ďťż

Moja pierwsza wizyta w Bieszczadach - proszę przeczytaj

bigos - mój pamiętnik, wspomnienia, uczucia, przeżycia ...

Wracam od znajomych. Spotkaliśmy się po dwóch miesiącach - mieliśmy swoje powody, żeby wcześniej się nie widzieć. Opowiadałam im - tak jak i innym osobom, z którymi spotkałam się po powrocie z Bieszczad - o swoich przeżyciach, przygodach, ludziach których spotkałam na swojej drodze w czasie ośmiodniowej wizyty w tym miejscu. Alkohol zrobił swoje, stałam się wylewna, mówiłam otwarcie i szczerze o każdym istotnym dla mnie wydarzeniu. Po raz kolejny dotarło do mnie, że ludzie, którzy tam nie byli, nie spotkali się z tymi ludźmi, z charakterystycznymi osobowościami, mogą jedynie uśmiechać się w wyrazie zrozumienia do tego o czym mówię, ale nie będą w stanie tego nigdy pojąć!
Wracam do domu. Pierwsze co widzę po opuszczeniu mieszkania znajomych to znaki otaczające mnie z każdej strony: "stop", "droga wewnętrzna", "zakaz wjazdu - grozi odholowaniem". O co chodzi? Gdzie ja żyję? Gdzie jest moja wolność?
Od pięciu lat, odkąd zaczęłam studiować mieszkam we Wrocałwiu. Zdążyłam się przyzwyczaić do tego miejsca i poczuć, że jest moje i w którym chcę mieszkać, zakładać rodzinę. Odkąd odwiedziłam Bieszczady, sama nie wiem gdzie jest moje miejsce na ziemi. Wróciłam do Wrocławia ponad dwa tygodnie temu. Jako miejsce tymczasowego pobytu, miejsce przejściowe, które pomoże mi dojść do siebie i odnaleźć się w "nowym" środowisku, wybrałam moją wieś 60 km od Wrocławia, na której się wychowałam.
Jestem tu. Z powrotem we Wrocławiu. Wychodzę do znajomych, którzy nie rozumieją o czym mówię. Wracam od niech pogrążona w coraz większej rozpaczy, że jestem tu w tym cholernym Wrocławiu zamiast w cholernych Bieszczadach!
Należę do pokolenia nieszczęśliwych romantyków. Czuję wrażliwość na każdym kroku, choć tego nie ujawniam. Zawsze zwracałam uwagę na to czy ktoś popatrzy na mnie na ulicy, przejmując się tym co o mnie pomyśli. Dziś przechodzę obok tych ludzi ze łzami w oczach, że oni niczego nie rozumieją. Mam w dupie modę (która radzi mnie dziś na każdym kroku i której nie rozumiem, do której tak bardzo chciałam się dopasować!), stereotypy zachowań ludzkich, aprobaty, zakazy, przyzwolenia. Chcę żyć w wolności.
W Ustrzykach Górnych mogłam poznać Romka, który mieszkał we Wrocławiu przez niecałe 25 lat. Mówił, że przyjeżdża tu do ojca raz na rok. Nie może wytrzymać tutaj dłużej niż jedną noc, przez cały tłok, ludzie, samochody. Teraz myślami codziennie wracam do tego co powiedział.
Od powrotu codziennie mam przed oczami obraz bieszczadzkich krajobrazów, wyraz wszelkiej wolności, której (wydaje mi się) nie pojmą ludzie, którzy nigdy nie byli w "moim miejscu"/
Bardzo chciałabym nawiązać kontakt z osobami, które czują się podobnie jak ja. Wiem, że zrozumiemy się wzajemne i nasze opowieści nie będą kolejnymi historiami opowiadanymi przy zbyt dużej ilości alkoholu, skierowane do ludzi, którzy nie będą potrafili zrozumieć tego o co chodzi w Bieszczadach, co jest dla każdego indywidualnym przeżyciem, którym warto się dzielić!
Wracając od znajomych, myślałam o tym żeby przelać wszystkie swoje myśli, ubrać w słowa, skierować do osób, które to zrozumieją i które pozwolą nawiązać z nimi kontakt.
Pozdrawiam Was wszystkich serdecznie!
Natalia


