bigos - mój pamiętnik, wspomnienia, uczucia, przeżycia ...
I sta³o siê. Jadê w Biesy.
Wyprawa niezwyk³a pod co najmniej dwoma wzglêdami:
Primo - po raz pierwszy od lat jadê sam. Poprzednie wizyty by³y raczej grupowe i stacjonarne, wiêc zazwyczaj trzeba by³o liczyæ siê z preferencjami i kondycj± grupy, ale teraz... hulaj dusza!
Drugie primo - postanowi³em odbyæ podró¿ sentymentaln±, szlakiem wêdrówki sprzed 21 lat. Wyprawa o tyle warta uczczenia, ¿e w³a¶nie wtedy zosta³em zainfekowany owym nieuleczalnym wirusem na "B".
W planach nie ma oryginalnych tras ani wyczynów. Bo i planów brak. Ogólne za³o¿enie jest takie, by oderwaæ swoje prawie 40 lat i blisko 100 kilo od biurka. Na 8 dni.
A, i umawiamy siê - 21 rocznica jest okr±g³a, jasne?!
Czwartek, 5 pa¼dziernika
Formalnie urlop zaczynam jutro, ale zamierzam wyruszyæ ju¿ dzi¶ o 14, poci±giem z Warszawy do Rzeszowa. Przychodzê do pracy z plecakiem i w stroju maskuj±cym. Korzy¶æ jest taka, ¿e mój szef obrzuca mnie podejrzliwymi spojrzeniami i obchodzi du¿ym ³ukiem. W pracy jak zwykle m³yn, wiêc zrezygnowany zaczynam sprawdzaæ nocne po³±czenia. Jednak o 13.30 koledzy wsadzaj± mnie - razem z futryn± - do windy, ¿ycz±c udanego urlopu.
Wskakujê do poci±gu, który po chwili rusza na po³udnie. Ale co tak bêdê siedzia³ w przedziale? Ruszam do Warsu oblaæ pocz±tek wyprawy nielegalnym piwem. Podobnie jak 20 innych przestêpców s±czê sobie Tyskie i gapiê siê przez okno. Dwa stoliki dalej facet w garniturze do¶æ g³o¶no rozmawia przez komórkê. Najpierw miesza z b³otem firmê X, która go wyrolowa³a, a potem zdradza, ¿e sam chce wyrolowaæ firmê Y. Znam obie, s± z mojej bran¿y. I wyjed¼ tu na wakacje...
W Rzeszowie wysiadam o 19 i ruszam na dworzec PKS. Jako jeden z ostatnich pasa¿erów wciskam siê w autobus do Ustrzyk o 20. ¦ci¶niêty jak ¶led¼ w beczce z braku lepszych zajêæ gapiê siê bezmy¶lnie w okno, za którym i tak nic nie widaæ. Niez³y pocz±tek wyprawy... Po jakiej¶ godzinie pasa¿erów nieznacznie ubywa. Do¶wiadczam „efektu kozy”, bo gdy robi siê lu¼no na tyle, ¿e mogê zdj±æ polar, jestem niemal szczê¶liwy. A euforia ogarnia mnie, gdy zwalnia siê wreszcie jakie¶ miejsce siedz±ce. Po 23 wysiadam w Lesku, które wita mnie gêst± mg³± poprzetykan± nieprzeniknion± ciemno¶ci±. Z dworca dziarsko maszerujê do schroniska PTSM. Maszerujê i maszerujê. I jeszcze trochê maszerujê. Gdy mijam tablicê z napisem „Lesko”, dociera do mnie, ¿e chyba maszerowa³em ciut za d³ugo. Zawracam wiêc i ka¿dy napotkany drogowskaz studiujê uwa¿nie w ¶wietle zapalniczki. Wreszcie znajdujê ten w³a¶ciwy i bez przeszkód docieram do budynku. Na progu spotykam parê w ¶rednim wieku w strojach wieczorowych. Wygl±daj± trochê groteskowo w tym miejscu, ale mówiê grzecznie „Dobry wieczór” i wchodzê do recepcji. Pani recepcjonistka osza³amia b³yszcz±c± kreacj±, kompletem bi¿uterii i odwa¿nym makija¿em. Sporo siê zmieni³o w PTSM-ach przez te 20 lat...
Gdy dope³niam formalno¶ci meldunkowych w recepcji pojawia siê sympatyczny pan kierownik, który wyja¶nia, ¿e maj± zlot dyrektorów schronisk i akurat trwa bankiet. No to dziêki Bogu... Za spanko (sam w 3-osobowym pokoju) p³acê 14 z³. Pani przeprasza, ¿e maj± remont czê¶ci budynku, w której znajduj± siê toalety i kuchnia, wiêc warunki s± partyzanckie. Faktycznie pod prysznicami natykam siê ha³dy piachu, ale nic to, Ba¶ka. Schludne pokoiki i sympatyczna obs³uga rekompensuj± niedogodno¶ci.
W pokoju rozpakowujê plecak i konstatujê dwie nieprzyjemne rzeczy. Po pierwsze zapomnia³em wzi±æ myd³a. Ale o c±¿kach do paznokci to pamiêta³em, tak?! Grrr... Trudno, trzeba siê bêdzie dzi¶ wypluskaæ w szamponie. Drugi problem jest powa¿niejszy – po wewnêtrznej stronie buta dostrzegam 3-centymetrowe rozdarcie materia³u tu¿ nad podeszw±. Sze¶cioletnie alpinusy swoje ju¿ przesz³y i mia³y prawo odmówiæ pos³uszeñstwa, ale dlaczego akurat teraz?! Tu¿ przed wyjazdem impregnowa³em buty i na pewno by³y ca³e. Kurrrde... Oby wytrzyma³y te kilka dni.
Idê spaæ.
CDN
Zapowiada siê nie¼le... Lubiê takie "wariackie" wyprawy! :grin:
Bardzo ciekawy pocz±tek wyprawy, czekam niecierpliwie na dalsz± czê¶æ relacji. :razz:
Wiadomo! czekamy na dalsze relacje....
Pi±tek, 6 pa¼dziernika
Ze schroniska wychodzê po 9. W recepcji pusto. Obs³uga pewnie jeszcze odsypia wczorajszy bal, wiêc zostawiam klucz w drzwiach i zmierzam ku dworcowi PKS. Opcje dalszej podró¿y s± trzy - Ustrzyki Dolne, Górne albo Cisna. Jako pierwszy podje¿d¿a autobus do Ustrzyk Górnych. Los tak chcia³. Przez szybê ogl±dam miejscowo¶ci o dobrze znanych nazwach, a po dwóch godzinach wysiadam w centrum Ustrzyk. Wstêpujê do sklepu po myd³o i film do aparatu. Starsi powinni pamiêtaæ – niegdy¶ obrazy utrwala³o siê na takiej ¶miesznej kliszy. Takowa pasuje akurat do mojej lustrzanki, zabytkowej Mamiyi, która wa¿y ze 2 kilo. Wiedziony sentymentem postanawiam zakotwiczyæ siê w „Kremenarosie”. Przed schroniskiem spotykam kierownika (w³a¶ciciela?), który prowadzi mnie „na ganek”, czyli do pokoju wydzielonego z barowej werandy. Warunki bardziej ni¿ spartañskie, za to nocleg tylko 15 z³otych. Zrzucam wór i idê na rekonesans po Ustrzykach. Nostalgicznym spojrzeniem obrzucam mijany „Pulpit”, pod którym zaros³a wymalowana niegdy¶ dla mnie „koperta”. Obecne „Wilcze Echa” s± zamkniête na trzy spusty, ale nad daszkiem wisi szyld „Noclegi”. Zagl±dam do Lacha (knajpa „U Rze¼biarza”), zwabiony dobiegaj±c± z g³o¶ników muzyk± The Ukrainians. W ogródku pusto, a wewn±trz pani barmanka ze ³zami w oczach ogl±da brazylijsk± telenowelê. Przerywam jej seans w momencie, gdy bohaterka dramatycznym g³osem krzyczy do rywalki: „Chcia³a¶ mi zabraæ Omara!”. Zamawiam pierwszy bieszczadzki kufel Le¿ajska i dojadam podró¿ne kanapki, po czym ruszam na aklimatyzacyjny spacer. W drodze na Wo³osate zbaczam w las i przez parê godzin b³±kam siê w absolutnej samotno¶ci po zaro¶niêtych ¶cie¿kach, nasi±kaj±c s³oñcem, kolorami i b³otem. Wracam do UG od strony Rawek i logujê siê w „Kremenarosie”. Ogl±dam buty – rozdarcie nie powiêkszy³o siê, co nape³nia mnie optymizmem. Za to przemoczone buty zafarbowa³y moje stopy na piêkny ciemnozielony kolor, przez co wygl±dam jak hobbit. Gdy zagl±dam do ³azienki, stajê jak wryty z dziobem „na open”. Od 1985 roku zmieni³ siê system, moda i waluta, pada³y rz±dy, koncerny i deszcze meteorów, ale syf w kremenarosowych sanitariatach pozosta³ niezmienny. Ple¶ñ na suficie, poobt³ukiwane kafelki i brodziki, zardzewia³e krany i prysznice, grzybicê mo¿na z³apaæ od samego patrzenia... Wychodz±c stamt±d po k±pieli mam wra¿enie, ¿e jestem bardziej brudny, ni¿ w momencie wej¶cia.
Z pobudek zapewne masochistycznych postanawiam sprawdziæ tutejsz± kuchniê. Zamawiam placek po bieszczadzku. Jest ca³kiem OK, porcja solidna, wiêc na jego eksterminacjê po¶wiêcam prawie godzinê. W trakcie konsumpcji podchodzi do mnie kole¶ oko³o 30-tki. S³awek dosta³ ³ó¿ko w tym samym pokoju, wiêc dajê mu klucz. Potem idziemy oblaæ spotkanie do Lacha na piwo. Lokal pamiêtam z czasów, gdy gospodarz rezydowa³ jedynie w ma³ej chatynce z szyldem „Twórca ludowy”, który kto¶ przerobi³ na „Stwórca lodówy”. W ramach hucznego oblewania spotkania S³awek wypija ma³e piwo („zasadniczo jestem niepij±cy”), za to raczy mnie pikantnymi historiami ze swojego burzliwego ¿ycia erotycznego. Wracamy do „Kremenarosa” oko³o pó³nocy. Jutro S³awek wybiera siê na Rawki, ja planujê zdobyæ Tarnicê.
Dobranoc.
Klisza jest super nawet dzisiaj- tylko ¿e nieco kosztowne to to, ale rado¶æ nieziemksa. Ci co mnie widzieli w akcji wiedz± ¿e klisza daje sporo rado¶ci..... Tylko trze¼wym trzeba byæ- co by ostro¶æ w analogu by³a :) Choæ jak kto mia³ wciête- to i obraz zamazany na pami±tkê zostaje....
Ciekawe czy Twoja podró¿ wniesie co¶ do innego w±tku, w którym nieco mnie ponagla³e¶..... choæ nie spodziewam siê ¿eby to by³o po dzisiejszej nocy rotfl
Hej:D
Mniamu¶ne opowiadanko:D Dalej, dalej...:)
Tylko trze¼wym trzeba byæ- co by ostro¶æ w analogu by³a :) Racja, w takich sytuacjach wzdycham za autofocusem :lol:
Ciekawe czy Twoja podró¿ wniesie co¶ do innego w±tku, w którym nieco mnie ponagla³e¶..... Tu Ciê rozczarujê... "Ten w±tek" zosta³ w Warszawie :-D
Klisza jest super nawet dzisiaj- tylko ¿e nieco kosztowne to to, ale rado¶æ nieziemksa. Nooooo....a nocka nad powiêkszalnikiem, to dopiero cymes:D I czarne ³apska od hydrochinonów, siarczynów, dwuchromianów itp smakowito¶ci:D
Racja, w takich sytuacjach wzdycham za autofocusem A ja w analogu mam af, i jako¶ nic to nie wnosi do ostro¶ci. Chyba sobie zrobiê alkoholowy opis ostro¶ci 1m 1,5m 2m itd - zupe³nie jak Zenitach.
Sobota, 7 pa¼dziernika
Rano okazuje siê, ¿e niesprawiedliwie oceni³em S³awka – to nastojaszczij wyrypiarz. Nie do¶æ, ¿e nie mia³ ¶piwora i spa³ bez po¶cieli wprost pod kremenarosow± ko³dr±, to przyjecha³ w Biesy z torb± podró¿n± i w adidasach. Ku memu zaskoczeniu, recepcja skroi³a go a¿ na 20 z³ za nocleg. Przy ¶niadaniu zgodnie narzekamy na wszechobecny syf i postanawiamy po po³udniu zmieniæ „miejsce sta³ej dyslokacji” – ja na Wetlinê, S³awek na inny lokal w UG. Z ulg± dostrzegam, ¿e ze swej przepastnej torby mój kolega dobywa ma³y plecak, z którym zamierza wypu¶ciæ siê na Rawki. ¯egnamy siê przed schroniskiem i rozchodzimy w swoje strony – ja na czerwony szlak, on na niebieski.
Sto metrów dalej natykam siê na radosn± ekipê kilkunastu wspó³spaczy, z których czê¶æ kojarzê ze spotkañ w ³azience lub na papierosie. ¦rednia wieku ko³o 50-tki, stroje mocno kurortowe, zapa³ bojowy. Niestety oni te¿ mnie rozpoznaj± i ha³a¶liwie anektuj± do zespo³u. Równie¿ wybieraj± siê na Tarnicê. Co chwilê strzelaj± otwierane puszki piwa, kto¶ intonuje pie¶ñ patriotyczn±. Luvly... Zanim docieramy do centrum UG, mam ich ju¿ do¶æ. Przy kasie BdPN korzystam z okazji i urywam siê po pretekstem umówionego spotkania z piêkn± kobiet±. Oczywi¶cie spotykam siê z pe³nym zrozumieniem, zyskuj±c przy okazji opiniê „bieszczadzkiego maczo”. Nawet nie mam wyrzutów sumienia z powodu k³amstwa – w koñcu to taka metafora: Tarnica jest rodzaju ¿eñskiego i – jako taka – wymaga zdobycia.
Zanim mozolnie wdrapiê siê na Szeroki Wierch, spotkam mnóstwo takich „teamów”. W koñcu jest sobota, wiêc na szlaku spory ruch. Szacunek mój budzi nobliwe ma³¿eñstwo ko³o 70-tki, z którym rozmawiam chwilê pod Tarniczk±. Uwagê zwraca strój pana – spodnie od garnituru wpuszczone w skarpetki, a na stopach lakierki. Pañstwo zastanawiaj± siê, czy nie wracaæ, bo s± ju¿ do¶æ zmêczeni. ¯egnamy siê, a oni jeszcze nie podjêli decyzji.
Na grzbiecie lodowate podmuchy przenikaj± mnie do szpiku ko¶ci. Polar nie chroni przed wiatrem, wiêc wyci±gam z plecaka moj± tajn± broñ – wojskow± pelerynê. Gdy próbujê j± za³o¿yæ na porywistych podmuchach, o ma³o nie odlatujê na Ukrainê. Mam wra¿enie, ¿e wygl±dam jak skrzy¿owanie coppolowego Draculi z czotowym Hrynia. Czyli malowniczo. Choæ nie¿yczliwi mogliby powiedzieæ „g³upkowato”. Ale robi mi siê znacznie cieplej. Na Prze³êczy Krygowskiego odpoczywam d³u¿sz± chwilê w towarzystwie ca³kiem sporego t³umu. Jest w¶ród nich m³ode ma³¿eñstwo z 3-, 4-miesiêcznym niemowlakiem. No sorry, ale za cholerê nie zrozumiem takich rodziców. M³ody ledwo otworzy³ oczy i ju¿ jest wystawiany na kaprysy surowej aury, a starzy w³a¶ciwie nie s± w stanie robiæ nic innego, ni¿ uwa¿aæ, ¿eby dziecku nie sta³a siê jaka¶ krzywda. Niby kto ma skorzystaæ na takich eskapadach? Chyba tylko te zastêpy innych wêdrowców, którzy z egzaltacj± rozczulaj± siê nad „m³odym podró¿nikiem”... Ech, marno¶æ nad marno¶ciami...
Na Tarnicy spotykam grupê m³odzie¿y z przewodnikiem. Tym ostatnim jest ³adna, drobna blondynka w okularach, z b³êkitnym plecakiem ozdobionym naszywk± „Przewodnik bieszczadzki”. Zastanawiam siê, czy to czasem nie Lucyna. W zasadzie móg³bym po prostu podej¶æ i zapytaæ, ale... ekhm... nigdy nie mia³em ¶mia³o¶ci do kobiet. Wyjmujê aparat i rozgl±dam siê w poszukiwaniu kogo¶, kto zrobi³by mi pami±tkow± fotkê. Swoje ofiary wybieram zazwyczaj spo¶ród ludzi, którzy maj± bardziej skomplikowany sprzêt fotograficzny. Wychodzê z za³o¿enia, ¿e komu¶ takiemu nie trzeba t³umaczyæ podstawowych zasad pos³ugiwania siê zoomem czy rêcznego ustawiania ostro¶ci. Jak siê okaza³o tydzieñ pó¼niej, dobra dusza, która uwieczni³a mnie na Tarnicy, obciê³a mnie w pasie i mi³o¶ciwie zagarnê³a do kadru prawie wszystkich wspó³zdobywców.
Schodzê na prze³êcz i tu nastêpuje trudny moment decyzji. Wariant optymistyczny zak³ada³ dalsze przej¶cie przez Bukowe Berdo do Wide³ek. Z jednej wszelako strony jest ju¿ po 15, wiêc do UG wraca³bym po zmroku, a poza tym – szczerze mówi±c – czujê ju¿ w miê¶niach dotychczasow± trasê. Rozwa¿ywszy wszystkie „za” i „przeciw” decydujê siê wracaæ przez Wo³osate. Schodzê wiêc do centrum wsi, wypijam pokrzepiaj±ce piwko pod sklepem, zapalam drugiego tego dnia papierosa (co skutkuje atakiem kaszlu) i ruszam asfaltówk± w stronê Ustrzyk. Gdy widzê kierowców próbuj±cych rozpaczliwym slalomem omijaæ dziury w jezdni, rezygnujê z ³apania „stopa” i do „Kremenarosa” wracam o zmierzchu.
W pokoju spotykam S³awka. Wróci³ z trasy du¿o wcze¶niej, ale nie znalaz³ w UG ¿adnego innego wolnego miejsca na nocleg. Ja równie¿ nie mam si³ ani ochoty t³uc siê do Wetliny o tej porze, wiêc zgodnie decydujemy siê na kolejn± noc w schronisku. Idziemy do baru uregulowaæ nale¿no¶æ i wzi±æ po¶ciel dla S³awka. Przy okazji wypijamy – statystycznie – po 3 piwka. S³awek – jak zwykle – jedno ma³e. Wchodz± moi poranni znajomi, którym urwa³em siê pod pozorem randki. Pytaj± konfidencjonalnie, jak mi posz³o spotkanie z kobiet±. Zgodnie z prawd± odpowiadam, ¿e mi uleg³a, co zostaje skwitowane radosnym rykiem i aprobuj±cym klepaniem po plecach. Pojawia siê te¿ owo starsze ma³¿eñstwo, które spotka³em pod Tarniczk±. Pan „lakierkowy” przyznaje, ¿e ostatecznie zawrócili przed sam± Tarnic±. „Ale wie pan, ja mam 73 lata...” Szacunek do kwadratu.
Zasypiam ok. 20, natychmiast po wsuniêciu siê do ¶piwora. Ale b³ogi sen nie trwa d³ugo. O 22 moja ³y¿eczka zostawiona w blaszanym kubku zaczyna miarowo podzwaniaæ. Za ¶cian± z dykty rozpoczyna siê dyskoteka. Prawie nie s³yszê S³awka, który rzuca przekleñstwa z drugiego koñca pokoju. Ale OK, jest sobota, ludzie siê bawi±. Wyrozumia³o¶ci wystarcza mi do 3 nad ranem. Z zaci¶niêtymi zêbami wbijam siê w spodnie i idê do baru, w którym dorzyna siê z 5 osób. Grzecznie mówiê, ¿e za ¶cian± próbuj± spaæ ludzie, którzy zap³acili za nocleg. Mistrz ceremonii bez s³ów, za to z kwa¶n± min± ¶cisza sprzêt. Wychodz±c czujê na plecach wrogie spojrzenia. W pokoju starannie przekrêcam klucz od ¶rodka i ledwo dowlekam siê do wyra.
