bigos - mĂłj pamiÄtnik, wspomnienia, uczucia, przeĹźycia ...
Czwartek, jedno auto, trzy osoby, sprzętu cały bagażnik (i jeszcze trochę) i wspólne, mocne postanowienie: jedziemy szukać zimy.
Do Baligrodu oglądamy późną jesień albo wczesną wiosnę, ale potem zaczyna się robić zimowo :smile: Na liczniku 30km/h, powolutku pokonujemy kolejne kilometry i mocno po zmroku zajeżdżamy pod "Niedźwiadka" w Smereku. To miejsce jest z zimowymi wyprawami nierozerwalnie związane, więc (tak po cichu zaklinając rzeczywistość) postanowiliśmy zacząć tę wyprawę właśnie tam. Zjedliśmy łącznie dwa i pół kotleta schabowego, półtorej porcji ziemniaków i przeróżne dodatki :mrgreen: Zastanawialiśmy się przy tym filozoficznie czego będzie nam przez najbliższe dni najbardziej brakować :wink: Po czym zapakowaliśmy się w sprowadzonego telefonicznie busika i przez śniegi i wichry (tak jest, przez śniegi i wichry) udaliśmy się na Przełęcz Wyżniańską. Jak pakowaliśmy dobytek na plecy było już sporo po Dzienniku.
Do schroniska Pod Małą Rawką szliśmy mnie więcej tradycyjnie, mniej więcej bo ścisłe trzymanie się niewidocznej drogi nie miało sensu. Przyjazne światełka na schronisku i na bramie przed nim wskazywały cel a my pokonując śniegi brnęliśmy do celu. I dobrnęliśmy! Pokój nr 2, trzy miejsca dla nas, kolacja i spać. Jutro czekają na nas wielkie rzeczy! :mrgreen:
Przed zaśnięciem powróciły wspomnienia: czasem Graniczny pokazywał co miał najpiękniejszego, czasem groził palcem i kazał wracać albo odstraszał marznącym deszczem, czasem leniwie pozorował zimę. A jutro co nam pokaże?
Do weekendu jeszcze kilka dni, Twoja opowieść musi wystarczyć do przeżycia ;)
Do weekendu jeszcze kilka dni, Twoja opowieść musi wystarczyć do przeżycia ;) No właśnie, intrygujący początek opowieści, ciekawe co było dalej? :grin:
ciekawe co było dalej? :grin: Jak znajdę czas na pisanie to się dowiesz :mrgreen:
A jutro co nam pokaże? "Jutro" pokazało nam przede wszystkim biel we wszystkich odmianach.
Na dole szlak na Rawkę był przetarty przez narciarzy i udeptany przez piechurów.
http://www.bmiller.pl/forum/2015/3lata_01.jpg
Wyżej były już tylko ślady nart,
http://www.bmiller.pl/forum/2015/3lata_02.jpg
ale i one zniknęły zanim las skarłowaciał.
http://www.bmiller.pl/forum/2015/3lata_03.jpg
Jedynym śladem po ścieżce były od czasu do czasu wyłaniające się ze śniegu barierki.
http://www.bmiller.pl/forum/2015/3lata_04.jpg
I pewnie przyszłoby nam się w tej bieli zagubić, gdyby nie poglądowa mapa na Małej Rawce! :wink:
http://www.bmiller.pl/forum/2015/3lata_05.jpg
Zebraliśmy się więc w sobie i skoczyliśmy na Wielką Rawkę. Zdjęć z Wielkiej nie będzie żadnych, bo deszcz padający przy ujemnej temperaturze skutecznie zniechęcał do wyciągania aparatu. Padało, wiało, było zimno i... biało. Wszędzie :smile: Szczęśliwie udało nam się przez Wielką Rawkę przejść w miarę po szlaku, w czym utwierdzili nas spotkani już nad ukraińską granicą pogranicznicy. Swoją drogą ciekawe spotkanie, kiedy we mgle wpada na siebie pięć osób, z czego pięć jest w goglach i maskach :mrgreen:
Pogranicznicy byli na tyle mili, że zostawili po sobie ślicznie przygotowaną ścieżkę, dokładnie na naszym kursie.
http://www.bmiller.pl/forum/2015/3lata_06.jpg
A że w lesie przestało wiać i deszcz też nie padał szło nam się spokojnie i wygodnie.
http://www.bmiller.pl/forum/2015/3lata_07.jpg
Rakiety ubrane jeszcze przed Wielką Rawką zostały już na nogach, każde zejście z wytyczonej przez pograniczników ścieżki przekonywało, że bez rakiet wędrować się nie da.
ale i one zniknęły zanim las skarłowaciał.
http://www.bmiller.pl/forum/2015/3lata_03.jpg :-) bajecznie:-)
(...)
Pogranicznicy byli na tyle mili, że zostawili po sobie ślicznie przygotowaną ścieżkę, dokładnie na naszym kursie.
http://www.bmiller.pl/forum/2015/3lata_06.jpg
(...). Może i byli mili, ale ile to Was kosztowało ?
Może i byli mili, ale ile to Was kosztowało ? Co nas miało kosztować?
:-) bajecznie:-) Istotnie, brzydko nie było :mrgreen:
Po pewnym czasie aura delikatnie się zmieniła, zrobiło się... wyraźniej.
http://www.bmiller.pl/forum/2015/3lata_08.jpg
http://www.bmiller.pl/forum/2015/3lata_09.jpg
Przez chwilę pojawiły się nawet wycinkowe widoki.
http://www.bmiller.pl/forum/2015/3lata_10.jpg
A jak ślad pograniczników zniknął to zobaczyliśmy zupełnie dziewiczą, bieszczadzką puszczę.
http://www.bmiller.pl/forum/2015/3lata_11.jpg
http://www.bmiller.pl/forum/2015/3lata_12.jpg
I tak po kilku godzinach bieli dotarliśmy na miejsce planowanego noclegu.
http://www.bmiller.pl/forum/2015/3lata_13.jpg
Co wcale nie oznacza, że zaraz posnęliśmy. Choć, przyznaję, ja miałem na to niemałą ochotę :smile:
Co nas miało kosztować?
Nie ma nic za darmo
Można zapłacić mandat, albo łapówkę.
p.s. zatrzymuje mnie inna mundurówka typu drogówka i proponuje mandat w określonej kwocie (w promocji informacja o innych kontrolach)
A za odpowiednią kasiorę przetrą Wam skuterem traskę , nawet na obszarze rezerwatu
.
p.s. ile znaczy przetarcie traski skuterkiem może powiedzieć tylko pewien Diabeł , któremu na Jasłach nie wszystko przetarli.
Nie ma nic za darmo
Można zapłacić mandat, albo łapówkę.
p.s. zatrzymuje mnie inna mundurówka typu drogówka i proponuje mandat w określonej kwocie (w promocji informacja o innych kontrolach)
A za odpowiednią kasiorę przetrą Wam skuterem traskę , nawet na obszarze rezerwatu
.
p.s. ile znaczy przetarcie traski skuterkiem może powiedzieć tylko pewien Diabeł , któremu na Jasłach nie wszystko przetarli. Przepraszam za offtop aliści tam szedłem po śladach narciarza a nie skutera.Pogody mogę tylko pozazdrościć :-)
Co wcale nie oznacza, że zaraz posnęliśmy. Wiata troszkę się zmieniła od naszej poprzedniej wizyty, niegdysiejszy stół służy obecnie za drzwi.
http://www.bmiller.pl/forum/2015/3lata_14.jpg
Dzięki temu w środku śniegu było mniej niż na zewnątrz :smile: Przysposobiliśmy sobie wiatę dla siebie, przygotowaliśmy zamknięcie...
http://www.bmiller.pl/forum/2015/3lata_16.jpg
... a dzięki wytrwałości ogniomistrza mogliśmy na kolację wrąbać kiełbaski z ogniska.
http://www.bmiller.pl/forum/2015/3lata_15.jpg
Pyszne były, takie kiełbaski najbardziej smakują chyba właśnie zimą :mrgreen:
Wraz ze zmrokiem pojawił się gęsty śnieg, który w nocy przeszedł niestety w deszcz. Niezbyt dobrze to wróżyło dalszej części wyprawy, bo padało jeszcze nad ranem. O tym, że trzeba było nocą utykać nieszczelną wiatę (kapało na śpiwory) nawet nie wspomnę :wink:
Nie ma nic za darmo
Można zapłacić mandat, albo łapówkę.
p.s. zatrzymuje mnie inna mundurówka typu drogówka i proponuje mandat w określonej kwocie (w promocji informacja o innych kontrolach)
A za odpowiednią kasiorę przetrą Wam skuterem traskę , nawet na obszarze rezerwatu Heniu, my sobie szliśmy całkiem legalnie i grzecznie szlakiem dla turystów przewidzianym, nie wadząc nikomu i w szkodę nie wchodząc.
Na mandaty zatem nie zasłużyliśmy, a jedyną ceną za wędrowanie bajkową, śnieżną krainą były zmarznięte czasem palce i paluchy.
