ďťż

Z Węgier do Polski rowerem

bigos - mój pamiętnik, wspomnienia, uczucia, przeżycia ...

https://picasaweb.google.com/1156010...38500474946850Termin: 17.06 - 20.06.2012
Przejechane rowerem: 400 km (Węgry, Słowacja, Ukraina, Słowacja, Polska), głównie po drogach asfaltowych

Dzień 1
Wycieczkę zaczynam wcześnie rano na przejściu granicznym w Barwinku. Chcę znaleźć jakiś transport na Węgry, wiem, że nie będzie łatwo. Po pierwsze jestem z rowerem i sakwami, po drugie jest niedziela a w ten dzień większość tirów ma zakaz wjazdu na Słowację. Żaden z kierowców parkujących ciężarówek ani autobusów nie chce mnie wziąć. Gdy po 3 godzinach prób znalezienia transportu jestem zrezygnowany i mam już ruszyć rowerem na Słowację, zatrzymuje mi się litewski bus. Kierowca - Aleksiej jedzie z Wilna pod Bukareszt. Mówi po rosyjsku, nie wiele go rozumie i stwierdzam, że język ukraiński jest dużo bardziej podobny do polskiego. Postanawiam też zacząć uczyć się rosyjskiego.
Z Aleksiejem jadę ok 200 km do węgierskiej miejscowości Rakamaz za Tokajem. Stamtąd jadę do Szablcs, niegdyś ważnego miejsca w tej części Węgier. Ziemne wały to pozostałość fortecy, która tu kiedyś stała. Jest i pomnik na pamiątkę tysiąclecia ustanowienia państwa węgierskiego. W oczy rzucają się też brzydkie napisy:razz:
Załącznik 29272Załącznik 29273Załącznik 29280

Następnym punktem programu jest Tokaj. To miasto nad Cisą znam już trochę bo byłem tam niejednokrotnie i nie jedną butelkę wina zakupiłem. Upał daje się we znaki, jest 30 stopni. Piwniczki zapraszają do swych wnętrz, by ochłodzić się i napić dobrego wina. Chciałbym zakosztować Furminta albo Sargomuskotaly, ale muszę obejść się ze smakiem. Samotne wycieczki rowerowe mają to do siebie, że często nie ma gdzie
zostawić sprzętu.
Załącznik 29274Załącznik 29275Załącznik 29276

Następnie jadę wokół Góry Tokajskiej. W krajobrazie przeważają winnice, wszak Tokaj słynie z wina na całą Europę. W Polsce też jest dobrze znany o czym świadczy polski autobus pod lokalną winnicą. Akuratnie rodacy są na zakupach i degustacji. Dalsza trasa wiedzie przez Góry Zemplińsko-Tokajskie. Węgry nie są takie całkiem płaskie. Na północy kraju są górki podobne do Beskidu Niskiego. Na koniec dnia serwuje sobie kilkukilometrowy, ale delikatny podjazd leśną drogą, zamkniętą dla ruchu. Nocleg standardowo - w namiocie, w lesie.
Załącznik 29277Załącznik 29278Załącznik 29279

http://forum.bieszczady.info.pl/images/misc/pencil.png


Dzień 2
Kontynuuje przejazd przez G. Tokajsko – Zemplińskie. Drogą do Palhazy jedzie się bardzo przyjemnie, bo z górki no i chłodno a tego chłodu będzie mi brakowało przez dalszą część trasy, oj będzie.
Załącznik 29285 Załącznik 29286

Mijam tory kolejki wąskotorowej, później na dworcu w Satoraljaujhely widzę schematyczną mapę węgierskich kolejek wąskotorowych. Mają ich tam trochę. Do Satoraljaujhely docieram ścieżką rowerową, po drodze ciekawe widoczki.
Załącznik 29287 Załącznik 29288

W mieście zastanawiam się w którym kierunku dalej jechać, czy na zachód w stronę Miszkolca i Gór Bukowych, czy na wschód w stronę Ukrainy. Ukraina przyciąga do siebie, więc ruszam w kierunku wschodnim, tyle tam dróg i dziur zostało jeszcze do objechania :razz:
Na Węgrzech mijam kilka wiosek, w jednej jest nawet ciekawy zameczek. Jest duży upał, ponad 30 stopni, jak się jedzie to pęd powietrza jakoś sprawia, że da się wytrzymać, ale jak się stanie to czuć jak żar leje się z nieba, dlatego też co jakiś czas szukam cienia dla odpoczynku. Na Węgrzech jest sporo hydrantów, z wodą pitną. Orzeźwienie daje też polanie głowy wodą.
Załącznik 29289 Załącznik 29290