Stwierdzam że zapadłaś na ciężką i nieuleczalną chorobę psychiczną tzw wirus bieszczadzki.Nie martw się, jest to stan nieuleczalny i od tej pory zawsze będziesz tęsknić za tym miejscem i wracać tam przy każdej okazji.Wielu ludzi tutaj tak ma-śmiem stwierdzić że zdecydowana większość.Jedyne czego można Ci życzyć to szybkiego powrotu w te góry:-)
Kolejna pozytywnie natchniona Bieszczadami .Przyjemnie było poczytać .Będziem wspierać choćby fotką
Orlej wolności życzę ;

[...] Jestem tu. Z powrotem we Wrocławiu. Wychodzę do znajomych, którzy nie rozumieją o czym mówię. Wracam od niech pogrążona w coraz większej rozpaczy, że jestem tu w tym cholernym Wrocławiu zamiast w cholernych Bieszczadach!Należę do pokolenia nieszczęśliwych romantyków. [...]
Natalia
Oj Natalio, Natalio,
No co by tu Tobie rzec...żeby nie skłamać i żeby prawdę powiedzieć. No witaj w klubie zabieszczadzonych. Nieszczęśliwi romantycy tu też są i to w różnym wieku, płci i maści:) Bywaj tu, pisuj tu, czytuj. Na początek postudiuj relacje z wypraw. Będziesz w swej wyobraźni chadzała przez te najzieleńsze góry świata, będziesz tęskniła gdzieś w miejskiej dżungli, a może nawet, jak ja, w Sudetach, może nawet równie pięknych, ale nie takich, nie takich... Może wreszcie będziesz spotykała tych wszystkich zakręconych bieszczadolubów i poznawała, a może pójdziesz własnymi drogami i tylko od czasu do czasu złożysz tu relację, nie poznając nikogo w realu?
Przybywaj i bądź,
Derty


"Odkąd odwiedziłam Bieszczady, sama nie wiem gdzie jest moje miejsce na ziemi."

-hihi to już choroba a raczej nałóg

"Wychodzę do znajomych, którzy nie rozumieją o czym mówię. Wracam od niech pogrążona w coraz większej rozpaczy, że jestem tu w tym cholernym Wrocławiu zamiast w cholernych Bieszczadach!"

-hehe też tak miałam gdy np. po dwóch miesiącach spędzonych w Bieszczadach wyjechałam z powrotem do Krakowa, gdzie dochodzenie do siebie w mieście trwało 2-3 razy dłużej od spędzonego pobytu w górach. Dzisiaj to samo -dziś pierwszy raz od jakoś 3,5 miesięcy wyjechałam z Bieszczadów i o mało nie obrzygałam Rzeszowa, gdy po nim godzinę chodziłam szukając sklepu plastyka. Nie mogę się doczekać aż za kilka dni wrócę, bo tu w mieście szlak mnie trafia ;)
Natalio
Zapraszam na kuracje odtruwającą do Nasicznego w dniach 11,12,13 paz.
Obiecuje że się nie uda.:razz:
Była jesień, najpierw w deszczu pniemy się objuczeni plecakami, im wyżej deszcz gęstnieje, przechodzi w śniegowe błoto, potem ciężki, oblepiający śnieg. Gdy opowiadałem to znajomym, kiwali głowami nie rozumiejąc: po co, po co w taką pogodę... był luty, już po ciemku dotarłem do schroniska w Zatwarnicy (już nie istnieje). Grzeję ręce przy kominku i mruczę, chyba tylko wariaci w taką pogodę łążą po górach. Z drugiego kąta odzywa się Gospodarz: tu sami tacy wariaci.
Witaj w klubie
ech, bieszczadzka miłość...

Od powrotu codziennie mam przed oczami obraz bieszczadzkich krajobrazów, wyraz wszelkiej wolności... Nie jesteś sama w tym "bólu" :)
Kiedyś myślałem, że nie ma dla mnie lepszego miejsca niż miejscowość w której żyję i się wychowałem.
Jednak wszystko zaczęło się zmieniać dwa lata temu, przy okazji pierwszej "świadomej" wizycie w Bieszczadach.
Wróciłem po roku na klika dni dłużej. Tego lata ponownie. I tak już pewnie będzie co rok!
Mawia się, że "wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej". Tylko dlaczego wracają z Biesów do domu czuję raczej smutek niż radość ?!

