Opowiadanie interaktywne ;)

bigos - mój pamiętnik, wspomnienia, uczucia, przeżycia ...

n- ta CZÊ¦Æ G£OSOWANIA ZAKOÑCZONA

Witam... jako ¿e poproszono mnie o skrobniêcie jeszcze paru s³ów o tym jak to bywa³o tu i tam, z tym i tym,tedy a wtedy... proponujê wersjê interaktywn±... (tak± co wy te¿ macie wp³yw na dalszy ci±g) ..byle nie mijaæ siê z prawd±... Przychodzi mi do g³owy wiele przygód, roz³o¿onych w ró¿nym czasie... A zwykle jak ju¿ kopyta mnie i przyjació³ zanios³y w Bieszczad czy jego granice to popasali¶my d³u¿szy czas, a dzia³o siê wiele.. tak wiêc do wyboru s± trzy wersje, g³osowaæ... czas tylko mi znany (ca³kiem krótki), s³owo honowu ¿e oszukiwaæ nie bêdê, i to Wy zdecydujecie... a ja ju¿ co¶ napiszê...



Witam... jako ¿e poproszono mnie o skrobniêcie jeszcze paru s³ów o tym jak to bywa³o tu i tam, z tym i tym,tedy a wtedy... proponujê wersjê interaktywn±... (tak± co wy te¿ macie wp³yw na dalszy ci±g) ..byle nie mijaæ siê z prawd±... Przychodzi mi do g³owy wiele przygód, roz³o¿onych w ró¿nym czasie... A zwykle jak ju¿ kopyta mnie i przyjació³ zanios³y w Bieszczad czy jego granice to popasali¶my d³u¿szy czas, a dzia³o siê wiele.. tak wiêc do wyboru s± trzy wersje, g³osowaæ... czas tylko mi znany (ca³kiem krótki), s³owo honowu ¿e oszukiwaæ nie bêdê, i to Wy zdecydujecie... a ja ju¿ co¶ napiszê... Nonono, panie szefie :)))
Zastanówmy siê... Mo¿e od pocz±tku? Te Szkopy s± fascynuj±ce, ale niech idzie rzecz swoj± kolej±...
Ja tam o tych szkopach chêtnie poczytam, ten Mizio to gej jaki¶, a pocz±tki trzykropka, to pewnie w okresie prenatalnym by³y, wiêc ty¿ jako¶ emocjonuj±cymi sie nie jawi±...

dawaj chopie;)
jedno mamy wybrac?? ales ty okrutny...

ja tam bardziej licze na jakies opowiesci serialowe o ilosci odcinkow dlugosci porzadnej telenoweli :-D


O kurcze, próbowa³em na trzy zag³osowaæ, wali³em w klawiaturê z sziftem, kontrolem, altem w ró¿nych kombinacjach i siê nie uda³o :( Do d... te komputery. Ka¿dy Twój przekaz bêdzie na pewno wspania³y - te¿ liczê na ca³± Trylogiê!
Dodam ¿e w ¿adnym wypadku okre¶lenie "Szkopy" nie jest kierowane przeciw obywatelom innego narodu, dlatego s± w cudzys³owie i chodzi o cytat pewnego pana... szanujê wszystkie narodowo¶ci.. oprócz niedzielnych turystów i ceprów bez wyrazu :p ...ba, wyszli na mocne prowadzenie, a siedz± nie gdzie indziej jak na so¶nie.. a jedna tylko taka sosna jest... co do pocz±tków, s± na drugim miejscu.. i tam deszcz leniwie s±czy siê.. we mgle biegaj± nagie studentki.. ale ciiiii.... przecie¿ to Wy decydujecie...
Dziêkuje... proszê ju¿ nie g³osowaæ w ankiecie powy¿ej...z przyczyn technicznych niech siê zamknie sama... wracamy na ziemiê...

