bigos - mĂłj pamiÄtnik, wspomnienia, uczucia, przeĹźycia ...
Polska Times opublikował felieton Kamila Durczoka pt. "Polskie góry toną w zalewie ekoszachrajstwa", oto fragment:
"Ekolodzy przyzwyczaili wszystkich, z leniwymi politykami na czele, że działają na specjalnych prawach. Tak jak żółte papiery gwarantowały kiedyś odroczenie służby wojskowej, tak dredy, rzemyki i moro gwarantują dziś bezkarne zatruwanie życia milionom ludzi i skazują na ekonomiczne wyniszczenie całe miasteczka.(...) I nie ma w tym kraju mądrego, który by to szaleństwo powstrzymał. Za chwilę ekoidioci zablokują budowę słupów elektrycznych, bo przy odrobinie pomysłowości można by je przerobić na wyciąg narciarski. "
Cały felieton Durczoka tutaj. Na szczęście odpór dał Michał Olszewski z "Tygodnika Powszechnego":
"(...) myślę, że emocje przysłoniły Panu ogląd sytuacji, ogląd szerszy niż to, co widać z okna własnego domu. Z biznesem narciarskim nie jest tak źle, jak się Panu wydaje, a ekoidioci nie są niestety tak mocni, jak Pan to przedstawia. Gdyby byli, polskie góry wyglądałyby inaczej. Moim zdaniem - lepiej."
Pełen tekst odpowiedzi Olszewskiego tutaj.
Co tu można dodać od siebie... Straciłem sporo szacunku dla Durczoka, a prawdę mówiąc - straciłem cały doń szacunek :neutral:
Wkleję oba artykuły dla potomności.
Jako pomnik głupoty, najpierw Durczok:
Polskie góry toną w zalewie ekoszachrajstwa
2011-01-28 08:26:55, aktualizacja: 2011-01-29 13:14:32
Atakują z ukrycia. Nie widać nawet oczu, zwykle połyskujących metalicznie w mroku. Obserwują otoczenie, a potem wykonują szybki i gwałtowny skok. Ofiara kona długo, boleśnie i powoli. Oni zaś, sycąc się widokiem męczarni, które sprawił ich atak, bezszelestnie wycofują się na swoje pozycje, zbierając siły przed kolejną akcją. Tak, są mistrzami w swojej morderczej profesji. Tylko dlaczego, do cholery, nikt ich nie ściga?
Ekolodzy przyzwyczaili wszystkich, z leniwymi politykami na czele, że działają na specjalnych prawach. Tak jak żółte papiery gwarantowały kiedyś odroczenie służby wojskowej, tak dredy, rzemyki i moro gwarantują dziś bezkarne zatruwanie życia milionom ludzi i skazują na ekonomiczne wyniszczenie całe miasteczka.
Właśnie ruszyła na ferie kilkumilionowa rzesza rodaków. Z Gdańska, Poznania, Olsztyna, Warszawy i Lublina auta z deskami na dachu kierują się na południe. Europy, oczywiście, bo tylko szaleniec i niżej podpisany decydują się na zimowy odpoczynek w kraju. Reszta jedzie na Słowację i w Dolomity. Bo tam można wypocząć w nowoczesnych kurortach, a nie w skansenie. A skansen mamy, bo grupa, przepraszam, to cytat z jednego z licznych forów internetowych, "życiowych popaprańców i nieudaczników zwanych ekoterrorystami" zamordowała Zakopane, Szczyrk i Korbielów. Jak im się ta sztuka udała? Ano za pomocą kartki z napisem "protest". Tak zablokowali poszerzanie tras na Skrzycznem, naśnieżanie ośrodka na Pilsku i jakąkolwiek dyskusję o Kasprowym. Wszyscy już wiedzą, że jeśli nie posłucha się ekologów, to słońce zacznie wschodzić na zachodzie, w Bałtyku będziemy mogli gotować jajka, a białe noce będą sięgały Zawiercia. Wszystko to tylko dlatego, że się wytnie te trzy metry beskidzkiego lasu, który i tak się wywraca, bo go zeżarł kornik drukarz. Wsie zamierają, ludzie nie mają roboty, pieniądze uciekają do Słowaków, a władza na to wszystko patrzy. I nawet nie jęknie. W Ujsołach, co prawda, nie przerywają przygotowań do inwestycji narciarskich, ale tylko dlatego, że wojewoda śląski mrugnął okiem, dając do zrozumienia, że jeszcze na głowę nie upadł i garstce ekoszaleńców sterroryzować się nie da. Za chwilę ekoidioci zablokują budowę słupów elektrycznych, by ich nie przerobić na wyciąg narciarski. Nie ma mądrego, by to szaleństwo powstrzymać.
