ďťż

Sokoliki Górskie cerkiew

bigos - mój pamiętnik, wspomnienia, uczucia, przeżycia ...

Proszę bywalców o następującą informację".
Na zdjęciu z linku: http://www.bieszczady.net.pl/copperm...bum=166&pos=14
jest ruina sokolickiej cerkwi. Czy widoczne domy znajdują się po polskiej stronie, czy też po ukraińskiej ?


W maju 2010 były po prawej stronie Sanu.
Tajemnica - już niezupełna:
http://www.nowiny24.pl/apps/pbcs.dll...KEND/562278785
po polskiej chyba nie ma zadnych domow?

zarabisty ten artykul... juz raz mnie straz graniczna zwinela przy probie odwiedzenia tej cerkwi... ale po przeczytaniu tego tekstu kusi by poprobowac jeszcze raz..tym razem od ukrainskiej strony.. moze sie uda, moze nie, ale jakies przygody na pewno beda! :)
też raczej jestem pewien , że to domy po ukr.stronie.
Ruiny cerkwi do 90 r. były użytkowane jako stajnia i stodoła przez straż graniczną.


No właśnie tak podejrzewałem. Mylący jest widok:
http://www.bieszczady.net.pl/copperm...bum=166&pos=15
Nie wiadomo gdzie San koło cerkwi i domów się podziewa ;)
Wrzucam cały przytoczony przez iaa artykuł. bo warto zachować.

Modlitwa w zakazanej strefie
Krzysztof Potaczała


Sokoliki to jedno z najbardziej strzeżonych miejsc po ukraińskiej stronie granicy. Dziennikarzom Nowin, jako pierwszym, uchylono bramę.

- Boże, spraw, by wierni odzyskali świątynię...

Zdjęcie zrobiono z polskiego brzegu Sanu. Przedstawia stojącą na terytorium Ukrainy murowaną cerkiew z pordzewiałą kopułą. 63 lata temu zamknięto ją w zakazanej strefie.

Fotografia zdobi okładkę przewodnika po Nadsiańskim Regionalnym Parku Krajobrazowym (NRPK), jednym z najbardziej urokliwych i wciąż mało poznanych zakątków ukraińskich Bieszczadów. Kilkunastostronicową broszurę, w której opisano wioski i przyrodę NRPK, pokazał nam Mychajło Ilnicki, szef Nadleśnictwa Borynia. Wydano ją w ramach ukraińsko-polskiego projektu, by wspierać zrównoważony rozwój turystyki w Parku. Ale są w nim miejsca, do których od końca wojny wstęp ma tylko wojsko.

Jednym z najbardziej strzeżonych są Sokoliki Górskie, w tym położona między tzw. sistiemą a granicą państwa, cerkiew. Wielu turystów próbowało uzyskać pozwolenie na poruszanie się po zakazanej strefie, jednak dopiero nam, jako pierwszym obcym dziennikarzom, uchylono żelazną bramę.

Zapomnijcie, że umiecie mówić

Zgodę na wjazd Mychajło Ilnicki załatwił nadspodziewanie szybko i sam był tym faktem zdziwiony. Przez chwilę rozmawiał z kimś przez telefon, potem kwadrans czekał na odpowiedź, aż w końcu zakomunikował: - Pojedziecie, lecz pamiętajcie: żadnych pytań, oddalania się na własną rękę, robienia zdjęć pogranicznikom. Najlepiej jak na parę godzin zapomnicie, że umiecie mówić.

Jest wczesny majowy poranek, niebo zasnuwają ciemne chmury, siąpi deszcz.

- Wasze auto zostawicie pod biurowcem, w zamian dostaniecie uaza z kierowcą i opiekunem - komenderuje Ilnicki. - Potem dołączy do was jeszcze ktoś, ale to na razie tajemnica.

