bigos - mĂłj pamiÄtnik, wspomnienia, uczucia, przeĹźycia ...
Jakoś tak ze dwa, trzy lata temu szlak turystyczny drugi pod względem długości w Polsce sięgnął Rzeszowa. I, o dziwo, to Rzeszów ruszył się w kierunku szlaku, bo szlak kończy się tam, gdzie kończył się od lat: w Białej. A że od kilku lat Biała jest w granicach Rzeszowa to tym samym Szlak Karpacki im. Kazimierza Pułaskiego (zwany w Bieszczadach "granicznym", kolor niebieski, długość ok. 440km) biegnie do samego Rzeszowa.
A skoro do Rzeszowa to trzeba nim przejść z Bieszczadów do Rzeszowa właśnie! W odcinkach, na spokojnie, bez pospiechu i naprężania się :wink: Część wschodnią tego szlaku przeszedłem sobie dwa lata temu sam w czterech odcinkach: Polana-Ustrzyki D., Ustrzyki D.-Jureczkowa, Jureczkowa-Huwniki i Huwniki-Przemyśl (końcówka szlakiem czerwonym). Po jednej z tych relacji zgadałem się z sir Bazylem, okazało się że i on wędruje do Rzeszowa na niebiesko. Ale, jak na nadchaszczownika przystało, na poważnie: od samego początku szlaku, z Grybowa. Postanowiliśmy połączyć siły i powędrować razem.
Czas na wędrówkę z Przemyśla nadszedł w ostatni piątek, dwuosobowa delegacja klubu rzeszowskiego wyruszyła zaraz po pracy do Przemyśla na spotkanie z trzecim wędrowcem reprezentującym Roztocze. Punktem zbiórki i początku wędrówki była górna stacja wyciągu krzesełkowego w Przemyślu:
http://www.bmiller.pl/forum/2011/przem-dyn_1.jpg
ładnie ładnie ale co dalej ?? ;)
A dalej okazało się, że nasz oczekiwany towarzysz wędrówki poszedł sobie troszkę gdzie indziej i spotkamy się dopiero następnego dnia. Ruszyliśmy więc grubo po 20oo z Przemyśla w strugach deszczu byle do najbliższego lasu. Tam rozbiliśmy obóz i doczekaliśmy poranka. A rano udaliśmy się w kierunku punktu zbornego, jednego z fortów Twierdzy Przemyśl. Ku naszemu zaskoczeniu miast oddalać się od Przemyśla raz jeszcze do niego weszliśmy:
http://www.bmiller.pl/forum/2011/przem-dyn_2.jpg
ale bez poważnych konsekwencji. Spotkanie z "tym trzecim" nastąpiło w umówionym miejscu:
http://www.bmiller.pl/forum/2011/przem-dyn_3.jpg
Po chwili odpoczynku i zwiedzeniu fortu, który miejscami bardziej przypominał podzwrotnikową dżunglę niż dzieło rąk ludzkich:
http://www.bmiller.pl/forum/2011/przem-dyn_4.jpg
potoczyliśmy się dalej. A dalej były widoki:
http://www.bmiller.pl/forum/2011/przem-dyn_5.jpg
był Krasiczyn (który jaki jest każdy widział), były zaskakujące zwroty szlaku i jedno rozstanie. Nasz towarzysz po obiedzie ponownie wybrał własną drogę :wink: Wędrowaliśmy w koszmarnym upale, przy wilgotności przekraczającej granice rozsądku, w błocie i pokrzywach po szyję. Było fajnie :mrgreen: A wieczorem, znów w komplecie, posiedzieliśmy przy ogniu pod wielką skałą. Pogadaliśmy, popatrzyliśmy w rozgwieżdżone niebo i koło północy udaliśmy się na zasłużony odpoczynek. To był długi dzień, spod Przemyśla wędrowaliśmy prawie 12 godzin (w tym długi postój przy forcie, potem przy bunkrze linii Mołotowa i jeszcze obiad w Krasiczynie).
http://www.bmiller.pl/forum/2011/przem-dyn_6.jpg
Kiedyś - równe 10 lat temu pokonywałam odcinek tego szlaku niebieskiego od Przemyśla do Krasiczyna rowerem, z nieletnimi dziećmi.
Zwiedziliśmy fort Prałkowce i zjechali do szosy przepiękną drogą forteczną (marzenie rowerzysty).
W drugiej części szlak był poprowadzony całkiem inaczej niż dziś - najpierw szosą do Tarnawiec a potem szedł samym brzegiem Sanu.
W którymś momencie okazało się że do dyspozycji do marszu mam ścieżynkę szerokości 30 cm a rower prowadziłam już w Sanie, dzieci za mną - też.
Do góry wcisnąć się roweru nie dało (metodą Wojtka), bo skarpa nad Sanem była niemal pionowa.