Oby czas do następnej wizyty w Bieszczadach minął jak najszybciej!
Tego życzę Tobie, sobie i wszystkim podobnym "odmieńcom" :))))
jak wspaniale jest zwiedzać świat z myślą, że wracam w Bieszczady, bo tu teraz mieszkam!

do długiego: Bociek czarny z Bieszczadów?

pozdrawiam
Tak, nad Osławą. On tam od zawsze
pięknie! wspaniałe ptaki! Wielokrotnie obserwowałam je tego lata nad Sanem w Rezerwacie Krywe

Od powrotu codziennie mam przed oczami obraz bieszczadzkich krajobrazów, wyraz wszelkiej wolności, której (wydaje mi się) nie pojmą ludzie, którzy nigdy nie byli w "moim miejscu"/ Bieszczady są takim miejscem, jednym z wielu oczywiście, które przyciąga osoby, które chcą przed czymś uciec. Śmiem nawet twierdzić, że tylko takich Bieszczady przyciągają. Ludzie chcą uciec od różnych rzeczy: cywilizacji, znaku "stop", hałasu, rodziny, żony-kuriozum. Ile ludzi tyle powodów. Czy to źle, że chcą uciec? Chyba nie, a nawet powiedziałbym, że jest to jak najbardziej pozytywne. Jest to duży plus, że chcą coś zrobić z tym wszystkim, że szukają swojego małego "raju" i go znajdują.
Maks, innymi słowy to są tacy "okresowi zakapiorzy". Mówię o Tych co przyjeżdżają i wyjeżdżają znowu przyjeżdżają i wyjeżdżają itd.
Niektórych moje stwierdzenie zapewne znobilituje a innych wkurzy a jeszcze inni to zleją... wszystkich przepraszam :)
A czy każdy musi być od razu zakapiorem? Byłoby to nawet wysoce niewskazane.

Poza tym zdecydowana większość potencjalnych zakapiorów nie ma możliwości przenieść się w Bieszczady na stałe. Dlatego siłą rzeczy pojawiają się w nich okresowo.

Bieszczady są takim miejscem, jednym z wielu oczywiście, które przyciąga osoby, które chcą przed czymś uciec. Śmiem nawet twierdzić, że tylko takich Bieszczady przyciągają. Ludzie chcą uciec od różnych rzeczy: cywilizacji, znaku "stop", hałasu, rodziny, żony-kuriozum. Ile ludzi tyle powodów. Czy to źle, że chcą uciec? Chyba nie, a nawet powiedziałbym, że jest to jak najbardziej pozytywne. Jest to duży plus, że chcą coś zrobić z tym wszystkim, że szukają swojego małego "raju" i go znajdują. ja bym powiedziała, że bardziej oderwać się niż uciec - od tych spraw o których piszesz i od każdej innej. oderwać się i naładować akumulatory, by po powrocie znów zmagać się z rzeczywistością, która nas otacza lub by na ową rzeczywistość spojrzeć inaczej, a Bieszczady są lekiem na całe zło! dla mnie na pewno!
Cześć,

mój mąż, tutaj użytkownik Maks, powiedział mi troche o tym forum ;)

Z góry przepraszam bo słabo znam język polski, i uczę się jeszcze.

Nawet jeśli jestem cudzoziemka, również czułam się bardzo pięknie i spokojnie w Bieszczadach.
Byliśmy tam trzy razy. Być może największy skarb Bieszczad nie są górki, ale ludzie, którzy tam mieszkają! Ludzie wielkich i niewinnych sercah, szczerzy, czasami nawet nieśmiały ale oni zawsze napełną nasza serca radością.

Myślę że wiem, jak czują się prawdziwy Bieszczadnicy. Czułam podobną magię w jednej małej wiosce (w innym kraju), która była prawie wolna od turystów. Po spędzeniu kilku minut tam, czułam się jak mogłam pozostać tam na zawsze! To było tak silne i magiczne uczucie, poza moją kontrolą! Czułam się tak, jak moje serce w końcu znalazł swój dom.

To chyba prawdziwa magia i nic innego!
Bieszczady..... terapeuta..., powiernik tajemnic ,... spowiednik... ?
Jak już gdzieś na forum napisałem- dopiero jak się zmęczę w Bieszczadach czuję ,że odpocząłem i fizycznie i psychicznie.
"Leczę się" tam od trzech lat.