Z Boryni do Sokolik jest zaledwie 16 kilometrów, lecz podróż zajmuje półtorej godziny. Z głównej drogi prowadzącej z Turki do Sianek skręcamy w prawo wjeżdżając na zryty trakt z koleinami sięgającymi połowy kół. Wysłużony uaz co chwilę przechyla się na jedną bądź drugą stronę albo niemiłosiernie podskakuje na wybojach. Żeby nie tłuc głową o podsufitkę trzeba się mocno trzymać rurek z żelaznych konstrukcji siedzeń.

- Fajnie, co? - śmieje się Wasyl Kowalczyn, młody inżynier leśnik i nasz opiekun. - W Polsce pewnie już takich dróg nie ma, ale u nas w wielu rejonach to normalka.

Kiedy przez parę dni popada deszcz, ten "tor przeszkód” staje się kompletnie nieprzejezdny, a mieszkańcy wioski Verchnij Turiw (do 1946 r. Tureczki Wyżne) zostają odcięci od świata. To z powodu fatalnej nawierzchni duktu nie kursują tu autobusy ani marszrutki państwowej komunikacji. Jeden taki kurs wiązałby się niechybnie z urwaniem zawieszenia i długim oczekiwaniem na pomoc.

Kateryna jedzie na modły
Gdy docieramy do centrum wsi, Wasyl zarządza krótki odpoczynek. Musi pogadać ze znajomymi, wypalić z nimi papierosa, ale ma też dla nas niespodziankę. Po chwili na wąskiej ścieżce między przykucniętymi po obu stronach chatami pojawia się starsza kobieta. Jest odświętnie ubrana, pod pachą niesie jakieś zawiniątko.

- Ona pojedzie z nami, zapali świecę w cerkwi - wyjaśnia Wasyl i już szeptem dodaje, że "babusia” nie była w Sokolikach od wielu lat i tylko dzięki polskim gościom trafia jej się okazja zmówienia modlitwy w opuszczonej świątyni.

"Babusia” nazywa się Kateryna Szczomak, ma 66 lat i powykręcane od reumatyzmu palce dłoni. Samodzielnie nie daje rady wsiąść do uaza, dlatego trzeba ją chwycić pod boki i usadowić w szoferce.

- Oj, stara ja już, sił nie mam - wzdycha i ukradkiem wyciąga spod spódnicy małą karteczkę. - Pomóżcie, proszę... To adres i telefon mojej córki, ona biedna, dom chcą jej zabrać. Kredyt wzięła, a nie ma z czego spłacić. I gdzie pójdzie, do lasu spać, z maleńkimi dziećmi?

Wasyl tłumaczy kobiecie, że my nie możemy jej pomóc, więc Kateryna Szczomak zaczyna płakać i w tej samej chwili schyla głowę, by pocałować mnie w ręce...

- Jezu, co pani! - gwałtownie oponuję i chowam kartkę z adresem obiecując, że przekażę ją ukraińskiej mniejszości w Polsce. Tydzień później spełniam przyrzeczenie przed greckokatolicką cerkwią w Ustrzykach Dolnych.

Za żelazną bramą
Do Sokolik mieliśmy pojechać krótszą drogą przez Niżnyj Turiw, czyli przedwojenne Tureczki Niżne, ale nam odradzono. Ostatnio przez parę dni mocno polało i stroma droga zamieniła się w grzęzawisko trudne do pokonania nawet dla terenowego auta.

Wybieramy zatem trasę okrężną, równie wyboistą, wąską, lecz w miarę płaską. Po kilku kilometrach wjeżdżamy w las. Gałęzie przydrożnych drzew biją o szyby, co rusz zapadamy się do połowy osi w błoto, ale kierowca doskonale radzi sobie z przeszkodami. Wasyl odwraca się z przedniego siedzenia i jeszcze raz uczula, żeby absolutnie nie rozmawiać, kiedy zatrzyma nas pogranicznik.

Wreszcie z odległości nie więcej niż stu metrów widać żelazną bramę, a przy niej mężczyznę w polowym mundurze. Po chwili szeptem wymienia uwagi z Wasylem, otwiera wrota i pakuje się do kabiny. Przez kwadrans jedziemy w zupełnym milczeniu, prędkość na liczniku: 20 km na godzinę. Słychać tylko jazgot silnika i chlupiące od czasu do czasu pod kołami błoto.

