ďťż

Obyś nie spotkał Polaków...

bigos - mój pamiętnik, wspomnienia, uczucia, przeżycia ...

Przed chwilą trafiłem na ciekawy felieton Artura Paszczaka, jeżeli jeszcze nie znacie to zachęcam do przeczytania. Całości nie będę tu cytował, na rozbudzenie ciekawości wystarczą chyba dwa reprezentatywne fragmenty:

Miłej lektury :evil:


Ja się nie wspinam. Ale mając w pamięci naszych zdobywców gór z przeszłości, czuję wstyd i zażenowanie. A jeszcze bardziej tak się czuję dlatego, że zawsze byłem dumny z bycia Polakiem. Autor mówi o schamieniu Ruskich w czasach komuny, ja bym to rozciągnoł na całe demoludy. Z tym że, my Polacy chamami to zostaliśmy po przeobrażeniach. Zamiast z paskudnej poczwarki zostać pięknym motylem, przeobraziliśmy się ze smukłej kijanki w paskudną ropuchę. :cry:
Smutne to tym bardziej, ze jednak ludzie uprawiajacy alpinizm, to nie jakas tam turystyczna srednia krajowa, tylko szczebel wyzej- doslownie i w przenosni. Wydawaloby sie. Przynajmniej meneli mamy z klasa, bo to najczesciej artysta, nierzadko intelektualista a i serce szczerozlote. Ot zakapior np. bieszczadzki ;-)
A tak serio, to straszny wstyd.
Mój mąż i mój syn regularnie jeżdżą w Alpy, zwykle 2-3 razy w roku i też mieli okazję się zapoznać z tym "zjawiskiem".
Na szczęście to dotyczy tak mniej więcej 5% tych jeżdżących, ale to oni robią ta paskudną opinię.
To ze ludzie chcą "oszczędzić" jest w pewnym stopniu zrozumiałe, kwestia w jakim stylu to robią.
Ja rozumiem nocowanie w namiocie obok schroniska (zwłaszcza kiedy noclegi kosztują ponad 20 ojro) ale wtedy kupuję w tym schronisku przynajmniej coś do jedzenia aby ajentowi dać zarobić i nie niszczę w sposób bezmyślny infrastruktury schroniska.

Nie należy nocować w schronie wysokogórskim, można legalnie nocować poza sezonem w "winterhuosach", bo poza sezonem schroniska są zamknięte (pozostawione otwarte jedno pomieszczenie ten właśnie tzw. "winterhuose")
Tylko tak jak zawsze trzeba pozostawić po sobie porządek, narąbane drewno i nie bazgrać na ścianach

Na szczęście to się zmienia i w tej chwili takich zjawisk jak opisywane jest coraz mniej.
Może przez to, ze z powodu systemu zniżek noclegi w schroniskach są dla nas tańsze ?
Artykuł pochodzi sprzed około 8-10 lat, był wielokrotnie cytowany na różnych portalach górskich.



Smutne to tym bardziej, ze jednak ludzie uprawiajacy alpinizm, to nie jakas tam turystyczna srednia krajowa, tylko szczebel wyzej- doslownie i w przenosni. Wydawaloby sie. Przynajmniej meneli mamy z klasa, bo to najczesciej artysta, nierzadko intelektualista a i serce szczerozlote. Ot zakapior np. bieszczadzki ;-)
A tak serio, to straszny wstyd.
OJ, naiwny, naiwny, naiwny - niestety.
To wcale nie jest "elita", jakby się mogło wydawać.
A Włosi co?tacy święci???
Pokaz dali w Norwegii w zeszłym roku w schronisku turystycznym.
Taki syf zostawili, że szok.
Mam nadzieję tylko, że nie pójdzie to na Polaków, bo byliśmy tam tylko my i oni.
Wrrrr!

A Włosi co?tacy święci??? Jak widać jedyne czego się nauczyliśmy od czasu napisania tego felietonu to zasłaniać się innymi. To nam (także na naszym forum) wychodzi doskonale: mazać po ścianach mogę, bo ktoś inny wcześniej pomazał, przejmować się wyczynami naszych rodaków nie trzeba, bo Włosi nie lepsi, do rezerwatu ścisłego wejdę bo tam strażnicy imprezują... I tak bez końca :-(

Jak widać ten artykuł będzie można cytować przez kolejne 10 lat, tak długo jak będziemy się rozgrzeszać i tłumaczyć przewinieniami INNYCH zamiast zastanowić się nad sobą.
Nie zasłaniać innymi, ale wkurza mnie takie mówienie, ze Polacy są najgorsi na świecie!
Ale puki tak sami będziemy uważać to nic dziwnego, że NIKT nas nie będzie szanował, skoro sami siebie nie szanujemy!
Jak Bartku tego nie rozumiesz, to trudno.
Bo źli ludzie są NIEZALEŻNI od narodowości i tyle!!!
Zło trzeba piętnować, ale nie w ten sposób, a bo to Polak, Żyd czy dowolnie inna wpisana nacja.
NIE i jeszcze raz NIE!

