ďťż

Co wolno i można w internecie [wątek wydzielony]

bigos - mój pamiętnik, wspomnienia, uczucia, przeżycia ...

No cóż, jak zwykle wszystkiemu winni są moderatorzy. Tym razem otrzymaliśmy żądanie (nie prośbę a żądanie właśnie) aby usunąć jeden post. Nie było w tym poście nic co łamałoby regulamin (tak, regulamin) więc nie został usunięty. Poprosiliśmy Jimi aby porozmawiała z autorem tego nieszczęśliwego postu i poprosiła aby to on zgłosił go do moderacji - wtedy moglibyśmy działać. Takie rozwiązanie Jimi odrzuciła. Efekt widzicie powyżej.

Na forum moderatorskim zaproponowałem czynnym moderatorom rozwiązanie tego (i kilku innych problemów). Wstrzymajcie się proszę z radykalnymi działaniami (Ciebie Aniu też ta prośba dotyczy) dzień lub dwa.

EDIT:

żądanie (nie prośbę a żądanie właśnie) Jimi zwraca mi uwagę, że nie żądała a prosiła. Niech będzie, biorę wszystko na klatę.


Zgadza się, pierwszy raport zaczęłam "Proszę o wykasowanie części posta..." a drugi "Zwracam się ponownie z prośbą o...". Czy to jest żądanie pozostawiam do dowolnej interpretacji. Odrzuciłam rozwiązanie moim zdaniem śmieszne ale nie będę tego komentować publicznie.
Jimi, wyobraź sobie sytuację, gdy Ty coś napisałaś, a takiemu Bartolomeo się to po prostu nie podoba, bo ma inną optykę. Bo mu się wydaje, że ten post nie powinien się tu znaleźć. I uważa, że należy ten Twój post skasować. I po prostu kasuje. Czy to byłoby OK?

Można się naśmiewać z regulaminu, wyzywać modów od biurokratów i sugerować specjalne traktowanie niektórych użytkowników, ale ten śmieszny i nieudolny spis zasad jest właśnie czymś, co do pewnego stopnia uodparnia forum na różnego rodzaju widzimisię, wydajemisię i - ogólnie - subiektywne pojmowanie świata. A tutaj ilu użytkowników, tyle indywidualności.

Dlaczego nie poprosisz Zbyszka, by zaraportował swój własny post? To się często zdarza, a Zbyszek to miły facet i pewnie to chętnie zrobi. Wtedy modzi będą mieli podstawę do interwencji i skasowania fatalnego zapisu "na prośbę autora". Czy taka prośba jest sprzeczna z Twoimi zasadami? W takim razie dlaczego tak trudno Ci zrozumieć inne zasady - forumowe, przyjęte przez ogół?

O opamiętanie proszę. I o odrobinę empatii.
"to po prostu nie podoba, bo ma inną optykę. Bo mu się wydaje, że ten post nie powinien się tu znaleźć. I uważa, że należy ten Twój post skasować. I po prostu kasuje. Czy to byłoby OK?"

-Jeżeli byłby to wątek założony przez Niego -z jego pomysłem, jego konceptem, gdzie wcześniej napisał swoją prośbę -tak, moim zdaniem byłoby to ok. Jeżeli jednak byłby to post w wątku ogólnym typu "Muzyka jakiej słuchamy" lub "Znasz Bieszczady detale" -to nie byłoby ok. Ja ten wątek traktowałam osobiście.

"Dlaczego nie poprosisz Zbyszka, by zaraportował swój własny post? To się często zdarza, a Zbyszek to miły facet i pewnie to chętnie zrobi."

-Tak jak Ci prywatnie napisałam w poprzednich dniach :) Czyli chodzi o to bym napisała do Zbyszka, by on napisał do Was że chce -hehe bez sensu. Wiem, że wtedy procedury regulaminu będą zachowane -ale takie postępowanie jest śmieszną zabawą. Zbyszek jest fajny i mam z nim dobry kontakt. Ale gdy w przyszłości byłby to ktoś inny? Też mam tak pisać po ludziach? A jeśli oni się nie zgodzą? Za bardzo obawiam się takiej sytuacji, więc zachowam się tak, jak napisałam wcześniej -zaniecham pisania na wszelki wypadek.