Problem narasta z roku na rok, a miłośnicy żaby ruchawki i gacka mruczka szachują kolejne gminy, które na dźwięk słów "skarga" i "Komisja Europejska" w popłochu chowają plany za szafę babci Zaguliny. I nie ma w tym kraju mądrego, który by to szaleństwo powstrzymał. Za chwilę ekoidioci zablokują budowę słupów elektrycznych, bo przy odrobinie pomysłowości można by je przerobić na wyciąg narciarski.
Teoretycznie ratunek w zmianach w prawie, czyli w polityce. Zresztą narciarskie lobby w Sejmie właśnie się uaktywnia. Kłopot polega na tym, że kiedy już zjadą się do Zakopanego, Wisły, Szczyrku i Korbielowa (bo przecież na Słowacji o wyborcę trudniej), tradycyjnie naobiecują czapkę gruszek, a potem wrócą do Warszawy. Bo w końcu chodzi o to i tylko o to, by miejscowym ciemnotę nawciskać i bez kolejek na wyciągach pojeździć. Potem o nowym prawie górskim można znowu na rok zapomnieć.
Po prawdzie nie bardzo wiem, jak się do tego ekoszaleństwa zabrać. Ale też wiem, że bez odpowiedzi udzielonej samozwańczym obrońcom przyrody na podobnie zbójeckim poziomie się nie obejdzie. Potem będzie można z zielonymi usiąść do stołu i pogadać o argumentach. Bo i te są po ich stronie. Tyle że na razie toną w zalewie ekoszachrajstwa.
Kolejna " twarz " Durczoka.......
A teraz odpowiedź część pierwsza:
Do Kamila Durczoka
http://michalolszewski.blog.onet.pl/0Szanowny Panie,
właśnie przeczytałem Pański tekst o "ekoidiotach", którzy blokują inwestycje w polskich górach, "zatruwają życie milionom ludzi" i "doprowadzają do ekonomicznego wyniszczenia całe miasteczka". Tekst bardzo ciekawy, pisany w manierze, którą kiedyś ujawnił Pan przy okazji narzekań na "upierdolony stół":
Nie w manierze tym razem rzecz: ponieważ sam zaliczam się do "ekoidiotów", chcę krótko odpowiedzieć na tekst, bo w dużej mierze składa się z manipulacji i popisów ignorancji.
Nie wiem, jak często jeździ Pan w polskie góry, ale z tekstu wnioskuję, że raczej rzadko. Gdyby było inaczej, dostrzegłby Pan zmiany, o których mówią sami narciarze. Branżowy portal www.polskienarty.pl informuje na przykład, że w Polsce powstaje coraz więcej nowych wyciągów. Powstają kolejne stoki. W Internecie, na który Pan się powołuje, można znaleźć informację, że tylko w 2007 roku oddano do użytku 14 nowych wyciągów. Nie dostrzega Pan również, jak zmieniają się ośrodki sportów zimowych w kraju. Proszę porównać Zawoję sprzed 20 lat i dzisiejszą. Proszę odwiedzić Zakopane, Szklarską Porębę, Magurę Małastowską, a choćby i Piękną Górę w Gołdapi. Mimo wielkich wysiłków nie potrafię dostrzec, by ekolodzy zaangażowani w obronę Tatr doprowadzili do ekonomicznego wyniszczenia Zakopane. Wręcz przeciwnie - turystów jest tam coraz więcej.