Z góry przepraszam bo słabo znam język polski, i uczę się jeszcze. Cały wpis bez problemu zrozumiały, zarówno formie, jak i w treści.
A mnie się Serbia podoba (tam jeszcze nie wszyscy mówią po angielsku, nawet w ekskluzywnych miejscach dla turystów), że nie wspomnę o Serbkach ;)
Witaj na forum.
Serbofil (?) wita Serbke.:smile:

A mnie się Serbia podoba (tam jeszcze nie wszyscy mówią po angielsku, nawet w ekskluzywnych miejscach dla turystów), że nie wspomnę o Serbkach ;) Z tym angielskim nie jest w Serbii tak źle. A co do Serbek to się w pełni zgadzam :)

Z góry przepraszam bo słabo znam język polski, i uczę się jeszcze. Około połowy dyskutantów, piszących na tym forum, mogłoby się od Ciebie nauczyć, jak po polsku pisać należy. Może czasem szwankuje koniugacja lub deklinacja - ale ducha czujesz! I języka, i Bieszczadów.

Bieszczady..... terapeuta..., powiernik tajemnic ,... spowiednik... ?
Jak już gdzieś na forum napisałem- dopiero jak się zmęczę w Bieszczadach czuję ,że odpocząłem i fizycznie i psychicznie.
"Leczę się" tam od trzech lat.
Samo sedno. Podpisuję się pod tym!

Z tym angielskim nie jest w Serbii tak źle. źle nie jest, bo jeszcze można porozmawiać po nieangielsku, ale będzie coraz gorzej, angielski będzie w coraz większym stopniu używany.
Nasze języki są bardzo podobne i dla mnie absurdalne jest dogadywać się na Bałkanach po angielsku. Bardzo lubię "przesiąkać" językiem kraju, w którym jestem.
Dziękuję bardzo za miłe powitanie! Jestem bardzo szczęśliwa że mój język polski jest zrozumiały!

Myślę, że jedną z najważniejszych rzeczy które ludzi szukają w górach jest – spokój (albo pokój? ;)). Chcemy cieszyć się ciszą lub odgłosy lasu, odpocząć nasze oczy na zielono (lub białe) i błękit, oddychać orzeźwiającym powietrzem i posmakować wolności. Ooo, tak :smile:! Wszystko to wraca nas do naszej prawdziwej natury ludzkiej.

Czasami odjazd do góry to szybki sposób znalezienia spokóju wewnątrz siebie, wtedy możemy po prostu odpocząć, zrelaksować się i cieszyć się wolnego czasu. Jeśli nie możemy zatrzymać się cały czas w Bieszczadach, możemy ducha Bieszczadach zatrzymać z nami. W niektórych momentach, można po prostu zamknąć oczy i pomyśleć o magicznej góry, która czeka na nas.

I miło jest usłyszeć, że tutaj są i miłośnicy Serbii! ;)

Nie wiem czy jest źle z językiem angielskim w Serbii, nie spróbowałam mówić po angielsku tam :smile:. Polski i serbski są podobne, ale mówić poprawnie po polsku... to jest wielkie wyzwanie dla obcokrajowców (to samo dotyczy język serbski też).

PS - jedno pytanie techniczne: czy ktoś wie dlaczego nie mogę umieścić moje zdjęcie na awatara?

czy ktoś wie dlaczego nie mogę umieścić moje zdjęcie na awatara? Na nowych użytkowników forum są nałożone przez pewien czas ograniczenia. Szczegóły tutaj.
Witaj Natalia, właśnie przeczytałam Twoją relację i stwierdzam z ulgą że jest jeszcze ktoś na świecie kto myśli i czuje dokładnie tak jak ja bo już się bałam, że jestem jedyną taką ,,wariatką''. Byłam w Bieszczadach pierwszy raz w tym roku na początku września, ciągnęło mnie tam już od lat ale tak jakoś się nie składało aż wreszcie się udało. To niesamowite i może nawet głupie ale z jakiegoś powodu poczułam że tam jestem na swoim miejscu, ci ludzie, ten klimat to wszystko jest po prostu jak z innego czasu, nie tego tu i teraz gdzie wszystko trzeba szybko i na już i wszystko jest super ważne, tam można ŻYĆ. I masz rację, kiedy cała szczęśliwa opowiadam znajomym o tym wyjeździe to słuchają i potakują z grzecznym uśmiechem ale patrzą na mnie trochę dziwnie,że niby co może tam być takie cudowne, jakiś ,,koniec świata''
Piszę tak chaotycznie bo jestem pod wrażeniem Twojej opowieści, wiedz w każdym razie, że wszystko to co napisałaś wyjęłaś chyba z mojego serca dlatego też pozdrawiam Cię serdecznie
Jak ja Was wszystkich rozumiem...
Nie dziwie ci sie ze nie lubisz Wrocławia i nie rozumiesz swoich rowiesnikow.. Ja mam podobnie..

