biesy czady siekiera i duszatyn...

bigos - mój pamiętnik, wspomnienia, uczucia, przeżycia ...

wyszlo tak jak wyszlo niestety w biesczady ruszylismy w czworke bez mojej mi³ej ktora zarazbia pieni±zki w anglii.
A wiec najpierw wyruszamy autko cale zaladowane przed nami ponad 600km na motorze i w toyotce ja z miskiem jedziemy jego jamah±.(oj dupki bola³y) po dziecieciu godzinach jestesmy w komañczy ruszamy na duszatyn droga ehh iscie biesczadzka misek chce mnie zabic bo dziury okropne a na motorze to tam nie bardzo szczegolnie gdy to czoper jest. W duszatynie male problemy z wjazdem na pole (oj dziury rowy iblotko ale dalismy rade). Rozbijamy namioty udalo sie. kilka kropel deszczu jeden grzmot i juz biesczady witaja nas jak nalezy:). burza trwala jakies 25 minut. Poznajemy Kazika (jak sie potem okazalo stary bluesman z rzeszowa wielbicil "kasy chorych" pozdro dla Ciebie kaziu i dla twojej cory Marysi) na krotko przed burza mi³a niespodzianka spotykam Przemka z Wroc³aiwa poznalem go w tamtym roku w duszatynie. Nie poznal mnie, to chyba dlatego ze troche uroslem ( w szerz). wieczorem ognisko i prawdziwe powitanko biesczad troche trunku sie ulalo i troche pospiewa³o. do³±czyli do nas Aga i Arek (Arek lesnik tak jak ja:)...... konczymymy kolo 4 gdy juz nie ma trunkow i jedzonka.......

Echhhhhhh wspanialy ranek budzi mnie ¶werszczan\mi i szumem Os³awy robimy jajecznice potem ruszamy z na jeziorka. Jak zwykle znów zakochuje siê w tym miejscu.. piekne widoczki i mrowie kijanek w jeziorkach robimu pare zdj±tek okr±zamy jeziorka c, chwila zadumu przy tabliczce upamietniaj±cej smierc jednego z moich braci lesników.....

wracamy jemy obiadek i jedziemy do Cisnej. Do zobaczenia duszatyn. W komanczy przez droge prze³azi ¿mija mala taka ale zawsze mozna sie pochwalic :). za smolnikiem miskowi w spodenki wleciala bvieszczadzka osaO.o 3 ugryzienia spuchnieta noga i chwila przerwy. szybki oklad z altacetu i miesek dalej z fuzo jedzie motorkiem ja z lingim w samochodzie (ech klima:)

Cisna idzemy na trampka szykie zakwaterowanie i do siekierezady na kolacje i trunki. Niestety cosik sie zepsulo i nie ma amciania w siekierze:(. idziemy do zamoscia na placki po biesczadzku. najedzeni wracamy do siekierezady........
idzie juz 3 piwo potem juz nie pamietam niestety:/ tylko pana wiesia ktory mi ukradl fajki i miska ktory musial mnie wyprowadzic zebym go nie zabi³........
BIesy atakuj±±±±±±±±a a³a moja dynka ine idziemy dzis w gory:( nie mamy sil;) jedziemy do wetliny rozbijamy sie na polu pttk cisza spokoj i odzyskiwanie sil jutro ruszamy na smerek... niestety wieczorem biesy daja znac o sobie czyms sie strulem i mam sensacje....... dobranoc wetlina

ranek wstajemy z miskiem wczesniej musimy jechac do polanczyka ba tam jedyny najblizszy bankomat. Po drodze widze smierc w oczach misiek na drodze z berezki do hoczewa wyprzedza swoim dragstarem 10 samochodow i autobus.... zdazyl na szczescie:)... 10 wyruszamy,,,,,,, idziemy zóltym szlakiem na prze³ecz or³owicza. Smieszna sytuacja z biletami przy kasie w koncu kupujemy 4 ulgowe.. (pozdrowka dla pani z kasy na ¿oltym szlaku). Pogoda sprzyja sloneczko swieci dochodz±c do prze³eczy slyszymy grzmoty...
na szcescie burza nas omija... ale biesy nie spi±....... burza straszy fuzo i lingi sie sma¿± bo widzieli ostatnio slonce w naszynal dziografic jak byl film o pustyni;)......... dochodzimy do chatki puchatka ja z miskiem skuszam sie na piwko za 7zl warto bylo schodzimy koska droga powolutku przyjemnie i wracamy do wetliny................

ech i znow biesy i czady... ranek powital mnie 15sto centymetrowa dziura w namioce a fuzo wyglada jak dynniowa laleczka czolko ja spuchlo nici z ustrzyk i tarnicy jedziemy nad soline.....
posl;zismy nad tame i powluczylismy sie kupilem oscypki farbowane herbata i jedziemy do wolkowyji..
znalezlismy piekne zaciszne pole namioteowe zaraz za mostkiem dziadzo wzial po 5 zl od ³ebka i zalegamy ania dostaje oklady z kefirku na czolo i rece kupa smiechu przy tym... pijemy czarno godzinny ruma z kol±.. ide z miskiem sie wyk±pac niestety syf starszny na solinie weiecej sie tam nie bede k±pa³ i stwierdzam ze albo nad soline albo w bieszcady...... nadchodzi wieczor jescze jedna sensacja ¿o³adkowa i w kimone ... zanim zasnolem pogryzly mnie zmutowane biesczadzkie muchy... niestety znow budz± sie biesy ciagle s³ychac jakies kroki ;ecz nikogo nie ma w okolicy zastanawiam sie z Miskiem co tu sie moglo stac???? nie spimy cala noc... Rano dziadek nawet nie spytal sie jak sie spa³o wiedzial dobrze ze tu sie nie zasnie dlatego nikogo oprocz nas niebylo pewnie na tym polu.......... jemy lekkiie sniadanko i pra ruszac do domu niestety do Zobaczenia biesczady !!!!!!! z baga¿em wspomnien rozprutym namiotem i pogryzionemi nogami ruszmay do domu smutni ze niestety tak kotko goscilismy w naszych bieszcadach kochanych.......... juz planuje wyjazd we wrzesniu, bo w biesczady jedzie siê raz potem juz tylko siê wraca..........................

ps pozdrowka dla miska lingiego fuzo(dyniowej laleczki) dziadka z pola w wo³kowyji przemka i jego dziwczyny arka i agaty kazika i wszystkich ludzi których w tym roku spotkalem na szlaku.........


Ale da³e¶ "czadu"! Szkoda tylko, ¿e bez "biesów"....przykro....
  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • brytfanna.keep.pl