Jeśli miałbym podjąć Pańską mało wyrafinowaną przesadę, to napisałbym, że miejscowości górskie są mordowane przede wszystkim przez fatalną architekturę i podłe warunki lokalowe. Jadąc w Alpy, trafia Pan do zadbanych, schludnych miejscowości. U nas trafia Pan do architektonicznego czyśćca, zatłoczonego i drogiego. Czy za wysokie ceny, niechlujstwo i bałagan również odpowiadają ekolodzy? Nie zdzwiłbym się, gdyby odpowiedział Pan twierdząco. Swoim felietonem dołącza Pan do potężnej grupy Polaków, dla których ekolodzy są wygodnym workiem treningowym. Niedługo zacznie się ich obarczać odpowiedzialnością za upadek standardów dziennikarskich.
Przykłady, o których Pan pisze, są, delikatnie mówiąc, chybione. Dla pełnej jasności dodamy, że na przykład w Zakopanem Polskie Koleje Linowe niezgodnie z prawem zwiększyły przepustowość kolejki na Kasprowy. Że inwestorzy na Pilsku działali przez wiele lat nielegalnie. Że ekolodzy proponowali inwestorowi na Skrzycznem przeprojektowanie trasy na odcinku stu metrów, tak, by ochronić siedliska wpisanego do polskiej Czerwonej Księgi nietoperza. Mogę wymieniać dalej: szczególnie zapraszam w okolice Andrychowa, do nowego ośrodka narciarskiego Czarny Groń, wybudowanego bez zezwoleń, na dodatek w terenie chronionym. To jest druga strona medalu, o której albo Pan nie wie, albo nie chce Pan pisać: presja na rozwój sportów zimowych w Polsce jest tak duża, że normą stają się aroganckie łamanie prawa i niszczenie przyrody. Mocno wsparł je Pan swoim tekstem.
Michał Olszewski
...a ja polecam numer "Dzikiego Życia" z Grudnia2010/Stycznia2011 pt. "Wody lecznicze pod presją" ... jest dosyć sporo o negatywnych skutkach rozbudowy infrastruktury narciarskiej... i potrzebie głębszego przemyślenia planowania inwestycji pod tym kątem, uwzględniając nie tylko "mechaniczne uszkodzenie" chronionych fragmentów fauny i flory ale również zasobów wód mineralnych i pitnych, zagrożeń osuwiskowych, toksycznych (naśnieżanie z wykorzystaniem szkodliwych dla środowiska bakterii)..i wiele innych.. zatem Pan Bzdurczok to kolejny kwiczący bez fundamentalnej wiedzy w temacie...nic nowego pod naszym POLSKIM słońcem.... Jaki szacunek Marcowy? ..heh..
i piłeczka Durczoka:
Oto odpowiedź Kamila Durczoka.
"Szanowny Panie!
Najtrudniej polemizować z emocjami. Stąd trudno mi będzie się odnieść do Pańskich błyskotliwych uwag na temat maniery w której napisałem felieton o ekochosztaplerce. Są na nieco tylko wyższym poziomie, niż te nazywające mnie faszystą. Naprawdę nie uważam ekologów za zło wcielone. Są grupą zdolną na szczęście powstrzymać to, co w niekontrolowany sposób zagraża nam wszystkim. Ale poważam ekologów. A nie ekoidiotów, ekohosztaplerów i ekoterrorystów. Z tych samych powodów nie bardzo wiem, dlaczego określenie ekoidioci był Pan łaskaw wziąć do siebieâŚ
Znacznie chętniej podejmę dyskusję o tym, jak faktycznie wygląda cały narciarski biznes â przepraszam za język, mógł Pana urazić â lepiej będzie infrastruktura narciarska - w Polsce. A prawda jest taka, że w porównaniu z sąsiadami nie wygląda wcale. Bez względu na to jak będzie Pan zachwalał nowe wyciągi, bez względu na to jak pozytywne przykłady widać w Wiśle, Ustroniu czy Szklarskiej â smutna prawda jest zupełnie inna. Wszystkie te inwestycje nie stanowią nawet ułamka kosztów jakie ponoszą Ci, którzy rzeczywiście inwestują, chcąc dogonić Europę. Słowacy w Tatrzańskiej Łomnicy już zainwestowali 30 milionów euro. Za chwilę zainwestują kolejne 100 milionów. W planach pojawia się kwota jeszcze większa. W jednym ośrodku! A u nas? Turyści w Zakopanem??? Raczy Pan żartować. Zjeżdżają do ponoć zimowej stolicy Polski na 2 miesiące w roku. Trzeba było zadzwonić do kilku hoteli pod Giewontem (tak jak ja to zrobiłem przed napisaniem felietonu) i zapytać czy są wolne miejsca. Całe mnóstwo, z flagowymi hotelami na czele. Ale by to sprawdzić, trzeba czegoś więcej, niż święte oburzenie którym Pan zapałał.
