bigos - mĂłj pamiÄtnik, wspomnienia, uczucia, przeĹźycia ...
Mam nadzieję, że sir Bazyl nie będzie miał mi za złe, że podczepiam się pod jego wątek, ale uwielbiam chaszczem się sztachnąć:). Przynajmniej co jakiś czas, aby nie stać się niewolnikiem następnego nałogu. Obiecałem don Enroco swoją poprawę, więc postaram się z tego wywiązać tak, aby słowo ciałem się stało:). Dzień 21 czerwca 2011 roku zapowiadał się pięknie a będąc w Bieszczadach nie warto było czasu tracić na jakieś tam .... Postanowiłem ponownie zawitać do "worka bieszczadzkiego" i wymyśliłem sobie taką oto trasę:
Załącznik 33578
Drogowskazy jasno wskazywały kierunek moich wcześniejszych założeń:
Załącznik 33579
Droga trochę przypominała mi dawne podróże do NRD ale ja szedłem na wschód w poszukiwaniu jakiejś cywilizacji:). Zarówno na wschodzie jak i na zachodzie widoki bardzo przyjemne. Czyli jak to już ktoś wcześniej zauważył, w Bieszczadach warto czasami spojrzeć do tyłu.
Załącznik 33580 Załącznik 33581
Patrząc po okolicznych i trochę oddalonych wzgórzach, pomyślałem sobie, że fajnie by było, gdyby tak w bezpiecznej odległości, popasał niedźwiadek to miałbym ciekawą fotkę. Jedynie co zobaczyłem, to ruiny cerkwi. Próba bliższego podejścia do niej zakończyła się tylko przemoczeniem butów. Może to i dobrze, gdyż to co dowiedziałem się później na forum, mogło to mieć przykre konsekwencje.
Załącznik 33582
Podziwiając umiejętności bobrów pomaszerowałem dalej betonową drogą i co jakiś czas zerkałem na oddalającą się cerkiew.
Załącznik 33583
Droga zmieniła się na bardziej chaszczowatą ale niezbyt uciążliwą. Nadszedł czas aby zmierzyć się z Kiczerą Sokolicką. Po niedługim czasie trafiła mi się piękna alejka a na niej niespodzianka. Lekki wiaterek wiał od Tarnicy a miękkie podłoże skutecznie zagłuszało moje kroki.
Załącznik 33584
Wolno przemieszczając się wzdłuż młodych świerków, usłyszałem delikatny szelest. Pomyślałem, że pewnie jakaś łania sobie posiłkuje. Zwolniłem i spojrzałem w prawo, w małą przerwę pomiędzy choinkami. To co zobaczyłem, to przerosło moje wcześniejsze oczekiwania. Z odległości ok. 3 m patrzył na mnie zdziwionym wzrokiem potężny niedźwiedź. Oczywiście o zrobieniu zdjęcia, mowy nie było. Aparat w plecaku (już tego nie robię), a on stoi w jeżynach i nie spuszcza ze mnie wzroku. Podeprę się zdjęciem z internetu aby przybliżyć to co w tamtej chwili widziałem.
Załącznik 33585
Z małą różnicą, kolor futerka miał bardziej brązowy i był zdecydowanie starszy czyli większy. A teraz, jaka była moja reakcja, gdyż to pewnie czytających zainteresuje. Mając w pamięci lekturę i filmy z Bruce Lee, zastosowałem jego metodę straszenia przeciwnika. To były tylko przebłyski podświadomości, gdyż o myśleniu w takiej sytuacji, to można zapomnieć. Podniosłem do góry ręce razem z kosturem, który jest bardzo przydatny w sytuacjach ekstremalnych i wydałem z siebie dźwięk o wysokiej częstotliwości. Później sprawdzałem to na napastliwych psach i również skutkuje. Lepiej jak gaz pieprzowy. Uciekają z podwiniętym ogonem bez względu na swoją wielkość. Policyjne pewnie są bardziej odporne ale sprawdzać nie będę:). Natomiast niedźwiadek odwrócił się i pobiegł w znanym tylko sobie kierunku. Przez kilkanaście sekund słyszałem jego pomrukiwania i odgłos przedzierania się przez chaszcze. Oddaliłem się z tego miejsca już w zdecydowanie szybszym tempie a głowa obracała się na szyi we wszystkich kierunkach.
Po wyjściu na stokówkę spotkałem regulaminowo wyposażonych rowerzystów, którzy zapytali mnie, gdzie tu jest jakiś sklep w którym można coś kopić do jedzenia a szczególnie do picia. Kiedy uświadomiłem im w jakim są miejscu i podzieliłem się na gorąco swoimi przeżyciami, to tylko usłyszałem, to my już sobie pojedziemy do Tarnawy. Po zamknięciu pętli którą w tym dniu zrobiłem i dotarłem do samochodu, zobaczyłem informację, która w tym momencie nie była mi już przydatna.
Załącznik 33586
Wszystko dobre co się dobrze kończy:).
....dobre, ale Ty okazałeś się chyba bardziej agresywny... z tym dżwiękiem o wysokiej częstotliwości;)
....dobre, ale Ty okazałeś się chyba bardziej agresywny... z tym dżwiękiem o wysokiej częstotliwości;) Pewnie tak:), wykorzystałem chwilę jego zaskoczenia i okazałem swoją "wielkość", jednak nikomu nie życzę takiego bliskiego spotkania. Ma to swoje uroki ale nigdy nie wiadomo jaki będzie tego finał. Na pewno, gdyby to była samica z młodym, to tak słodko by się to nie skończyło. Dlatego, podczas indywidualnych wycieczek, to lepiej wcześniej informować prawowitych mieszkańców o swojej obecności na ich terenie.
Robiłem tą traskę w odwrotnym kierunku, mnie miś zdybał w młodniku "na osobności", burczał okrutnie więc dzielnie dałem nogę. Też widziałem to ostrzeżenie już po wszystkim. Ale tego że ich tam grasuje 7 szt to dowiedziałem się dużo później :twisted:
Trasa kapitalna ;)
łał - zdjęcia piękne, ja chcę na sokoliki !!!!! tam jeszcze nie byłam ;( magia. A historia z niedźwiedziem i później ta straszna kartka -niesamowite
Ale tego że ich tam grasuje 7 szt to dowiedziałem się dużo później :twisted:
Trasa kapitalna ;) Całe szczęście, że nie przemieszczają się stadnie, tak jak to lubią robić żubry.
Zbyszku! Piękne chaszcze wywędrowałeś nam tutaj :)))
Mam nadzieję, że to tylko odcinek pilotażowy całej serii - od czerwca 2011 wędrówek pewnie było znacznie więcej. :)
Chyba już kiedyś pisałam, ze zazdroszczę odwagi tym, którzy wędrują w pojedynkę. Chyba wtedy najbardziej można poczuć smak wędrowania.
Zbyszku! Piękne chaszcze wywędrowałeś nam tutaj :)))
Mam nadzieję, że to tylko odcinek pilotażowy całej serii - od czerwca 2011 wędrówek pewnie było znacznie więcej. :)
Chyba już kiedyś pisałam, ze zazdroszczę odwagi tym, którzy wędrują w pojedynkę. Chyba wtedy najbardziej można poczuć smak wędrowania. :grin: Asiu, serdecznie dziękuję za miłe słowa. Zacząłem jak Alfred Hitchcock w swoich filmach:). Takich groźnych sytuacji już więcej nie było, chociaż spotkania z innymi mieszkańcami Bieszczadów i owszem bywały. Przyznaję, że tych moich wędrówek trochę się uzbierało, było ich wiele przed 2011 rokiem i jeszcze (pewnie) więcej po 2011 roku. Wszystkie są zarchiwizowane i w jakiś sposób udokumentowane aby można było do nich w miarę szybko dotrzeć. Ubolewam, że wstawienie ruszających się zdjęć:) na nasze forum jest kłopotliwe i możliwe tylko poprzez YouTube. A z drugiej strony, nie wszystkie mogą być publicznie demonstrowane. Z racji odległości, która dzieli mnie od Bieszczadów, mogę sobie pozwolić (jak na chwilę obecną) jedynie 2 razy w ciągu roku tam zawitać. Ale jak już pojadę to przez 2 tygodnie moja dusza szaleje a w czasie ostatniego pobytu we wrześniu odwiedziłem 24 miejsca. Wiele taras jest wszystkim, tu obecnym, doskonale znana a nawet opisana, tak więc powielanie ich, wydaje mi się mało sensowne. Jednak pomimo tego, postaram się jeszcze coś chaszczowatwgo umieścić aby wątek sir Bazyla nie zaginął:).
:grin: pomimo tego, postaram się jeszcze coś chaszczowatwgo umieścić aby wątek sir Bazyla nie zaginął:). A co się tak o Bazyla martwisz? Bazyl se poradzi;). Załóż własny, Zbyszkowy, wątek. Bo początki, zgadzam się, obiecujące.
A co się tak o Bazyla martwisz? Bazyl se poradzi;). Załóż własny, Zbyszkowy, wątek. Bo początki, zgadzam się, obiecujące. Też podoba mi się Zbyszkowe pisanie i zgadzam się z Piskalem w 100% ! Ale mam dobrze - piszą już za mnie, odpowiadają, a kto mi jutro obiad ugotuje? :mrgreen:
A co się tak o Bazyla martwisz? Bazyl se poradzi;). Załóż własny, Zbyszkowy, wątek. Bo początki, zgadzam się, obiecujące. Jasne!! sir Bazyl to potęga i nawet mi przez myśl nie przeszło, że jest zagrożony:). Jednak pobudki były inne. Wątków o relacjach z różnych wędrówek po Bieszczadach jest wiele, natomiast o pewnych zakamarkach a szczególnie o chaszczowaniu, jest tylko jeden. Zresztą w takim towarzystwie to zawsze przyjemniej:). Natomiast to co napisałem "aby wątek sir Bazyla nie zaginął:). " to tylko w formie przekory, na chwilową niemoc forum i myślę, że tak to zostało odebrane:). Jeżeli jestem w błędzie, to "sypię głowę popiołem" (cytat z dawniejszej wypowiedzi sir Bazyla). Jak to przyjemnie uczyć się od mądrzejszych!.
Natomiast na ugotowanie obiadu, to już sir Bazylu, z mojej strony nie licz, no chyba, że spotkamy się w restauracji a jeszcze lepiej w barze mlecznym:).
A za ciepłe słowa dziękuję :grin: .
Chyba już kiedyś pisałam, ze zazdroszczę odwagi tym, którzy wędrują w pojedynkę. Chyba wtedy najbardziej można poczuć smak wędrowania.[/QUOTE]
Asia tak napisała to odpowiadam, że często łażę sam ale tylko z powodu braku towarzystwa. Wcale nie jest tak fajnie, szczególnie gdy zauważy się łapki w błocie albo jak coś wyfrunie prawie spod nóg - serce biło mi gdzieś w gardle. Pisałem już kiedyś, że spotkałem wilka pod Magurycznym i jedna z myśli jaka mnie prześladowała to taka, że wilk wyczuwa chorą zdobycz na kilometry i pomyślałem wtedy, że chyba jestem już słaby skoro wychodzi prosto na mnie. Wilk wedle mojej oceny chory nie był, o tym dniu nabazgrałem:
Ranek przywitał mnie śniegiem. Około 8 rano byłem już pod cerkwią. Ubrałem się bardzo ciepło, założyłem podwójne skarpetki. Gumowce okazały się niezastąpione. Za cerkwią zrobiłem kilka zdjęć i poszedłem w kierunku Magurycznego przez drugie wzgórze za cerkwią na wschód. Szedłem koło paśnika dla żubrów ze starym sianem dalej kolo cmentarza z I wojny na Jasielniku. Szedłem sobie dalej i dalej aż nieco w lewo od ścieżki pokazał się jakiś wierzchołek. To był dokładnie wierzchołek Magurycznego z punktem wysokościowym, resztkami ogniska i kupką wojennego żelastwa. Opodal na drzewie tabliczka informująca, że walczyli tu Węgrzy z takiego a takiego oddziału. Znalazłem papier z nazwiskami i adresami ostatnich turystów, to dopisałem siebie i przykryłem okrągłym szkłem, których sporo zostawiłem w różnych miejscach Bieszczadów.
Zaskoczyła mnie spora stromizna drugiej strony Magurycznego oraz szeroki trakt przez wierzchołek, może od Mikowa. Dalej kierowałem się w stronę Żebraka, trakt zamienił się w ścieżkę, póżniej trochę domyślną. Nieświadomie znalazłem się na Rozdilach Horyszniańskich (fajna nazwa) i usłyszałem warkot piły motorowej. Bogdan z Mikowa co jeżdzi BMW opowiedział mi o chorej żubrzycy co kręciła się po okolicy(rym). Bogdan zdziwił się jak mu powiedziałem, że idę ze Smolnika sam, może dlatego że na oko (chyba tak jak wilk?) dołożył mi dziesięć lat. Po paru minutach byłem już na Żebraku. Niestety na przełęczy jest zasięg telefonów i było po wycieczce.
Jak widzicie to moja relacja jest trochę nudna, bo takie raczej jest chodzenie samemu. Jasne, że wszystkiego nie opisałem np, że czasami las zapierał dech i że, i że...
ech...
(...) Niestety na przełęczy jest zasięg telefonów i było po wycieczce. Hej partyzancie! Taki jeden przycisk rozwiązuje problemy z zasięgiem :) Wczoraj go użyłem i zapomniałem nawet, że istnieje czas, łaziłem szachownicą łąk, starych sadów i zadrzewień czyli pozostałościami po bieszczadzkiej wsi i nagle, no może nie tak nagle gdyż dolinę spowił już wieczorny cień, postanowiłem sprawdzić ile mam jeszcze czasu...Za późno, jak się okazało, czas na planowy powrót dawno minął i musiałem zmienić plan co się rypnął, przegrupować szyki, wziąć dupę w troki i lotem błyskawicy pokonać kilka kilometrów dzielących mnie od cywilizacji...a dziś chodzę jak ten wyższy robot z Gwiezdnych Wojen :)
Jak widzicie to moja relacja jest trochę nudna, bo takie raczej jest chodzenie samemu. Już bym dał się sprowokować do ostrej reakcji, gdybym nie doczytał, że
Jasne, że wszystkiego nie opisałem np, że czasami las zapierał dech i że, i że...
ech... Samemu zawsze się lepiej słyszy, więcej widzi i mocniej czuje! Tylko nie ma z kim pogadać i się napić :)
Zanim przystąpię do następnej relacji, to może kilka zdań na temat, jak to się zaczęło z Bieszczadami w moim przypadku. W październiku minie 30 lat jak pierwszy raz poczułem zapach tej ziemi. Kolega, który był wychowawcą w jednej z maturalnych klas, zaproponował mi udział w szkolnej wycieczce w Bieszczady. W ówczesnych czasach takie wycieczki mogły trwać tylko około 3 dni. A Bieszczady daleko i praktycznie aby dojechać, to już kilkanaście godzin było w plecy. Uruchomił swoje możliwości aby ten czas przedłużyć i udało się jeszcze 2 dni dołożyć. Jednak nic za darmo:). Warunkiem było odwiedzenie pomnika gen. Świerczewskiego w Jabłonkach w dniu 12.10. czyli w święto które nazywało się Dzień Wojska Polskiego. Zakwaterowanie mieliśmy w Ustrzykach Górnych w baraczku PTTK, który był w opłakanym stanie ale na głowę jeszcze nie leciało. Obecnie w tym miejscu znajduje się Hotel Górski. Niewiele pamiętam z tego pierwszego pobytu, gdyż pogoda w pierwszych dniach była zadymiona, tak jak i widoczność na Tarnicy. Jednak 12 października zaświeciło słońce i mała grupa regulaminowych straceńców powędrowała do Jabłonek. Nie wiem jak to nam się udało, ale przeszliśmy przez Połoninę Caryńską, Wetlińską, Smerek, Łopiennik i ówczesnego Waltera. Szczęście nam dopisywało, gdyż zdążyliśmy na autobus PKS, który przywiózł nas do UG. Siedząc w okolicy pomnika i upajając się jesiennymi kolorami Bieszczadów, postanowiłem, ja tu muszę wrócić. I tak to się zaczął mój romans z Bieszczadami. Przyjechałem jeszcze 3 razy z rodziną w okresie wakacyjnym na pole namiotowe "Jawor". Jednak bardziej w celu wędkowania i poznawania Bieszczadów przez szyby samochodu aniżeli wędrowanie po górach. Jako ciekawostką z ówczesnego okresu niech będą slajdy stoku na którym znajdowało się pole namiotowe. Nawet widać jakie to samochody dominowały wtedy przy namiotach:).
Załącznik 33693 Załącznik 33694 Załącznik 33695
I to była gra wstępna, którą Bieszczady mnie obdarzyły:). Nastąpił długi okres ostudzenia kontaktów do roku 2003 z przyczyn zawodowo-usługowych, ale tylko po to, aby obecnie przeżywać szczytowanie:).
Oczywiście początki tego drugiego okresu, w dzisiejszym odczuciu, były anemiczne, każdy na pewno to przechodził. Czyli przewodnikowe szlaki i wydeptane ścieżki. Dopiero po przeczytaniu kilkudziesięciu książek i poznaniu historii tej ziemi, mogłem poczuć się zdecydowanie lepiej podczas dyskusji o Bieszczadach z bardziej doświadczonym towarzystwie. I tu występowała pewna prawidłowość, czym więcej wiedziałem, tym większą miałem świadomość tego, że jeszcze o wielu sprawach nie wiem i w wielu miejscach nie byłem. I to pozostało jeszcze do dnia dzisiejszego:(.
Teraz już wracam do następnej wycieczki bardziej atrakcyjnej w chaszcze. Następnego dnia po spotkaniu z niedźwiadkiem, czyli 22.06.2011 r. postanowiłem zmienić szerokość geograficzną i przeniosłem się bardziej na zachód. A trasa wynosiła 13,3 km i wyglądała tak, jak to widać na zżucie ekranu.
Załącznik 33696
Początek całkiem przyzwoity, gdyż równo i w miarę sucho.
Załącznik 33697
Jednak, co dobre nie może trwać wiecznie a nawet zbyt długo. Zaczął się teren zalesiony i atrakcje z nim związane. Przeszedłem obok stanowiska "miłośników" zwierzyny.
Załącznik 33698
I zaczęło się to, co bieszczadzkie "tygrysy" lubią najbardziej.
Załącznik 33699
Po pewnej chwili, rodzi się refleksja, co tu musiało się kiedyś dziać, że te drzewa zostały tak strasznie okaleczone. Przyznaję, że w tym miejscu powiało grozą.
Załącznik 33700 Załącznik 33701
Maszerując dalej starą drogą zrywkową usłyszałem dziwny szelest wśród leżących liści. Oczywiste zainteresowanie wzięło górę i zobaczyłem zaskrońca, który przeliczył się chyba ze swoimi możliwościami konsumpcyjnymi.
Załącznik 33702 Załącznik 33703
Przyznaję, że nie zamierzałem ingerować w prawa natury, jednak pewnie moja obecność nie została doceniona przez zaskrońca i ropucha, tym razem, uszła z życiem.
Dalsze wędrowanie zaowocowało kontaktem z panem ubranym w strój maskujący, który podglądał przez lornetkę ucztujące żubry. Moja nagła obecność przy jego boku, wywołała u niego pewne zakłopotanie nerwowe, gdyż wziął mnie za niedźwiedzia:). Tak był pochłonięty podglądaniem, że zapomniał o zmyśle słuchu. Skończyło się na krótkiej pogawędce i poszedł w swoim kierunku a ja za żubrami. Trochę zboczyłem z trasy aby nie przepuścić takiej okazji i zrobić kilka zdjęć. Skończyło się tylko na dwóch, (trzecie było nieostre) gdyż po pierwszym pstryknięciu, żubry mnie wyczuły lub dźwięk migawki wzbudził ich zainteresowanie i całym stadem ruszyły w ostro w dół. Wrażenie niesamowite, dosłownie wyczuwałem trzęsącą się ziemię i słyszałem łamiące się krzaki. O tej chwili, migawkę w aparacie mam wyciszoną do zera.
Załącznik 33704 Załącznik 33705
W okolicach Woroty trasa już bardzo przyjemna a jedynie stok po prawej i lewej stronie dość stromy. Zdjęcie tej głębi przestrzeni nie jest w stanie oddać ale w realu jest to bardzo imponujące wrażenie.
I w tej chwili dostałem informację, że mogę wgrać tylko 10 zdjęć w jednym poście. A wgrałem już 14, czyli składam podziękowanie za łaskawość portalu i za chwile cd w następnym poście.
Jak widzę to wystąpił mały problem z edycją, pewnie przedobrzyłem ze zdjęciami. Do załączników 33693 33694 33695 wklejam jeszcze raz zdjęcia
Załącznik 33706 Załącznik 33707 Załącznik 33708
Ciąg dalszy poprzedniego postu.
W okolicach Woroty trasa już bardzo przyjemna a jedynie stok po prawej i lewej stronie dość stromy. Zdjęcie tej głębi przestrzeni nie jest w stanie oddać ale w realu jest to bardzo imponujące wrażenie.
Załącznik 33709
I już po krótkiej chwili zaliczyłem szczyt Magurycznego, czy jak kto woli Magury 884, na której jest sporo różnego rodzaju żelastwa z wojennej historii tego miejsca.
Załącznik 33710 Załącznik 33711
Teraz już tylko z górki i po mniejszych lub większych chaszczach docieram do cmentarza wojennego, aby już drogą zrywkową w przyjemnym otoczeniu dotrzeć do potoku. Jednak jak się okazało to limitu atrakcji dnia dzisiejszego jeszcze nie wyczerpałem. Przechodząc płytkim wąwozem obok młodnika usłyszałem podobnie delikatny szelest jak w dniu poprzednim. Przyspieszyłem kroku a z przodu pojawiła się żmija. Poczułem się jak osaczony a w głowie wojna myśli, czy się oddalić, czy utrwalić żmiję. Oczywiście wybrałem drugi wariant i następna żmija zaszczyciła moją kolekcję fotograficzną.
Załącznik 33712
Po bezpiecznym już wyjściu z lasu ukazał się widok na pasmo graniczne.
Załącznik 33713
A z tyłu zostały przyjemne wspomnienia, którymi spróbowałem się z Wami podzielić:).
Załącznik 33714
Samemu zawsze się lepiej słyszy, więcej widzi i mocniej czuje! Tylko nie ma z kim pogadać i się napić :) Najprawdziwsza prawda pod słońcem:). Natomiast odnośnie picia, co jest szczególnie istotne w upalny dzień, to wystarczy małe okrągłe lustereczko w które dawnymi czasy, był wyposażony każdy mężczyzna obowiązkowo:).
Następnego dnia po spotkaniu z niedźwiadkiem, czyli 22.06.2011 r. postanowiłem zmienić szerokość geograficzną i przeniosłem się bardziej na zachód. Jak zwykle muszę coś spierniczyć :oops:. Jeżeli przeniosłem się na zachód to powinno być, że zmieniłem długość a nie szerokość geograficzną. Mam nadzieję, że więcej baboków nie będzie :sad: .
Przyjemnie się z Tobą chaszczuje. A pewnie jeszcze lepiej chaszczowało by się w realu.
...no to Zbyszek rozbuchałeś się .... pozytywnie... miło poczytać :lol:
Przyjemnie się z Tobą chaszczuje. A pewnie jeszcze lepiej chaszczowało by się w realu. Miło coś takiego przeczytać :grin: , nie widzę przeszkód - (jak to powiedział słabo widzący dżokej).
...no to Zbyszek rozbuchałeś się .... pozytywnie... miło poczytać :lol: No to widzę problem:), podobno prawdziwego mężczyznę poznaje się po tym jak kończy a nie jak zaczyna ;).
Ja tu czytam z wypiekami na twarzy - bo tyle wrażeń w jednej relacji - i już się cieszę, że Zbyszek ma zapał do pisania,a tu doczytuję w ostatnim poście, że Autor już się o koniec martwi. :-(
Fajne zdjęcia - lasu, zwierzaków (zaskroniec z żabą świetni), drzewa rzeczywiście niesamowite. Fotki z przeszłości wzruszające.
Wiem, że recenzje po relacjach są niewspółmiernie krótkie do czasu jaki trzeba poświęcić na stworzenie relacji i nie oddają radości czytającego z czytania, ale mam nadzieję, że Zbyszek nie straci szybko zapału i radości z pisania.:grin:
Asia tak napisała to odpowiadam, że często łażę sam ale tylko z powodu braku towarzystwa. Wcale nie jest tak fajnie, szczególnie gdy zauważy się łapki w błocie albo jak coś wyfrunie prawie spod nóg - serce biło mi gdzieś w gardle. Partyzancie - moim zdaniem brak towarzystwa do odwagi w wędrówce nic nie ma. Bo ta odwaga zaczyna się już właśnie w momencie decyzji o samodzielnej wędrówce - niezależnie od tego czy jest to samodzielność pożądana czy wręcz przeciwnie. Pewnie łapki w błocie robią rzeczywiście większe wrażenie kiedy nie ma z kim podzielić się strachem, chociaż kiedy idziesz nie sam to pewnie też boisz się, dodatkowo też o tych co idą z Tobą. Tak czy siak relacje z takich jednoosobowych wędrówek mają dla mnie jako czytelnika szczególny smak.
o tym dniu nabazgrałem (...) Jak widzicie to moja relacja jest trochę nudna, bo takie raczej jest chodzenie samemu. Jasne, że wszystkiego nie opisałem np, że czasami las zapierał dech i że, i że...ech... Twoja relacja nie jest nudna. Napisałeś o podobnych rejonach, o których napisał Zbyszek - a Wasze relacje są kompletnie inne. Masz styl pisania, który jest nie do podrobienia. I mnie ten styl urzekł od początku Twojego pisania tutaj. :)))
Bogdan z Mikowa co jeżdzi BMW opowiedział mi o chorej żubrzycy co kręciła się po okolicy(rym). ja bym powiedziała, że i rym i rytm. ;) Idealny tytuł dla wątku z relacjami Partyzanta :grin:
(a napisałeś, że robiłeś zdjęcia podczas tej wędrówki - miło byłoby je tutaj zobaczyć...)
Ja tu czytam z wypiekami na twarzy - bo tyle wrażeń w jednej relacji - i już się cieszę, że Zbyszek ma zapał do pisania,a tu doczytuję w ostatnim poście, że Autor już się o koniec martwi. :-(
Fajne zdjęcia - lasu, zwierzaków (zaskroniec z żabą świetni), drzewa rzeczywiście niesamowite. Fotki z przeszłości wzruszające.
Wiem, że recenzje po relacjach są niewspółmiernie krótkie do czasu jaki trzeba poświęcić na stworzenie relacji i nie oddają radości czytającego z czytania, ale mam nadzieję, że Zbyszek nie straci szybko zapału i radości z pisania.:grin: Oj Asiu, polałaś miodu ma moje serce - dzięki. Największą siłą napędową do pisania, są właśnie recenzje a szczególnie reakcje, bez względu na to, czy długie czy nawet krótkie. Osobiście również mam w tym przyjemność, gdyż automatycznie wracam do wspomnień i wrażeń kiedyś przeżytych. Materiału uzbierało się sporo, jednak nie wszystkie nadają się do publikacji ze względu na swoją banalność. Przeglądając "dokumentację" poszczególnych pobytów w Bieszczadach robię ostrą selekcję tego co się nadaje, co w miarę atrakcyjne a co musi być głęboko ukryte:). Z pełną premedytacją umieściłem w nazwie wątku NASZE i mam cichą nadzieję, że jeszcze innych bieszczadników relacje wspólnie poczytamy. Obiecuję, że "horrorów" niedźwiedziami i wilkami w tle, już nie będzie:).
Zbyszku - relacja super !!!!! Zupełnie nie banalna.
"I tu występowała pewna prawidłowość, czym więcej wiedziałem, tym większą miałem świadomość tego, że jeszcze o wielu sprawach nie wiem i w wielu miejscach nie byłem. I to pozostało jeszcze do dnia dzisiejszego:(."
-ja też tak mam!! i to jest właśnie najfajniejsze :D bo to oznacza niekończące się wędrówki i coraz to lepsze miejsca :D
"Bo ta odwaga zaczyna się już właśnie w momencie decyzji o samodzielnej wędrówce"
-Hm, jakby tak zestawić dziesiątki moich wędrówek po Bieszczadach to w zasadzie z kimś mało byłam i były to banały:
wetlińska (z 5 razy z kimś), cisna-jasło-smerek wieś (2 razy z kimś) i mój lubiany łopiennik (dołżyca-łopiennik-dołżyca) (2 razy z kimś) i jeziorka duszatyńskie (1 raz) i jeszcze spacery: raz poszłam z kolegą z jaworca do dwernika (kawał drogi!), raz na sine wiry, raz z browarem z tarnawy do dźwiniacza (hehe) i raz z koleżanką na zbocze Czartoryji -haha, w zasadzie tylko na tych 4 trasach szlakowych byłam z ludźmi. Czyli w zasadzie można powiedzieć śmiało, że całe Bieszczady zeszłam sama!! (bo te szlaki też nie raz sama robiłam -wyjątek: jeziorka duszatyńskie, do których już nie wracałam ale niedługo zamierzam nadrobić zaległości ;P). Ale wiecie co -odnośnie myśli, to ja właśnie od tego roku czyli 2014 zaczęłam się bać i boję się już samej chodzić! -nie mówię tu o uczęszczanych szlakach ale tych prawie w ogóle nieuczęszczanych bądź bezszlakowych. Tak jakoś w myślach się boję już. Ah, a gdy sobie przypomnę przepiękną wędrówkę tej jesieni, gdzie spałam przy lesie otoczona z każdej strony jeleniami nocą dającymi efekt stereo -to boję się w ogóle na samą myśl o tym ;P A to sprawia, że jestem niezmiernie ciekawa co przyniesie mi ten rok -czy stagnację czy dalszy rozwój chaszczowanka.
No to widzę problem:), podobno prawdziwego mężczyznę poznaje się po tym jak kończy a nie jak zaczyna ;). ... tak mówią... ale kto wskaże gdzie początek i gdzie koniec ... ;)
Tak się złożyło , że dopiero teraz miałem okazję przeczytać Twoje relacje i cieszę się.
Cieszę się że powstał taki skutek uboczny innego wątku. Myślę że Bartolomeo uwzględni krótkie wejście Partyzanta i zbliży swój optymizm do 8 punktów.
