bigos - mój pamiętnik, wspomnienia, uczucia, przeżycia ...
No i stalo si. Jeszcze nie tak dawno pakowalam plecak, a teraz znow siedze w domu i probuje ogarnac tamten tydzien. Bieszczady znalam z tworczosci KSU jeszcze z czasow ogolniaka, ale jakos nigdy nie zlozylo si, eby zobaczyc je na wlasne oczy.Wybor padl na Ustrzyki Gorne, gdzie zaczelismy polowanie na kwatere. Wysiedlismy przystanek przed ‼centrum” UG, wiec sila rzeczy zaczelismy od hotelu PTTK, ktrego ceny powalily nas na kolana. Ruszylismy dalej. Pokrecilismy si po okolicznych kwaterach, krotki telefon do Kremensarosa rwnie pozbawil nas zludzen co do wolnych miejsc, wiec wrocilismy do petli autobusowej. W poszukiwaniu mapy Bieszczadow wpadlismy do kiosku niezobowiazujaco pytajac pana sprzedajacego i wolne kwatery, na co ten odparl tajemniczym tonem: ‼moe wiem, moe nie wiem”, po czym poinformowal nas, ze takowa posiada i moze nam ja wynajac. Koniec koncow zamieszkalismy w domku obok Kremenarosa, naprzeciwko strazy granicznej. Miejscowka bomba, a na dodatek, nie liczac nas, pusciutka! Zrzucilismy plecaki, przepakowalismy si do mniejszych i jazda na Polonine Carynska. Przyznaje, ze brak formy szybko dal o sobie znac i dzies w polowie pojawila si zadyszka, ale poniewa nie poddaje si bez walki, chwile potem po raz pierwszy w zyciu mialam okazje zobaczyc, jak wyglada bieszczadzka polonina. Ale jeszcze wiekszym szokiem by zwyczaj pozdrawiania si na szlaku. Po pierwszym ‼czesc” ogladalam si za siebie sprawdzajac, czy my aby na pewno si skads znamy. Chwile pozniej zaskoczylismy o co chodzi i ju do samego konca z wyszczerzonymi klami witalismy si ze wszystkimi na trasie. Pogoda fantastyczna, widoki zwalaly z nog, natomiast dziwila liczba turystow, ale najwyrazniej Carynska to taki bieszczadzki odpowiednik molo. Pamietam tez urocze Polakow rozmowy, z czego numerem jeden byo ‼Prosz siadac i podziwiac”. Po krotkiej przerwie i "podziwianiu" ruszylismy dalej ku Przeleczy Wyznianskiej, skad sila rozpedu doszlismy do Bacowki pod Rawkami, gdzie rzucilismy si na lokalny przysmak pt. grule z bundzem, czyli zapiekane ziemniaki z serem i sosem czosnkowym. Porcje byy tak ogromne, ze pomimo szczerych checi, nie bylimy w stanie ich spracowac. Jedzonko popchnelismy Lezajskiem i udalismy si spowrotem do glownej drogi i z buta ruszylismy w kierunku Ustrzyk Gornych. Gdzies w polowie drogi zatrzymal si przy nas busik i oczom naszym ukazal si Pan Kapelusznik we wlasnej osobie (Derty, ju wiemy skad ten przydomek J).
Nastepnego dnia ruszylismy niebieskim szlakiem w kierunku Wielkiej Rawki. Bardzo mocne podejscie, ale po wczorajszej rozgrzewce byo ciut latwiej. O dziwo, prawie do samego szczytu nie spotkalismy zywej duszy na trasie. PRAWIE, bo mijajac polanke tuz przed ostatnim podejsciem na szczyt, z pobliskich krzakow uslyszelismy potezny ryk. Wlosy stanely nam deba i w ulamku sekundy znalezlismy sie na szczycie. Oboje dalibysmy sobie obciac rece i nogi, ze by to mis. Po niedlugim czasie okazalo sie, ze byl to jednak jelen, ale i tak trase z Wielkiej na Mala Rawke, a pozniej Dzialem az pod Wetline pokonalismy w tempie iscie olimpijskim, a kady szelest w krzakach podnosil poziom adrenaliny. Dopiero pozniej dowiedzielismy si, ze misie nie szukaja towarzystwa ludzi, ale my i tak do konca nosilismy ze soba kawal kielbasy, ktra miala sluzyc jako element odciagajacy uwage misia od nas w razie nieplanowanego spotkania na trasie ;-) Co do samej trasy- widoki zapierajace dech w piesiach, no i znow mysl, ktra wwiercala si w glowe ciagle i ciagle na nowo- nie da rady ogarnac i zobaczyc tych wszystkich szczytow, dolin, tras i nie tras...zycia nie wystarczy! Az bolalo. W przenosni i doslownie, bo po tej wyprawie, prawie 20-kilometrowej, naciagnelam sobie sciegno Achillesa i cos chrupnelo w kolanie. Na szczescie w zapasie mielismy bandaz elastyczny w ilosciach hurtowych. Na koniec, gdzies