ďťż

Karpaty Wschodnie - wrzesień 2011

bigos - mój pamiętnik, wspomnienia, uczucia, przeżycia ...

Przyszedł czas na kolejny jesienny wyjazd razem z Bobem i Hontas na Ukrainę. To już w sumie czwarta jesień spędzona na wspólnej karpackiej włóczędze. Zaczynamy klasycznie czyli spotkanie w Przemyślu, busik do Medyki, granica, marszrutka do Lwowa. Wszystko w szybkim tempie bo chcemy zdążyć na pociąg do Rachowa. Jako że wszystko przebiegło w miarę sprawnie na dworcu jesteśmy na 1h przed odjazdem. Bilety kupione, idziemy na peron gdzie stoi już nasz "pojezd". Pani konduktor bilety sprawdziła można więc zająć swoje miejsca w przedziale typu "plackarta". Jeszcze tylko ponad 8h jazdy i jesteśmy u celu, uff. Okna klasycznie nieotwieralne a na zewnątrz raczej letnie temperatury. Hontas wyciąga piersióweczkę z aroniówką, to popijając to leżąc turlamy się w stronę Rachowa. W naszym "przedziale" podróżuje również młoda ładna ukrainka typu "lola". Jeśli nie śpi to patrzy w lusterko lub piłuje paznokcie. Do Rachowa dojeżdżamy około północy. Szukamy turbazy "Tisa", dostajemy 3 osobowy pokój, spać...

DZIEŃ PIERWSZY:

Turbazę opuszczamy około 9.00. Jest niedziela więc miasteczko lekko uśpione. Jest mglisto ale to tylko mgła w dolinie, prognozy pogody są dobre. Odnajdujemy właściwą dolinkę gdzie rozpoczyna się szlak na płaj bliźnicki i zabawy czas zacząć czyli pod górkę. Kości zastane, toboły ciężkie więc jak to bywa początki trudne.

http://s1.bild.me/bilder/030611/6875...achowem800.jpg

Wznosimy się coraz wyżej mijając kolejne gospodarstwa, jedno było szczególnie ciekawe, musi należeć do jakiegoś "kolekcjonera" któremu wszystko się przydaje.

http://s1.bild.me/bilder/030611/5748...achowem800.jpg

Cywilizacja powoli zostaje za nami, dookoła proste wiejskie życie.

http://s1.bild.me/bilder/030611/2430...achowem600.jpg

Ostatnie zabudowania gospodarskie znajdują się wysoko ponad doliną. W końcu wychodzimy z mgły i pojawiają się widoki. W dole Rachów:

http://s1.bild.me/bilder/030611/4591...__nicki800.jpg

Ciągle zdobywamy wysokość. Mijamy kolejne koliby pasterskie.

http://s1.bild.me/bilder/030611/3104...__nicki800.jpg

http://s1.bild.me/bilder/030611/2684...__nicki800.jpg

Słońce zaczyna dawać w kość. Kurde, po to wolę jeździć jesienią aby unikać letnich temperatur. Osiągamy grzbiet bocznego ramienia Świdowca, zaczyna nam burczeć w brzuchach, dochodzimy do wieży przekaźnikowej i chronimy się w cieniu. Czas coś wrzucić na ruszt. Z górki roztacza się widok na pasmo Świdowica z najwyższą Bliźnicą. Kilkadziesiąt km połoniny.

http://s1.bild.me/bilder/030611/9998...__nicki800.jpg

Mijamy kolejne pipanty i połoninki, mijamy gospodarstwo "Pierieliesok" gdzie można przekimać i po 6h marszu dochodzimy do ruin staji pasterskich. Jak na pierwszy dzień wystarczy. Niedaleko jest woda. Zostajemy.

http://s1.bild.me/bilder/030611/4482...__nicki800.jpg

Słońce jeszcze wysoko a cienia brak, nakładam świeżo uprany podkoszulek dla ochłody. Leżakujemy na połoninie. Mijają nas dwa samochody terenowe na czeskich blachach, rajdzik po połoninach. Potem jeszcze motocykl crossowy.

Panoramka w kierunku granicy Rumuńskiej. Ktoś rozpoznaje szczyty?

http://s1.bild.me/bilder/030611/6463...__nicki800.jpg

Rozbijamy namioty. Okazuje się że nie mam jednych rurek, cholera musiały zostać w domu jak naprawiałem namiot. Całe szczęście że to pałąk do napinania przedsionka. Kombinuję czym go zastąpić, pada na kijki trekingowe Hontas, dają radę jako maszty. Pierwszy raz w górach przydały mi się kijki trekingowe :)
Zapada zmrok, pijemy aroniówkę Hontas co by za dużo nie niosła dnia następnego. Z lenistwa nie chce nam się rozpalać ogniska, jest ciepło, gapimy się w gwiazdy. Spać...

