bigos - mĂłj pamiÄtnik, wspomnienia, uczucia, przeĹźycia ...
Jakoś tak miałem nie pisać relacji, bo moje podróże to krótkie, jednodniowe wypady tylko, ale słowolejstwo wzięło górę, więc znów Was pomęczę opisem tego, com widział. Tym bardziej, że coś udało się odnaleźć ale parę rzeczy się nie udało więc pytania do bieszczadników powiększające moją nikłą wiedzę się pojawią.
Parę słów wprowadzenia pozwoli wyjaśnić w jaki sposób powstaja plany moich wędrówek.
Plan zaczął świtać w głowie od czasu pozyskania od pewnego leśnika informacji o jeszcze jednym cmentarzu nad Turzańskiem - było to podczas rozmowy o cmentarzu między Terpiakiem a Baraniem podczas przygotowań do trasy "łupkowskiej", ale przy okazji obgadaliśmy okoliczne cmentarze. Już wtedy wiedziałem, że będę musiał tu zawitać. Wprawdzie szczegółów było mało ale tym nie zaprzątałem sobie na razie głowy i zająłem się układaniem dalszej części trasy. Termin wyruszenia na tę trasę też się przeciągał - miało to swoje dobre strony - aby uzyskać dodatkowe informacje o drugim cmentarzu nakierowany zostałem na UG w Komańczy. Tam dowiedziałem się, że przy cerkwi w Turzańsku jest tablica szlaku frontu wschodniego I wojny światowej a na niej oprócz opisu są również namiary na ów drugi cmentarz - stąd było moje pytanie o tę tablicę. Pytanie to zadałem w wielu miejscach, forach, FB - znikąd odpowiedzi. I znów szczęście głupiego - mimo że nie bawię się już w poszukiwanie skarbów to jednak powiadomienia o nowych ciągle otrzymuję - i tak na pocztę wpadła informacja o keszu koło turzańskiej cerkwi. Zagadnięty autor miał zdjęcie tablicy i mi je przesłał - jak widać, mimo sporych błędów na jakie można się natknąć na takich tablicach, czasem jednak są przydatne.
Oczywiście moim towarzyszem miał być jak zawsze pies, trochę się tylko o niego martwiłem, ponieważ w związku z pojawieniem się w domu nowego lokatora - kota - nie wysypiał się (co było o tyle dla mnie dobre, że nie urządzał mi juz codziennie pobudek o 5.30), ale nie wiedziałem, czy tym razem również kondycyjnie wytrzyma.
Wreszcie nadszedł weekend z dobrą prognozą pogody więc o 7 parkuję pod cerkwią w Turzańsku i ruszamy wpierw pod cmentarz na przełączce a później dalej w kierunku Osławy, aby odszukać ów drugi cmentarz. Sprawa z nim o tyle ciekawa, że natykałem się na mapy, gdzie nad Osławą był cmentarz oznaczony, ale wtedy nie było zaznaczonego cmentarza na przełączce, czasami były oba, aż wreszcie pokazał się tylko ten w miejscu cholerycznego - uznałem, że wreszcie prawidłowo jest naniesiony na mapę i nie zaprzątałem sobie głowy drugim.
Już w odległości ok 100m zrzucam plecak na granicy krzaków i na pusto przedzieram się w kierunku cmentarza - zawsze warto poznać choć najbliższą okolicę takich miejsc, aby spróbować odgadnąć skąd takie właśnie położenie cmentarza - czy to mogiły w linii okopów, czy może jakiś lej po wybuchu? W odległości ok. 50m przed poszukiwanym obiektem widzę wypłaszczenie - możliwe, że tam również są mogiły. W końcu odnajduję cokół - podobno jest na grobie niemieckiego oficera (swoją drogą będę teraz poszukiwał dodatkowych informacji, bo jakoś mi parę rzeczy nie pasuje), kiedyś był zwieńczony krzyżem, jego resztki zostały odnalezione ale niestety nie jest kompletny. Trochę czasu marnuję, aby w dość ciemnych zaroślach udało się zrobic w miarę ostre zdjęcie, w końcu wracam po plecak i ruszam na wzgórze 525 licząc na ciekawe zdjęcie cerkwi. Niestety, cerkiew zasłonięta drzewami, więc polną drogą udaję się przez "połoninki" Wysokiego Wierchu w stronę Suliły. Jeszcze dłuższy postój przed Suliłą, podziwiam widoki na sąsiadujący BN - widać dobrze Rzepedkę, Dziady i Żurawinkę...
Gość leżący w kałuży jest ekstra. Po wycieczce zdecydował się odwiedzić SPA.
To są raptem pierwsze kilometry tej wycieczki, ale on ma juz takie maniery, by wleźć w nawet najmniejsze błoto. Później było gorzej, dopiero parę km-ów przed końcem pilnowałem go bardziej, by w miarę czysty (czytaj -by wyschnięte błoto dało się wykruszyć ;) ) zapakował się do samochodu :-)
Tym razem zaliczam szczyt i za niebieskimi znakami udaję się na przełęcz pod Suliłą. Później przez potoczek Kalniczka, trawersuję wzgórze i już jestem nad Kamionkami. Zamiast zejść betonówką do drogi prowadzącej doliną postanawiam pociągnąć dalej polną drogą w kierunku Chryszczatej i dopiero od niej zejść bezpośrednio na cerkwisko. Nie był to dobry pomysł, do przejścia niby tylko ok. 500m ale trawa była czasami wyższa ode mnie a najgorszy był perz mocno chwytający nogi. W końcu, kombinując trochę zwierzęcymi ścieżkami, dobijam do cerkwiska, ale stan jego zarośnięcia ponownie pozwala ledwie odnaleźć fragment murku cerkiewnego - nadal nie wiem, czy są jakiekolwiek ślady cmentarza, czy był tylko przycerkiewny?
Teraz trzeba dobić do stokówki, najbardziej obawiam się, czy w tych trawskach będę w stanie w porę dostrzec pozostałości po studniach, aby moja wycieczka przedwcześnie się nie skończyła. W końcu wychodzę na drogę, następny odcinek miał również prowadzić przez łąki w kierunku trójszczytowego wzgórza oddzielającego Kamionki od Sukowatego. Jednak mam chwilową niechęć do łąk a widziałem wcześniej z przeciwległego zbocza doliny polną drogę prowadzącą mniej więcej w pożądanym kierunku. Nadkładając trochę odszukuję ją i ona wyprowadza mnie nad Kamionkę. Już stąd trochę przeraża mnie widok wzgórza, przez które prowadzi moja trasa, tym bardziej, że w jego kierunku żadna droga już nie prowadzi i znów pozostaje przedzierać się przez łąkę. Dochodzę do linii lasu, w myślach błagam o jakąkolwiek leśną drogę, bo krzaczory solidne. Droga była, ale dopiero po sporym kawałku przedzierania się. To była dobra droga, nie ciągnęła na wierzchołek a trawersowała zbocze więc szło się całkiem łatwo. Tak obszedłem pierwszy wierzchołek, lekko bokiem minąłem środkowy i zacząłem podejście pod trzeci.
Trochę wcześniej (jakoś tak specjalnie jasno określone nie będzie) podczas wędrówki oko uciekło mi w bok - krzyż. Malowany prawie maskująco oznaczał mogiłę z WW. Musiał go postawić ktoś chodzący z wykrywką, pewnie niedawno, beton jeszcze bez śladów mchu. Jak widać w tym towarzystwie są też mający szacunek dla poległych, trochę pracy go to kosztowało - zrobić krzyż, przywieźć, zabetonować...