Masz rację, że ludzie są tacy sami. Niestety w pewnych grupach, środowiskach, nacjach (tak, nacjach też) pokutują pewne nieprzyjemne dla innych zwyczaje i przywary. Nie mówię, że Polacy są gorsi - po prostu czasem zachowujemy się gorzej od innych. Z takimi stereotypami jak "zły i nieodpowiedzialny Polak" nie wygramy zaprzeczając wszystkiemu i tupiąc nogą z oburzeniem. Trzeba rozpocząć mozolną pracę u podstaw, przekonywać i prostować pewne sprawy na swoim podwórku, a wtedy nie będzie takich cudów na gościnnych występach.

To co sam obserwowałem za granicą i co niezmiernie drażni ludzi w innych krajach to nasze umiłowanie do relatywizowania wszystkich przepisów, reguł i obowiązujących zasad. Regulamin schroniska? To nie dla mnie. Zakaz parkowania? Kto by się przejmował. Nie ma śmietnika? No to pod krzaczek. Piesek nasrał na trawnik? No przecież nie będzie srał w salonie! Obserwujemy to u nas codziennie, panuje powszechne przyzwolenie na takie zachowania a zwrócenie uwagi powoduje ogólne oburzenie (nie tylko winowajcy ale także osób postronnych), oskarżenie o donosicielstwo i tym podobne bzdury.

Co ciekawe nasi rodacy, którzy osiedli w obcych krajach na stałe, bez szemrania przyjmują miejscowe zwyczaje. Już im nie przeszkadza zbieranie po piesku czy przestrzeganie regulaminów. Nie jesteśmy gorsi, ale musimy się przełamać i zacząć szanować innych, ich zwyczaje, zasady, ich własność. I za granicą i w kraju.
Ale ja Ci mówię, że to nie jest związane z nacją!
Zacznij jeździć po świecie pozbędziesz się kompleksów.
Bo to są nasze kompleksy tylko i wyłącznie.
I nie jest z nami tak źle jak o sobie myślimy.
Co nie zmienia faktu, że zło trzeba piętnować i się na nie nie zgadzać, i głośno o tym mówić.
Ale na litość boską, naprawdę nie wiązać tego z narodowością.
Bo bydło występuje w każdym narodzie niestety.
Widziałam fajną reklamę kiedyś, właśnie skierowaną do zakompleksionych Polaków, w skrócie leciała tak: jesteś potomkiem bohaterów, bądź z tego dumny.
Badźmy dumni, walczmy ze złem,a będzie go dużo mniej. Bo kulturę się wynosi z domu. Czego nie nauczymy Jasia, tego Jan nie będzie umiał. Ale to samo tyczy się małego Johnigo i dużego Johna.
Tak myślę.

Nie jesteśmy gorsi, ale musimy się przełamać i zacząć szanować innych, ich zwyczaje, zasady, ich własność. I za granicą i w kraju. O szanowanie innych chodzi chyba najbardziej. Nie jesteśmy pępkiem świata i nie mamy monopolu na nieomylność. Obrazek spod Monte Perdido - schronisko Goriz i grupa Polaków nie chcących się zastosować do regulaminu(chodziło o zmianę obuwia -"bo my tylko na chwilę") i wręcz pyskówka z obsługą schroniska, bo jakże to?! - Nie będzie Hiszpan pluł nam w twarz. Żenada i wstyd.
Wstyd i owszem!Ale czy to oznacza, że Polacy są tacy?
Czy to oznacza, że Ty też nie ściągasz butów tam gdzie trzeba?
Czy jest to górskie schronisko, czy meczet na przykład?
Mam nadzieję, że NIE;-)