Napisałeś Zbyszku coś ważnego, z czego niewiele osób zdaje sobie sprawę
Jako autor (prawdopodobnie) największej ilości relacji na tym forum nie raz popadałem w depresję pisząc do ściany i zadawałem sobie pytanie : po co ?
Twoje przebudzenie dodało mi impuls i wkrótce umieszczę kolejną , tym razem będzie to przedwiośnie.
Jakimiż to drogami błądzi myśl ludzka...
Twoje przebudzenie dodało mi impuls i wkrótce umieszczę kolejną , tym razem będzie to przedwiośnie. Żeromski "Przedwiośnie", a tam Szklane domy
"Z pustych butelek po wódce można zrealizować wizję Żeromskiego Szklane domy"- to z kolei Mrożek
A butelki po wódce, butelki z wódką, wódka z butelek kojarzy się z Bieszczadami . Przynajmniej mnie.
Taka tam dygresja..
Ah, a gdy sobie przypomnę przepiękną wędrówkę tej jesieni, gdzie spałam przy lesie otoczona z każdej strony jeleniami nocą dającymi efekt stereo -to boję się w ogóle na samą myśl o tym ;P A to sprawia, że jestem niezmiernie ciekawa co przyniesie mi ten rok -czy stagnację czy dalszy rozwój chaszczowanka. Jimi, tylko Ci można pozazdrościć takich wrażeń dźwiękowych. Wielokrotnie ich słuchałem ale bardziej w indywidualnym wykonaniu. Jedyny raz udało mi się utrwalić na zdjęciu takiego indywidualistę w pełnej okazałości lecz pomimo bezpiecznej odległości nie miał ochoty zademonstrować swoich umiejętności wokalnych. Piszesz o swoich wielokrotnych wyprawach po Bieszczadach w czasie których, pewne miejsca zaliczałaś kilka razy. Podobnie jest również w moim przypadku. Czasami czuje się niedosyt po pierwszym razie i aby utrwalić i lepiej zapamiętać wrażenia trzeba to powtórzyć. Tak samo jest w miłości:) a Bieszczady to przecież nasz miłość. Lubisz Łopiennik:), przyznaję, że okolice Łopiennika również kilka razy spenetrowałem, gdyż w pewnym okresie, tuż pod nim, było miejsce mojego zakwaterowania. Wiele naczytałem się o historycznych wydarzeniach w jego okolicy, więc automatycznie czułem potrzebę jego głębszego poznania. W Duszatynie i Komańczy również byłem, przejeżdżałem przez Prełuki ale Twoje okolice jakoś zawsze umykały. Już wcześniej obiecałem a teraz potwierdzam z całą stanowczością, że do Twojej Chatki, na pewno w czerwcu zajrzę i nawet przygotowałem już stosunkowo dokładną mapę aby poznać tajemne ścieżki okolicznych bezdroży i związane z nimi atrakcjei:)
... tak mówią... ale kto wskaże gdzie początek i gdzie koniec ... ;) W zasadzie gdzie jest początek, to wszyscy wiedzą lub czują:), jednak koniec, to wielka niewiadoma i cały w tym urok.
Tak się złożyło , że dopiero teraz miałem okazję przeczytać Twoje relacje i cieszę się.
Cieszę się że powstał taki skutek uboczny innego wątku. Myślę że Bartolomeo uwzględni krótkie wejście Partyzanta i zbliży swój optymizm do 8 punktów.
Napisałeś Zbyszku coś ważnego, z czego niewiele osób zdaje sobie sprawę
Jako autor (prawdopodobnie) największej ilości relacji na tym forum nie raz popadałem w depresję pisząc do ściany i zadawałem sobie pytanie : po co ?
Twoje przebudzenie dodało mi impuls i wkrótce umieszczę kolejną , tym razem będzie to przedwiośnie.
Lepiej późno niż wcale, tak przeczuwałem, że wskazówki zegara, chwilowo zaczęły Ci się jakoś tak podejrzanie szybo kręcić, ale czasami jest to normalne. Efekt Twojej ankiety, czyli pobudzenie mnie do pisania, to nie jest żaden skutek uboczny, tylko działanie z premedytacją która Ci się doskonale udała i Twoja radość i satysfakcja jest w pełni zasłużona. Z wejścia Partyzanta jestem w pełni zadowolony, gdyż tematyka bardzo bliska a wątek jest otwarty również dla innych a jest to przecież wątek "Nasze wędrowanie..". Mam nadzieję, że chwilowe pomieszanie się wątków z sir Bazylem, zostanie w niedługim czasie wyregulowane.
Pięknie napisał Piskal cytując Bertranda o podrzucaniu do ogniska. Tak, to jest dowodem zainteresowania i pewnego uczestnictwa w opisywanych relacjach. Na przedwiośnie czekam z utęsknieniem:).
JA butelki po wódce, butelki z wódką, wódka z butelek kojarzy się z Bieszczadami . Przynajmniej mnie.
Taka tam dygresja.. Ładna Ci dygresja:) Bardziej zakrawa na zaproszenie do wspólnego biesiadowania. ;)
Czy pamiętasz datę swojego pobytu na Magurycznym?. Takich informacji o których napisałeś, ja nie zastałem pomimo pewnego rozejrzenia się po szczycie. Ciekawi mnie, czy już ich nie było, czy jeszcze nie zostały umieszczone?.
Znalazłem jeszcze jedną nieprawidłowość w swojej relacji :oops:
Oczywiście początki tego drugiego okresu, w dzisiejszym odczuciu, były anemiczne, każdy na pewno to przechodził. Czyli przewodnikowe szlaki i wydeptane ścieżki. Dopiero po przeczytaniu kilkudziesięciu książek i poznaniu historii tej ziemi, mogłem poczuć się zdecydowanie lepiej podczas dyskusji o Bieszczadach w bardziej doświadczonym towarzystwie. Zataiłem bardzo istotny element poznawczy. Oczywiście chodzi o Bieszczadzkie Forum Dyskusyjne. Nie pamiętam od kiedy poczytywałem relacje i różne przydatne ciekawostki, ale od 14.04.2007 r. zacząłem również je podglądać. Nie będę wymieniał i faworyzował tych, którzy wnieśli najwięcej, gdyż jest ich wielu a gdybym kogoś pominął to mógłbym się niepotrzebnie narazić:). Kiedy napisałem coś po raz pierwszy?, tego już nie wiem, domyślam się tylko, że mogła to być tematyka dotycząca zdjęć. Czyli śmiało można napisać i być w pełni przekonanym, że forum było, jest i jeszcze bardzo długo będzie potrzebne.
odnośnie myśli, to ja właśnie od tego roku czyli 2014 zaczęłam się bać i boję się już samej chodzić! -nie mówię tu o uczęszczanych szlakach ale tych prawie w ogóle nieuczęszczanych bądź bezszlakowych. Tak jakoś w myślach się boję już. Ah, a gdy sobie przypomnę przepiękną wędrówkę tej jesieni, gdzie spałam przy lesie otoczona z każdej strony jeleniami nocą dającymi efekt stereo -to boję się w ogóle na samą myśl o tym ;P A to sprawia, że jestem niezmiernie ciekawa co przyniesie mi ten rok -czy stagnację czy dalszy rozwój chaszczowanka. Jimi - mam nadzieję, że czy solo, czy w duecie, trio, kwartecie czy jeszcze większej grupie - Twoje chaszczowanie w tym roku pięknie się rozwinie i zaowocuje urodzajem relacji :))
Bo odwagi to z pewnością Tobie akurat nie brakuje :))) - kojarzę te relacje, które już napisałaś - chwilami cierpła mi skóra ;)
Fajnie, cieszę się Asiu, czasem zastanawiam się czy ktoś to w ogóle czyta (jak pisał Heniu). Dziś rozmawiając z kolegą o tym temacie bojaźni, powiedział mi (niezbyt odkrywczo), że są dwie drogi - chodzić albo nie chodzić ;P Z racji, że druga droga w ogóle nie wchodzi w grę, trzeba zacisnąć zęby i iść. Czuję się jak kilka lat temu, gdy bałam się samej chodzić po Bieszczadach (ze względu na zwierzęta jakie spotykałam), wówczas postanowiłam się do tych szmerów przyzwyczaić, bo innej możliwości na ten NAŁÓG nie było. Z kolei w sytuacji gdy idę w dwójkę (np. z sąsiadką na rogi) to zupełnie niczego się nie boję, mimo, że spotykamy ślady np świeżego dzikiego polowania, lub ona ma jakieś urojenia, że widzi wilki -to ja jestem tą osobą, która uspokaja całą sytuację. Więc w dwójkę nie ma strachu, można się swobodnie cieszyć wędrówką. Dzięki wam za te wszystkie relacje na forum!! To właśnie dzięki nim mam nadzieję, że w końcu napiszę coś swojego o ile czas na wędrówkę pozwoli :)
Odpowiadam Zbyszkowi, że najprawdopodobniej list z adresami pisałem w ostatnich dniach pazdziernika 2011r. Jednak gdy sięgnąłem do notatek to okazało się, że papier z adresami włożyłem do leżącej, plastikowej butelki a list w sprawie mojego kolegi, położyłem na słupku i przykryłem szkłem.
Asia pyta o zdjęcia to zamieszczam: rano zaskoczył mnie śnieg, cerkiew przed remontem, ach te konie, jesienno-zimowy krajobraz. Załącznik 33768Załącznik 33770Załącznik 33771Załącznik 33772Załącznik 33769
Fajnie Asia i Jimi podyskutowały o pewnych wrażeniach emocjonalnych, które są siłą napędową wszystkich bieszczadzkich wędrówek. Strach jako tak, na pewno wszystkich dotyczy, tylko w zależności od indywidualnej wrażliwości:), będzie różnie odbierany. Czasami mobilizuje, a czasami paraliżuje nasze reakcje. Jednak posmak adrenaliny, jest tak przyjemny, że nie rezygnujemy z następnych wypraw. Natomiast o rozsądku, czy bardziej o rozumie, piękne motto cytuje sir Baryl, które wielokrotnie sprawdziło się w moim przypadku.
Odpowiadam Zbyszkowi, że najprawdopodobniej list z adresami pisałem w ostatnich dniach pazdziernika 2011r. Jednak gdy sięgnąłem do notatek to okazało się, że papier z adresami włożyłem do leżącej, plastikowej butelki a list w sprawie mojego kolegi, położyłem na słupku i przykryłem szkłem. Czyli, gdy byłem tym samym miejscu w czerwcu w 2011r. to jeszcze tej listy nie było. Twoje zdjęcia są jak z bajki, a konie "skubiące" śnieg - niesamowite.
W dniu 23.06.2010r. o godz. 7:30 podjechałem pod Dybasiówkę w Liszczej, aby zrealizować zamiar wdrapania się na Hyrlatą i Rosochę, w niekonwencjonalny sposób. W gęstwinie różnych, bardziej lub mniej widocznych i zarośniętych ścieżek, odbiłem niepotrzebnie zbytnio w lewo, ale dzięki temu miałem więcej kontaktu z dziką przyrodą.
Załącznik 33785
Zarastające drogi zrywkowe zakończyły swój żywot, a ja stanąłem oko w oko z nieprzetarty szlakiem.
Załącznik 33787
W okolicy Bukowiny trafiłem na wiszący mostek, który przetestował mój stan równowagi nie tylko psychicznej.
Załącznik 33790
Po pokonaniu bezimiennego potoku trafiłem do miejsca opanowanego przez jakieś złe moce. Rozszalał się wiatr, połamane konary spadały na ziemię, a moja podzielność uwagi została wystawiona na ciężką próbę. Podłoże pełne nierówności, a z góry lecą gałęzie. Głowa poruszała się we wszystkich kierunkach jak u wańki-wstańki. Dodatkowe informacje, które zobaczyłem na drzewie, uświadomiły mi, że znajduję się na czyimś terenie łowieckim.
Załącznik 33791
Gdy wszedłem na sporą polanę zarośniętą łopianami (chyba), nastąpiła raptowna cisza, co ponownie dziwnie mnie zaskoczyło. Przynajmniej mięśnie szyi mogły powrócić do równowagi. Już bez większych emocji dotarłem do wydeptanej ścieżki łączącej Hyrlatą z Rosochą i po krótkiej chwili zaparło mi dech w piersiach. Widok zarysu Tatr oddalonych o ok. 160 km oraz poszczególnych pasm górskich, przez kilkanaście minut rekompensował wcześniej przeżyte emocje.
Załącznik 33792
Jeszcze kilka minut i dotarłem na najwyższy szczyt Hyrlatej, czyli Szymowa Hyrlata 1103.
Załącznik 33793
Jak przystało na tak atrakcyjny szczyt, to i widoki muszą być wspaniałe, zarówno na południe jak i na zachód. Pięknie prezentujące się pasmo graniczne z jasną plamką zabudowań w Solince i te połacie borówek, które nie załapały się na tym zdjęciu. Ci którzy tam byli, to na pewno widzieli, a ci którzy się wybiorą, to zobaczą. Pozostali muszą uwierzyć:).
Załącznik 33794
Po długim delektowaniu się widokami z Hyrlatej, ruszyłem na południe w kierunku Rosochy. I tu również miła niespodzianka widokowa, tym razem na północ. W oddali Durna oraz już bliżej Łopiennik w towarzystwie Boroła, Łopieninki oraz Horodka.
Załącznik 33795
Zejście z Rosochy w towarzystwie bukowego lasu bardzo przyjemne i relaksujące. W końcowym etapie pokręcona droga zrywkowa została przecięta potokiem Roztoka, który schłodził rozgrzane stopy.
Załącznik 33796
Rozgrzane słońcem sążnie drewna poukładanego wzdłuż drogi, zachęciły mnie do relaksu, w pełnym tego słowa znaczeniu:).
Załącznik 33797
Teraz już tylko stokówką, po przejściu 12,6 km, o godz. 14:10 dotarłem ponownie do Dybasiówki z pozytywnym nastawieniem do dalszych podobnych wycieczek.
Była Hyrlata i Rosocha, więc nie wypadało pominąć Matragony. Następnego dnia, czyli 24.06.2010r. pomimo, że niebo nie wróżyło nic dobrego, podjechałem na przełęcz Pryslipce i postanowiłem zmierzyć się z Matragoną. Wolno udałem się w kierunku Szczerbanówki, aby znaleźć w miarę dogodne wejście do lasu.
Załącznik 33831
Po kilkudziesięciu metrach, zwierzęca ścieżka doprowadziła mnie do polanki z widokiem na szczyt Matragony.
Załącznik 33832
Dalsze przemieszczanie uatrakcyjnił dość stromy stok z nadzieją na pewne widoki.
Załącznik 33833
Jednak w porównaniu z Hyrlatą zastane widoki lekko mnie rozczarowały.
Załącznik 33834
Po krótkim pobycie na szczycie, podyktowanym potrzebą uzupełnienia utraconych kalorii, zacząłem przemieszczać się w kierunku Solinki. Przez pewien czas towarzyszył mi przepiękny śpiew samotnego ptaszka ukrytego wśród listowia, a na trasie pojawiły się reszki wojennych okopów.
Załącznik 33836
Obok, siły natury wyładowały swoją energię na rosnących tu drzewach.
Załącznik 33837
Po wyjściu z lasu, zobaczyłem pasmo Hyrlatej i Rosochę na horyzoncie.
Załącznik 33838
Gdy znalazłem się obok nieczynnych retortów, zastanowił mnie widok betonowych bloków. W jakim celu zostały tu umieszczone i jakie miało być ich przeznaczenie?.
Załącznik 33839
Rytm dalszego marszu był podyktowany odległością, pomiędzy poszczególnymi podkładami toru kolejki. W jednym miejscu zachował się nawet przyczółek dawnej, drugiej nitki torów.
Załącznik 33840
Następnie, zmieniłem szlak kolejowy na drogowy i po 4.5 godz. dotarłem do przełęczy Pryslipce. Szczyt Matragony otulony mgłą, nie wróżył przyjaznej pogody na dzień następny.
Załącznik 33841
Lubię Matragonę, chyba najbardziej za jej nazwę :) Kojarzy mi się ona z tęsknotą za górami, ponieważ w pracy na komputerze miałam ją na tapecie :) Kojarzy mi się też ona z silną kobietą albo zwycięstwem. Szłam na nią tak samo jak ty ale schodziłam inaczej, przez Balnicę.
... a ja tam byłem wstyd się przyznać :oops:, ale na przełomie lat 80/90... pamiętam dobrze tylko te tory, jakoś one najbardziej mi utkwiły ... może najwyższy czas znowu tam się wybrać....
...a ja, jeszcze bardziej mi wstyd,...wybieram się w tym roku po raz pierwszy na Matragonę...dzięki Zbyszku za relację i ...motywację
..wybieram się w tym roku po raz pierwszy na Matragonę...dzięki Zbyszku za relację i ...motywację
Jak się okazuje, to wariantów przejścia przez Matragonę może być kilka. Niby niewielka góra, ale swoje atrakcje ma, szczególnie dla tych, którzy wytyczone szlaki już zaliczyli. Ponadto, gwarantowany spokój i cisza, bez tłoku i zbytniego pośpiechu.
... a ja tam byłem wstyd się przyznać :oops:, ale na przełomie lat 80/90... pamiętam dobrze tylko te tory, jakoś one najbardziej mi utkwiły ... może najwyższy czas znowu tam się wybrać.... Z tego co napisałeś, to wynika, że ponad 20 lat wcześniej poznałeś urok dzikich zakamarków bieszczadzkich. Ja takim doświadczeniem nie mogę się "pochwalić". Jednak staram się te zaległości odrabiać:).
.... Zbyszek to przecież najzwyklejsze łażenie było... czy teraz, czy dwadzieścia parę lat temu... to takie same....widzisz różnica jest taka, że Ty to dokładnie pamiętasz, a ja oprócz klimatu i że było mokro, to tylko torowisko, Ty chodzisz po górach, a ja już mniej, więc czym się tu "chwalić"... próbowałem to sobie po przeczytaniu Twojej relacji ułożyć... ale naprawdę nie mogłem.... każde miejsce jest czegoś tam zakamarkiem, ale czy są dzikie, czy w ogóle były dzikie...to mity w jakie ludzie chcą wierzyć.... są jakie są i chyba dlatego w tym banale i prostocie jest ich piękno... Bieszczady się nie zmieniły.... tylko ludzie....
... Ty to dokładnie pamiętasz.. No super, dałeś mi powód do niekłamanej radości. Uśmiałem się tak, że gdyby nie uszy, to dookoła głowy bym się śmiał :grin:. Prawda jest bardziej smutna, gdyż pamięć ma swoje ułomności. Po każdym powrocie, puki jeszcze wszystko jest świeże w pamięci, zapisuję którego dnia gdzie byłem, a bardzo pomocne są przy tym zdjęcia. Zebrało się tego 8 stron w Wordzie. Patrzę na listę wycieczek, sięgam po zdjęcia i wspomnienia same wracają. Oczywiście na początku to ja taki "mądry" nie byłem. Dopiero po kilku pobytach w Bieszczadach wpadłem na ten pomysł, gdy byłem jeszcze w stanie odtworzyć pewne szczegóły i utrwalić je dla potomnych.
są jakie są i chyba dlatego w tym banale i prostocie jest ich piękno... Bieszczady się nie zmieniły.... tylko ludzie.... ...tak właśnie i ja myślę :))
Zbyszku - te osiem stron w Wordzie cieszą mnie bardzo. :) bo to znaczy, że jeszcze wiele "postów wędrówkowych" przed nami. :) Jak na razie - wyśmienicie się wędruje Twoimi śladami. :)
...tak właśnie i ja myślę :))
Zbyszku - te osiem stron w Wordzie cieszą mnie bardzo. :) bo to znaczy, że jeszcze wiele "postów wędrówkowych" przed nami. :) Jak na razie - wyśmienicie się wędruje Twoimi śladami. :) Piękne dzięki, jednak jest kilka takich wpisów np. 24.06 â Deszcz, Cisna Wojtek, piwo â piątek, albo 28.06 â Deszcz, czytanie i spanie â wtorek:cry: i co ja tu biedny mogę ciekawego napisać?.
To teraz dla odmiany, fragment wycieczki do Przemyśla i okolic. Naczytałem się o działaniach wojennych na terenie Bieszczadów podczas I WŚ i postanowiłem zobaczyć jak wyglądają w chwili obecnej, opisywane forty. W Forcie Salis-Soglio, miałem okazję poznać bardzo przyjemnych panów ze SG, gdyż przeszedłem kilkanaście metrów wzdłuż granicy z Ukrainą. Następnie Fort XII-Werner w Żurawicy z ciekawym muzeum oraz Fort XIII-San Rideau w Bolestraszycach. To wszystko było tylko dodatkiem do głównego celu wycieczki, czyli Arboretum w Bolestraszycach. Zamiast opisu krótki film, który będzie bardziej wymowny aniżeli zdjęcia.
http://www.youtube.com/watch?v=JXXah...ature=youtu.be
Piękne dzięki, jednak jest kilka takich wpisów np. 24.06 â Deszcz, Cisna Wojtek, piwo â piątek, albo 28.06 â Deszcz, czytanie i spanie â wtorek:cry: i co ja tu biedny mogę ciekawego napisać?. czerwcowy deszcz w Bieszczadach - miły bardzo :))
czerwcowy deszcz w Bieszczadach - miły bardzo :)) To bardzo proszę, już jest:). Wystarczy uruchomić piosenkę Krystyny Prońko "Deszcz w Cisnej" http://www.youtube.com/watch?v=476QyWZHqPA i mamy wszystko w komplecie, zgodnie z życzeniem Asi:).
Załącznik 33896 Załącznik 33897 Załącznik 33898 Załącznik 33899
Załącznik 33900 Załącznik 33901 Załącznik 33902
... i po deszczu.
Załącznik 33903 Załącznik 33904
O! Jeszcze stary Troll.Mam stamtąd fajne wspomnienia. Niby ładny ten nowy pensjonat, nawet tam nocowałem przed oficjalnym otwarciem, ale..czegoś tam brak.TEGO czegoś.
Popadało, zakurzyło, przetarło się - śliczności. Taki deszcz najlepiej z piwkiem pod parasolem wystawionym przed sklepem. No i ta piosenka. ech... A teraz do roboty Panie i Panowie.
gdzieś pod drzewem na skraju łąki bo zapach takiej łąki po deszczu jest niesamowity... albo ostatecznie na schodkach ganku drewnianej chałupy :)
dzięki Zbyszku :)))
Zbysiu! A może czas pomyśleć o zebraniu wspomnień z bieszczadzkich szlaków? Tak barwnie opisałeś swoje spotkanie z niedźwiadkiem, to myślę, że inne przygody też będą nie mniej fascynujące.
Zbysiu! A może czas pomyśleć o zebraniu wspomnień z bieszczadzkich szlaków? Tak barwnie opisałeś swoje spotkanie z niedźwiadkiem, to myślę, że inne przygody też będą nie mniej fascynujące. Aż się prosi zacytować częste powiedzenie Andrzeja z serialu "Dom", "wiśta wio łatwo powiedzieć":).
To jedziemy dalej, z Matragoną spotkałem się 24 czerwca i tego dnia, w miejscu zakwaterowania , odbyła się Noc Kupały. Co do konkretnego dnia są zdania podzielone, jedni mówią o 23 inni o 24 czerwca, mniejsza o tak mało istotne szczegóły, gdy wchodzi w grę sympatyczna impreza jaką jest bieszczadzka biesiada. Oczywiście zdjęć z niej nie będzie, gdyż uzyskanie zgody na ich publikację, byłoby bardzo kłopotliwe. W każdym bądź razie, następne dwa dni deszczu były mi bardzo na rękę, gdyż mogłem sobie tylko nucić piosenkę Czerwonych Gitar http://www.youtube.com/watch?v=Ygz1VRzc8Ls . Ówczesną sytuację mogłem jedynie nazwać łaskawością niebios w stosunku do mojej fizycznej ułomności. Jednak, aby nie popaść w zbytnie rozleniwienie zrobiłem sobie wycieczkę na cmentarz w Cisnej aby odwiedzić tych, którzy wędrują już tylko po Błękitnych Połoninach.
Załącznik 33977 Załącznik 33978 Załącznik 33979
Trzeciego dnia rano w dalszym ciągu pada z lekkimi przejaśnieniami. Pomyślałem sobie, że już dość tej łaskawości i trzeba gdzieś się jednak wybrać. Wybór padł na Magurę Stuposiańską. Zakładałem, że zanim dojadę do Nasicznego to się na pewno pogoda ustabilizuje:(. W trakcie jazdy, deszcz na przemian raz mniejszy, a za chwilę dużo większy aniżeli byłem w stanie przewidzieć. Po zaparkowaniu i rozpoczęciu przygotowywania do wyprawy, poczułem jakbym był pod działaniem bardzo drobnego zraszacza umieszczonego gdzieś wysoko w chmurach. Jednak nie zrezygnowałem i przeszedłem zaplanowaną trasę.
Załącznik 33987
Przechodząc przełęczą obok Wysokiego Wierchu, działanie zraszacza przybrało na sile do tego stopnia, że skorzystałem z łaskawości świerku, który lekko osłonił mnie od całkowitego przemoknięcia już na początku trasy. Widoki z tego miejsca były wręcz wspaniałe:).
Załącznik 33988
Ale ile można w pozycji kucznej wytrzymać?, w/g danych satelitarnych trwało to 15 min. Ruszyłem dalej przez różnej jakości chaszcze aż dotarłem do stokówki. Plan przewidywał, że przejdę (normalnie) przez mostek i będę kierował się do niebieskiego szlaku. Pierwszy krok na mostku uświadomił mi, że ktoś rzuca mi kłody pod nogi i na siłę chce odwieźć mnie od dalszej kontynuacji wyprawy. Buty uzyskały zerową przyczepność, a poręcz z racji swojej chwiejności, nie dawała gwarancji utrzymania równowagi na śliskim podłożu. Jedynym wyjściem było przyjęcie pozycji czworonoga i wolne przemieszczanie się do przodu. Mostek na załączonym zdjęciu jest sfotografowany dopiero w sierpniu, przy pięknej pogodzie. Tak byłem pochłonięty problemem przedostania się na drugą stronę potoku, że zapomniałem o aparacie, który był zafoliowany w plecaku.
Załącznik 33989
Odcinek do niebieskiego szlaku obfitował w jary o różnym stopniu nachylenia zbocza, a sam szlak miejscami był nawet bardzo szeroki i przypominał tor przeszkód.
Załącznik 33990
Po dotarciu na szczyt Magury Stuposiańskiej dostałem dobrą wiadomość telefoniczną o szykującej się zmianie pogody, gdyż nadchodzący wyż obejmie w swoje władanie tereny bieszczadzkie. Podczas rozmowy, zauważyłem stróżkę wody, która ściekała mi z łokcia prosto na nasiąkniętą już dość mocno ziemię. Natomiast widok jaki zobaczyłem, ma się nijak do tego miejsca, gdyż można go przypisać do wielu innych bez wychodzenia w teren, w taką pogodę. Może ktoś posiada lepsze zdjęcie z tego miejsca, chętnie obejrzę.
Załącznik 33991
Podczas dalszego wędrowania zupełnie mi było obojętne, czy pada, czy tylko rosi. Przejście stokówką przez Caryńskie do Nasicznego upłynęło mi w towarzystwie przejeżdżających wypasionych bryk w obydwu kierunkach. Ruiny cerkwi zostawiłem sobie na następny pobyt w tej okolicy przy bardziej sprzyjającej pogodzie. Natomiast potoczek przed Nasicznem, wyjątkowo przybrał na sile i bardzo skutecznie wypłukał błoto z moich butów i obmył strudzone stopy:). Po dotarciu asfaltówką na parking, nastąpiła zmiana mokrego ekwipunku na suchy i mogłem sobie powiedzieć, że tego dnia nie zmarnowałem na jakieś tam...
Zbysiu! A może czas pomyśleć o zebraniu wspomnień z bieszczadzkich szlaków? Tak barwnie opisałeś swoje spotkanie z niedźwiadkiem, to myślę, że inne przygody też będą nie mniej fascynujące. Aż się prosi zacytować częste powiedzenie Andrzeja z serialu "Dom", "wiśta wio łatwo powiedzieć":).
To jedziemy dalej, z Matragoną spotkałem się 24 czerwca i tego dnia, w miejscu zakwaterowania , odbyła się Noc Kupały. Co do konkretnego dnia są zdania podzielone, jedni mówią o 23 inni o 24 czerwca, mniejsza o tak mało istotne szczegóły, gdy wchodzi w grę sympatyczna impreza jaką jest bieszczadzka biesiada. Oczywiście zdjęć z niej nie będzie, gdyż uzyskanie zgody na ich publikację, byłoby bardzo kłopotliwe. W każdym bądź razie, następne dwa dni deszczu były mi bardzo na rękę, gdyż mogłem sobie tylko nucić piosenkę Czerwonych Gitar http://www.youtube.com/watch?v=Ygz1VRzc8Ls . Ówczesną sytuację mogłem jedynie nazwać łaskawością niebios w stosunku do mojej fizycznej ułomności. Jednak, aby nie popaść w zbytnie rozleniwienie zrobiłem sobie wycieczkę na cmentarz w Cisnej aby odwiedzić tych, którzy wędrują już tylko po Błękitnych Połoninach.
Załącznik 33977 Załącznik 33978 Załącznik 33979
Trzeciego dnia rano w dalszym ciągu pada z lekkimi przejaśnieniami. Pomyślałem sobie, że już dość tej łaskawości i trzeba gdzieś się jednak wybrać. Wybór padł na Magurę Stuposiańską. Zakładałem, że zanim dojadę do Nasicznego to się na pewno pogoda ustabilizuje:(. W trakcie jazdy, deszcz na przemian raz mniejszy, a za chwilę dużo większy aniżeli byłem w stanie przewidzieć. Po zaparkowaniu i rozpoczęciu przygotowywania do wyprawy, poczułem jakbym był pod działaniem bardzo drobnego zraszacza umieszczonego gdzieś wysoko w chmurach. Jednak nie zrezygnowałem i przeszedłem zaplanowaną trasę.
Załącznik 33987
Przechodząc przełęczą obok Wysokiego Wierchu, działanie zraszacza przybrało na sile do tego stopnia, że skorzystałem z łaskawości świerku, który lekko osłonił mnie od całkowitego przemoknięcia już na początku trasy. Widoki z tego miejsca były wręcz wspaniałe:).