Z okien dobrze już widać polską stronę, leniwie płynący San, słupki graniczne i ciągnący się aż po horyzont płot z drutu wyznaczający tzw. sistiemę. Jeszcze łagodny zakręt i wjeżdżamy na otwartą przestrzeń. Nieoczekiwanie zza gęstych chmur wychodzi słońce. Przed nami cerkiew.

Zapomniany zapach kadzidła
Stoi samotna, opuszczona, od wiosny do wiosny hula po niej wiatr. Główne drzwi mają tylko jedno skrzydło. Drugie kiedyś odpadło. Pewnie ktoś je wyłamał, a może tylko przegniłe zawiasy się urwały... Nad zachodnią częścią brakuje dachu, na ziemi tuż przy murze gruzowisko kamieni z dużego fragmentu ściany, w głuchą przestrzeń patrzą okna bez szyb i witraży. A przecież kiedyś, nie tak znowu dawno, niosły się po okolicy chóralne śpiewy wiernych, a ich nozdrza drażnił dym kadzidła...

Greckokatolicką cerkiew pod wezwaniem św. Wielkiego Męczennika Dymitra, zbudowano w 1931 r. Wcześniejszą, drewnianą, w typie bojkowskim, wzniesiono w 1791 r. Na pewno dotrwała do początku wojny, była cennym zabytkiem chronionym przez lwowskich konserwatorów, lecz później podzieliła los wielu innych świątyń na pograniczu. Najczęściej trawił je podkładany przez komunistów ogień lub równały z ziemią buldożery, by na zawsze zetrzeć w proch wszelkie świadectwa głębokiej na tych terenach wiary.

Podzielona wieś
Sokoliki Górskie to była duża wieś. Rozciągała się po obu stronach Sanu. Pod koniec lat 30. XX wieku mieszkało tu 1520 osób, istniało siedem domów letniskowych i Karpacki Dom "Bajka” dla młodzieży. Działał bufet PKP, trzy sklepy spożywcze, piekarnia, wędliniarnia. Funkcjonowała czytelnia i scena amatorska. Kolej zatrudniała stu ludzi, a tartak ponad 200. To tu przerabiano drewno transportowane kolejką wąskotorową mającą wówczas swoje stacje również w Stuposianach i Ustrzykach Górnych. Dziś pozostały po niej tylko zarastające nasypy.

W 1939 r. Sokoliki przecięła granica na Sanie. Część prawobrzeżna, z dworem, świątyniami i stacją kolejową, znalazła się pod okupacją sowiecką. Część lewobrzeżna - w Generalnej Guberni. Rok później ludność wysiedlono w głąb Ukrainy, jednak w 1941 r., po wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej, gospodarze wrócili. Nie mogli wiedzieć, że wkrótce jeszcze raz przyjdzie im opuścić ojcowiznę.

W 1945 r. wieś ponownie została podzielona. Na prawym, polskim brzegu Sanu, nie ostał się ani jeden budynek, a ludzi wywieziono w głąb ZSRR. W części sowieckiej oczyszczono z zabudowy pas o szerokości 800 m pozostawiając w nim, niczym wyrzut sumienia, jedynie murowaną cerkiew. Z całej wioski ocalało zaledwie parę budynków w rejonie stacji kolejowej. Mimo że minęło już ponad 60 lat, do Sokolik nie wrócił żaden rdzenny mieszkaniec.

