bigos - mĂłj pamiÄtnik, wspomnienia, uczucia, przeĹźycia ...
Witajcie !
Ten pobyt w Bieszczadach postanowiłem zorganizować sobie nieco inaczej niż zwykle i na dach samochodu zapakowałem rower, ze szczerym zamiarem jazdy nim po moich ukochanych górach.
Tak więc dojechałem do UG ok godz. 13, nie zagłębiając się w szczegóły zjadłem, odpocząłem nieco i postanowiłem się rozgrzać. Wyruszyłem z UG i poprzez Bereżki, Stuposiany i Procisne dotarłem do skrzyżowania w Smolniku gdzie skierowałem się w stronę Dwernika.
Ta część trasy nie była bardzo wymagająca, trochę płaska, troszkę z górki, jedyny podjazd to ten przed skrzyżowaniem.
Potem nieco ostro w dół, ale przy 60 km/h musiałem hamować, gdyż mój leciwy już rower zaczął kolebotać się na wszystkie strony, prawie niczym X1 przy pierwszej próbie przekroczenia bariery dźwięku.
Teraz zaczęło się trudniejsze, do samych Brzegów Górnych pod górę.
Tu skierowałem na UG, celem dokończenia pętli. Do przełęczy jeszcze pod górę, a potem to już praktycznie z napędem grawitacyjnym.
Jadąc rowerem zamiast samochodem można zobaczyć znacznie więcej, na przykład puszki, butelki i opakowania po papierosach, które stonka wyrzuca ze swych aut. Z pozytywnych rzeczy natomiast udało mi się wysłuchać wielu ciekawych odgłosów przyrody i zaobserwować bociana czarnego.
Gdzie jutro pojadę ? Jeszcze nie wiem. Na koniec dam jakieś zdjęcia.
A ha. Chcę zaznaczyć, że jestem rowerzystą amatorem. Mój bicykl ma dobre 12 lat i nie waży kilka deko jak nowoczesne maszyny, a i ja jestem szczupły inaczej :)
Na to czekałem.
Brawo Hero! Ja też kiedyś przytargam rower w Bieszczady.
A nie lepiej po prostu nim przyjechać? Taniej,zdrowiej,ciekawiej!
Też zacząłem myśleć o rowerze...
A nie lepiej po prostu nim przyjechać? Taniej,zdrowiej,ciekawiej! 800 km ???:shock: Pewnie rower, a zwłaszcza ja tego bym nie wytrzymał :lol:
Ja już targam...po latach łażenia pieszo...jest bosko:)
No i element poznawczy dochodzi w moim przypadku, bo jeździć mogę do miejsc, które omijałem albo rzadko i pobieżnie odwiedzałem wędrując pieszo, a autem się telepać jakoś mi nie nada;)
...oczywiście buciorów nie wyrzucam...
Pozdrawiam :)
A nie lepiej po prostu nim przyjechać? Taniej,zdrowiej,ciekawiej! Taniej, no nie wiem, ciekawiej, na pewno, ale czy zdrowiej ? Zakładam, że przy mojej kondycji i bez inwestycji w sprzęt mógłbym zrobić maksymalnie 100 km dziennie po asfalcie (robiłem już 80 km w terenie różnym, więc chyba bym przeżył), do tego dochodzi 4 - 5 noclegów gdzieś tam po drodze.
Drugie założenie jest takie, że żadna z dróg z Mazowsza w Bieszczady nie ma wydzielonej ścieżki rowerowej (a i nie każda pobocze) i trzeba niemal ocierać się o samochody a dodatkowo przeciskać przez najmniej dwa duże miasta.
Może moje wnuki będą mogły zrobić sobie taką wycieczkę, na razie rozsądek podpowiada zapakować rower w coś większego i dowieść na miejsce.
Można na przykład się kiedyś umówić i zapakować 4 rowery na dach samochodu :)
Fajnie, że frakcja rowerowa forum odżyła...i obrodziło relacjami.
Czekam na ciąg dalszy opisów oraz oczywiście na obrazki.
A gdzieś, kiedyś, jakoś...może dane mi będzie spotkać zacnych cyklistów forumowych 8)
pozdrawiam
Ano trza by sie zgadać. Ja jeżdżę "z doskoku". Kolejną razą za jakieś 10 dni. Rower biorę...to co?
Sorry Hero za to spontaniczne zaśmiecanie twojego wątku;) Wybacz.
Kolejną razą za jakieś 10 dni. Rower biorę...to co? To...ja inną razą bowiem w najbliższą, piątkową noc targam 4 rowerki na Ziemię Zaborską. Jeśli tam Ciebie (lub innych) zaniesie to służę swym wątpliwym towarzystwem :mrgreen:
Przyłączam się do błagań o wybaczenie.
Wstałem dziś rano, z radością stwierdziłem, że nic mnie nie boli, więc zjadłem śniadanie i wyruszyłem w trasę.
Dzisiejszym celem było Muczne.
