ďťż

Zimowy graniczny – od Przełęczy nad Roztokami do Riabej Skały

bigos - mój pamiętnik, wspomnienia, uczucia, przeżycia ...

Wyprawa ta była kontynuacją zeszłorocznego zimowego przejścia szlakiem granicznym: Pod Płaszą na zimowo
Zwołaliśmy ekipę, kto mógł ten zgłosił udział. Wyruszyliśmy w piątek podążając wzdłuż Sanu i zwiedzając liczne urokliwe miejsca: Ulucz, Dobrą, Hłomczę, Mrzygłód, Międzybrodzie, Trepczę…
Była to, póki co, tzw. wycieczka turystyczno-krajoznawcza o charakterze objazdowym;-)


Dzień przebiegał niezwykle kulturalnie, a gwoździem programu był wernisaż fotograficzny w Cisnej naszego formowego kolegi Marcina S. (nick - marcins) i Jego małżonki. Tam też nasza grupa wyprawowa zebrała się do kupy;-) Impreza była przyjemnością dla naszych zmysłów. A kto wtedy nie był, to ma szanse obejrzeć wystawę do 25 lutego w Gminnym Centrum Kultury – warto!
Jeszcze raz gratulacje dla autorów:-)
Natchnieni Bieszczadami wyruszyliśmy na nocleg do schroniska ‼Pod Wysoką Połoninąâ€ w Wetlinie – czyli podobnie, jak poprzednim razem. Wieczór spędziliśmy przy dźwiękach gitary, wydobywając z gardeł nasze, ukryte wokalne talenty;-) Nie miał nam kto przyklaskiwać, bo byliśmy jedynymi gośćmi. Za to syn gospodarza otoczył nas szczególną troską i opieką:-) Było nam tak dobrze, że ze wzruszeniem odliczaliśmy ostatnią noc w ciepłej pościeli, ostatnią kąpiel, jajecznicę na śniadanie i kawusię przed drogą na zimowy szlak…
W ostatniej chwili zmieniliśmy miejsce rozpoczęcia trasy ze względu na możliwą kolizję z biegiem narciarskim w okolicy Smereka. Pokonując przeszkody, ostatecznie rozstawiliśmy jak należy nasze auta i z plecakami na grzbiecie (a rakietami w bagażniku) stawiliśmy się na linii startu czyli na Przełęczy nad Roztokami.
I wraz z wybiciem godziny 8 minut 22;-) poszliśmy w długą, w las…

z plecakami na grzbiecie (a rakietami w bagażniku) stawiliśmy się na linii startu czyli na Przełęczy nad Roztokami. Z tymi rakietami na granicznym to zawsze jest dylemat, rok wcześniej postanowiliśmy iść bez i musieliśmy się ze szlaku wycofać. Może jednak zabrać? A może zostawić? Nie miał kiedyś człowiek rakiet to nie miał problemu :wink:

Tym razem, podobnie jak rok temu, postanowiliśmy zostawić rakiety na dole. Z drżeniem serca, bo zima na granicznym to jednak zawsze jest zagadka...



Tym razem, podobnie jak rok temu, postanowiliśmy zostawić rakiety na dole. Z drżeniem serca, bo zima na granicznym to jednak zawsze jest zagadka... Nie trzymaj mnie w niepewności!! Czy były potrzebne? Wybieram się bez rakiet...co robić, bartolomeo, co robić??
To ja tak pięknie zbudowałem napięcie, nawet odszukałem wątek z zeszłego roku, a Ty chcesz, abym to od tak zmarnował? :wink:

No więc co robić, co robić? Jechać w góry i nikogo się o zdanie nie pytać :mrgreen:

To ja tak pięknie zbudowałem napięcie Na pięcie toś Ty się pięknie wykręcił;), miejmy nadzieję, że wrócisz do relacji, a inni dołączą:-).


Nie trzymaj mnie w niepewności!! Czy były potrzebne? Wybieram się bez rakiet...co robić, bartolomeo, co robić?? Hi hi, też szukaliśmy takiego, co by za nas decyzję podjął a w przypadku złej rady cięgi zebrał;-)

Po wielokrotnym roztrząsaniu czy brać czy nie brać, po spoglądaniu na wszelkie znaki na niebie i ziemi ustaliliśmy, że każdy robi jak uważa. Po cichu liczyliśmy, że któreś z nas pęknie i weźmie rakiety, a pozostałym szlak przetrze. Nikt nie pękł, wszyscy optymistycznie wrzucili rakiety do kufra:mrgreen:.
Nie jest nowiną, że obecna zima taka jakaś inna;-).
Rzeczywiście w zeszłym roku warunki śniegowe pokonały nas, próbowaliśmy się przedzierać, ale po dłuższej mordędze trzeba było ustąpić i grzecznie zejść w doliny. Za to na kolejnej wyprawie, miesiąc później, byliśmy już mądrzejsi a rakiety były nieocenione, wystarczyło na chwilę je zdjąć a człowiek ginął w zaspie;-) Inna sprawa, że padał deszcz ze śniegiem, który przemoczył nas dokumentnie.
Natomiast na tej wyprawie zrobiliśmy dobrze decydując się "na nogi". Nawet na granicznym śnieg nie sięgał wiele nad kostki, a maszerowało się całkiem sprawnie:-)

Dokument z zeszłego roku, bez rakiet.
Bardzo mi smutno było, że nie mogłem się na tę wędrówkę wybrać.
Bardzo się cieszę, że sobie chociaż jej opis przeczytam.
I to taki, jak lubię: całymi zdaniami, z kropkami, przecinkami i innymi dziwolągami, coraz rzadszymi w polskim piśmiennictwie:smile:

Bardzo mi smutno było, że nie mogłem się na tę wędrówkę wybrać. Nic to Wojtku, mam nadzieję, że jeszcze nie raz herbatę gotowaną ze śniegu razem wypijemy :wink:


Bardzo się cieszę, że sobie chociaż jej opis przeczytam. No to wędrujemy!