Trzeciego wierzchołka też nie osiągnąłem, zaczynam schodzić w kierunku Sukowatego. Łatwo nie jest, stok pokryty luźnymi kamieniami zasłoniętymi bujną jeżyną - myślę - byle dobić do łąki, może wreszcie ona będzie skoszona?
Niestety nie była. Łąką do drogi ok. 500m, wcześniej jeszcze przedrzeć się przez pas drzew, gdzie trawa oczywiście wyższa. Zastanawiam się właśnie jak daleko jest droga, gdy przejeżdżające akurat 2 terenówki pomagają mi w jej zlokalizowaniu.
W Sukowatem mam oznaczone 3 obiekty (krzyże/kapliczki?), próbuję odszukać pierwszy z nich, niestety wypada gdzieś w łące, na wszelki wypadek obszukuje pobliską okazałą wierzbę - bez rezultatu. Drugi obiekt również bez powodzenia, do trzeciego nawet nie podchodzę - jest gdzieś za rzeką, dojścia nie widzę.
I tu prośba do bieszczadników - obiekty te są oznaczone na mapie Compass z 2011r, na Compass-ie z 2013r są już tylko 2 z nich, potwierdzone przez mapy Geoportalu - co to jest? Mile widziane zdjęcia :-)
W planie mam odwiedzenie cmentarza, szukam dogodnej drogi. W pewnym miejscu widzę skoszoną drogę prowadzącą mniej więcej w interesującym mnie kierunku, jednak prowadzi ona tylko do pasieki. Mimo tego z niej już niedaleko do Tarnawki i to nią właśnie postanawiam dotrzeć w pobliże cmentarza a i psu trochę ochłody się przyda. Po krótkim odpoczynku przekraczamy Tarnawkę i znów przez zarośla wbijamy się na cmentarz w Sukowatem. Od razu natykam się na nagrobek, wycinam parę samosiejek i robię mu zdjęcie. Niestety, więcej nagrobków mimo krążenia nie udaje mi się odnaleźć, trawa za wysoka a i sił mało. Jeżeli jest więcej nagrobków na cmentarzu to proszę o informację. Również mile widziane info, gdzie znajduje się cerkwisko.
Z cmentarza przechodzę przez wąwóz potoku i kieruję się na kapliczkę pod Gawganiem...
Trasa znów przez łąkę, z wysokiej trawy płoszę łanię - jako że trawa sięga mi znów pod głowę, więc pies trzymający się za mną nawet jej nie zauważył.
Do linii lasu ok. 400m, przez łąkę i pod górę - siły maleją. Dobrze, że po chwili trafiam na ślady ciągnika - podprowadzają mnie pod las, dalej już starą, zarośniętą drogą leśną ciągnę się w kierunku kapliczki. Trzymam się jaru myśląc, że źródełko jest początkiem potoku. Nie pasuje mi jednak otoczenie - ze zdjęcia kapliczki, jakie zamieszczał don Enrico zapamiętałem dość czysty, bukowy las a tymczasem ja przemieszczam się tylko mieszanym ze sporą ilością jeżyn. W końcu gdzieś po lewej stronie pojawiają się buki, opuszczam brzeg jaru i rzeczywiście po chwili trafiam na kapliczkę - teren w lecie inaczej wygląda niż jesienią. Co ciekawe, od tej strony nie natknąłem się na żadną wyraźną drogę do kapliczki, jak również za kapliczką nie widzę takowej - pewnie nie jest zbyt popularna.
Źródełko okazuje się całkiem wydajne, z cienkiej rurki woda leci mocnym strumieniem, zasiadam na długi postój i co chwilę podchodzę wypić parę łyków - mimo zabrania 3l picia na całą trasę staram się go oszczędzić, bo nie wiem co dalej mnie czeka.
Spod kapliczki ruszam w górę i już po chwili trafiam na używana drogę leśną dodatkowo oznaczona symbolami szlaku papieskiego. Nie mam go na mapie, ale jako że kierunek zgodny z moimi oczekiwaniami więc się go trzymam. Wyprowadza mnie na przełęcz nad Kiełczawą, skąd mogę podziwiać widoki na Durną i Łopiennik.
Przecinam drogę, szlak prowadzi dalej stokówką- tabliczka mówi, że za godzinę z hakiem powinienem być w Choceniu. Choć zaplanowana trasa miała minąć Garbów Wierch z drugiej strony to postanawiam trzymać się szlaku - pewnie będzie prowadził dogodniejszym terenem niż sobie wyznaczyłem. I tak było w rzeczywistości aż do miejsca, gdzie zacząłem schodzić w dół. Tam zaczęły być widoczne ślady ścinki drzew - droga rozjechana i mocno błotnista. Taka droga wyprowadziła mnie na łąkę nad Cisowcem i znów mogłem podziwiać krajobrazy - widać było Smerek i ponownie Łopiennik a w kierunku północnym - Bezmiechową.
Odbijam na zachód w kierunku Chocenia. Drogą prowadzi szlak rowerowy a jest ona miejscami jeszcze gorsza niż poprzedni odcinek. Ciężko przejść, czasami omijam gorsze kawałki zaroślami - wszystko przez zwózkę drewna. Nie przypomina wcale drogi, jaką oglądałem na zdjęciach przygotowując trasę. W pewnym momencie słyszę narastający warkot - to wraca ciągnik, który ściągał tą drogą drewno do Serednego - a więc nie ma co liczyć na lepszy stan następnego odcinka.
Choceń był "rewitalizowany" w 1997r, zostały odsłonięte ślady dawnych domostw, piwniczki, studnie. Teraz w bujnej zieloności widać tylko od czasu do czasu piwniczki i pruchniejące obudowy studni. W końcu dochodzę pod cerkwisko, wspinam się na brzeg i chwilę kręcę po terenie...
Dlugi napisał :
Rzeczywiście , łąką biegnie słabo widoczna polna droga , która po dojściu do linii lasu przeskakuje uskokiem w lewo i idzie w górę brzegiem w stronę kapliczki. Można też iść prosto przez krzaki i chaszcze i też dojdziemy do celu.
Oj ! co prawda, to prawda. Zbyszek i Jimi opowiedzą Ci jak nas źródełko ratowało w upalny czerwcowy dzień swoim zbawiennym chłodem.
Na najnowszej mapie Compasu jest już zaznaczony
Oj ! co prawda, to prawda. Zbyszek i Jimi opowiedzą Ci jak nas źródełko ratowało w upalny czerwcowy dzień swoim zbawiennym chłodem. Oj ! prawda, prawda. Jeden z uczestników wyprawy chylił nawet głębokie pokłony w podzięce za wydajność i orzeźwiające moce tego źródełka ;)
Załącznik 34977
Rzeczywiście , łąką biegnie słabo widoczna polna droga , która po dojściu do linii lasu przeskakuje uskokiem w lewo i idzie w górę brzegiem w stronę kapliczki. Można też iść prosto przez krzaki i chaszcze i też dojdziemy do celu. Ślady właśnie poszły w lewo ale myślałem, że tam ciągnik zawrócił. Poszedłem przez chaszcze :-)
Na najnowszej mapie Compasu jest już zaznaczony Posługiwałem się wycinkiem Compass-u z 2011r, tam i cmentarz w Sukowatem i w Choceniu źle zaznaczony. Cerkwiska w Seredniem W. też nie było. Od czasu do czasu wyciągałem Ruthenusa z plecaka, ale to na postojach.