W końcu dopchaliśmy te rowery do Krasiczyna, między drzewami prześwituje już zamek i widać w lesie jakieś domki campingowe. Wprost do rzeki prowadziła droga. Weszłam na nią pchając rower i wpadł mi po osie do gęstego błota, ja zaś po kolana, syn za mną, też wpadł po kolana, w błocie został mu but zaś rower mu się przewrócił i ugrzązł kierownicą w błocie.
Drugi młody pozostał nieco z tyłu i nie wpadł.
Jakiś nieznany a uprzejmy pan sam zdjął buty wszedł po kostki do błota i pomógł nam wyciągnąć z niego nasze rowery.
Po czym w ogrodzie zamkowym w Krasiczynie (zamek był już zamknięty) umyliśmy nogi oraz buty w fontannie i wypłukali w niej skarpetki.
Po czym szosą wróciliśmy do Przemyśla gdzie mieliśmy noclegi w tamtejszym PTSM.
Przed wejściem do schroniska trzeba było jakoś oczyścić rowery z błota, więc na głównej ulicy pod stojącą tam pompą zaczęliśmy je myć.
Na co podszedł pan ze Straży Miejskiej i zapytał "co pani tu robi".
Na co ja "przecież widać, że myję rower".
Mycie było już na ukończeniu, resztę błota można było sobie darować, mandatu nie dostaliśmy.
B.
Do góry wcisnąć się roweru nie dało (metodą Wojtka), bo skarpa nad Sanem była niemal pionowa. Ilustracja do relacji Basi. San koło Krasiczyna. A to nie jest jeszcze najwęższy kawałek ścieżki :)
Załącznik 24148
Ilustracja do relacji Basi. San koło Krasiczyna. A to nie jest jeszcze najwęższy kawałek ścieżki :)
O - to nie ja jedna tam się wepchałam. :)
Na ostatnich około 2-3 km jechać się niestety nie dało.
B.
Przy tym poziomie wody, jaki był w ostatni weekend, ścieżka byłaby nie tylko nieprzejezdna ale i nieprzechodnia.
Ale Krasiczyn zostawiliśmy za sobą dzień wcześniej, w niedzielę obudzilismy się na sympatycznej polance, stoły aż prosiły aby przy nich usiąść i zjeść śniadanie! Ale nie było czasu, droga daleka przed nami - postanowiliśmy zjeść śniadanie po drodze.
Wędrowaliśmy przez łąki i lasy,
http://www.bmiller.pl/forum/2011/przem-dyn_9.jpg
pokonywaliśmy przeszkody wodne
http://www.bmiller.pl/forum/2011/przem-dyn_8.jpg
i podziwialiśmy niecodzienne już niestety widoki...
http://www.bmiller.pl/forum/2011/przem-dyn_7.jpg
Upał, dziwaczne znakowanie szlaku (kilka razy byliśmy bliscy porzucenia "wyznakowanej" drogi bo łatwiej byłoby po swojemu, ale udaje nam się wytrwać na szlaku), upał!, grząskie lub bagniste grunty, upał!!, chaszcze po szyję i ten upał!!! połączony z duchotą i dużą wilgotnością zaczęły dawać się nam jednak we znaki. Szliśmy wolniej niż norma przewiduje, po ośmiu godzinach wędrówki mieliśmy pokonaną tylko połowę zaplanowanej trasy. Pochłanialiśmy litry wody, jedliśmy tylko z rozsądku bo głód gdzieś zniknął... Jeszcze się rozglądaliśmy, jeszcze się cieszyliśmy rozległymi panoramami:
http://www.bmiller.pl/forum/2011/prz...orama-mala.jpg
Aż wreszcie nastąpiła ta chwila: usiedliśmy na poboczu drogi, sprawdziliśmy czas, oceniliśmy nasze siły, oszacowaliśmy ilość wody w plecakach. Nie damy rady do Dynowa, wg mapy zostało jeszcze niecałe 4 godziny ale z naszym tempem w tym upale mogło zająć nam to może 5 a może i 6 godzin. Za długo, ostatni autobus nam ucieknie.
Tylko jak wrócić do cywilizacji? Autobusy w niedzielę po południu po takich przysiółkach nie kursują, do kolei daleko, do naszych samochodów jeszcze dalej... Jak się wydostać z tej wiejskiej sielanki? Postanowiliśmy sprawdzić najbliższy przystanek PKS, może jednak. I wtedy... I WTEDY...
Kapitalne klimaty,też to lubię...
Bo Bieszczady to wersja lekka łatwa i przyjemna,
a dla prawdziwych twardzieli pozostaje Pogórze.
Kapitalne klimaty,też to lubię... Pogórze jest warte grzechu :wink:
I wtedy... I WTEDY... I wtedy, gdy zaczęliśmy się zastanawiać jak? i którędy? zatrzymał się obok nas samochód. A z samochodu wysiadł (o dziwo bez roweru) sam mistrz dwóch kółek i zdobywca Połoniny Równej: Wojtek Pysz! I z uśmiechem zaproponował, że nas do cywilizacji podwiezie! :mrgreen:
Zrobiliśmy na drodze małe zamieszanie, bo trzeba było się trochę ogarnąć zanim wejdziemy do Wojtkowego automobila, jedni się przebierali, inni myli w strumieniu i w koło padały pytania: "A skąd?" i "A jak?". No bo jak to możliwe, żeby w pięć minut po podjęciu decyzji o skróceniu trasy zatrzymywał się obok kolega z forum i proponował wybawienie z kłopotów?