Zacznij jeździć po świecie Krysiu, ja mieszkałem rok za granicą. Nie wmuszaj we mnie proszę kompleksów, akurat tych związanych z narodowością nie mam, i zejdź z tej gadki o przodkach-bohaterach bo to nie ma nic wspólnego ze śmieceniem w schroniskach. Weźmy się za siebie, to wszystko.
Ze śmieciami nie ma nic wspólnego, ale z kompleksami i owszem.
Jeździć po świecie mam na myśli po różnych krajach, nawet i na parę dni, ale żeby poznać inne nacje , innych ludzi, inne kultury i co?
Ano okaże się, że wszyscy jesteśmy bardzo podobni!
To samo nas śmieszy, to samo smuci, te same problemy.
I tak samo występują źli ludzie.
Ja akurat jestem optymistką i widzę zmianę na plus.
Może nie w górach, bo nie byłam świadkiem nigdy takich chamskich zachowań, więc co się miałoby poprawić.
Ale tu u mnie: jeszcze 10 lat temu jak się jechało przez wieś to brud. Chyba jakieś wyścigi robili, kto więcej gratów na podwórku zgromadzi i im one będą w większym bałaganie tym lepiej. To samo z błotem.
A teraz?Mało które gospodarstwo tak wygląda.
Nawet jak jest biedne, to jest czysto, podwórko zagrabione itd.
Więc są zmiany na plus.
Choć nie wiem jak się będzie zachowywać fala młodych wychowywanych bezstresowo...
może mój optymizm runie;-)
Byłam po raz pierwszy w Alpach jeszcze w pierwszej połowie lat 80, kiedy to wyjazd kosztował mnie 150 $, a sama zarabiałam wtedy pracując jako inżynier 20 $ miesięcznie.
Aby wyjechać na ten wyjazd musiałam przez kilka miesięcy w każdy weekend tyrać malując zbiornik pyłów w elektrociepłowni.

Z Polski wieźliśmy po około 20 kg jedzenia na osobę, aby było tam na zachodzie co jeść.
Na miejscu w Chamonix rozbiliśmy się w lesie, gdzie można było spać za darmo, załatwił to z władzami miejskimi tamtejszy "rezydent" i przedstawiciel alpinistów - pan Wowkonowicz (miałam tą przyjemność poznać go osobiście).

Ale również w tamtych latach ludzie potrafili zachowywać się różnie. Ja z moimi znajomymi żywiliśmy się przez miesiąc tylko konserwami i makaronem z Polski ewentualnie ryżem z jagodami uzbieranymi w lesie.
A byli tacy koledzy, którzy chwalili się ile to rano kto rano ile jogurtów ukradł w markecie ("elita" - pożal się Boże).

Jestem zdania, że o ile rozbicie się w lesie poza campingiem - w tamtych czasach mogło być w jakiś sposób usprawiedliwione (zwłaszcza że było załatwione z władzami gminy) - to kradzieży w markecie nie usprawiedliwia absolutnie nic.

Ale najgorsze, ze w późniejszych latach zaczęliśmy wszyscy zarabiać więcej - nie tyle co w zachodniej Europie, ale też nie 20 $ miesięcznie - no i teraz na ten camping za 10 ojro jest nas w większości stać - to nawyki i przyzwyczajenia pozostały takie jak dawniej, że nam wszystko wolno i powinniśmy zawsze być traktowani w sposób specjalny.

Nie wszystkim tak zostało, ale niektórym tak.

Jeździć po świecie mam na myśli po różnych krajach, nawet i na parę dni, ale żeby poznać inne nacje , innych ludzi, inne kultury i co? No przez parę dni w obcym kraju to tak poznasz jego nację i jej kulturę że hoho! :twisted:

Ale do rzeczy.


Ano okaże się, że wszyscy jesteśmy bardzo podobni! To bezsprzecznie prawda. Ale podam Ci przykład - poznałem kiedyś pewnego Japończyka, który będąc namiętnym palaczem nosił przy sobie popielniczkę. Nigdy nie strzepnął popiołu na ulicę, na trawnik, "pod siebie" - zawsze do tej wyciągniętej z kieszeni popielniczki (wyglądała jak maleńka latarka z pustym miejscem po bateryjkach). I twierdził, że tak u niego jest, ludzie noszą popielniczki i nie śmiecą na ulicach. Dla odmiany Włosi w tamtym czasie papierosami, niedopałkami i popiołem ozdabiali każde miejsce, na przystanku autobusowym w Mediolanie stało się na niedopałkach. Czy to oznacza, że Włosi są gorsi od Japończyków? Absolutnie nie! Po prostu Japończycy nauczyli się bardziej dbać o porządek.

I o tym właśnie mowa, nie o dzieleniu narodów na lepsze czy gorsze, tylko o wyrobieniu pewnych nawyków i zwyczajów. Podlewanie tego narodowym sosem, zakładanie rogatywki i stawianie kosy na sztorc to przegięcie. Jak ktoś zwróci nam uwagę, że śmiecimy, to nie podnosi ręki na nasze świętości i na naszych bohaterów - nie chce po prostu naszych śmieci na środku schroniska.

