ďťż

Pomoc - wycinają drzewa

bigos - mój pamiętnik, wspomnienia, uczucia, przeżycia ...

Potrzebuję pomocy osoby, która orientuje się w ochronie przyrody.

Sprawa wygląda następująco:
Pod moim blokiem rosną modrzewie, mają ponad 30 lat. Znajdują się one w odległości ok.20m od bloku. Ostatnio pojawił się problem, ponieważ jedna z sąsiadek ma kaprys wyciąć drzewa, z tej okazji chodzi po klatkach i zbiera podpisy. Zawsze wydawało mi się, że modrzew jest drzewem chronionym, na dodatek nie można usunąć drzew które mają powyżej 5 lat. Część mieszkańców nie chce pogodzić się z taką decyzją, część podpisała już petycję.

Co mogę ja jako mieszkaniec bloku zrobić w takiej sprawie, żeby uratować te drzewa? Niedługo zabraknie zieleni na naszym osiedlu a efekt wycinki byłby taki, że sąsiedzi z bloku na przeciwko zagladali by nam do mieszkania. Prosze o pomoc.



Co mogę ja jako mieszkaniec bloku zrobić w takiej sprawie, żeby uratować te drzewa? Niedługo zabraknie zieleni na naszym osiedlu a efekt wycinki byłby taki, że sąsiedzi z bloku na przeciwko zagladali by nam do mieszkania. Prosze o pomoc. Iść do Wydziału Ochrony Środowiska w swoim Urzędzie Gminy / Miasta.

Nie wiem czy wiesz, ale za wycinkę każdego drzewa, również na swoim gruncie trzeba uzyskać zezwolenie z Urzędu Gminy i się płaci, oczywiście zależy to od gatunku drzewa. Niektórych, jeśli spełniają określone warunki wycinać w ogóle nie wolno.
Ale takich szczegółów już nie znam, musisz zapytać u siebie w Urzędzie Gminy w odpowiednim wydziale.
Na początek poszukaj w BIP swojej gminy.

Proszę bardzo - podstawy prawne (przykładowo dla mojego miasta):

http://www.chorzow.um.gov.pl/bip/index.php4?kat=105515928934926835&id=1056969955133 87678

(na samym końcu na dole)

Pozdrowienia

Basia
Dziękuję za poradę. A jeszcze mam pytanie, jaką moc będzie miała petycja tejże Pani? Czy może otrzymać zezwolenie na wycinke czy nie?

Dziękuję za poradę. A jeszcze mam pytanie, jaką moc będzie miała petycja tejże Pani? Czy może otrzymać zezwolenie na wycinke czy nie? Na prawdę trudno mi powiedzieć.

Przede wszystkim nie wydaje mi się aby drzewa stały na gruncie tej pani, tylko przykładowo na gruntach spółdzielni mieszkaniowej (lub komunalnych).
Wiec ona musi przede wszystkim pisać petycję do właściciela gruntu aby ten wyciął drzewa.
A właściciel, jeżeli będzie chciał wyciąć i uzna to za zasadne musi dopiero uzyskać zezwolenie z Urzędu Miasta.

Moim zdaniem nic nie zaszkodzi podejść lub zadzwonić do Urzędu Miasta i zapytać.
Warto się tez dowiedzieć (nie informując o tym tej pani) - na czyim gruncie stoją drzewa.
Do kogo ona kieruje tą swoją petycję ?

Proszę tyle znalazłam w BIP dla Rzeszowa:

http://www.bip.um.rzeszow.pl/53,54,64,4685/4685/

B.



A jeszcze mam pytanie, jaką moc będzie miała petycja tejże Pani? Czy może otrzymać zezwolenie na wycinke czy nie? Tylko nie napisałaś co to za teren - jeśli tej Pani, to tak może otrzymać taką zgodę jeśli ją odpowiednio uzasadni i zapłaci za każde drzewo od jego średnicy wg odpowiedniej tabeli. Jeżeli natomiast mieszka ona w bloku i nie jest to jej teren to nie może otrzymać takiej zgody - to chyba oczywiste, zgodę może otrzymać właściciel/administrator/zarządca nieruchomości.
Właścicielem jest spółdzielnia mieszkaniowa. Teoretycznie mogli by starać się o takie zezwolenie a nawet je uzyskać, jeśli ta Pani by naciskała. Zdania wśród mieszkańców są podzielone. Cześć się podpisała, cześć nie. W rezultacie pewnie wyjdzie na to, że nasze zdanie się nie liczy i drzewa pójdą pod wycinkę. Można by pójść na kompromis i przyciąć drzewa, które "nagle" zaczęły przeszkadzać tej Pani po kilkunastu latach. Nasza rodzina będzie się starać, by drzewa zostały. Rosną nad małą osiedlową rzeczką, dzieci często wychodzą tu w wakacje posiedzieć na kocach pod drzewami.
Może należałoby zebrać podpisy pod petycją proszącą o pozostawienie drzew. Spółdzielnia miałaby kontrargument przemawiający przeciw wycince.
W ostateczności tak zrobimy. Mam nadzieję, że sprawę rozwiążemy bez robienia większej afery. Myślę, że ta Pani jest już znana spółdzielni. To jej nie pierwsza petycja.
Miałem podobny przypadek z sąsiadami, choć nie mieszkam w bloku. Mieszkam w samodzielnym domu, a moim sąsiadom bardzo przeszkadzały piękne lipy rosnące w otoczeniu ich domu. Dostali niestety pozwolenie na ich ścięcie, pod pozorem stwarzania potencjalnego niebezpieczeństwa (bardzo wątpliwego) :sad:. Nic nie mogłem zrobić, w majestacie prawa ścięto trzy piękne, wiekowe lipy. Posadziłem na moim terenie młode drzewa i za jakieś … 50 lat wyrównamy rachunki ! :grin:
Żeby wyciąć drzewo,trzeba albo zapłacić odszkodowanie,albo opinię dendrologa.Taka opinia kosztuje 200-300 zł i pozwala usunąć drzewo 'za darmo',bez odszkodowania(dendrolog już potrafi odpowiednio to uzasadnić).W Twojej sytuacji napisałbym petycję do spółdzielni, a oprócz tego zamówiłbym 'odpowiednią' (kontr)opinię dendrologa ;-)