pod Wetlina, znalezlismy w krzakach stary most i wpomnienie po kolejce, chyba waskotorowej. Szczesliwie 3-go dnia w planie by dosc delikatny przemarsz z Berezek na Przyslup Carynski. Tak sielskiego widoku chyba nigdy nie mialam okazji podziwiac. Nikogo dookoa, z wyjtkiem polany i cudownej panoramy okolicznych gor. Tam zrobilismy sobie polgodzinna sesje zdjeciowa i ruszylismy dalej w poszukiwaniu bylej wsi Carynskie po drodze natykajac si na malutka zmije wygrzewajaca si na betonie. Sama wies- az serce si krajalo, jak niewiele z niej zostalo. Pokrecilismy si troche i ruszylismy na Nasiczne. W koncu dotarlismy do szosy, skad dziarsko pomaszerowalismy do Brzegow Gornych, po drodze mijajac dzikiego zubra, ktry okazal si by bardzo towarzyska krowa pani sprzedajacej bilety na szlak J
Dzien czwarty to Polonina Wetlinska. Pogoda wci jak igla. Zapasy wody, uzupelniamy w pobliskim strumyku, ktory jest chyba bardziej krystaliczny ni wszystkie butelkowane wody, jakie przyszlo mi do tej pory pic.Na szczycie, w Chatce Puchatka zaskok- kilkunastoosobowa brygada Slazakow w wieku mocno emerytalnym, co tylko utwierdzilo mnie w przekonaniu, ze trzeba kontynuowac gorska przygode. I jeszcze jeden niespodziewany gosc- golab, ktry najwyrazniej stracil orientacje w terenie skonczywszy na puchatkowej laweczce dokarmiany przez wszystkich. Z Chatki ruszylismy przed siebie w kierunku Przeleczy Orlowicza. Wetlinska wydala si wezsza i bardziej kamienista ni Carynska, ale rownie popularna, bo takich jak my mijalismy dziesiatki. Srednia wieku na szlaku wci mnie intrygowala. Daj boze taka forme za kilkadziesiat lat! W drodze powrotnej busem z Wetliny do UG zatrzymalismy si przy lokalnej wedzarni, gdzie zaopatrzylismy si w kilka oscypkow i kawal hucula, ktre pieknie komponowaly si z piwkiem i ogniskiem pare godzin pozniej J Rwnie tego wieczoru okazalo si, ze mamy sasiadow w pokoju obok, z ktrymi spedzilismy ten i kolejny wieczor przy ognisku, wiec przy okazji serdecznie pozdrawiam Piotra i Marka, o ile w ogole kiedykolwiek trafia na to forum.
Dzien piaty, wg planu Dertego, to zdobycie Tarnicy J Taka wisienka na torcie na ostani dzien, bo okazalo si, ze bdziemy wracac ciut wczesniej, ni to oryginalnie zakladalismy, wiec Tarnica bya symbolicznym pozegnaniem z Bieszczadami. Po 4 dniach intensywnych marszow moje sciegna byy raczej ich wspomnienem. Pogoda troszeczke zaczela si zalamywac, ale na szczescie nie spadla ani kropla deszczu. Ostatni kamienisty kawalek dal nam troche popalic, ale widok ze szczytu zrekompensowal kazda kropelke potu. Trafilismy wprawdzie na kilka szkolnych wycieczek, ale przeczekalismy je i we wzglednym spokoju posiedzielismy chwile na gorze. Mielismy ogromnego smaka na Krzemien i Rozsypaniec, ale najzwyczajniej w swiecie zabraklo nam sil, wiec musielismy zadowolic si samymi widokami. Mocno sponiewierani ruszylismy pozniej w dol w strone Wolosatego, mijajac biegajace luzem konie huculskie. Slonce wyszlo zza chmur, zrobilo si sielsko-czarodziejsko, a do mnie dotarlo, ze to ju praktycznie koniec naszej przygody. Poniewa chcielismy dac sobie porzadnie w kosc, postanowilismy wrocic z Wolosatego do UG z przyslowiowego buta. Tak dziurawej drogi nie widzialam nigdy w zyciu. Wprawdzie z obu stron nowy asfalt powoli si rozwija, ale srodek wyglada jak ser szwajcarski JTen dzien rwnie zakonczylismy ogniskiem z naszymi uroczymi sasiadami i zoladkowa gorzka zagryzana oscypkami i huculem. Niestety, nie udalo nam si zaliczyc Cisnej z Siekierezada i Trollem, ale minelismy ja w drodze powrotnej, wrzucajac przy okazji kartki dla przyjaciol i rodzinki. Nie obylo si oczywicie bez zakupu lokalnych specjalow u Nikosa, ktry najwyrazniej jest miejscowym mistrzem w wyrabianiu serow, co bardzo szybko odkrylismy wcinajac ju po drodze czesc zakupow. W Gdyni wyladowalismy w niedziele po 5tej rano. Przywital nas ziab i resztki deszczu na ulicach.