Wojtku, raz jeszcze dziękujemy, że zlitowałeś się nad trzeba ubłoconymi po kolana wędrowcami. Że zapakowałeś nas do swojego czyściutkiego autka i zawiozłeś do cywilizacji. Że dzięki Tobie po długiej wędrówce w upale nagle zniknęły zmartwienia a w ręce pojawiło się coś ZIMNEGO do picia 8)
A na trasę do Dynowa wrócimy! Jak troszkę temperatura spadnie :mrgreen:
dla prawdziwych twardzieli pozostaje Pogórze. Faktycznie tak było, te kapuściane górki nie sięgające nawet 500m npm dały się nam mocniej we znaki niż ostatnio zdobywane 1200m npm... Niech będzie, że to przez temperaturę :mrgreen:
No bo jak to możliwe, żeby w pięć minut po podjęciu decyzji o skróceniu trasy zatrzymywał się obok kolega z forum Nic się na tym świecie nie dzieje przypadkiem. Cały czas szedł za wami gajowy Marucha z noktowizorem, pelengatorem, defibrylatorem i sekatorem. W odpowiednim momencie zameldował, co się dzieje. A w naszym leśnictwie nie chcemy ofiar w ludziach, bo nam nadleśniczy "leci po premii". Postanowiono więc spławić was w inne rejony. Dyskretnie, bez fanfar. Dyżurna karetka została przemalowana na cywilną Skodę âŚ
...zapakowałeś nas do swojego czyściutkiego autka ... i oczywiście umyta. Przyjechaliśmy ze złożonymi tylnymi siedzeniami, gdyż nie było wiadomo, czy pacjentom jeszcze będzie wygodniej siedzieć, czy już leżeć :)
A na trasę do Dynowa wrócimy! Jak troszkę temperatura spadnie :mrgreen: Polecamy się na przyszłość i zapraszamy do naszych lasów!
Faktycznie tak było, te kapuściane górki nie sięgające nawet 500m npm dały się nam mocniej we znaki niż ostatnio zdobywane 1200m npm... Niech będzie, że to przez temperaturę :mrgreen: Na pewno przez temperaturę a i wilgotność się dołożyła. W sobotę też po Niskich górkach bliskich Bieszczadom się przemieszczałem i najgorzej było przy ścianach lasu i na łąkach, tym bardziej że wiele z dróg istniejących na mapach nie istniało już w terenie i trzeba było przedzierać się przez wysokie, początkowo mokre, trawska.
Offtopicznie - https://picasaweb.google.com/Dlugi0/Bezszlakowo
... A rano udaliśmy się w kierunku punktu zbornego, jednego z fortów Twierdzy Przemyśl. Ku naszemu zaskoczeniu miast oddalać się od Przemyśla raz jeszcze do niego weszliśmy... Ale nim to nastąpiło, odwiedziliśmy ukryte w leśnym gąszczu miejsce pamięci:
Załącznik 24167
... Spotkanie z "tym trzecim" nastąpiło w umówionym miejscu Załącznik 24168
Tym trzecim był mój stary druh, w kręgach około bieszczadzkich "Nogą" niegdyś zwany. Onże już tam na nas czekał przy rozpalonym ogniu, na którym upiekliśmy kiełbaskę i grzaneczki:
Załącznik 24170
Później można było zrzucić zbędny balast. Pisuardessy co prawda nie było, ale zastany standard znacznie przewyższał nasze oczekiwania:
Załącznik 24172
Po chwili odpoczynku i zwiedzeniu fortu, który miejscami bardziej przypominał podzwrotnikową dżunglę niż dzieło rąk ludzkich
potoczyliśmy się dalej. A dalej były widoki: Dla podziwiania których można było wykorzystać żelbetonowe "platformy widokowe":
Załącznik 24174
Załącznik 24173
był Krasiczyn (który jaki jest każdy widział),... Ale, jako że ładny, warto jeszcze raz okiem rzucić:
Załącznik 24175
Załącznik 24176
były zaskakujące zwroty szlaku... albo też całkiem malownicze:
Załącznik 24177
Wędrowaliśmy w koszmarnym upale, przy wilgotności przekraczającej granice rozsądku, w błocie i pokrzywach po szyję. A gzy, bąkami zwane, przypuszczały na nas dywanowe naloty wybzykując Marsz żałobny Chopina:
Załącznik 24178
Było fajnie :mrgreen:
... w niedzielę obudzilismy się na sympatycznej polance, stoły aż prosiły aby przy nich usiąść i zjeść śniadanie! Ale... stół był zajęty:
Załącznik 24179
Wędrowaliśmy przez łąki i lasy, Załącznik 24182
Załącznik 24183
Załącznik 24184
i tunele:
Załącznik 24185
Dalej już czołgać się nie mieliśmy sił i jak już wiecie, na szczęście tą boczną dróżką pogórzańską jechał Wojtek Pysz, który tym razem na jeszcze większe nasze szczęście nie podróżował rowerem i mógł nas malowniczo rozrzuconych po poboczu pozbierać i zagonić do swojego rydwanu. Dzięki serdeczne Wojtku!