Opuszczam Węgry w Pacinie a już w pierwszej słowackiej miejscowości Velkym Kamencu oglądam atrakcję jaką są ruiny zamku. Dwujęzyczne nazwy miejscowości świadczą, że mieszkają tu Węgrzy. W Leles przejeżdżam koło zabytkowego mostku.
Załącznik 29293 Załącznik 29291Załącznik 29292
Fajna wycieczka. Próbuję zgadnąć gdzie Krzysiek będziesz przekraczał granicę Słowacja/UA. (Pewnie w Slemencach ?). Niewielu się tam kręciło - a już rowerkiem to pewnie jeszcze mniej. Czekam z niecierpliwością na cd.
Dzień 2 cd

Przed ukraińską granicą łapie kapcia. Nie powinno się to stać, bo mam drogie opony antyprzebiciowe, ale stało się to z mojej winy. Jeszcze w Polsce wiedziałem, że w oponie jest małe pęknięcie, ale zlekceważyłem to. Pech chciał, że w to pęknięcie wbił się ostry kamyk, który przebił oponę i dętkę. Po przerwie technicznej ruszam do bliskiego już przejścia słowacko-ukraińskiego w miejscowości Velke Slemence. Jest to przejście dla pieszych i rowerzystów. Nie miejscu pusto, ukraiński celnik bardzo miły, nie zagląda do sakw. Pyta z ciekawości skąd i dokąd jadę a na to, że dziś przejechałem 100 km stwierdza, że mam kiepską maszine. Przejście graniczne Velke Slemence - Mali Selmenci, jest najmłodsze z przejść słowacko-ukraińskich. Tamtejsza granica została wytyczona w 1946 roku przez środek wsi, co doprowadziło do wielu ludzkich dramatów. Powstał o tym nawet film. Link do trailera o filmie: http://www.youtube.com/watch?v=h-dYVp4WWQM Kiedyś już ktoś go zapodał na forum. Samo przejście przyozdobione jest bramą, która przypomina mi bramy marmaroskie czy szeklerskie. Wjeżdżam na Ukrainę i coś mi od razu nie pasuje. Przez Mali Selmenci jest bardzo dobra droga, zero dziur! Aż nie wierzę, że jestem na Ukrainie, ale krowy na środku drogi i ukraińskie przystanki przywołują mnie do rzeczywistości.
Załącznik 29294Załącznik 29295Załącznik 29296Załącznik 29297

W miejscowości Sjurte podchodzi do mnie mężczyzna na bosaka i zaprasza mnie na obiad do jego restauracji 100m dalej. Proponuje też nocleg, wszystko za darmo. Jakoś mu nie wierzę, nie chce skorzystać z okazji i ruszam dalej, ale chłop jest nachalny, mija mnie za chwile samochodem, coś krzyczy, ale skręca w boczną drogę. Ze Sjurte jadę ruchliwą szosą M06 w stronę Użgorodu a potem na Mukaczewo, gdzie już jest dwupasmówka. W Barvinoku zjeżdżam na polną drogę prowadzącą do lasu, gdzie znajduje miejsce na nocleg. Rozbijanie namiotu, kolacja, kąpiel w litrze wody nie przebiegają spokojnie, bo atakują mnie chmary komarów. W Polsce ich jeszcze w tym roku nie widziałem, więc nie wziąłem żadnych anty komarowych środków, czego bardzo żałuję a ślady ich ugryzień na rękach i nogach mam jeszcze pisząc teraz te słowa, czyli tydzień po tamtym noclegu.



Przejechane rowerem: 400 km (Węgry, Słowacja, Ukraina, Słowacja, Polska), głównie po drogach asfaltowych Musisz mnie kiedyś zabrać na taki wyjazd, bo wszędzie tam, gdzie sam pojadę, to są góry i dziury (w drodze) ;)

Fajna wycieczka. Próbuję zgadnąć gdzie Krzysiek będziesz przekraczał granicę Słowacja/UA. (Pewnie w Slemencach ?). Niewielu się tam kręciło - a już rowerkiem to pewnie jeszcze mniej. Czekam z niecierpliwością na cd. Do tej pory raz spotkałem się w polskim internecie z opisem przejścia Polaków właśnie z rowerami przez to przejście. Nikomu nie jest tam po drodze, na Zakarpacie lepiej przez Użgorod.
Witam,ów dobry człowiek z Ukrainy chciał cie zapewne zaprosić do wspólnego oglądania meczu Anglia -Ukraina,ale chyba lepiej z wiadomych starszym względów że nie skorzystałeś.
Pozdrawiam

