bigos - mĂłj pamiÄtnik, wspomnienia, uczucia, przeĹźycia ...
Jakiś czas temu wpadłem na pomysł, żeby udowodnić, że także i dzisiaj można być zakapiorem. Postanowiłem zarazem stworzyć nowy model zakapiora bieszczadzkiego - bez pijaństwa, bez poczucia beznadziei i bez przypadkowych przygód miłosnych. Zakapiorstwo chcę traktować głównie jako okazję do zdobywania nowych umiejętności i ćwiczenia się w nich. Dodam, że jestem poniekąd pasowanym bieszczadnikiem - choć w Bieszczadach nie mieszkam.
Ponieważ jednak dziś mamy trochę mniej "dzikie" czasy, więc będę musiał wystarać się we władzach leśnych o pozwolenie na szałas. Myślę o przeżyciu w ten sposób 2 zim. Żeby przewyższyć swoich poprzedników, mam zamiar zbudować szałas najwyżej, jak się da - byle z dostępem do wody. W miejscu na szałas zima powinna trwać 8 miesięcy - a reszta "wsio lieto".
Extra!... :-D
Dodam, że to umieszczenie szałasu w ekstremalnych warunkach ma służyć również próbie literackiej. Bo zabieram się do pisania powieści, której jeden z bohaterów żyje na szczytach tatrzańskich. Tatry są parkiem narodowym, ale przecież muszę wiedzieć, co opisuję, więc trzeba było znaleźć warunki w miarę zbliżone.
Dodam, że to umieszczenie szałasu w ekstremalnych warunkach ma służyć również próbie literackiej. Bo zabieram się do pisania powieści, której jeden z bohaterów żyje na szczytach tatrzańskich. Tatry są parkiem narodowym, ale przecież muszę wiedzieć, co opisuję, więc trzeba było znaleźć warunki w miarę zbliżone. Witaj na forum, czy Ty tu już kiedyś nie byłeś ? Życzę powodzenia w pisaniu powieści.
PS. Na tym forum gościliśmy już kilku wychowanków harcerstwa.
...a czy to koniecznie musi być "Zakapior" ? raczej beznadziejny źródłosłów
Witaj na forum, czy Ty tu już kiedyś nie byłeś ? (...)
PS. Na tym forum gościliśmy już kilku wychowanków harcerstwa. Może był jakiś inny Włóczykij, bo ja nigdy tutaj jeszcze nie pisałem. Ale może spotkaliśmy się na innych forach.
Ja myślę, że wychowanków harcerstwa gościliście tu więcej, niż kilku, bo harcerze to jedno ze środowisk najbardziej zafascynowanych Bieszczadami.
...a czy to koniecznie musi być "Zakapior" ? raczej beznadziejny źródłosłów Można to nazwać inaczej. Tylko jak? "Zakapior" już się przyjął.
Przyjął? A gdzie się przyjął i w jakich kręgach i co oznacza... to my budujemy historię na co dzień...
..w kręgach niebieskoptasich, zataczanych przez coraz to ichniejszych piechurów jest jak przekleństwo
Wyżej niż Lutek P. nie zamieszkasz... tym samym nie będziesz już naj-.... :lol: :lol: :lol:
Dyskusje na ten temat toczyły się niejednokrotnie na tym forum. Poszukaj. Słowa kluczowe: zakapior, obciach,
Podobno prawdziwi ludzie gór to nie ci co mieszkają w górach, ale ci co potrafią żyć w dolinach :lol: :lol: :lol:
Lutek na Połoninie Wetlińskiej obecnie nie mieszka. Ale przede wszystkim nie ma porównania między murowańcem Chatką Puchatka, a prowizorycznym z zasady szałasem.
Dyskusje na ten temat toczyły się niejednokrotnie na tym forum. Poszukaj. Słowa kluczowe: zakapior, obciach, Tak, widziałem te dyskusje. A akurat oceny w rodzaju "obciach" mało mnie obchodzą. Wiadomo, że w dzisiejszych czasach opinie na temat tego, co jest "obciachowe", a co nie, podlegają manipulacjom.
W takim razie nie ma nic łatwiejszego, niż bycie człowiekiem gór... Można nawet ani razu w życiu w nie nie zajrzeć. Ale mnie nie o to chodzi.
To chyba będziesz musiał wybrac się na ukrainę lub do rumuni.jeszcze trochę dziczy tam zostało:-)
Ja właśnie chcę pokazać, że i teraz można to robić, i to w naszych Bieszczadach.
Mnie interesuje odrodzenie POLSKICH tradycji życia ekstremalnego. Nie wspomaganie tendencji do ucieczki za granicę i kosmopolityzmu. Oczywiście, jak jakiś Ukrainiec albo Rumun będzie chciał wziąć ze mnie przykład - służę swoim doświadczeniem. Możemy nawet założyć międzynarodowe stowarzyszenie. Wyjazd za granicę to pójście na łatwiznę - a co to za ekstremalność, kiedy jest łatwo?
Inaczej nie da się odbudować takiego świata, jaki istniał jeszcze 20 lat temu. Pokazać, że także i dziś niekoniecznie trzeba płynąć z prądem, że jak ktoś chce - to można. Ludzie wcale w tym panującym dziś kolorowym syfie dobrze się nie czują - tylko nie widzą wyjścia, bo w nich wpojono, że w obecnych czasach można tylko się poddawać. Już tyle lat żyję wbrew panującym obecnie zasadom, i to w samym środku najgorszej konsumpcji i komercji - czy w Bieszczadach może mi się nie udać?
Ja właśnie chcę pokazać, że i teraz można to robić, i to w naszych Bieszczadach.
Inaczej nie da się odbudować takiego świata, jaki istniał jeszcze 20 lat temu. Pokazać, że także i dziś niekoniecznie trzeba płynąć z prądem, że jak ktoś chce - to można. Ludzie wcale w tym panującym dziś kolorowym syfie dobrze się nie czują - tylko nie widzą wyjścia, bo w nich wpojono, że w obecnych czasach można tylko się poddawać. Już tyle lat żyję wbrew panującym obecnie zasadom, i to w samym środku najgorszej konsumpcji i komercji - czy w Bieszczadach może mi się nie udać? pomysl piekny i dac sie pewnie da... jak sie zechce... wielu jest ludzi ktorzy nie akceptuja tego "dzisiejszego kolorowego syfu"..ale ciezko im z tym walczyc...
tylko czy akurat bieszczady sa dobrym miejscem? czy nie lepiej wybrac sobie jakis mniej "modny" kawalek Polski? taki kawalek ktory mniej dynamicznie "sie rozwija"? (tfuuuu!) czy tutaj nie beda ci przychodzic tłumy stonki, zeby zrobic sobie fote ze 'wspolczesnym zakapiorem" i jego szalasem? czy nie bedziesz robil za lokalna atrakcje turystyczna dla mas?
Czy obok twojego wymarzonego szalasu jakis burzujek nie postawi sobie wypasnej rezydencji pociagajac za soba asflat i pod twoje drzwi? czy za rok, dwa nie bedziesz musial patrzec na budujace sie osiedla domkow jednorodzinnych za wysokimi plotami?
Chociaz to mocno zalezy czy po prostu chcesz zeby ci sie tam milo mieszkalo czy to ma byc manifestacja dla innych, udowodnienie czegos? Ogladalam kiedys fajny reportaz o amerykanskim pustelniku co zyl na wysepce na autostradzie... tez mozna, stal sie slawny... tylko czy to bylo dla niego fajne... dla kogos kto ponoc byl milosnikiem przyrody i dzikosci?
Mam tylko nadzieję ,że to zimowanie w szałasie nie zakończy się jakimś artykułem w gazecie-"tragedia w Bieszczadach.......na zboczu góry......... znaleziono w szałasie zamarznięte zwłoki młodego mężczyzny .......śledztwo trwa....."
może najpierw spróbuj zimą przez tydzień pomieszkać w takim szałasie?
Pozdrawiam
Sturnus, ja nieraz już sypiałem zimą - nie w szałasie, tylko w namiocie, w gorszych warunkach. Problem z szałasem nie polega na próbach mieszkania, tylko raczej na próbach skonstruowania. Szałas musi być wodoszczelny i ciepły. Nie brak wcale ludzi na świecie, którzy w podobnych warunkach mieszkają w szałasach czy namiotach.
pomysl piekny i dac sie pewnie da... jak sie zechce... wielu jest ludzi ktorzy nie akceptuja tego "dzisiejszego kolorowego syfu"..ale ciezko im z tym walczyc...
tylko czy akurat bieszczady sa dobrym miejscem? czy nie lepiej wybrac sobie jakis mniej "modny" kawalek Polski? taki kawalek ktory mniej dynamicznie "sie rozwija"? (tfuuuu!) czy tutaj nie beda ci przychodzic tłumy stonki, zeby zrobic sobie fote ze 'wspolczesnym zakapiorem" i jego szalasem? czy nie bedziesz robil za lokalna atrakcje turystyczna dla mas?
Czy obok twojego wymarzonego szalasu jakis burzujek nie postawi sobie wypasnej rezydencji pociagajac za soba asflat i pod twoje drzwi? czy za rok, dwa nie bedziesz musial patrzec na budujace sie osiedla domkow jednorodzinnych za wysokimi plotami?
Chociaz to mocno zalezy czy po prostu chcesz zeby ci sie tam milo mieszkalo czy to ma byc manifestacja dla innych, udowodnienie czegos? Ogladalam kiedys fajny reportaz o amerykanskim pustelniku co zyl na wysepce na autostradzie... tez mozna, stal sie slawny... tylko czy to bylo dla niego fajne... dla kogos kto ponoc byl milosnikiem przyrody i dzikosci? Buba, po pierwsze, ja wybiorę takie miejsce, które dalej jest dzikie. Ich nie brak w Bieszczadach. Nie ma takich warunków, jakie były kiedyś, ale jeszcze jest sporo miejsca. A stonka turystyczna musiałaby mnie najpierw znaleźć, co nie jest łatwe, zwłaszcza w jej przypadku. Przecież stonka bez szlaku nigdzie nie trafi (to dla niej właśnie tyle tych szlaków znakują).
Zresztą jak ja gdzieś mieszkam, to można być nieraz 2 m od tego miejsca - i o tym nie wiedzieć. Chociaż w Bieszczadach chcę zastosować inną metodę.
Mój wyjazd nie ma być ucieczką, tylko walką. Walką o "stolicę polskiej niezwykłości", jaką są Bieszczady. Gdybym wyjechał w miejsce mniej uczęszczane, to by to była ucieczka - i ona właśnie nie przynosi rezultatu, bo kto nie walczy, ten się poddaje. A uciekiniera zawsze da się znaleźć - wystarczy przekupić jednego z jemu podobnych, żeby został tropicielem...
Jeśli chodzi i wypasione rezydencje - całe szczęście, tak źle to nie jest, Lasy Państwowe jeszcze nie sprywatyzowane. A nawet gdyby, to chyba nie byłbym miłym sąsiadem dla tego burżuja, i prędzej on by zrezygnował, niż ja. Celem moim będzie udowodnienie, że nie jest prawdą, że w dzisiejszych czasach trzeba koniecznie płynąć z prądem, że dla konsumpcjonizmu nie ma alternatywy. Chcę pokazać, że:
- Bieszczady wciąż są żywe, a ekstremalny styl życia to nie żadna przeszłość. A więc nie jest prawdą, że nie ma on w dzisiejszych czasach racji bytu, a ponieważ szkoda pozwolić mu się zmarnować, więc trzeba na nim zarobić przez rozwadnianie go i sprzedaż popłuczyn,
- ten styl życia to coś akurat przeciwnego od tego, co oferuje ludziom przemysł turystyczny - żeby ludzie zobaczyli, że tamto to podróbki,
- można uprawiać inny styl zakapiorstwa, bez towarzyszących temu dotąd patologii.
Ano spróbuj utrzymac higienę i zdrowie zimą w takich warunkach -za dużo teorii za mało praktycznej wiedzy-ale nie martw się GOPR czuwa:-)
Wyżej niż Lutek P. nie zamieszkasz... tym samym nie będziesz już naj- Zawsze zostaje zielony szałas powyżej schroniska...
Myślisz, że od tak jakieś nadleśnictwo pozwoli Ci koczować na terenie swojego lasu? powodzenia...
..bardziej bym się składał ku takiej metodzie.. niż "ekstremalnej" w Twojej wersji
..bardziej bym się składał ku takiej metodzie.. niż "ekstremalnej" w Twojej wersji Wszystko to już dawno zostało kupione przez kulturę masową i komercję. Ale tak to się kończy, jak zamiast walczyć z głupotą, zaczyna się próbować ją przekonywać, żeby zmądrzała. Nie, tak się robić nie da. Tu trzeba wymienić ideę przewodnią - a w konsekwencji trzeba wymienić ludzi na samym szczycie. A to oznacza, że należy spowodować, żeby ludzie przestali patrzeć na "elity" konsumpcyjne jak w obraz, żeby zaczęli dopatrywać się ideału w innym stylu życia. "Elity" konsumpcyjne nie zmienią się, bo one są w tym syfie najbardziej umoczone, a z drugiej strony temu umoczeniu zawdzięczają swoją pozycję. Z alternatywnych propozycji, które im zaoferujemy, mogą sobie one zrobić więc tylko dodatek do swojego beznadziejnego stylu życia. I za chwilę będziemy mieli energooszczędną willę w środku parku narodowego. Poza tym oni to traktują tylko jako chwilową modę, którą za jakiś czas porzucą dla czegoś innego. Trzeba dostarczyć innych wzorców do podziwu, niż te, które oferuje kultura konsumpcyjna. Obecnie uważa się, że te wzorce są już martwe - a propaganda ta jest tak skuteczna, że wszystkim się wydaje, że to prawda - i w ten sposób te wzorce rzeczywiście zanikają. To taka taktyka "samospełniających się proroctw". Dziś nawet polarnicy sprzedają się w reklamach - co znaczy, że pieniądze nawet dla nich są najważniejsze.
Ano spróbuj utrzymac higienę i zdrowie zimą w takich warunkach -za dużo teorii za mało praktycznej wiedzy-ale nie martw się GOPR czuwa:-) Ze zdrowiem to problem nie jest taki wielki (chyba, że sobie coś złamię albo coś mnie pogryzie). W takich sytuacjach człowiek jest zazwyczaj bardziej odporny - chyba, że jest mięczakiem. Powstańcy warszawscy przechodzili kanałami nurzając się w roztworze z bakterii, i nie zarażali ran.
Ponadto ludy pierwotne jakoś żyły często w dużo gorszych warunkach.
Jeśli chodzi o higienę, to mam na tym punkcie większą obsesję, niż 90% podoficerów w wojsku. I trochę metod jej utrzymania też znam. Choć prawdą jest, że w takich warunkach wymaga to znacznie więcej wysiłku.
Słyszałem o opozycyjnym działaczu studenckim pod koniec PRL-u, który potrafił się zaszyć w Bieszczadach na pół roku, także na zimę - nic nie robiąc, tylko doskonaląc się w technikach przetrwania. Jakoś udało mu się to przeżyć, i nic mi nie wiadomo, żeby GOPR go musiał ratować. A potem to doświadczenie bardzo mu się przydało, gdy w stanie wojennym musiał się ukrywać.
Zawsze zostaje zielony szałas powyżej schroniska...
Myślisz, że od tak jakieś nadleśnictwo pozwoli Ci koczować na terenie swojego lasu? powodzenia... Szałas to tymczasowa buda bez fundamentów, więc mam nadzieję, że się to uda. Na pewno nie "ot tak", bo ja tam nie wyjeżdżam dla przyjemności.
To ja już nie kumam o co Ci chodzi :?:Bo My tu wszyscy jeździmy w Biesy właśnie dla przyjemności :-)
Ps: a z drugiej strony nie wszystko muszę rozumieć...
Jeśli masz jechać w "dzicz" to jedź i mieszkaj tam, chcesz zostać "zakapiorem" zostań, tylko tak się zastanawiam czy zakapiory też tak trąbili o swoich zamiarach czy raczej po cichu brali się za swoją robotę....działalność Potockiego zbiera następne żniwa...
ja wybiorę takie miejsce, które dalej jest dzikie. Ich nie brak w Bieszczadach. Nie ma takich warunków, jakie były kiedyś, ale jeszcze jest sporo miejsca. A stonka turystyczna musiałaby mnie najpierw znaleźć, co nie jest łatwe, zwłaszcza w jej przypadku. Przecież stonka bez szlaku nigdzie nie trafi (to dla niej właśnie tyle tych szlaków znakują).
Zresztą jak ja gdzieś mieszkam, to można być nieraz 2 m od tego miejsca - i o tym nie wiedzieć. Chociaż w Bieszczadach chcę zastosować inną metodę.
Mój wyjazd nie ma być ucieczką, tylko walką. Walką o "stolicę polskiej niezwykłości", jaką są Bieszczady. ja tylko jednego nie rozumiem- czy chcesz zamieszkac w jakims miejscu bedacym totalna glusza, gdzie stonka cie nie znajdzie, a obok nie beda przejezdzac szeregi kładow i motorow? czy chcesz zamieszkac w jakims dzikim miejscu ale tak zeby wszyscy wiedzieli ze tam jestes i sobie zyjesz survivalowo i niekomercyjnie? Czy owa "walka" ma byc tylko dla ciebie, czy ma byc pokazaniem dla innych- ze taki to jeden zbudowal szalas i sobie w nim "zakapioruje"? tzn czy chcesz tam siedziec schowany czy raczej pokazac sie lokalnej spolecznosci, wladzom, turystom, mediom czy komus tam jeszcze?
mowisz ze chcesz pokazac "zeby ludzie zobaczyli ze przemysl turystyczny to podrobki"- ale w jaki sposob chcesz z tym dotrzec do ludzi, w jaki sposob chcesz pokazac tym "masom narazonym na komercje" ze propagujesz inny styl zycia? jak bedziesz siedzial w gluszy gdzie stonka cie rozdepta to chyba malo kto sie o tobie dowie?? pomieszkasz, pomarzniesz i zostanie bez echa.. A jesli postawisz sobie kolo szalasu kamere rejestrujaca codziennie twoje zycie i nakrecisz reality show dla polsatu to wszyscy sie dowiedza o wspolczesnym zakapiorze- ale tym samym chyba sam staniesz sie ofiara owej komercji... Chyba ze masz jakis inny pomysl realizacji swojego celu, na ktory ja nie wpadlam...
- Bieszczady wciąż są żywe, a ekstremalny styl życia to nie żadna przeszłość. A więc nie jest prawdą, że nie ma on w dzisiejszych czasach racji bytu, a ponieważ szkoda pozwolić mu się zmarnować, więc trzeba na nim zarobić przez rozwadnianie go i sprzedaż popłuczyn,. rozwadnianie czego i sprzedaz jakich popłuczyn??? bo sie troche zakrecilam?
Jakiś czas temu wpadłem na pomysł, żeby udowodnić, że także i dzisiaj można być zakapiorem. Czy mógłbyś nam - jako znawca tematu - opowiedzieć, skąd się wzięło (lub inaczej: skąd Potocki wygrzebał) słowo "zakapior"?
"Z olbrzymiej masy płynnej wyciąga się gotowe belki, tafle, kliny, zworniki, odlane, a raczej ulane według danego architektonicznego planu. Cały szklany parterowy dom, ze ścianami ściśle dopasowanymi z belek, które się składa na wieniec, a spaja w ciągu godziny, z podłogą, sufitem i dachem z tafel â oddaje nabywcy gotowe. (...) Gorąca woda w zimie idzie dokoła ścian, wewnątrz belek, obiegając każdy pokój. Pod sufitem pracują szklane wentylatory normujące pożądane ciepło i wprowadzające do wnętrza zawsze świeże powietrze. (...) Tymi samymi wewnętrznymi rurami idzie w lecie woda zimna obiegająca każdy pokój. Woda ochładza ściany (...). Tąż wodą zmywa się stale szklane podłogi (...)."
Przedwiośnie, Stefan Żeromski, Czytelnik 1972
Szklane domy pełnią funkcję ideową, są to nierealne marzenia o idealnej Polsce, kraju powszechnego dobrobytu i sprawiedliwości społecznej. Konfrontacja tej wizji ze smutną rzeczywistością jest wyrazem rozczarowań samego autora i wielu ludzi mu współczesnych.
Nasuwa się myśl - już taki jeden był.....
Trzeba dostarczyć innych wzorców do podziwu, niż te, które oferuje kultura konsumpcyjna. Obecnie uważa się, że te wzorce są już martwe - a propaganda ta jest tak skuteczna, że wszystkim się wydaje, że to prawda - i w ten sposób te wzorce rzeczywiście zanikają. To taka taktyka "samospełniających się proroctw". Dziś nawet polarnicy sprzedają się w reklamach - co znaczy, że pieniądze nawet dla nich są najważniejsze.
Ze zdrowiem to problem nie jest taki wielki (chyba, że sobie coś złamię albo coś mnie pogryzie). W takich sytuacjach człowiek jest zazwyczaj bardziej odporny - chyba, że jest mięczakiem. Powstańcy warszawscy przechodzili kanałami nurzając się w roztworze z bakterii, i nie zarażali ran. Ponadto ludy pierwotne jakoś żyły często w dużo gorszych warunkach. Słyszałem o opozycyjnym działaczu studenckim pod koniec PRL-u, który potrafił się zaszyć w Bieszczadach na pół roku, także na zimę - nic nie robiąc, tylko doskonaląc się w technikach przetrwania. Jakoś udało mu się to przeżyć, i nic mi nie wiadomo, żeby GOPR go musiał ratować. A potem to doświadczenie bardzo mu się przydało, gdy w stanie wojennym musiał się ukrywać. Zagalopowałeś się troszku z tymi polarnikami. uwarzasz ich za sprzedawczyków? Może dorzuć jeszcze do tego himalaistów i eksploratorów-badaczy (min. Cejrowski) - wszyscy zaprzedali się komercji?
Zastanów się nad kosztami ich podróży i odkrywaniem nowych nieznanych miejsc. Przemyśl też jaki wkład wnieśli dzięki swoim odkryciom .
Co do mieszkania w szałasie w lesie - jakie leśnictwo lub nadleśnictwo pozowli osobie mieszkanie dwa lata w lesie, rozpalanie ognia itp ... w Biesach juz były dwa duże pożary, kolejne nie są potrzebne!
Idea fajna ale prędzej po cichu w lesie, omijając BPN - prędzej się uda niż ogłaszając to wszem i wobec ... Jak już zaczniesz swoją przygodę uważaj na leśników/SG/drwali itp o innnych mieszkańcach lasu nie
wspominając
PS: od kiedy to Zakapiorem można się nazwać, a nie zostać uznanym za Zakapiora ?
PS2: Czemu chcesz zostać Zakapiorem? będziesz w ten czas fajniejszy niż jesteś ?
To ja już nie kumam o co Ci chodzi :?:Bo My tu wszyscy jeździmy w Biesy właśnie dla przyjemności :-)
Ps: a z drugiej strony nie wszystko muszę rozumieć... Chodzi o to, że przyjemność nie jest głównym celem.
Jeśli masz jechać w "dzicz" to jedź i mieszkaj tam, chcesz zostać "zakapiorem" zostań, tylko tak się zastanawiam czy zakapiory też tak trąbili o swoich zamiarach czy raczej po cichu brali się za swoją robotę....działalność Potockiego zbiera następne żniwa... Widzisz, tylko że ja sobie stawiam zupełnie inne cele, niż tamci. Oni po prostu uciekali od materialistycznego syfu - i nawet nie wiedzieli, co będą robić w tym "wolnym świecie", jakim są Bieszczady, pewni, że ten świat rozwiąże ich problemy sam i automatycznie. Ja traktuję Bieszczady jako sposób na doskonalenie się. A to "trąbienie" nie jest niczym innym, jak promowaniem innego niż konsumpcyjny stylu życia. Tamci stawiali sobie cele prywatne, ja stawiam cel publiczny - stąd różnica. Zresztą w tamtych czasach ich styl życia promował się sam, bo istniała niezależna opinia publiczna - dziś ludzie tylko powtarzają za mediami. A media to ostatnie środowisko, któremu zależy, żeby Polacy byli kimś więcej, niż konsumentami.
O zakapiorach to ja słyszałem, jak Cyganie jeszcze nie kradli, a co dopiero mówić o książkach Potockiego. Tylko nie znałem określenia "zakapior".
Czy mógłbyś nam - jako znawca tematu - opowiedzieć, skąd się wzięło (lub inaczej: skąd Potocki wygrzebał) słowo "zakapior"? Podobno wymyślił je Jędrek Połonina.
Zagalopowałeś się troszku z tymi polarnikami. uwarzasz ich za sprzedawczyków? Może dorzuć jeszcze do tego himalaistów i eksploratorów-badaczy (min. Cejrowski) - wszyscy zaprzedali się komercji?
Zastanów się nad kosztami ich podróży i odkrywaniem nowych nieznanych miejsc. Przemyśl też jaki wkład wnieśli dzięki swoim odkryciom . To raczej Ty wrzucasz do jednego worka różne sposoby zarabiania na podróżnictwie. Cejrowski to profesjonalista, nie obniża poziomu, żeby mieć więcej klientów, a jego książki popularyzują wiedzę. Ja nie mam nic przeciwko temu, żeby ktoś zarabiał, jeśli to przynosi jeszcze jakiś pożytek.
Podobnie nie mam nic przeciwko wyposażaniu wypraw przez np. sklepy ze sprzętem turystycznym, bo to jest poniekąd gwarancja jakości wyposażenia - jak coś się sprawdzi na wyjątkowo trudnej wyprawie, to znaczy, że to jest naprawdę coś dobrego. Natomiast jeśli ktoś zakłada firmę, która zajmuje się wciąganiem na Mt. Everest biznesmenów, którzy chcą udowodnić, że za pieniądze mogą mieć wszystko, albo jeśli zdobywa popularność jako polarnik, a potem wyprzedaje ją, występując w reklamach instytucji finansowych - to wybaczcie... Tym bardziej, jeśli w tym drugim wypadku ma niezależne dochody z dobrze prosperującej firmy.
Leśnicy nie ścigają ludzi, kiedy widzą, że potrafią oni zapewnić bezpieczeństwo ppoż. Gdyby było inaczej, nie pozwalaliby np. na obozy harcerskie. I ani mi w głowie budować szałas w BPN! Mało to jest lasów poza parkiem narodowym? Nie chcę też się ukrywać przed miejscowymi - zwłaszcza zimą byłoby to trudne, bo ja tam chcę zajmować się poznawaniem terenu, a to się wiąże z zostawianiem mnóstwa śladów.
Nie chcę dawać przykładu łamania prawa. I tak za dużo jest tego w Polsce.
PS: od kiedy to Zakapiorem można się nazwać, a nie zostać uznanym za Zakapiora ? Zakapiorem nie można się ani nazwać, ani być nazwanym. Zakapior to nie tytuł, który może być przyznany lub przywłaszczony. To styl życia. Nie było kiedyś słowa "zakapior" w odniesieniu do kogoś takiego - ale zakapiorzy istnieli. Teraz niedawno wymyślono co prawda pasowanie na zakapiora, ale to jeszcze inna sprawa i nie wiem, czy to się nie zdewaluowało.
Nie. Bo:
1. Chcę pokazać, że konsumpcyjny styl życia nie jest również dziś jedyną możliwością,
2. W Warszawie, gdzie mieszkam, powoli wyczerpują się możliwości zrobienia czegoś sensownego i twórczego,
3. Brakuje mi paru umiejętności, które chciałbym zdobyć.
ja tylko jednego nie rozumiem- czy chcesz zamieszkac w jakims miejscu bedacym totalna glusza, gdzie stonka cie nie znajdzie, a obok nie beda przejezdzac szeregi kładow i motorow? czy chcesz zamieszkac w jakims dzikim miejscu ale tak zeby wszyscy wiedzieli ze tam jestes i sobie zyjesz survivalowo i niekomercyjnie? Czy owa "walka" ma byc tylko dla ciebie, czy ma byc pokazaniem dla innych- ze taki to jeden zbudowal szalas i sobie w nim "zakapioruje"? tzn czy chcesz tam siedziec schowany czy raczej pokazac sie lokalnej spolecznosci, wladzom, turystom, mediom czy komus tam jeszcze?
mowisz ze chcesz pokazac "zeby ludzie zobaczyli ze przemysl turystyczny to podrobki"- ale w jaki sposob chcesz z tym dotrzec do ludzi, w jaki sposob chcesz pokazac tym "masom narazonym na komercje" ze propagujesz inny styl zycia? jak bedziesz siedzial w gluszy gdzie stonka cie rozdepta to chyba malo kto sie o tobie dowie?? pomieszkasz, pomarzniesz i zostanie bez echa.. A jesli postawisz sobie kolo szalasu kamere rejestrujaca codziennie twoje zycie i nakrecisz reality show dla polsatu to wszyscy sie dowiedza o wspolczesnym zakapiorze- ale tym samym chyba sam staniesz sie ofiara owej komercji... Chyba ze masz jakis inny pomysl realizacji swojego celu, na ktory ja nie wpadlam... Widzę, że myślisz w modnych obecnie kategoriach dwóch skrajności. Ale one nigdy nie są dobre. Dobry jest UMIAR. Będę mieszkał w dzikim miejscu tak, żeby wszyscy wiedzieli, na którym stoku którego pasma mieszkam, i to wystarczy. Walka ma być głównie dla innych - sam jestem dostatecznie niekomercyjny. Dla siebie będę zajmował się szeroko rozumianą nauką.
Stonka dociera tylko w te miejsca, które są wypromowane jako atrakcyjne i gdzie dostęp jest łatwy, więc raczej mnie nie rozdepcze. Bo ja nie będę mieszkał w Parku ani przy żadnym szlaku turystycznym, ani w miejscu, gdzie odbywają się niedzielne wycieczki, lekkie i przyjemne.
Co jakiś czas natomiast będę pokazywał się w "kultowych" knajpach bieszczadzkich, np. w "Siekierce", "Cieniu PRL-u" czy "Bazie Ludzi z Mgły".