Załącznik 33988
Ale ile można w pozycji kucznej wytrzymać?, w/g danych satelitarnych trwało to 15 min. Ruszyłem dalej przez różnej jakości chaszcze aż dotarłem do stokówki. Plan przewidywał, że przejdę (normalnie) przez mostek i będę kierował się do niebieskiego szlaku. Pierwszy krok na mostku uświadomił mi, że ktoś rzuca mi kłody pod nogi i na siłę chce odwieźć mnie od dalszej kontynuacji wyprawy. Buty uzyskały zerową przyczepność, a poręcz z racji swojej chwiejności, nie dawała gwarancji utrzymania równowagi na śliskim podłożu. Jedynym wyjściem było przyjęcie pozycji czworonoga i wolne przemieszczanie się do przodu. Mostek na załączonym zdjęciu jest sfotografowany dopiero w sierpniu, przy pięknej pogodzie. Tak byłem pochłonięty problemem przedostania się na drugą stronę potoku, że zapomniałem o aparacie, który był zafoliowany w plecaku.
Załącznik 33989
Odcinek do niebieskiego szlaku obfitował w jary o różnym stopniu nachylenia zbocza, a sam szlak miejscami był nawet bardzo szeroki i przypominał tor przeszkód.
Załącznik 33990
Po dotarciu na szczyt Magury Stuposiańskiej dostałem dobrą wiadomość telefoniczną o szykującej się zmianie pogody, gdyż nadchodzący wyż obejmie w swoje władanie tereny bieszczadzkie. Podczas rozmowy, zauważyłem stróżkę wody, która ściekała mi z łokcia prosto na nasiąkniętą już dość mocno ziemię. Natomiast widok jaki zobaczyłem, ma się nijak do tego miejsca, gdyż można go przypisać do wielu innych bez wychodzenia w teren, w taką pogodę. Może ktoś posiada lepsze zdjęcie z tego miejsca, chętnie obejrzę.
Załącznik 33991
Podczas dalszego wędrowania zupełnie mi było obojętne, czy pada, czy tylko rosi. Przejście stokówką przez Caryńskie do Nasicznego upłynęło mi w towarzystwie przejeżdżających wypasionych bryk w obydwu kierunkach. Ruiny cerkwi zostawiłem sobie na następny pobyt w tej okolicy przy bardziej sprzyjającej pogodzie. Natomiast potoczek przed Nasicznem, wyjątkowo przybrał na sile i bardzo skutecznie wypłukał błoto z moich butów i obmył strudzone stopy:). Po dotarciu asfaltówką na parking, nastąpiła zmiana mokrego ekwipunku na suchy i mogłem sobie powiedzieć, że tego dnia nie zmarnowałem na jakieś tam...
Prośba do zielonych:). Proszę skasować obydwa ostatnie posty, coś się pokręciło. Jeszcze raz napiszę i załączę zdjęcia.
Zbysiu! A może czas pomyśleć o zebraniu wspomnień z bieszczadzkich szlaków? Tak barwnie opisałeś swoje spotkanie z niedźwiadkiem, to myślę, że inne przygody też będą nie mniej fascynujące. Aż się prosi zacytować częste powiedzenie Andrzeja Talara z serialu "Dom", "wiśta wio łatwo powiedzieć":).
To jedziemy dalej, z Matragoną spotkałem się 24 czerwca i tego dnia, w miejscu zakwaterowania , odbyła się Noc Kupały. Co do konkretnego dnia zdania są podzielone, jedni mówią o 23 inni o 24 czerwca, mniejsza o tak mało istotne szczegóły, gdy w grę wchodzi sympatyczna impreza jaką jest bieszczadzka biesiada. Oczywiście zdjęć z niej nie będzie, gdyż uzyskanie zgody na ich publikację, byłoby bardzo kłopotliwe. W każdym bądź razie, następne dwa dni deszczu były mi bardzo na rękę, gdyż mogłem sobie tylko nucić piosenkę Czerwonych Gitar http://www.youtube.com/watch?v=Ygz1VRzc8Ls . Ówczesną sytuację mogłem jedynie nazwać łaskawością niebios w stosunku do mojej fizycznej ułomności. Jednak, aby nie popaść w zbytnie rozleniwienie zrobiłem sobie wycieczkę na cmentarz w Cisnej aby odwiedzić tych, którzy wędrują już tylko po Błękitnych Połoninach.
Załącznik 33992 Załącznik 33993 Załącznik 33994
Trzeciego dnia rano w dalszym ciągu pada z lekkimi przejaśnieniami. Pomyślałem sobie, że już dość tej łaskawości i trzeba gdzieś się jednak wybrać. Wybór padł na Magurę Stuposiańską. Zakładałem, że zanim dojadę do Nasicznego to się na pewno pogoda ustabilizuje:(. W trakcie jazdy, deszcz na przemian raz mniejszy, a za chwilę dużo większy aniżeli byłem w stanie przewidzieć. Po zaparkowaniu i rozpoczęciu przygotowywania do wyprawy, poczułem jakbym był pod działaniem bardzo drobnego zraszacza umieszczonego gdzieś wysoko w chmurach. Jednak nie zrezygnowałem i przeszedłem zaplanowaną trasę.
Załącznik 33995
Przechodząc przełęczą obok Wysokiego Wierchu, działanie zraszacza przybrało na sile do tego stopnia, że skorzystałem z łaskawości świerku, który lekko osłonił mnie od całkowitego przemoknięcia już na początku trasy. Widoki z tego miejsca były wręcz wspaniałe:).
Załącznik 33996
Ale ile można w pozycji kucznej wytrzymać?, w/g danych satelitarnych trwało to 15 min. Ruszyłem dalej przez różnej jakości chaszcze aż dotarłem do stokówki. Plan przewidywał, że przejdę (normalnie) przez mostek i będę kierował się do niebieskiego szlaku. Pierwszy krok na mostku uświadomił mi, że ktoś rzuca mi kłody pod nogi i na siłę chce odwieźć mnie od dalszej kontynuacji wyprawy. Buty uzyskały zerową przyczepność, a poręcz z racji swojej chwiejności, nie dawała gwarancji utrzymania równowagi na śliskim podłożu. Jedynym wyjściem było przyjęcie pozycji czworonoga i wolne przemieszczanie się do przodu. Mostek na załączonym zdjęciu jest sfotografowany dopiero w sierpniu przy pięknej pogodzie. Tak byłem pochłonięty problemem przedostania się na drugą stronę potoku, że zapomniałem o aparacie, który był zafoliowany w plecaku.
Załącznik 33997
Odcinek do niebieskiego szlaku obfitował w jary o różnym stopniu nachylenia zbocza, a sam szlak miejscami był nawet bardzo szeroki i przypominał tor przeszkód.
Załącznik 33998
Po dotarciu na szczyt Magury Stuposiańskiej dostałem dobrą wiadomość telefoniczną o szykującej się zmianie pogody, a nadchodzący wyż obejmie w swoje władanie tereny bieszczadzkie. Podczas rozmowy, zauważyłem stróżkę wody, która ściekała mi z łokcia prosto na nasiąkniętą już dość mocno ziemię. Natomiast widok jaki zobaczyłem, ma się nijak do tego miejsca, gdyż można go przypisać do wielu innych, bez wychodzenia w teren w taką pogodę. Może ktoś posiada lepsze zdjęcie z tego miejsca, chętnie obejrzę.
Załącznik 33999
Podczas dalszego wędrowania zupełnie mi było obojętne, czy pada, czy tylko rosi. Przejście stokówką przez Caryńskie do Nasicznego upłynęło mi w towarzystwie przejeżdżających wypasionych bryk w obydwu kierunkach. Ruiny cerkwi zostawiłem sobie na następny pobyt w tej okolicy przy bardziej sprzyjającej pogodzie. Natomiast potoczek przed Nasicznem, wyjątkowo przybrał na sile i bardzo skutecznie wypłukał błoto z moich butów i obmył strudzone stopy:). Po dotarciu asfaltówką na parking, nastąpiła zmiana mokrego ekwipunku na suchy i mogłem sobie powiedzieć, że tego dnia nie zmarnowałem na jakieś tam...
:grin: Tym razem udało się zamieścić zdjęcia bez problemu. 3 poprzednie posty są do skasowania.
Fajna traska, ale odpuściłeś Pawłową Łukę, a żałuj ;)
Fajna traska, ale odpuściłeś Pawłową Łukę, a żałuj ;) I Wysoki Wierch, i Prypiczek, i Szczob, i..., i ..., i ...żałuj :mrgreen:
I Wysoki Wierch, i Prypiczek, i Szczob, i..., i ..., i ...żałuj :mrgreen: Wysoki Wierch razem z jaskiniami zaliczony w sierpniu. Okolice "niby" jaskiń mają swój groźny urok. Natomiast Prypiczek i Szczob i ... wiele innych ciekawych miejsc musi poczekać do czerwca:). Domyślam się, że z Magury Stuposiańskiej jest piękny widok na Caryńską, czy ktoś może zamieścić zdjęcie?, czy muszę iść jeszcze raz i sam sobie je zrobić?:).
Niestety było mleczne południe i widok na Caryńską mętny, dorzucam Pawłową Łukę na zachętę ;)
Niestety było mleczne południe i widok na Caryńską mętny, dorzucam Pawłową Łukę na zachętę ;) Dzięki Browar. To teraz już wiem co straciłem, a Pawłowa Łuka już jest zaklepana. Nawet nie przypuszczałem, że tam mogą być takie skałki.
Sir Bazyl wywołał pewne pozytywne wspomnienia przypominając mi Wysoki Wierch. W połowie sierpnia 2010 r. otrzymałem wiadomość wielce radującą moją duszę, że od 1 września będę mógł jeszcze popracować. Czyli jesienne Bieszczady już nie wchodziły w rachubę:(. Pomyślałem sobie, że dobre i 10 dni aby przy dobrej pogodzie i sezonie chylącym się ku upadkowi, nacieszyć oko bieszczadzkimi atrakcjami. Po kilku bardziej lub mniej literacko wartościowych wyprawach, nastał dzień 22.08.2010r. i z długiej listy planowanych wycieczek, wybrałem jaskinie na Wysokim Wierchu.
Załącznik 34016
Początek trasy już był wcześniej opanowany, ale sam szczyt i jego okolice jeszcze nieznane. Przedzieranie się przez zachaszczone podłoże zaowocowało przyjemnymi dla oka ciekawostkami, których uroku żadna fotografia nie jest w stanie oddać.
Załącznik 34017 Załącznik 34018
Natomiast sam szczyt i okolice jaskiń usiane różnymi wychodniami skalnymi, budziły respekt i podziw dla tak pięknie ukształtowanego terenu.
Załącznik 34019 Załącznik 34020
Trasa do jaskiń niby oznakowana, ale bardzo mało czytelnie i w śladowych ilościach. Same jaskinie nie budzą większych emocji, ale to jednak zawsze jakaś ciekawostka, którą warto zobaczyć.
Załącznik 34021 Załącznik 34022
Gdy zaspokoiłem swoją ciekawość jaskiniami, to nadszedł czas aby sprawdzić swoją sprawność akrobatyczną i przejść granią po różnych skalnych nierównościach. Przełęcz Nasiczniańska zaoferowała mi piękny widok na wschód i trasę dalszej części mojej wędrówki.
Załącznik 34023
Nadszedł czas aby odrobić zobowiązania, o których pisałem wcześniej. Po przejściu niewiele ponad 1 km, skręciłem w prawo na miejsce po cerkwi i pozostałościach dawnego cmentarza.
Załącznik 34024 Załącznik 34025 Załącznik 34026 Załącznik 34027
Załącznik 34028 Załącznik 34029
Wracając już wygodnie stokówką i podziwiając to co znajdowało się po lewicy, prawicy i na wprost, nie sądziłem, że obecnie sir Bazyl i Browar w swoich sugestiach, zmobilizują mnie do tego, abym w niedalekiej przyszłość zaplanował ponowny pobyt w tych okolicach.
Załącznik 34030
A tak na marginesie, czy może mnie ktoś oświecić w sprawie potoku Caryńskiego?. Jak to jest możliwe, że jednocześnie wpada do Wołosatego i Dwernika czy Nasiczniańskiego, a w sumie do potoku o trzech nazwach?:).
(...)
Trasa do jaskiń niby oznakowana, ale bardzo mało czytelnie i w śladowych ilościach. Same jaskinie nie budzą większych emocji, ale to jednak zawsze jakaś ciekawostka, którą warto zobaczyć.
Załącznik 34021 Załącznik 34022
(...) Trasa do jaskiń ( czyli jakieś znaczki na drzewach) prowadzi na szczyt i tu ginie. Już dwukrotnie próbowałem odnaleźć te jaskinie , ale bezskutecznie. We dwóch czesaliśmy okolice szczytowe tam i z powrotem i nic.
Drugim razem miałem przekazane jeszcze dokładniejsze namiary więc myślałem że to pestka, ale na nadziei się skończyło. Odpuściłem myśląc , że się zawaliły, albo zostały zasypane, wszakże już pod szczytem prowadzony jest wyrąb lasu.
Dawno temu byłem w jaskiniach ale za pierwszym razem nie trafiłem, bo zle patrzyłem. Krążyłem, krążyłem i nic, i może bym zrezygnował gdyby nie pomoc kogoś miejscowego. Trzeba patrzeć bardziej pod nogi, jak za grzybami.
Trasa do jaskiń ( czyli jakieś znaczki na drzewach) prowadzi na szczyt i tu ginie. Już dwukrotnie próbowałem odnaleźć te jaskinie , ale bezskutecznie. We dwóch czesaliśmy okolice szczytowe tam i z powrotem i nic. Ze względu na ich "wielkość" to nie jest takie proste aby je znaleźć. Oczywiście jak się wie, to wszystko jest łatwe:). Praktycznie od szczytu Wysokiego Wierchu znajdują się w odległości 250 m na wschód. Problem w tym, że metrówki to raczej nikt ze sobą w górach nie nosi:). Będzie okazja jeszcze raz zawitać w tamte strony aby mieć pełną satysfakcję. Również mam kilka takich podejść do różnych miejsc, których nie udało się za pierwszym razem znaleźć.
A tak na marginesie, czy może mnie ktoś oświecić w sprawie potoku Caryńskiego?. Jak to jest możliwe, że jednocześnie wpada do Wołosatego i Dwernika czy Nasiczniańskiego, a w sumie do potoku o trzech nazwach?:). Może nie oświecę, bo taka mądra w temacie potoków to nie jestem :mrgreen: ale, że czasami lubię rozwiązywać zagadki...:wink:
Caryński uchodzi do Dwernika, który to Dwernik w górnym swoim biegu jest Prowczą, w środkowym biegu Nasiczniańskim a jako Dwernik uchodzi do Sanu.
tak przynajmniej wskazane zostało przez GUGiK tutaj:
http://ksng.gugik.gov.pl/pliki/hydronimy1.pdf
Z mapy Ruthenusa rzeczywiście wynika, jakby Caryński uchodził do Wołosatego, ale na innych mapach jest to potok Bystry, który ma źródło na stoku Caryńskiej. Ten Bystry zgadzałby się również z tym co podaje GUGiK - że Bystry uchodzi Wołosatego. Szerokość i długość wskazuje na to ujście, które na mapie Ruthenusa jest "ujściem" Caryńskiego do Wołosatego.
Chyba, że jest jakaś inna odpowiedź.
I gdzie Caryński tak właściwie ma źrodło?
Pomocna może być Mapa Podziału Hydrograficznego Polski. Taka MPHP (w wersji z 2010 r.) znajduje się na stronie Krajowego Zarządu Gospodarki Wodnej (Geoportal KZGW). Informacje szczegółowe (np. długości cieków) można odczytać za pomocą narzędzia âźidentyfikacjaâ (zielona ikonka po lewej stronie). :-).
O! Widać, że leiron też lubi rozwiązywać zagadki :))
mapa z tej strony też potwierdza, że to co na mapie Ruthenusa jest nazwane (u ujścia do Wołosatego) Caryńskim jest potokiem Bystrym. A -według tej mapy - Caryński wypływa gdzieś spod Magury Stuposiańskiej, a raczej takiego wzniesienia o wysokości 922.
Czyżby na mapie Ruthenusa była drobna nieścisłość?
Czyżby na mapie Ruthenusa była drobna nieścisłość? Ten sam problem występuje również na mapie Compass. Ile to dobrego można dowiedzieć się na forum, gdzie zaglądają mądrzy ludzie. Asiu Twoje źródełko podaje jednoznaczną odpowiedź na moje wątpliwości. A Tobie leirion dzięki za dodatkową podpowiedź, gdzie można znaleźć wiarygodne informacje.
Jeszcze nie tak dawno temu, nawet nie pomyślałem o tym, że będę mógł podzielić się swoimi wrażeniami z pobytów w Bieszczadach w takim szerokim gronie. Zazwyczaj czyniłem to wśród znajomych którzy wiedzieli, że gdzieś tam daleko są "jakieś" Bieszczady, ale poza tym niewiele więcej. Oczywiście są i tacy z którymi można podyskutować, ale jest ich niewielu i nie mogą zaspokoić moich podstawowych potrzeb duchowych. Dzięki Ci don(ie) Enrico za mobilizację i pozbycie się, jak to nazwałeś, kompleksów w stosunku do tak szacownego gremium:).
Nieco wcześniej wspomniałem o swojej słodkiej tajemnicy, o której powinienem napisać, a przypomniała mi o niej Jimi pisząc o "kosmicznym pięknie" w okolicach Chryszczatej. Wszystko było by dobrze gdybym mógł podeprzeć się zdjęciami z tej okolicy. Jednak gdy sięgnąłem do archiwum, to okazało się, że mam z tej wycieczki 42 zdjęcia, ale ani jednego z tego konkretnego miejsca. Tak byłem zauroczony ukształtowaniem terenu i atmosferą tego miejsca, że zapomniałem o zrobieniu zdjęć. Brak słów na określenie swego samopoczucia w tym momencie. Napiszę jeszcze o genezie tej wyprawy w okolice Kamiadoli. Kiedyś podczas dyskusji z jednym ze stałych bywalców w Bieszczadach, padło pytanie, czy widziałem jeziorko pod Łopiennikiem??. Byłem na Łopienniku kilka razy, wchodziłem od wschodu, zachodu i południa, ale jeziorka nie widziałem. Kolega nie potrafił precyzyjnie określić tego miejsca, a jedynie powiedział, że szedł od szosy Cisna - Habkowce, czyli od zachodu. Zacząłem przeszukiwać mapy nowe , stare i bardzo stare oraz satelitarne, aby znaleźć miejsce w którym może być te tajemnicze jeziorko. Wiadomo przecież, że wszelkie zbiorniki wodne będą znajdowały się w jakimś zagłębieniu terenu. W okolicy Kamiadoli znalazłem coś podobnego, a nawet widać, że wypływa z niego dopływ potoku Żukra. Jednak nasunęły mi się pewne wątpliwości, gdyż rok wcześniej przechodziłem obok tego miejsca w odległości nie większej jak 50 m na północ i nic co by sugerowało obecność jeziorka nie zauważyłem. Potrzeba zobaczenia tego miejsca, jednak musiała zostać zrealizowana.
Nastał jesienny i pięknie słoneczny dzień 26.09.2012 r. Swoją wędrówkę zacząłem od parkingu w Jabłonkach, a całość trasy przebiegała jak w załączniku poniżej.
Załącznik 34041
Minąłem historyczną kapliczkę pośród drzew i skręciłem w lewo w stokówkę, aby po 1 godz. marszu z krótką przerwą, dotrzeć do pętli prawie takiej jak dla autobusów.
Załącznik 34042 Załącznik 34043 Załącznik 34044
Ponownie krótka przerwa dla nasycenia się ciszą i widokiem na pasmo Za Grozowe oraz drzew w jesiennej kolorowej szacie. Po prawej stronie potok Żukra, który pewnie by mnie doprowadził do celu przy mniejszym wysiłku. Jednak nie poszedłem na łatwiznę i wybrałem pnącą się lekko w górę zarastającą drogę zrywkową...
Załącznik 34045 Załącznik 34046
...która poprowadziła mnie na plantację jeżyn, następnie trafiłem na ścieżkę zwierzęcą aby w końcu zobaczyć światełko na horyzoncie.
Załącznik 34047 Załącznik 34048 Załącznik 34049
Zanim poznałem urok okolic Kamiadoli, musiałem pokonać jeszcze jedno małe wzniesienie i dopiero wszedłem na przepiękną polanę na której poczułem magię tego miejsca. Ledwo sączący się potoczek nie wydobywał z siebie żadnego dźwięku. Ciszę i tajemniczość tego miejsca potęgowała grupa wyrośniętych świerków dostojnie panujących nad lekko opadającą polaną. Wspaniałe miejsce na biwak dla ludzi spragnionych ciszy i ceniących sobie bieszczadzkie uroki. Nawet gdybym zrobił zdjęcia tego miejsca, to i tak na pewno nie oddały by tego nastroju jaki wokół panował. Jeziorka nie znalazłem, ale cudowne miejsce tak. Jako namiastkę, pozwolę sobie jedynie zamieścić widok tego miejsca z wysokiego lotu ptaka mechanicznego.
Załącznik 34050
W drodze powrotnej udałem się niebieskim szlakiem w kierunku Durnej. Szlak typowo turystyczny lecz jego okolice bardziej egzotyczne, ciekawie usytuowane skałki ...
Załącznik 34051 Załącznik 34052
... oraz budzące pewne ciekawe skojarzenia obiekty dendrologiczne.
Załącznik 34053 Załącznik 34054
A przed samą Durną dodatkowo jeszcze widok na Solinę.
Załącznik 34055
Zmieniłem kolor szlaku na zielony i przy okazji przetestowałem sprawność ucha wewnętrznego na chybotliwej drabinie z ruszającymi się szczeblami.
Załącznik 34056
Na Woronikówce poczytałem historyczne zapisy wycieczek szkolnych, które dawno temu miały w swoim obowiązkowym programie punkt - "zaliczyć" Waltera:).
Załącznik 34057
Pozostało jeszcze "sakramencko" strome zejście, już wcześniej opisane szczegółowo przez Jimi i ...
Załącznik 34058
...Woronikówka w swoim jesiennym wystroju została w tyle.
Załącznik 34059
A ja dzięki relacji z tej wyprawy, mogłem już ujawnić swoją "słodką" tajemnicę:).
Rzepedka to jedno z wielu wspaniałych miejsc widokowych w Bieszczadach. Miałem przyjemność je podziwiać z tego miejsca 2x i w dalszym ciągu mam pewien niedosyt. Wystarczy popatrzeć na mapę i okaże się, że wariantów takiej wyprawy może być wiele. Na pierwszym zrzucie jest przedstawiona pierwsza moja wycieczka o długości 13 km, a na drugim, bardziej wymagająca i jednocześnie ciekawsza wynosząca 23,8 km. Opiszę drugą, gdyż w razie potrzeby można ją jeszcze bardziej zmodyfikować. W obydwóch przypadkach nie ma problemu z zaparkowaniem samochodu.
Załącznik 34072 Załącznik 34073
28.09.2013 r. zacząłem swoją wędrówkę od wiaduktu przy wjeździe na teren Klasztoru Nazaretanek i podążyłem w kierunku izby pamięci Kardynała Stefana Wyszyńskiego, która już przed godz. 9 była udostępniona.
Załącznik 34074 Załącznik 34075
Następnie, aby nie cofać się do czerwonego szlaku, zszedłem lekko stromym zboczem do ścieżki przyrodniczo - historycznej i dowiedziałem się, jakie to zwierzęta mogę spotkać na swojej drodze.
Załącznik 34076
Niestety, albo pora nie taka, albo moje zachowanie było zbyt dynamiczne i żadnego zwierzątka z wymienionych na tablicy, nie spotkałem. Natomiast trafiłem na przepiękną plantację muchomorów.
Załącznik 34077
Maszerując już dalej czerwonym szlakiem dotarłem na szczyt Wahalowskiego Wierchu.
Załącznik 34078
Kilkanaście minut postoju wypełniłem na uzupełnieniu kalorii oraz podziwianiu widoków wraz z lokalizacją poszczególnych szczytów, które zobaczyłem.
Załącznik 34079 Załącznik 34080
Celem dalszej wędrówki była góra Kamień, na której w atmosferze tajemniczości mogłem nacieszyć oko skalnymi ciekawostkami, z których pewne przypominały prehistoryczne stworki.
Załącznik 34081 Załącznik 34082 Załącznik 34083 Załącznik 34084
Wędrowanie w kierunku Rzepedki pozwoliło na chwilowe podziwianie współczesnych źródeł prądotwórczych.
Załącznik 34085 Załącznik 34086
Trasa bardzo urozmaicona różnymi przeszkodami terenowymi, ale bez większych trudności do pokonania.
Załącznik 34087 Załącznik 34088
Nawet miałem okazję zobaczyć w jaki to sposób obecnie budowane są stokówki.
Załącznik 34089
Po dotarciu na Rzepedkę, ponowny rzut oka na otaczające pasma górskie oraz oddalony o ok. 26 km Łopiennik i charakterystyczne Boroło.
Załącznik 34090 Załącznik 34091
Zejście po wykoszonych łąkach w kierunku wsi Rzepedź, cieszyło oko kolorowym pierwszym planem.
Załącznik 34092 Załącznik 34093
Greckokatolicką cerkiew Przeniesienia Relikwii św. Mikołaja w Rzepedzi, zastałem zamkniętą, ale przycerkiewny cmentarz, był bardziej łaskawy dla zwiedzających.
Załącznik 34094 Załącznik 34095
Pozostały odcinek asfaltowy o długości ok. 6 km na pewno był mniej atrakcyjny, ale jadąc samochodem nie byłbym w stanie zobaczyć pewnych szczegółów, które według mnie, są również godne aby rzucić na nie okiem. Dodatkowo dowiedziałem się wielu ciekawych rzeczy, np. że droga którą maszeruję została zbudowana przez żołnierzy Nadwiślańskiej Jednostki KBW-4 w 1963 roku.
Załącznik 34096 Załącznik 34097 Załącznik 34098
Nie ukrywam, że po 8,5 godz. marszu obfitującego w miłe dla oka atrakcje, dotarłem do "bram" klasztoru lekko strudzony, ale pełen pozytywnych przeżyć.
Załącznik 34099
Zbyszku ! ze zdjęć widzę że to była jesień, ale w którym roku.
To jest istotne pytanie, bo ponoć Rzepedka (czy też Rożynkania - jak chce Krukar) zmieniła ostatnio swój wygląd.
ale , aby się dowiedzieć prawdy czekam na zakończenie tego wątku
http://forum.bieszczady.info.pl/showthread.php/8374-Bo-Henek-nie-wierzy%C5%82
... Zbyszek... fotki widokowe z Rzepedki...fajowe:-D
Zbyszku ! ze zdjęć widzę że to była jesień, ale w którym roku.
To jest istotne pytanie, bo ponoć Rzepedka (czy też Rożynkania - jak chce Krukar) zmieniła ostatnio swój wygląd.
ale , aby się dowiedzieć prawdy czekam na zakończenie tego wątku
http://forum.bieszczady.info.pl/showthread.php/8374-Bo-Henek-nie-wierzy%C5%82 Gratuluję spostrzegawczości i domyślam się, że chodzi o krzyż. Zdjęcie cerkwi zamieszczone w powyższej relacji zostało zrobione 29.09.2012 r. Natomiast prawie dokładnie rok później czyli 28.09.2013 r. zrobiłem podobne tego miejsca i wygląda ono tak.
Załącznik 34100
Zamieściłem bardziej fotogeniczne, gdyż nie byłem w stanie przestawić przyczepy, która psuje kadr:).
Natomiast stokówka, obecnie również bardziej "elegancko" wygląda.
Załącznik 34102
... Zbyszek... fotki widokowe z Rzepedki...fajowe:-D Dla tego widoku warto się tam wybrać.
Ponownie coś mi się pop(mieszało):oops: ze zdjęciami. Don Enrico przepraszam, ale podczas odpowiadania na Twoje pytanie, zamieściłem niewłaściwe zdjęcie cerkwi. Gdy wstępnie przeglądałem, to wszystko się zgadzało z tym co napisałem. Jednak ponowna dokładna analiza, ujawniła "fałszerstwo" z mojej strony. Właściwe zdjęcie cerkwi z 2013 r. wygląda jednak tak:
Załącznik 34103
[QUOTE=zbyszek1509;152744]
Natomiast stokówka, obecnie również bardziej "elegancko" wygląda.
....za rok wrośnie w krajobraz i nie będzie tak źle....
Jakoś do tej pory nigdy na Rzepedkę nogi mnie nie poniosły. Już wcześniej były tu jakieś relacje "rzepedkowe" i kiedyś pewnie w końcu się na tę górę wybiorę bo Twoje Zbyszku zdjęcia i relacja narobiły smaku niczym zapach kiełbasy z ogniska :-D
..kiedyś pewnie w końcu się na tę górę wybiorę bo Twoje Zbyszku zdjęcia i relacja narobiły smaku niczym zapach kiełbasy z ogniska :-D :razz: To pozostaje tylko życzyć smacznego i miłej degustacji Rzepedki. ;)
Rzepedka to jedno z wielu wspaniałych miejsc widokowych w Bieszczadach.
Załącznik 34072 Tak nieśmiało bym zaoponował w temacie zaliczenia Rzepedki do miejsc widokowych Bieszczadów ;)
A warto jeszcze iść do tego najbardziej wysuniętego w kierunku zachodnim krzyża w górnej Rzepedzi - IMHO bardzo ładny.
A tak na marginesie, czy może mnie ktoś oświecić w sprawie potoku Caryńskiego?. Jak to jest możliwe, że jednocześnie wpada do Wołosatego i Dwernika czy Nasiczniańskiego, a w sumie do potoku o trzech nazwach?:). âhttp://www.porozumieniekarpackie.pl/...u-niskiego.htm
Są wreszcie synonimy, których powstanie zawdzięczamy niechlujnej pracy kartografów austriackich. Mapy podają aż trzy nazwy dla potoku płynącego z Berehów Górnych do Sanu: Prowcza, Nasiczańsk i Dwernik. Nazwa Prowcza jest przekręcona (powinno być Prowisja) i źle zlokalizowana, gdyż faktycznie odnosi się tylko pola pod Przełęczą Wyżniańską. Dwa pozostałe hydronimy nie znalazły potwierdzenia w badaniach terenowych. Dodam, że mieszkańcy Nasicznego i Dwernika ciek ten nazywali Bereżanką.
;)
Browar !. Wielkie dzięki za oświecenie i podesłanie wielu ciekawostek. Warto było poczytać zamieszczony materiał pod linkiem.
Przeczytała tą relacje z Rzepedki, zobaczyłam zdjęcia i już wiem gdzie się wybiorę w najbliższym czasie :-) Dziękuję !