Bardzo dziękuję wszystkim za wiadomości, smsy i maile jakie dziś dostałam -podniosło mnie to na duchu :D Dostałam nawet przecudownego smsa z Niemiec :* Bardzo się cieszę, że (mimo że nie komentowaliście za wiele!) to tak na prawdę czytaliście relacje z zainteresowaniem i takie słowa wciąż działają inspirująco :*


Jimi - ja się nie chcę tak właściwie wtrącać ale trochę przykro mi to czytać (to forum traktuję przede wszystkim jako chwilę oddechu i przyjemności). Szkoda mi w tym wszystkim Zbyszka bo pewnie jak zobaczy jaka burza z powodu jego posta się rozpętała to chyba nie będzie się fajnie czuł. Może zrobił rzeczywiście coś nie po Twojej myśli ale może po prostu nie doczytał tego fragmentu o "niechceniu komentarzy z nazwami". Naprawdę tak strasznie ten Jego post popsuł Ci koncepcję relacji? Moim zdaniem takim ogromnym grzechem jak go przedstawiasz jednak nie był. (chociaż zdaję sobie sprawę, że jako autor możesz mieć inne zdanie).
Tak ogólnie odnosząc się do przyczyny tej awanturki, uważam, że publikując coś na publicznym forum dyskusyjnym nie możemy oczekiwać aby dyskusja podążała wyłącznie w wymyślonym przez nas kierunku (oczywiście wykluczając wulgaryzmy i tym podobne sprawy). Jeśli forumowicze chcieliby podyskutować o miejscach w których byłaś to nie powinni? powinni założyć inny wątek? to takie trochę sztuczne. Jeśli autor chce aby jego twórczość pozostała w kształcie od początku do końca wyłącznie nadanym przez niego samego to rzeczywiście najlepszym sposobem jest taki rodzaj zapisu jaki prowadzisz na stronach, które czytam z zainteresowaniem :))
Jimi - szkoda energii na obrażanie, chyba nie będziesz przecież tu polować na możliwe kolejne posty z nazwami przez kolejne lata ;)) A jesień w Bieszczadach pewnie piękna...:)

Tak ogólnie odnosząc się do przyczyny tej awanturki, uważam, że publikując coś na publicznym forum dyskusyjnym nie możemy oczekiwać aby dyskusja podążała wyłącznie w wymyślonym przez nas kierunku (oczywiście wykluczając wulgaryzmy i tym podobne sprawy). Jeśli forumowicze chcieliby podyskutować o miejscach w których byłaś to nie powinni? powinni założyć inny wątek? to takie trochę sztuczne. Jeśli autor chce aby jego twórczość pozostała w kształcie od początku do końca wyłącznie nadanym przez niego samego to rzeczywiście najlepszym sposobem jest taki rodzaj zapisu jaki prowadzisz na stronach, które czytam z zainteresowaniem :))
Jimi - szkoda energii na obrażanie, chyba nie będziesz przecież tu polować na możliwe kolejne posty z nazwami przez kolejne lata ;)) A jesień w Bieszczadach pewnie piękna...:)
W całej rozciągłości popieram -poza tym Jimi masz dwa forumowe tytuły nadane nie tylko za " piękne oczy" Uzależniłaś kilkoro z nas od swoich relacji i nie godzim się na Twoje zaniechanie ( stronka prześwietna ale forum to forum) A i najważniejsze - mój znajomek powiedział że Cię już czerwonym golfem nie podwiezie:-(

Dlaczego nie poprosisz Zbyszka, by zaraportował swój własny post? To się często zdarza, a Zbyszek to miły facet i pewnie to chętnie zrobi. Wtedy modzi będą mieli podstawę do interwencji i skasowania fatalnego zapisu "na prośbę autora". Zbyszek zrobił, modzi mieli podstawę.