Nasze nawyki na szczęście już się zmieniają, ja też mam wrażenie, że jest lepiej. Ale jeszcze nie jest dobrze.
My do Norwegii tez zabieramy jedzenie z Polski, bo jest dużo taniej. I nie uważam tego za wstyd.
Przecież nie kradniemy.
Raz nawet był kemping to na tym kempingu spaliśmy, choć akurat tam można się rozbić wszędzie, ale luksusy pt ciepła woda były silniejsze od nas;-)

My do Norwegii tez zabieramy jedzenie z Polski, bo jest dużo taniej. I nie uważam tego za wstyd. Nie o to żarcie przywożone z Polski chodzi a o kradzieże w marketach!
A teraz obrazek sprzed kilku tygodni: idę ulicą w mieście swym, widzę z daleka że koło kosza na śmiecie leży spory papier, nikomu nie wadzi. I leżałby tak spokojnie gdyby...nie przechodził Murzyn. Podniósł papier i wrzucił do kosza. Od kogo ja się muszę uczyć kultury??!!;)
...hmm...ten post powinienem chyba umieścić w humorze spoza szlaku;)
I znów zaśmiecę zacny wątek, ale w dobrej intencji. Modzie, miej cierpliwość i wyrozumiałość dla niesfornej forumowiczki ;)

Krysiu, polecam lekturę publikacji Geerta Hofstede "Kultury i organizacje. Zaprogramowanie umysłu". Mam wrażenie, ba! jestem pewna, że Cię zainteresuje.Jest dość droga i na pewno nie dostanie się jej w pierwszej lepszej księgarni, ale podejrzewam, że w każdej bibliotece akademickiej ją mają.

No niestety nie zainteresuje mnie nawet gdyby była do ściągnięcia za darmo na Kindla;-))))
Już sam tytuł jest dziwny.
Zaprogramowanie umysłu...
Tu nie trzeba niczego programować, po prostu wychować.
Mnie w domu nauczyli jak jeść nożem i widelcem, nie mazać po książkach, spuszczać wodę w toalecie, czy nie śmiecić na szlaku, a zabierać ze sobą w dół śmieci i cała masa innych rzeczy.
Więc wielkiej filozofii nie trzeba.
A tylko po prostu bycia człowiekiem.

O jedzeniu to było bardziej pod post Basi, bo odniosłam wrażenie, że to, że się tak robiło za komuny to było ok, ale teraz już nie. Ale uważam, że jeśli się robi posiłki samemu, gdzieś w terenie, a nie wchodzi do schroniska i zamiast kupić to się robi swoje (bo to jest mega chamskie) to nie jest to żaden wstyd.

Ale podam Ci przykład - poznałem kiedyś pewnego Japończyka, który będąc namiętnym palaczem nosił przy sobie popielniczkę. Nigdy nie strzepnął popiołu na ulicę, na trawnik, "pod siebie" - zawsze do tej wyciągniętej z kieszeni popielniczki (wyglądała jak maleńka latarka z pustym miejscem po bateryjkach). I twierdził, że tak u niego jest, ludzie noszą popielniczki i nie śmiecą na ulicach. Dla odmiany Włosi w tamtym czasie papierosami, niedopałkami i popiołem ozdabiali każde miejsce, na przystanku autobusowym w Mediolanie stało się na niedopałkach. Czy to oznacza, że Włosi są gorsi od Japończyków? Absolutnie nie! Po prostu Japończycy nauczyli się bardziej dbać o porządek. Mój mąż, który jest niestety namiętnym palaczem nosi taką zamykaną na klapkę popielniczkę na wspinaczki w Tatrach, bo na stanowisku lubi sobie zakurzyć, ale peta potem zabiera do tej popielniczki.
Ale też nie wszyscy tak mają i stąd potem stanowiska na drogach w Tatrach zaśmiecone petami. Pfuj.
...niema co śmieci zamiatać pod dywan i mówić,że niema problemu,jak jest...w każdej nacji znajdzie się jakaś czarna owca,ale...od lat znani jesteśmy z ,,kombinowania,, i tzw.,,załatwiania,,wszelkich spraw,a to niejednokrotnie nie idzie w parze z prawem...fakt,po mału to się zmienia na plus,choć pewnie jeszcze musi zejść jedno pokolenie,z tym że młodzi chłoną od starszych wspomiane negatywne nawyki jak gąbka wodę i ciężko to idzie...
...ciągle w głowie mam słowa szefa z przed lat...,,pie.....rasa,, ...coś w tym jest.

