bigos - mĂłj pamiÄtnik, wspomnienia, uczucia, przeĹźycia ...
W 1965 roku Wojciech Młynarski napisał i zaśpiewał piosenkę "Światowe życie". Był w niej, wśród innych, ciekawych motywów z ówczesnego życia codziennego, taki fragment:
Właśnie wpłaciłem pierwszą z rat,
Nową Syreną jadę w wielki świat,
Mijając setki równie wytwornych aut,
Na bal spółdzielców, czy działaczy raut!
W końcu lat 70. XX w. ja także dorobiłem się Syrenki. W odróżnieniu od pojazdu pana Młynarskiego nie była ona nowa. Nie jeździłem też na bale spółdzielców ani rauty działaczy.
Takie samo auto kupił mieszkający piętro niżej sąsiad. Oba wytworne pojazdy parkowały na podwórzu zabytkowej kamienicy przy głównym skrzyżowaniu w Jarosławiu, gdzie wówczas mieszkałem.
http://ciekawe.tematy.net/198x/syren...n6_5b_0018.jpg
Samochód to była wolność. Można było zapakować do środka 5 osób, do bagażnika 5 plecaków i jechać, jechać, jechać. Oczywiście w góry!
http://ciekawe.tematy.net/198x/syren.../an7_1_026.jpg
Albo na narty.
http://ciekawe.tematy.net/198x/syren.../an7_3_018.jpg
To 105 ? Mieliśmy (rodzice) 104 jeszcze z odwrotnymi drzwiami :) A jak nabyłem teścia to on jeszcze długo męczył Bosto ;)
Jo, syrenka...Nie tylko Młynarski, ale był też film, z którego zapożyczyłeś tytuł, sympatyczny zresztą (i film i tytuł)
Grupa zapaleńców chce odtworzyć syrenę, która mogła być naszym towarem eksportowym i wizytówką, która jeszcze dziś robi wrażenie, a którą nie wprowadzono do seryjnej produkcji- syrenę Sport
zaraz i te drogi na fotkach jakies takie sympatyczniejsze! :-)
Tytuł wątku oczywiście âźzmałpowanyâ został z filmu.
A z Syrenką dalej było tak. Pod Jarosławiem są rozległe piwnice i lochy. Niektóre zostały odkopane, niektóre z powrotem zakopane, niektóre zabezpieczone. Pewne fragmenty nawet można zwiedzać. A jeszcze inne od czasu do czasu zapadają się. Ale wtedy ja byłem tutaj elementem napływowym i w lochy nie wierzyłem. A jaki to ma związek z Syrenką? Otóż pewnego razu otrzymałem z urzędu pismo. Adresatów zamazałem, żeby nie podpaść obrońcom danych osobowych.
http://ciekawe.tematy.net/198x/syrenka/800/Pismo_79.jpg
Nie bardzo byłem przekonany, że jakieś zapadlisko może zagrozić mojej limuzynie i ostrożnie wjeżdżałem nadal na podwórze. Dopiero, gdy tuż obok zrobiło się ze dwa metry niżej, uwierzyłem w prawdziwość opowiadań o tutejszych lochach i przeparkowałem się na pobliski chodnik.
A w takim zapadlisku to można było znaleźć skarby albo dawnych mieszkańców, nie zawsze kompletnych.
http://ciekawe.tematy.net/198x/syren...ykopaliska.jpg
Wkrótce podwórze zapadło się definitywnie i górnicy mieli dużo roboty. A ja się wyprowadziłem w bezpieczniejszy rejon miasta, do bloku. Blok miał osiemdziesiąt mieszkań i tam już było z dziesięć samochodów, z tego połowa, to Syrenki.
http://ciekawe.tematy.net/198x/syren...32_parking.jpg
ech....jakie niby dawne czasy ! ...pamiętam tankowania tego wehikułu drogowego - taka specjalna bańka z mieszadłem / olej + benzyna / . Z ojcem przejechaliśmy pół Europy 105 . Z namiotem ''wigry'' ileś tam , na dachu oczywiście. Przy ostrym hamowaniu ów tobół zjeżdżał nam po przedniej szybie :mrgreen:
No popatrz,my wprawdzie nie po Europie a na Jaćwież, i też na dachu transport odbywał dzielnie namiot Warta 4 Super :)
A w bagażniku weki z mięsem na 4 tygodnie,zapasowe cewki wn,pompa,krzyżaki,wał korbowy...:mrgreen:
Teraz mała retrospekcja. To była pierwsza nasza rodzinna Syrenka, nie pierwsza jednak, z jaka miałem do czynienia. Wygrzebałem niedawno kawałek filmu, z którego nigdy nie były robione odbitki. Pewnie ze względu na kiepską jakość. Wygląda na to, że doświetliłem końcówkę filmu przy wkładaniu do koreksu. Ale Syrenkę widać! Nie pamiętam, gdzie to było. Nie pamiętam, dlaczego zatrzymaliśmy się na postój w tak nieciekawym miejscu. Byś może coś się w samochodzie popsuło. Ja, jako niekumaty w sprawach silnikowych przygrywałem pracującym na gitarze.
http://ciekawe.tematy.net/198x/syrenka/800/D2-1-12.jpg
Doskonałe ujęcie :D
I te "bungalowy" w tle...
No popatrz,my wprawdzie nie po Europie a na Jaćwież, i też na dachu transport odbywał dzielnie namiot Warta 4 Super :)
A w bagażniku weki z mięsem na 4 tygodnie,zapasowe cewki wn,pompa,krzyżaki,wał korbowy...:mrgreen: heh -skład bagażnika był PODOBNY !! ..no, może bez wału korbowego. Czasem, w trakcie jazdy , bagażnik się sam otwierał...z takim charakterystycznym dżwiękiem sprężyny, jak na kreskówkach. Hamowanie i liczne próby domknięcia kolanami czy dupskiem.