A my i tak tam wrócimy! :)
pozostając w klimacie moich zachwytów wyrażanych w relacjach Bartka z poprzednich etapów powiem tylko: aaaaaale pięknie!!!:grin:
i żałując, że niechybnie do końca szlaku niedługo dojdziecie proponuję, żebyście teraz przemierzyli go w drugą stronę (może idźcie tyłem dla urozmaicenia);)
Asiu, jeszcze tyle przed nami, że łażenie tyłem nam nie grozi :wink:
Załącznik 24196
Dojdziemy do Dynowa to może nam się uwidzi, żeby do Przemyśla na zielono wrócić? A potem na czerwono przez Góry Słonne do Sanoka? To by była piesza wycieczka - z Polany do Sanoka przez Przemyśl i Dynów :mrgreen: A gdzie jeszcze łażenie luzem, tak jak oczy poniosą? Ja żadnego końca tej ścieżki nie widzę!
no to mnie uspokoiłeś.:grin: Pewnie podobnie czuli się fani Harrego Pottera dowiadując się, że po kolejnej części będzie jednak następna.:mrgreen:
...oby ścieżka się wiła a opowieść toczyła się jak najdłużej...:)
też za niedługo wybieram się na Pogórze Przemyskie. Stąd moje pytanie - jak wygląda kwestia noclegów? Namiot oczywiście, ale zastanawia mnie czy można nocować na dziko, czy są jakieś pola namiotowe? jak to w ogóle wygląda w praktyce?
tak nie oficjalnie- można . Jest sporo dzikich miejsc...najlepiej dzień -dwa i dalej. Byle nie Słonne :lol:..
a dlaczego nie Słonne?
wiadomo, że jak na dziko to jednorazowy nocleg:-)
a próbował ktoś z Was u ludzi? Jakieś stodoły lub rozbicie się u kogoś na polu oczywiście po wcześniejszym zapytaniu o pozwolenie? W ogóle jakie nastawienie mają "tubylcy"?
wszystko zależy, jak zamierzasz pokonywać teren...rowerem ? pieszo ?
Słonne -jakoś mnie osobiście nie przypadło kiedyś do gustu- sporo ludzi, młodzież po licznych browarkach, wędkarze itp. Ale co kto lubi :mrgreen:
Myślę, że '' u ludzi '' to jak wszędzie- jedni są gościnni , inni mniej.
Ładnie, widzę że "kadra naukowa" wzięła się za krajoznawstwo - super gratuluje pomysłu :) warto powędrować po Pogórzach :)
A na trasę do Dynowa wrócimy! Jak troszkę temperatura spadnie :mrgreen: Słowo się rzekło, dziś zrealizowałem do końca zaległe plany.
Ale po kolei. Tym razem na wędrówkę wybrałem się sam, bo moi towarzysze niestety w piątki chadzają do pracy :wink: A ja dziś właśnie rozpędzam mój wakacyjny urlop i postanowiłem to uczcić kontynuując to, co kontynuacji wymagało.
Wyszedłem rano przed dom, odczekałem 10min ale Wojtek nie przyjechał :-( Cóż, nie wiedział, że będę na niego czekał. Myślałem jednak, że i tym razem mnie uratuje. Może zgubił sekator? Niestety zmuszony byłem do realizacji planu awaryjnego: na koniec poprzedniej wycieczki postanowiłem dojść pieszo. Nie z Rzeszowa, nie ;-) Spod cerkwi zamienionej obecnie na Kresowy Dom Sztuki.
Z rana troszkę straszyły mnie mgły
http://www.bmiller.pl/forum/2011/dynow_02.jpg
ale szybko zniknęły. Pojawiło się za to Słońce i rozpoczęły się harce w kropelkach rosy. Wędrowałem niespiesznie, podziwiałem przydrożne krzyże
http://www.bmiller.pl/forum/2011/dynow_04.jpg http://www.bmiller.pl/forum/2011/dynow_05.jpg
i pogórzańskie widoki
http://www.bmiller.pl/forum/2011/dynow_06.jpg
i już około godziny pierwszej doczłapałem w miejsce, z którego ratował nas poprzednio Wojtek ...