i gładkie odbicie Olszewskiego
Szanowny Panie,
będę utrzymywał, że w polskie góry jeździ Pan rzadko. Pisząc o polskich górach miałem bowiem na myśli nie tylko Pilsko. To, prosze wybaczyć, zbyt mało, by budować fałszywe uogólnienia, jakie pojawiły się w tekście.
Weźmy choćby Zakopane, które, jeśli dobrze rozumiem, dla Pana jest synonimem słabości polskich miejscowości żyjących z turystyki zimowej. 24 stycznia tego roku w gazecie fakt ukazała się informacja, że tej zimy w Zakopanem pojawiło się 300 tys. turystów. Nie ma niestety informacji, czy mówimy o turystach, którzy wykupili noclegi w Zakopanem, czy również o tych, którzy lokują się w ościennych miejscowościach. Jeśli to pierwsze, to turystów jest znacznie więcej. O sezonie letnim nawet nie wspominam - liczba turystów z roku na rok rośnie. Że nie wszyscy zmieszczą się w nielegalnej kolejce? Zapomina Pan o tym, że w porównaniu z krajami takimi jak Słowacja chociażby mamy znacznie mniejszą ilość terenów wysokogórskich. Telefony do kilku hoteli, które Pan wykonał, nie są, moim zdaniem, miarodajne - istnieje duże prawdopodobieństwo, że turyści szukają tańszych noclegów.
Argument, że czepiam się narciarzy, a powinienem skupić się na motocyklistach i quadowcach, jest chybiony. Nie tylko dlatego, że ni z gruszki ni z pietruszki zbacza Pan z głównego wątku, jakim są sporty zimowe. W archiwum "Dużego Formatu", krakowskiego dodatku "Gazety Wyborczej" i "TP" może Pan zaleźć moje artykuły na ten temat. Spieszę poinformować, że na skutek m.in. mediów problem ten powinien zostać wkrótce odrobinę ucywilizowany. Szczerze - nie zazdroszczę spacerów po Pilsku, bo zagęszczenie motocyklistów jest tam wyjątkowo wysokie. Motocykliści i quadowcy również uważają ekoidiotów za swoich największych wrogów.
Co do turystyki pieszej: częściowo ma Pan rację. Są miejsca, gdzie turystyka piesza robi duże szkody. Ale nie powinien się Pan dziwić - jeśli chcemy otworzyć jak najszerzej polskie góry dla narciarzy, to dlaczego piesi mają być pokrzywdzeni? Gdzie tu konsekwencja? A motocykliści? Przecież przyroda jest dla ludzi. Motocyklista też człowiek. Dlaczego chce Pan wygonić z polskich gór ludzi, którzy znajdują przyjemność w jeździe quadem czy dwukołowcem?
Na koniec osobiście: myślę, że emocje przysłoniły Panu ogląd sytuacji, ogląd szerszy niż to, co widać z okna własnego domu. Z biznesem narciarskim nie jest tak źle, jak się Panu wydaje, a ekoidioci nie są niestety tak mocni, jak Pan to przedstawia. Gdyby byli, polskie góry wyglądałyby inaczej. Moim zdaniem - lepiej.
Pozdrawiam.