Minal ju tydzien od powrotu a mnie, jak to kiedys ktos ladnie powiedzial, meczyl mnie i nadal meczy ‼smutek spelnionej basni”. Nie moglam sobie znalezc miejsca, buty do dzis leza na balkonie, a kady powrot do folderu ze zdjeciami jest jak rozdrapywanie wielkiego strupa. Ten niecaly tydzien przyniosl tyle pozytywnych wrazen, co ostatnie pare miesiecy. Czas plynal zupelnie inaczej. Przez caly pobyt ani przez chwile nie mialam na sobie zegarka, nie byo ani telewizji ani radia- bylimy tylko my, nasze nogi, mapa i otwarta glowa. Zreszta, nie wazne co napisze, bo wszystko zaleci banalem, ale te pare dni daly mi wiecej ni si spodziewalam i chocbym stanela na glowie, to i tak wiem, ze nie opisalam nawet w dziesietnej czesci tego, co tam widzialam i czulam.
Przy okazji chcialabym BARDZO podziekowac Tobie Derty za rozpisanie nam planu na te pare dni. Dzieki Tobie nasz wypad mia rece i nogi.
Teraz z czystym sumieniem mona zawoa do Ciebie - witaj w Bieszczadach. Bo dopada Ci chyba nieuleczalnie ta "choroba". Piknie opisaa swoja wypraw.
Witaj krajanko. Bardzo udany debiut - gratuluj. mijka cudowna. Jest tyle miejsc w Bieszczadach, ktre nie przypominaj sopockiego mola w sezonie. Zreszt, plaa i Pooniny najpikniejsze s zim, wczesn wiosn, b. pn listopadow jesieni - polecam.
Dugi
"smutek spenionej bani" i ogldanie fotek jak "rozdrapywanie wielkiego strupa"-oj znam to meduso. i nigdy tak naprawd nie da si opisac wszystkiego, co si widziao, a zwaszcza, co si czuo.no bo jak ubrac w sowa zachwyt, kiedy stoi si i patrzy na pooniny, a wiatr hula we wosach i niemal podrywa do gry.
byam w tych samych co TY miejscach.i nigdy nie zapomn :)
jak napisa naive- dopada Ci ta nieuleczalna choroba zwana Bieszczadami.
pozdrawiam
fajnie!!! widze ze wyjazd byl udany!!! a jakie super jest to zdjecie pt "niedzwiedz" !!!!!! rewelka!!!! taki ryczacy las musial robic wrazenie!!! i wspaniale dziurawu asfalt! az by sie chcialo znow pojechac ta droga!!
Po raz pierwszy ale chyba nie ostatni?Gratuluj udanej wyprawy i pozdrawiam.
Pozdrawiam i WITAM rwnie w klubie Beszczadnikw. ycz rwnie duej iloci powrotw co Ja i inni w Biesy. Za 3 dni jad po raz 10 i "chyba mi sie tam nigdy nie znudzi". Do zobaczenia na szlaku. :))
Dziekuje wszystkim za mile slowa. Jedno jest pewne...to dopiero poczatek przygody! A najsmieszniejsze w tym wszystkim jest to, ze jeszcze rok temu szabelka walczylabym o wyzszosc morza nad gorami. Chyle czola i przyznaje sie do bledu. Pierwsze kocham z sentymentu. Te drugie wyrwaly mi kawal serca i zawirusowaly caly system odpornosciowy.
Ech, a jutro powrot do "fabryki"... Mam atak paniki na sama mysl :roll:
Dziekuje wszystkim za mile slowa. Jedno jest pewne...to dopiero poczatek przygody! A najsmieszniejsze w tym wszystkim jest to, ze jeszcze rok temu szabelka walczylabym o wyzszosc morza nad gorami. Chyle czola i przyznaje sie do bledu. Pierwsze kocham z sentymentu. Te drugie wyrwaly mi kawal serca i zawirusowaly caly system odpornosciowy.
Ech, a jutro powrot do "fabryki"... Mam atak paniki na sama mysl :roll: Naprawde pikna relacja,bieszczady tez ,"wyrway mi kawa serca",i to jakze juz dawno,musz ci ostrzec ze ta ,"infekcja","",nie przechodzi nigdy!!!!
Tylko my,znad morza,mamy jeden problem,..ze jest tam tak daleko,(mieszkam ,po sasiedzku),i zazdroszcze formowiczm=om z poudnia ze maja blizej,i czesciej moga tam zagladac,no ale nadzieja jest ..oddano juz 500metrow atostrady a1:mrgreen: zawsze,to wygodniej i szybciej:mrgreen: .Trzymaj sie tam w fabryce,i poprostu planuj juz nastpny wypad,atwiej wwczas,a ja juz za pare dni,w pocig i heja,nareszcie,rusz dla mnie dni.pozd.