Oj ! prawda, prawda. Jeden z uczestników wyprawy chylił nawet głębokie pokłony w podzięce za wydajność i orzeźwiające moce tego źródełka ;) Jakby było głębiej podebrane to z chęcią bym się pod strumieniem położył :-)
Pod tablicą stojącą koło cerkwiska dłuższy odpoczynek i przeglądnięcie mapy, aby przemyśleć pozostałą część trasy. Po wyjściu z lasu miałem przejść łąkami i wyjść na kościół w Serednem Wielkim. Jednak awersja do łąk nie ustąpiła, idę drogą do cerkwiska i znów chwilę spędzam z psem nad Choceńką. Całą wędrówkę targam również awaryjne picie dla niego, jednak do tej pory zawsze udaje mu się albo załapać na kałuże albo na jakieś strumyki, gdzie może się schłodzić. Przechodzimy bród na Kalniczce i wzdłuż niej idziemy drogą prowadzącą m.in. w kierunku wysypiska. W planach na dziś były również Pohary, lecz będą musiały poczekać na inną okoliczność - przecież nie uciekną.
Skręcamy w drogę leśną prowadzącą do Kulasznego, dobra nawierzchnia i otwarty szlaban sprawia, że co chwilę musimy schodzić na pobocze przed samochodami. Nie odstrasza ich nawet ostrzeżenie przed niedźwiedziami, a my nie liczymy na spotkanie z nimi - pewnie auta skutecznie ich odstraszyły. Drogą wychodzimy na przełączkę, nie widzę znaków szlaku niebieskiego ale tym się nie przejmuję, gdzieś przed Suliłą mam nadzieję na niego trafić a teraz odbijam w lewo. Szlak znalazł się po ok. 300m, widać, że nie jest zbyt popularny. Ruthenus straszy mnie, że oprócz podejścia pod Suliłę będę musiał również zdobyć Ostaszkę, na szczęście szlak już ją omija, nawet za bardzo nie widziałem jego starego przebiegu.
Podejście pod Suliłę mocne, sił już mało i mój towarzysz co chwilę musi zawracać, aby sprawdzić co ze mną. W końcu szczyt, następny odcinek wiedzie drogą, którą już rano pokonałem, ale muszę jeszcze raz nacieszyć oczy widokami. Kawałek po wyjściu z lasu zalegam na trawie i postanawiam przebimbać tu następna godzinkę. Pies dostaje jedzenie i awaryjne picie. Mimo parokrotnego napojania zmęczenie i mocno jeszcze grzejące słońce nie pozwala mu uciąć sobie dłuższej drzemki. Po pół godzinie postanawiam, że lepiej będzie, jeśli zakończymy tę trasę jak najszybciej.
Przejście połoninek, zejście pod cerkiew, gdzie znów spędzamy chwilę na uzupełnianiu płynów i pakujemy się w drogę powrotną.
Wracając przejechałem jeszcze przez jaśliski rynek, ale nie dane mi spotkać pewnych osób - a tak po cichu liczyłem na ten trzeci raz... ;)
Fajnie wędrowało się wirtualnie razem z Tobą :) no i psem oczywiście 8-)
pies jak zwykle fantastyczny :)))
...a ciekawe co zrobisz jak pies dogada się z kotem i obieca mu wspólną wyprawę z Panem ;)
Dzięki za relację ze zdjęciami, jestem jeszcze w trakcie czytania! Zapisałam sobie kilka informacji na przyszłość! :) Dziś jest środa, zastanawiałam się wcześniej czy mam ochotę gdzieś skoczyć na ten weekend ale odczułam już lekki przesyt wszystkiego. Po przeczytaniu Twojej relacji już nie mogę doczekać się jutra, czyli czwartku, gdy siądę nad mapą i podumam :) Ale nie będą to Bieszczady. Więc w tych wszystkich relacjach najfajniejsze jest to, że są (nawzajem) siłą napędową, gdy człowiekowi już się niczego nie chce i zaczyna mieszczańsko myśleć "a może by zrobić to i to w domu", a tu masz ci los - kolejna relacja i znów myślami fruwasz po górkach... :)
...pies jak zwykle fantastyczny :)))
...a ciekawe co zrobisz jak pies dogada się z kotem i obieca mu wspólną wyprawę z Panem ;) Pies jest jedynym członkiem rodziny, który na widok wyciąganego plecaka nie pyta jak daleko trzeba będzie iść. Ostatnio nawet kota odpuścił i znów przez cały wieczór poprzedzający wycieczkę pilnował się mnie.
Wyprawa wspólna z kotem jeszcze może by i przeszła, miałem parę lat temu takiego, który na spacerach po najbliższej okolicy trzymał się mnie koło nogi. Gorzej jak do ekipy trzeba by dokoptować królika i chomika - istna arka Noego :-)
Po przeczytaniu Twojej relacji już nie mogę doczekać się jutra, czyli czwartku, gdy siądę nad mapą i podumam :) Ale nie będą to Bieszczady. Więc w tych wszystkich relacjach najfajniejsze jest to, że są (nawzajem) siłą napędową, gdy człowiekowi już się niczego nie chce i zaczyna mieszczańsko myśleć "a może by zrobić to i to w domu", a tu masz ci los - kolejna relacja i znów myślami fruwasz po górkach... :) Relacje właśnie po to są, aby dać ten impuls do zaplanowania wycieczki. Tyle że u mnie planowanie strasznie długie jest...
A Tobie - jeśli to nie Bieszczady, a ja patrzyłem na BN, więc pewnie tam się udasz - polecam odwiedzone ostatnio przez Wojtka Kamienne, odszukanie kapliczki w połowie dawnej wsi w kierunku linii Kuty - Dziady ale przede wszystkim odwiedzenie cmentarza w Bełchówce. Dla mnie mimo ponownej wizyty znów wywarł niesamowite wrażenie - las a wsród drzew nagle krzyże. I ta niesamowita pustka i cisza... Nie znam żadnego podobnego miejsca, może ściana wschodnia, ale to daleko a tu mam pod bokiem. Już mam w planach aby zawitać tam zimą...
Oczywiście zaglądnąć również do Zawadki M. Albo Jawornik - dobre opracowanie dostępne na stronach portalu BN - warto się zapoznać i próbować odszukać. Wogóle i część wschodnia BN i przylegająca część zachodnia Bieszczadów kręci mnie coraz bardziej...
Ale prosiłbym jeszcze o odpowiedź na pytanie, jakie to obiekty/krzyże są uwidocznione na mapie w Sukowatem? Są możliwe do
las a wsród drzew nagle krzyże. I ta niesamowita pustka i cisza... Nie znam żadnego podobnego miejsca Zaglądnij na Roztocze, tam jest wiele miejsc, gdzie królują cisza, pustka i krzyże. A ja zaglądnę do Bełchówki :wink:
Zaglądnij na Roztocze, tam jest wiele miejsc, gdzie królują cisza, pustka i krzyże. A ja zaglądnę do Bełchówki :wink: Właśnie dlatego pisałem o ścianie wschodniej, ale tam odległośc determinowała by wędrówkę, choć klimaty odpowiednie jak dla mnie. Nie wiem tylko, czy pies wytrzymałby dość długi transport :-)
Z chęcią dołączyłbym do tej Bełchówki - może tym razem byłby ten trzeci raz?