Z ciekawosci z jakiej wioski pochodzisz? moze znam to miejsce, czesto sie wlocze po dolnoslaskich okolicach! (tez mieszkam 30 km od Wroclawia ;) z wyboru- nie we Wrocławiu!

Co do mody mam ja podobnie w d... acz chyba moda "gorska" razi mnie obecnie bardziej nawet niz miejska...

fajnie ze znalazlas miejsce gdzie czujesz sie wolna- gdzie czujesz sie u siebie i na wlasciwym miejscu.. mnie tez udaje sie znajdowac takie miejsca, niestety nieporownywalnie dalej od miejsca zamieszkania niz Bieszczady...


Pierwsze co widzę po opuszczeniu mieszkania znajomych to znaki otaczające mnie z każdej strony: "stop", "droga wewnętrzna", "zakaz wjazdu - grozi odholowaniem". O co chodzi? Gdzie ja żyję? Gdzie jest moja wolność? A Bieszczadach cie nie rażą zakazy i nakazy? Nie osaczaja cie? to zakaz wstepu, to teren prywatny, albo zakaz biwakowania, zakaz spania we wiatach, cud ze oddychac jeszcze wolno... Toz tam "stopow" , zakazow i nakazow prawie tyle co we Wroclawiu..



A Bieszczadach cie nie rażą zakazy i nakazy? Nie osaczaja cie? to zakaz wstepu, to teren prywatny, albo zakaz biwakowania, zakaz spania we wiatach, cud ze oddychac jeszcze wolno...
wiesz przecież , że kiedyś tak tam nie było... całe lat jeżdziłem ''na dziko " - lazłem w las, podstawą przeżycia była siekiera i suche zapałki !!!

wiesz przecież , że kiedyś tak tam nie było... całe lat jeżdziłem ''na dziko " - lazłem w las, podstawą przeżycia była siekiera i suche zapałki !!!
Wiem... ale dziewczyna pisze o wspolczesnych Bieszczadach ze tam sie czuje wolna a jednoczesnie ją we Wrocławiu rażą zakazy....
taaaa -taki dualizm :mrgreen: ...wolność to stan umysłu poniekąd ...a nie jakieś zasra ...tabliczki ''na czerwono " :evil: .
A w Bieszczadzie czegoś nie wolno?? Mam chyba wbudowany filtr na zakazy, nie zauważam ich, a może są tam gdzie nie łażę? Zresztą to miłe złamać jakowyś, lepiej się człek czuje :twisted:
Bardzo miło mi się czyta te wszystkie wiadomości, które pojawiły się pod moim wpisem. "... Proszę przeczytaj" może był to trochę desperacki tytuł, ale niezrozumiana przez znajomych chciałam, żeby zrozumiał mnie ktokolwiek. Widzę, że trafiłam w odpowiednie miejsce i na odpowiednich ludzi :) Miło mi z myślą, że nie ja pierwsza złapałam wirusa bieszczadzkiego :)
Wróciłam trochę do miejskiej rzeczywistości, ochłonęłam, ale i tak nie ma dnia żeby w głowie nie pojawiła się jakakolwiek myśl czy wspomnienie o Bieszczadach. Ale na powroty przyjdzie czas.

Buba, pochodzę z okolic Milicza. Trochę w inną stronę niż Oława ;)
Co do tych zakazów Wiesz jaki jest urok Bieszczadów - wdrapiesz się na szczyt i przez cały dzień jak po nich chodzisz możesz cieszyć się wspaniałymi widokami. Ja szybko załapałam klimat i będąc przez cały czas tam do góry poczułam, że problemy (moje, a także wszelkie nakazy i zakazy) w ogóle mnie tam nie dotyczą. Niby samotność, ale wielka wewnętrzna moc.

