bigos - mĂłj pamiÄtnik, wspomnienia, uczucia, przeĹźycia ...
Cześć,
Chciałem podzielić się z wami moją przygodą,która przytrafiła mi się w Piątek w Bieszczadach,a jednocześnie możę cześć z was przestrzec.
Trafiłem na pogodę w kratkę w Biesach i aby nic nie tracić dużo, wraz z żoną i dwójką dzieci objeżdżaliśmy samochodem ,gdy tylko aura była niezbyt korzystna.
W Piatek padło na Terkę i okolice,pod wieczór ale nie nocą, wracaliśmy do naszej "bazy" noclegowej w Cisnej i gdybym po Bieszczadach nie jeździł bardzo wolno ,skończyłoby to się tragedią dla mojej rodziny.
Na drogę wyskoczył nam potężny Byk i uderzył mi w auto,przeżycie potężne
Jechałem na szczęście nie całą 60 km/h i dzieki temu skończyło się na wgnieceniu i pozdzieraniu lakieru,ogromnym szoku-płaczu dzieci... Zwierzęciu nic się nie stało.Gdybym jechał szybko z całą pewnością doszłoby do tragedii.Napomknę tylko chociaż, aż ciężko uwierzyć,że parę kilometrów dalej drogę ale tym razem już z większej odległości majestatycznie przeciął nam żubr.
Witaj w Bieszczadach .
Ja miałem nieco inne przeżycia, chociaż skończyło się bez strat. Przyszło mi bowiem podróżować późną nocą pomiędzy Smolnikiem nad Sanem a Sanokiem, ale na około, przez Cisną. Pomiędzy 23 a 1 w nocy nie sposób było jechać szybciej niż 40 km/h, bo przez drogę co chwilę coś przebiegało, przepełzało lub przechodziło. Były to jelenie, sarny, jeże, duże szczury a nawet koty. Jadąc w Stronę Smolnika, na pierwszym zakręcie pod górkę za Cisną leżał na środku drogi upity do nieprzytomności młody chłopak. Leżał w tak nienaturalnej pozie, że w pierwszym momencie myślałem, że to pozostawiona ofiara wypadku. Na szczęście poza promilami nic mu nie dolegało. Dobrze, że przejeżdżałem kilka minut przed jadącą z góry ciężarówką z drewnem.
Widzę ,że nie tylko ja miałem przygody :) To co piszesz Hero jest mi też doskonale znane...
Przygodę z pełzającą żmiją bądź innym wężem tez zaliczyłem i w swojej miłości do natury ,skręciłem raptownie by nie przejechać i w ostry poślizg wpadłem.
A wracając w godzinach wieczornych przez Wetlinę do Cisnej prawie zawsze była moja wzmożona czujność na pijanych "wędrowców"
W okolicach Wetliny to przeważnie "napruta" młodzież o wiele groźniejsza w wymijaniu niż żmija,a między Dołżyca a Cisną dwa razy środkiem obwodnicy po zmierzchu, szedł pijany "Bieszczadnik" który nawet na trąbienie nie reagował.W Cisnej dowiedziałem się ,że jest to szlak powrotny do domu słynnych Braci z Dołżycy i, że tych osobników bardzo czesto tam mozna spotkać ,a nawet przez nieuwagę potracić :)
I powiem jedno teraz po Bieszczadach jeżdżę już 50 :) zwyczajnie kocham bezpieczeństwo swojej rodziny
W 2011 roku w sierpniu wracając z Polańczyka do Wetliny wypadek na drodze zmusił mnie do objazdu. A to napotkałem po drodze :Załącznik 32706Załącznik 32704Załącznik 32705
Dobrze ,że to nie była noc
ale nie tylko w Bieszczadach trzeba uważać na zwierzęta; sąsiad niedawno nieźle przykasował auto koło Rymanowa (tam gdzie zwiewa tiry z drogi).
Czytałem też gdzieś, że i w mieście Rzeszowie miała miejsce kolizja z dziczyzną.
Teraz, gdy rykowisko, trzeba szczególnie uważać.
Co do wolnej jazdy po górach, to ja czasem też jadę wolno, gdy jakieś widoki podziwiam, ale na ogół lubię jeździć szybko po krętych górskich drogach.
I tu, w imieniu miejscowych, mam gorącą prośbę do jeżdżących wolno (a porównując do miejscowych, w zasadzie zawsze jedziecie wolno, nawet jak dla was to jest szybko ;) ):
dawajcie się wyprzedzać!