Z chęcią dołączyłbym do tej Bełchówki - może tym razem byłby ten trzeci raz? Mam nadzieję, że się uda. Dam znać gdy będę się wybierał. Może nawet "rycerską" ekipę uda się pozbierać? :wink:
Dlugi, zgadłeś, właśnie siedzę nad mapę Beskidu Niskiego ale na wschodnią część -graniczącą właśnie z Bieszczadami chwilowo nie mam ochoty i za daleko z dojazdem ;P
...przede wszystkim odwiedzenie cmentarza w Bełchówce. Nazwa Bełchówka pojawiła się w tym roku po raz pierwszy także na mapie Compassu (Beskid Niski 2014).
Nazwa Bełchówka pojawiła się w tym roku po raz pierwszy także na mapie Compassu (Beskid Niski 2014). Pojawiła, bo już miałem ich dość. Pracują chłopaki chyba na warstwach i mapy generuja losowo z nich. Coś, co już było dobrze na mapie nagle jest źle oznaczone albo całkiem znika. A czasami ich fantazja ponosi - popatrz na Wernejówkę :-)
Jeszcze jedno pytanie mam, jak już posta klepię. Poniżej wycinek mapy Chocenia z tablicy - na północ od wsi są oznaczone fortyfikacje polowe (cerkiew na dole wycinka)- z jakiego okresu pochodzą - WW, IIWŚ czy może UPA?
Pies jest jedynym członkiem rodziny, który na widok wyciąganego plecaka nie pyta jak daleko trzeba będzie iść. Ostatnio nawet kota odpuścił i znów przez cały wieczór poprzedzający wycieczkę pilnował się mnie.Wyprawa wspólna z kotem jeszcze może by i przeszła, miałem parę lat temu takiego, który na spacerach po najbliższej okolicy trzymał się mnie koło nogi. Gorzej jak do ekipy trzeba by dokoptować królika i chomika - istna arka Noego :-) fretkę w Bieszczadach na szlaku widziałam ale królika i chomika jeszcze nie :mrgreen:
ale przecież zwierzęta kieszonkowe :wink: też lubią wycieczki:http://forum.bieszczady.info.pl/atta...415849&thumb=1 więc co im żałować.
(żeby nie było - to żaden kanapowiec tylko urodzony myśliwy choć niepozorny ;) )
pozostając przy psim wątku w tym wątku - czy wędrując z psem nie obawiasz się o niego? na pewno akurat dla Twojego psa to wielka frajda taka całodzienna wyprawa ale czy nigdy nie miał spotkania z jakimiś zwierzętami w lesie? Jeśli nie prowadzisz go na smyczy to czy nie obawiasz się trochę właśnie takich spotkań? Do tej pory pamiętam, kiedy kilka lat temu w lesie wędrując z owczarkiem nagle i nie wiadomo skąd pojawiły się dziki w zaroślach (nie było wcześniej widać ani słychać żadnego przemieszczania więc chyba po prostu były w tych krzakach). Pies polazł w te krzaki i przez chwilę trwała taka kotłowanina, że nie wiadomo było co robić - jak pomóc skomlącemu psu, żeby przy tym jeszcze nikt z nas nie ucierpiał. Straszne uczucie niemocy. Pozostały tylko krzyki i wołanie do psa. Nie wiem co sprawiło (może te krzyki i dziecięce płacze), że te dziki zwiały do lasu a pies wyszedł z krzaków spokojnym krokiem, bez żadnego pisku - chyba był w jakimś szoku. Na pierwsze obejrzenie - oprócz powierzchownych lekkich ran - nic mu nie było. Później się okazało, że jednak go trochę poważniej poturbowały.
Idąc z psem do lasu - obojętnie czy z małym czy z dużym - trochę się obawiam spuścić go ze smyczy.
Ale psa masz przepięknego :)))
Nie widzę zdjęcia, możliwe, że to przez ograniczenia w pracy :-(
A co do psa - jest to rasa myśliwska, jednak nie był układany w tym kierunku. Zresztą nie można mówić o jakimś jego ułożeniu, daliśmy go na szkolenie do pewnego behawiorysty, miał go ułożyć. Szkolenie skończyło się w połowie czasu - zabraliśmy go stamtąd bo wyglądał strasznie - zachudzony, brudny, kręgosłup w pałąk. Podobno tak jest do nas przywiązany, że nie chciał jeść. Tak więc ułożony nie jest, na moje wołanie reaguje ale nie natychmiast.
Wędrujemy razem już parę lat i tak jakoś strach przed grubszym zwierzem mi przechodzi (a mówią, że pies może ściągnąć na siebie i właściciela zwierza, który będzie bronił swego rewiru - z tego powodu raz tylko nie zabrałem go ze sobą, wtedy, gdy w okolicach Rymanowa pojawił się niedźwiedź). Mój pies bohaterem nie jest, często widzę, że nawet małe psy są w stanie go przegonić - może to trauma po tym, jak w Wołowcu napadły nas 3 owczarki? Obawiam się, aby nie przeganiał zwierzyny jak saren, jeleni ale okazuje się, że przeważnie albo ja wcześniej je zobaczę i psa przywołam albo one nas zobaczą i zdążą się oddalić zanim pies ich wyczuje.
Za to mocniej obawiam się żmij...
To chyba Gończy polski odmiana czekoladowa... mój pies "marzenie" :)
...raczej na wyżła wygląda....:?:
Myślałem że asia999 dała jakieś zdjęcie a to coś mi przeglądarka kiełbasiła.
A co do psa to wyżeł niemiecki krótkowłosy :-)
Wędrujemy razem już parę lat i tak jakoś strach przed grubszym zwierzem mi przechodzi (a mówią, że pies może ściągnąć na siebie i właściciela zwierza, który będzie bronił swego rewiru Mam nadzieję, że szczęście w tym zakresie dalej będzie Waszemu tandemowi sprzyjać :)) żeby nie wywołać (nomen omen) wilka z lasu, odpukuję w niemalowane i zaklinam - na psa urok! :))
Za to mocniej obawiam się żmij... rzeczywiście, to jest bardzo realne zagrożenie. Zwłaszcza dla małego psa. Zwłaszcza w Bieszczadach i BN. Ale podobno są takie szkolenia, które uczą psa zachowania kiedy zobaczy żmiję - zamiast "wsadzać nos" gdzie nie trzeba, trzyma się z daleka i sygnalizuje właścicielowi, że jest żmija. Gorzej jak gad zlokalizowany tak, że pies nadepnie nie wyczuwając niebezpieczeństwa. Unikam chodzenia w Bieszczadach po lesie i łąkach z psem luzem bo kosztuje mnie to za dużo strachu o psinę, chociaż pies uwielbia takie wędrówki. I nie znosi być noszony ale czasami musi dla dobra swojego. Chodzenie z jęczącym yorkiem na rękach - to chyba gorszy obciach niż sandały albo klapki :mrgreen:
zdjęcie wstawiłam, ale coś chyba je wywiało. Więc teraz z rozpędu zdjęcia trzy :wink: i nie zagaduję więcej w psim temacie bo było Twoje pytanie o fortyfikacje, więc nie chcę zagadać.