Chodzi o to, że masowa turystyka bazuje na przerabianiu różnych stylów życia (w tym wypadku styl życia ekstremalnego) na powierzchowne atrakcje.
Mowisz ze chcesz zostac tym zakapiorem i mieszkac w szalasie dwa lata.. a co pozniej? wrocic do wielkiego miasta?czyli szalasowanie potraktowac jak przedluzony oboz harcerski? czy przeniesc sie w inne miejsce?
Stonka dociera tylko w te miejsca, które są wypromowane jako atrakcyjne i gdzie dostęp jest łatwy, więc raczej mnie nie rozdepcze. Bo ja nie będę mieszkał w Parku ani przy żadnym szlaku turystycznym, ani w miejscu, gdzie odbywają się niedzielne wycieczki, lekkie i przyjemne.
. byle twoj szalas na mapy nie trafil.. ;)
Mowisz ze chcesz zostac tym zakapiorem i mieszkac w szalasie dwa lata.. a co pozniej? wrocic do wielkiego miasta?czyli szalasowanie potraktowac jak przedluzony oboz harcerski? czy przeniesc sie w inne miejsce? Potem będę miał inne zadania do wykonania. Tak samo, jak teraz - moje zadania w wielkim mieście się kończą, na widnokręgu pojawia się szałas zakapiorski. Potem szałas przestanie być potrzebny i trzeba będzie znów zrobić coś innego, choć raczej nie wielkim mieście. Bo wędrówką jedną życie jest człowieka...
mozesz to wszystko zrobic pozostając Samotnym Włóczykijem :) robisz to dla tytułu jakze zacnego "ZAkapiora" :) zakoncz ten temat poki co, zacznij realizowac swoje zamiary, po co sie z tym afiszujesz??? chcesz poparcia, cieplych słów, potrzebujesz motywacji od innych??? patrzac po komentarzach to ich tutaj nie dostaniesz za wiele.
A co to znaczy, ze jestes ( jak piszesz) pasowanym bieszczadnikiem?
hmm ... dzięki za wyczerpującą odpowiedź której za bardzo nie rozumiem ... lecz może po przeczytaniu wielokrotnie zrozumiem porównanie między jedną osobą mieszkającą w szałasie, a zorganizowanym obozem harcerskim ...
powodzenia ...
Samotny Włoczykiju. Udało Ci sie wywołać dyskusję o własnym pomyśle - może właśnie o to glównie Ci chodziło? Znam kilku "bieszczadników", ale oni najpierw robili, a później ewentualnie opowiadali o tym czego dokonali. Piszesz o turystach używając określenia "stonka". To niezbyt ładne określenie. Ludzie Bieszczadów określani jako "zakapiory" mimo swoich wielu wad, mieli niewątpliwie jedną zaletę: szanowali innych. Określanie innych jako "stonka" świadczy o pogardzie i arogancji. Z pewnością nie przystoi to komuś pretendującemu do miana "zakapiora". Jeśli masz marzenie - zrealizuj je - po prostu zrób to, bez zbędnego gadania. Jak Ci się uda, opowiesz jak było. Życzę powodzenia
Także życzę Ci powodzenia.
Ale z Twoich postów wnioskuję, że naczytałeś się Stachury, może na dodatek Wojaczka, posłuchałeś w trudnych chwilach piosenek bieszczadzkich...
To wszystko jednak tak fałszywie mami, wciąga - chciałoby się tak jak Oni zdobywać wolność własną, sprawdzić siebie.
Ale niestety to jest tylko piękna literatura - słowa; zważ jaką cenę zapłacili ci pisarze za to jak "eksperymentowali" ze sobą samym. Jak okropną cenę zapłacili.
Ale to pięknie opisali i w tym opisie zastawili pułapkę intelektualną.
To nie sztuka zamieszkać przez dwie zimy w namiocie, ale jeszcze nadać temu jakiś sensowny wymiar - wymiar przynajmniej na relacji na Forum - ale po cichu pojechać w Biesy, zakosztować tego niełatwego życia - no i po tej próbie zdać nam relację.
Miejmy nadzieję, że Stachura nie przewróci się w grobie.
Jeszcze raz powodzenia:grin:
hmm ... dzięki za wyczerpującą odpowiedź której za bardzo nie rozumiem ... lecz może po przeczytaniu wielokrotnie zrozumiem porównanie między jedną osobą mieszkającą w szałasie, a zorganizowanym obozem harcerskim ...
powodzenia ... PS: http://forum.bieszczady.info.pl/show...zadzki-to-idol przeczytaj sobie ten wątek :) Tak dla samego siebie ...
Zakapior odbierany jest jako postać pozytywna w sumie ale zawdzięcza to tylko i wyłacznie magii miejsca ,w którym się znajduje i żyje(wegetuje) czyli Bieszczadom.Tu gdzie mieszkam magia pryska i taki ktoś to zwykły żul jest i pasożyt-ot co.
Ciekawym gdzie teraz zamelinował się ten pseudohipis Henri von Hulski? ;) Czy jego tipi już zupełnie zarosło glonami? Pamiętam jak chłop chciał przecierac ogromne pnie na koźle wielką tracką piłą aby postawic sobie chatę. Miałem szczere chęci aby mu pomóc ale kiedy tylko zobaczyłem galaktyczny ogrom tego przedsięwzięcia opadły mi ręce ze wzruszenia i powiedziałem, że boli mnie głowa aby nie porywac się z motyką na słonko. Jego aspiracje sięgnęły nieco niżej ale sądzę, że dużo lepiej na tym wyszedł wprowadzając się do barakowozu. :-)
Więc barakowóz lepszy od tipi ??? To tylko dowód na to, że pomysł Samotnego Włóczykija jest może i romantyczny ale mało realny. Trudno jest sobie wyobrazić zimne deszczowe jesienne dni i Samotnego samotnie siedzącego w szałasie. Nie wspomne o zimie i temp. -25, gęsto padającym śniegu i przenikliwym wietrze. Parę lat temu spaliśmy we trójkę w szałasie dwie noce. Sami go zbudowaliśmy - cóż to byla za dziwaczna konstrukcja. Było to w paśmie Żukowa, na sporej polanie pomiędzy Stefkową a Bóbrką. Nie należę do ludzi strachliwych ale te nocne odgłosy... Ogień paliliśmy całą noc, na zmianę podkładając. W sumie to była fajna przygoda, czuliśmy się jak traperzy, zdobywcy dzikiego zachodu itd. ( w przeciwieństwie do tych prawdziwych, nasze mięsko było z puszki) Jednak na kolejne noclegi wybieraliśmy już schroniska. Nie wyobrażam sobie spania w szałasie jakiś dłuższy okres czasu - no ale może ja jestem zbyt "ucywilizowany". Dlatego podziwiam tych, którzy mają takie plany i czekam na ich relację
. Nie należę do ludzi strachliwych ale te nocne odgłosy... Ogień paliliśmy całą noc, na zmianę podkładając. W sumie to była fajna przygoda, czuliśmy się jak traperzy, zdobywcy dzikiego zachodu itd. ( w przeciwieństwie do tych prawdziwych, nasze mięsko było z puszki) Jednak na kolejne noclegi wybieraliśmy już schroniska jak to w lesie... w nocy odglosy rozne... trzeba sie przyzwyczaic :-) ja tam nigdy cala noc ognia nie pale... jakos wole skryc sie w ciemnosciach i nasluchiwac... albo stopery w uszy i slodko spac... nie ma nic lepszego jak nocleg w lesie pod gwiazdami.. na pohybel schroniskom :-)
To tylko dowód na to, że pomysł Samotnego Włóczykija jest może i romantyczny ale mało realny. Trudno jest sobie wyobrazić zimne deszczowe jesienne dni i Samotnego samotnie siedzącego w szałasie. Nie wspomne o zimie i temp. -25, gęsto padającym śniegu i przenikliwym wietrze. ostatnio czytam ksiazke "syberia, wyprawa na biegun zimna" jacka palkiewicza... jakos tam dali rade spac w namiotach przy minus 50-60 stopni... coz wobec tego bieszczadzka zima :-) i zaden taki wiekopomny wyczyn.... zalezy od indywidualnej tolerancji na temperature i determinacji..
bo ja to np. marzne jak jest +15 ;) ot taka natura cieplolubna ;)
chyba zależy CO rozumiemy pod pojęciem "szałas ". Wszystko zależy JAK zostanie wykonany. I czy budowniczy ma w tym kierunku w ogóle jakiekolwiek doświadczenie.
Zimno- jak i ból- jest odczuciem subiektywnym. Do zimna człek się przyzwyczaja. Byle nie przekroczyć granicy hipotermii. Sam nie raz spałem w jakiś kretyńsko ekstremalnych warunkach. Jakoś żyję.
Widziałem Henriego w tipi jak był już śnieg. Jakoś dawał radę.
Człowiek jest w stanie bardzo dużo znieść....i dostosować się do różnych warunków.
Nie wiem , trudno mi to oceniać, ani nawet nie chce mi się-czy pisanina W. to po prostu konfabulacja czy jakaś prowokacja intelektualna :mrgreen:..................
Mimo wszystko, życzę by miał odwagę się zmierzyć sam ze swoją słabością. Warto.
Nie wiem , trudno mi to oceniać, ani nawet nie chce mi się-czy pisanina W. to po prostu konfabulacja czy jakaś prowokacja intelektualna :mrgreen:..................
Mimo wszystko, życzę by miał odwagę się zmierzyć sam ze swoją słabością. Warto. ja tez wolalabym czytac wspomnienia i relacje z przezyc w szalasie na poloninach niz dyskusje , ktora rozgorzala gdy wszystko jeszcze w sferze planow... ot takie bicie piany....
ostatnio czytam ksiazke "syberia, wyprawa na biegun zimna" jacka palkiewicza... jakos tam dali rade spac w namiotach przy minus 50-60 stopni... coz wobec tego bieszczadzka zima :-) i zaden taki wiekopomny wyczyn.... zalezy od indywidualnej tolerancji na temperature i determinacji..
bo ja to np. marzne jak jest +15 ;) ot taka natura cieplolubna ;) Zgadza się. Znane są też przypadki ucieczek z syberii zesłańcow np. Niemca (zapomniałe jak się nazywał) - swoją ucieczkę opisał w "tak daleko jak nogi poniosą", lecz ludzie dokonujący takich czynów mieli ogromną motywację i determinację powodowaną wolą walki o życie. Dla mieszczuchów takiech jak my, determinacja aby przezimowć w szałasie powodowana chęcią przeżycia przygody to zbyt mało.
A ja widziałam jednego zakapiora, mieniącego się królem zakapiorów jak ucieka na zimę do Olsztyna;-)))))
Ot wielki zakapior!
Jak zimno to do cywilizacji.
Zgadza się. Znane są też przypadki ucieczek z syberii zesłańcow np. Niemca (zapomniałe jak się nazywał) - swoją ucieczkę opisał w "tak daleko jak nogi poniosą", lecz ludzie dokonujący takich czynów mieli ogromną motywację i determinację powodowaną wolą walki o życie. Dla mieszczuchów takiech jak my, determinacja aby przezimowć w szałasie powodowana chęcią przeżycia przygody to zbyt mało. Ja dodam do tego że z Rosyjskich obozów zagłady więcej było ucieczek niż cztery / pięć opisanych we wspomnieniach .... sądzę że te któe zostały opisane to jest promil wśród tych którzy zdobyli się na odwagę uciekając ... Lecz jest to równoznaczne z tym że ten "promil" osób to garstka wśród wielu którzy uciekli i którym się nie udało ... determinacja to nie wszystko. Kondycja, odporność i umiejętność przystosowywania się do trudnych warunków oraz zaradność - kolejne cechy które muszą współgrać z determinacją i motywacją aby móc przeżyć.
Bicie piany - słuszna uwaga, a w wir dyskusji i Ja zostałem wciągnięty :-/
Jakiś czas temu wpadłem na pomysł, żeby udowodnić, że także i dzisiaj można być zakapiorem. Postanowiłem zarazem stworzyć nowy model zakapiora bieszczadzkiego - bez pijaństwa, bez poczucia beznadziei i bez przypadkowych przygód miłosnych. Zakapiorstwo chcę traktować głównie jako okazję do zdobywania nowych umiejętności i ćwiczenia się w nich. Dodam, że jestem poniekąd pasowanym bieszczadnikiem - choć w Bieszczadach nie mieszkam. hallo,
jako mało zakapiorski i w ogóle mało...śmiem zaproponować Lans w postaci bycia zakapiorem w korporacji tutaj cytat:nowy model zakapiora bieszczadzkiego - bez pijaństwa, bez poczucia beznadziei i bez przypadkowych przygód miłosnych. Zakapiorstwo chcę traktować głównie jako okazję do zdobywania nowych umiejętności i ćwiczenia się w nich.
dom,szałas,wilki,niepogodzenie się z rzeczywistością,deszcz,mróz i bolące serce to rzecz drugorzędna...
pozdrawiam i trzymam kciuki;)
Leżącego się nie kopie, więc tylko dwie kwestie:
W Warszawie, gdzie mieszkam, powoli wyczerpują się możliwości zrobienia czegoś sensownego i twórczego, Jak rozumiem, mieszkasz w tej Warszawie koło Wronek. Faktycznie, osada liczy ze 30 dusz, więc atmosfera jest niezbyt twórcza.
Co jakiś czas natomiast będę pokazywał się w "kultowych" knajpach bieszczadzkich, np. w "Siekierce", "Cieniu PRL-u" czy "Bazie Ludzi z Mgły". Dobra rada: przygotuj się na atak konkurencji. Stwórz własny styl, popracuj nad wizerunkiem, porozmawiaj z fachowcami od image'u. Bo chętnych do lansu w stylu "patrzcie, jaki jestem bieszczadzki i niezwykły" spotkasz pod tymi adresami mnóstwo.
Ale się tu dyskysja zrobiła!
A co to znaczy, ze jestes ( jak piszesz) pasowanym bieszczadnikiem? To znaczy, że przeżyłem Bieszczadzką Inicjację.
Samotny Włoczykiju. Udało Ci sie wywołać dyskusję o własnym pomyśle - może właśnie o to glównie Ci chodziło? Znam kilku "bieszczadników", ale oni najpierw robili, a później ewentualnie opowiadali o tym czego dokonali. W moim wypadku jak już o tym piszę, to znaczy, że się zdecydowałem. Przeszedłem już próby trudniejsze, i nie cofnąłem się - więc tak będzie i tym razem. Chyba, że zostaną kaleką albo umrę. Poza tym, teraz już widzę, że próba zakapiorska jest dla mnie bezwzględnie konieczna. Zresztą rozpocząłem już przygotowania do niej.
A moja pisanina nie służy chwaleniu się, tylko przygotowywaniu gruntu pod odrodzenie niekomercyjnego stylu życia w Polsce.
Nie pisałem o turystach, tylko o turystach masowych. Poza tym, jesteś idealistą. Moja postawa świadczy nie o arogancji, co o potępieniu dla postawy ludzi, którzy robią sobie zabawę z cudzej tożsamości. Mam szanować kogoś, kto bruka sprawy, które są dla mnie świętościami?
Dziewczyna, która jest miła dla wszystkich, szybko traci cnotę. Dlatego też dawne Bieszczady obecnie zanikają, a ich reprezentanci stopniowo przestają się różnić od przeciętnego konsumenta. Jeśli się zła nie będzie potępiać, to siłą rzeczy ono zwycięży. Jesteś też zwolennikiem rozwiązania policji oraz "wychowania bezstresowego"? Bez negatywnego stosunku wobec każdego, kto nie odnosi się do tożsamości bieszczadzkiej z szacunkiem, Bieszczady się nie odrodzą.
Także życzę Ci powodzenia.
Ale z Twoich postów wnioskuję, że naczytałeś się Stachury, może na dodatek Wojaczka, posłuchałeś w trudnych chwilach piosenek bieszczadzkich...
To wszystko jednak tak fałszywie mami, wciąga - chciałoby się tak jak Oni zdobywać wolność własną, sprawdzić siebie.
Ale niestety to jest tylko piękna literatura - słowa; zważ jaką cenę zapłacili ci pisarze za to jak "eksperymentowali" ze sobą samym. Jak okropną cenę zapłacili.
Ale to pięknie opisali i w tym opisie zastawili pułapkę intelektualną. Spokojnie! Ja już mam za sobą próbę, która Stachurę zawiodła na hak od żyrandola, a Wojaczka do prochów w żołądku. Im się nie powiodło, bo pobłądzili, ponieważ przystępowali do niej bez należytego przygotowania. Wiesz, dlaczego Amundsen przeszedł do pierwszy bieguna i wrócił żywy, a Scott przyszedł drugi i zmarł wracając, choć szedł łatwiejszą drogą? Właśnie dlatego, że Amundsen był należycie przygotowany, a Scott - nie. Nie rozumiem - czy skoro Ludwik Leichhardt zginął w czasie próby przejścia Australii ze wschodu na zachód, to nikt już po nim nie powinien tego próbować?
Poza tym, to nie jest kwestia naczytania się czegoś - ja po prostu nie umiem prowadzić takiego przaśnego, drobnomieszczańskiego życia, jak dzisiejsi ludzie.
Dobrze to ujęłaś - musi to mieć jakiś cel. Mieszkanie na dziko samo w sobie celu nie daje - trzeba już przyjść w Bieszczady z wiedzą, do czego to będzie służyć. Kiedyś myślano inaczej - uważano, że tym celem są przygody. Wielu ludzi się na tym potknęło.
I ja już wiem, czemu powinna służyć taka próba. Prócz samej tylko nauki rozmaitych umiejętności i kształtowania charakteru, oczywiście. Ja uważam, że ludzie, którzy nie poznali, jak wygląda życie bez tego wszystkiego, co nasi przodkowie przez ostatnie parę tysięcy lat zbudowali, nie powinni mieć prawa do decydowania o Polsce, bo nie potrafią tych wszystkich zdobyczy docenić i często je marnują.
Zakapior odbierany jest jako postać pozytywna w sumie ale zawdzięcza to tylko i wyłacznie magii miejsca ,w którym się znajduje i żyje(wegetuje) czyli Bieszczadom.Tu gdzie mieszkam magia pryska i taki ktoś to zwykły żul jest i pasożyt-ot co. Tyle, że to właśnie zakapiorzy stworzyli tę magię miejsca. I trochę inaczej też się zachowywali od tamtych. Więc może po prostu wielkie miasta marnują talenty ludzi?
P.S. Największe pasożyty to dziś ci, co chodzą w garniturkach i używają "odjechanych" bryk.
Leżącego Tak źle to nie jest.
Nie, mieszkam na osiedlu liczącym wiele tysięcy ludzi. Może sobie z tego nie zdajesz sprawy, ale możliwości twórcze nie zależą od wielkości ośrodka. Warszawa jest silnie indywidualistyczna i konsumpcjonistyczna, więc w związku z tym nastawiona na "twórczość" mocno jednokierunkowo ("kreatywność" w zarabianiu). Wszystko inne, jeśli istnieje, to jako relikt lub na drugim planie. I jest tak naprawdę bez wpływu na rzeczywistość, poza jeszcze większym wzmacnianiem konsumpcjonizmu przez dostarczanie rozrywek.
Nie odróżniasz pozowania dla własnej korzyści na kogoś, kto tworzy własny styl , do robienia tego naprawdę w imię wyższych wartości. W tym drugim wypadku nie potrzeba żadnych fachowych porad ani pracy nad wizerunkiem - to po prostu widać. A do knajp będę wstępował tak czy inaczej, bo po prostu mam tam znajomych.
Jeśli powstanie konkurencja, będę bardzo zadowolony - bo oznaczać to będzie, że bieszczadzkie klimaty się odradzają.
8-)na marginesie- Cień PRL-u w Dołżycy nie istnieje od października 2008r, a hostel w Wetlinie to już nie cień prlu w dołżycy. chyba że mas plany lansu w mireczkowych następczyniach prlu, czyli w bieszczdzkiej i w karczmie w przysłopiu.
A moja pisanina nie służy chwaleniu się, tylko przygotowywaniu gruntu pod odrodzenie niekomercyjnego stylu życia w Polsce.....
....Nie pisałem o turystach, tylko o turystach masowych. Poza tym, jesteś idealistą. Moja postawa świadczy nie o arogancji, co o potępieniu dla postawy ludzi, którzy robią sobie zabawę z cudzej tożsamości. Mam szanować kogoś, kto bruka sprawy, które są dla mnie świętościami?......
..... Jesteś też zwolennikiem rozwiązania policji oraz "wychowania bezstresowego"? .....
Nie, nie jestem tego typu zwolennikiem.
Jeśli chcesz odrodzić niekomercyjny styl życia, to znaczy, że też jesteś idealistą. Można tylko trzymać za Ciebie kciuki i życzyć powodzenia w tej szczytnej misji, chociaż nie wierzę, aby to się udało.
Co do turystów, to uważam że należy ich szanować bez względu na liczebność. (turyści masowi to już 1000 czy może 10000? - nie popadajmy w absurd). Każdy obywatel Polski (i nie tylko) ma prawo przyjechać w Biesy i wejść na Tarnicę. I może to zrobić w trampkach albo nawet w butach na wysokim obcasie (widziałem) lub bez czapki w zimę, w cinkiej kurteczce (też widziałem - porzyczałem moją). Byleby przestrzegał regulaminu BPN. Może nawet zjeść na szczycie kilo zwyczajnej i popić puszką coca coli, ma do tego pełne prawo, ma też prawo do szacunku.
Moje obecne wyprawy w Biesy też nie wyglądają jak kiedyś. Jak się ma małe dzieci, to turystyka wygląda już inaczej. Ale czy to, że nie zakładam już ciężkiego plecaka na plecy i przyjeżdżam samochodem to znaczy, że ja też według Ciebie należę do "stonki"?
Nie wiem co masz na myśli o odrodzeniu się Bieszczadów? Bo przyrodniczo Biesy wyglądają lepiej niż niż przed wojną. Ludziom też żyje się latwiej niż wtedy.
Poza tym, to nie jest kwestia naczytania się czegoś - ja po prostu nie umiem prowadzić takiego przaśnego, drobnomieszczańskiego życia, jak dzisiejsi ludzie.
Więc chcesz dokonać czegoś wielkiego, nietuzinkowego - to się chwali. To jest argument z którym mogę się zgodzić.
Mieszkanie na dziko samo w sobie celu nie daje - trzeba już przyjść w Bieszczady z wiedzą, do czego to będzie służyć. Kiedyś myślano inaczej - uważano, że tym celem są przygody. Wielu ludzi się na tym potknęło.
I ja już wiem, czemu powinna służyć taka próba. Prócz samej tylko nauki rozmaitych umiejętności i kształtowania charakteru, oczywiście. Ja uważam, że ludzie, którzy nie poznali, jak wygląda życie bez tego wszystkiego, co nasi przodkowie przez ostatnie parę tysięcy lat zbudowali, nie powinni mieć prawa do decydowania o Polsce, bo nie potrafią tych wszystkich zdobyczy docenić i często je marnują.
To się zagalopowałeś Włoczykiju. Co do ostatniego zdania, to Ameryki odkrywać nie musisz. Kiedyś zrobil to Krzysztof K. Po to nasze dzieci chodzą do szkoły, żeby nie musieli na nowo odkrywać że ziemia nie jest plaska, a słonie nie potrafią fruwać. Umiejętności, które masz zapewne na myśli, w dzisiejszym świecie nie przydadzą się, no chyba że będzie jakiś kataklizm i znowu wrócimy do jaskiń.
Co do ksztaltowania charakteru, to ok - jest to jeden z wielu sposobów, ale nie jedyny oczywiście. Zakonnicy w zakonach zamkniętych mają bardziej przechlapane, niż zakapior w szałasie.
Chcesz poznać jak wyglądało życie w Biesach 100 lat temu? To znakomicie. Możesz to zrobić już od jutra. Porzuć swoją obecną pracę i spróbuj przeżyć miesięcznie za , powiedzmy 200 zł. (mam na myśli jedzenie i ubranie). Spraw sobie niewielki zagon ziemi pod Warszawą, w jakiejś wiosce "zabitej dechami", gdzieś gdzie nie ma sklepu, gdzie jest beznadzieja, miejscowa mafijka (w biesach przed wojną Pan) a dziewczyny po zmroku lepiej z domu nie wypuszczać i jeszcze wiele innych "atrakcji". Będziesz miał klimat przedwojennych biesów.
Nie chcę Cię tylko krytykować, bo Twój pomysł nawet mi się podoba, tyle, że uważam go za mało realny. Wydaje mi się też, że jesteś romantycznie zapatrzony w Bieszczady, zdajesz się je idealizować. Uwierz, tu nigdy tak romantycznie się nie żyło jak nam mieszczuchom się wydaje.
Przeszedłem już próby trudniejsze, i nie cofnąłem się - więc tak będzie i tym razem. ...póki co to ja bym z chęcią poczytał o tych próbach.. plany i przyszłość to najbardziej elastyczna miazga jaką poznałem...SIEJCZAS!
8-)na marginesie- Cień PRL-u w Dołżycy nie istnieje od października 2008r, a hostel w Wetlinie to już nie cień prlu w dołżycy. . To mnie zdumiewa. Byłem tam jeszcze późnym latem tego roku, właśnie przed Bieszczadzką Inicjacją, i nic nie wskazywało na rychły koniec.
Co Wy tak ciągle z tym lansem? Pisząc, że będę chodził do bieszczadzkich knajp, miałem na myśli to, że bynajmniej nie będę się izolował. Gdzie mam się spotykać ze znajomymi w szerszym gronie? Zresztą ja te miejsca po prostu lubię. Chodzić w miejsca spotkań publicznych nie po to, żeby sobie pogadać, tylko żeby sobie zwiększyć popularność - cóż za pomysł. Pomijam już fakt, że między lansem a dawaniem przykładu jest pewna różnica - bo wyraźnie dzisiejsi ludzie jej nie rozumieją.
Mam parę innych, dużo skuteczniejszych sposobów na budowanie legendy zakapiorskiej i odradzanie atrakcyjności tego stylu życia. Na razie ich nie zdradzam - to tajemnica firmowa. Bardzo się przydadzą, bo podobno nowe pomysły w Bieszczadach skończyły się już w l. 60. Pomysł mój nosi nazwę "Tajemnica leśnej głuszy".
8-)na marginesie- Cień PRL-u w Dołżycy nie istnieje od października 2008r, a hostel w Wetlinie to już nie cień prlu w dołżycy. . To mnie zdumiewa. Byłem tam jeszcze późnym latem tego roku, właśnie przed Bieszczadzką Inicjacją, i nic nie wskazywało na rychły koniec.
Co Wy tak ciągle z tym lansem? Pisząc, że będę chodził do bieszczadzkich knajp, miałem na myśli to, że bynajmniej nie będę się izolował. Gdzie mam się spotykać ze znajomymi w szerszym gronie? Zresztą ja te miejsca po prostu lubię. Chodzić w miejsca spotkań publicznych nie po to, żeby sobie pogadać, tylko żeby sobie zwiększyć popularność - cóż za pomysł. Pomijam już fakt, że między lansem a dawaniem przykładu jest pewna różnica - bo wyraźnie dzisiejsi ludzie jej nie rozumieją.
Mam parę innych, dużo skuteczniejszych sposobów na budowanie legendy zakapiorskiej i odradzanie atrakcyjności tego stylu życia. Na razie ich nie zdradzam - to tajemnica firmowa. Bardzo się przydadzą, bo podobno nowe pomysły w Bieszczadach skończyły się już w l. 60. Pomysł mój nosi nazwę "Tajemnica leśnej głuszy".
Jeśli chcesz odrodzić niekomercyjny styl życia, to znaczy, że też jesteś idealistą. Ideowcem, nie idealistą. "Wystrychnąć na dudka" też brzmi podobnie, jak "wydudkać na strychu" - ale znaczy całkiem co innego. Idealista to ktoś, kto wyobraża sobie świat lepszym, niż jest w rzeczywistości, idealnym. Ideowiec to ktoś, kto w życiu kieruje się ideami.
Widzę, że się bardzo różnimy, bo ja uważam, że na szacunek trzeba sobie zasłużyć. Ma się szacunek lub nie w zależności od tego, jak się człowiek zachowuje. Jeśli zachowuje się nieodpowiednio, to szacunek do niego powinien być... ujemny. Inaczej po prostu nie opłaca się pracować nad sobą, budować tożsamości turystycznej, poznawać świata - bo po co, skoro do tego trzeba dokładać, a szacunek jest taki sam, jak do tych, którzy tego wszystkiego nie robią? Mało tego - wtedy to ci, co wkładają ten wysiłek, uważani są za głupio męczących się frajerów i pogardzani. Albo będą pogardliwie traktowani ci, którzy wypracowaną przez kogo innego tożsamość i odkryte przez kogo innego miejsca uważają za rozrywkę - albo ci, którzy poświęcają swój czas, energię i środki finansowe na budowę tego wszystkiego. Nie może być szacunku do wszystkich, tak samo, jak nie można równocześnie akceptować uczciwego i złodzieja.
Nie lubię też sposobu myślenia, w którym pierwsze miejsce przed obowiązkami zajmują prawa. Zwłaszcza takie kupowane za pieniądze, jak w tym wypadku. Właśnie z tym mam zamiar podczas mojego pobytu w dziczy walczyć.
Masowa turystyka nie polega na liczbie, tylko na tym, że tacy turyści stanowią anonimową masę, tj. mają cechy socjologiczne tłumu. Umasowienie turystyki zaczyna się zawsze od tego, że zamiast jakości zaczyna liczyć się ilość. Powodem tego z reguły są pieniądze.
A kto powiedział, że z małymi dziećmi powinno się móc dojść wszędzie? (Chociaż znam wyczynowca, co małą córeczkę nosił po górach w koszyku.) Może zróbmy jeszcze kolejkę linową na Mt. Everest, bo tam jeszcze rodzin z małymi dziećmi nie było. Bardzo często dorosłość, a zwłaszcza rodzina stanowi dziś pretekst dla budowy konsumpcjonizmu. Powoduje to, że bardzo wielu wartościowych ludzi odwraca się od instytucji rodziny ze wstrętem. Albo wartości, albo - rodzina. Idiotyczne!
