bigos - mĂłj pamiÄtnik, wspomnienia, uczucia, przeĹźycia ...
Do postawienia takiego pytania zainspirowały mnie dwie sprawy:
1. Post o "najbardziej dzikich, odludnych ostępach Bieszczad"
2. Pytanie znajomego: czy w tych Biesach da się zniknąć? Po prostu wyjechać tam i się rozpłynąć?
Kolega zapytał pod wpływem - znanego chyba wszystkim - nastroju pt. "A rzucam wszystko w ch... i wyp...m w Bieszczady", więc po jakimś czasie mu przeszło. Ale zostawił mnie z problemem. Teoretycznie powinienem znać odpowiedź, a mnie wtedy szczęka opadła... Pytanie niby proste, a zahacza o geografię, gastronomię, psychologię, telekomunikację, meteorologię, logistykę, kodeks cywilny, medycynę i Bóg wie ile jeszcze dziedzin życia...
No to pytam Was, bo dlaczego mam się męczyć sam? :)
Czy przy takim rozwoju technologii (głównie środków komunikacji) da się zniknąć w Biesach? Na parę lat zaszyć tak, żeby rodzina nie znalazła? Bank nie wytropił? Koleżanka "łańcuszka szczęścia" sms-em nie przysłała? Detektyw Rutkowski w bagażniku z powrotem nie przywiózł?
Chodzi mi jedynie o aspekt techniczny. Pomijam oczywiste uwarunkowania finansowe (jeść i mieszkać!) czy psychologiczne (wytrzymać!) :lol:
Czy przy takim rozwoju technologii (głównie środków komunikacji) da się zniknąć w Biesach? Na parę lat zaszyć tak, żeby rodzina nie znalazła? Bank nie wytropił? Koleżanka "łańcuszka szczęścia" sms-em nie przysłała? Detektyw Rutkowski w bagażniku z powrotem nie przywiózł? Oni (rodzina,Rutkowski,gsm) może by nie znależli takiej kryjówki ale "zaciekli" bieszczadnicy (taki Jabol na przykład) napewno by ją odkryli :lol:
A tak całkiem serio...Oj zaszył by się człowiek,oj zaszył...
Mnie osobiście jak na razie pomaga kilka godzin "urwania się " cywilizacji. Ostatnio spotkałem turystów od których wiem ,że gdy w ubiegłym roku wedrowali szlakiem czerwonym przez Beskid Niski na odcinku około 80 km spotkali tylko jedną osobę. W Bieszczadach to raczej nieprawdopodobne.
Cześć wszystkim,
Ostatnio spotkałem turystów od których wiem ,że gdy w ubiegłym roku wedrowali szlakiem czerwonym przez Beskid Niski na odcinku około 80 km spotkali tylko jedną osobę. W Bieszczadach to raczej nieprawdopodobne. Wszystko jest względne!!! Wędrowałem w zeszłym roku (pełnia sezonu!!!) przez Hulskie, Krywe, Tworylne, Obłazy, Studenne, dalej zielonym szlakiem przez Bukowinę do Krysowej, dalej czarnym do Przeł. Orłowicza(!!!!!) i w dół do Suchych Rzek i jeszcze dalej do Zatwarnicy i (co prawda nie było to 80 km, ale i tak sporo!) i nie spotkałem żadnego człowieka!!!!
Jest więc to bardzo, ale to bardzo względne!!!!
Życzyłbym sobie więcej takich wędrówek i takich szlaków!
Pozdrowaśki
WojtekR
Kolega Rutkowskiego niech się nie boi - jak napisał Robines - Jabola trza sie bac ;-) Ten to znajdzie kazdego w Biesach
Mnie osobiście jak na razie pomaga kilka godzin "urwania się " cywilizacji. Ostatnio spotkałem turystów od których wiem ,że gdy w ubiegłym roku wedrowali szlakiem czerwonym przez Beskid Niski na odcinku około 80 km spotkali tylko jedną osobę. W Bieszczadach to raczej nieprawdopodobne. Heh! Zależy z której strony sie patrzy... Zimą mozna i tydzień po bieskach łazic i nie spotkac nikogo za to w sezonie letnim ... co ja bede wam pisał sami wiecie jak jest latem . A co do znikniecia na kilka lat to wątpie w powodzenie takowej misji bieszczady. Jak nie Jabol by cie znalazł to jest jeszcze służba lesna... Pozdrawiam
No jasne, że w Bieszczadach można zniknąć!!!!!!