Witaj! Wrcilimy z Biesw wczoraj bylimy tylko 3 dni ale byo cudownie. Jesie - te kolory nikt ich nie potrafi w peni opisa to trzeba zobaczy moe w przyszym roku pojedziemy na duej i niekoniecznie w oblegane miejsca Ustrzyki Grne i okolice. Nadal tumu ludzi w kadym wieku. Wracajc do domu widzielimy te Bieszczady gdzie diabe mwi dobranoc. :-P i tam musimy pojecha okolice opiennika widoki powalaj z ng.
Meduso, po dugoci relacji rozumiem, e byo super, e wyjazd si uda. Skoro jednak nie chciao Ci si uywa liter z polskimi ogonkami i kropkami, to mi si nie chce tego czyta. Powiesz, e si czepiam - masz racj, ale mam ju do niechlujnych postw, czego przypadkiem wyraz daj w tym temacie.
Meduso, po dugoci relacji rozumiem, e byo super, e wyjazd si uda. Skoro jednak nie chciao Ci si uywa liter z polskimi ogonkami i kropkami, to mi si nie chce tego czyta. Powiesz, e si czepiam - masz racj, ale mam ju do niechlujnych postw, czego przypadkiem wyraz daj w tym temacie. Pewnie zapomniale, e tu nie tylko wolno nie czyta, ale te wolno nie pisa. Szkoda e z tej drugiej moliwoci nie skorzystae.
Hero a ja nie uzywam polskich liter z jednej prostej przyczyny: raz ze szybciej, ale....u niektorych np. piszacych z USA pozniej wyskakuja krzaczki. Wez sobie wyobraz taki text gdzie wszystkie polskie znaczki wystepuja w postaci krzaczorow. TRAGEDIA!!!
miejze wiec sumienie dla nich.
Meduso, po dugoci relacji rozumiem, e byo super, e wyjazd si uda. Skoro jednak nie chciao Ci si uywa liter z polskimi ogonkami i kropkami, to mi si nie chce tego czyta. Powiesz, e si czepiam - masz racj, ale mam ju do niechlujnych postw, czego przypadkiem wyraz daj w tym temacie. Masz racje, wyjazd udal sie w 100%, dziekuje.
O wyzszosci postow Z lub BEZ polskich znakow nie dyskutuje. Skupilam sie na tresci.
Hej:)
Hero chyba z tsknoty za grami ma zy humorek:P Super jest, e wpada jak liwka w kompot:D To chyba jedno z najwspanialszych uczu - by 'trafionym grami'... Witaj w klubie powsimord i moczyng :D
A eby mieszniej byo - mnie wynioso ostatnio do Gdyni. Morenowe buczyny jeszcze zielone, ale wiato o poranku tak piknie w nich 'gra', tak nastraja na gry...
Pozdrawiam
Derty
Hej:)
Hero chyba z tsknoty za grami ma zy humorek:P Super jest, e wpada jak liwka w kompot:D To chyba jedno z najwspanialszych uczu - by 'trafionym grami'... Witaj w klubie powsimord i moczyng :D
A eby mieszniej byo - mnie wynioso ostatnio do Gdyni. Morenowe buczyny jeszcze zielone, ale wiato o poranku tak piknie w nich 'gra', tak nastraja na gry...
Pozdrawiam
Derty Tak zaiste,te morenowe lasy buczynowe,wok trjmiasta,przypominaj,te w bieszczadzie,tylko pooninek brak! niestety,"orginay",s oddalone o 900km.:-(
tylko pooninek brak!( Nie no, s pooninki, tylko stoi na nich Real, Carrefur i inne takie 'orodki wypoczynkowe':D
Pozdrawiam,
Derty
PS: Zaczam 2 foto z mrocznej buczynki nadmorskiej, abycie mogli porwna zaawansowanie jesieni tam i w Bieszczadach:)
piknie opisane jak przeczytaam to sie czuje jak moje przeycia tez byam tam pierwszy raz i myl e nie ostatni a szczeglne pozdrowienia dla GOPR w UG
Pewnie zapomniale, e tu nie tylko wolno nie czyta, ale te wolno nie pisa. Szkoda e z tej drugiej moliwoci nie skorzystae. Ot i dobrze gada, pola wina :)
A co do relacji z pobytu:
"po drodze mijajac dzikiego zubra, ktry okazal si by bardzo towarzyska krowa" - rozbawia mnie tym zdaniem bardzo heheh
Pozdrawiam.
Aa! No i na focie vipera berus, co pode mnie :)
Ot i dobrze gada, pola wina :)
A co do relacji z pobytu:
"po drodze mijajac dzikiego zubra, ktry okazal si by bardzo towarzyska krowa" - rozbawia mnie tym zdaniem bardzo heheh
Pozdrawiam.