Ślad skutera trafił się przypadkiem, a skoro już był to z niego skorzystaliśmy, a jak zakręcił w miejscu, gdzie łazić nie wolno, to z radością ruszyliśmy nieskalanym, dziewiczym śniegiem - tam, gdzie szwendać się wolno:razz:.
http://images69.fotosik.pl/587/9ee531d7623c627bgen.jpg
To właśnie miejsce zostawiliśmy z boku, trzymając się znaczków nadrzewnych, co to ich widać nie było;-)
http://images69.fotosik.pl/587/51be4a3c49b5d4d1gen.jpg
A czasem z zaspy coś wystawało...
No, właśnie, co?
http://images70.fotosik.pl/587/6efc102ab58976eagen.jpg
I na chwilę, na moment, o zachodzie, niebo się zaróżowiło.
http://images66.fotosik.pl/587/1979998d44325454gen.jpg
... a dzięki wytrwałości ogniomistrza mogliśmy na kolację wrąbać kiełbaski z ogniska.
Godna podziwu była wytrwałość ogniomistrza, co najmniej trzy próby były podjęte, żeby ogień w końcu zabuzował na dobre.
Ale też dawno, tak kiełbaski nie smakowały...:razz:
(...)
I pewnie przyszłoby nam się w tej bieli zagubić, gdyby nie poglądowa mapa na Małej Rawce! :wink:
http://www.bmiller.pl/forum/2015/3lata_05.jpg Nie tylko mapa nam pomogła ale też i zestaw wypoczynkowy:
Załącznik 37018
Zebraliśmy się więc w sobie i skoczyliśmy na Wielką Rawkę. Zdjęć z Wielkiej nie będzie żadnych, bo deszcz padający przy ujemnej temperaturze skutecznie zniechęcał do wyciągania aparatu. Padało, wiało, było zimno i... biało. Wszędzie :smile: Szczęśliwie udało nam się przez Wielką Rawkę przejść w miarę po szlaku, w czym utwierdzili nas spotkani już nad ukraińską granicą pogranicznicy. Swoją drogą ciekawe spotkanie, kiedy we mgle wpada na siebie pięć osób, z czego pięć jest w goglach i maskach :mrgreen:
(...) Tak, tak, my mieliśmy przewagę liczebną, oni sprzętową, ale jak zsiedli ze skutera to już ciężko było rozpoznać kto jest kim (chyba, że po plecakach) :wink:
Jak zeszliśmy troszkę niżej w objęcia lasu, delikatnie się przetarło i można było znów robić zdjęcia:
Załącznik 37019
A Kamienna Łuka czekała na nas i nagrodziła widokami, co prawda wycinkowymi ale i tak było cudownie. Z chmur wyłonił się kawałek Wetlińskiej:
Załącznik 37021
i nawet próbowałem zajrzeć przez okno co też mają dziś na obiad:
Załącznik 37023
Natomiast po drugiej stronie pojawiła się Krasija na Ukrainie:
Załącznik 37022
Zrobiło się jakby przejrzyściej i z kopyta pocwałowaliśmy dalej, przez falujący ocean bieli ku obiadokolacji:
Załącznik 37020
(...)
To właśnie miejsce zostawiliśmy z boku, trzymając się znaczków nadrzewnych, co to ich widać nie było;-)
http://images69.fotosik.pl/587/51be4a3c49b5d4d1gen.jpg
(...) Ale się erzpędzili się po śladzie skutera , ale ten skuter nie umiał czytać że jest "ZAKAZ WSTĘPU" i pojechał tam gdzie nie powiniem
Dalej był ból i zgrzytanie zębów ? :x
Po pewnym czasie meandrowania wśród śniegowych wydm
Załącznik 37024
minęliśmy obelisk na mogile P. Gładysza:
Załącznik 37025
i stało się to co było do przewidzenia! Mianowicie skuter pojechał tam gdzie nie wolno chodzić:
Załącznik 37026
Teraz już byliśmy zdani tylko na siebie i nasz napęd rakietowy, który pozwalał serfować graniczną falą
Załącznik 37027
ku przystani:
Załącznik 37028
Ale się erzpędzili się po śladzie skutera , ale ten skuter nie umiał czytać że jest "ZAKAZ WSTĘPU" i pojechał tam gdzie nie powiniem
(...) Heniu, skuter potrafił, toż to przecie zakaz wstępu a nie wjazdu :-D
Dalej był ból i zgrzytanie zębów ? Oj tak, bolało bezustannie i zgrzytało niemiłosiernie, szczególnie w moich rakietach bom ich chyba przed wyjazdem odpowiednio nie nasmarował! Na wszelki wypadek wyznam też od razu, że:
Więcej grzechów nie pamiętam, ale jak mi Heniu przypomnisz to i do nich się przyznam. Od razu lżej mi na duszy, mogę więc przystąpić do ciągu dalszego relacji :smile:
Dnia drugiego, jak to już zdążyłem gdzieś wcześniej napisać, padało. A dokładniej to deszcz padał. Czekaliśmy więc w wiatce aż zmądrzeje i albo padać przestanie albo w śnieg się zamieni. Doczekaliśmy do stanu pośredniego, bo co prawda padać nie przestał ale zamienił się w takie maleńkie białe koraliki, ni to śnieg ni drobniutki grad. To nam wystarczyło, ruszyliśmy więc raźno w drogę.
Mgliście było, ale szło się dość wygodnie, bo po nocnym deszczu na śniegu utworzyła się twardsza skorupka. Czasem nawet się pod nami nie załamywała.
http://www.bmiller.pl/forum/2015/3lata_17.jpg
Mniej więcej po godzinie marszu zdobyliśmy wysokość, na której nocą chyba padało znacznie mniej, bo więcej było świeżego śniegu, nie było skorupki, a widoczność w lesie znacznie się poprawiła.
http://www.bmiller.pl/forum/2015/3lata_18.jpg
Zdobywając wysokość traciliśmy prędkość, bo im wyżej tym było bielej... i głębiej.
http://www.bmiller.pl/forum/2015/3lata_19.jpg
Wędrówka była coraz trudniejsza, zmiany przecierającego drogę coraz częstsze a odpoczynki coraz dłuższe. Na Czoło dotarliśmy porządnie wymęczeni...
http://www.bmiller.pl/forum/2015/3lata_20.jpg
Bartek pognał już dalej i nic nie wspomniał o porannej wyrypie do pobliskiej pieczary! Wśród wędrowców przemierzających grzbiet graniczny krąży legenda o ... no właśnie do końca nie pamiętaliśmy o czym, czy o złotej kaczce, czy o bazyliszku, czy całkiem o innym stworzeniu strzegącym źródła na południowych zboczach Przełęczy pod Czetreżem. W każdym razie kompani wypchnęli mnie po wodę, że gdyby co, czyli jakby bazyliszek tam był to się z nim jakoś dogadam bo mamy taki sam początek. Że niby mam ryj taki nie wyjściowy, czy co? Trudno! Jako, że nie mieliśmy zwierciadła, w zastępstwie wziąłem metalowy kubek marki tesco oraz butelki plastikowe i ruszyłem przez śniegi i wiatrołomy ku pieczarze:
Załącznik 37032
Na miejscu wsadziłem łeb do środka i stwierdziłem, że to jakaś bujda na resorach z tą legendą. Pieczara była pusta a woda wyśmienita:
Załącznik 37033
Ciasteczka zbożowe popijane kawą bądź herbatą na bazie tej wody smakowały wyśmienicie i po napełnieniu brzuchów mogliśmy śmiało dalej toczyć się grzbietem pofalowanym jak jakaś mega tarka:
Załącznik 37034
Bardzo fajnie...a pod Czerteżem najlepiej... ktoś musiał być w potrzebie ,że z blatu stołu zrobił drzwi. Myślę ,że w lecie stół wróci na swoje miejsce i można będzie się na nim przespać , to nawet w dwie osoby. :) Super wyrypa.
wsadziłem łeb do środka i stwierdziłem, że to jakaś bujda na resorach z tą legendą Teraz to niby taki bohater, ale jak wrócił to go telepało chyba z kwadrans. Jak nie dwa :smile: Poszedłem i ja sprawdzić, poszła i Maciejka - nic specjalnego tam nie było, znaczy się woda była i to rzeczywiście przednia. No i płynna w przeciwieństwie do jej białej wersji, która nas zewsząd otaczała.
zapodajcie zdjęcie z lidla :)
Teraz to niby taki bohater, ale jak wrócił to go telepało chyba z kwadrans. Jak nie dwa :smile: Poszedłem i ja sprawdzić, poszła i Maciejka - nic specjalnego tam nie było, znaczy się woda była i to rzeczywiście przednia. No i płynna w przeciwieństwie do jej białej wersji, która nas zewsząd otaczała. Pewnie ktoś tam z drugiej strony lustra wody nieźle sir Bazyla "prześwidrował":-D,fajna relacja,czekam na cd.