Wyruszyłem z UG i w L. Widełki skręciłem w prawo na niebieski szlak rowerowy. Przez pewien czas jest on równoległy do szlaku niebieskiego na Bukow Berdo. Szlak rowerowy biegnie leśną drogą, jest ona miejscami wyłożona świeżym kruszywem, a miejscami gruntowa. Po opadach jest tam pewnie niezłe bagno, gdyż drogą tą zwozi się drewno z lasu.
Droga idzie dość ostro w górę, spadek jest dopiero przed rozwidleniem. Rozwidlenie to daje dwie opcje dojechania do Mucznego: w prawo, jeszcze sporo pod górkę i w dół do drogi do Mucznego, lub w lewo, z górki do drogi, ale trochę dalej od Mucznego.
Dzień był parny, a pot lał się po oczach, wokół słychać było brzęczenie owadów, świerszczy i piły motorowej gdzieś w oddali.
Wybrałem łagodniejszą drugą wersję. Po drodze z Widełek jedyne warte uwagi rzeczy to nieczynny akurat wypał i wyglądająca na całkiem nową ambona myśliwska, której otwory skierowane były na oddaloną o jakieś 50 metrów lizawkę.
Pokręciłem się trochę po Mucznem, wstąpiłem do Wilczej Jamy na naleśniki.
Długo na nie czekałem, trochę mnie to dziwiło, bo klientów na jedzenie oprócz mnie nie było. Chyba nie mieli gotowych półproduktów i wszystko robili od podstaw, bo naleśniki były bardzo dobre.
Po krótkim odpoczynku, w czasie którego zamieniłem dwa czy trzy zdania z seniorką rodu odnośnie pogody i mojego roweru, ruszyłem w drogę powrotną, tym razem przez Stuposiany. Zatrzymałem się na wyjątkowym punkcie widokowym, jego wyjątkowość polega na tym, że młode świerki wszystko zasłoniły i nic nie widać.
W między czasie zaczęło się chmurzyć, zdążyłem dojechać do UG zanim zaczęło kropić.
Środa. Otworzyłem rano oczy, spojrzałem w okno w suficie i zobaczyłem chmury. Szerszy pogląd wydał się nieco bardziej optymistyczny, tu i tam przez chmury prześwitywał błękit nieba.
Niezbyt chciało mi się wyruszać na trasę, no ale przecież nie będę siedział cały dzień w jednym miejscu, szkoda wakacji. Założyłem sobie na dziś skromniutki plan. Zapakowałem rower na auto i pojechałem do Wołkowyi, kupując po drodze tzw. oscypek i słoiczek fety.
Zaparkowałem przy drodze, przygotowałem rower do drogi i ruszyłem w stronę Baligrodu.
Mój cel nie był szczególnie oryginalny. Chciałem dojechać do Baligrodu, po drodze odwiedzić Czartów Młyn i Patryję. Droga pięła się łagodnie w górę, ale na tyle delikatnie, że nie sprawiała żadnej trudności.
Zrobiłem sobie krótki postój tuż za Wolą Górzańską, a stwierdziwszy po spojrzeniu na mapę, że do skrętu w stronę wodospadu mam nie więcej niż 200 metrów ruszyłem dalej.
W tym momencie zza góry Weretiacz wytoczyła się granatowa chmura, mocno kontrastująca z szarym niebem i zaczęła kropić.
Od pierwszych kropli do ulewy nie minęła więcej niż minuta, zdążyłem założyć pelerynę i dumny z siebie, że przewidziałem taką sytuację ruszyłem dalej. Skręciłem w prawo, przejechałem przez potok i ruszyłem leśną ścieżką.
Ci co tam bywają, wiedzą, że ta droga jest błotnista nawet po wielu dniach bez opadów. Nie dałem rady przejechać (lub przejść podpierając się rowerem) dalej niż jeszcze z 200 metrów. Leśna rozjeżdżona dróżka stała się potokiem błota, no nie dało się dalej, co poradzić.
Złorzecząc w duchu na pogodę i tą sytuację obróciłem rower i ruszyłem w dół. Pomyślałem, że to może być jedyna okazja w najbliższym czasie zobaczyć wodospad z jakąś konkretną ilością wody, bo za każdym razem jak tam jestem ledwo kapie. Znów odwróciłem rower, poszedłem kawałek w górę lecz zaraz ostatecznie zrezygnowałem i ruszyłem w dół. Wszedłem sobie jeszcze w pokrzywy po drodze, przelazłem przez potok, wsiadłem na rower i tym razem w dół ruszyłem do Wołkowyi. Wróciłem do UG, a że czułem niedosyt rowerowania to pojechałem na obiad do Wołosatego.
No, no ...rowerem na Czartów Młyn !!
Lubisz wyzwania.:wink:
Trzeba było sprawić sobie jakiś stelaż i na nim wynieść rower na górę.
Trzeba było sprawić sobie jakiś stelaż i na nim wynieść rower na górę. Lub spokojnie i bezpiecznie przyczaić rower w krzakach...
PS.
Fajny opis rowerowej przygody!
Cieniasy!!!