Na cmentarz nie wolno
Historia ukraińsko-polsko-żydowskich Sokolik jest o wiele bogatsza, czasami krwawa, lecz żeby ją opowiedzieć, trzeba by poświęcić temu osobny artykuł. Wróćmy więc do cerkwi i do tych nielicznych śladów, które są jeszcze widoczne, choć czas coraz bardziej je zaciera. Pewnie znaleźlibyśmy ich więcej niż tylko kamienny nagrobek na tyłach świątyni, gdyby nie "towarzystwo” pogranicznika. Dostał rozkaz, żeby nas pilnować, żebyśmy nie buszowali po okolicy, więc robił swoje. Niby stał niedbale oparty o uaza, popalał papierosy, ale jego czujny wzrok nieustannie nas świdrował. Niewykluczone, że nasz każdy krok śledzili przez lornetki także mundurowi z położonej nieopodal strażnicy.

Więc nie mogliśmy pójść na zarośnięty chaszczami cmentarz ani próbować odszukać resztek po rzymskokatolickiej kaplicy z 1912 r., w której modlili się kiedyś polscy mieszkańcy. Nie mogliśmy odszukać wielu innych miejsc związanych z dziejami wsi, ale i tak cieszymy się, że wpuszczono nas do małego skrawka zakazanej strefy.

Możemy oglądać cerkiew z każdej strony, wejść do środka. Kateryna Szczomak z trudem przyklęka, żegna się trzy razy, my żegnamy się raz i wszyscy patrzymy w umieszczony na murze za prowizorycznym ołtarzem obraz Chrystusa. Nie jakiś ogromny, lecz zwykłych rozmiarów, jak w domu. Ten obraz i dwa inne na bocznych ścianach zawiesili w ostatnich latach wyznawcy prawosławia, którzy razem z duchownym z pobliskich Tureczek Niżnych uczestniczyli kilkakrotnie w nabożeństwach. Były to swego rodzaju panichidy, msze żałobne za umarłą wieś, ale i za umarłą cerkiew, choć z nadzieją, że się kiedyś odrodzi.

Marzenia o muzeum
Po wojnie w okradzionej doszczętnie świątyni sowiecka straż graniczna urządziła stajnię i stodołę. Tak było aż do 1990 r. Rok później rozpadł się ZSRR, Ukraina odzyskała niepodległość, a wraz z nią zmienił się stosunek władz do Cerkwi jako ważnej instytucji mającej niemały wpływ na odbudowywanie narodowej tożsamości Ukraińców.

W 1993 r. władze Turki rozpoczęły starania o odzyskanie cerkwi, jej wyremontowanie i oddanie wiernym, jednak straż graniczna nie dała się przekonać. Podobnie jak do pomysłu, by stworzyć tu muzeum wysiedlonych wsi, o co zabiegali nawet historycy z Uniwersytetu Lwowskiego.

- Tak jest do dzisiaj - mówi dr Oksana Maryskewycz z Instytutu Ekologii Karpat we Lwowie, która doskonale zna temat. - Trzeba pamiętać, że świątynia stoi w pasie między sistiemą a granicą państwa, a to oznacza, że dostęp do niej jest możliwy wyłącznie za specjalnym zezwoleniem. Otrzymują je od wielkiego święta nieliczni Ukraińcy, głównie prawosławni z Tureczek Niżnych, i niemal nikt z obcokrajowców.

Lecz nawet gdyby nagle straż graniczna zmieniła zdanie, to i tak byłby problem ze zdobyciem pieniędzy na odrestaurowanie cerkwi.

- Rejon turczański jest dotacyjny, każda sprawa z dziedziny rozwoju kulturalnego czy zachowania dziedzictwa historycznego jest powiązana z kosztami budżetowymi na poziomie obwodu i państwa - tłumaczy Oksana Maryskewycz. - W dzisiejszych ukraińskich realiach myślenie o tworzeniu w Sokolikach czegoś na wzór izby pamięci pozostaje w sferze marzeń.

