bigos - mój pamiętnik, wspomnienia, uczucia, przeżycia ...
Kiedy przysz³a, spa³. Mo¿e drzema³? By³ zmêczony, bo czeka³ na ni± ju¿ drug± noc. Na razie skrada³a siê cichutko, oszukiwa³a go cichym szelestem zgranym z bêbnieniem deszczu o dach. Przewróci³ siê na drugi bok i da³ siê u¶piæ t± zwodnicz± muzyk±. Obudzi³o go ³omotanie w drzwi. Coraz mocniejsze, natrêtne. Potem dopiero us³ysza³ szum. Narasta³, wiêc ju¿ wiedzia³, ¿e czeka go d³uga noc. Wiele razy ju¿ przychodzi³a, o ró¿nych porach dnia i nocy. Zabezpiecza³ dom i to wystarcza³o. Starzy ludzie dawno temu opowiadali, ¿e gdy kiedy¶ przychodzi³a to zabiera³a wszystko i wszystkich. Ale to by³o wtedy, gdy on sam by³ ma³ym ch³opcem i s³ucha³ tych opowie¶ci jak bajek. Teraz sam jest stary, ale nie opowiada dzieciom takich historii. Mo¿e, dlatego, ¿e nie ma komu? Wczoraj nawet w³±czy³ radio, by³ bardzo ciekawy czy cos powiedz±? Czy te¿ wiedz±, ¿e jest blisko? Wiedzieli. Ostrzegali te¿, ¿e tym razem jest wyj±tkowo gro¼na. On mówi³-g³odna. Czu³ to, zawsze sam wyczuwa³ czas. Nie musia³ patrzeæ na nic, s³uchaæ ludzi ani radia, wyczuwa³ j± zawsze, w powietrzu, przez skórê, jakim¶ dziwnym zmys³em. Przygotowywa³ siê starannie i zawsze wychodzi³ obronn± rêk±. Skoro teraz nawet w radio mówili to przy³o¿y³ siê szczególnie. Nie ufa³ tym z odbiornika, ale faktycznie wyczuwa³ jakie¶ szczególny niepokój. Musia³a byæ strasznie g³odna. A mo¿e to jednak staro¶æ? Traci³ si³ê, wzrok, wêch, wiêc i pewnie wyczucie te¿. Ale by³ zbyt stary, zbyt uparty, ¿eby odpu¶ciæ, zlekcewa¿yæ. Usiad³ na ³ó¿ku. £omot i szum narasta³. Nie pamiêta³ takich odg³osów, widaæ jednak nie k³amali. Parê dni temu przyjechali tu jacy¶ ludzie z wioski. Mówili, ¿e niebezpieczeñstwo, ¿e ewakuacja i takie tam. Sk³ama³ ich, ¿e nied³ugo przyjedzie po niego syn. ¯e musi naszykowaæ rzeczy do zabrania i,¿e nie ma dla nich czasu. Dali mu co¶ do podpisania, nawet nie czyta³. Co oni mogli wiedzieæ o niej? Wszyscy byli w wieku jego wnuka, wiêc, o czym mieli pojêcie? Na pewno nie o niej! Nie o jej sile, przebieg³o¶ci, bezwzglêdno¶ci. Zna³ j± jak z³y szel±g. Wszystkie jej wybiegi, pu³apki, oszustwa. Nie raz widzia³, jak udaje, ¿e siê cofa, ¿e straci³a si³y, ¿e ma dosyæ a potem wraca³a, z zaskoczenia licz±c, ¿e on da siê zwie¶æ. Zawsze j± przechytrzy³! I teraz te¿ da jej radê! Czu³ siê bezpieczny, zabezpieczy³ drzwi, okna, solidnie, dechami, paku³ami, zasmo³owa³. Ju¿ przedwczoraj wsta³ skoro ¶wit i po ¶niadanku w strugach deszczu przygotowa³ deski, ka¿d± ogl±da³ starannie a potem szczelnie przybija³ do futryn. By³o w nich ju¿ tyle dziur. Kalendarz pisany dziurawym brajlem. Potem poutyka³ wszystkie inne szpary t³ustymi szmatami a na koñcu, nie spiesz±c siê pomalowa³ wszystko grub± warstw± gor±cej smo³y. Dom z daleka wygl±da³ dziwacznie- do piêtra pociêty szachownic± jasnego muru i ciemnych plam. Stary u¶miechn±³ siê do siebie smutno- kiedy¶ by³o tu wiêcej takich domów, ale wszyscy pouciekali. Wioska zawsze by³a nara¿ona. Co prawda w ostatnich latach przychodzi³a czê¶ciej, ale nie by³a bardzo g³odna, nie krzywdzi³a ludzi tylko niszczy³a zasiewy, plony, zagrody. Czasami zabija³a zwierzêta. Nikt by tego nie wytrzyma³, wiêc pouciekali ludziska. Ostatnia rodzina chyba z 10 lat temu? 10? A sk±d! 15 jak nic! Ale¿ ten czas.... .Gdzie¶ tam widaæ jeszcze kikuty kominów stercz±cych z krzaków. Drewno spo¿ytkowa³ na opa³. Dobre drewno, wysezonowane, nat³uszczone. Pali³o siê jak marzenie. Ot, tyle z wioski. Tylko on zosta³, on wytrzyma³. Tu siê urodzi³ i tu chcia³ umrzeæ. Ci±gnêli go ze sob±, namawiali, ¿eby siê przeprowadzi³ do wioski, syn nawet chcia³ go braæ ze sob± do wielkiego miasta w innym kraju, ale gdzie on tam? Tu zna³ ka¿de drzewo, ka¿dy kamieñ, czyta³ pogodê z wiatru, z chmur, ze ¶piewu ptaków. Latem siadywa³ na ³aweczce przed domem i cieszy³ siê ciep³em s³oñca, zim± opiera³ plecami o ciep³y piec i czyta³. Mia³ du¿o ksi±¿ek i je pierwsze powynosi³ na piêtro. Le¿a³y teraz stosem jedna na drugiej zakrywaj±c prawie ca³± ¶cianê. Nawet nie wiedzia³, ¿e ma ich a¿ tyle. Na wierzchu pozostawia³ sobie te, których dawno nie czyta³, nawet zapomnia³, ¿e je ma. Ale bêdzie czyta³ dopiero jak j± pokona. Walczy³ z ni± od lat, walczyli jego rodzice i ich rodzice. Nawet chyba cieszy³ siê na my¶l, ¿e znowu siê zmierz±. I, ¿e znowu udowodni jej swoj± wy¿szo¶æ. Niech sobie nie my¶li!
Szum zmieni³ siê w nieustaj±cy ³omot, wydawa³o mu siê, ¿e dom dr¿y. Musia³a byæ w¶ciek³a! Mo¿e na niego? Mo¿e my¶la³a, ¿e go zaskoczy? ¯e zanim stary wstanie z ³ó¿ka ona zd±¿y go zabiæ? Wsta³ z ³ó¿ka i wyjrza³ przez okno. By³o ciemno, ale zobaczy³ pod oknem jak siê miota, jak uderza raz za razem w drzwi, ¶ciany. I by³a coraz wiêksza, potê¿niejsza, hipnotyzowa³a go swoj± furi±. Stary sta³ jak urzeczony patrz±c na