Hero nie słuchaj ino na pedały napieraj;)
Trochę czasu minęło od ostatniej części, a więc tytułem zakończenia piszę co dalej nastąpiło. A więc tak. Cały czwartek lało. Rower prawie cały dzień przestał przypięty do płotu, a ja pojechałem do Sanoka odwiedzić znajomych, a wieczorem, nocą i rankiem imprezowałem, skutkiem czego w piątek też się nigdzie nie ruszyłem. Za to w piątek pojechałem na śniadanie do Wołosatego, a następnie na zakupy oscypkowe do bacówki poniżej Przełączy Wyżniańskiej i z powrotem. W niedzielę nadszedł powrotu czas, a w poniedziałek do roboty. Pozostał spory niedosyt, już myślę kiedy znowu zapakować rower do lub na samochód, jechać zdobywać bieszczadzkie drogi i bezdroża.
Mimo, że w sumie nie wykorzystałem całego dostępnego czasu i nie pojeździłem tyle co chciałem, to uważam, że było warto. Nie żałuję i z czystym sumieniem polecam taką formę spędzania czasu w Bieszczadach.
Oj warto, warto...tak samo warto by popatrzeć na jakieś obiecane zdjęcia;)
Ja pierdziuuuu
Ale Jaro czyści - zmienił etat :-)
Hero - mam pytanko. Jechałeś w ciemno, czy też liczyłeś na szczęście, że rower nie padnie. A może miałeś jakieś rozeznanie na temat "punktu serwisowego". Pytam, bo swego czasu były takie końcepcje utworzenia w Bieszczadach punktów serwisowych w .. TAM.
Ale Ci zazdroszczę tej jazdy!
Pozdrówka
teraz to każdy chyba wozi ze sobą punkt serwisowy Michale;)...nie licząc sporadycznie pedałujących ...
Jechałeś w ciemno, czy też liczyłeś na szczęście, że rower nie padnie.
Pozdrówka Trochę w ciemno i trochę nie w ciemno. Miałem ze sobą kilka kluczy, zapasowe dętki, ale gdyby popsuła się jakaś inna część, to byłbym unieruchomiony.
Takie punkty serwisowe by się pewnie przydały, bo nikt nie wozi ze sobą skrzynki narzędzi i drugiego roweru w częściach, a rowerzystów wiedziałem wielu. Najbliższy sklep rowerowy jest chyba w Ustrzykach Dolnych.
Co do zdjęć to będą, przynajmniej kilka, jak uporam się z bieżącymi sprawami.
Witam!
Pozwolę sobie tak króciutko ......
1towarzyszył mi
2czasem tak bywało
3 zatrzymywanie sie po ....
PF
Jeśli chodzi o wycieczki rowerowe po Bieszczadach to na dzisiejszy dzień już DZIĘKUJĘ ;-) Niezłą kondyche trzeba miec, aby "wdrapywac" się na strome górki, co prawda tylko raz zdarzyło mi się zejśc z rowera [ w drodze do nieistniejącej wsi Łopienki ]. Ogólnie rower w górach to bardzo męczący odpoczynek, ale za to potem jaką ma się satysfakcję, jak się jedzie tymi drogami autem "kurczę i ja wjechałam pod tą górkę" :D. Najlepiej zjeżdża się z górki 50km/h, ale sprawny rower tu jest niezbędny. Razu pewnego zdarzyło mi się pojechac z nieco uszkodzonym rowerem i tylnim HAMULCEM!! Po wielu trudach jazdą na rowerze po tych pięknych górach... jednak polecam, bo przecież czas tam nie tylko spędza się na wędrowaniu po dzikich lasach, po szlakach górskich ;-)
Mam nadzieję, że niedługo uda mi się zabrać jeszcze raz rower w Bieszczady, może przez ten czas obmyślę jakieś ciekawe trasy.
Co do prędkości maksymalnej to udało mi się osiągnąć 64 km/h. Po tym wyjeździe klocki hamulcowe mam do wymiany w rowerze :). Znacznie gorzej wygląda prędkość średnia, to jedynie niecałe 15 km/h.
Poniżej kilka obiecanych zdjęć.
64km/h ciekawie ;-)
mój rower, który nadaje sie do wymiany bezwarunkowo by tego nie wytrzymał [obecnie angażuję się w kupno nowego mercedessa], co do zdjęc to rewelacja ;)
Super jest jeździć po Biesach rowerkiem. Tylko żeby nie lało.
Byliśmy w zeszłym roku w maju z rowerami.
Super można pojeździć na stokówkach między Cisną a Kalnicą na zboczach Jasła. Prędkości faktycznie po 60km/h, szkoda tylko że w jedną stronę.:razz:
Odwiedziliśmy też Sine Wiry i Sianki. Co prawda od Schronu w Negrylowie jest zakaz ale raz się żyje.
Wybraliśmy drogę ścieżką przyrodniczą, a dzień wcześniej okrutnie lało i nie dało się z rowerami dojść do źródeł Sanu. Ostatni odcinek do Sianek za takim wąskim mostkiem na Sanie trzeba było już prowadzić, zbyt niebezpiecznie.
Ale warto było, wspomnienia super.
Tommy, szacun, wyprawa przednia :-) Się domyślam, że zdjęcie nr 15 zostało zrobione przy drodze z Mucznego, czyli z punktu widokowego, z którego g... widać, bo choinki wyrosły jak dęby :lol:
Czy ktoś może wie dlaczego tam jest ten zakaz ?