C.D.N.


Gwoli doprecyzowania pewnej kwestii już na początku Twojej relacji, ponieważ dostałem już pytania w tej sprawie. Zasadniczym kryterium przy każdorazowym wyborze miejsca na nocleg, podczas calej tej wyprawy była dostępność wody pitnej. Podczas poprzednich naszych wypraw było stosunkowo łatwiej z wodą. Warunki pogodowe obecnej wyprawy, czyli słoneczna i bezdeszczowa aura (akurat dla mnie to jeden z głownych plusów tej wyprawy) spowodowały, że wody tej, w większej ilości, nie było łatwo znależć. Ale zawsze udawało się - na kazdym naszym popasie jakies tam mikrożródelko było, w przyzwoiej odległości od obozowiska. Umożliwiało to nam zawsze ugotowanie zupek błyskawicznych czy też przygotowanie wymaganej ilości herbaty (bo wbrew pozorom-nie piliśmy wyłącznie tych napojów najsmaczniejszych , czyli skoncentrowanych )
Bob

Panoramka w kierunku granicy Rumuńskiej. Ktoś rozpoznaje szczyty? Owszem :-) :
P.S. Widzę, że Wam pogoda też dopisała...
Załącznik 25559
Zacne widoki. :-)


Dzięki Luki za opis szczytów.

DZIEŃ DRUGI:

Wyłażę z namiotu przed świtem. Idę pogapić się na wschód słońca nad Czarnohorą.

http://s1.bild.me/bilder/030611/3364...__nicki800.jpg

Herbatka, śniadanko, klasyczny poranek.

http://s1.bild.me/bilder/030611/1629...__nicki800.jpg

Toboły spakowane, ruszamy w kierunku Bliźnicy. Wkrótce żar znowu leje się z nieba, żadnego wiaterku dla ochłody, do tego widoczność dzisiaj jest słaba, powietrze zamglone.

http://s1.bild.me/bilder/030611/5780...__nicki800.jpg

Bliźnica coraz bliżej ale nie zamierzamy wchodzić na szczyt. Pójdziemy drogą trawesującą.

http://s1.bild.me/bilder/030611/9622...__nicki800.jpg

Na trawersie uzupełniamy wodę. Góry są wysuszone przez tą pogodę więc i wody sporo mniej. Jako że droga trawersująca nie wchodzi na grzbiet a ścieżki żadnej nie widać to wspinamy się na dzikusa po połoninach na przełączkę za Bliźnicą. Mocno upierdliwe podejście.

http://s1.bild.me/bilder/030611/4309...__nic__800.jpg

W końcu osiągamy grzbiet pod Bliźnicą. Gorgany niby niedaleko a ledwo widoczne przez tą pogodę.

http://s1.bild.me/bilder/030611/8979...__nic__800.jpg

No to dalej Świdowcem idziemy. Rzut okiem za siebie na Bliźnicę.

http://s1.bild.me/bilder/030611/6539...__nic__800.jpg

Mijamy najbardziej ucywilizowaną część Świdowca z wyciągiem i niedalekim hotelem/schroniskiem "Drahobrat". Drahobrat - Bliźnica, Bliźnica - Drahobrat to taki tutejszy deptak. Przy kolejnym źródełku spotykamy 2 ukraińskich turystów z plecakami. Z Hontas założyłem się ilu turystów spotkamy na całej wyprawie. Ja stawiałem na 7, Hontas na 5. Mamy już za sobą 6h marszu więc czuć już w kościach kilometry a trzeba jeszcze trochę przejść. Nie ma letko.

http://s1.bild.me/bilder/030611/9533...idowiec800.jpg

Po kolejnych 2h marszu, ok godz. 17.00 rozbijamy obóz nad jeziorkiem.

http://s1.bild.me/bilder/030611/5405...idowiec800.jpg

Napojeni i najedzeni leżymy na trawie przy świecach i raczymy się nalewkami które taszczę z Polski. Gwiaździste niebo daje po oczach. Sen.