Na Czoło dotarliśmy porządnie wymęczeni... ... a nie był to koniec wędrówki. Niżej otworzyły nam się widoki na to co przed nami...
http://www.bmiller.pl/forum/2015/3lata_21.jpg
... i na to co po bokach.
http://www.bmiller.pl/forum/2015/3lata_22.jpg
Rozglądaliśmy się więc z radością :smile:
http://www.bmiller.pl/forum/2015/3lata_23.jpg
Przed Rabią zrobiliśmy dłuższy postój w parkowym "deszczochronie" (przed mżawką to on może chroni, ale przed deszczem czy wiatrem - nic), wsunęliśmy drugie śniadanie, popiliśmy gorącą herbatą i ruszyliśmy.
Już pierwsze kroki za wiatą uświadomiły nam, że - tak jak trzy lata temu w tym samym miejscu - wkraczamy w inny wymiar.
http://www.bmiller.pl/forum/2015/3lata_24.jpg
wkraczamy w inny wymiar Już kiedyś szliśmy tą trasą podczas wyjątkowo śnieżnej jak na ostatnie lata zimy, tytułowe trzy lata temu. Przed Rabią jest odcinek karłowatego lasu, gdzie nawet latem ma się wrażenie wędrowania na wysokości koron drzew. Gruba pokrywa śniegu potęguje ten efekt a pozlepiane bielą gałęzie tworzą fantastyczne formy. Jeżeli dorzucić do tego intrygujące ukształtowanie śniegu pod nogami, zawiewanego w różnego rodzaju wydmy i jęzory o miąższości nierzadko przekraczającej metr, dostajemy zupełnie nierealny krajobraz, a przy tym wszystko jest w najprzeróżniejszych odcieniach bieli. W tym roku nawet niebo było białe.
Nie będę więcej pisał, pokażę kilka zdjęć. Posmakujcie naszego "magicznego lasu".
http://www.bmiller.pl/forum/2015/3lata_26.jpg
http://www.bmiller.pl/forum/2015/3lata_27.jpg
http://www.bmiller.pl/forum/2015/3lata_28.jpg
http://www.bmiller.pl/forum/2015/3lata_29.jpg
Wszystkie zdjęcia pokazują dokładnie przecinkę graniczną, ani w lewo ani w prawo.
Ehh, tęsknię za zimą w górach...
Może w przyszłym roku.
...
Już pierwsze kroki za wiatą uświadomiły nam, że - tak jak trzy lata temu w tym samym miejscu - wkraczamy w inny wymiar. A zapowiedź przejścia do tego innego wymiaru znaleźliśmy już na zejściu z Czoła, gdzie należało śmiało ruszyć przed siebie, mimo iż z odległości kilku metrów mogło wydawać się to błędem, gdyż przecinka graniczna zanikła a przed nami wyrosła ściana lasu:
Załącznik 37036
Na szczęście wśród ośnieżonej gęstwy leśnej wiła się nikła ścieżyna:
Załącznik 37037
którą wkrótce dotarliśmy do malowniczych polan rozpościerających się wokół Przełęczy Bungowskie:
Załącznik 37038
Tam uzupełniliśmy kalorie i płyny, i skoczyliśmy w opisany przez Bartka inny wymiar:
Załącznik 37039 Załącznik 37040 Załącznik 37041 Załącznik 37042 Załącznik 37043
Po przedarciu się przez sztormowe fale grzbietowego zagajnika Riabej Skały wypadliśmy na rozległą polanę opadającą ku nam z Czaszczowatej. Tam zdjęć ja żadnych nie robiłem, gdyż wciąż napływały chmury i raz było widać nawet las po szerszej, południowej stronie polany, a za chwilkę nie było widać nawet linii lasu po stronie północnej, tuż, tuż, obok nas. Ponadto zaczął grozić nam swym ciemnoszarym paluchem zmrok, więc i czasu nie zbywało. Po chwilach kilku, kilkunastu czy kilkudziesięciu minęliśmy pędem :-D węzeł szlaków ignorując strzałki kierujące przez Paportną ku cywilizacji i dla złapania oddechu zatrzymaliśmy się na początku podszczytowej polany następnej kulminacji Czaszczowatej:
Załącznik 37044
Po chwili zebraliśmy się w sobie i przeskoczyliśmy tą polanę i bęc w ścianę lasu! Gdzież są tajemne drzwi do przejścia na Wielki Beskid Dziurkowcem zwany, no gdzież? Postanowiliśmy kierować się intuicją i okazało się, że mamy trzy różne intuicje :mrgreen:. Sprowadzenie ich do wspólnego mianownika potrwało pewnie ze dwadzieścia minut dreptania w tę i nazad, gdyż o ile mniej więcej kierunek wiedzieliśmy jaki obrać, to po pokonaniu pierwszej linii lasu okazywało się, że masakracja splątanych gałęzi zabetonowanych śniegiem i usztywnionych lodem nie pozwala na swobodny chaszczing i trzeba było wycofać się na z góry upatrzone pozycje :twisted:.
W szczegółach wyglądało to tak (granica biegnie południową krawędzią polany):
http://www.bmiller.pl/forum/2015/3lata_30.jpg
Przez polanę przeszliśmy prawidłowo, ale na jej końcu wywróciło nas w złym kierunku i poszliśmy za ten zagajniczek na końcu polany. Kompas pokazywał, że trzeba iść za plecy i tak właśnie próbowaliśmy. Problem w tym, że trzeba było znaleźć "wejście" do lasu - a to może nie być takie łatwe przy zaśnieżonej i zamarzniętej na twardo skorupie na drzewach. Atak na Słowację był pierwszą próbą przebicia się w odpowiednim kierunku, ale tamtędy się nie dało. Druga próba została podjęta bardziej na północ (to nie są wielkie odległości, obszar na powyższym zdjęciu to mniej więcej 100x150m, może 150x200m, nie sugerujcie się sporym powiększeniem) ale i tam się nie udało. Dopiero trzecia próba, prawie dokładnie na kierunku pierwotnego marszu zakończyła się powodzeniem.
Cała sytuacja nie warta byłaby wzmianki, ale przy zapadającym zmroku każdy z nas miał już w głowie gorącą herbatę, kolację i ciepły śpiwór. A tu przez 25min kręcimy się w miejscu i próbujemy wejść do lasu... No i po tych manewrach zostawiłem kompas na zewnątrz, przytroczony do plecaka - a rano już go nie było, został tylko rozerwany sznurek :sad:
Po przedarciu się przez sztormowe fale grzbietowego zagajnika Riabej Skały wypadliśmy na rozległą polanę opadającą ku nam z Czaszczowatej.....
[... i tutaj jest piekna mapka, której nie będę cytował ...] I to mi się podoba!
Ludzie sobie idą i opowiadają innym którędy idą, a nie robią tajnych zmyłek i dwuznaczności. I inny człowiek sobie czyta i wie gdzie oni teraz są, bo napisali;-)
Przy okazji wspomnę, że ja też miałem wziąć udział w tej wędrówce, ale mnie nie zabrali:-( Toteż z zaciekawieniem oczekuje na wiadomość, gdzie spali tej nocy i czy w końcu znaleźli ten głęboki śnieg.
miałem wziąć udział w tej wędrówce, ale mnie nie zabrali:-( Dwa tygodnie Cię prosiłem, żebyś z nami jechał!
Toteż z zaciekawieniem oczekuje na wiadomość, gdzie spali tej nocy i czy w końcu znaleźli ten głęboki śnieg. Po opisanej powyżej zabawie z wchodzeniem do lasu dalej poszło gładko, nie minęła godzina i już byliśmy pod Dziurkowcem. Już, czyli może z 30-45min po zmroku :wink: Na szczycie wleźliśmy wprost na szlakowskaz, bez kłopotów orientacyjnych zeszliśmy grzbietem w dół może ze 100m poniżej odbicia słowackiego szlaku na Runinę. Tam zsunęliśmy się z grzbietu na polską stronę i rozbiliśmy obóz. Namiot, gotowanie, przygotowanie do nocy - zajęło nam to dłuższą chwilę, a że temperatura pod wieczór o kilka stopni spadła to wymarzliśmy przy tym niemożebnie. Ale w namiocie, jak już najedzeni ułożyliśmy się w śpiworach, było całkiem ciepło mimo mrozu na zewnątrz (o 19oo było na zewnątrz ok. -7 stopni, potem już nie sprawdzałem).
Tu przyznam się bez popędzania, że ja proponowałem zejście z Rabiej na Paportną i nocleg na dole polany, gdzieś koło ambony. Jakoś nie mieściło mi się w głowie, że niedziela może być widokowa. Bazylowi i Maciejce się mieściło, więc nie ględząc ponad miarę zgodziłem się z nimi i poszliśmy granicą. Ale na wszelki wypadek układałem sobie w głowie do snu drogę w dół, wprost z Dziurkowca.