Ten dwusuw miał jeszcze tą OGROMNĄ zaletę , iż fater w wolnych chwilach, rozbierał go na parkingu, ładował do torby , znosił do domu, kładł na biurku wyłożonym '' trybuną ludu'' i czyścił, rozkręcał, przykręcał...w całym domu cuchnęło paliwem, smarem ..... a ja staremu donosiłem klucze a to 10 , 13 czy 17.....
Wojtku - coś o Uazie zapodaj. Prosiimy!
..... To była pierwsza nasza rodzinna Syrenka, nie pierwsza jednak,..
http://ciekawe.tematy.net/198x/syrenka/800/D2-1-12.jpg Wojtek, piękna historia Syrenki ....sentymentalna wręcz ,dzięki.
Na zdjęciu widać, jak już wcześniej wspomniał Browar,drzwi otwierały się w kierunku jazdy....taka Syrenka zwana była "gęsiarką", bo otwierając drzwi w czasie jazdy można było łapać gęsi ładując je bezpośrednio do wewnątrz.;)
Wtedy popularna była 14 stka. /to do opowieści o kluczach/. Też miałem śliczną Bosto... z kołem zapasowym na dachu.
Pozdrawiam
Wtedy popularna była 14 stka. /to do opowieści o kluczach/. Też miałem śliczną Bosto... z kołem zapasowym na dachu. Tak, w tym pojeździe nie było ani jednej "trzynastki".
Syrenki nie mam od trzydziestu lat ale "czternastki" po niej pozostały /to do opowieści o kluczach/.
http://ciekawe.tematy.net/198x/syrenka/800/klucze14.jpg
macie rację....Wojtku - pamiętam właśnie takie kluczyki / szczególnie ten sztorcowy ! ...gdzieś do dziś się wala /
Wojtku - coś o Uazie zapodaj. Prosiimy! Pewnie w szczególności, u kogo opony zmieniałem;) To w oddzielnym wątku.
Wracajmy do tematu. Jako, że to forum bieszczadzkie, trzeba teraz zagonić Syrenkę w Bieszczady. No więc zaganiajmy. Najmłodszy uczestnik wyjazdu nie docenia jeszcze uroków wyższych gór, więc będą to okolice podgórskie, czyli Zalew Soliński. Niekoniecznie najkrótszą drogą. Ze sprzętu biwakowego - własne mieliśmy tylko śpiwory, naczynia i âźJuwelekâ, reszta pochodziła z wypożyczalni zakładowej.
Droga Kalnica - Terka. Piękna, pusta dolina Solinki. Przy drodze tony malin.
http://ciekawe.tematy.net/198x/syrenka/800/Z_0013.jpg
Sine Wiry. Oj, tędy chyba nie przejedziemy - zauważył najmłodszy. I miał rację. Trzeba wracać i jechać przez Buk.
http://ciekawe.tematy.net/198x/syrenka/800/Z_0021.jpg
Punktem docelowym jest jakieś spokojne miejsce nad zalewem. Na dachu mamy namiot, kajak, całe biwakowe wyposażenie. Oprócz śpiworów - z wypożyczalni zakładowej. Dojeżdżamy do małej wioski, kończy się asfalt. Nad wodę schodzi kamienista droga. Ta się nie kończy, ale jakby łagodnie wchodzi w wodę. Syrenka dalej nie pojedzie ale tu nam się podoba. Na końcu tej drogi, po uprzednim "zameldowaniu się" u najbliższych mieszkańców, rozbijamy namiot. Juwelek, rosołek, makaronek. Ściągamy pniaczki i przytaczamy kamyczki. Popularne rejony zalewu były już wtedy mocno nasycone wczasowiczami i patrolowane przez służby jawne i tajne z wody, lądu i powietrza. Służby owe przeganiały biwakowiczów na oficjalne campingi oraz zbierały mandaty. Tutaj jeszcze było pusto.
http://ciekawe.tematy.net/198x/syrenka/800/Z_0011.jpg
http://ciekawe.tematy.net/198x/syrenka/800/Z_0012.jpghttp://ciekawe.tematy.net/198x/syrenka/800/Z_0002.jpg
http://ciekawe.tematy.net/198x/syrenka/800/Z_0006.jpg
http://ciekawe.tematy.net/198x/syrenka/800/Z_0012.jpghttp://ciekawe.tematy.net/198x/syrenka/800/Z_0012.jpg
Piekne ze takie miejsca po prostu byly, a nie trzeba bylo ich usilnie szukac...
Piekne ze takie miejsca po prostu byly, a nie trzeba bylo ich usilnie szukac... Pięknych miejsc jest mniej, bo je "zajeździliśmy". Niniejsze opowiadanie to potwierdza. Jednak wtedy miało się mniejsze możliwości "zajeżdżenia". Na początku lat 80. XX w., jadąc w Bieszczady samochodem, trzeba było wiedzieć, że na dużej obwodnicy jest jedna czynna stacja CPN, a w dodatku rzadko bywa w niej paliwo. Nawet, jeśli się ma kartki. CPN to była Centrala Produktów Naftowych, do której należały wszystkie publiczne stacje benzynowe w Polsce. A kartki, to był taki wynalazek, który trzeba było mieć - oprócz pieniędzy - aby kupić paliwo. Syrenka zużywała 8,5 l ma 100 km, kartki umożliwiały zatankowanie 3 razy w miesiącu po 8 litrów, co pozwalało na przejechanie ok. 280 km. Jak wspomniałem, stacja w Dołżycy miała paliwo było tylko na dnie zbiorników, zarezerwowane dla milicji, karetek pogotowia i znajomych. Stąd 20-litrowy baniaczek z benzyną musiał być w bagażniku. Przed nalaniem paliwa pracownik stacji stawiał w odpowiedniej rubryce pieczątkę.