Śniegu było dokładnie tyle, żeby zima z latem się nie pomyliła. Wizualnie, bo temperatura przy dość porywistym wietrze jednoznacznie wskazywała na zimę. Było więc i biało i zimno :mrgreen:
http://www.bmiller.pl/forum/2014/plasza14_01.jpg

A początkowo dość pochmurne niebo powolutku się wypogadzało i już za Okrąglikiem coś można było zobaczyć. Za plecami pojawiło się Jasło...

http://www.bmiller.pl/forum/2014/plasza14_02.jpg

... a przed nosem plan wędrówki na dwa najbliższe dni. I to tak wyraźnie i plastycznie, że aż prawie namacalnie.

http://www.bmiller.pl/forum/2014/plasza14_03.jpg

No to szliśmy. Powoli, cierpliwie, czasem posililiśmy się kanapką z najlepszymi w Bieszczadach kotletami schabowymi a czasem herbatą z termosu. Wysiłek poprawiał humory, odpędzał zimno i powoli przybliżał nas do ... do miejsca, gdzie mieliśmy tego dnia dojść :smile:

(...)
I wraz z wybiciem godziny 8 minut 22;-) poszliśmy w długą, w las…

(...) No to szliśmy. Powoli, cierpliwie, .... Nie słuchajcie tych bałamutników - pognali, polecieli niczym z procy wystrzeleni...
Załącznik 33459
Uważać na kominy! Na kominy uważać! – syczałem na bezdechu za nimi, próbując dognać rozszalałe towarzystwo. Ale kto by tam Bazyla słuchał, pruli nieskalaną biel szlaku granicznego jeno na kotleta przystając co pewien czas. Nasz El Mariachi – iaa – tu filmik z nim sprzed paru lat (teraz jest już o połowę niższy, dwa razy grubszy i całkiem łysy :mrgreen: ) :
http://www.youtube.com/watch?v=Tu4Hnbor9rI
niestety nie chciał na szlaku przygrywać do kotleta, gdyż muza Melpomene odpowiedzialna za tragedię i śpiew, wzięła w swe objęcia poprzedniego wieczoru Bazyla, u którego śpiew to prawdziwa tragedia, powodując zejście lawin z Rawek i grymas bólu na twarzy gitarzysty. Iaa twierdził, że na szlaku może to być niebezpieczne, a ja w duchu przyznając mu rację zawodziłem w rytm ww. pieśni, pnąc się pod górę:
Ajajajaj! Ajajajaj! Po kiego biesa czy czada tyle wczoraj piwa wypiłem?!
Ale jak to mówią, nie ma tego złego, co by z potem nie wyszło! Bartolomeo zobaczył Jasło dopiero za plecami

(...) A początkowo dość pochmurne niebo powolutku się wypogadzało i już za Okrąglikiem coś można było zobaczyć. Za plecami pojawiło się Jasło... a ja już znacznie wcześniej, na podejściu przed Okrąglikiem:
Załącznik 33460

[...] Bazyla, u którego śpiew to prawdziwa tragedia Co prawda to prawda. Rwaliśmy więc powolutku :mrgreen: do przodu na samą myśl, że Bazyl może nas dogonić i coś zaśpiewać. Wspomnienie minionego wieczoru dodawało nam sił, które jednak znacznie szybciej odbierała świadomość, że mamy tylko jeden namiot. A, jako się rzekło, Bazyl lubi śpiewać wieczorami i zawodzić nocą.

Bardzo mi smutno było, że nie mogłem się na tę wędrówkę wybrać. Te wyprawy obiektywnie rzecz biorąc są krótkie (zdecydowanie za krótkie), bo co to znaczy dwa, trzy dni? Jednak są tak intensywne, tak bogate w emocje, wrażenia, że ma się poczucie całkiem innej czasoprzestrzeni. Zostaje wiele wspomnień i choć chciałoby się powtórzyć i przeżyć przygodę raz jeszcze, z tą samą ekipą to ‼panta rhei”, nic dwa razy się nie dzieje. Ale jeszcze niejedna wspólna góra przed nami:-).