Rankiem wyklułem się pierwszy i jak zobaczyłem, co się dzieje to od razu zacząłem wesoło brykać po obejściu i kusić śpiochów do opuszczenia śpiworów i wychynięcia na zewnątrz! Co prawda jeszcze tu:
Załącznik 37047
i ówdzie:
Załącznik 37048
chmurzyska wędrowały po nieboskłonie i szczyt Wielkiego Beskidu był nimi mocno opatulony
Załącznik 37049
ale to były już ostatnie ich podrygi a połacie cudownie błękitnego nieba zapowiadały piękny dzień!
(...)
ale to były już ostatnie ich podrygi a połacie cudownie błękitnego nieba zapowiadały piękny dzień! i dla takiej chwili warto było brnąć godzinami ....
Kto nie przeżył temu szkoda tłumaczyć.
Ranek, jak to ranek - gotowanie wody (tym razem ze śniegu), porządkowanie dobytku, pakowanie plecaków. Niby nic nadzwyczajnego, ale wreszcie można było schować gogle a wyciągnąć ciemne okulary :mrgreen:
i dla takiej chwili warto było brnąć godzinami .... Oj tak, warto było!
http://www.bmiller.pl/forum/2015/3lata_32.jpg
Ale nie te dalekie widoki były najpiękniejsze. Najciekawiej było zaraz na wyciągnięcie ręki.
http://www.bmiller.pl/forum/2015/3lata_35.jpg
Pojawiły się pierwsze promienie słońca, które najpierw oświetliły zwornik Wielkiej i Małej Grani Wopistów:
Załącznik 37050
i koniec naszej polanki:
Załącznik 37051
Po chwili pojawił się też Bartek i szepnął mi: zajrzyj do namiotu - tylko się nie wystrasz!
Wieczorem rozważaliśmy na głos, w co też się zamieni maciejkowa poczwarka :wink:, gdyż wlazła cała w śpiwór razem z głową i przypominała jakiś owadzi kokon. Oczywiście w swojej złośliwości nawet nie dopuszczaliśmy myśli, że może to być motyl lub jakieś inne boskie tworzenie. Nasze rozważania szły bardziej w kierunku jakiejś krzyżówki obcego z godzillą lub E.T. z Buką itp. :mrgreen:
Odchyliłem delikatnie płótno namiotu i zajrzałem z ciekawością i lękiem do środka. Nie było tak fajnie jak w naszych przewidywaniach, ot zwykła małpa :wink::
Załącznik 37052
A jak się później dziwiła, że butów nie może ubrać!
Pięknie, Tatry eleganckie, warun doskonały ;)
Ranek, jak to ranek - gotowanie wody (tym razem ze śniegu), porządkowanie dobytku, pakowanie .... O masz jak wystrzelił i leci przed siebie! Gotowanie, porządkowanie, pakowanie etc., a kto się lenił przed namiotem?:
Załącznik 37053
Zaraz, zaraz, chwileczkę! Najpierw wziąłem siatkę z butelkami i poszedłem na spacer w poszukiwaniu wody w płynie. Wspiąłem się na przewieszoną grań Wielkiego Beskidu
Załącznik 37054
I ruszyłem w stronę słońca
Załącznik 37055
Tradycyjnie zajrzałem co się dzieje w Runinie
Załącznik 37056
Śpią jeszcze, w końcu to niedzielny poranek.
Minąłem szlakowskazy
Załącznik 37057
i udałem się na stronę słowacką do źródełka, które wzięło i zamarzło:
Załącznik 37058
Kicha, trudno, będzie na śniadanie śnieg! Wracając zauważyłem jakiś duży kamień na południe od granicy (chyba to Sninsky kamen):
Załącznik 37059
oraz pozbawiony już chmur Smerek:
Załącznik 37060
Do obozowiska wróciłem z pustymi rękami, ale w ruch poszła kuchenka i za chwilkę mogliśmy parzyć podniebienia gorącą herbatą ze śniegu i saszetek.
Zaspa wyborna!!
Pięknie, Tatry eleganckie, warun doskonały ;) Nie można zaprzeczyć, z polan Małego Beskidu, na który wkrótce dotarliśmy, nie tylko elegancko prezentowały się Tatry:
Załącznik 37061
ale też Ostra Hora:
Załącznik 37062
Borżawa:
Załącznik 37063
Lutańska Holica i Połonina Równa:
Załącznik 37064
Bazyl niech tam sobie pod horyzont sięga, ja się będę rozglądał po najbliższej okolicy.
http://www.bmiller.pl/forum/2015/3lata_31.jpg
http://www.bmiller.pl/forum/2015/3lata_34.jpg
http://www.bmiller.pl/forum/2015/3lata_36.jpg
Im bliżej tym ładniej. Śnieg się skrzył a słońce grzało tak jakbyśmy do ciepłych krajów wyjechali :smile:
...
Im bliżej tym ładniej. (...) Faktycznie, bliżej też było pięknie!
Jak tylko Maciejce udało się wzuć obuwie, to pognała pierwsza
Załącznik 37073
przecierać szlak w kierunku pobliskiej Płaszy
Załącznik 37074
i tym samym niszcząc nieskalaną powłokę bitej śmietany na Dziurkowcu:
Załącznik 37075
Galopując w pogoni za nią, pozostawiliśmy za plecami rozlazłą kopułę Wielkiej Rawki
Załącznik 37076
Tarnicowe siodło
Załącznik 37077
czy też sterczące figlarnie zza Paportnej Cyce Carycy:
Załącznik 37078
Nic więc dziwnego, że od tych widoków zrobiło nam się gorąco,
...tak jakbyśmy do ciepłych krajów wyjechali :smile: kurtki wylądowały więc w plecakach a okulary słoneczne
Załącznik 37079
na nosach.
miałem wziąć udział w tej wędrówce, ale mnie nie zabrali:sad:!
Dwa tygodnie Cię prosiłem, żebyś z nami jechał! Oj, wszyscy wiedzą, Wy jesteście dobrzy ludzie i że ja sobie żartowałem. A tak naprawdę, to zmogła mnie jakaś choroba i w domu usadziła. A było przepięknie!
Żeby nadrobić śniegowe zaległości, ruszam gdzieś jutro w jakieś nieprzetarte śniegi. A jak się uda wrócić, też opowiem, jak było.
Pięknie aż dusza się rwie,
do tej bieli nietkniętej
Łza się w oku kręci.
Nie ma rady, pójdę tropem Wojtka...
Wędrowaliśmy w tę niedzielę niespiesznie, zatrzymując się co chwilę i podziwiając widoki. A to na Płaszę...
http://www.bmiller.pl/forum/2015/3lata_39.jpg
... a to na Smerek.
http://www.bmiller.pl/forum/2015/3lata_40.jpg
Pod Płaszą spotkaliśmy dwóch uśmiechniętych Słowaków, pierwszych turystów od podejścia pod Małą Rawkę, też po dwóch noclegach w górach. Oni schodzili do cywilizacji przez Dziurkowiec, my przez Płaszę. A potem była Płasza i zapierające dech w piersiach widoki...
http://www.bmiller.pl/forum/2015/3lata_41.jpg
Długo się tam gramoliliśmy, aż szkoda było schodzić. Ale w końcu nastała ta chwila, ruszyliśmy w dolinę potoku Smerek.
http://www.bmiller.pl/forum/2015/3lata_42.jpg
I to w zasadzie koniec tej opowieści. Trzy dni, dwa noclegi, każdego dnia inne oblicze zimy - od ostrej zawieruchy i gęstej mgły, przez śnieg i deszcz, aż do pięknego słońca :mrgreen:
Porównując z zimą na północy te białe krajobrazy wydają się być tak odległą rzeczywistością jak zdjęcia powierzchni Marsa :wink:
Pięknie. :)
Porównując z zimą na północy te białe krajobrazy wydają się być tak odległą rzeczywistością jak zdjęcia powierzchni Marsa :wink: Jak patrzę przez okno to mam podobne odczucia. Trzeba jechać w góry :wink:
Co ja biedny żuczek mogę powiedzieć, no pięknie jest! Gdyby mi przyszło teraz pozazdrościć i spróbować swoich sił zimą, to tragedia murowana. Nie posiadam odpowiedniego sprzętu, chodzę samotnie a wiekowo jestem po pięćdziesiątce, aparat mam bardzo niedoskonały. Jak znam życie to na górze trafiłbym na fatalną pogodę, zabłądził i nie miał zasięgu żeby wezwać pomoc(czy zasiąg do GOPR jest zawsze?). Posiedzę więc i pooglądam a zimową wycieczkę odłożę na lepsze czasy.
Nawiasem mówiąc te zimowe widoki to czysta poezja i muzyka bez fałszywych nut, no... przeżycie artystyczne.