No niestety nie zainteresuje mnie nawet gdyby była do ściągnięcia za darmo na Kindla;-))))
Już sam tytuł jest dziwny.
No i dostało mi się po łapach. Tym razem nie od Moda ;)

Przez moment przeszło mi przez myśl, że obronię tę publikację, jako jedną z najbardziej przeze mnie cenionych, ale po chwili zastanowienia doszłam do wniosku, że nie ma sensu bronić czegoś tej klasy i rangi i przecież jeśli ktoś odrzuca biblię nauki o różnicach kulturowych z powodu tytułu, który zresztą jest tylko niezgrabnym tłumaczeniem oryginału, to jego sprawa :)
Są róznice kulturowe, ale akurat jesteśmy w kulturze europejskiej i jako takich wielkich to w niej nie powinno być.
A że są, to właśnie te różnice w wychowaniu trzeba wyeliminować.
Ale nie biadoleniem, że to przez to, że jesteśmy Polakami, albo, że Polacy sa najgorsi i w ogóle bydło, bo tak nie jest.
Zacząć można od zwracania uwagi na szlaku jak ktoś śmiecia wyrzuci, wiedząc, że nie spotka się to ze zrozumieniem.
Czy coś da?czy będzie waleniem głowy w ścianę?
Wierzę, że coś da.

pie.....rasa,, ...coś w tym jest. Nic w tym nie ma. Nic a nic.
Edukacja.
Nawet na przykładzie zwierząt.
Jak zaczynałam pracę to pies na wsi, który miał w miarę dobrze był naprawdę rzadkością.
A to raptem było 5 lat temu.
Jak się ludziom uświadomiło, że pies to trochę więcej niż rzecz to i Burki na wsi mają długie łańcuchy, coraz częściej kojce, miski z wodą, załatane budy. Jeszcze jest daleko do ideału, ale ja naprawdę widzę zmianę.
Więc chamstwo górskie też będzie malało (mam nadzieję), ale nie dlatego, że przestaniemy być Polakami, tylko, że do nas dotrze, że tak być nie musi.

Zacząć można od zwracania uwagi I o to chodzi :mrgreen: A jak ktoś zwróci uwagę nam, nawet jak jest Włochem, Murzynem czy forumowiczem :wink:, to zastanówmy się czy nie ma czasem racji.

I proponuję nie mieszać do tego naszej tożsamości narodowej.
No ja mam nadzieję, że nam wszystkim tutaj piszącym nikt akurat zwracać uwagi nie będzie musiał (w tematach poruszanych w tym wątku oczywiście) ;-)
Ba, nawet jestem o tym przekonana, więc nie wyprowadźcie mnie nigdy z tego błędu PROSZĘ!
;-)

Są róznice kulturowe, ale akurat jesteśmy w kulturze europejskiej i jako takich wielkich to w niej nie powinno być.
A że są, to właśnie te różnice w wychowaniu trzeba wyeliminować.
Socjologowie, z którymi jako nie-socjolog nie mam śmiałości dyskutować, twierdzą wprost przeciwnie - że właśnie kultura europejska jest tą najbardziej zróżnicowaną, na co miało i ma wpływ wiele czynników. I jak się okazuje z wyników badań (a nie subiektywnych opinii), i co można zauważyć - chociażby podróżując i poznając inne narodowości - różnimy się od siebie. I bynajmniej nie chodzi tu o różnice w wychowaniu.