Nic to Wojtku, mam nadzieję, że jeszcze nie raz herbatę gotowaną ze śniegu razem wypijemy :wink: Wojtku i nam Ciebie brakowało, postanowiliśmy zrobić zdjęcie pewnego miejsca komórką i wysłać Ci z pozdrowieniami oraz gratulacjami. Niestety, pomysł nie wypalił z braku zasięgu. Nic straconego, umieszczam to zdjęcie teraz, specjalnie dla Ciebie, bo tylko Ty możesz docenić jego wartość, ha… sentymentalną:-). Załączam również serdeczne gratulacje i uściski dla Powsimordy! :-D
Załącznik 33461Fotka bura, miejsce niepozorne, ot taka niewielka polanka.
Nim tam doszliśmy, zaczęłam marudzić o postój, nawet kusiłam schowaną pepsi, a chłopaki nic tylko twardo przy swoim: ‼znajdziemy polankę, będzie popas”. Troszkę się w duchu irytowałam, bo się spociłam i pić mi się chciało okrutnie, ale co było robić… Grupa to grupa, nie ma zmiłuj, nie ma, że boli ;-D
Ale jak dotarliśmy, jak się usadziliśmy na plecakach z widokiem na polankę, to jakoś tak miło się zrobiło i smakowicie (i z miejsca i z serca chłopakom wybaczyłam;-). A sir Bazyl z tej okazji wyciągnął powsimordowy prezent od Hero.
Wspominaliśmy i pozostałych, zeszłorocznych uczestników wyprawy: don Enrico i Ciepłego, a każdego w innym miejscu;-)
Ale, ale! Zagalopowałam się nieco, a tu jeszcze drugie śniadanie trzeba zjeść na Okrągliku:-).
W tym celu ześlizgujemy się do jamy, żeby trochę schować się przed wiatrem i wcinamy ‼niedźwiadkowe” kotlety popijając gorącą herbatą.
Eh, zazdroszczę :(

Ale, ale! Zagalopowałam się nieco, a tu jeszcze drugie śniadanie trzeba zjeść na Okrągliku:-).
W tym celu ześlizgujemy się do jamy, żeby trochę schować się przed wiatrem i wcinamy ‼niedźwiadkowe” kotlety popijając gorącą herbatą.
Jama głęboka, tak na dwie maciejki :) , wiatr hulał więc górą a my wygodnie rozpostarci na plecakach mogliśmy w spokoju doładować się schabowymi i uzupełnić płyny:
Załącznik 33463

Co prawda to prawda. Rwaliśmy więc powolutku :mrgreen: do przodu na samą myśl, że Bazyl może nas dogonić i coś zaśpiewać. Wspomnienie minionego wieczoru dodawało nam sił, które jednak znacznie szybciej odbierała świadomość, że mamy tylko jeden namiot. A, jako się rzekło, Bazyl lubi śpiewać wieczorami i zawodzić nocą. A Ci jak zwykle, byle: dalej, wyżej, szybciej...
Prawdą jest, że coś z tyłu snuło się, lazło, buczało "Uuuu", rozglądało się, w jakimś celu co rusz znikało w krzakach, ale czy to Bazyl, czy Buka...
Załącznik 33464

Jam zaś z pewnego powodu:
"Jeszcze dobra sanna po słowackiej stronie,
już tam moja panna siada w cztery konie"
patrzył w kierunku naprzciwpołożnym
Załącznik 33465.
Wytężałem też oczęta w poszukiwaniu baśniowo oszroniałych buków, ale cóż - jesień Panie.
Załącznik 33466
A z namiotem to było tak:
owszem - posiadaliśmy więcej, owszem zostały wzięte na wyjazd, owszem ładne były, ale żeby rakietom nie było smutno w bagażniku, to zostały - dla towarzystwa.
Nieszczęśnik wytypowany na wędrówkę został metodycznie i niesprawiedliwie rozparcelowany, a każdy niosący poddawany stałej iwigilacji, aby czasem wieczorem czegoś nie zabrakło.
Świetna wyprawa! Chętnie bym się z Wami wybrała!

Chętnie bym się z Wami wybrała! Każdy tak mówi, ale jak zobaczy tę naszą, pożal się Boże, ekipę, to wieje w te pędy :wink:

Zostawiamy polankę pełną sentymentów i wspomnień o programie pt. "O chłodzie i głodzie tańce na lodzie" i ruszamy tam, gdzie rok temu dojść się nam nie udało: na Płaszę!

http://www.bmiller.pl/forum/2014/plasza14_05.jpg

http://www.bmiller.pl/forum/2014/plasza14_06.jpg

A na Płaszy jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki wyszło słońce, zrobiło się jasno i otworzyły się widoki. Tak jakby Płasza próbowała nam wynagrodzić to zeszłoroczne, nieudane podejście...
Widać było i to już przeszliśmy...

http://www.bmiller.pl/forum/2014/plasza14_07.jpg

i to co mijaliśmy.

http://www.bmiller.pl/forum/2014/plasza14_08.jpg

Ale najpiękniejsze były widoki na to, co przed nami :smile:

http://www.bmiller.pl/forum/2014/plasza14_09.jpg

Te wyprawy obiektywnie rzecz biorąc są krótkie (zdecydowanie za krótkie),(...) Obiektywnie rzecz biorąc to nie wiem dlaczego tak jest , ale właśnie tak jest. Na każdej naszej wyprawie każdy dzień ma o wiele więcej godzin (a więc i zdarzeń ) niż dzień codzienny. Nie dość tego, z codzienności nie zostaje nawet pył, a tam zostają wspomnienia często wspomagane rejestrowanymi obrazkami.
Tyle teorii. Praktyka jest taka, że porządni turyści na samą myśl o spaniu zimą w namiocie pukają się w nieswoje czoło.
Jak to ?
Bez pensionów, ciepłej wody w łazience , itp itd ???
Brrrr! na samą myśl robi mi się zimno.
Pozdrawiają Ci, którym już z racji wieku nie wypada (no może jeszcze symbolicznie raz do roku)
"Każdy tak mówi, ale jak zobaczy tę naszą, pożal się Boże, ekipę, to wieje w te pędy :wink:"