Aa! No i na focie vipera berus, co pode mnie :)
Emocji nie brakowalo przez caly pobyt i sama sie smieje, jak sobie przypomne bezowego zubra z wymionami :grin:
Ech, zeby tak blizej bylo i wiecej czasu...
"Czciej patrz si na Wschd,bo tam jest zima najdziksza..."
A u mnie byo to tak...Szukaam swojego miejsca od kilku lat,zawsze kochaam las,gry,kade dbo polskiej trawy...Ale dopiero daleko,na obczynie,miaam wreszcie czas i moliwo przemylenia tego tak do koca.I tak po powrocie do kraju od przepakowaam plecak i pierwszy raz ruszyam z przyjacielem stopem w Bieszczady(taki sposb podrowania to podwjna przyjemno!!!!Mona pozna mnstwo ciekawych ludzi!I ju w tych kierujcych si tam samochodach rozmowy zupenie inne od tych,ktre syszy si na codzie-kady tylko wychwala pikno,dziko tych gr,padaj nazwy,ktre teraz dla mnie te maj juz znaczenie,w gosach sycha takie emocje...).Szam Poonin Wetlisk i pakaam.I zy pojawiaj si za kadym razem,kiedy ogldam zdjcia z tych kilku dni.I ju wiem-znalazam swoje miejsce.Nie wiem,ile czasu zajmie mi przeniesienie tam swojego ycia,ale zrobi to.Wszystkie dzisiejsze wysiki to denie wanie do tego,kady dzie cikiej pracy ma sens-bo zblia mnie ku spenieniu marzenia.Ucaowania dla wszystkich,ktrzy rozrzuceni po wiecie serca zostawili wanie tam!
zanotowane.pl doc.pisz.pl pdf.pisz.pl brytfanna.keep.pl
Nastepnego dnia ruszylismy niebieskim szlakiem w kierunku Wielkiej Rawki. Bardzo mocne podejscie, ale po wczorajszej rozgrzewce byo ciut latwiej. O dziwo, prawie do samego szczytu nie spotkalismy zywej duszy na trasie. PRAWIE, bo mijajac polanke tuz przed ostatnim podejsciem na szczyt, z pobliskich krzakow uslyszelismy potezny ryk. Wlosy stanely nam deba i w ulamku sekundy znalezlismy sie na szczycie. Oboje dalibysmy sobie obciac rece i nogi, ze by to mis. Po niedlugim czasie okazalo sie, ze byl to jednak jelen, ale i tak trase z Wielkiej na Mala Rawke, a pozniej Dzialem az pod Wetline pokonalismy w tempie iscie olimpijskim, a kady szelest w krzakach podnosil poziom adrenaliny. Dopiero pozniej dowiedzielismy si, ze misie nie szukaja towarzystwa ludzi, ale my i tak do konca nosilismy ze soba kawal kielbasy, ktra miala sluzyc jako element odciagajacy uwage misia od nas w razie nieplanowanego spotkania na trasie ;-) Co do samej trasy- widoki zapierajace dech w piesiach, no i znow mysl, ktra wwiercala si w glowe ciagle i ciagle na nowo- nie da rady ogarnac i zobaczyc tych wszystkich szczytow, dolin, tras i nie tras...zycia nie wystarczy! Az bolalo. W przenosni i doslownie, bo po tej wyprawie, prawie 20-kilometrowej, naciagnelam sobie sciegno Achillesa i cos chrupnelo w kolanie. Na szczescie w zapasie mielismy bandaz elastyczny w ilosciach hurtowych. Na koniec, gdzies pod Wetlina, znalezlismy w krzakach stary most i wpomnienie po kolejce, chyba waskotorowej. Szczesliwie 3-go dnia w planie by dosc delikatny przemarsz z Berezek na Przyslup Carynski. Tak sielskiego widoku chyba nigdy nie mialam okazji podziwiac. Nikogo dookoa, z wyjtkiem polany i cudownej panoramy okolicznych gor. Tam zrobilismy sobie polgodzinna sesje zdjeciowa i ruszylismy dalej w poszukiwaniu bylej wsi Carynskie po drodze natykajac si na malutka zmije wygrzewajaca si na betonie. Sama wies- az serce si krajalo, jak niewiele z niej zostalo. Pokrecilismy si troche i ruszylismy na Nasiczne. W koncu dotarlismy do szosy, skad dziarsko pomaszerowalismy do Brzegow Gornych, po drodze mijajac dzikiego zubra, ktry okazal si by bardzo towarzyska krowa pani sprzedajacej bilety na szlak J
Dzien czwarty to Polonina Wetlinska. Pogoda wci jak igla. Zapasy wody, uzupelniamy w pobliskim strumyku, ktory jest chyba bardziej krystaliczny ni wszystkie butelkowane wody, jakie przyszlo mi do tej pory pic.Na szczycie, w Chatce Puchatka zaskok- kilkunastoosobowa brygada Slazakow w wieku mocno emerytalnym, co tylko utwierdzilo mnie w przekonaniu, ze trzeba kontynuowac gorska przygode. I jeszcze jeden niespodziewany gosc- golab, ktry najwyrazniej stracil orientacje w terenie skonczywszy na puchatkowej laweczce dokarmiany przez wszystkich. Z Chatki ruszylismy przed siebie w kierunku Przeleczy Orlowicza. Wetlinska wydala si wezsza i bardziej kamienista ni Carynska, ale rownie popularna, bo takich jak my mijalismy dziesiatki. Srednia wieku na szlaku wci mnie intrygowala. Daj boze taka forme za kilkadziesiat lat! W drodze powrotnej busem z Wetliny do UG zatrzymalismy si przy lokalnej wedzarni, gdzie zaopatrzylismy si w kilka oscypkow i kawal hucula, ktre pieknie komponowaly si z piwkiem i ogniskiem pare godzin pozniej J Rwnie tego wieczoru okazalo si, ze mamy sasiadow w pokoju obok, z ktrymi spedzilismy ten i kolejny wieczor przy ognisku, wiec przy okazji serdecznie pozdrawiam Piotra i Marka, o ile w ogole kiedykolwiek trafia na to forum.