Ludzie nawet nie zauważają, jak z "wyższych pobudek" zaczynają powoli wsiąkać w konsumpcjonizm. Ale Twojego przypadku nie znam i sam sobie odpowiedz na to pytanie.
Przyrodnicze odrodzenie Bieszczadów to skutek powojennego wysiedlenia. A ludzie w PRL-u od czasów Gierka też mieli się przeciętnie lepiej, niż przed wojną - z czego bynajmniej nie wynika, że PRL był świetny i tak powinno zostać. Po prostu, świat poszedł trochę naprzód.
Ja mam na myśli odrodzenie koncepcji Bieszczadów jako polskiej stolicy niezwykłości.
Polska stolica niezwykłości... brzmi nieźle. Jestem za. Trzeba jedynie uważać, żeby z niezwykłości nie wyszła dziwaczność. Niektórzy "Niezwykli" uchodzili za dziwaków. Niektórzy za swoją niezwykłość placili wysoką cenę. A jeszcze niektórzy nieźle zarobili, pisząc o "Niezwykłych". Nawet na "niezwykłości" daje się zarobić. Być może za kilka lat ktoś zarobi na Samotnym Włóczykiju?
"A moja pisanina nie służy chwaleniu się, tylko przygotowywaniu gruntu pod odrodzenie niekomercyjnego stylu życia w Polsce." - piękna Idea
W Bieszczadach żyją ludzie niezwykli. Nie jest ich wielu, ale są. (Mieszkają w "normalnych" domach i nieźle zarabiają. Im też chodzi o kasę - mimo to kochają Biesy i niemałą część życia im poświęcili.)
Chcesz do nich dolączyć? Fajna sprawa. Trzymam kciuki. Daj znać kiedy zaczynasz.
Bardzo często dorosłość, a zwłaszcza rodzina stanowi dziś pretekst dla budowy konsumpcjonizmu. Powoduje to, że bardzo wielu wartościowych ludzi odwraca się od instytucji rodziny ze wstrętem. Albo wartości, albo - rodzina. Idiotyczne!
Nadinterpretujesz moje wypowiedzi. Nie pisalem nic o wartościach ani konsumpcjoniźmie. Chodziło mi jedynie o to, że odpowiedzialny facet zmienia swoje życie gdy pojawia się w jego życiu dziecko. Rodzina nie wyklucza wartości. Ale zmienia sposób uprawiania turystyki. Na inny, wcale nie mniej wartościowy.
Niestety, nie każdy "zakapior" był odpowiedzialny, w szczególności ten "Największy" - chociaż go podziwiałem.
To się zagalopowałeś Włoczykiju. Co do ostatniego zdania, to Ameryki odkrywać nie musisz. Kiedyś zrobil to Krzysztof K. Po to nasze dzieci chodzą do szkoły, żeby nie musieli na nowo odkrywać że ziemia nie jest plaska, a słonie nie potrafią fruwać. Umiejętności, które masz zapewne na myśli, w dzisiejszym świecie nie przydadzą się, no chyba że będzie jakiś kataklizm i znowu wrócimy do jaskiń. Mam rozumieć, że wg Ciebie harcerstwo jest też już niepotrzebne. Nie trzeba wcale wielkiego kataklizmu, który zburzy wszystko - wystarczy mała albo trochę większa wojenka, jaką nasi przodkowie musieli przeżywać co parędziesiąt lat. Dzisiejszym ludziom się wydaje, że to już przeszłość. Tak się przyzwyczaili do konsumpcjonizmu, że im się wydaje, że inna rzeczywistość nie jest możliwa. Upadek zakapiorszczyzny i załamanie turystyki kwalifikowanej też opierały się na tezie, że w obecnych czasach, gdy wojny już nie będzie, a dobrobyt będzie stale rósł, nie jest to już potrzebne, a nawet są bezsensowne.
Gwarantuję Ci też, że większość ludzi nie zdaje sobie sprawy, że względny dobrobyt i bezpieczeństwo, które mamy dziś, nie są dane na zawsze. Nie przypadkiem istnieje powiedzenie "syty nie zrozumie głodnego". Podobnie ludzie wychowani w obecnych czasach nie wiedzą, że swój standard życia zawdzięczają pracy poprzednich pokoleń - ba, oni wręcz gardzą poprzednimi pokoleniami, jako zacofańcami.
Zależy, w czym. Mówię to na tej podstawie, że próbę tego rodzaju też przeszedłem. W tym konkretnym wypadku jednak chodzi o życie w trudnych warunkach stworzonych przez przyrodę, nie sztucznie przez człowieka.
Mieszasz ze sobą parę rzeczy. Mylisz okres przedwojenny z XVIII wiekiem, a pana ze zbójnikami. I standardy moralne były wtedy trochę inne, a ja manie chodzi o rzeczywistość, w której obowiązują współczesne (te pozytywne) standardy moralne.
Jeśli chodzi o ten zagon pod Warszawą - to coś w tym jest. Mam zamiar przyczynić się do wywołania fascynacji wiejskim życiem i traktowania jego utrudnień nie jako dowodu niższości, która powoduje, że powinno się przenieść tam, gdzie łatwiej, czyli do dużego miasta, lecz jako prób, pokonywanie których czyni z nas człowieka. Wiadomo przecież, że jeśli powstanie run na twarde życie, to pojawią się chętni do mieszkania tak na stałe, a wszyscy w Bieszczadach się nie zmieszczą. To jest sposób na przyhamowanie tendencji do wyludniania się małych miejscowości, wywołaną przez nieodpowiedzialne lub wrogie działania polityków. Dlatego wychodzę z założenia, że każdy ma prawo do własnych Bieszczadów, które mogą znajdować się w różnych częściach kraju.
Ale co jest w nim nierealnego? Wszystko, poza pozwoleniem na budowę szałasu, zależy przecież wyłącznie ode mnie samego. A z patrzenia na Bieszczady głównie pod kątem przygód dawno już wyrosłem; zresztą zdaję sobie sprawę, że romantyczne przygody nawet w Bieszczadach trzeba sobie umieć zorganizować. Teraz widzę więc w tych górach głównie sposób na samodoskonalenie i misję. Prędzej można powiedzieć, że staram się, żeby to inni byli romantycznie zapatrzeni w te góry.
Bieszczady traktowali jako swoją Ziemię Obiecaną nie tylko mieszczuchy. To była taka ogólnopolska idealistyczna wizja. Czy Jędrek Połonina był mieszczuchem? Albo Spis?
Nadinterpretujesz moje wypowiedzi. Nie pisalem nic o wartościach ani konsumpcjoniźmie. Chodziło mi jedynie o to, że odpowiedzialny facet zmienia swoje życie gdy pojawia się w jego życiu dziecko. Rodzina nie wyklucza wartości. Ale zmienia sposób uprawiania turystyki.
Niestety, nie każdy "zakapior" był odpowiedzialny, w szczególności ten "Największy" - chociaż go podziwiałem. A potem nie chce mu się już do dawnego stylu życia wracać, i zostaje tylko konsumentem. I upowszechnia się coraz bardziej pogląd, że dorosły człowiek musi taki być. Czyli turystyka kwalifikowana to dziecinada.
Gwarantuję Ci, że mój znajomy, który nosił córeczkę, gdy była niemowlęciem na wędrówkach w koszyczku, wcale nie był nieodpowiedzialny. I zmienił styl życia - w odróżnieniu od większości współczesnych konsumpcjonistycznych rodziców, którzy starają żyć jak kawalerowie, choć uważają za obciach nocowanie nie tylko pod namiotem, ale nawet w schronisku młodzieżowym. Tyle tylko, że ten mój znajomy i jego żona mieli na wędrówkach dodatkowy problem, bo utrzymanie dziecka w tych warunkach w czystości nie jest wcale łatwe.
Ja uważam, że jak ktoś nie może uprawiać turystyki kwalifikowanej, to powinien zrezygnować z uprawiania turystyki w ogóle. Jeśli mieszka w dużym mieście i nie ma w pobliżu zieleni, to może sobie wyjeżdżać do znajomych, rodziny, na pikniki, na spacery do pobliskiego lasu, ewentualnie najwyżej na wczasy - które należy ściśle odróżniać od turystyki. Rodzina to z zasady życie osiadłe, a turystyka się nikomu nie należy. Zresztą - co jest pozytywnego w zmienianiu miejsca zamieszkania dla samego zmieniania? I po co komu takie protezy, jak uczestnictwo w przemyśle pseudoturystycznym? Przecież każdy powinien czuć, że to już nie jest to samo. Jeśli będziemy starali się żyć tak, żeby było nam wygodniej, i starali się łączyć to, co we wszystkich stylach życia jest łatwe przyjemne, a odrzucać to, co mniej przyjemne, to daleko nie zajedziemy. Życie to nie hipermarket, w którym możesz kupić, co chcesz - byleś miał za co.
Z uporem maniaka powtarzasz, że wszystkie formy turystyki są tak samo wartościowe. Więc ja Ci z uporem maniaka powtórzę, że jeśli "turystyka", która tym się różni od zwykłego życia w domu, że co innego masz za oknem i co jakiś czas możesz sobie wyjść w góry, nie jest gorsza niż turystyka, która polega na stawianiu sobie wymagań - to uprawianie tej drugiej nie ma po prostu sensu. Wysiłek, wkładany w coś, tylko wtedy ma sens, gdy ceniony jest bardziej, niż jego brak.
Polska stolica niezwykłości... brzmi nieźle. Jestem za. Trzeba jedynie uważać, żeby z niezwykłości nie wyszła dziwaczność. Niektórzy "Niezwykli" uchodzili za dziwaków. Niektórzy za swoją niezwykłość placili wysoką cenę. Dziwactwo to niezwykłość nieoswojona przez kulturę, niezrozumiała. Ale nie martw się - ja takich błędów nie zrobię, bo ja przestudiowałem kulturę społeczną Polski w takim stopniu, że wiem, jak się w takich wypadkach zachowywać. A za niezwykłość zawsze płaci się wysoką cenę. Zwykli ludzie unikają tego, bo idą w życiu na łatwiznę. Ale są też tacy, którzy tak nie potrafią.
Byle zarabiał uczciwie. To znaczy, żeby jego praca też była służbą, a nie tylko zarobkiem.
Myślałem, że zacznę na jesieni tego roku, ale kończenie spraw w Warszawie mi się przedłuża.
Moje obecne wyprawy w Biesy też nie wyglądają jak kiedyś. Jak się ma małe dzieci, to turystyka wygląda już inaczej.. zwykle turystyka z dziecmi wyglada inaczej- jak popatrzymy na gorskie uczeszczane szlaki, niestety... ale czy musi tak wygladac?? to zalezy tylko od woli rodzicow..
znam takich ludzi ktorzy mimo posiadania potomstwa nie zmienili przyzwyczajen podrozniczych
np.
https://picasaweb.google.com/klubik.karpacki
http://podrozeady.com/oman1.htm
Bardzo często dorosłość, a zwłaszcza rodzina stanowi dziś pretekst dla budowy konsumpcjonizmu. no wlasnie nie wiem dlaczego tak jest... ale obserwuje to bardzo czesto.. i jest to bardzo smutne...ze wielu fajnych otwartych, ciekawych swiata ludzi zmienilo swiatopoglad o 180 stopni.. dawniej jezdzili pod namiot - a teraz na weekendy do galerii :( "bo maja rodzine" wiec trzeba dom budowac, mieszkanie remontowac, wydawac kupe kasy na slub czy co roku miec nowsze auto..
ale tacy, jak z linkow powyzej daja nadzieje, ze jednak mozna zyc inaczej, mozna sie nie dac zniszczyc obecnemu oglupiajacumu systemowi.. i z rodzina czy bez- mozna zostac soba... tylko trzeba chciec...
Cytat Napisał Ala
A co to znaczy, ze jestes ( jak piszesz) pasowanym bieszczadnikiem?
To znaczy, że przeżyłem Bieszczadzką Inicjację.. a o co chdzi z ta bieszczadzka inicjacja?? na czym to polegalo? co cie takiego wyjatkowego w tych bieszczadach spotkalo? to byla jakas realna sytuacja, ktora sie wydarzyla czy wszystko dzialo sie jedynie w twoich myslach, wyobrazni? bo tak jakos nie moge zrozumiec...
A
Z uporem maniaka powtarzasz, że wszystkie formy turystyki są tak samo wartościowe. Więc ja Ci z uporem maniaka powtórzę, że jeśli "turystyka", która tym się różni od zwykłego życia w domu, że co innego masz za oknem i co jakiś czas możesz sobie wyjść w góry, nie jest gorsza niż turystyka, która polega na stawianiu sobie wymagań - to uprawianie tej drugiej nie ma po prostu sensu. Wysiłek, wkładany w coś, tylko wtedy ma sens, gdy ceniony jest bardziej, niż jego brak.
Dlaczego niby turystyka kwalifikowana jest bardziej wartościowa od spacerku na połoninę? Jakimi kryteriami kierujesz się dezawuując tę drugą? Kryterium wysiłku? Dla jednego wysiłek włożony w wejście na połoninę jest większy niż dla innego wyprawa na Mount Everest,. Czy niedzielny spacerek do Łopienki jest mniej wartościowy niż tygodniowe wędrowanie po biesach z plecakiem? Co jest bardziej wartościowe: pisanie czy czytanie, Bieszczady czy Mazury? Pytania bez sensu, bo zbyt ogólne. Możemy zapytać: kto jest bardziej przyjazny środowisku: samotny wędrowiec czy grupa dzieci na wycieczce szkolnej? Bieszczadnik z plecakiem przybyły w biesy pociągiem, czy osobnik, który przyjechał wypasionym samochodem w eleganckich bucikach, spacerujący na Sine Wiry? Bądź inne. Osobiście też mnie rażą Ci drudzy, ale mam do nich szacunek i uważam że też mają prawo do biesów i do wędrowania, jakkolwiek byśmy to nazwali. Stawianie sobie wymagań to rzecz względna. Czy Samotny Włóczykij nocujący w szałasie jest bardziej wartościowy niż rzeszowianin będący w biesach na weekend? Pytania bez sensu. Próbujesz wartościować zjawiska niewartościowalne.
Dziwactwo to niezwykłość nieoswojona przez kulturę, niezrozumiała. Coś w tym jest. Ponoć dla chorego psychicznie reszta społeczenstwa jest "dziwnie nienormalna"
Mam rozumieć, że wg Ciebie harcerstwo jest też już niepotrzebne. Ideowiec hmm ... a gdzie zagubiłeś swoje idee harcerskie ? Twoje wypowiedzi o turystyce "masowej" o "stonce" wskazują na twój brak szacunku co do nich. dziwne ? poprzednik napisał już o tym iż każdy prowadzi turystykę na swoje możliwości !!
Tak więc wytykanie komuś że nie jest takim łazikiem jak tym, albo ma dzieci i woli z nimi "bezpieczniej" spędzać czas wolny niż pod namiotem w lesie - nie tobie to oceniać i publicznie wytykać innym. Dla ciebie to nie wyczyn spędzać w ten czy inny sposób - to załóż plecak i idź w swoją stronę.
zwykle turystyka z dziecmi wyglada inaczej- jak popatrzymy na gorskie uczeszczane szlaki, niestety... ale czy musi tak wygladac?? to zalezy tylko od woli rodzicow..
znam takich ludzi ktorzy mimo posiadania potomstwa nie zmienili przyzwyczajen podrozniczych
Rok temu miałem taki przypadek. Wybrałem się z trojką dzieciaków do lasu (masyw Chryszczatej). W pewnym momencie - a uszliśmy już spory kawał - jednego z nich obsiadło kilka os i kilkukrotnie ugryzło (chyba na nie nasikał przez przypadek). Nie muszę wspominać o płaczu i przerażeniu małego. Ja też byłem przerażony, bo to pierwszy raz, nie wiedziałem czy jest uczulony, a to się czasem zdarza (w takich przypadkach może skończyć się tragicznie). Na szczęście uczulony nie był i obyło się tylko na bólu. Oczywiście naszą wyprawę przerwaliśmy i wróciliśmy do samochodu.
Wędrowanie z małymi dziećmi po górach świadczy o braku odpowiedzialności. Niektórych rzeczy nie da się pogodzić.
wedrowanie z małymi dziecmi po górach swiadczy o czym?????????????????? że co????????????????? to taki teraz trend jest w mieście papy Tadzia????????????? dość mocna teza i jakby to rzec.... nie potrzebuje wyjasnienia. wypadki sie zdarzaja wszedzie. Do mieszkania/domu wleci szerszen dziabnie dzieciaka- to jaki wniosek w skrócie- otwieranie okien jak sie ma dzieci , to szczyt nieodpowiedzialności. proponuję wszystkim którzy wychowuja dzieci: wlączcie im telewizor, podepnijcie pod net na stałe, dajcie w ręce pady i nie ksztaltujcie ich charakterów i zainteresowań. to szczyt nieodpowiedzialności. acha- jeszcze niech imcały czas przygrywa radyjko ojczulka.
Myślę że już czas zamknąć ten wątek...
Wędrowanie z małymi dziećmi po górach świadczy o braku odpowiedzialności. Jak tak czytam te wszystkie skrajne opinie to dochodzę do smutnych wniosków: jestem nieodpowedzialny (chodzę z dziećmi po górach), jestem nieuczciwy (bo nie podzieliłem się informacją, że mam "Zapomniane Bieszczady", nie jestem dobrym bieszczadnikiem (bo nie jestem 100% przeciwnikiem mostków)... itp. itd...
Potem jednak uświadamiam sobie, że jednak wszystko jest dla ludzi w odpowiedni sposób, w odpowiednich dawkach i w odpowiednim czasie, a myślenie to coś co nie boli.
Byleby tylko dzieci nie zostawały nam... zakapiorami...
jednego z nich obsiadło kilka os i kilkukrotnie ugryzło (chyba na nie nasikał przez przypadek). Nie muszę wspominać o płaczu i przerażeniu małego. Ja też byłem przerażony, . przynajmniej sie nauczyl ze osy sa niebezpieczne , nie nalezy ich draznic i trzeba ich unikac.. moze kiedys ta wiedza uratuje mu zycie..
Wędrowanie z małymi dziećmi po górach świadczy o braku odpowiedzialności. Niektórych rzeczy nie da się pogodzić. dziekuje moim rodzicom i dziadkom ze byli nieodpowiedzialni!!!!!!!!!!!!!!!!! :-) :-) :-)
pewnie ze czasem sie nie da pogodzic.. jak rodzice robia po nogach ze strachu przed noclegiem w lesie czy przejsciem wplaw potoczka to rzecz jasna ze nie zabiora tam swojego dziecka..
patrzac na niektorych rodzicow to by najchetniej zamkneli swoje pociechy w odkazonym pokoju bo wiadomo ze owady i "zarazki" sa grozne... i sa najspokojniejsi gdy pociecha siedzi z komputerem, telewizorem w domu... bo biegajac po podworku to moze zmija sie trafic, szerszen, kolega pilka uderzy albo hustawka, wpadnie pod auto albo do jeziora... na sile odcinaja dzieci od realnego swiata w ktorym wzrastaly poprzednie pokolenia- od przyrody, beztroski i szerokiego oddechu, .. i w natloku swojej rodzicielskiej troski nie pomysla ze tam, w tym szczelnym sterylnym pokoju moga czychac na malego najwieksze niebezpieczenstwa..
a tak wogole to nie wiem skad sie bierze w dzisiejszych czasach ta psychoza strachu.. bo mam wrazenie ze media to staraja sie kreowac wieczny strach przed wszystkim..
-las- to kleszcze- kleszcze to borelioza i inne ciezkie choroby,
- jagody, grzyby, poziomki- to bąblowiec,
-osa, szerszen, komar- to smiertelne w skutkach uczulenia
- mleko prosto od krowy to gruzlica i inne
-nocleg pod namiotem -to dzikie zwierzeta i zli ludzi- mordercy, chuliganie, gwalciciele
-dzikie kapielisko to zaraz utoniecie jak nie zjedzenie przez wodnego potwora ;)
-pokomunistyczne hustawki na ktorych sie wychowaly poprzednie pokolenia to smiertelne niebezpieczenstwo dla dzieci
-to samo dotyczy trzepakow! z trzapaka mozna spasc! zatem trzeba wyciac trzepaki z osiedli!
- od czasu do czasu sa "strachy" dodatkowe w postaci swinskiej/ptasiej/kangurzej grypy czy skazonych ogorkow..
- strach zabrac autostopowicza, wpuscic obcego do domu, pointegrowac sie z nieznajomym w pociagu czy komus bezinteresownie pomoc
-wszedzie musi byc "monitoring" bo za rogiem czai sie ZŁŁOOOOO"
po co to ciagle napedzanie strachu?? moze spanikowanym spoleczenstem jest latwiej manipulowac?
jedynie w galeriach handlowych/centrach rozrywki jest oaza bezpieczenstwa i szczesliwosci dla dzieci i doroslych - o czym informuja radosne twarze z reklam ;) jedynie tam odpowiedzialni rodzice spedzaja czas ze swoimi pociechami!
że jednak wszystko jest dla ludzi w odpowiedni sposób, w odpowiednich dawkach i w odpowiednim czasie, a myślenie to coś co nie boli... swiete slowa!!
, nie wiedziałem czy jest uczulony, a to się czasem zdarza (w takich przypadkach może skończyć się tragicznie). Na szczęście uczulony nie był i obyło się tylko na bólu. Oczywiście naszą wyprawę przerwaliśmy i wróciliśmy do samochodu. realnie to mam wrazenie ze jest wieksze prawdopodobienstwo ze dziecko zginie w wypadku samochodowym niz szlag go trafi w wyniku ugryzienia owada i silnej alergi... a wozimy nasze pociechy autami, nie? i czasem nawet mamy 150 na liczniku ;) ale o tym sie nie mowi.. a alergia to takie modne slowo!!!
Czy Samotny Włóczykij nocujący w szałasie jest bardziej wartościowy niż rzeszowianin będący w biesach na weekend? Pytania bez sensu. Próbujesz wartościować zjawiska niewartościowalne. ciekawe jak oceni "zakapiorowanie" w dziesiejszych rozdeptanych bieszczadach, w szalasie na poloninie, z bywaniem w okolicznych knajpach ktos kto połowe zycia spedza w tajdze i tundrze, zywiac sie tym co upoluje, zlowi, hodujac renifery i walczac na codzien z niedzwiedziami, wilkami w obronie swojego zycia.. gdy comiesieczna wizyta w malej osadzie pokołchozowej jest "kontaktem z cywilizacja"..
ocena zawsze bedzie zalezec od punktu odniesienia...
"Porównując się z innymi możesz stać się próżny i zgorzkniały, bowiem zawsze znajdziesz lepszych i gorszych od siebie"
:mrgreen:po co wogóle taki typ co sie boi osy jedzie w góry, niech jedzie do tesco. po nowy ekran 65 cali. i wszystko dobrze zobaczy bez ruszania sie z domu. zresztą o czym ta debata. jak to ktos rzekl- same skrajne zdania. i swiętość slów o rozsadku. to tak jak zutylizowano tony ogorków w hiszpani bo jakis głab rzucił hasło o robalu. wystarczy ze media stworza psychoze. aaaaaa w zgorzelcu żmija ukąsila typa. nie wychodzić z domu bo żmije czaja sie żeby kogoś dziabnąc. 8)
: po co wogóle .... Przeczytaj jerzu wypowiedź ze z r o z u m i e n i e m
Koledzy się zjątrzyli niepotrzebnie
do tej pory przyglądałem się temu wątkowi jako bezwartościowemu.
Ale, pytanie które postawił Kubryk :
... zainspirowało mnie.
Szczególnie w tej drugiej części " rzeszowianin będący w biesach na weekend? "
Otóż jestem rzeszowianinem wałęsającym się w biesach na łikend.
Nie przeszkadzają mi w ogóle nawiedzone włóczykije i inne plątające się po rynku w Cisnej.
Wpisuję to we folklor, a nie we współ-zawodnictwo.
Spotykałem na swej drodze różnych ludzi w różnych sytuacjach, którzy nie tworzyli Wielkich manifestacji, po prostu byli sobą.
A w tym wątku widzę Wielką Manifestację do działań in spe.
do it. !!!
dziekuje moim rodzicom i dziadkom ze byli nieodpowiedzialni!!!!!!!!!!!!!!!!! :-) :-) :-)
! Moi też;-)
tzn Mama tylko;-)też od bejbika ciągała w te paskudne góry;-)i to w Tatry!z przepaściami!
http://youtu.be/KiSepxeXuT4
Ze wstydem przyznaję się do skrajnej hipernieodpowiedzialności.W akcie słusznego samoukarania się,podaję się do dymisji i degradacji, a w akcie pokuty udaję się z Synem na piwo :twisted:
PS A z Syna pewnie nic dobrego nie wyrośnie,wprawdzie studiuje jeden z cięższych kierunków w PL, ale się wspina,czasem jakąś nagrodę z konkursów wspinaczkowych przytarga,po Alpach się plącze nieodpowiedzialnie - stracony gość - wszystko przeze mnie...
Browar, chcesz powiedzieć , że z powodu błędów rodzicielskich Twoje dziecko zostanie zakapiorem?:mrgreen:
Jak zwykle odbiegamy od tematu, ale zaprawdę nic straconego...;) I tak zawsze zejdzie nam się na wychowanie dzieci (ach, jak się Basia Z. nie odezwie to będę rozczarowana;-) albo czy bardziej dzikie są Bieszczady czy też przejścia na Ukrainę;-)
Nawet chętnie przyłożę ręki do tej dywersji.
Oczywiście, że się nie wstydzisz, nawet prowokujesz...
Widzisz, wszystko zależy od odpowiedzialności i przygotowania rodzicieli.
U dziecka najważniejsza jest ciekawość i chęć biegania po górach, którą trochę się ma, a trochę podpatruje. Resztę daje natura: wytrzymałość, zwinność, brak strachu, szybką regenerację ze zmęczenia i kontuzji (nie to co my;-)
Ale to rodzic musi mieć obycie w terenie. Posiadać poczucie czasu i odległości. Wiedzieć jak się zachować w górach, co zabrać na wyprawę i jak ubrać dzieciaka (no czapeczka jak się patrzy, okularki, rękawiczki, kombinezon nawet kijki, a może nawet krem z filtrem:)
Przeżywają najlepiej dostosowani (choć nie do końca to prawda, bo nici z tego jak ktoś jest dostosowany, ale się nie rozmnaża, jednak inna to jest bajka i nie miejsce tu na nią ;)) . Jeśli rodzice nie umieją zapewnić dzieciom w danej sytuacji warunków do przetrwania to są niedostosowani. Może lepiej zamiast ruszać w góry, w las, czy w bagna niech siedzą w domu w sterylnych warunkach. I GOPR by sobie dychnął, a i przewodnicy mogliby się zająć bardziej zbożnymi zajęciami.
Przeżywają najlepiej dostosowani (...) Może lepiej zamiast ruszać w góry, w las, czy w bagna niech siedzą w domu w sterylnych warunkach. Dyskusja zmierza na moje ulubione tory...;-):-D
Marcinie, przetrwać w dżungli miasta to też jest nie lada wyzwanie i ewentualny sukces;)
Ps. A i o rozmnażanie łatwiej, choć to inna bajka:mrgreen:.
Właśnie, podoba mi się, zawsze lubiłem oszołomów.
A tak, tak. Trzeba być oszołomem, żeby przeżyć w mieście...;)
Przetrwać codzienną podróż metrem pod pachą zapoconego faceta... Pod ziemią, na drugi koniec miasta i z powrotem, gdzie nie widać widoków ani kierunków, totalny oszołom. Dzień w dzień, ta sama trasa, ze stratą dwóch godzin...
A i tak to jest cymes w porównaniu do stania w korkach na górze.
Ech, taki szałas w Bieszczadach, to dopiero musi być raj na ziemi...;-)
No są takie miasta, ale to nie moja wina....
No są takie miasta, ale to nie moja wina.... Tom, no jasne, że różnie przyszło nam trafić i zmagać się;-)
Reszta zależy od ludzi...ja szukam wsparcia w górach, ale jeśli mogę pomóc w mieście, to chętnie, jak ryba w wodzie...:-)
Zapanowało święte oburzenie... Ja nie jestem przeciwnikiem spacerowania krajoznawczego z dziećmi, tylko zabierania ich na szlaki górskie (mam na myśli mniej więcej dwulatków i mniejszych) Takie jest moje zdanie. Każdy może mieć inne. Twój dzieciak Browar ma pewnie ze 4 na tym video, więc nie o niego chodzi. Nie będe się odnosił do epitetów i innych, bo nie warto. Ot i wszystko
A mi się podoba zabieranie bejbików ze sobą w góry czy na narty czy na rower.
Bardzo!
Jeśli będę takowego miała na pewno kupię przyczepkę specjalną do nart/roweru i nosidełko na plecy.
Napatrzyłam się na to w Czechach.
Tzn na te przyczepki, bo z nosidełkami chodzą już i w Polsce.
To odnośnie dzieci do 2 lat;-))
a wręcz kilkumiesięczne w tych pojazdach widziałam;-)uspokajało się nawet ząbkujące dziecię!
I ja jestem za wędrowaniem po górach z dzieciakami,ale widziałem już zapłakane dzieciątko w adidaskach ciągnięte przez rodziców po górskich kamieniach,żal było patrzeć,więc nic na siłę,rozsądek przede wszystkm,myślę,że to Kubryk miał na myśli,rozsądek.
,ale widziałem już zapłakane dzieciątko w adidaskach ciągnięte przez rodziców po górskich kamieniach,żal było patrzeć, Ja tez zawsze plakalam w gorach jak mi kazali isc po kamieniach i pod gore- bo wiedzialam ze wtedy mnie wezma na barana i dalej bede jechac, z wysoka ogladac piekne widoki, nie meczyc sie i szybciej przemierzac szlak. Glupi by nie plakal!!! ;)
Na TVP Kultura trwa właśnie fajny film o prawdziwych, niefarbowanych, nieudawanych i bezpretensjonalnych zakapiorach z - panie dziejku - Francji!