-Ekipa najlepsza! Wytrzymała, hardkorowa -to lubię!

hardkorowa Naszym nauczycielem był Marek Hardkorarek! :wink:

Każdy tak mówi, ale jak zobaczy tę naszą, pożal się Boże, ekipę, to wieje w te pędy :wink: To prawda - trochę wiało. Mimo, że szedłem ze spuszczoną głową, czułem to wianie.
Głowa zwieszona, bo smętek mnie ogarniał - śniegu mało, szronu i szadzi niet. Wokół tylko kotlety i płyny.
Ale, ale - tuż za wielkim dołem coś się ostało i nos powędrował do góry.
Załącznik 33468Załącznik 33469Załącznik 33470
Namierzyłem nawet nowy gatunek świerka, bodajże w odmianie variegata, a może to takie iglaste jing - jang /czy jakoś tak/.
Załącznik 33471
W oczekiwaniu na innych hardkorowych wędrowców troszkę się porozglądam...
http://www.bmiller.pl/forum/2014/plasza14_10.jpg

http://www.bmiller.pl/forum/2014/plasza14_11.jpg
Jako, że dzień był całkiem ładny, dreptaliśmy sobie tempem nie za szybkim, nie za wolnym, takim w sam raz. Widoczność była bardzo dobra, mogliśmy więc podziwiać rozmaite panoramy, a to od Caryńskiej przez Rawki, Jawornik, Paportną, Wielki Beskid po Płaszę:
Załącznik 33474
A to wstecz, na Rypi Wierch z przyległościami i masyw Hyrlatej:
Załącznik 33476
I na południe i na północ też.
Miejscami las był jeszcze przybrany świątecznie, na drzewach wisiały bombki:
Załącznik 33475
Tak leząc po kostki w śniegu, przypominałem sobie inne zimowe wyjazdy, kiedy to bez rakiet, w śniegu po nabiał, próbowaliśmy od Ruskiego Siodła dostać się do Balnicy i osiągnąwszy Manewą, ze średnią prędkością około kilometr na półtorej godziny, podjęliśmy decyzję o wycofaniu się na Pryslipce, czy też wyjście przed dwoma laty na graniczny od strony Rawek, już na rakietach na szczęście (pokrywa śnieżna sięgała wówczas około 1,5 metra), kiedy to na drugi dzień podejmowaliśmy próby wbicia się w zabetonowany buczynowy las na Paportną i jako, że głową muru nie przebijesz, byliśmy zmuszeni podejść na polany Wiekiego Beskidu i tam dopiero udało się wejść do lasu, czy inne, ubiegłoroczne wspomnienie podejścia na Płaszę, gdy przy lekko ujemnej temperaturze padał jakiś taki deszczośnieg, który pokrywał odzież marznącym pancerzem. Wspaniała i jakże nieprzewidywalna jest zimowa aura!

Wspaniała i jakże nieprzewidywalna jest zimowa aura! Zgadzam się z tym w całej rozciągłości:-), dlatego jadę bez oczekiwań, bez nastawienia, że ma być biało, mroźnie, słonecznie i koniecznie z widokami. To, co się okaże na trasie traktuję, jak wielką niespodziankę. W tym cały urok, że za każdym razem jest inaczej; mgła jak mleczna bańka, deszcz do suchej nitki, wichura co łby urywa i wiosna w zimie;-). Tym razem zakosztowaliśmy tej "widoczkowej" zimy, po nogami było biało, na gałązkach miejscami puchato a góry wszelkie na wyciągnięcie ręki. Nawet paluchy mroziło podczas krótkiej przerwy.
Tymczasem, nie dochodząc do Dziurkowca szykujemy się do noclegu...

Nawet paluchy mroziło podczas krótkiej przerwy. Oj, mroziło! :smile: Na szczęście czas już pomyśleć o jedynym ciepłym miejscu w okolicy: o śpiworze :mrgreen:

Tam dziś już nie pójdziemy, zostajemy na dole.
http://www.bmiller.pl/forum/2014/plasza14_12.jpg
Patrzę, a patrzę i nie mogę się nadziwić.
Skąd wzięliście aż tyle śniegu ???

Skąd wzięliście aż tyle śniegu ??? Mamy z granicznym pewną umowę, od kilku lat śniegu nam nie skąpi i nawet w tym roku zrobił co mógł :wink: W zamian regularnie odwiedzamy go zimą z namiotem.