Teraz dla pewnego relaksu, zdecydowanie krótsza (6,7km) i łatwiejsza trasa. Kulaszne to miejsce, przez wiele osób odwiedzane, a znajdujące się w otoczeniu widokowego wzgórza, jakim jest Biały Wierch, warte jest polecenia. Dla zmotoryzowanych dobra informacja, gdyż obok cerkwi znajduje się parking bezpłatny i niestrzeżony.
Załącznik 34121
Sama cerkiew pięknie wkomponowana w krajobraz i rzucająca się w oczy przejeżdżających. Obok cmentarz ze współczesnymi grobami oraz w śladowych ilościach tych bardziej starych i zaniedbanych.
Załącznik 34122 Załącznik 34123 Załącznik 34124 Załącznik 34125
Zaraz na wejściu znajduje się grób znanego bieszczadzkiego artysty rzeźbiarza, Jędrka Połoniny...
Załącznik 34126 Załącznik 34127 Załącznik 34128
.. i obok ciekawy grób również z nietuzinkową inskrypcją.
Załącznik 34129 Załącznik 34130
Będąc już w Kulasznem, zafundowałem sobie spacer na Biały Wierch. Obok drogi można zobaczyć budynki już historyczne oraz inne odrestaurowane i przygotowane z myślą o spędzeniu wolnego czasu w zacisznym miejscu.
Załącznik 34131 Załącznik 34132 Załącznik 34133
Przedzieranie się przez wysoką i mokrą trawę zakończyło się podziwianiem widoków rozciągających się na horyzoncie.
Załącznik 34134
W pewnej chwili, gdy mój szlak przeciął się ze szlakiem owłosionej gąsienicy wydarzyła się pewna ciekawostka. Gdy przykucnąłem aby zrobić jej zdjęcie, w okolicznych krzakach coś zaszumiało i wzbudziło moje zainteresowanie. Czyżby znowu niedźwiedź? nie, to mało prawdopodobne aby w takim miejscu, przemknęło mi przez głowę. Po krótkiej chwili wychodzi grzybiarz i łapie się za serce. Patrzy na mnie i już uśmiechając się mówi, myślałem, że to niedźwiedź. A gąsienica pomaszerowała w swoim kierunku.
Załącznik 34135
Wracając szosą podziwiałem przydrożne kapliczki i widok na Biały Wierch.
Załącznik 34136 Załącznik 34137
Będąc już w niedalekiej odległości od Szczawnego, nie mogłem sobie odmówić obejrzenia z bliska cerkwi i cmentarza.
Załącznik 34138 Załącznik 34139 Załącznik 34140
Kulaszne- kwatera Śp. Jędrka Połoniny..:sad:Natomiast ta odremontowana chatka po prostu bajka...:-P
Zdjęcie z kapliczką jest piękne :)
Zanim przystąpię do następnej relacji z wycieczki, to może kilka refleksji na temat samotnych wędrówek. Jimi w swoim wątku "Polemika o wędrówce w pojedynkę" w poście #84, bardzo trafnie uzasadniła "wyższość" ??? takiego wędrowania. Dlaczego znaki ???, - dlatego, że przyznaję jej rację i jednocześnie mam pewne wątpliwości. Czyli w tym zagadnieniu, brak psychicznego zrównoważenia, mnie cechuje:grin:.
Zazdroszczę Ci don Enrico, że mogłeś napisać "Ja miałem to szczęście , że dane mi było wędrować nie raz, z ludźmi którzy widzą i czują to po czym idą, dzięki czemu pokazują mi to na co ja bym nie zwrócił uwagi...". Również wędrowałem wielokrotnie z innymi osobami i jakoś takiej przyjemności nie doświadczyłem, a jeżeli już, to w bardzo skromnej ilości. Zazwyczaj miejsca widokowe i stosunkowo łatwe trasy, były akceptowane. Natomiast tam, gdzie trzeba walczyć ze swoimi słabościami i wykazać się odrobiną sprawności w pokonaniu np. wiatrołomów i innych naturalnych przeszkód terenowych, to już zdecydowanie gorzej. Do tego stopnia "obrzydziłem" pobyt w Bieszczadach pewnym osobom, że po jakimś czasie usłyszałem stwierdzenie: nigdy więcej w Bieszczady:mrgreen:.
Rozumiem, że ludzie mają swoje priorytety i nie dla wszystkich te "kapuściane górki", muszą być atrakcyjne. Jednak czasami brak wrażliwości na urok, tajemniczość, a nawet na pewną grozę bieszczadzkich zakamarków, jest porażający. Wędrowanie z takimi ludźmi o których napisał don Enrico, to prawdziwa przyjemność. Przecież pobyt w towarzystwie ludzi, którzy podobnie patrzą i czują otaczającą nas rzeczywistość, to swoją obecnością, przyczyniają się do potęgowania odbieranych emocji. Jeżeli tylko coś takiego może zaistnieć, to jednak wędrowanie w towarzystwie, ma również swoje uroki. Natomiast, bardzo istotna sprawa bezpieczeństwa, podczas indywidualnego wędrowania, to odrębny temat i myślę, że każdy(a) "samotnik(czka)" ma to na uwadze.
A teraz po odrobinie polemiki, czas na relację z bardzo fajnej wycieczki do granicy z Ukrainą. Dzień 22.09.2011 r. zapowiadał się dość słonecznie, więc wybór padł na Kiczerę Dydiowską i trochę dalej na północny wschód. Trasa umiarkowanie długa i wyniosła 10,6 km.
Załącznik 34157
Już na wstępie powitała mnie swoim widokiem Kiczera Dydiowska...
Załącznik 34158
...od której dzieliła mnie niewielka przełęcz ze swoimi atrakcjami terenowymi.
Załącznik 34159 Załącznik 34160
Rozległe pola chaszczowe zdecydowanie osłabiły moje tempo marszu, ale już pod samym szczytem trafiłem na całkiem przyzwoitą alejkę.
Załącznik 34161
Po dotarciu na szczyt, okazało się, że spóźniłem się na ucztę, z której już tylko pióra zostały.
Załącznik 34162
Dalsze wędrowanie pozwoliło na długo utrwalić w pamięci, urok bieszczadzkich bezdroży.
Załącznik 34163
Pokonawszy mniejsze i większe przeszkody terenowe, zobaczyłem światełko, które zapowiadało otwartą przestrzeń.
Załącznik 34164
I rzeczywiście było na co popatrzeć.
Podczas wędrowania po wykoszonej łące, głowa kręciła się w prawo i lewo, a oczy syciły duszę pięknymi widokami.
Załącznik 34165
Zanim przystąpię do następnej relacji z wycieczki, to może kilka refleksji na temat samotnych wędrówek. Jimi w swoim wątku "Polemika o wędrówce w pojedynkę" w poście #84, bardzo trafnie uzasadniła "wyższość" ??? takiego wędrowania. Dlaczego znaki ???, - dlatego, że przyznaję jej rację i jednocześnie mam pewne wątpliwości. Czyli w tym zagadnieniu, brak psychicznego zrównoważenia, mnie cechuje:grin:. Zazdroszczę Ci don Enrico, że mogłeś napisać "Ja miałem to szczęście , że dane mi było wędrować nie raz, z ludźmi którzy widzą i czują to po czym idą, dzięki czemu pokazują mi to na co ja bym nie zwrócił uwagi...". Również wędrowałem wielokrotnie z innymi osobami i jakoś takiej przyjemności nie doświadczyłem, a jeżeli już, to w bardzo skromnej ilości. Zazwyczaj miejsca widokowe i stosunkowo łatwe trasy, były akceptowane. Natomiast tam, gdzie trzeba walczyć ze swoimi słabościami i wykazać się odrobiną sprawności w pokonaniu np. wiatrołomów i innych naturalnych przeszkód terenowych, to już zdecydowanie gorzej. Do tego stopnia "obrzydziłem" pobyt w Bieszczadach pewnym osobom, że po jakimś czasie usłyszałem stwierdzenie: nigdy więcej w Bieszczady:mrgreen:.
Rozumiem, że ludzie mają swoje priorytety i nie dla wszystkich te "kapuściane górki", muszą być atrakcyjne. Jednak czasami brak wrażliwości na urok, tajemniczość, a nawet na pewną grozę bieszczadzkich zakamarków, jest porażający. Wędrowanie z takimi ludźmi o których napisał don Enrico, to prawdziwa przyjemność. Przecież pobyt w towarzystwie ludzi, którzy podobnie patrzą i czują otaczającą nas rzeczywistość, to swoją obecnością, przyczyniają się do potęgowania odbieranych emocji. Jeżeli tylko coś takiego może zaistnieć, to jednak wędrowanie w towarzystwie, ma również swoje uroki. Natomiast, bardzo istotna sprawa bezpieczeństwa, podczas indywidualnego wędrowania, to odrębny temat i myślę, że każdy(a) "samotnik(czka)" ma to na uwadze.
A teraz po odrobinie polemiki, czas na relację z bardzo fajnej wycieczki do granicy z Ukrainą. Dzień 22.09.2011 r. zapowiadał się dość słonecznie, więc wybór padł na Kiczerę Dydiowską i trochę dalej na północny wschód. Trasa umiarkowanie długa i wyniosła 10,6 km.
Załącznik 34157
Już na wstępie powitała mnie swoim widokiem Kiczera Dydiowska...
Załącznik 34158
...od której dzieliła mnie niewielka przełęcz ze swoimi atrakcjami terenowymi.
Załącznik 34159 Załącznik 34160
Rozległe pola chaszczowe zdecydowanie osłabiły moje tempo marszu, ale już pod samym szczytem trafiłem na całkiem przyzwoitą alejkę.
Załącznik 34161
Po dotarciu na szczyt, okazało się, że spóźniłem się na ucztę, z której już tylko pióra zostały.
Załącznik 34162
Dalsze wędrowanie pozwoliło na długo utrwalić w pamięci, urok bieszczadzkich bezdroży.
Załącznik 34163
Pokonawszy mniejsze i większe przeszkody terenowe, zobaczyłem światełko, które zapowiadało otwartą przestrzeń.
Załącznik 34164
I rzeczywiście było na co popatrzeć.
Podczas wędrowania po wykoszonej łące, głowa kręciła się w prawo i lewo, a oczy syciły duszę pięknymi widokami.
Załącznik 34165 Załącznik 34166
I tak dotarłem do Dydiówki, gdzie spotkałem dwie bardzo sympatyczne osoby z dwóch odległych krańców Polski. Czyli potwierdza się powiedzenie, że Bieszczady potrafią ludzi łączyć:) Poczęstowano mnie miętą zebraną w okolicy, a krótka rozmowa przebiegła w przyjemnej atmosferze. To może tak przy okazji, odnośnie mięty. Ostatnio z każdego wiosennego pobytu w Bieszczadach, przywożę pewne ilości własnoręcznie zebranej i wysuszonej mięty. Muszę przyznać, że zaparzona w domu z dodaną łyżeczką bieszczadzkiego miodu, przywraca w pamięci bieszczadzkie wspomnienia - pychotka. Najbardziej dorodna rośnie w Łopience przy ścieżce przyrodniczej.
Załącznik 34167
Po kilkunastu minutach rozmowy i zrobieniu pamiątkowych zdjęć, patrzyłem już na cerkiew znajdującą się za drutami ...
Załącznik 34168 Załącznik 34169
... i udałem się do miejsca, gdzie dawno temu był młyn. Jednak, teren był tak bardzo zamaskowany roślinnością, że żadnych śladów nie znalazłem. W drodze powrotnej jeszcze rzut oka na stronę ukraińską oraz domek w trakcie budowy.
Załącznik 34170
Zastanowił mnie widok czegoś czarnego w ciągnikowych śladach. Czy to był efekt awarii ciągnika, czy to ropa naftowa wydostaje się na powierzchnię?.
Takich miejsc było kilka, gdzie w koleinach było widać taką ciemną substancję.
Załącznik 34171
Świadomie wybraną trasę, przeciął mi potok Muczny i bród do ewentualnego pokonania. Jednak rzut oka w prawo i widzę wiszący most z możliwością sprawdzenia poziomu równowagi.
Załącznik 34172 Załącznik 34173 Załącznik 34174
Test przeszedłem bez większych problemów i wróciłem stokówką do miejsca zaparkowania. Mając świeżo w pamięci naturalny bieszczadzki mostek, postanowiłem zobaczyć jak wygląda ten prawdziwy wiszący w Dwerniczku i jakie to z niego są widoki.
Załącznik 34175 Załącznik 34176
.... pamiętaj, że miód do herbaty... tej z mięty i innej... tylko do letniej... powyżej 40 stopni według skali nijakiego Celsjusza, traci swoje właściwości lecznicze... ale może bieszczadzkie wspomnienia niekoniecznie na temperaturę są wrażliwe... ja tam praktykuję miód w temperaturze otoczenia... "trójniak", lub "czwórniak"... pitny porządnie alkoholizowany :mrgreen:
... sorry... za agresywną dygresję ... tak mnie bez urazy ;)... poniosło między niedzielą, a poniedziałkiem...
... sorry... za agresywną dygresję ... tak mnie bez urazy ;)... poniosło między niedzielą, a poniedziałkiem... To jest dobre, podoba mi się. Proponuję Asię wystawić do wyróżnienia za finezyjny tekst, który przyjął się na forum:razz: .
ja tam praktykuję miód w temperaturze otoczenia... "trójniak", lub "czwórniak"... pitny porządnie alkoholizowany :mrgreen: Jednocześnie dwie korzyści. Przyjemność w piciu połączona z dezynfekcją organizmu dla przyszłej zdrowotności:razz: .
.... pamiętaj, że miód do herbaty... tej z mięty i innej... tylko do letniej... powyżej 40 stopni według skali nijakiego Celsjusza, traci swoje właściwości lecznicze... ale może bieszczadzkie wspomnienia niekoniecznie na temperaturę są wrażliwe. Powyżej 40 stopni to tylko pewnie cukier zostaje z tego miodu i niewiele więcej. Szkoda by było marnować wytężonej pracy pszczółek, które i tak ostatnio mają ciężki żywot:sad: .
Dlugi, czy bardziej Długi ?:-), zmobilizował mnie do relacji z poszukiwania śladów po "genialnym" pomyśle przeprowadzenia torów kolejowych nad tunelem. Również, trochę poczytałem na ten temat i byłem ciekawy jak to wygląda na chwilę obecną. Podpierałem się mapką, na której zaznaczone jest dawne torowisko po stronie Słowackiej i jego ruina po stronie Polskiej. Moja trasa wyniosła 5,6 km i w 1/3 przebiegała wśród chaszczy.
Załącznik 34211 Załącznik 34212
Na początku podziwiałem okazały dworzec w Łupkowie i jego okolice.
Załącznik 34213
Maszerując torami w kierunku tunelu zobaczyłem parę bocianów, które zafundowały mi sesję zdjęciową. Na koniec jeden z nich powziął bocianią decyzję i pokazał mi w której to części ciała ma takiego fotografa:-).
Załącznik 34214 Załącznik 34215 Załącznik 34216 Załącznik 34217
Po lewej stronie znajduje się dawna komora celna, którą zwiedziłem od parteru po strych. Piwniczkę z racji swoich gabarytów, odpuściłem sobie.
Załącznik 34218 Załącznik 34219 Załącznik 34220
Tunel, widząc mnie po raz drugi powitał mnie swoim ciekawym a jednocześnie gromkim echem. Warto to sprawdzić, robi wrażenie. Jeszcze rzut oka na efekty jakie wyczynia tu ząb czasu i dalej ...
Załącznik 34221 Załącznik 34222
... na stronę Słowacką, aby poczuć przyjemne mrowienie w kręgosłupie:-).
Załącznik 34223
Za zakrętem nieczynna budka dróżnika i widok na dawne torowisko. W związku z tym, że niebo przybrało kolor ołowiu, zrezygnowałem z dalszej trasy wzdłuż bocznicy, która zaznaczona jest na mapie.
Załącznik 34224 Załącznik 34225
Bardziej interesowały mnie ewentualne ślady po polskiej stronie. Pomimo sztywnego trzymania się danych satelitarnych, jedynie wyczuwałem fragmenty nasypu bez śladów podkładów lub torów. Takie to oto widoki rozpościerały się gdy przechodziłem po tym szczątkowym nasypie.
Załącznik 34226 Załącznik 34227 Załącznik 34228
Z radością powitałem znane zabudowania w Łupkowie...
Załącznik 34229
... i pod resztkami pomnika z 1915 r. zakończyłem swoje rozpoznanie:-).
Załącznik 34230
Mam zamiar przejść śladem tego torowiska jak na zrzucie mapy GPS Maniaka -don Enrico pisał, że trawers widać - powinno wystarczyć. A powrót na naszą stronę tunelem - górę odpuszczam, bo mimo że pora dobra to pewnie ciężko byłoby.
Choć w sumie to tylko paręset metrów.
No właśnie - ile metrów ma tunel 370, 416 czy - jak na powyższej mapce - 642?
Mam zamiar przejść śladem tego torowiska jak na zrzucie mapy GPS Maniaka -don Enrico pisał, że trawers widać - powinno wystarczyć. A powrót na naszą stronę tunelem - górę odpuszczam, bo mimo że pora dobra to pewnie ciężko byłoby.
Choć w sumie to tylko paręset metrów.
No właśnie - ile metrów ma tunel 370, 416 czy - jak na powyższej mapce - 642? Można przyjąć, że tunel ma 368 m.
Załącznik 34231
Ponowne przejście górą może nie być lekkie :-).
Zbyszku, fajne wycieczki opisujesz, do Didiowej i w tunel jeszcze nie dotarlem niestety. W kwestii szukania nasypow, czy torowisk - banalna sprawa, ale na wiosne lub na jesien lepiej, bez chaszczow ;)
Zbyszku, fajne wycieczki opisujesz, do Didiowej i w tunel jeszcze nie dotarlem niestety. W kwestii szukania nasypow, czy torowisk - banalna sprawa, ale na wiosne lub na jesien lepiej, bez chaszczow ;) Dzięki za miodzik :-). Tak, masz rację, że wczesna wiosna i późna jesień pozwala na lepszą lokalizację pewnych szczegółów terenowych. Oglądając zdjęcia don Enroco i sir Bazyla z tego okresu, dokładnie widać, jakie to przestrzenie widokowe rozpościerają się przed oczami. Dla mnie, jedynym mankamentem tego okresu, to jest krótszy dzień, który narzuca pewne ograniczenia i nie pozwala w pełni wykorzystać pobytu w Bieszczadach. Chociaż, tak naprawdę to jest pewne wyjście - wcześniej wstawać :-( .
Jestem przekonany o tym, że wczesnowiosenne łazikowanie sprzyja odkrywaniu tego co w innych porach jest ukryte w zielsku lub pod śniegiem. Tak było w dolinie Łopienki gdzie odkrywanie studni i podmurówek domów nie było wtedy trudne. Te resztki nagrobków też były dobrze widoczne.
Załącznik 34233Załącznik 34234
Czytając różne publikacje związane z historycznymi wydarzeniami w Bieszczadach, rodzi się wewnętrzna potrzeba zobaczenia tych miejsc i pobudzenia wyobraźni, aby uzmysłowić sobie w jakich to warunkach terenowych zmagali się ci, po których zostały już tylko ledwo widoczne ślady.
Jednym z wielu takich miejsc, jest cmentarz wojenny w okolicy Wierchu nad Łazem, który 23.09.2011 r. postanowiłem odwiedzić.
Zacząłem swoją wyprawę od miejsca, które na pewno jest wielu osobom dobrze znane.
Załącznik 34273 Załącznik 34274
Początkowy asfaltowy odcinek pozwolił przyjrzeć się z bliska starym wiejskim zabudowaniom oraz "zwiedzić" nieczynny przystanek kolejki wyposażony w poczekalnię, noclegownię i wc:-).
Załącznik 34275
Tuż za skrzyżowaniem po lewej stronie, znajduje się stary cmentarz.
Załącznik 34276 Załącznik 34277
Widząc na mapie zaznaczony most dawnej kolejki, nie mogłem odmówić sobie przyjemności i musiałem go zobaczyć.
Załącznik 34278
Maszerując dalej już po świeżo utwardzonej stokówce dotarłem do pętli, gdzie w pełnej gotowości stał weteran bieszczadzkich bezdroży.
Załącznik 34279
Wstępny odcinek do szlaku granicznego, wyglądał dość przyzwoicie. Jednak po krótkiej chwili zamienił się w królestwo jeżyn, które dość skutecznie "umiliły" przemieszczanie się w górę i jednocześnie serwowały mi swoje soczyste owoce.
Załącznik 34280 Załącznik 34281 Załącznik 34282
W okolicach szlaku można zobaczyć pozostałości dawnego oznaczenia granicznego...
Załącznik 34283
... oraz chwilami nacieszyć oko widokami na Słowację, a szczególnie na Vychodne Karpaty.
Załącznik 34284 Załącznik 34285
Po około 10 min. dalszego marszu, dotarłem do cmentarza wojennego. Gdybym wtedy wiedział, że w niedalekiej odległości jest jeszcze jedno takie miejsce, to na pewno również bym tam poszedł.
Załącznik 34286 Załącznik 34287
Po dotarciu na Wierch nad Łazem zaskoczyła mnie miła niespodzianka pod postacią nowej drogi zrywkowej, której na mapie nie było.
Załącznik 34288
Zdecydowanie lepiej się po niej szło, aniżeli jak sądziłem wcześniej, że czeka mnie przedzieranie się przez jeżyny. Były chwile bardzo przyjemne, jak również i takie, gdzie moje ślady po krótkiej chwili były już niewidoczne.
Załącznik 34289 Załącznik 34290
Po przekroczeniu linii lasu trafiłem na miejsce, gdzie pozwoliłem sobie na chwilę relaksu z przyjemnym dla oka widokiem.
Załącznik 34291 Załącznik 34292
Gdybym wtedy wiedział, że w niedalekiej odległości jest jeszcze jedno takie miejsce, to na pewno również bym tam poszedł. Możesz coś więcej, gdzie jest tam jeszcze jeden cmentarz? Na posiadanych akurat pod ręką mapach nie mam nic zaznaczonego. A podsunąłeś mi pomysł na nastepną bieszczadzką pętelkę :-)
Po dotarciu na Wierch nad Łazem zaskoczyła mnie miła niespodzianka pod postacią nowej drogi zrywkowej, której na mapie nie było. Psiocza ludzie na te stokówki, ale niesamowicie one mnie radują, szczególnie jak taką napotkam po podobnym do Twojego przedzieraniu się przez jeżyny :-)
Możesz coś więcej, gdzie jest tam jeszcze jeden cmentarz? Na posiadanych akurat pod ręką mapach nie mam nic zaznaczonego. A podsunąłeś mi pomysł na nastepną bieszczadzką pętelkę :-) Jest na najnowszej mapie Compass-u http://www.twojebieszczady.net/mapa-on/biesz1.php w odległości ok.500 m na południowy wschód.
Załącznik 34293
Jak widzę to jest tam jakaś nowa droga zrywkowa, która nie jest naniesiona na mapę. Bardzo dużo takich dróg (ścieżek) znajduje się na mapie geoportalu, które częściowo naniosłem sobie na Ruthenusa. http://maps.geoportal.gov.pl/webclient/
Z pozyskanych informacji od leśników - nie do odnalezienia w terenie :-( Nie wiadomo skąd Compass miał informację do jego oznaczenia, zresztą tak samo jak interesującego mnie w najbliższej przyszłości cmentarza położonego przy stokówce na zachód od Terpiaka.
Przy okazji - nad Turzańskiem jest oznaczony cmentarz z WW - z tego co się dowiedziałem był urządzony w miejscu dawnego cmentarza cholerycznego. Jest na przełęczy pomiędzy Wysokim Wierchem a wzgórzem 525 (pięknie z niego widać cerkiew). Na starszych mapach wędrował i oznaczny był bardziej na NE. Tam właśnie jest do odnalezienia w terenie cokół piaskowcowy w formie ostrosłupa o podstawie trójkąta (kiedyś z krzyżem) w miejscu pochowania oficera. Znalazł ktoś to miejsce. Ma jakieś zdjęcie?
Przy okazji - nad Turzańskiem jest oznaczony cmentarz z WW - z tego co się dowiedziałem był urządzony w miejscu dawnego cmentarza cholerycznego. Jest na przełęczy pomiędzy Wysokim Wierchem a wzgórzem 525 (pięknie z niego widać cerkiew). Na starszych mapach wędrował i oznaczny był bardziej na NE. Tam właśnie jest do odnalezienia w terenie cokół piaskowcowy w formie ostrosłupa o podstawie trójkąta (kiedyś z krzyżem) w miejscu pochowania oficera. Znalazł ktoś to miejsce. Ma jakieś zdjęcie? Bardzo proszę:-). Zdjęcie było zrobione 28.06.2010 r. Również zauważyłem sprzeczne informacje na temat tego miejsca.
Załącznik 34295
Tak, to jest w sposób symboliczny upamiętniony cmentarz choleryczny z XIXw, tam również były chowane ofiary cholery (może jednak innej epidemii?) z WW - żołnierze jak i mieszkańcy Turzańska (takie info od lesników). Ten cmentarz znam, zwiedziłem go kiedys wyrwawszy sie z wesela w Rzepedzi (na usprawiedliwienie mam że kierowcą byłem, choć w gajerku i mesztach ciężko się chodzi ;) )
Ale mi chodzi o ten ostrosłup na miejscu pochówku oficera - ma ktoś zdjęcie, określi dokładniejsza lokalizację?
Następna przyjemna pętelka licząca 10,3 km, którą zaliczyłem 25.09.2011 r. Przeglądając mapę, znalazłem na Osławie zaznaczony wodospad o wdzięcznej nazwie Kasarda. Skusił mnie swoją nazwą, więc postanowiłem go zobaczyć. W prawdzie można do niego bardzo łatwo trafić, gdyż znajduje się w niedalekiej odległości od szosy i niewiele wysiłku potrzeba, aby go zobaczyć. Jednak nie poszedłem na łatwiznę i chciałem zajść go od tyły przechodząc przez Kiczarę 848. Niewiele brakowało, aby ta wyprawa skończyła się dla mnie niezbyt sympatycznie, ale o tym na końcu. Zacząłem od nieczynnego przystanku kolejki i podążyłem wydeptaną ścieżką przez most i dalej stokówką do znanej już wcześniej kapliczki w Balnicy.
Załącznik 34314 Załącznik 34315 Załącznik 34316 Załącznik 34317
Oczywiście skosztowałem wody z cudownego źródełka, a nawet zabrałem jej sobie jeszcze na zapas. Jednak następnego dnia, gdy chciałem poprawić swoją zdrowotność, okazało się, że jej zapach przyprawiał dosłownie o mdłości. Dalsze wędrowanie stokówką zakończyło się wizytą na cerkwisku i cmentarzu na którym znajdują się stare i całkiem nowe groby.
Załącznik 34318 Załącznik 34319
Widząc przyjazną drogę zrywkową wziąłem kurs na Kiczarę. Radość długo nie trwała, gdyż droga rozpłynęła się w zaroślach. Przed bardziej wymagającym odcinkiem, postanowiłem uzupełnić kalorie i przysiadłem na zwalonym pniu. Po krótkiej chwili zaczęły docierać do moich uszu dziwne brzęczące dźwięki. Wyostrzyłem słuch i zacząłem rozglądać się za źródłem tego szumu. Po krótkiej chwili znalazłem przyczynę i nie pozostawało nic innego, jak tylko opuścić towarzystwo os i wpaść w objęcia jeżyn.
Załącznik 34320 Załącznik 34321 Załącznik 34322
Nawet i jeżyny muszą się kiedyś skończyć, aby dać miejsce innej, mniej uciążliwej roślinności. Pod szczytem było już bardzo przyjemnie, co pozwoliło na chwilę wytchnienia.
Załącznik 34323
Dalsza wędrówka, na początku nawet po płaskim terenie, przebiegła w wśród poskręcanych i powalonych buków przypominających filmy o tematyce jakiegoś horroru.
Załącznik 34324 Załącznik 34325 Załącznik 34326 Załącznik 34327
Gdy dotarłem do torów kolejki, pojawił się problem z przeskoczeniem, niby wąskiego, potoku. Problem polegał na tym, że nie mogłem wymacać kosturem drugiego brzegu, który był ukryty w trawie rosnącej jeszcze w wodzie. Utrudniało to przeprowadzenie dokładnego rozpoznania.
Załącznik 34328
Jednak wszystko przebiegło bez problemów i już torami dotarłem do zarośniętej, dawnej bocznicy załadunkowej.
Załącznik 34329
Wypatrzyłem dawny niestrzeżony przejazd kolejowy i skierowałem się w kierunku bliskiego już wodospadu.
Załącznik 34330
Po chwili znalazłem się w bajecznie tajemniczym i kolorowym miejscu, które doprowadziło mnie do wodospadu.
Załącznik 34331
Muszę przyznać, że egzotyczna nazwa wodospadu, jest adekwatna do tego miejsca. Niespotykana kolorystyka wody i otaczających skał, robi piorunujące wrażenie.
Załącznik 34332 Załącznik 34333 Załącznik 34334
Gdy tak sobie pstrykałem na prawo i lewo, od szosy dotarła grupa głośnych "turystów". Po dojściu do tego mini wodospadu, stanęli na chwilę i usłyszałem: eeee nic ciekawego i sobie poszli. Pewnie liczyli, że zobaczą Niagarę:-)
Załącznik 34335 Załącznik 34336 Załącznik 34337 Załącznik 34338
Po nasyceniu zmysłów, krętą ścieżką dotarłem do szosy i poszedłem w kierunku Maniowa. Zostawiłem sobie na przyszłość cerkwisko i cmentarz w Maniowie, a mogło mnie to drogo kosztować.
Załącznik 34339
Zbliżając się już do końca trasy, z za zakrętu wyjechał samochód, którego kierowca tak był pod wrażeniem "widoków", że zaczął zjeżdżać na prawą stronę, prosto na mnie. Widząc co się dzieje, zatrzymałem się, a w głowie myśli przebiegały z szybkością światła. W prawo, czy w lewo uciekać?. Ostatecznie stanęło na tym, że najlepiej skoczyć do rowu. Jednak przed realizacją tego skoku, w desperackim geście machnąłem nieodłącznym kosturem, a pasażer siedzący obok kierowcy złapał za kierownicę i uratował mi życie. Muszę przyznać, że końcówka trasy okazała się najbardziej obfita w emocje. Po głębokim oddechu postanowiłem utrwalić ślad, który pozostał po
oponach tego samochodu.