A potem, już na niebieskim szlaku, były zagubione w zieleni kościoły,
http://www.bmiller.pl/forum/2011/dynow_11.jpg
były lasy, pola i łąki,
http://www.bmiller.pl/forum/2011/dynow_12.jpg
aż w końcu był i San, mocno już wyczekiwany.
http://www.bmiller.pl/forum/2011/dynow_15.jpg
I tak dotarłem w końcu do Dynowa :wink: Czas pomyśleć o następnym odcinku tej wycieczki :smile:
zanotowane.pl doc.pisz.pl pdf.pisz.pl brytfanna.keep.pl
A skoro do Rzeszowa to trzeba nim przejść z Bieszczadów do Rzeszowa właśnie! W odcinkach, na spokojnie, bez pospiechu i naprężania się :wink: Część wschodnią tego szlaku przeszedłem sobie dwa lata temu sam w czterech odcinkach: Polana-Ustrzyki D., Ustrzyki D.-Jureczkowa, Jureczkowa-Huwniki i Huwniki-Przemyśl (końcówka szlakiem czerwonym). Po jednej z tych relacji zgadałem się z sir Bazylem, okazało się że i on wędruje do Rzeszowa na niebiesko. Ale, jak na nadchaszczownika przystało, na poważnie: od samego początku szlaku, z Grybowa. Postanowiliśmy połączyć siły i powędrować razem.
Czas na wędrówkę z Przemyśla nadszedł w ostatni piątek, dwuosobowa delegacja klubu rzeszowskiego wyruszyła zaraz po pracy do Przemyśla na spotkanie z trzecim wędrowcem reprezentującym Roztocze. Punktem zbiórki i początku wędrówki była górna stacja wyciągu krzesełkowego w Przemyślu:
http://www.bmiller.pl/forum/2011/przem-dyn_1.jpg
ładnie ładnie ale co dalej ?? ;)
A dalej okazało się, że nasz oczekiwany towarzysz wędrówki poszedł sobie troszkę gdzie indziej i spotkamy się dopiero następnego dnia. Ruszyliśmy więc grubo po 20oo z Przemyśla w strugach deszczu byle do najbliższego lasu. Tam rozbiliśmy obóz i doczekaliśmy poranka. A rano udaliśmy się w kierunku punktu zbornego, jednego z fortów Twierdzy Przemyśl. Ku naszemu zaskoczeniu miast oddalać się od Przemyśla raz jeszcze do niego weszliśmy:
http://www.bmiller.pl/forum/2011/przem-dyn_2.jpg
ale bez poważnych konsekwencji. Spotkanie z "tym trzecim" nastąpiło w umówionym miejscu:
http://www.bmiller.pl/forum/2011/przem-dyn_3.jpg
Po chwili odpoczynku i zwiedzeniu fortu, który miejscami bardziej przypominał podzwrotnikową dżunglę niż dzieło rąk ludzkich:
http://www.bmiller.pl/forum/2011/przem-dyn_4.jpg
potoczyliśmy się dalej. A dalej były widoki:
http://www.bmiller.pl/forum/2011/przem-dyn_5.jpg
był Krasiczyn (który jaki jest każdy widział), były zaskakujące zwroty szlaku i jedno rozstanie. Nasz towarzysz po obiedzie ponownie wybrał własną drogę :wink: Wędrowaliśmy w koszmarnym upale, przy wilgotności przekraczającej granice rozsądku, w błocie i pokrzywach po szyję. Było fajnie :mrgreen: A wieczorem, znów w komplecie, posiedzieliśmy przy ogniu pod wielką skałą. Pogadaliśmy, popatrzyliśmy w rozgwieżdżone niebo i koło północy udaliśmy się na zasłużony odpoczynek. To był długi dzień, spod Przemyśla wędrowaliśmy prawie 12 godzin (w tym długi postój przy forcie, potem przy bunkrze linii Mołotowa i jeszcze obiad w Krasiczynie).
http://www.bmiller.pl/forum/2011/przem-dyn_6.jpg
Kiedyś - równe 10 lat temu pokonywałam odcinek tego szlaku niebieskiego od Przemyśla do Krasiczyna rowerem, z nieletnimi dziećmi.
Zwiedziliśmy fort Prałkowce i zjechali do szosy przepiękną drogą forteczną (marzenie rowerzysty).
W drugiej części szlak był poprowadzony całkiem inaczej niż dziś - najpierw szosą do Tarnawiec a potem szedł samym brzegiem Sanu.
W którymś momencie okazało się że do dyspozycji do marszu mam ścieżynkę szerokości 30 cm a rower prowadziłam już w Sanie, dzieci za mną - też.
Do góry wcisnąć się roweru nie dało (metodą Wojtka), bo skarpa nad Sanem była niemal pionowa.
W końcu dopchaliśmy te rowery do Krasiczyna, między drzewami prześwituje już zamek i widać w lesie jakieś domki campingowe. Wprost do rzeki prowadziła droga. Weszłam na nią pchając rower i wpadł mi po osie do gęstego błota, ja zaś po kolana, syn za mną, też wpadł po kolana, w błocie został mu but zaś rower mu się przewrócił i ugrzązł kierownicą w błocie.