Ale polska kultura narodowa (sic! jest coś takiego), będąca wynikiem m.in. uwarunkowań historycznych, wpływu innych narodowości czy kościoła, w żaden sposób nie powinna być wytłumaczeniem dla zwykłego chamstwa i braku szacunku dla drugiego człowieka.
To się zgodze,że nic takich zachowań nie tłumaczy! ale nigdy się nie zgodzę z hasłem, że my Polacy to najgorsi, i że w ogóle bydło, w skrócie.
Dla mnie kazdy kto tak mówi, jest zakompleksionym człowieczkiem.
A dla mnie najgorsze co robia Polacy za granica to nie smiecenie i brudzenie, ale wywyzszanie sie, szpanowanie pelnym portfelem i brak poszanowania dla miejscowych zwyczajow.. Tzn za wschodnia granica- za zachodnia moze sa bardziej pokorni?... Kilka razy bylam swiadkiem sytuacji gdy raczej nie mialam okazji sie przyznac ze tez jestem z Polski.. Najbardziej chyba wbila mi sie w pamiec historia z marszrutki Lwow-Szegini. Wszyscy miejscowi chcieli zeby byly zamkniete okna.. Natomiast grupie pieciu Polakow bylo goraco. Na sile otwierali okna, momentami wrecz bijac sie i przepychajac z miejscowymi. No bo oni sa wielcy turysci i ONI płaca i chca zeby wialo wiec ma wiać na caly autobus i koniec. A jak tubylcom sie nie podoba to moga wysiasc.. I jakie komentarze przy tym rzucali przy okazji, ze miejscowi to bydlo,smierdziele, brudasy, zacofani itp że za ta kase co zostawiaja na Ukrainie polscy turysci to miejscowi powinni im buty czyscic... Na szczescie kierowca stanal na wysokosci zadania i ich wysadzil z autobusu.. I nie bylo to jakies menelstwo- raczej wysprzeceni po zęby gorscy turysci, dobrze zarabiajacy w Polsce..
Ooooo to takim już ja bym powiedziała!
Nienawidzę takich buców!!!
Ja w marszrutce na wspomnianej trasie miałam taką sytuację:
pani z dzieckiem kupiła 1 bilet, bo na dziecko nie trzeba czy jakoś tak, za jakies nieduże dla nas pieniążki. I usadziła siebie i córkę.
A kierowca na nią z krzykiem, że albo kupuje drugi bilet z miejscówką, albo ma zabrać dzieciaka.
Nie miała pewnie pieniędzy bo stuliła uszy po sobie i zabrała dziecko. Na kolana nie weźmie, bo nie ma miejsca, nawet jakby chciała.
A że siedziała akurat ze mną to ja jej mówię, że nie ma sprawy zsuniemy się i miejsce będzie.
I znalazło się dla dziecka miejsce.
Może było mi mega niewygodnie, bo siedziałam nawet nie półdupkiem, ale dać się dało.
że zacznę po marszałkowsku... każdy
Życzę przyjaciołom tego samego, jeśli tylko wybierają się za granicę do pracy.... coś w tym może jest, może nie, statystyka podobno nie miarodajna, ale jeśli od 12 lat co pół roku średnio, zmieniam kraj w którym mieszkam i pracuję, i w każdym z nich wstydzę się często za rodaków, częściej niż za inne nacje, to śmiem podeprzeć się tezą, że uwarunkowania są wyraźne i mentalność współplemienna wybitnie się wyróżnia w skali, jaką sobie obrałem. Nie generalizuję... ot luźne spostrzeżenie , okiem Kogoś kto sporo jeździ i się najzwyczajniej w świecie przygląda...
Przywary kleją się do nacji jak mokry piasek do palców... najpiękniej jest jak ta mydlana bańka w naszych głowach pęknie!
mam podobne odczucia , bywałem ''to tu , to tam''....i często dusił mnie wstyd za naszych rodaków. Głośni, chamscy, butni . Jakże często rzucamy ''mięchem'' myśląc, że NIKT tego nie rozumie. Kradzieże często li tylko dla sportu, draki czy zbioru wątpliwych pamiątek z wojażów.
Niestety , łatwo jesteśmy rozpoznawalni - Niemcy czy Skandynawowie podawali mi swoje metody . A póżniej dziwimy się, że różne nacje pakują nas do tego obsyfiałego wora stereotypów
A mnie to generalizowanie po prostu obraża.
Inne nacje też mają za uszami, bo to nie jest kwestia nacji tylko ludzi.
To od człowieka i jego wrażliwości zależy czy pomoże innemu, czy będzie się wywyższał.
Post Buby mi przypomniał zachowanie kolegi Czecha ostatnio na dworcu w Sanoku.
Podeszla do nas zagubiona dziewczyna, chyba Ukrainka, ze łzami w oczach, o coś pyta. Ja już naprawdę ni w ząb pa ruski nie gawarju, ale próbuję jej pomóc, bo widzę, że bardzo rozstrzęsiona. Szukała na rozkładzie jazdy jakiegoś autobusu do...tego już nie zrozumiałam, a ona po angielsku nie umiała, i mówię do niego, umiesz pa ruski to weź sie zapytaj co potrzebuje, bo ja jej nie rozumiem.
Co on zrobił?
Ano totalnie nic, tylko zaczął się z niej po czesku nabijać.
Podeszła do nas jakaś kobieta, POLKA i pomogła. Do Gliwic szukała połączenia.
Się go pytam potem, ale, że co, nie miałeś tego języka w szkole?bo ja tylko w podstawówce miałam.
Miałem, nawet maturę pisałem. I jeszcze burknął coś o '68 w Pradze.
I co?
Mam mówić, że Czesi to buraki?Bo akurat ten się chamsko zachował?
Wstyd mi było straszliwie.