...Wyobra¼cie sobie ¿e zaczyna wam siê krêciæ w g³owie... wszystko zaczyna siê powoli obracaæ.. ekran w który siê patrzycie.. sufit.. ¶ciana... i nagle huk, b³ysk... jeszcze trochê wirowania... robi siê strasznie jasno, s³ychaæ potê¿ny ¶wisssssssst ...i l±dujecie z hukiem na tarasie schroniska w Starym £upkowie... (kto by³ ten wie, kto nie by³, ten niech nadrabia zanim bêdzie czyta³ dalej ) Po niebie wlecze siê leniwa chmurka... s³ychaæ ¶wierszcze.. tak g³o¶no jak to tylko mo¿e byæ w srodku upalnego lata... Z boku po prawej siedzi jaki¶ zaro¶niêty studencina i t³umaczy co¶ towarzyszowi z mocnym zaanga¿owaniem, tak mocnym , jak mówi± lekko podpici studenci gdy maj± mocne prze¶wiadczenie ¿e na tym, to akurat siê znaj±!
- szzzy wiesz, mój drogi kumie, ¿szeeee na ¶wiesie, to jest tak - tu opar³ czo³o na spierzchniêtej od s³oñca d³oni, zaci±gaj±c siê papierosem, tak jak to zaci±ga siê wydawaæ by siê mog³o m±dry cz³owiek, tu¿ przed powiedzeniem czego¶ wa¿nego - ¿szeee, w gar¶ci siemii, jest oko³o - powiedzia³ oko³o, bo naprawdê nie wiedzia³ ile- jest oko³o 25 miliardów - -uniesiony palec wskazuj±cy i podniesiony g³os dodawa³ powagi sytuacji - 25 miliardów bakterii?! czaisz?! 25 miliardó - czkniêcie- ów bakterii! ...to jest znasznie wiêcej nisz wynosi populacja ludzka!
Po raczej krótszej chwili, ale niezbêdnej do wykonania tzw. namys³u (czyli ok. trzech ³yków piwa okocim mocne z puszki aluminiowej o pojemno¶ci 0,5 l ) odezwa³ siê siedz±cy poni¿ej na schodku kum:
- No starrry, ssss ge - o - lohicznego punktu widzenia - jeste¶my k..wa niewidzialni!
Jak stwierdzi³ jeden z filozofów, fakt ten mo¿e zarówno przera¿aæ, jak i fascynowaæ, mnie akurat fascynuje.
Ze schroniska wymaszerowa³ Kowboj, z apaszk± i w trzewikach (piszê trzewiki no bo inaczej tego buta nazwaæ siê nie da, a chcia³bym to s³owo przypomnieæ, ju¿ coraz rzadziej siê pojawia ) Wyci±gn±³ wyka³aczkê z zêbów, powietrze przeszy³o cmokniêcie towarzysz±ce, po czym patrz±c w niebo, rêk± nakrywaj±c czo³o rzek³ lekko zdziwiony:
- co robi± te Szkopy na drzewie?! Eeeeee... k...wa!!!!!
- a zossssstaw ich Kowboj ...u nich sobie nie mog±, zreszt± w Berlinie napewno w ogóle nie ma drzew, niech sobie po³a¿±, bêd± co mieli wnukom opowiadaæ, najwy¿ej siê który¶ zwali i zobaczymy jak ¶mig³o l±duje
- co te¿ okrasi³ szerokim u¶miechem i poci±gn±³ s³usznie z puszki na potwierdzenie Kum
- no w³a¶nie los tak chcia³, ¿e sss tej ca³ej skromnej populacji, jak± tworzymy, tych oto dziesiêciu Niemców zes³a³ nam Pan, aby¶y mogli popatrzeæ na ¶mig³o jak l±duje... czy nie...nie wiem... pijmy... bo siê ¶ciemnia... Dodaæ muszê ¿e Kumy mia³y identyczne dwa , lekko skrzecz±ce i zachrypia³e g³osy, wszak ju¿ od tygodnia ciesz± siê wakacjami w tym uroczym miejscu. Nie ruszaj±c siê za wiele po za obrêb chaty, no mo¿e do studni, na ognisko, albo do niebieskiego domku gdy przyci¶nie ....
Jak to siê porobi³o spytacie, ¿e na czubku sosny, buja siê w tym momencie 10 m³odych Niemców, szprechaj±c co¶ tam po swojemu... Swoj± drog± to przyznaæ muszê ¿e wiele burz prze¿y³em w £upkowie, ale jeszcze nikgdy wierzcho³ek tej sosny nie by³ tak blisko ziemi... no mo¿e w jej dzieciñstwie..
Ano przyjechali... z Niemiec przyjachali.. nic odkrywczewgo , zwa¿ywszy na tym ¿e w Niemczech zwykle mieszkaj± Niemcy, i jak ju¿ gdzie¶ przyjad± to s±... No dobra.. ale jak tu siê znale¼li?.. Kluczem do zagadki okazuje siê jeden z ich wychowawców... który z pochodzenia Lach, wyczyta³ gdzie¶ w internecie o schronisku, i ¿e to taki dziki zachód jest! Masz! Jak znalaz³ miejsce na resocjalizacjê tzw. trudnej m³odzie¿y.
- no to co robimy ? - zapyta³ Kowboj - jedziemy na Wolê czy do Bacy? Trzeba przygotowaæ to ognisko dla tych szympansów...
No w³a¶nie.. co robimy? Jedziemy na Wolê czy do Bacy?... g³os w ankiecie mo¿na oddaæ tu
...to jedziemy do Bacy...Masz Ci babo klocek.. a po co? Dodam ¿e nasi bohaterowie to ludzie nad wyraz tolerancyjni, jeno maj± zpecyficzne poczucie humoru, i cytowanie ich jest niezbêdne aby historia nabiera³a jakiego¶ sensu...
- Teeee Kowboj... a po ssso wy jedziecie to tego Basy heu?
- po barana dla tych ma³p
- eeee... Kowboj, to nie ma³py tylko aryjczycy..zreszt± ja sie nie znam, jestem filologiem angielskim a nie germanist± - podsumowa³ obszerny wywód Kum po czym uda³ siê w poszukiwaniu zb³akanej pe³nej puszki piwa, któr± móg³by pocieszyæ i zaprowadziæ do domu.. tam gdzie piwku jest najlepiej.
Drogi czytelniku, trzeba by Ci siê ruszyæ ju¿ z tej ³awki, co by nie ugrzêzn±æ na nasteopne kilka dni, jak nasi kumowie, bo zawarto¶æ blaszanej balii, w której p³ywa³y najrozmaitsze skarby kultury konsumpcyjnej, skusi³y by wielu... Czego tam nie by³o...a woda ze studni ch³odna. A ¿ar z niebia s³uszny... Nad ranem Kumowie powrócili z d³ugiej i mêcz±cej kolejowej wyprawy logistycznej do Medzilaborec (czy te¿ Medzilaborców, kto chce niech siê k³óci, o tym ankiety nie bêdzie)... Najwiêksze spustoszenie mia³a jednak poczyniæ wieczorem butelka z niebiesko-zielonym p³ynem..ale o tym pó¼niej.. albo i nie, kto wie o czym Wam siê zachce czytaæ...
Przez stó³ przelecia³a para ob³oconych butów, (albo dwie pary, dla Ciebie te¿) które pod³ug norm dedukcji maj± siê znale¼æ na naszych nogach i to szybko bo Kowboj poszed³ odpalaæ wechiku³. S³owo o samym poje¼dzie... ¯ó³ty i diabelnie przystosowany do ¶rodowiska w którym jeste¶my - Fiat 126p. W starej budzie, kusz±cy oko swoimi ob³ymi kszta³tami, odpala siê go patykiem grzebi±c co¶ tam w silniku. Nigdy nie sprawdzi³em gdzie dok³adnie, bo zawsze mnie tak wszelkie podró¿e tym ¿ó³tym diab³em cieszy³y ¿e w ci±gu kilku sekund znajdowa³em sobie wygodny k±t w poje¼dzie oczekuj±c wyjazdu i przygód, a te jak wiecie z Kowbojem maj± sk³onno¶æ zdarzaæ siê nader czêsto. (wygodnie Ci tam czytelniku na tylnym siedzeniu kaszlaka?) Odpali³a maszyna, zako³ysa³o i uniós³ siê znajomy romantyczny klekocz±cy odg³os silnika.
- Kowboj a po co nam baran dzi¶, jak to ognisko co sobie Niemcy za¿yczyli to dopiero w sobote
- bo trzeba go wp...liæ do marynaty
- aha