Załącznik 37075 Nieziemsko pięknie. Trochę się zawiodłam temperaturą, liczyłam na co najmniej -20 stopni i że Wam te 4 litery, przy spaniu w namiocie delikatnie wymrozi
a mnie się bardzo podoba zdjęcie z posta #43 gdzie Maciejka sobie idzie a przed nią niezruszony śnieg
zanotowane.pl doc.pisz.pl pdf.pisz.pl brytfanna.keep.pl
Do Baligrodu oglądamy późną jesień albo wczesną wiosnę, ale potem zaczyna się robić zimowo :smile: Na liczniku 30km/h, powolutku pokonujemy kolejne kilometry i mocno po zmroku zajeżdżamy pod "Niedźwiadka" w Smereku. To miejsce jest z zimowymi wyprawami nierozerwalnie związane, więc (tak po cichu zaklinając rzeczywistość) postanowiliśmy zacząć tę wyprawę właśnie tam. Zjedliśmy łącznie dwa i pół kotleta schabowego, półtorej porcji ziemniaków i przeróżne dodatki :mrgreen: Zastanawialiśmy się przy tym filozoficznie czego będzie nam przez najbliższe dni najbardziej brakować :wink: Po czym zapakowaliśmy się w sprowadzonego telefonicznie busika i przez śniegi i wichry (tak jest, przez śniegi i wichry) udaliśmy się na Przełęcz Wyżniańską. Jak pakowaliśmy dobytek na plecy było już sporo po Dzienniku.
Do schroniska Pod Małą Rawką szliśmy mnie więcej tradycyjnie, mniej więcej bo ścisłe trzymanie się niewidocznej drogi nie miało sensu. Przyjazne światełka na schronisku i na bramie przed nim wskazywały cel a my pokonując śniegi brnęliśmy do celu. I dobrnęliśmy! Pokój nr 2, trzy miejsca dla nas, kolacja i spać. Jutro czekają na nas wielkie rzeczy! :mrgreen:
Przed zaśnięciem powróciły wspomnienia: czasem Graniczny pokazywał co miał najpiękniejszego, czasem groził palcem i kazał wracać albo odstraszał marznącym deszczem, czasem leniwie pozorował zimę. A jutro co nam pokaże?
Do weekendu jeszcze kilka dni, Twoja opowieść musi wystarczyć do przeżycia ;)
Do weekendu jeszcze kilka dni, Twoja opowieść musi wystarczyć do przeżycia ;) No właśnie, intrygujący początek opowieści, ciekawe co było dalej? :grin:
ciekawe co było dalej? :grin: Jak znajdę czas na pisanie to się dowiesz :mrgreen:
A jutro co nam pokaże? "Jutro" pokazało nam przede wszystkim biel we wszystkich odmianach.
Na dole szlak na Rawkę był przetarty przez narciarzy i udeptany przez piechurów.
http://www.bmiller.pl/forum/2015/3lata_01.jpg
Wyżej były już tylko ślady nart,
http://www.bmiller.pl/forum/2015/3lata_02.jpg
ale i one zniknęły zanim las skarłowaciał.
http://www.bmiller.pl/forum/2015/3lata_03.jpg
Jedynym śladem po ścieżce były od czasu do czasu wyłaniające się ze śniegu barierki.
http://www.bmiller.pl/forum/2015/3lata_04.jpg
I pewnie przyszłoby nam się w tej bieli zagubić, gdyby nie poglądowa mapa na Małej Rawce! :wink:
http://www.bmiller.pl/forum/2015/3lata_05.jpg
Zebraliśmy się więc w sobie i skoczyliśmy na Wielką Rawkę. Zdjęć z Wielkiej nie będzie żadnych, bo deszcz padający przy ujemnej temperaturze skutecznie zniechęcał do wyciągania aparatu. Padało, wiało, było zimno i... biało. Wszędzie :smile: Szczęśliwie udało nam się przez Wielką Rawkę przejść w miarę po szlaku, w czym utwierdzili nas spotkani już nad ukraińską granicą pogranicznicy. Swoją drogą ciekawe spotkanie, kiedy we mgle wpada na siebie pięć osób, z czego pięć jest w goglach i maskach :mrgreen:
Pogranicznicy byli na tyle mili, że zostawili po sobie ślicznie przygotowaną ścieżkę, dokładnie na naszym kursie.
http://www.bmiller.pl/forum/2015/3lata_06.jpg
A że w lesie przestało wiać i deszcz też nie padał szło nam się spokojnie i wygodnie.
http://www.bmiller.pl/forum/2015/3lata_07.jpg
Rakiety ubrane jeszcze przed Wielką Rawką zostały już na nogach, każde zejście z wytyczonej przez pograniczników ścieżki przekonywało, że bez rakiet wędrować się nie da.
ale i one zniknęły zanim las skarłowaciał.
http://www.bmiller.pl/forum/2015/3lata_03.jpg :-) bajecznie:-)
(...)
Pogranicznicy byli na tyle mili, że zostawili po sobie ślicznie przygotowaną ścieżkę, dokładnie na naszym kursie.
http://www.bmiller.pl/forum/2015/3lata_06.jpg
(...). Może i byli mili, ale ile to Was kosztowało ?
Może i byli mili, ale ile to Was kosztowało ? Co nas miało kosztować?
:-) bajecznie:-) Istotnie, brzydko nie było :mrgreen:
Po pewnym czasie aura delikatnie się zmieniła, zrobiło się... wyraźniej.
http://www.bmiller.pl/forum/2015/3lata_08.jpg
http://www.bmiller.pl/forum/2015/3lata_09.jpg
Przez chwilę pojawiły się nawet wycinkowe widoki.
http://www.bmiller.pl/forum/2015/3lata_10.jpg
A jak ślad pograniczników zniknął to zobaczyliśmy zupełnie dziewiczą, bieszczadzką puszczę.
http://www.bmiller.pl/forum/2015/3lata_11.jpg
http://www.bmiller.pl/forum/2015/3lata_12.jpg
I tak po kilku godzinach bieli dotarliśmy na miejsce planowanego noclegu.
http://www.bmiller.pl/forum/2015/3lata_13.jpg
Co wcale nie oznacza, że zaraz posnęliśmy. Choć, przyznaję, ja miałem na to niemałą ochotę :smile:
Co nas miało kosztować?
Nie ma nic za darmo
Można zapłacić mandat, albo łapówkę.
p.s. zatrzymuje mnie inna mundurówka typu drogówka i proponuje mandat w określonej kwocie (w promocji informacja o innych kontrolach)
A za odpowiednią kasiorę przetrą Wam skuterem traskę , nawet na obszarze rezerwatu
.
p.s. ile znaczy przetarcie traski skuterkiem może powiedzieć tylko pewien Diabeł , któremu na Jasłach nie wszystko przetarli.
Nie ma nic za darmo
Można zapłacić mandat, albo łapówkę.
p.s. zatrzymuje mnie inna mundurówka typu drogówka i proponuje mandat w określonej kwocie (w promocji informacja o innych kontrolach)
A za odpowiednią kasiorę przetrą Wam skuterem traskę , nawet na obszarze rezerwatu
.
p.s. ile znaczy przetarcie traski skuterkiem może powiedzieć tylko pewien Diabeł , któremu na Jasłach nie wszystko przetarli. Przepraszam za offtop aliści tam szedłem po śladach narciarza a nie skutera.Pogody mogę tylko pozazdrościć :-)
Co wcale nie oznacza, że zaraz posnęliśmy. Wiata troszkę się zmieniła od naszej poprzedniej wizyty, niegdysiejszy stół służy obecnie za drzwi.
http://www.bmiller.pl/forum/2015/3lata_14.jpg
Dzięki temu w środku śniegu było mniej niż na zewnątrz :smile: Przysposobiliśmy sobie wiatę dla siebie, przygotowaliśmy zamknięcie...
http://www.bmiller.pl/forum/2015/3lata_16.jpg
... a dzięki wytrwałości ogniomistrza mogliśmy na kolację wrąbać kiełbaski z ogniska.
http://www.bmiller.pl/forum/2015/3lata_15.jpg
Pyszne były, takie kiełbaski najbardziej smakują chyba właśnie zimą :mrgreen:
Wraz ze zmrokiem pojawił się gęsty śnieg, który w nocy przeszedł niestety w deszcz. Niezbyt dobrze to wróżyło dalszej części wyprawy, bo padało jeszcze nad ranem. O tym, że trzeba było nocą utykać nieszczelną wiatę (kapało na śpiwory) nawet nie wspomnę :wink:
Nie ma nic za darmo
Można zapłacić mandat, albo łapówkę.
p.s. zatrzymuje mnie inna mundurówka typu drogówka i proponuje mandat w określonej kwocie (w promocji informacja o innych kontrolach)
A za odpowiednią kasiorę przetrą Wam skuterem traskę , nawet na obszarze rezerwatu Heniu, my sobie szliśmy całkiem legalnie i grzecznie szlakiem dla turystów przewidzianym, nie wadząc nikomu i w szkodę nie wchodząc.
Na mandaty zatem nie zasłużyliśmy, a jedyną ceną za wędrowanie bajkową, śnieżną krainą były zmarznięte czasem palce i paluchy.