Dzien piaty, wg planu Dertego, to zdobycie Tarnicy J Taka wisienka na torcie na ostani dzien, bo okazalo si, ze bdziemy wracac ciut wczesniej, ni to oryginalnie zakladalismy, wiec Tarnica bya symbolicznym pozegnaniem z Bieszczadami. Po 4 dniach intensywnych marszow moje sciegna byy raczej ich wspomnienem. Pogoda troszeczke zaczela si zalamywac, ale na szczescie nie spadla ani kropla deszczu. Ostatni kamienisty kawalek dal nam troche popalic, ale widok ze szczytu zrekompensowal kazda kropelke potu. Trafilismy wprawdzie na kilka szkolnych wycieczek, ale przeczekalismy je i we wzglednym spokoju posiedzielismy chwile na gorze. Mielismy ogromnego smaka na Krzemien i Rozsypaniec, ale najzwyczajniej w swiecie zabraklo nam sil, wiec musielismy zadowolic si samymi widokami. Mocno sponiewierani ruszylismy pozniej w dol w strone Wolosatego, mijajac biegajace luzem konie huculskie. Slonce wyszlo zza chmur, zrobilo si sielsko-czarodziejsko, a do mnie dotarlo, ze to ju praktycznie koniec naszej przygody. Poniewa chcielismy dac sobie porzadnie w kosc, postanowilismy wrocic z Wolosatego do UG z przyslowiowego buta. Tak dziurawej drogi nie widzialam nigdy w zyciu. Wprawdzie z obu stron nowy asfalt powoli si rozwija, ale srodek wyglada jak ser szwajcarski JTen dzien rwnie zakonczylismy ogniskiem z naszymi uroczymi sasiadami i zoladkowa gorzka zagryzana oscypkami i huculem. Niestety, nie udalo nam si zaliczyc Cisnej z Siekierezada i Trollem, ale minelismy ja w drodze powrotnej, wrzucajac przy okazji kartki dla przyjaciol i rodzinki. Nie obylo si oczywicie bez zakupu lokalnych specjalow u Nikosa, ktry najwyrazniej jest miejscowym mistrzem w wyrabianiu serow, co bardzo szybko odkrylismy wcinajac ju po drodze czesc zakupow. W Gdyni wyladowalismy w niedziele po 5tej rano. Przywital nas ziab i resztki deszczu na ulicach.
Minal ju tydzien od powrotu a mnie, jak to kiedys ktos ladnie powiedzial, meczyl mnie i nadal meczy ‼smutek spelnionej basni”. Nie moglam sobie znalezc miejsca, buty do dzis leza na balkonie, a kady powrot do folderu ze zdjeciami jest jak rozdrapywanie wielkiego strupa. Ten niecaly tydzien przyniosl tyle pozytywnych wrazen, co ostatnie pare miesiecy. Czas plynal zupelnie inaczej. Przez caly pobyt ani przez chwile nie mialam na sobie zegarka, nie byo ani telewizji ani radia- bylimy tylko my, nasze nogi, mapa i otwarta glowa. Zreszta, nie wazne co napisze, bo wszystko zaleci banalem, ale te pare dni daly mi wiecej ni si spodziewalam i chocbym stanela na glowie, to i tak wiem, ze nie opisalam nawet w dziesietnej czesci tego, co tam widzialam i czulam.
Przy okazji chcialabym BARDZO podziekowac Tobie Derty za rozpisanie nam planu na te pare dni. Dzieki Tobie nasz wypad mia rece i nogi.
Teraz z czystym sumieniem mona zawoa do Ciebie - witaj w Bieszczadach. Bo dopada Ci chyba nieuleczalnie ta "choroba". Piknie opisaa swoja wypraw.