C.D.N.

i raczymy się nalewkami które taszczę z Polski. o widze ze jest wiecej desperatow co po ukrainskich gorach nie tylko wode taszcza w plecakach :-)

o widze ze jest wiecej desperatow co po ukrainskich gorach nie tylko wode taszcza w plecakach :-) Wody jak nie muszę to nie niosę ale dla dobrej nalewki zawsze znajdzie się miejsce :D
DZIEŃ TRZECI:

Klasycznie wstaję o świcie bo już dłużej mi się nie chce leżeć w namiocie. Zapowiada się kolejny dzień pięknej pogody.

http://s1.bild.me/bilder/030611/1996...idowiec800.jpg

Ruszamy dalej Świdowcem. Jest ciepło a wręcz gorąco. Czasami zawieje jakaś błogosławiona bryza. Widoczność jest zdecydowanie lepsza niż dzień wcześniej.

http://s1.bild.me/bilder/030611/1188...idowiec800.jpg

Przez Świdowiec leci wyznakowany szlak przez zapaleńców z Czech, Polski, Ukrainy itd. Jak widać bez znaków żyć się nie da. Oglądamy te poustawiane od czas do czasu drogowskazy i już na pierwszy rzut oka nie podobają nam się czasy przejść, są zawyżone i to miejscami mocno. Widać że komuś się nie chciało iść piechotą tylko pewnie jechał jeepem a czasy wziął "na oko". Taki straszak na niezdecydowanych turystów ;)

http://s1.bild.me/bilder/030611/3580...idowiec800.jpg

Jeziorko pod todiaską.

http://s1.bild.me/bilder/030611/8605...idowiec800.jpg

Świdowieckie stoki.

http://s1.bild.me/bilder/030611/4157...idowiec800.jpg

W połowie dnia dopada mnie kryzys. Problem ze stopami. Niby nowe buty ale wygodne nigdzie nie obcierają, brak obtarć i odcisków za to boli mnie podeszwa stopy, taka obita jakaś. Im dalej tym gorzej. Do tego dochodzi oszczędność wody bo nie mam jej za wiele. Coraz częściej towarzysze muszą na mnie czekać co jakiś czas bo się wlokę :(

http://s1.bild.me/bilder/030611/2053...idowiec800.jpg

Wdrapujemy się na ostatni większy pipant Świdowca, Tempa 1635m, teraz "już tylko" kilkanaście km bocznym ramieniem i jesteśmy w Ust-Czornej :)
Szukamy miejsca na biwak z wodą.

http://s1.bild.me/bilder/030611/5267...idowiec800.jpg

Dochodzimy do niewielkiej ale mocno wciętej przełęczy na skraju lasu. Szukamy wody. Jak się okazuje po oby stronach grzbietu są małe źródełka. Rozbijamy obóz. Uff, to był ciężki dzień. Ognicho, herbatka, żarełko, ostatnie nalewki z plecakowych zapasów, regeneracja stóp cudownymi maściami. Sen.

C.D.N.
błąd wkradł- jezioro pod Dogjaską, czyli jezioro Dogjaska o ile dobrze pamiętam

błąd wkradł- jezioro pod Dogjaską, czyli jezioro Dogjaska o ile dobrze pamiętam Może być i Dogjaska. Ja tam od zawsze słyszałem i używałem Todjaska. Zresztą w wielu miejscach się spotyka "Todjaska" jak np. w wikipedii:

http://pl.wikipedia.org/wiki/Świdowiec
może być i Dodiaska ;) czekam na kontynuację
DZIEŃ CZWARTY:

Poranek na obozowisku.

http://s1.bild.me/bilder/030611/6820...idowiec800.jpg

Dzisiaj mamy w planach lajtowy dzień. Dojść do Ust-Czornej. Nie spiesząc się składamy graty. Bob pożycza mi zapasowe wkładki do butów które rozwiązują problemy ze stopami, dzięki ci Bob!! Czas w drogę.

http://s1.bild.me/bilder/030611/3737...Czornej800.jpg

Zbliżając się do cywilizacji czujemy z Bobem już zapach piwa w powietrzu. Po 3h marszu docieramy w końcu do szosy w dolinie. Mijany sklepik niestety zamknięty, ale wita nas za to wspaniała ukraińska twórczość ludowa.

http://s1.bild.me/bilder/030611/8683...-Czorna600.jpg

Do centrum Ust-Czornej jeszcze z 1,5km asfaltem. Mamy wrażenie że jest ze 30 st. na słońcu, praży niemiłosiernie. W końcu możemy usiąść przy sklepiku w cieniu i napić się złocistego zimnego płynu.