Uroczy piesek ,to chyba panienka ?
tak, to suczka. :)
zanotowane.pl doc.pisz.pl pdf.pisz.pl brytfanna.keep.pl
Parę słów wprowadzenia pozwoli wyjaśnić w jaki sposób powstaja plany moich wędrówek.
Plan zaczął świtać w głowie od czasu pozyskania od pewnego leśnika informacji o jeszcze jednym cmentarzu nad Turzańskiem - było to podczas rozmowy o cmentarzu między Terpiakiem a Baraniem podczas przygotowań do trasy "łupkowskiej", ale przy okazji obgadaliśmy okoliczne cmentarze. Już wtedy wiedziałem, że będę musiał tu zawitać. Wprawdzie szczegółów było mało ale tym nie zaprzątałem sobie na razie głowy i zająłem się układaniem dalszej części trasy. Termin wyruszenia na tę trasę też się przeciągał - miało to swoje dobre strony - aby uzyskać dodatkowe informacje o drugim cmentarzu nakierowany zostałem na UG w Komańczy. Tam dowiedziałem się, że przy cerkwi w Turzańsku jest tablica szlaku frontu wschodniego I wojny światowej a na niej oprócz opisu są również namiary na ów drugi cmentarz - stąd było moje pytanie o tę tablicę. Pytanie to zadałem w wielu miejscach, forach, FB - znikąd odpowiedzi. I znów szczęście głupiego - mimo że nie bawię się już w poszukiwanie skarbów to jednak powiadomienia o nowych ciągle otrzymuję - i tak na pocztę wpadła informacja o keszu koło turzańskiej cerkwi. Zagadnięty autor miał zdjęcie tablicy i mi je przesłał - jak widać, mimo sporych błędów na jakie można się natknąć na takich tablicach, czasem jednak są przydatne.
Oczywiście moim towarzyszem miał być jak zawsze pies, trochę się tylko o niego martwiłem, ponieważ w związku z pojawieniem się w domu nowego lokatora - kota - nie wysypiał się (co było o tyle dla mnie dobre, że nie urządzał mi juz codziennie pobudek o 5.30), ale nie wiedziałem, czy tym razem również kondycyjnie wytrzyma.
Wreszcie nadszedł weekend z dobrą prognozą pogody więc o 7 parkuję pod cerkwią w Turzańsku i ruszamy wpierw pod cmentarz na przełączce a później dalej w kierunku Osławy, aby odszukać ów drugi cmentarz. Sprawa z nim o tyle ciekawa, że natykałem się na mapy, gdzie nad Osławą był cmentarz oznaczony, ale wtedy nie było zaznaczonego cmentarza na przełączce, czasami były oba, aż wreszcie pokazał się tylko ten w miejscu cholerycznego - uznałem, że wreszcie prawidłowo jest naniesiony na mapę i nie zaprzątałem sobie głowy drugim.
Już w odległości ok 100m zrzucam plecak na granicy krzaków i na pusto przedzieram się w kierunku cmentarza - zawsze warto poznać choć najbliższą okolicę takich miejsc, aby spróbować odgadnąć skąd takie właśnie położenie cmentarza - czy to mogiły w linii okopów, czy może jakiś lej po wybuchu? W odległości ok. 50m przed poszukiwanym obiektem widzę wypłaszczenie - możliwe, że tam również są mogiły. W końcu odnajduję cokół - podobno jest na grobie niemieckiego oficera (swoją drogą będę teraz poszukiwał dodatkowych informacji, bo jakoś mi parę rzeczy nie pasuje), kiedyś był zwieńczony krzyżem, jego resztki zostały odnalezione ale niestety nie jest kompletny. Trochę czasu marnuję, aby w dość ciemnych zaroślach udało się zrobic w miarę ostre zdjęcie, w końcu wracam po plecak i ruszam na wzgórze 525 licząc na ciekawe zdjęcie cerkwi. Niestety, cerkiew zasłonięta drzewami, więc polną drogą udaję się przez "połoninki" Wysokiego Wierchu w stronę Suliły. Jeszcze dłuższy postój przed Suliłą, podziwiam widoki na sąsiadujący BN - widać dobrze Rzepedkę, Dziady i Żurawinkę...
Gość leżący w kałuży jest ekstra. Po wycieczce zdecydował się odwiedzić SPA.
To są raptem pierwsze kilometry tej wycieczki, ale on ma juz takie maniery, by wleźć w nawet najmniejsze błoto. Później było gorzej, dopiero parę km-ów przed końcem pilnowałem go bardziej, by w miarę czysty (czytaj -by wyschnięte błoto dało się wykruszyć ;) ) zapakował się do samochodu :-)
Tym razem zaliczam szczyt i za niebieskimi znakami udaję się na przełęcz pod Suliłą. Później przez potoczek Kalniczka, trawersuję wzgórze i już jestem nad Kamionkami. Zamiast zejść betonówką do drogi prowadzącej doliną postanawiam pociągnąć dalej polną drogą w kierunku Chryszczatej i dopiero od niej zejść bezpośrednio na cerkwisko. Nie był to dobry pomysł, do przejścia niby tylko ok. 500m ale trawa była czasami wyższa ode mnie a najgorszy był perz mocno chwytający nogi. W końcu, kombinując trochę zwierzęcymi ścieżkami, dobijam do cerkwiska, ale stan jego zarośnięcia ponownie pozwala ledwie odnaleźć fragment murku cerkiewnego - nadal nie wiem, czy są jakiekolwiek ślady cmentarza, czy był tylko przycerkiewny?
Teraz trzeba dobić do stokówki, najbardziej obawiam się, czy w tych trawskach będę w stanie w porę dostrzec pozostałości po studniach, aby moja wycieczka przedwcześnie się nie skończyła. W końcu wychodzę na drogę, następny odcinek miał również prowadzić przez łąki w kierunku trójszczytowego wzgórza oddzielającego Kamionki od Sukowatego. Jednak mam chwilową niechęć do łąk a widziałem wcześniej z przeciwległego zbocza doliny polną drogę prowadzącą mniej więcej w pożądanym kierunku. Nadkładając trochę odszukuję ją i ona wyprowadza mnie nad Kamionkę. Już stąd trochę przeraża mnie widok wzgórza, przez które prowadzi moja trasa, tym bardziej, że w jego kierunku żadna droga już nie prowadzi i znów pozostaje przedzierać się przez łąkę. Dochodzę do linii lasu, w myślach błagam o jakąkolwiek leśną drogę, bo krzaczory solidne. Droga była, ale dopiero po sporym kawałku przedzierania się. To była dobra droga, nie ciągnęła na wierzchołek a trawersowała zbocze więc szło się całkiem łatwo. Tak obszedłem pierwszy wierzchołek, lekko bokiem minąłem środkowy i zacząłem podejście pod trzeci.
Trochę wcześniej (jakoś tak specjalnie jasno określone nie będzie) podczas wędrówki oko uciekło mi w bok - krzyż. Malowany prawie maskująco oznaczał mogiłę z WW. Musiał go postawić ktoś chodzący z wykrywką, pewnie niedawno, beton jeszcze bez śladów mchu. Jak widać w tym towarzystwie są też mający szacunek dla poległych, trochę pracy go to kosztowało - zrobić krzyż, przywieźć, zabetonować...