A mnie to generalizowanie po prostu obraża.
Inne nacje też mają za uszami, bo to nie jest kwestia nacji tylko ludzi.
Krysia, ale za inne nacje się nie wstydzę, a za Polaków się czasem wstydzę.
O to chodzi.

Byłam z rodziną na jeden dzień w Zdziarze - takiej pięknej podtatrzańskiej wsi na słowackim Spiszu.
Dzieci poszły sobie na narty a my z mężem w tym czasie do izby regionalnej, która tam była.

Pani, która tam była zdziwiła się, że w ogóle jacyś Polacy do tej izby zajrzeli, bo mówi "tylu ich tu przyjeżdża a kulturą się nie interesują nic a nic".
Potem zaczęła opowiadać jak to wynajęła w swoim domu pokoje pięciu Polakom, którzy przyjechali na Słowację wyłącznie pić.

Mówi:
"Ja nie rozumiem, jak tak można - cały dzień siedzieć w domu i wychodzić tylko po wódkę, nigdzie dalej.
Nie mówię żeby nie pić wcale, niech sobie wypiją to piwo, skoro jest tańsze niż u Was, ale przecież tu w pobliżu jest tyle ciekawych miejsc, Tatry tak blisko, a oni przez tydzień wychodzili z domu tylko na 20 min. do sklepu po wódkę, potem pili, rzygali, spali, potem wstawali, szli po wódkę i znowu pili.
Czy to wszyscy Polacy tak piją ?".

Meble w pokojach jej zniszczyli, łazienki zabrudzili, czuli się jak "paniska".

Przyznam że nam się zrobiło tak bardzo wstyd, jak chyba jeszcze nigdy nie było.
No widzisz, a mnie było pieruńsko wstyd za tego Czecha.
Ale fakt, że po prostu też i nie trafiłam na takie historie jak Wasze-całe szczęście.
''...całe szczęście ...'' obyś NIGDY NIGDZIE nie musiała doświadczać . Bo to kiepskie doświadczenie ! / historii takich , jakie podała Basia, mógłbym zacytować wiele...., ale jakoś wole je wymazać z pamięci, choć to takie trudne.../
na jednym z portali był konkurs "Jak mnie widzą inni ludzie"
wygrała taka praca
http://vader.joemonster.org/upload/q...ot1_polska.jpg
Trochę oftopicznie ale nawiążę do tytułu "obyś nie spotkał Polaków". W 1992r pracowałem w Gerlingen. To takie małe miasteczko pod Sztutgartem. W niedzielę spaceruję z kolegami Mariensztrase (to taki deptak w centrum Sztutgartu) i w oddali słyszę "Cześć Sadik". Ki czort myślę. Zbyszek do mnie "słyszałeś ktoś wołał po naszemu". No jak dwaj słyszeliśmy język ojczysty, zaczynamy się rozglądać. Możecie sobie wyobrazić jak kopary nam opadły gdy, zobaczyliśmy czarnego rozmawiającego z brązowym po polsku. Nie wytrzymaliśmy i zapytaliśmy co Oni za jedni. Okazało się że ten czarny był z Nigerii a ten brązowy z Iraku i obaj studiowali wcześniej w Polsce. A my byliśmy świadkami Ich przypadkowego spotkania. W Niemczech spotkać Murzyna i Araba rozmawiających po polsku to był taki mały epizodzik. A mi utkwił w pamięci. Może nie powinienem ale wtedy akurat poczułem się dumny z bycia Polakiem.
Mój swoisty punkt widzenia na postrzeganie polskich turystów, to są z kraju gdzie dominuje fanatyzm , tak własnie. Z kraju "Obrońców Krzyża", "Piłkarskich Kiboli" , "Cyklicznej Żałoby Krajowej", "Hapeningów Politycznych /Typu pogrzeb na Wawelu/ z udziałem przywódców religijnych.. z kraju gdzie latami doprowadza się do ruiny zabytki , by je potem z pompą odbudować , gdzie przepisy służą budowaniu ego i tym łamiącym je i tym egzekwującym ich przestrzeganie, gdzie tworzone są swoiste unormowania pomimo istnienia sprawdzonych i dobrych rozwiązań w innych krajach Europy...itp
Coś pozytywnego też jest : nieliczni turyści z tego kraju cieszą się uznaniem za granicą za fachowość, są przyjacielscy, pomocni ,zapamietani zyczliwie, ale nieliczni..
Jak się zachowują za granicą ,przykład prosty : ostatnimi laty "rozwścieczyli" słowacką "drogówkę" traktując dolinę Popradu /i nie tylko/ jak afrykańskie safari , po czym z dumą demonstrują ubłocone pojazdy w słowackich miastach...non coment , jednak konsekwencje tego mają okazje doświadczać wszyscy polscy kierowcy na terenie Słowacji.... a mnożyć można takich negatywnych przykładów bez liku.
Cóż może ktoś poda przykłady dające powód do dumy ? ..choć to co wymieniłem tez jest tak traktowane...
Czy to problematyka turystyki zagranicznej ? grubą księgę można napisać o "nieturystach" na bieszczadzkich drogach ,w pensjonatach , na polach biwakowych , na szlaku ...tu w "Biesach" i nie tylko.
Pozdrawiam
Drwalik