Sobota, 7 pa¼dziernika
Na Tarnicy spotykam grupê m³odzie¿y z przewodnikiem. Tym ostatnim jest ³adna, drobna blondynka w okularach, z b³êkitnym plecakiem ozdobionym naszywk± „Przewodnik bieszczadzki”. Zastanawiam siê, czy to czasem nie Lucyna. S±dz±c z Twojego opisu to nie by³a Lucyna. Oprócz koloru w³osów, okularów i prawdopodobnie koloru plecaka reszta pasuje jak ula³.:wink: :grin:
Fajna relacja. Czekam na resztê
Pozdrawiam
:D
Wiedzia³em, ¿e samotne wyprawy s± najlepsze :D Kontynuujcie obywatelu, kontynuujcie:D
A co do rodziców z maleñstwem - mo¿e poprzez wywo³anie serii niemi³ych doznañ próbuja zohydziæ dzieciakowi góry pomni swych udrêk na szlakach?:P
Ech, Marcowy.... Jak tak czytam, to sama mam ochotê na tak± samotn± w³óczêgê, jako to drzewiej bywa³o.... bardzo, bardzo ciekawe.. :D
Dalej, dalej ... :razz:
sama mam ochotê na tak± samotn± w³óczêgê, jako to drzewiej bywa³o... To wór na grzbiet i w nogi:D
Niedziela, 8 pa¼dziernika
Budzê siê z piaskiem pod powiekami, a razem ze mn± budzi siê jeden imperatyw: „jak najszybciej wypier...æ z Kremenarosa!”. W drodze do ³azienki spotykam wczorajszych imprezowiczów. Przez chwilê mierzymy siê wrogimi spojrzeniami. Odzywaj± siê pierwsi – przepraszaj± za nocne ha³asy. Gadamy trochê i rozstajemy siê w zgodzie. Przy ¶niadaniu zastanawiamy siê ze S³awkiem, co dalej. Mój towarzysz ponownie chce wyruszyæ na poszukiwanie noclegu w UG – jest niedziela i bêdzie mu ³atwiej co¶ znale¼æ – a potem wybraæ siê na Tarnicê. Ja zamierzam przenie¶æ siê do Wetliny. Pierwotnie chcia³em przej¶æ ambitnie z worem przez Caryñsk± i z³apaæ jaki¶ transport z Berehów, ale nieprzespana noc i trochê obola³e miê¶nie wybijaj± mi to z g³owy. Postanawiam zawie¼æ plecak do Wetliny, a potem poszwendaæ siê po okolicy. Zbieramy graty, wynosimy siê z „ganku” i rozstajemy w centrum UG. Robiê jakie¶ zakupy i zaczynam rozgl±daæ siê za transportem.
Nie wygl±da to najlepiej. O PKS-ie mo¿na zapomnieæ, busy je¿d¿± jak raz do Wo³osatego, kierowcy osobówek na widok plecaka przy¶pieszaj±. Po dwóch godzinach bezskutecznego polowania podejmujê jedynie s³uszn± decyzjê – idê na piwo do Lacha. A nawet na dwa piwa. Ok. 13 wyruszam ponownie na centralny ustrzycki placyk i... natychmiast ³apiê busa do Wetliny. Bo piwo zawsze pomaga. Pó³ godziny pó¼niej wysiadam przy PTSM-ie. Akurat tutaj 21 lat temu zatrzymali¶my siê ca³± ekip±, a po g³owie ko³acze mi siê zas³yszana gdzie¶ informacja, ¿e to schronisko – choæ niby sezonowe – ma te¿ miejsca noclegowe dostêpne przez ca³y rok. Ale nie mogê tego sprawdziæ, bo szko³a zamkniêta na g³ucho. Dzwoniê, pukam, obchodzê budynek dooko³a. Na parkingu stoi kilka samochodów, ale PTSM wygl±da na martwy. Tu¿ przy drodze widzê strza³kê do schroniska PTTK i natychmiast dostajê gêsiej skórki na wspomnienie „Kremenarosa”. Pewnym krokiem ruszam do Piotrowej Polany. Ale tu sytuacja niemal identyczna. Domki zamkniête, pensjonat tak¿e, parê aut na parkingu. Ze Starego Sio³a wracam do centrum. Skuszony zachêcaj±cym szyldem „Spanko dla ³azików” wspinam siê pod górê i podchodzê do starego domku. Wygl±da klimatycznie. Wchodzê do ¶rodka i od progu uderza mnie zapaszek stêchlizny. Robiê w ty³ zwrot i uciekam, nie spotykaj±c nikogo. Mo¿e co¶ straci³em, ale znów dopad³y mnie upiory „Kremenarosa”. Chyba po powrocie bêdê musia³ przej¶æ jak±¶ terapiê. Nieco ni¿ej pukam do willi ozdobionej tablic± „noclegi”. Otwiera mi 14-letni ch³opczyk. Pytam o miejsce, ale w odpowiedzi s³yszê: „Pojedynczo nie przyjmujemy”. „U Rumcajsa” te¿ zamkniête. Koniec sezonu staje siê coraz bole¶niej odczuwalny. Z rezygnacj± drepczê do schroniska PTTK.
I tu zaskoczenie. Fajne wnêtrze baru, mi³a obs³uga, wolne miejsca. Proszê o pokazanie wspólnej ³azienki. I znów szok. ¦wiat³o w³±czaj± czujki ruchu, w kranach dozowniki wody, z pod³ogi mo¿na je¶æ. W ¿yciu bym nie pomy¶la³, ¿e zapach Domestosa mo¿e byæ tak przyjemny. Pokoje czyste i schludne, ³ó¿ko w dwójce kosztuje 25 z³. P³acê za dwie noce i z ulg± zrzucam plecak. Dzia³a centralne ogrzewanie, wiêc jest przyjemnie ciep³o. Podczas pó³godzinnej sesji pod prysznicem zastanawiam siê, co robiæ. Zrobi³a siê godz. 17, wiêc na trasê ju¿ za pó¼no, postanawiam wiêc robiæ nic. W koñcu jest niedziela.
Idê zakosztowaæ klimatu polecanej „Bazy ludzi z mg³y”. Na miejscu okazuje siê, ¿e jestem jedynym klientem. I jak tu poczuæ klimat? Wypijam samotne piwko. Zmierzcha siê, wiêc wracam do schroniska.
Id±c poboczem widzê przed sob± miejscowego menela... sorry, zakapiora. Wlecze siê wolno na mocno chwiejnych nogach. Gdy s³yszy za plecami moje kroki, odwraca siê nagle, staje i patrzy gro¼nie spode ³ba. Zarost ma co prawda krótszy od mojego, ale mam wra¿enie, ¿e piwem wali od niego trochê mocniej.
- Dzieñ dobry – rzuca chrapliwie.
- Dzieñ dobry – odpowiadam niepewnie.
Facetowi twarz ³agodnieje.
- Bo my tu mamy taki zwyczaj, ¿e siê witamy – wyja¶nia ³askawie. – Tu nie Zakopane.
Zapewniam, ¿e wiem o tym doskonale i ruszamy ka¿dy w swoj± stronê. W schronisku wypijam ostatnie piwko na tarasie i ok. 20 ju¿ smacznie chrapiê.
Heheh fajna trasa.... zupe³nie jak bym zwiedza³ z Bertrandem.... tu piwko, tam knajpa :) Czasem tak te¿ trzeba!
Heheh fajna trasa.... zupe³nie jak bym zwiedza³ z Bertrandem.... tu piwko, tam knajpa :) Czasem tak te¿ trzeba! No Barnaba teraz przegi±³e¶ naprawdê!!! :twisted: Po raz pierwszy od Twojego pierwszego postu na tym Forum.:twisted: Kiedy tak razem zwiedzalismy Bieszczad? I owszem, ja piwko przed wej¶ciem na szlak i po zej¶ciu ze szlaku razem, ale ¿eby bez szlaku??? Pomyli³e¶ chiba towarzystwo:wink:
Gdy zagl±dam do ³azienki, stajê jak wryty z dziobem „na open”. Od 1985 roku zmieni³ siê system, moda i waluta, pada³y rz±dy, koncerny i deszcze meteorów, ale syf w kremenarosowych sanitariatach pozosta³ niezmienny. Ple¶ñ na suficie, poobt³ukiwane kafelki i brodziki, zardzewia³e krany i prysznice, grzybicê mo¿na z³apaæ od samego patrzenia... Eeee tam - ja lubiê to schronisko. Ale nigdy nie mówi³em ze jestem normalny :razz:
Z uwielbieniem obserwujê reakcje ludzi wchodz±cych do tej ³azienki. Bawiê siê przy tym setnie. Na szczê¶cie dzieki takiemu wygladowi raczej nie ma tam kolejek pod prysznic :-) No mo¿e w sezonie.
Jak widaæ taki stan rzeczy ma te¿ swoje plusy.
Bo piwo zawsze pomaga. O, ¶wiête s³owa !!!! :lol:
Poniedzia³ek, 9 pa¼dziernika
Budzê siê o 5 rano. Na schroniskowym termometrze zero stopni. Po ¶niadaniu wyruszam ¿ó³tym szlakiem na Wetliñsk±. Mijam zamkniêt± budkê BdPN (4 z³ do przodu!) i rozpoczynam wspinaczkê na Prze³êcz Or³owicza.
Jest piêknie, rze¶ko, s³onecznie, kolorowo i cicho. By³oby absolutnie cicho, gdyby nie moje rzê¿enie z p³uc i dudnienie z obu przedsionków. Gdzie¶ w po³owie drogi - gdy ju¿ muszê robiæ postoje co 100 metrów, by z³apaæ oddech - dopadaj± mnie natrêtne my¶li w stylu: „co ja, k..., tutaj robiê?!” albo „po ch... siê tak mêczê?!”. Oczywi¶cie w my¶lach nie u¿ywam kropek. Ale gdy wychodzê nad liniê lasu, dostajê natychmiastow± i zadowalaj±c± odpowied¼. Krystaliczne powietrze, w dali widoczna Tarnica, w dolinach resztki mgie³, na po³oninie nikogo. Po to tu jestem.
Na prze³êczy odpoczywam d³u¿sz± chwilê i po raz pierwszy podczas tej wyprawy wyci±gam mapê. Dopiero teraz zauwa¿am denerwuj±cy feler mojego Copernicusa – ¶cie¿ki s± zaznaczone tym samym kolorem i t± sam± kresk± co poziomice. Masakra dla oczu. Nie daj Bo¿e czytaæ toto w ¶wietle latarki. Ale póki co mamy piêkny poranek, wiêc ruszam dalej.
Pierwsz± ¿yw± istotê spotykam na Osadzkim. Sympatyczny kole¿ka rozsiad³szy siê na ska³kach popija w zamy¶leniu piwo. Przysiadam siê i zaczynamy rozmawiaæ. Jest nauczycielem ze Stalowej Woli, przyjecha³ samochodem w nocy i wieczorem wraca. Widaæ, ¿e górski wirus dopad³ go stosunkowo niedawno, bo chciwie wypytuje o Bieszczady i nie tylko. Opowiadam mu o swoim lipcowym wypadzie w Karkonosze, a on nieoczekiwanie zapala siê do podró¿y w tamten rejon. Proponuje mi piwo, ale – jak dla mnie – na piwko jest za wcze¶nie. Siêgam do swojego plecaka po piersiówkê z „gorzk±”. Noszê j± od samego pocz±tku pobytu w Biesach, ale dotychczas jako¶ nie by³o okazji napocz±æ.
Na marginesie – kupiona eksperymentalnie na wyjazd wódeczka okazuje siê niezwykle zacna. Pewnie niektórzy kojarz± „Polsk±” z Polmosu w Zielonej Górze. W identycznych butelkach ten sam producent wypu¶ci³ ostatnio „Gorzk±”, a w³a¶ciwie s³odko-gorzk± wódkê o mocno korzennym aromacie. Miodzio! Klasyczna „gorzka ¿o³±dkowa” siê nie umywa.
Ale do¶æ o tem. Kolega idzie na Smerek, wiêc wkrótce siê ¿egnamy i ruszamy ka¿dy w swoj± stronê. Zbli¿a siê po³udnie i na po³oninie siê zagêszcza. Przy „Chatce Puchatka” zebra³ siê ju¿ ca³kiem spory t³umek. By odpocz±æ i zje¶æ kanapki dosiadam siê do trzech dam w wieku... ekhm... s³usznym. S± sympatyczne, porz±dnie wyekwipowane i nader rozmowne. Przyjecha³y z Wybrze¿a, a do Chatki wspiê³y siê g³ównie po to, ¿eby przekazaæ Lutkowi Piñczukowi pozdrowienia od swojej kole¿anki. Chcê to zobaczyæ, wiêc wchodzê za nimi do schroniska. Podchodzimy do barowego okienka, w którym urzêduje gospodarz. Jedna z pañ pyta nie¶mia³o:
- Czy zasta³y¶my pana Lutka?
- Owszem, to ja.
W odpowiedzi s³yszy pisk rado¶ci.
- Mamy dla pana pozdrowienia od takiej to a takiej. Pamiêta pan? Tej z Gdañska.
Lutek oczywi¶cie „pamiêta” i prosi re-pozdrowiæ. Panie wychodz± zachwycone. Ju¿ na zewn±trz z wypiekami na twarzach dziel± siê wra¿eniami ze spotkania ze s³ynnym zakapiorem.
- My¶li pan, ¿e chcia³by zrobiæ sobie z nami zdjêcie? – pytaj± mnie.
Zapewniam, ¿e Lutek na pewno o niczym innym nie marzy. Sielankê na tarasie przerywa wej¶cie stuosobowej wycieczki nastolatków. Nastrój pryska, wiêc postanawiam siê ewakuowaæ. ¯egnam siê z paniami i ruszam w stronê Berehów. Schodz±c w dó³ mijam kilka zziajanych grup w strojach niedzielnych, które najwyra¼niej postanowi³y zrobiæ sobie relaksuj±cy spacerek do schroniska. W oczach maj± moje poranne pytania.
Na krzy¿ówce w Berehach pusto. Chce mi siê piæ, wiêc idê do sklepu. Naprzeciwko widzê starsz± kobietê w laczkach, która na mój widok zawraca. Po chwili wyprzedzam j± i docieram do budki. Zamkniêta na trzy spusty. Markotniejê, ale zza pleców s³yszê g³os: „Otwarte, otwarte!” Oczywi¶cie kobiet± w kapciach by³a pani sprzedawczyni. Z butelk± coli wracam na skrzy¿owanie, zapalam papierosa i siadam na metalowej barierce w oczekiwaniu na transport do Wetliny. Po przeciwnej stronie drogi m³oda dziewczyna z kasy BdPN-u próbuje u¶piæ w wózku mniej wiêcej rocznego ch³opczyka. M³ody d³u¿sz± chwilê marudzi, ale wreszcie pada. Jego mama siada po przeciwnej stronie jezdni i te¿ wyci±ga papierosy. I tak sobie bez s³ów siedzimy, dymi±c i u¶miechaj±c siê do siebie. Samochody przeje¿d¿aj± sporadycznie, a kierowcy tradycyjnie nie reaguj± na moje machanie. Wreszcie po godzinie od strony Wetliny podje¿d¿a bus. Wysiada kilka osób, a szofer zawraca i wy³±cza silnik na poboczu. Podchodzê i pytam, czy jedzie do Wetliny. Kierowca potakuje, ale oczywi¶cie musimy jeszcze poczekaæ na jakich¶ pasa¿erów. No to czekamy. Gdy po godzinie nikt siê nie pojawia, kierowca zrezygnowany mruga do mnie ¶wiat³ami i jako jedyny ³adunek zabiera do kabiny. Wysiadam przy „Bazie ludzi z mg³y”, chc±c daæ os³awionej knajpie jeszcze jedn± szansê. Tym razem nie jestem jedynym go¶ciem, bo na zewn±trz siedz± jeszcze dwie osoby. Wracam do schroniska.
Wieczorne piwko na tarasie zostaje zak³ócone pojawieniem siê czterech du¿ych i ³ysych facetów. Podje¿d¿aj± dwiema niez³ymi brykami na warszawskich numerach, wiêc moja pierwsza my¶l jest oczywista: ONI dotarli ju¿ w Biesy! Okazuje siê jednak, ¿e panowie przyjechali po prostu na nocleg. W³a¶cicielka idzie pokazaæ im pokoje. Gdy wracaj±, s± wyra¼nie niezadowoleni. Z baru-recepcji docieraj± do mnie pojedyncze s³owa ¶wiadcz±ce o tym, ¿e panowie s± sk³onni nocowaæ, ale za znacznie mniejsze pieni±dze. Podobno „w internecie pokoje wygl±da³y lepiej”. Dziwne, bo pewnie ogl±da³em te same strony i – jak dla mnie – pokoje wygl±daj± o wiele lepiej w naturze. Poza tym panowie nie sprawiaj± wra¿enia ludzi z problemami finansowymi. Drobna w³a¶cicielka (zuch-kobieta!) siê nie ugina i nie chce daæ upustu. Godzi siê jednak oddaæ po³owê zaliczki. Panowie s± tak ucieszeni zwrotem stówy, ¿e przed odjazdem zamawiaj± po piwie i z w³a¶cicielk± rozstaj± siê w zgodzie. A ja siê zastanawiam, gdzie znajd± inny nocleg - o tej porze, za takie grosze, w przyzwoitym standardzie...
Idê spaæ. Plany na jutro s± dwa: zaleg³a Caryñska albo Rabia Ska³a. Mo¿e nawet Okr±glik? Rano siê oka¿e.
By³oby absolutnie cicho, gdyby nie moje rzê¿enie z p³uc i dudnienie z obu przedsionków. Gdzie¶ w po³owie drogi - gdy ju¿ muszê robiæ postoje co 100 metrów, by z³apaæ oddech - dopadaj± mnie natrêtne my¶li w stylu: „co ja, k..., tutaj robiê?!” albo „po ch... siê tak mêczê?!”. Jak¿e znane mi s± te "natrêtne" my¶li... :mrgreen: , ale gdy cz³ek wdrapie siê na górê...:-D
Co do "rzê¿enia z p³uc" ... rzucenie palenia daje tu nadzwyczajn± ciszê! Wiem co¶ o tym...
Poniedzia³ek, 9 pa¼dziernika
Gdzie¶ w po³owie drogi - gdy ju¿ muszê robiæ postoje co 100 metrów, by z³apaæ oddech - dopadaj± mnie natrêtne my¶li w stylu: „co ja, k..., tutaj robiê?!” albo „po ch... siê tak mêczê?!”. Oczywi¶cie w my¶lach nie u¿ywam kropek. Ale gdy wychodzê nad liniê lasu, dostajê natychmiastow± i zadowalaj±c± odpowied¼. Krystaliczne powietrze, w dali widoczna Tarnica, w dolinach resztki mgie³, na po³oninie nikogo. Po to tu jestem. Pocieszasz mnie. My¶la³em, ¿e tylko ja tak mam. :)
Poniedzia³ek, 9 pa¼dziernika
Naprzeciwko widzê starsz± kobietê w laczkach, która na mój widok zawraca. Po chwili wyprzedzam j± i docieram do budki. Zamkniêta na trzy spusty. Markotniejê, ale zza pleców s³yszê g³os: „Otwarte, otwarte!” Oczywi¶cie kobiet± w kapciach by³a pani sprzedawczyni. . Kapesowa zawsze na "posterunku" :grin:
Co do "rzê¿enia z p³uc" ... rzucenie palenia daje tu nadzwyczajn± ciszê! Wiem co¶ o tym... Taaaaa... Potwierdzam, sprawdzam to zjawisko od pó³ roku i nawet w Tatrach nic nie rzêzi³o:smile:
Hej:)
No, okazuje siê, ¿e mogliby¶my za³o¿yæ Podforum Rzê¿acych :mrgreen: Ale jakie¿ to cudowne pó¼niej wyrównywaæ oddech na szczycie :D
Piêknie, piêknie...jakbym sam tam by³, dobrze piszecie Panie Marcowy:D Dalej....
[B]Dopiero teraz zauwa¿am denerwuj±cy feler mojego Copernicusa – ¶cie¿ki s± zaznaczone tym samym kolorem i t± sam± kresk± co poziomice. Masakra dla oczu. Nie daj Bo¿e czytaæ toto w ¶wietle latarki. O tak - prowadzi³em po nocy ludków na kursie z tak± map±. W moim Petzlu na ¿ó³t± ¿aróweczkê widzia³em jeszcz co nieco, ale gdy kto¶ przy¶wieci³ diodówk±...wszystko znika³o:D
cdn???????????????????? :D
cdn???????????????????? :D Ty Marcowego nie poganiaj;> Napisa³, ¿e rano wybierze? To czekajmy do rana;> :)
Wybaczcie, ale jak siê wróci do kieratu po dwóch tygodniach, to nie zawsze jest czas na pisanie. Wszak bagno wci±ga ;) Ale do rzeczy.
Wtorek, 10 pa¼dziernika
Wed³ug pierwotnych za³o¿eñ mia³em po po³udniu przenosiæ siê do Cisnej, ale rano stwierdzam, ¿e nie chce mi siê znów traciæ po³owy dnia na przejazd i szukanie kolejnego lokum. Zagl±dam do baru-recepcji i pytam, czy móg³bym zostaæ w schronisku jeszcze dwa dni. Akurat s± wolne miejsca, wiêc z ulg± dop³acam nale¿no¶æ i zaczynam siê przygotowywaæ do kolejnej wyprawy.