Załącznik 34340
Wrześniowo, kolorowo, spokojnie...lubię tę późno-letnią i wczesno-jesienną bieszczadzką miękkość. Piękną pogodę miałeś tego dnia. :) No a wrażenia w końcówce rzeczywiście nieliche ;)
zanotowane.pl doc.pisz.pl pdf.pisz.pl brytfanna.keep.pl
Załącznik 33578
Drogowskazy jasno wskazywały kierunek moich wcześniejszych założeń:
Załącznik 33579
Droga trochę przypominała mi dawne podróże do NRD ale ja szedłem na wschód w poszukiwaniu jakiejś cywilizacji:). Zarówno na wschodzie jak i na zachodzie widoki bardzo przyjemne. Czyli jak to już ktoś wcześniej zauważył, w Bieszczadach warto czasami spojrzeć do tyłu.
Załącznik 33580 Załącznik 33581
Patrząc po okolicznych i trochę oddalonych wzgórzach, pomyślałem sobie, że fajnie by było, gdyby tak w bezpiecznej odległości, popasał niedźwiadek to miałbym ciekawą fotkę. Jedynie co zobaczyłem, to ruiny cerkwi. Próba bliższego podejścia do niej zakończyła się tylko przemoczeniem butów. Może to i dobrze, gdyż to co dowiedziałem się później na forum, mogło to mieć przykre konsekwencje.
Załącznik 33582
Podziwiając umiejętności bobrów pomaszerowałem dalej betonową drogą i co jakiś czas zerkałem na oddalającą się cerkiew.
Załącznik 33583
Droga zmieniła się na bardziej chaszczowatą ale niezbyt uciążliwą. Nadszedł czas aby zmierzyć się z Kiczerą Sokolicką. Po niedługim czasie trafiła mi się piękna alejka a na niej niespodzianka. Lekki wiaterek wiał od Tarnicy a miękkie podłoże skutecznie zagłuszało moje kroki.
Załącznik 33584
Wolno przemieszczając się wzdłuż młodych świerków, usłyszałem delikatny szelest. Pomyślałem, że pewnie jakaś łania sobie posiłkuje. Zwolniłem i spojrzałem w prawo, w małą przerwę pomiędzy choinkami. To co zobaczyłem, to przerosło moje wcześniejsze oczekiwania. Z odległości ok. 3 m patrzył na mnie zdziwionym wzrokiem potężny niedźwiedź. Oczywiście o zrobieniu zdjęcia, mowy nie było. Aparat w plecaku (już tego nie robię), a on stoi w jeżynach i nie spuszcza ze mnie wzroku. Podeprę się zdjęciem z internetu aby przybliżyć to co w tamtej chwili widziałem.
Załącznik 33585
Z małą różnicą, kolor futerka miał bardziej brązowy i był zdecydowanie starszy czyli większy. A teraz, jaka była moja reakcja, gdyż to pewnie czytających zainteresuje. Mając w pamięci lekturę i filmy z Bruce Lee, zastosowałem jego metodę straszenia przeciwnika. To były tylko przebłyski podświadomości, gdyż o myśleniu w takiej sytuacji, to można zapomnieć. Podniosłem do góry ręce razem z kosturem, który jest bardzo przydatny w sytuacjach ekstremalnych i wydałem z siebie dźwięk o wysokiej częstotliwości. Później sprawdzałem to na napastliwych psach i również skutkuje. Lepiej jak gaz pieprzowy. Uciekają z podwiniętym ogonem bez względu na swoją wielkość. Policyjne pewnie są bardziej odporne ale sprawdzać nie będę:). Natomiast niedźwiadek odwrócił się i pobiegł w znanym tylko sobie kierunku. Przez kilkanaście sekund słyszałem jego pomrukiwania i odgłos przedzierania się przez chaszcze. Oddaliłem się z tego miejsca już w zdecydowanie szybszym tempie a głowa obracała się na szyi we wszystkich kierunkach.
Po wyjściu na stokówkę spotkałem regulaminowo wyposażonych rowerzystów, którzy zapytali mnie, gdzie tu jest jakiś sklep w którym można coś kopić do jedzenia a szczególnie do picia. Kiedy uświadomiłem im w jakim są miejscu i podzieliłem się na gorąco swoimi przeżyciami, to tylko usłyszałem, to my już sobie pojedziemy do Tarnawy. Po zamknięciu pętli którą w tym dniu zrobiłem i dotarłem do samochodu, zobaczyłem informację, która w tym momencie nie była mi już przydatna.
Załącznik 33586
Wszystko dobre co się dobrze kończy:).
....dobre, ale Ty okazałeś się chyba bardziej agresywny... z tym dżwiękiem o wysokiej częstotliwości;)
....dobre, ale Ty okazałeś się chyba bardziej agresywny... z tym dżwiękiem o wysokiej częstotliwości;) Pewnie tak:), wykorzystałem chwilę jego zaskoczenia i okazałem swoją "wielkość", jednak nikomu nie życzę takiego bliskiego spotkania. Ma to swoje uroki ale nigdy nie wiadomo jaki będzie tego finał. Na pewno, gdyby to była samica z młodym, to tak słodko by się to nie skończyło. Dlatego, podczas indywidualnych wycieczek, to lepiej wcześniej informować prawowitych mieszkańców o swojej obecności na ich terenie.
Robiłem tą traskę w odwrotnym kierunku, mnie miś zdybał w młodniku "na osobności", burczał okrutnie więc dzielnie dałem nogę. Też widziałem to ostrzeżenie już po wszystkim. Ale tego że ich tam grasuje 7 szt to dowiedziałem się dużo później :twisted:
Trasa kapitalna ;)
łał - zdjęcia piękne, ja chcę na sokoliki !!!!! tam jeszcze nie byłam ;( magia. A historia z niedźwiedziem i później ta straszna kartka -niesamowite
Ale tego że ich tam grasuje 7 szt to dowiedziałem się dużo później :twisted:
Trasa kapitalna ;) Całe szczęście, że nie przemieszczają się stadnie, tak jak to lubią robić żubry.
Zbyszku! Piękne chaszcze wywędrowałeś nam tutaj :)))
Mam nadzieję, że to tylko odcinek pilotażowy całej serii - od czerwca 2011 wędrówek pewnie było znacznie więcej. :)
Chyba już kiedyś pisałam, ze zazdroszczę odwagi tym, którzy wędrują w pojedynkę. Chyba wtedy najbardziej można poczuć smak wędrowania.
Zbyszku! Piękne chaszcze wywędrowałeś nam tutaj :)))
Mam nadzieję, że to tylko odcinek pilotażowy całej serii - od czerwca 2011 wędrówek pewnie było znacznie więcej. :)
Chyba już kiedyś pisałam, ze zazdroszczę odwagi tym, którzy wędrują w pojedynkę. Chyba wtedy najbardziej można poczuć smak wędrowania. :grin: Asiu, serdecznie dziękuję za miłe słowa. Zacząłem jak Alfred Hitchcock w swoich filmach:). Takich groźnych sytuacji już więcej nie było, chociaż spotkania z innymi mieszkańcami Bieszczadów i owszem bywały. Przyznaję, że tych moich wędrówek trochę się uzbierało, było ich wiele przed 2011 rokiem i jeszcze (pewnie) więcej po 2011 roku. Wszystkie są zarchiwizowane i w jakiś sposób udokumentowane aby można było do nich w miarę szybko dotrzeć. Ubolewam, że wstawienie ruszających się zdjęć:) na nasze forum jest kłopotliwe i możliwe tylko poprzez YouTube. A z drugiej strony, nie wszystkie mogą być publicznie demonstrowane. Z racji odległości, która dzieli mnie od Bieszczadów, mogę sobie pozwolić (jak na chwilę obecną) jedynie 2 razy w ciągu roku tam zawitać. Ale jak już pojadę to przez 2 tygodnie moja dusza szaleje a w czasie ostatniego pobytu we wrześniu odwiedziłem 24 miejsca. Wiele taras jest wszystkim, tu obecnym, doskonale znana a nawet opisana, tak więc powielanie ich, wydaje mi się mało sensowne. Jednak pomimo tego, postaram się jeszcze coś chaszczowatwgo umieścić aby wątek sir Bazyla nie zaginął:).
:grin: pomimo tego, postaram się jeszcze coś chaszczowatwgo umieścić aby wątek sir Bazyla nie zaginął:). A co się tak o Bazyla martwisz? Bazyl se poradzi;). Załóż własny, Zbyszkowy, wątek. Bo początki, zgadzam się, obiecujące.
A co się tak o Bazyla martwisz? Bazyl se poradzi;). Załóż własny, Zbyszkowy, wątek. Bo początki, zgadzam się, obiecujące. Też podoba mi się Zbyszkowe pisanie i zgadzam się z Piskalem w 100% ! Ale mam dobrze - piszą już za mnie, odpowiadają, a kto mi jutro obiad ugotuje? :mrgreen:
A co się tak o Bazyla martwisz? Bazyl se poradzi;). Załóż własny, Zbyszkowy, wątek. Bo początki, zgadzam się, obiecujące. Jasne!! sir Bazyl to potęga i nawet mi przez myśl nie przeszło, że jest zagrożony:). Jednak pobudki były inne. Wątków o relacjach z różnych wędrówek po Bieszczadach jest wiele, natomiast o pewnych zakamarkach a szczególnie o chaszczowaniu, jest tylko jeden. Zresztą w takim towarzystwie to zawsze przyjemniej:). Natomiast to co napisałem "aby wątek sir Bazyla nie zaginął:). " to tylko w formie przekory, na chwilową niemoc forum i myślę, że tak to zostało odebrane:). Jeżeli jestem w błędzie, to "sypię głowę popiołem" (cytat z dawniejszej wypowiedzi sir Bazyla). Jak to przyjemnie uczyć się od mądrzejszych!.
Natomiast na ugotowanie obiadu, to już sir Bazylu, z mojej strony nie licz, no chyba, że spotkamy się w restauracji a jeszcze lepiej w barze mlecznym:).
A za ciepłe słowa dziękuję :grin: .
Chyba już kiedyś pisałam, ze zazdroszczę odwagi tym, którzy wędrują w pojedynkę. Chyba wtedy najbardziej można poczuć smak wędrowania.[/QUOTE]
Asia tak napisała to odpowiadam, że często łażę sam ale tylko z powodu braku towarzystwa. Wcale nie jest tak fajnie, szczególnie gdy zauważy się łapki w błocie albo jak coś wyfrunie prawie spod nóg - serce biło mi gdzieś w gardle. Pisałem już kiedyś, że spotkałem wilka pod Magurycznym i jedna z myśli jaka mnie prześladowała to taka, że wilk wyczuwa chorą zdobycz na kilometry i pomyślałem wtedy, że chyba jestem już słaby skoro wychodzi prosto na mnie. Wilk wedle mojej oceny chory nie był, o tym dniu nabazgrałem:
Ranek przywitał mnie śniegiem. Około 8 rano byłem już pod cerkwią. Ubrałem się bardzo ciepło, założyłem podwójne skarpetki. Gumowce okazały się niezastąpione. Za cerkwią zrobiłem kilka zdjęć i poszedłem w kierunku Magurycznego przez drugie wzgórze za cerkwią na wschód. Szedłem koło paśnika dla żubrów ze starym sianem dalej kolo cmentarza z I wojny na Jasielniku. Szedłem sobie dalej i dalej aż nieco w lewo od ścieżki pokazał się jakiś wierzchołek. To był dokładnie wierzchołek Magurycznego z punktem wysokościowym, resztkami ogniska i kupką wojennego żelastwa. Opodal na drzewie tabliczka informująca, że walczyli tu Węgrzy z takiego a takiego oddziału. Znalazłem papier z nazwiskami i adresami ostatnich turystów, to dopisałem siebie i przykryłem okrągłym szkłem, których sporo zostawiłem w różnych miejscach Bieszczadów.
Zaskoczyła mnie spora stromizna drugiej strony Magurycznego oraz szeroki trakt przez wierzchołek, może od Mikowa. Dalej kierowałem się w stronę Żebraka, trakt zamienił się w ścieżkę, póżniej trochę domyślną. Nieświadomie znalazłem się na Rozdilach Horyszniańskich (fajna nazwa) i usłyszałem warkot piły motorowej. Bogdan z Mikowa co jeżdzi BMW opowiedział mi o chorej żubrzycy co kręciła się po okolicy(rym). Bogdan zdziwił się jak mu powiedziałem, że idę ze Smolnika sam, może dlatego że na oko (chyba tak jak wilk?) dołożył mi dziesięć lat. Po paru minutach byłem już na Żebraku. Niestety na przełęczy jest zasięg telefonów i było po wycieczce.
Jak widzicie to moja relacja jest trochę nudna, bo takie raczej jest chodzenie samemu. Jasne, że wszystkiego nie opisałem np, że czasami las zapierał dech i że, i że...
ech...
(...) Niestety na przełęczy jest zasięg telefonów i było po wycieczce. Hej partyzancie! Taki jeden przycisk rozwiązuje problemy z zasięgiem :) Wczoraj go użyłem i zapomniałem nawet, że istnieje czas, łaziłem szachownicą łąk, starych sadów i zadrzewień czyli pozostałościami po bieszczadzkiej wsi i nagle, no może nie tak nagle gdyż dolinę spowił już wieczorny cień, postanowiłem sprawdzić ile mam jeszcze czasu...Za późno, jak się okazało, czas na planowy powrót dawno minął i musiałem zmienić plan co się rypnął, przegrupować szyki, wziąć dupę w troki i lotem błyskawicy pokonać kilka kilometrów dzielących mnie od cywilizacji...a dziś chodzę jak ten wyższy robot z Gwiezdnych Wojen :)
Jak widzicie to moja relacja jest trochę nudna, bo takie raczej jest chodzenie samemu. Już bym dał się sprowokować do ostrej reakcji, gdybym nie doczytał, że
Jasne, że wszystkiego nie opisałem np, że czasami las zapierał dech i że, i że...
ech... Samemu zawsze się lepiej słyszy, więcej widzi i mocniej czuje! Tylko nie ma z kim pogadać i się napić :)
Zanim przystąpię do następnej relacji, to może kilka zdań na temat, jak to się zaczęło z Bieszczadami w moim przypadku. W październiku minie 30 lat jak pierwszy raz poczułem zapach tej ziemi. Kolega, który był wychowawcą w jednej z maturalnych klas, zaproponował mi udział w szkolnej wycieczce w Bieszczady. W ówczesnych czasach takie wycieczki mogły trwać tylko około 3 dni. A Bieszczady daleko i praktycznie aby dojechać, to już kilkanaście godzin było w plecy. Uruchomił swoje możliwości aby ten czas przedłużyć i udało się jeszcze 2 dni dołożyć. Jednak nic za darmo:). Warunkiem było odwiedzenie pomnika gen. Świerczewskiego w Jabłonkach w dniu 12.10. czyli w święto które nazywało się Dzień Wojska Polskiego. Zakwaterowanie mieliśmy w Ustrzykach Górnych w baraczku PTTK, który był w opłakanym stanie ale na głowę jeszcze nie leciało. Obecnie w tym miejscu znajduje się Hotel Górski. Niewiele pamiętam z tego pierwszego pobytu, gdyż pogoda w pierwszych dniach była zadymiona, tak jak i widoczność na Tarnicy. Jednak 12 października zaświeciło słońce i mała grupa regulaminowych straceńców powędrowała do Jabłonek. Nie wiem jak to nam się udało, ale przeszliśmy przez Połoninę Caryńską, Wetlińską, Smerek, Łopiennik i ówczesnego Waltera. Szczęście nam dopisywało, gdyż zdążyliśmy na autobus PKS, który przywiózł nas do UG. Siedząc w okolicy pomnika i upajając się jesiennymi kolorami Bieszczadów, postanowiłem, ja tu muszę wrócić. I tak to się zaczął mój romans z Bieszczadami. Przyjechałem jeszcze 3 razy z rodziną w okresie wakacyjnym na pole namiotowe "Jawor". Jednak bardziej w celu wędkowania i poznawania Bieszczadów przez szyby samochodu aniżeli wędrowanie po górach. Jako ciekawostką z ówczesnego okresu niech będą slajdy stoku na którym znajdowało się pole namiotowe. Nawet widać jakie to samochody dominowały wtedy przy namiotach:).
Załącznik 33693 Załącznik 33694 Załącznik 33695
I to była gra wstępna, którą Bieszczady mnie obdarzyły:). Nastąpił długi okres ostudzenia kontaktów do roku 2003 z przyczyn zawodowo-usługowych, ale tylko po to, aby obecnie przeżywać szczytowanie:).
Oczywiście początki tego drugiego okresu, w dzisiejszym odczuciu, były anemiczne, każdy na pewno to przechodził. Czyli przewodnikowe szlaki i wydeptane ścieżki. Dopiero po przeczytaniu kilkudziesięciu książek i poznaniu historii tej ziemi, mogłem poczuć się zdecydowanie lepiej podczas dyskusji o Bieszczadach z bardziej doświadczonym towarzystwie. I tu występowała pewna prawidłowość, czym więcej wiedziałem, tym większą miałem świadomość tego, że jeszcze o wielu sprawach nie wiem i w wielu miejscach nie byłem. I to pozostało jeszcze do dnia dzisiejszego:(.
Teraz już wracam do następnej wycieczki bardziej atrakcyjnej w chaszcze. Następnego dnia po spotkaniu z niedźwiadkiem, czyli 22.06.2011 r. postanowiłem zmienić szerokość geograficzną i przeniosłem się bardziej na zachód. A trasa wynosiła 13,3 km i wyglądała tak, jak to widać na zżucie ekranu.
Załącznik 33696
Początek całkiem przyzwoity, gdyż równo i w miarę sucho.
Załącznik 33697
Jednak, co dobre nie może trwać wiecznie a nawet zbyt długo. Zaczął się teren zalesiony i atrakcje z nim związane. Przeszedłem obok stanowiska "miłośników" zwierzyny.
Załącznik 33698
I zaczęło się to, co bieszczadzkie "tygrysy" lubią najbardziej.
Załącznik 33699
Po pewnej chwili, rodzi się refleksja, co tu musiało się kiedyś dziać, że te drzewa zostały tak strasznie okaleczone. Przyznaję, że w tym miejscu powiało grozą.
Załącznik 33700 Załącznik 33701
Maszerując dalej starą drogą zrywkową usłyszałem dziwny szelest wśród leżących liści. Oczywiste zainteresowanie wzięło górę i zobaczyłem zaskrońca, który przeliczył się chyba ze swoimi możliwościami konsumpcyjnymi.
Załącznik 33702 Załącznik 33703
Przyznaję, że nie zamierzałem ingerować w prawa natury, jednak pewnie moja obecność nie została doceniona przez zaskrońca i ropucha, tym razem, uszła z życiem.
Dalsze wędrowanie zaowocowało kontaktem z panem ubranym w strój maskujący, który podglądał przez lornetkę ucztujące żubry. Moja nagła obecność przy jego boku, wywołała u niego pewne zakłopotanie nerwowe, gdyż wziął mnie za niedźwiedzia:). Tak był pochłonięty podglądaniem, że zapomniał o zmyśle słuchu. Skończyło się na krótkiej pogawędce i poszedł w swoim kierunku a ja za żubrami. Trochę zboczyłem z trasy aby nie przepuścić takiej okazji i zrobić kilka zdjęć. Skończyło się tylko na dwóch, (trzecie było nieostre) gdyż po pierwszym pstryknięciu, żubry mnie wyczuły lub dźwięk migawki wzbudził ich zainteresowanie i całym stadem ruszyły w ostro w dół. Wrażenie niesamowite, dosłownie wyczuwałem trzęsącą się ziemię i słyszałem łamiące się krzaki. O tej chwili, migawkę w aparacie mam wyciszoną do zera.
Załącznik 33704 Załącznik 33705
W okolicach Woroty trasa już bardzo przyjemna a jedynie stok po prawej i lewej stronie dość stromy. Zdjęcie tej głębi przestrzeni nie jest w stanie oddać ale w realu jest to bardzo imponujące wrażenie.
I w tej chwili dostałem informację, że mogę wgrać tylko 10 zdjęć w jednym poście. A wgrałem już 14, czyli składam podziękowanie za łaskawość portalu i za chwile cd w następnym poście.
Jak widzę to wystąpił mały problem z edycją, pewnie przedobrzyłem ze zdjęciami. Do załączników 33693 33694 33695 wklejam jeszcze raz zdjęcia
Załącznik 33706 Załącznik 33707 Załącznik 33708
Ciąg dalszy poprzedniego postu.
W okolicach Woroty trasa już bardzo przyjemna a jedynie stok po prawej i lewej stronie dość stromy. Zdjęcie tej głębi przestrzeni nie jest w stanie oddać ale w realu jest to bardzo imponujące wrażenie.
Załącznik 33709
I już po krótkiej chwili zaliczyłem szczyt Magurycznego, czy jak kto woli Magury 884, na której jest sporo różnego rodzaju żelastwa z wojennej historii tego miejsca.
Załącznik 33710 Załącznik 33711
Teraz już tylko z górki i po mniejszych lub większych chaszczach docieram do cmentarza wojennego, aby już drogą zrywkową w przyjemnym otoczeniu dotrzeć do potoku. Jednak jak się okazało to limitu atrakcji dnia dzisiejszego jeszcze nie wyczerpałem. Przechodząc płytkim wąwozem obok młodnika usłyszałem podobnie delikatny szelest jak w dniu poprzednim. Przyspieszyłem kroku a z przodu pojawiła się żmija. Poczułem się jak osaczony a w głowie wojna myśli, czy się oddalić, czy utrwalić żmiję. Oczywiście wybrałem drugi wariant i następna żmija zaszczyciła moją kolekcję fotograficzną.
Załącznik 33712
Po bezpiecznym już wyjściu z lasu ukazał się widok na pasmo graniczne.
Załącznik 33713
A z tyłu zostały przyjemne wspomnienia, którymi spróbowałem się z Wami podzielić:).
Załącznik 33714
Samemu zawsze się lepiej słyszy, więcej widzi i mocniej czuje! Tylko nie ma z kim pogadać i się napić :) Najprawdziwsza prawda pod słońcem:). Natomiast odnośnie picia, co jest szczególnie istotne w upalny dzień, to wystarczy małe okrągłe lustereczko w które dawnymi czasy, był wyposażony każdy mężczyzna obowiązkowo:).
Następnego dnia po spotkaniu z niedźwiadkiem, czyli 22.06.2011 r. postanowiłem zmienić szerokość geograficzną i przeniosłem się bardziej na zachód. Jak zwykle muszę coś spierniczyć :oops:. Jeżeli przeniosłem się na zachód to powinno być, że zmieniłem długość a nie szerokość geograficzną. Mam nadzieję, że więcej baboków nie będzie :sad: .
Przyjemnie się z Tobą chaszczuje. A pewnie jeszcze lepiej chaszczowało by się w realu.
...no to Zbyszek rozbuchałeś się .... pozytywnie... miło poczytać :lol:
Przyjemnie się z Tobą chaszczuje. A pewnie jeszcze lepiej chaszczowało by się w realu. Miło coś takiego przeczytać :grin: , nie widzę przeszkód - (jak to powiedział słabo widzący dżokej).
...no to Zbyszek rozbuchałeś się .... pozytywnie... miło poczytać :lol: No to widzę problem:), podobno prawdziwego mężczyznę poznaje się po tym jak kończy a nie jak zaczyna ;).
Ja tu czytam z wypiekami na twarzy - bo tyle wrażeń w jednej relacji - i już się cieszę, że Zbyszek ma zapał do pisania,a tu doczytuję w ostatnim poście, że Autor już się o koniec martwi. :-(
Fajne zdjęcia - lasu, zwierzaków (zaskroniec z żabą świetni), drzewa rzeczywiście niesamowite. Fotki z przeszłości wzruszające.
Wiem, że recenzje po relacjach są niewspółmiernie krótkie do czasu jaki trzeba poświęcić na stworzenie relacji i nie oddają radości czytającego z czytania, ale mam nadzieję, że Zbyszek nie straci szybko zapału i radości z pisania.:grin:
Asia tak napisała to odpowiadam, że często łażę sam ale tylko z powodu braku towarzystwa. Wcale nie jest tak fajnie, szczególnie gdy zauważy się łapki w błocie albo jak coś wyfrunie prawie spod nóg - serce biło mi gdzieś w gardle. Partyzancie - moim zdaniem brak towarzystwa do odwagi w wędrówce nic nie ma. Bo ta odwaga zaczyna się już właśnie w momencie decyzji o samodzielnej wędrówce - niezależnie od tego czy jest to samodzielność pożądana czy wręcz przeciwnie. Pewnie łapki w błocie robią rzeczywiście większe wrażenie kiedy nie ma z kim podzielić się strachem, chociaż kiedy idziesz nie sam to pewnie też boisz się, dodatkowo też o tych co idą z Tobą. Tak czy siak relacje z takich jednoosobowych wędrówek mają dla mnie jako czytelnika szczególny smak.
o tym dniu nabazgrałem (...) Jak widzicie to moja relacja jest trochę nudna, bo takie raczej jest chodzenie samemu. Jasne, że wszystkiego nie opisałem np, że czasami las zapierał dech i że, i że...ech... Twoja relacja nie jest nudna. Napisałeś o podobnych rejonach, o których napisał Zbyszek - a Wasze relacje są kompletnie inne. Masz styl pisania, który jest nie do podrobienia. I mnie ten styl urzekł od początku Twojego pisania tutaj. :)))
Bogdan z Mikowa co jeżdzi BMW opowiedział mi o chorej żubrzycy co kręciła się po okolicy(rym). ja bym powiedziała, że i rym i rytm. ;) Idealny tytuł dla wątku z relacjami Partyzanta :grin:
(a napisałeś, że robiłeś zdjęcia podczas tej wędrówki - miło byłoby je tutaj zobaczyć...)
Ja tu czytam z wypiekami na twarzy - bo tyle wrażeń w jednej relacji - i już się cieszę, że Zbyszek ma zapał do pisania,a tu doczytuję w ostatnim poście, że Autor już się o koniec martwi. :-(
Fajne zdjęcia - lasu, zwierzaków (zaskroniec z żabą świetni), drzewa rzeczywiście niesamowite. Fotki z przeszłości wzruszające.
Wiem, że recenzje po relacjach są niewspółmiernie krótkie do czasu jaki trzeba poświęcić na stworzenie relacji i nie oddają radości czytającego z czytania, ale mam nadzieję, że Zbyszek nie straci szybko zapału i radości z pisania.:grin: Oj Asiu, polałaś miodu ma moje serce - dzięki. Największą siłą napędową do pisania, są właśnie recenzje a szczególnie reakcje, bez względu na to, czy długie czy nawet krótkie. Osobiście również mam w tym przyjemność, gdyż automatycznie wracam do wspomnień i wrażeń kiedyś przeżytych. Materiału uzbierało się sporo, jednak nie wszystkie nadają się do publikacji ze względu na swoją banalność. Przeglądając "dokumentację" poszczególnych pobytów w Bieszczadach robię ostrą selekcję tego co się nadaje, co w miarę atrakcyjne a co musi być głęboko ukryte:). Z pełną premedytacją umieściłem w nazwie wątku NASZE i mam cichą nadzieję, że jeszcze innych bieszczadników relacje wspólnie poczytamy. Obiecuję, że "horrorów" niedźwiedziami i wilkami w tle, już nie będzie:).
Zbyszku - relacja super !!!!! Zupełnie nie banalna.
"I tu występowała pewna prawidłowość, czym więcej wiedziałem, tym większą miałem świadomość tego, że jeszcze o wielu sprawach nie wiem i w wielu miejscach nie byłem. I to pozostało jeszcze do dnia dzisiejszego:(."
-ja też tak mam!! i to jest właśnie najfajniejsze :D bo to oznacza niekończące się wędrówki i coraz to lepsze miejsca :D
"Bo ta odwaga zaczyna się już właśnie w momencie decyzji o samodzielnej wędrówce"
-Hm, jakby tak zestawić dziesiątki moich wędrówek po Bieszczadach to w zasadzie z kimś mało byłam i były to banały:
wetlińska (z 5 razy z kimś), cisna-jasło-smerek wieś (2 razy z kimś) i mój lubiany łopiennik (dołżyca-łopiennik-dołżyca) (2 razy z kimś) i jeziorka duszatyńskie (1 raz) i jeszcze spacery: raz poszłam z kolegą z jaworca do dwernika (kawał drogi!), raz na sine wiry, raz z browarem z tarnawy do dźwiniacza (hehe) i raz z koleżanką na zbocze Czartoryji -haha, w zasadzie tylko na tych 4 trasach szlakowych byłam z ludźmi. Czyli w zasadzie można powiedzieć śmiało, że całe Bieszczady zeszłam sama!! (bo te szlaki też nie raz sama robiłam -wyjątek: jeziorka duszatyńskie, do których już nie wracałam ale niedługo zamierzam nadrobić zaległości ;P). Ale wiecie co -odnośnie myśli, to ja właśnie od tego roku czyli 2014 zaczęłam się bać i boję się już samej chodzić! -nie mówię tu o uczęszczanych szlakach ale tych prawie w ogóle nieuczęszczanych bądź bezszlakowych. Tak jakoś w myślach się boję już. Ah, a gdy sobie przypomnę przepiękną wędrówkę tej jesieni, gdzie spałam przy lesie otoczona z każdej strony jeleniami nocą dającymi efekt stereo -to boję się w ogóle na samą myśl o tym ;P A to sprawia, że jestem niezmiernie ciekawa co przyniesie mi ten rok -czy stagnację czy dalszy rozwój chaszczowanka.
No to widzę problem:), podobno prawdziwego mężczyznę poznaje się po tym jak kończy a nie jak zaczyna ;). ... tak mówią... ale kto wskaże gdzie początek i gdzie koniec ... ;)
Tak się złożyło , że dopiero teraz miałem okazję przeczytać Twoje relacje i cieszę się.
Cieszę się że powstał taki skutek uboczny innego wątku. Myślę że Bartolomeo uwzględni krótkie wejście Partyzanta i zbliży swój optymizm do 8 punktów.
Napisałeś Zbyszku coś ważnego, z czego niewiele osób zdaje sobie sprawę
Jako autor (prawdopodobnie) największej ilości relacji na tym forum nie raz popadałem w depresję pisząc do ściany i zadawałem sobie pytanie : po co ?
Twoje przebudzenie dodało mi impuls i wkrótce umieszczę kolejną , tym razem będzie to przedwiośnie.