http://ciekawe.tematy.net/198x/syrenka/800/kartki83.jpg
Wtedy reglamentowane było prawie wszystko, m.in. cukier, mięso, masło, smalec, kasza manna, okresowo odzież, obuwie i alkohol. Łatwiejsze byłoby wymienienie, co można było kupić w sklepie âźod rękiâ. Inne kartki wprawdzie nie mają związku z Syrenką, ale w mojej głowie zawsze się łączą te wspomnienia. Kartki było co roku inne, coraz piękniejsze. Były różne nominały, np. na 250g masła (taka była standardowa kostka) i 125g masła (pół kostki). Były odrębne na mięso, odrębne na wędliny i odrębne na wołowinę z kością. Radosna twórczość kartkorobów nie miała granic. Ogólnie było bardzo ciekawie â i komu to przeszkadzało ;)
http://ciekawe.tematy.net/198x/syren...i_na_mieso.jpg
Zaciekawiło mnie Wojtku zdjęcie rosołu z kury. Z którego to mniej więcej roku? Już wtedy były zupki instant? Bo chociaż bez wątpienia nosiła już mnie Matka Ziemia, to nie pamiętam takiego wynalazku.
były.... bodajże sławetna firma '' winiary''. Na różne wyrypy, auto stop miałem tego specyfiku pół plecaka / co prawda mały był. taki wehrmachtowski , ojca z Powstania, z krowią skórą na wierzchu../ .Najbardziej pasowały mi zupy ogonowe !!!! ....Piskalu- to jakoś połowa lat 70 XX w.
co do paliwa, mój ojciec nabywał 2 - 3 kanistry od żołnierzy. Za jakieś psie pieniądze. Podjeżdżali starem pod dom- czyli dostawa ''pod drzwi''. Póżniej sam ze 2 x korzystałem z tego rodzaju usług. Stację w Dołżycy pamiętam doskonale....użebrałem tam raz z 15 litrów.
Najbardziej pasowały mi zupy ogonowe !!!! .... Bo były jadalne,z innymi różnie bywało :)
Załącznik 27617Nasza "Karolcia", dla której żadna drogowa dziura nie była przeszkodą. Stawała czasem dęba po dłuższym postoju. Najtaniej jeździło się na gazolinie. Poznać jej charakterystyczny śpiew można było już z daleka a rozstanie przeżyłam jak z kimś bliskim. Kiedyś może zabiorę się za spisanie różnych wspólnych przygód - zawsze emocjonujących!
Co do zupek, to ja pamiętam jeszcze te z lat 50tych, nie w torebkach tylko kostkach. Rzeczywiście ogonowa była najlepsza!
Załącznik 27618I "Karolcia" zimowa a droga z Michniowca do Czarnej. Wystarczyło obciążyć przód i żadna śnieżna zaspa nie była jej straszna!
oho -ale czy '' Karolcia'' była przemalowywana ? na fotce nr. 2 widać że lewy bok troszkę dostał gdzieś. Masz rację, ten pojazd był nie do zdarcia . Z ojcem parokrotnie pokonywaliśmy rumuńskie Karpaty / wczesny Gierek.../ , Ukraina , Bułgaria. ..do dziś pamiętam ten wspaniały odgłos odpalanego motoru i wchodzenie na obroty .....i chmurę spalin za pojazdem....
"Karolcię" kupiliśmy już pełnoletnią, zaraz po tym jak mój syn zrobił prawo jazdy. Niestety, była koloru kości słoniowej, co nie odpowiadało fantazji jej nowego właściciela. W dwie godziny, przy pomocy rufy odkurzacza, rozpyliliśmy na niej czarną farbę i najpierw służyła w tym, eleganckim kolorze. Potem dostała kolorów ognistych, żeby dodawały jej energii i lekko wprowadziły w drugą młodość. Następnie otrzymała ubranko sportowe..Wielką niespodzianką, na pierwszym przeglądzie technicznym, było dla nas (kompletnych laików), ze koło zapasowe jest od ...kosiarki. Z czasem zaprzyjaźniłam się z licznymi "syreniarzami", którzy pozwalali grzebać w swoich skrzyniach z częściami jeśli czegoś akurat potrzebowaliśmy a co było w inny sposób nie do zdobycia. Pod koniec tak już znałam anatomię Karolci, że budziłam podziw wśród jej miłośników, bezbłędnie wyszukując wśród złomu to czego było jej trzeba. Długo by opowiadać o wzbogaceniu życiowych doświadczeń za jej pośrednictwem. Była niepowtarzalna!!!!
Załącznik 27617Nasza "Karolcia", nie dosc ze taka piekna syrenka to jeszcze na rejestracjach KSU :-)
.do dziś pamiętam ten wspaniały odgłos odpalanego motoru i wchodzenie na obroty .....i chmurę spalin za pojazdem.... juz czuje ten zapach prawdziwej benzyny :-) a warkot motoru to najlepsza muzyka przygrywajaca w czasie podrozy!
Pięknych miejsc jest mniej, bo je "zajeździliśmy". ] gdyby te wszytskie miejsca byly zajezdzone przez ludzi w syrenkach i tym podobnych, jedzacych zupy ogonowe z kocherka, spiacych w namiotach i przygrywajacych na gitarce kolegom naprawiajacym silniki ciezkimi kluczami- to ja bym nie miala nic przeciwko "zajezdzaniu"... Bo ja ogolnie towarzyskie bydle jestem.. Z natury wcale nie szukam ciszy i odludzia.. Nie chodzi o ilosc ludzi- tylko o jakosc...
Syrenka zużywała 8,5 l ma 100 km jestem pod wrazeniem! zawsze myslalam ze starsze samochody to żarły benzyne hektolitrami! a tyle pali nasza skodusia!! a ładusia to i do 13 dociagała....
Kiedyś może zabiorę się za spisanie różnych wspólnych przygód - zawsze emocjonujących![ zabierz sie od razu!! jednego oddanego czytelnika juz masz na pewno! :-) przekorny los nie dal mi zyc w tamtych czasach to choc w wirtualnym przeniose sie w wasze syrenkowe podroze!