Drugi młody pozostał nieco z tyłu i nie wpadł.
Jakiś nieznany a uprzejmy pan sam zdjął buty wszedł po kostki do błota i pomógł nam wyciągnąć z niego nasze rowery.
Po czym w ogrodzie zamkowym w Krasiczynie (zamek był już zamknięty) umyliśmy nogi oraz buty w fontannie i wypłukali w niej skarpetki.
Po czym szosą wróciliśmy do Przemyśla gdzie mieliśmy noclegi w tamtejszym PTSM.
Przed wejściem do schroniska trzeba było jakoś oczyścić rowery z błota, więc na głównej ulicy pod stojącą tam pompą zaczęliśmy je myć.
Na co podszedł pan ze Straży Miejskiej i zapytał "co pani tu robi".
Na co ja "przecież widać, że myję rower".
Mycie było już na ukończeniu, resztę błota można było sobie darować, mandatu nie dostaliśmy.
B.
Do góry wcisnąć się roweru nie dało (metodą Wojtka), bo skarpa nad Sanem była niemal pionowa. Ilustracja do relacji Basi. San koło Krasiczyna. A to nie jest jeszcze najwęższy kawałek ścieżki :)
Załącznik 24148
Ilustracja do relacji Basi. San koło Krasiczyna. A to nie jest jeszcze najwęższy kawałek ścieżki :)
O - to nie ja jedna tam się wepchałam. :)
Na ostatnich około 2-3 km jechać się niestety nie dało.
B.
Przy tym poziomie wody, jaki był w ostatni weekend, ścieżka byłaby nie tylko nieprzejezdna ale i nieprzechodnia.
Ale Krasiczyn zostawiliśmy za sobą dzień wcześniej, w niedzielę obudzilismy się na sympatycznej polance, stoły aż prosiły aby przy nich usiąść i zjeść śniadanie! Ale nie było czasu, droga daleka przed nami - postanowiliśmy zjeść śniadanie po drodze.
Wędrowaliśmy przez łąki i lasy,
http://www.bmiller.pl/forum/2011/przem-dyn_9.jpg
pokonywaliśmy przeszkody wodne
http://www.bmiller.pl/forum/2011/przem-dyn_8.jpg
i podziwialiśmy niecodzienne już niestety widoki...
http://www.bmiller.pl/forum/2011/przem-dyn_7.jpg
Upał, dziwaczne znakowanie szlaku (kilka razy byliśmy bliscy porzucenia "wyznakowanej" drogi bo łatwiej byłoby po swojemu, ale udaje nam się wytrwać na szlaku), upał!, grząskie lub bagniste grunty, upał!!, chaszcze po szyję i ten upał!!! połączony z duchotą i dużą wilgotnością zaczęły dawać się nam jednak we znaki. Szliśmy wolniej niż norma przewiduje, po ośmiu godzinach wędrówki mieliśmy pokonaną tylko połowę zaplanowanej trasy. Pochłanialiśmy litry wody, jedliśmy tylko z rozsądku bo głód gdzieś zniknął... Jeszcze się rozglądaliśmy, jeszcze się cieszyliśmy rozległymi panoramami:
http://www.bmiller.pl/forum/2011/prz...orama-mala.jpg
Aż wreszcie nastąpiła ta chwila: usiedliśmy na poboczu drogi, sprawdziliśmy czas, oceniliśmy nasze siły, oszacowaliśmy ilość wody w plecakach. Nie damy rady do Dynowa, wg mapy zostało jeszcze niecałe 4 godziny ale z naszym tempem w tym upale mogło zająć nam to może 5 a może i 6 godzin. Za długo, ostatni autobus nam ucieknie.
Tylko jak wrócić do cywilizacji? Autobusy w niedzielę po południu po takich przysiółkach nie kursują, do kolei daleko, do naszych samochodów jeszcze dalej... Jak się wydostać z tej wiejskiej sielanki? Postanowiliśmy sprawdzić najbliższy przystanek PKS, może jednak. I wtedy... I WTEDY...
Kapitalne klimaty,też to lubię...
Bo Bieszczady to wersja lekka łatwa i przyjemna,
a dla prawdziwych twardzieli pozostaje Pogórze.
Kapitalne klimaty,też to lubię... Pogórze jest warte grzechu :wink:
I wtedy... I WTEDY... I wtedy, gdy zaczęliśmy się zastanawiać jak? i którędy? zatrzymał się obok nas samochód. A z samochodu wysiadł (o dziwo bez roweru) sam mistrz dwóch kółek i zdobywca Połoniny Równej: Wojtek Pysz! I z uśmiechem zaproponował, że nas do cywilizacji podwiezie! :mrgreen:
Zrobiliśmy na drodze małe zamieszanie, bo trzeba było się trochę ogarnąć zanim wejdziemy do Wojtkowego automobila, jedni się przebierali, inni myli w strumieniu i w koło padały pytania: "A skąd?" i "A jak?". No bo jak to możliwe, żeby w pięć minut po podjęciu decyzji o skróceniu trasy zatrzymywał się obok kolega z forum i proponował wybawienie z kłopotów?