jednak konsekwencje tego mają okazje doświadczać wszyscy polscy kierowcy na terenie Słowacji....
Pozdrawiam
Drwalik
Aha
czyli znaczy co?
Bo wielokrotnie jechałam z kimś przez i po Słowacji, czasem też byłam kierowcą czyjegoś auta i czegóż miałam doświadczyć?
Jak wszyscy to wszyscy!
Co przegapiłam???;-)))))
hallo;

a ja lubię polskie turystki i turystów:-)
w ogóle lubię turystów... wszelkiej nacji,a że trafi się czarna owca ...
wszak rodziny się nie wybiera:smile:

jednak konsekwencje tego mają okazje doświadczać wszyscy polscy kierowcy na terenie Słowacji.... No ciekawych rzeczy się człowiek dowiaduje :D to znaczy ze ja nie jestem Polakiem skoro WSZYSCY :D Bo przez tysiące km zrobionych na Słowackich drogach nie spotkałem się z jakimiś niemiłymi doświadczeniami z policjantami.
A że pojechałeś na Słowację i zapewne wlepili ci piękny mandacik na poziomie UE to tylko sobie można zawdzięczać, a nie Polakom :D
Ups ! moje błędne uogólnienie...jak widać nie "wszyscy", bo ja tez nie ... wystarczy dostosować swoje zachowania do zasad obowiązujących w kraju przez który podróżujemy.
Pozdrawiam Drwalik
Moja nieostrożna koleżanka na Słowacji nie zauważyła znaku "stop" na drodze, która wychodziła na zjazd z autostrady a niestety stała tam policja.
W ogóle to dobrze że nic nie jechało, bo normalnie wymuszała pierwszeństwo i mielibyśmy samochód w boku (po mojej stronie, siedziałam obok kierowcy)
Najpierw groził jej mandat 200 euro, potem w końcu skończyło się na najniższym możliwym - 20 euro.

Oprócz tego w czasie tej jednej wycieczki przejechała 3 razy na czerwonym.

Potem już za każdym razem kiedy był znak stop wołałam z daleka "uwaga, znak stop" lub "uwaga czerwone".

W każdym razie ta słowacka policja wcale nie jest taka zła.

wołałam z daleka hallo;Basiu,
skąd ja znam Twoje wołanie w samochodzie:lol:

już się kajam..."-pierogowy zły turysta,zły turysta"

Moja nieostrożna koleżanka na Słowacji nie zauważyła znaku "stop" na drodze, która wychodziła na zjazd z autostrady a niestety stała tam policja.
W ogóle to dobrze że nic nie jechało, bo normalnie wymuszała pierwszeństwo i mielibyśmy samochód w boku
Jakbym widział sam siebie, tylko bez asysty policji :D
Niedaleko Zamku Spiskiego popełniłem taki sam błąd, droga która wychodziła na zjazd z autostrady.
Za bardzo na znaki nie patrzyłem, bo krajobrazy lepsze a tu masz zjazd z autostrady a ja sru, dobrze ze nic nie jechało.
Za mało takich zjazdów mamy w Polsce, może dlatego :D

Jakbym widział sam siebie, tylko bez asysty policji :D
Niedaleko Zamku Spiskiego popełniłem taki sam błąd, droga która wychodziła na zjazd z autostrady.
Za bardzo na znaki nie patrzyłem, bo krajobrazy lepsze a tu masz zjazd z autostrady a ja sru, dobrze ze nic nie jechało.
Za mało takich zjazdów mamy w Polsce, może dlatego :D

To też było niedaleko Zamku Spiskiego, chyba to samo miejsce.

@Pierogowy - chyba Ci podpadłam. ;)
  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • brytfanna.keep.pl