Mleko się co prawda już rozlało, ale lepiej późno niż wcale.

publikując coś na publicznym forum dyskusyjnym nie możemy oczekiwać aby dyskusja podążała wyłącznie w wymyślonym przez nas kierunku (oczywiście wykluczając wulgaryzmy i tym podobne sprawy). Jeśli forumowicze chcieliby podyskutować o miejscach w których byłaś to nie powinni? powinni założyć inny wątek? to takie trochę sztuczne. Jeśli autor chce aby jego twórczość pozostała w kształcie od początku do końca wyłącznie nadanym przez niego samego to rzeczywiście najlepszym sposobem jest taki rodzaj zapisu jaki prowadzisz na stronach, które czytam z zainteresowaniem :)) To nie jest do końca tak. Internet nie jest miejscem, nad którym można mieć kontrolę (kto nie zna niech poczyta o efekcie Streisand) i nakładanie ograniczeń czy to przez kasowanie wskazanych postów na forum czy też przez prowadzenie własnego bloga nic nie da. Nic!

Załóżmy, że Jimi umieściłaby swoją relację od razu na blogu a ktoś znalazłby niepodpisane zdjęcia i wkleiłby do naszych zagadek z pytaniem "gdzie to jest?". Dostałby odpowiedź? Dostałby. Ale idźmy dalej, kolejne założenie jest takie: Jimi dostaje specjalne uprawnienia, o które prosiła, i takie zagadki z naszego forum znikają na wniosek Jimi. Z naszego forum znikają, ale forów górskich jest w Polsce co najmniej kilka a dyskusje o górach prowadzone są nawet na forach popularnych gazet. I co? Trzeba pisać do adminów Gazety Wyborczej, Nowin czy Supernowości (że tylko lokalną prasę wymienię), trzeba pisać na bratnie forum, na strony górskie, i Bóg jeden wie jeszcze gdzie. Trzeba cenzurować pół Internetu.

Oczywiście można uznać, że to nasze forum jest w kwestii Bieszczadów opiniotwórcze, ale... ale to założenie zbyt odważne :wink: Jeżeli coś wiesza się w sieci, czy to na forum czy na FB czy na własnym blogu to traci się nad tym kontrolę. Nie można zjeść ciastka i mieć ciastka, nie można mieć swojego tajemnego miejsca w górach i chwalić się nim w sieci pokazując piękne zdjęcia, sam brak podpisu pod zdjęciem niewiele zmienia.

Droga Jimi: albo zjesz ciastko albo będziesz go miała dla siebie. I nie mieszaj w to forum, moderatorów czy naszych wspólnych znajomych - to tylko i wyłącznie Ty decydujesz.

Pomyślcie o tym drodzy forumowicze zanim coś wrzucicie do sieci. Wśród osób zajmujących się problemami bezpieczeństwa sieciowego popularne jest powiedzenie: wszystko co wrzucasz do Sieci traktuj jako dostępne dla wszystkich bez ograniczeń. Na zawsze.