Czas się zbierać
Po godzinie fotografowania ocalałej z wojennej zawieruchy świątyni Wasyl Kowalczyn, leśnik z Boryni, daje dyskretnie do zrozumienia, że czas się zbierać. Również pogranicznik niecierpliwie zerka na zegarek. Jeszcze jedno spojrzenie na okolicę, ostatnie zdjęcie i uaz powoli rusza w stronę żelaznej bramy. Chwilę później jest na powrót zatrzaśnięta.
"
cerkiew jest zdecydowanie za sanem (idac od polskiej strony) i domy tez.. do sanu nie widzielismy zadnych zabudowan, potem przelezlismy przez san. Do cerkwi zabraklo kilkaset metrow.. tak blisko, a tak daleko...

po przeczytaniu tego artykulu bardzo zainteresowaly mnie te domy, wydaja sie byc bardzo blisko cerkwi- one tez sa juz w zakazanej strefie? czy granica tej strefy meandruje gdzies miedzy domami a cerkwia? ktos w nich mieszka? naleza administracyjnie do niznego turowa? w artykule nie ma o nich slowa...

zarabisty ten artykul... juz raz mnie straz graniczna zwinela przy probie odwiedzenia tej cerkwi... ale po przeczytaniu tego tekstu kusi by poprobowac jeszcze raz..tym razem od ukrainskiej strony.. moze sie uda, moze nie, ale jakies przygody na pewno beda! :) daj znać kiedy ja też spróbuję;-))))

daj znać kiedy ja też spróbuję;-)))) w tym roku juz nie dam rady.. jakos z wiosna, latem? bedziemy jechac na zakarpacie waskotorowka pojezdzic to moze bedzie po drodze do niznego turowa wyskoczyc i powęszyc :)
Heh wąskotorówka - dolina Vaseru pewnie :) ?
Te budyneczki też są za płotem sistiemy - być może pogranicznicy tam urzędują ?

Te budyneczki też są za płotem sistiemy - być może pogranicznicy tam urzędują ? wygladaja na zamieszkale.. ciekawe ile wogole budynkow jest w tym pasie miedzy sistiema a granica i jaki szeroki jest ten pas? jakos w tym rejonie sokolik musi byc szerszy,chyba rozejscie na pare kilimetrow (skoro po przekroczeniu bramy jeszcze chwile jechali) bo w wielu innych miejscach to systiema sie zwykle pokrywala prawie z granica, jakies 100-200m odleglosci najwyzej. Jest moze mozliwosc zdobycia jakis map z oznaczeniem jak idzie (szla) sistiema?


Heh wąskotorówka - dolina Vaseru pewnie :) ?
T?
nie, na ukrainie na zakarpaciu
http://picasaweb.google.com/Rooomsik...owoIChmielnik#

... jaki szeroki jest ten pas? jakos w tym rejonie sokolik musi byc szerszy,chyba rozejscie na pare kilimetrow (skoro po przekroczeniu bramy jeszcze chwile jechali) bo w wielu innych miejscach to systiema sie zwykle pokrywala prawie z granica, jakies 100-200m odleglosci najwyzej. Jest moze mozliwosc zdobycia jakis map z oznaczeniem jak idzie (szla) sistiema?
Onegdaj będąc w ukraińskich Sokolikach próbowaliśmy dotrzeć do cerkwi. Nie wolno. Zabroniono nam przekraczać płot sistiemy. O ile dobrze pamiętam to biegł on wzdłuż dawnej wiejskiej drogi (widocznej na mapie WIG), więc miejscami oddalał się o kilkaset metów od Sanu. Droga była już "za drutami".
Jesienią spróbuję sie przekonać, czy jest możłiwe dotarcie do ruin.
Na marginesie mówiąc wiedziałem bubo, że coś się od Ciebie dowiem nt możliwości dotarcia do św. Dymitra ;)
Dziękuję wszystkim za odpowiedzi.
Ciekawa ta wąskotrówka... .
Miejsce to ciekawym zaiste jest, ale San granicą jest i basta. Ale... no właśnie razu pewnego, w drodze z Dydiówki ku Łokciowi będąc, spotkaliśmy ludka niemłodego, niestarego pomykającego ostro na welocypedzie z zadziwiającą jak na panujące błotnisto - dziurzysto - koleiste warunki drogozwózkowe. Ludek ów dzierżył na plecach a jakże - plecaczek, a w plecaczku wędczynę. Strój ludka, rower i wyposażenie łowieckie wskazywało na nienaszość. Radosno - szaleńcza jazda dobiegła końca na jednym z głębszych dołów błotnych. Wtedy zwiedzieliśmy się, od tegoż, że jedzie do ... Sokolik. Można? Dało do myślenia.