Trzeciego wierzchołka też nie osiągnąłem, zaczynam schodzić w kierunku Sukowatego. Łatwo nie jest, stok pokryty luźnymi kamieniami zasłoniętymi bujną jeżyną - myślę - byle dobić do łąki, może wreszcie ona będzie skoszona?
Niestety nie była. Łąką do drogi ok. 500m, wcześniej jeszcze przedrzeć się przez pas drzew, gdzie trawa oczywiście wyższa. Zastanawiam się właśnie jak daleko jest droga, gdy przejeżdżające akurat 2 terenówki pomagają mi w jej zlokalizowaniu.
W Sukowatem mam oznaczone 3 obiekty (krzyże/kapliczki?), próbuję odszukać pierwszy z nich, niestety wypada gdzieś w łące, na wszelki wypadek obszukuje pobliską okazałą wierzbę - bez rezultatu. Drugi obiekt również bez powodzenia, do trzeciego nawet nie podchodzę - jest gdzieś za rzeką, dojścia nie widzę.
I tu prośba do bieszczadników - obiekty te są oznaczone na mapie Compass z 2011r, na Compass-ie z 2013r są już tylko 2 z nich, potwierdzone przez mapy Geoportalu - co to jest? Mile widziane zdjęcia :-)
W planie mam odwiedzenie cmentarza, szukam dogodnej drogi. W pewnym miejscu widzę skoszoną drogę prowadzącą mniej więcej w interesującym mnie kierunku, jednak prowadzi ona tylko do pasieki. Mimo tego z niej już niedaleko do Tarnawki i to nią właśnie postanawiam dotrzeć w pobliże cmentarza a i psu trochę ochłody się przyda. Po krótkim odpoczynku przekraczamy Tarnawkę i znów przez zarośla wbijamy się na cmentarz w Sukowatem. Od razu natykam się na nagrobek, wycinam parę samosiejek i robię mu zdjęcie. Niestety, więcej nagrobków mimo krążenia nie udaje mi się odnaleźć, trawa za wysoka a i sił mało. Jeżeli jest więcej nagrobków na cmentarzu to proszę o informację. Również mile widziane info, gdzie znajduje się cerkwisko.
Z cmentarza przechodzę przez wąwóz potoku i kieruję się na kapliczkę pod Gawganiem...
Trasa znów przez łąkę, z wysokiej trawy płoszę łanię - jako że trawa sięga mi znów pod głowę, więc pies trzymający się za mną nawet jej nie zauważył.
Do linii lasu ok. 400m, przez łąkę i pod górę - siły maleją. Dobrze, że po chwili trafiam na ślady ciągnika - podprowadzają mnie pod las, dalej już starą, zarośniętą drogą leśną ciągnę się w kierunku kapliczki. Trzymam się jaru myśląc, że źródełko jest początkiem potoku. Nie pasuje mi jednak otoczenie - ze zdjęcia kapliczki, jakie zamieszczał don Enrico zapamiętałem dość czysty, bukowy las a tymczasem ja przemieszczam się tylko mieszanym ze sporą ilością jeżyn. W końcu gdzieś po lewej stronie pojawiają się buki, opuszczam brzeg jaru i rzeczywiście po chwili trafiam na kapliczkę - teren w lecie inaczej wygląda niż jesienią. Co ciekawe, od tej strony nie natknąłem się na żadną wyraźną drogę do kapliczki, jak również za kapliczką nie widzę takowej - pewnie nie jest zbyt popularna.
Źródełko okazuje się całkiem wydajne, z cienkiej rurki woda leci mocnym strumieniem, zasiadam na długi postój i co chwilę podchodzę wypić parę łyków - mimo zabrania 3l picia na całą trasę staram się go oszczędzić, bo nie wiem co dalej mnie czeka.
Spod kapliczki ruszam w górę i już po chwili trafiam na używana drogę leśną dodatkowo oznaczona symbolami szlaku papieskiego. Nie mam go na mapie, ale jako że kierunek zgodny z moimi oczekiwaniami więc się go trzymam. Wyprowadza mnie na przełęcz nad Kiełczawą, skąd mogę podziwiać widoki na Durną i Łopiennik.
Przecinam drogę, szlak prowadzi dalej stokówką- tabliczka mówi, że za godzinę z hakiem powinienem być w Choceniu. Choć zaplanowana trasa miała minąć Garbów Wierch z drugiej strony to postanawiam trzymać się szlaku - pewnie będzie prowadził dogodniejszym terenem niż sobie wyznaczyłem. I tak było w rzeczywistości aż do miejsca, gdzie zacząłem schodzić w dół. Tam zaczęły być widoczne ślady ścinki drzew - droga rozjechana i mocno błotnista. Taka droga wyprowadziła mnie na łąkę nad Cisowcem i znów mogłem podziwiać krajobrazy - widać było Smerek i ponownie Łopiennik a w kierunku północnym - Bezmiechową.
Odbijam na zachód w kierunku Chocenia. Drogą prowadzi szlak rowerowy a jest ona miejscami jeszcze gorsza niż poprzedni odcinek. Ciężko przejść, czasami omijam gorsze kawałki zaroślami - wszystko przez zwózkę drewna. Nie przypomina wcale drogi, jaką oglądałem na zdjęciach przygotowując trasę. W pewnym momencie słyszę narastający warkot - to wraca ciągnik, który ściągał tą drogą drewno do Serednego - a więc nie ma co liczyć na lepszy stan następnego odcinka.
Choceń był "rewitalizowany" w 1997r, zostały odsłonięte ślady dawnych domostw, piwniczki, studnie. Teraz w bujnej zieloności widać tylko od czasu do czasu piwniczki i pruchniejące obudowy studni. W końcu dochodzę pod cerkwisko, wspinam się na brzeg i chwilę kręcę po terenie...
Dlugi napisał :
Rzeczywiście , łąką biegnie słabo widoczna polna droga , która po dojściu do linii lasu przeskakuje uskokiem w lewo i idzie w górę brzegiem w stronę kapliczki. Można też iść prosto przez krzaki i chaszcze i też dojdziemy do celu.
Oj ! co prawda, to prawda. Zbyszek i Jimi opowiedzą Ci jak nas źródełko ratowało w upalny czerwcowy dzień swoim zbawiennym chłodem.
Na najnowszej mapie Compasu jest już zaznaczony
Oj ! co prawda, to prawda. Zbyszek i Jimi opowiedzą Ci jak nas źródełko ratowało w upalny czerwcowy dzień swoim zbawiennym chłodem. Oj ! prawda, prawda. Jeden z uczestników wyprawy chylił nawet głębokie pokłony w podzięce za wydajność i orzeźwiające moce tego źródełka ;)
Załącznik 34977
Rzeczywiście , łąką biegnie słabo widoczna polna droga , która po dojściu do linii lasu przeskakuje uskokiem w lewo i idzie w górę brzegiem w stronę kapliczki. Można też iść prosto przez krzaki i chaszcze i też dojdziemy do celu. Ślady właśnie poszły w lewo ale myślałem, że tam ciągnik zawrócił. Poszedłem przez chaszcze :-)
Na najnowszej mapie Compasu jest już zaznaczony Posługiwałem się wycinkiem Compass-u z 2011r, tam i cmentarz w Sukowatem i w Choceniu źle zaznaczony. Cerkwiska w Seredniem W. też nie było. Od czasu do czasu wyciągałem Ruthenusa z plecaka, ale to na postojach.