Polecam wszystkim miłośnikom odpowiedniego gatunku filmowego i stylu życia
tak, film fajny...można żyć obok wszystkiego.
Ja tez zawsze plakalam w gorach jak mi kazali isc po kamieniach i pod gore- bo wiedzialam ze wtedy mnie wezma na barana i dalej bede jechac, z wysoka ogladac piekne widoki, nie meczyc sie i szybciej przemierzac szlak. Glupi by nie plakal!!! ;) Ciekawy pomysł:-D,przyznaję,do głowy by mi nie przyszło,że można kombinować w ten sposób.
:lol:..można..można, bo robiłem podobnie :mrgreen:
Nie fair!ja nie robiłam, bo mnie mama by i tak nie uradziła nawet jakby chciała!!!
wrrrr
Ale inne rzeczy wymuszałam;-)
np. dodatkowe porcje czekolady, a wtedy to było 200gram na miesiąc, bo na tyle były kartki;-)więc każda kosteczka na wagę złota.
Samotny Włóczykiju! Życze Ci powodzenia!!!
ciekawe jak oceni "zakapiorowanie" w dziesiejszych rozdeptanych bieszczadach, w szalasie na poloninie, z bywaniem w okolicznych knajpach ktos kto połowe zycia spedza w tajdze i tundrze, zywiac sie tym co upoluje, zlowi, hodujac renifery i walczac na codzien z niedzwiedziami, wilkami w obronie swojego zycia.. gdy comiesieczna wizyta w malej osadzie pokołchozowej jest "kontaktem z cywilizacja"..
ocena zawsze bedzie zalezec od punktu odniesienia... Zwłaszcza, jak zimą do takiej knajpy jest dzień drogi w jedną stronę...
Tak źle jak piszesz to nie będzie; myślę o miejscu możliwie najbardziej ekstremalnym. Miejsc nierozdeptanych jest wciąż jeszcze dosyć, a sąsiedztwo szlaków uczęszczanych przez "stonkę" nie tyle zmniejsza trudy takiego życia, co odbiera im nieco romantyzmu w oczach innych - i trochę przeszkadza.
Przed drapieżnikami nie będą miał się czym bronić, w odróżnieniu od tamtych. Słyszeliście kiedyś o czymś takim, jak szatun, czyli niedźwiedź, który nie najadł się dość na jesieni, i budzi się zimą głodny? Teraz misiów jest w Bieszczadach więcej, niż dawniej, mówi się nawet, że ponad 100. To wcale niemała liczba, nawet jak na standardy światowe.
Wow, i nie boisz się, że Cię zje???Ten szatun
A Ty się nie boisz przechodzić przez ulicę? Przecież może Cię samochód przejechać. Szatun raczej w naszych warunkach człowieka nie zje - ale może być dużo bardziej nerwowy, niż normalnie.
Dodam jeszcze, że mam zamiar, oprócz bardzo dokładnego poznawania przyrody bieszczadzkiej i ćwiczenia się w umiejętnościach głównie survivalowych, uczyć się indiańskich stylów rzeźbiarskich. Już teraz zbieram materiały.
To po co ten tekst o tym szatunie ?
Chciałeś nas poinformować o drapieżnikach i o niedźwiedziu ? większość z nas zdaje sobie sprawę z tego
Może chciałeś pokazać jakim jesteś twardzielem ?
Mam jedno małe pytanie a mianowicie czy Samotny Włóczykij was nie irytuje?
Poza za tym szanowny Włóczykiju wez sie za realizowanie planów, skoncz z pieprzeniem, nie musisz tak na siłę pokazywac jaki jestes "fajny";) Mam nadzieje ze Bieszczady nauczą Cię troche pokory. Pozdrawiam
To po co ten tekst o tym szatunie? Zgadnij. Przeczytaj jeszcze raz moje 2 ostatnie wypowiedzi - może zrozumiesz.
Mam jedno małe pytanie a mianowicie czy Samotny Włóczykij was nie irytuje?
Poza za tym szanowny Włóczykiju wez sie za realizowanie planów, skoncz z pieprzeniem, nie musisz tak na siłę pokazywac jaki jestes "fajny";) Mam nadzieje ze Bieszczady nauczą Cię troche pokory. Pozdrawiam Nie denerwuj się, kochasiu. Złość piękności szkodzi.
I trochę kultury też by nie zaszkodziło.
Może jakoś tak;;http://acidcow.com/pics/20530-house-5-pics.html
to kiedy Samotny Włóczykij osiedli się "na stałe" w bieszczadzkiej "dziczy"?? jak widać wszyscy czekają z niecierpliwością
Zgadnij. Przeczytaj jeszcze raz moje 2 ostatnie wypowiedzi - może zrozumiesz. Czytałem i wniosek nasuwa sie sam. Chciałeś być bohaterem i nie wyszło ! Szkoda że ty nie rozumiesz co piszesz - tak a`propos kultury
Przed drapieżnikami nie będą miał się czym bronić, w odróżnieniu od tamtych. Słyszeliście kiedyś o czymś takim, jak szatun, czyli niedźwiedź, który nie najadł się dość na jesieni, i budzi się zimą głodny? Teraz misiów jest w Bieszczadach więcej, niż dawniej, mówi się nawet, że ponad 100. To wcale niemała liczba, nawet jak na standardy światowe.
. Szatun raczej w naszych warunkach człowieka nie zje . to te polskie "szatuny" sa jednak niebezpieczne czy nie? ;) bo sie juz troche pogubilam..
Mam jedno małe pytanie a mianowicie czy Samotny Włóczykij was nie irytuje? ale widac swoj cel osiagnal ;) wzbudzil zainteresowanie, uwage na forum i u wielu osob wzbudzil jakies emocje...jak widac nie koniecznie zawsze pozytywne, ale nie jest to obojetnosc. I nie wszystkie watki ciagna sie przez 11 stron ;)
teraz pozostaje czekac i zobaczyc czy w realnym swiecie tez zrobi taki szum wokol siebie.
Szatun prawie jak szatan ,który zapewne zaczyna się odzywać w niektórych czyytających ten zabawny/irytujący wątek.
A swoją drogą w wieku lat 12/14 też miałam takie pomysły żeby zaszyć się w dziczy tylko,że ja do Kanady lub Ameryki płd. na jakieś odludzie chciałam lecieć ale już mi przeszło -takie to były dziecięce fantazje.
Teraz się zaszywam i owszem,czasami w dziczy karpackiej....
Dobrze, że sobie nie zaszywasz;-)
a tylko w buszu;-)
....no tak... "zaszyć się w Bieszczadach" nabiera całkiem nowego blasku... jest tu paru takich.. do zestawu dodają widelec :)
Nawet można się pokusić o definicję człowieka zaszytego i napewno nie będzie to zakapior bo jego określiłabym raczej mianem prującego się(rozprutego)na duszy,ciele i umyśle.
. Słyszeliście kiedyś o czymś takim, jak szatun, czyli niedźwiedź, który nie najadł się dość na jesieni, i budzi się zimą głodny? Teraz misiów jest w Bieszczadach więcej, niż dawniej, mówi się nawet, że ponad 100. To wcale niemała liczba, nawet jak na standardy światowe. Ja słyszałem, że taki szatun bez problemu połyka w całości, oprócz butów (bo ponoć mu zbyt śmierdzą). Problem zaczyna się gdy szatunów jest dwoch lub więcej. Ale wtedy, jak to mówił Zdzichu (w Siekierezadzie, po czwartym piwie - a Zdzichu wie co mówi ) szatuny grają w kości. Wygrywa ten, który wyrzuci więcej oczek, a przegrywający zjada buty.
Ale czy to prawda? Nie wiem
...to przypomniała mi się opowieśc o Szatunach... jak to pewnej nocy w gawrze obudziły się szatunowe dzieci i prosiły starą włochatą matkę żeby opowiedziała na dobranoc jakąć bajeczkę.
- Nie Dzieci... już późno...
- Ale Mamusiu Mamusiu... ostatnią... zrób pacynki... zrób pacynki......
- No dobra, ale ostatni raz...
Po czym stara Niedźwiedzica założyła na łapy pacynkoczaszki... i mówi śmiesznym głosem
- Co tam tak szeleści Kaziu w tych krzakach...
- Myślę że to Świstak Wiesiu, myślę że to Świstak
:)
Koniec
Miejcie litość! Samotny Włóczykij wydaje się być człowiekiem "pozytywnie zakręconym". Lubię takich ludzi więc życzę mu powodzenia, choć przyznam że najpierw bym zrobił, a potem napisał. Jeszcze raz pozdrawiam i uważaj na siebie Włóczykiju
myślę o miejscu możliwie najbardziej ekstremalnym. . Też kiedyś miałem takie marzenia, niestety proza życia usadziła mnie za biurkiem :-) Także trzymam kciuki !!!
A mi się najbardziej ekstremalnym wydaje miejsce za biurkiem, dlatego unikam ekstremów.
a ja myślę, że to świstak.
Mam zamiar w czasie mojego życia w Bieszczadach stopniowo "wracać do Natury", głównie jeśli chodzi o wikt, o ile to tylko będzie możliwe. Mam w związku z tym pytania:
1. Czy ktoś orientuje się w tytułach książek, gdzie dobrze byłyby opisane krajowe rośliny jadalne? Trochę się na tym znam, ale uważam, że to zdecydowanie za mało.
2. Nie mam zamiaru rezygnować z białka, i w związku z tym:
a. Czy w Zalewie Solińskim i jego dopływach żyją raki amerykańskie? Jeśli tak, to przy okazji przysłużyłbym się przyrodzie polskiej, tępiąc szkodniki. Pewno nawet robiłbym zapasy na zimę z szyjek rakowych.
b. Okoń, którym nieostrożnie zarybiono Bieszczadzkie Morze, zasiedlił wpływające do niego rzeczki, skąd wypiera cenniejsze ryby łososiowate (sam widziałem). Czy w związku z tym patrzono by przez palce na specyficzne łowienie właśnie tych ryb?
Poza tym mam zamiar tradycyjną zakapiorską metodą podbierać zwierzynę wilkom, ale to się zbyt często nie trafi. Jedyna roślina, którą mam zamiar uprawiać, to topinambur. Już teraz zrobiłem sobie poletko eksperymentalne na nieużytkach koło mnie. Większa odmiana ma już półtora metra. Nie trzeba nic z nim robić, poza odchwaszczeniem, dopóki nie zacznie radzić sobie sam - ale czy w Bieszczadach warunki będą mu równie sprzyjały?
Oczywiście, absolutnie konieczne jest zaopatrzenie się w rakiety śnieżne - bez nich zimą w Bieszczadach jest przerąbane.
choć przyznam że najpierw bym zrobił, a potem napisał. Piszę to m. in. po to, żeby zminimalizować pokusy wycofania się (mam zwyczaj dotrzymywać słowa), i żeby uzyskać trochę porad.
Czy ktoś orientuje się w tytułach książek, gdzie dobrze byłyby opisane krajowe rośliny jadalne? Trochę się na tym znam, ale uważam, że to zdecydowanie za mało.
2. Nie mam zamiaru rezygnować z białka, i w związku z tym:
Oczywiście, absolutnie konieczne jest zaopatrzenie się w rakiety śnieżne - bez nich zimą w Bieszczadach jest przerąbane.
. Łukasz Łuczaj... polecam autora... jeśli jeszcze Go nie znasz to masz spore zaległośći i czuję że skończy się ucieczką albo trującymi jagodami.. (oprócz roślin zna się na jadalnych robakach)
Powrót do natury? Zrób sobie rakiety... kupne to przecież cywilizacja, w dodatku plastik...
Jakia rezygnacja z białka? oj.. spore zaległości w wiedzy Kolego....
topinambur myślę że poradzi sobie doskonale. Nawet rozpleni się, zagłuszając inne rośliny wokoło...
ale JAK masz zamiar go spożywać ? Pamiętaj , iż bulwy zawierają inulinę / czy jak to tam zwał.../ która jest nie trawiona przez człowieka ! Indianie poddawali bulwy fermentacji w kopcach. Zamierzasz tak samo ? Będziesz je zimował ? ...Mnie osobiście nie smakował za bardzo...
Czy w związku z tym patrzono by przez palce na specyficzne łowienie właśnie tych ryb?
. Niby jak?
Prądem?;-)
Czy jeszcze bardziej specyficzne łowienie?
przy okazji przysłużyłbym się przyrodzie polskiej, tępiąc szkodniki. (...)Poza tym mam zamiar tradycyjną zakapiorską metodą podbierać zwierzynę wilkom, ale to się zbyt często nie trafi. Jedyna roślina, którą mam zamiar uprawiać, to topinambur. Chcesz tępić raki amerykańskie a w zamian wprowadzić do bieszczadzkich lasów inwazyjny, amerykański topinambur?:evil:
Miej świadomość, że im bardziej dziki teren wybierasz tym większym jesteś intruzem dla przyrody...
Samotny Włóczykiju kup sobie najpierw kawałek pola albo kwaterę w ogródkach działkowych. Pokop, popracuj, skonsumuj plony, a z pewnością odechce Ci się osiadać w Bieszczadach na surowym korzeniu. Bajki z okonkami, rakami amerykańskimi i topinamburem będziesz pewnie dzieciom opowiadał, bo nijak się one mają do realiów, bynajmniej bieszczadzkich.
Łukasz Łuczaj... polecam autora... jeśli jeszcze Go nie znasz to masz spore zaległośći i czuję że skończy się ucieczką albo trującymi jagodami.. (oprócz roślin zna się na jadalnych robakach)
Powrót do natury? Zrób sobie rakiety... kupne to przecież cywilizacja, w dodatku plastik...
Jakia rezygnacja z białka? oj.. spore zaległości w wiedzy Kolego.... Komuś się pomylił zakapior z instruktorem sztuki przetrwania. Większość zakapiorów przybywając w Bieszczady nie wiedziała połowy tego, co ja wiem.
Robaki to ostateczność. Choć w sumie to pokarm zwierzęcy najłatwiej dostępny. Problem jest ponadto z tym, że wiele chrząszczy drewnojadów (najłatwiejszych do odnalezienia) jest chronionych, a odróżnienie larwy chronionej od niechronionej nie jest proste. Jagody to akurat znam doskonale, więc raczej się trującymi nie skończy. Głównie chodzi mi o szczegółowe informacje na temat zielska i korzonków (które zresztą są dłużej dostępne, niż jagody). Nimi też bym się nie zatruł - ale chcę bardziej urozmaicić sobie dietę. Zresztą ja nie stawiam sobie - przynajmniej na razie - jako celu całkowitego powrotu do Natury. Wrócę, na ile będę umiał.
Rakiet właśnie nie mam zamiaru kupować. Chcę je sobie zrobić z drewna.
Pamiętaj , iż bulwy zawierają inulinę / czy jak to tam zwał.../ która jest nie trawiona przez człowieka ! Indianie poddawali bulwy fermentacji w kopcach. Zamierzasz tak samo ? Będziesz je zimował ? ...Mnie osobiście nie smakował za bardzo... Tzn. bez fermantacji są mało kaloryczne? Ja czytałem, że inulina ulega w organizmie człowieka hydrolizie do fruktozy. O kopcowaniu myślałem. Topinambur gotowany nie jest za dobry, ale przy frytkach z niego ziemniaczane mogą się schować!
Problem tylko taki, że dziki też się o topinamburze mogą dowiedzieć. Choć ostatnio, o ile zdołałem się zorientować, nie było ich w tych górach zbyt dużo.
Chcesz tępić raki amerykańskie a w zamian wprowadzić do bieszczadzkich lasów inwazyjny, amerykański topinambur?:evil:
Miej świadomość, że im bardziej dziki teren wybierasz tym większym jesteś intruzem dla przyrody... Wymienię jeden gatunek inwazyjny na drugi, bo topinambur będę sadził w miejsce innej rośliny obcej, której tam jest dużo. Przy czym topinambur się nie rozsiewa w naszych warunkach, i nie jest zagrożeniem dla naszej przyrody (myśliwi nawet celowo sadzą go dla dzików, żeby nie wchodziły w szkodę). I ani mi przez myśl nie przeszło robić to w miejscach dzikich, a nie zdziczałych.
Niby jak?
Prądem?;-)
Czy jeszcze bardziej specyficzne łowienie? Prądem łowi się niespecyficznie wszystko, co żyje i na drzewo nie ucieka. Myślałem o łowieniu okoni na podrywkę.
Komuś się pomylił zakapior z instruktorem sztuki przetrwania. Komuś się pomylił zakapior z traperem
Komuś się pomylił zakapior z traperem Znowu stara śpiewka. Ten ktoś to nie ja, bo nowe znaczenie słowa "zakapior" funkcjonuje już od lat wielu. A zakapior to szersze pojęcie, niż traper.
Samotny Włóczykiju kup sobie najpierw kawałek pola albo kwaterę w ogródkach działkowych. Pokop, popracuj, skonsumuj plony, a z pewnością odechce Ci się osiadać w Bieszczadach na surowym korzeniu. Bajki z okonkami, rakami amerykańskimi i topinamburem będziesz pewnie dzieciom opowiadał, bo nijak się one mają do realiów, bynajmniej bieszczadzkich. Gdybym miał się zniechęcić pracą w ogrodnictwie, zrobiłbym to już dawno. Nie bardzo rozumiem, jaki jest Twój cel. Chcesz mnie obrazić, czy zniechęcić? Bo to nie brzmi jak dobra rada.
Zostać zakapiorem
Znowu stara śpiewka.
Wymienię jeden gatunek inwazyjny na drugi, bo topinambur będę sadził w miejsce innej rośliny obcej, której tam jest dużo. Przy czym topinambur się nie rozsiewa w naszych warunkach, i nie jest zagrożeniem dla naszej przyrody . A który obcy gatunek chcesz wymieniać?
...Chcesz mnie obrazić, czy zniechęcić? Bo to nie brzmi jak dobra rada. Raczej zachęcić do zejścia na ziemię, może być bieszczadzką ;)
Taa długi rozbieg i nie hamować przed ścianą... Baranek przeważnie pomaga na zejście na ziemie... Kabaret normalnie...
Raczej zachęcić do zejścia na ziemię, może być bieszczadzką ;) Aha, czyli miała to jednak być dobra rada. W takim razie pomyliłeś formę, bo dobre rady w dawane w ten sposób są zwykle mało skuteczne.
Na czym konkretnie ma polegać to "zejście na ziemię"? Bo jak na razie było tylko wygłaszanie ogólnikowych dętych nauk z pozycji Wielkiego Autorytetu. Przy tym trafiłeś trochę kulą w płot, bo dawałeś mi radę popróbowania pracy ogrodniczej, nic o mnie nie wiedząc, a w dodatku zakładając, że mnie ta praca zniechęci. Ale Wielkie Autorytety wszystko lepiej wiedzą...
A który obcy gatunek chcesz wymieniać? Rudbekię.
Znalazłem stronę o survivalowym zastosowaniu roślin:
http://survival.strefa.pl/spis_roslin.htm
To raczej takie podstawy, ale parę informacji sprecyzowałem.
Trochę informacji o bukwi - mogą się przydać komuś, kto również chciałby zostać zakapiorem, bo w Bieszczadach to jeden z podstawowych plonów:
http://docs8.chomikuj.pl/509019599,PL,0,0,Buk-.doc
http://survival.strefa.pl/spis_roslin.htm
Nie rozumiem - zmielenie miałoby wpływać na skład chemiczny bukwi? Teoretycznie możliwe, ale dziwne.
Z tymi zapasami z żywności to jest jeden problem, znany od niepamiętnych czasów - mianowicie myszy. Zimą można się spodziewać ich inwazji. Trzeba mieć pojemniki myszoodporne - albo umieszczać żywność w miejscach, gdzie myszy mają utrudniony dostęp. Całe szczęście, że przynajmniej szczury przy takim stylu życia nie grożą. Ponadto problemem są mkliki, czyli mole zbożowe, a także mole grzybowe. Ale z tym to jest akurat kłopot wszędzie.
Poczekaj, bo przegapiłam, a cofać mi się nie chce.
Masz już jakąś ziemię?
Planujesz zakup?Jakiego areału?
Ja tam nie chcę się osiedlać na stałe. Bieszczady mają być dla mnie miejscem próby. Jak ktoś osiada na stałe, to zaczyna się urządzać - i z czasem znika szałas, a zamiast niego wyrasta porządna chałupa. I wtedy człowiek z miłośnika życia ekstremalnego staje się w lepszym razie chłopem jak każdy inny w Polsce, a w gorszym - trybikiem w machnie przemysłu rozrywkowego, którego częścią jest przemysł turystyczny. Zresztą dziś już niewiele jest w Bieszczadach pustek, gdzie można by się osiedlać na odludziu - i żadna z nich nie znajduje się wysoko w górach. Zaś te, które istnieją, niech pustkami zostaną . Musiałbym więc zamieszkać we wsi - a to oznaczałoby, że z założenia już musiałbym chcieć się urządzić, a życie ekstremalne byłoby najwyżej dodatkiem.
To na czyjej ziemi chcesz stawiać ten szałas???a potem chałupę, albo nawet i namiot tylko?
Dogadałeś się już z kimś?
Ktoś już Ci a to pozwolił?Choćby tylko Lasy Państwowe (jeszcze)?
O rany, przecież już o tym pisałem.
Który numer postu, chętnie przeczytam;-)
Pierwszy.
Mam pytanie. Ludy pierwotne miały ponoć zwyczaj transportowania żaru w jakichś pojemnikach. Co robiły, żeby im się ten pojemnik nie spalił?
A ja na okoliczność tej .... debaty o "Wielkim (Wy)Czynie" ułożyłem wiersz o szatunie.
Szatun jest dziki, szatun jest zły
Szatun ma wielkie, ostre kły.
Kto spotyka szatuna w lesie,
Ten do szałasu szybko umyka.
Niestety, w ostatnich dwóch linijkach mojego wiersza zgubilem rym.::((
Gdyby ktoś go znalazł....
...może na połoninie...
Samotny W po prostu robi sobie tanią promocję swojej książki. Cała jego pisanina na forum, ma slużyć ściągnięciu na siebie uwagi. Sprytna, mądra i perfidna autoreklama
Mam cytat Skyluxa z innego wątku, który został zamknięty - niesłusznie, bo Bieszczadzka Inicjacja to było całkiem co innego niż mój pomysł zakapiorski. W obu wątkach wypływa ten sam światopogląd - ale to bynajmniej nie oznacza, że jest mowa o tym samym:
No tak, nie pokazali mnie w telewizji, nie opowiedzieli o mnie w brukowcach - i już jestem skreślony w oczach "ludzi nowoczesnych". Bo sądząc po treści i formie, właśnie na takiego natrafiłem?
Wiesz, czym się różni prosty człowiek od prostaka? Że ten pierwszy nie uważa czegoś za bzdurę tylko dlatego, że tego nie pojmuje. Jeśli będziesz wyśmiewał się ze stylu życia innych, to nie licz na szacunek z ich strony - także ze strony inteligentów. Bo brak szacunku jest formą potępienia dla Twojego postępowania - jedyną niestety karą, jaka może Cię spotkać za niestosowne zachowanie. Trzeba mieć zresztą bardzo rozdęte ego, żeby najpierw traktować lekceważąco (w dodatku rynsztokowym językiem) innych, a potem domagać się od nich czegoś przeciwnego.
Samotny W po prostu robi sobie tanią promocję swojej książki. Cała jego pisanina na forum, ma slużyć ściągnięciu na siebie uwagi. Sprytna, mądra i perfidna autoreklama Eh, że też Wy nie umiecie wyobrazić sobie innej motywacji ludzkiej, jak przyjemność i komercja - tak głęboko Polacy przestawili swój sposób myślenia. Ja popularyzuję IDEE za pomocą książki i epizodu zakapiorskiego w swoim przyszłym życiu - nie odwrotnie. Zresztą ja nawet nie zakładam, że tę książkę mi ktokolwiek wyda - choć nie powiem, że bym nie chciał. Ludzie, którzy mają pieniądze, nie są zwykle w stanie jej nawet czytać, bo tam każda strona jest dla nich wyrzutem sumienia, ponieważ opowiada o tym, jak porzucili ideały.
Włóczykij ile zjadasz muchomorów przed napisaniem posta? Chyba ponad normę. Fragment Ustawy o lasach: "Art. 30. 1. W lasach zabrania się: ...10) biwakowania poza miejscami wyznaczonymi przez właściciela lasu lub nadleśniczego". Koniec Twoich marzeń. Tyle z mojej strony w temacie. Dziękuję, Do widzenia
Mam pytanie, Władziu - a ile Ty zjadasz muchomorów, że odpowiadasz zanim przeczytasz to, na co odpowiadasz? Przecież pisałem wyraźnie, że muszę mieć zgodę władz leśnych. W pierwszym poście!
Ja nie rozumiem, skąd ta agresja w tak wielu wypowiedziach. Czyżby dlatego, że wielu ludzi przez lata przestawiało się na myślenie, że liberalna kultura konsumpcyjno-komercyjna jest jedynie możliwa, a inne kultury mogą w niej istnieć tylko na zasadzie stopniowo eliminowanego reliktu. Teraz okazuje się, że to guzik prawda i że wola jednej tylko osoby wystarczy, by zadać temu kłam. A te rzekomo "naturalne i nie do powstrzymania procesy", które miały miejsce po 1989 r., są wyłącznie skutkiem tego, że powszechnie w te bzdury uwierzono. W tej sytuacji oni sami, którzy już dostosowali się do życia w "cywilizacji" i "nowoczesności" wychodzą w tym momencie we własnych oczach na wodzonych przez dwie dekady za nos jeleni bieszczadzkich. Ale nie martwcie się - wstydzić się powinien głównie ten, kto Was oszukał.
Więc napisałem wyraźnie Koniec Twoich marzeń. "Władze leśne" nie wydają zezwoleń na zakładanie osad zakapiorskich. Zresztą wiemy obaj, że jesteś tylko internetowym napinaczem a to o czym piszesz zrobił już niejeden i ani przed ani po nie chwalił się o tym w necie i nie twierdził, że jest zakapiorem. Słyszałeś np o Henrim z Hulskiego? To o czym piszesz On robi od lat. Po cichu bo robi to dla siebie a nie dla rozgłosu.
Więc napisałem wyraźnie Koniec Twoich marzeń. "Władze leśne" nie wydają zezwoleń na zakładanie osad zakapiorskich. Zresztą wiemy obaj, że jesteś tylko internetowym napinaczem a to o czym piszesz zrobił już niejeden i ani przed ani po nie chwalił się o tym w necie i nie twierdził, że jest zakapiorem. Słyszałeś np o Henrim z Hulskiego? To o czym piszesz On robi od lat. Po cichu bo robi to dla siebie a nie dla rozgłosu. Podziękowałeś, pożegnałeś się, a teraz wracasz do dyskusji? Raz piszesz, że władze nie wydają zezwoleń, innym razem - że niejeden to zrobił. Poza tym, gdybyś czytał, a nie tylko dawał upust agresji, to byś wiedział, że ja chcę się czymś od tych "niejednych" różnić. I łaskawie nie wypowiadaj się za władze leśne. Zrobią, co same uznają za słuszne; żaden Władzio nie ma możliwości rozkazania im, na co mają pozwolić, a na co - nie.
Mało mnie obchodzi zdanie na mój temat takich ludzi, jak Ty.
Mam nadzieję, że już nie wejdziesz więcej do wątku założonego przez takiego wstrętnego napinacza, więc mam dla Ciebie pożegnalne życzenie: nie udław się swoją nienawiścią.
Włóczykiju, a czy już sobie upatrzyłeś jakąś miejscówkę?
Zauważyliście pewną prawidłowość? SW nie chodzi o merytoryczną dyskusję o bieszczadach, tylko o dyskusję samą w sobie. Można mu pisać o pierogach, gwiazdach, chodowli świn, o byle czym.
Celem SW jest promocja własnej książki. Wiecie co to jest pozycjonowanie strony?
SW pisze kontrowersyjnie, celowo, bo wciąga w wątek nowe osoby
Pisze, że chce porad ale ich nie przyjmuje
Jest najmądrzejszy i wszystkich poucza
Czytaliście co napisał o niby jakiejś inicjacji bieszczadzkiej? istny BEŁKOT
.............Szatun.............. dwa lata w szałasie..................kopcowanie czegoś tam..................życie jak przodkowie................BEŁKOT
Powtórzę raz jeszcze -- Sprytna, perfidna autopromocja
Aha, już zostałem uznany za wroga. Czego nie napiszę - źle. Nie mam argumentów - nie mam racji, mam argumenty - pouczam i nie przyjmuję "porad" (które są personalnymi atakami).
Chciałbym też zauważyć, że nie tylko ja odbiegałem od tematu. Jedna osoba nawet zamieściła jakiś wymęczony wierszyk o szatunie. Oni też się autopromowali?
Czytaliście co napisał o niby jakiejś inicjacji bieszczadzkiej? istny BEŁKOT Jak Stachura pisał o takich rzeczach - to był wspaniały. Jak pisze ktoś, kto nie jest idolem - to bełkot... I raz zarzucasz mi, że nie przyjmuję porad - innym razem dyskusję nad praktycznymi problemami życia wolnego człowieka, którą zaczynam, nazywasz również bełkotem. Zero sensu. Nie wspominając już o tym, że w tym "bełkocie" brało jeszcze udział więcej osób.
Widzę, że z Ciebie też nienawiść aż tryska uszami. Możesz wyć z nienawiści i stawiać najbardziej absurdalne zarzuty - komercja i tak jest bez szans, a Niewidzialna Ręka Rynku to bujda. Tak! Bujda! Musisz się z tym oswoić. Wtedy przestaniesz się pienić. Przyzwyczaisz się i zgodzisz się ze mną.
Ale biedny Ty jesteś! Przez tyle lat wmawiałeś sobie, że możliwa jest tylko komercja. I teraz usiłujesz wyprzeć ze świadomości fakt, że tak nie jest, kogoś, kto wyraźnie się jej przeciwstawia, usiłując na siłę wepchnąć do komercyjnej szufladki tylko dlatego, że napisał książkę! Żałosne.