(...) Tymczasem, nie dochodząc do Dziurkowca szykujemy się do noclegu... Najważniejsze, że dotarliśmy do podszczytowych polan Wielkiego Beskidu i w końcu mogliśmy rozkulbaczyć i zadać sobie obroku.
Ale nim to nastąpiło, zdobyliśmy szczyt Plaszy (tak się owa góra nazywa na jedynie słusznej mapie, ale mimo, iż zowie się Plasza a nie Płasza, to potok z niej spływający nosi nazwę Płaszynir a nie Plaszynir – i się wcale, to a wcale nie czepiam (no może kapkę:)), jestem jeno ciekaw skąd taki brak konsekwencji? Chyba muszę jakoś się z Panem Wojtkiem spotkać i trochę pomęczyć go pytaniami...) Wróćmy jednak na Plaszo-Płaszę, z której doskonale było widać naszą dotychczasową drogę od miejsca startu (ta mała, biała plama po lewej na dole), przez Kruhlaka/Okrąglik i Szczawnik (w tle z Hyrlatą, Wysokim Działem i Jasłem):
Załącznik 33482
Niestety już na podejściu pod szczyt tej pięknej góry, próbując dognać pędzące towarzystwo:
Załącznik 33483
‼Coś we mnie drgnęło, coś się zmieniło” (‼O Ela” – Chłopcy z placu broni). Kacenjamer osunął się z czaszki wprost na pachwinę prawej nogi i zaczął kąsać, szarpać i rwać, mać! Wiedziałem, że już tylko kawałeczek do popasu, więc się nie przyznawałem i tylko zatrzymywałem się częściej niby to fotografując wszystko dokoła. A dokoła rozpościerało się cudnie, a to Paportna, Rawki i Tarnica:
Załącznik 33484
a to Smerek, Wetlińska i Caryńska:
Załącznik 33485
a to w końcu dzisiejszy cel wędrówki, Połoniny Wielkiego Beskidu z Lutańską Holicą i Połoniną Równą w tle:
Załącznik 33486
Może nie chyżo, ale jeszcze w miarę sprawnie doczłapałem na miejsce i dostałem przydział do jednoosobowej kompanii przygotowującej drewno na ognisko. Płakał nie będę! Zacisnąłem zęby, wziąłem w garść się i moją ulubioną piłę z Lidla i ciągnąc za sobą nogę jak kuśtykający w ‼Allo, allo” oficer gestapo ‼Herr Otto Flick” urządziłem blitzkrieg, uderzając naraz z różnych stron na niczego się niespodziewającą linię lasu (Leuthen chyba byłby ze mnie dumny :wink:).
W tym czasie reszta oddziału rozstawiała nasz wigwam i zamieniała biały, zimny puch śnieżny na gorący czaj. Zbyt wiele ruchu chyba przy tym nie mieli, więc:

(...) Nawet paluchy mroziło podczas krótkiej przerwy...
Oj, mroziło! :smile: Na szczęście czas już pomyśleć o jedynym ciepłym miejscu w okolicy: o śpiworze :mrgreen: Jak już niczym koń na zrywce, przyciągnąłem w wybrane miejsce stertę drewna to usłyszałem doping od strony namiotu:
I po co ty tak znosisz to drewno jak my zaraz włazimy do śpiworów!
Uuuuuuuu!!!...zawyłem jeszcze bardziej przejmująco (podobno bieszczadzkie wilki do tej pory nie mogą złapać równowagi psychicznej i biegają z podkulonymi ogonami jak pasmo graniczne długie i szerokie) niż poprzedniego wieczoru gdy wyśpiewywałem w schronisku refren tej znanej piosenki o tym, że zawirował świat! Uuuuuu!!!...zanurzyłem łeb w śniegu by dać czas i szansę na wygraną temu lepszemu wilkowi we mnie, bo gorszy już toczył pianę z pyska i wściekle szczerzył kły :twisted:

Wiedziałem, że już tylko kawałeczek do popasu, więc się nie przyznawałem i tylko zatrzymywałem się częściej niby to fotografując wszystko dokoła. No ładnie, ładnie. Ciekawe, czego jeszcze się dowiemy przy okazji relacji:wink:.

dostałem przydział do jednoosobowej kompanii przygotowującej drewno na ognisko (...) w tym czasie reszta oddziału rozstawiała nasz wigwam i zamieniała biały, zimny puch śnieżny na gorący czaj. Zupełnie nie wiadomo, kto wysłał Bazyla po chrust, najpewniej sam pognał pomimo a może nawet z powodu kaca przemieszczonego w czułe miejsce. Reszta załogi w tym czasie walczyła zaciekle z płachtą namiotu wyrywającą się do szalonego tańca z wiatrem.

A z namiotem to było tak:
owszem - posiadaliśmy więcej, owszem zostały wzięte na wyjazd, owszem ładne były, ale żeby rakietom nie było smutno w bagażniku, to zostały - dla towarzystwa.
Nieszczęśnik wytypowany na wędrówkę został metodycznie i niesprawiedliwie rozparcelowany, a każdy niosący poddawany stałej iwigilacji, aby czasem wieczorem czegoś nie zabrakło.
I dzięki temu, że był jeden to w końcu daliśmy mu radę:grin:.
Załącznik 33490

I dzięki temu, że był jeden to w końcu daliśmy mu radę:grin:.
Załącznik 33490
Ładny namiot, w ładnym miejscu ... ;)
taki mały namiocik na tyle osób! wow :) plecaki wam nie przemokły?

taki mały namiocik Wieczorem był całkiem duży:
http://www.bmiller.pl/forum/2014/plasza14_13.jpg

Skurczył się dopiero jak do niego wleźliśmy :mrgreen:
http://www.bmiller.pl/forum/2014/plasza14_14.jpg