No i klekot niós³ siê po dolinie, kiedy maszyna radosnym pêdem omija³a ka³u¿e na drodze, nie ujechali¶my jakih¶ 100 m, gdy trzeba by³o siê zatrzymaæ, bo przy drodze klêcza³a grupka brygady sanockiej, montowali kopczyk z kamieni i wysy³ali ¿ale w przestrzeñ.
- [I]co siê sta³o? - zatrzyma³ wóz Kowboj i pyta przez uchylone okno (a uchylone by³o od kilklu tygodni, klimatyzacja multimanualna)
- a nic, wino nam siê zbi³o i grób budujemy - ze ³zami w oczach powiedzia³ Nielot (nazywany tak od egzotycznego ptaka, jaki mu siê w dowodzie przy nazwisku zagnie¼dzi³)
- ka¿dego szkoda... ale widze po Murzynie (drugi element brygady sanockiej, tu ksywa od karnacji skóry, mia³ nieco ciemniejsz±, co budzi³o zdziwienie u przyjació³ kiedy reszta rodziny blada jak dzieci m³ynarza) ¿e dacie rade jeszcze do wieczora , my jedziemy do bacy, bedziemy kiedy¶ , cze¶æ.. pomo¿ wstaæ Murzynowi bo nie daje rady - no i ruszli¶my po kilku metrach mijaj±c po lewej Murzyna z trudem gramol±cego siê w rowie z reklamówk± pe³n± jabcoków.
Baca mieszka³ ca³kiem niedaleko, w zasadzie za górk±, z tym ¿e Kowboj nie lubia³ takich krótkich odcinków pokonywaæ pieszo, no i zawsze w trakcie móg³a naj¶c niespodziewana ochota ¿eby odwiedziæ kogo¶ np. w Komañczy, albo Cisnej.. a wtedy piechot± by³o by trudniej. Podró¿ trwa³a kilka chwil, w sam raz ¿eby¶ móg³ czytelniku na³apaæ na tylne siedzenia ró¿nej ma¶ci, much, gzów, motyli i innych lataj±cych robali, które liczy³y na darmowy transport.
Cel podró¿y (ale czy¿ mo¿na go okre¶laæ podró¿uj±c z tak± ekip±, niemo¿liwym jest wiedzieæ gdzie sie skoñczy) to miejsce za którym nie przepadam... g³ównie z powodu przywi±zanego na ³ancuchu mrowia kud³aczy wszelkiej ma¶ci, kundli poupychanych po stodo³ach, stajenkach, chlewikach, a ka¿dy na krótkim ³añcuchu... Niemo¿liwo¶ci± jest doj¶æ do drzwi domostwa such± nog±... dom znajduje siê pomiêdzy chlewem a obor±, s³usznej grubo¶ci dywan organiczny ¶ciele siê na podwórku, daj±c mi³e paruj±ce ciep³o zim± i smród z brudem latem. Dobijanie siê do drzwi zajmuje chwile.. ale nikt nie otwiera, skobel prze³o¿ony d³ugim gwo¼dziem, ujadanie psów i nic wiêcej.
- Nic to, nie ma nikogo, Baca pewnie z owcami, jedziemy do £upkowa mo¿e tam siê co¶ wymy¶li (a nie mówi³em, cel ruchomy)
W drodze powrotnej, gdy tylko ko³a z³apa³y szuter i rozwia³ siê dooko³a ¿ó³tego diab³a py³ i strzelaj±ce na boki kamienie, wydawa³o mi siê ¿e widzia³em Bace jak podnosi³ rêkê z reklamówk±, le¿±c w rowie jakie¶ kilka metrów za cmentarzem i cerkwiskiem, ale dzia³o siê to za szybko jak dla mnie i nie wspomina³em nic, bo nabierali¶my prêdko¶ci przed górk± i szkoda by zwalniaæ...(dziwny dzieñ, wzmo¿ona grawitacja w rowach) Strasznie lubiê ten odcinek, wiele razy go pokonywa³em i przykro mi bêdzie jak tu kiedy¶ (Boh Pomy³uj) asfalt wylej±... Kiedy przysz³o nam ju¿ na horyzoncie dostrzegaæ pierwsze objawy cywilzacyi, czyli druciane ogrodzenie pasieki, na ¶rodku szosy wy³oni³a siê reszta bandy sanockiej, w do¶æ licznej grupie, taszcz±c na zmianê dwie skrzynki jabcoków, szlachetnie nazywanych nalewk± wi¶niow± (Pastor okrasi³ by ten p³yn odpowiednimi epitetami, wszak nikt inny jak On od Bo¿ej strony takiego ³askawieñstwa nie ma i znajomo¶ci PRAWDZIWYCH trunków ) Minêli¶my ich raczej szybko, bo na tyle weso³ych osób, rozmowa przez okno mog³a by siê szybko nie skoñczyæ (to zjawisko drogowe te¿ t³umaczy ów wzmo¿on± grawitacjê) Jakie¶ 30 m za peletonem trzej Jegomo¶cie zachodz±cy siê ze ¶miechu. No przy tych to siê napewno zatrzymamy.
- no czeeee¶ææ - z lekkim usmiechem zapyta³ kowboj, wychylaj±c siê przez okno - a co wam k..wa tak weso³o?
- a bo k..wa zbieramy suszone ¿aby
- co robicie?
- no zbieramy rozjechane wyschniête ¿aby do reklamówki, ¿eby zrobiæ wieczorem teatrzyk cieni

- popatrz jakie one maj± ¶mieszne pozy - tu zagrzeba³ w reklamówce wyci±gaj±c faktycznie, rozjechan±, wyschniêt± ¿abê - o ta wygl±da jakby tañczy³a kankana, o a ta jakby pali³a cygaro
- zrobimy teatrzyk jak nic!
- Jeste¶cie po...bani - skwitowa³ Kowboj i ruszyli¶my z kopyta, s³ysz±c kolejny ryk ¶miechu
- Ju¿ wiesz czemu nie jaram zielska? Bojê siê ¿e kolejnym razem absurd przeskoczy nawet t± niewidzialn± granicê! A wtedy bêdziecie do mnie mieli pretensje ¿ê to przeze mnie ta apokalipsa
- a tak mi siê przypomnia³o, wiesz ¿e jest piêciu je¼d¼ców apokalipsy?!
- jak piêciu, a nie czterech?!
- no piêciu, wed³ug Pratchetta pi±ty siê wycofa³ z biznesu i zosta³ mleczarzem.
- kto to jest Pratchett?! A nie wa¿ne, zjad³by co¶, jeszcze nic nie jad³em, jedziemy na pierogi?
- ale gdzie tym razem, pod Sosne, pod Kamieñ czy do Smoluchowa do Zagrody?

...Sami zdecydujcie gdzie smakuj± najlepiej... wystarczy klikn±æ TU.
Kropku, a niech ciê giez pok±sa! Ja nie mogê siê w pracy tak ewidentnie ¶miaæ! Szacunek tracê klientów i moich pracowników!
:mrgreen:

edit:
Aha, popraw b³±d - to jest weHiku³ ;)))
No ba...
Gdzie indziej mo¿na by³o wtedy zje¶æ dobrych pierogów... u w³asnej Babci albo w Barze pod Sosn±. I tam te¿ po ostrym wira¿u dooko³a ronda udajemy siê na ¿are³ko. Konsumpcja oczywi¶cie na zewn±trz.. posiedzieli¶my sobie podziwiaj±c widoki przy drewnianych ³awach. Wysoki dzia³ po lewej..i pasmo graniczne po prawej.. w oddali gdzie¶ majaczy prze³êcz pod Matragon±... Nibylandia. Tak nazwali¶my sobie krainê pomiêdzy Rzepedzi± a ¯ubraczem... Kilka ³adnych lat przysz³o mi siê obijaæ o tê rynnê pomiêdzy górami. Wros³em w ka¿d± z dróg, gdzieniegdzie odciskaj±c swe ¶lady w rozgrzanym od s³oñca asfalcie. Tudzie¿ mia³em nawet taki okres, ¿e razem z miejscowymi prowadzili¶my badania nad koneksj± dwóch racji - melioracji i grawitacji. Obie dosyæ ¶ci¶le ze sob± powi±zane w tych rejonach, jedna bez drugiej ¿yæ nie mo¿e. Czasem ta druga przyja¼ni siê ze sto³ami barowymi i ma w zwyczaju wêdrowaæ, w zale¿no¶ci od stopnia zaanga¿owania laboranta. W wyniku ów badañ odkry³em mityczny punkt P. Porównywany do mocy z punktem G. Ale o tym nieco pó¼niej... Tymczasem g³owê zaprz±ta³a nam sprawa jednego barana, jak tu zdobyæ wk³ad na ruszt dla naszych Niemców. A muszê Wam powiedzieæ, ¿e nawet zrzyli¶my siê z nimi, bo w gruncie rzeczy dobre ch³opaki, maj± swój trudny okres, jak i ka¿dy mia³, gdzie bunt wyrasta ponad grzywkê i miejsca nie znajduj±c ¿eby siê spokojnie czym¶ zaj±æ - wybucha... Do ogniska trzy dni, baran ¿eby smakowa³ to i dobê musia³ by pole¿eæ w marynacie, ¿eby skrusza³ i smaku nabra³... Ale sk±d tego barana, jak baca nietomny z wa¿n± misj± badawcz± po rowach siê k³adzie.
- Stachu lubisz dresów? - wypali³ nie wiadomo z jakiej planety schodz±c Kowboj
- nie, jak jasna cholera, znaczy siê czasem ubiore do biegania, ale tak to nie, a co?
- a bo mo¿e by¶my jakiego¶ Dresa ubili i dali Niemcom na ognisko?!

- heu??? - da³o siê us³yszeæ jêk czytelnika, który nie móg³ wydaæ bardziej konkretnego odg³osu, jako ¿e zajêty by³ poch³anianiem pierogów w tym czasie.
- no patrz, ruja siê skoñczy³a, to i nam nie trzeba teraz tego czarnego capa, a i tak ¶mierdzi jak cholera, buntuje reszte wieczorami, tak ¿e siê ich zagoniæ do stajenki wieczorem nie da, to ubijemy Capa i go podamy jako baranine, Niemców jutro nie bêdzie bo jad± na po³oniny, to i nie zauwa¿± ¿e co¶ siê dzieje...jak my¶lisz?
- Dresa?..ale On swój jest... zreszt± bij sobie co chcesz, twoje kozy, ja w tym nie chcê braæ udzia³u, mówi³em Ci ju¿, w zabijaniu Ci nie pomogê.

..I tak o to problem barana siê rozwi±za³, bêdzie cap... Dres znaczy siê... Ka¿de z weso³ego stadka zwierza pa³êtaj±cego siê po obej¶ciu mia³o swoje imiê, wiêcej lub mniej z nim zwi±zane. Cap zosta³ dresem, jako ¿e mia³ intryguj±cy wzór sier¶ci, ¿ywcem logo jednej z firm produkuj±cych odzie¿ sportow±. Przylgnê³o i ju¿ tak mia³...
- wst±pimy jeszcze do Antka, mia³ mi wyspawaæ drut
- jaki drut?
- a taki drut co siê na niego pó¼niej Dresa nabije i bêdzie wygodniej nim krêciæ nad ogniem