Proszę Cię, nie osiwiej z przerażenia, że ktoś "zamachnął się" na Twojego bożka.
zanotowane.pl doc.pisz.pl pdf.pisz.pl brytfanna.keep.pl
Ponieważ jednak dziś mamy trochę mniej "dzikie" czasy, więc będę musiał wystarać się we władzach leśnych o pozwolenie na szałas. Myślę o przeżyciu w ten sposób 2 zim. Żeby przewyższyć swoich poprzedników, mam zamiar zbudować szałas najwyżej, jak się da - byle z dostępem do wody. W miejscu na szałas zima powinna trwać 8 miesięcy - a reszta "wsio lieto".
Extra!... :-D
Dodam, że to umieszczenie szałasu w ekstremalnych warunkach ma służyć również próbie literackiej. Bo zabieram się do pisania powieści, której jeden z bohaterów żyje na szczytach tatrzańskich. Tatry są parkiem narodowym, ale przecież muszę wiedzieć, co opisuję, więc trzeba było znaleźć warunki w miarę zbliżone.
Dodam, że to umieszczenie szałasu w ekstremalnych warunkach ma służyć również próbie literackiej. Bo zabieram się do pisania powieści, której jeden z bohaterów żyje na szczytach tatrzańskich. Tatry są parkiem narodowym, ale przecież muszę wiedzieć, co opisuję, więc trzeba było znaleźć warunki w miarę zbliżone. Witaj na forum, czy Ty tu już kiedyś nie byłeś ? Życzę powodzenia w pisaniu powieści.
PS. Na tym forum gościliśmy już kilku wychowanków harcerstwa.
...a czy to koniecznie musi być "Zakapior" ? raczej beznadziejny źródłosłów
Witaj na forum, czy Ty tu już kiedyś nie byłeś ? (...)
PS. Na tym forum gościliśmy już kilku wychowanków harcerstwa. Może był jakiś inny Włóczykij, bo ja nigdy tutaj jeszcze nie pisałem. Ale może spotkaliśmy się na innych forach.
Ja myślę, że wychowanków harcerstwa gościliście tu więcej, niż kilku, bo harcerze to jedno ze środowisk najbardziej zafascynowanych Bieszczadami.
...a czy to koniecznie musi być "Zakapior" ? raczej beznadziejny źródłosłów Można to nazwać inaczej. Tylko jak? "Zakapior" już się przyjął.
Przyjął? A gdzie się przyjął i w jakich kręgach i co oznacza... to my budujemy historię na co dzień...
..w kręgach niebieskoptasich, zataczanych przez coraz to ichniejszych piechurów jest jak przekleństwo
Wyżej niż Lutek P. nie zamieszkasz... tym samym nie będziesz już naj-.... :lol: :lol: :lol:
Dyskusje na ten temat toczyły się niejednokrotnie na tym forum. Poszukaj. Słowa kluczowe: zakapior, obciach,
Podobno prawdziwi ludzie gór to nie ci co mieszkają w górach, ale ci co potrafią żyć w dolinach :lol: :lol: :lol:
Lutek na Połoninie Wetlińskiej obecnie nie mieszka. Ale przede wszystkim nie ma porównania między murowańcem Chatką Puchatka, a prowizorycznym z zasady szałasem.
Dyskusje na ten temat toczyły się niejednokrotnie na tym forum. Poszukaj. Słowa kluczowe: zakapior, obciach, Tak, widziałem te dyskusje. A akurat oceny w rodzaju "obciach" mało mnie obchodzą. Wiadomo, że w dzisiejszych czasach opinie na temat tego, co jest "obciachowe", a co nie, podlegają manipulacjom.
W takim razie nie ma nic łatwiejszego, niż bycie człowiekiem gór... Można nawet ani razu w życiu w nie nie zajrzeć. Ale mnie nie o to chodzi.
To chyba będziesz musiał wybrac się na ukrainę lub do rumuni.jeszcze trochę dziczy tam zostało:-)
Ja właśnie chcę pokazać, że i teraz można to robić, i to w naszych Bieszczadach.
Mnie interesuje odrodzenie POLSKICH tradycji życia ekstremalnego. Nie wspomaganie tendencji do ucieczki za granicę i kosmopolityzmu. Oczywiście, jak jakiś Ukrainiec albo Rumun będzie chciał wziąć ze mnie przykład - służę swoim doświadczeniem. Możemy nawet założyć międzynarodowe stowarzyszenie. Wyjazd za granicę to pójście na łatwiznę - a co to za ekstremalność, kiedy jest łatwo?
Inaczej nie da się odbudować takiego świata, jaki istniał jeszcze 20 lat temu. Pokazać, że także i dziś niekoniecznie trzeba płynąć z prądem, że jak ktoś chce - to można. Ludzie wcale w tym panującym dziś kolorowym syfie dobrze się nie czują - tylko nie widzą wyjścia, bo w nich wpojono, że w obecnych czasach można tylko się poddawać. Już tyle lat żyję wbrew panującym obecnie zasadom, i to w samym środku najgorszej konsumpcji i komercji - czy w Bieszczadach może mi się nie udać?
Ja właśnie chcę pokazać, że i teraz można to robić, i to w naszych Bieszczadach.
Inaczej nie da się odbudować takiego świata, jaki istniał jeszcze 20 lat temu. Pokazać, że także i dziś niekoniecznie trzeba płynąć z prądem, że jak ktoś chce - to można. Ludzie wcale w tym panującym dziś kolorowym syfie dobrze się nie czują - tylko nie widzą wyjścia, bo w nich wpojono, że w obecnych czasach można tylko się poddawać. Już tyle lat żyję wbrew panującym obecnie zasadom, i to w samym środku najgorszej konsumpcji i komercji - czy w Bieszczadach może mi się nie udać? pomysl piekny i dac sie pewnie da... jak sie zechce... wielu jest ludzi ktorzy nie akceptuja tego "dzisiejszego kolorowego syfu"..ale ciezko im z tym walczyc...
tylko czy akurat bieszczady sa dobrym miejscem? czy nie lepiej wybrac sobie jakis mniej "modny" kawalek Polski? taki kawalek ktory mniej dynamicznie "sie rozwija"? (tfuuuu!) czy tutaj nie beda ci przychodzic tłumy stonki, zeby zrobic sobie fote ze 'wspolczesnym zakapiorem" i jego szalasem? czy nie bedziesz robil za lokalna atrakcje turystyczna dla mas?
Czy obok twojego wymarzonego szalasu jakis burzujek nie postawi sobie wypasnej rezydencji pociagajac za soba asflat i pod twoje drzwi? czy za rok, dwa nie bedziesz musial patrzec na budujace sie osiedla domkow jednorodzinnych za wysokimi plotami?
Chociaz to mocno zalezy czy po prostu chcesz zeby ci sie tam milo mieszkalo czy to ma byc manifestacja dla innych, udowodnienie czegos? Ogladalam kiedys fajny reportaz o amerykanskim pustelniku co zyl na wysepce na autostradzie... tez mozna, stal sie slawny... tylko czy to bylo dla niego fajne... dla kogos kto ponoc byl milosnikiem przyrody i dzikosci?
Mam tylko nadzieję ,że to zimowanie w szałasie nie zakończy się jakimś artykułem w gazecie-"tragedia w Bieszczadach.......na zboczu góry......... znaleziono w szałasie zamarznięte zwłoki młodego mężczyzny .......śledztwo trwa....."
może najpierw spróbuj zimą przez tydzień pomieszkać w takim szałasie?
Pozdrawiam
Sturnus, ja nieraz już sypiałem zimą - nie w szałasie, tylko w namiocie, w gorszych warunkach. Problem z szałasem nie polega na próbach mieszkania, tylko raczej na próbach skonstruowania. Szałas musi być wodoszczelny i ciepły. Nie brak wcale ludzi na świecie, którzy w podobnych warunkach mieszkają w szałasach czy namiotach.
pomysl piekny i dac sie pewnie da... jak sie zechce... wielu jest ludzi ktorzy nie akceptuja tego "dzisiejszego kolorowego syfu"..ale ciezko im z tym walczyc...
tylko czy akurat bieszczady sa dobrym miejscem? czy nie lepiej wybrac sobie jakis mniej "modny" kawalek Polski? taki kawalek ktory mniej dynamicznie "sie rozwija"? (tfuuuu!) czy tutaj nie beda ci przychodzic tłumy stonki, zeby zrobic sobie fote ze 'wspolczesnym zakapiorem" i jego szalasem? czy nie bedziesz robil za lokalna atrakcje turystyczna dla mas?
Czy obok twojego wymarzonego szalasu jakis burzujek nie postawi sobie wypasnej rezydencji pociagajac za soba asflat i pod twoje drzwi? czy za rok, dwa nie bedziesz musial patrzec na budujace sie osiedla domkow jednorodzinnych za wysokimi plotami?
Chociaz to mocno zalezy czy po prostu chcesz zeby ci sie tam milo mieszkalo czy to ma byc manifestacja dla innych, udowodnienie czegos? Ogladalam kiedys fajny reportaz o amerykanskim pustelniku co zyl na wysepce na autostradzie... tez mozna, stal sie slawny... tylko czy to bylo dla niego fajne... dla kogos kto ponoc byl milosnikiem przyrody i dzikosci? Buba, po pierwsze, ja wybiorę takie miejsce, które dalej jest dzikie. Ich nie brak w Bieszczadach. Nie ma takich warunków, jakie były kiedyś, ale jeszcze jest sporo miejsca. A stonka turystyczna musiałaby mnie najpierw znaleźć, co nie jest łatwe, zwłaszcza w jej przypadku. Przecież stonka bez szlaku nigdzie nie trafi (to dla niej właśnie tyle tych szlaków znakują).
Zresztą jak ja gdzieś mieszkam, to można być nieraz 2 m od tego miejsca - i o tym nie wiedzieć. Chociaż w Bieszczadach chcę zastosować inną metodę.
Mój wyjazd nie ma być ucieczką, tylko walką. Walką o "stolicę polskiej niezwykłości", jaką są Bieszczady. Gdybym wyjechał w miejsce mniej uczęszczane, to by to była ucieczka - i ona właśnie nie przynosi rezultatu, bo kto nie walczy, ten się poddaje. A uciekiniera zawsze da się znaleźć - wystarczy przekupić jednego z jemu podobnych, żeby został tropicielem...
Jeśli chodzi i wypasione rezydencje - całe szczęście, tak źle to nie jest, Lasy Państwowe jeszcze nie sprywatyzowane. A nawet gdyby, to chyba nie byłbym miłym sąsiadem dla tego burżuja, i prędzej on by zrezygnował, niż ja. Celem moim będzie udowodnienie, że nie jest prawdą, że w dzisiejszych czasach trzeba koniecznie płynąć z prądem, że dla konsumpcjonizmu nie ma alternatywy. Chcę pokazać, że:
- Bieszczady wciąż są żywe, a ekstremalny styl życia to nie żadna przeszłość. A więc nie jest prawdą, że nie ma on w dzisiejszych czasach racji bytu, a ponieważ szkoda pozwolić mu się zmarnować, więc trzeba na nim zarobić przez rozwadnianie go i sprzedaż popłuczyn,
- ten styl życia to coś akurat przeciwnego od tego, co oferuje ludziom przemysł turystyczny - żeby ludzie zobaczyli, że tamto to podróbki,
- można uprawiać inny styl zakapiorstwa, bez towarzyszących temu dotąd patologii.
Ano spróbuj utrzymac higienę i zdrowie zimą w takich warunkach -za dużo teorii za mało praktycznej wiedzy-ale nie martw się GOPR czuwa:-)
Wyżej niż Lutek P. nie zamieszkasz... tym samym nie będziesz już naj- Zawsze zostaje zielony szałas powyżej schroniska...
Myślisz, że od tak jakieś nadleśnictwo pozwoli Ci koczować na terenie swojego lasu? powodzenia...
..bardziej bym się składał ku takiej metodzie.. niż "ekstremalnej" w Twojej wersji
..bardziej bym się składał ku takiej metodzie.. niż "ekstremalnej" w Twojej wersji Wszystko to już dawno zostało kupione przez kulturę masową i komercję. Ale tak to się kończy, jak zamiast walczyć z głupotą, zaczyna się próbować ją przekonywać, żeby zmądrzała. Nie, tak się robić nie da. Tu trzeba wymienić ideę przewodnią - a w konsekwencji trzeba wymienić ludzi na samym szczycie. A to oznacza, że należy spowodować, żeby ludzie przestali patrzeć na "elity" konsumpcyjne jak w obraz, żeby zaczęli dopatrywać się ideału w innym stylu życia. "Elity" konsumpcyjne nie zmienią się, bo one są w tym syfie najbardziej umoczone, a z drugiej strony temu umoczeniu zawdzięczają swoją pozycję. Z alternatywnych propozycji, które im zaoferujemy, mogą sobie one zrobić więc tylko dodatek do swojego beznadziejnego stylu życia. I za chwilę będziemy mieli energooszczędną willę w środku parku narodowego. Poza tym oni to traktują tylko jako chwilową modę, którą za jakiś czas porzucą dla czegoś innego. Trzeba dostarczyć innych wzorców do podziwu, niż te, które oferuje kultura konsumpcyjna. Obecnie uważa się, że te wzorce są już martwe - a propaganda ta jest tak skuteczna, że wszystkim się wydaje, że to prawda - i w ten sposób te wzorce rzeczywiście zanikają. To taka taktyka "samospełniających się proroctw". Dziś nawet polarnicy sprzedają się w reklamach - co znaczy, że pieniądze nawet dla nich są najważniejsze.
Ano spróbuj utrzymac higienę i zdrowie zimą w takich warunkach -za dużo teorii za mało praktycznej wiedzy-ale nie martw się GOPR czuwa:-) Ze zdrowiem to problem nie jest taki wielki (chyba, że sobie coś złamię albo coś mnie pogryzie). W takich sytuacjach człowiek jest zazwyczaj bardziej odporny - chyba, że jest mięczakiem. Powstańcy warszawscy przechodzili kanałami nurzając się w roztworze z bakterii, i nie zarażali ran.
Ponadto ludy pierwotne jakoś żyły często w dużo gorszych warunkach.
Jeśli chodzi o higienę, to mam na tym punkcie większą obsesję, niż 90% podoficerów w wojsku. I trochę metod jej utrzymania też znam. Choć prawdą jest, że w takich warunkach wymaga to znacznie więcej wysiłku.
Słyszałem o opozycyjnym działaczu studenckim pod koniec PRL-u, który potrafił się zaszyć w Bieszczadach na pół roku, także na zimę - nic nie robiąc, tylko doskonaląc się w technikach przetrwania. Jakoś udało mu się to przeżyć, i nic mi nie wiadomo, żeby GOPR go musiał ratować. A potem to doświadczenie bardzo mu się przydało, gdy w stanie wojennym musiał się ukrywać.
Zawsze zostaje zielony szałas powyżej schroniska...
Myślisz, że od tak jakieś nadleśnictwo pozwoli Ci koczować na terenie swojego lasu? powodzenia... Szałas to tymczasowa buda bez fundamentów, więc mam nadzieję, że się to uda. Na pewno nie "ot tak", bo ja tam nie wyjeżdżam dla przyjemności.
To ja już nie kumam o co Ci chodzi :?:Bo My tu wszyscy jeździmy w Biesy właśnie dla przyjemności :-)
Ps: a z drugiej strony nie wszystko muszę rozumieć...
Jeśli masz jechać w "dzicz" to jedź i mieszkaj tam, chcesz zostać "zakapiorem" zostań, tylko tak się zastanawiam czy zakapiory też tak trąbili o swoich zamiarach czy raczej po cichu brali się za swoją robotę....działalność Potockiego zbiera następne żniwa...
ja wybiorę takie miejsce, które dalej jest dzikie. Ich nie brak w Bieszczadach. Nie ma takich warunków, jakie były kiedyś, ale jeszcze jest sporo miejsca. A stonka turystyczna musiałaby mnie najpierw znaleźć, co nie jest łatwe, zwłaszcza w jej przypadku. Przecież stonka bez szlaku nigdzie nie trafi (to dla niej właśnie tyle tych szlaków znakują).
Zresztą jak ja gdzieś mieszkam, to można być nieraz 2 m od tego miejsca - i o tym nie wiedzieć. Chociaż w Bieszczadach chcę zastosować inną metodę.
Mój wyjazd nie ma być ucieczką, tylko walką. Walką o "stolicę polskiej niezwykłości", jaką są Bieszczady. ja tylko jednego nie rozumiem- czy chcesz zamieszkac w jakims miejscu bedacym totalna glusza, gdzie stonka cie nie znajdzie, a obok nie beda przejezdzac szeregi kładow i motorow? czy chcesz zamieszkac w jakims dzikim miejscu ale tak zeby wszyscy wiedzieli ze tam jestes i sobie zyjesz survivalowo i niekomercyjnie? Czy owa "walka" ma byc tylko dla ciebie, czy ma byc pokazaniem dla innych- ze taki to jeden zbudowal szalas i sobie w nim "zakapioruje"? tzn czy chcesz tam siedziec schowany czy raczej pokazac sie lokalnej spolecznosci, wladzom, turystom, mediom czy komus tam jeszcze?
mowisz ze chcesz pokazac "zeby ludzie zobaczyli ze przemysl turystyczny to podrobki"- ale w jaki sposob chcesz z tym dotrzec do ludzi, w jaki sposob chcesz pokazac tym "masom narazonym na komercje" ze propagujesz inny styl zycia? jak bedziesz siedzial w gluszy gdzie stonka cie rozdepta to chyba malo kto sie o tobie dowie?? pomieszkasz, pomarzniesz i zostanie bez echa.. A jesli postawisz sobie kolo szalasu kamere rejestrujaca codziennie twoje zycie i nakrecisz reality show dla polsatu to wszyscy sie dowiedza o wspolczesnym zakapiorze- ale tym samym chyba sam staniesz sie ofiara owej komercji... Chyba ze masz jakis inny pomysl realizacji swojego celu, na ktory ja nie wpadlam...
- Bieszczady wciąż są żywe, a ekstremalny styl życia to nie żadna przeszłość. A więc nie jest prawdą, że nie ma on w dzisiejszych czasach racji bytu, a ponieważ szkoda pozwolić mu się zmarnować, więc trzeba na nim zarobić przez rozwadnianie go i sprzedaż popłuczyn,. rozwadnianie czego i sprzedaz jakich popłuczyn??? bo sie troche zakrecilam?
Jakiś czas temu wpadłem na pomysł, żeby udowodnić, że także i dzisiaj można być zakapiorem. Czy mógłbyś nam - jako znawca tematu - opowiedzieć, skąd się wzięło (lub inaczej: skąd Potocki wygrzebał) słowo "zakapior"?
"Z olbrzymiej masy płynnej wyciąga się gotowe belki, tafle, kliny, zworniki, odlane, a raczej ulane według danego architektonicznego planu. Cały szklany parterowy dom, ze ścianami ściśle dopasowanymi z belek, które się składa na wieniec, a spaja w ciągu godziny, z podłogą, sufitem i dachem z tafel â oddaje nabywcy gotowe. (...) Gorąca woda w zimie idzie dokoła ścian, wewnątrz belek, obiegając każdy pokój. Pod sufitem pracują szklane wentylatory normujące pożądane ciepło i wprowadzające do wnętrza zawsze świeże powietrze. (...) Tymi samymi wewnętrznymi rurami idzie w lecie woda zimna obiegająca każdy pokój. Woda ochładza ściany (...). Tąż wodą zmywa się stale szklane podłogi (...)."
Przedwiośnie, Stefan Żeromski, Czytelnik 1972
Szklane domy pełnią funkcję ideową, są to nierealne marzenia o idealnej Polsce, kraju powszechnego dobrobytu i sprawiedliwości społecznej. Konfrontacja tej wizji ze smutną rzeczywistością jest wyrazem rozczarowań samego autora i wielu ludzi mu współczesnych.
Nasuwa się myśl - już taki jeden był.....
Trzeba dostarczyć innych wzorców do podziwu, niż te, które oferuje kultura konsumpcyjna. Obecnie uważa się, że te wzorce są już martwe - a propaganda ta jest tak skuteczna, że wszystkim się wydaje, że to prawda - i w ten sposób te wzorce rzeczywiście zanikają. To taka taktyka "samospełniających się proroctw". Dziś nawet polarnicy sprzedają się w reklamach - co znaczy, że pieniądze nawet dla nich są najważniejsze.
Ze zdrowiem to problem nie jest taki wielki (chyba, że sobie coś złamię albo coś mnie pogryzie). W takich sytuacjach człowiek jest zazwyczaj bardziej odporny - chyba, że jest mięczakiem. Powstańcy warszawscy przechodzili kanałami nurzając się w roztworze z bakterii, i nie zarażali ran. Ponadto ludy pierwotne jakoś żyły często w dużo gorszych warunkach. Słyszałem o opozycyjnym działaczu studenckim pod koniec PRL-u, który potrafił się zaszyć w Bieszczadach na pół roku, także na zimę - nic nie robiąc, tylko doskonaląc się w technikach przetrwania. Jakoś udało mu się to przeżyć, i nic mi nie wiadomo, żeby GOPR go musiał ratować. A potem to doświadczenie bardzo mu się przydało, gdy w stanie wojennym musiał się ukrywać. Zagalopowałeś się troszku z tymi polarnikami. uwarzasz ich za sprzedawczyków? Może dorzuć jeszcze do tego himalaistów i eksploratorów-badaczy (min. Cejrowski) - wszyscy zaprzedali się komercji?
Zastanów się nad kosztami ich podróży i odkrywaniem nowych nieznanych miejsc. Przemyśl też jaki wkład wnieśli dzięki swoim odkryciom .
Co do mieszkania w szałasie w lesie - jakie leśnictwo lub nadleśnictwo pozowli osobie mieszkanie dwa lata w lesie, rozpalanie ognia itp ... w Biesach juz były dwa duże pożary, kolejne nie są potrzebne!
Idea fajna ale prędzej po cichu w lesie, omijając BPN - prędzej się uda niż ogłaszając to wszem i wobec ... Jak już zaczniesz swoją przygodę uważaj na leśników/SG/drwali itp o innnych mieszkańcach lasu nie
wspominając
PS: od kiedy to Zakapiorem można się nazwać, a nie zostać uznanym za Zakapiora ?
PS2: Czemu chcesz zostać Zakapiorem? będziesz w ten czas fajniejszy niż jesteś ?
To ja już nie kumam o co Ci chodzi :?:Bo My tu wszyscy jeździmy w Biesy właśnie dla przyjemności :-)
Ps: a z drugiej strony nie wszystko muszę rozumieć... Chodzi o to, że przyjemność nie jest głównym celem.
Jeśli masz jechać w "dzicz" to jedź i mieszkaj tam, chcesz zostać "zakapiorem" zostań, tylko tak się zastanawiam czy zakapiory też tak trąbili o swoich zamiarach czy raczej po cichu brali się za swoją robotę....działalność Potockiego zbiera następne żniwa... Widzisz, tylko że ja sobie stawiam zupełnie inne cele, niż tamci. Oni po prostu uciekali od materialistycznego syfu - i nawet nie wiedzieli, co będą robić w tym "wolnym świecie", jakim są Bieszczady, pewni, że ten świat rozwiąże ich problemy sam i automatycznie. Ja traktuję Bieszczady jako sposób na doskonalenie się. A to "trąbienie" nie jest niczym innym, jak promowaniem innego niż konsumpcyjny stylu życia. Tamci stawiali sobie cele prywatne, ja stawiam cel publiczny - stąd różnica. Zresztą w tamtych czasach ich styl życia promował się sam, bo istniała niezależna opinia publiczna - dziś ludzie tylko powtarzają za mediami. A media to ostatnie środowisko, któremu zależy, żeby Polacy byli kimś więcej, niż konsumentami.
O zakapiorach to ja słyszałem, jak Cyganie jeszcze nie kradli, a co dopiero mówić o książkach Potockiego. Tylko nie znałem określenia "zakapior".
Czy mógłbyś nam - jako znawca tematu - opowiedzieć, skąd się wzięło (lub inaczej: skąd Potocki wygrzebał) słowo "zakapior"? Podobno wymyślił je Jędrek Połonina.
Zagalopowałeś się troszku z tymi polarnikami. uwarzasz ich za sprzedawczyków? Może dorzuć jeszcze do tego himalaistów i eksploratorów-badaczy (min. Cejrowski) - wszyscy zaprzedali się komercji?
Zastanów się nad kosztami ich podróży i odkrywaniem nowych nieznanych miejsc. Przemyśl też jaki wkład wnieśli dzięki swoim odkryciom . To raczej Ty wrzucasz do jednego worka różne sposoby zarabiania na podróżnictwie. Cejrowski to profesjonalista, nie obniża poziomu, żeby mieć więcej klientów, a jego książki popularyzują wiedzę. Ja nie mam nic przeciwko temu, żeby ktoś zarabiał, jeśli to przynosi jeszcze jakiś pożytek.
Podobnie nie mam nic przeciwko wyposażaniu wypraw przez np. sklepy ze sprzętem turystycznym, bo to jest poniekąd gwarancja jakości wyposażenia - jak coś się sprawdzi na wyjątkowo trudnej wyprawie, to znaczy, że to jest naprawdę coś dobrego. Natomiast jeśli ktoś zakłada firmę, która zajmuje się wciąganiem na Mt. Everest biznesmenów, którzy chcą udowodnić, że za pieniądze mogą mieć wszystko, albo jeśli zdobywa popularność jako polarnik, a potem wyprzedaje ją, występując w reklamach instytucji finansowych - to wybaczcie... Tym bardziej, jeśli w tym drugim wypadku ma niezależne dochody z dobrze prosperującej firmy.
Leśnicy nie ścigają ludzi, kiedy widzą, że potrafią oni zapewnić bezpieczeństwo ppoż. Gdyby było inaczej, nie pozwalaliby np. na obozy harcerskie. I ani mi w głowie budować szałas w BPN! Mało to jest lasów poza parkiem narodowym? Nie chcę też się ukrywać przed miejscowymi - zwłaszcza zimą byłoby to trudne, bo ja tam chcę zajmować się poznawaniem terenu, a to się wiąże z zostawianiem mnóstwa śladów.
Nie chcę dawać przykładu łamania prawa. I tak za dużo jest tego w Polsce.
PS: od kiedy to Zakapiorem można się nazwać, a nie zostać uznanym za Zakapiora ? Zakapiorem nie można się ani nazwać, ani być nazwanym. Zakapior to nie tytuł, który może być przyznany lub przywłaszczony. To styl życia. Nie było kiedyś słowa "zakapior" w odniesieniu do kogoś takiego - ale zakapiorzy istnieli. Teraz niedawno wymyślono co prawda pasowanie na zakapiora, ale to jeszcze inna sprawa i nie wiem, czy to się nie zdewaluowało.
Nie. Bo:
1. Chcę pokazać, że konsumpcyjny styl życia nie jest również dziś jedyną możliwością,
2. W Warszawie, gdzie mieszkam, powoli wyczerpują się możliwości zrobienia czegoś sensownego i twórczego,
3. Brakuje mi paru umiejętności, które chciałbym zdobyć.
ja tylko jednego nie rozumiem- czy chcesz zamieszkac w jakims miejscu bedacym totalna glusza, gdzie stonka cie nie znajdzie, a obok nie beda przejezdzac szeregi kładow i motorow? czy chcesz zamieszkac w jakims dzikim miejscu ale tak zeby wszyscy wiedzieli ze tam jestes i sobie zyjesz survivalowo i niekomercyjnie? Czy owa "walka" ma byc tylko dla ciebie, czy ma byc pokazaniem dla innych- ze taki to jeden zbudowal szalas i sobie w nim "zakapioruje"? tzn czy chcesz tam siedziec schowany czy raczej pokazac sie lokalnej spolecznosci, wladzom, turystom, mediom czy komus tam jeszcze?
mowisz ze chcesz pokazac "zeby ludzie zobaczyli ze przemysl turystyczny to podrobki"- ale w jaki sposob chcesz z tym dotrzec do ludzi, w jaki sposob chcesz pokazac tym "masom narazonym na komercje" ze propagujesz inny styl zycia? jak bedziesz siedzial w gluszy gdzie stonka cie rozdepta to chyba malo kto sie o tobie dowie?? pomieszkasz, pomarzniesz i zostanie bez echa.. A jesli postawisz sobie kolo szalasu kamere rejestrujaca codziennie twoje zycie i nakrecisz reality show dla polsatu to wszyscy sie dowiedza o wspolczesnym zakapiorze- ale tym samym chyba sam staniesz sie ofiara owej komercji... Chyba ze masz jakis inny pomysl realizacji swojego celu, na ktory ja nie wpadlam... Widzę, że myślisz w modnych obecnie kategoriach dwóch skrajności. Ale one nigdy nie są dobre. Dobry jest UMIAR. Będę mieszkał w dzikim miejscu tak, żeby wszyscy wiedzieli, na którym stoku którego pasma mieszkam, i to wystarczy. Walka ma być głównie dla innych - sam jestem dostatecznie niekomercyjny. Dla siebie będę zajmował się szeroko rozumianą nauką.
Stonka dociera tylko w te miejsca, które są wypromowane jako atrakcyjne i gdzie dostęp jest łatwy, więc raczej mnie nie rozdepcze. Bo ja nie będę mieszkał w Parku ani przy żadnym szlaku turystycznym, ani w miejscu, gdzie odbywają się niedzielne wycieczki, lekkie i przyjemne.
Co jakiś czas natomiast będę pokazywał się w "kultowych" knajpach bieszczadzkich, np. w "Siekierce", "Cieniu PRL-u" czy "Bazie Ludzi z Mgły".
Chodzi o to, że masowa turystyka bazuje na przerabianiu różnych stylów życia (w tym wypadku styl życia ekstremalnego) na powierzchowne atrakcje.