Ze schroniska wychodzê ok. 10. Przy sklepie ABC - jak na zamówienie – stoi busik do UG. Ale kierowca nie jest tak uleg³y, jak ten wczorajszy, i ka¿e czekaæ na quorum. Stojê z pó³ godziny, ale ¿aden inny pasa¿er siê nie pojawia. No to Jawornik! Ruszam do ¿ó³tego szlaku, po drodze machaj±c bez przekonania na z rzadka przeje¿d¿aj±ce osobówki. Tu¿ przed zej¶ciem z drogi zdarza siê cud. Zatrzymuje siê ma³y opel na ¶l±skich numerach. Dwóch panów w ¶rednim wieku z chêci± zgadza siê zabraæ mnie do Berehów. No to Caryñska! Panowie przyjechali na parê dni po³aziæ. Po drodze mijamy ze 4 inne busy na poboczach. S± puste, a kierowcy w oczekiwaniu na klientów wygrzewaj± siê na s³oñcu. Widomy znak, ¿e jest ju¿ mocno po sezonie. Wysiadam w Berehach ¿ycz±c podwo¿±cym mi³ego pobytu i ruszam kupiæ bilet. W kasie BdPN siedzi ta sama sympatyczna dziewczyna, która wczoraj usypia³a dzieciê i z któr± wspólnie popalali¶my przy krzy¿owce.
Rozpoczynam mozoln± wspinaczkê przez Las Snozy. I ¿a³ujê, ¿e nie umar³em wczoraj. Znów ta zadyszka, znów dudnienie w klatce piersiowej, znów te namolne pytania. Dochodzi do tego atrakcja w postaci parowania okularów – gdy tylko zatrzymujê siê dla z³apania oddechu, szk³a natychmiast zachodz± mi mg³±. I to bynajmniej nie ze wzruszenia. Mam do wyboru d³u¿szy postój celem wyczyszczenia bryli albo dalszy marsz, bo po kolejnych kilku krokach para znika, jednak przez tê chwilê idê prawie po omacku. Ale przynajmniej nikogo nie potr±cê, bo na szlaku pusto. Pierwszego cz³owieka spotykam powy¿ej linii lasu, a za chwilê pojawiaj± siê nastêpni.
Wreszcie zdobywam Kruh³y i rozsiadam siê na ska³kach. Obok rezyduje m³ody cz³owiek, który wymin±³ mnie na podej¶ciu. Ma profesjonalny sprzêt fotograficzny, dziêki czemu mam kolejn± ofiarê! Chêtnie zgadza siê zrobiæ mi fotkê, a ja rewan¿ujê siê mu tym samym. Leszek jest te¿ z Warszawy, przyjecha³ w nocy samochodem, który zostawi³ na Prze³êczy Wy¿niañskiej. Zastanawia siê, czy schodziæ do UG, czy te¿ od razu wracaæ zielonym szlakiem do auta. Idziemy do rozstajów, na których mój towarzysz decyduje siê wêdrowaæ dalej ze mn±. Gadamy z rzadka, ale sympatycznie. Okazuje siê, ¿e Leszek pracuje w do¶æ bliskiej mi bran¿y. Gdy rzuca nazwê firmy, parskam ¶miechem - znam dobrze jednego z jego szefów. How modern...
Przy samym zej¶ciu z Caryñskiej spotykamy odpoczywaj±ce czo³o szkolnej wycieczki. M³ody przewodnik t³umaczy 10-12-letnim dzieciakom, ¿e nie mog± tak d³ugo odpoczywaæ, bo czeka ich dzi¶ jeszcze przej¶cie Wetliñskiej. Zmordowani wycieczkowicze odpowiadaj± mu uprzejmym: „Ni ch...a!”, ewentualnie „K...a, zapomnij!” Nieco ni¿ej spotykamy kolejn± nieletni± grupê, któr± prowadzi u¶miechniêty mê¿czyzna w okularach. Mówimy sobie „Cze¶æ!”, a po chwili zza pleców dolatuje nas pytanie wydyszane przez jedn± z dziewczynek: „Proszê ksiêdza, daleko jeszcze do tej Chatki Puchatka?” Z Leszkiem patrzymy na siebie zdziwieni. Czy¿by kolejna grupa wyczynowców? A mo¿e dobrodziej pomyli³ po³oniny? Nadchodzi zamykaj±ca stawkê pani profesor. Pytam j±, czy faktycznie id± do Chatki Puchatka. Pani w sumie nie wie, ale „na górze jest przewodnik, który wie”. Oddychamy z ulg± – pañstwo s± ogonem tej pierwszej grupy, a trasa jest jednak pod kontrol±. Tak czy inaczej dzieciaki czeka niez³a przeprawa. A mo¿e tylko takim oderwanym od biurka starym pierdzielom wydaje siê, ¿e dwie po³oniny w jeden dzieñ to jaki¶ hardcore? Ale staj± mi przed oczyma twarze kilku znajomych, którzy po takich traumach z dzieciñstwa znienawidzili góry na zawsze... Ech...
Przez ca³± drogê Leszek nie odrywa oka od aparatu. Zdradza mi, ¿e w³a¶nie za³o¿y³ w³asn± firmê i bêdzie wydawa³ kalendarze z pejza¿ami. Pokazuje mi w aparacie kilka fotek, które ¶mia³o mog³yby ozdobiæ niejedno takie wydawnictwo. Ja po drodze robiê ostatni± fotkê i koñczy mi siê film. Pstrykn±³em 24 sztuki i chwatit. W Ustrzykach oczywi¶cie idziemy do Lacha na piwo. Po rozmowie z gospodarzem Leszek decyduje siê zostaæ u niego na nocleg, musi jednak zabraæ samochód z Przys³upia, a potem podjechaæ do UD, gdzie – podobno – mo¿na zgraæ zdjêcia z karty na p³ytê. Po¶piesznie dojadamy kanapki i ruszamy w stronê placyku w centrum. Busów nie widaæ, wiêc idziemy pieszo w stronê Wetliny. Kierowcy zwyczajowo olewaj± machanie, jednak – o dziwo! – za czas jaki¶ zatrzymuje siê samochód ze starszym ma³¿eñstwem i nas zabiera. Na Przys³upie ¿egnam siê z Leszkiem i jadê dalej. Pañstwo odwiedzali krewnych w Kro¶nie i postanowili na kilka dni wybraæ siê do Wetliny. Byli ju¿ rano w Wetlinie i nie mogli znale¼æ kwatery. Wymieniaj± nazwy pechowych pensjonatów, a z pozosta³ych przychodzi mi do g³owy jedynie „Alkowa” i PTTK. Wysadzaj± mnie przy samej dró¿ce do schroniska, do którego pó¼niej ju¿ nie docieraj±, wiêc widocznie znale¼li co¶ innego.
Jutro ostatni dzieñ w Biesach, a pozosta³a mi z dawien dawna nie widziana Rabia Ska³a. Zasiadam z piwem na barowym tarasie i gapiê siê na zachód s³oñca. S³ychaæ tylko plusk Wetlinki przerywany sporadycznie brzêkiem garów z kuchni. W schronisku pu¶ciutko, na parkingu stoj± ze dwa samochody. Czujê spore zmêczenie, wiêc dopijam piwo i idê do pokoju. Zasypiam ok. 19 ko³ysany b³ogimi wspomnieniami.
Ok. 20 zaczyna trz±¶æ siê ziemia. Budynek dr¿y rozko³ysany setkami stóp i g³osów. Nie ma w±tpliwo¶ci – przyjecha³a tzw. grupa. Z wywrzaskiwanego co chwilê na korytarzu zwrotu „pani profesor!” wnioskujê, ¿e mam okoliczno¶æ z m³odzie¿± licealn±. O ile pamiêtam, w tym wieku ceni³o siê ju¿ „ciche zajêcia w podgrupach”, wiêc mo¿e nied³ugo bêdzie spokój? Póki co, oprócz tupotu i nawo³ywañ s³yszê przedziwn± kakofoniê d¼wiêków – z ka¿dego pokoju przez otwarte na o¶cie¿ drzwi dobiega ró¿na muzyka tworz±c koszmarny misz-masz. Ale do 22 to wolny kraj. A potem... Mo¿e wreszcie mój my¶liwski nó¿ siê na co¶ przyda?
I tak nie zasnê, wiêc gramolê siê ze ¶piwora i – tu mo¿e niektórych zaskoczê – idê na piwo. Ale bar jest juz zamkniêty. Ech... Wracam do pokoju, a na korytarzu nadal trwa fiesta. Na szczê¶cie przypominam sobie o ledwo napoczêtej piersiówce. Ta-dam! Siadam na ³ó¿ku, popijam mineraln±, zagryzam „princess±” i czekam na magiczn± 22.
W tym miejscu chcia³bym z³o¿yæ najwy¿sze wyrazy uznania na rêce pani profesor, która w dn. 10-11.10.2006 opiekowa³a siê grup± w schronisku PTTK w Wetlinie. Nie wiem, jak osoba owa wygl±da³a, bo s³ysza³em tylko jej energiczny g³os, ale nale¿a³oby pomy¶leæ o nazwaniu jej imieniem jakiej¶ ulicy albo szczytu. Otó¿ o magicznej godzinie 22 niewyt³umaczalnym sposobem w dwie minuty pani pacyfikuje ca³e towarzystwo. I ju¿. Z niedowierzaniem to wpatrujê siê w zegarek, to ws³uchujê w absolutn± ciszê za drzwiami. Doznanie na po³y mistyczne.
Ale „enjoy the silence”, wiêc zasypiam.
Taaaaa... Potwierdzam, sprawdzam to zjawisko od pó³ roku i nawet w Tatrach nic nie rzêzi³o:smile: NO jasne, ze nic nie rzezi ale za to ty³ek tak rosnie, ze trudno go na góre wyci±gn±æ ... MAKABRA :lol: oczywiscie o rosniecie ty³ka po rzuceniu palenia chodzi ..:)
Hej:D
No Marcowy, czyta siê Ciebie z zapartym tchem :) Mo¿e dlatego, ¿e co i rusz widzê siebie w podobnych sytuacjach, kiedy¶ tam, kiedy¶? Wspania³a wyprawa i wspania³a opowie¶æ, bo wywo³uje masê wspomnieñ:) Ta grupa z ksiêdzem - sam widzia³em takich ludzi ze trzy razy:D Zaczynali od UG Carynê, spadali do Berehów i na smaczek robili Wetliñsk± nie¶wiadomi tego, ¿e mo¿na inaczej (czyt. krócej):D Dwa razy to byli 'szkolniki', a raz tzw firmowy obóz integracyjny. Co do mocy w³asnych - na lekko w ostatnie lato przeszli¶my z Czartem traskê Wy¿nia-Chatka-Berehy-Caryñska-UG, co zwa¿ywszy na moje lata mo¿naby wobec tego zaliczyæ do wyczynów hardcorowych <lol> Jednak¿e jako¶ umêczony siê nie czu³em po wszystkim pomimo tego, ¿e trwa³ okres wielkich upa³ów. Na górze by³o zacnie, jakie¶ 21-23 stopnie, obali³em oko³o 4,5 litra mineralnej, by³o pusto, by³o ¶licznie...
Mam znajom±, która wrêcz biega po górach. Kiedy¶ z córk± i grup± kole¿anek z pracy przemierza³a Bieszczady bazuj±c w³a¶nie w UG, jak i ja. Którego¶ dnia spotka³em j± na Wy¿niañskiej tak oko³o 10 rano. Zameldowa³a, ¿e w³a¶nie zesz³y z Rawek i id± na Caryñsk±. Przy wieczornym winku w UG us³ysza³em, ¿e '...Chatka Puchatka ma takie ³adne okna od frontu...'. O ma³y w³os nie po³kn±³em kieliszka z wra¿enia :P
A profesorka w PTTK-u to chyba moja dawna wychowawczyni z liceum;) Potrafi³a bandê rozigranych po klilku g³êbszych m³odzieniaszków ustawiæ w kilka sekund :D A spróbowa³by który kosz na g³owê jej nasadzaæ;> No, mo¿e trzeba by takim nauczycielom stawiaæ pomniki?
Co za¶ do kieratu... gdy jeszcze w bagnie postawiony, to ju¿ jak przedsionek piek³a :P Zawracaj do gór Marcowy...:)
obali³em oko³o 4,5 litra mineralnej Tfu ! Jak zwierzê* ;-)
* - tylko zwierzeta pij± wodê :-P ;-)
Dzoczu! Koniecznie musimy siê razem gdzie¶ wybraæ. Twoje pogl±dy s± zupe³nie jak moje. Ale dalej czytamy ¿e Derty karniaki goni³ chyba...
[quote=Derty;34325]
No Marcowy, czyta siê Ciebie z zapartym tchem :)quote]
Zgadzam sie ..:-)
CHcemy jeszcze !!! i to jak najpredzej ..:-)
Tfu ! Jak zwierzê* ;-)
* - tylko zwierzeta pij± wodê :-P ;-) Trudno - jestem jak zwierzê. Tobie Doczu, gdy Ciê kiedy spotkam w upa³ na podej¶ciu podam do popicia pó³ litra Wyborowej:D To Ciê jeszcze bardziej ucz³owieczy:P
Tobie Doczu, gdy Ciê kiedy spotkam w upa³ na podej¶ciu podam do popicia pó³ litra Wyborowej:D Do popicia wody ? Czemu nie :-)
P.S.
Mam nadziejê, ¿e nie poczu³e¶ siê ura¿ony moim ¿artem ?
No to mamy ju¿ ochotników do wykonania drinka "¶winki trzy" :))) znacie to? sk³adniki: trzech wêdrowców i skrzynka hory³ki ;)))
:D
Hehe...Doczu...ani troszku...sam siê z siebie ¶miejê, gdy tak wlewam w siebie mineraln± i my¶lê 'No dziadeczku, do Krynicy czas':D
Ale ¿e zwierzê...hoho...gdyby to jaka¶ piêkna kobieta mi powiedzia³a;P
Aby rozwiaæ watpliwo¶ci dotyczace mojego zartu zapraszam tutaj
http://forum.bieszczady.info.pl/show...&postcount=152
A swoj± drog± kazdy by chcial zeby mu tak kobieta powiedzia³a. Ale to trzeba by siê cofn±c jakie¶ 10 lat i z 10 kg wstecz :-)
P.S.
Jabol mi³o Ciê znowu widziec na forum.
Ale to trzeba by siê cofn±c jakie¶ 10 lat i z 10 kg wstecz :-)
P.S.
Jabol mi³o Ciê znowu widziec na forum. :? Nie wierzê, ¿e od naszego spotkania niestety w Poznaniu a¿ tak uty³e¶.
Jest na forum i to w jakim stylu. moja zagadka, odpowied¼ na pytanie o zdjêcie..... ¯eby go czym¶ zaskoczyæ trzeba chyba pytaæ o Wielkopolski Park Narodowy:lol:
pozdrawiam
No nie, ale ju¿ wtedy mia³em z 8 kg "do przodu" :-)
Marcowy pisz szybko ciag dalszy, bo schodzimy na niebezpieczne tematy :-)
Doczu, mówisz i masz :)
W ogóle dziêki za ciep³e s³owa :)
Dzi¶ w Biesach dzieñ ostatni, ale nie odchod¼cie od telewizorów! W poniedzia³ek epilog ;)
¦roda, 11 pa¼dziernika
Oko³o 8 budz± mnie nieletni towarzysze zza ¶ciany. Za wczorajsz± karno¶æ prawie ich polubi³em, czujê siê rze¶ko, wiêc przeci±gam siê i zrywam z wyrka. I to jest mój b³±d. Przeszywa mnie ból promieniuj±cy z lewej stopy. Z niedowierzaniem ogl±dam niewielkie krwawi±ce pêkniêcie. Przysi±g³bym, ¿e wczoraj go nie by³o! Na piêcie skóra przeciêta jak no¿em na d³ugo¶ci 2-3 centymetrów. Teoretycznie ¿aden dramat, ale ból nieporównywalnie du¿y. Ki diabe³? Nie mam opatrunków, ale nic to, Ba¶ka - w drodze na Okr±glik zaopatrzê siê w sklepie ABC. Ostro¿nie zak³adam skarpety. Nieszczêscia chodz± parami, wiêc dostrzegam, ¿e pêkniêcie na bucie te¿ siê powiêkszy³o. Przynajmniej nie bêdê targa³ alpinusów z powrotem, a dzi¶ wytrzymaj±.
Wyruszam po ¶niadaniu. Kupujê plastry i na ³aweczce przed sklepem dokonujê operacji na otwartej piêcie. Póki idê po asfalcie, jest ca³kiem OK. Zapominam wiêc o stopie, skrêcam w las, zanurzam siê w zielono¶æ i jak ³ódka brodzê. Zatrzymujê siê pod nieczynnym wyci±giem i przez chwilê w cielêcym zachwycie gapiê siê na o¶wietlony s³oñcem Smerek i resztê Wetliñskiej. Sielankê m±ci tylko dobiegaj±cy zewsz±d jazgot pi³ motorowych we wsi. Nieomylny znak, ¿e zbli¿a siê zima. I to surowa! Mijam wypasion± hacjendê (wiecie, kto tam mieszka?!) i rozpoczynam wspinaczkê. Jest piêknie i cicho. Jednak wkrótce ciszê przerywa jêk. Mój jêk. Piêta boli coraz bardziej. Zaciskam zêby i kontynuujê. Oko³o po³udnia zdobywam Jawornik. Rozsiadam siê na trawie i ¶ci±gam but. Skarpetka do po³owy przesi±kniêta jest krwi±. Szfak... Zmieniam opatrunek, wyci±gam piwko i robiê kanapki z „tyrolsk±” (wiecie, sk±d ta nazwa?!). Relaksujê siê tak jak±¶ godzinkê. Ból ustaje (pisa³em przecie¿, ¿e piwo jest dobre na wszystko!), skarpetka przesch³a, wiêc postanawiam doj¶æ przynajmniej do Rabiej Ska³y. Ale dupa – po kilku krokach znów piêta daje znaæ o sobie. Wzdycham wiêc i zawracam. Nie ma co, mocny akcent na koniec wyprawy...
Utykaj±c docieram do Starego Sio³a. Przy parkingu, na którym zawracaj± busy, siadam na tarasie. Wcze¶niej w kilku miejscach próbowa³em skosztowaæ pierogów z jagodami, ale nie mia³em szczê¶cia. Podobno z powodu suchego lata jagód by³o ma³o, wiêc knajpiarze skupili niewielkie ilo¶ci. Teraz widzê w menu nale¶niki z mrocznym przedmiotem po¿±dania, wiêc zacieram rêce i zamawiam. Podnoszê do ust pierwszy kês. Jagody s± ze sklepowej konfitury. Bueee, niesportowo...
Przypominaj± mi siê wetliñskie pierogi z jagodami sprzed 20 lat. Malutki bar w piwnicy jednorodzinnego domku, domowe ciasto, pierogi klejone na miejscu i gotowane w wielkim kotle. Ka¿dy spust b³yskawicznie l±dowa³ na talerzach zg³odnia³ych wêdrowców, którzy na swoje 8 sztuk czekali bez szemrania po dwie godziny. Je¶li chcieli dok³adkê (a zazwyczaj chcieli, bo smak by³ niepowtarzalny), czekali kolejne dwie.
Po przek±sce ruszam do schroniska. W pokoju biorê prysznic, zmieniam opatrunek i zaczynam siê powoli pakowaæ – autobus do Rzeszowa odchodzi jutro o 5 rano. Gdy siê ogarniam, nadal jest nieprzyzwoicie wcze¶nie, jaka¶ 16. Co tu robiæ? Hyhy... Jak dobrze, ¿e bar jest tak blisko. Ku¶tykam wiêc i zamawiam piwo. Przy okazji sprawdzam stan gotówki. O¿esz ty... Du¿e miasto najwyra¼niej stêpi³o moj± czujno¶æ. W Biesach nie po¶wiêca³em wiêkszej uwagi zawarto¶ci portfela, a teraz stwierdzam, ¿e zosta³y mi 33 z³ote. Na PKS powinno starczyæ, chocia¿... nie jestem pewien. Do Rzeszowa jakie¶ 150 km. W ka¿dym razie nie zaszalejê na po¿egnanie. Z piwem schodzê nad Wetlinkê i rozsiadam siê na kamieniach. Szum dzia³a koj±co. Popijam browar i znów oddajê siê wspomnieniom. Na przyk³ad tym, jak to w szczeniêcych latach szli¶my z moim koleg± Markiem z plecakami ¶rodkiem tego samego nurtu (czasem po kostki, czasem po pas w wodzie) i na ca³e gard³o ¶piewali¶my: „Niech ¿yje bal!”. A dzi¶ ledwo robiê pó³dniowe trasy, a Marek jest powa¿nym managerem w powa¿nym banku, wiêc woli graæ w squasha.