Zapowiada³o siê wiêc konspiracyjnie jutro, tymczasem pierdolot pomkn±³ w stronê Starego £upkowa, najpierw po p³ytach, pó¼niej po szutrze.. po drodze zgarnêli¶my Trójkê z Gdañska, którzy po porannych przeci±gaj±cych siê zakupach wracali do schroniska...
Jak sobie przypominam te wszystkie wypady maluszkiem, od razu nasuwa mi siê fragment z "Zen a sztuka pielêgnacji motocykla" Roberta M.Pirsinga : ..Co¶ mi siê wydaje ¿e pan Pirsing nie jecha³ nigdy maluchem, do tego jakby pozna³ Kowboja.. w mig zmieni³ by zdanie. Tu¿ za zakrêtem gdy jest podjazd pod górkê, mo¿na skrêciæ w lewo na poln± drogê, skracaj±c sobie tym samym dojazd do Schroniska. Co te¿ i uczynili¶my. Ale po co ³ykaæ "kolejn± dawkê telewizji" skoro mo¿na wyj¶æ na dach?! Kowboj wrzuci³ dwójke, a kaszlaczek leniwie zacz±³ siê toczyæ po polnej drodze z p³ytkimi koleinami. Towarzystwo wype³zaj±c po kolei przez okno pasa¿era usadowi³o siê na dachu, trzymaj±c siê mocno jego krawêdzi. Kowboj siedz±c z jedn± nog± na przedniej szybie, drug± dotyka³ kierownicy ¿eby utrzymywaæ kierunek. Co¶ w nas zawrza³o wtedy. Pó¼nym popo³udniem ¶wiat³o nabra³o miêkkich barw, ucich³y ju¿ swierszcze, za to odezwa³y sie w lesie niektóre ptaki.. lekki wiaterek ch³odzi³ nam twarze, a dooko³a przestrzeñ. Trójka z Gdañska okaza³a siê byæ ca³kiem towarzyska na tym dachu, w zwi±zku z czym popijali¶my piwem ten mocny widok. Niebawem sielanka koñczy³a siê jednak, i trzeba by³o zjechaæ dosyæ stromo w dó³.
Po dotarciu do chaty, po kilku przygodach gdy autko zawiesi³o siê na koleinach wymytych wod±, a potem w strumieniu i jeszcze raz nad jakim¶ do³em ..postanowili¶my...---> ¯E
No tak. A widok ze skrótu, prawda, wart piwa i zachwytu :)
Jaka¶ i moja ods³ona:
...Sk±d u ludzi to ci±g³e zami³owanie do otwierania tej puszki na nowo, czy¿ nie powiedziane jest ¿e zawiera wiele nieszczê¶æ? Jednak ci±gnie homosapiens do nieznanego... nic to.. £adny mi posag dosta³a Pandora... Albo Pandoriusz.. bo temu w udziale przypad³o sprz±tanie piwnicy pod schroniskiem.. i nie tyle co puszka.. a Beczka Pandoriusza... Po kolei...
Otwieraj±c nieznane przeni¶li¶my siê w czasie...(ale na dnie nadzieja!) Min±³ conajmniej rok od chwili gdy bohaterowie wpadli na pomys³ ma³ej manipulacji i prób transmutacji capa w barana. Na skutek losu co siê pa³êta³ po okolicy , (a wielce znudzony by³ i broi³ sporo, ponoæ do dzi¶ siê tak pa³êta i zwykle zagl±da jesieni±) Kowboj wraz z Towarzyszk± serca Tysi± (od zami³owania do jednego z napojów niskoprocentowych i miasta w woj. ¦l±skim) przenie¶li siê nieco na po³udniowy wschód. W chacie rz±dy obj±³ Pandoriusz. Tak Go jako¶ tknê³o ¿eby posprz±taæ w piwnicy pod schroniskiem, a nó¿ pokrywka co¶ znajdzie przydatnego... Kopa³ tak dniami i nocami, mijaj±c po drodze zwa³y puszek, butelek, puszek, puszek , worków foliowych, puszek, kamieni, puszek po konserwie tyrolskiej, butelek, puszek po konserwie turystycznej, puszek, paj±ków dzikich i straszliwych, podobno nawet same drapie¿ne Meta Menardi* szczerzy³y ku niemu swoje niebezpieczne szczêkoczu³ki..s³owem dzikie rejony, niezbadane jeszcze przez tego cz³owieka... po wieli godzinach zmagania siê z samym sob±... odpocz±³. Wielce nu¿±ce jest grzebanie w historii, a jeszcze w historii tylu pokoleñ gospodarzy i turystów przewijaj±cych siê przez cha³upkê, to ju¿ zw³aszcza. U kresu si³ i piwnicy, tak siê akurat na siebie na³o¿y³y te dwie sprawy, ¿e akurat w tym momencie jak mu sie odechcia³o - wyrós³ beton fundamentów po przeciwnej stronie.. Nie mo¿e byæ ¿eby w takiej piwnicy wiêkszych skarbów nie bylo, ju¿ ci zaczyna kopaæ w gruncie, kiedy pomy¶la³ ¿e przesun±æ siê wzd³u¿ fundamentu to te¿ my¶l. I kopaæ nie trzeba.. Trawersuj±c zderzy³ siê z czym¶ du¿ym i zamkniêtym na cztery spusty. Patrzy z jednej.. patrzy z drugiej... Skarb... tylko czemu chlupocze jak siê przechyli? Skarb w p³ynie? Tego by³o by ju¿ za wiele... dobiera siê i próbuje uchyliæ wieko tajemniczej beczki, szarpie , drze, zapiera siê o klepisko, i o sufit bo nisko. Nic, ni drgnie... Nag³a iluminacja (patrz snop ¶wiat³a czo³owki pad³ na pod³ogê) i bierze kawa³ek puszki po konserwie by podwa¿yæ wieko.. ci±gnie.. co si³ ..(a ch³op têgi) ...zêby na wierzchu.. nie puszcza... jeszcze....yyyyyyyyyyy stêka i sapie...
Puuuuu.... pu¶ci³oooo..... nachyla siê nasz bohater nad beczk±, nosem zaci±ga... a tu jak nie walnie smrodem... odór taki ¿e skrêca w³osy w nosie w przeciwnych kierunkach ni¿ natura im ka¿e, brwi siê marszcz± i czo³o, oczy ³zawi±... - Ja PIER...OOOOOOOOLE Pupl... zakapslowa³ beczke i krzyczy : - SSSSSPIEEEERRR......LAMY!
Jak droga do beczki zajê³a mu co najmniej dwie godziny, tak powrót nieca³e 8 sekund plus 5 na chwilowy postój zwi±zany z przygrzmoceniem ³bem o niski sufit. Wy³aniaj±c siê po chwili z dziury w pod³odze pod schodami krzyczy
- Uciekamy panowie ... zaraz tu dojdzie...!
- ale co , co tam jest, co sie sta³o?!
- otwieraj okna i wychodzimy st±d, szybko bo jak poczuje drugi raz to siê porzygam !

Ciekawi Was pewnie co tak daje po nozdrzach?... Pandoriusza równie¿.. dlatego po kilku g³êbszych wdechach na zewn±trz chaty bierze telefon i dzwoni do Kowboja.
- Kowboooj... czesæ! Musisz tu szybko przyjechaæ.. znale¼li¶my co¶ w piwnicy i powinno Ciê to zaintereswaæ ... my¶lê ¿e jest Twoje...ehe... dawaj i to szybko, musisz co¶ z tym rozbiæ, bo ja tam drugi raz nie wejdê!


...Tak siê jako¶ sta³o ¿e przenios³em siê na po³udniowy wschód razem z Kowbojem i Tysi±, ile¿ mo¿na siedzieæ w jednym miejscu? By³a ju¿ mokra jesieñ.. W powietrzu unosi³y siê mg³y, wilgoæ... wszêdzie wilgoæ... Trawy zrobi³y siê br±zowe , po ³±kach nie da³o siê chodziæ inaczej ni¿ w kaloszach... Po telefonie od Pandoriusza bujali¶my siê drog± w kierunku starego £upkowa, podskakuj±c na wybojach i krzycz±c do siebie bo nijak rozmawiaæ gdy pod mask± ryczy rozpêdzony wiêkszy silnik od forda, a posadzi³ go kto¶ w Uazie. Tak.. Uazie... Nie móg³ Los zrobiæ lepszego prezentu Kowbojowi ni¿ wielki hucz±cy wszêdojezdny UAZ... Maluchem potrafi³ by pewnie wjechaæ na Giewont, ale to co robi³ z UAZem ...m i a z g a... nie do opisania.
Po przybyciu na miejsce, taras okupowali tubylcy, pokrzepiaj±cy siê czym¶ z termosu... a miny mieli nad wyraz weso³e... Pierwszy odezwa³ siê nasz odkrywca:
- cze¶æ, s³uchaj Kowboj, tam co¶ Ci chyba umar³o, schowa³o siê do beczki i strasznie ¶mierdzi... zrób co¶ z tym.
- Dobra, czekaj, zaraz to zabiore.
- Choæ mi pomó¿ bo to niewygodne jest, we dwóch we¼miemy...
(ja wiedzia³em ¿e tak bêdzie)
Uda³o nam siê wydostaæ beczkê z piwnicy... na ca³e szczê¶cie wywietrza³o ju¿ nieco i mo¿na by³o spokojnie siê poruszaæ , bez obaw o poparzenie p³uc smrodem.
- mam pomys³, wyniesiemy to za malucha - który z ma³o sprawnymi kó³kami sta³ teraz przy drodze i ze wzglêdu na konkurencjê w postaci Uaza marnia³ w oczach. - i siê wyleje na trawe,a beczke schowamy do auta.
- no dobra, ale co tam jest w ¶rodku- i czemu mówi±c siê wyleje mia³ na my¶li mnie?
- pamiêtasz tego capa co go opchnêli¶my Niemcom jako baranine?
- no pamiêtam, ale jego tury¶ci zjedli a ko¶ci posz³y w las z wilkami
- tak, ale skóre zasypa³em sol± i zala³em jakim¶ syfem, ¿eby siê oczy¶ci³o, mia³a byæ na bêben ale o niej zapomina³em i teraz sobie tu p³ywa i ¶mierdzi.