Michał Olszewski
no cóż wygląda na to , że Durczok jest tubą tego biznesu
Durczok jest po prostu aroganckim chamem,nie od dzisiaj to wiadomo,wot durak.
zanotowane.pl doc.pisz.pl pdf.pisz.pl brytfanna.keep.pl
"Ekolodzy przyzwyczaili wszystkich, z leniwymi politykami na czele, że działają na specjalnych prawach. Tak jak żółte papiery gwarantowały kiedyś odroczenie służby wojskowej, tak dredy, rzemyki i moro gwarantują dziś bezkarne zatruwanie życia milionom ludzi i skazują na ekonomiczne wyniszczenie całe miasteczka.(...) I nie ma w tym kraju mądrego, który by to szaleństwo powstrzymał. Za chwilę ekoidioci zablokują budowę słupów elektrycznych, bo przy odrobinie pomysłowości można by je przerobić na wyciąg narciarski. "
Cały felieton Durczoka tutaj. Na szczęście odpór dał Michał Olszewski z "Tygodnika Powszechnego":
"(...) myślę, że emocje przysłoniły Panu ogląd sytuacji, ogląd szerszy niż to, co widać z okna własnego domu. Z biznesem narciarskim nie jest tak źle, jak się Panu wydaje, a ekoidioci nie są niestety tak mocni, jak Pan to przedstawia. Gdyby byli, polskie góry wyglądałyby inaczej. Moim zdaniem - lepiej."
Pełen tekst odpowiedzi Olszewskiego tutaj.
Co tu można dodać od siebie... Straciłem sporo szacunku dla Durczoka, a prawdę mówiąc - straciłem cały doń szacunek :neutral:
Wkleję oba artykuły dla potomności.
Jako pomnik głupoty, najpierw Durczok:
Polskie góry toną w zalewie ekoszachrajstwa
2011-01-28 08:26:55, aktualizacja: 2011-01-29 13:14:32
Atakują z ukrycia. Nie widać nawet oczu, zwykle połyskujących metalicznie w mroku. Obserwują otoczenie, a potem wykonują szybki i gwałtowny skok. Ofiara kona długo, boleśnie i powoli. Oni zaś, sycąc się widokiem męczarni, które sprawił ich atak, bezszelestnie wycofują się na swoje pozycje, zbierając siły przed kolejną akcją. Tak, są mistrzami w swojej morderczej profesji. Tylko dlaczego, do cholery, nikt ich nie ściga?
Ekolodzy przyzwyczaili wszystkich, z leniwymi politykami na czele, że działają na specjalnych prawach. Tak jak żółte papiery gwarantowały kiedyś odroczenie służby wojskowej, tak dredy, rzemyki i moro gwarantują dziś bezkarne zatruwanie życia milionom ludzi i skazują na ekonomiczne wyniszczenie całe miasteczka.
Właśnie ruszyła na ferie kilkumilionowa rzesza rodaków. Z Gdańska, Poznania, Olsztyna, Warszawy i Lublina auta z deskami na dachu kierują się na południe. Europy, oczywiście, bo tylko szaleniec i niżej podpisany decydują się na zimowy odpoczynek w kraju. Reszta jedzie na Słowację i w Dolomity. Bo tam można wypocząć w nowoczesnych kurortach, a nie w skansenie. A skansen mamy, bo grupa, przepraszam, to cytat z jednego z licznych forów internetowych, "życiowych popaprańców i nieudaczników zwanych ekoterrorystami" zamordowała Zakopane, Szczyrk i Korbielów. Jak im się ta sztuka udała? Ano za pomocą kartki z napisem "protest". Tak zablokowali poszerzanie tras na Skrzycznem, naśnieżanie ośrodka na Pilsku i jakąkolwiek dyskusję o Kasprowym. Wszyscy już wiedzą, że jeśli nie posłucha się ekologów, to słońce zacznie wschodzić na zachodzie, w Bałtyku będziemy mogli gotować jajka, a białe noce będą sięgały Zawiercia. Wszystko to tylko dlatego, że się wytnie te trzy metry beskidzkiego lasu, który i tak się wywraca, bo go zeżarł kornik drukarz. Wsie zamierają, ludzie nie mają roboty, pieniądze uciekają do Słowaków, a władza na to wszystko patrzy. I nawet nie jęknie. W Ujsołach, co prawda, nie przerywają przygotowań do inwestycji narciarskich, ale tylko dlatego, że wojewoda śląski mrugnął okiem, dając do zrozumienia, że jeszcze na głowę nie upadł i garstce ekoszaleńców sterroryzować się nie da. Za chwilę ekoidioci zablokują budowę słupów elektrycznych, by ich nie przerobić na wyciąg narciarski. Nie ma mądrego, by to szaleństwo powstrzymać.