wszystko co wrzucasz do Sieci traktuj jako dostępne dla wszystkich bez ograniczeń. Na zawsze. Właśnie coś podobnego o czym mówi bartolomeo, dzisiaj zaistniało w necie. Pewna pani kandydatka na posła o inicjałach K. J. z pewnej partii na literę "n" postanowiła tak sama sobie zrobić spot reklamowy by ją właśnie promował. Nie wiem, czy dla jaj czy naprawdę, ale go umieściła! Myślę, że już po kilku wejściach pożałowała tego co uczyniła i tak jak go szybko umieściła tak szybko go usunęła z fb i yt. Inny kandydat P.W. z partii na "k" zobaczył ten klip i kiedy pisał na Twitterze o tym to chciał jeszcze umieścić link, jednak... już film został usunięty przez autora. P.W. jednak rzucił hasło na Twitterze, że jeśli ktoś ma to niech takowy poda. I po kilku minutach jeden z tt dał odzew, że "z dysku Google go odzyska" (tak napisał, ja nie jestem informatykiem) a za godzinę już dał link i klip ponownie umieścił, ale już jako autor. Jak ja go zobaczyłem 3 godziny temu to nie było jeszcze 1/2 setki wejść, teraz dochodzi do trzeciego tysiąca. Link do "Śpiewającej kampanii..." pędzi w wirtualny świat. Klip jest przedni i ma szanse na przebój oraz setki tysięcy odsłon. Ot potęga netu.
Jako uzupełnienie podam, że ten "klip wyborczy" jest oglądany średnio tysiąc razy na godzinę i tylko na yt a równolegle już sobie hula na przeróżnych innych portalach typu demoty, wykopy, wiochy itp. Nie ma szans tego zatrzymać pani K. J. Śmiem wątpić, że dzięki temu jej poparcie wzrośnie, ale czy partia na "n" z tego tytułu też nie dostanie po % ... a to już nie będzie indywidualna wtopa.
Swiete słowa. Klip ma już ponad 6,5 tys wejśc i czy sobie autorka życzy czy nie...bedzie już w sieci na zawsze.
Zanim cokolwiek zamieścisz w necie, zastanów się sto razy.
I gdzie tu polemika o wędrówce? Reconie, zamieściłeś jeden wpis o jakimś tam spocie, z podsumowaniem, żeby było niby w temacie tej i tak już pobocznej dyskusji, jaka to jest potęga netu. Trudno się mówi. Ale drugi wpis to już jest totalne zaśmiecanie tego wątku. Miej odrobinę szacunku dla Autorki wątku jak i dla czytających, którzy nie po tu zaglądają by podniecać się jakimiś politykami i ich wpadkami.

PS
Uważam, że całą dyskusję o tym czym jest net a czym nie należy bezwzględnie stąd usunąć i umieścić w odpowiednim do tego dziale.
Wydzielamy. Jeśli ktoś ma lepszy pomysł na tytuł, to proszę
Zrozumiałem z tego wszystkiego tyle, że Jimi o coś poszło ale nie za bardzo wiem o co. Trudno mi ogarnąć czy Jimi już nic nie napisze na tym forum, czy tylko w spornym temacie. Gdyby ta dziewczyna miała zamilknąć, to trochę tak jakby zawalił się mój wirtualny świat. Na nieszczęście ten świat już nie jest jedynie ułudą i bezkarnym gonieniem za wiatrem.
Lisk napisał to co kołatało mi się w głowie od samego początku z tym, że ja bym tego tak precyzyjnie nie umiał ująć. Jimi nie może tego zrobić i mam nadzieję, że na naszą prośbę nie zrobi.
Trzy dni kary bez jej wpisów w zupełności mi wystarczy.

I gdzie tu polemika o wędrówce? Reconie, zamieściłeś jeden wpis o jakimś tam spocie, z podsumowaniem, żeby było niby w temacie tej i tak już pobocznej dyskusji, jaka to jest potęga netu. Trudno się mówi. Ale drugi wpis to już jest totalne zaśmiecanie tego wątku. Miej odrobinę szacunku dla Autorki wątku jak i dla czytających, którzy nie po tu zaglądają by podniecać się jakimiś politykami i ich wpadkami.

PS
Uważam, że całą dyskusję o tym czym jest net a czym nie należy bezwzględnie stąd usunąć i umieścić w odpowiednim do tego dziale.
Święte słowa Bazylu. A skoro Zbyszek post usunął zamknijcie w cholerę ten poboczny, nikomu niepotrzebny wątek i niech spada w otchłań netu.