Jak ktoś np. spieszy się do pracy, to dla niego takie wolno jadące po krętych drogach, auta turystów, są zmorą. Szczególnie zimą.
Najgorzej, jak turysta, jedzie bardzo wolno w zakrętach a na prostej przyspiesza, uniemożliwiając wyprzedzenie.
...Czytałem też gdzieś, że i w mieście Rzeszowie miała miejsce kolizja z dziczyzną... Ehe. W okolicach okrągłej kładki Ferenca, kręcą się niedźwiedzie. Dzika też idzie spotkać.
:lol:
Jadąc po ciemku zimą, po "białej" w tym momencie drodze pomiędzy Gorlicami a Żmigrodem, właściwie tuż za Gorlicami napotkaliśmy trzy duże łanie, które wyszły na drogę. Dobrze, że kolega jechał około 50 km/h. Łanie stanęły na środku drogi i nie chciały z niej zejść. One stoją i my stoimy. Dopiero zatrąbienie pomogło.
Innym razem jadąc z kolegą Pierogowym na spotkanie u Mavo mieliśmy przygodę w okolicach Jaślisk, na środku drogi stał mocno chwiejący się człowiek. Pierogowy pojechał po poboczu.
Tak więc w Bieszczadach i na dojeździe do nich grożą różne niebezpieczeństwa ;)
ale nie tylko w Bieszczadach trzeba uważać na zwierzęta; sąsiad niedawno nieźle przykasował auto koło Rymanowa (tam gdzie zwiewa tiry z drogi). Przykasował na zwierzynie czy wietrze. To było to auto co we wtorek leżało w rowie?
nie tylko u nas...w Szwecji ogromnym problemem są łosie. Stąd nazwa tzw. testu łosia , czyli zachowanie auta w czasie gwałtownej próby ominięcia przeszkody...
Przykasował na zwierzynie czy wietrze. To było to auto co we wtorek leżało w rowie? na zwierzynie, ale to było miesiące temu.
Ten długi prosty odcinek przed Rymanowem aż się prosi o rozpędzenie auta, ale ja tam już nie przekraczam setki, bo kilka razy zdarzyło mi się, że sarny przebiegały mi przez drogę.
Zasada jest taka, że jak widzimy przebiegającą przez jezdnie sarnę/łanie to obowiązkowo zwalniamy, bo za tą jedną może przebiec kolejnych dziesięć. Jak widzimy zwierzę przy drodze, to też koniecznie zwalniamy, bo dziczyzna może zachować się nieprzewidywalnie.
2 w nocy gdzieś pomiędzy Krywe a Dołżycą, noc bez księżyca i bez poświaty gwiazd, po jednej i drugiej stronie wyskokie i gęste drzewa. Jak to mówią ciemno jak w d...e. To że skaczą sobie sarny, jelenie, świecą na drodze oczy lisa, różnych kunowatych. Tym razem na środku drogi, w pozycji kwiat lotosu, siedziała sobie dziewczyna!!!
2 w nocy gdzieś pomiędzy Krywe a Dołżycą, noc bez księżyca i bez poświaty gwiazd, po jednej i drugiej stronie wyskokie i gęste drzewa. Jak to mówią ciemno jak w d...e. To że skaczą sobie sarny, jelenie, świecą na drodze oczy lisa, różnych kunowatych. Tym razem na środku drogi, w pozycji kwiat lotosu, siedziała sobie dziewczyna!!! Siedziała powiadasz;)
Kwiat lotosu, piszę o pozycji w jodze a nie w w jakiejś innej :P , czyli ze skrzyżowanymi nogami, wyprostowana i rozłożone ręce. Tylko centymetrów brakowało byśmy ją "przestawili". Ale, że medytowała w takim miejscu i totalnej głuszy i w ciemności i na środku drogi to znaczyłoby, że było to działanie przemyślane!!! Pojechaliśmy dalej i nie dołączyliśmy do niej. W Bieszczadach są różni ludzie a ta dziewczyna zapewne też była " jakaś niezwykła". Mogła czekać na UFO, na wilka, na śmierć, na karmę, mogła szpanować, coś sobie udawadniać, survivalować... rany, można wyliczać. Szkoda tylko tych jadących, zwłaszcza szybko (zapewne miejscowych, ale ci są tutaj chyba do wszystkiego na drodze przyzwyczajeni). ;)
Pojąłem, ale trzeba było się spytać czy nie potrzebuje pomocy;)
ciekawe , czy doznała Oświecenia (czy tylko oślepienia...)