Problem narasta z roku na rok, a miłośnicy żaby ruchawki i gacka mruczka szachują kolejne gminy, które na dźwięk słów "skarga" i "Komisja Europejska" w popłochu chowają plany za szafę babci Zaguliny. I nie ma w tym kraju mądrego, który by to szaleństwo powstrzymał. Za chwilę ekoidioci zablokują budowę słupów elektrycznych, bo przy odrobinie pomysłowości można by je przerobić na wyciąg narciarski.
Teoretycznie ratunek w zmianach w prawie, czyli w polityce. Zresztą narciarskie lobby w Sejmie właśnie się uaktywnia. Kłopot polega na tym, że kiedy już zjadą się do Zakopanego, Wisły, Szczyrku i Korbielowa (bo przecież na Słowacji o wyborcę trudniej), tradycyjnie naobiecują czapkę gruszek, a potem wrócą do Warszawy. Bo w końcu chodzi o to i tylko o to, by miejscowym ciemnotę nawciskać i bez kolejek na wyciągach pojeździć. Potem o nowym prawie górskim można znowu na rok zapomnieć.
Po prawdzie nie bardzo wiem, jak się do tego ekoszaleństwa zabrać. Ale też wiem, że bez odpowiedzi udzielonej samozwańczym obrońcom przyrody na podobnie zbójeckim poziomie się nie obejdzie. Potem będzie można z zielonymi usiąść do stołu i pogadać o argumentach. Bo i te są po ich stronie. Tyle że na razie toną w zalewie ekoszachrajstwa.
Kolejna " twarz " Durczoka.......
A teraz odpowiedź część pierwsza:
Do Kamila Durczoka
http://michalolszewski.blog.onet.pl/0Szanowny Panie,
właśnie przeczytałem Pański tekst o "ekoidiotach", którzy blokują inwestycje w polskich górach, "zatruwają życie milionom ludzi" i "doprowadzają do ekonomicznego wyniszczenia całe miasteczka". Tekst bardzo ciekawy, pisany w manierze, którą kiedyś ujawnił Pan przy okazji narzekań na "upierdolony stół":
Nie w manierze tym razem rzecz: ponieważ sam zaliczam się do "ekoidiotów", chcę krótko odpowiedzieć na tekst, bo w dużej mierze składa się z manipulacji i popisów ignorancji.
Nie wiem, jak często jeździ Pan w polskie góry, ale z tekstu wnioskuję, że raczej rzadko. Gdyby było inaczej, dostrzegłby Pan zmiany, o których mówią sami narciarze. Branżowy portal www.polskienarty.pl informuje na przykład, że w Polsce powstaje coraz więcej nowych wyciągów. Powstają kolejne stoki. W Internecie, na który Pan się powołuje, można znaleźć informację, że tylko w 2007 roku oddano do użytku 14 nowych wyciągów. Nie dostrzega Pan również, jak zmieniają się ośrodki sportów zimowych w kraju. Proszę porównać Zawoję sprzed 20 lat i dzisiejszą. Proszę odwiedzić Zakopane, Szklarską Porębę, Magurę Małastowską, a choćby i Piękną Górę w Gołdapi. Mimo wielkich wysiłków nie potrafię dostrzec, by ekolodzy zaangażowani w obronę Tatr doprowadzili do ekonomicznego wyniszczenia Zakopane. Wręcz przeciwnie - turystów jest tam coraz więcej.