Dzień 2 cd

(...) Przez Mali Selmenci jest bardzo dobra droga, zero dziur! Aż nie wierzę, że jestem na Ukrainie, ale krowy na środku drogi i ukraińskie przystanki przywołują mnie do rzeczywistości.
(...).
Niemożliwe !
Droga bez dziur ? toż to zero atrakcji.
Dzień 3
Kolejny dzień zaczynam od wizyty w Użgorodzie, dawnym Ungvarze. Jeżdżę po uliczkach, oglądam stare kamienice, wstępuję do katedry greckokatolickiej. Robię zakupy w markecie z porządnym wyborem artykułów spożywczych, bo co jest w przeciętnych ukraińskich sklepach to każdy wie. Pora na główną atrakcję miasta – użgorodzki zamek. Obecnie ma on charakter muzeum, jest sporo wystaw, znajdzie się też coś dla zainteresowanych kulturą huculszczyzny.
Załącznik 29417Załącznik 29422Załącznik 29419Załącznik 29420Załącznik 29421Załącznik 29423Załącznik 29424Załącznik 29418
Dzień 3 cd

Dalsza trasa z miasta nad Użem wiedzie na północ. Główną drogą na Lwów jedzie się źle, brak pobocza, sporo samochodów, kierowcy trąbią, krowy chodzą pod prąd...
Znowu upał, rezygnuję z zobaczenia ruin zamku w Newyckim na rzecz ochłody w przydrożnym barze. Zamek jest na stromym wzgórzu i nie chce mi się tam pchać roweru.
Załącznik 29427Załącznik 29428

Jazda główną szosą tym razem bardzo mnie męczy, skręcam w stronę Czornohołowy i jadę doliną Lutanki, jest znacznie lepiej.
Na ukraińskiej mapie jest zaznaczona droga z Czornohołowy do Luty, natomiast nie mam ze sobą dokładnej mapy Użańskiego Parku Narodowego. Wydaje mi się, że na tej drugiej mapie drogi nie ma. Facet mówi pod sklepem, że drogi nie ma i rowerem nie przejadę, kobieta co pasie kozy mówi, że przejadę, ale żebym nie skręcał przez most, tylko jechał prosto. I komu tu wierzyć? słucham kobiety... Szutrowa droga najpierw prowadzi blisko Lutanki a potem wspina się na zbocze doliny. Są znaki, także na pewno do Luty dotrę. Jest stromiej, między drzewami pojawia się widok na połoninę (chyba Lutańską Holicę). Droga pnie się zakosami do góry, i prowadzę rower. Okazuje się, że to facet miał racje, bo po jakimś czasie droga kończy się placem na składowanie drewna. Jestem zły, muszę wracać przez całą dolinę Lutanki do głównej drogi. Nocleg wypada mi przed miejscowością Mircza, przy polu z ziemniakami, w nocy jeszcze jakiś zwierz porywa mi worek ze śmieciami sprzed namiotu.
Załącznik 29430Załącznik 29429Załącznik 29432Załącznik 29433Załącznik 29431http://forum.bieszczady.info.pl/images/misc/pencil.png
Dzień 4
To już ostatni dzień tej wycieczki. Z Mirczy jadę na upierdliwe przejście, bo tak nazywane jest przejście w Ubli, nie bez powodu. Tym razem nic z tych rzeczy, jest przyjemnie i ekspresowo. Jadę przez słowackie puste wioski z widokiem na Vihorlat do Sniny a następnie do Humennego. Tam czekam w cieniu ze Szwejkiem na vlak do Medzilaborców. Podjazd 50 km pociągiem pozwoli mi wrócić na noc do Rzeszowa. Z Medzilaborców zasuwam przez Przełęcz Beskid i Jaśliska do Tylawy, skąd autobus PKS zabiera mnie do stolicy Podkarpacia.
Załącznik 29511Załącznik 29510
Co ten Szwejk taki smutny ?
Nie postawiłeś mu piwa ?
forum mocno rowerowe się zrobiło ;)
naprawiłeś jakoś dziurawą oponę, czy jeździłeś z dziurawą?

Co ten Szwejk taki smutny ?
Nie postawiłeś mu piwa ?
Nie postawiłem. Nikt mu nie stawia, wszyscy wsiadają do pociągów i odjeżdżają, pewnie przez to taki smutny


forum mocno rowerowe się zrobiło ;)
naprawiłeś jakoś dziurawą oponę, czy jeździłeś z dziurawą?
Zakleiłem od wewnątrz i od zewnątrz, ta druga łatka wytrzymała ok 200km.
Troche więcej zdjęć z wyjazdu na picasie: https://picasaweb.google.com/1156010...owerem17062006
  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • brytfanna.keep.pl