Ślad skutera trafił się przypadkiem, a skoro już był to z niego skorzystaliśmy, a jak zakręcił w miejscu, gdzie łazić nie wolno, to z radością ruszyliśmy nieskalanym, dziewiczym śniegiem - tam, gdzie szwendać się wolno:razz:.
http://images69.fotosik.pl/587/9ee531d7623c627bgen.jpg
To właśnie miejsce zostawiliśmy z boku, trzymając się znaczków nadrzewnych, co to ich widać nie było;-)
http://images69.fotosik.pl/587/51be4a3c49b5d4d1gen.jpg
A czasem z zaspy coś wystawało...
No, właśnie, co?
http://images70.fotosik.pl/587/6efc102ab58976eagen.jpg
I na chwilę, na moment, o zachodzie, niebo się zaróżowiło.
http://images66.fotosik.pl/587/1979998d44325454gen.jpg
... a dzięki wytrwałości ogniomistrza mogliśmy na kolację wrąbać kiełbaski z ogniska.
Godna podziwu była wytrwałość ogniomistrza, co najmniej trzy próby były podjęte, żeby ogień w końcu zabuzował na dobre.
Ale też dawno, tak kiełbaski nie smakowały...:razz:
(...)
I pewnie przyszłoby nam się w tej bieli zagubić, gdyby nie poglądowa mapa na Małej Rawce! :wink:
http://www.bmiller.pl/forum/2015/3lata_05.jpg Nie tylko mapa nam pomogła ale też i zestaw wypoczynkowy:
Załącznik 37018
Zebraliśmy się więc w sobie i skoczyliśmy na Wielką Rawkę. Zdjęć z Wielkiej nie będzie żadnych, bo deszcz padający przy ujemnej temperaturze skutecznie zniechęcał do wyciągania aparatu. Padało, wiało, było zimno i... biało. Wszędzie :smile: Szczęśliwie udało nam się przez Wielką Rawkę przejść w miarę po szlaku, w czym utwierdzili nas spotkani już nad ukraińską granicą pogranicznicy. Swoją drogą ciekawe spotkanie, kiedy we mgle wpada na siebie pięć osób, z czego pięć jest w goglach i maskach :mrgreen:
(...) Tak, tak, my mieliśmy przewagę liczebną, oni sprzętową, ale jak zsiedli ze skutera to już ciężko było rozpoznać kto jest kim (chyba, że po plecakach) :wink:
Jak zeszliśmy troszkę niżej w objęcia lasu, delikatnie się przetarło i można było znów robić zdjęcia:
Załącznik 37019
A Kamienna Łuka czekała na nas i nagrodziła widokami, co prawda wycinkowymi ale i tak było cudownie. Z chmur wyłonił się kawałek Wetlińskiej:
Załącznik 37021
i nawet próbowałem zajrzeć przez okno co też mają dziś na obiad:
Załącznik 37023
Natomiast po drugiej stronie pojawiła się Krasija na Ukrainie:
Załącznik 37022
Zrobiło się jakby przejrzyściej i z kopyta pocwałowaliśmy dalej, przez falujący ocean bieli ku obiadokolacji:
Załącznik 37020
(...)
To właśnie miejsce zostawiliśmy z boku, trzymając się znaczków nadrzewnych, co to ich widać nie było;-)
http://images69.fotosik.pl/587/51be4a3c49b5d4d1gen.jpg
(...) Ale się erzpędzili się po śladzie skutera , ale ten skuter nie umiał czytać że jest "ZAKAZ WSTĘPU" i pojechał tam gdzie nie powiniem
Dalej był ból i zgrzytanie zębów ? :x
Po pewnym czasie meandrowania wśród śniegowych wydm
Załącznik 37024
minęliśmy obelisk na mogile P. Gładysza:
Załącznik 37025
i stało się to co było do przewidzenia! Mianowicie skuter pojechał tam gdzie nie wolno chodzić:
Załącznik 37026
Teraz już byliśmy zdani tylko na siebie i nasz napęd rakietowy, który pozwalał serfować graniczną falą
Załącznik 37027
ku przystani:
Załącznik 37028
Ale się erzpędzili się po śladzie skutera , ale ten skuter nie umiał czytać że jest "ZAKAZ WSTĘPU" i pojechał tam gdzie nie powiniem
(...) Heniu, skuter potrafił, toż to przecie zakaz wstępu a nie wjazdu :-D
Dalej był ból i zgrzytanie zębów ? Oj tak, bolało bezustannie i zgrzytało niemiłosiernie, szczególnie w moich rakietach bom ich chyba przed wyjazdem odpowiednio nie nasmarował! Na wszelki wypadek wyznam też od razu, że:
- ldaliśmy w łapę wszystkim w okolicy, diabła Boruty i gajowego Maruchy nie wykluczając,llbezczelnie i złośliwie wędrowaliśmy tylko tam, gdzie wolno,llpodeptaliśmy śnieg na znacznej przestrzeni,llspożywaliśmy niezdrowe produkty i popijaliśmy je zamarzniętą Coca-colą.l
Więcej grzechów nie pamiętam, ale jak mi Heniu przypomnisz to i do nich się przyznam. Od razu lżej mi na duszy, mogę więc przystąpić do ciągu dalszego relacji :smile:
Dnia drugiego, jak to już zdążyłem gdzieś wcześniej napisać, padało. A dokładniej to deszcz padał. Czekaliśmy więc w wiatce aż zmądrzeje i albo padać przestanie albo w śnieg się zamieni. Doczekaliśmy do stanu pośredniego, bo co prawda padać nie przestał ale zamienił się w takie maleńkie białe koraliki, ni to śnieg ni drobniutki grad. To nam wystarczyło, ruszyliśmy więc raźno w drogę.
Mgliście było, ale szło się dość wygodnie, bo po nocnym deszczu na śniegu utworzyła się twardsza skorupka. Czasem nawet się pod nami nie załamywała.
http://www.bmiller.pl/forum/2015/3lata_17.jpg
Mniej więcej po godzinie marszu zdobyliśmy wysokość, na której nocą chyba padało znacznie mniej, bo więcej było świeżego śniegu, nie było skorupki, a widoczność w lesie znacznie się poprawiła.
http://www.bmiller.pl/forum/2015/3lata_18.jpg
Zdobywając wysokość traciliśmy prędkość, bo im wyżej tym było bielej... i głębiej.
http://www.bmiller.pl/forum/2015/3lata_19.jpg
Wędrówka była coraz trudniejsza, zmiany przecierającego drogę coraz częstsze a odpoczynki coraz dłuższe. Na Czoło dotarliśmy porządnie wymęczeni...
http://www.bmiller.pl/forum/2015/3lata_20.jpg
Bartek pognał już dalej i nic nie wspomniał o porannej wyrypie do pobliskiej pieczary! Wśród wędrowców przemierzających grzbiet graniczny krąży legenda o ... no właśnie do końca nie pamiętaliśmy o czym, czy o złotej kaczce, czy o bazyliszku, czy całkiem o innym stworzeniu strzegącym źródła na południowych zboczach Przełęczy pod Czetreżem. W każdym razie kompani wypchnęli mnie po wodę, że gdyby co, czyli jakby bazyliszek tam był to się z nim jakoś dogadam bo mamy taki sam początek. Że niby mam ryj taki nie wyjściowy, czy co? Trudno! Jako, że nie mieliśmy zwierciadła, w zastępstwie wziąłem metalowy kubek marki tesco oraz butelki plastikowe i ruszyłem przez śniegi i wiatrołomy ku pieczarze:
Załącznik 37032
Na miejscu wsadziłem łeb do środka i stwierdziłem, że to jakaś bujda na resorach z tą legendą. Pieczara była pusta a woda wyśmienita:
Załącznik 37033
Ciasteczka zbożowe popijane kawą bądź herbatą na bazie tej wody smakowały wyśmienicie i po napełnieniu brzuchów mogliśmy śmiało dalej toczyć się grzbietem pofalowanym jak jakaś mega tarka:
Załącznik 37034
Bardzo fajnie...a pod Czerteżem najlepiej... ktoś musiał być w potrzebie ,że z blatu stołu zrobił drzwi. Myślę ,że w lecie stół wróci na swoje miejsce i można będzie się na nim przespać , to nawet w dwie osoby. :) Super wyrypa.
wsadziłem łeb do środka i stwierdziłem, że to jakaś bujda na resorach z tą legendą Teraz to niby taki bohater, ale jak wrócił to go telepało chyba z kwadrans. Jak nie dwa :smile: Poszedłem i ja sprawdzić, poszła i Maciejka - nic specjalnego tam nie było, znaczy się woda była i to rzeczywiście przednia. No i płynna w przeciwieństwie do jej białej wersji, która nas zewsząd otaczała.
zapodajcie zdjęcie z lidla :)
Teraz to niby taki bohater, ale jak wrócił to go telepało chyba z kwadrans. Jak nie dwa :smile: Poszedłem i ja sprawdzić, poszła i Maciejka - nic specjalnego tam nie było, znaczy się woda była i to rzeczywiście przednia. No i płynna w przeciwieństwie do jej białej wersji, która nas zewsząd otaczała. Pewnie ktoś tam z drugiej strony lustra wody nieźle sir Bazyla "prześwidrował":-D,fajna relacja,czekam na cd.