niszczycielsk± si³ê, dopiero brzêk t³uczonych szyb oderwa³ go od okna. Jednak wesz³a! Za nic mia³a jego zabezpieczenia. Ale to nie koniec. Ogarn±³ spojrzeniem pokój. Wniós³ tu wszystko, co mog³o zostaæ zniszczone. Zapasy, talerze, ubrania nawet radio. Ju¿ zrozumia³, ¿e ma ma³o czasu, ¿e musi przenie¶æ siê wy¿ej, na stryszek. Na stole le¿a³ telefon, taki nowoczesny, komórkowy, prezent od syna. Wzi±³ go do rêki. Do kogo mia³ zadzwoniæ? Do syna? Co to da? Jest tysi±ce kilometrów st±d, nic nie zrobi. Do wioski? To te¿ za daleko, zreszt± teraz? Od³o¿y³ telefon z powrotem. Kijem z haczykiem na koñcu otworzy³ klapê do stryszku. Roz³o¿y³ drabino-schody. Rozejrza³ siê jeszcze raz po pokoju. Schyli³ siê nad ksi±¿kami d¼wign±³ ile móg³ i po drabinie wtarga³ je na strych. Powtarza³ tê drogê tak d³ugo a¿ przed oczyma zaczê³y tañczyæ mu ciemne plamy a oddychanie zaczê³o boleæ. Usiad³ na chwilê. Dom ca³y dr¿a³, stary wiedzia³, ¿e zosta³o nie wiele czasu. Mia³ ¶wiadomo¶æ, ¿e zaraz musi wspi±æ siê na strych, mimo, ¿e sterta ksi±¿ek nie zmala³a nawet w po³owie. Podniós³ siê ciê¿ko i mimo krótkiego pal±cego oddechu i pulsuj±cego bólu w klatce piersiowej znowu zacz±³ d¼wigaæ ksi±¿ki. Oddycha³ tak g³o¶no, ¿e dopiero bolesna skarga wywa¿anych drzwi u¶wiadomi³a mu, ¿e ju¿ czas. Wrzuci³ na strych jeszcze parê siatek z jedzeniem i piciem i sam wspi±³ siê na drabinê. By³ w po³owie drogi, gdy drzwi pu¶ci³y. £omot ³amanych mebli i poniewieranych rzeczy zmiesza³ siê z w¶ciek³ym rykiem. Obróci³ siê i ciê¿ko siadaj±c na pod³odze strychu i spojrza³ w dó³. Teraz dopiero do niego dotar³o. Zrozumia³, ¿e to nie koniec. To, co zobaczy³ zmrozi³o go ¶miertelnym strachem. Z jego gard³a bez jego wiedzy i zgody zacz±³ wydobywaæ siê dziwny d¼wiêk. Skowyt strachu. Pomy¶la³, ¿e móg³by zadzwoniæ do syna, do kogokolwiek, wykrzyczeæ, ¿e potrzebuje pomocy, ¿e sam sobie nie poradzi, ale telefon zostawi³ na stole a ten ju¿ dawno zosta³ zmia¿d¿ony miotaj±cym siê cielskiem. Siedzia³ tak sparali¿owany i dopiero jej zimny chwyt za nogê otrze¼wi³ go. Stary jednak nie cofn±³ nóg. Wiedzia³, ¿e przegra³, wiedzia³, ¿e tym razem to ona pokona³a jego, ¿e odp³aci³a mu za te wszystkie lata. Patrzy³ ze zrezygnowaniem jak jego kolana znikaj± w ciemnej i zimnej czelu¶ci. Czu³ to zimno, czu³ jak go przenika a¿ do szpiku ko¶ci.
Wygra³a. Ona. Woda.
Miastu K³odzku i Ernestowi H ;-)
Lipiec 2004r
Doskona³e ....