2 w nocy gdzieś pomiędzy Krywe a Dołżycą, noc bez księżyca i bez poświaty gwiazd, po jednej i drugiej stronie wyskokie i gęste drzewa. Jak to mówią ciemno jak w d...e. To że skaczą sobie sarny, jelenie, świecą na drodze oczy lisa, różnych kunowatych. Tym razem na środku drogi, w pozycji kwiat lotosu, siedziała sobie dziewczyna!!! Trzeba było fotę walnąć,to by było coś, a tak....:-(
Woleliśmy się nie zatrzymywać a nuż później byście tutaj rozprawiali nad krzyczącymi newsami tabloidów "Bieszczadzka masakra piłą mechaniczną" i co niektórzy by nawet się chwalili, że tego pociętego gościa znali, że miał ksywę Recon1 i jeszcze (`) byście "palili" na Forum. A tak dziewczyna pewnie została zjedzona przez wilki (w trakcie medytacji/transu nawet tego nie zauważyła!), my żyjemy, se klikamy i jest git.
my żyjemy, se klikamy i jest git. co racja , to racja !! ;)
W zeszłym roku jechałem późnym wieczorem do Wetliny.Nagle w reflektorach zobaczyłem coś jakby potrąconego psa na drodze.Zwolniłem więc i zacząłem go omijać bo a nuż bydle się poderwie i szkód mi narobi.Wtedy zobaczyłem że ten pies to jednak człek.Zatrzymałem się bo nie wiadomo czy tylko pijany czy potrącony przez autko jakieś.Facet krwawił więc wezwałem pogotowie . Razem z nimi zjawili się policjanci.Facet w międzyczasie stanął na nogi i zaczął się szarpać z medykami.Wtedy z nerwów,bo przeciez mogłem go przejechać sam mu przy....Obecni przy tym policjanci z patrolu który zjawił się nie wzywany/Ech żebyśmy my tak mogli/:-)
A moja rada co do jazdy nocą - zawsze jeżdżę na długich i zmieniam tylko na czas mijania.Nawet jeśli wieś czy sama droga jest oświetlona
zanotowane.pl doc.pisz.pl pdf.pisz.pl brytfanna.keep.pl
Chciałem podzielić się z wami moją przygodą,która przytrafiła mi się w Piątek w Bieszczadach,a jednocześnie możę cześć z was przestrzec.
Trafiłem na pogodę w kratkę w Biesach i aby nic nie tracić dużo, wraz z żoną i dwójką dzieci objeżdżaliśmy samochodem ,gdy tylko aura była niezbyt korzystna.
W Piatek padło na Terkę i okolice,pod wieczór ale nie nocą, wracaliśmy do naszej "bazy" noclegowej w Cisnej i gdybym po Bieszczadach nie jeździł bardzo wolno ,skończyłoby to się tragedią dla mojej rodziny.
Na drogę wyskoczył nam potężny Byk i uderzył mi w auto,przeżycie potężne
Jechałem na szczęście nie całą 60 km/h i dzieki temu skończyło się na wgnieceniu i pozdzieraniu lakieru,ogromnym szoku-płaczu dzieci... Zwierzęciu nic się nie stało.Gdybym jechał szybko z całą pewnością doszłoby do tragedii.Napomknę tylko chociaż, aż ciężko uwierzyć,że parę kilometrów dalej drogę ale tym razem już z większej odległości majestatycznie przeciął nam żubr.
Witaj w Bieszczadach .
Ja miałem nieco inne przeżycia, chociaż skończyło się bez strat. Przyszło mi bowiem podróżować późną nocą pomiędzy Smolnikiem nad Sanem a Sanokiem, ale na około, przez Cisną. Pomiędzy 23 a 1 w nocy nie sposób było jechać szybciej niż 40 km/h, bo przez drogę co chwilę coś przebiegało, przepełzało lub przechodziło. Były to jelenie, sarny, jeże, duże szczury a nawet koty. Jadąc w Stronę Smolnika, na pierwszym zakręcie pod górkę za Cisną leżał na środku drogi upity do nieprzytomności młody chłopak. Leżał w tak nienaturalnej pozie, że w pierwszym momencie myślałem, że to pozostawiona ofiara wypadku. Na szczęście poza promilami nic mu nie dolegało. Dobrze, że przejeżdżałem kilka minut przed jadącą z góry ciężarówką z drewnem.