Jakimiż to drogami błądzi myśl ludzka...
Twoje przebudzenie dodało mi impuls i wkrótce umieszczę kolejną , tym razem będzie to przedwiośnie. Żeromski "Przedwiośnie", a tam Szklane domy
"Z pustych butelek po wódce można zrealizować wizję Żeromskiego Szklane domy"- to z kolei Mrożek
A butelki po wódce, butelki z wódką, wódka z butelek kojarzy się z Bieszczadami . Przynajmniej mnie.
Taka tam dygresja..
Ah, a gdy sobie przypomnę przepiękną wędrówkę tej jesieni, gdzie spałam przy lesie otoczona z każdej strony jeleniami nocą dającymi efekt stereo -to boję się w ogóle na samą myśl o tym ;P A to sprawia, że jestem niezmiernie ciekawa co przyniesie mi ten rok -czy stagnację czy dalszy rozwój chaszczowanka. Jimi, tylko Ci można pozazdrościć takich wrażeń dźwiękowych. Wielokrotnie ich słuchałem ale bardziej w indywidualnym wykonaniu. Jedyny raz udało mi się utrwalić na zdjęciu takiego indywidualistę w pełnej okazałości lecz pomimo bezpiecznej odległości nie miał ochoty zademonstrować swoich umiejętności wokalnych. Piszesz o swoich wielokrotnych wyprawach po Bieszczadach w czasie których, pewne miejsca zaliczałaś kilka razy. Podobnie jest również w moim przypadku. Czasami czuje się niedosyt po pierwszym razie i aby utrwalić i lepiej zapamiętać wrażenia trzeba to powtórzyć. Tak samo jest w miłości:) a Bieszczady to przecież nasz miłość. Lubisz Łopiennik:), przyznaję, że okolice Łopiennika również kilka razy spenetrowałem, gdyż w pewnym okresie, tuż pod nim, było miejsce mojego zakwaterowania. Wiele naczytałem się o historycznych wydarzeniach w jego okolicy, więc automatycznie czułem potrzebę jego głębszego poznania. W Duszatynie i Komańczy również byłem, przejeżdżałem przez Prełuki ale Twoje okolice jakoś zawsze umykały. Już wcześniej obiecałem a teraz potwierdzam z całą stanowczością, że do Twojej Chatki, na pewno w czerwcu zajrzę i nawet przygotowałem już stosunkowo dokładną mapę aby poznać tajemne ścieżki okolicznych bezdroży i związane z nimi atrakcjei:)
... tak mówią... ale kto wskaże gdzie początek i gdzie koniec ... ;) W zasadzie gdzie jest początek, to wszyscy wiedzą lub czują:), jednak koniec, to wielka niewiadoma i cały w tym urok.
Tak się złożyło , że dopiero teraz miałem okazję przeczytać Twoje relacje i cieszę się.
Cieszę się że powstał taki skutek uboczny innego wątku. Myślę że Bartolomeo uwzględni krótkie wejście Partyzanta i zbliży swój optymizm do 8 punktów.
Napisałeś Zbyszku coś ważnego, z czego niewiele osób zdaje sobie sprawę
Jako autor (prawdopodobnie) największej ilości relacji na tym forum nie raz popadałem w depresję pisząc do ściany i zadawałem sobie pytanie : po co ?
Twoje przebudzenie dodało mi impuls i wkrótce umieszczę kolejną , tym razem będzie to przedwiośnie.
Lepiej późno niż wcale, tak przeczuwałem, że wskazówki zegara, chwilowo zaczęły Ci się jakoś tak podejrzanie szybo kręcić, ale czasami jest to normalne. Efekt Twojej ankiety, czyli pobudzenie mnie do pisania, to nie jest żaden skutek uboczny, tylko działanie z premedytacją która Ci się doskonale udała i Twoja radość i satysfakcja jest w pełni zasłużona. Z wejścia Partyzanta jestem w pełni zadowolony, gdyż tematyka bardzo bliska a wątek jest otwarty również dla innych a jest to przecież wątek "Nasze wędrowanie..". Mam nadzieję, że chwilowe pomieszanie się wątków z sir Bazylem, zostanie w niedługim czasie wyregulowane.
Pięknie napisał Piskal cytując Bertranda o podrzucaniu do ogniska. Tak, to jest dowodem zainteresowania i pewnego uczestnictwa w opisywanych relacjach. Na przedwiośnie czekam z utęsknieniem:).
JA butelki po wódce, butelki z wódką, wódka z butelek kojarzy się z Bieszczadami . Przynajmniej mnie.
Taka tam dygresja.. Ładna Ci dygresja:) Bardziej zakrawa na zaproszenie do wspólnego biesiadowania. ;)
Czy pamiętasz datę swojego pobytu na Magurycznym?. Takich informacji o których napisałeś, ja nie zastałem pomimo pewnego rozejrzenia się po szczycie. Ciekawi mnie, czy już ich nie było, czy jeszcze nie zostały umieszczone?.
Znalazłem jeszcze jedną nieprawidłowość w swojej relacji :oops:
Oczywiście początki tego drugiego okresu, w dzisiejszym odczuciu, były anemiczne, każdy na pewno to przechodził. Czyli przewodnikowe szlaki i wydeptane ścieżki. Dopiero po przeczytaniu kilkudziesięciu książek i poznaniu historii tej ziemi, mogłem poczuć się zdecydowanie lepiej podczas dyskusji o Bieszczadach w bardziej doświadczonym towarzystwie. Zataiłem bardzo istotny element poznawczy. Oczywiście chodzi o Bieszczadzkie Forum Dyskusyjne. Nie pamiętam od kiedy poczytywałem relacje i różne przydatne ciekawostki, ale od 14.04.2007 r. zacząłem również je podglądać. Nie będę wymieniał i faworyzował tych, którzy wnieśli najwięcej, gdyż jest ich wielu a gdybym kogoś pominął to mógłbym się niepotrzebnie narazić:). Kiedy napisałem coś po raz pierwszy?, tego już nie wiem, domyślam się tylko, że mogła to być tematyka dotycząca zdjęć. Czyli śmiało można napisać i być w pełni przekonanym, że forum było, jest i jeszcze bardzo długo będzie potrzebne.
odnośnie myśli, to ja właśnie od tego roku czyli 2014 zaczęłam się bać i boję się już samej chodzić! -nie mówię tu o uczęszczanych szlakach ale tych prawie w ogóle nieuczęszczanych bądź bezszlakowych. Tak jakoś w myślach się boję już. Ah, a gdy sobie przypomnę przepiękną wędrówkę tej jesieni, gdzie spałam przy lesie otoczona z każdej strony jeleniami nocą dającymi efekt stereo -to boję się w ogóle na samą myśl o tym ;P A to sprawia, że jestem niezmiernie ciekawa co przyniesie mi ten rok -czy stagnację czy dalszy rozwój chaszczowanka. Jimi - mam nadzieję, że czy solo, czy w duecie, trio, kwartecie czy jeszcze większej grupie - Twoje chaszczowanie w tym roku pięknie się rozwinie i zaowocuje urodzajem relacji :))
Bo odwagi to z pewnością Tobie akurat nie brakuje :))) - kojarzę te relacje, które już napisałaś - chwilami cierpła mi skóra ;)
Fajnie, cieszę się Asiu, czasem zastanawiam się czy ktoś to w ogóle czyta (jak pisał Heniu). Dziś rozmawiając z kolegą o tym temacie bojaźni, powiedział mi (niezbyt odkrywczo), że są dwie drogi - chodzić albo nie chodzić ;P Z racji, że druga droga w ogóle nie wchodzi w grę, trzeba zacisnąć zęby i iść. Czuję się jak kilka lat temu, gdy bałam się samej chodzić po Bieszczadach (ze względu na zwierzęta jakie spotykałam), wówczas postanowiłam się do tych szmerów przyzwyczaić, bo innej możliwości na ten NAŁÓG nie było. Z kolei w sytuacji gdy idę w dwójkę (np. z sąsiadką na rogi) to zupełnie niczego się nie boję, mimo, że spotykamy ślady np świeżego dzikiego polowania, lub ona ma jakieś urojenia, że widzi wilki -to ja jestem tą osobą, która uspokaja całą sytuację. Więc w dwójkę nie ma strachu, można się swobodnie cieszyć wędrówką. Dzięki wam za te wszystkie relacje na forum!! To właśnie dzięki nim mam nadzieję, że w końcu napiszę coś swojego o ile czas na wędrówkę pozwoli :)
Odpowiadam Zbyszkowi, że najprawdopodobniej list z adresami pisałem w ostatnich dniach pazdziernika 2011r. Jednak gdy sięgnąłem do notatek to okazało się, że papier z adresami włożyłem do leżącej, plastikowej butelki a list w sprawie mojego kolegi, położyłem na słupku i przykryłem szkłem.
Asia pyta o zdjęcia to zamieszczam: rano zaskoczył mnie śnieg, cerkiew przed remontem, ach te konie, jesienno-zimowy krajobraz. Załącznik 33768Załącznik 33770Załącznik 33771Załącznik 33772Załącznik 33769
Fajnie Asia i Jimi podyskutowały o pewnych wrażeniach emocjonalnych, które są siłą napędową wszystkich bieszczadzkich wędrówek. Strach jako tak, na pewno wszystkich dotyczy, tylko w zależności od indywidualnej wrażliwości:), będzie różnie odbierany. Czasami mobilizuje, a czasami paraliżuje nasze reakcje. Jednak posmak adrenaliny, jest tak przyjemny, że nie rezygnujemy z następnych wypraw. Natomiast o rozsądku, czy bardziej o rozumie, piękne motto cytuje sir Baryl, które wielokrotnie sprawdziło się w moim przypadku.
Odpowiadam Zbyszkowi, że najprawdopodobniej list z adresami pisałem w ostatnich dniach pazdziernika 2011r. Jednak gdy sięgnąłem do notatek to okazało się, że papier z adresami włożyłem do leżącej, plastikowej butelki a list w sprawie mojego kolegi, położyłem na słupku i przykryłem szkłem. Czyli, gdy byłem tym samym miejscu w czerwcu w 2011r. to jeszcze tej listy nie było. Twoje zdjęcia są jak z bajki, a konie "skubiące" śnieg - niesamowite.
W dniu 23.06.2010r. o godz. 7:30 podjechałem pod Dybasiówkę w Liszczej, aby zrealizować zamiar wdrapania się na Hyrlatą i Rosochę, w niekonwencjonalny sposób. W gęstwinie różnych, bardziej lub mniej widocznych i zarośniętych ścieżek, odbiłem niepotrzebnie zbytnio w lewo, ale dzięki temu miałem więcej kontaktu z dziką przyrodą.
Załącznik 33785
Zarastające drogi zrywkowe zakończyły swój żywot, a ja stanąłem oko w oko z nieprzetarty szlakiem.
Załącznik 33787
W okolicy Bukowiny trafiłem na wiszący mostek, który przetestował mój stan równowagi nie tylko psychicznej.
Załącznik 33790
Po pokonaniu bezimiennego potoku trafiłem do miejsca opanowanego przez jakieś złe moce. Rozszalał się wiatr, połamane konary spadały na ziemię, a moja podzielność uwagi została wystawiona na ciężką próbę. Podłoże pełne nierówności, a z góry lecą gałęzie. Głowa poruszała się we wszystkich kierunkach jak u wańki-wstańki. Dodatkowe informacje, które zobaczyłem na drzewie, uświadomiły mi, że znajduję się na czyimś terenie łowieckim.
Załącznik 33791
Gdy wszedłem na sporą polanę zarośniętą łopianami (chyba), nastąpiła raptowna cisza, co ponownie dziwnie mnie zaskoczyło. Przynajmniej mięśnie szyi mogły powrócić do równowagi. Już bez większych emocji dotarłem do wydeptanej ścieżki łączącej Hyrlatą z Rosochą i po krótkiej chwili zaparło mi dech w piersiach. Widok zarysu Tatr oddalonych o ok. 160 km oraz poszczególnych pasm górskich, przez kilkanaście minut rekompensował wcześniej przeżyte emocje.
Załącznik 33792
Jeszcze kilka minut i dotarłem na najwyższy szczyt Hyrlatej, czyli Szymowa Hyrlata 1103.
Załącznik 33793
Jak przystało na tak atrakcyjny szczyt, to i widoki muszą być wspaniałe, zarówno na południe jak i na zachód. Pięknie prezentujące się pasmo graniczne z jasną plamką zabudowań w Solince i te połacie borówek, które nie załapały się na tym zdjęciu. Ci którzy tam byli, to na pewno widzieli, a ci którzy się wybiorą, to zobaczą. Pozostali muszą uwierzyć:).
Załącznik 33794
Po długim delektowaniu się widokami z Hyrlatej, ruszyłem na południe w kierunku Rosochy. I tu również miła niespodzianka widokowa, tym razem na północ. W oddali Durna oraz już bliżej Łopiennik w towarzystwie Boroła, Łopieninki oraz Horodka.
Załącznik 33795
Zejście z Rosochy w towarzystwie bukowego lasu bardzo przyjemne i relaksujące. W końcowym etapie pokręcona droga zrywkowa została przecięta potokiem Roztoka, który schłodził rozgrzane stopy.
Załącznik 33796
Rozgrzane słońcem sążnie drewna poukładanego wzdłuż drogi, zachęciły mnie do relaksu, w pełnym tego słowa znaczeniu:).
Załącznik 33797
Teraz już tylko stokówką, po przejściu 12,6 km, o godz. 14:10 dotarłem ponownie do Dybasiówki z pozytywnym nastawieniem do dalszych podobnych wycieczek.
Była Hyrlata i Rosocha, więc nie wypadało pominąć Matragony. Następnego dnia, czyli 24.06.2010r. pomimo, że niebo nie wróżyło nic dobrego, podjechałem na przełęcz Pryslipce i postanowiłem zmierzyć się z Matragoną. Wolno udałem się w kierunku Szczerbanówki, aby znaleźć w miarę dogodne wejście do lasu.
Załącznik 33831
Po kilkudziesięciu metrach, zwierzęca ścieżka doprowadziła mnie do polanki z widokiem na szczyt Matragony.
Załącznik 33832
Dalsze przemieszczanie uatrakcyjnił dość stromy stok z nadzieją na pewne widoki.
Załącznik 33833
Jednak w porównaniu z Hyrlatą zastane widoki lekko mnie rozczarowały.
Załącznik 33834
Po krótkim pobycie na szczycie, podyktowanym potrzebą uzupełnienia utraconych kalorii, zacząłem przemieszczać się w kierunku Solinki. Przez pewien czas towarzyszył mi przepiękny śpiew samotnego ptaszka ukrytego wśród listowia, a na trasie pojawiły się reszki wojennych okopów.
Załącznik 33836
Obok, siły natury wyładowały swoją energię na rosnących tu drzewach.
Załącznik 33837
Po wyjściu z lasu, zobaczyłem pasmo Hyrlatej i Rosochę na horyzoncie.
Załącznik 33838
Gdy znalazłem się obok nieczynnych retortów, zastanowił mnie widok betonowych bloków. W jakim celu zostały tu umieszczone i jakie miało być ich przeznaczenie?.
Załącznik 33839
Rytm dalszego marszu był podyktowany odległością, pomiędzy poszczególnymi podkładami toru kolejki. W jednym miejscu zachował się nawet przyczółek dawnej, drugiej nitki torów.
Załącznik 33840
Następnie, zmieniłem szlak kolejowy na drogowy i po 4.5 godz. dotarłem do przełęczy Pryslipce. Szczyt Matragony otulony mgłą, nie wróżył przyjaznej pogody na dzień następny.
Załącznik 33841
Lubię Matragonę, chyba najbardziej za jej nazwę :) Kojarzy mi się ona z tęsknotą za górami, ponieważ w pracy na komputerze miałam ją na tapecie :) Kojarzy mi się też ona z silną kobietą albo zwycięstwem. Szłam na nią tak samo jak ty ale schodziłam inaczej, przez Balnicę.
... a ja tam byłem wstyd się przyznać :oops:, ale na przełomie lat 80/90... pamiętam dobrze tylko te tory, jakoś one najbardziej mi utkwiły ... może najwyższy czas znowu tam się wybrać....
...a ja, jeszcze bardziej mi wstyd,...wybieram się w tym roku po raz pierwszy na Matragonę...dzięki Zbyszku za relację i ...motywację
..wybieram się w tym roku po raz pierwszy na Matragonę...dzięki Zbyszku za relację i ...motywację
Jak się okazuje, to wariantów przejścia przez Matragonę może być kilka. Niby niewielka góra, ale swoje atrakcje ma, szczególnie dla tych, którzy wytyczone szlaki już zaliczyli. Ponadto, gwarantowany spokój i cisza, bez tłoku i zbytniego pośpiechu.
... a ja tam byłem wstyd się przyznać :oops:, ale na przełomie lat 80/90... pamiętam dobrze tylko te tory, jakoś one najbardziej mi utkwiły ... może najwyższy czas znowu tam się wybrać.... Z tego co napisałeś, to wynika, że ponad 20 lat wcześniej poznałeś urok dzikich zakamarków bieszczadzkich. Ja takim doświadczeniem nie mogę się "pochwalić". Jednak staram się te zaległości odrabiać:).
.... Zbyszek to przecież najzwyklejsze łażenie było... czy teraz, czy dwadzieścia parę lat temu... to takie same....widzisz różnica jest taka, że Ty to dokładnie pamiętasz, a ja oprócz klimatu i że było mokro, to tylko torowisko, Ty chodzisz po górach, a ja już mniej, więc czym się tu "chwalić"... próbowałem to sobie po przeczytaniu Twojej relacji ułożyć... ale naprawdę nie mogłem.... każde miejsce jest czegoś tam zakamarkiem, ale czy są dzikie, czy w ogóle były dzikie...to mity w jakie ludzie chcą wierzyć.... są jakie są i chyba dlatego w tym banale i prostocie jest ich piękno... Bieszczady się nie zmieniły.... tylko ludzie....
... Ty to dokładnie pamiętasz.. No super, dałeś mi powód do niekłamanej radości. Uśmiałem się tak, że gdyby nie uszy, to dookoła głowy bym się śmiał :grin:. Prawda jest bardziej smutna, gdyż pamięć ma swoje ułomności. Po każdym powrocie, puki jeszcze wszystko jest świeże w pamięci, zapisuję którego dnia gdzie byłem, a bardzo pomocne są przy tym zdjęcia. Zebrało się tego 8 stron w Wordzie. Patrzę na listę wycieczek, sięgam po zdjęcia i wspomnienia same wracają. Oczywiście na początku to ja taki "mądry" nie byłem. Dopiero po kilku pobytach w Bieszczadach wpadłem na ten pomysł, gdy byłem jeszcze w stanie odtworzyć pewne szczegóły i utrwalić je dla potomnych.
są jakie są i chyba dlatego w tym banale i prostocie jest ich piękno... Bieszczady się nie zmieniły.... tylko ludzie.... ...tak właśnie i ja myślę :))
Zbyszku - te osiem stron w Wordzie cieszą mnie bardzo. :) bo to znaczy, że jeszcze wiele "postów wędrówkowych" przed nami. :) Jak na razie - wyśmienicie się wędruje Twoimi śladami. :)
...tak właśnie i ja myślę :))
Zbyszku - te osiem stron w Wordzie cieszą mnie bardzo. :) bo to znaczy, że jeszcze wiele "postów wędrówkowych" przed nami. :) Jak na razie - wyśmienicie się wędruje Twoimi śladami. :) Piękne dzięki, jednak jest kilka takich wpisów np. 24.06 â Deszcz, Cisna Wojtek, piwo â piątek, albo 28.06 â Deszcz, czytanie i spanie â wtorek:cry: i co ja tu biedny mogę ciekawego napisać?.
To teraz dla odmiany, fragment wycieczki do Przemyśla i okolic. Naczytałem się o działaniach wojennych na terenie Bieszczadów podczas I WŚ i postanowiłem zobaczyć jak wyglądają w chwili obecnej, opisywane forty. W Forcie Salis-Soglio, miałem okazję poznać bardzo przyjemnych panów ze SG, gdyż przeszedłem kilkanaście metrów wzdłuż granicy z Ukrainą. Następnie Fort XII-Werner w Żurawicy z ciekawym muzeum oraz Fort XIII-San Rideau w Bolestraszycach. To wszystko było tylko dodatkiem do głównego celu wycieczki, czyli Arboretum w Bolestraszycach. Zamiast opisu krótki film, który będzie bardziej wymowny aniżeli zdjęcia.
http://www.youtube.com/watch?v=JXXah...ature=youtu.be
Piękne dzięki, jednak jest kilka takich wpisów np. 24.06 â Deszcz, Cisna Wojtek, piwo â piątek, albo 28.06 â Deszcz, czytanie i spanie â wtorek:cry: i co ja tu biedny mogę ciekawego napisać?. czerwcowy deszcz w Bieszczadach - miły bardzo :))
czerwcowy deszcz w Bieszczadach - miły bardzo :)) To bardzo proszę, już jest:). Wystarczy uruchomić piosenkę Krystyny Prońko "Deszcz w Cisnej" http://www.youtube.com/watch?v=476QyWZHqPA i mamy wszystko w komplecie, zgodnie z życzeniem Asi:).
Załącznik 33896 Załącznik 33897 Załącznik 33898 Załącznik 33899
Załącznik 33900 Załącznik 33901 Załącznik 33902
... i po deszczu.
Załącznik 33903 Załącznik 33904
O! Jeszcze stary Troll.Mam stamtąd fajne wspomnienia. Niby ładny ten nowy pensjonat, nawet tam nocowałem przed oficjalnym otwarciem, ale..czegoś tam brak.TEGO czegoś.
Popadało, zakurzyło, przetarło się - śliczności. Taki deszcz najlepiej z piwkiem pod parasolem wystawionym przed sklepem. No i ta piosenka. ech... A teraz do roboty Panie i Panowie.
gdzieś pod drzewem na skraju łąki bo zapach takiej łąki po deszczu jest niesamowity... albo ostatecznie na schodkach ganku drewnianej chałupy :)
dzięki Zbyszku :)))
Zbysiu! A może czas pomyśleć o zebraniu wspomnień z bieszczadzkich szlaków? Tak barwnie opisałeś swoje spotkanie z niedźwiadkiem, to myślę, że inne przygody też będą nie mniej fascynujące.
Zbysiu! A może czas pomyśleć o zebraniu wspomnień z bieszczadzkich szlaków? Tak barwnie opisałeś swoje spotkanie z niedźwiadkiem, to myślę, że inne przygody też będą nie mniej fascynujące. Aż się prosi zacytować częste powiedzenie Andrzeja z serialu "Dom", "wiśta wio łatwo powiedzieć":).
To jedziemy dalej, z Matragoną spotkałem się 24 czerwca i tego dnia, w miejscu zakwaterowania , odbyła się Noc Kupały. Co do konkretnego dnia są zdania podzielone, jedni mówią o 23 inni o 24 czerwca, mniejsza o tak mało istotne szczegóły, gdy wchodzi w grę sympatyczna impreza jaką jest bieszczadzka biesiada. Oczywiście zdjęć z niej nie będzie, gdyż uzyskanie zgody na ich publikację, byłoby bardzo kłopotliwe. W każdym bądź razie, następne dwa dni deszczu były mi bardzo na rękę, gdyż mogłem sobie tylko nucić piosenkę Czerwonych Gitar http://www.youtube.com/watch?v=Ygz1VRzc8Ls . Ówczesną sytuację mogłem jedynie nazwać łaskawością niebios w stosunku do mojej fizycznej ułomności. Jednak, aby nie popaść w zbytnie rozleniwienie zrobiłem sobie wycieczkę na cmentarz w Cisnej aby odwiedzić tych, którzy wędrują już tylko po Błękitnych Połoninach.
Załącznik 33977 Załącznik 33978 Załącznik 33979
Trzeciego dnia rano w dalszym ciągu pada z lekkimi przejaśnieniami. Pomyślałem sobie, że już dość tej łaskawości i trzeba gdzieś się jednak wybrać. Wybór padł na Magurę Stuposiańską. Zakładałem, że zanim dojadę do Nasicznego to się na pewno pogoda ustabilizuje:(. W trakcie jazdy, deszcz na przemian raz mniejszy, a za chwilę dużo większy aniżeli byłem w stanie przewidzieć. Po zaparkowaniu i rozpoczęciu przygotowywania do wyprawy, poczułem jakbym był pod działaniem bardzo drobnego zraszacza umieszczonego gdzieś wysoko w chmurach. Jednak nie zrezygnowałem i przeszedłem zaplanowaną trasę.
Załącznik 33987
Przechodząc przełęczą obok Wysokiego Wierchu, działanie zraszacza przybrało na sile do tego stopnia, że skorzystałem z łaskawości świerku, który lekko osłonił mnie od całkowitego przemoknięcia już na początku trasy. Widoki z tego miejsca były wręcz wspaniałe:).
Załącznik 33988
Ale ile można w pozycji kucznej wytrzymać?, w/g danych satelitarnych trwało to 15 min. Ruszyłem dalej przez różnej jakości chaszcze aż dotarłem do stokówki. Plan przewidywał, że przejdę (normalnie) przez mostek i będę kierował się do niebieskiego szlaku. Pierwszy krok na mostku uświadomił mi, że ktoś rzuca mi kłody pod nogi i na siłę chce odwieźć mnie od dalszej kontynuacji wyprawy. Buty uzyskały zerową przyczepność, a poręcz z racji swojej chwiejności, nie dawała gwarancji utrzymania równowagi na śliskim podłożu. Jedynym wyjściem było przyjęcie pozycji czworonoga i wolne przemieszczanie się do przodu. Mostek na załączonym zdjęciu jest sfotografowany dopiero w sierpniu, przy pięknej pogodzie. Tak byłem pochłonięty problemem przedostania się na drugą stronę potoku, że zapomniałem o aparacie, który był zafoliowany w plecaku.
Załącznik 33989
Odcinek do niebieskiego szlaku obfitował w jary o różnym stopniu nachylenia zbocza, a sam szlak miejscami był nawet bardzo szeroki i przypominał tor przeszkód.
Załącznik 33990
Po dotarciu na szczyt Magury Stuposiańskiej dostałem dobrą wiadomość telefoniczną o szykującej się zmianie pogody, gdyż nadchodzący wyż obejmie w swoje władanie tereny bieszczadzkie. Podczas rozmowy, zauważyłem stróżkę wody, która ściekała mi z łokcia prosto na nasiąkniętą już dość mocno ziemię. Natomiast widok jaki zobaczyłem, ma się nijak do tego miejsca, gdyż można go przypisać do wielu innych bez wychodzenia w teren, w taką pogodę. Może ktoś posiada lepsze zdjęcie z tego miejsca, chętnie obejrzę.
Załącznik 33991
Podczas dalszego wędrowania zupełnie mi było obojętne, czy pada, czy tylko rosi. Przejście stokówką przez Caryńskie do Nasicznego upłynęło mi w towarzystwie przejeżdżających wypasionych bryk w obydwu kierunkach. Ruiny cerkwi zostawiłem sobie na następny pobyt w tej okolicy przy bardziej sprzyjającej pogodzie. Natomiast potoczek przed Nasicznem, wyjątkowo przybrał na sile i bardzo skutecznie wypłukał błoto z moich butów i obmył strudzone stopy:). Po dotarciu asfaltówką na parking, nastąpiła zmiana mokrego ekwipunku na suchy i mogłem sobie powiedzieć, że tego dnia nie zmarnowałem na jakieś tam...
Zbysiu! A może czas pomyśleć o zebraniu wspomnień z bieszczadzkich szlaków? Tak barwnie opisałeś swoje spotkanie z niedźwiadkiem, to myślę, że inne przygody też będą nie mniej fascynujące. Aż się prosi zacytować częste powiedzenie Andrzeja z serialu "Dom", "wiśta wio łatwo powiedzieć":).
To jedziemy dalej, z Matragoną spotkałem się 24 czerwca i tego dnia, w miejscu zakwaterowania , odbyła się Noc Kupały. Co do konkretnego dnia są zdania podzielone, jedni mówią o 23 inni o 24 czerwca, mniejsza o tak mało istotne szczegóły, gdy wchodzi w grę sympatyczna impreza jaką jest bieszczadzka biesiada. Oczywiście zdjęć z niej nie będzie, gdyż uzyskanie zgody na ich publikację, byłoby bardzo kłopotliwe. W każdym bądź razie, następne dwa dni deszczu były mi bardzo na rękę, gdyż mogłem sobie tylko nucić piosenkę Czerwonych Gitar http://www.youtube.com/watch?v=Ygz1VRzc8Ls . Ówczesną sytuację mogłem jedynie nazwać łaskawością niebios w stosunku do mojej fizycznej ułomności. Jednak, aby nie popaść w zbytnie rozleniwienie zrobiłem sobie wycieczkę na cmentarz w Cisnej aby odwiedzić tych, którzy wędrują już tylko po Błękitnych Połoninach.
Załącznik 33977 Załącznik 33978 Załącznik 33979
Trzeciego dnia rano w dalszym ciągu pada z lekkimi przejaśnieniami. Pomyślałem sobie, że już dość tej łaskawości i trzeba gdzieś się jednak wybrać. Wybór padł na Magurę Stuposiańską. Zakładałem, że zanim dojadę do Nasicznego to się na pewno pogoda ustabilizuje:(. W trakcie jazdy, deszcz na przemian raz mniejszy, a za chwilę dużo większy aniżeli byłem w stanie przewidzieć. Po zaparkowaniu i rozpoczęciu przygotowywania do wyprawy, poczułem jakbym był pod działaniem bardzo drobnego zraszacza umieszczonego gdzieś wysoko w chmurach. Jednak nie zrezygnowałem i przeszedłem zaplanowaną trasę.
Załącznik 33987
Przechodząc przełęczą obok Wysokiego Wierchu, działanie zraszacza przybrało na sile do tego stopnia, że skorzystałem z łaskawości świerku, który lekko osłonił mnie od całkowitego przemoknięcia już na początku trasy. Widoki z tego miejsca były wręcz wspaniałe:).
Załącznik 33988
Ale ile można w pozycji kucznej wytrzymać?, w/g danych satelitarnych trwało to 15 min. Ruszyłem dalej przez różnej jakości chaszcze aż dotarłem do stokówki. Plan przewidywał, że przejdę (normalnie) przez mostek i będę kierował się do niebieskiego szlaku. Pierwszy krok na mostku uświadomił mi, że ktoś rzuca mi kłody pod nogi i na siłę chce odwieźć mnie od dalszej kontynuacji wyprawy. Buty uzyskały zerową przyczepność, a poręcz z racji swojej chwiejności, nie dawała gwarancji utrzymania równowagi na śliskim podłożu. Jedynym wyjściem było przyjęcie pozycji czworonoga i wolne przemieszczanie się do przodu. Mostek na załączonym zdjęciu jest sfotografowany dopiero w sierpniu, przy pięknej pogodzie. Tak byłem pochłonięty problemem przedostania się na drugą stronę potoku, że zapomniałem o aparacie, który był zafoliowany w plecaku.