Mowisz ze chcesz zostac tym zakapiorem i mieszkac w szalasie dwa lata.. a co pozniej? wrocic do wielkiego miasta?czyli szalasowanie potraktowac jak przedluzony oboz harcerski? czy przeniesc sie w inne miejsce?
Stonka dociera tylko w te miejsca, które są wypromowane jako atrakcyjne i gdzie dostęp jest łatwy, więc raczej mnie nie rozdepcze. Bo ja nie będę mieszkał w Parku ani przy żadnym szlaku turystycznym, ani w miejscu, gdzie odbywają się niedzielne wycieczki, lekkie i przyjemne.
. byle twoj szalas na mapy nie trafil.. ;)
Mowisz ze chcesz zostac tym zakapiorem i mieszkac w szalasie dwa lata.. a co pozniej? wrocic do wielkiego miasta?czyli szalasowanie potraktowac jak przedluzony oboz harcerski? czy przeniesc sie w inne miejsce? Potem będę miał inne zadania do wykonania. Tak samo, jak teraz - moje zadania w wielkim mieście się kończą, na widnokręgu pojawia się szałas zakapiorski. Potem szałas przestanie być potrzebny i trzeba będzie znów zrobić coś innego, choć raczej nie wielkim mieście. Bo wędrówką jedną życie jest człowieka...
mozesz to wszystko zrobic pozostając Samotnym Włóczykijem :) robisz to dla tytułu jakze zacnego "ZAkapiora" :) zakoncz ten temat poki co, zacznij realizowac swoje zamiary, po co sie z tym afiszujesz??? chcesz poparcia, cieplych słów, potrzebujesz motywacji od innych??? patrzac po komentarzach to ich tutaj nie dostaniesz za wiele.
A co to znaczy, ze jestes ( jak piszesz) pasowanym bieszczadnikiem?
hmm ... dzięki za wyczerpującą odpowiedź której za bardzo nie rozumiem ... lecz może po przeczytaniu wielokrotnie zrozumiem porównanie między jedną osobą mieszkającą w szałasie, a zorganizowanym obozem harcerskim ...
powodzenia ...
Samotny Włoczykiju. Udało Ci sie wywołać dyskusję o własnym pomyśle - może właśnie o to glównie Ci chodziło? Znam kilku "bieszczadników", ale oni najpierw robili, a później ewentualnie opowiadali o tym czego dokonali. Piszesz o turystach używając określenia "stonka". To niezbyt ładne określenie. Ludzie Bieszczadów określani jako "zakapiory" mimo swoich wielu wad, mieli niewątpliwie jedną zaletę: szanowali innych. Określanie innych jako "stonka" świadczy o pogardzie i arogancji. Z pewnością nie przystoi to komuś pretendującemu do miana "zakapiora". Jeśli masz marzenie - zrealizuj je - po prostu zrób to, bez zbędnego gadania. Jak Ci się uda, opowiesz jak było. Życzę powodzenia
Także życzę Ci powodzenia.
Ale z Twoich postów wnioskuję, że naczytałeś się Stachury, może na dodatek Wojaczka, posłuchałeś w trudnych chwilach piosenek bieszczadzkich...
To wszystko jednak tak fałszywie mami, wciąga - chciałoby się tak jak Oni zdobywać wolność własną, sprawdzić siebie.
Ale niestety to jest tylko piękna literatura - słowa; zważ jaką cenę zapłacili ci pisarze za to jak "eksperymentowali" ze sobą samym. Jak okropną cenę zapłacili.
Ale to pięknie opisali i w tym opisie zastawili pułapkę intelektualną.
To nie sztuka zamieszkać przez dwie zimy w namiocie, ale jeszcze nadać temu jakiś sensowny wymiar - wymiar przynajmniej na relacji na Forum - ale po cichu pojechać w Biesy, zakosztować tego niełatwego życia - no i po tej próbie zdać nam relację.
Miejmy nadzieję, że Stachura nie przewróci się w grobie.
Jeszcze raz powodzenia:grin:
hmm ... dzięki za wyczerpującą odpowiedź której za bardzo nie rozumiem ... lecz może po przeczytaniu wielokrotnie zrozumiem porównanie między jedną osobą mieszkającą w szałasie, a zorganizowanym obozem harcerskim ...
powodzenia ... PS: http://forum.bieszczady.info.pl/show...zadzki-to-idol przeczytaj sobie ten wątek :) Tak dla samego siebie ...
Zakapior odbierany jest jako postać pozytywna w sumie ale zawdzięcza to tylko i wyłacznie magii miejsca ,w którym się znajduje i żyje(wegetuje) czyli Bieszczadom.Tu gdzie mieszkam magia pryska i taki ktoś to zwykły żul jest i pasożyt-ot co.
Ciekawym gdzie teraz zamelinował się ten pseudohipis Henri von Hulski? ;) Czy jego tipi już zupełnie zarosło glonami? Pamiętam jak chłop chciał przecierac ogromne pnie na koźle wielką tracką piłą aby postawic sobie chatę. Miałem szczere chęci aby mu pomóc ale kiedy tylko zobaczyłem galaktyczny ogrom tego przedsięwzięcia opadły mi ręce ze wzruszenia i powiedziałem, że boli mnie głowa aby nie porywac się z motyką na słonko. Jego aspiracje sięgnęły nieco niżej ale sądzę, że dużo lepiej na tym wyszedł wprowadzając się do barakowozu. :-)
Więc barakowóz lepszy od tipi ??? To tylko dowód na to, że pomysł Samotnego Włóczykija jest może i romantyczny ale mało realny. Trudno jest sobie wyobrazić zimne deszczowe jesienne dni i Samotnego samotnie siedzącego w szałasie. Nie wspomne o zimie i temp. -25, gęsto padającym śniegu i przenikliwym wietrze. Parę lat temu spaliśmy we trójkę w szałasie dwie noce. Sami go zbudowaliśmy - cóż to byla za dziwaczna konstrukcja. Było to w paśmie Żukowa, na sporej polanie pomiędzy Stefkową a Bóbrką. Nie należę do ludzi strachliwych ale te nocne odgłosy... Ogień paliliśmy całą noc, na zmianę podkładając. W sumie to była fajna przygoda, czuliśmy się jak traperzy, zdobywcy dzikiego zachodu itd. ( w przeciwieństwie do tych prawdziwych, nasze mięsko było z puszki) Jednak na kolejne noclegi wybieraliśmy już schroniska. Nie wyobrażam sobie spania w szałasie jakiś dłuższy okres czasu - no ale może ja jestem zbyt "ucywilizowany". Dlatego podziwiam tych, którzy mają takie plany i czekam na ich relację
. Nie należę do ludzi strachliwych ale te nocne odgłosy... Ogień paliliśmy całą noc, na zmianę podkładając. W sumie to była fajna przygoda, czuliśmy się jak traperzy, zdobywcy dzikiego zachodu itd. ( w przeciwieństwie do tych prawdziwych, nasze mięsko było z puszki) Jednak na kolejne noclegi wybieraliśmy już schroniska jak to w lesie... w nocy odglosy rozne... trzeba sie przyzwyczaic :-) ja tam nigdy cala noc ognia nie pale... jakos wole skryc sie w ciemnosciach i nasluchiwac... albo stopery w uszy i slodko spac... nie ma nic lepszego jak nocleg w lesie pod gwiazdami.. na pohybel schroniskom :-)
To tylko dowód na to, że pomysł Samotnego Włóczykija jest może i romantyczny ale mało realny. Trudno jest sobie wyobrazić zimne deszczowe jesienne dni i Samotnego samotnie siedzącego w szałasie. Nie wspomne o zimie i temp. -25, gęsto padającym śniegu i przenikliwym wietrze. ostatnio czytam ksiazke "syberia, wyprawa na biegun zimna" jacka palkiewicza... jakos tam dali rade spac w namiotach przy minus 50-60 stopni... coz wobec tego bieszczadzka zima :-) i zaden taki wiekopomny wyczyn.... zalezy od indywidualnej tolerancji na temperature i determinacji..
bo ja to np. marzne jak jest +15 ;) ot taka natura cieplolubna ;)
chyba zależy CO rozumiemy pod pojęciem "szałas ". Wszystko zależy JAK zostanie wykonany. I czy budowniczy ma w tym kierunku w ogóle jakiekolwiek doświadczenie.
Zimno- jak i ból- jest odczuciem subiektywnym. Do zimna człek się przyzwyczaja. Byle nie przekroczyć granicy hipotermii. Sam nie raz spałem w jakiś kretyńsko ekstremalnych warunkach. Jakoś żyję.
Widziałem Henriego w tipi jak był już śnieg. Jakoś dawał radę.
Człowiek jest w stanie bardzo dużo znieść....i dostosować się do różnych warunków.
Nie wiem , trudno mi to oceniać, ani nawet nie chce mi się-czy pisanina W. to po prostu konfabulacja czy jakaś prowokacja intelektualna :mrgreen:..................
Mimo wszystko, życzę by miał odwagę się zmierzyć sam ze swoją słabością. Warto.
Nie wiem , trudno mi to oceniać, ani nawet nie chce mi się-czy pisanina W. to po prostu konfabulacja czy jakaś prowokacja intelektualna :mrgreen:..................
Mimo wszystko, życzę by miał odwagę się zmierzyć sam ze swoją słabością. Warto. ja tez wolalabym czytac wspomnienia i relacje z przezyc w szalasie na poloninach niz dyskusje , ktora rozgorzala gdy wszystko jeszcze w sferze planow... ot takie bicie piany....
ostatnio czytam ksiazke "syberia, wyprawa na biegun zimna" jacka palkiewicza... jakos tam dali rade spac w namiotach przy minus 50-60 stopni... coz wobec tego bieszczadzka zima :-) i zaden taki wiekopomny wyczyn.... zalezy od indywidualnej tolerancji na temperature i determinacji..
bo ja to np. marzne jak jest +15 ;) ot taka natura cieplolubna ;) Zgadza się. Znane są też przypadki ucieczek z syberii zesłańcow np. Niemca (zapomniałe jak się nazywał) - swoją ucieczkę opisał w "tak daleko jak nogi poniosą", lecz ludzie dokonujący takich czynów mieli ogromną motywację i determinację powodowaną wolą walki o życie. Dla mieszczuchów takiech jak my, determinacja aby przezimowć w szałasie powodowana chęcią przeżycia przygody to zbyt mało.
A ja widziałam jednego zakapiora, mieniącego się królem zakapiorów jak ucieka na zimę do Olsztyna;-)))))
Ot wielki zakapior!
Jak zimno to do cywilizacji.
Zgadza się. Znane są też przypadki ucieczek z syberii zesłańcow np. Niemca (zapomniałe jak się nazywał) - swoją ucieczkę opisał w "tak daleko jak nogi poniosą", lecz ludzie dokonujący takich czynów mieli ogromną motywację i determinację powodowaną wolą walki o życie. Dla mieszczuchów takiech jak my, determinacja aby przezimowć w szałasie powodowana chęcią przeżycia przygody to zbyt mało. Ja dodam do tego że z Rosyjskich obozów zagłady więcej było ucieczek niż cztery / pięć opisanych we wspomnieniach .... sądzę że te któe zostały opisane to jest promil wśród tych którzy zdobyli się na odwagę uciekając ... Lecz jest to równoznaczne z tym że ten "promil" osób to garstka wśród wielu którzy uciekli i którym się nie udało ... determinacja to nie wszystko. Kondycja, odporność i umiejętność przystosowywania się do trudnych warunków oraz zaradność - kolejne cechy które muszą współgrać z determinacją i motywacją aby móc przeżyć.
Bicie piany - słuszna uwaga, a w wir dyskusji i Ja zostałem wciągnięty :-/
Jakiś czas temu wpadłem na pomysł, żeby udowodnić, że także i dzisiaj można być zakapiorem. Postanowiłem zarazem stworzyć nowy model zakapiora bieszczadzkiego - bez pijaństwa, bez poczucia beznadziei i bez przypadkowych przygód miłosnych. Zakapiorstwo chcę traktować głównie jako okazję do zdobywania nowych umiejętności i ćwiczenia się w nich. Dodam, że jestem poniekąd pasowanym bieszczadnikiem - choć w Bieszczadach nie mieszkam. hallo,
jako mało zakapiorski i w ogóle mało...śmiem zaproponować Lans w postaci bycia zakapiorem w korporacji tutaj cytat:nowy model zakapiora bieszczadzkiego - bez pijaństwa, bez poczucia beznadziei i bez przypadkowych przygód miłosnych. Zakapiorstwo chcę traktować głównie jako okazję do zdobywania nowych umiejętności i ćwiczenia się w nich.
dom,szałas,wilki,niepogodzenie się z rzeczywistością,deszcz,mróz i bolące serce to rzecz drugorzędna...
pozdrawiam i trzymam kciuki;)
Leżącego się nie kopie, więc tylko dwie kwestie:
W Warszawie, gdzie mieszkam, powoli wyczerpują się możliwości zrobienia czegoś sensownego i twórczego, Jak rozumiem, mieszkasz w tej Warszawie koło Wronek. Faktycznie, osada liczy ze 30 dusz, więc atmosfera jest niezbyt twórcza.
Co jakiś czas natomiast będę pokazywał się w "kultowych" knajpach bieszczadzkich, np. w "Siekierce", "Cieniu PRL-u" czy "Bazie Ludzi z Mgły". Dobra rada: przygotuj się na atak konkurencji. Stwórz własny styl, popracuj nad wizerunkiem, porozmawiaj z fachowcami od image'u. Bo chętnych do lansu w stylu "patrzcie, jaki jestem bieszczadzki i niezwykły" spotkasz pod tymi adresami mnóstwo.
Ale się tu dyskysja zrobiła!
A co to znaczy, ze jestes ( jak piszesz) pasowanym bieszczadnikiem? To znaczy, że przeżyłem Bieszczadzką Inicjację.
Samotny Włoczykiju. Udało Ci sie wywołać dyskusję o własnym pomyśle - może właśnie o to glównie Ci chodziło? Znam kilku "bieszczadników", ale oni najpierw robili, a później ewentualnie opowiadali o tym czego dokonali. W moim wypadku jak już o tym piszę, to znaczy, że się zdecydowałem. Przeszedłem już próby trudniejsze, i nie cofnąłem się - więc tak będzie i tym razem. Chyba, że zostaną kaleką albo umrę. Poza tym, teraz już widzę, że próba zakapiorska jest dla mnie bezwzględnie konieczna. Zresztą rozpocząłem już przygotowania do niej.
A moja pisanina nie służy chwaleniu się, tylko przygotowywaniu gruntu pod odrodzenie niekomercyjnego stylu życia w Polsce.
Nie pisałem o turystach, tylko o turystach masowych. Poza tym, jesteś idealistą. Moja postawa świadczy nie o arogancji, co o potępieniu dla postawy ludzi, którzy robią sobie zabawę z cudzej tożsamości. Mam szanować kogoś, kto bruka sprawy, które są dla mnie świętościami?
Dziewczyna, która jest miła dla wszystkich, szybko traci cnotę. Dlatego też dawne Bieszczady obecnie zanikają, a ich reprezentanci stopniowo przestają się różnić od przeciętnego konsumenta. Jeśli się zła nie będzie potępiać, to siłą rzeczy ono zwycięży. Jesteś też zwolennikiem rozwiązania policji oraz "wychowania bezstresowego"? Bez negatywnego stosunku wobec każdego, kto nie odnosi się do tożsamości bieszczadzkiej z szacunkiem, Bieszczady się nie odrodzą.
Także życzę Ci powodzenia.
Ale z Twoich postów wnioskuję, że naczytałeś się Stachury, może na dodatek Wojaczka, posłuchałeś w trudnych chwilach piosenek bieszczadzkich...
To wszystko jednak tak fałszywie mami, wciąga - chciałoby się tak jak Oni zdobywać wolność własną, sprawdzić siebie.
Ale niestety to jest tylko piękna literatura - słowa; zważ jaką cenę zapłacili ci pisarze za to jak "eksperymentowali" ze sobą samym. Jak okropną cenę zapłacili.
Ale to pięknie opisali i w tym opisie zastawili pułapkę intelektualną. Spokojnie! Ja już mam za sobą próbę, która Stachurę zawiodła na hak od żyrandola, a Wojaczka do prochów w żołądku. Im się nie powiodło, bo pobłądzili, ponieważ przystępowali do niej bez należytego przygotowania. Wiesz, dlaczego Amundsen przeszedł do pierwszy bieguna i wrócił żywy, a Scott przyszedł drugi i zmarł wracając, choć szedł łatwiejszą drogą? Właśnie dlatego, że Amundsen był należycie przygotowany, a Scott - nie. Nie rozumiem - czy skoro Ludwik Leichhardt zginął w czasie próby przejścia Australii ze wschodu na zachód, to nikt już po nim nie powinien tego próbować?
Poza tym, to nie jest kwestia naczytania się czegoś - ja po prostu nie umiem prowadzić takiego przaśnego, drobnomieszczańskiego życia, jak dzisiejsi ludzie.
Dobrze to ujęłaś - musi to mieć jakiś cel. Mieszkanie na dziko samo w sobie celu nie daje - trzeba już przyjść w Bieszczady z wiedzą, do czego to będzie służyć. Kiedyś myślano inaczej - uważano, że tym celem są przygody. Wielu ludzi się na tym potknęło.
I ja już wiem, czemu powinna służyć taka próba. Prócz samej tylko nauki rozmaitych umiejętności i kształtowania charakteru, oczywiście. Ja uważam, że ludzie, którzy nie poznali, jak wygląda życie bez tego wszystkiego, co nasi przodkowie przez ostatnie parę tysięcy lat zbudowali, nie powinni mieć prawa do decydowania o Polsce, bo nie potrafią tych wszystkich zdobyczy docenić i często je marnują.
Zakapior odbierany jest jako postać pozytywna w sumie ale zawdzięcza to tylko i wyłacznie magii miejsca ,w którym się znajduje i żyje(wegetuje) czyli Bieszczadom.Tu gdzie mieszkam magia pryska i taki ktoś to zwykły żul jest i pasożyt-ot co. Tyle, że to właśnie zakapiorzy stworzyli tę magię miejsca. I trochę inaczej też się zachowywali od tamtych. Więc może po prostu wielkie miasta marnują talenty ludzi?
P.S. Największe pasożyty to dziś ci, co chodzą w garniturkach i używają "odjechanych" bryk.
Leżącego Tak źle to nie jest.
Nie, mieszkam na osiedlu liczącym wiele tysięcy ludzi. Może sobie z tego nie zdajesz sprawy, ale możliwości twórcze nie zależą od wielkości ośrodka. Warszawa jest silnie indywidualistyczna i konsumpcjonistyczna, więc w związku z tym nastawiona na "twórczość" mocno jednokierunkowo ("kreatywność" w zarabianiu). Wszystko inne, jeśli istnieje, to jako relikt lub na drugim planie. I jest tak naprawdę bez wpływu na rzeczywistość, poza jeszcze większym wzmacnianiem konsumpcjonizmu przez dostarczanie rozrywek.
Nie odróżniasz pozowania dla własnej korzyści na kogoś, kto tworzy własny styl , do robienia tego naprawdę w imię wyższych wartości. W tym drugim wypadku nie potrzeba żadnych fachowych porad ani pracy nad wizerunkiem - to po prostu widać. A do knajp będę wstępował tak czy inaczej, bo po prostu mam tam znajomych.
Jeśli powstanie konkurencja, będę bardzo zadowolony - bo oznaczać to będzie, że bieszczadzkie klimaty się odradzają.
8-)na marginesie- Cień PRL-u w Dołżycy nie istnieje od października 2008r, a hostel w Wetlinie to już nie cień prlu w dołżycy. chyba że mas plany lansu w mireczkowych następczyniach prlu, czyli w bieszczdzkiej i w karczmie w przysłopiu.
A moja pisanina nie służy chwaleniu się, tylko przygotowywaniu gruntu pod odrodzenie niekomercyjnego stylu życia w Polsce.....
....Nie pisałem o turystach, tylko o turystach masowych. Poza tym, jesteś idealistą. Moja postawa świadczy nie o arogancji, co o potępieniu dla postawy ludzi, którzy robią sobie zabawę z cudzej tożsamości. Mam szanować kogoś, kto bruka sprawy, które są dla mnie świętościami?......
..... Jesteś też zwolennikiem rozwiązania policji oraz "wychowania bezstresowego"? .....
Nie, nie jestem tego typu zwolennikiem.
Jeśli chcesz odrodzić niekomercyjny styl życia, to znaczy, że też jesteś idealistą. Można tylko trzymać za Ciebie kciuki i życzyć powodzenia w tej szczytnej misji, chociaż nie wierzę, aby to się udało.
Co do turystów, to uważam że należy ich szanować bez względu na liczebność. (turyści masowi to już 1000 czy może 10000? - nie popadajmy w absurd). Każdy obywatel Polski (i nie tylko) ma prawo przyjechać w Biesy i wejść na Tarnicę. I może to zrobić w trampkach albo nawet w butach na wysokim obcasie (widziałem) lub bez czapki w zimę, w cinkiej kurteczce (też widziałem - porzyczałem moją). Byleby przestrzegał regulaminu BPN. Może nawet zjeść na szczycie kilo zwyczajnej i popić puszką coca coli, ma do tego pełne prawo, ma też prawo do szacunku.
Moje obecne wyprawy w Biesy też nie wyglądają jak kiedyś. Jak się ma małe dzieci, to turystyka wygląda już inaczej. Ale czy to, że nie zakładam już ciężkiego plecaka na plecy i przyjeżdżam samochodem to znaczy, że ja też według Ciebie należę do "stonki"?
Nie wiem co masz na myśli o odrodzeniu się Bieszczadów? Bo przyrodniczo Biesy wyglądają lepiej niż niż przed wojną. Ludziom też żyje się latwiej niż wtedy.
Poza tym, to nie jest kwestia naczytania się czegoś - ja po prostu nie umiem prowadzić takiego przaśnego, drobnomieszczańskiego życia, jak dzisiejsi ludzie.
Więc chcesz dokonać czegoś wielkiego, nietuzinkowego - to się chwali. To jest argument z którym mogę się zgodzić.
Mieszkanie na dziko samo w sobie celu nie daje - trzeba już przyjść w Bieszczady z wiedzą, do czego to będzie służyć. Kiedyś myślano inaczej - uważano, że tym celem są przygody. Wielu ludzi się na tym potknęło.
I ja już wiem, czemu powinna służyć taka próba. Prócz samej tylko nauki rozmaitych umiejętności i kształtowania charakteru, oczywiście. Ja uważam, że ludzie, którzy nie poznali, jak wygląda życie bez tego wszystkiego, co nasi przodkowie przez ostatnie parę tysięcy lat zbudowali, nie powinni mieć prawa do decydowania o Polsce, bo nie potrafią tych wszystkich zdobyczy docenić i często je marnują.
To się zagalopowałeś Włoczykiju. Co do ostatniego zdania, to Ameryki odkrywać nie musisz. Kiedyś zrobil to Krzysztof K. Po to nasze dzieci chodzą do szkoły, żeby nie musieli na nowo odkrywać że ziemia nie jest plaska, a słonie nie potrafią fruwać. Umiejętności, które masz zapewne na myśli, w dzisiejszym świecie nie przydadzą się, no chyba że będzie jakiś kataklizm i znowu wrócimy do jaskiń.
Co do ksztaltowania charakteru, to ok - jest to jeden z wielu sposobów, ale nie jedyny oczywiście. Zakonnicy w zakonach zamkniętych mają bardziej przechlapane, niż zakapior w szałasie.
Chcesz poznać jak wyglądało życie w Biesach 100 lat temu? To znakomicie. Możesz to zrobić już od jutra. Porzuć swoją obecną pracę i spróbuj przeżyć miesięcznie za , powiedzmy 200 zł. (mam na myśli jedzenie i ubranie). Spraw sobie niewielki zagon ziemi pod Warszawą, w jakiejś wiosce "zabitej dechami", gdzieś gdzie nie ma sklepu, gdzie jest beznadzieja, miejscowa mafijka (w biesach przed wojną Pan) a dziewczyny po zmroku lepiej z domu nie wypuszczać i jeszcze wiele innych "atrakcji". Będziesz miał klimat przedwojennych biesów.
Nie chcę Cię tylko krytykować, bo Twój pomysł nawet mi się podoba, tyle, że uważam go za mało realny. Wydaje mi się też, że jesteś romantycznie zapatrzony w Bieszczady, zdajesz się je idealizować. Uwierz, tu nigdy tak romantycznie się nie żyło jak nam mieszczuchom się wydaje.
Przeszedłem już próby trudniejsze, i nie cofnąłem się - więc tak będzie i tym razem. ...póki co to ja bym z chęcią poczytał o tych próbach.. plany i przyszłość to najbardziej elastyczna miazga jaką poznałem...SIEJCZAS!
8-)na marginesie- Cień PRL-u w Dołżycy nie istnieje od października 2008r, a hostel w Wetlinie to już nie cień prlu w dołżycy. . To mnie zdumiewa. Byłem tam jeszcze późnym latem tego roku, właśnie przed Bieszczadzką Inicjacją, i nic nie wskazywało na rychły koniec.
Co Wy tak ciągle z tym lansem? Pisząc, że będę chodził do bieszczadzkich knajp, miałem na myśli to, że bynajmniej nie będę się izolował. Gdzie mam się spotykać ze znajomymi w szerszym gronie? Zresztą ja te miejsca po prostu lubię. Chodzić w miejsca spotkań publicznych nie po to, żeby sobie pogadać, tylko żeby sobie zwiększyć popularność - cóż za pomysł. Pomijam już fakt, że między lansem a dawaniem przykładu jest pewna różnica - bo wyraźnie dzisiejsi ludzie jej nie rozumieją.
Mam parę innych, dużo skuteczniejszych sposobów na budowanie legendy zakapiorskiej i odradzanie atrakcyjności tego stylu życia. Na razie ich nie zdradzam - to tajemnica firmowa. Bardzo się przydadzą, bo podobno nowe pomysły w Bieszczadach skończyły się już w l. 60. Pomysł mój nosi nazwę "Tajemnica leśnej głuszy".
8-)na marginesie- Cień PRL-u w Dołżycy nie istnieje od października 2008r, a hostel w Wetlinie to już nie cień prlu w dołżycy. . To mnie zdumiewa. Byłem tam jeszcze późnym latem tego roku, właśnie przed Bieszczadzką Inicjacją, i nic nie wskazywało na rychły koniec.
Co Wy tak ciągle z tym lansem? Pisząc, że będę chodził do bieszczadzkich knajp, miałem na myśli to, że bynajmniej nie będę się izolował. Gdzie mam się spotykać ze znajomymi w szerszym gronie? Zresztą ja te miejsca po prostu lubię. Chodzić w miejsca spotkań publicznych nie po to, żeby sobie pogadać, tylko żeby sobie zwiększyć popularność - cóż za pomysł. Pomijam już fakt, że między lansem a dawaniem przykładu jest pewna różnica - bo wyraźnie dzisiejsi ludzie jej nie rozumieją.
Mam parę innych, dużo skuteczniejszych sposobów na budowanie legendy zakapiorskiej i odradzanie atrakcyjności tego stylu życia. Na razie ich nie zdradzam - to tajemnica firmowa. Bardzo się przydadzą, bo podobno nowe pomysły w Bieszczadach skończyły się już w l. 60. Pomysł mój nosi nazwę "Tajemnica leśnej głuszy".
Jeśli chcesz odrodzić niekomercyjny styl życia, to znaczy, że też jesteś idealistą. Ideowcem, nie idealistą. "Wystrychnąć na dudka" też brzmi podobnie, jak "wydudkać na strychu" - ale znaczy całkiem co innego. Idealista to ktoś, kto wyobraża sobie świat lepszym, niż jest w rzeczywistości, idealnym. Ideowiec to ktoś, kto w życiu kieruje się ideami.
Widzę, że się bardzo różnimy, bo ja uważam, że na szacunek trzeba sobie zasłużyć. Ma się szacunek lub nie w zależności od tego, jak się człowiek zachowuje. Jeśli zachowuje się nieodpowiednio, to szacunek do niego powinien być... ujemny. Inaczej po prostu nie opłaca się pracować nad sobą, budować tożsamości turystycznej, poznawać świata - bo po co, skoro do tego trzeba dokładać, a szacunek jest taki sam, jak do tych, którzy tego wszystkiego nie robią? Mało tego - wtedy to ci, co wkładają ten wysiłek, uważani są za głupio męczących się frajerów i pogardzani. Albo będą pogardliwie traktowani ci, którzy wypracowaną przez kogo innego tożsamość i odkryte przez kogo innego miejsca uważają za rozrywkę - albo ci, którzy poświęcają swój czas, energię i środki finansowe na budowę tego wszystkiego. Nie może być szacunku do wszystkich, tak samo, jak nie można równocześnie akceptować uczciwego i złodzieja.
Nie lubię też sposobu myślenia, w którym pierwsze miejsce przed obowiązkami zajmują prawa. Zwłaszcza takie kupowane za pieniądze, jak w tym wypadku. Właśnie z tym mam zamiar podczas mojego pobytu w dziczy walczyć.
Masowa turystyka nie polega na liczbie, tylko na tym, że tacy turyści stanowią anonimową masę, tj. mają cechy socjologiczne tłumu. Umasowienie turystyki zaczyna się zawsze od tego, że zamiast jakości zaczyna liczyć się ilość. Powodem tego z reguły są pieniądze.
A kto powiedział, że z małymi dziećmi powinno się móc dojść wszędzie? (Chociaż znam wyczynowca, co małą córeczkę nosił po górach w koszyku.) Może zróbmy jeszcze kolejkę linową na Mt. Everest, bo tam jeszcze rodzin z małymi dziećmi nie było. Bardzo często dorosłość, a zwłaszcza rodzina stanowi dziś pretekst dla budowy konsumpcjonizmu. Powoduje to, że bardzo wielu wartościowych ludzi odwraca się od instytucji rodziny ze wstrętem. Albo wartości, albo - rodzina. Idiotyczne!
Ludzie nawet nie zauważają, jak z "wyższych pobudek" zaczynają powoli wsiąkać w konsumpcjonizm. Ale Twojego przypadku nie znam i sam sobie odpowiedz na to pytanie.