Wtedy reglamentowane było prawie wszystko, m.in. cukier, mięso, masło, smalec, kasza manna, okresowo odzież, obuwie i alkohol. Łatwiejsze byłoby wymienienie, co można było kupić w sklepie âźod rękiâ. Inne kartki wprawdzie nie mają związku z Syrenką, ale w mojej głowie zawsze się łączą te wspomnienia. Kartki było co roku inne, coraz piękniejsze. Były różne nominały, np. na 250g masła (taka była standardowa kostka) i 125g masła (pół kostki). Były odrębne na mięso, odrębne na wędliny i odrębne na wołowinę z kością. Radosna twórczość kartkorobów nie miała granic. Ogólnie było bardzo ciekawie â i komu to przeszkadzało ] Nie zapomne jak u nas w domu tata mial stolik w przedpokoju i przychodzili ludzie z calego osiedla aby za jedna kartke na papierosy dac kilka na mieso, mydlo albo co innego :-)
I nie zapomne jak dostalam prawie lanie za pomalowanie kartek świecowymi kredkami! Na szczescie pani w sklepie byla wyrozumiala i kartki przyjela. A ja na przeprosiny od rodzicow dostalam lizaka!
Jednak wtedy miało się mniejsze możliwości "zajeżdżenia". ] Czy ja wiem? Dla zmotoryzowanych na pewno masz racje... ale jak ktos auta nie mial to latwiej bylo podrozowac po Polsce niz teraz.. Sprawniej dzialala kolej i jej ceny byly tansze. Pociagi docieraly na rozne zadupia, a teraz te linie zarasta chaszcz.. No i PKSy tez jezdzily.. Teraz dotarcie w wiele miejsc bez auta graniczy z cudem...
Losów Syrenki ciąg dalszy. Syrenka często naruszała przepisy. Nie te o ruchu drogowym, ale te leśne. Podstawę samochodu stanowiła stalowa rama, co pozwalało mu na bezszkodowe tłuczenie podwoziem o korzenie i kamienie. I, niestety, wjeżdżaliśmy w las wszędzie, gdzie się dało. Czasem za wycieraczką czekał mandat od pana leśniczego, który natychmiast sumiennie płaciłem. Ale nazbierane grzybki rekompensowały tę uciążliwość.
http://ciekawe.tematy.net/198x/syren...dia2a_0014.jpg
http://ciekawe.tematy.net/198x/syren...dia2a_0013.jpg
Te zdjęcia zostały zrobione gdzieś w Bieszczadach w 1984 lub 1985 r. W żaden sposób nie mogę sobie przypomnieć, gdzie to było. Ktoś ma pomysł?
http://ciekawe.tematy.net/198x/syren...an9_3c_096.jpg
http://ciekawe.tematy.net/198x/syren...an9_3c_050.jpg
Tęsknię za tym , aby usłyszeć warkot silnika królowej szos . Niestety obecnie jest to praktycznie niemożliwe.Dzięki za podróż w czasie.
Syrenką jeździło się wzdłuż drogi i w poprzek. Jeśli było za bardzo w poprzek, to się zawieszała. Odwieszenie wymagało pewnej wprawy, ale zawsze się udawało.
http://ciekawe.tematy.net/198x/syren...an9_4_0030.jpg
A po wyjechaniu na górę - w nagrodę - łyk świeżego powietrza.
http://ciekawe.tematy.net/198x/syren...an9_4_0028.jpg
Te zdjęcia zostały zrobione gdzieś w Bieszczadach w 1984 lub 1985 r. W żaden sposób nie mogę sobie przypomnieć, gdzie to było. Ktoś ma pomysł?... Super sprawy z tą Syrenką "wyciągnąłeś" Wojtku, a w tym czasie 84/85 nie wędrowaliście na trasie Bystre -Rabe - Przełęcz Żebrak...tak mi jakoś na to wygląda. :lol:
ps. Piękne czasy:-D
... a w tym czasie 84/85 nie wędrowaliście na trasie Bystre -Rabe - Przełęcz Żebrak...tak mi jakoś na to wygląda. :lol:
ps. Piękne czasy:-D O, Ty mi chyba odświeżasz pamięć, też tam byliśmy! Ja mam dużo takich zdjęć, których nie mogę rozpoznać. Następnym razem będę pewnie do Ciebie wysyłał do rozpoznania, a potem udawał, że wszystko wiem ;)
Odwiedzamy miła knajpke w tunelu przy dworcu Warszawa Zachodnia. Patrzymy z niedowierzaniem kto to przyglada nam sie ze sciany? a to najprawdziwsza Syrenka zaszczycila nas tu swoja obecnoscia!!!!
https://lh3.googleusercontent.com/-x...0/IMG_5010.JPG
https://lh6.googleusercontent.com/-E...6/IMG_5011.JPG
https://lh6.googleusercontent.com/-E...0/IMG_5012.JPG
https://lh5.googleusercontent.com/-i...0/IMG_5015.JPG
W okolicach Kaliszcze stoi takaż syrenka i czeka na fana który by jej zwrócił zycie...PozdrawiamZałącznik 29678
Kupiłem 104, jako że nie miałem prawka poprosiłem kolegę by doprowadził sprzęt do znajomego fachowca celem przeglądu. W trakcie jazdy okazało się, że układ kierowniczy jest zapieczony. Na zakrętach musieliśmy we dwóch obracać kierownicę. Miesiąc trwało doprowadzenie jej do stanu używalności. W góry nią nie dotarłem ale po lasach szła bezproblemowo a w bagażniku dorodny wieprzek się mieścił, jako że czasy były kartkowe.