Wracam do baru z zamiarem zaryzykowania jeszcze jednego piwa, ale od progu wita mnie ci¿ba i ha³as - grupa zwali³a siê na kolacjê. ¯egnam siê z mi³± w³a¶cicielk± obiecuj±c zostawiæ rano klucz w drzwiach i wracam do pokoju. Przygotowujê kanapki na jutro, nastawiam budzik na 4 i zalegam w wyrku gapi±c siê bezmy¶lnie w sufit. No, mo¿e nie tak ca³kiem bezmy¶lnie – zastanawiam siê, co zrobiæ ze zniszczonymi (a od dzi¶ tak¿e zakrwawionymi) butami. Po prostu wyrzuciæ do kub³a na ¶mieci? Jako¶ tak... nieswojo. Rytualnie utopiæ w rzece lub zakopaæ w ³adnym miejscu? Piêkny gest, ale miejscowy ekosystem móg³by tego nie znie¶æ. Chyba zapadam w drzemkê, bo w pewnym momencie otwieram gwa³townie oczy nie wiedz±c, gdzie jestem. S³yszê jakie¶ radosne okrzyki na korytarzu. Rozumiem z nich, ¿e Polska z kim¶ wygra³a w pi³kê kopan±. Jako¶ mnie to nie rusza, wiêc znów zasypiam.
...Mijam wypasion± hacjendê (wiecie, kto tam mieszka?!)... Taka za kutym ogrodzeniem? Nie wiem, kto mieszka, ale wiem, ¿e chyba nigdy w historii tych stron osiedla tak wysoko nie siêga³y. Ciekawe, kto taki wa¿ny...
Taka za kutym ogrodzeniem? Nie wiem, kto mieszka, ale wiem, ¿e chyba nigdy w historii tych stron osiedla tak wysoko nie siêga³y. Ciekawe, kto taki wa¿ny... Wa¿ny, nie wa¿ny, ale napewno "kasiasty". Za samo ogrodzenie mo¿na wybudowaæ ju¿ fajn± chy¿ê, a o doprowadzeniu elektryczno¶ci ju¿ nie wspomnê. ale jak siê ma g³ówêe do interesów i w odpowiednim momencie zainwestowa³o trochê kasy w grunty to teraz mo¿na takie cacuszka mieæ, a i foty te¿ fajne pstrykaæ i cósik z tego mieæ
Marcowy ?
Czy zemsta zosta³a dokonana , czy Æi siê ¶ni dok³adka ?
Czy wypasion± hacjêd± nazywasz ten ma³y domek u szczytu nieczynnego wyci±gu?
Je¿eli tak to pojêcie wypasu jest bardzo rozci±gliwe.
Mieszka tam cz³owiek, który na Bieszczadach zjad³ zêby. Prowadzi³ schronisko w Jaworcu, by³ w GOPR, mia³ jednoosobowy tartak (skoñczy³ siê ten eksperyment szpitalem), przez lata dorabia³ siê ciê¿k± prac± i w koñcu uda³o mu siê znale¼æ zajêcie przynosz±ce dochód. Zrealizowa³ swoje marzenie, dom wysoko z widokiem, na uboczu. Znacie Go z piêknych zdjêæ w galeriach na chyba ka¿dym bieszczadzkim portalu. Pocz±tkowo nie chcia³ grodziæ domu, ale prawie ka¿dy przechodz±cy wchodzi³ na teren, a po³owa z nich zostawia³a stertê ¶mieci. Kilka fotek jest w mojej starej relacji :
http://forum.bieszczady.info.pl/show...ght=d%B3ugiego
Po s±siedzku te¿ kto¶ rozpocz±³ budowê, by³o to rok temu
D³ugi
Czy wypasion± hacjêd± nazywasz ten ma³y domek u szczytu nieczynnego wyci±gu?
Je¿eli tak to pojêcie wypasu jest bardzo rozci±gliwe.
Mieszka tam cz³owiek, który na Bieszczadach zjad³ zêby. W koñcu nie ustalili¶my o co chodzi. Wyszukam fotkê i ustalimy... Zdjêcia D³ugiego nie chc± siê jako¶ za³adowaæ w mój komp. Po prostu zaskoczy³ mnie i wnerwi³ widok na wierzchowinie kutego ogrodzenia - pasuj±cego do regionu i miejsca, jak piêædo oka i zupe³nie nie ma dla mnie znaczenia kto tam mieszka. Za kasê mo¿na zabudow± upstrzyæ ca³e góry dokolusia mawiaj±c, ¿e 'to moje wielkie marzenie'. Wielu to robi i nie ma znaczenia, czy zjedli na górach zêby czy tylko owsiankê;> Zaw³aszczaj± widoki, miejsca, wszystko...bo ich staæ. Dziwnym trafem w parku krajobrazowym? No có¿....
W dodatku okazuje siê, ¿e mechanizm wci±¿ ten sam - pierwszy przeciera szlaki, nastêpni do³±czaj±... Cieszê siê, ¿e choæ derekcja BdPN pryncypialnie traktuje zapisy o ochronie krajobrazu;> Bo w CW Parku to ju¿ chyba nie do koñca...
Derty zajd¼ na ziemiê. W Wetlinie ochrona krajobrazu? Czytam tê relacjê jednym tchem.
Po s±siedzku te¿ kto¶ rozpocz±³ budowê, by³o to rok temu
D³ugi a i w tym roku te¿ siê nic nie zmieni³o. tzn budowa trwa dalej.
Derty zajd¼ na ziemiê. W Wetlinie ochrona krajobrazu? Czytam tê relacjê jednym tchem. Bo ja taki idealista jestem:P Ju¿ nie marudze. Na szczê¶cie relacja jest super:)
Czwartek, 12 pa¼dziernika
Budzê siê kwadrans przed budzikiem. Zwlekam siê z ³ó¿ka i idê po wrz±tek do kawy. Jest godzina 4, wiêc w schronisku martwa cisza, a ka¿de skrzypniêcie pod³ogi pod moimi stopami brzmi jak wystrza³ z „Aurory”. W bladym ¶wietle korytarzowej lampki wsypujê do kubka resztê kawy. Po pierwszym ³yku oczy staj± mi w s³up. Ca³kiem spora ta reszta, pewnie nie zasnê do Gwiazdki. Ostatni rzut oka na pokój, wór na plecy, zgrzyt klucza przekrêcanego od zewn±trz. W przedsionku moment zawahania – co zrobiæ z tymi butami? ¦wiadomo¶æ ekologiczna jednak zwyciê¿a. Wzdycham, ca³ujê je w cholewki i na zewn±trz wrzucam do kontenera na ¶mieci. Maszerujê na przystanek gapi±c siê w piêknie rozgwie¿d¿one niebo. Latarnie ¶wiec± z rzadka, wiêc nic nie m±ci tego widoku. Na przystanku jestem sam, zatem ostatni raz delektujê siê cisz± i wci±gam w p³uca krystaliczne, mro¼ne powietrze. Wreszcie z g³êbi wsi narasta pomruk silnika, a po chwili pojawiaj± siê ¶wiat³a autobusu. Na wszelki wypadek macham rêk±, a po chwili wrzucam plecak do luku baga¿owego. Na schodkach dostajê gêsiej skórki – nie wiem, czy starczy mi na bilet. Zgrzyt autobusowej drukarki, szczêk wysuwanej szuflady i... „20,50”. Ufff... a wiêc mog³em jeszcze wczoraj zaszaleæ! Ale wtedy móg³bym nie wstaæ o 4.
Stwierdzam, ¿e jestem jedynym pasa¿erem, rozsiadam siê wiêc wygodnie. Do Cisnej dosiadaj± siê jeszcze dwie osoby o ³azikowym image. Mówimy sobie „dzieñ dobry”, po czym ka¿dy przykleja nos do swojej szyby, za któr± i tak nic nie widaæ. ¦wit witany w okolicach Baligrodu nie przynosi poprawy, bo ¶wiat otulony jest gêst± mg³±, wiêc ostatni rzut oka na Biesy jest mocno zamazany. W Baligrodzie wsiada spora grupa dzieci, a w Sanoku robi siê naprawdê t³oczno. Na pierwszym, „panoramicznym” siedzeniu rozsiada siê starsza, elegancko ubrana para. Typ ludzi bardzo gadatliwych, ostentacyjnie kulturalnych i uprzejmych, a ponadto zorganizowanych i wszechwiedz±cych... Po prostu koszmar. Stoj±cy miêdzy siedzeniami doro¶li s± przez staruszków ¿yczliwie instruowani, by trzymali siê porêczy, bo gdy autobus szarpnie, mo¿na upa¶æ i z³amaæ nogê. Wsiadaj±ce dzieci s± pytane, czy ubra³y siê dzi¶ ciep³o i jakie maj± lekcje. Kierowca jest komplementowany za czysty pojazd i fachow± jazdê. Efekt jest taki, ¿e przera¿eni doro¶li wycofuj± siê gwa³townie na ty³ autobusu, rozszczebiotane dzieciaki nagle nabieraj± wody w usta i odpowiadaj± pó³s³ówkami, a rozmowny pocz±tkowo kierowca milknie i zaczyna podejrzliwie przygl±daæ siê staruszkom w lusterku. Pañstwo starsi wyciszaj± lepiej, ni¿ wyk³adzina z korka. Zamykaj± siê na moment, gdy do autobusu wsiada podpity facet w skórzanej kurtce (na marginesie – niez³y go¶æ, w g³êbokiej magmie o 7 rano!). Poniewa¿ zwolni³o siê miejsce obok mnie, kole¿ka natychmiast je zajmuje. Po chwili zaczyna mnie be³kotliwie przepraszaæ za co¶, co – jak mu siê wydaje – kiedy¶ mi powiedzia³. No ale „by³ pijany”. Oczywi¶cie zapewniam go, ¿e nie chowam urazy i wszystko jest OK. Facet wysiada po dwóch przystankach, uprzednio u¶cisn±wszy mi serdecznie d³oñ.
Po czterech godzinach od wyjazdu z Wetliny meldujê siê na dworcu w Rzeszowie. Kurcgalopkiem podbiegam do bankomatu, uzupe³niam braki gotówkowe i z ulg± zasiadam w „Koguciku” na ostatni kufelek. Czasu mam trochê, wiêc robi± siê z tego dwa kufelki. Na peron docieram w ró¿owym nastroju, który jednak pryska jak bañka mydlana – na ³awce dostrzegam moich staruszków z autobusu. No ale w poci±gu przynajmniej jest dok±d uciec. Po chwili g³o¶niki obwieszczaj± 10-minutowe spó¼nienie po¶piesznego z Przemy¶la do Szczecina. Niby nic wielkiego, ale pañstwo starsi dostaj± furii – ca³y ich misternie skonstruowany plan podró¿y leg³ w gruzach. Z³orzecz±c pod nosem miotaj± siê po ca³ym peronie. Ja te¿, ale zawsze w przeciwpo³o¿n±. Pojawiaj± siê ¿ebrz±ce cygañskie dzieci. Staruszek pañskim gestem rzuca im pod nogi gar¶æ drobniaków, które cygani±tka chciwie zbieraj± przy akompaniamencie obelg mruczanych przez hojnego darczyñcê. No co za kutas... (wybaczcie, tutaj kropki nie pasuj±). Wreszcie nadje¿d¿a poci±g i zajmujê miejsce w pustawym przedziale. Oczywi¶cie po chwili przez korytarz przesuwaj± siê dwa z³owrogie cienie. Obrzucaj± mnie pogardliwym spojrzeniem i przechodz± dalej – widocznie nie przypada im do gustu mój ponad tygodniowy zarost i przybrudzony polar. I pomy¶leæ, ¿e podczas ca³ej wyprawy parê razy moja rêka siêga³a ju¿ po maszynkê do golenia...
Dalsza podró¿ mija bez wiêkszych atrakcji. W Biesach zresetowa³em siê tak ca³kowicie, ¿e nawet spó¼nienia i przesiadki mnie nie stresuj±. Po szesnastu godzinach jazdy od momentu startu z Wetliny meldujê siê na dworcu w Zielonej Górze.
Epilog:
Niejako na w³asny u¿ytek pozwolê sobie wypunktowaæ kilka lu¼nych wra¿eñ i wniosków z tej wyprawy. Bêdzie toto subiektywne i naiwne, wiêc czytacie na w³asn± odpowiedzialno¶æ :)
1. Przy takiej kondycji (a w³a¶ciwie jej ca³kowitym braku) nie mam co marzyæ o ca³odniowych trasach, tym bardziej z plecakiem. Przed nastêpn± wypraw± jaki¶ trening by³by nad wyraz wskazany. O rzuceniu palenia nie wspominaj±c.
2. Po sezonie lepiej wybieraæ siê w Biesy w³asnym transportem. Zbyt du¿o czasu zajmuj± przejazdy, a raczej próby ich zorganizowania. Gdzie te czasy, gdy na machanie rêk± zatrzymywa³ sie prawie ka¿dy kierowca... Gdy teraz kto¶ zatrzymuje siê przy tobie z w³asnej woli, mo¿esz byc prawie pewnym, ¿e zechce na tobie zarobiæ (w sensie – bêdzie to kierowca busa).
3. Po sezonie trudno liczyæ na tzw. bieszczadzki klimat knajpiany. Z niejakim zdziwieniem stwierdzi³em, ¿e podczas tej wyprawy ani razu nie imprezowa³em, nawet skromnie. Nie liczê piwka o zachodzie s³oñca, bo to inna kategoria. No ale w koñcu mog³em siê tego spodziewaæ, jad±c samotnie i po sezonie.
4. Mam wniosek racjonalizatorski dla w³a¶cicieli schronisk i pensjonatów – odp³atne us³ugi pralnicze (nie spotka³em siê z czym¶ takim, ale mo¿e gdzie¶ w Biesach istniej±). Je¶li by³yby powszechne, mo¿naby zabieraæ mniej ciuchów. Zreszt± w rêkach trudno wypraæ porz±dnie taki polar czy spodnie. Cennik us³ugi - 5 z³ za wsad, 2 z³ za porcjê proszku. A u¿ywan± pralkê mo¿na kupiæ tanio od dostawców ze sklepów AGD, którzy od niedawna maj± obowi±zek zabieraæ stary sprzêt przy dostawie nowego.
5. Nie zrozumiem, dlaczego miejscówki pod tym samym szyldem (konkretnie PTTK) mog± siê tak bardzo ró¿niæ standardem. W Wetlinie mo¿na by³o zrobiæ cudeñko, a w UG – nie? Tym bardziej, ¿e – o ile wiem – w Ustrzykach jest wiêkszy g³ód miejsc noclegowych...
6. Zanika zwyczaj witania siê na szlaku, postêpuje za to jego – nazwijmy to – dywersyfikacja. Kiedy¶ „cze¶æ” by³o uniwersalne. Teraz trzeba najpierw obrzuciæ wzrokiem spotykanego cz³owieka i b³yskawicznie zdecydowaæ, czy powiedzieæ „cze¶æ”, „dzieñ dobry”, czy te¿ trzymaæ dziób na k³ódkê, by nie naraziæ siê na zdziwione spojrzenia. Ale mo¿e to i dobry objaw ¶wiadcz±cy o tym, ¿e coraz wiêcej ludzi je¼dzi w Biesy, nawet ci niedzielni tury¶ci, niezainfekowani (póki co) wirusem typu „B”.
Podsumowuj±c – wyprawa by³a niezwykle udana i klimatyczna, a samotne ³a¿enie po sezonie ma niepowtarzalny urok. Odnalaz³em swoje ¶lady stóp sprzed lat, wiêc mogê uznaæ, ¿e – metaforycznie pojêta – zemsta zosta³a dokonana.
Dziêkujê za uwagê i do zobaczenia na szlaku :)
pewnie nie zasnê do Gwiazdki. Marzyciel...
W Wetlinie mo¿na by³o zrobiæ cudeñko, a w UG – nie? Tym bardziej, ¿e – o ile wiem – w Ustrzykach jest wiêkszy g³ód miejsc noclegowych... Mo¿e w³a¶nie dlatego? My¶my onegdaj uciekli z Czartem po jednej nocce w Kremenarosie na prywatn± kwaterkê po drugiej stronie szosy. Nie wytrzymali¶my ogrzewania chuchem w³asnym i p³atów ple¶ni sufitowej jako dodatku do szamponu;> Ale by³o tam bractwo, które chyba 3 czy 4 dzieñ okupowa³o pokój i nie marudzili. Gdzie indziej w UG nie dostaliby wtedy tylu ³ó¿ek na raz.
6. .... Te¿ to odczuwam. Dziwi mnie ta wybiórczo¶æ. W górach uczyli mnie, ¿e ka¿dy jest 'Ty'. Taki znak równo¶ci pomiêdzy lud¼mi. Ale teraz Panie inne czasy, inne czasy... Hehe...niedawno na kursie przewodnickim niektórzy m³odzi krztusili siê zwracaj±c siê do mnie po imieniu. A pod Tarnic± w lecie ma³y ch³opczyk powiedzia³ 'cze¶æ' na moje 'cze¶æ' po czym sczerwienia³ i poprawi³ na 'dzieñ dobry':P
Dziêkujê za uwagê i do zobaczenia na szlaku :) Szkoda, ¿e nie pojecha³e¶ na d³u¿ej :)
Kiedy bêdziesz mia³ uprawnienia?
[B] Ale mo¿e to i dobry objaw ¶wiadcz±cy o tym, ¿e coraz wiêcej ludzi je¼dzi w Biesy, nawet ci niedzielni tury¶ci, niezainfekowani (póki co) wirusem typu „B”. Tego raczej bym siê obawia³. Pozostan± nam (póki co) ukraiñskie Karpaty.
WIELKIE DZIÊKi za wspania³± relacjê. Czyta³em jednym tchem.
Klika uwag do epilogu.
1. Mam to samo. Jestem w Bieszczadzie, a kondycja jeszcze w domu. Jak wracam do domu to ona chyba w drodze w Bieszczad, bo znowu jej nie ma chocia¿ z dum± oznajmiam, ¿e nie palê.
2.Dziêki za t± uwagê, zw³aszcza, ¿e wybieram sie w czwartek. Jestem zmotoryzowany, zawsze zabieram turystów i nie tylko, ale teraz mam w planie trasê podczas której bêdê zmuszony skorzystaæ z przygodnego transportu.
3.Nie zgadzam siê. Bywam po sezonie czêsto i potrafiê znale¼æ ten klimat.
4. Popieram wniosek
5. No koments
6. Zawsze mówiê "Czesæ". mo¿e dlatego, ze jestem juz w takim wieku, ¿e niektórzy zastanawiaj± siê, czy nie powiedzieæ "Dzieñ Dobry".
Pozdrawiam
Marcowy - bardzo przyjemnie siê czyta Twoj± relacjê. Dziêki za odrobine rozrywki na jesienne wieczory.
ad rem pkt 3 epilogu - nie zgodze siê. Zalezy co rozumiemy pod pojêciem "klimat" Generalnie mnie w knajpach bieszczadzkich bardziej podoba siê po sezonie. Obs³uga ma wiêcej czasu i jest bardziej skora do rozmowy i opowiadañ. Nie traktuje mnie jak konsumenta, tylko jak turystê.
Np. w sezonie do Lacha nie zagl±dam, ale jak by³em zim±, to by³ zupe³nie inny cz³owiek. By³o rewelacyjnie i gdyby nie fakt ze musia³em i¶æ, to zosta³bym tam na d³u¿ej.
Zgadzam siê z przedmówcami:) Klimat w Bieszczadach zawsze jest. Mo¿e czasem stawiamy otoczeniu za du¿e wymagania i klimat z³o¶liwie znika?:P Ja np bardzo sobie kiedy¶ upodoba³em 'Piekie³ko' po sezonie. No, wiele wody w Sanie up³ynê³o odk±d tam nie by³em, ale po sezonie klimaty tam by³y dla mnie akuratne: ³atwo sobie by³o z miejscowymi lud¼mi zagadaæ i zwyczajnie zadumaæ siê nad piwskiem albo natkn±æ na tajemniczego samotnego wêdrowca i ni z gruszki ni z pietruszki rozgwarzyæ siê o górach, polityce i innych bardzo wa¿nych sprawach:)
Klimat klimatowi nierówny :) Czasem to zat³oczona Baza, czasem miejscowy spotkany na piwie pod sklepem. Je¶li kto¶ jedzie sam po sezonie, to raczej nie po to, ¿eby siedzieæ non-stop w przepe³nionych knajpach.
Ale czasami cz³owiek hucznie zabawiæ siê musi. Inaczej siê udusi :D
Witam
przegl±dam to forum od dwóch lat , ta relacja jest ¶wietna
najlepsza jak± czyta³am
dziêkuje
te¿ zauwa¿y³am , ¿e zanika zwyczaj pozdrawiania na szlaku a szkoda
Pozdrawiam
Ps
ten kolega ju¿ nie pojedzie w Bieszczady , zniszczy³by swój mistenie tkany spokój
hej !
to najlepsza relacja... az wstyd bedzie w niedziele opisac swoja wyprawe.
Ale nie ..to zart... super .. RELACJA-REWELACJA !!!:grin:
Relacji reanimacja!
Przeczyta³am jeszcze raz maj±c w pamiêci czytanie pierwsze!
Czyta³o siê tak,jak s³ucha siê Beatlesów,zagl±da do "Dzieci z Bullerbyn"czy ogl±da "Przeminê³o z wiatrem"!
