiec jest już w czwartym państwie. Najpierw była Czechosłowacja, potem Węgry, Związek Radziecki no i Ukraina. Najlepiej wspominają czasy Sojuzu.
Dzień trzeci. Rano przymrozek, bezchmurne niebo, zapowiada się kolejny piękny dzień. Z Bukowca idę na Ruski Put, tam mam podjąć decyzję co dalej. Wiem, że najlepiej byłoby na Starostynę i w stronę Użoka, żeby w następny dzień było mi łatwiej dotrzeć do Ubli, ale już na przełęczy rezygnuje z tego pomysłu. Jestem tak blisko Pikuja, że musze iść wyrównać z nim porachunki. W 2002 i 2007 szczyt spowijały chmury, w 2008 coś się przejaśniało i dopiero teraz mogę napawać się wspaniałymi widokami od naszych Bieszczadów po Gorgany. Udało się za czwartym razem tak jak Joorgowi. Więcej przynudzał nie będę bo o Pikuju na forum było już mnóstwo razy. Natomiast tym razem mam problemy ze znalezieniem noclegu, w Szerbowcu chce mnie przyjąć tylko pijany chłop, który chce za to butelkę wódki. Zwiewam, pod pretekstem pójścia do sklepu po wódkę. Facet idzie za mną drogą i coś krzyczy. Udaje mi się go zgubić i między domami, po polach opuścić Szerbowiec. Nocleg znajduję dopiero w Żdeniewie, po przejściu kilku kilometrów przy świetle latarki.

Załącznik 26546Załącznik 26547Załącznik 26548Załącznik 26549

Dzień trzeci. Rano przymrozek, bezchmurne niebo, zapowiada się kolejny piękny dzień. Z Bukowca idę na Ruski Put, .... Jestem tak blisko Pikuja, że musze iść wyrównać z nim porachunki. W 2002 i 2007 szczyt spowijały chmury, w 2008 coś się przejaśniało i dopiero teraz mogę napawać się wspaniałymi widokami od naszych Bieszczadów po Gorgany. Udało się za czwartym razem ... Czytam i "wędruję" z Tobą i czekam na cd....pięknie
Krzysztof , cieszę się że TY też ...no za czwartym razem ale ,widocznie tam tak ma być ,mimo że mówi się ... "do trzech razy sztuka..".Myślę ,że jednak trzeba próbować do skutku...a zostanie to nam wynagrodzone.
A mnie nosi ...co by te widoki zobaczyć zimą , z Pikujowej góry.:-D i nie odpuszczę.
Pozdrawiam
ps. czy w Bukowcu nocowałeś pod numerem 6 ? i na pewno przechodziłeś obok numeru 134 ;)
Nie dawno wróciłem, ale też już mnie nosi, żeby na wschód uderzyć. Zimą też się kiedyś wybiorę. Byłem w marcu na skiturach, szedłem z Libuchory, ale zrezygnowałem z wejścia na Pikuj, zabrakło sił. O numerach napisze Ci PW.
Czytam dzień po dniu i widzę dzięki tej relacji że jeszcze wiele mam do odkrycia.
Przecież we wszystkich tych miejscach byłem, .... ale Ty pokazujesz inną perspektywę.
Dzień czwarty. W Żdeniewie nocuje w domu prywatnym a przecież tam jest spora baza hotelowa. Szkoda tylko, że na tamtejsze hotele stać głównie mieszkańców Kijowa, Doniecka, Moskwy. Na nowy dzień planuje jakieś krótkie przejście. Decyduje się na Wysoki Kamień nad miejscowością Pidpolozia (Podpołowce). Podejście jest krótkie, ale bardzo strome. Z lasu pod szczytem wybiórcze widoki.

Załącznik 26597Załącznik 26598

Następnie jadę do Niżnych Worot. W oczekiwaniu na autobus relacji Miżgiria - Użgorod obserwuję pracę posterunku DAI. Tatmtejsza policja zatrzymuje głównie tiry. Droga z Niżnych Worot na południe prowadzi malowniczą doliną Latoricy. Na stromych lesistych zboczach widać apogeum jesiennych kolorów, pod Pikujem i Ostrą dominował już brąz. Nie chce już mi się zwiedzać Użgorodu, jadę do Małego Bereznego. Tam obowiązkowy zakup krówek i po raz pierwszy trufli, które okazują się wyśmienite. Szybko przekraczam granicę i po 3 godzinach jazdy samochodem docieram do rodzinnego Rymanowa. Niestety to już koniec. Szybko minęły cztery wspaniałe dni. Do następnego razu.

Więcej fotek z wyjazdu jest tu: https://picasaweb.google.com/1156010...kraina24102710
Bardzo ciekwa relacja. Dziękuję
Podziwiam i jestem pod wrażeniem - zwłaszcza wyjazu solo.
Znowu zostałem zaszcepiony żeby TAM szybko wrócić.
Dzięki za miłe słowo. To nie pierwszy mój samotny wyjazd na Ukrainę, więc jestem już przyzwyczajony. Za kilka dni znowu jadę.
znaczy kolejna relecja będzie :)
przeczytałem i też mnie nosi (chyba wiekszość tak ma)
dzięki

znaczy kolejna relecja będzie :) Jak będzie o czym pisać to tak:-D
  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • brytfanna.keep.pl