Witam.Znalazłem kilka fotek - na jednym mój starszy , na drodze gdzieś w okolicach Narola/Lubaczowa , drugie - rodzinka w niedzielne popołudnie Przemyśl/Łętownia . Szukam kolejnych :)
Syrenka syrenką, a kto powoził Warszawą ?
zanotowane.pl doc.pisz.pl pdf.pisz.pl brytfanna.keep.pl
Właśnie wpłaciłem pierwszą z rat,
Nową Syreną jadę w wielki świat,
Mijając setki równie wytwornych aut,
Na bal spółdzielców, czy działaczy raut!
W końcu lat 70. XX w. ja także dorobiłem się Syrenki. W odróżnieniu od pojazdu pana Młynarskiego nie była ona nowa. Nie jeździłem też na bale spółdzielców ani rauty działaczy.
Takie samo auto kupił mieszkający piętro niżej sąsiad. Oba wytworne pojazdy parkowały na podwórzu zabytkowej kamienicy przy głównym skrzyżowaniu w Jarosławiu, gdzie wówczas mieszkałem.
http://ciekawe.tematy.net/198x/syren...n6_5b_0018.jpg
Samochód to była wolność. Można było zapakować do środka 5 osób, do bagażnika 5 plecaków i jechać, jechać, jechać. Oczywiście w góry!
http://ciekawe.tematy.net/198x/syren.../an7_1_026.jpg
Albo na narty.
http://ciekawe.tematy.net/198x/syren.../an7_3_018.jpg
To 105 ? Mieliśmy (rodzice) 104 jeszcze z odwrotnymi drzwiami :) A jak nabyłem teścia to on jeszcze długo męczył Bosto ;)
Jo, syrenka...Nie tylko Młynarski, ale był też film, z którego zapożyczyłeś tytuł, sympatyczny zresztą (i film i tytuł)
Grupa zapaleńców chce odtworzyć syrenę, która mogła być naszym towarem eksportowym i wizytówką, która jeszcze dziś robi wrażenie, a którą nie wprowadzono do seryjnej produkcji- syrenę Sport
zaraz i te drogi na fotkach jakies takie sympatyczniejsze! :-)
Tytuł wątku oczywiście âźzmałpowanyâ został z filmu.
A z Syrenką dalej było tak. Pod Jarosławiem są rozległe piwnice i lochy. Niektóre zostały odkopane, niektóre z powrotem zakopane, niektóre zabezpieczone. Pewne fragmenty nawet można zwiedzać. A jeszcze inne od czasu do czasu zapadają się. Ale wtedy ja byłem tutaj elementem napływowym i w lochy nie wierzyłem. A jaki to ma związek z Syrenką? Otóż pewnego razu otrzymałem z urzędu pismo. Adresatów zamazałem, żeby nie podpaść obrońcom danych osobowych.
http://ciekawe.tematy.net/198x/syrenka/800/Pismo_79.jpg
Nie bardzo byłem przekonany, że jakieś zapadlisko może zagrozić mojej limuzynie i ostrożnie wjeżdżałem nadal na podwórze. Dopiero, gdy tuż obok zrobiło się ze dwa metry niżej, uwierzyłem w prawdziwość opowiadań o tutejszych lochach i przeparkowałem się na pobliski chodnik.
A w takim zapadlisku to można było znaleźć skarby albo dawnych mieszkańców, nie zawsze kompletnych.
http://ciekawe.tematy.net/198x/syren...ykopaliska.jpg
Wkrótce podwórze zapadło się definitywnie i górnicy mieli dużo roboty. A ja się wyprowadziłem w bezpieczniejszy rejon miasta, do bloku. Blok miał osiemdziesiąt mieszkań i tam już było z dziesięć samochodów, z tego połowa, to Syrenki.
http://ciekawe.tematy.net/198x/syren...32_parking.jpg
ech....jakie niby dawne czasy ! ...pamiętam tankowania tego wehikułu drogowego - taka specjalna bańka z mieszadłem / olej + benzyna / . Z ojcem przejechaliśmy pół Europy 105 . Z namiotem ''wigry'' ileś tam , na dachu oczywiście. Przy ostrym hamowaniu ów tobół zjeżdżał nam po przedniej szybie :mrgreen:
No popatrz,my wprawdzie nie po Europie a na Jaćwież, i też na dachu transport odbywał dzielnie namiot Warta 4 Super :)
A w bagażniku weki z mięsem na 4 tygodnie,zapasowe cewki wn,pompa,krzyżaki,wał korbowy...:mrgreen:
Teraz mała retrospekcja. To była pierwsza nasza rodzinna Syrenka, nie pierwsza jednak, z jaka miałem do czynienia. Wygrzebałem niedawno kawałek filmu, z którego nigdy nie były robione odbitki. Pewnie ze względu na kiepską jakość. Wygląda na to, że doświetliłem końcówkę filmu przy wkładaniu do koreksu. Ale Syrenkę widać! Nie pamiętam, gdzie to było. Nie pamiętam, dlaczego zatrzymaliśmy się na postój w tak nieciekawym miejscu. Byś może coś się w samochodzie popsuło. Ja, jako niekumaty w sprawach silnikowych przygrywałem pracującym na gitarze.
http://ciekawe.tematy.net/198x/syrenka/800/D2-1-12.jpg
Doskonałe ujęcie :D
I te "bungalowy" w tle...
No popatrz,my wprawdzie nie po Europie a na Jaćwież, i też na dachu transport odbywał dzielnie namiot Warta 4 Super :)
A w bagażniku weki z mięsem na 4 tygodnie,zapasowe cewki wn,pompa,krzyżaki,wał korbowy...:mrgreen: heh -skład bagażnika był PODOBNY !! ..no, może bez wału korbowego. Czasem, w trakcie jazdy , bagażnik się sam otwierał...z takim charakterystycznym dżwiękiem sprężyny, jak na kreskówkach. Hamowanie i liczne próby domknięcia kolanami czy dupskiem.