Można? Dało do myślenia. pewnie ze mozna bylo..."san jest taki płytki"- jak spiewali w piosence... ale kolo sokolik i kolo sianek to dwa najgorsze miejsca... jak jest teraz to nie wiem... od czasow unii napewno duzo gorzej..
znam nawet taka dwojke co malucha przez san przenioslo za dawnych czasow ;) jeszcze pare lat pozniej krazyly o tym legendy wsrod straznikow granicznych i w przygranicznych wsiach, bo straz troche pomagala, zwlaszcza chlopaki z poboru ze straznicy w tarnawie- coz, nudzili sie na koncu swiata... a potem chyba uleglo zapomnieniu..

...znam nawet taka dwojke co malucha przez san przenioslo za dawnych czasow ;) jeszcze pare lat pozniej krazyly o tym legendy wsrod straznikow granicznych i w przygranicznych wsiach... Fajna opowieść ;) Naświetl jeszcze coś więcej jak pamiętasz...

pewnie ze mozna bylo..."san jest taki płytki"- jak spiewali w piosence... ... chlopaki z poboru ze straznicy w tarnawie- coz, nudzili sie na koncu swiata... W Tarnawie był taki sport - wypicie flaszki na ruinach cerkwi wewnątrz sistiemy,trochę się zostawiało dla sołdatów żeby wiedzieli... Jak oni bardzo chcieli złapać szutików,urlop był spory za to :twisted:

Fajna opowieść ;) Naświetl jeszcze coś więcej jak pamiętasz... wyslalam ci na PW.. na forum mi nie wolno, ponoc takie moje opowiesci lamia regulamin... dostalam juz kiedys ostrzezenie...


W Tarnawie był taki sport - : w tarnawie to rozne sporty byly ;)
Jeszcze jedna "interesująca ciekawostka" ;)
http://images50.fotosik.pl/348/f5683b2c192e327fm.jpg
EkspressMap może nie jest najbardziej poważany wśród bieszczadzkich map, ale skądś jednak musieli ten szlak wziąć. Na mapie żółty szlak wędruje z Sianek do Wierchniej Jabluńki. Dociera i do Sokolików pod cerkiew ! Czy on jednak faktycznie istnieje ?
aj! to napewno polscy znakarze! w szale znakowania nawet sistiemy nie zauwazyli!! przeszli jak burza niosac kaganek cywilizacji zostawiajac za soba rowno wydeptana i wycieta sciezke! ;)

a tak serio to ciekawe co to jest... bylam w werchniej jablunce wiele razy ale to juz lata temu..nie widzialam odejscia zoltego szlaku ;)
Miałem okazję się przekonać, że trzeba jednak mieć "wejścia" by załatwić zgodę na odwiedzenie Św. Dymitra (i nie załatwi się tego na miejscu).
Szkoda. Niestety, cerkiew nadal uwięziona.
co do zdjęcia z początku wątku. To budynki widoczne są po ukraińskiej stronie.
Była tam placówka straży granicznej i nawet boisko sportowe.
ta zielona budka na budynku to "loża" sędziowska przy stadionie.
zdjęcie zrobione z drogi płytowej.
pozdrawiam
może foto?Załącznik 21161Załącznik 21162

albo ładniejsze DymitraZałącznik 21163

rzeczywiście szybciej by było od naszej strony
To kilka świeżych fotek
http://lh4.ggpht.com/_IAc9gcVLJWA/TO...0/IMG_5812.JPG

http://lh5.ggpht.com/_IAc9gcVLJWA/TO...0/IMG_5813.JPG

http://lh6.ggpht.com/_IAc9gcVLJWA/TO...2/IMG_5820.JPG
a ja wciaz czekam na zdjecie jakiegos forumowicza pod cerkwia ;) albo jeszcze lepiej "w cerkwi" :-) chetnie postawie mu flaszke!