Przyrodnicze odrodzenie Bieszczadów to skutek powojennego wysiedlenia. A ludzie w PRL-u od czasów Gierka też mieli się przeciętnie lepiej, niż przed wojną - z czego bynajmniej nie wynika, że PRL był świetny i tak powinno zostać. Po prostu, świat poszedł trochę naprzód.
Ja mam na myśli odrodzenie koncepcji Bieszczadów jako polskiej stolicy niezwykłości.
Polska stolica niezwykłości... brzmi nieźle. Jestem za. Trzeba jedynie uważać, żeby z niezwykłości nie wyszła dziwaczność. Niektórzy "Niezwykli" uchodzili za dziwaków. Niektórzy za swoją niezwykłość placili wysoką cenę. A jeszcze niektórzy nieźle zarobili, pisząc o "Niezwykłych". Nawet na "niezwykłości" daje się zarobić. Być może za kilka lat ktoś zarobi na Samotnym Włóczykiju?
"A moja pisanina nie służy chwaleniu się, tylko przygotowywaniu gruntu pod odrodzenie niekomercyjnego stylu życia w Polsce." - piękna Idea
W Bieszczadach żyją ludzie niezwykli. Nie jest ich wielu, ale są. (Mieszkają w "normalnych" domach i nieźle zarabiają. Im też chodzi o kasę - mimo to kochają Biesy i niemałą część życia im poświęcili.)
Chcesz do nich dolączyć? Fajna sprawa. Trzymam kciuki. Daj znać kiedy zaczynasz.
Bardzo często dorosłość, a zwłaszcza rodzina stanowi dziś pretekst dla budowy konsumpcjonizmu. Powoduje to, że bardzo wielu wartościowych ludzi odwraca się od instytucji rodziny ze wstrętem. Albo wartości, albo - rodzina. Idiotyczne!
Nadinterpretujesz moje wypowiedzi. Nie pisalem nic o wartościach ani konsumpcjoniźmie. Chodziło mi jedynie o to, że odpowiedzialny facet zmienia swoje życie gdy pojawia się w jego życiu dziecko. Rodzina nie wyklucza wartości. Ale zmienia sposób uprawiania turystyki. Na inny, wcale nie mniej wartościowy.
Niestety, nie każdy "zakapior" był odpowiedzialny, w szczególności ten "Największy" - chociaż go podziwiałem.
To się zagalopowałeś Włoczykiju. Co do ostatniego zdania, to Ameryki odkrywać nie musisz. Kiedyś zrobil to Krzysztof K. Po to nasze dzieci chodzą do szkoły, żeby nie musieli na nowo odkrywać że ziemia nie jest plaska, a słonie nie potrafią fruwać. Umiejętności, które masz zapewne na myśli, w dzisiejszym świecie nie przydadzą się, no chyba że będzie jakiś kataklizm i znowu wrócimy do jaskiń. Mam rozumieć, że wg Ciebie harcerstwo jest też już niepotrzebne. Nie trzeba wcale wielkiego kataklizmu, który zburzy wszystko - wystarczy mała albo trochę większa wojenka, jaką nasi przodkowie musieli przeżywać co parędziesiąt lat. Dzisiejszym ludziom się wydaje, że to już przeszłość. Tak się przyzwyczaili do konsumpcjonizmu, że im się wydaje, że inna rzeczywistość nie jest możliwa. Upadek zakapiorszczyzny i załamanie turystyki kwalifikowanej też opierały się na tezie, że w obecnych czasach, gdy wojny już nie będzie, a dobrobyt będzie stale rósł, nie jest to już potrzebne, a nawet są bezsensowne.
Gwarantuję Ci też, że większość ludzi nie zdaje sobie sprawy, że względny dobrobyt i bezpieczeństwo, które mamy dziś, nie są dane na zawsze. Nie przypadkiem istnieje powiedzenie "syty nie zrozumie głodnego". Podobnie ludzie wychowani w obecnych czasach nie wiedzą, że swój standard życia zawdzięczają pracy poprzednich pokoleń - ba, oni wręcz gardzą poprzednimi pokoleniami, jako zacofańcami.
Zależy, w czym. Mówię to na tej podstawie, że próbę tego rodzaju też przeszedłem. W tym konkretnym wypadku jednak chodzi o życie w trudnych warunkach stworzonych przez przyrodę, nie sztucznie przez człowieka.
Mieszasz ze sobą parę rzeczy. Mylisz okres przedwojenny z XVIII wiekiem, a pana ze zbójnikami. I standardy moralne były wtedy trochę inne, a ja manie chodzi o rzeczywistość, w której obowiązują współczesne (te pozytywne) standardy moralne.
Jeśli chodzi o ten zagon pod Warszawą - to coś w tym jest. Mam zamiar przyczynić się do wywołania fascynacji wiejskim życiem i traktowania jego utrudnień nie jako dowodu niższości, która powoduje, że powinno się przenieść tam, gdzie łatwiej, czyli do dużego miasta, lecz jako prób, pokonywanie których czyni z nas człowieka. Wiadomo przecież, że jeśli powstanie run na twarde życie, to pojawią się chętni do mieszkania tak na stałe, a wszyscy w Bieszczadach się nie zmieszczą. To jest sposób na przyhamowanie tendencji do wyludniania się małych miejscowości, wywołaną przez nieodpowiedzialne lub wrogie działania polityków. Dlatego wychodzę z założenia, że każdy ma prawo do własnych Bieszczadów, które mogą znajdować się w różnych częściach kraju.
Ale co jest w nim nierealnego? Wszystko, poza pozwoleniem na budowę szałasu, zależy przecież wyłącznie ode mnie samego. A z patrzenia na Bieszczady głównie pod kątem przygód dawno już wyrosłem; zresztą zdaję sobie sprawę, że romantyczne przygody nawet w Bieszczadach trzeba sobie umieć zorganizować. Teraz widzę więc w tych górach głównie sposób na samodoskonalenie i misję. Prędzej można powiedzieć, że staram się, żeby to inni byli romantycznie zapatrzeni w te góry.
Bieszczady traktowali jako swoją Ziemię Obiecaną nie tylko mieszczuchy. To była taka ogólnopolska idealistyczna wizja. Czy Jędrek Połonina był mieszczuchem? Albo Spis?
Nadinterpretujesz moje wypowiedzi. Nie pisalem nic o wartościach ani konsumpcjoniźmie. Chodziło mi jedynie o to, że odpowiedzialny facet zmienia swoje życie gdy pojawia się w jego życiu dziecko. Rodzina nie wyklucza wartości. Ale zmienia sposób uprawiania turystyki.
Niestety, nie każdy "zakapior" był odpowiedzialny, w szczególności ten "Największy" - chociaż go podziwiałem. A potem nie chce mu się już do dawnego stylu życia wracać, i zostaje tylko konsumentem. I upowszechnia się coraz bardziej pogląd, że dorosły człowiek musi taki być. Czyli turystyka kwalifikowana to dziecinada.
Gwarantuję Ci, że mój znajomy, który nosił córeczkę, gdy była niemowlęciem na wędrówkach w koszyczku, wcale nie był nieodpowiedzialny. I zmienił styl życia - w odróżnieniu od większości współczesnych konsumpcjonistycznych rodziców, którzy starają żyć jak kawalerowie, choć uważają za obciach nocowanie nie tylko pod namiotem, ale nawet w schronisku młodzieżowym. Tyle tylko, że ten mój znajomy i jego żona mieli na wędrówkach dodatkowy problem, bo utrzymanie dziecka w tych warunkach w czystości nie jest wcale łatwe.
Ja uważam, że jak ktoś nie może uprawiać turystyki kwalifikowanej, to powinien zrezygnować z uprawiania turystyki w ogóle. Jeśli mieszka w dużym mieście i nie ma w pobliżu zieleni, to może sobie wyjeżdżać do znajomych, rodziny, na pikniki, na spacery do pobliskiego lasu, ewentualnie najwyżej na wczasy - które należy ściśle odróżniać od turystyki. Rodzina to z zasady życie osiadłe, a turystyka się nikomu nie należy. Zresztą - co jest pozytywnego w zmienianiu miejsca zamieszkania dla samego zmieniania? I po co komu takie protezy, jak uczestnictwo w przemyśle pseudoturystycznym? Przecież każdy powinien czuć, że to już nie jest to samo. Jeśli będziemy starali się żyć tak, żeby było nam wygodniej, i starali się łączyć to, co we wszystkich stylach życia jest łatwe przyjemne, a odrzucać to, co mniej przyjemne, to daleko nie zajedziemy. Życie to nie hipermarket, w którym możesz kupić, co chcesz - byleś miał za co.
Z uporem maniaka powtarzasz, że wszystkie formy turystyki są tak samo wartościowe. Więc ja Ci z uporem maniaka powtórzę, że jeśli "turystyka", która tym się różni od zwykłego życia w domu, że co innego masz za oknem i co jakiś czas możesz sobie wyjść w góry, nie jest gorsza niż turystyka, która polega na stawianiu sobie wymagań - to uprawianie tej drugiej nie ma po prostu sensu. Wysiłek, wkładany w coś, tylko wtedy ma sens, gdy ceniony jest bardziej, niż jego brak.
Polska stolica niezwykłości... brzmi nieźle. Jestem za. Trzeba jedynie uważać, żeby z niezwykłości nie wyszła dziwaczność. Niektórzy "Niezwykli" uchodzili za dziwaków. Niektórzy za swoją niezwykłość placili wysoką cenę. Dziwactwo to niezwykłość nieoswojona przez kulturę, niezrozumiała. Ale nie martw się - ja takich błędów nie zrobię, bo ja przestudiowałem kulturę społeczną Polski w takim stopniu, że wiem, jak się w takich wypadkach zachowywać. A za niezwykłość zawsze płaci się wysoką cenę. Zwykli ludzie unikają tego, bo idą w życiu na łatwiznę. Ale są też tacy, którzy tak nie potrafią.
Byle zarabiał uczciwie. To znaczy, żeby jego praca też była służbą, a nie tylko zarobkiem.
Myślałem, że zacznę na jesieni tego roku, ale kończenie spraw w Warszawie mi się przedłuża.
Moje obecne wyprawy w Biesy też nie wyglądają jak kiedyś. Jak się ma małe dzieci, to turystyka wygląda już inaczej.. zwykle turystyka z dziecmi wyglada inaczej- jak popatrzymy na gorskie uczeszczane szlaki, niestety... ale czy musi tak wygladac?? to zalezy tylko od woli rodzicow..
znam takich ludzi ktorzy mimo posiadania potomstwa nie zmienili przyzwyczajen podrozniczych
np.
https://picasaweb.google.com/klubik.karpacki
http://podrozeady.com/oman1.htm
Bardzo często dorosłość, a zwłaszcza rodzina stanowi dziś pretekst dla budowy konsumpcjonizmu. no wlasnie nie wiem dlaczego tak jest... ale obserwuje to bardzo czesto.. i jest to bardzo smutne...ze wielu fajnych otwartych, ciekawych swiata ludzi zmienilo swiatopoglad o 180 stopni.. dawniej jezdzili pod namiot - a teraz na weekendy do galerii :( "bo maja rodzine" wiec trzeba dom budowac, mieszkanie remontowac, wydawac kupe kasy na slub czy co roku miec nowsze auto..
ale tacy, jak z linkow powyzej daja nadzieje, ze jednak mozna zyc inaczej, mozna sie nie dac zniszczyc obecnemu oglupiajacumu systemowi.. i z rodzina czy bez- mozna zostac soba... tylko trzeba chciec...
Cytat Napisał Ala
A co to znaczy, ze jestes ( jak piszesz) pasowanym bieszczadnikiem?
To znaczy, że przeżyłem Bieszczadzką Inicjację.. a o co chdzi z ta bieszczadzka inicjacja?? na czym to polegalo? co cie takiego wyjatkowego w tych bieszczadach spotkalo? to byla jakas realna sytuacja, ktora sie wydarzyla czy wszystko dzialo sie jedynie w twoich myslach, wyobrazni? bo tak jakos nie moge zrozumiec...
A
Z uporem maniaka powtarzasz, że wszystkie formy turystyki są tak samo wartościowe. Więc ja Ci z uporem maniaka powtórzę, że jeśli "turystyka", która tym się różni od zwykłego życia w domu, że co innego masz za oknem i co jakiś czas możesz sobie wyjść w góry, nie jest gorsza niż turystyka, która polega na stawianiu sobie wymagań - to uprawianie tej drugiej nie ma po prostu sensu. Wysiłek, wkładany w coś, tylko wtedy ma sens, gdy ceniony jest bardziej, niż jego brak.
Dlaczego niby turystyka kwalifikowana jest bardziej wartościowa od spacerku na połoninę? Jakimi kryteriami kierujesz się dezawuując tę drugą? Kryterium wysiłku? Dla jednego wysiłek włożony w wejście na połoninę jest większy niż dla innego wyprawa na Mount Everest,. Czy niedzielny spacerek do Łopienki jest mniej wartościowy niż tygodniowe wędrowanie po biesach z plecakiem? Co jest bardziej wartościowe: pisanie czy czytanie, Bieszczady czy Mazury? Pytania bez sensu, bo zbyt ogólne. Możemy zapytać: kto jest bardziej przyjazny środowisku: samotny wędrowiec czy grupa dzieci na wycieczce szkolnej? Bieszczadnik z plecakiem przybyły w biesy pociągiem, czy osobnik, który przyjechał wypasionym samochodem w eleganckich bucikach, spacerujący na Sine Wiry? Bądź inne. Osobiście też mnie rażą Ci drudzy, ale mam do nich szacunek i uważam że też mają prawo do biesów i do wędrowania, jakkolwiek byśmy to nazwali. Stawianie sobie wymagań to rzecz względna. Czy Samotny Włóczykij nocujący w szałasie jest bardziej wartościowy niż rzeszowianin będący w biesach na weekend? Pytania bez sensu. Próbujesz wartościować zjawiska niewartościowalne.
Dziwactwo to niezwykłość nieoswojona przez kulturę, niezrozumiała. Coś w tym jest. Ponoć dla chorego psychicznie reszta społeczenstwa jest "dziwnie nienormalna"
Mam rozumieć, że wg Ciebie harcerstwo jest też już niepotrzebne. Ideowiec hmm ... a gdzie zagubiłeś swoje idee harcerskie ? Twoje wypowiedzi o turystyce "masowej" o "stonce" wskazują na twój brak szacunku co do nich. dziwne ? poprzednik napisał już o tym iż każdy prowadzi turystykę na swoje możliwości !!
Tak więc wytykanie komuś że nie jest takim łazikiem jak tym, albo ma dzieci i woli z nimi "bezpieczniej" spędzać czas wolny niż pod namiotem w lesie - nie tobie to oceniać i publicznie wytykać innym. Dla ciebie to nie wyczyn spędzać w ten czy inny sposób - to załóż plecak i idź w swoją stronę.
zwykle turystyka z dziecmi wyglada inaczej- jak popatrzymy na gorskie uczeszczane szlaki, niestety... ale czy musi tak wygladac?? to zalezy tylko od woli rodzicow..
znam takich ludzi ktorzy mimo posiadania potomstwa nie zmienili przyzwyczajen podrozniczych
Rok temu miałem taki przypadek. Wybrałem się z trojką dzieciaków do lasu (masyw Chryszczatej). W pewnym momencie - a uszliśmy już spory kawał - jednego z nich obsiadło kilka os i kilkukrotnie ugryzło (chyba na nie nasikał przez przypadek). Nie muszę wspominać o płaczu i przerażeniu małego. Ja też byłem przerażony, bo to pierwszy raz, nie wiedziałem czy jest uczulony, a to się czasem zdarza (w takich przypadkach może skończyć się tragicznie). Na szczęście uczulony nie był i obyło się tylko na bólu. Oczywiście naszą wyprawę przerwaliśmy i wróciliśmy do samochodu.
Wędrowanie z małymi dziećmi po górach świadczy o braku odpowiedzialności. Niektórych rzeczy nie da się pogodzić.
wedrowanie z małymi dziecmi po górach swiadczy o czym?????????????????? że co????????????????? to taki teraz trend jest w mieście papy Tadzia????????????? dość mocna teza i jakby to rzec.... nie potrzebuje wyjasnienia. wypadki sie zdarzaja wszedzie. Do mieszkania/domu wleci szerszen dziabnie dzieciaka- to jaki wniosek w skrócie- otwieranie okien jak sie ma dzieci , to szczyt nieodpowiedzialności. proponuję wszystkim którzy wychowuja dzieci: wlączcie im telewizor, podepnijcie pod net na stałe, dajcie w ręce pady i nie ksztaltujcie ich charakterów i zainteresowań. to szczyt nieodpowiedzialności. acha- jeszcze niech imcały czas przygrywa radyjko ojczulka.
Myślę że już czas zamknąć ten wątek...
Wędrowanie z małymi dziećmi po górach świadczy o braku odpowiedzialności. Jak tak czytam te wszystkie skrajne opinie to dochodzę do smutnych wniosków: jestem nieodpowedzialny (chodzę z dziećmi po górach), jestem nieuczciwy (bo nie podzieliłem się informacją, że mam "Zapomniane Bieszczady", nie jestem dobrym bieszczadnikiem (bo nie jestem 100% przeciwnikiem mostków)... itp. itd...
Potem jednak uświadamiam sobie, że jednak wszystko jest dla ludzi w odpowiedni sposób, w odpowiednich dawkach i w odpowiednim czasie, a myślenie to coś co nie boli.
Byleby tylko dzieci nie zostawały nam... zakapiorami...
jednego z nich obsiadło kilka os i kilkukrotnie ugryzło (chyba na nie nasikał przez przypadek). Nie muszę wspominać o płaczu i przerażeniu małego. Ja też byłem przerażony, . przynajmniej sie nauczyl ze osy sa niebezpieczne , nie nalezy ich draznic i trzeba ich unikac.. moze kiedys ta wiedza uratuje mu zycie..
Wędrowanie z małymi dziećmi po górach świadczy o braku odpowiedzialności. Niektórych rzeczy nie da się pogodzić. dziekuje moim rodzicom i dziadkom ze byli nieodpowiedzialni!!!!!!!!!!!!!!!!! :-) :-) :-)
pewnie ze czasem sie nie da pogodzic.. jak rodzice robia po nogach ze strachu przed noclegiem w lesie czy przejsciem wplaw potoczka to rzecz jasna ze nie zabiora tam swojego dziecka..
patrzac na niektorych rodzicow to by najchetniej zamkneli swoje pociechy w odkazonym pokoju bo wiadomo ze owady i "zarazki" sa grozne... i sa najspokojniejsi gdy pociecha siedzi z komputerem, telewizorem w domu... bo biegajac po podworku to moze zmija sie trafic, szerszen, kolega pilka uderzy albo hustawka, wpadnie pod auto albo do jeziora... na sile odcinaja dzieci od realnego swiata w ktorym wzrastaly poprzednie pokolenia- od przyrody, beztroski i szerokiego oddechu, .. i w natloku swojej rodzicielskiej troski nie pomysla ze tam, w tym szczelnym sterylnym pokoju moga czychac na malego najwieksze niebezpieczenstwa..
a tak wogole to nie wiem skad sie bierze w dzisiejszych czasach ta psychoza strachu.. bo mam wrazenie ze media to staraja sie kreowac wieczny strach przed wszystkim..
-las- to kleszcze- kleszcze to borelioza i inne ciezkie choroby,
- jagody, grzyby, poziomki- to bąblowiec,
-osa, szerszen, komar- to smiertelne w skutkach uczulenia
- mleko prosto od krowy to gruzlica i inne
-nocleg pod namiotem -to dzikie zwierzeta i zli ludzi- mordercy, chuliganie, gwalciciele
-dzikie kapielisko to zaraz utoniecie jak nie zjedzenie przez wodnego potwora ;)
-pokomunistyczne hustawki na ktorych sie wychowaly poprzednie pokolenia to smiertelne niebezpieczenstwo dla dzieci
-to samo dotyczy trzepakow! z trzapaka mozna spasc! zatem trzeba wyciac trzepaki z osiedli!
- od czasu do czasu sa "strachy" dodatkowe w postaci swinskiej/ptasiej/kangurzej grypy czy skazonych ogorkow..
- strach zabrac autostopowicza, wpuscic obcego do domu, pointegrowac sie z nieznajomym w pociagu czy komus bezinteresownie pomoc
-wszedzie musi byc "monitoring" bo za rogiem czai sie ZŁŁOOOOO"
po co to ciagle napedzanie strachu?? moze spanikowanym spoleczenstem jest latwiej manipulowac?
jedynie w galeriach handlowych/centrach rozrywki jest oaza bezpieczenstwa i szczesliwosci dla dzieci i doroslych - o czym informuja radosne twarze z reklam ;) jedynie tam odpowiedzialni rodzice spedzaja czas ze swoimi pociechami!
że jednak wszystko jest dla ludzi w odpowiedni sposób, w odpowiednich dawkach i w odpowiednim czasie, a myślenie to coś co nie boli... swiete slowa!!
, nie wiedziałem czy jest uczulony, a to się czasem zdarza (w takich przypadkach może skończyć się tragicznie). Na szczęście uczulony nie był i obyło się tylko na bólu. Oczywiście naszą wyprawę przerwaliśmy i wróciliśmy do samochodu. realnie to mam wrazenie ze jest wieksze prawdopodobienstwo ze dziecko zginie w wypadku samochodowym niz szlag go trafi w wyniku ugryzienia owada i silnej alergi... a wozimy nasze pociechy autami, nie? i czasem nawet mamy 150 na liczniku ;) ale o tym sie nie mowi.. a alergia to takie modne slowo!!!
Czy Samotny Włóczykij nocujący w szałasie jest bardziej wartościowy niż rzeszowianin będący w biesach na weekend? Pytania bez sensu. Próbujesz wartościować zjawiska niewartościowalne. ciekawe jak oceni "zakapiorowanie" w dziesiejszych rozdeptanych bieszczadach, w szalasie na poloninie, z bywaniem w okolicznych knajpach ktos kto połowe zycia spedza w tajdze i tundrze, zywiac sie tym co upoluje, zlowi, hodujac renifery i walczac na codzien z niedzwiedziami, wilkami w obronie swojego zycia.. gdy comiesieczna wizyta w malej osadzie pokołchozowej jest "kontaktem z cywilizacja"..
ocena zawsze bedzie zalezec od punktu odniesienia...
"Porównując się z innymi możesz stać się próżny i zgorzkniały, bowiem zawsze znajdziesz lepszych i gorszych od siebie"
:mrgreen:po co wogóle taki typ co sie boi osy jedzie w góry, niech jedzie do tesco. po nowy ekran 65 cali. i wszystko dobrze zobaczy bez ruszania sie z domu. zresztą o czym ta debata. jak to ktos rzekl- same skrajne zdania. i swiętość slów o rozsadku. to tak jak zutylizowano tony ogorków w hiszpani bo jakis głab rzucił hasło o robalu. wystarczy ze media stworza psychoze. aaaaaa w zgorzelcu żmija ukąsila typa. nie wychodzić z domu bo żmije czaja sie żeby kogoś dziabnąc. 8)
: po co wogóle .... Przeczytaj jerzu wypowiedź ze z r o z u m i e n i e m
Koledzy się zjątrzyli niepotrzebnie
do tej pory przyglądałem się temu wątkowi jako bezwartościowemu.
Ale, pytanie które postawił Kubryk :
... zainspirowało mnie.
Szczególnie w tej drugiej części " rzeszowianin będący w biesach na weekend? "
Otóż jestem rzeszowianinem wałęsającym się w biesach na łikend.
Nie przeszkadzają mi w ogóle nawiedzone włóczykije i inne plątające się po rynku w Cisnej.
Wpisuję to we folklor, a nie we współ-zawodnictwo.
Spotykałem na swej drodze różnych ludzi w różnych sytuacjach, którzy nie tworzyli Wielkich manifestacji, po prostu byli sobą.
A w tym wątku widzę Wielką Manifestację do działań in spe.
do it. !!!
dziekuje moim rodzicom i dziadkom ze byli nieodpowiedzialni!!!!!!!!!!!!!!!!! :-) :-) :-)
! Moi też;-)
tzn Mama tylko;-)też od bejbika ciągała w te paskudne góry;-)i to w Tatry!z przepaściami!
http://youtu.be/KiSepxeXuT4
Ze wstydem przyznaję się do skrajnej hipernieodpowiedzialności.W akcie słusznego samoukarania się,podaję się do dymisji i degradacji, a w akcie pokuty udaję się z Synem na piwo :twisted:
PS A z Syna pewnie nic dobrego nie wyrośnie,wprawdzie studiuje jeden z cięższych kierunków w PL, ale się wspina,czasem jakąś nagrodę z konkursów wspinaczkowych przytarga,po Alpach się plącze nieodpowiedzialnie - stracony gość - wszystko przeze mnie...
Browar, chcesz powiedzieć , że z powodu błędów rodzicielskich Twoje dziecko zostanie zakapiorem?:mrgreen:
Jak zwykle odbiegamy od tematu, ale zaprawdę nic straconego...;) I tak zawsze zejdzie nam się na wychowanie dzieci (ach, jak się Basia Z. nie odezwie to będę rozczarowana;-) albo czy bardziej dzikie są Bieszczady czy też przejścia na Ukrainę;-)
Nawet chętnie przyłożę ręki do tej dywersji.
Oczywiście, że się nie wstydzisz, nawet prowokujesz...
Widzisz, wszystko zależy od odpowiedzialności i przygotowania rodzicieli.
U dziecka najważniejsza jest ciekawość i chęć biegania po górach, którą trochę się ma, a trochę podpatruje. Resztę daje natura: wytrzymałość, zwinność, brak strachu, szybką regenerację ze zmęczenia i kontuzji (nie to co my;-)
Ale to rodzic musi mieć obycie w terenie. Posiadać poczucie czasu i odległości. Wiedzieć jak się zachować w górach, co zabrać na wyprawę i jak ubrać dzieciaka (no czapeczka jak się patrzy, okularki, rękawiczki, kombinezon nawet kijki, a może nawet krem z filtrem:)
Przeżywają najlepiej dostosowani (choć nie do końca to prawda, bo nici z tego jak ktoś jest dostosowany, ale się nie rozmnaża, jednak inna to jest bajka i nie miejsce tu na nią ;)) . Jeśli rodzice nie umieją zapewnić dzieciom w danej sytuacji warunków do przetrwania to są niedostosowani. Może lepiej zamiast ruszać w góry, w las, czy w bagna niech siedzą w domu w sterylnych warunkach. I GOPR by sobie dychnął, a i przewodnicy mogliby się zająć bardziej zbożnymi zajęciami.
Przeżywają najlepiej dostosowani (...) Może lepiej zamiast ruszać w góry, w las, czy w bagna niech siedzą w domu w sterylnych warunkach. Dyskusja zmierza na moje ulubione tory...;-):-D
Marcinie, przetrwać w dżungli miasta to też jest nie lada wyzwanie i ewentualny sukces;)
Ps. A i o rozmnażanie łatwiej, choć to inna bajka:mrgreen:.
Właśnie, podoba mi się, zawsze lubiłem oszołomów.
A tak, tak. Trzeba być oszołomem, żeby przeżyć w mieście...;)
Przetrwać codzienną podróż metrem pod pachą zapoconego faceta... Pod ziemią, na drugi koniec miasta i z powrotem, gdzie nie widać widoków ani kierunków, totalny oszołom. Dzień w dzień, ta sama trasa, ze stratą dwóch godzin...
A i tak to jest cymes w porównaniu do stania w korkach na górze.
Ech, taki szałas w Bieszczadach, to dopiero musi być raj na ziemi...;-)
No są takie miasta, ale to nie moja wina....
No są takie miasta, ale to nie moja wina.... Tom, no jasne, że różnie przyszło nam trafić i zmagać się;-)
Reszta zależy od ludzi...ja szukam wsparcia w górach, ale jeśli mogę pomóc w mieście, to chętnie, jak ryba w wodzie...:-)
Zapanowało święte oburzenie... Ja nie jestem przeciwnikiem spacerowania krajoznawczego z dziećmi, tylko zabierania ich na szlaki górskie (mam na myśli mniej więcej dwulatków i mniejszych) Takie jest moje zdanie. Każdy może mieć inne. Twój dzieciak Browar ma pewnie ze 4 na tym video, więc nie o niego chodzi. Nie będe się odnosił do epitetów i innych, bo nie warto. Ot i wszystko
A mi się podoba zabieranie bejbików ze sobą w góry czy na narty czy na rower.
Bardzo!
Jeśli będę takowego miała na pewno kupię przyczepkę specjalną do nart/roweru i nosidełko na plecy.
Napatrzyłam się na to w Czechach.
Tzn na te przyczepki, bo z nosidełkami chodzą już i w Polsce.
To odnośnie dzieci do 2 lat;-))
a wręcz kilkumiesięczne w tych pojazdach widziałam;-)uspokajało się nawet ząbkujące dziecię!
I ja jestem za wędrowaniem po górach z dzieciakami,ale widziałem już zapłakane dzieciątko w adidaskach ciągnięte przez rodziców po górskich kamieniach,żal było patrzeć,więc nic na siłę,rozsądek przede wszystkm,myślę,że to Kubryk miał na myśli,rozsądek.
,ale widziałem już zapłakane dzieciątko w adidaskach ciągnięte przez rodziców po górskich kamieniach,żal było patrzeć, Ja tez zawsze plakalam w gorach jak mi kazali isc po kamieniach i pod gore- bo wiedzialam ze wtedy mnie wezma na barana i dalej bede jechac, z wysoka ogladac piekne widoki, nie meczyc sie i szybciej przemierzac szlak. Glupi by nie plakal!!! ;)
Na TVP Kultura trwa właśnie fajny film o prawdziwych, niefarbowanych, nieudawanych i bezpretensjonalnych zakapiorach z - panie dziejku - Francji!
Polecam wszystkim miłośnikom odpowiedniego gatunku filmowego i stylu życia
tak, film fajny...można żyć obok wszystkiego.