http://s1.bild.me/bilder/030611/9656...-Czorna800.jpg

http://s1.bild.me/bilder/030611/2176...-Czorna800.jpg

Reszta dnia upływa na kulinarnym rozpasaniu łącznie z lodami w pucharkach :) Bob wynajduje kwaterę "U Andrija". Śpimy dzisiaj w cywilizacji. Kwatera jest ładna, śmiało można polecić.

http://s1.bild.me/bilder/030611/9389...-Czorna800.jpg

C.D.N.
W tym roku byliśmy w Ust-czornej i mieliśmy małe przeboje cenowe z noclegami(może wyglądaiśmy na kasiastych-ha!) ile wzieli od was za nocleg "U Andrija"?
70 uah
Koniec końców i my za 70 uah kwaterę znaleźliśmy ale byli tacy co i 200 chcieli.
A czemu tak drogo ?

Na Krymie 40-50.

Nie w hotelu, ale w przyzwoitych warunkach, z prysznicem.

Tak mi się widzi, że to są nieprzewidziane,a le dość oczywiste skutki znakowania szlaków.

B.


Tak mi się widzi, że to są nieprzewidziane,a le dość oczywiste skutki znakowania szlaków.

B.
niestety chyba tak bo przeżyliśmy w Ust-czornej jeszcze kilka niemiłych rozczarowań i mieliśmy nauczkę żeby pytać o ceny z góry(trafiliśmy jednak na miłych ludzi ,których mogę polecić jakby ktoś chciał mieć pewny nocleg mam ich adres i telefon)
w Rachowie w turbazie spaliśmy za 65 uah,rok temu w Zaroślaku na lewiźnie za 40 uah się udało.
A Jozif ile Wam krzyknął?
Nie dotarliśmy do niego ale miejscowi mówili ,że tam też drogo.
A jaki jest teraz kurs hrywny w sumie?

A jaki jest teraz kurs hrywny w sumie?
http://kantory.pl/kursy/uah/

W wakacje było trochę mniej, w Przemyślu 1 UAH = 0,38 zł.

B.
Aha dzieki.

Tak mi się widzi, że to są nieprzewidziane,a le dość oczywiste skutki znakowania szlaków.

.
nieprzewidziane????

namalowany szlaczek= coraz wiekszy tłumek kasiastych turystów biegnie za znaczkami= miejscowi doją tłumek

smutne ale prawdziwe... jedyna nadzieja w drwalach- gadalam z niektorymi i cos w tym jest ze lubia wycinac zwlaszcza te drzewa z ciapkami ;)
mnie szlak do Ust Czornej bardzo pomógł, szczególnie, że w nocy lało i mgły niemiłosierne. Wydeptanych ścieżek nie było widać

Wydeptanych ścieżek nie było widać Taki byl kiedys urok ukrainskich karpat.. ze sie wedrowalo we mgle bezdrozem i korytami potokow.. Jechal ten, kto to lubiał.. a jak ktos chcial chodzic po sznurku to jechal w beskid sląski..

A jak sie zachcialo beskidzki sposob wedrowki wprowadzac i na wschodzie to nie ma sie co dziwic ze niedlugo i ceny w pensjonatach i traktowanie turysty bedzie zblizone..

nieprzewidziane????
Źle się wyraziłam.

Być może nie przewidziane przez Polaków i Czechów, którzy przyjeżdżają tam znakowac szlaki, zaś przez miejscowych przewidziane na pewno.

W końcu o to im chodzi aby zarabiać na turystach - i trudno im się dziwić.

B.
skoro ceny coraz wyższe, nie ma też konieczności korzystać z pensjonatów. Można w okolicy wsi biwakować. Biedni są, mają możliwość troszkę zarobić, to korzystają
DZIEŃ PIĄTY:

Opuszczamy kwaterę i Ust-Czorną i z reklamówką winorgon atakujemy połoninę Krasną.

http://s1.bild.me/bilder/030611/6887...-Czorna800.jpg

Podejście na grzbiet jest proste, biegnie lekko pod górę leśną drogą z zawijasami. W cieniu idzie się przyjemnie, gorzej w słońcu.

http://s1.bild.me/bilder/030611/6033...Krasn__800.jpg

http://s1.bild.me/bilder/030611/5442...Krasn__800.jpg

Po kilku godz. osiągamy grzbiet. Dochodzimy do bajorka przy którym znajdujemy niewielkie źródełko. Mija nas pan z kijem i dwoma wierzchowcami. Pytamy o wodę w dalszej części Krasnej. Potwierdza nasze przypuszczenia o problemach z wodą. Decydujemy się zostać na biwak przy bajorku. Błogie leżakowanie na połoninie, niedaleko stoi i straszy turystyczny drogowskaz "Kołoczawa 15h". Jakoś mu nie wierzymy.