Fajnie,¿e s± takie "IPN"-y
zanotowane.pl doc.pisz.pl pdf.pisz.pl brytfanna.keep.pl
Wyprawa niezwyk³a pod co najmniej dwoma wzglêdami:
Primo - po raz pierwszy od lat jadê sam. Poprzednie wizyty by³y raczej grupowe i stacjonarne, wiêc zazwyczaj trzeba by³o liczyæ siê z preferencjami i kondycj± grupy, ale teraz... hulaj dusza!
Drugie primo - postanowi³em odbyæ podró¿ sentymentaln±, szlakiem wêdrówki sprzed 21 lat. Wyprawa o tyle warta uczczenia, ¿e w³a¶nie wtedy zosta³em zainfekowany owym nieuleczalnym wirusem na "B".
W planach nie ma oryginalnych tras ani wyczynów. Bo i planów brak. Ogólne za³o¿enie jest takie, by oderwaæ swoje prawie 40 lat i blisko 100 kilo od biurka. Na 8 dni.
A, i umawiamy siê - 21 rocznica jest okr±g³a, jasne?!
Czwartek, 5 pa¼dziernika
Formalnie urlop zaczynam jutro, ale zamierzam wyruszyæ ju¿ dzi¶ o 14, poci±giem z Warszawy do Rzeszowa. Przychodzê do pracy z plecakiem i w stroju maskuj±cym. Korzy¶æ jest taka, ¿e mój szef obrzuca mnie podejrzliwymi spojrzeniami i obchodzi du¿ym ³ukiem. W pracy jak zwykle m³yn, wiêc zrezygnowany zaczynam sprawdzaæ nocne po³±czenia. Jednak o 13.30 koledzy wsadzaj± mnie - razem z futryn± - do windy, ¿ycz±c udanego urlopu.
Wskakujê do poci±gu, który po chwili rusza na po³udnie. Ale co tak bêdê siedzia³ w przedziale? Ruszam do Warsu oblaæ pocz±tek wyprawy nielegalnym piwem. Podobnie jak 20 innych przestêpców s±czê sobie Tyskie i gapiê siê przez okno. Dwa stoliki dalej facet w garniturze do¶æ g³o¶no rozmawia przez komórkê. Najpierw miesza z b³otem firmê X, która go wyrolowa³a, a potem zdradza, ¿e sam chce wyrolowaæ firmê Y. Znam obie, s± z mojej bran¿y. I wyjed¼ tu na wakacje...
W Rzeszowie wysiadam o 19 i ruszam na dworzec PKS. Jako jeden z ostatnich pasa¿erów wciskam siê w autobus do Ustrzyk o 20. ¦ci¶niêty jak ¶led¼ w beczce z braku lepszych zajêæ gapiê siê bezmy¶lnie w okno, za którym i tak nic nie widaæ. Niez³y pocz±tek wyprawy... Po jakiej¶ godzinie pasa¿erów nieznacznie ubywa. Do¶wiadczam „efektu kozy”, bo gdy robi siê lu¼no na tyle, ¿e mogê zdj±æ polar, jestem niemal szczê¶liwy. A euforia ogarnia mnie, gdy zwalnia siê wreszcie jakie¶ miejsce siedz±ce. Po 23 wysiadam w Lesku, które wita mnie gêst± mg³± poprzetykan± nieprzeniknion± ciemno¶ci±. Z dworca dziarsko maszerujê do schroniska PTSM. Maszerujê i maszerujê. I jeszcze trochê maszerujê. Gdy mijam tablicê z napisem „Lesko”, dociera do mnie, ¿e chyba maszerowa³em ciut za d³ugo. Zawracam wiêc i ka¿dy napotkany drogowskaz studiujê uwa¿nie w ¶wietle zapalniczki. Wreszcie znajdujê ten w³a¶ciwy i bez przeszkód docieram do budynku. Na progu spotykam parê w ¶rednim wieku w strojach wieczorowych. Wygl±daj± trochê groteskowo w tym miejscu, ale mówiê grzecznie „Dobry wieczór” i wchodzê do recepcji. Pani recepcjonistka osza³amia b³yszcz±c± kreacj±, kompletem bi¿uterii i odwa¿nym makija¿em. Sporo siê zmieni³o w PTSM-ach przez te 20 lat...
Gdy dope³niam formalno¶ci meldunkowych w recepcji pojawia siê sympatyczny pan kierownik, który wyja¶nia, ¿e maj± zlot dyrektorów schronisk i akurat trwa bankiet. No to dziêki Bogu... Za spanko (sam w 3-osobowym pokoju) p³acê 14 z³. Pani przeprasza, ¿e maj± remont czê¶ci budynku, w której znajduj± siê toalety i kuchnia, wiêc warunki s± partyzanckie. Faktycznie pod prysznicami natykam siê ha³dy piachu, ale nic to, Ba¶ka. Schludne pokoiki i sympatyczna obs³uga rekompensuj± niedogodno¶ci.
W pokoju rozpakowujê plecak i konstatujê dwie nieprzyjemne rzeczy. Po pierwsze zapomnia³em wzi±æ myd³a. Ale o c±¿kach do paznokci to pamiêta³em, tak?! Grrr... Trudno, trzeba siê bêdzie dzi¶ wypluskaæ w szamponie. Drugi problem jest powa¿niejszy – po wewnêtrznej stronie buta dostrzegam 3-centymetrowe rozdarcie materia³u tu¿ nad podeszw±. Sze¶cioletnie alpinusy swoje ju¿ przesz³y i mia³y prawo odmówiæ pos³uszeñstwa, ale dlaczego akurat teraz?! Tu¿ przed wyjazdem impregnowa³em buty i na pewno by³y ca³e. Kurrrde... Oby wytrzyma³y te kilka dni.
Idê spaæ.
CDN
Zapowiada siê nie¼le... Lubiê takie "wariackie" wyprawy! :grin:
Bardzo ciekawy pocz±tek wyprawy, czekam niecierpliwie na dalsz± czê¶æ relacji. :razz:
Wiadomo! czekamy na dalsze relacje....
Pi±tek, 6 pa¼dziernika
Ze schroniska wychodzê po 9. W recepcji pusto. Obs³uga pewnie jeszcze odsypia wczorajszy bal, wiêc zostawiam klucz w drzwiach i zmierzam ku dworcowi PKS. Opcje dalszej podró¿y s± trzy - Ustrzyki Dolne, Górne albo Cisna. Jako pierwszy podje¿d¿a autobus do Ustrzyk Górnych. Los tak chcia³. Przez szybê ogl±dam miejscowo¶ci o dobrze znanych nazwach, a po dwóch godzinach wysiadam w centrum Ustrzyk. Wstêpujê do sklepu po myd³o i film do aparatu. Starsi powinni pamiêtaæ – niegdy¶ obrazy utrwala³o siê na takiej ¶miesznej kliszy. Takowa pasuje akurat do mojej lustrzanki, zabytkowej Mamiyi, która wa¿y ze 2 kilo. Wiedziony sentymentem postanawiam zakotwiczyæ siê w „Kremenarosie”. Przed schroniskiem spotykam kierownika (w³a¶ciciela?), który prowadzi mnie „na ganek”, czyli do pokoju wydzielonego z barowej werandy. Warunki bardziej ni¿ spartañskie, za to nocleg tylko 15 z³otych. Zrzucam wór i idê na rekonesans po Ustrzykach. Nostalgicznym spojrzeniem obrzucam mijany „Pulpit”, pod którym zaros³a wymalowana niegdy¶ dla mnie „koperta”. Obecne „Wilcze Echa” s± zamkniête na trzy spusty, ale nad daszkiem wisi szyld „Noclegi”. Zagl±dam do Lacha (knajpa „U Rze¼biarza”), zwabiony dobiegaj±c± z g³o¶ników muzyk± The Ukrainians. W ogródku pusto, a wewn±trz pani barmanka ze ³zami w oczach ogl±da brazylijsk± telenowelê. Przerywam jej seans w momencie, gdy bohaterka dramatycznym g³osem krzyczy do rywalki: „Chcia³a¶ mi zabraæ Omara!”. Zamawiam pierwszy bieszczadzki kufel Le¿ajska i dojadam podró¿ne kanapki, po czym ruszam na aklimatyzacyjny spacer. W drodze na Wo³osate zbaczam w las i przez parê godzin b³±kam siê w absolutnej samotno¶ci po zaro¶niêtych ¶cie¿kach, nasi±kaj±c s³oñcem, kolorami i b³otem. Wracam do UG od strony Rawek i logujê siê w „Kremenarosie”. Ogl±dam buty – rozdarcie nie powiêkszy³o siê, co nape³nia mnie optymizmem. Za to przemoczone buty zafarbowa³y moje stopy na piêkny ciemnozielony kolor, przez co wygl±dam jak hobbit. Gdy zagl±dam do ³azienki, stajê jak wryty z dziobem „na open”. Od 1985 roku zmieni³ siê system, moda i waluta, pada³y rz±dy, koncerny i deszcze meteorów, ale syf w kremenarosowych sanitariatach pozosta³ niezmienny. Ple¶ñ na suficie, poobt³ukiwane kafelki i brodziki, zardzewia³e krany i prysznice, grzybicê mo¿na z³apaæ od samego patrzenia... Wychodz±c stamt±d po k±pieli mam wra¿enie, ¿e jestem bardziej brudny, ni¿ w momencie wej¶cia.
Z pobudek zapewne masochistycznych postanawiam sprawdziæ tutejsz± kuchniê. Zamawiam placek po bieszczadzku. Jest ca³kiem OK, porcja solidna, wiêc na jego eksterminacjê po¶wiêcam prawie godzinê. W trakcie konsumpcji podchodzi do mnie kole¶ oko³o 30-tki. S³awek dosta³ ³ó¿ko w tym samym pokoju, wiêc dajê mu klucz. Potem idziemy oblaæ spotkanie do Lacha na piwo. Lokal pamiêtam z czasów, gdy gospodarz rezydowa³ jedynie w ma³ej chatynce z szyldem „Twórca ludowy”, który kto¶ przerobi³ na „Stwórca lodówy”. W ramach hucznego oblewania spotkania S³awek wypija ma³e piwo („zasadniczo jestem niepij±cy”), za to raczy mnie pikantnymi historiami ze swojego burzliwego ¿ycia erotycznego. Wracamy do „Kremenarosa” oko³o pó³nocy. Jutro S³awek wybiera siê na Rawki, ja planujê zdobyæ Tarnicê.
Dobranoc.
Klisza jest super nawet dzisiaj- tylko ¿e nieco kosztowne to to, ale rado¶æ nieziemksa. Ci co mnie widzieli w akcji wiedz± ¿e klisza daje sporo rado¶ci..... Tylko trze¼wym trzeba byæ- co by ostro¶æ w analogu by³a :) Choæ jak kto mia³ wciête- to i obraz zamazany na pami±tkê zostaje....
Ciekawe czy Twoja podró¿ wniesie co¶ do innego w±tku, w którym nieco mnie ponagla³e¶..... choæ nie spodziewam siê ¿eby to by³o po dzisiejszej nocy rotfl
Hej:D
Mniamu¶ne opowiadanko:D Dalej, dalej...:)
Tylko trze¼wym trzeba byæ- co by ostro¶æ w analogu by³a :) Racja, w takich sytuacjach wzdycham za autofocusem :lol:
Ciekawe czy Twoja podró¿ wniesie co¶ do innego w±tku, w którym nieco mnie ponagla³e¶..... Tu Ciê rozczarujê... "Ten w±tek" zosta³ w Warszawie :-D
Klisza jest super nawet dzisiaj- tylko ¿e nieco kosztowne to to, ale rado¶æ nieziemksa. Nooooo....a nocka nad powiêkszalnikiem, to dopiero cymes:D I czarne ³apska od hydrochinonów, siarczynów, dwuchromianów itp smakowito¶ci:D
Racja, w takich sytuacjach wzdycham za autofocusem A ja w analogu mam af, i jako¶ nic to nie wnosi do ostro¶ci. Chyba sobie zrobiê alkoholowy opis ostro¶ci 1m 1,5m 2m itd - zupe³nie jak Zenitach.
Sobota, 7 pa¼dziernika
Rano okazuje siê, ¿e niesprawiedliwie oceni³em S³awka – to nastojaszczij wyrypiarz. Nie do¶æ, ¿e nie mia³ ¶piwora i spa³ bez po¶cieli wprost pod kremenarosow± ko³dr±, to przyjecha³ w Biesy z torb± podró¿n± i w adidasach. Ku memu zaskoczeniu, recepcja skroi³a go a¿ na 20 z³ za nocleg. Przy ¶niadaniu zgodnie narzekamy na wszechobecny syf i postanawiamy po po³udniu zmieniæ „miejsce sta³ej dyslokacji” – ja na Wetlinê, S³awek na inny lokal w UG. Z ulg± dostrzegam, ¿e ze swej przepastnej torby mój kolega dobywa ma³y plecak, z którym zamierza wypu¶ciæ siê na Rawki. ¯egnamy siê przed schroniskiem i rozchodzimy w swoje strony – ja na czerwony szlak, on na niebieski.
Sto metrów dalej natykam siê na radosn± ekipê kilkunastu wspó³spaczy, z których czê¶æ kojarzê ze spotkañ w ³azience lub na papierosie. ¦rednia wieku ko³o 50-tki, stroje mocno kurortowe, zapa³ bojowy. Niestety oni te¿ mnie rozpoznaj± i ha³a¶liwie anektuj± do zespo³u. Równie¿ wybieraj± siê na Tarnicê. Co chwilê strzelaj± otwierane puszki piwa, kto¶ intonuje pie¶ñ patriotyczn±. Luvly... Zanim docieramy do centrum UG, mam ich ju¿ do¶æ. Przy kasie BdPN korzystam z okazji i urywam siê po pretekstem umówionego spotkania z piêkn± kobiet±. Oczywi¶cie spotykam siê z pe³nym zrozumieniem, zyskuj±c przy okazji opiniê „bieszczadzkiego maczo”. Nawet nie mam wyrzutów sumienia z powodu k³amstwa – w koñcu to taka metafora: Tarnica jest rodzaju ¿eñskiego i – jako taka – wymaga zdobycia.
Zanim mozolnie wdrapiê siê na Szeroki Wierch, spotkam mnóstwo takich „teamów”. W koñcu jest sobota, wiêc na szlaku spory ruch. Szacunek mój budzi nobliwe ma³¿eñstwo ko³o 70-tki, z którym rozmawiam chwilê pod Tarniczk±. Uwagê zwraca strój pana – spodnie od garnituru wpuszczone w skarpetki, a na stopach lakierki. Pañstwo zastanawiaj± siê, czy nie wracaæ, bo s± ju¿ do¶æ zmêczeni. ¯egnamy siê, a oni jeszcze nie podjêli decyzji.
Na grzbiecie lodowate podmuchy przenikaj± mnie do szpiku ko¶ci. Polar nie chroni przed wiatrem, wiêc wyci±gam z plecaka moj± tajn± broñ – wojskow± pelerynê. Gdy próbujê j± za³o¿yæ na porywistych podmuchach, o ma³o nie odlatujê na Ukrainê. Mam wra¿enie, ¿e wygl±dam jak skrzy¿owanie coppolowego Draculi z czotowym Hrynia. Czyli malowniczo. Choæ nie¿yczliwi mogliby powiedzieæ „g³upkowato”. Ale robi mi siê znacznie cieplej. Na Prze³êczy Krygowskiego odpoczywam d³u¿sz± chwilê w towarzystwie ca³kiem sporego t³umu. Jest w¶ród nich m³ode ma³¿eñstwo z 3-, 4-miesiêcznym niemowlakiem. No sorry, ale za cholerê nie zrozumiem takich rodziców. M³ody ledwo otworzy³ oczy i ju¿ jest wystawiany na kaprysy surowej aury, a starzy w³a¶ciwie nie s± w stanie robiæ nic innego, ni¿ uwa¿aæ, ¿eby dziecku nie sta³a siê jaka¶ krzywda. Niby kto ma skorzystaæ na takich eskapadach? Chyba tylko te zastêpy innych wêdrowców, którzy z egzaltacj± rozczulaj± siê nad „m³odym podró¿nikiem”... Ech, marno¶æ nad marno¶ciami...
Na Tarnicy spotykam grupê m³odzie¿y z przewodnikiem. Tym ostatnim jest ³adna, drobna blondynka w okularach, z b³êkitnym plecakiem ozdobionym naszywk± „Przewodnik bieszczadzki”. Zastanawiam siê, czy to czasem nie Lucyna. W zasadzie móg³bym po prostu podej¶æ i zapytaæ, ale... ekhm... nigdy nie mia³em ¶mia³o¶ci do kobiet. Wyjmujê aparat i rozgl±dam siê w poszukiwaniu kogo¶, kto zrobi³by mi pami±tkow± fotkê. Swoje ofiary wybieram zazwyczaj spo¶ród ludzi, którzy maj± bardziej skomplikowany sprzêt fotograficzny. Wychodzê z za³o¿enia, ¿e komu¶ takiemu nie trzeba t³umaczyæ podstawowych zasad pos³ugiwania siê zoomem czy rêcznego ustawiania ostro¶ci. Jak siê okaza³o tydzieñ pó¼niej, dobra dusza, która uwieczni³a mnie na Tarnicy, obciê³a mnie w pasie i mi³o¶ciwie zagarnê³a do kadru prawie wszystkich wspó³zdobywców.
Schodzê na prze³êcz i tu nastêpuje trudny moment decyzji. Wariant optymistyczny zak³ada³ dalsze przej¶cie przez Bukowe Berdo do Wide³ek. Z jednej wszelako strony jest ju¿ po 15, wiêc do UG wraca³bym po zmroku, a poza tym – szczerze mówi±c – czujê ju¿ w miê¶niach dotychczasow± trasê. Rozwa¿ywszy wszystkie „za” i „przeciw” decydujê siê wracaæ przez Wo³osate. Schodzê wiêc do centrum wsi, wypijam pokrzepiaj±ce piwko pod sklepem, zapalam drugiego tego dnia papierosa (co skutkuje atakiem kaszlu) i ruszam asfaltówk± w stronê Ustrzyk. Gdy widzê kierowców próbuj±cych rozpaczliwym slalomem omijaæ dziury w jezdni, rezygnujê z ³apania „stopa” i do „Kremenarosa” wracam o zmierzchu.
W pokoju spotykam S³awka. Wróci³ z trasy du¿o wcze¶niej, ale nie znalaz³ w UG ¿adnego innego wolnego miejsca na nocleg. Ja równie¿ nie mam si³ ani ochoty t³uc siê do Wetliny o tej porze, wiêc zgodnie decydujemy siê na kolejn± noc w schronisku. Idziemy do baru uregulowaæ nale¿no¶æ i wzi±æ po¶ciel dla S³awka. Przy okazji wypijamy – statystycznie – po 3 piwka. S³awek – jak zwykle – jedno ma³e. Wchodz± moi poranni znajomi, którym urwa³em siê pod pozorem randki. Pytaj± konfidencjonalnie, jak mi posz³o spotkanie z kobiet±. Zgodnie z prawd± odpowiadam, ¿e mi uleg³a, co zostaje skwitowane radosnym rykiem i aprobuj±cym klepaniem po plecach. Pojawia siê te¿ owo starsze ma³¿eñstwo, które spotka³em pod Tarniczk±. Pan „lakierkowy” przyznaje, ¿e ostatecznie zawrócili przed sam± Tarnic±. „Ale wie pan, ja mam 73 lata...” Szacunek do kwadratu.
Zasypiam ok. 20, natychmiast po wsuniêciu siê do ¶piwora. Ale b³ogi sen nie trwa d³ugo. O 22 moja ³y¿eczka zostawiona w blaszanym kubku zaczyna miarowo podzwaniaæ. Za ¶cian± z dykty rozpoczyna siê dyskoteka. Prawie nie s³yszê S³awka, który rzuca przekleñstwa z drugiego koñca pokoju. Ale OK, jest sobota, ludzie siê bawi±. Wyrozumia³o¶ci wystarcza mi do 3 nad ranem. Z zaci¶niêtymi zêbami wbijam siê w spodnie i idê do baru, w którym dorzyna siê z 5 osób. Grzecznie mówiê, ¿e za ¶cian± próbuj± spaæ ludzie, którzy zap³acili za nocleg. Mistrz ceremonii bez s³ów, za to z kwa¶n± min± ¶cisza sprzêt. Wychodz±c czujê na plecach wrogie spojrzenia. W pokoju starannie przekrêcam klucz od ¶rodka i ledwo dowlekam siê do wyra.