50 lat wyrównamy rachunki ! :grin: Obawiam się, że będą mieli prawo poucinać gałęzie... co złośliwsi poucinają korzenie.
U nas drzewa mają około 30lat i nie stwarzają zagrożenia. Wytrzymują największe wichury.


Żeby wyciąć drzewo,trzeba albo zapłacić odszkodowanie,albo opinię dendrologa.Taka opinia kosztuje 200-300 zł i pozwala usunąć drzewo 'za darmo',bez odszkodowania(dendrolog już potrafi odpowiednio to uzasadnić).W Twojej sytuacji napisałbym petycję do spółdzielni, a oprócz tego zamówiłbym 'odpowiednią' (kontr)opinię dendrologa ;-) Taka opinia będzie mnie kosztować, czy spółdzielnia w tym przypadku pokrywa koszty?

Taka opinia będzie mnie kosztować, czy spółdzielnia w tym przypadku pokrywa koszty? Tego nie wiem.A podcięciem gałęzi się nie przejmuj,tylko módl się żeby ta pani nie dotarła do dendrologa,który powie jej jak bez ryzyka skasować ('uschnąć') drzewa.

Tego nie wiem.A podcięciem gałęzi się nie przejmuj,tylko módl się żeby ta pani nie dotarła do dendrologa,który powie jej jak bez ryzyka skasować ('uschnąć') drzewa. W zeszłym roku zbierała podpisy o wycięcie wierzby, skończyło się standardową przycinką. Nie wiem jak z modrzewiami ale jedyna pocieszająca myśl to to, że wycinka została przeprowadzona profesjonalnie i zgodnie z prawem. Myślę, że nikt nie będzie w administracji nadstawiał karku, bo ktoś ma kaprys by wyciać drzewa.
Z zezwoleniami jest różnie...często zwalniają z opłaty za wycinkę. Jak nie dostana zezwolenia na wycinkę to pewnie przytną modrzewie w jakiś fikuśny sposób - np.: pień i dwa konary zostanie. Ludzie nie mają litości...
Dwa lata temu na granicy działki chciałem wyciąć krzak lilaka pospolitego (tzw. bez). Żeby go wyciąc tak jak pisali koledzy musiałem uzyskać zgodę Wydziały Ochrony Środowiska UM Poznania. Zgoda została wydana w postaci decyzji administracyjnej od której wszystkim zainteresowanym łącznie z sąsiadem przysługiwało prawo wniesienia odwołania. W związku z tym miom zdaniem, będziesz mógł się odwołać od decyzji (o ile zapadnie) wyrażającej zgodę na wycięcie drzew. Ale z doświadczenia wiem, że uzyskanie zgody nie będzie łatwe. Zgoda zazwyczaj jest wydawana w przypadku gdyby drzewa zagrażały bezpieczeństwu ludzi lub groziły naruszeniem konstrukcji budynku.

pozdrawiam
Marek

Ale z doświadczenia wiem, że uzyskanie zgody nie będzie łatwe. Zgoda zazwyczaj jest wydawana w przypadku gdyby drzewa zagrażały bezpieczeństwu ludzi lub groziły naruszeniem konstrukcji budynku. Wierz mi, że dendrologowi jeden dzień zajmuje wydanie opinii 'uśmiercającej' drzewo,i do tego nikt w obawie o własną dupę jej nie podważy.Wiem to z doświadczenia.

W związku z tym miom zdaniem, będziesz mógł się odwołać od decyzji (o ile zapadnie) wyrażającej zgodę na wycięcie drzew. Mam nadzieję, że jednak ich nie wytną. Nie zgadzamy się :-?
Nie wiem jak w Rzeszowie, ale w Poznaniu naprawdę nie jest łatwo uzuyskać zgodę na wycinkę. Sąsiad chciał wyciąć popularną akację (grochodrzew), urzędnicy wyrazili mu zgodę na wycięcie jednego konara który mógł uszkodzić dach. Myślę więc, że modrzewie przetrwają ten zamach.

pozdrawiam
Marek
  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • brytfanna.keep.pl