Ja wykombinowałem że po to aby nie zakłócać pracy ciężkiego sprzętu na stalowych gąsienicach !
Czy ktoś może wie dlaczego tam jest ten zakaz ?
Ja wykombinowałem że po to aby nie zakłócać pracy ciężkiego sprzętu na stalowych gąsienicach ! Myślę, że przy dużym natężeniu ruchu pieszego, rowerzyści mogliby przeszkadzać, zwłaszcza w niektórych, wąskich miejscach.
Ogólnie wiele zakazów dyrekcja BdPN wprowadza na zasadzie dmuchania na zimne.
Witam wszystkich!Oto kilka fotek z naszych wycieczek podczas pobytu w bieszczadach,w przyszłym roku wracamy:razz: pozdrawiam
i jeszcze kilka
Przypomnieliście mi moje rowerowe przygody, kiedyś zaczęłam też tutaj wątek;) Można jeździć na zwykłym rowerze i liczyć na szczęście tak jak ja... W Bieszczadach mój rower wytrzymał, po powrocie do domu w drodze do pracy się zbiesił i łańcuch mi się rozleciał. Strach by mi teraz było samej włóczyć się na rowerze...
:)
Witam.Ponieważ niezbyt wiele dzieje się w tym wątku postanowiłem zamieścić skromną fotorelację z naszych wycieczek po dolinie sanu na przełomie lipca i sierpnia roku bieżącego rzecz jasna:)Pozdrawiam
Wątku się nic nie dzieje, bo i wyprawa, a co za tym idzie relacja się skończyły. Napisz coś więcej o swoim pobycie w Bieszczadach z rowerem. Wstaw też więcej zdjęć.
Tak sobie myślę, a może by podwiesić taki wątek na stałe. Wszystko co miałoby związek z pedałowaniem po biesach w jednym miejscu, opisy tras i wyprawy itp?
A swoją drogą to wybieram się na week 11-12.09 z rowerem.
Planowana trasa
sobota wokół Otrytu
niedziela wokół Hyrlatej i może jeszcze Smolnik i żebraka jak czasu starczy.
Jak ktoś chętny na trasie Kielce Bieszczady, to mogę zabrać z 1 rowerkiem.
Rower na tym forum jest tematem mało chwytliwym.
Ludziki więcej łazikują niż kręcą.Może są tacy co jeżdżą ale się nie udzielają.
Jutro-
S-k-Ustrzyk iD-Smolnik-Zatwarnica-przeł Szczycisko-Łuch -Sine Wiry-Dołżyca-Cisna-Hoczew- S-k
Mam jeszcze dwie trasy rezerwowe więc może plan w trakcie jazdy zmodyfikuję.
(Pszczeliny stokówką do Dwernika lub z Procisne stokówką do Dwernika)
Wszystko uzależnione od pogody
W planie 200km i około 3tyś w pionie
Może tu ktoś dołączy
..."może jeszcze Smolnik i żebraka jak czasu starczy"...
Zapraszam do mojego kanału.Jest sporo o Bieszczadzkich górkach
http://www.youtube.com/user/wkondor#p/u/18/JPXwt51L3sQ
Też zacząłem myśleć o rowerze... A ja myślę o takich trasach (też nie miałem nigdy roweru w Bieszczadach):
1) autem do tarnawy niżnej, a stamtąd rowerem na parking w bukowcu ewentualnie dalej pod schron, piechotką do tarasu widokowego na sianki i z powrotem, na rowerek i do tarnawy
2) ze smereka w kierunku sinych wirów i odbić w prawo w kierunku na krywe, zatwarnice.
Co wy na to??
grubyszymanek :
Co my na to ?
A w Zatwarnicy będzie czekał wóz serwisowy ?
czy chcesz raczej postawić namiot na "kultową wiatą" ?
Pytam , bo po takim dystansie ja już mam dość, a Waldi jeszcze nie zdążył wrzucić trójki.
Wszystko zależy od Ciebie i tego co oczekujesz.
Obydwie trasy pod względem widokowym są kiepskie, ale może nie o widoki chodzi ?
A ja myślę o takich trasach...
Co wy na to?? Co byś nie wybrał, będzie super.
Co do pierwszego pomysłu - jest bardziej wymagający, więcej podjazdów ale i zjazdów.
Przejazd raczej bezproblemowy nawet po deszczu.
Do do drugiego - również bez problemu dojedziesz od schronu.
Ja onegdaj wypuściłem się dalej aż do grobu (z zamiarem dotarcia do Sianek).
Po deszczu masakra zwłaszcza końcowe partie, no i łamiesz przepisy.
Od grobu jazda przestaje być przyjemnością.
Ze swojej strony proponowałbym trzecie rozwiązanie.
Stokówki w okolicach Cisnej.
Zwłaszcza te na południe i południowy wschód.
Pętla z Cisnej przez Roztoki i Solinkę oraz stokówka z Cisnej aż prawie do Smereka na południe od obwodnicy.