Ten dwusuw miał jeszcze tą OGROMNĄ zaletę , iż fater w wolnych chwilach, rozbierał go na parkingu, ładował do torby , znosił do domu, kładł na biurku wyłożonym '' trybuną ludu'' i czyścił, rozkręcał, przykręcał...w całym domu cuchnęło paliwem, smarem ..... a ja staremu donosiłem klucze a to 10 , 13 czy 17.....
Wojtku - coś o Uazie zapodaj. Prosiimy!
..... To była pierwsza nasza rodzinna Syrenka, nie pierwsza jednak,..
http://ciekawe.tematy.net/198x/syrenka/800/D2-1-12.jpg Wojtek, piękna historia Syrenki ....sentymentalna wręcz ,dzięki.
Na zdjęciu widać, jak już wcześniej wspomniał Browar,drzwi otwierały się w kierunku jazdy....taka Syrenka zwana była "gęsiarką", bo otwierając drzwi w czasie jazdy można było łapać gęsi ładując je bezpośrednio do wewnątrz.;)
Wtedy popularna była 14 stka. /to do opowieści o kluczach/. Też miałem śliczną Bosto... z kołem zapasowym na dachu.
Pozdrawiam
Wtedy popularna była 14 stka. /to do opowieści o kluczach/. Też miałem śliczną Bosto... z kołem zapasowym na dachu. Tak, w tym pojeździe nie było ani jednej "trzynastki".
Syrenki nie mam od trzydziestu lat ale "czternastki" po niej pozostały /to do opowieści o kluczach/.
http://ciekawe.tematy.net/198x/syrenka/800/klucze14.jpg
macie rację....Wojtku - pamiętam właśnie takie kluczyki / szczególnie ten sztorcowy ! ...gdzieś do dziś się wala /
Wojtku - coś o Uazie zapodaj. Prosiimy! Pewnie w szczególności, u kogo opony zmieniałem;) To w oddzielnym wątku.
Wracajmy do tematu. Jako, że to forum bieszczadzkie, trzeba teraz zagonić Syrenkę w Bieszczady. No więc zaganiajmy. Najmłodszy uczestnik wyjazdu nie docenia jeszcze uroków wyższych gór, więc będą to okolice podgórskie, czyli Zalew Soliński. Niekoniecznie najkrótszą drogą. Ze sprzętu biwakowego - własne mieliśmy tylko śpiwory, naczynia i âźJuwelekâ, reszta pochodziła z wypożyczalni zakładowej.
Droga Kalnica - Terka. Piękna, pusta dolina Solinki. Przy drodze tony malin.
http://ciekawe.tematy.net/198x/syrenka/800/Z_0013.jpg
Sine Wiry. Oj, tędy chyba nie przejedziemy - zauważył najmłodszy. I miał rację. Trzeba wracać i jechać przez Buk.
http://ciekawe.tematy.net/198x/syrenka/800/Z_0021.jpg
Punktem docelowym jest jakieś spokojne miejsce nad zalewem. Na dachu mamy namiot, kajak, całe biwakowe wyposażenie. Oprócz śpiworów - z wypożyczalni zakładowej. Dojeżdżamy do małej wioski, kończy się asfalt. Nad wodę schodzi kamienista droga. Ta się nie kończy, ale jakby łagodnie wchodzi w wodę. Syrenka dalej nie pojedzie ale tu nam się podoba. Na końcu tej drogi, po uprzednim "zameldowaniu się" u najbliższych mieszkańców, rozbijamy namiot. Juwelek, rosołek, makaronek. Ściągamy pniaczki i przytaczamy kamyczki. Popularne rejony zalewu były już wtedy mocno nasycone wczasowiczami i patrolowane przez służby jawne i tajne z wody, lądu i powietrza. Służby owe przeganiały biwakowiczów na oficjalne campingi oraz zbierały mandaty. Tutaj jeszcze było pusto.
http://ciekawe.tematy.net/198x/syrenka/800/Z_0011.jpg
http://ciekawe.tematy.net/198x/syrenka/800/Z_0012.jpghttp://ciekawe.tematy.net/198x/syrenka/800/Z_0002.jpg
http://ciekawe.tematy.net/198x/syrenka/800/Z_0006.jpg
http://ciekawe.tematy.net/198x/syrenka/800/Z_0012.jpghttp://ciekawe.tematy.net/198x/syrenka/800/Z_0012.jpg
Piekne ze takie miejsca po prostu byly, a nie trzeba bylo ich usilnie szukac...
Piekne ze takie miejsca po prostu byly, a nie trzeba bylo ich usilnie szukac... Pięknych miejsc jest mniej, bo je "zajeździliśmy". Niniejsze opowiadanie to potwierdza. Jednak wtedy miało się mniejsze możliwości "zajeżdżenia". Na początku lat 80. XX w., jadąc w Bieszczady samochodem, trzeba było wiedzieć, że na dużej obwodnicy jest jedna czynna stacja CPN, a w dodatku rzadko bywa w niej paliwo. Nawet, jeśli się ma kartki. CPN to była Centrala Produktów Naftowych, do której należały wszystkie publiczne stacje benzynowe w Polsce. A kartki, to był taki wynalazek, który trzeba było mieć - oprócz pieniędzy - aby kupić paliwo. Syrenka zużywała 8,5 l ma 100 km, kartki umożliwiały zatankowanie 3 razy w miesiącu po 8 litrów, co pozwalało na przejechanie ok. 280 km. Jak wspomniałem, stacja w Dołżycy miała paliwo było tylko na dnie zbiorników, zarezerwowane dla milicji, karetek pogotowia i znajomych. Stąd 20-litrowy baniaczek z benzyną musiał być w bagażniku. Przed nalaniem paliwa pracownik stacji stawiał w odpowiedniej rubryce pieczątkę.