Widzę ,że nie tylko ja miałem przygody :) To co piszesz Hero jest mi też doskonale znane...
Przygodę z pełzającą żmiją bądź innym wężem tez zaliczyłem i w swojej miłości do natury ,skręciłem raptownie by nie przejechać i w ostry poślizg wpadłem.
A wracając w godzinach wieczornych przez Wetlinę do Cisnej prawie zawsze była moja wzmożona czujność na pijanych "wędrowców"
W okolicach Wetliny to przeważnie "napruta" młodzież o wiele groźniejsza w wymijaniu niż żmija,a między Dołżyca a Cisną dwa razy środkiem obwodnicy po zmierzchu, szedł pijany "Bieszczadnik" który nawet na trąbienie nie reagował.W Cisnej dowiedziałem się ,że jest to szlak powrotny do domu słynnych Braci z Dołżycy i, że tych osobników bardzo czesto tam mozna spotkać ,a nawet przez nieuwagę potracić :)
I powiem jedno teraz po Bieszczadach jeżdżę już 50 :) zwyczajnie kocham bezpieczeństwo swojej rodziny
W 2011 roku w sierpniu wracając z Polańczyka do Wetliny wypadek na drodze zmusił mnie do objazdu. A to napotkałem po drodze :Załącznik 32706Załącznik 32704Załącznik 32705
Dobrze ,że to nie była noc
ale nie tylko w Bieszczadach trzeba uważać na zwierzęta; sąsiad niedawno nieźle przykasował auto koło Rymanowa (tam gdzie zwiewa tiry z drogi).
Czytałem też gdzieś, że i w mieście Rzeszowie miała miejsce kolizja z dziczyzną.
Teraz, gdy rykowisko, trzeba szczególnie uważać.
Co do wolnej jazdy po górach, to ja czasem też jadę wolno, gdy jakieś widoki podziwiam, ale na ogół lubię jeździć szybko po krętych górskich drogach.
I tu, w imieniu miejscowych, mam gorącą prośbę do jeżdżących wolno (a porównując do miejscowych, w zasadzie zawsze jedziecie wolno, nawet jak dla was to jest szybko ;) ):
dawajcie się wyprzedzać!
Jak ktoś np. spieszy się do pracy, to dla niego takie wolno jadące po krętych drogach, auta turystów, są zmorą. Szczególnie zimą.
Najgorzej, jak turysta, jedzie bardzo wolno w zakrętach a na prostej przyspiesza, uniemożliwiając wyprzedzenie.
...Czytałem też gdzieś, że i w mieście Rzeszowie miała miejsce kolizja z dziczyzną... Ehe. W okolicach okrągłej kładki Ferenca, kręcą się niedźwiedzie. Dzika też idzie spotkać.
:lol:
Jadąc po ciemku zimą, po "białej" w tym momencie drodze pomiędzy Gorlicami a Żmigrodem, właściwie tuż za Gorlicami napotkaliśmy trzy duże łanie, które wyszły na drogę. Dobrze, że kolega jechał około 50 km/h. Łanie stanęły na środku drogi i nie chciały z niej zejść. One stoją i my stoimy. Dopiero zatrąbienie pomogło.
Innym razem jadąc z kolegą Pierogowym na spotkanie u Mavo mieliśmy przygodę w okolicach Jaślisk, na środku drogi stał mocno chwiejący się człowiek. Pierogowy pojechał po poboczu.
Tak więc w Bieszczadach i na dojeździe do nich grożą różne niebezpieczeństwa ;)
ale nie tylko w Bieszczadach trzeba uważać na zwierzęta; sąsiad niedawno nieźle przykasował auto koło Rymanowa (tam gdzie zwiewa tiry z drogi). Przykasował na zwierzynie czy wietrze. To było to auto co we wtorek leżało w rowie?
nie tylko u nas...w Szwecji ogromnym problemem są łosie. Stąd nazwa tzw. testu łosia , czyli zachowanie auta w czasie gwałtownej próby ominięcia przeszkody...
Przykasował na zwierzynie czy wietrze. To było to auto co we wtorek leżało w rowie? na zwierzynie, ale to było miesiące temu.
Ten długi prosty odcinek przed Rymanowem aż się prosi o rozpędzenie auta, ale ja tam już nie przekraczam setki, bo kilka razy zdarzyło mi się, że sarny przebiegały mi przez drogę.