Załącznik 33989
Odcinek do niebieskiego szlaku obfitował w jary o różnym stopniu nachylenia zbocza, a sam szlak miejscami był nawet bardzo szeroki i przypominał tor przeszkód.
Załącznik 33990
Po dotarciu na szczyt Magury Stuposiańskiej dostałem dobrą wiadomość telefoniczną o szykującej się zmianie pogody, gdyż nadchodzący wyż obejmie w swoje władanie tereny bieszczadzkie. Podczas rozmowy, zauważyłem stróżkę wody, która ściekała mi z łokcia prosto na nasiąkniętą już dość mocno ziemię. Natomiast widok jaki zobaczyłem, ma się nijak do tego miejsca, gdyż można go przypisać do wielu innych bez wychodzenia w teren, w taką pogodę. Może ktoś posiada lepsze zdjęcie z tego miejsca, chętnie obejrzę.
Załącznik 33991
Podczas dalszego wędrowania zupełnie mi było obojętne, czy pada, czy tylko rosi. Przejście stokówką przez Caryńskie do Nasicznego upłynęło mi w towarzystwie przejeżdżających wypasionych bryk w obydwu kierunkach. Ruiny cerkwi zostawiłem sobie na następny pobyt w tej okolicy przy bardziej sprzyjającej pogodzie. Natomiast potoczek przed Nasicznem, wyjątkowo przybrał na sile i bardzo skutecznie wypłukał błoto z moich butów i obmył strudzone stopy:). Po dotarciu asfaltówką na parking, nastąpiła zmiana mokrego ekwipunku na suchy i mogłem sobie powiedzieć, że tego dnia nie zmarnowałem na jakieś tam...
Prośba do zielonych:). Proszę skasować obydwa ostatnie posty, coś się pokręciło. Jeszcze raz napiszę i załączę zdjęcia.
Zbysiu! A może czas pomyśleć o zebraniu wspomnień z bieszczadzkich szlaków? Tak barwnie opisałeś swoje spotkanie z niedźwiadkiem, to myślę, że inne przygody też będą nie mniej fascynujące. Aż się prosi zacytować częste powiedzenie Andrzeja Talara z serialu "Dom", "wiśta wio łatwo powiedzieć":).
To jedziemy dalej, z Matragoną spotkałem się 24 czerwca i tego dnia, w miejscu zakwaterowania , odbyła się Noc Kupały. Co do konkretnego dnia zdania są podzielone, jedni mówią o 23 inni o 24 czerwca, mniejsza o tak mało istotne szczegóły, gdy w grę wchodzi sympatyczna impreza jaką jest bieszczadzka biesiada. Oczywiście zdjęć z niej nie będzie, gdyż uzyskanie zgody na ich publikację, byłoby bardzo kłopotliwe. W każdym bądź razie, następne dwa dni deszczu były mi bardzo na rękę, gdyż mogłem sobie tylko nucić piosenkę Czerwonych Gitar http://www.youtube.com/watch?v=Ygz1VRzc8Ls . Ówczesną sytuację mogłem jedynie nazwać łaskawością niebios w stosunku do mojej fizycznej ułomności. Jednak, aby nie popaść w zbytnie rozleniwienie zrobiłem sobie wycieczkę na cmentarz w Cisnej aby odwiedzić tych, którzy wędrują już tylko po Błękitnych Połoninach.
Załącznik 33992 Załącznik 33993 Załącznik 33994
Trzeciego dnia rano w dalszym ciągu pada z lekkimi przejaśnieniami. Pomyślałem sobie, że już dość tej łaskawości i trzeba gdzieś się jednak wybrać. Wybór padł na Magurę Stuposiańską. Zakładałem, że zanim dojadę do Nasicznego to się na pewno pogoda ustabilizuje:(. W trakcie jazdy, deszcz na przemian raz mniejszy, a za chwilę dużo większy aniżeli byłem w stanie przewidzieć. Po zaparkowaniu i rozpoczęciu przygotowywania do wyprawy, poczułem jakbym był pod działaniem bardzo drobnego zraszacza umieszczonego gdzieś wysoko w chmurach. Jednak nie zrezygnowałem i przeszedłem zaplanowaną trasę.
Załącznik 33995
Przechodząc przełęczą obok Wysokiego Wierchu, działanie zraszacza przybrało na sile do tego stopnia, że skorzystałem z łaskawości świerku, który lekko osłonił mnie od całkowitego przemoknięcia już na początku trasy. Widoki z tego miejsca były wręcz wspaniałe:).
Załącznik 33996
Ale ile można w pozycji kucznej wytrzymać?, w/g danych satelitarnych trwało to 15 min. Ruszyłem dalej przez różnej jakości chaszcze aż dotarłem do stokówki. Plan przewidywał, że przejdę (normalnie) przez mostek i będę kierował się do niebieskiego szlaku. Pierwszy krok na mostku uświadomił mi, że ktoś rzuca mi kłody pod nogi i na siłę chce odwieźć mnie od dalszej kontynuacji wyprawy. Buty uzyskały zerową przyczepność, a poręcz z racji swojej chwiejności, nie dawała gwarancji utrzymania równowagi na śliskim podłożu. Jedynym wyjściem było przyjęcie pozycji czworonoga i wolne przemieszczanie się do przodu. Mostek na załączonym zdjęciu jest sfotografowany dopiero w sierpniu przy pięknej pogodzie. Tak byłem pochłonięty problemem przedostania się na drugą stronę potoku, że zapomniałem o aparacie, który był zafoliowany w plecaku.
Załącznik 33997
Odcinek do niebieskiego szlaku obfitował w jary o różnym stopniu nachylenia zbocza, a sam szlak miejscami był nawet bardzo szeroki i przypominał tor przeszkód.
Załącznik 33998
Po dotarciu na szczyt Magury Stuposiańskiej dostałem dobrą wiadomość telefoniczną o szykującej się zmianie pogody, a nadchodzący wyż obejmie w swoje władanie tereny bieszczadzkie. Podczas rozmowy, zauważyłem stróżkę wody, która ściekała mi z łokcia prosto na nasiąkniętą już dość mocno ziemię. Natomiast widok jaki zobaczyłem, ma się nijak do tego miejsca, gdyż można go przypisać do wielu innych, bez wychodzenia w teren w taką pogodę. Może ktoś posiada lepsze zdjęcie z tego miejsca, chętnie obejrzę.
Załącznik 33999
Podczas dalszego wędrowania zupełnie mi było obojętne, czy pada, czy tylko rosi. Przejście stokówką przez Caryńskie do Nasicznego upłynęło mi w towarzystwie przejeżdżających wypasionych bryk w obydwu kierunkach. Ruiny cerkwi zostawiłem sobie na następny pobyt w tej okolicy przy bardziej sprzyjającej pogodzie. Natomiast potoczek przed Nasicznem, wyjątkowo przybrał na sile i bardzo skutecznie wypłukał błoto z moich butów i obmył strudzone stopy:). Po dotarciu asfaltówką na parking, nastąpiła zmiana mokrego ekwipunku na suchy i mogłem sobie powiedzieć, że tego dnia nie zmarnowałem na jakieś tam...
:grin: Tym razem udało się zamieścić zdjęcia bez problemu. 3 poprzednie posty są do skasowania.
Fajna traska, ale odpuściłeś Pawłową Łukę, a żałuj ;)
Fajna traska, ale odpuściłeś Pawłową Łukę, a żałuj ;) I Wysoki Wierch, i Prypiczek, i Szczob, i..., i ..., i ...żałuj :mrgreen:
I Wysoki Wierch, i Prypiczek, i Szczob, i..., i ..., i ...żałuj :mrgreen: Wysoki Wierch razem z jaskiniami zaliczony w sierpniu. Okolice "niby" jaskiń mają swój groźny urok. Natomiast Prypiczek i Szczob i ... wiele innych ciekawych miejsc musi poczekać do czerwca:). Domyślam się, że z Magury Stuposiańskiej jest piękny widok na Caryńską, czy ktoś może zamieścić zdjęcie?, czy muszę iść jeszcze raz i sam sobie je zrobić?:).
Niestety było mleczne południe i widok na Caryńską mętny, dorzucam Pawłową Łukę na zachętę ;)
Niestety było mleczne południe i widok na Caryńską mętny, dorzucam Pawłową Łukę na zachętę ;) Dzięki Browar. To teraz już wiem co straciłem, a Pawłowa Łuka już jest zaklepana. Nawet nie przypuszczałem, że tam mogą być takie skałki.
Sir Bazyl wywołał pewne pozytywne wspomnienia przypominając mi Wysoki Wierch. W połowie sierpnia 2010 r. otrzymałem wiadomość wielce radującą moją duszę, że od 1 września będę mógł jeszcze popracować. Czyli jesienne Bieszczady już nie wchodziły w rachubę:(. Pomyślałem sobie, że dobre i 10 dni aby przy dobrej pogodzie i sezonie chylącym się ku upadkowi, nacieszyć oko bieszczadzkimi atrakcjami. Po kilku bardziej lub mniej literacko wartościowych wyprawach, nastał dzień 22.08.2010r. i z długiej listy planowanych wycieczek, wybrałem jaskinie na Wysokim Wierchu.
Załącznik 34016
Początek trasy już był wcześniej opanowany, ale sam szczyt i jego okolice jeszcze nieznane. Przedzieranie się przez zachaszczone podłoże zaowocowało przyjemnymi dla oka ciekawostkami, których uroku żadna fotografia nie jest w stanie oddać.
Załącznik 34017 Załącznik 34018
Natomiast sam szczyt i okolice jaskiń usiane różnymi wychodniami skalnymi, budziły respekt i podziw dla tak pięknie ukształtowanego terenu.
Załącznik 34019 Załącznik 34020
Trasa do jaskiń niby oznakowana, ale bardzo mało czytelnie i w śladowych ilościach. Same jaskinie nie budzą większych emocji, ale to jednak zawsze jakaś ciekawostka, którą warto zobaczyć.
Załącznik 34021 Załącznik 34022
Gdy zaspokoiłem swoją ciekawość jaskiniami, to nadszedł czas aby sprawdzić swoją sprawność akrobatyczną i przejść granią po różnych skalnych nierównościach. Przełęcz Nasiczniańska zaoferowała mi piękny widok na wschód i trasę dalszej części mojej wędrówki.
Załącznik 34023
Nadszedł czas aby odrobić zobowiązania, o których pisałem wcześniej. Po przejściu niewiele ponad 1 km, skręciłem w prawo na miejsce po cerkwi i pozostałościach dawnego cmentarza.
Załącznik 34024 Załącznik 34025 Załącznik 34026 Załącznik 34027
Załącznik 34028 Załącznik 34029
Wracając już wygodnie stokówką i podziwiając to co znajdowało się po lewicy, prawicy i na wprost, nie sądziłem, że obecnie sir Bazyl i Browar w swoich sugestiach, zmobilizują mnie do tego, abym w niedalekiej przyszłość zaplanował ponowny pobyt w tych okolicach.
Załącznik 34030
A tak na marginesie, czy może mnie ktoś oświecić w sprawie potoku Caryńskiego?. Jak to jest możliwe, że jednocześnie wpada do Wołosatego i Dwernika czy Nasiczniańskiego, a w sumie do potoku o trzech nazwach?:).
(...)
Trasa do jaskiń niby oznakowana, ale bardzo mało czytelnie i w śladowych ilościach. Same jaskinie nie budzą większych emocji, ale to jednak zawsze jakaś ciekawostka, którą warto zobaczyć.
Załącznik 34021 Załącznik 34022
(...) Trasa do jaskiń ( czyli jakieś znaczki na drzewach) prowadzi na szczyt i tu ginie. Już dwukrotnie próbowałem odnaleźć te jaskinie , ale bezskutecznie. We dwóch czesaliśmy okolice szczytowe tam i z powrotem i nic.
Drugim razem miałem przekazane jeszcze dokładniejsze namiary więc myślałem że to pestka, ale na nadziei się skończyło. Odpuściłem myśląc , że się zawaliły, albo zostały zasypane, wszakże już pod szczytem prowadzony jest wyrąb lasu.
Dawno temu byłem w jaskiniach ale za pierwszym razem nie trafiłem, bo zle patrzyłem. Krążyłem, krążyłem i nic, i może bym zrezygnował gdyby nie pomoc kogoś miejscowego. Trzeba patrzeć bardziej pod nogi, jak za grzybami.
Trasa do jaskiń ( czyli jakieś znaczki na drzewach) prowadzi na szczyt i tu ginie. Już dwukrotnie próbowałem odnaleźć te jaskinie , ale bezskutecznie. We dwóch czesaliśmy okolice szczytowe tam i z powrotem i nic. Ze względu na ich "wielkość" to nie jest takie proste aby je znaleźć. Oczywiście jak się wie, to wszystko jest łatwe:). Praktycznie od szczytu Wysokiego Wierchu znajdują się w odległości 250 m na wschód. Problem w tym, że metrówki to raczej nikt ze sobą w górach nie nosi:). Będzie okazja jeszcze raz zawitać w tamte strony aby mieć pełną satysfakcję. Również mam kilka takich podejść do różnych miejsc, których nie udało się za pierwszym razem znaleźć.
A tak na marginesie, czy może mnie ktoś oświecić w sprawie potoku Caryńskiego?. Jak to jest możliwe, że jednocześnie wpada do Wołosatego i Dwernika czy Nasiczniańskiego, a w sumie do potoku o trzech nazwach?:). Może nie oświecę, bo taka mądra w temacie potoków to nie jestem :mrgreen: ale, że czasami lubię rozwiązywać zagadki...:wink:
Caryński uchodzi do Dwernika, który to Dwernik w górnym swoim biegu jest Prowczą, w środkowym biegu Nasiczniańskim a jako Dwernik uchodzi do Sanu.
tak przynajmniej wskazane zostało przez GUGiK tutaj:
http://ksng.gugik.gov.pl/pliki/hydronimy1.pdf
Z mapy Ruthenusa rzeczywiście wynika, jakby Caryński uchodził do Wołosatego, ale na innych mapach jest to potok Bystry, który ma źródło na stoku Caryńskiej. Ten Bystry zgadzałby się również z tym co podaje GUGiK - że Bystry uchodzi Wołosatego. Szerokość i długość wskazuje na to ujście, które na mapie Ruthenusa jest "ujściem" Caryńskiego do Wołosatego.
Chyba, że jest jakaś inna odpowiedź.
I gdzie Caryński tak właściwie ma źrodło?
Pomocna może być Mapa Podziału Hydrograficznego Polski. Taka MPHP (w wersji z 2010 r.) znajduje się na stronie Krajowego Zarządu Gospodarki Wodnej (Geoportal KZGW). Informacje szczegółowe (np. długości cieków) można odczytać za pomocą narzędzia âźidentyfikacjaâ (zielona ikonka po lewej stronie). :-).
O! Widać, że leiron też lubi rozwiązywać zagadki :))
mapa z tej strony też potwierdza, że to co na mapie Ruthenusa jest nazwane (u ujścia do Wołosatego) Caryńskim jest potokiem Bystrym. A -według tej mapy - Caryński wypływa gdzieś spod Magury Stuposiańskiej, a raczej takiego wzniesienia o wysokości 922.
Czyżby na mapie Ruthenusa była drobna nieścisłość?
Czyżby na mapie Ruthenusa była drobna nieścisłość? Ten sam problem występuje również na mapie Compass. Ile to dobrego można dowiedzieć się na forum, gdzie zaglądają mądrzy ludzie. Asiu Twoje źródełko podaje jednoznaczną odpowiedź na moje wątpliwości. A Tobie leirion dzięki za dodatkową podpowiedź, gdzie można znaleźć wiarygodne informacje.
Jeszcze nie tak dawno temu, nawet nie pomyślałem o tym, że będę mógł podzielić się swoimi wrażeniami z pobytów w Bieszczadach w takim szerokim gronie. Zazwyczaj czyniłem to wśród znajomych którzy wiedzieli, że gdzieś tam daleko są "jakieś" Bieszczady, ale poza tym niewiele więcej. Oczywiście są i tacy z którymi można podyskutować, ale jest ich niewielu i nie mogą zaspokoić moich podstawowych potrzeb duchowych. Dzięki Ci don(ie) Enrico za mobilizację i pozbycie się, jak to nazwałeś, kompleksów w stosunku do tak szacownego gremium:).
Nieco wcześniej wspomniałem o swojej słodkiej tajemnicy, o której powinienem napisać, a przypomniała mi o niej Jimi pisząc o "kosmicznym pięknie" w okolicach Chryszczatej. Wszystko było by dobrze gdybym mógł podeprzeć się zdjęciami z tej okolicy. Jednak gdy sięgnąłem do archiwum, to okazało się, że mam z tej wycieczki 42 zdjęcia, ale ani jednego z tego konkretnego miejsca. Tak byłem zauroczony ukształtowaniem terenu i atmosferą tego miejsca, że zapomniałem o zrobieniu zdjęć. Brak słów na określenie swego samopoczucia w tym momencie. Napiszę jeszcze o genezie tej wyprawy w okolice Kamiadoli. Kiedyś podczas dyskusji z jednym ze stałych bywalców w Bieszczadach, padło pytanie, czy widziałem jeziorko pod Łopiennikiem??. Byłem na Łopienniku kilka razy, wchodziłem od wschodu, zachodu i południa, ale jeziorka nie widziałem. Kolega nie potrafił precyzyjnie określić tego miejsca, a jedynie powiedział, że szedł od szosy Cisna - Habkowce, czyli od zachodu. Zacząłem przeszukiwać mapy nowe , stare i bardzo stare oraz satelitarne, aby znaleźć miejsce w którym może być te tajemnicze jeziorko. Wiadomo przecież, że wszelkie zbiorniki wodne będą znajdowały się w jakimś zagłębieniu terenu. W okolicy Kamiadoli znalazłem coś podobnego, a nawet widać, że wypływa z niego dopływ potoku Żukra. Jednak nasunęły mi się pewne wątpliwości, gdyż rok wcześniej przechodziłem obok tego miejsca w odległości nie większej jak 50 m na północ i nic co by sugerowało obecność jeziorka nie zauważyłem. Potrzeba zobaczenia tego miejsca, jednak musiała zostać zrealizowana.
Nastał jesienny i pięknie słoneczny dzień 26.09.2012 r. Swoją wędrówkę zacząłem od parkingu w Jabłonkach, a całość trasy przebiegała jak w załączniku poniżej.
Załącznik 34041
Minąłem historyczną kapliczkę pośród drzew i skręciłem w lewo w stokówkę, aby po 1 godz. marszu z krótką przerwą, dotrzeć do pętli prawie takiej jak dla autobusów.
Załącznik 34042 Załącznik 34043 Załącznik 34044
Ponownie krótka przerwa dla nasycenia się ciszą i widokiem na pasmo Za Grozowe oraz drzew w jesiennej kolorowej szacie. Po prawej stronie potok Żukra, który pewnie by mnie doprowadził do celu przy mniejszym wysiłku. Jednak nie poszedłem na łatwiznę i wybrałem pnącą się lekko w górę zarastającą drogę zrywkową...
Załącznik 34045 Załącznik 34046
...która poprowadziła mnie na plantację jeżyn, następnie trafiłem na ścieżkę zwierzęcą aby w końcu zobaczyć światełko na horyzoncie.
Załącznik 34047 Załącznik 34048 Załącznik 34049
Zanim poznałem urok okolic Kamiadoli, musiałem pokonać jeszcze jedno małe wzniesienie i dopiero wszedłem na przepiękną polanę na której poczułem magię tego miejsca. Ledwo sączący się potoczek nie wydobywał z siebie żadnego dźwięku. Ciszę i tajemniczość tego miejsca potęgowała grupa wyrośniętych świerków dostojnie panujących nad lekko opadającą polaną. Wspaniałe miejsce na biwak dla ludzi spragnionych ciszy i ceniących sobie bieszczadzkie uroki. Nawet gdybym zrobił zdjęcia tego miejsca, to i tak na pewno nie oddały by tego nastroju jaki wokół panował. Jeziorka nie znalazłem, ale cudowne miejsce tak. Jako namiastkę, pozwolę sobie jedynie zamieścić widok tego miejsca z wysokiego lotu ptaka mechanicznego.
Załącznik 34050
W drodze powrotnej udałem się niebieskim szlakiem w kierunku Durnej. Szlak typowo turystyczny lecz jego okolice bardziej egzotyczne, ciekawie usytuowane skałki ...
Załącznik 34051 Załącznik 34052
... oraz budzące pewne ciekawe skojarzenia obiekty dendrologiczne.
Załącznik 34053 Załącznik 34054
A przed samą Durną dodatkowo jeszcze widok na Solinę.
Załącznik 34055
Zmieniłem kolor szlaku na zielony i przy okazji przetestowałem sprawność ucha wewnętrznego na chybotliwej drabinie z ruszającymi się szczeblami.
Załącznik 34056
Na Woronikówce poczytałem historyczne zapisy wycieczek szkolnych, które dawno temu miały w swoim obowiązkowym programie punkt - "zaliczyć" Waltera:).
Załącznik 34057
Pozostało jeszcze "sakramencko" strome zejście, już wcześniej opisane szczegółowo przez Jimi i ...
Załącznik 34058
...Woronikówka w swoim jesiennym wystroju została w tyle.
Załącznik 34059
A ja dzięki relacji z tej wyprawy, mogłem już ujawnić swoją "słodką" tajemnicę:).
Rzepedka to jedno z wielu wspaniałych miejsc widokowych w Bieszczadach. Miałem przyjemność je podziwiać z tego miejsca 2x i w dalszym ciągu mam pewien niedosyt. Wystarczy popatrzeć na mapę i okaże się, że wariantów takiej wyprawy może być wiele. Na pierwszym zrzucie jest przedstawiona pierwsza moja wycieczka o długości 13 km, a na drugim, bardziej wymagająca i jednocześnie ciekawsza wynosząca 23,8 km. Opiszę drugą, gdyż w razie potrzeby można ją jeszcze bardziej zmodyfikować. W obydwóch przypadkach nie ma problemu z zaparkowaniem samochodu.
Załącznik 34072 Załącznik 34073
28.09.2013 r. zacząłem swoją wędrówkę od wiaduktu przy wjeździe na teren Klasztoru Nazaretanek i podążyłem w kierunku izby pamięci Kardynała Stefana Wyszyńskiego, która już przed godz. 9 była udostępniona.
Załącznik 34074 Załącznik 34075
Następnie, aby nie cofać się do czerwonego szlaku, zszedłem lekko stromym zboczem do ścieżki przyrodniczo - historycznej i dowiedziałem się, jakie to zwierzęta mogę spotkać na swojej drodze.
Załącznik 34076
Niestety, albo pora nie taka, albo moje zachowanie było zbyt dynamiczne i żadnego zwierzątka z wymienionych na tablicy, nie spotkałem. Natomiast trafiłem na przepiękną plantację muchomorów.
Załącznik 34077
Maszerując już dalej czerwonym szlakiem dotarłem na szczyt Wahalowskiego Wierchu.
Załącznik 34078
Kilkanaście minut postoju wypełniłem na uzupełnieniu kalorii oraz podziwianiu widoków wraz z lokalizacją poszczególnych szczytów, które zobaczyłem.
Załącznik 34079 Załącznik 34080
Celem dalszej wędrówki była góra Kamień, na której w atmosferze tajemniczości mogłem nacieszyć oko skalnymi ciekawostkami, z których pewne przypominały prehistoryczne stworki.
Załącznik 34081 Załącznik 34082 Załącznik 34083 Załącznik 34084
Wędrowanie w kierunku Rzepedki pozwoliło na chwilowe podziwianie współczesnych źródeł prądotwórczych.
Załącznik 34085 Załącznik 34086
Trasa bardzo urozmaicona różnymi przeszkodami terenowymi, ale bez większych trudności do pokonania.
Załącznik 34087 Załącznik 34088
Nawet miałem okazję zobaczyć w jaki to sposób obecnie budowane są stokówki.
Załącznik 34089
Po dotarciu na Rzepedkę, ponowny rzut oka na otaczające pasma górskie oraz oddalony o ok. 26 km Łopiennik i charakterystyczne Boroło.
Załącznik 34090 Załącznik 34091
Zejście po wykoszonych łąkach w kierunku wsi Rzepedź, cieszyło oko kolorowym pierwszym planem.
Załącznik 34092 Załącznik 34093
Greckokatolicką cerkiew Przeniesienia Relikwii św. Mikołaja w Rzepedzi, zastałem zamkniętą, ale przycerkiewny cmentarz, był bardziej łaskawy dla zwiedzających.
Załącznik 34094 Załącznik 34095
Pozostały odcinek asfaltowy o długości ok. 6 km na pewno był mniej atrakcyjny, ale jadąc samochodem nie byłbym w stanie zobaczyć pewnych szczegółów, które według mnie, są również godne aby rzucić na nie okiem. Dodatkowo dowiedziałem się wielu ciekawych rzeczy, np. że droga którą maszeruję została zbudowana przez żołnierzy Nadwiślańskiej Jednostki KBW-4 w 1963 roku.
Załącznik 34096 Załącznik 34097 Załącznik 34098
Nie ukrywam, że po 8,5 godz. marszu obfitującego w miłe dla oka atrakcje, dotarłem do "bram" klasztoru lekko strudzony, ale pełen pozytywnych przeżyć.
Załącznik 34099
Zbyszku ! ze zdjęć widzę że to była jesień, ale w którym roku.
To jest istotne pytanie, bo ponoć Rzepedka (czy też Rożynkania - jak chce Krukar) zmieniła ostatnio swój wygląd.
ale , aby się dowiedzieć prawdy czekam na zakończenie tego wątku
http://forum.bieszczady.info.pl/showthread.php/8374-Bo-Henek-nie-wierzy%C5%82
... Zbyszek... fotki widokowe z Rzepedki...fajowe:-D
Zbyszku ! ze zdjęć widzę że to była jesień, ale w którym roku.
To jest istotne pytanie, bo ponoć Rzepedka (czy też Rożynkania - jak chce Krukar) zmieniła ostatnio swój wygląd.
ale , aby się dowiedzieć prawdy czekam na zakończenie tego wątku
http://forum.bieszczady.info.pl/showthread.php/8374-Bo-Henek-nie-wierzy%C5%82 Gratuluję spostrzegawczości i domyślam się, że chodzi o krzyż. Zdjęcie cerkwi zamieszczone w powyższej relacji zostało zrobione 29.09.2012 r. Natomiast prawie dokładnie rok później czyli 28.09.2013 r. zrobiłem podobne tego miejsca i wygląda ono tak.
Załącznik 34100
Zamieściłem bardziej fotogeniczne, gdyż nie byłem w stanie przestawić przyczepy, która psuje kadr:).
Natomiast stokówka, obecnie również bardziej "elegancko" wygląda.
Załącznik 34102
... Zbyszek... fotki widokowe z Rzepedki...fajowe:-D Dla tego widoku warto się tam wybrać.
Ponownie coś mi się pop(mieszało):oops: ze zdjęciami. Don Enrico przepraszam, ale podczas odpowiadania na Twoje pytanie, zamieściłem niewłaściwe zdjęcie cerkwi. Gdy wstępnie przeglądałem, to wszystko się zgadzało z tym co napisałem. Jednak ponowna dokładna analiza, ujawniła "fałszerstwo" z mojej strony. Właściwe zdjęcie cerkwi z 2013 r. wygląda jednak tak:
Załącznik 34103
[QUOTE=zbyszek1509;152744]
Natomiast stokówka, obecnie również bardziej "elegancko" wygląda.
....za rok wrośnie w krajobraz i nie będzie tak źle....
Jakoś do tej pory nigdy na Rzepedkę nogi mnie nie poniosły. Już wcześniej były tu jakieś relacje "rzepedkowe" i kiedyś pewnie w końcu się na tę górę wybiorę bo Twoje Zbyszku zdjęcia i relacja narobiły smaku niczym zapach kiełbasy z ogniska :-D
..kiedyś pewnie w końcu się na tę górę wybiorę bo Twoje Zbyszku zdjęcia i relacja narobiły smaku niczym zapach kiełbasy z ogniska :-D :razz: To pozostaje tylko życzyć smacznego i miłej degustacji Rzepedki. ;)
Rzepedka to jedno z wielu wspaniałych miejsc widokowych w Bieszczadach.
Załącznik 34072 Tak nieśmiało bym zaoponował w temacie zaliczenia Rzepedki do miejsc widokowych Bieszczadów ;)
A warto jeszcze iść do tego najbardziej wysuniętego w kierunku zachodnim krzyża w górnej Rzepedzi - IMHO bardzo ładny.
A tak na marginesie, czy może mnie ktoś oświecić w sprawie potoku Caryńskiego?. Jak to jest możliwe, że jednocześnie wpada do Wołosatego i Dwernika czy Nasiczniańskiego, a w sumie do potoku o trzech nazwach?:). âhttp://www.porozumieniekarpackie.pl/...u-niskiego.htm
Są wreszcie synonimy, których powstanie zawdzięczamy niechlujnej pracy kartografów austriackich. Mapy podają aż trzy nazwy dla potoku płynącego z Berehów Górnych do Sanu: Prowcza, Nasiczańsk i Dwernik. Nazwa Prowcza jest przekręcona (powinno być Prowisja) i źle zlokalizowana, gdyż faktycznie odnosi się tylko pola pod Przełęczą Wyżniańską. Dwa pozostałe hydronimy nie znalazły potwierdzenia w badaniach terenowych. Dodam, że mieszkańcy Nasicznego i Dwernika ciek ten nazywali Bereżanką.
;)
Browar !. Wielkie dzięki za oświecenie i podesłanie wielu ciekawostek. Warto było poczytać zamieszczony materiał pod linkiem.
Przeczytała tą relacje z Rzepedki, zobaczyłam zdjęcia i już wiem gdzie się wybiorę w najbliższym czasie :-) Dziękuję !
Teraz dla pewnego relaksu, zdecydowanie krótsza (6,7km) i łatwiejsza trasa. Kulaszne to miejsce, przez wiele osób odwiedzane, a znajdujące się w otoczeniu widokowego wzgórza, jakim jest Biały Wierch, warte jest polecenia. Dla zmotoryzowanych dobra informacja, gdyż obok cerkwi znajduje się parking bezpłatny i niestrzeżony.