Na Czoło dotarliśmy porządnie wymęczeni... ... a nie był to koniec wędrówki. Niżej otworzyły nam się widoki na to co przed nami...
http://www.bmiller.pl/forum/2015/3lata_21.jpg
... i na to co po bokach.
http://www.bmiller.pl/forum/2015/3lata_22.jpg
Rozglądaliśmy się więc z radością :smile:
http://www.bmiller.pl/forum/2015/3lata_23.jpg
Przed Rabią zrobiliśmy dłuższy postój w parkowym "deszczochronie" (przed mżawką to on może chroni, ale przed deszczem czy wiatrem - nic), wsunęliśmy drugie śniadanie, popiliśmy gorącą herbatą i ruszyliśmy.
Już pierwsze kroki za wiatą uświadomiły nam, że - tak jak trzy lata temu w tym samym miejscu - wkraczamy w inny wymiar.
http://www.bmiller.pl/forum/2015/3lata_24.jpg
wkraczamy w inny wymiar Już kiedyś szliśmy tą trasą podczas wyjątkowo śnieżnej jak na ostatnie lata zimy, tytułowe trzy lata temu. Przed Rabią jest odcinek karłowatego lasu, gdzie nawet latem ma się wrażenie wędrowania na wysokości koron drzew. Gruba pokrywa śniegu potęguje ten efekt a pozlepiane bielą gałęzie tworzą fantastyczne formy. Jeżeli dorzucić do tego intrygujące ukształtowanie śniegu pod nogami, zawiewanego w różnego rodzaju wydmy i jęzory o miąższości nierzadko przekraczającej metr, dostajemy zupełnie nierealny krajobraz, a przy tym wszystko jest w najprzeróżniejszych odcieniach bieli. W tym roku nawet niebo było białe.
Nie będę więcej pisał, pokażę kilka zdjęć. Posmakujcie naszego "magicznego lasu".
http://www.bmiller.pl/forum/2015/3lata_26.jpg
http://www.bmiller.pl/forum/2015/3lata_27.jpg
http://www.bmiller.pl/forum/2015/3lata_28.jpg
http://www.bmiller.pl/forum/2015/3lata_29.jpg
Wszystkie zdjęcia pokazują dokładnie przecinkę graniczną, ani w lewo ani w prawo.
Ehh, tęsknię za zimą w górach...
Może w przyszłym roku.
...
Już pierwsze kroki za wiatą uświadomiły nam, że - tak jak trzy lata temu w tym samym miejscu - wkraczamy w inny wymiar. A zapowiedź przejścia do tego innego wymiaru znaleźliśmy już na zejściu z Czoła, gdzie należało śmiało ruszyć przed siebie, mimo iż z odległości kilku metrów mogło wydawać się to błędem, gdyż przecinka graniczna zanikła a przed nami wyrosła ściana lasu:
Załącznik 37036
Na szczęście wśród ośnieżonej gęstwy leśnej wiła się nikła ścieżyna:
Załącznik 37037
którą wkrótce dotarliśmy do malowniczych polan rozpościerających się wokół Przełęczy Bungowskie:
Załącznik 37038
Tam uzupełniliśmy kalorie i płyny, i skoczyliśmy w opisany przez Bartka inny wymiar:
Załącznik 37039 Załącznik 37040 Załącznik 37041 Załącznik 37042 Załącznik 37043
Po przedarciu się przez sztormowe fale grzbietowego zagajnika Riabej Skały wypadliśmy na rozległą polanę opadającą ku nam z Czaszczowatej. Tam zdjęć ja żadnych nie robiłem, gdyż wciąż napływały chmury i raz było widać nawet las po szerszej, południowej stronie polany, a za chwilkę nie było widać nawet linii lasu po stronie północnej, tuż, tuż, obok nas. Ponadto zaczął grozić nam swym ciemnoszarym paluchem zmrok, więc i czasu nie zbywało. Po chwilach kilku, kilkunastu czy kilkudziesięciu minęliśmy pędem :-D węzeł szlaków ignorując strzałki kierujące przez Paportną ku cywilizacji i dla złapania oddechu zatrzymaliśmy się na początku podszczytowej polany następnej kulminacji Czaszczowatej:
Załącznik 37044
Po chwili zebraliśmy się w sobie i przeskoczyliśmy tą polanę i bęc w ścianę lasu! Gdzież są tajemne drzwi do przejścia na Wielki Beskid Dziurkowcem zwany, no gdzież? Postanowiliśmy kierować się intuicją i okazało się, że mamy trzy różne intuicje :mrgreen:. Sprowadzenie ich do wspólnego mianownika potrwało pewnie ze dwadzieścia minut dreptania w tę i nazad, gdyż o ile mniej więcej kierunek wiedzieliśmy jaki obrać, to po pokonaniu pierwszej linii lasu okazywało się, że masakracja splątanych gałęzi zabetonowanych śniegiem i usztywnionych lodem nie pozwala na swobodny chaszczing i trzeba było wycofać się na z góry upatrzone pozycje :twisted:.
W szczegółach wyglądało to tak (granica biegnie południową krawędzią polany):
http://www.bmiller.pl/forum/2015/3lata_30.jpg
Przez polanę przeszliśmy prawidłowo, ale na jej końcu wywróciło nas w złym kierunku i poszliśmy za ten zagajniczek na końcu polany. Kompas pokazywał, że trzeba iść za plecy i tak właśnie próbowaliśmy. Problem w tym, że trzeba było znaleźć "wejście" do lasu - a to może nie być takie łatwe przy zaśnieżonej i zamarzniętej na twardo skorupie na drzewach. Atak na Słowację był pierwszą próbą przebicia się w odpowiednim kierunku, ale tamtędy się nie dało. Druga próba została podjęta bardziej na północ (to nie są wielkie odległości, obszar na powyższym zdjęciu to mniej więcej 100x150m, może 150x200m, nie sugerujcie się sporym powiększeniem) ale i tam się nie udało. Dopiero trzecia próba, prawie dokładnie na kierunku pierwotnego marszu zakończyła się powodzeniem.
Cała sytuacja nie warta byłaby wzmianki, ale przy zapadającym zmroku każdy z nas miał już w głowie gorącą herbatę, kolację i ciepły śpiwór. A tu przez 25min kręcimy się w miejscu i próbujemy wejść do lasu... No i po tych manewrach zostawiłem kompas na zewnątrz, przytroczony do plecaka - a rano już go nie było, został tylko rozerwany sznurek :sad:
Po przedarciu się przez sztormowe fale grzbietowego zagajnika Riabej Skały wypadliśmy na rozległą polanę opadającą ku nam z Czaszczowatej.....
[... i tutaj jest piekna mapka, której nie będę cytował ...] I to mi się podoba!
Ludzie sobie idą i opowiadają innym którędy idą, a nie robią tajnych zmyłek i dwuznaczności. I inny człowiek sobie czyta i wie gdzie oni teraz są, bo napisali;-)
Przy okazji wspomnę, że ja też miałem wziąć udział w tej wędrówce, ale mnie nie zabrali:-( Toteż z zaciekawieniem oczekuje na wiadomość, gdzie spali tej nocy i czy w końcu znaleźli ten głęboki śnieg.
miałem wziąć udział w tej wędrówce, ale mnie nie zabrali:-( Dwa tygodnie Cię prosiłem, żebyś z nami jechał!
Toteż z zaciekawieniem oczekuje na wiadomość, gdzie spali tej nocy i czy w końcu znaleźli ten głęboki śnieg. Po opisanej powyżej zabawie z wchodzeniem do lasu dalej poszło gładko, nie minęła godzina i już byliśmy pod Dziurkowcem. Już, czyli może z 30-45min po zmroku :wink: Na szczycie wleźliśmy wprost na szlakowskaz, bez kłopotów orientacyjnych zeszliśmy grzbietem w dół może ze 100m poniżej odbicia słowackiego szlaku na Runinę. Tam zsunęliśmy się z grzbietu na polską stronę i rozbiliśmy obóz. Namiot, gotowanie, przygotowanie do nocy - zajęło nam to dłuższą chwilę, a że temperatura pod wieczór o kilka stopni spadła to wymarzliśmy przy tym niemożebnie. Ale w namiocie, jak już najedzeni ułożyliśmy się w śpiworach, było całkiem ciepło mimo mrozu na zewnątrz (o 19oo było na zewnątrz ok. -7 stopni, potem już nie sprawdzałem).
Tu przyznam się bez popędzania, że ja proponowałem zejście z Rabiej na Paportną i nocleg na dole polany, gdzieś koło ambony. Jakoś nie mieściło mi się w głowie, że niedziela może być widokowa. Bazylowi i Maciejce się mieściło, więc nie ględząc ponad miarę zgodziłem się z nimi i poszliśmy granicą. Ale na wszelki wypadek układałem sobie w głowie do snu drogę w dół, wprost z Dziurkowca.