Akurat tej nocy było zadziwiająco sucho. W namiocie też!
Co by nie mówić byliśmy zgraną i zsynchronizowaną ekipą. Gdy sir Bazyl wył w lesie z wiadomych mu powodów
Uuuuuu!!!...zanurzyłem łeb w śniegu by dać czas i szansę na wygraną temu lepszemu wilkowi we mnie, bo gorszy już toczył pianę z pyska i wściekle szczerzył kły :twisted: Bartolomeo wył przy namiocie, ponieważ nówka benzynówka nie chciała zamienić śnieżnego puchu na czaj; ja wyłam w namiocie rozgrzewając stopy, które najpierw rozmoczyły się w gumiakach a potem zamroziły. Wyłam też, bo wylałam świeżo zaparzony liofilizat (z groszkiem i marchewką) na śpiwór.
A co robił Iaa? No właśnie, wszak nie mógł być szczęśliwy, gdy pozostali wściekle się miotali…?

Skurczył się dopiero jak do niego wleźliśmy:mrgreen: Proces kurczenia namiotu nastąpił wkrótce po wstawieniu do środka materaców;).
Wzdłuż, w poprzek...jak by nie układał, zawsze było za dużo:mrgreen:.

A co robił Iaa? Wył z głodu :mrgreen: Nikt z nas nie mógł zrozumieć, dlaczego postanowił te dwa dni przetrwać wyłącznie na oparach...

A co robił Iaa? No właśnie, wszak nie mógł być szczęśliwy, gdy pozostali wściekle się miotali…? Dużo się tu dzieje, jakaś krecia robota odchodzi za plecami... Stop dzikiemu pędowi opowieści!

W kwestii formalnej - nie taki ten Bazyl ostatni, bywają inni, co to lubią szlajać się na końcu, tropem bieszczadzkich łazików podążać. A nuż jakiś widoczek przecieraczom umknął, krzaczka może nie dostrzegli, zającowi wąsów nie wyskubali.
Załącznik 33498Załącznik 33499
Niestety, relacja pokazuje, że nic ich bystrym oczętom nie umknęło, niczego nie pozostawili bez udokumentowania fotograficzno – geodezyjnego.
Załącznik 33497Załącznik 33501
Może coś w temacie kulinariów… Co kryją bieszczadzkie śniegi? Są tacy między nami, których nos, niczym sonda lawinowa, Heroiczną pigwówkę zawsze wyniucha, a dobre serce z braćmi dzielić się każe.
Załącznik 33500
Chwałaż mu za to! ‼Uuuuu” dobre, choć świat nie zawirowałâ€Ś

Szlachetne Towarzystwo do zbyt pracowitego nie należy, po obraniu miejsca na nocleg w cieniu wielkiej góry, zamiast odgarnąć zaspy i inne zwały, poszło w metodę ugniatania śniegu przez podkładkę tą częścią ciała, które zatraca swą elegancką nazwę pleców.
Załącznik 33502

Później, przez kilka godzin, było już tylko tak:
Załącznik 33503.

Wył z głodu :mrgreen: Nikt z nas nie mógł zrozumieć, dlaczego postanowił te dwa dni przetrwać wyłącznie na oparach... W celu uściślenia dodajmy, że nie były to opary benzyny.
piękne ognisko panie Ser !!

... jadę bez oczekiwań, bez nastawienia, że ma być biało, mroźnie, słonecznie i koniecznie z widokami. To, co się okaże na trasie traktuję, jak wielką niespodziankę. Bardzo mi się podoba takie podejście do wędrowania. I dlatego z jednej strony pozazdrościć można tych wspaniałych widoków, z drugiej strony pytać, dlaczego nie było tak malowniczo na biwaku, jak w na bartkowym zdjęciu z ubiegłego roku (a wszyscy tegoroczni wędrowcy tam byli):

http://www.bmiller.pl/forum/2013/plasza_07.jpg

I pewnie kiedyś nastąpi taki rok, że śniegu będzie po uszy, widać będzie po Alpy a cieplutko będzie, jak pod pierzynką:-)

I pewnie kiedyś nastąpi taki rok, że śniegu będzie po uszy, widać będzie po Alpy a cieplutko będzie, jak pod pierzynką:-) Wojtku, takie lata trafiają się częściej niż to co mamy obecnie, to coś co - przy największej nawet dawce optymizmu - trudno nazwać zimą. Wierzę, że po tegorocznej... porze chłodniejszej :wink: przyjdą prawdziwe zimy!

Później, przez kilka godzin, było już tylko tak:
Załącznik 33503.
Kiedy każdy nakarmił swojego wilka ucichło wycie, stanęliśmy w kręgu i tak w milczeniu spoglądając w ogień i gwiazdy trwaliśmy parę godzin.

Załącznik 33511
Po nocy pod ciasnym namiotem nieba /to wtedy, gdy nadmiar nienazwanych gwiazd na łeb spada/ nawet góry mają o poranku zmięte lico w "muślinowej poświacie".
Załącznik 33512Załącznik 33514
Przeglądam sobie jeszcze raz Wasze zdjęcia. Są wśród nich rozległe widoki, są leśne drogi, są górskie grzbiety, są namioty i inne przedmioty. Są stoki, polany i jamy. A mnie jest czegoś brak...