Witaj krajanko. Bardzo udany debiut - gratuluj. mijka cudowna. Jest tyle miejsc w Bieszczadach, ktre nie przypominaj sopockiego mola w sezonie. Zreszt, plaa i Pooniny najpikniejsze s zim, wczesn wiosn, b. pn listopadow jesieni - polecam.
Dugi
"smutek spenionej bani" i ogldanie fotek jak "rozdrapywanie wielkiego strupa"-oj znam to meduso. i nigdy tak naprawd nie da si opisac wszystkiego, co si widziao, a zwaszcza, co si czuo.no bo jak ubrac w sowa zachwyt, kiedy stoi si i patrzy na pooniny, a wiatr hula we wosach i niemal podrywa do gry.
byam w tych samych co TY miejscach.i nigdy nie zapomn :)
jak napisa naive- dopada Ci ta nieuleczalna choroba zwana Bieszczadami.
pozdrawiam
fajnie!!! widze ze wyjazd byl udany!!! a jakie super jest to zdjecie pt "niedzwiedz" !!!!!! rewelka!!!! taki ryczacy las musial robic wrazenie!!! i wspaniale dziurawu asfalt! az by sie chcialo znow pojechac ta droga!!
Po raz pierwszy ale chyba nie ostatni?Gratuluj udanej wyprawy i pozdrawiam.
Pozdrawiam i WITAM rwnie w klubie Beszczadnikw. ycz rwnie duej iloci powrotw co Ja i inni w Biesy. Za 3 dni jad po raz 10 i "chyba mi sie tam nigdy nie znudzi". Do zobaczenia na szlaku. :))
Dziekuje wszystkim za mile slowa. Jedno jest pewne...to dopiero poczatek przygody! A najsmieszniejsze w tym wszystkim jest to, ze jeszcze rok temu szabelka walczylabym o wyzszosc morza nad gorami. Chyle czola i przyznaje sie do bledu. Pierwsze kocham z sentymentu. Te drugie wyrwaly mi kawal serca i zawirusowaly caly system odpornosciowy.
Ech, a jutro powrot do "fabryki"... Mam atak paniki na sama mysl :roll:
Dziekuje wszystkim za mile slowa. Jedno jest pewne...to dopiero poczatek przygody! A najsmieszniejsze w tym wszystkim jest to, ze jeszcze rok temu szabelka walczylabym o wyzszosc morza nad gorami. Chyle czola i przyznaje sie do bledu. Pierwsze kocham z sentymentu. Te drugie wyrwaly mi kawal serca i zawirusowaly caly system odpornosciowy.
Ech, a jutro powrot do "fabryki"... Mam atak paniki na sama mysl :roll: Naprawde pikna relacja,bieszczady tez ,"wyrway mi kawa serca",i to jakze juz dawno,musz ci ostrzec ze ta ,"infekcja","",nie przechodzi nigdy!!!!
Tylko my,znad morza,mamy jeden problem,..ze jest tam tak daleko,(mieszkam ,po sasiedzku),i zazdroszcze formowiczm=om z poudnia ze maja blizej,i czesciej moga tam zagladac,no ale nadzieja jest ..oddano juz 500metrow atostrady a1:mrgreen: zawsze,to wygodniej i szybciej:mrgreen: .Trzymaj sie tam w fabryce,i poprostu planuj juz nastpny wypad,atwiej wwczas,a ja juz za pare dni,w pocig i heja,nareszcie,rusz dla mnie dni.pozd.
Witaj! Wrcilimy z Biesw wczoraj bylimy tylko 3 dni ale byo cudownie. Jesie - te kolory nikt ich nie potrafi w peni opisa to trzeba zobaczy moe w przyszym roku pojedziemy na duej i niekoniecznie w oblegane miejsca Ustrzyki Grne i okolice. Nadal tumu ludzi w kadym wieku. Wracajc do domu widzielimy te Bieszczady gdzie diabe mwi dobranoc. :-P i tam musimy pojecha okolice opiennika widoki powalaj z ng.
Meduso, po dugoci relacji rozumiem, e byo super, e wyjazd si uda. Skoro jednak nie chciao Ci si uywa liter z polskimi ogonkami i kropkami, to mi si nie chce tego czyta. Powiesz, e si czepiam - masz racj, ale mam ju do niechlujnych postw, czego przypadkiem wyraz daj w tym temacie.
Meduso, po dugoci relacji rozumiem, e byo super, e wyjazd si uda. Skoro jednak nie chciao Ci si uywa liter z polskimi ogonkami i kropkami, to mi si nie chce tego czyta. Powiesz, e si czepiam - masz racj, ale mam ju do niechlujnych postw, czego przypadkiem wyraz daj w tym temacie. Pewnie zapomniale, e tu nie tylko wolno nie czyta, ale te wolno nie pisa. Szkoda e z tej drugiej moliwoci nie skorzystae.