Chyba, że trafisz na bardzo ciekawe stanowisko endemitycznego gatunku wschodniokarpackiego Bieszczadnicus Niedzielnicus :D :D :D :D :D :D :D :D :D
Ale wtedy idź w druga stronę :D :D :D :D :D :D :D :D :D :D :D
http://forum.bieszczady.info.pl/bies...e2b80e736f55d3
Cześć!
Pytajcie Izy. Szedłem przed Nią i jej towarzyszami i zniknąłem i jeszcze dwie chatki znalażłem. Jak się wie gdzie to i w długi łykend można zniknąć.
Pozdrawiam
O nie do końca Bertrandzie zniknąłeś bo już nastepnego dnia namierzyliśmy Cię ponownie .
Serdecznie pozdrawiam
Na własne życzenie nie zostałem w tej chatce.
pozdrawiam
Moim zdaniem - bez szans....
Bieszczadzkie "ostępy" są dość gęsto przemierzane. Kilka tygodni przy dużym farcie mozna by sie ukryć, ale na dłużej to nie - gdzieś trzeba się zaopatrywać, a wspomniani już pracownicy leśni czy zbieracze dosyć gęsto penetruja teren.
Wszyscy lokalni "włóczęgowie" sa doskonale znani miejscowym przedstawicielom prawa. przedstawicielom prawa.
Jak bym miał się gdzieś ukryć przed światem...wybrałbym Warszawę.
A...dzisiaj wróciłem z Łopienki, i zaraz wrzucę fotozagadkę nie-koniecznie-z-Łopienki :)
Lech
zanotowane.pl doc.pisz.pl pdf.pisz.pl brytfanna.keep.pl
1. Post o "najbardziej dzikich, odludnych ostępach Bieszczad"
2. Pytanie znajomego: czy w tych Biesach da się zniknąć? Po prostu wyjechać tam i się rozpłynąć?
Kolega zapytał pod wpływem - znanego chyba wszystkim - nastroju pt. "A rzucam wszystko w ch... i wyp...m w Bieszczady", więc po jakimś czasie mu przeszło. Ale zostawił mnie z problemem. Teoretycznie powinienem znać odpowiedź, a mnie wtedy szczęka opadła... Pytanie niby proste, a zahacza o geografię, gastronomię, psychologię, telekomunikację, meteorologię, logistykę, kodeks cywilny, medycynę i Bóg wie ile jeszcze dziedzin życia...
No to pytam Was, bo dlaczego mam się męczyć sam? :)
Czy przy takim rozwoju technologii (głównie środków komunikacji) da się zniknąć w Biesach? Na parę lat zaszyć tak, żeby rodzina nie znalazła? Bank nie wytropił? Koleżanka "łańcuszka szczęścia" sms-em nie przysłała? Detektyw Rutkowski w bagażniku z powrotem nie przywiózł?
Chodzi mi jedynie o aspekt techniczny. Pomijam oczywiste uwarunkowania finansowe (jeść i mieszkać!) czy psychologiczne (wytrzymać!) :lol:
Czy przy takim rozwoju technologii (głównie środków komunikacji) da się zniknąć w Biesach? Na parę lat zaszyć tak, żeby rodzina nie znalazła? Bank nie wytropił? Koleżanka "łańcuszka szczęścia" sms-em nie przysłała? Detektyw Rutkowski w bagażniku z powrotem nie przywiózł? Oni (rodzina,Rutkowski,gsm) może by nie znależli takiej kryjówki ale "zaciekli" bieszczadnicy (taki Jabol na przykład) napewno by ją odkryli :lol:
A tak całkiem serio...Oj zaszył by się człowiek,oj zaszył...