Przeglądam sobie jeszcze raz Wasze zdjęcia. Są wśród nich rozległe widoki, są leśne drogi, są górskie grzbiety, są namioty i inne przedmioty. Są stoki, polany i jamy. A mnie jest czegoś brak... Aaa, herbatki byś siorbnął! Jak zwykle. Momencik, tylko się śnieg zagotuje. Zielona, owocowa, z żurawiną?
Załącznik 33524

(...) na bartkowym zdjęciu z ubiegłego roku ...:

http://www.bmiller.pl/forum/2013/plasza_07.jpg

(...)
Zdjęcie i owszem Bartka, ale namiocik mój! Prawda, że prześliczny? Idealna wręcz konstrukcja, ma dwa wejścia, dwa przedsionki i taki zgrabny jest i przytulny! Niby to trójka ale chyba w chińskich standardach gdyż tak na prawdę jest to komfortowa dwójka i byłoby ciężko w niego wcisnąć trzech rosłych facetów o lekko opływowych, rubensowskich kształtach. Ale jako, że my jesteśmy co prawda rośli ale też i smukli jak lwy (morskie :mrgreen: ) postanowiliśmy we trzech wcisnąć się do namiotu iaego, dorzucając jeszcze maciejkę, ale takie chuchro pominęliśmy w ogóle przy obliczaniu tonażu. Iae wcześniej gwarantował, że podłoga ma dwa metry szerokości! Ponieważ nasze materace mają po pół metra szerokości, udało się obliczyć dość sprawnie, iż jest to powierzchnia wręcz idealna na cztery łoża. Tyle teorii... W praktyce za Chiny nie udało się tych puzzli ułożyć wzdłuż, gdyż ostatni właził na pół szerokości pod poprzedniego. Postanowiliśmy więc ułożyć je w poprzek, tak by ten ostatni leżał w nogach. Każdy z nas ‼spałâ€ więc na czterech materacach jednocześnie i dzięki temu przez całą noc unoszeni meksykańską falą dryfowaliśmy ku porankowi. Wystarczyło by ktokolwiek chciał się odwrócić w jakąkolwiek stronę a reszta serfowała po wznoszącej się fali przypływu powietrza w materacach. I zamiast niedźwiedzi to mi się rekiny śniły jak mnie ogonem po policzkach smagają! Zaraz, zaraz, to nie płetwa, to targany wichrem tropik namiotu wściekle młóci mnie po wtulonej w płótno sypialni twarzy! Mandylion będzie jak się patrzy...

taki mały namiocik na tyle osób! wow :) (...) Nic dodać, nic ująć :twisted:

Mandylion będzie jak się patrzy... Mnie tam dwa razy prosić nie trzeba, ma być Mandylion to jest, całe 51 minut i 41 sekund:

http://www.youtube.com/watch?v=SPjuuLKsGbM

Od dziś ta płyta będzie mi się z zimowym nocowaniem pod namiotem kojarzyć :smile:

A wracając do relacji to nikt chyba poza naszą czwórką nie wie, jak wielki jest świat, kiedy się z namiotu rano łeb wystawi :mrgreen:

http://www.bmiller.pl/forum/2014/plasza14_15.jpg

(...) W praktyce za Chiny nie udało się tych puzzli ułożyć wzdłuż, gdyż ostatni właził na pół szerokości pod poprzedniego. Postanowiliśmy więc ułożyć je w poprzek (...) trzeba było kogoś podczepić pod sufitem i już by było luźniej :mrgreen:

http://www.youtube.com/watch?v=KI0L3cMyark

trzeba było kogoś podczepić pod sufitem i już by było luźniej :mrgreen: No proszę, już nas wieszać chcą! Ale nie budzi to mojego zdziwienia, gdyż ekipa zamiast ruszać dalej to wystawia głowy ze śpiworów, to chowa je z powrotem, to wystawia, to chowa...znaczy, że się ślimaczy! Ruszajmy więc dalej. Rada starszych ewentualnie strasznych (przynależność absolutnie nie zależy od wieku czy wyglądu, lecz status uzyskują pierwsi odważni, którzy rankiem opuszczą ciepłe śpiwory i wskoczą w skostniałe portki i trepy) postanowiła, iż pakujemy się i bez śniadanka i herbatki ruszamy na szlak a na posiłek zatrzymamy się za jakąś godzinkę na Czaszczowatej (na szczęście nie tej, którą schodzi się Pod Brzęczące Trzmiele, tylko tej stanowiącej zachodni wierzchołek Riabej Skały). Mimo, iż decyzja rady była jednomyślna to wśród reszty załogi, tej zalegającej w namiocie, nie wywołała fali entuzjazmu a nawet dało się słyszeć delikatny pomruk niezadowolenia i dezaprobaty. Rada udawała, że to pewnie słychać jęczące silniki prujących bezkres bieszczadzkiego nieba odrzutowców i trwała niewzruszenie w swoich postanowieniach. Takoż po spakowaniu gratów ruszyliśmy z kopyta na pobliską, główną kopułę Wielkiego Beskidu.
Załącznik 33541
Niestety już na tym krótkim odcinku okazało się, że nie mam szans na utrzymanie tempa grupy i na wierzchołek dotarłem z kilkuminutowym opóźnieniem. Co za złośliwość losu – to nie może boleć mnie palec u ręki, łokieć albo nawet włosy, byle nie noga, która akurat jest dość potrzebna podczas wędrówki? Ale nie – rwie skubana i rwie! Trop zostawiałem jak narciarz ze zgubioną jedną nartą – lewa stopa pozostawiała ładne odciski, natomiast prawą sunąłem w ślad za poprzedniczką wykonując podłużną rynienkę w śniegu. Na szczycie uzgodniliśmy, że grupa rwie na Czaszczowatą i tam przygotowują herbatkę a ja się jakoś dowlokę. Jak tylko znikli za zakrętem szlaku, nade mną pojawiła się para gadających kruków. Rzuciłem w ich stronę stekiem (wyzwisk), bo kamieni nie było a kijków trochę szkoda. Odgrażałem się im, że ze mną łatwo nie pójdzie, że oglądałem ‼Czekając na Joe” i nie zamierzam się poddać! Chyba dotarło, bo coś tam pogulgotały i poleciały dalej. Zalała mnie fala optymizmu i jako, że zauważyłem, iż po prostej i w dół całkiem nieźle sobie radzę a ciężej jest tylko pod górkę, to zacząłem planować jak tu jednak przedłużyć troszkę przejście i wymyśliłem żeby dojść do Jaworników i stąd na krechę uderzyć na Smerek. Łapiąc na szczycie oddech zaglądałem tu i tam, a to do zaspanej jeszcze Runiny
Załącznik 33542
A to na Rawkę, Krzemień i Tarnicę:
Załącznik 33543
A to na Ostrą Horę i Borżawę:
Załącznik 33544
A to łypnąłem na Gorgany:
Załącznik 33545