Jak powiedzieli tak zrobili... w ¿yciu tyle nie bieg³em na bezdechu co wtedy od malucha do Uaza. Wsiedli¶y i ...
Tu nastêpuje czê¶æ w której to Wy macie co¶ do powiedzenia.
..i jak mawiali staro¿ytni.. I love b³oto... UAZ jest tak skonstruowany ¿e te¿ bardzo lubi b³oto.. a najbardziej to lubi b³oto w koleinach po LKT, a najlepiej to jak jest takie b³oto , ¿e w koleinie mo¿na siê utopiæ razem z tym Uazem po dach... ale to ju¿ nie s± koleiny wtedy, wtedy to jest przygoda. Zw³aszcza jak siê nie ma wyci±garki z napêdem, tylko ³añcuchow± obs³ugiwan± rêcznie. A najwiêksza przygoda jest jak siê tej wyci±garki zapomni. Pojazd mia³ sprzêgie³ko do³±czaj±ce napêd, w przednim kole takie pokrête³ko, które trzeba by³o czasem przekrêciæ, i wtedy lepiej jecha³.. Zazwyczaj robi to pasa¿er, i zazwyczaj gdy samochód ugrzê¼nie. Po otworzeniu drzwi s³ychaæ chlupniêcie, a potem cmokanie gdy pasa¿er przemieszcza siê usi³uj±c odkleiæ nogê od pod³o¿a, nie zostawiaj±c w nim buta. Potem nurkuje po ³okieæ w b³ocku i wraca. Nastêpuje niemal¿e duchowa metamorfoza, napewno estetyczna, by³ czysty, ju¿ nie jest, mia³ dobry humor, teraz mu zimno, mokro i niefajnie. Ale wszystko siê kiedy¶ koñczy, nawet z³e samopoczucie, a najszybciej koñczy siê w³a¶nie jak poczuje, ¿e to ju¿ nie koleiny tylko przygoda. Po¿egnawszy siê z Pandoriuszem, obiecuj±c rych³y powrót w celach integracyjnych, guln±³ nasz pasa¿er przez okno w Uazie (którego nie by³o, okna znaczy siê, nie Uaza) nieco specyfiuku z termosu, zamieli³o ko³ami i ruszy³o....pozostawiaj±c kilkumetrowy ¶lad b³ota na trawniku przed Schroniskiem.
- co tam pi³e¶? - zagada³ Kowboj, smutny ¿e to nie on sobie guln±³, bo musi prowadziæ.
- a Absinth, tylo jaki¶ k..wa s³odki i z przyprawami, znowu co¶ wymy¶li³.
- jedziemy na skróty?
- przez ¯ubañsk?
- no...zobaczymy, jeszcze têdy tym Uazem nie jecha³em.

No i siê zaczê³o.. Pierwszy przejazd przez potok, zaledwie 100m w lini prostej od chaty.. droga nieco rozjechana bieszczadzkimi monstrami, po obfitych jesiennych deszczach... przechy³ taki ¿e mogliby¶my ¶mia³o mieæ jeszcze ko³a jezdne na bocznych drzwiach, b³oto bryzga po szybach, wycieraczki z ma³ym silniczkiem (umieszczonym w miejscu gdzie zwykle w osobówkach jest lusterko wsteczne) nie nad±rza³o usuwaæ swoimi "ogromnymi" ³apskami zbieraæ te kilogramy z szyby...stan±³...ryczy.. no to bujamy..
- ni h..ja , musisz i¶c przekrêciæ sprzêgie³ko
Ot, jak rêk± odj±³ , zw³aszcza moj±, ruszy³o g³adko sun±c w b³ocku a¿ z mozo³em wydrapa³ siê na wzniesienie za strumieniem.
Wszelkie konwencje dotycz±ce tego ,¿e to w³a¶nie polna droga jest najlepszym przyjacielem Uaza to tylko twierdzenia bez podstaw. Polne drogi s± dla ma³ych fiatów... Dwa kroki przed mostem, Kowboj bierze ostry skrêt w lewo, by po dwóch sekundach, (podczas których jestem w szoku) zdaæ sobie sprawê ¿e jedziemy ¶rodkiem potoku, i nie w poprzek, tylko wzd³u¿. Woda tryska dooko³a tak ¿e widaæ tylko obrysy przypuszczalnej trasy. Tymczasem ze mn± zaczyna co¶ siê dziaæ nie tak...
Z pocz±tku my¶la³em ¿e to prêdko¶æ, bujanie i woda robi± takie efekty.. ale po chwili wnêtrze Uaza zaczyna nabieraæ têczowych barw...
- a Ty co siê tak u¶miechasz? Inni zazwyczaj w tym momencie krzycz±!
Tymczasem ja nie zdawa³em sobie za bardzo sprawy , ani gdzie siê znajdujê, ani co to jest za pojazd...
- Bo chyba dosta³em bonusa w tym Absyncie i nie wiem gdzie jestem
- co k...wa?
- nic... uuuuuuaaaaaaaaaaaaaa... ale czad.... jed¼... jed¼.. nie przestawaj...
.
Czu³em siê jakbym siedzia³ spokojnie na kanapie..a dooko³a mnie odgrywa³ sie trójwymiarowy film z wiruj±cym wnêtrzem UAZA w roli g³ównej i efektami d¼wiêkowymi jak z filmów Georga Lucasa. Po kilku minutach skurczy³em siê do rozmiarów misia maskotki i zwiniêty na fotelu pasa¿era obserwowa³em ten niesamowity spektakl dooko³a. Co dziwne, ca³y czas Kowboj wygl±da³ tak samo, nachylony nad kierwnic± szczerzy³ zêby, uradowany jak dziecko zabawk±. Pru³ przez ¯ubañsk ne omijaj±c ¿adnych dziur, co powodowa³o podskoki na kilka metrów (przynajmniej tak mi siê zdawa³o) Raz nawet tak wybi³o nas na jednej ka³u¿y ¿e przeskoczyli¶my gór± cerkwisko ¿eby wyl±dowaæ znowu na drodze. Jak podejrzewa³em , "zupe³nie ca³kiem przypadkowo" trafi³a mi siê butelka z rozpuszczonymi w Absyncie psylocybami... Dobrze ¿e waln±³em jedynie kilka ³yków... bo trzyma³o mnie w miarê krótko.. Tak mi siê zdawa³o.. ale chyba krótko, bo zajechali¶my do Woli jak by³o jeszcze jasno, a bywa³y przypadki ¿e wycieczka UAZem z £upkowa do Maniowa zajmowa³a Kowbojowi 7 godzin. Oprzytomnia³em nieco i zda³em sobie sprawê ¿e...