Wojtku, raz jeszcze dziękujemy, że zlitowałeś się nad trzeba ubłoconymi po kolana wędrowcami. Że zapakowałeś nas do swojego czyściutkiego autka i zawiozłeś do cywilizacji. Że dzięki Tobie po długiej wędrówce w upale nagle zniknęły zmartwienia a w ręce pojawiło się coś ZIMNEGO do picia 8)
A na trasę do Dynowa wrócimy! Jak troszkę temperatura spadnie :mrgreen:
dla prawdziwych twardzieli pozostaje Pogórze. Faktycznie tak było, te kapuściane górki nie sięgające nawet 500m npm dały się nam mocniej we znaki niż ostatnio zdobywane 1200m npm... Niech będzie, że to przez temperaturę :mrgreen:
No bo jak to możliwe, żeby w pięć minut po podjęciu decyzji o skróceniu trasy zatrzymywał się obok kolega z forum Nic się na tym świecie nie dzieje przypadkiem. Cały czas szedł za wami gajowy Marucha z noktowizorem, pelengatorem, defibrylatorem i sekatorem. W odpowiednim momencie zameldował, co się dzieje. A w naszym leśnictwie nie chcemy ofiar w ludziach, bo nam nadleśniczy "leci po premii". Postanowiono więc spławić was w inne rejony. Dyskretnie, bez fanfar. Dyżurna karetka została przemalowana na cywilną Skodę âŚ
...zapakowałeś nas do swojego czyściutkiego autka ... i oczywiście umyta. Przyjechaliśmy ze złożonymi tylnymi siedzeniami, gdyż nie było wiadomo, czy pacjentom jeszcze będzie wygodniej siedzieć, czy już leżeć :)
A na trasę do Dynowa wrócimy! Jak troszkę temperatura spadnie :mrgreen: Polecamy się na przyszłość i zapraszamy do naszych lasów!
Faktycznie tak było, te kapuściane górki nie sięgające nawet 500m npm dały się nam mocniej we znaki niż ostatnio zdobywane 1200m npm... Niech będzie, że to przez temperaturę :mrgreen: Na pewno przez temperaturę a i wilgotność się dołożyła. W sobotę też po Niskich górkach bliskich Bieszczadom się przemieszczałem i najgorzej było przy ścianach lasu i na łąkach, tym bardziej że wiele z dróg istniejących na mapach nie istniało już w terenie i trzeba było przedzierać się przez wysokie, początkowo mokre, trawska.
Offtopicznie - https://picasaweb.google.com/Dlugi0/Bezszlakowo
... A rano udaliśmy się w kierunku punktu zbornego, jednego z fortów Twierdzy Przemyśl. Ku naszemu zaskoczeniu miast oddalać się od Przemyśla raz jeszcze do niego weszliśmy... Ale nim to nastąpiło, odwiedziliśmy ukryte w leśnym gąszczu miejsce pamięci:
Załącznik 24167
... Spotkanie z "tym trzecim" nastąpiło w umówionym miejscu Załącznik 24168
Tym trzecim był mój stary druh, w kręgach około bieszczadzkich "Nogą" niegdyś zwany. Onże już tam na nas czekał przy rozpalonym ogniu, na którym upiekliśmy kiełbaskę i grzaneczki:
Załącznik 24170
Później można było zrzucić zbędny balast. Pisuardessy co prawda nie było, ale zastany standard znacznie przewyższał nasze oczekiwania:
Załącznik 24172
Po chwili odpoczynku i zwiedzeniu fortu, który miejscami bardziej przypominał podzwrotnikową dżunglę niż dzieło rąk ludzkich
potoczyliśmy się dalej. A dalej były widoki: Dla podziwiania których można było wykorzystać żelbetonowe "platformy widokowe":
Załącznik 24174
Załącznik 24173
był Krasiczyn (który jaki jest każdy widział),... Ale, jako że ładny, warto jeszcze raz okiem rzucić:
Załącznik 24175
Załącznik 24176
były zaskakujące zwroty szlaku... albo też całkiem malownicze:
Załącznik 24177
Wędrowaliśmy w koszmarnym upale, przy wilgotności przekraczającej granice rozsądku, w błocie i pokrzywach po szyję. A gzy, bąkami zwane, przypuszczały na nas dywanowe naloty wybzykując Marsz żałobny Chopina:
Załącznik 24178
Było fajnie :mrgreen:
... w niedzielę obudzilismy się na sympatycznej polance, stoły aż prosiły aby przy nich usiąść i zjeść śniadanie! Ale... stół był zajęty:
Załącznik 24179
Wędrowaliśmy przez łąki i lasy, Załącznik 24182
Załącznik 24183
Załącznik 24184
i tunele:
Załącznik 24185
Dalej już czołgać się nie mieliśmy sił i jak już wiecie, na szczęście tą boczną dróżką pogórzańską jechał Wojtek Pysz, który tym razem na jeszcze większe nasze szczęście nie podróżował rowerem i mógł nas malowniczo rozrzuconych po poboczu pozbierać i zagonić do swojego rydwanu. Dzięki serdeczne Wojtku!