Zasada jest taka, że jak widzimy przebiegającą przez jezdnie sarnę/łanie to obowiązkowo zwalniamy, bo za tą jedną może przebiec kolejnych dziesięć. Jak widzimy zwierzę przy drodze, to też koniecznie zwalniamy, bo dziczyzna może zachować się nieprzewidywalnie.
2 w nocy gdzieś pomiędzy Krywe a Dołżycą, noc bez księżyca i bez poświaty gwiazd, po jednej i drugiej stronie wyskokie i gęste drzewa. Jak to mówią ciemno jak w d...e. To że skaczą sobie sarny, jelenie, świecą na drodze oczy lisa, różnych kunowatych. Tym razem na środku drogi, w pozycji kwiat lotosu, siedziała sobie dziewczyna!!!
2 w nocy gdzieś pomiędzy Krywe a Dołżycą, noc bez księżyca i bez poświaty gwiazd, po jednej i drugiej stronie wyskokie i gęste drzewa. Jak to mówią ciemno jak w d...e. To że skaczą sobie sarny, jelenie, świecą na drodze oczy lisa, różnych kunowatych. Tym razem na środku drogi, w pozycji kwiat lotosu, siedziała sobie dziewczyna!!! Siedziała powiadasz;)
Kwiat lotosu, piszę o pozycji w jodze a nie w w jakiejś innej :P , czyli ze skrzyżowanymi nogami, wyprostowana i rozłożone ręce. Tylko centymetrów brakowało byśmy ją "przestawili". Ale, że medytowała w takim miejscu i totalnej głuszy i w ciemności i na środku drogi to znaczyłoby, że było to działanie przemyślane!!! Pojechaliśmy dalej i nie dołączyliśmy do niej. W Bieszczadach są różni ludzie a ta dziewczyna zapewne też była " jakaś niezwykła". Mogła czekać na UFO, na wilka, na śmierć, na karmę, mogła szpanować, coś sobie udawadniać, survivalować... rany, można wyliczać. Szkoda tylko tych jadących, zwłaszcza szybko (zapewne miejscowych, ale ci są tutaj chyba do wszystkiego na drodze przyzwyczajeni). ;)
Pojąłem, ale trzeba było się spytać czy nie potrzebuje pomocy;)
ciekawe , czy doznała Oświecenia (czy tylko oślepienia...)
2 w nocy gdzieś pomiędzy Krywe a Dołżycą, noc bez księżyca i bez poświaty gwiazd, po jednej i drugiej stronie wyskokie i gęste drzewa. Jak to mówią ciemno jak w d...e. To że skaczą sobie sarny, jelenie, świecą na drodze oczy lisa, różnych kunowatych. Tym razem na środku drogi, w pozycji kwiat lotosu, siedziała sobie dziewczyna!!! Trzeba było fotę walnąć,to by było coś, a tak....:-(
Woleliśmy się nie zatrzymywać a nuż później byście tutaj rozprawiali nad krzyczącymi newsami tabloidów "Bieszczadzka masakra piłą mechaniczną" i co niektórzy by nawet się chwalili, że tego pociętego gościa znali, że miał ksywę Recon1 i jeszcze (`) byście "palili" na Forum. A tak dziewczyna pewnie została zjedzona przez wilki (w trakcie medytacji/transu nawet tego nie zauważyła!), my żyjemy, se klikamy i jest git.
my żyjemy, se klikamy i jest git. co racja , to racja !! ;)
W zeszłym roku jechałem późnym wieczorem do Wetliny.Nagle w reflektorach zobaczyłem coś jakby potrąconego psa na drodze.Zwolniłem więc i zacząłem go omijać bo a nuż bydle się poderwie i szkód mi narobi.Wtedy zobaczyłem że ten pies to jednak człek.Zatrzymałem się bo nie wiadomo czy tylko pijany czy potrącony przez autko jakieś.Facet krwawił więc wezwałem pogotowie . Razem z nimi zjawili się policjanci.Facet w międzyczasie stanął na nogi i zaczął się szarpać z medykami.Wtedy z nerwów,bo przeciez mogłem go przejechać sam mu przy....Obecni przy tym policjanci z patrolu który zjawił się nie wzywany/Ech żebyśmy my tak mogli/:-)
A moja rada co do jazdy nocą - zawsze jeżdżę na długich i zmieniam tylko na czas mijania.Nawet jeśli wieś czy sama droga jest oświetlona