Hero a ja nie uzywam polskich liter z jednej prostej przyczyny: raz ze szybciej, ale....u niektorych np. piszacych z USA pozniej wyskakuja krzaczki. Wez sobie wyobraz taki text gdzie wszystkie polskie znaczki wystepuja w postaci krzaczorow. TRAGEDIA!!!
miejze wiec sumienie dla nich.
Meduso, po dugoci relacji rozumiem, e byo super, e wyjazd si uda. Skoro jednak nie chciao Ci si uywa liter z polskimi ogonkami i kropkami, to mi si nie chce tego czyta. Powiesz, e si czepiam - masz racj, ale mam ju do niechlujnych postw, czego przypadkiem wyraz daj w tym temacie. Masz racje, wyjazd udal sie w 100%, dziekuje.
O wyzszosci postow Z lub BEZ polskich znakow nie dyskutuje. Skupilam sie na tresci.
Hej:)
Hero chyba z tsknoty za grami ma zy humorek:P Super jest, e wpada jak liwka w kompot:D To chyba jedno z najwspanialszych uczu - by 'trafionym grami'... Witaj w klubie powsimord i moczyng :D
A eby mieszniej byo - mnie wynioso ostatnio do Gdyni. Morenowe buczyny jeszcze zielone, ale wiato o poranku tak piknie w nich 'gra', tak nastraja na gry...
Pozdrawiam
Derty
Hej:)
Hero chyba z tsknoty za grami ma zy humorek:P Super jest, e wpada jak liwka w kompot:D To chyba jedno z najwspanialszych uczu - by 'trafionym grami'... Witaj w klubie powsimord i moczyng :D
A eby mieszniej byo - mnie wynioso ostatnio do Gdyni. Morenowe buczyny jeszcze zielone, ale wiato o poranku tak piknie w nich 'gra', tak nastraja na gry...
Pozdrawiam
Derty Tak zaiste,te morenowe lasy buczynowe,wok trjmiasta,przypominaj,te w bieszczadzie,tylko pooninek brak! niestety,"orginay",s oddalone o 900km.:-(
tylko pooninek brak!( Nie no, s pooninki, tylko stoi na nich Real, Carrefur i inne takie 'orodki wypoczynkowe':D
Pozdrawiam,
Derty
PS: Zaczam 2 foto z mrocznej buczynki nadmorskiej, abycie mogli porwna zaawansowanie jesieni tam i w Bieszczadach:)
piknie opisane jak przeczytaam to sie czuje jak moje przeycia tez byam tam pierwszy raz i myl e nie ostatni a szczeglne pozdrowienia dla GOPR w UG
Pewnie zapomniale, e tu nie tylko wolno nie czyta, ale te wolno nie pisa. Szkoda e z tej drugiej moliwoci nie skorzystae. Ot i dobrze gada, pola wina :)
A co do relacji z pobytu:
"po drodze mijajac dzikiego zubra, ktry okazal si by bardzo towarzyska krowa" - rozbawia mnie tym zdaniem bardzo heheh
Pozdrawiam.
Aa! No i na focie vipera berus, co pode mnie :)
Ot i dobrze gada, pola wina :)
A co do relacji z pobytu:
"po drodze mijajac dzikiego zubra, ktry okazal si by bardzo towarzyska krowa" - rozbawia mnie tym zdaniem bardzo heheh
Pozdrawiam.
Aa! No i na focie vipera berus, co pode mnie :)
Emocji nie brakowalo przez caly pobyt i sama sie smieje, jak sobie przypomne bezowego zubra z wymionami :grin:
Ech, zeby tak blizej bylo i wiecej czasu...
"Czciej patrz si na Wschd,bo tam jest zima najdziksza..."
A u mnie byo to tak...Szukaam swojego miejsca od kilku lat,zawsze kochaam las,gry,kade dbo polskiej trawy...Ale dopiero daleko,na obczynie,miaam wreszcie czas i moliwo przemylenia tego tak do koca.I tak po powrocie do kraju od przepakowaam plecak i pierwszy raz ruszyam z przyjacielem stopem w Bieszczady(taki sposb podrowania to podwjna przyjemno!!!!Mona pozna mnstwo ciekawych ludzi!I ju w tych kierujcych si tam samochodach rozmowy zupenie inne od tych,ktre syszy si na codzie-kady tylko wychwala pikno,dziko tych gr,padaj nazwy,ktre teraz dla mnie te maj juz znaczenie,w gosach sycha takie emocje...).Szam Poonin Wetlisk i pakaam.I zy pojawiaj si za kadym razem,kiedy ogldam zdjcia z tych kilku dni.I ju wiem-znalazam swoje miejsce.Nie wiem,ile czasu zajmie mi przeniesienie tam swojego ycia,ale zrobi to.Wszystkie dzisiejsze wysiki to denie wanie do tego,kady dzie cikiej pracy ma sens-bo zblia mnie ku spenieniu marzenia.Ucaowania dla wszystkich,ktrzy rozrzuceni po wiecie serca zostawili wanie tam!