Rankiem wyklułem się pierwszy i jak zobaczyłem, co się dzieje to od razu zacząłem wesoło brykać po obejściu i kusić śpiochów do opuszczenia śpiworów i wychynięcia na zewnątrz! Co prawda jeszcze tu:
Załącznik 37047
i ówdzie:
Załącznik 37048
chmurzyska wędrowały po nieboskłonie i szczyt Wielkiego Beskidu był nimi mocno opatulony
Załącznik 37049
ale to były już ostatnie ich podrygi a połacie cudownie błękitnego nieba zapowiadały piękny dzień!
(...)
ale to były już ostatnie ich podrygi a połacie cudownie błękitnego nieba zapowiadały piękny dzień! i dla takiej chwili warto było brnąć godzinami ....
Kto nie przeżył temu szkoda tłumaczyć.
Ranek, jak to ranek - gotowanie wody (tym razem ze śniegu), porządkowanie dobytku, pakowanie plecaków. Niby nic nadzwyczajnego, ale wreszcie można było schować gogle a wyciągnąć ciemne okulary :mrgreen:
i dla takiej chwili warto było brnąć godzinami .... Oj tak, warto było!
http://www.bmiller.pl/forum/2015/3lata_32.jpg
Ale nie te dalekie widoki były najpiękniejsze. Najciekawiej było zaraz na wyciągnięcie ręki.
http://www.bmiller.pl/forum/2015/3lata_35.jpg
Pojawiły się pierwsze promienie słońca, które najpierw oświetliły zwornik Wielkiej i Małej Grani Wopistów:
Załącznik 37050
i koniec naszej polanki:
Załącznik 37051
Po chwili pojawił się też Bartek i szepnął mi: zajrzyj do namiotu - tylko się nie wystrasz!
Wieczorem rozważaliśmy na głos, w co też się zamieni maciejkowa poczwarka :wink:, gdyż wlazła cała w śpiwór razem z głową i przypominała jakiś owadzi kokon. Oczywiście w swojej złośliwości nawet nie dopuszczaliśmy myśli, że może to być motyl lub jakieś inne boskie tworzenie. Nasze rozważania szły bardziej w kierunku jakiejś krzyżówki obcego z godzillą lub E.T. z Buką itp. :mrgreen:
Odchyliłem delikatnie płótno namiotu i zajrzałem z ciekawością i lękiem do środka. Nie było tak fajnie jak w naszych przewidywaniach, ot zwykła małpa :wink::
Załącznik 37052
A jak się później dziwiła, że butów nie może ubrać!
Pięknie, Tatry eleganckie, warun doskonały ;)
Ranek, jak to ranek - gotowanie wody (tym razem ze śniegu), porządkowanie dobytku, pakowanie .... O masz jak wystrzelił i leci przed siebie! Gotowanie, porządkowanie, pakowanie etc., a kto się lenił przed namiotem?:
Załącznik 37053
Zaraz, zaraz, chwileczkę! Najpierw wziąłem siatkę z butelkami i poszedłem na spacer w poszukiwaniu wody w płynie. Wspiąłem się na przewieszoną grań Wielkiego Beskidu
Załącznik 37054
I ruszyłem w stronę słońca
Załącznik 37055
Tradycyjnie zajrzałem co się dzieje w Runinie
Załącznik 37056
Śpią jeszcze, w końcu to niedzielny poranek.
Minąłem szlakowskazy
Załącznik 37057
i udałem się na stronę słowacką do źródełka, które wzięło i zamarzło:
Załącznik 37058
Kicha, trudno, będzie na śniadanie śnieg! Wracając zauważyłem jakiś duży kamień na południe od granicy (chyba to Sninsky kamen):
Załącznik 37059
oraz pozbawiony już chmur Smerek:
Załącznik 37060
Do obozowiska wróciłem z pustymi rękami, ale w ruch poszła kuchenka i za chwilkę mogliśmy parzyć podniebienia gorącą herbatą ze śniegu i saszetek.
Zaspa wyborna!!
Pięknie, Tatry eleganckie, warun doskonały ;) Nie można zaprzeczyć, z polan Małego Beskidu, na który wkrótce dotarliśmy, nie tylko elegancko prezentowały się Tatry:
Załącznik 37061
ale też Ostra Hora:
Załącznik 37062
Borżawa:
Załącznik 37063
Lutańska Holica i Połonina Równa:
Załącznik 37064
Bazyl niech tam sobie pod horyzont sięga, ja się będę rozglądał po najbliższej okolicy.
http://www.bmiller.pl/forum/2015/3lata_31.jpg
http://www.bmiller.pl/forum/2015/3lata_34.jpg
http://www.bmiller.pl/forum/2015/3lata_36.jpg
Im bliżej tym ładniej. Śnieg się skrzył a słońce grzało tak jakbyśmy do ciepłych krajów wyjechali :smile:
...
Im bliżej tym ładniej. (...) Faktycznie, bliżej też było pięknie!
Jak tylko Maciejce udało się wzuć obuwie, to pognała pierwsza
Załącznik 37073
przecierać szlak w kierunku pobliskiej Płaszy
Załącznik 37074
i tym samym niszcząc nieskalaną powłokę bitej śmietany na Dziurkowcu:
Załącznik 37075
Galopując w pogoni za nią, pozostawiliśmy za plecami rozlazłą kopułę Wielkiej Rawki
Załącznik 37076
Tarnicowe siodło
Załącznik 37077
czy też sterczące figlarnie zza Paportnej Cyce Carycy:
Załącznik 37078
Nic więc dziwnego, że od tych widoków zrobiło nam się gorąco,
...tak jakbyśmy do ciepłych krajów wyjechali :smile: kurtki wylądowały więc w plecakach a okulary słoneczne
Załącznik 37079
na nosach.
miałem wziąć udział w tej wędrówce, ale mnie nie zabrali:sad:!
Dwa tygodnie Cię prosiłem, żebyś z nami jechał! Oj, wszyscy wiedzą, Wy jesteście dobrzy ludzie i że ja sobie żartowałem. A tak naprawdę, to zmogła mnie jakaś choroba i w domu usadziła. A było przepięknie!
Żeby nadrobić śniegowe zaległości, ruszam gdzieś jutro w jakieś nieprzetarte śniegi. A jak się uda wrócić, też opowiem, jak było.
Pięknie aż dusza się rwie,
do tej bieli nietkniętej
Łza się w oku kręci.
Nie ma rady, pójdę tropem Wojtka...
Wędrowaliśmy w tę niedzielę niespiesznie, zatrzymując się co chwilę i podziwiając widoki. A to na Płaszę...
http://www.bmiller.pl/forum/2015/3lata_39.jpg
... a to na Smerek.
http://www.bmiller.pl/forum/2015/3lata_40.jpg
Pod Płaszą spotkaliśmy dwóch uśmiechniętych Słowaków, pierwszych turystów od podejścia pod Małą Rawkę, też po dwóch noclegach w górach. Oni schodzili do cywilizacji przez Dziurkowiec, my przez Płaszę. A potem była Płasza i zapierające dech w piersiach widoki...
http://www.bmiller.pl/forum/2015/3lata_41.jpg
Długo się tam gramoliliśmy, aż szkoda było schodzić. Ale w końcu nastała ta chwila, ruszyliśmy w dolinę potoku Smerek.
http://www.bmiller.pl/forum/2015/3lata_42.jpg
I to w zasadzie koniec tej opowieści. Trzy dni, dwa noclegi, każdego dnia inne oblicze zimy - od ostrej zawieruchy i gęstej mgły, przez śnieg i deszcz, aż do pięknego słońca :mrgreen:
Porównując z zimą na północy te białe krajobrazy wydają się być tak odległą rzeczywistością jak zdjęcia powierzchni Marsa :wink:
Pięknie. :)
Porównując z zimą na północy te białe krajobrazy wydają się być tak odległą rzeczywistością jak zdjęcia powierzchni Marsa :wink: Jak patrzę przez okno to mam podobne odczucia. Trzeba jechać w góry :wink:
Co ja biedny żuczek mogę powiedzieć, no pięknie jest! Gdyby mi przyszło teraz pozazdrościć i spróbować swoich sił zimą, to tragedia murowana. Nie posiadam odpowiedniego sprzętu, chodzę samotnie a wiekowo jestem po pięćdziesiątce, aparat mam bardzo niedoskonały. Jak znam życie to na górze trafiłbym na fatalną pogodę, zabłądził i nie miał zasięgu żeby wezwać pomoc(czy zasiąg do GOPR jest zawsze?). Posiedzę więc i pooglądam a zimową wycieczkę odłożę na lepsze czasy.
Nawiasem mówiąc te zimowe widoki to czysta poezja i muzyka bez fałszywych nut, no... przeżycie artystyczne.
Załącznik 37075 Nieziemsko pięknie. Trochę się zawiodłam temperaturą, liczyłam na co najmniej -20 stopni i że Wam te 4 litery, przy spaniu w namiocie delikatnie wymrozi
a mnie się bardzo podoba zdjęcie z posta #43 gdzie Maciejka sobie idzie a przed nią niezruszony śnieg