(...)
A to na Rawkę, Krzemień i Tarnicę:
Załącznik 33543
(...)
Rawkę proszę sobie wyobrazić, gdyż wkleiłem nie to zdjęcie, co trzeba :)
Na Czaszczowatej wkąsiliśmy małe co nieco, zapiliśmy herbatką i po krótkim odpoczynku ruszyliśmy na Paporną. Odcinek nie za długi, więc po kilku chwilach wychynęliśmy na widokową polanę, z której podziwialiśmy m.in. Hyrlatą, Jasło i Fereczatą:
Załącznik 33546
Manewą i Stryb:
Załącznik 33547
Łopieninkę, Boroło i Łopiennik:
Załącznik 33548
oraz Smerek i Hnatowe Berdo:
Załącznik 33549
Ech...poleciałby człowiek jeszcze tu czy tam...Niestety, przyznać muszę, że mój wcześniejszy plan nie wzbudził wielkiego entuzjazmu (ja też troszkę na siłę próbowałem się do niego przekonać :))! Wystarczyło spojrzeć w oczy każdemu uczestnikowi, by dostrzec w nich głębię...talerza wypełnionego schabowym z Zajazdu Niedźwiadek w Smereku z majaczącym w tle półmiskiem gorącego rosołu! No bracie, pomyślałem - z naturą nie wygrasz! Schodzimy na Beskid! A to już bułka z masłem :) – raz, że z górki – dwa, że schabowy tuż, tuż – trzy, że z nogą coraz lepiej. Raz, dwa, trzy i jesteśmy na Beskidzie:
Załącznik 33550
A stąd, po wspaniałej, dwudniowej uczcie dla zmysłów wzroku uczestników wyrypy, już tylko godzinka po płaskim do szaleństwa dla zmysłów smaku w Niedźwiadku :).
Dzięki!
Przeczytałem cały wątek jeszcze raz i myślę trafiliście w "dychę"
Myślę tak , bo zdarzyło mi się onegdaj zaznać atmosfery prawdziwej wyrypy zimowej i wiem że to jest esencja. A tej zimy to szczególnie trudno było posmakować takiej esencji bo zima cherlawa.
hallo,

Rawkę proszę sobie wyobrazić, gdyż wkleiłem nie to zdjęcie, co trzeba :(to z sir Bazyla)

będąc oddalony od was o jakieś paręset kilometrów;
będąc również jak by nie patrzeć- na szlaku przygranicznym :);
będąc gdzieś pomiędzy G.Bystrzyckimi i G.Orlickimi;
dostrzegłem ,a raczej wyobraziłem sobie Rawkę...już,już prawie ją widziałem oczyma wyobraźni mej ...

no,
prawie...

http://galeria.serwertomeks.nazwa.pl...1fd9e.jpg&q=75

gratuluję konsekwencji i fajnistej wyrypki
:)

do zobaczenia
Czy chodzi o RAFKE dużą czy małą ?
Duże pęczki - duża Rafka
Małe pęczki - mała Rafka
W.P.: Są wśród nich rozległe widoki, są leśne drogi, są górskie grzbiety, są namioty i inne przedmioty. Są stoki, polany i jamy. A mnie jest czegoś brak...


Aaa, herbatki byś siorbnął! Jak zwykle. Momencik, tylko się śnieg zagotuje. Zielona, owocowa, z żurawiną?
Załącznik 33524
Nie, nie herbatki. Ludzi mi tu brakuje.

Ludzi mi tu brakuje. A mnie wcale :-P

A mnie wcale :-P I na tym polega przywilej życia w wolnym kraju ;)
  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • brytfanna.keep.pl