Sobota, 7 pa¼dziernika
Na Tarnicy spotykam grupê m³odzie¿y z przewodnikiem. Tym ostatnim jest ³adna, drobna blondynka w okularach, z b³êkitnym plecakiem ozdobionym naszywk± „Przewodnik bieszczadzki”. Zastanawiam siê, czy to czasem nie Lucyna. S±dz±c z Twojego opisu to nie by³a Lucyna. Oprócz koloru w³osów, okularów i prawdopodobnie koloru plecaka reszta pasuje jak ula³.:wink: :grin:
Fajna relacja. Czekam na resztê
Pozdrawiam
:D
Wiedzia³em, ¿e samotne wyprawy s± najlepsze :D Kontynuujcie obywatelu, kontynuujcie:D
A co do rodziców z maleñstwem - mo¿e poprzez wywo³anie serii niemi³ych doznañ próbuja zohydziæ dzieciakowi góry pomni swych udrêk na szlakach?:P
Ech, Marcowy.... Jak tak czytam, to sama mam ochotê na tak± samotn± w³óczêgê, jako to drzewiej bywa³o.... bardzo, bardzo ciekawe.. :D
Dalej, dalej ... :razz:
sama mam ochotê na tak± samotn± w³óczêgê, jako to drzewiej bywa³o... To wór na grzbiet i w nogi:D
Niedziela, 8 pa¼dziernika
Budzê siê z piaskiem pod powiekami, a razem ze mn± budzi siê jeden imperatyw: „jak najszybciej wypier...æ z Kremenarosa!”. W drodze do ³azienki spotykam wczorajszych imprezowiczów. Przez chwilê mierzymy siê wrogimi spojrzeniami. Odzywaj± siê pierwsi – przepraszaj± za nocne ha³asy. Gadamy trochê i rozstajemy siê w zgodzie. Przy ¶niadaniu zastanawiamy siê ze S³awkiem, co dalej. Mój towarzysz ponownie chce wyruszyæ na poszukiwanie noclegu w UG – jest niedziela i bêdzie mu ³atwiej co¶ znale¼æ – a potem wybraæ siê na Tarnicê. Ja zamierzam przenie¶æ siê do Wetliny. Pierwotnie chcia³em przej¶æ ambitnie z worem przez Caryñsk± i z³apaæ jaki¶ transport z Berehów, ale nieprzespana noc i trochê obola³e miê¶nie wybijaj± mi to z g³owy. Postanawiam zawie¼æ plecak do Wetliny, a potem poszwendaæ siê po okolicy. Zbieramy graty, wynosimy siê z „ganku” i rozstajemy w centrum UG. Robiê jakie¶ zakupy i zaczynam rozgl±daæ siê za transportem.
Nie wygl±da to najlepiej. O PKS-ie mo¿na zapomnieæ, busy je¿d¿± jak raz do Wo³osatego, kierowcy osobówek na widok plecaka przy¶pieszaj±. Po dwóch godzinach bezskutecznego polowania podejmujê jedynie s³uszn± decyzjê – idê na piwo do Lacha. A nawet na dwa piwa. Ok. 13 wyruszam ponownie na centralny ustrzycki placyk i... natychmiast ³apiê busa do Wetliny. Bo piwo zawsze pomaga. Pó³ godziny pó¼niej wysiadam przy PTSM-ie. Akurat tutaj 21 lat temu zatrzymali¶my siê ca³± ekip±, a po g³owie ko³acze mi siê zas³yszana gdzie¶ informacja, ¿e to schronisko – choæ niby sezonowe – ma te¿ miejsca noclegowe dostêpne przez ca³y rok. Ale nie mogê tego sprawdziæ, bo szko³a zamkniêta na g³ucho. Dzwoniê, pukam, obchodzê budynek dooko³a. Na parkingu stoi kilka samochodów, ale PTSM wygl±da na martwy. Tu¿ przy drodze widzê strza³kê do schroniska PTTK i natychmiast dostajê gêsiej skórki na wspomnienie „Kremenarosa”. Pewnym krokiem ruszam do Piotrowej Polany. Ale tu sytuacja niemal identyczna. Domki zamkniête, pensjonat tak¿e, parê aut na parkingu. Ze Starego Sio³a wracam do centrum. Skuszony zachêcaj±cym szyldem „Spanko dla ³azików” wspinam siê pod górê i podchodzê do starego domku. Wygl±da klimatycznie. Wchodzê do ¶rodka i od progu uderza mnie zapaszek stêchlizny. Robiê w ty³ zwrot i uciekam, nie spotykaj±c nikogo. Mo¿e co¶ straci³em, ale znów dopad³y mnie upiory „Kremenarosa”. Chyba po powrocie bêdê musia³ przej¶æ jak±¶ terapiê. Nieco ni¿ej pukam do willi ozdobionej tablic± „noclegi”. Otwiera mi 14-letni ch³opczyk. Pytam o miejsce, ale w odpowiedzi s³yszê: „Pojedynczo nie przyjmujemy”. „U Rumcajsa” te¿ zamkniête. Koniec sezonu staje siê coraz bole¶niej odczuwalny. Z rezygnacj± drepczê do schroniska PTTK.
I tu zaskoczenie. Fajne wnêtrze baru, mi³a obs³uga, wolne miejsca. Proszê o pokazanie wspólnej ³azienki. I znów szok. ¦wiat³o w³±czaj± czujki ruchu, w kranach dozowniki wody, z pod³ogi mo¿na je¶æ. W ¿yciu bym nie pomy¶la³, ¿e zapach Domestosa mo¿e byæ tak przyjemny. Pokoje czyste i schludne, ³ó¿ko w dwójce kosztuje 25 z³. P³acê za dwie noce i z ulg± zrzucam plecak. Dzia³a centralne ogrzewanie, wiêc jest przyjemnie ciep³o. Podczas pó³godzinnej sesji pod prysznicem zastanawiam siê, co robiæ. Zrobi³a siê godz. 17, wiêc na trasê ju¿ za pó¼no, postanawiam wiêc robiæ nic. W koñcu jest niedziela.
Idê zakosztowaæ klimatu polecanej „Bazy ludzi z mg³y”. Na miejscu okazuje siê, ¿e jestem jedynym klientem. I jak tu poczuæ klimat? Wypijam samotne piwko. Zmierzcha siê, wiêc wracam do schroniska.
Id±c poboczem widzê przed sob± miejscowego menela... sorry, zakapiora. Wlecze siê wolno na mocno chwiejnych nogach. Gdy s³yszy za plecami moje kroki, odwraca siê nagle, staje i patrzy gro¼nie spode ³ba. Zarost ma co prawda krótszy od mojego, ale mam wra¿enie, ¿e piwem wali od niego trochê mocniej.
- Dzieñ dobry – rzuca chrapliwie.
- Dzieñ dobry – odpowiadam niepewnie.
Facetowi twarz ³agodnieje.
- Bo my tu mamy taki zwyczaj, ¿e siê witamy – wyja¶nia ³askawie. – Tu nie Zakopane.
Zapewniam, ¿e wiem o tym doskonale i ruszamy ka¿dy w swoj± stronê. W schronisku wypijam ostatnie piwko na tarasie i ok. 20 ju¿ smacznie chrapiê.
Heheh fajna trasa.... zupe³nie jak bym zwiedza³ z Bertrandem.... tu piwko, tam knajpa :) Czasem tak te¿ trzeba!
Heheh fajna trasa.... zupe³nie jak bym zwiedza³ z Bertrandem.... tu piwko, tam knajpa :) Czasem tak te¿ trzeba! No Barnaba teraz przegi±³e¶ naprawdê!!! :twisted: Po raz pierwszy od Twojego pierwszego postu na tym Forum.:twisted: Kiedy tak razem zwiedzalismy Bieszczad? I owszem, ja piwko przed wej¶ciem na szlak i po zej¶ciu ze szlaku razem, ale ¿eby bez szlaku??? Pomyli³e¶ chiba towarzystwo:wink:
Gdy zagl±dam do ³azienki, stajê jak wryty z dziobem „na open”. Od 1985 roku zmieni³ siê system, moda i waluta, pada³y rz±dy, koncerny i deszcze meteorów, ale syf w kremenarosowych sanitariatach pozosta³ niezmienny. Ple¶ñ na suficie, poobt³ukiwane kafelki i brodziki, zardzewia³e krany i prysznice, grzybicê mo¿na z³apaæ od samego patrzenia... Eeee tam - ja lubiê to schronisko. Ale nigdy nie mówi³em ze jestem normalny :razz:
Z uwielbieniem obserwujê reakcje ludzi wchodz±cych do tej ³azienki. Bawiê siê przy tym setnie. Na szczê¶cie dzieki takiemu wygladowi raczej nie ma tam kolejek pod prysznic :-) No mo¿e w sezonie.
Jak widaæ taki stan rzeczy ma te¿ swoje plusy.
Bo piwo zawsze pomaga. O, ¶wiête s³owa !!!! :lol:
Poniedzia³ek, 9 pa¼dziernika
Budzê siê o 5 rano. Na schroniskowym termometrze zero stopni. Po ¶niadaniu wyruszam ¿ó³tym szlakiem na Wetliñsk±. Mijam zamkniêt± budkê BdPN (4 z³ do przodu!) i rozpoczynam wspinaczkê na Prze³êcz Or³owicza.
Jest piêknie, rze¶ko, s³onecznie, kolorowo i cicho. By³oby absolutnie cicho, gdyby nie moje rzê¿enie z p³uc i dudnienie z obu przedsionków. Gdzie¶ w po³owie drogi - gdy ju¿ muszê robiæ postoje co 100 metrów, by z³apaæ oddech - dopadaj± mnie natrêtne my¶li w stylu: „co ja, k..., tutaj robiê?!” albo „po ch... siê tak mêczê?!”. Oczywi¶cie w my¶lach nie u¿ywam kropek. Ale gdy wychodzê nad liniê lasu, dostajê natychmiastow± i zadowalaj±c± odpowied¼. Krystaliczne powietrze, w dali widoczna Tarnica, w dolinach resztki mgie³, na po³oninie nikogo. Po to tu jestem.
Na prze³êczy odpoczywam d³u¿sz± chwilê i po raz pierwszy podczas tej wyprawy wyci±gam mapê. Dopiero teraz zauwa¿am denerwuj±cy feler mojego Copernicusa – ¶cie¿ki s± zaznaczone tym samym kolorem i t± sam± kresk± co poziomice. Masakra dla oczu. Nie daj Bo¿e czytaæ toto w ¶wietle latarki. Ale póki co mamy piêkny poranek, wiêc ruszam dalej.
Pierwsz± ¿yw± istotê spotykam na Osadzkim. Sympatyczny kole¿ka rozsiad³szy siê na ska³kach popija w zamy¶leniu piwo. Przysiadam siê i zaczynamy rozmawiaæ. Jest nauczycielem ze Stalowej Woli, przyjecha³ samochodem w nocy i wieczorem wraca. Widaæ, ¿e górski wirus dopad³ go stosunkowo niedawno, bo chciwie wypytuje o Bieszczady i nie tylko. Opowiadam mu o swoim lipcowym wypadzie w Karkonosze, a on nieoczekiwanie zapala siê do podró¿y w tamten rejon. Proponuje mi piwo, ale – jak dla mnie – na piwko jest za wcze¶nie. Siêgam do swojego plecaka po piersiówkê z „gorzk±”. Noszê j± od samego pocz±tku pobytu w Biesach, ale dotychczas jako¶ nie by³o okazji napocz±æ.
Na marginesie – kupiona eksperymentalnie na wyjazd wódeczka okazuje siê niezwykle zacna. Pewnie niektórzy kojarz± „Polsk±” z Polmosu w Zielonej Górze. W identycznych butelkach ten sam producent wypu¶ci³ ostatnio „Gorzk±”, a w³a¶ciwie s³odko-gorzk± wódkê o mocno korzennym aromacie. Miodzio! Klasyczna „gorzka ¿o³±dkowa” siê nie umywa.
Ale do¶æ o tem. Kolega idzie na Smerek, wiêc wkrótce siê ¿egnamy i ruszamy ka¿dy w swoj± stronê. Zbli¿a siê po³udnie i na po³oninie siê zagêszcza. Przy „Chatce Puchatka” zebra³ siê ju¿ ca³kiem spory t³umek. By odpocz±æ i zje¶æ kanapki dosiadam siê do trzech dam w wieku... ekhm... s³usznym. S± sympatyczne, porz±dnie wyekwipowane i nader rozmowne. Przyjecha³y z Wybrze¿a, a do Chatki wspiê³y siê g³ównie po to, ¿eby przekazaæ Lutkowi Piñczukowi pozdrowienia od swojej kole¿anki. Chcê to zobaczyæ, wiêc wchodzê za nimi do schroniska. Podchodzimy do barowego okienka, w którym urzêduje gospodarz. Jedna z pañ pyta nie¶mia³o:
- Czy zasta³y¶my pana Lutka?
- Owszem, to ja.
W odpowiedzi s³yszy pisk rado¶ci.
- Mamy dla pana pozdrowienia od takiej to a takiej. Pamiêta pan? Tej z Gdañska.
Lutek oczywi¶cie „pamiêta” i prosi re-pozdrowiæ. Panie wychodz± zachwycone. Ju¿ na zewn±trz z wypiekami na twarzach dziel± siê wra¿eniami ze spotkania ze s³ynnym zakapiorem.
- My¶li pan, ¿e chcia³by zrobiæ sobie z nami zdjêcie? – pytaj± mnie.
Zapewniam, ¿e Lutek na pewno o niczym innym nie marzy. Sielankê na tarasie przerywa wej¶cie stuosobowej wycieczki nastolatków. Nastrój pryska, wiêc postanawiam siê ewakuowaæ. ¯egnam siê z paniami i ruszam w stronê Berehów. Schodz±c w dó³ mijam kilka zziajanych grup w strojach niedzielnych, które najwyra¼niej postanowi³y zrobiæ sobie relaksuj±cy spacerek do schroniska. W oczach maj± moje poranne pytania.
Na krzy¿ówce w Berehach pusto. Chce mi siê piæ, wiêc idê do sklepu. Naprzeciwko widzê starsz± kobietê w laczkach, która na mój widok zawraca. Po chwili wyprzedzam j± i docieram do budki. Zamkniêta na trzy spusty. Markotniejê, ale zza pleców s³yszê g³os: „Otwarte, otwarte!” Oczywi¶cie kobiet± w kapciach by³a pani sprzedawczyni. Z butelk± coli wracam na skrzy¿owanie, zapalam papierosa i siadam na metalowej barierce w oczekiwaniu na transport do Wetliny. Po przeciwnej stronie drogi m³oda dziewczyna z kasy BdPN-u próbuje u¶piæ w wózku mniej wiêcej rocznego ch³opczyka. M³ody d³u¿sz± chwilê marudzi, ale wreszcie pada. Jego mama siada po przeciwnej stronie jezdni i te¿ wyci±ga papierosy. I tak sobie bez s³ów siedzimy, dymi±c i u¶miechaj±c siê do siebie. Samochody przeje¿d¿aj± sporadycznie, a kierowcy tradycyjnie nie reaguj± na moje machanie. Wreszcie po godzinie od strony Wetliny podje¿d¿a bus. Wysiada kilka osób, a szofer zawraca i wy³±cza silnik na poboczu. Podchodzê i pytam, czy jedzie do Wetliny. Kierowca potakuje, ale oczywi¶cie musimy jeszcze poczekaæ na jakich¶ pasa¿erów. No to czekamy. Gdy po godzinie nikt siê nie pojawia, kierowca zrezygnowany mruga do mnie ¶wiat³ami i jako jedyny ³adunek zabiera do kabiny. Wysiadam przy „Bazie ludzi z mg³y”, chc±c daæ os³awionej knajpie jeszcze jedn± szansê. Tym razem nie jestem jedynym go¶ciem, bo na zewn±trz siedz± jeszcze dwie osoby. Wracam do schroniska.
Wieczorne piwko na tarasie zostaje zak³ócone pojawieniem siê czterech du¿ych i ³ysych facetów. Podje¿d¿aj± dwiema niez³ymi brykami na warszawskich numerach, wiêc moja pierwsza my¶l jest oczywista: ONI dotarli ju¿ w Biesy! Okazuje siê jednak, ¿e panowie przyjechali po prostu na nocleg. W³a¶cicielka idzie pokazaæ im pokoje. Gdy wracaj±, s± wyra¼nie niezadowoleni. Z baru-recepcji docieraj± do mnie pojedyncze s³owa ¶wiadcz±ce o tym, ¿e panowie s± sk³onni nocowaæ, ale za znacznie mniejsze pieni±dze. Podobno „w internecie pokoje wygl±da³y lepiej”. Dziwne, bo pewnie ogl±da³em te same strony i – jak dla mnie – pokoje wygl±daj± o wiele lepiej w naturze. Poza tym panowie nie sprawiaj± wra¿enia ludzi z problemami finansowymi. Drobna w³a¶cicielka (zuch-kobieta!) siê nie ugina i nie chce daæ upustu. Godzi siê jednak oddaæ po³owê zaliczki. Panowie s± tak ucieszeni zwrotem stówy, ¿e przed odjazdem zamawiaj± po piwie i z w³a¶cicielk± rozstaj± siê w zgodzie. A ja siê zastanawiam, gdzie znajd± inny nocleg - o tej porze, za takie grosze, w przyzwoitym standardzie...
Idê spaæ. Plany na jutro s± dwa: zaleg³a Caryñska albo Rabia Ska³a. Mo¿e nawet Okr±glik? Rano siê oka¿e.
By³oby absolutnie cicho, gdyby nie moje rzê¿enie z p³uc i dudnienie z obu przedsionków. Gdzie¶ w po³owie drogi - gdy ju¿ muszê robiæ postoje co 100 metrów, by z³apaæ oddech - dopadaj± mnie natrêtne my¶li w stylu: „co ja, k..., tutaj robiê?!” albo „po ch... siê tak mêczê?!”. Jak¿e znane mi s± te "natrêtne" my¶li... :mrgreen: , ale gdy cz³ek wdrapie siê na górê...:-D
Co do "rzê¿enia z p³uc" ... rzucenie palenia daje tu nadzwyczajn± ciszê! Wiem co¶ o tym...
Poniedzia³ek, 9 pa¼dziernika
Gdzie¶ w po³owie drogi - gdy ju¿ muszê robiæ postoje co 100 metrów, by z³apaæ oddech - dopadaj± mnie natrêtne my¶li w stylu: „co ja, k..., tutaj robiê?!” albo „po ch... siê tak mêczê?!”. Oczywi¶cie w my¶lach nie u¿ywam kropek. Ale gdy wychodzê nad liniê lasu, dostajê natychmiastow± i zadowalaj±c± odpowied¼. Krystaliczne powietrze, w dali widoczna Tarnica, w dolinach resztki mgie³, na po³oninie nikogo. Po to tu jestem. Pocieszasz mnie. My¶la³em, ¿e tylko ja tak mam. :)
Poniedzia³ek, 9 pa¼dziernika
Naprzeciwko widzê starsz± kobietê w laczkach, która na mój widok zawraca. Po chwili wyprzedzam j± i docieram do budki. Zamkniêta na trzy spusty. Markotniejê, ale zza pleców s³yszê g³os: „Otwarte, otwarte!” Oczywi¶cie kobiet± w kapciach by³a pani sprzedawczyni. . Kapesowa zawsze na "posterunku" :grin:
Co do "rzê¿enia z p³uc" ... rzucenie palenia daje tu nadzwyczajn± ciszê! Wiem co¶ o tym... Taaaaa... Potwierdzam, sprawdzam to zjawisko od pó³ roku i nawet w Tatrach nic nie rzêzi³o:smile:
Hej:)
No, okazuje siê, ¿e mogliby¶my za³o¿yæ Podforum Rzê¿acych :mrgreen: Ale jakie¿ to cudowne pó¼niej wyrównywaæ oddech na szczycie :D
Piêknie, piêknie...jakbym sam tam by³, dobrze piszecie Panie Marcowy:D Dalej....
[B]Dopiero teraz zauwa¿am denerwuj±cy feler mojego Copernicusa – ¶cie¿ki s± zaznaczone tym samym kolorem i t± sam± kresk± co poziomice. Masakra dla oczu. Nie daj Bo¿e czytaæ toto w ¶wietle latarki. O tak - prowadzi³em po nocy ludków na kursie z tak± map±. W moim Petzlu na ¿ó³t± ¿aróweczkê widzia³em jeszcz co nieco, ale gdy kto¶ przy¶wieci³ diodówk±...wszystko znika³o:D
cdn???????????????????? :D
cdn???????????????????? :D Ty Marcowego nie poganiaj;> Napisa³, ¿e rano wybierze? To czekajmy do rana;> :)
Wybaczcie, ale jak siê wróci do kieratu po dwóch tygodniach, to nie zawsze jest czas na pisanie. Wszak bagno wci±ga ;) Ale do rzeczy.
Wtorek, 10 pa¼dziernika
Wed³ug pierwotnych za³o¿eñ mia³em po po³udniu przenosiæ siê do Cisnej, ale rano stwierdzam, ¿e nie chce mi siê znów traciæ po³owy dnia na przejazd i szukanie kolejnego lokum. Zagl±dam do baru-recepcji i pytam, czy móg³bym zostaæ w schronisku jeszcze dwa dni. Akurat s± wolne miejsca, wiêc z ulg± dop³acam nale¿no¶æ i zaczynam siê przygotowywaæ do kolejnej wyprawy.