podobno nawet same drapie¿ne Meta Menardi* szczerzy³y ku niemu swoje niebezpieczne szczêkoczu³ki. ..zapomnia³em o odno¶niku... gwoli jasno¶ci... Meta Menardi to najbardziej jadowity paj±k w Polsce czyli Sieciarz Jaskiniowy
I boli jak dziabnie... uwierzcie... mnie dziab³o...
A zim±?
...tak pisa³ Krygowski... i trudno czytaj±c Go nie wracaæ my¶lami do tego b³ogiego stanu , kiedy otaczaj±ca nas biel i Góry stapiaj± siê z nami w jedno. Zim± powietrze jakby oddziela siê od reszty ¶wiata i serwowane jest sote. Przede mn± dwa ¶lady nart Czarnego, które kilkana¶cie metrów dalej znikaj± na krawêdzi górki. Zjecha³ ju¿ do Maniy³ki, a ja specjalnie oci±ga³em siê z ty³u ¿eby móc chwilê postaæ i pomarzn±æ w tym miejscu. To jedna z moich ³±k, z widokiem na Kruh³ycê. Pamiêtam jak w jesieni rozmawia³em w Smoluchowie o tym miejscu z Sir Bazylem, genialne na dom. Uczestnicy RIMBU wêdrowali po niej, w tym samym czasie My z Królow± ruszyli¶my na Jas³o. Tymczasem wróæmy do jednej ze ¶nie¿nych zim, kiedy to znale¼li¶my z Czarnym na stryszku schroniska u Dr±ga stare biegówki, z lat 70tych i postanowili¶my zrobiæ z tego faktu po¿ytek. Tak i stojê teraz pawlatowym czubku , wiatr dok³ada cegie³ki zaspom, a ja usi³ujê przy tej zawiei odpaliæ papierosa, chowaj±c siê pod kurtk±. Skostnia³e palce z trudem mog³y sobie z tym poradziæ ale jako¶ siê uda³o. W starej radzieckiej uszance, papierosem w zêbach, M-65, oparty o bambusowe kijki czu³em siê pewnie jak mój Ojciec, który kilkadziesi±t lat temu przemierza³ te okolice w poszukiwaniu ..no w³a¶nie czego?... Mo¿e ca³a ta krz±tanina jest celem samym w sobie?! "..szukam, szukania mi trzeba" i tyle!
Po kilku chwilach uda³o mi siê dogoniæ Czarnego z przodu, zje¿d¿a³em do wsi po jego ¶ladach. Zatrzymali¶my siê dopiero przy strumieniu, ¿eby zdj±æ narty i przerzuciæ siê po pniu zwalonej wierzby na drug± stronê... Chcieli¶my odwiedziæ starego Przyjaciela w jego ma³ym ¿ó³tym domku, którym siê opiekowa³ pod nieobecno¶æ w³a¶cicieli. Dotarli¶y na miejsce kiedy zaczyna³o siê ¶ciemniaæ... Zim± noc szybko zabiera ¶wiat³o, ale widaæ ¿e Wielki Hen na³apa³ troszkê do naftowej lampy, bo przebija³o siê odrobinê z okna w kuchni. Zastukali¶my buciorami na ganku ¿eby siê otrzepaæ ze ¶niegu. Zaskrzypia³y drzwi...
- Cze¶æ Wielki Henie, mo¿na zakolêdowaæ? - krzykn±³ od progu Czarny wyci±gaj±c z torby po masce przeciwgazowej butelkê ¯ytniej i paczkê papierosów "Mêskie" - czyli mózgojeby do potêgi entej! Ja wyci±gn±³em z kieszeni ma³y s³oik ogórków kiszonych.
- o Cze¶æ... - z u¶miechem przyj±³ tê kolêdê domownik - dorzucaj±c drew do kaflowgo pieca w ma³ej kuchni, gdzie ledwie mie¶cili¶my siê we trzech.
- A ja w³a¶nie z lasu wróci³em.. tutaj troche brzeziny nanios³em, jeden profesor zamówi³ u mnie 5 miote³ , to i troszkê piniendzy zarobie bo co¶ mi siê pokoñczy³o. - odpowiedzia³ Hen z u¶miechem przypominaj±cym mi zawsze postaæ z kreskówki - Popeya.
- no to Henie, daj co¶ pod tê kolêdê do zagryzki i chlu¶niem bo u¶niem!
- o, gulaszu chcecie? zrobi³em dzisiaj...
- dawaj co masz, ja tam pacierza, wódki i zagrychy nie odmawiam, tak¿e jak co¶, to daj
- Sta³e powiedzonka Czarnego.- co tam u Ciebie wariacie?
- Jako tako, po japoñsku, hehe...
- i skwitowa³ charakterystycznym Henowym- Ba!
- No to , pogonim brzd±ca, panie, dawaj tego gulaszu bo zimno, trza siê rozgrzaæ.
- macie, tu chleb jest, troche czerstwy, bo nie by³em w sklepie dawno - Hen mia³ w zwyczaju pomykaæ skrzypi±cym Karlikiem kilka killometrów do sklepu, ale ze wzglêdu na ¶niegi pojawi³ siê wiêkszy problemw utrzymaniu równowagi przy powrotach, zarzuci³ tê tradycje. Postanowi³ wy¿ywiæ siê samemu i tym co mu Babcia, s±siadka podrzuci; -bo pan Hen to taki dobry cz³owiek...
Zabrali¶my siê do pa³aszowania ¶wi±tecznej kolacji...
- co¶ mi lasem pachnie ten gulasz
- nom, sarnina jak nic
- a Stasiu jak ja emerytury nie mam, tylko dodatek czasem, kie³basy od miesi±ca nie widzia³em, a chleb mam tylko dlatego ¿e mi Babcia upiek³a i tydzieñ temu da³a. Miot³y te¿ ju¿ nie schodz±, i po tym szpitalu to mi tak nogi marzn± ¿e nie czuje jak wróce z lasu...
- Wielki Henie, ty nóg nie czujesz bo w dziurawych gumiakach bez skarpetek na 20 stopniowy mróz po brzezine leziesz. Ju¿ nawet onuce by¶ sobie nowe wymieni³ bo te przetarte i ledwie nogê owin±.