Zresztą to miłe złamać jakowyś, lepiej się człek czuje :twisted: i tak trzymaj !!!! ;)
To uczucie bólu i tęsknoty, że trzeba już wracać do domu, a chciałoby się ze wszystkich sił żeby dom właśnie był tam skąd trzeba wyjeżdżać... Widzę, że i wy to macie utwierdzam się tym z każdą chwilą na tym forum. Początkowo dla mnie tak było tylko Beskidzie Niskim z którego pochodzę, później nawet nie wiem kiedy rozciągnęło się to kilkadziesiąt kilometrów dalej i ciągnie dalej im dalej ja dochodzę :D


Buba, pochodzę z okolic Milicza. .
Ciekawe czy kiedys udalo mi sie wdepnac do twojej wioski. :-D

https://picasaweb.google.com/koza.zz..._DolinaBaryczy
https://picasaweb.google.com/koza.zz...nianeKosciolki
https://picasaweb.google.com/koza.zz...ckie_czatownie
https://picasaweb.google.com/1044556..._StawyMilickie
https://picasaweb.google.com/1122023...rskie_Wedrowki

Lubie bardzo ten region, obecnie bardziej niz polskie Bieszczady. Widac kazdy ma swoj klimat i swoja wolnosc :-)


Zresztą to miłe złamać jakowyś, lepiej się człek czuje :twisted: czasem tak.. ale jak czlowiek non stop musi lamac zakazy cokolwiek chce zrobic to nieraz robi sie juz troche nudne i meczace.. ;)
A ja to samo chciałem powiedzieć. Dwa tygodnie temu lazłem na odcinku Ustrzyki G.- Cisna, tylko tak trochę chyłkiem-boczkiem i ani zakazów nie widziałem, ani ludzi przez dwa dni. a przez chwilę, to nawet szosą szedłem!
chyłkiem-boczkiem po parku narodowym? jeżeli zakazów nie było to i tak jest oczywistym, że w parku narodowym nie wolno schodzić z wyznaczonych szlaków (nie mówiąc już o wjeżdżaniu autem w drogi leśne -więc zakazy były tylko o nich nie wiedziałeś).
A tu też się nie możemy dogadać. Szedłem piechotą, co wydaje się być jasne, ponieważ użyłem słów- "lazłem" oraz "szedłem", więc nie wjeżdżałem samochodem w drogi leśne. Za chyłkiem-boczkiem owszem, może należy mi się niewielki mandat, ale naprawdę niewielki, gdyż jedynie zbierałem śmieci po tych co tam byli przede mną . Niemniej zakazów nie widziałem ;)
Idąc boczkiem i chyłkiem faktycznie można ich nie zauważyć :lol:
Tak sobie siedziałem i myślałem, że Ci co to mają blisko, to chyba nie są w stanie zrozumieć tych co mają daleko... Siedziałem , myślałem i plecak spakowałem. Jutro wyruszam. Nie tam, gdzie chciałbym... ale jadę tam, gdzie mógłbym namiastkę tego zobaczyć.... a w listopadzie zrobię wszystko, aby móc te kilometry pokonać...i cieszyć się ...
A kiedy w tym listopadzie dokładniej będziesz i gdzie?

A kiedy w tym listopadzie dokładniej będziesz i gdzie? Myślałem o Tarnawie, albo Sękowcu.... myślałem też o zachodnich rubieżach Bieszczadów. Nie jestem tak do końca zdecydowany, bo tak patrzę i patrzę i nie widzę terminu. Jak początek listopada nastąpi to wtedy coś będę mógł powiedzieć. Na pewno będzie to czwartek - niedziela, albo sobota - wtorek... pewnie gdzieś koło środka miesiąca, a będziesz się gdzieś kręcił w listopadzie?
Przed chwilą dzwonił Ridol i prawdopodobnie będzie to ostatnia sobota, niedziela, poniedziałek listopada i wtorek grudnia;)... czy jakoś tak... za kilka dni będę wszystko wiedział....
Będę się kręcił...bo będę się kurował w Polańczyku...ale weekendy postaram się mieć wolne(31/1, 7/8 i 14/15)...ale 18-20 to już raczej BN...okolice Bałucianki
  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • brytfanna.keep.pl