http://ciekawe.tematy.net/198x/syrenka/800/kartki83.jpg
Wtedy reglamentowane było prawie wszystko, m.in. cukier, mięso, masło, smalec, kasza manna, okresowo odzież, obuwie i alkohol. Łatwiejsze byłoby wymienienie, co można było kupić w sklepie âźod rękiâ. Inne kartki wprawdzie nie mają związku z Syrenką, ale w mojej głowie zawsze się łączą te wspomnienia. Kartki było co roku inne, coraz piękniejsze. Były różne nominały, np. na 250g masła (taka była standardowa kostka) i 125g masła (pół kostki). Były odrębne na mięso, odrębne na wędliny i odrębne na wołowinę z kością. Radosna twórczość kartkorobów nie miała granic. Ogólnie było bardzo ciekawie â i komu to przeszkadzało ;)
http://ciekawe.tematy.net/198x/syren...i_na_mieso.jpg
Zaciekawiło mnie Wojtku zdjęcie rosołu z kury. Z którego to mniej więcej roku? Już wtedy były zupki instant? Bo chociaż bez wątpienia nosiła już mnie Matka Ziemia, to nie pamiętam takiego wynalazku.
były.... bodajże sławetna firma '' winiary''. Na różne wyrypy, auto stop miałem tego specyfiku pół plecaka / co prawda mały był. taki wehrmachtowski , ojca z Powstania, z krowią skórą na wierzchu../ .Najbardziej pasowały mi zupy ogonowe !!!! ....Piskalu- to jakoś połowa lat 70 XX w.
co do paliwa, mój ojciec nabywał 2 - 3 kanistry od żołnierzy. Za jakieś psie pieniądze. Podjeżdżali starem pod dom- czyli dostawa ''pod drzwi''. Póżniej sam ze 2 x korzystałem z tego rodzaju usług. Stację w Dołżycy pamiętam doskonale....użebrałem tam raz z 15 litrów.
Najbardziej pasowały mi zupy ogonowe !!!! .... Bo były jadalne,z innymi różnie bywało :)
Załącznik 27617Nasza "Karolcia", dla której żadna drogowa dziura nie była przeszkodą. Stawała czasem dęba po dłuższym postoju. Najtaniej jeździło się na gazolinie. Poznać jej charakterystyczny śpiew można było już z daleka a rozstanie przeżyłam jak z kimś bliskim. Kiedyś może zabiorę się za spisanie różnych wspólnych przygód - zawsze emocjonujących!
Co do zupek, to ja pamiętam jeszcze te z lat 50tych, nie w torebkach tylko kostkach. Rzeczywiście ogonowa była najlepsza!
Załącznik 27618I "Karolcia" zimowa a droga z Michniowca do Czarnej. Wystarczyło obciążyć przód i żadna śnieżna zaspa nie była jej straszna!
oho -ale czy '' Karolcia'' była przemalowywana ? na fotce nr. 2 widać że lewy bok troszkę dostał gdzieś. Masz rację, ten pojazd był nie do zdarcia . Z ojcem parokrotnie pokonywaliśmy rumuńskie Karpaty / wczesny Gierek.../ , Ukraina , Bułgaria. ..do dziś pamiętam ten wspaniały odgłos odpalanego motoru i wchodzenie na obroty .....i chmurę spalin za pojazdem....
"Karolcię" kupiliśmy już pełnoletnią, zaraz po tym jak mój syn zrobił prawo jazdy. Niestety, była koloru kości słoniowej, co nie odpowiadało fantazji jej nowego właściciela. W dwie godziny, przy pomocy rufy odkurzacza, rozpyliliśmy na niej czarną farbę i najpierw służyła w tym, eleganckim kolorze. Potem dostała kolorów ognistych, żeby dodawały jej energii i lekko wprowadziły w drugą młodość. Następnie otrzymała ubranko sportowe..Wielką niespodzianką, na pierwszym przeglądzie technicznym, było dla nas (kompletnych laików), ze koło zapasowe jest od ...kosiarki. Z czasem zaprzyjaźniłam się z licznymi "syreniarzami", którzy pozwalali grzebać w swoich skrzyniach z częściami jeśli czegoś akurat potrzebowaliśmy a co było w inny sposób nie do zdobycia. Pod koniec tak już znałam anatomię Karolci, że budziłam podziw wśród jej miłośników, bezbłędnie wyszukując wśród złomu to czego było jej trzeba. Długo by opowiadać o wzbogaceniu życiowych doświadczeń za jej pośrednictwem. Była niepowtarzalna!!!!
Załącznik 27617Nasza "Karolcia", nie dosc ze taka piekna syrenka to jeszcze na rejestracjach KSU :-)
.do dziś pamiętam ten wspaniały odgłos odpalanego motoru i wchodzenie na obroty .....i chmurę spalin za pojazdem.... juz czuje ten zapach prawdziwej benzyny :-) a warkot motoru to najlepsza muzyka przygrywajaca w czasie podrozy!
Pięknych miejsc jest mniej, bo je "zajeździliśmy". ] gdyby te wszytskie miejsca byly zajezdzone przez ludzi w syrenkach i tym podobnych, jedzacych zupy ogonowe z kocherka, spiacych w namiotach i przygrywajacych na gitarce kolegom naprawiajacym silniki ciezkimi kluczami- to ja bym nie miala nic przeciwko "zajezdzaniu"... Bo ja ogolnie towarzyskie bydle jestem.. Z natury wcale nie szukam ciszy i odludzia.. Nie chodzi o ilosc ludzi- tylko o jakosc...
Syrenka zużywała 8,5 l ma 100 km jestem pod wrazeniem! zawsze myslalam ze starsze samochody to żarły benzyne hektolitrami! a tyle pali nasza skodusia!! a ładusia to i do 13 dociagała....
Kiedyś może zabiorę się za spisanie różnych wspólnych przygód - zawsze emocjonujących![ zabierz sie od razu!! jednego oddanego czytelnika juz masz na pewno! :-) przekorny los nie dal mi zyc w tamtych czasach to choc w wirtualnym przeniose sie w wasze syrenkowe podroze!