Miałem okazję się przekonać, że trzeba jednak mieć "wejścia" by załatwić zgodę na odwiedzenie Św. Dymitra (i nie załatwi się tego na miejscu).
Szkoda. Niestety, cerkiew nadal uwięziona.
jak probowales? z jakiej miejscowosci? z kim zalatwiac? masz moze mape dokladnego przebiegu sistiemy?

tak pytam coby moze sprobowac inaczej i nie powtarzac błędow ;)

masz moze mape dokladnego przebiegu sistiemy?

(...) a ja wciaz czekam na zdjecie jakiegos forumowicza pod cerkwia albo jeszcze lepiej "w cerkwi" chetnie postawie mu flaszke!
Mapę przebiegu sietiemy pomiędzy Siankami a cerkwią w Sokolikach to mam już właściwie w głowie ;)
Napisz, które odcinki Cię interesują to odpiszę na priva.

No to startujmy po Flaszkę Buby ;) . Ale trza będzie do wiosny poczekać (bo teraz ślady będzie widać :D . A tak bardziej serio, to abstrahując od "innych" czynników San jest teraz nie do przebycia).
Jeszcze nasunęło mi się takie pytanie: znacie może lokalizację strażnicy Grenzschutz`u w Sokolikach z czasów II wś? Historia mówi, że atakował ją oddział radzieckich partyzantów komandira Kowpaka.
Może jakieś źródła znacie, jak określić lokalizację ?
Wrzucałem już tu na forum linka w którym jest taki opis

Dzięki Enrico. Znam ten tekst, ale on nie precyzuje położenia strażnicy.
Swieze zdjecia z cerkwi w Sokolikach, takze ze srodka. Niestety nie moje lecz kolegi ze Lwowa.

https://picasaweb.google.com/1175038...512128/ZTMkKI#
P.
No to masz na dokładkę relację od sąsiadów :
Swoją drogą mają chłopcy wigor
Niestety, z moich doświadczeń wynika, że tam (dawną wiejską drogą od bramy od strony stacji) hulają często chłopaki UA-pogranicznicy. Od polskiej strony ich też można zobaczyć i usłyszeć.
Wiec nasi turyści ryzykowali -ale opłaciło się :) . Ja za druty nie przeszedłem. Już raz za przejście na sistiemę parę godzin "razbiraliśmy sprawu" na zastawie w Siankach :D
Taka ilustracja z 1-go października.
Godzinę niebieskoptaszyłem z tym widokiem ;)
Kilka aktualnych zdjęć cerkwi. Pozdrawiam. Załącznik 33011Załącznik 33012Załącznik 33013
wow !!! napisz , jak udało Ci się tam dotrzeć ?
W środku widzę karteczki na zaduszki - czyżby cerkiew udostępniona wiernym ?
Cóż, szczerze i konkretnie odpowiem: miałem szczęście. Udało mi się przekupić i uprosić ukraińskiego pogranicznika, przeskoczyłem San i zaprowadził mnie do cerkwi. Ale łatwo nie było i stwierdził, że to w drodze absolutnego wyjątku :P
Co do karteczek to były całkiem świeże i trudno mi powiedzieć, skąd się wzięły. Może ktoś z okolicy odwiedza cerkiew, może zostawili je sami pogranicznicy. Jak tam byłem, to chwilę wcześniej odjechała dyrekcja z Sianek. W strażnicy, domku nieopodal cerkwi na stałe siedzi 3 ukraińskich chłopaków. Przesyłam jeszcze kilka fot.