Ze schroniska wychodzê ok. 10. Przy sklepie ABC - jak na zamówienie – stoi busik do UG. Ale kierowca nie jest tak uleg³y, jak ten wczorajszy, i ka¿e czekaæ na quorum. Stojê z pó³ godziny, ale ¿aden inny pasa¿er siê nie pojawia. No to Jawornik! Ruszam do ¿ó³tego szlaku, po drodze machaj±c bez przekonania na z rzadka przeje¿d¿aj±ce osobówki. Tu¿ przed zej¶ciem z drogi zdarza siê cud. Zatrzymuje siê ma³y opel na ¶l±skich numerach. Dwóch panów w ¶rednim wieku z chêci± zgadza siê zabraæ mnie do Berehów. No to Caryñska! Panowie przyjechali na parê dni po³aziæ. Po drodze mijamy ze 4 inne busy na poboczach. S± puste, a kierowcy w oczekiwaniu na klientów wygrzewaj± siê na s³oñcu. Widomy znak, ¿e jest ju¿ mocno po sezonie. Wysiadam w Berehach ¿ycz±c podwo¿±cym mi³ego pobytu i ruszam kupiæ bilet. W kasie BdPN siedzi ta sama sympatyczna dziewczyna, która wczoraj usypia³a dzieciê i z któr± wspólnie popalali¶my przy krzy¿owce.
Rozpoczynam mozoln± wspinaczkê przez Las Snozy. I ¿a³ujê, ¿e nie umar³em wczoraj. Znów ta zadyszka, znów dudnienie w klatce piersiowej, znów te namolne pytania. Dochodzi do tego atrakcja w postaci parowania okularów – gdy tylko zatrzymujê siê dla z³apania oddechu, szk³a natychmiast zachodz± mi mg³±. I to bynajmniej nie ze wzruszenia. Mam do wyboru d³u¿szy postój celem wyczyszczenia bryli albo dalszy marsz, bo po kolejnych kilku krokach para znika, jednak przez tê chwilê idê prawie po omacku. Ale przynajmniej nikogo nie potr±cê, bo na szlaku pusto. Pierwszego cz³owieka spotykam powy¿ej linii lasu, a za chwilê pojawiaj± siê nastêpni.
Wreszcie zdobywam Kruh³y i rozsiadam siê na ska³kach. Obok rezyduje m³ody cz³owiek, który wymin±³ mnie na podej¶ciu. Ma profesjonalny sprzêt fotograficzny, dziêki czemu mam kolejn± ofiarê! Chêtnie zgadza siê zrobiæ mi fotkê, a ja rewan¿ujê siê mu tym samym. Leszek jest te¿ z Warszawy, przyjecha³ w nocy samochodem, który zostawi³ na Prze³êczy Wy¿niañskiej. Zastanawia siê, czy schodziæ do UG, czy te¿ od razu wracaæ zielonym szlakiem do auta. Idziemy do rozstajów, na których mój towarzysz decyduje siê wêdrowaæ dalej ze mn±. Gadamy z rzadka, ale sympatycznie. Okazuje siê, ¿e Leszek pracuje w do¶æ bliskiej mi bran¿y. Gdy rzuca nazwê firmy, parskam ¶miechem - znam dobrze jednego z jego szefów. How modern...
Przy samym zej¶ciu z Caryñskiej spotykamy odpoczywaj±ce czo³o szkolnej wycieczki. M³ody przewodnik t³umaczy 10-12-letnim dzieciakom, ¿e nie mog± tak d³ugo odpoczywaæ, bo czeka ich dzi¶ jeszcze przej¶cie Wetliñskiej. Zmordowani wycieczkowicze odpowiadaj± mu uprzejmym: „Ni ch...a!”, ewentualnie „K...a, zapomnij!” Nieco ni¿ej spotykamy kolejn± nieletni± grupê, któr± prowadzi u¶miechniêty mê¿czyzna w okularach. Mówimy sobie „Cze¶æ!”, a po chwili zza pleców dolatuje nas pytanie wydyszane przez jedn± z dziewczynek: „Proszê ksiêdza, daleko jeszcze do tej Chatki Puchatka?” Z Leszkiem patrzymy na siebie zdziwieni. Czy¿by kolejna grupa wyczynowców? A mo¿e dobrodziej pomyli³ po³oniny? Nadchodzi zamykaj±ca stawkê pani profesor. Pytam j±, czy faktycznie id± do Chatki Puchatka. Pani w sumie nie wie, ale „na górze jest przewodnik, który wie”. Oddychamy z ulg± – pañstwo s± ogonem tej pierwszej grupy, a trasa jest jednak pod kontrol±. Tak czy inaczej dzieciaki czeka niez³a przeprawa. A mo¿e tylko takim oderwanym od biurka starym pierdzielom wydaje siê, ¿e dwie po³oniny w jeden dzieñ to jaki¶ hardcore? Ale staj± mi przed oczyma twarze kilku znajomych, którzy po takich traumach z dzieciñstwa znienawidzili góry na zawsze... Ech...
Przez ca³± drogê Leszek nie odrywa oka od aparatu. Zdradza mi, ¿e w³a¶nie za³o¿y³ w³asn± firmê i bêdzie wydawa³ kalendarze z pejza¿ami. Pokazuje mi w aparacie kilka fotek, które ¶mia³o mog³yby ozdobiæ niejedno takie wydawnictwo. Ja po drodze robiê ostatni± fotkê i koñczy mi siê film. Pstrykn±³em 24 sztuki i chwatit. W Ustrzykach oczywi¶cie idziemy do Lacha na piwo. Po rozmowie z gospodarzem Leszek decyduje siê zostaæ u niego na nocleg, musi jednak zabraæ samochód z Przys³upia, a potem podjechaæ do UD, gdzie – podobno – mo¿na zgraæ zdjêcia z karty na p³ytê. Po¶piesznie dojadamy kanapki i ruszamy w stronê placyku w centrum. Busów nie widaæ, wiêc idziemy pieszo w stronê Wetliny. Kierowcy zwyczajowo olewaj± machanie, jednak – o dziwo! – za czas jaki¶ zatrzymuje siê samochód ze starszym ma³¿eñstwem i nas zabiera. Na Przys³upie ¿egnam siê z Leszkiem i jadê dalej. Pañstwo odwiedzali krewnych w Kro¶nie i postanowili na kilka dni wybraæ siê do Wetliny. Byli ju¿ rano w Wetlinie i nie mogli znale¼æ kwatery. Wymieniaj± nazwy pechowych pensjonatów, a z pozosta³ych przychodzi mi do g³owy jedynie „Alkowa” i PTTK. Wysadzaj± mnie przy samej dró¿ce do schroniska, do którego pó¼niej ju¿ nie docieraj±, wiêc widocznie znale¼li co¶ innego.
Jutro ostatni dzieñ w Biesach, a pozosta³a mi z dawien dawna nie widziana Rabia Ska³a. Zasiadam z piwem na barowym tarasie i gapiê siê na zachód s³oñca. S³ychaæ tylko plusk Wetlinki przerywany sporadycznie brzêkiem garów z kuchni. W schronisku pu¶ciutko, na parkingu stoj± ze dwa samochody. Czujê spore zmêczenie, wiêc dopijam piwo i idê do pokoju. Zasypiam ok. 19 ko³ysany b³ogimi wspomnieniami.
Ok. 20 zaczyna trz±¶æ siê ziemia. Budynek dr¿y rozko³ysany setkami stóp i g³osów. Nie ma w±tpliwo¶ci – przyjecha³a tzw. grupa. Z wywrzaskiwanego co chwilê na korytarzu zwrotu „pani profesor!” wnioskujê, ¿e mam okoliczno¶æ z m³odzie¿± licealn±. O ile pamiêtam, w tym wieku ceni³o siê ju¿ „ciche zajêcia w podgrupach”, wiêc mo¿e nied³ugo bêdzie spokój? Póki co, oprócz tupotu i nawo³ywañ s³yszê przedziwn± kakofoniê d¼wiêków – z ka¿dego pokoju przez otwarte na o¶cie¿ drzwi dobiega ró¿na muzyka tworz±c koszmarny misz-masz. Ale do 22 to wolny kraj. A potem... Mo¿e wreszcie mój my¶liwski nó¿ siê na co¶ przyda?
I tak nie zasnê, wiêc gramolê siê ze ¶piwora i – tu mo¿e niektórych zaskoczê – idê na piwo. Ale bar jest juz zamkniêty. Ech... Wracam do pokoju, a na korytarzu nadal trwa fiesta. Na szczê¶cie przypominam sobie o ledwo napoczêtej piersiówce. Ta-dam! Siadam na ³ó¿ku, popijam mineraln±, zagryzam „princess±” i czekam na magiczn± 22.
W tym miejscu chcia³bym z³o¿yæ najwy¿sze wyrazy uznania na rêce pani profesor, która w dn. 10-11.10.2006 opiekowa³a siê grup± w schronisku PTTK w Wetlinie. Nie wiem, jak osoba owa wygl±da³a, bo s³ysza³em tylko jej energiczny g³os, ale nale¿a³oby pomy¶leæ o nazwaniu jej imieniem jakiej¶ ulicy albo szczytu. Otó¿ o magicznej godzinie 22 niewyt³umaczalnym sposobem w dwie minuty pani pacyfikuje ca³e towarzystwo. I ju¿. Z niedowierzaniem to wpatrujê siê w zegarek, to ws³uchujê w absolutn± ciszê za drzwiami. Doznanie na po³y mistyczne.
Ale „enjoy the silence”, wiêc zasypiam.
Taaaaa... Potwierdzam, sprawdzam to zjawisko od pó³ roku i nawet w Tatrach nic nie rzêzi³o:smile: NO jasne, ze nic nie rzezi ale za to ty³ek tak rosnie, ze trudno go na góre wyci±gn±æ ... MAKABRA :lol: oczywiscie o rosniecie ty³ka po rzuceniu palenia chodzi ..:)
Hej:D
No Marcowy, czyta siê Ciebie z zapartym tchem :) Mo¿e dlatego, ¿e co i rusz widzê siebie w podobnych sytuacjach, kiedy¶ tam, kiedy¶? Wspania³a wyprawa i wspania³a opowie¶æ, bo wywo³uje masê wspomnieñ:) Ta grupa z ksiêdzem - sam widzia³em takich ludzi ze trzy razy:D Zaczynali od UG Carynê, spadali do Berehów i na smaczek robili Wetliñsk± nie¶wiadomi tego, ¿e mo¿na inaczej (czyt. krócej):D Dwa razy to byli 'szkolniki', a raz tzw firmowy obóz integracyjny. Co do mocy w³asnych - na lekko w ostatnie lato przeszli¶my z Czartem traskê Wy¿nia-Chatka-Berehy-Caryñska-UG, co zwa¿ywszy na moje lata mo¿naby wobec tego zaliczyæ do wyczynów hardcorowych <lol> Jednak¿e jako¶ umêczony siê nie czu³em po wszystkim pomimo tego, ¿e trwa³ okres wielkich upa³ów. Na górze by³o zacnie, jakie¶ 21-23 stopnie, obali³em oko³o 4,5 litra mineralnej, by³o pusto, by³o ¶licznie...
Mam znajom±, która wrêcz biega po górach. Kiedy¶ z córk± i grup± kole¿anek z pracy przemierza³a Bieszczady bazuj±c w³a¶nie w UG, jak i ja. Którego¶ dnia spotka³em j± na Wy¿niañskiej tak oko³o 10 rano. Zameldowa³a, ¿e w³a¶nie zesz³y z Rawek i id± na Caryñsk±. Przy wieczornym winku w UG us³ysza³em, ¿e '...Chatka Puchatka ma takie ³adne okna od frontu...'. O ma³y w³os nie po³kn±³em kieliszka z wra¿enia :P
A profesorka w PTTK-u to chyba moja dawna wychowawczyni z liceum;) Potrafi³a bandê rozigranych po klilku g³êbszych m³odzieniaszków ustawiæ w kilka sekund :D A spróbowa³by który kosz na g³owê jej nasadzaæ;> No, mo¿e trzeba by takim nauczycielom stawiaæ pomniki?
Co za¶ do kieratu... gdy jeszcze w bagnie postawiony, to ju¿ jak przedsionek piek³a :P Zawracaj do gór Marcowy...:)
obali³em oko³o 4,5 litra mineralnej Tfu ! Jak zwierzê* ;-)
* - tylko zwierzeta pij± wodê :-P ;-)
Dzoczu! Koniecznie musimy siê razem gdzie¶ wybraæ. Twoje pogl±dy s± zupe³nie jak moje. Ale dalej czytamy ¿e Derty karniaki goni³ chyba...
[quote=Derty;34325]
No Marcowy, czyta siê Ciebie z zapartym tchem :)quote]
Zgadzam sie ..:-)
CHcemy jeszcze !!! i to jak najpredzej ..:-)
Tfu ! Jak zwierzê* ;-)
* - tylko zwierzeta pij± wodê :-P ;-) Trudno - jestem jak zwierzê. Tobie Doczu, gdy Ciê kiedy spotkam w upa³ na podej¶ciu podam do popicia pó³ litra Wyborowej:D To Ciê jeszcze bardziej ucz³owieczy:P
Tobie Doczu, gdy Ciê kiedy spotkam w upa³ na podej¶ciu podam do popicia pó³ litra Wyborowej:D Do popicia wody ? Czemu nie :-)
P.S.
Mam nadziejê, ¿e nie poczu³e¶ siê ura¿ony moim ¿artem ?
No to mamy ju¿ ochotników do wykonania drinka "¶winki trzy" :))) znacie to? sk³adniki: trzech wêdrowców i skrzynka hory³ki ;)))
:D
Hehe...Doczu...ani troszku...sam siê z siebie ¶miejê, gdy tak wlewam w siebie mineraln± i my¶lê 'No dziadeczku, do Krynicy czas':D
Ale ¿e zwierzê...hoho...gdyby to jaka¶ piêkna kobieta mi powiedzia³a;P
Aby rozwiaæ watpliwo¶ci dotyczace mojego zartu zapraszam tutaj
http://forum.bieszczady.info.pl/show...&postcount=152
A swoj± drog± kazdy by chcial zeby mu tak kobieta powiedzia³a. Ale to trzeba by siê cofn±c jakie¶ 10 lat i z 10 kg wstecz :-)
P.S.
Jabol mi³o Ciê znowu widziec na forum.
Ale to trzeba by siê cofn±c jakie¶ 10 lat i z 10 kg wstecz :-)
P.S.
Jabol mi³o Ciê znowu widziec na forum. :? Nie wierzê, ¿e od naszego spotkania niestety w Poznaniu a¿ tak uty³e¶.
Jest na forum i to w jakim stylu. moja zagadka, odpowied¼ na pytanie o zdjêcie..... ¯eby go czym¶ zaskoczyæ trzeba chyba pytaæ o Wielkopolski Park Narodowy:lol:
pozdrawiam
No nie, ale ju¿ wtedy mia³em z 8 kg "do przodu" :-)
Marcowy pisz szybko ciag dalszy, bo schodzimy na niebezpieczne tematy :-)
Doczu, mówisz i masz :)
W ogóle dziêki za ciep³e s³owa :)
Dzi¶ w Biesach dzieñ ostatni, ale nie odchod¼cie od telewizorów! W poniedzia³ek epilog ;)
¦roda, 11 pa¼dziernika
Oko³o 8 budz± mnie nieletni towarzysze zza ¶ciany. Za wczorajsz± karno¶æ prawie ich polubi³em, czujê siê rze¶ko, wiêc przeci±gam siê i zrywam z wyrka. I to jest mój b³±d. Przeszywa mnie ból promieniuj±cy z lewej stopy. Z niedowierzaniem ogl±dam niewielkie krwawi±ce pêkniêcie. Przysi±g³bym, ¿e wczoraj go nie by³o! Na piêcie skóra przeciêta jak no¿em na d³ugo¶ci 2-3 centymetrów. Teoretycznie ¿aden dramat, ale ból nieporównywalnie du¿y. Ki diabe³? Nie mam opatrunków, ale nic to, Ba¶ka - w drodze na Okr±glik zaopatrzê siê w sklepie ABC. Ostro¿nie zak³adam skarpety. Nieszczêscia chodz± parami, wiêc dostrzegam, ¿e pêkniêcie na bucie te¿ siê powiêkszy³o. Przynajmniej nie bêdê targa³ alpinusów z powrotem, a dzi¶ wytrzymaj±.
Wyruszam po ¶niadaniu. Kupujê plastry i na ³aweczce przed sklepem dokonujê operacji na otwartej piêcie. Póki idê po asfalcie, jest ca³kiem OK. Zapominam wiêc o stopie, skrêcam w las, zanurzam siê w zielono¶æ i jak ³ódka brodzê. Zatrzymujê siê pod nieczynnym wyci±giem i przez chwilê w cielêcym zachwycie gapiê siê na o¶wietlony s³oñcem Smerek i resztê Wetliñskiej. Sielankê m±ci tylko dobiegaj±cy zewsz±d jazgot pi³ motorowych we wsi. Nieomylny znak, ¿e zbli¿a siê zima. I to surowa! Mijam wypasion± hacjendê (wiecie, kto tam mieszka?!) i rozpoczynam wspinaczkê. Jest piêknie i cicho. Jednak wkrótce ciszê przerywa jêk. Mój jêk. Piêta boli coraz bardziej. Zaciskam zêby i kontynuujê. Oko³o po³udnia zdobywam Jawornik. Rozsiadam siê na trawie i ¶ci±gam but. Skarpetka do po³owy przesi±kniêta jest krwi±. Szfak... Zmieniam opatrunek, wyci±gam piwko i robiê kanapki z „tyrolsk±” (wiecie, sk±d ta nazwa?!). Relaksujê siê tak jak±¶ godzinkê. Ból ustaje (pisa³em przecie¿, ¿e piwo jest dobre na wszystko!), skarpetka przesch³a, wiêc postanawiam doj¶æ przynajmniej do Rabiej Ska³y. Ale dupa – po kilku krokach znów piêta daje znaæ o sobie. Wzdycham wiêc i zawracam. Nie ma co, mocny akcent na koniec wyprawy...
Utykaj±c docieram do Starego Sio³a. Przy parkingu, na którym zawracaj± busy, siadam na tarasie. Wcze¶niej w kilku miejscach próbowa³em skosztowaæ pierogów z jagodami, ale nie mia³em szczê¶cia. Podobno z powodu suchego lata jagód by³o ma³o, wiêc knajpiarze skupili niewielkie ilo¶ci. Teraz widzê w menu nale¶niki z mrocznym przedmiotem po¿±dania, wiêc zacieram rêce i zamawiam. Podnoszê do ust pierwszy kês. Jagody s± ze sklepowej konfitury. Bueee, niesportowo...
Przypominaj± mi siê wetliñskie pierogi z jagodami sprzed 20 lat. Malutki bar w piwnicy jednorodzinnego domku, domowe ciasto, pierogi klejone na miejscu i gotowane w wielkim kotle. Ka¿dy spust b³yskawicznie l±dowa³ na talerzach zg³odnia³ych wêdrowców, którzy na swoje 8 sztuk czekali bez szemrania po dwie godziny. Je¶li chcieli dok³adkê (a zazwyczaj chcieli, bo smak by³ niepowtarzalny), czekali kolejne dwie.
Po przek±sce ruszam do schroniska. W pokoju biorê prysznic, zmieniam opatrunek i zaczynam siê powoli pakowaæ – autobus do Rzeszowa odchodzi jutro o 5 rano. Gdy siê ogarniam, nadal jest nieprzyzwoicie wcze¶nie, jaka¶ 16. Co tu robiæ? Hyhy... Jak dobrze, ¿e bar jest tak blisko. Ku¶tykam wiêc i zamawiam piwo. Przy okazji sprawdzam stan gotówki. O¿esz ty... Du¿e miasto najwyra¼niej stêpi³o moj± czujno¶æ. W Biesach nie po¶wiêca³em wiêkszej uwagi zawarto¶ci portfela, a teraz stwierdzam, ¿e zosta³y mi 33 z³ote. Na PKS powinno starczyæ, chocia¿... nie jestem pewien. Do Rzeszowa jakie¶ 150 km. W ka¿dym razie nie zaszalejê na po¿egnanie. Z piwem schodzê nad Wetlinkê i rozsiadam siê na kamieniach. Szum dzia³a koj±co. Popijam browar i znów oddajê siê wspomnieniom. Na przyk³ad tym, jak to w szczeniêcych latach szli¶my z moim koleg± Markiem z plecakami ¶rodkiem tego samego nurtu (czasem po kostki, czasem po pas w wodzie) i na ca³e gard³o ¶piewali¶my: „Niech ¿yje bal!”. A dzi¶ ledwo robiê pó³dniowe trasy, a Marek jest powa¿nym managerem w powa¿nym banku, wiêc woli graæ w squasha.