http://s1.bild.me/bilder/030611/5779...-Krasna800.jpg

Niedługo przed zmierzchem spotykamy troje ukraińskich turystów. Pytają o wodę i idą dalej. Wkrótce zaczyna się ruch samochodowy na grzbiecie, samochody zwożą zbieraczy jagód/borówek. Taka przejażdżka to lepsze niż lunapark z tymi stromymi zjazdami i podjazdami.

http://s1.bild.me/bilder/030611/7573...-Krasna800.jpg

http://s1.bild.me/bilder/030611/2249...-Krasna800.jpg

Zachodzik:

http://s1.bild.me/bilder/030611/8224...-Krasna800.jpg

Wieczór spędzamy przy ognisku i przy jakimś ziołowym balsamie :)

http://s1.bild.me/bilder/030611/8377...-Krasna800.jpg

C.D.N.

Taki byl kiedys urok ukrainskich karpat.. ze sie wedrowalo we mgle bezdrozem i korytami potokow.. Jechal ten, kto to lubiał.. a jak ktos chcial chodzic po sznurku to jechal w beskid sląski..

A jak sie zachcialo beskidzki sposob wedrowki wprowadzac i na wschodzie to nie ma sie co dziwic ze niedlugo i ceny w pensjonatach i traktowanie turysty bedzie zblizone..
Dlatego zeszliśmy jakąś końską dróżką,obstawiając gdzie wyjdziemy -chociaż taka namiastka przygody.

Dlatego zeszliśmy jakąś końską dróżką,obstawiając gdzie wyjdziemy -chociaż taka namiastka przygody. :-D
piękne widoki... nalewkę w czym transportowaliście? szkło raczej odpada, zbędny ciężar... ;) no i może sie stłuc :)

piękne widoki... nalewkę w czym transportowaliście? szkło raczej odpada, zbędny ciężar... ;) no i może sie stłuc :) Ja miałem w półlitrowych plastikowych butelkach po wodzie mineralnej. Hontas podobnie + aluminiowa butelka turystyczna :)

szkło raczej odpada, zbędny ciężar... ;) no i może sie stłuc :) a my durni szklo po gorach nosimy... acz to jest zawsze problem bo faktycznie zbedny ciezar ale jakos mam wrazenie ze alkohole o mocy wiekszej od wina to dziwnie z plastiku smakuja.. moze to dobry pomysl z ta aluminiowa butelka? skad sie taka bierze? jest duzo lzejsza od szkla? na szczescie moj plecak jak sie duzo szkla wlozy to czasem dostaje nóżek i sam po gorach chodzi ;)
Buteleczka balzamu właściwie nic nie waży. :wink:
DZIEŃ SZÓSTY:

O 2.00 budzi mnie deszcz, hmm, no nic zobaczymy co będzie rano. Zaraz potem przez zamknięte powieki dostrzegam błysk, burza??, wyczekuję na jakiś grzmot ale cisza. Ponowny błysk ale dłuższy, to nie burza, słyszę silnik, ktoś sobie robi nocne rajdy po połoninie. Chwila ciszy po czym wehikuł się oddala. Zasypiam.
Budzę się o świcie, wyglądam przed namiot, mleko. Deszcz nie pada. W nocy zmienił się wiatr i wieje z północnego wschodu. Dzisiaj musimy wcześniej wyjść, czeka nas długi marsz do Kołoczawy. Z czasem pogoda się lekko poprawia tzn. zaczyna coś być widać i gdzieś przez chmury nawet prześwituje słońce.

http://s1.bild.me/bilder/030611/5557...-Krasna800.jpg

Pakujemy się i w drogę.

http://s1.bild.me/bilder/030611/5032...-Krasna800.jpg

Wzdłuż grzbietu połoniny Krasnej radośni inżynierowie poprowadzili rurociąg a co za tym idzie grzbiet należy bodajże do najbardziej rozjeżdżonych w Karpatach Ukraińskich. Do tego dochodzi duża ilość butelek "pet" spotykanych przy drodze. Te przykre aspekty rekompensuje nam cała reszta otoczenia.
We mgle słyszymy silnik i po chwili wyłania się zjeżdżający z góry samochód ze zbieraczami.