- ³oj tam.. ba marzn±.. ta marzn±... - machn±³ rêk± - polej lepiej bo zimno i w piecu ledwo dycha. I mam skarpetki, bo mi Babcia jakie¶ stare da³a co mówi ¿e nie u¿ywa.
- ju¿ lejem, ka¿dy Polak po jedzeniu nie zapomni o?
- podziêkowaæ?
- o paleniu, bierz Stachu "Mêskiego" i odpal od pieca bo mi zapalniczka pad³a
- ja siê poczêstuje Fajrantem , mogê Hen nie? Jaki¶ sentyment mam do czarnych "Fajrantów" - kilka lat temu gdy pozna³em Hena, jeszcze jak mieszka³ na Gawrze, æmili¶my je dzieñ w dzieñ, bo by³y jedyne w sklepie i mi jako¶ smak bardziej chodzi³ ni¿ Czernego "Mêskie" ,które po dwóch strza³ach chcia³y urwaæ g³owê i graæ ni± w beki.
Hen pocz±³ koñczyæ miot³ê co j± zacz±³ przed naszym przyj¶ciem. Uciska³ pêk brzeziny przy pomocy nieskomplikowanego ale bardzo przydatnego przyrz±du. Mianowicie we framugê wbity by³ g³êboko masywny gwó¼d¼ na wysoko¶ci pasa. Do gwo¿dzia za³o¿ona przez pêtlê by³a stalowa linka d³ugo¶ci oko³o metra, do której koñca przywi±zany by³ dr±g, tak ¿e jeden jego koniec wisia³ na niej jakie¶ 20 cm nad pod³og±, a drugi le¿a³ lu¿no na pod³odze. Hen bra³ pêk brzeziny, obwi±zywa³ go raz link±, po czym stawa³ na jednym koñcu dr±ga jedn± nog±, a drug± tu¿ przy lince, w ten sposób ¶ciskaj±c mocno ga³êzie. Wtedy bra³ stalowy drut i kombinerkami dociska³ trzon miot³y, tak ¿eby siê nie rozlecia³a. Uwielbia³em podgl±daæ Go jak robi³ miot³y, albo jak rze¼bi³, a tej sztuki uczy³ siê od Zubowa gdy kilkana¶cie lat temu przesiadywali na Gawrze, choæ mo¿e i wcze¶niej zacz±³? Opowiada³ jak mu kto¶ raz zwin±³ d³ute, które mu ojciec kowal zrobi³. Skoñczy³ miot³e i zacz±³ opowiadaæ czego to teraz ludzie we wsi nie maj± i po co im to wszystko , jak jemu tak wiele nie trzeba, tylko dobrych ludzi i siê jako¶ ¿yje. Usiad³ oparty o ¶cianê, otworzy³ drzwiczki od pieca, odpali³ papierosa, po czym rozpar³ siê wygodnie rozcieraj±c zmarzniête stopy i w³o¿y³ t± bardziej sin± do pieca, ¿eby siê od ¿aru rozgrza³a. Chlusnêli¶my po jednym, co by siê gulasz dobrze trawi³... palili¶my tak w milczeniu kilka minut. Po ¶cianach b³adzi³y refleksy ¶wiat³a ze ¶wieczek i lampy naftowej, ostatnio czêsto brakowa³o pr±du przez te wiatry, które teraz nadawa³y za ¶cian± audycje wieczorn±. Domek skrzypia³ i s³ychaæ by³o jak obijaj± siê o dach ga³êzie starej lipy rosn±cej obok.
-mff mfff....- poci±gn±³ nosem Czarny..- co¶ siê przypala
- nie , to z komina czasem tak zaci±ga bo s± szpary w oknie, - stwierdzi³ Hen i zamlaska³ jak to mia³ w zwyczaju. Poci±gn±³ mocniej papierosa a¿ ¿ar ro¿¶wietli³ mu twarz. Mia³ w zwyczaju nie strzepywaæ popio³u, i czêsto spada³ mu d³ugi szary kawa³ek na palce.
- nie no, serio co¶ siê przypala, wali jak±¶ spalon± szmat±, czy co¶...
- K...wa! Hen! Noga Ci sie Pali - podskoczy³ Czarny upuszczaj±c na ziemiê popielniczke z zakrêtki od s³oika.
- o Ja pie....dole faktycznie! - zorientowawszy siê wyci±gn±l stope z pieca i zrobi³o siê jasno bo Henowa skarpetka p³onê³a ¿ywym ogniem - K..wa Czarny ga¶ to - i j±³ stukaæ p³on±c± stop± o pod³ogê ¿eby ugasiæ po¿ar. Zd±rzy³em jeszcze zalaæ wod± z ogórków. Ca³e szczê¶cie nie zd±rzy³o siê przykleiæ do skóry i uda³o siê zdj±æ usmolon± skarpetê bez bólu. ¦miej±c siê do rozpuku dokoñczylismy z rado¶ci± ¯ytni±. Potem Hen wci±gn±³ z szafy baniak swojskiego wina, zawiniêty w napoczêty przez mole korzuch i tak nam zesz³o na puszczaniu dymów i s³uchaniu zimy do rana...
By³o to ostatni raz kiedy widzia³em Hena jak kleci³ brzozowe miot³y, nied³ugo potem wymiot³o Go z Maniy³ki gdzie¶ , nie wiadomo gdzie.. i nie mam pojêcia co siê z nim dzieje... Je¶li kto¶± ma jakie¶ wie¶ci... bêdê wielce zobowi±zany.

KONIEC

Dziêkujê za to ¿e uda³o Ci siê dobrn±æ do tego momentu. Wielkie dziêki Tym, którzy przy³±czyli siê do zabawy i oddawali g³osy w maszynie do wybierania ci±gu dalszego. Stara³em siê jako¶ skrzêtnie posklejaæ te wspomnienia i podaæ je w taki sposób jak je wtedy odbiera³em, filtruj±c przez czas który min±³ do dnia dzisiejszego. Wszystkie sytuacje s± prawdziwe, i podobieñstwo postaci do prawdziwych osób zamierzone.. mam nadziejê ¿e mi wybacz± ten satyryczny klej, wyciekaj±cy za brzegi.
KobietoBieszczadzka dziêkujê za pomoc przy ankietach....
Podsumowuj±c chcia³bym Wam ¿yczyæ ufno¶ci i wielu okazji do uwa¿nej obserwacji.. Je¶li zdarzy siê Wam spotkaæ Kogo¶ w górach...usi±d¼cie i pos³uchajcie jego historii...


zorientowawszy siê wyci±gn±l stope z pieca i zrobi³o siê jasno U¶miechem ja¶nia³a i paszcza moja, poch³aniaj±ca kolejne odcinki przygodowej powie¶ci...za co Ci dziêki nale¿ne tu wypisujê :mrgreen:

Dziêkujê za to ¿e uda³o Ci siê dobrn±æ do tego momentu. Dziêkujê, ¿e da³e¶ mi mo¿liwo¶æ abym tu dobrn±³. Pyszne to by³o...
Sklejaj dalej te opowie¶ci ;)
Zacne:) Takie trochê w klimacie podobne do opowiadañ A. Pilipiuka
  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • brytfanna.keep.pl