Moim zdaniem dopiero za grobem jazda staje się bardzo przyjemna:-D
zanotowane.pl doc.pisz.pl pdf.pisz.pl brytfanna.keep.pl
Ten pobyt w Bieszczadach postanowiłem zorganizować sobie nieco inaczej niż zwykle i na dach samochodu zapakowałem rower, ze szczerym zamiarem jazdy nim po moich ukochanych górach.
Tak więc dojechałem do UG ok godz. 13, nie zagłębiając się w szczegóły zjadłem, odpocząłem nieco i postanowiłem się rozgrzać. Wyruszyłem z UG i poprzez Bereżki, Stuposiany i Procisne dotarłem do skrzyżowania w Smolniku gdzie skierowałem się w stronę Dwernika.
Ta część trasy nie była bardzo wymagająca, trochę płaska, troszkę z górki, jedyny podjazd to ten przed skrzyżowaniem.
Potem nieco ostro w dół, ale przy 60 km/h musiałem hamować, gdyż mój leciwy już rower zaczął kolebotać się na wszystkie strony, prawie niczym X1 przy pierwszej próbie przekroczenia bariery dźwięku.
Teraz zaczęło się trudniejsze, do samych Brzegów Górnych pod górę.
Tu skierowałem na UG, celem dokończenia pętli. Do przełęczy jeszcze pod górę, a potem to już praktycznie z napędem grawitacyjnym.
Jadąc rowerem zamiast samochodem można zobaczyć znacznie więcej, na przykład puszki, butelki i opakowania po papierosach, które stonka wyrzuca ze swych aut. Z pozytywnych rzeczy natomiast udało mi się wysłuchać wielu ciekawych odgłosów przyrody i zaobserwować bociana czarnego.
Gdzie jutro pojadę ? Jeszcze nie wiem. Na koniec dam jakieś zdjęcia.
A ha. Chcę zaznaczyć, że jestem rowerzystą amatorem. Mój bicykl ma dobre 12 lat i nie waży kilka deko jak nowoczesne maszyny, a i ja jestem szczupły inaczej :)
Na to czekałem.
Brawo Hero! Ja też kiedyś przytargam rower w Bieszczady.
A nie lepiej po prostu nim przyjechać? Taniej,zdrowiej,ciekawiej!
Też zacząłem myśleć o rowerze...
A nie lepiej po prostu nim przyjechać? Taniej,zdrowiej,ciekawiej! 800 km ???:shock: Pewnie rower, a zwłaszcza ja tego bym nie wytrzymał :lol:
Ja już targam...po latach łażenia pieszo...jest bosko:)
No i element poznawczy dochodzi w moim przypadku, bo jeździć mogę do miejsc, które omijałem albo rzadko i pobieżnie odwiedzałem wędrując pieszo, a autem się telepać jakoś mi nie nada;)
...oczywiście buciorów nie wyrzucam...
Pozdrawiam :)
A nie lepiej po prostu nim przyjechać? Taniej,zdrowiej,ciekawiej! Taniej, no nie wiem, ciekawiej, na pewno, ale czy zdrowiej ? Zakładam, że przy mojej kondycji i bez inwestycji w sprzęt mógłbym zrobić maksymalnie 100 km dziennie po asfalcie (robiłem już 80 km w terenie różnym, więc chyba bym przeżył), do tego dochodzi 4 - 5 noclegów gdzieś tam po drodze.
Drugie założenie jest takie, że żadna z dróg z Mazowsza w Bieszczady nie ma wydzielonej ścieżki rowerowej (a i nie każda pobocze) i trzeba niemal ocierać się o samochody a dodatkowo przeciskać przez najmniej dwa duże miasta.
Może moje wnuki będą mogły zrobić sobie taką wycieczkę, na razie rozsądek podpowiada zapakować rower w coś większego i dowieść na miejsce.
Można na przykład się kiedyś umówić i zapakować 4 rowery na dach samochodu :)
Fajnie, że frakcja rowerowa forum odżyła...i obrodziło relacjami.
Czekam na ciąg dalszy opisów oraz oczywiście na obrazki.
A gdzieś, kiedyś, jakoś...może dane mi będzie spotkać zacnych cyklistów forumowych 8)
pozdrawiam
Ano trza by sie zgadać. Ja jeżdżę "z doskoku". Kolejną razą za jakieś 10 dni. Rower biorę...to co?
Sorry Hero za to spontaniczne zaśmiecanie twojego wątku;) Wybacz.
Kolejną razą za jakieś 10 dni. Rower biorę...to co? To...ja inną razą bowiem w najbliższą, piątkową noc targam 4 rowerki na Ziemię Zaborską. Jeśli tam Ciebie (lub innych) zaniesie to służę swym wątpliwym towarzystwem :mrgreen:
Przyłączam się do błagań o wybaczenie.
Wstałem dziś rano, z radością stwierdziłem, że nic mnie nie boli, więc zjadłem śniadanie i wyruszyłem w trasę.
Dzisiejszym celem było Muczne.