http://s1.bild.me/bilder/030611/1473...-Krasna800.jpg

Wysypuje się z niego z 15 szt. osobników i rozłażą się po zboczach.

http://s1.bild.me/bilder/030611/7522...-Krasna800.jpg

Idziemy dalej i wkrótce doganiamy wczorajszą trójkę ukraińskich turystów. Nasza sympatia do nich prysła kiedy idąc za nimi jeden młodzian dopija wodę z butelki i jebudu ją w trawę. Buraczana turystyka.

http://s1.bild.me/bilder/030611/3628...-Krasna800.jpg

Pasmo Krasnej jest dosyć męczące do przejścia, trawersów niewiele, na każdego kolejnego pipanta trzeba się wdrapać, 100m w dół, 100 w górę i tak co chwilę...

http://s1.bild.me/bilder/030611/1466...-Krasna800.jpg

Widzimy już Kołoczawę i przełęcz Przysłup. Przed nami kolejne podejście na które nie mamy ochoty. Wybieramy niewielką ścieżkę lecącą trawersem, gdzie dojdziemy tam dojdziemy.

http://s1.bild.me/bilder/030611/1983...-Krasna800.jpg

Ścieżka doprowadza nas do górnej części Kołoczawy, wiele starych ładnych domów.

http://s1.bild.me/bilder/030611/2827..._oczawa800.jpg

http://s1.bild.me/bilder/030611/5675..._oczawa800.jpg

Siadamy przy sklepie, pijemy piwo i czujemy jak te 8h marszu dało nam w kość a do centrum wsi jeszcze z 5 km. Wieś jest ładna, dzieciaki wołają do nas "ahoj", biorą nas za Czechów czy pozostałości po tym że to były czechosłowackie tereny? Ale co by nie było zbyt pięknie, potok płynący przez wieś jest strasznie zaśmiecony. Kulminacją jest wielka sterta śmieci w centrum przy sklepie i świątyniach.
Po 9h godzinach marszu w końcu dochodzimy do celu, lekko padamy na twarze, zatrzymujemy się w gospodo-noclegowni "Cetnicka Stanice".
Piwko, kolacja, coś mocniejszego i spać.

http://s1.bild.me/bilder/030611/7091..._oczawa800.jpg

C.D.N.
Fakt... z tym zaśmieceniem to pewnie jest tak jak u nas wyglądało to 15 lat temu po wsiach (mam rodzinę w opoczyńskim przepiękna wioseczka to była, trochę się zmieniła, pamiętam jak w centralnej części stał duży kontener z którego się wysypywało to plastikowe znosidło...) czyli koniec początku ery plastikowych butelek ;), a początek jeszcze większej ilości plastiku wszędzie...smutne... tam widoki piękne, to tak nie razi :)... tylko na nieszczęście momentami, tak jak opisujesz, cóż...
Nigdy nie zapomne opowiadan moich rodzicow jak to wedrowalo sie kiedys i nie walalo sie tyle smieci- bo kazdy sloik, butelka czy foliowa torba byly na wage zlota i kazdy zabieral po biwaku ze soba. No i butelki mozna bylo oddac do skupu- wiec kazdy zbieral, nawet nie swoje ;) Juz nie mowiac o kolorowych reklamowkach, ktore mozna bylo za kupe kasy sprzedac na wycieczce za wschodnia granice.. A teraz to wszystko lezy i lezec bedzie przez tysiac lat..
https://picasaweb.google.com/1100072...59504094508194

Wieś jest ładna, dzieciaki wołają do nas "ahoj", biorą nas za Czechów czy pozostałości po tym że to były czechosłowackie tereny? Myślę, że dzieci raczej nie sięgają pamięcią tak daleko wstecz :-). To wynik raczej masowego napływu turystów z Czech - nie rzucili się Wam oni w oczy w Kołoczawie, a zwłaszcza w Czetnickiej Stanicy? Bo kiedy my tam byliśmy w sierpniu, to Czechów było za trzęsienie. No, chyba że to już wrzesień zrobił swoje i Czechów wymiotło...