Wtedy reglamentowane było prawie wszystko, m.in. cukier, mięso, masło, smalec, kasza manna, okresowo odzież, obuwie i alkohol. Łatwiejsze byłoby wymienienie, co można było kupić w sklepie âźod rękiâ. Inne kartki wprawdzie nie mają związku z Syrenką, ale w mojej głowie zawsze się łączą te wspomnienia. Kartki było co roku inne, coraz piękniejsze. Były różne nominały, np. na 250g masła (taka była standardowa kostka) i 125g masła (pół kostki). Były odrębne na mięso, odrębne na wędliny i odrębne na wołowinę z kością. Radosna twórczość kartkorobów nie miała granic. Ogólnie było bardzo ciekawie â i komu to przeszkadzało ] Nie zapomne jak u nas w domu tata mial stolik w przedpokoju i przychodzili ludzie z calego osiedla aby za jedna kartke na papierosy dac kilka na mieso, mydlo albo co innego :-)
I nie zapomne jak dostalam prawie lanie za pomalowanie kartek świecowymi kredkami! Na szczescie pani w sklepie byla wyrozumiala i kartki przyjela. A ja na przeprosiny od rodzicow dostalam lizaka!
Jednak wtedy miało się mniejsze możliwości "zajeżdżenia". ] Czy ja wiem? Dla zmotoryzowanych na pewno masz racje... ale jak ktos auta nie mial to latwiej bylo podrozowac po Polsce niz teraz.. Sprawniej dzialala kolej i jej ceny byly tansze. Pociagi docieraly na rozne zadupia, a teraz te linie zarasta chaszcz.. No i PKSy tez jezdzily.. Teraz dotarcie w wiele miejsc bez auta graniczy z cudem...
Losów Syrenki ciąg dalszy. Syrenka często naruszała przepisy. Nie te o ruchu drogowym, ale te leśne. Podstawę samochodu stanowiła stalowa rama, co pozwalało mu na bezszkodowe tłuczenie podwoziem o korzenie i kamienie. I, niestety, wjeżdżaliśmy w las wszędzie, gdzie się dało. Czasem za wycieraczką czekał mandat od pana leśniczego, który natychmiast sumiennie płaciłem. Ale nazbierane grzybki rekompensowały tę uciążliwość.
http://ciekawe.tematy.net/198x/syren...dia2a_0014.jpg
http://ciekawe.tematy.net/198x/syren...dia2a_0013.jpg
Te zdjęcia zostały zrobione gdzieś w Bieszczadach w 1984 lub 1985 r. W żaden sposób nie mogę sobie przypomnieć, gdzie to było. Ktoś ma pomysł?
http://ciekawe.tematy.net/198x/syren...an9_3c_096.jpg
http://ciekawe.tematy.net/198x/syren...an9_3c_050.jpg
Tęsknię za tym , aby usłyszeć warkot silnika królowej szos . Niestety obecnie jest to praktycznie niemożliwe.Dzięki za podróż w czasie.
Syrenką jeździło się wzdłuż drogi i w poprzek. Jeśli było za bardzo w poprzek, to się zawieszała. Odwieszenie wymagało pewnej wprawy, ale zawsze się udawało.
http://ciekawe.tematy.net/198x/syren...an9_4_0030.jpg
A po wyjechaniu na górę - w nagrodę - łyk świeżego powietrza.
http://ciekawe.tematy.net/198x/syren...an9_4_0028.jpg
Te zdjęcia zostały zrobione gdzieś w Bieszczadach w 1984 lub 1985 r. W żaden sposób nie mogę sobie przypomnieć, gdzie to było. Ktoś ma pomysł?... Super sprawy z tą Syrenką "wyciągnąłeś" Wojtku, a w tym czasie 84/85 nie wędrowaliście na trasie Bystre -Rabe - Przełęcz Żebrak...tak mi jakoś na to wygląda. :lol:
ps. Piękne czasy:-D
... a w tym czasie 84/85 nie wędrowaliście na trasie Bystre -Rabe - Przełęcz Żebrak...tak mi jakoś na to wygląda. :lol:
ps. Piękne czasy:-D O, Ty mi chyba odświeżasz pamięć, też tam byliśmy! Ja mam dużo takich zdjęć, których nie mogę rozpoznać. Następnym razem będę pewnie do Ciebie wysyłał do rozpoznania, a potem udawał, że wszystko wiem ;)
Odwiedzamy miła knajpke w tunelu przy dworcu Warszawa Zachodnia. Patrzymy z niedowierzaniem kto to przyglada nam sie ze sciany? a to najprawdziwsza Syrenka zaszczycila nas tu swoja obecnoscia!!!!
https://lh3.googleusercontent.com/-x...0/IMG_5010.JPG
https://lh6.googleusercontent.com/-E...6/IMG_5011.JPG
https://lh6.googleusercontent.com/-E...0/IMG_5012.JPG
https://lh5.googleusercontent.com/-i...0/IMG_5015.JPG
W okolicach Kaliszcze stoi takaż syrenka i czeka na fana który by jej zwrócił zycie...PozdrawiamZałącznik 29678
Kupiłem 104, jako że nie miałem prawka poprosiłem kolegę by doprowadził sprzęt do znajomego fachowca celem przeglądu. W trakcie jazdy okazało się, że układ kierowniczy jest zapieczony. Na zakrętach musieliśmy we dwóch obracać kierownicę. Miesiąc trwało doprowadzenie jej do stanu używalności. W góry nią nie dotarłem ale po lasach szła bezproblemowo a w bagażniku dorodny wieprzek się mieścił, jako że czasy były kartkowe.
Witam.Znalazłem kilka fotek - na jednym mój starszy , na drodze gdzieś w okolicach Narola/Lubaczowa , drugie - rodzinka w niedzielne popołudnie Przemyśl/Łętownia . Szukam kolejnych :)
Syrenka syrenką, a kto powoził Warszawą ?