Wyruszyłem z UG i w L. Widełki skręciłem w prawo na niebieski szlak rowerowy. Przez pewien czas jest on równoległy do szlaku niebieskiego na Bukow Berdo. Szlak rowerowy biegnie leśną drogą, jest ona miejscami wyłożona świeżym kruszywem, a miejscami gruntowa. Po opadach jest tam pewnie niezłe bagno, gdyż drogą tą zwozi się drewno z lasu.
Droga idzie dość ostro w górę, spadek jest dopiero przed rozwidleniem. Rozwidlenie to daje dwie opcje dojechania do Mucznego: w prawo, jeszcze sporo pod górkę i w dół do drogi do Mucznego, lub w lewo, z górki do drogi, ale trochę dalej od Mucznego.
Dzień był parny, a pot lał się po oczach, wokół słychać było brzęczenie owadów, świerszczy i piły motorowej gdzieś w oddali.
Wybrałem łagodniejszą drugą wersję. Po drodze z Widełek jedyne warte uwagi rzeczy to nieczynny akurat wypał i wyglądająca na całkiem nową ambona myśliwska, której otwory skierowane były na oddaloną o jakieś 50 metrów lizawkę.
Pokręciłem się trochę po Mucznem, wstąpiłem do Wilczej Jamy na naleśniki.
Długo na nie czekałem, trochę mnie to dziwiło, bo klientów na jedzenie oprócz mnie nie było. Chyba nie mieli gotowych półproduktów i wszystko robili od podstaw, bo naleśniki były bardzo dobre.
Po krótkim odpoczynku, w czasie którego zamieniłem dwa czy trzy zdania z seniorką rodu odnośnie pogody i mojego roweru, ruszyłem w drogę powrotną, tym razem przez Stuposiany. Zatrzymałem się na wyjątkowym punkcie widokowym, jego wyjątkowość polega na tym, że młode świerki wszystko zasłoniły i nic nie widać.
W między czasie zaczęło się chmurzyć, zdążyłem dojechać do UG zanim zaczęło kropić.
Środa. Otworzyłem rano oczy, spojrzałem w okno w suficie i zobaczyłem chmury. Szerszy pogląd wydał się nieco bardziej optymistyczny, tu i tam przez chmury prześwitywał błękit nieba.
Niezbyt chciało mi się wyruszać na trasę, no ale przecież nie będę siedział cały dzień w jednym miejscu, szkoda wakacji. Założyłem sobie na dziś skromniutki plan. Zapakowałem rower na auto i pojechałem do Wołkowyi, kupując po drodze tzw. oscypek i słoiczek fety.
Zaparkowałem przy drodze, przygotowałem rower do drogi i ruszyłem w stronę Baligrodu.
Mój cel nie był szczególnie oryginalny. Chciałem dojechać do Baligrodu, po drodze odwiedzić Czartów Młyn i Patryję. Droga pięła się łagodnie w górę, ale na tyle delikatnie, że nie sprawiała żadnej trudności.
Zrobiłem sobie krótki postój tuż za Wolą Górzańską, a stwierdziwszy po spojrzeniu na mapę, że do skrętu w stronę wodospadu mam nie więcej niż 200 metrów ruszyłem dalej.
W tym momencie zza góry Weretiacz wytoczyła się granatowa chmura, mocno kontrastująca z szarym niebem i zaczęła kropić.
Od pierwszych kropli do ulewy nie minęła więcej niż minuta, zdążyłem założyć pelerynę i dumny z siebie, że przewidziałem taką sytuację ruszyłem dalej. Skręciłem w prawo, przejechałem przez potok i ruszyłem leśną ścieżką.
Ci co tam bywają, wiedzą, że ta droga jest błotnista nawet po wielu dniach bez opadów. Nie dałem rady przejechać (lub przejść podpierając się rowerem) dalej niż jeszcze z 200 metrów. Leśna rozjeżdżona dróżka stała się potokiem błota, no nie dało się dalej, co poradzić.
Złorzecząc w duchu na pogodę i tą sytuację obróciłem rower i ruszyłem w dół. Pomyślałem, że to może być jedyna okazja w najbliższym czasie zobaczyć wodospad z jakąś konkretną ilością wody, bo za każdym razem jak tam jestem ledwo kapie. Znów odwróciłem rower, poszedłem kawałek w górę lecz zaraz ostatecznie zrezygnowałem i ruszyłem w dół. Wszedłem sobie jeszcze w pokrzywy po drodze, przelazłem przez potok, wsiadłem na rower i tym razem w dół ruszyłem do Wołkowyi. Wróciłem do UG, a że czułem niedosyt rowerowania to pojechałem na obiad do Wołosatego.
No, no ...rowerem na Czartów Młyn !!
Lubisz wyzwania.:wink:
Trzeba było sprawić sobie jakiś stelaż i na nim wynieść rower na górę.
Trzeba było sprawić sobie jakiś stelaż i na nim wynieść rower na górę. Lub spokojnie i bezpiecznie przyczaić rower w krzakach...
PS.
Fajny opis rowerowej przygody!
Cieniasy!!!
Hero nie słuchaj ino na pedały napieraj;)
Trochę czasu minęło od ostatniej części, a więc tytułem zakończenia piszę co dalej nastąpiło. A więc tak. Cały czwartek lało. Rower prawie cały dzień przestał przypięty do płotu, a ja pojechałem do Sanoka odwiedzić znajomych, a wieczorem, nocą i rankiem imprezowałem, skutkiem czego w piątek też się nigdzie nie ruszyłem. Za to w piątek pojechałem na śniadanie do Wołosatego, a następnie na zakupy oscypkowe do bacówki poniżej Przełączy Wyżniańskiej i z powrotem. W niedzielę nadszedł powrotu czas, a w poniedziałek do roboty. Pozostał spory niedosyt, już myślę kiedy znowu zapakować rower do lub na samochód, jechać zdobywać bieszczadzkie drogi i bezdroża.
Mimo, że w sumie nie wykorzystałem całego dostępnego czasu i nie pojeździłem tyle co chciałem, to uważam, że było warto. Nie żałuję i z czystym sumieniem polecam taką formę spędzania czasu w Bieszczadach.
Oj warto, warto...tak samo warto by popatrzeć na jakieś obiecane zdjęcia;)
Ja pierdziuuuu
Ale Jaro czyści - zmienił etat :-)
Hero - mam pytanko. Jechałeś w ciemno, czy też liczyłeś na szczęście, że rower nie padnie. A może miałeś jakieś rozeznanie na temat "punktu serwisowego". Pytam, bo swego czasu były takie końcepcje utworzenia w Bieszczadach punktów serwisowych w .. TAM.
Ale Ci zazdroszczę tej jazdy!
Pozdrówka
teraz to każdy chyba wozi ze sobą punkt serwisowy Michale;)...nie licząc sporadycznie pedałujących ...
Jechałeś w ciemno, czy też liczyłeś na szczęście, że rower nie padnie.
Pozdrówka Trochę w ciemno i trochę nie w ciemno. Miałem ze sobą kilka kluczy, zapasowe dętki, ale gdyby popsuła się jakaś inna część, to byłbym unieruchomiony.
Takie punkty serwisowe by się pewnie przydały, bo nikt nie wozi ze sobą skrzynki narzędzi i drugiego roweru w częściach, a rowerzystów wiedziałem wielu. Najbliższy sklep rowerowy jest chyba w Ustrzykach Dolnych.
Co do zdjęć to będą, przynajmniej kilka, jak uporam się z bieżącymi sprawami.
Witam!
Pozwolę sobie tak króciutko ......
1towarzyszył mi
2czasem tak bywało
3 zatrzymywanie sie po ....
PF
Jeśli chodzi o wycieczki rowerowe po Bieszczadach to na dzisiejszy dzień już DZIĘKUJĘ ;-) Niezłą kondyche trzeba miec, aby "wdrapywac" się na strome górki, co prawda tylko raz zdarzyło mi się zejśc z rowera [ w drodze do nieistniejącej wsi Łopienki ]. Ogólnie rower w górach to bardzo męczący odpoczynek, ale za to potem jaką ma się satysfakcję, jak się jedzie tymi drogami autem "kurczę i ja wjechałam pod tą górkę" :D. Najlepiej zjeżdża się z górki 50km/h, ale sprawny rower tu jest niezbędny. Razu pewnego zdarzyło mi się pojechac z nieco uszkodzonym rowerem i tylnim HAMULCEM!! Po wielu trudach jazdą na rowerze po tych pięknych górach... jednak polecam, bo przecież czas tam nie tylko spędza się na wędrowaniu po dzikich lasach, po szlakach górskich ;-)
Mam nadzieję, że niedługo uda mi się zabrać jeszcze raz rower w Bieszczady, może przez ten czas obmyślę jakieś ciekawe trasy.
Co do prędkości maksymalnej to udało mi się osiągnąć 64 km/h. Po tym wyjeździe klocki hamulcowe mam do wymiany w rowerze :). Znacznie gorzej wygląda prędkość średnia, to jedynie niecałe 15 km/h.
Poniżej kilka obiecanych zdjęć.
64km/h ciekawie ;-)
mój rower, który nadaje sie do wymiany bezwarunkowo by tego nie wytrzymał [obecnie angażuję się w kupno nowego mercedessa], co do zdjęc to rewelacja ;)
Super jest jeździć po Biesach rowerkiem. Tylko żeby nie lało.
Byliśmy w zeszłym roku w maju z rowerami.
Super można pojeździć na stokówkach między Cisną a Kalnicą na zboczach Jasła. Prędkości faktycznie po 60km/h, szkoda tylko że w jedną stronę.:razz:
Odwiedziliśmy też Sine Wiry i Sianki. Co prawda od Schronu w Negrylowie jest zakaz ale raz się żyje.
Wybraliśmy drogę ścieżką przyrodniczą, a dzień wcześniej okrutnie lało i nie dało się z rowerami dojść do źródeł Sanu. Ostatni odcinek do Sianek za takim wąskim mostkiem na Sanie trzeba było już prowadzić, zbyt niebezpiecznie.
Ale warto było, wspomnienia super.
Tommy, szacun, wyprawa przednia :-) Się domyślam, że zdjęcie nr 15 zostało zrobione przy drodze z Mucznego, czyli z punktu widokowego, z którego g... widać, bo choinki wyrosły jak dęby :lol:
Czy ktoś może wie dlaczego tam jest ten zakaz ?