Oj ! prawda, prawda. Jeden z uczestników wyprawy chylił nawet głębokie pokłony w podzięce za wydajność i orzeźwiające moce tego źródełka ;) Jakby było głębiej podebrane to z chęcią bym się pod strumieniem położył :-)
Pod tablicą stojącą koło cerkwiska dłuższy odpoczynek i przeglądnięcie mapy, aby przemyśleć pozostałą część trasy. Po wyjściu z lasu miałem przejść łąkami i wyjść na kościół w Serednem Wielkim. Jednak awersja do łąk nie ustąpiła, idę drogą do cerkwiska i znów chwilę spędzam z psem nad Choceńką. Całą wędrówkę targam również awaryjne picie dla niego, jednak do tej pory zawsze udaje mu się albo załapać na kałuże albo na jakieś strumyki, gdzie może się schłodzić. Przechodzimy bród na Kalniczce i wzdłuż niej idziemy drogą prowadzącą m.in. w kierunku wysypiska. W planach na dziś były również Pohary, lecz będą musiały poczekać na inną okoliczność - przecież nie uciekną.
Skręcamy w drogę leśną prowadzącą do Kulasznego, dobra nawierzchnia i otwarty szlaban sprawia, że co chwilę musimy schodzić na pobocze przed samochodami. Nie odstrasza ich nawet ostrzeżenie przed niedźwiedziami, a my nie liczymy na spotkanie z nimi - pewnie auta skutecznie ich odstraszyły. Drogą wychodzimy na przełączkę, nie widzę znaków szlaku niebieskiego ale tym się nie przejmuję, gdzieś przed Suliłą mam nadzieję na niego trafić a teraz odbijam w lewo. Szlak znalazł się po ok. 300m, widać, że nie jest zbyt popularny. Ruthenus straszy mnie, że oprócz podejścia pod Suliłę będę musiał również zdobyć Ostaszkę, na szczęście szlak już ją omija, nawet za bardzo nie widziałem jego starego przebiegu.
Podejście pod Suliłę mocne, sił już mało i mój towarzysz co chwilę musi zawracać, aby sprawdzić co ze mną. W końcu szczyt, następny odcinek wiedzie drogą, którą już rano pokonałem, ale muszę jeszcze raz nacieszyć oczy widokami. Kawałek po wyjściu z lasu zalegam na trawie i postanawiam przebimbać tu następna godzinkę. Pies dostaje jedzenie i awaryjne picie. Mimo parokrotnego napojania zmęczenie i mocno jeszcze grzejące słońce nie pozwala mu uciąć sobie dłuższej drzemki. Po pół godzinie postanawiam, że lepiej będzie, jeśli zakończymy tę trasę jak najszybciej.
Przejście połoninek, zejście pod cerkiew, gdzie znów spędzamy chwilę na uzupełnianiu płynów i pakujemy się w drogę powrotną.
Wracając przejechałem jeszcze przez jaśliski rynek, ale nie dane mi spotkać pewnych osób - a tak po cichu liczyłem na ten trzeci raz... ;)
Fajnie wędrowało się wirtualnie razem z Tobą :) no i psem oczywiście 8-)
pies jak zwykle fantastyczny :)))
...a ciekawe co zrobisz jak pies dogada się z kotem i obieca mu wspólną wyprawę z Panem ;)
Dzięki za relację ze zdjęciami, jestem jeszcze w trakcie czytania! Zapisałam sobie kilka informacji na przyszłość! :) Dziś jest środa, zastanawiałam się wcześniej czy mam ochotę gdzieś skoczyć na ten weekend ale odczułam już lekki przesyt wszystkiego. Po przeczytaniu Twojej relacji już nie mogę doczekać się jutra, czyli czwartku, gdy siądę nad mapą i podumam :) Ale nie będą to Bieszczady. Więc w tych wszystkich relacjach najfajniejsze jest to, że są (nawzajem) siłą napędową, gdy człowiekowi już się niczego nie chce i zaczyna mieszczańsko myśleć "a może by zrobić to i to w domu", a tu masz ci los - kolejna relacja i znów myślami fruwasz po górkach... :)
...pies jak zwykle fantastyczny :)))
...a ciekawe co zrobisz jak pies dogada się z kotem i obieca mu wspólną wyprawę z Panem ;) Pies jest jedynym członkiem rodziny, który na widok wyciąganego plecaka nie pyta jak daleko trzeba będzie iść. Ostatnio nawet kota odpuścił i znów przez cały wieczór poprzedzający wycieczkę pilnował się mnie.
Wyprawa wspólna z kotem jeszcze może by i przeszła, miałem parę lat temu takiego, który na spacerach po najbliższej okolicy trzymał się mnie koło nogi. Gorzej jak do ekipy trzeba by dokoptować królika i chomika - istna arka Noego :-)
Po przeczytaniu Twojej relacji już nie mogę doczekać się jutra, czyli czwartku, gdy siądę nad mapą i podumam :) Ale nie będą to Bieszczady. Więc w tych wszystkich relacjach najfajniejsze jest to, że są (nawzajem) siłą napędową, gdy człowiekowi już się niczego nie chce i zaczyna mieszczańsko myśleć "a może by zrobić to i to w domu", a tu masz ci los - kolejna relacja i znów myślami fruwasz po górkach... :) Relacje właśnie po to są, aby dać ten impuls do zaplanowania wycieczki. Tyle że u mnie planowanie strasznie długie jest...
A Tobie - jeśli to nie Bieszczady, a ja patrzyłem na BN, więc pewnie tam się udasz - polecam odwiedzone ostatnio przez Wojtka Kamienne, odszukanie kapliczki w połowie dawnej wsi w kierunku linii Kuty - Dziady ale przede wszystkim odwiedzenie cmentarza w Bełchówce. Dla mnie mimo ponownej wizyty znów wywarł niesamowite wrażenie - las a wsród drzew nagle krzyże. I ta niesamowita pustka i cisza... Nie znam żadnego podobnego miejsca, może ściana wschodnia, ale to daleko a tu mam pod bokiem. Już mam w planach aby zawitać tam zimą...
Oczywiście zaglądnąć również do Zawadki M. Albo Jawornik - dobre opracowanie dostępne na stronach portalu BN - warto się zapoznać i próbować odszukać. Wogóle i część wschodnia BN i przylegająca część zachodnia Bieszczadów kręci mnie coraz bardziej...
Ale prosiłbym jeszcze o odpowiedź na pytanie, jakie to obiekty/krzyże są uwidocznione na mapie w Sukowatem? Są możliwe do
las a wsród drzew nagle krzyże. I ta niesamowita pustka i cisza... Nie znam żadnego podobnego miejsca Zaglądnij na Roztocze, tam jest wiele miejsc, gdzie królują cisza, pustka i krzyże. A ja zaglądnę do Bełchówki :wink:
Zaglądnij na Roztocze, tam jest wiele miejsc, gdzie królują cisza, pustka i krzyże. A ja zaglądnę do Bełchówki :wink: Właśnie dlatego pisałem o ścianie wschodniej, ale tam odległośc determinowała by wędrówkę, choć klimaty odpowiednie jak dla mnie. Nie wiem tylko, czy pies wytrzymałby dość długi transport :-)
Z chęcią dołączyłbym do tej Bełchówki - może tym razem byłby ten trzeci raz?