Wracam do baru z zamiarem zaryzykowania jeszcze jednego piwa, ale od progu wita mnie ci¿ba i ha³as - grupa zwali³a siê na kolacjê. ¯egnam siê z mi³± w³a¶cicielk± obiecuj±c zostawiæ rano klucz w drzwiach i wracam do pokoju. Przygotowujê kanapki na jutro, nastawiam budzik na 4 i zalegam w wyrku gapi±c siê bezmy¶lnie w sufit. No, mo¿e nie tak ca³kiem bezmy¶lnie – zastanawiam siê, co zrobiæ ze zniszczonymi (a od dzi¶ tak¿e zakrwawionymi) butami. Po prostu wyrzuciæ do kub³a na ¶mieci? Jako¶ tak... nieswojo. Rytualnie utopiæ w rzece lub zakopaæ w ³adnym miejscu? Piêkny gest, ale miejscowy ekosystem móg³by tego nie znie¶æ. Chyba zapadam w drzemkê, bo w pewnym momencie otwieram gwa³townie oczy nie wiedz±c, gdzie jestem. S³yszê jakie¶ radosne okrzyki na korytarzu. Rozumiem z nich, ¿e Polska z kim¶ wygra³a w pi³kê kopan±. Jako¶ mnie to nie rusza, wiêc znów zasypiam.
...Mijam wypasion± hacjendê (wiecie, kto tam mieszka?!)... Taka za kutym ogrodzeniem? Nie wiem, kto mieszka, ale wiem, ¿e chyba nigdy w historii tych stron osiedla tak wysoko nie siêga³y. Ciekawe, kto taki wa¿ny...
Taka za kutym ogrodzeniem? Nie wiem, kto mieszka, ale wiem, ¿e chyba nigdy w historii tych stron osiedla tak wysoko nie siêga³y. Ciekawe, kto taki wa¿ny... Wa¿ny, nie wa¿ny, ale napewno "kasiasty". Za samo ogrodzenie mo¿na wybudowaæ ju¿ fajn± chy¿ê, a o doprowadzeniu elektryczno¶ci ju¿ nie wspomnê. ale jak siê ma g³ówêe do interesów i w odpowiednim momencie zainwestowa³o trochê kasy w grunty to teraz mo¿na takie cacuszka mieæ, a i foty te¿ fajne pstrykaæ i cósik z tego mieæ
Marcowy ?
Czy zemsta zosta³a dokonana , czy Æi siê ¶ni dok³adka ?
Czy wypasion± hacjêd± nazywasz ten ma³y domek u szczytu nieczynnego wyci±gu?
Je¿eli tak to pojêcie wypasu jest bardzo rozci±gliwe.
Mieszka tam cz³owiek, który na Bieszczadach zjad³ zêby. Prowadzi³ schronisko w Jaworcu, by³ w GOPR, mia³ jednoosobowy tartak (skoñczy³ siê ten eksperyment szpitalem), przez lata dorabia³ siê ciê¿k± prac± i w koñcu uda³o mu siê znale¼æ zajêcie przynosz±ce dochód. Zrealizowa³ swoje marzenie, dom wysoko z widokiem, na uboczu. Znacie Go z piêknych zdjêæ w galeriach na chyba ka¿dym bieszczadzkim portalu. Pocz±tkowo nie chcia³ grodziæ domu, ale prawie ka¿dy przechodz±cy wchodzi³ na teren, a po³owa z nich zostawia³a stertê ¶mieci. Kilka fotek jest w mojej starej relacji :
http://forum.bieszczady.info.pl/show...ght=d%B3ugiego
Po s±siedzku te¿ kto¶ rozpocz±³ budowê, by³o to rok temu
D³ugi
Czy wypasion± hacjêd± nazywasz ten ma³y domek u szczytu nieczynnego wyci±gu?
Je¿eli tak to pojêcie wypasu jest bardzo rozci±gliwe.
Mieszka tam cz³owiek, który na Bieszczadach zjad³ zêby. W koñcu nie ustalili¶my o co chodzi. Wyszukam fotkê i ustalimy... Zdjêcia D³ugiego nie chc± siê jako¶ za³adowaæ w mój komp. Po prostu zaskoczy³ mnie i wnerwi³ widok na wierzchowinie kutego ogrodzenia - pasuj±cego do regionu i miejsca, jak piêædo oka i zupe³nie nie ma dla mnie znaczenia kto tam mieszka. Za kasê mo¿na zabudow± upstrzyæ ca³e góry dokolusia mawiaj±c, ¿e 'to moje wielkie marzenie'. Wielu to robi i nie ma znaczenia, czy zjedli na górach zêby czy tylko owsiankê;> Zaw³aszczaj± widoki, miejsca, wszystko...bo ich staæ. Dziwnym trafem w parku krajobrazowym? No có¿....
W dodatku okazuje siê, ¿e mechanizm wci±¿ ten sam - pierwszy przeciera szlaki, nastêpni do³±czaj±... Cieszê siê, ¿e choæ derekcja BdPN pryncypialnie traktuje zapisy o ochronie krajobrazu;> Bo w CW Parku to ju¿ chyba nie do koñca...
Derty zajd¼ na ziemiê. W Wetlinie ochrona krajobrazu? Czytam tê relacjê jednym tchem.
Po s±siedzku te¿ kto¶ rozpocz±³ budowê, by³o to rok temu
D³ugi a i w tym roku te¿ siê nic nie zmieni³o. tzn budowa trwa dalej.
Derty zajd¼ na ziemiê. W Wetlinie ochrona krajobrazu? Czytam tê relacjê jednym tchem. Bo ja taki idealista jestem:P Ju¿ nie marudze. Na szczê¶cie relacja jest super:)
Czwartek, 12 pa¼dziernika
Budzê siê kwadrans przed budzikiem. Zwlekam siê z ³ó¿ka i idê po wrz±tek do kawy. Jest godzina 4, wiêc w schronisku martwa cisza, a ka¿de skrzypniêcie pod³ogi pod moimi stopami brzmi jak wystrza³ z „Aurory”. W bladym ¶wietle korytarzowej lampki wsypujê do kubka resztê kawy. Po pierwszym ³yku oczy staj± mi w s³up. Ca³kiem spora ta reszta, pewnie nie zasnê do Gwiazdki. Ostatni rzut oka na pokój, wór na plecy, zgrzyt klucza przekrêcanego od zewn±trz. W przedsionku moment zawahania – co zrobiæ z tymi butami? ¦wiadomo¶æ ekologiczna jednak zwyciê¿a. Wzdycham, ca³ujê je w cholewki i na zewn±trz wrzucam do kontenera na ¶mieci. Maszerujê na przystanek gapi±c siê w piêknie rozgwie¿d¿one niebo. Latarnie ¶wiec± z rzadka, wiêc nic nie m±ci tego widoku. Na przystanku jestem sam, zatem ostatni raz delektujê siê cisz± i wci±gam w p³uca krystaliczne, mro¼ne powietrze. Wreszcie z g³êbi wsi narasta pomruk silnika, a po chwili pojawiaj± siê ¶wiat³a autobusu. Na wszelki wypadek macham rêk±, a po chwili wrzucam plecak do luku baga¿owego. Na schodkach dostajê gêsiej skórki – nie wiem, czy starczy mi na bilet. Zgrzyt autobusowej drukarki, szczêk wysuwanej szuflady i... „20,50”. Ufff... a wiêc mog³em jeszcze wczoraj zaszaleæ! Ale wtedy móg³bym nie wstaæ o 4.
Stwierdzam, ¿e jestem jedynym pasa¿erem, rozsiadam siê wiêc wygodnie. Do Cisnej dosiadaj± siê jeszcze dwie osoby o ³azikowym image. Mówimy sobie „dzieñ dobry”, po czym ka¿dy przykleja nos do swojej szyby, za któr± i tak nic nie widaæ. ¦wit witany w okolicach Baligrodu nie przynosi poprawy, bo ¶wiat otulony jest gêst± mg³±, wiêc ostatni rzut oka na Biesy jest mocno zamazany. W Baligrodzie wsiada spora grupa dzieci, a w Sanoku robi siê naprawdê t³oczno. Na pierwszym, „panoramicznym” siedzeniu rozsiada siê starsza, elegancko ubrana para. Typ ludzi bardzo gadatliwych, ostentacyjnie kulturalnych i uprzejmych, a ponadto zorganizowanych i wszechwiedz±cych... Po prostu koszmar. Stoj±cy miêdzy siedzeniami doro¶li s± przez staruszków ¿yczliwie instruowani, by trzymali siê porêczy, bo gdy autobus szarpnie, mo¿na upa¶æ i z³amaæ nogê. Wsiadaj±ce dzieci s± pytane, czy ubra³y siê dzi¶ ciep³o i jakie maj± lekcje. Kierowca jest komplementowany za czysty pojazd i fachow± jazdê. Efekt jest taki, ¿e przera¿eni doro¶li wycofuj± siê gwa³townie na ty³ autobusu, rozszczebiotane dzieciaki nagle nabieraj± wody w usta i odpowiadaj± pó³s³ówkami, a rozmowny pocz±tkowo kierowca milknie i zaczyna podejrzliwie przygl±daæ siê staruszkom w lusterku. Pañstwo starsi wyciszaj± lepiej, ni¿ wyk³adzina z korka. Zamykaj± siê na moment, gdy do autobusu wsiada podpity facet w skórzanej kurtce (na marginesie – niez³y go¶æ, w g³êbokiej magmie o 7 rano!). Poniewa¿ zwolni³o siê miejsce obok mnie, kole¿ka natychmiast je zajmuje. Po chwili zaczyna mnie be³kotliwie przepraszaæ za co¶, co – jak mu siê wydaje – kiedy¶ mi powiedzia³. No ale „by³ pijany”. Oczywi¶cie zapewniam go, ¿e nie chowam urazy i wszystko jest OK. Facet wysiada po dwóch przystankach, uprzednio u¶cisn±wszy mi serdecznie d³oñ.
Po czterech godzinach od wyjazdu z Wetliny meldujê siê na dworcu w Rzeszowie. Kurcgalopkiem podbiegam do bankomatu, uzupe³niam braki gotówkowe i z ulg± zasiadam w „Koguciku” na ostatni kufelek. Czasu mam trochê, wiêc robi± siê z tego dwa kufelki. Na peron docieram w ró¿owym nastroju, który jednak pryska jak bañka mydlana – na ³awce dostrzegam moich staruszków z autobusu. No ale w poci±gu przynajmniej jest dok±d uciec. Po chwili g³o¶niki obwieszczaj± 10-minutowe spó¼nienie po¶piesznego z Przemy¶la do Szczecina. Niby nic wielkiego, ale pañstwo starsi dostaj± furii – ca³y ich misternie skonstruowany plan podró¿y leg³ w gruzach. Z³orzecz±c pod nosem miotaj± siê po ca³ym peronie. Ja te¿, ale zawsze w przeciwpo³o¿n±. Pojawiaj± siê ¿ebrz±ce cygañskie dzieci. Staruszek pañskim gestem rzuca im pod nogi gar¶æ drobniaków, które cygani±tka chciwie zbieraj± przy akompaniamencie obelg mruczanych przez hojnego darczyñcê. No co za kutas... (wybaczcie, tutaj kropki nie pasuj±). Wreszcie nadje¿d¿a poci±g i zajmujê miejsce w pustawym przedziale. Oczywi¶cie po chwili przez korytarz przesuwaj± siê dwa z³owrogie cienie. Obrzucaj± mnie pogardliwym spojrzeniem i przechodz± dalej – widocznie nie przypada im do gustu mój ponad tygodniowy zarost i przybrudzony polar. I pomy¶leæ, ¿e podczas ca³ej wyprawy parê razy moja rêka siêga³a ju¿ po maszynkê do golenia...
Dalsza podró¿ mija bez wiêkszych atrakcji. W Biesach zresetowa³em siê tak ca³kowicie, ¿e nawet spó¼nienia i przesiadki mnie nie stresuj±. Po szesnastu godzinach jazdy od momentu startu z Wetliny meldujê siê na dworcu w Zielonej Górze.
Epilog:
Niejako na w³asny u¿ytek pozwolê sobie wypunktowaæ kilka lu¼nych wra¿eñ i wniosków z tej wyprawy. Bêdzie toto subiektywne i naiwne, wiêc czytacie na w³asn± odpowiedzialno¶æ :)
1. Przy takiej kondycji (a w³a¶ciwie jej ca³kowitym braku) nie mam co marzyæ o ca³odniowych trasach, tym bardziej z plecakiem. Przed nastêpn± wypraw± jaki¶ trening by³by nad wyraz wskazany. O rzuceniu palenia nie wspominaj±c.
2. Po sezonie lepiej wybieraæ siê w Biesy w³asnym transportem. Zbyt du¿o czasu zajmuj± przejazdy, a raczej próby ich zorganizowania. Gdzie te czasy, gdy na machanie rêk± zatrzymywa³ sie prawie ka¿dy kierowca... Gdy teraz kto¶ zatrzymuje siê przy tobie z w³asnej woli, mo¿esz byc prawie pewnym, ¿e zechce na tobie zarobiæ (w sensie – bêdzie to kierowca busa).
3. Po sezonie trudno liczyæ na tzw. bieszczadzki klimat knajpiany. Z niejakim zdziwieniem stwierdzi³em, ¿e podczas tej wyprawy ani razu nie imprezowa³em, nawet skromnie. Nie liczê piwka o zachodzie s³oñca, bo to inna kategoria. No ale w koñcu mog³em siê tego spodziewaæ, jad±c samotnie i po sezonie.
4. Mam wniosek racjonalizatorski dla w³a¶cicieli schronisk i pensjonatów – odp³atne us³ugi pralnicze (nie spotka³em siê z czym¶ takim, ale mo¿e gdzie¶ w Biesach istniej±). Je¶li by³yby powszechne, mo¿naby zabieraæ mniej ciuchów. Zreszt± w rêkach trudno wypraæ porz±dnie taki polar czy spodnie. Cennik us³ugi - 5 z³ za wsad, 2 z³ za porcjê proszku. A u¿ywan± pralkê mo¿na kupiæ tanio od dostawców ze sklepów AGD, którzy od niedawna maj± obowi±zek zabieraæ stary sprzêt przy dostawie nowego.
5. Nie zrozumiem, dlaczego miejscówki pod tym samym szyldem (konkretnie PTTK) mog± siê tak bardzo ró¿niæ standardem. W Wetlinie mo¿na by³o zrobiæ cudeñko, a w UG – nie? Tym bardziej, ¿e – o ile wiem – w Ustrzykach jest wiêkszy g³ód miejsc noclegowych...
6. Zanika zwyczaj witania siê na szlaku, postêpuje za to jego – nazwijmy to – dywersyfikacja. Kiedy¶ „cze¶æ” by³o uniwersalne. Teraz trzeba najpierw obrzuciæ wzrokiem spotykanego cz³owieka i b³yskawicznie zdecydowaæ, czy powiedzieæ „cze¶æ”, „dzieñ dobry”, czy te¿ trzymaæ dziób na k³ódkê, by nie naraziæ siê na zdziwione spojrzenia. Ale mo¿e to i dobry objaw ¶wiadcz±cy o tym, ¿e coraz wiêcej ludzi je¼dzi w Biesy, nawet ci niedzielni tury¶ci, niezainfekowani (póki co) wirusem typu „B”.
Podsumowuj±c – wyprawa by³a niezwykle udana i klimatyczna, a samotne ³a¿enie po sezonie ma niepowtarzalny urok. Odnalaz³em swoje ¶lady stóp sprzed lat, wiêc mogê uznaæ, ¿e – metaforycznie pojêta – zemsta zosta³a dokonana.
Dziêkujê za uwagê i do zobaczenia na szlaku :)
pewnie nie zasnê do Gwiazdki. Marzyciel...
W Wetlinie mo¿na by³o zrobiæ cudeñko, a w UG – nie? Tym bardziej, ¿e – o ile wiem – w Ustrzykach jest wiêkszy g³ód miejsc noclegowych... Mo¿e w³a¶nie dlatego? My¶my onegdaj uciekli z Czartem po jednej nocce w Kremenarosie na prywatn± kwaterkê po drugiej stronie szosy. Nie wytrzymali¶my ogrzewania chuchem w³asnym i p³atów ple¶ni sufitowej jako dodatku do szamponu;> Ale by³o tam bractwo, które chyba 3 czy 4 dzieñ okupowa³o pokój i nie marudzili. Gdzie indziej w UG nie dostaliby wtedy tylu ³ó¿ek na raz.
6. .... Te¿ to odczuwam. Dziwi mnie ta wybiórczo¶æ. W górach uczyli mnie, ¿e ka¿dy jest 'Ty'. Taki znak równo¶ci pomiêdzy lud¼mi. Ale teraz Panie inne czasy, inne czasy... Hehe...niedawno na kursie przewodnickim niektórzy m³odzi krztusili siê zwracaj±c siê do mnie po imieniu. A pod Tarnic± w lecie ma³y ch³opczyk powiedzia³ 'cze¶æ' na moje 'cze¶æ' po czym sczerwienia³ i poprawi³ na 'dzieñ dobry':P
Dziêkujê za uwagê i do zobaczenia na szlaku :) Szkoda, ¿e nie pojecha³e¶ na d³u¿ej :)
Kiedy bêdziesz mia³ uprawnienia?
[B] Ale mo¿e to i dobry objaw ¶wiadcz±cy o tym, ¿e coraz wiêcej ludzi je¼dzi w Biesy, nawet ci niedzielni tury¶ci, niezainfekowani (póki co) wirusem typu „B”. Tego raczej bym siê obawia³. Pozostan± nam (póki co) ukraiñskie Karpaty.
WIELKIE DZIÊKi za wspania³± relacjê. Czyta³em jednym tchem.
Klika uwag do epilogu.
1. Mam to samo. Jestem w Bieszczadzie, a kondycja jeszcze w domu. Jak wracam do domu to ona chyba w drodze w Bieszczad, bo znowu jej nie ma chocia¿ z dum± oznajmiam, ¿e nie palê.
2.Dziêki za t± uwagê, zw³aszcza, ¿e wybieram sie w czwartek. Jestem zmotoryzowany, zawsze zabieram turystów i nie tylko, ale teraz mam w planie trasê podczas której bêdê zmuszony skorzystaæ z przygodnego transportu.
3.Nie zgadzam siê. Bywam po sezonie czêsto i potrafiê znale¼æ ten klimat.
4. Popieram wniosek
5. No koments
6. Zawsze mówiê "Czesæ". mo¿e dlatego, ze jestem juz w takim wieku, ¿e niektórzy zastanawiaj± siê, czy nie powiedzieæ "Dzieñ Dobry".
Pozdrawiam
Marcowy - bardzo przyjemnie siê czyta Twoj± relacjê. Dziêki za odrobine rozrywki na jesienne wieczory.
ad rem pkt 3 epilogu - nie zgodze siê. Zalezy co rozumiemy pod pojêciem "klimat" Generalnie mnie w knajpach bieszczadzkich bardziej podoba siê po sezonie. Obs³uga ma wiêcej czasu i jest bardziej skora do rozmowy i opowiadañ. Nie traktuje mnie jak konsumenta, tylko jak turystê.
Np. w sezonie do Lacha nie zagl±dam, ale jak by³em zim±, to by³ zupe³nie inny cz³owiek. By³o rewelacyjnie i gdyby nie fakt ze musia³em i¶æ, to zosta³bym tam na d³u¿ej.
Zgadzam siê z przedmówcami:) Klimat w Bieszczadach zawsze jest. Mo¿e czasem stawiamy otoczeniu za du¿e wymagania i klimat z³o¶liwie znika?:P Ja np bardzo sobie kiedy¶ upodoba³em 'Piekie³ko' po sezonie. No, wiele wody w Sanie up³ynê³o odk±d tam nie by³em, ale po sezonie klimaty tam by³y dla mnie akuratne: ³atwo sobie by³o z miejscowymi lud¼mi zagadaæ i zwyczajnie zadumaæ siê nad piwskiem albo natkn±æ na tajemniczego samotnego wêdrowca i ni z gruszki ni z pietruszki rozgwarzyæ siê o górach, polityce i innych bardzo wa¿nych sprawach:)
Klimat klimatowi nierówny :) Czasem to zat³oczona Baza, czasem miejscowy spotkany na piwie pod sklepem. Je¶li kto¶ jedzie sam po sezonie, to raczej nie po to, ¿eby siedzieæ non-stop w przepe³nionych knajpach.
Ale czasami cz³owiek hucznie zabawiæ siê musi. Inaczej siê udusi :D
Witam
przegl±dam to forum od dwóch lat , ta relacja jest ¶wietna
najlepsza jak± czyta³am
dziêkuje
te¿ zauwa¿y³am , ¿e zanika zwyczaj pozdrawiania na szlaku a szkoda
Pozdrawiam
Ps
ten kolega ju¿ nie pojedzie w Bieszczady , zniszczy³by swój mistenie tkany spokój
hej !
to najlepsza relacja... az wstyd bedzie w niedziele opisac swoja wyprawe.
Ale nie ..to zart... super .. RELACJA-REWELACJA !!!:grin:
Relacji reanimacja!
Przeczyta³am jeszcze raz maj±c w pamiêci czytanie pierwsze!
Czyta³o siê tak,jak s³ucha siê Beatlesów,zagl±da do "Dzieci z Bullerbyn"czy ogl±da "Przeminê³o z wiatrem"!
Fajnie,¿e s± takie "IPN"-y