Załącznik 34121
Sama cerkiew pięknie wkomponowana w krajobraz i rzucająca się w oczy przejeżdżających. Obok cmentarz ze współczesnymi grobami oraz w śladowych ilościach tych bardziej starych i zaniedbanych.
Załącznik 34122 Załącznik 34123 Załącznik 34124 Załącznik 34125
Zaraz na wejściu znajduje się grób znanego bieszczadzkiego artysty rzeźbiarza, Jędrka Połoniny...
Załącznik 34126 Załącznik 34127 Załącznik 34128
.. i obok ciekawy grób również z nietuzinkową inskrypcją.
Załącznik 34129 Załącznik 34130
Będąc już w Kulasznem, zafundowałem sobie spacer na Biały Wierch. Obok drogi można zobaczyć budynki już historyczne oraz inne odrestaurowane i przygotowane z myślą o spędzeniu wolnego czasu w zacisznym miejscu.
Załącznik 34131 Załącznik 34132 Załącznik 34133
Przedzieranie się przez wysoką i mokrą trawę zakończyło się podziwianiem widoków rozciągających się na horyzoncie.
Załącznik 34134
W pewnej chwili, gdy mój szlak przeciął się ze szlakiem owłosionej gąsienicy wydarzyła się pewna ciekawostka. Gdy przykucnąłem aby zrobić jej zdjęcie, w okolicznych krzakach coś zaszumiało i wzbudziło moje zainteresowanie. Czyżby znowu niedźwiedź? nie, to mało prawdopodobne aby w takim miejscu, przemknęło mi przez głowę. Po krótkiej chwili wychodzi grzybiarz i łapie się za serce. Patrzy na mnie i już uśmiechając się mówi, myślałem, że to niedźwiedź. A gąsienica pomaszerowała w swoim kierunku.
Załącznik 34135
Wracając szosą podziwiałem przydrożne kapliczki i widok na Biały Wierch.
Załącznik 34136 Załącznik 34137
Będąc już w niedalekiej odległości od Szczawnego, nie mogłem sobie odmówić obejrzenia z bliska cerkwi i cmentarza.
Załącznik 34138 Załącznik 34139 Załącznik 34140
Kulaszne- kwatera Śp. Jędrka Połoniny..:sad:Natomiast ta odremontowana chatka po prostu bajka...:-P
Zdjęcie z kapliczką jest piękne :)
Zanim przystąpię do następnej relacji z wycieczki, to może kilka refleksji na temat samotnych wędrówek. Jimi w swoim wątku "Polemika o wędrówce w pojedynkę" w poście #84, bardzo trafnie uzasadniła "wyższość" ??? takiego wędrowania. Dlaczego znaki ???, - dlatego, że przyznaję jej rację i jednocześnie mam pewne wątpliwości. Czyli w tym zagadnieniu, brak psychicznego zrównoważenia, mnie cechuje:grin:.
Zazdroszczę Ci don Enrico, że mogłeś napisać "Ja miałem to szczęście , że dane mi było wędrować nie raz, z ludźmi którzy widzą i czują to po czym idą, dzięki czemu pokazują mi to na co ja bym nie zwrócił uwagi...". Również wędrowałem wielokrotnie z innymi osobami i jakoś takiej przyjemności nie doświadczyłem, a jeżeli już, to w bardzo skromnej ilości. Zazwyczaj miejsca widokowe i stosunkowo łatwe trasy, były akceptowane. Natomiast tam, gdzie trzeba walczyć ze swoimi słabościami i wykazać się odrobiną sprawności w pokonaniu np. wiatrołomów i innych naturalnych przeszkód terenowych, to już zdecydowanie gorzej. Do tego stopnia "obrzydziłem" pobyt w Bieszczadach pewnym osobom, że po jakimś czasie usłyszałem stwierdzenie: nigdy więcej w Bieszczady:mrgreen:.
Rozumiem, że ludzie mają swoje priorytety i nie dla wszystkich te "kapuściane górki", muszą być atrakcyjne. Jednak czasami brak wrażliwości na urok, tajemniczość, a nawet na pewną grozę bieszczadzkich zakamarków, jest porażający. Wędrowanie z takimi ludźmi o których napisał don Enrico, to prawdziwa przyjemność. Przecież pobyt w towarzystwie ludzi, którzy podobnie patrzą i czują otaczającą nas rzeczywistość, to swoją obecnością, przyczyniają się do potęgowania odbieranych emocji. Jeżeli tylko coś takiego może zaistnieć, to jednak wędrowanie w towarzystwie, ma również swoje uroki. Natomiast, bardzo istotna sprawa bezpieczeństwa, podczas indywidualnego wędrowania, to odrębny temat i myślę, że każdy(a) "samotnik(czka)" ma to na uwadze.
A teraz po odrobinie polemiki, czas na relację z bardzo fajnej wycieczki do granicy z Ukrainą. Dzień 22.09.2011 r. zapowiadał się dość słonecznie, więc wybór padł na Kiczerę Dydiowską i trochę dalej na północny wschód. Trasa umiarkowanie długa i wyniosła 10,6 km.
Załącznik 34157
Już na wstępie powitała mnie swoim widokiem Kiczera Dydiowska...
Załącznik 34158
...od której dzieliła mnie niewielka przełęcz ze swoimi atrakcjami terenowymi.
Załącznik 34159 Załącznik 34160
Rozległe pola chaszczowe zdecydowanie osłabiły moje tempo marszu, ale już pod samym szczytem trafiłem na całkiem przyzwoitą alejkę.
Załącznik 34161
Po dotarciu na szczyt, okazało się, że spóźniłem się na ucztę, z której już tylko pióra zostały.
Załącznik 34162
Dalsze wędrowanie pozwoliło na długo utrwalić w pamięci, urok bieszczadzkich bezdroży.
Załącznik 34163
Pokonawszy mniejsze i większe przeszkody terenowe, zobaczyłem światełko, które zapowiadało otwartą przestrzeń.
Załącznik 34164
I rzeczywiście było na co popatrzeć.
Podczas wędrowania po wykoszonej łące, głowa kręciła się w prawo i lewo, a oczy syciły duszę pięknymi widokami.
Załącznik 34165
Zanim przystąpię do następnej relacji z wycieczki, to może kilka refleksji na temat samotnych wędrówek. Jimi w swoim wątku "Polemika o wędrówce w pojedynkę" w poście #84, bardzo trafnie uzasadniła "wyższość" ??? takiego wędrowania. Dlaczego znaki ???, - dlatego, że przyznaję jej rację i jednocześnie mam pewne wątpliwości. Czyli w tym zagadnieniu, brak psychicznego zrównoważenia, mnie cechuje:grin:. Zazdroszczę Ci don Enrico, że mogłeś napisać "Ja miałem to szczęście , że dane mi było wędrować nie raz, z ludźmi którzy widzą i czują to po czym idą, dzięki czemu pokazują mi to na co ja bym nie zwrócił uwagi...". Również wędrowałem wielokrotnie z innymi osobami i jakoś takiej przyjemności nie doświadczyłem, a jeżeli już, to w bardzo skromnej ilości. Zazwyczaj miejsca widokowe i stosunkowo łatwe trasy, były akceptowane. Natomiast tam, gdzie trzeba walczyć ze swoimi słabościami i wykazać się odrobiną sprawności w pokonaniu np. wiatrołomów i innych naturalnych przeszkód terenowych, to już zdecydowanie gorzej. Do tego stopnia "obrzydziłem" pobyt w Bieszczadach pewnym osobom, że po jakimś czasie usłyszałem stwierdzenie: nigdy więcej w Bieszczady:mrgreen:.
Rozumiem, że ludzie mają swoje priorytety i nie dla wszystkich te "kapuściane górki", muszą być atrakcyjne. Jednak czasami brak wrażliwości na urok, tajemniczość, a nawet na pewną grozę bieszczadzkich zakamarków, jest porażający. Wędrowanie z takimi ludźmi o których napisał don Enrico, to prawdziwa przyjemność. Przecież pobyt w towarzystwie ludzi, którzy podobnie patrzą i czują otaczającą nas rzeczywistość, to swoją obecnością, przyczyniają się do potęgowania odbieranych emocji. Jeżeli tylko coś takiego może zaistnieć, to jednak wędrowanie w towarzystwie, ma również swoje uroki. Natomiast, bardzo istotna sprawa bezpieczeństwa, podczas indywidualnego wędrowania, to odrębny temat i myślę, że każdy(a) "samotnik(czka)" ma to na uwadze.
A teraz po odrobinie polemiki, czas na relację z bardzo fajnej wycieczki do granicy z Ukrainą. Dzień 22.09.2011 r. zapowiadał się dość słonecznie, więc wybór padł na Kiczerę Dydiowską i trochę dalej na północny wschód. Trasa umiarkowanie długa i wyniosła 10,6 km.
Załącznik 34157
Już na wstępie powitała mnie swoim widokiem Kiczera Dydiowska...
Załącznik 34158
...od której dzieliła mnie niewielka przełęcz ze swoimi atrakcjami terenowymi.
Załącznik 34159 Załącznik 34160
Rozległe pola chaszczowe zdecydowanie osłabiły moje tempo marszu, ale już pod samym szczytem trafiłem na całkiem przyzwoitą alejkę.
Załącznik 34161
Po dotarciu na szczyt, okazało się, że spóźniłem się na ucztę, z której już tylko pióra zostały.
Załącznik 34162
Dalsze wędrowanie pozwoliło na długo utrwalić w pamięci, urok bieszczadzkich bezdroży.
Załącznik 34163
Pokonawszy mniejsze i większe przeszkody terenowe, zobaczyłem światełko, które zapowiadało otwartą przestrzeń.
Załącznik 34164
I rzeczywiście było na co popatrzeć.
Podczas wędrowania po wykoszonej łące, głowa kręciła się w prawo i lewo, a oczy syciły duszę pięknymi widokami.
Załącznik 34165 Załącznik 34166
I tak dotarłem do Dydiówki, gdzie spotkałem dwie bardzo sympatyczne osoby z dwóch odległych krańców Polski. Czyli potwierdza się powiedzenie, że Bieszczady potrafią ludzi łączyć:) Poczęstowano mnie miętą zebraną w okolicy, a krótka rozmowa przebiegła w przyjemnej atmosferze. To może tak przy okazji, odnośnie mięty. Ostatnio z każdego wiosennego pobytu w Bieszczadach, przywożę pewne ilości własnoręcznie zebranej i wysuszonej mięty. Muszę przyznać, że zaparzona w domu z dodaną łyżeczką bieszczadzkiego miodu, przywraca w pamięci bieszczadzkie wspomnienia - pychotka. Najbardziej dorodna rośnie w Łopience przy ścieżce przyrodniczej.
Załącznik 34167
Po kilkunastu minutach rozmowy i zrobieniu pamiątkowych zdjęć, patrzyłem już na cerkiew znajdującą się za drutami ...
Załącznik 34168 Załącznik 34169
... i udałem się do miejsca, gdzie dawno temu był młyn. Jednak, teren był tak bardzo zamaskowany roślinnością, że żadnych śladów nie znalazłem. W drodze powrotnej jeszcze rzut oka na stronę ukraińską oraz domek w trakcie budowy.
Załącznik 34170
Zastanowił mnie widok czegoś czarnego w ciągnikowych śladach. Czy to był efekt awarii ciągnika, czy to ropa naftowa wydostaje się na powierzchnię?.
Takich miejsc było kilka, gdzie w koleinach było widać taką ciemną substancję.
Załącznik 34171
Świadomie wybraną trasę, przeciął mi potok Muczny i bród do ewentualnego pokonania. Jednak rzut oka w prawo i widzę wiszący most z możliwością sprawdzenia poziomu równowagi.
Załącznik 34172 Załącznik 34173 Załącznik 34174
Test przeszedłem bez większych problemów i wróciłem stokówką do miejsca zaparkowania. Mając świeżo w pamięci naturalny bieszczadzki mostek, postanowiłem zobaczyć jak wygląda ten prawdziwy wiszący w Dwerniczku i jakie to z niego są widoki.
Załącznik 34175 Załącznik 34176
.... pamiętaj, że miód do herbaty... tej z mięty i innej... tylko do letniej... powyżej 40 stopni według skali nijakiego Celsjusza, traci swoje właściwości lecznicze... ale może bieszczadzkie wspomnienia niekoniecznie na temperaturę są wrażliwe... ja tam praktykuję miód w temperaturze otoczenia... "trójniak", lub "czwórniak"... pitny porządnie alkoholizowany :mrgreen:
... sorry... za agresywną dygresję ... tak mnie bez urazy ;)... poniosło między niedzielą, a poniedziałkiem...
... sorry... za agresywną dygresję ... tak mnie bez urazy ;)... poniosło między niedzielą, a poniedziałkiem... To jest dobre, podoba mi się. Proponuję Asię wystawić do wyróżnienia za finezyjny tekst, który przyjął się na forum:razz: .
ja tam praktykuję miód w temperaturze otoczenia... "trójniak", lub "czwórniak"... pitny porządnie alkoholizowany :mrgreen: Jednocześnie dwie korzyści. Przyjemność w piciu połączona z dezynfekcją organizmu dla przyszłej zdrowotności:razz: .
.... pamiętaj, że miód do herbaty... tej z mięty i innej... tylko do letniej... powyżej 40 stopni według skali nijakiego Celsjusza, traci swoje właściwości lecznicze... ale może bieszczadzkie wspomnienia niekoniecznie na temperaturę są wrażliwe. Powyżej 40 stopni to tylko pewnie cukier zostaje z tego miodu i niewiele więcej. Szkoda by było marnować wytężonej pracy pszczółek, które i tak ostatnio mają ciężki żywot:sad: .
Dlugi, czy bardziej Długi ?:-), zmobilizował mnie do relacji z poszukiwania śladów po "genialnym" pomyśle przeprowadzenia torów kolejowych nad tunelem. Również, trochę poczytałem na ten temat i byłem ciekawy jak to wygląda na chwilę obecną. Podpierałem się mapką, na której zaznaczone jest dawne torowisko po stronie Słowackiej i jego ruina po stronie Polskiej. Moja trasa wyniosła 5,6 km i w 1/3 przebiegała wśród chaszczy.
Załącznik 34211 Załącznik 34212
Na początku podziwiałem okazały dworzec w Łupkowie i jego okolice.
Załącznik 34213
Maszerując torami w kierunku tunelu zobaczyłem parę bocianów, które zafundowały mi sesję zdjęciową. Na koniec jeden z nich powziął bocianią decyzję i pokazał mi w której to części ciała ma takiego fotografa:-).
Załącznik 34214 Załącznik 34215 Załącznik 34216 Załącznik 34217
Po lewej stronie znajduje się dawna komora celna, którą zwiedziłem od parteru po strych. Piwniczkę z racji swoich gabarytów, odpuściłem sobie.
Załącznik 34218 Załącznik 34219 Załącznik 34220
Tunel, widząc mnie po raz drugi powitał mnie swoim ciekawym a jednocześnie gromkim echem. Warto to sprawdzić, robi wrażenie. Jeszcze rzut oka na efekty jakie wyczynia tu ząb czasu i dalej ...
Załącznik 34221 Załącznik 34222
... na stronę Słowacką, aby poczuć przyjemne mrowienie w kręgosłupie:-).
Załącznik 34223
Za zakrętem nieczynna budka dróżnika i widok na dawne torowisko. W związku z tym, że niebo przybrało kolor ołowiu, zrezygnowałem z dalszej trasy wzdłuż bocznicy, która zaznaczona jest na mapie.
Załącznik 34224 Załącznik 34225
Bardziej interesowały mnie ewentualne ślady po polskiej stronie. Pomimo sztywnego trzymania się danych satelitarnych, jedynie wyczuwałem fragmenty nasypu bez śladów podkładów lub torów. Takie to oto widoki rozpościerały się gdy przechodziłem po tym szczątkowym nasypie.
Załącznik 34226 Załącznik 34227 Załącznik 34228
Z radością powitałem znane zabudowania w Łupkowie...
Załącznik 34229
... i pod resztkami pomnika z 1915 r. zakończyłem swoje rozpoznanie:-).
Załącznik 34230
Mam zamiar przejść śladem tego torowiska jak na zrzucie mapy GPS Maniaka -don Enrico pisał, że trawers widać - powinno wystarczyć. A powrót na naszą stronę tunelem - górę odpuszczam, bo mimo że pora dobra to pewnie ciężko byłoby.
Choć w sumie to tylko paręset metrów.
No właśnie - ile metrów ma tunel 370, 416 czy - jak na powyższej mapce - 642?
Mam zamiar przejść śladem tego torowiska jak na zrzucie mapy GPS Maniaka -don Enrico pisał, że trawers widać - powinno wystarczyć. A powrót na naszą stronę tunelem - górę odpuszczam, bo mimo że pora dobra to pewnie ciężko byłoby.
Choć w sumie to tylko paręset metrów.
No właśnie - ile metrów ma tunel 370, 416 czy - jak na powyższej mapce - 642? Można przyjąć, że tunel ma 368 m.
Załącznik 34231
Ponowne przejście górą może nie być lekkie :-).
Zbyszku, fajne wycieczki opisujesz, do Didiowej i w tunel jeszcze nie dotarlem niestety. W kwestii szukania nasypow, czy torowisk - banalna sprawa, ale na wiosne lub na jesien lepiej, bez chaszczow ;)
Zbyszku, fajne wycieczki opisujesz, do Didiowej i w tunel jeszcze nie dotarlem niestety. W kwestii szukania nasypow, czy torowisk - banalna sprawa, ale na wiosne lub na jesien lepiej, bez chaszczow ;) Dzięki za miodzik :-). Tak, masz rację, że wczesna wiosna i późna jesień pozwala na lepszą lokalizację pewnych szczegółów terenowych. Oglądając zdjęcia don Enroco i sir Bazyla z tego okresu, dokładnie widać, jakie to przestrzenie widokowe rozpościerają się przed oczami. Dla mnie, jedynym mankamentem tego okresu, to jest krótszy dzień, który narzuca pewne ograniczenia i nie pozwala w pełni wykorzystać pobytu w Bieszczadach. Chociaż, tak naprawdę to jest pewne wyjście - wcześniej wstawać :-( .
Jestem przekonany o tym, że wczesnowiosenne łazikowanie sprzyja odkrywaniu tego co w innych porach jest ukryte w zielsku lub pod śniegiem. Tak było w dolinie Łopienki gdzie odkrywanie studni i podmurówek domów nie było wtedy trudne. Te resztki nagrobków też były dobrze widoczne.
Załącznik 34233Załącznik 34234
Czytając różne publikacje związane z historycznymi wydarzeniami w Bieszczadach, rodzi się wewnętrzna potrzeba zobaczenia tych miejsc i pobudzenia wyobraźni, aby uzmysłowić sobie w jakich to warunkach terenowych zmagali się ci, po których zostały już tylko ledwo widoczne ślady.
Jednym z wielu takich miejsc, jest cmentarz wojenny w okolicy Wierchu nad Łazem, który 23.09.2011 r. postanowiłem odwiedzić.
Zacząłem swoją wyprawę od miejsca, które na pewno jest wielu osobom dobrze znane.
Załącznik 34273 Załącznik 34274
Początkowy asfaltowy odcinek pozwolił przyjrzeć się z bliska starym wiejskim zabudowaniom oraz "zwiedzić" nieczynny przystanek kolejki wyposażony w poczekalnię, noclegownię i wc:-).
Załącznik 34275
Tuż za skrzyżowaniem po lewej stronie, znajduje się stary cmentarz.
Załącznik 34276 Załącznik 34277
Widząc na mapie zaznaczony most dawnej kolejki, nie mogłem odmówić sobie przyjemności i musiałem go zobaczyć.
Załącznik 34278
Maszerując dalej już po świeżo utwardzonej stokówce dotarłem do pętli, gdzie w pełnej gotowości stał weteran bieszczadzkich bezdroży.
Załącznik 34279
Wstępny odcinek do szlaku granicznego, wyglądał dość przyzwoicie. Jednak po krótkiej chwili zamienił się w królestwo jeżyn, które dość skutecznie "umiliły" przemieszczanie się w górę i jednocześnie serwowały mi swoje soczyste owoce.
Załącznik 34280 Załącznik 34281 Załącznik 34282
W okolicach szlaku można zobaczyć pozostałości dawnego oznaczenia granicznego...
Załącznik 34283
... oraz chwilami nacieszyć oko widokami na Słowację, a szczególnie na Vychodne Karpaty.
Załącznik 34284 Załącznik 34285
Po około 10 min. dalszego marszu, dotarłem do cmentarza wojennego. Gdybym wtedy wiedział, że w niedalekiej odległości jest jeszcze jedno takie miejsce, to na pewno również bym tam poszedł.
Załącznik 34286 Załącznik 34287
Po dotarciu na Wierch nad Łazem zaskoczyła mnie miła niespodzianka pod postacią nowej drogi zrywkowej, której na mapie nie było.
Załącznik 34288
Zdecydowanie lepiej się po niej szło, aniżeli jak sądziłem wcześniej, że czeka mnie przedzieranie się przez jeżyny. Były chwile bardzo przyjemne, jak również i takie, gdzie moje ślady po krótkiej chwili były już niewidoczne.
Załącznik 34289 Załącznik 34290
Po przekroczeniu linii lasu trafiłem na miejsce, gdzie pozwoliłem sobie na chwilę relaksu z przyjemnym dla oka widokiem.
Załącznik 34291 Załącznik 34292
Gdybym wtedy wiedział, że w niedalekiej odległości jest jeszcze jedno takie miejsce, to na pewno również bym tam poszedł. Możesz coś więcej, gdzie jest tam jeszcze jeden cmentarz? Na posiadanych akurat pod ręką mapach nie mam nic zaznaczonego. A podsunąłeś mi pomysł na nastepną bieszczadzką pętelkę :-)
Po dotarciu na Wierch nad Łazem zaskoczyła mnie miła niespodzianka pod postacią nowej drogi zrywkowej, której na mapie nie było. Psiocza ludzie na te stokówki, ale niesamowicie one mnie radują, szczególnie jak taką napotkam po podobnym do Twojego przedzieraniu się przez jeżyny :-)
Możesz coś więcej, gdzie jest tam jeszcze jeden cmentarz? Na posiadanych akurat pod ręką mapach nie mam nic zaznaczonego. A podsunąłeś mi pomysł na nastepną bieszczadzką pętelkę :-) Jest na najnowszej mapie Compass-u http://www.twojebieszczady.net/mapa-on/biesz1.php w odległości ok.500 m na południowy wschód.
Załącznik 34293
Jak widzę to jest tam jakaś nowa droga zrywkowa, która nie jest naniesiona na mapę. Bardzo dużo takich dróg (ścieżek) znajduje się na mapie geoportalu, które częściowo naniosłem sobie na Ruthenusa. http://maps.geoportal.gov.pl/webclient/
Z pozyskanych informacji od leśników - nie do odnalezienia w terenie :-( Nie wiadomo skąd Compass miał informację do jego oznaczenia, zresztą tak samo jak interesującego mnie w najbliższej przyszłości cmentarza położonego przy stokówce na zachód od Terpiaka.
Przy okazji - nad Turzańskiem jest oznaczony cmentarz z WW - z tego co się dowiedziałem był urządzony w miejscu dawnego cmentarza cholerycznego. Jest na przełęczy pomiędzy Wysokim Wierchem a wzgórzem 525 (pięknie z niego widać cerkiew). Na starszych mapach wędrował i oznaczny był bardziej na NE. Tam właśnie jest do odnalezienia w terenie cokół piaskowcowy w formie ostrosłupa o podstawie trójkąta (kiedyś z krzyżem) w miejscu pochowania oficera. Znalazł ktoś to miejsce. Ma jakieś zdjęcie?
Przy okazji - nad Turzańskiem jest oznaczony cmentarz z WW - z tego co się dowiedziałem był urządzony w miejscu dawnego cmentarza cholerycznego. Jest na przełęczy pomiędzy Wysokim Wierchem a wzgórzem 525 (pięknie z niego widać cerkiew). Na starszych mapach wędrował i oznaczny był bardziej na NE. Tam właśnie jest do odnalezienia w terenie cokół piaskowcowy w formie ostrosłupa o podstawie trójkąta (kiedyś z krzyżem) w miejscu pochowania oficera. Znalazł ktoś to miejsce. Ma jakieś zdjęcie? Bardzo proszę:-). Zdjęcie było zrobione 28.06.2010 r. Również zauważyłem sprzeczne informacje na temat tego miejsca.
Załącznik 34295
Tak, to jest w sposób symboliczny upamiętniony cmentarz choleryczny z XIXw, tam również były chowane ofiary cholery (może jednak innej epidemii?) z WW - żołnierze jak i mieszkańcy Turzańska (takie info od lesników). Ten cmentarz znam, zwiedziłem go kiedys wyrwawszy sie z wesela w Rzepedzi (na usprawiedliwienie mam że kierowcą byłem, choć w gajerku i mesztach ciężko się chodzi ;) )
Ale mi chodzi o ten ostrosłup na miejscu pochówku oficera - ma ktoś zdjęcie, określi dokładniejsza lokalizację?
Następna przyjemna pętelka licząca 10,3 km, którą zaliczyłem 25.09.2011 r. Przeglądając mapę, znalazłem na Osławie zaznaczony wodospad o wdzięcznej nazwie Kasarda. Skusił mnie swoją nazwą, więc postanowiłem go zobaczyć. W prawdzie można do niego bardzo łatwo trafić, gdyż znajduje się w niedalekiej odległości od szosy i niewiele wysiłku potrzeba, aby go zobaczyć. Jednak nie poszedłem na łatwiznę i chciałem zajść go od tyły przechodząc przez Kiczarę 848. Niewiele brakowało, aby ta wyprawa skończyła się dla mnie niezbyt sympatycznie, ale o tym na końcu. Zacząłem od nieczynnego przystanku kolejki i podążyłem wydeptaną ścieżką przez most i dalej stokówką do znanej już wcześniej kapliczki w Balnicy.
Załącznik 34314 Załącznik 34315 Załącznik 34316 Załącznik 34317
Oczywiście skosztowałem wody z cudownego źródełka, a nawet zabrałem jej sobie jeszcze na zapas. Jednak następnego dnia, gdy chciałem poprawić swoją zdrowotność, okazało się, że jej zapach przyprawiał dosłownie o mdłości. Dalsze wędrowanie stokówką zakończyło się wizytą na cerkwisku i cmentarzu na którym znajdują się stare i całkiem nowe groby.
Załącznik 34318 Załącznik 34319
Widząc przyjazną drogę zrywkową wziąłem kurs na Kiczarę. Radość długo nie trwała, gdyż droga rozpłynęła się w zaroślach. Przed bardziej wymagającym odcinkiem, postanowiłem uzupełnić kalorie i przysiadłem na zwalonym pniu. Po krótkiej chwili zaczęły docierać do moich uszu dziwne brzęczące dźwięki. Wyostrzyłem słuch i zacząłem rozglądać się za źródłem tego szumu. Po krótkiej chwili znalazłem przyczynę i nie pozostawało nic innego, jak tylko opuścić towarzystwo os i wpaść w objęcia jeżyn.
Załącznik 34320 Załącznik 34321 Załącznik 34322
Nawet i jeżyny muszą się kiedyś skończyć, aby dać miejsce innej, mniej uciążliwej roślinności. Pod szczytem było już bardzo przyjemnie, co pozwoliło na chwilę wytchnienia.
Załącznik 34323
Dalsza wędrówka, na początku nawet po płaskim terenie, przebiegła w wśród poskręcanych i powalonych buków przypominających filmy o tematyce jakiegoś horroru.
Załącznik 34324 Załącznik 34325 Załącznik 34326 Załącznik 34327
Gdy dotarłem do torów kolejki, pojawił się problem z przeskoczeniem, niby wąskiego, potoku. Problem polegał na tym, że nie mogłem wymacać kosturem drugiego brzegu, który był ukryty w trawie rosnącej jeszcze w wodzie. Utrudniało to przeprowadzenie dokładnego rozpoznania.
Załącznik 34328
Jednak wszystko przebiegło bez problemów i już torami dotarłem do zarośniętej, dawnej bocznicy załadunkowej.
Załącznik 34329
Wypatrzyłem dawny niestrzeżony przejazd kolejowy i skierowałem się w kierunku bliskiego już wodospadu.
Załącznik 34330
Po chwili znalazłem się w bajecznie tajemniczym i kolorowym miejscu, które doprowadziło mnie do wodospadu.
Załącznik 34331
Muszę przyznać, że egzotyczna nazwa wodospadu, jest adekwatna do tego miejsca. Niespotykana kolorystyka wody i otaczających skał, robi piorunujące wrażenie.
Załącznik 34332 Załącznik 34333 Załącznik 34334
Gdy tak sobie pstrykałem na prawo i lewo, od szosy dotarła grupa głośnych "turystów". Po dojściu do tego mini wodospadu, stanęli na chwilę i usłyszałem: eeee nic ciekawego i sobie poszli. Pewnie liczyli, że zobaczą Niagarę:-)
Załącznik 34335 Załącznik 34336 Załącznik 34337 Załącznik 34338
Po nasyceniu zmysłów, krętą ścieżką dotarłem do szosy i poszedłem w kierunku Maniowa. Zostawiłem sobie na przyszłość cerkwisko i cmentarz w Maniowie, a mogło mnie to drogo kosztować.
Załącznik 34339
Zbliżając się już do końca trasy, z za zakrętu wyjechał samochód, którego kierowca tak był pod wrażeniem "widoków", że zaczął zjeżdżać na prawą stronę, prosto na mnie. Widząc co się dzieje, zatrzymałem się, a w głowie myśli przebiegały z szybkością światła. W prawo, czy w lewo uciekać?. Ostatecznie stanęło na tym, że najlepiej skoczyć do rowu. Jednak przed realizacją tego skoku, w desperackim geście machnąłem nieodłącznym kosturem, a pasażer siedzący obok kierowcy złapał za kierownicę i uratował mi życie. Muszę przyznać, że końcówka trasy okazała się najbardziej obfita w emocje. Po głębokim oddechu postanowiłem utrwalić ślad, który pozostał po
oponach tego samochodu.
Załącznik 34340
Wrześniowo, kolorowo, spokojnie...lubię tę późno-letnią i wczesno-jesienną bieszczadzką miękkość. Piękną pogodę miałeś tego dnia. :) No a wrażenia w końcówce rzeczywiście nieliche ;)