¦wietnie napisane
Dziêkujê !!! :-P
Yamat Ty nie dziêkuj Ty publikuj i pisz :-)
kiedy jako¶ mi siê odechcia³o ...i tak wszystko w elektonicznej "szufladzie " le¿y ;-))0
Brawo! :)
zanotowane.pl doc.pisz.pl pdf.pisz.pl brytfanna.keep.pl
Szum zmieni³ siê w nieustaj±cy ³omot, wydawa³o mu siê, ¿e dom dr¿y. Musia³a byæ w¶ciek³a! Mo¿e na niego? Mo¿e my¶la³a, ¿e go zaskoczy? ¯e zanim stary wstanie z ³ó¿ka ona zd±¿y go zabiæ? Wsta³ z ³ó¿ka i wyjrza³ przez okno. By³o ciemno, ale zobaczy³ pod oknem jak siê miota, jak uderza raz za razem w drzwi, ¶ciany. I by³a coraz wiêksza, potê¿niejsza, hipnotyzowa³a go swoj± furi±. Stary sta³ jak urzeczony patrz±c na niszczycielsk± si³ê, dopiero brzêk t³uczonych szyb oderwa³ go od okna. Jednak wesz³a! Za nic mia³a jego zabezpieczenia. Ale to nie koniec. Ogarn±³ spojrzeniem pokój. Wniós³ tu wszystko, co mog³o zostaæ zniszczone. Zapasy, talerze, ubrania nawet radio. Ju¿ zrozumia³, ¿e ma ma³o czasu, ¿e musi przenie¶æ siê wy¿ej, na stryszek. Na stole le¿a³ telefon, taki nowoczesny, komórkowy, prezent od syna. Wzi±³ go do rêki. Do kogo mia³ zadzwoniæ? Do syna? Co to da? Jest tysi±ce kilometrów st±d, nic nie zrobi. Do wioski? To te¿ za daleko, zreszt± teraz? Od³o¿y³ telefon z powrotem. Kijem z haczykiem na koñcu otworzy³ klapê do stryszku. Roz³o¿y³ drabino-schody. Rozejrza³ siê jeszcze raz po pokoju. Schyli³ siê nad ksi±¿kami d¼wign±³ ile móg³ i po drabinie wtarga³ je na strych. Powtarza³ tê drogê tak d³ugo a¿ przed oczyma zaczê³y tañczyæ mu ciemne plamy a oddychanie zaczê³o boleæ. Usiad³ na chwilê. Dom ca³y dr¿a³, stary wiedzia³, ¿e zosta³o nie wiele czasu. Mia³ ¶wiadomo¶æ, ¿e zaraz musi wspi±æ siê na strych, mimo, ¿e sterta ksi±¿ek nie zmala³a nawet w po³owie. Podniós³ siê ciê¿ko i mimo krótkiego pal±cego oddechu i pulsuj±cego bólu w klatce piersiowej znowu zacz±³ d¼wigaæ ksi±¿ki. Oddycha³ tak g³o¶no, ¿e dopiero bolesna skarga wywa¿anych drzwi u¶wiadomi³a mu, ¿e ju¿ czas. Wrzuci³ na strych jeszcze parê siatek z jedzeniem i piciem i sam wspi±³ siê na drabinê. By³ w po³owie drogi, gdy drzwi pu¶ci³y. £omot ³amanych mebli i poniewieranych rzeczy zmiesza³ siê z w¶ciek³ym rykiem. Obróci³ siê i ciê¿ko siadaj±c na pod³odze strychu i spojrza³ w dó³. Teraz dopiero do niego dotar³o. Zrozumia³, ¿e to nie koniec. To, co zobaczy³ zmrozi³o go ¶miertelnym strachem. Z jego gard³a bez jego wiedzy i zgody zacz±³ wydobywaæ siê dziwny d¼wiêk. Skowyt strachu. Pomy¶la³, ¿e móg³by zadzwoniæ do syna, do kogokolwiek, wykrzyczeæ, ¿e potrzebuje pomocy, ¿e sam sobie nie poradzi, ale telefon zostawi³ na stole a ten ju¿ dawno zosta³ zmia¿d¿ony miotaj±cym siê cielskiem. Siedzia³ tak sparali¿owany i dopiero jej zimny chwyt za nogê otrze¼wi³ go. Stary jednak nie cofn±³ nóg. Wiedzia³, ¿e przegra³, wiedzia³, ¿e tym razem to ona pokona³a jego, ¿e odp³aci³a mu za te wszystkie lata. Patrzy³ ze zrezygnowaniem jak jego kolana znikaj± w ciemnej i zimnej czelu¶ci. Czu³ to zimno, czu³ jak go przenika a¿ do szpiku ko¶ci.
Wygra³a. Ona. Woda.
Miastu K³odzku i Ernestowi H ;-)
Lipiec 2004r
Doskona³e ....
¦wietnie napisane
Dziêkujê !!! :-P
Yamat Ty nie dziêkuj Ty publikuj i pisz :-)
kiedy jako¶ mi siê odechcia³o ...i tak wszystko w elektonicznej "szufladzie " le¿y ;-))0
Brawo! :)