Jeśli miałbym podjąć Pańską mało wyrafinowaną przesadę, to napisałbym, że miejscowości górskie są mordowane przede wszystkim przez fatalną architekturę i podłe warunki lokalowe. Jadąc w Alpy, trafia Pan do zadbanych, schludnych miejscowości. U nas trafia Pan do architektonicznego czyśćca, zatłoczonego i drogiego. Czy za wysokie ceny, niechlujstwo i bałagan również odpowiadają ekolodzy? Nie zdzwiłbym się, gdyby odpowiedział Pan twierdząco. Swoim felietonem dołącza Pan do potężnej grupy Polaków, dla których ekolodzy są wygodnym workiem treningowym. Niedługo zacznie się ich obarczać odpowiedzialnością za upadek standardów dziennikarskich.
Przykłady, o których Pan pisze, są, delikatnie mówiąc, chybione. Dla pełnej jasności dodamy, że na przykład w Zakopanem Polskie Koleje Linowe niezgodnie z prawem zwiększyły przepustowość kolejki na Kasprowy. Że inwestorzy na Pilsku działali przez wiele lat nielegalnie. Że ekolodzy proponowali inwestorowi na Skrzycznem przeprojektowanie trasy na odcinku stu metrów, tak, by ochronić siedliska wpisanego do polskiej Czerwonej Księgi nietoperza. Mogę wymieniać dalej: szczególnie zapraszam w okolice Andrychowa, do nowego ośrodka narciarskiego Czarny Groń, wybudowanego bez zezwoleń, na dodatek w terenie chronionym. To jest druga strona medalu, o której albo Pan nie wie, albo nie chce Pan pisać: presja na rozwój sportów zimowych w Polsce jest tak duża, że normą stają się aroganckie łamanie prawa i niszczenie przyrody. Mocno wsparł je Pan swoim tekstem.
Michał Olszewski
...a ja polecam numer "Dzikiego Życia" z Grudnia2010/Stycznia2011 pt. "Wody lecznicze pod presją" ... jest dosyć sporo o negatywnych skutkach rozbudowy infrastruktury narciarskiej... i potrzebie głębszego przemyślenia planowania inwestycji pod tym kątem, uwzględniając nie tylko "mechaniczne uszkodzenie" chronionych fragmentów fauny i flory ale również zasobów wód mineralnych i pitnych, zagrożeń osuwiskowych, toksycznych (naśnieżanie z wykorzystaniem szkodliwych dla środowiska bakterii)..i wiele innych.. zatem Pan Bzdurczok to kolejny kwiczący bez fundamentalnej wiedzy w temacie...nic nowego pod naszym POLSKIM słońcem.... Jaki szacunek Marcowy? ..heh..
i piłeczka Durczoka:
Oto odpowiedź Kamila Durczoka.
"Szanowny Panie!
Najtrudniej polemizować z emocjami. Stąd trudno mi będzie się odnieść do Pańskich błyskotliwych uwag na temat maniery w której napisałem felieton o ekochosztaplerce. Są na nieco tylko wyższym poziomie, niż te nazywające mnie faszystą. Naprawdę nie uważam ekologów za zło wcielone. Są grupą zdolną na szczęście powstrzymać to, co w niekontrolowany sposób zagraża nam wszystkim. Ale poważam ekologów. A nie ekoidiotów, ekohosztaplerów i ekoterrorystów. Z tych samych powodów nie bardzo wiem, dlaczego określenie ekoidioci był Pan łaskaw wziąć do siebieâŚ
Znacznie chętniej podejmę dyskusję o tym, jak faktycznie wygląda cały narciarski biznes â przepraszam za język, mógł Pana urazić â lepiej będzie infrastruktura narciarska - w Polsce. A prawda jest taka, że w porównaniu z sąsiadami nie wygląda wcale. Bez względu na to jak będzie Pan zachwalał nowe wyciągi, bez względu na to jak pozytywne przykłady widać w Wiśle, Ustroniu czy Szklarskiej â smutna prawda jest zupełnie inna. Wszystkie te inwestycje nie stanowią nawet ułamka kosztów jakie ponoszą Ci, którzy rzeczywiście inwestują, chcąc dogonić Europę. Słowacy w Tatrzańskiej Łomnicy już zainwestowali 30 milionów euro. Za chwilę zainwestują kolejne 100 milionów. W planach pojawia się kwota jeszcze większa. W jednym ośrodku! A u nas? Turyści w Zakopanem??? Raczy Pan żartować. Zjeżdżają do ponoć zimowej stolicy Polski na 2 miesiące w roku. Trzeba było zadzwonić do kilku hoteli pod Giewontem (tak jak ja to zrobiłem przed napisaniem felietonu) i zapytać czy są wolne miejsca. Całe mnóstwo, z flagowymi hotelami na czele. Ale by to sprawdzić, trzeba czegoś więcej, niż święte oburzenie którym Pan zapałał.