Mnie osobiście jak na razie pomaga kilka godzin "urwania się " cywilizacji. Ostatnio spotkałem turystów od których wiem ,że gdy w ubiegłym roku wedrowali szlakiem czerwonym przez Beskid Niski na odcinku około 80 km spotkali tylko jedną osobę. W Bieszczadach to raczej nieprawdopodobne.
Cześć wszystkim,
Ostatnio spotkałem turystów od których wiem ,że gdy w ubiegłym roku wedrowali szlakiem czerwonym przez Beskid Niski na odcinku około 80 km spotkali tylko jedną osobę. W Bieszczadach to raczej nieprawdopodobne. Wszystko jest względne!!! Wędrowałem w zeszłym roku (pełnia sezonu!!!) przez Hulskie, Krywe, Tworylne, Obłazy, Studenne, dalej zielonym szlakiem przez Bukowinę do Krysowej, dalej czarnym do Przeł. Orłowicza(!!!!!) i w dół do Suchych Rzek i jeszcze dalej do Zatwarnicy i (co prawda nie było to 80 km, ale i tak sporo!) i nie spotkałem żadnego człowieka!!!!
Jest więc to bardzo, ale to bardzo względne!!!!
Życzyłbym sobie więcej takich wędrówek i takich szlaków!
Pozdrowaśki
WojtekR
Kolega Rutkowskiego niech się nie boi - jak napisał Robines - Jabola trza sie bac ;-) Ten to znajdzie kazdego w Biesach
Mnie osobiście jak na razie pomaga kilka godzin "urwania się " cywilizacji. Ostatnio spotkałem turystów od których wiem ,że gdy w ubiegłym roku wedrowali szlakiem czerwonym przez Beskid Niski na odcinku około 80 km spotkali tylko jedną osobę. W Bieszczadach to raczej nieprawdopodobne. Heh! Zależy z której strony sie patrzy... Zimą mozna i tydzień po bieskach łazic i nie spotkac nikogo za to w sezonie letnim ... co ja bede wam pisał sami wiecie jak jest latem . A co do znikniecia na kilka lat to wątpie w powodzenie takowej misji bieszczady. Jak nie Jabol by cie znalazł to jest jeszcze służba lesna... Pozdrawiam
No jasne, że w Bieszczadach można zniknąć!!!!!!
Chyba, że trafisz na bardzo ciekawe stanowisko endemitycznego gatunku wschodniokarpackiego Bieszczadnicus Niedzielnicus :D :D :D :D :D :D :D :D :D
Ale wtedy idź w druga stronę :D :D :D :D :D :D :D :D :D :D :D
http://forum.bieszczady.info.pl/bies...e2b80e736f55d3
Cześć!
Pytajcie Izy. Szedłem przed Nią i jej towarzyszami i zniknąłem i jeszcze dwie chatki znalażłem. Jak się wie gdzie to i w długi łykend można zniknąć.
Pozdrawiam
O nie do końca Bertrandzie zniknąłeś bo już nastepnego dnia namierzyliśmy Cię ponownie .
Serdecznie pozdrawiam
Na własne życzenie nie zostałem w tej chatce.
pozdrawiam
Moim zdaniem - bez szans....
Bieszczadzkie "ostępy" są dość gęsto przemierzane. Kilka tygodni przy dużym farcie mozna by sie ukryć, ale na dłużej to nie - gdzieś trzeba się zaopatrywać, a wspomniani już pracownicy leśni czy zbieracze dosyć gęsto penetruja teren.
Wszyscy lokalni "włóczęgowie" sa doskonale znani miejscowym przedstawicielom prawa. przedstawicielom prawa.
Jak bym miał się gdzieś ukryć przed światem...wybrałbym Warszawę.
A...dzisiaj wróciłem z Łopienki, i zaraz wrzucę fotozagadkę nie-koniecznie-z-Łopienki :)
Lech