Załącznik 33015Załącznik 33016Załącznik 33017
Foty bezcenne.
Byłem chyba w tym samym okresie w Siankach. Załatwiałem dojście do obelisku przy tym bocznym źródle Sanu, Już się prawie udało ale "komisja" pogranicznikom się trafiła i trudno.
Wariorr- miałeś fart !!! wnętrze w sumie w niezłym stanie. Ponoć za sowietów była tam stajnia...
Stajnia i magazyn ukraińskiej Straży Granicznej. Obecnie pustka i prowizoryczny ołtarz. Drzwi mają tylko jedno skrzydło, drugie leży tarasując przejście. Podłogi nie ma żadnej, rośnie trawa... Ot ruina, niestety :( Za cerkwią cmentarz z kilkoma nagrobkami, najstarszy widziałem z 1870 roku. Pewnie kiedyś było ich więcej...
No kolega mi zaimponowal! :-) Gratulacje- sprytu, szczescia, umiejetnosci negocjacyjnych! Ja trzy razy probowalam i sie nie udalo..

Rozumiem z opisu ("przeskoczylem San"), ze szedles od polskiej strony i jeszcze po polskiej stronie spotkales ukrainskiego pogranicznika?
Szanowna Bubo :) Czyżby wyszukanie tego wątku po miesięcznej przerwie od ostatniego posta, świadczyło o ponownej chęci targnięcia za nielegalną granicę? :) :) :)

Czyżby wyszukanie tego wątku po miesięcznej przerwie od ostatniego posta, Przeoczylam ten watek, dopiero dzis zauwazylam te wpisy sprzed miesiaca!


świadczyło o ponownej chęci targnięcia za nielegalną granicę? :) :) :) Chyba nie mozna tego nazwac "ponowna checia" bo takowe checi są u mnie ciagłe ;) Niby sie mowi - do trzech razy sztuka- ale moze do czterech? ;)
No, ja jakoś na takich odkrytych terenach to bym się jednak obawiał. Co innego hulanie po Czywczynach, co innego gdy: "W strażnicy, domku nieopodal cerkwi na stałe siedzi 3 ukraińskich chłopaków"

Ale pewnie prędzej czy później też tam trafię, tylko postaram się jednak legalnie.

P.

No, ja jakoś na takich odkrytych terenach to bym się jednak obawiał. Co innego hulanie po Czywczynach, co innego gdy: "W strażnicy, domku nieopodal cerkwi na stałe siedzi 3 ukraińskich chłopaków"

Ale pewnie prędzej czy później też tam trafię, tylko postaram się jednak legalnie.

P.
Siedzi trzech chlopakow ale jak widac sa przekupni :-P A legalnie to sie tam da wogole? Poza tym- to juz chyba nie to samo...
Hehe no jasne ze nie to samo ;) Zakazane korci, cos o tym wiem ;) A co do legalnosci to kolega byl legalnie, nie pamietam jak dokladnie to robil, ale jest Ukraincem.

P.

Hehe no jasne ze nie to samo ;) Zakazane korci, cos o tym wiem ;) A co do legalnosci to kolega byl legalnie, nie pamietam jak dokladnie to robil, ale jest Ukraincem.

P.
Taras?
tak
... nie wiem na ile to istotne, ale oglądałem zdjęcia cerkwi, które zrobił znajomy znajomego i wychodzi na to, że remont już lekki trwa... z boku stoi coś na kształt rusztowania... chyba, że to podpory, aby ściany nie runęły .... w środku podobnie jak na innych zdjęciach.... czyli bez zmian.... zdjęcie było zrobione wczesną wiosną, bo listowia jeszcze nie było....w necie znalazłem taki link
http://sokolikigorskie.com/kontakt.php
.... ale może to znacie... na forum nie natknąłem się na informację o remoncie... może jednak przeoczyłem....
i jeszcze to:
http://pl-pl.facebook.com/pages/Cerk...33418570132346
W sobotę 8.11 o godz 12.00 w dniu Świętego Dymitra odbędzie się w tej cerkwi msza święta. Wstęp do strefy po zostawieniu wojskowym paszportu. Informacja z facebooka, od osoby
angażującej się w remont cerkwi. Myślę że to fajna, prosta możliwość dla kogoś kto chciałby ją na spokojnie zobaczyć i wejść tam.

Piotrek
  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • brytfanna.keep.pl