Myślę, że dzieci raczej nie sięgają pamięcią tak daleko wstecz :-). To wynik raczej masowego napływu turystów z Czech - nie rzucili się Wam oni w oczy w Kołoczawie, a zwłaszcza w Czetnickiej Stanicy? Bo kiedy my tam byliśmy w sierpniu, to Czechów było za trzęsienie. No, chyba że to już wrzesień zrobił swoje i Czechów wymiotło... Gdy my byliśmy była grupa 4 czechów, nasza trójka i rano w łazience spotkałem polaka (dwójka była) chyba też spali.
... Czekamy na ciąg dalszy, kontynuuj ;)
DZIEŃ SIÓDMY:

Pogoda wraca do normy czyli lampa na niebie. Spakowani siedzimy sobie przed naszą gospodą i czekamy na Boba. Bob doszedł do wniosku że kasa mu się kończy a widział bankomat więc ma chytry plan na zdobycie gotówki. Siedzimy z Hontas na słoneczku, sączę piwko, analizujemy dalszą trasę i coś go długo nie ma.

http://s1.bild.me/bilder/030611/5564..._oczawa800.jpg

Pojawia się Bob i snuje mrożącą krew w żyłach opowieść jak to bankomat się uparł i nie chciał mu oddać karty. Po dłuższej chwili pertraktacji z duchową pomocą pani aptekarki bankomat piszcząc i bucząc zgodził się oddać fanta.
Zarzucamy toboły na plecy i kierunek góry, pada na połoninę Piszkonię z Negrowcem.

http://s1.bild.me/bilder/030611/5097...growiec800.jpg

Wspinamy się coraz wyżej odkrytym grzbietem z ładnym widokiem na okolicę i samą połoninę.

http://s1.bild.me/bilder/030611/8414...growiec800.jpg

W końcu zaczyna się podejście przez las, typowo gorgański las, dużo rumowisk na zboczach, kosówka itd. W końcu to już Gorgany chociaż połoniny na górze. Po mozolnym wejściu wychodzimy na Barwinek, pierwszy pipancik. Przed nami piękny widok, morze połoniny i tyle pięknych miejsc na biwak, niestety nigdzie nie ma wody, wszystkie nibykorytka wyschnięte. Idziemy dalej.

http://s1.bild.me/bilder/030611/4642...growcem800.jpg

Na zboczu pierwszego pipanta którego trawersujemy znajdujemy maluśkie źródełko, napełnienie butelki trwa wieki ale nie ma co wybrzydzać. Niedaleko źródełka, pod samym Negrowcem jest siodełko idealne na nasz biwak. Zostajemy.

http://s1.bild.me/bilder/030611/5134...growcem800.jpg

Kolacja, herbatka i kolejny ziołowy balsam, w takich okolicznościach przyrody wszystko smakuje jak nigdy.

http://s1.bild.me/bilder/030611/6203...growcem800.jpg

http://s1.bild.me/bilder/030611/8835...growcem800.jpg

Kolejnej foty z pięknym zachodem nie zamieszczam bo co za dużo to niezdrowo, robi się chłodno, chowamy się pomiędzy namiotami gdzie nie wieje i siedzimy sobie przy świeczkach, oglądając gwiazdy, łykając procenty i wcinając kabanosy.

http://s1.bild.me/bilder/030611/7997...growcem800.jpg

Czas spać...

C.D.N.
DZIEŃ ÓSMY:

Budzi się kolejny piękny dzień. Nic tylko siedzieć na trawie i podziwiać widoki.

http://s1.bild.me/bilder/030611/1028...rowcem-800.jpg

Plecaki spakowane, wdrapujemy się na pobliski Negrowiec. Widoczność jest niesamowita, jeszcze nie spotkałem w górach w taką letnią pogodę żeby było widać na 100km. Widoki od Czarnohory po polskie Bieszczady.
Pomóżcie zidentyfikować szczyty i poprawcie jak się mylę.

http://s1.bild.me/bilder/030611/2862...rowiec-800.jpg

I widoczek na polską stronę.

http://s1.bild.me/bilder/030611/9490...growiec800.jpg

W powiększeniu:

http://s1.bild.me/bilder/030611/2817...growiec800.jpg

I samo zbliżenie na nasze Biesy:

http://s1.bild.me/bilder/030611/6352...rowiec-pow.jpg

Według moich wyliczeń do Tarnicy jest 96 km, do Howerli 70 km.

No nic idziemy dalej Piszkonią:

http://s1.bild.me/bilder/030611/4990...szkonia800.jpg

Tak się błogo idzie że przeoczyliśmy zejście i zatrzymujemy się jak nam się połonina kończy a dalej już tylko stromo i las :)
No to teraz z powrotem. Ostatni rzut oka na Piszkonię i schodzimy.

http://s1.bild.me/bilder/030611/7151...szkonia800.jpg

Dochodzimy do jeziorka na stokach Piszkonii, ładne miejsce na uboczu z turystyczną infrastrukturą, wiata, stoły, domek z drewnianą podłogą, mostek, nawet tratwa... Zostajemy.

http://s1.bild.me/bilder/030611/4117...szkonii800.jpg

http://s1.bild.me/bilder/030611/9185...szkonii800.jpg

Pozdrowienia dla Buby która pięknie przyozdobiła domek :D

http://s1.bild.me/bilder/030611/2546...konii-buba.jpg

DZIEŃ DZIEWIĄTY:

Budzimy się w kiepskich humorach. Żołądki w kiepskim stanie, coś nam zaszkodziło. Mus nie mus iść trzeba, pakujemy manele i po kilku godz. jesteśmy przy szosie w dolinie. Jeszcze kilka km i będziemy na początku Syniewiru.

http://s1.bild.me/bilder/030611/5822...niewiru800.jpg

Ewidentnie nie jesteśmy sobą bo nie zrobił na nas żadnego wrażenia napotkany sklep. Mieliśmy w planach iść pieszo do Miżgirii i stamtąd do domu ale zmieniamy plan i łapiemy stopa. Stop trafia się nam nie byle jaki bo Łada ala duży fiat. Jakoś się do niej wepchaliśmy, plecaki na kolanach, twarze na szybach i jazda. Ładzianka ewidentnie odczuła dociążenie bo przy każdym wyboju trze kołem a wyboje to rzecz normalna. Na kierowcy nie robi to większego wrażenia. Jesteśmy w Miżgirii, pełno straganów, ruch i zamieszanie, trzeba przywyknąć do cywilizacji. Próbujemy jeść i pić piwo. Nie miałem weny do robienia zdjęć więc nie ma. Po godz. 18.00 pani kasjerka na dworcu autobusowym wpuszcza nas do "komnat wypoczynku" w których śpimy do rana. Wieczór przespałem.
Rano mamy marszrutkę do Lwowa. Całe szczęście że zatrucie minęło. Lwów, Medyka, Przemyśl i dalej każdy z nas się rozjeżdża do domów.

I tak o to zakończyła się nasza kolejna jesienna włóczęga po Karpatach Wschodnich.

KONIEC
Filmik:

http://www.youtube.com/watch?v=po9x2yD-9_E

lub

http://vimeo.com/30222205
No cóż : nic dodać , nic ująć
Panie Piękne.
Wydaje mi się, że szczyt nie opisany na zdjęciu z Borżawą, Równą, Ostrą i Pikujem to Holica Lutańska.

Wydaje mi się, że szczyt nie opisany na zdjęciu z Borżawą, Równą, Ostrą i Pikujem to Holica Lutańska. Tak właśnie podejrzewałem że z tego kąta może być ją widać.

Panie Piękne. hm,
Heniosławie ,ja tam widziałem jedną niewiastę...

fajna relacja na wiosnę może skrzyżują się nam drogi z drogą w.w. wyrypki :))

Wydaje mi się, że szczyt nie opisany na zdjęciu z Borżawą, Równą, Ostrą i Pikujem to Holica Lutańska. Przemek - masz rację, to jest Lutańska Holica.
Gwoli ścisłości i dla porządku dodam jeszcze, że te polskie Biesy, widoczne na kolejnym zdjęciu to gniazdo Tarnicy (z lewej) i Halicza (z prawej) zza którego wygląda jeszcze Krzemień. Natomiast na lewo od Tarnicy widoczny jest ponad warstwą tego syfu zalegającego w dolinach jeszcze sam koniuszek "szpicy" - jeśli by przyjąć, że to coś, co tam wystaje jest widoczne :-) to jest to niewątpliwie Poł. Caryńska.
http://www.dalekieobserwacje.eu/?p=13488
Zazdroszczę widoczności.
ech wróciłby człowiek
szedłem tam z ... Jasienia? Chyba...N a trasia spotkalismy Hucuła jak na hucule wiózł sobie kaloryfery.
Witaj Macieju na forumie.
Przywitanie to taki staropolski zwyczaj spotykających się podróżników.
przepiękne widoki... dzięki za relacje :)

nalewkę w czym transportowaliście? szkło raczej odpada, zbędny ciężar... ;) no i może sie stłuc :) Ja do takiego transportu używam butelki po wódeczce o nazwie Danzka (lekka aluminiowa flasza). Mankamentem jest to, że nie widać ile jeszcze pozostało :D
Coshoo, Dzięki za wspaniała relację!
  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • brytfanna.keep.pl