Ja tez zawsze plakalam w gorach jak mi kazali isc po kamieniach i pod gore- bo wiedzialam ze wtedy mnie wezma na barana i dalej bede jechac, z wysoka ogladac piekne widoki, nie meczyc sie i szybciej przemierzac szlak. Glupi by nie plakal!!! ;) Ciekawy pomysł:-D,przyznaję,do głowy by mi nie przyszło,że można kombinować w ten sposób.
:lol:..można..można, bo robiłem podobnie :mrgreen:
Nie fair!ja nie robiłam, bo mnie mama by i tak nie uradziła nawet jakby chciała!!!
wrrrr
Ale inne rzeczy wymuszałam;-)
np. dodatkowe porcje czekolady, a wtedy to było 200gram na miesiąc, bo na tyle były kartki;-)więc każda kosteczka na wagę złota.
Samotny Włóczykiju! Życze Ci powodzenia!!!
ciekawe jak oceni "zakapiorowanie" w dziesiejszych rozdeptanych bieszczadach, w szalasie na poloninie, z bywaniem w okolicznych knajpach ktos kto połowe zycia spedza w tajdze i tundrze, zywiac sie tym co upoluje, zlowi, hodujac renifery i walczac na codzien z niedzwiedziami, wilkami w obronie swojego zycia.. gdy comiesieczna wizyta w malej osadzie pokołchozowej jest "kontaktem z cywilizacja"..
ocena zawsze bedzie zalezec od punktu odniesienia... Zwłaszcza, jak zimą do takiej knajpy jest dzień drogi w jedną stronę...
Tak źle jak piszesz to nie będzie; myślę o miejscu możliwie najbardziej ekstremalnym. Miejsc nierozdeptanych jest wciąż jeszcze dosyć, a sąsiedztwo szlaków uczęszczanych przez "stonkę" nie tyle zmniejsza trudy takiego życia, co odbiera im nieco romantyzmu w oczach innych - i trochę przeszkadza.
Przed drapieżnikami nie będą miał się czym bronić, w odróżnieniu od tamtych. Słyszeliście kiedyś o czymś takim, jak szatun, czyli niedźwiedź, który nie najadł się dość na jesieni, i budzi się zimą głodny? Teraz misiów jest w Bieszczadach więcej, niż dawniej, mówi się nawet, że ponad 100. To wcale niemała liczba, nawet jak na standardy światowe.
Wow, i nie boisz się, że Cię zje???Ten szatun
A Ty się nie boisz przechodzić przez ulicę? Przecież może Cię samochód przejechać. Szatun raczej w naszych warunkach człowieka nie zje - ale może być dużo bardziej nerwowy, niż normalnie.
Dodam jeszcze, że mam zamiar, oprócz bardzo dokładnego poznawania przyrody bieszczadzkiej i ćwiczenia się w umiejętnościach głównie survivalowych, uczyć się indiańskich stylów rzeźbiarskich. Już teraz zbieram materiały.
To po co ten tekst o tym szatunie ?
Chciałeś nas poinformować o drapieżnikach i o niedźwiedziu ? większość z nas zdaje sobie sprawę z tego
Może chciałeś pokazać jakim jesteś twardzielem ?
Mam jedno małe pytanie a mianowicie czy Samotny Włóczykij was nie irytuje?
Poza za tym szanowny Włóczykiju wez sie za realizowanie planów, skoncz z pieprzeniem, nie musisz tak na siłę pokazywac jaki jestes "fajny";) Mam nadzieje ze Bieszczady nauczą Cię troche pokory. Pozdrawiam
To po co ten tekst o tym szatunie? Zgadnij. Przeczytaj jeszcze raz moje 2 ostatnie wypowiedzi - może zrozumiesz.
Mam jedno małe pytanie a mianowicie czy Samotny Włóczykij was nie irytuje?
Poza za tym szanowny Włóczykiju wez sie za realizowanie planów, skoncz z pieprzeniem, nie musisz tak na siłę pokazywac jaki jestes "fajny";) Mam nadzieje ze Bieszczady nauczą Cię troche pokory. Pozdrawiam Nie denerwuj się, kochasiu. Złość piękności szkodzi.
I trochę kultury też by nie zaszkodziło.
Może jakoś tak;;http://acidcow.com/pics/20530-house-5-pics.html
to kiedy Samotny Włóczykij osiedli się "na stałe" w bieszczadzkiej "dziczy"?? jak widać wszyscy czekają z niecierpliwością
Zgadnij. Przeczytaj jeszcze raz moje 2 ostatnie wypowiedzi - może zrozumiesz. Czytałem i wniosek nasuwa sie sam. Chciałeś być bohaterem i nie wyszło ! Szkoda że ty nie rozumiesz co piszesz - tak a`propos kultury
Przed drapieżnikami nie będą miał się czym bronić, w odróżnieniu od tamtych. Słyszeliście kiedyś o czymś takim, jak szatun, czyli niedźwiedź, który nie najadł się dość na jesieni, i budzi się zimą głodny? Teraz misiów jest w Bieszczadach więcej, niż dawniej, mówi się nawet, że ponad 100. To wcale niemała liczba, nawet jak na standardy światowe.
. Szatun raczej w naszych warunkach człowieka nie zje . to te polskie "szatuny" sa jednak niebezpieczne czy nie? ;) bo sie juz troche pogubilam..
Mam jedno małe pytanie a mianowicie czy Samotny Włóczykij was nie irytuje? ale widac swoj cel osiagnal ;) wzbudzil zainteresowanie, uwage na forum i u wielu osob wzbudzil jakies emocje...jak widac nie koniecznie zawsze pozytywne, ale nie jest to obojetnosc. I nie wszystkie watki ciagna sie przez 11 stron ;)
teraz pozostaje czekac i zobaczyc czy w realnym swiecie tez zrobi taki szum wokol siebie.
Szatun prawie jak szatan ,który zapewne zaczyna się odzywać w niektórych czyytających ten zabawny/irytujący wątek.
A swoją drogą w wieku lat 12/14 też miałam takie pomysły żeby zaszyć się w dziczy tylko,że ja do Kanady lub Ameryki płd. na jakieś odludzie chciałam lecieć ale już mi przeszło -takie to były dziecięce fantazje.
Teraz się zaszywam i owszem,czasami w dziczy karpackiej....
Dobrze, że sobie nie zaszywasz;-)
a tylko w buszu;-)
....no tak... "zaszyć się w Bieszczadach" nabiera całkiem nowego blasku... jest tu paru takich.. do zestawu dodają widelec :)
Nawet można się pokusić o definicję człowieka zaszytego i napewno nie będzie to zakapior bo jego określiłabym raczej mianem prującego się(rozprutego)na duszy,ciele i umyśle.
. Słyszeliście kiedyś o czymś takim, jak szatun, czyli niedźwiedź, który nie najadł się dość na jesieni, i budzi się zimą głodny? Teraz misiów jest w Bieszczadach więcej, niż dawniej, mówi się nawet, że ponad 100. To wcale niemała liczba, nawet jak na standardy światowe. Ja słyszałem, że taki szatun bez problemu połyka w całości, oprócz butów (bo ponoć mu zbyt śmierdzą). Problem zaczyna się gdy szatunów jest dwoch lub więcej. Ale wtedy, jak to mówił Zdzichu (w Siekierezadzie, po czwartym piwie - a Zdzichu wie co mówi ) szatuny grają w kości. Wygrywa ten, który wyrzuci więcej oczek, a przegrywający zjada buty.
Ale czy to prawda? Nie wiem
...to przypomniała mi się opowieśc o Szatunach... jak to pewnej nocy w gawrze obudziły się szatunowe dzieci i prosiły starą włochatą matkę żeby opowiedziała na dobranoc jakąć bajeczkę.
- Nie Dzieci... już późno...
- Ale Mamusiu Mamusiu... ostatnią... zrób pacynki... zrób pacynki......
- No dobra, ale ostatni raz...
Po czym stara Niedźwiedzica założyła na łapy pacynkoczaszki... i mówi śmiesznym głosem
- Co tam tak szeleści Kaziu w tych krzakach...
- Myślę że to Świstak Wiesiu, myślę że to Świstak
:)
Koniec
Miejcie litość! Samotny Włóczykij wydaje się być człowiekiem "pozytywnie zakręconym". Lubię takich ludzi więc życzę mu powodzenia, choć przyznam że najpierw bym zrobił, a potem napisał. Jeszcze raz pozdrawiam i uważaj na siebie Włóczykiju
myślę o miejscu możliwie najbardziej ekstremalnym. . Też kiedyś miałem takie marzenia, niestety proza życia usadziła mnie za biurkiem :-) Także trzymam kciuki !!!
A mi się najbardziej ekstremalnym wydaje miejsce za biurkiem, dlatego unikam ekstremów.
a ja myślę, że to świstak.
Mam zamiar w czasie mojego życia w Bieszczadach stopniowo "wracać do Natury", głównie jeśli chodzi o wikt, o ile to tylko będzie możliwe. Mam w związku z tym pytania:
1. Czy ktoś orientuje się w tytułach książek, gdzie dobrze byłyby opisane krajowe rośliny jadalne? Trochę się na tym znam, ale uważam, że to zdecydowanie za mało.
2. Nie mam zamiaru rezygnować z białka, i w związku z tym:
a. Czy w Zalewie Solińskim i jego dopływach żyją raki amerykańskie? Jeśli tak, to przy okazji przysłużyłbym się przyrodzie polskiej, tępiąc szkodniki. Pewno nawet robiłbym zapasy na zimę z szyjek rakowych.
b. Okoń, którym nieostrożnie zarybiono Bieszczadzkie Morze, zasiedlił wpływające do niego rzeczki, skąd wypiera cenniejsze ryby łososiowate (sam widziałem). Czy w związku z tym patrzono by przez palce na specyficzne łowienie właśnie tych ryb?
Poza tym mam zamiar tradycyjną zakapiorską metodą podbierać zwierzynę wilkom, ale to się zbyt często nie trafi. Jedyna roślina, którą mam zamiar uprawiać, to topinambur. Już teraz zrobiłem sobie poletko eksperymentalne na nieużytkach koło mnie. Większa odmiana ma już półtora metra. Nie trzeba nic z nim robić, poza odchwaszczeniem, dopóki nie zacznie radzić sobie sam - ale czy w Bieszczadach warunki będą mu równie sprzyjały?
Oczywiście, absolutnie konieczne jest zaopatrzenie się w rakiety śnieżne - bez nich zimą w Bieszczadach jest przerąbane.
choć przyznam że najpierw bym zrobił, a potem napisał. Piszę to m. in. po to, żeby zminimalizować pokusy wycofania się (mam zwyczaj dotrzymywać słowa), i żeby uzyskać trochę porad.
Czy ktoś orientuje się w tytułach książek, gdzie dobrze byłyby opisane krajowe rośliny jadalne? Trochę się na tym znam, ale uważam, że to zdecydowanie za mało.
2. Nie mam zamiaru rezygnować z białka, i w związku z tym:
Oczywiście, absolutnie konieczne jest zaopatrzenie się w rakiety śnieżne - bez nich zimą w Bieszczadach jest przerąbane.
. Łukasz Łuczaj... polecam autora... jeśli jeszcze Go nie znasz to masz spore zaległośći i czuję że skończy się ucieczką albo trującymi jagodami.. (oprócz roślin zna się na jadalnych robakach)
Powrót do natury? Zrób sobie rakiety... kupne to przecież cywilizacja, w dodatku plastik...
Jakia rezygnacja z białka? oj.. spore zaległości w wiedzy Kolego....
topinambur myślę że poradzi sobie doskonale. Nawet rozpleni się, zagłuszając inne rośliny wokoło...
ale JAK masz zamiar go spożywać ? Pamiętaj , iż bulwy zawierają inulinę / czy jak to tam zwał.../ która jest nie trawiona przez człowieka ! Indianie poddawali bulwy fermentacji w kopcach. Zamierzasz tak samo ? Będziesz je zimował ? ...Mnie osobiście nie smakował za bardzo...
Czy w związku z tym patrzono by przez palce na specyficzne łowienie właśnie tych ryb?
. Niby jak?
Prądem?;-)
Czy jeszcze bardziej specyficzne łowienie?
przy okazji przysłużyłbym się przyrodzie polskiej, tępiąc szkodniki. (...)Poza tym mam zamiar tradycyjną zakapiorską metodą podbierać zwierzynę wilkom, ale to się zbyt często nie trafi. Jedyna roślina, którą mam zamiar uprawiać, to topinambur. Chcesz tępić raki amerykańskie a w zamian wprowadzić do bieszczadzkich lasów inwazyjny, amerykański topinambur?:evil:
Miej świadomość, że im bardziej dziki teren wybierasz tym większym jesteś intruzem dla przyrody...
Samotny Włóczykiju kup sobie najpierw kawałek pola albo kwaterę w ogródkach działkowych. Pokop, popracuj, skonsumuj plony, a z pewnością odechce Ci się osiadać w Bieszczadach na surowym korzeniu. Bajki z okonkami, rakami amerykańskimi i topinamburem będziesz pewnie dzieciom opowiadał, bo nijak się one mają do realiów, bynajmniej bieszczadzkich.
Łukasz Łuczaj... polecam autora... jeśli jeszcze Go nie znasz to masz spore zaległośći i czuję że skończy się ucieczką albo trującymi jagodami.. (oprócz roślin zna się na jadalnych robakach)
Powrót do natury? Zrób sobie rakiety... kupne to przecież cywilizacja, w dodatku plastik...
Jakia rezygnacja z białka? oj.. spore zaległości w wiedzy Kolego.... Komuś się pomylił zakapior z instruktorem sztuki przetrwania. Większość zakapiorów przybywając w Bieszczady nie wiedziała połowy tego, co ja wiem.
Robaki to ostateczność. Choć w sumie to pokarm zwierzęcy najłatwiej dostępny. Problem jest ponadto z tym, że wiele chrząszczy drewnojadów (najłatwiejszych do odnalezienia) jest chronionych, a odróżnienie larwy chronionej od niechronionej nie jest proste. Jagody to akurat znam doskonale, więc raczej się trującymi nie skończy. Głównie chodzi mi o szczegółowe informacje na temat zielska i korzonków (które zresztą są dłużej dostępne, niż jagody). Nimi też bym się nie zatruł - ale chcę bardziej urozmaicić sobie dietę. Zresztą ja nie stawiam sobie - przynajmniej na razie - jako celu całkowitego powrotu do Natury. Wrócę, na ile będę umiał.
Rakiet właśnie nie mam zamiaru kupować. Chcę je sobie zrobić z drewna.
Pamiętaj , iż bulwy zawierają inulinę / czy jak to tam zwał.../ która jest nie trawiona przez człowieka ! Indianie poddawali bulwy fermentacji w kopcach. Zamierzasz tak samo ? Będziesz je zimował ? ...Mnie osobiście nie smakował za bardzo... Tzn. bez fermantacji są mało kaloryczne? Ja czytałem, że inulina ulega w organizmie człowieka hydrolizie do fruktozy. O kopcowaniu myślałem. Topinambur gotowany nie jest za dobry, ale przy frytkach z niego ziemniaczane mogą się schować!
Problem tylko taki, że dziki też się o topinamburze mogą dowiedzieć. Choć ostatnio, o ile zdołałem się zorientować, nie było ich w tych górach zbyt dużo.
Chcesz tępić raki amerykańskie a w zamian wprowadzić do bieszczadzkich lasów inwazyjny, amerykański topinambur?:evil:
Miej świadomość, że im bardziej dziki teren wybierasz tym większym jesteś intruzem dla przyrody... Wymienię jeden gatunek inwazyjny na drugi, bo topinambur będę sadził w miejsce innej rośliny obcej, której tam jest dużo. Przy czym topinambur się nie rozsiewa w naszych warunkach, i nie jest zagrożeniem dla naszej przyrody (myśliwi nawet celowo sadzą go dla dzików, żeby nie wchodziły w szkodę). I ani mi przez myśl nie przeszło robić to w miejscach dzikich, a nie zdziczałych.
Niby jak?
Prądem?;-)
Czy jeszcze bardziej specyficzne łowienie? Prądem łowi się niespecyficznie wszystko, co żyje i na drzewo nie ucieka. Myślałem o łowieniu okoni na podrywkę.
Komuś się pomylił zakapior z instruktorem sztuki przetrwania. Komuś się pomylił zakapior z traperem
Komuś się pomylił zakapior z traperem Znowu stara śpiewka. Ten ktoś to nie ja, bo nowe znaczenie słowa "zakapior" funkcjonuje już od lat wielu. A zakapior to szersze pojęcie, niż traper.
Samotny Włóczykiju kup sobie najpierw kawałek pola albo kwaterę w ogródkach działkowych. Pokop, popracuj, skonsumuj plony, a z pewnością odechce Ci się osiadać w Bieszczadach na surowym korzeniu. Bajki z okonkami, rakami amerykańskimi i topinamburem będziesz pewnie dzieciom opowiadał, bo nijak się one mają do realiów, bynajmniej bieszczadzkich. Gdybym miał się zniechęcić pracą w ogrodnictwie, zrobiłbym to już dawno. Nie bardzo rozumiem, jaki jest Twój cel. Chcesz mnie obrazić, czy zniechęcić? Bo to nie brzmi jak dobra rada.
Zostać zakapiorem
Znowu stara śpiewka.
Wymienię jeden gatunek inwazyjny na drugi, bo topinambur będę sadził w miejsce innej rośliny obcej, której tam jest dużo. Przy czym topinambur się nie rozsiewa w naszych warunkach, i nie jest zagrożeniem dla naszej przyrody . A który obcy gatunek chcesz wymieniać?
...Chcesz mnie obrazić, czy zniechęcić? Bo to nie brzmi jak dobra rada. Raczej zachęcić do zejścia na ziemię, może być bieszczadzką ;)
Taa długi rozbieg i nie hamować przed ścianą... Baranek przeważnie pomaga na zejście na ziemie... Kabaret normalnie...
Raczej zachęcić do zejścia na ziemię, może być bieszczadzką ;) Aha, czyli miała to jednak być dobra rada. W takim razie pomyliłeś formę, bo dobre rady w dawane w ten sposób są zwykle mało skuteczne.
Na czym konkretnie ma polegać to "zejście na ziemię"? Bo jak na razie było tylko wygłaszanie ogólnikowych dętych nauk z pozycji Wielkiego Autorytetu. Przy tym trafiłeś trochę kulą w płot, bo dawałeś mi radę popróbowania pracy ogrodniczej, nic o mnie nie wiedząc, a w dodatku zakładając, że mnie ta praca zniechęci. Ale Wielkie Autorytety wszystko lepiej wiedzą...
A który obcy gatunek chcesz wymieniać? Rudbekię.
Znalazłem stronę o survivalowym zastosowaniu roślin:
http://survival.strefa.pl/spis_roslin.htm
To raczej takie podstawy, ale parę informacji sprecyzowałem.
Trochę informacji o bukwi - mogą się przydać komuś, kto również chciałby zostać zakapiorem, bo w Bieszczadach to jeden z podstawowych plonów:
http://docs8.chomikuj.pl/509019599,PL,0,0,Buk-.doc
http://survival.strefa.pl/spis_roslin.htm
Nie rozumiem - zmielenie miałoby wpływać na skład chemiczny bukwi? Teoretycznie możliwe, ale dziwne.
Z tymi zapasami z żywności to jest jeden problem, znany od niepamiętnych czasów - mianowicie myszy. Zimą można się spodziewać ich inwazji. Trzeba mieć pojemniki myszoodporne - albo umieszczać żywność w miejscach, gdzie myszy mają utrudniony dostęp. Całe szczęście, że przynajmniej szczury przy takim stylu życia nie grożą. Ponadto problemem są mkliki, czyli mole zbożowe, a także mole grzybowe. Ale z tym to jest akurat kłopot wszędzie.
Poczekaj, bo przegapiłam, a cofać mi się nie chce.
Masz już jakąś ziemię?
Planujesz zakup?Jakiego areału?
Ja tam nie chcę się osiedlać na stałe. Bieszczady mają być dla mnie miejscem próby. Jak ktoś osiada na stałe, to zaczyna się urządzać - i z czasem znika szałas, a zamiast niego wyrasta porządna chałupa. I wtedy człowiek z miłośnika życia ekstremalnego staje się w lepszym razie chłopem jak każdy inny w Polsce, a w gorszym - trybikiem w machnie przemysłu rozrywkowego, którego częścią jest przemysł turystyczny. Zresztą dziś już niewiele jest w Bieszczadach pustek, gdzie można by się osiedlać na odludziu - i żadna z nich nie znajduje się wysoko w górach. Zaś te, które istnieją, niech pustkami zostaną . Musiałbym więc zamieszkać we wsi - a to oznaczałoby, że z założenia już musiałbym chcieć się urządzić, a życie ekstremalne byłoby najwyżej dodatkiem.
To na czyjej ziemi chcesz stawiać ten szałas???a potem chałupę, albo nawet i namiot tylko?
Dogadałeś się już z kimś?
Ktoś już Ci a to pozwolił?Choćby tylko Lasy Państwowe (jeszcze)?
O rany, przecież już o tym pisałem.
Który numer postu, chętnie przeczytam;-)
Pierwszy.
Mam pytanie. Ludy pierwotne miały ponoć zwyczaj transportowania żaru w jakichś pojemnikach. Co robiły, żeby im się ten pojemnik nie spalił?
A ja na okoliczność tej .... debaty o "Wielkim (Wy)Czynie" ułożyłem wiersz o szatunie.
Szatun jest dziki, szatun jest zły
Szatun ma wielkie, ostre kły.
Kto spotyka szatuna w lesie,
Ten do szałasu szybko umyka.
Niestety, w ostatnich dwóch linijkach mojego wiersza zgubilem rym.::((
Gdyby ktoś go znalazł....
...może na połoninie...
Samotny W po prostu robi sobie tanią promocję swojej książki. Cała jego pisanina na forum, ma slużyć ściągnięciu na siebie uwagi. Sprytna, mądra i perfidna autoreklama
Mam cytat Skyluxa z innego wątku, który został zamknięty - niesłusznie, bo Bieszczadzka Inicjacja to było całkiem co innego niż mój pomysł zakapiorski. W obu wątkach wypływa ten sam światopogląd - ale to bynajmniej nie oznacza, że jest mowa o tym samym:
No tak, nie pokazali mnie w telewizji, nie opowiedzieli o mnie w brukowcach - i już jestem skreślony w oczach "ludzi nowoczesnych". Bo sądząc po treści i formie, właśnie na takiego natrafiłem?
Wiesz, czym się różni prosty człowiek od prostaka? Że ten pierwszy nie uważa czegoś za bzdurę tylko dlatego, że tego nie pojmuje. Jeśli będziesz wyśmiewał się ze stylu życia innych, to nie licz na szacunek z ich strony - także ze strony inteligentów. Bo brak szacunku jest formą potępienia dla Twojego postępowania - jedyną niestety karą, jaka może Cię spotkać za niestosowne zachowanie. Trzeba mieć zresztą bardzo rozdęte ego, żeby najpierw traktować lekceważąco (w dodatku rynsztokowym językiem) innych, a potem domagać się od nich czegoś przeciwnego.
Samotny W po prostu robi sobie tanią promocję swojej książki. Cała jego pisanina na forum, ma slużyć ściągnięciu na siebie uwagi. Sprytna, mądra i perfidna autoreklama Eh, że też Wy nie umiecie wyobrazić sobie innej motywacji ludzkiej, jak przyjemność i komercja - tak głęboko Polacy przestawili swój sposób myślenia. Ja popularyzuję IDEE za pomocą książki i epizodu zakapiorskiego w swoim przyszłym życiu - nie odwrotnie. Zresztą ja nawet nie zakładam, że tę książkę mi ktokolwiek wyda - choć nie powiem, że bym nie chciał. Ludzie, którzy mają pieniądze, nie są zwykle w stanie jej nawet czytać, bo tam każda strona jest dla nich wyrzutem sumienia, ponieważ opowiada o tym, jak porzucili ideały.
Włóczykij ile zjadasz muchomorów przed napisaniem posta? Chyba ponad normę. Fragment Ustawy o lasach: "Art. 30. 1. W lasach zabrania się: ...10) biwakowania poza miejscami wyznaczonymi przez właściciela lasu lub nadleśniczego". Koniec Twoich marzeń. Tyle z mojej strony w temacie. Dziękuję, Do widzenia
Mam pytanie, Władziu - a ile Ty zjadasz muchomorów, że odpowiadasz zanim przeczytasz to, na co odpowiadasz? Przecież pisałem wyraźnie, że muszę mieć zgodę władz leśnych. W pierwszym poście!
Ja nie rozumiem, skąd ta agresja w tak wielu wypowiedziach. Czyżby dlatego, że wielu ludzi przez lata przestawiało się na myślenie, że liberalna kultura konsumpcyjno-komercyjna jest jedynie możliwa, a inne kultury mogą w niej istnieć tylko na zasadzie stopniowo eliminowanego reliktu. Teraz okazuje się, że to guzik prawda i że wola jednej tylko osoby wystarczy, by zadać temu kłam. A te rzekomo "naturalne i nie do powstrzymania procesy", które miały miejsce po 1989 r., są wyłącznie skutkiem tego, że powszechnie w te bzdury uwierzono. W tej sytuacji oni sami, którzy już dostosowali się do życia w "cywilizacji" i "nowoczesności" wychodzą w tym momencie we własnych oczach na wodzonych przez dwie dekady za nos jeleni bieszczadzkich. Ale nie martwcie się - wstydzić się powinien głównie ten, kto Was oszukał.
Więc napisałem wyraźnie Koniec Twoich marzeń. "Władze leśne" nie wydają zezwoleń na zakładanie osad zakapiorskich. Zresztą wiemy obaj, że jesteś tylko internetowym napinaczem a to o czym piszesz zrobił już niejeden i ani przed ani po nie chwalił się o tym w necie i nie twierdził, że jest zakapiorem. Słyszałeś np o Henrim z Hulskiego? To o czym piszesz On robi od lat. Po cichu bo robi to dla siebie a nie dla rozgłosu.
Więc napisałem wyraźnie Koniec Twoich marzeń. "Władze leśne" nie wydają zezwoleń na zakładanie osad zakapiorskich. Zresztą wiemy obaj, że jesteś tylko internetowym napinaczem a to o czym piszesz zrobił już niejeden i ani przed ani po nie chwalił się o tym w necie i nie twierdził, że jest zakapiorem. Słyszałeś np o Henrim z Hulskiego? To o czym piszesz On robi od lat. Po cichu bo robi to dla siebie a nie dla rozgłosu. Podziękowałeś, pożegnałeś się, a teraz wracasz do dyskusji? Raz piszesz, że władze nie wydają zezwoleń, innym razem - że niejeden to zrobił. Poza tym, gdybyś czytał, a nie tylko dawał upust agresji, to byś wiedział, że ja chcę się czymś od tych "niejednych" różnić. I łaskawie nie wypowiadaj się za władze leśne. Zrobią, co same uznają za słuszne; żaden Władzio nie ma możliwości rozkazania im, na co mają pozwolić, a na co - nie.
Mało mnie obchodzi zdanie na mój temat takich ludzi, jak Ty.
Mam nadzieję, że już nie wejdziesz więcej do wątku założonego przez takiego wstrętnego napinacza, więc mam dla Ciebie pożegnalne życzenie: nie udław się swoją nienawiścią.
Włóczykiju, a czy już sobie upatrzyłeś jakąś miejscówkę?
Zauważyliście pewną prawidłowość? SW nie chodzi o merytoryczną dyskusję o bieszczadach, tylko o dyskusję samą w sobie. Można mu pisać o pierogach, gwiazdach, chodowli świn, o byle czym.
Celem SW jest promocja własnej książki. Wiecie co to jest pozycjonowanie strony?
SW pisze kontrowersyjnie, celowo, bo wciąga w wątek nowe osoby
Pisze, że chce porad ale ich nie przyjmuje
Jest najmądrzejszy i wszystkich poucza
Czytaliście co napisał o niby jakiejś inicjacji bieszczadzkiej? istny BEŁKOT
.............Szatun.............. dwa lata w szałasie..................kopcowanie czegoś tam..................życie jak przodkowie................BEŁKOT
Powtórzę raz jeszcze -- Sprytna, perfidna autopromocja
Aha, już zostałem uznany za wroga. Czego nie napiszę - źle. Nie mam argumentów - nie mam racji, mam argumenty - pouczam i nie przyjmuję "porad" (które są personalnymi atakami).
Chciałbym też zauważyć, że nie tylko ja odbiegałem od tematu. Jedna osoba nawet zamieściła jakiś wymęczony wierszyk o szatunie. Oni też się autopromowali?
Czytaliście co napisał o niby jakiejś inicjacji bieszczadzkiej? istny BEŁKOT Jak Stachura pisał o takich rzeczach - to był wspaniały. Jak pisze ktoś, kto nie jest idolem - to bełkot... I raz zarzucasz mi, że nie przyjmuję porad - innym razem dyskusję nad praktycznymi problemami życia wolnego człowieka, którą zaczynam, nazywasz również bełkotem. Zero sensu. Nie wspominając już o tym, że w tym "bełkocie" brało jeszcze udział więcej osób.
Widzę, że z Ciebie też nienawiść aż tryska uszami. Możesz wyć z nienawiści i stawiać najbardziej absurdalne zarzuty - komercja i tak jest bez szans, a Niewidzialna Ręka Rynku to bujda. Tak! Bujda! Musisz się z tym oswoić. Wtedy przestaniesz się pienić. Przyzwyczaisz się i zgodzisz się ze mną.
Ale biedny Ty jesteś! Przez tyle lat wmawiałeś sobie, że możliwa jest tylko komercja. I teraz usiłujesz wyprzeć ze świadomości fakt, że tak nie jest, kogoś, kto wyraźnie się jej przeciwstawia, usiłując na siłę wepchnąć do komercyjnej szufladki tylko dlatego, że napisał książkę! Żałosne.
Proszę Cię, nie osiwiej z przerażenia, że ktoś "zamachnął się" na Twojego bożka.