A my i tak tam wrócimy! :)
pozostając w klimacie moich zachwytów wyrażanych w relacjach Bartka z poprzednich etapów powiem tylko: aaaaaale pięknie!!!:grin:
i żałując, że niechybnie do końca szlaku niedługo dojdziecie proponuję, żebyście teraz przemierzyli go w drugą stronę (może idźcie tyłem dla urozmaicenia);)
Asiu, jeszcze tyle przed nami, że łażenie tyłem nam nie grozi :wink:
Załącznik 24196
Dojdziemy do Dynowa to może nam się uwidzi, żeby do Przemyśla na zielono wrócić? A potem na czerwono przez Góry Słonne do Sanoka? To by była piesza wycieczka - z Polany do Sanoka przez Przemyśl i Dynów :mrgreen: A gdzie jeszcze łażenie luzem, tak jak oczy poniosą? Ja żadnego końca tej ścieżki nie widzę!
no to mnie uspokoiłeś.:grin: Pewnie podobnie czuli się fani Harrego Pottera dowiadując się, że po kolejnej części będzie jednak następna.:mrgreen:
...oby ścieżka się wiła a opowieść toczyła się jak najdłużej...:)
też za niedługo wybieram się na Pogórze Przemyskie. Stąd moje pytanie - jak wygląda kwestia noclegów? Namiot oczywiście, ale zastanawia mnie czy można nocować na dziko, czy są jakieś pola namiotowe? jak to w ogóle wygląda w praktyce?
tak nie oficjalnie- można . Jest sporo dzikich miejsc...najlepiej dzień -dwa i dalej. Byle nie Słonne :lol:..
a dlaczego nie Słonne?
wiadomo, że jak na dziko to jednorazowy nocleg:-)
a próbował ktoś z Was u ludzi? Jakieś stodoły lub rozbicie się u kogoś na polu oczywiście po wcześniejszym zapytaniu o pozwolenie? W ogóle jakie nastawienie mają "tubylcy"?
wszystko zależy, jak zamierzasz pokonywać teren...rowerem ? pieszo ?
Słonne -jakoś mnie osobiście nie przypadło kiedyś do gustu- sporo ludzi, młodzież po licznych browarkach, wędkarze itp. Ale co kto lubi :mrgreen:
Myślę, że '' u ludzi '' to jak wszędzie- jedni są gościnni , inni mniej.
Ładnie, widzę że "kadra naukowa" wzięła się za krajoznawstwo - super gratuluje pomysłu :) warto powędrować po Pogórzach :)
A na trasę do Dynowa wrócimy! Jak troszkę temperatura spadnie :mrgreen: Słowo się rzekło, dziś zrealizowałem do końca zaległe plany.
Ale po kolei. Tym razem na wędrówkę wybrałem się sam, bo moi towarzysze niestety w piątki chadzają do pracy :wink: A ja dziś właśnie rozpędzam mój wakacyjny urlop i postanowiłem to uczcić kontynuując to, co kontynuacji wymagało.
Wyszedłem rano przed dom, odczekałem 10min ale Wojtek nie przyjechał :-( Cóż, nie wiedział, że będę na niego czekał. Myślałem jednak, że i tym razem mnie uratuje. Może zgubił sekator? Niestety zmuszony byłem do realizacji planu awaryjnego: na koniec poprzedniej wycieczki postanowiłem dojść pieszo. Nie z Rzeszowa, nie ;-) Spod cerkwi zamienionej obecnie na Kresowy Dom Sztuki.
Z rana troszkę straszyły mnie mgły
http://www.bmiller.pl/forum/2011/dynow_02.jpg
ale szybko zniknęły. Pojawiło się za to Słońce i rozpoczęły się harce w kropelkach rosy. Wędrowałem niespiesznie, podziwiałem przydrożne krzyże
http://www.bmiller.pl/forum/2011/dynow_04.jpg http://www.bmiller.pl/forum/2011/dynow_05.jpg
i pogórzańskie widoki
http://www.bmiller.pl/forum/2011/dynow_06.jpg
i już około godziny pierwszej doczłapałem w miejsce, z którego ratował nas poprzednio Wojtek ...
A potem, już na niebieskim szlaku, były zagubione w zieleni kościoły,
http://www.bmiller.pl/forum/2011/dynow_11.jpg
były lasy, pola i łąki,
http://www.bmiller.pl/forum/2011/dynow_12.jpg
aż w końcu był i San, mocno już wyczekiwany.
http://www.bmiller.pl/forum/2011/dynow_15.jpg
I tak dotarłem w końcu do Dynowa :wink: Czas pomyśleć o następnym odcinku tej wycieczki :smile: