Humory

bigos - mój pamiętnik, wspomnienia, uczucia, przeżycia ...

Zakoñczy³em w±tek piatku. Dialog z samym sob± przesta³ mnie bawiæ, autoironia zbyt ma³o czytelna i brana przez czytelnika zbyt serio... a mo¿e jest ca³kiem na odwrót? Nie wiadomo. Wobec braku interakcji w±tek nie zda³ egzaminu. Zak³adam nowy w±tek, w którym humorami moimi bêdê raczy³ Was ku zgrozie estetycznej lub pocieszno¶ci werbalnej. Nie wi±¿ê siê jednak dniem tygodnia ani tematem wybranym a jedynie z humorem w³asnym zale¿nym od ró¿nych (od)czynników tego ¶wiata. A zatem na psy:

Na przekór!

a ja lubiê tak sobie czasem po prostu
nie wymuszenie
i od niechcenia

lecz rzadko zdarza siê cz³owiekowi
chwila nie gorzka
bez marudzenia

lecz mimo wszystko oraz na przekór
pragnê i dzia³am
strunê przeci±gam

za nic mam wszystkie zerwane struny
dopóki ¿yjê
dopóty brzd±kam!

:twisted:


Nerwica zwiedzania

Zaliczenie
Jeszcze jednej per³y
Architektury miasta
Warunkiem
Udanego po¿ycia
Oraz kaszlu o ¶wicie

Spacer biegiem
Jeszcze jedn± ulic±
Niezaspokojone
Pragnienie po³kniêcia
¦wiata i jeden metr d³u¿ej

Zagubiony cel
I stracony kontakt:
Gdzie ta atmosfera?
W którym to by³o kraju?
Jednakowe lata
W zimnej kolekcji wra¿eñ

8)
¬ród³o

nigdy nie jest do¶æ
czekania na spe³nienie
marzenia ukarane
osi±gniêtym celem

siêgaj ponad szczyty
jak mawia³ poeta
po to by nie siêgn±æ
i aby podnieta

trwa³a mimo wszystko
mimo wiedzy koñca
i marno¶ci ¶wiata
ksiê¿yca i s³oñca

mimo gnozy i zgrozy
o zmierzchu i ¶wicie
marzyæ nie przestawaj
aby kochaæ ¿ycie

:P
Pó³wysep Helski

I ( przed... )

A wiêc jadê
Gdzie dzieñ o pó³ godziny
D³u¿szy ponoæ ni¿ na Otrycie
Gdzie Kondor fruwa po scenach
I wiatr rozpêdza ¿agle
Na cztery strony ¶wiata
W zale¿no¶ci od humoru Heli

I tylko ¿al
¯e gór tam nie zobaczê
I paru ludzi, którzy do innej weszli rzeki
Czy wszystko ju¿ zrobi³em?
O kim¶ zapomnia³em?
Na pó³noc pora ruszyæ
I na pohybel smutkom...

II ( po... )

Pusta pla¿a i Ba³tyk
Wyj±tkowo czysty
200 metrów do innego klimatu
Tu regaty serferów w wodzie po kolana
Tam spokój szumi±cego horyzontu
Tu tañce gorza³a i ¶piew
Tam samotno¶æ pod rozko³ysanym ksiê¿ycem

I tylko ten powrót
Do ¶wiata zaleg³ych rachunków
I zadañ do wykoñczenia
Znowu ubiera cz³owieka
W gorset s³owiañskich narzekañ

:evil:


Niepewno¶æ

Promienie s³oñca na mojej twarzy
Na zamkniêtych powiekach
Wewnêtrzne obrazy

Ubrane w kolory ognia i nieba
I nocnych wêdrówek
Koszmarne okazy

Prze¶wietlam sam± istotê natury
Podró¿e wewn±trz duszy
I rozbite mury

O czym zapomnia³em i co ju¿ prze¿y³em
Perfidia gier nie¶wiadomych
Niezdobyte góry

Dogadaæ siê z ciemno¶ci±, pogodziæ ze ¶wiatem
Czy jestem tym kim jestem?
Powraca z ka¿dym latem...

:roll:
Czas miniony
( zamiast reklamy Vincenza )

Na wysokiej po³oninie
Stasio patrzy³ na Hucu³ów
A nie poznasz w jego minie
Wszechpamiêci jego cudu

Gdy trembity majstrowanie
Obserwowa³ ³ypi±c okiem
Albo owiec we³nobranie
Lub zachwyty nad widokiem

Odk³ada³y siê w pamiêci
Zaginione górskie ¶wiaty
Opryszkowie i majêtni
Z drewna dwory oraz chaty

¯mije, diab³y, Baby Jagi
¦wiêty Ilia, gromy, chmury
Przez otch³anie górskiej sagi
P³yn± wolno, bez brawury

A ¶wiat taki juz zagin±³
Powalony maszynami
Ale duchy nie przemin±
Duchy b±d± razem z nami

W czasie strusi pêdziwiatrów
Dobrze czasem siê zatrzymaæ
Pogaworzyæ z gazd± Stachem
I rewasze powspominaæ

:!:
Otrycki k³opot

Nie wiem dlaczego powracam tam ci±gle
Wiosn± jak do gniazd majowe bociany
Lub jesieni± tak patrzeæ jak buki zielone
Czerwieniej± ze z³o¶ci na lato wiêdn±ce

Samochód i kulturê zostawiam na dole
Schodami z piaskowca wspinam siê w za¶wiaty
Gdzie zasypiaj± poznane regu³y i zwady
A prawo pierwotne Tw± duszê oczyszcza

Na tarasie Chaty w³asnorêcznie zrobionej
Z pobratymami w znoju oraz niepogodzie
Poch³aniam przestrzenie i fale uniesieñ
Trzystuletni jesion Po³oniny rozcina

Nie wiem dlaczego powracam tam ci±gle
Do chwili zadumy zasêpionej widokiem
Do rubasznych ¶miechów do gitary brzd±kania
Gdy mg³y lub szum wiatru sen otul± i jawê

:|
Ajgor dziêki wielkie za "Czas miniony" i za to, ¿e wierszem powiedzia³e¶ to czego ja nie mog³am kiedy¶ wyraziæ zwyk³ymi s³owami :)
Miniaturowo

bagno na biurku
têsknota za czysto¶ci±
bieszczadzkie b³oto

*
granat zmierzchania
mg³y ufno¶ci noc czarna
zaskoczony ¶wit

*
nadszed³ deszcz li¶ci
niespe³nione marzenia
zamiót³ dozorca

*
¶wietlista walka
z depresj± ciemnej zimy
nadzieja ¶niegu

...
(ale) kino

i sen nie ukradnie marzenia
gdy ¿ycie przestaje byæ jaw±
odnajdziesz nie swoje pragnienia
gdy poca³ujesz siê z ¿ab±

i troski nie znikn± gdy za¶niesz
gdy sen wype³niony gonitw±
uciekasz i zawsze tak samo
przez oko psa ciêcie brzytw±

i spokój pokoju na ¶wiecie
zjawiæ siê nie chce pomimo
co noc tej komety na niebie
ni sen ni latarnia ni wino

i sen nie ukradnie marzenia
bo ¶niæ siê nie da ju¿ dawno
gdy zmys³y pociête ¿yletk±
a ¶wiat³o wci±¿ nie chce zgasn±æ

:twisted:
No nie, Tak nie lubiê. Pozdrawiam. B±d¼ po zachodzie...
festyniarska kontra

nie ka¿ napotkanemu malarzowi
malowaæ chmury miast ró¿nych ptaków
bo wed³ug ciebie w tym prostym drobiu
mniej ni¼li w chmurach jest metafor

nie hoduj w sobie niegodziwca
tyrana w³asnej estetyki
niech wszystkie muzy trzymaj± ci±gle
umys³ Twój z dala od polityki

bo ka¿dy tyran nie koñczy dobrze
nawet gdy mieszka w cichych górach
a ka¿dy malarz ma proste prawo
malowaæ wszystko w swych cha³turach

czasem co¶ chlapnie dla zwyk³ej draki
czasem ukryje sens pod kleksami
nie chcia³by¶ chyba autora który
zadrêcza³by ci±gle didaskaliami?

8)

p.s. oczywi¶cie mam nadziejê, ¿e odbierzesz to jako ¿art, a nie jako atak! Pozdrawiam sedecznie!
:) Mi³ej niedzieli i do zobaczenia na Otrycie. Pozdrawiam
Bo widzisz, to jest tak, ¿e wymagam tyle, na ile zas³ugujesz... :)
Albo poziom KIBLu, czy tam KIMBu (ma jedno wychodzi), albo poziom Chaty. Wybór nale¿y do Ciebie :)
Wyczuwam jak±¶ nutkê frustracji w Twoich wypowiedziach.
Ale to mo¿e zima dzia³a tak, gdy zmierzch jest ju¿ od rana
A mo¿e miasto? Ale przecie¿ zamieszka³e¶ w koñcu w lesie?
A mo¿e las? Co szumi o zapomnianych dawno ranach?

Tak czy siak, wymagaj od nas dalej, na zdrowie dooko³a
Wypijê kolejn± bañkê do dna, s³uchaj±c jak mnie wo³asz...

:twisted:
Oj, Ajgorze drogi, ¼le wyczuwasz :) mam nadziejê, ¿e dok³adnie pogadamy o tym równo za miesi±c :) Aha, wcale nie od wszystkich wymagam. Napisa³em wyra¼nie: od Ciebie. S³onka.
OK, niech bêdzie ¿e ode mnie
Ale pamiêtaæ tak¿e musisz
Nie samym chlebem cz³owiek ¿yje
Inaczej w koñcu siê udusi

Wiêc wybacz niskie me humory
I krotochwili jak±¶ s³abo¶æ
Czy w±tek tytu³ ma myl±cy?
Nie zawsze przecie¿ bywa kawior!

8)
Hehe :) Ajgor, jak Ty po ka¿dym moim po¶ciku (bo tego nawet postem nazwaæ nie mo¿na) bedziesz p³odzi³ wiersz, to siê wykoñczysz szybko :)
Po pierwsze nie nazywaj wierszem
Tych ¿artów ma³ych i przelotnych
Po drugie chcia³em sprowokowaæ
Ciebie do czynów tak niegodnych

Jak rymowanie na ¶niadanie
Na obiad i na podwieczorek
By rytm trenowaæ i dyskusjê
W formalny taki w³o¿yæ worek

A¿eby mi³o siê gwarzy³o
A¿eby ³atwiej wetkn±æ szpilê
Bez obaw przekroczenia smaku
Poprawno¶æ schowaæ choc na chwilê

Ale ty nie, ty¶ jest uparty
Ty chcia³by¶ tworzyæ tylko Poezjê
A ja ci mówiê, ¿e co nam zosta³o?
Zabawiæ siê tak, zanim ¶wiat sczeznie!

:twisted:
Nie zarzucaj mi , Przyjacielu mój, uporu,
bo to jest przecie¿ cnota z innego utworu.
A do zabawy z Tob± zawsze jestem skory-
nie bêdziem siê chowaæ: ka¿dy do w³asnej nory!

Ufff, co¶ mi rymy faktycznie przesta³y "podchodziæ" ostatnio. S³onka
rymy czêstochowskie - s± boskie
ale rytm zachowaæ w utworze - to gorzej

:lol:
A kto nie zachowa³?
Mój Kolego mi³y.
Gdzie Ty wtedy by³e¶?
Czy¿by¶ ju¿ szczytowa³?
romantyk ponowoczesny

przyszed³ w to miejsce
poszukiwacz Ducha
bez talerzy i czarnych chusteczek
przyszed³ i usiad³
wyci±gaj±c nogi
odetchn±³ wolny od zapachu teczek

gor±ca herbata
parzy jego palce
blaszany kubek rumem wzbogacony
powietrze mro¼ne
k³uje prawd± w oczy
to nie prawda ¿e czas odnaleziony

Duch siê schowa³
wraz z czasem
po¶ród puchu zimowej poduchy
po¶ród sennych majaków
by trudniej
by³o rozszyfrowaæ jego gêste ruchy

poszukiwacz Ducha
odarty jest
z niskiej i zwyk³ej nadziei sukcesu
pozbawione sensu
przeznaczenie jest znane
drzwi s± wybrane i ¶cie¿ka do kresu

tak jak ka¿dy
on te¿ musi graæ rolê
outsidera w wyci±gniêtym swetrze
rekwizyty gad¿ety
i gar¶æ my¶li
pozbieranych do rzucenia na wietrze
kiedy¶

s³omiane dachy
¶ciany bielone wapnem
zêby czasu
zagryzaj± wargi

pamiêæ wykuta w skale
obrazy niezniszczalne
a¿ do koñca
trzymaj± w napiêciu

ko³a roweru
grzêzn± w piasku
niedomówieñ
w ¶rodku lasu

pola i topole
by³y bardziej zielone
zawsze kiedy¶
nigdy dzisiaj

:!:
zimowe zbli¿enia

zim± nachodzi³y ró¿ne
my¶li s³owa uczynki
d³ugie wieczory
dzieci rodzone jesieni±
legendy i strachy na lachy
gdy zerwane druty
rozpala³y naftowe lampy

dzi¶ zima mija zbyt szybko
Zachód siê starzeje
g³upiej±c coraz bardziej

blisko¶æ z dystansem
(przy rozwodzie siê przyda)
wyobra¼nia w okowach
(bo trzeba mówiæ prawdê)

m±dro¶æ ucieka miêdzy palcami
statystyki zast±pi³y bajanie
ciemno¶æ nie istnieje
kaloryfer cieplejszy ni¿ cia³o

8)
dobra nowina

¶pi±cy las
ko³ysze moje lêki
nagie ga³êzie poszycia
okrywaj± mnie nadziej±
wiosennego zmartwychwstania

w br±zach zesz³orocznych li¶ci
zielone ¶wierki s± obce
jak prawo i sprawiedliwo¶æ
w systemie korporacji

brunatna przestrzeñ
odgrzewa zatêch³e wspomnienia
mrówek na jego d³oni
melioracji ka³u¿ na drodze
wypraw na czubek drzewa

po zmroku s³ucham rekolekcji
hucz±cym g³osem puszczyka
wiadomo¶æ z ptasiego radia
napawa optymizmem

:)
Spocznij

nie jad³em znowu ca³y dzieñ
po nieprzespanej nocy
krzyczeæ ci±gle mi siê chce
i ci±gle bol± oczy

gania³em jak co dzieñ po szklanym domu
¯eromski przewraca siê w grobie
podpisy i druki w oparach absurdu
nie my¶lê ju¿ nawet o Tobie
    la ja usi±¶æ chcê nad strumieniem
    pos³uchaæ ¿ab rechotu pogadaæ ze ¶wierszczem
    narysowaæ na wodzie okrêgi kamieniem
    w niebo patrzeæ bez koñca albo czytaæ wierszel

nie spa³em znowu ca³± noc
po dniu stresuj±cym
pot zalewa ci±gle mnie
zimny i gor±cy

my¶la³em co bêdzie za lat kilkana¶cie
gdy rzucê spojrzenie za siebie
i przera¿ony doszed³em do wniosku
¿e stracê nie tylko Ciebie...
    ldlatego usi±¶æ chcê nad strumieniem
    pos³uchaæ ¿ab rechotu pogadaæ ze ¶wierszczem
    narysowaæ na wodzie okrêgi kamieniem
    w niebo patrzeæ bez koñca albo czytaæ wierszel


:P
Spory

Wiktor zmêczony usiad³
delektuj±c siê lini±
granicy li¶ci i nieba
wahad³owymi ruchami
ga³êzi g³askanych przez wiatr

spory ideologiczne przep³ywa³y
horyzontalnie i miêkko
pomiêdzy konarami pragnieñ
rozp³ywaj±c siê w ka³u¿ach argumentów
a wszystko pokrywa³ z wolna kurz

Wiktor lubi³ ¿onglowaæ
idee przelatywa³y z prawa na lewo
z lewa na prawo ko³ysa³y siê d³onie
skupienie i uwaga
koncentracja i cios
poszukiwanie i pewno¶æ
niekoñcz±ce siê pijañstwo bez snu

wyja¶nienie nic nie rozja¶ni³o
wiedza nie przynios³a m±dro¶ci
chêæ zast±pi³a niechêæ
sens jak wrona usiad³ na najwy¿szej ga³êzi
wy¿ej nie podskoczy

Wiktor delektuje siê lini±
¿ycie jak na d³oni
rysuje obraz li¶ci na tle nieba
nic nie pomaga ¶wiadomo¶æ
fraktalnego charakteru kszta³tu
Góra Przemienienia

spadaj±c ka¿dego dnia
do wioski na samym dole
³apa³ za guziki
serducho ¿±daj±ce wolno¶ci
rozczapierzone palce
zagarnia³y od³amki duszy
rozbitej upojn± noc±
wiosenna zieleñ
nie odwraca³a uwagi
od walki z wiatrakami

wieczorny powrót
na Górê Przemienienia
oznacza³ kolejne nape³nianie
posklejanych skorup
ciê¿ki miarowy oddech
pozory rytmu i harmonii
nieposkromione wej¶cie
poszerzanie pola walki
granice jak wszech¶wiat
nieskoñczone

Wiktor nie narzeka³
czêsto
jab³ka bywaj± takie soczyste
pragnienie
czasem tak trudno ugasiæ
Spory

Wiktor zmêczony usiad³
delektuj±c siê lini±
granicy li¶ci i nieba
wahad³owymi ruchami
ga³êzi g³askanych przez wiatr

spory ideologiczne przep³ywa³y
horyzontalnie i miêkko
pomiêdzy konarami pragnieñ
rozp³ywaj±c siê w ka³u¿ach argumentów
a wszystko pokrywa³ z wolna kurz

Wiktor lubi³ ¿onglowaæ
idee przelatywa³y z prawa na lewo
z lewa na prawo ko³ysa³y siê d³onie
skupienie i uwaga
koncentracja i cios
poszukiwanie i pewno¶æ
niekoñcz±ce siê pijañstwo bez snu

wyja¶nienie nic nie rozja¶ni³o
wiedza nie przynios³a m±dro¶ci
chêæ zast±pi³a niechêæ
sens jak wrona usiad³ na najwy¿szej ga³êzi
wy¿ej nie podskoczy

Wiktor delektuje siê lini±
¿ycie jak na d³oni
rysuje obraz li¶ci na tle nieba
nic nie pomaga ¶wiadomo¶æ
fraktalnego charakteru kszta³tu
Mróz

Wiktor spojrza³ na mróz
jego gêsta konsystencja by³a czysta
jak kryszta³ krucha
delikatna i spiêta
uwaga na metalowe kule
stoj± jedna na drugiej
czekaj±c na zgubny trzepot
skrzyde³ motyla w brazylijskiej g³uszy

Wiktor delektuje siê mrozem
zawieszaj±c spojrzenie
jak kochanek na ciele ukochanej
wci±ga ostre powietrze
kalecz±c nozdrza
w³asn± fascynacj±

Wiktor wa¿y cienk± przestrzeñ ¿ycia
ba³wan nie powstaje
w trzaskaj±cym mrozie
suchy ¶nieg nie chce wspó³pracowaæ
jednak gin± solidarnie razem
gdy wiosna poch³ania bezlito¶nie
ostre kryszta³y bezruchu

¿ona Lota nie skoñczy³a najlepiej
  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • brytfanna.keep.pl