bigos - mĂłj pamiÄtnik, wspomnienia, uczucia, przeĹźycia ...
Książka Tomasza Litwina wydana przez Zakład Usług Poligraficznych - Drukarnia i Miejsko-Gminną Bibiotekę Pubiczną w Zagórzu (gdzie też można ją zakupić za ok. 40 zł) Naprawdę świetne 350 stronnicowe opracowanie historii wsi, genealogii rodów,mapek statystyk, bogata w fotografie miejsc i ludzi, zawiera opis obrzędów, zwyczajów, wierzeń i folkloru (tu czerpiąc z obfitych opracowań na bazie spuścizny po Wiktorze Schrammie)... Gorąco polecam...
(i wcale nie dlatego że łączą mnie więzi rodzinne z niektórymi bohaterami książki jak i autorem... po prostu ciekawe to to : )
Nabyłem dziś w zagórskiej bibliotece. Zgodnie z tym, co pisze Wielokropek książka godna biblioteczki. Zwłaszcza, że traktuje o wiosce, z którą splatają się pradzieje moich korzeni. Dodam, że solidnie wydana i tania. Wszystko to sprawia, że niewielkie błędy edytorskie są nieistotne.
PS Jeszcze wyjdzie Trzykropku, że jesteśmy jakimiś dalekimi kuzynami...
..tak też coś czuję i pewnie nie taki dalekimi... spytam Tomka, bo ma rozpiski drzew genealogicznych wszystkich większych rodów.. z nóż widelec jeden Dziad..
Już się chwilę na nią zasadzam, ale jak jadę, to rankiem, jak wracam, to wieczorkiem i klapa. A z tymi powiązaniami, to na pewno tak będzie, ja mam do tego nosa (he, he - czasem tylko odrobinkę mi go przytrą, siły przyrody oczywiście:))
...Naprawdę świetne 350 stronnicowe opracowanie historii wsi,... bogata w fotografie miejsc i ludzi, zawiera opis obrzędów, zwyczajów, wierzeń i folkloru ... "Chcąc zyskać czyjąś miłość, trzeba było iść nago o północy na rozstajne drogi i tam złapanego poprzednio gacka (nietoperza) zakopać w mrowisku. Po siedmiu dniach tak samo nago o północku pójść go odkopać. Były już tylko kosteczki. Z nich trzeba było wybrać jedną w kształcie haczyka i drugą widełek. Haczykiem pociągając delikatnie, żeby nie widział, a będzie kochać, widełkami odepchnąć â a odczepi się.â
Próbował ktoś?:wink:
Ale nie o bieganiu nago po wsi miało być, tylko o zdjęciach. Wśród wielu fotografii pochodzących z archiwum rodzinnego Schrammów wypatrzyłem takie z wodospadem. Podpisane jest: wodospad na potoku pod Krywulą. Ponieważ jedyną znaną mi w Bieszczadach Krywulą jest ta w masywie Hyrlatej (to ta góra na południe od ⟯ubraczyâ;)) zacząłem się bliżej przyglądać innym opisom zamieszczonym w książce i odkryłem (ho-ho!), że prawdopodobnie jedno z pól należących do Olchowy nazywało się Krywula. Niestety ani na mapie katastralnej miejscowości, ani na dołączonej mapce poglądowej okolic, nie wypatrzyłem tej nazwy. Może wiecie, o który potok chodzi i czy istnieje jeszcze ten wodospadzik?
Zapytałem autora... i taką oto odpowiedź dostałem:
Zapytałem autora... i taką oto odpowiedź dostałem: Dzięki! Jak widzę z mapki, jest tam, powyżej stawów "Koński Cmentarz" i "Śmierdzący Brzeg", ale zatkam nos i ruszę na poszukiwanie :)
Na końskim cmentarzu gdzieś gnije, wstyd się przyznać stara Warszawa Kombi mojego dziadka :)
zanotowane.pl doc.pisz.pl pdf.pisz.pl brytfanna.keep.pl
(i wcale nie dlatego że łączą mnie więzi rodzinne z niektórymi bohaterami książki jak i autorem... po prostu ciekawe to to : )
Nabyłem dziś w zagórskiej bibliotece. Zgodnie z tym, co pisze Wielokropek książka godna biblioteczki. Zwłaszcza, że traktuje o wiosce, z którą splatają się pradzieje moich korzeni. Dodam, że solidnie wydana i tania. Wszystko to sprawia, że niewielkie błędy edytorskie są nieistotne.
PS Jeszcze wyjdzie Trzykropku, że jesteśmy jakimiś dalekimi kuzynami...
..tak też coś czuję i pewnie nie taki dalekimi... spytam Tomka, bo ma rozpiski drzew genealogicznych wszystkich większych rodów.. z nóż widelec jeden Dziad..
Już się chwilę na nią zasadzam, ale jak jadę, to rankiem, jak wracam, to wieczorkiem i klapa. A z tymi powiązaniami, to na pewno tak będzie, ja mam do tego nosa (he, he - czasem tylko odrobinkę mi go przytrą, siły przyrody oczywiście:))
...Naprawdę świetne 350 stronnicowe opracowanie historii wsi,... bogata w fotografie miejsc i ludzi, zawiera opis obrzędów, zwyczajów, wierzeń i folkloru ... "Chcąc zyskać czyjąś miłość, trzeba było iść nago o północy na rozstajne drogi i tam złapanego poprzednio gacka (nietoperza) zakopać w mrowisku. Po siedmiu dniach tak samo nago o północku pójść go odkopać. Były już tylko kosteczki. Z nich trzeba było wybrać jedną w kształcie haczyka i drugą widełek. Haczykiem pociągając delikatnie, żeby nie widział, a będzie kochać, widełkami odepchnąć â a odczepi się.â
Próbował ktoś?:wink:
Ale nie o bieganiu nago po wsi miało być, tylko o zdjęciach. Wśród wielu fotografii pochodzących z archiwum rodzinnego Schrammów wypatrzyłem takie z wodospadem. Podpisane jest: wodospad na potoku pod Krywulą. Ponieważ jedyną znaną mi w Bieszczadach Krywulą jest ta w masywie Hyrlatej (to ta góra na południe od ⟯ubraczyâ;)) zacząłem się bliżej przyglądać innym opisom zamieszczonym w książce i odkryłem (ho-ho!), że prawdopodobnie jedno z pól należących do Olchowy nazywało się Krywula. Niestety ani na mapie katastralnej miejscowości, ani na dołączonej mapce poglądowej okolic, nie wypatrzyłem tej nazwy. Może wiecie, o który potok chodzi i czy istnieje jeszcze ten wodospadzik?
Zapytałem autora... i taką oto odpowiedź dostałem:
Zapytałem autora... i taką oto odpowiedź dostałem: Dzięki! Jak widzę z mapki, jest tam, powyżej stawów "Koński Cmentarz" i "Śmierdzący Brzeg", ale zatkam nos i ruszę na poszukiwanie :)
Na końskim cmentarzu gdzieś gnije, wstyd się przyznać stara Warszawa Kombi mojego dziadka :)