Ja wykombinowałem że po to aby nie zakłócać pracy ciężkiego sprzętu na stalowych gąsienicach !
Czy ktoś może wie dlaczego tam jest ten zakaz ?
Ja wykombinowałem że po to aby nie zakłócać pracy ciężkiego sprzętu na stalowych gąsienicach ! Myślę, że przy dużym natężeniu ruchu pieszego, rowerzyści mogliby przeszkadzać, zwłaszcza w niektórych, wąskich miejscach.
Ogólnie wiele zakazów dyrekcja BdPN wprowadza na zasadzie dmuchania na zimne.
Witam wszystkich!Oto kilka fotek z naszych wycieczek podczas pobytu w bieszczadach,w przyszłym roku wracamy:razz: pozdrawiam
i jeszcze kilka
Przypomnieliście mi moje rowerowe przygody, kiedyś zaczęłam też tutaj wątek;) Można jeździć na zwykłym rowerze i liczyć na szczęście tak jak ja... W Bieszczadach mój rower wytrzymał, po powrocie do domu w drodze do pracy się zbiesił i łańcuch mi się rozleciał. Strach by mi teraz było samej włóczyć się na rowerze...
:)
Witam.Ponieważ niezbyt wiele dzieje się w tym wątku postanowiłem zamieścić skromną fotorelację z naszych wycieczek po dolinie sanu na przełomie lipca i sierpnia roku bieżącego rzecz jasna:)Pozdrawiam
Wątku się nic nie dzieje, bo i wyprawa, a co za tym idzie relacja się skończyły. Napisz coś więcej o swoim pobycie w Bieszczadach z rowerem. Wstaw też więcej zdjęć.
Tak sobie myślę, a może by podwiesić taki wątek na stałe. Wszystko co miałoby związek z pedałowaniem po biesach w jednym miejscu, opisy tras i wyprawy itp?
A swoją drogą to wybieram się na week 11-12.09 z rowerem.
Planowana trasa
sobota wokół Otrytu
niedziela wokół Hyrlatej i może jeszcze Smolnik i żebraka jak czasu starczy.
Jak ktoś chętny na trasie Kielce Bieszczady, to mogę zabrać z 1 rowerkiem.
Rower na tym forum jest tematem mało chwytliwym.
Ludziki więcej łazikują niż kręcą.Może są tacy co jeżdżą ale się nie udzielają.
Jutro-
S-k-Ustrzyk iD-Smolnik-Zatwarnica-przeł Szczycisko-Łuch -Sine Wiry-Dołżyca-Cisna-Hoczew- S-k
Mam jeszcze dwie trasy rezerwowe więc może plan w trakcie jazdy zmodyfikuję.
(Pszczeliny stokówką do Dwernika lub z Procisne stokówką do Dwernika)
Wszystko uzależnione od pogody
W planie 200km i około 3tyś w pionie
Może tu ktoś dołączy
..."może jeszcze Smolnik i żebraka jak czasu starczy"...
Zapraszam do mojego kanału.Jest sporo o Bieszczadzkich górkach
http://www.youtube.com/user/wkondor#p/u/18/JPXwt51L3sQ
Też zacząłem myśleć o rowerze... A ja myślę o takich trasach (też nie miałem nigdy roweru w Bieszczadach):
1) autem do tarnawy niżnej, a stamtąd rowerem na parking w bukowcu ewentualnie dalej pod schron, piechotką do tarasu widokowego na sianki i z powrotem, na rowerek i do tarnawy
2) ze smereka w kierunku sinych wirów i odbić w prawo w kierunku na krywe, zatwarnice.
Co wy na to??
grubyszymanek :
Co my na to ?
A w Zatwarnicy będzie czekał wóz serwisowy ?
czy chcesz raczej postawić namiot na "kultową wiatą" ?
Pytam , bo po takim dystansie ja już mam dość, a Waldi jeszcze nie zdążył wrzucić trójki.
Wszystko zależy od Ciebie i tego co oczekujesz.
Obydwie trasy pod względem widokowym są kiepskie, ale może nie o widoki chodzi ?
A ja myślę o takich trasach...
Co wy na to?? Co byś nie wybrał, będzie super.
Co do pierwszego pomysłu - jest bardziej wymagający, więcej podjazdów ale i zjazdów.
Przejazd raczej bezproblemowy nawet po deszczu.
Do do drugiego - również bez problemu dojedziesz od schronu.
Ja onegdaj wypuściłem się dalej aż do grobu (z zamiarem dotarcia do Sianek).
Po deszczu masakra zwłaszcza końcowe partie, no i łamiesz przepisy.
Od grobu jazda przestaje być przyjemnością.
Ze swojej strony proponowałbym trzecie rozwiązanie.
Stokówki w okolicach Cisnej.
Zwłaszcza te na południe i południowy wschód.
Pętla z Cisnej przez Roztoki i Solinkę oraz stokówka z Cisnej aż prawie do Smereka na południe od obwodnicy.
Moim zdaniem dopiero za grobem jazda staje się bardzo przyjemna:-D