i gładkie odbicie Olszewskiego
Szanowny Panie,
będę utrzymywał, że w polskie góry jeździ Pan rzadko. Pisząc o polskich górach miałem bowiem na myśli nie tylko Pilsko. To, prosze wybaczyć, zbyt mało, by budować fałszywe uogólnienia, jakie pojawiły się w tekście.
Weźmy choćby Zakopane, które, jeśli dobrze rozumiem, dla Pana jest synonimem słabości polskich miejscowości żyjących z turystyki zimowej. 24 stycznia tego roku w gazecie fakt ukazała się informacja, że tej zimy w Zakopanem pojawiło się 300 tys. turystów. Nie ma niestety informacji, czy mówimy o turystach, którzy wykupili noclegi w Zakopanem, czy również o tych, którzy lokują się w ościennych miejscowościach. Jeśli to pierwsze, to turystów jest znacznie więcej. O sezonie letnim nawet nie wspominam - liczba turystów z roku na rok rośnie. Że nie wszyscy zmieszczą się w nielegalnej kolejce? Zapomina Pan o tym, że w porównaniu z krajami takimi jak Słowacja chociażby mamy znacznie mniejszą ilość terenów wysokogórskich. Telefony do kilku hoteli, które Pan wykonał, nie są, moim zdaniem, miarodajne - istnieje duże prawdopodobieństwo, że turyści szukają tańszych noclegów.
Argument, że czepiam się narciarzy, a powinienem skupić się na motocyklistach i quadowcach, jest chybiony. Nie tylko dlatego, że ni z gruszki ni z pietruszki zbacza Pan z głównego wątku, jakim są sporty zimowe. W archiwum "Dużego Formatu", krakowskiego dodatku "Gazety Wyborczej" i "TP" może Pan zaleźć moje artykuły na ten temat. Spieszę poinformować, że na skutek m.in. mediów problem ten powinien zostać wkrótce odrobinę ucywilizowany. Szczerze - nie zazdroszczę spacerów po Pilsku, bo zagęszczenie motocyklistów jest tam wyjątkowo wysokie. Motocykliści i quadowcy również uważają ekoidiotów za swoich największych wrogów.
Co do turystyki pieszej: częściowo ma Pan rację. Są miejsca, gdzie turystyka piesza robi duże szkody. Ale nie powinien się Pan dziwić - jeśli chcemy otworzyć jak najszerzej polskie góry dla narciarzy, to dlaczego piesi mają być pokrzywdzeni? Gdzie tu konsekwencja? A motocykliści? Przecież przyroda jest dla ludzi. Motocyklista też człowiek. Dlaczego chce Pan wygonić z polskich gór ludzi, którzy znajdują przyjemność w jeździe quadem czy dwukołowcem?
Na koniec osobiście: myślę, że emocje przysłoniły Panu ogląd sytuacji, ogląd szerszy niż to, co widać z okna własnego domu. Z biznesem narciarskim nie jest tak źle, jak się Panu wydaje, a ekoidioci nie są niestety tak mocni, jak Pan to przedstawia. Gdyby byli, polskie góry wyglądałyby inaczej. Moim zdaniem - lepiej.
Pozdrawiam.
Michał Olszewski
no cóż wygląda na to , że Durczok jest tubą tego biznesu
Durczok jest po prostu aroganckim chamem,nie od dzisiaj to wiadomo,wot durak.