Z chęcią dołączyłbym do tej Bełchówki - może tym razem byłby ten trzeci raz? Mam nadzieję, że się uda. Dam znać gdy będę się wybierał. Może nawet "rycerską" ekipę uda się pozbierać? :wink:
Dlugi, zgadłeś, właśnie siedzę nad mapę Beskidu Niskiego ale na wschodnią część -graniczącą właśnie z Bieszczadami chwilowo nie mam ochoty i za daleko z dojazdem ;P
...przede wszystkim odwiedzenie cmentarza w Bełchówce. Nazwa Bełchówka pojawiła się w tym roku po raz pierwszy także na mapie Compassu (Beskid Niski 2014).
Nazwa Bełchówka pojawiła się w tym roku po raz pierwszy także na mapie Compassu (Beskid Niski 2014). Pojawiła, bo już miałem ich dość. Pracują chłopaki chyba na warstwach i mapy generuja losowo z nich. Coś, co już było dobrze na mapie nagle jest źle oznaczone albo całkiem znika. A czasami ich fantazja ponosi - popatrz na Wernejówkę :-)
Jeszcze jedno pytanie mam, jak już posta klepię. Poniżej wycinek mapy Chocenia z tablicy - na północ od wsi są oznaczone fortyfikacje polowe (cerkiew na dole wycinka)- z jakiego okresu pochodzą - WW, IIWŚ czy może UPA?
Pies jest jedynym członkiem rodziny, który na widok wyciąganego plecaka nie pyta jak daleko trzeba będzie iść. Ostatnio nawet kota odpuścił i znów przez cały wieczór poprzedzający wycieczkę pilnował się mnie.Wyprawa wspólna z kotem jeszcze może by i przeszła, miałem parę lat temu takiego, który na spacerach po najbliższej okolicy trzymał się mnie koło nogi. Gorzej jak do ekipy trzeba by dokoptować królika i chomika - istna arka Noego :-) fretkę w Bieszczadach na szlaku widziałam ale królika i chomika jeszcze nie :mrgreen:
ale przecież zwierzęta kieszonkowe :wink: też lubią wycieczki:http://forum.bieszczady.info.pl/atta...415849&thumb=1 więc co im żałować.
(żeby nie było - to żaden kanapowiec tylko urodzony myśliwy choć niepozorny ;) )
pozostając przy psim wątku w tym wątku - czy wędrując z psem nie obawiasz się o niego? na pewno akurat dla Twojego psa to wielka frajda taka całodzienna wyprawa ale czy nigdy nie miał spotkania z jakimiś zwierzętami w lesie? Jeśli nie prowadzisz go na smyczy to czy nie obawiasz się trochę właśnie takich spotkań? Do tej pory pamiętam, kiedy kilka lat temu w lesie wędrując z owczarkiem nagle i nie wiadomo skąd pojawiły się dziki w zaroślach (nie było wcześniej widać ani słychać żadnego przemieszczania więc chyba po prostu były w tych krzakach). Pies polazł w te krzaki i przez chwilę trwała taka kotłowanina, że nie wiadomo było co robić - jak pomóc skomlącemu psu, żeby przy tym jeszcze nikt z nas nie ucierpiał. Straszne uczucie niemocy. Pozostały tylko krzyki i wołanie do psa. Nie wiem co sprawiło (może te krzyki i dziecięce płacze), że te dziki zwiały do lasu a pies wyszedł z krzaków spokojnym krokiem, bez żadnego pisku - chyba był w jakimś szoku. Na pierwsze obejrzenie - oprócz powierzchownych lekkich ran - nic mu nie było. Później się okazało, że jednak go trochę poważniej poturbowały.
Idąc z psem do lasu - obojętnie czy z małym czy z dużym - trochę się obawiam spuścić go ze smyczy.
Ale psa masz przepięknego :)))
Nie widzę zdjęcia, możliwe, że to przez ograniczenia w pracy :-(
A co do psa - jest to rasa myśliwska, jednak nie był układany w tym kierunku. Zresztą nie można mówić o jakimś jego ułożeniu, daliśmy go na szkolenie do pewnego behawiorysty, miał go ułożyć. Szkolenie skończyło się w połowie czasu - zabraliśmy go stamtąd bo wyglądał strasznie - zachudzony, brudny, kręgosłup w pałąk. Podobno tak jest do nas przywiązany, że nie chciał jeść. Tak więc ułożony nie jest, na moje wołanie reaguje ale nie natychmiast.
Wędrujemy razem już parę lat i tak jakoś strach przed grubszym zwierzem mi przechodzi (a mówią, że pies może ściągnąć na siebie i właściciela zwierza, który będzie bronił swego rewiru - z tego powodu raz tylko nie zabrałem go ze sobą, wtedy, gdy w okolicach Rymanowa pojawił się niedźwiedź). Mój pies bohaterem nie jest, często widzę, że nawet małe psy są w stanie go przegonić - może to trauma po tym, jak w Wołowcu napadły nas 3 owczarki? Obawiam się, aby nie przeganiał zwierzyny jak saren, jeleni ale okazuje się, że przeważnie albo ja wcześniej je zobaczę i psa przywołam albo one nas zobaczą i zdążą się oddalić zanim pies ich wyczuje.
Za to mocniej obawiam się żmij...
To chyba Gończy polski odmiana czekoladowa... mój pies "marzenie" :)
...raczej na wyżła wygląda....:?:
Myślałem że asia999 dała jakieś zdjęcie a to coś mi przeglądarka kiełbasiła.
A co do psa to wyżeł niemiecki krótkowłosy :-)
Wędrujemy razem już parę lat i tak jakoś strach przed grubszym zwierzem mi przechodzi (a mówią, że pies może ściągnąć na siebie i właściciela zwierza, który będzie bronił swego rewiru Mam nadzieję, że szczęście w tym zakresie dalej będzie Waszemu tandemowi sprzyjać :)) żeby nie wywołać (nomen omen) wilka z lasu, odpukuję w niemalowane i zaklinam - na psa urok! :))
Za to mocniej obawiam się żmij... rzeczywiście, to jest bardzo realne zagrożenie. Zwłaszcza dla małego psa. Zwłaszcza w Bieszczadach i BN. Ale podobno są takie szkolenia, które uczą psa zachowania kiedy zobaczy żmiję - zamiast "wsadzać nos" gdzie nie trzeba, trzyma się z daleka i sygnalizuje właścicielowi, że jest żmija. Gorzej jak gad zlokalizowany tak, że pies nadepnie nie wyczuwając niebezpieczeństwa. Unikam chodzenia w Bieszczadach po lesie i łąkach z psem luzem bo kosztuje mnie to za dużo strachu o psinę, chociaż pies uwielbia takie wędrówki. I nie znosi być noszony ale czasami musi dla dobra swojego. Chodzenie z jęczącym yorkiem na rękach - to chyba gorszy obciach niż sandały albo klapki :mrgreen:
zdjęcie wstawiłam, ale coś chyba je wywiało. Więc teraz z rozpędu zdjęcia trzy :wink: i nie zagaduję więcej w psim temacie bo było Twoje pytanie o fortyfikacje, więc nie chcę zagadać.
Uroczy piesek ,to chyba panienka ?
tak, to suczka. :)