I gdzie tu polemika o wędrówce? Reconie, ... Wygląda na to, że działam niczym "czerwona płachta" dla sir Bazyla... :-P
Kiedy przeczytałem o wędrowaniu to w pewnym momencie to wędrowanie przerodziło się w strzelenie focha, później mod uzewnętrznił prywatną korespondencję z autorką, następnie autorka zapisy tej korespondencji prostowała, następnie szły posty poparcia, wsparcia i otarcia łez, było też puszczanie oczek a i było o efekcie pewnego internetowego zjawiska i dopiero wtedy to ja, niczym podstępny troll, i to celowo(!!!), przywaliłem "zaśmiecenie" wątku a jak nie było po nim kontrreakcji i widząc, że temat zaczyna iść w "lepszym" kierunku to przywaliłem następnego "śmiecia". Larum powstał i bardzo dobrze... temat uporządkowano i posprzątano, ale tylko tak pobieżnie, bo śmieci pozostało jeszcze.... ooooo np. po jaki grzyb taki post Jimi "To nie jest słuszny trop" .

Z tego wynika, że samo wędrowanie Jimi aż tyle nie wywołuje ambarasu co pociskanie pierdół.

I to wszystko zrobiłem z szacunku dla Autorki jak i dla czytających!!!

Ps. Zdradzi mi ktoś jaki jest ten słuszny trop?

mod uzewnętrznił prywatną korespondencję z autorką Nie uzewnętrznił (nie cytowałem ani wyrazu) i nie prywatną korespondencję (to był raport a nie prywatna korespondencja).

Czuję się trochę jak "zamieszany w sprawę zegarka". Znacie to?
Jeżeli zamierzasz w przyszłości znów pouczać to najpierw zapoznaj się ze sprawą.

Ponowne pytanie o nazwę miejsca też? Czy tylko mnie się wydaje, że całe zamieszanie właśnie z nazwą miejsca było związane?

To nie jest do końca tak. Internet nie jest miejscem, nad którym można mieć kontrolę (kto nie zna niech poczyta o efekcie Streisand) i nakładanie ograniczeń czy to przez kasowanie wskazanych postów na forum czy też przez prowadzenie własnego bloga nic nie da. Nic!

Załóżmy, że Jimi umieściłaby swoją relację od razu na blogu a ktoś znalazłby niepodpisane zdjęcia i wkleiłby do naszych zagadek z pytaniem "gdzie to jest?". Dostałby odpowiedź? Dostałby. Ale idźmy dalej, kolejne założenie jest takie: Jimi dostaje specjalne uprawnienia, o które prosiła, i takie zagadki z naszego forum znikają na wniosek Jimi. Z naszego forum znikają, ale forów górskich jest w Polsce co najmniej kilka a dyskusje o górach prowadzone są nawet na forach popularnych gazet. I co? Trzeba pisać do adminów Gazety Wyborczej, Nowin czy Supernowości (że tylko lokalną prasę wymienię), trzeba pisać na bratnie forum, na strony górskie, i Bóg jeden wie jeszcze gdzie. Trzeba cenzurować pół Internetu.

Oczywiście można uznać, że to nasze forum jest w kwestii Bieszczadów opiniotwórcze, ale... ale to założenie zbyt odważne :wink: Jeżeli coś wiesza się w sieci, czy to na forum czy na FB czy na własnym blogu to traci się nad tym kontrolę. Nie można zjeść ciastka i mieć ciastka, nie można mieć swojego tajemnego miejsca w górach i chwalić się nim w sieci pokazując piękne zdjęcia, sam brak podpisu pod zdjęciem niewiele zmienia.

Droga Jimi: albo zjesz ciastko albo będziesz go miała dla siebie. I nie mieszaj w to forum, moderatorów czy naszych wspólnych znajomych - to tylko i wyłącznie Ty decydujesz.

Pomyślcie o tym drodzy forumowicze zanim coś wrzucicie do sieci. Wśród osób zajmujących się problemami bezpieczeństwa sieciowego popularne jest powiedzenie: wszystko co wrzucasz do Sieci traktuj jako dostępne dla wszystkich bez ograniczeń. Na zawsze.
Pisząc o najlepszym miejscu miałam na myśli najlepsze miejsce w internecie a nie generalnie. Gdyby Jimi wydała książkę z opisem swoich relacji też nie miałaby wpływu na komentarze pojawiające się w internecie, ale jednak zapis w książce pozostawałby nadal taki jakby chciała. I ktoś czytając książkę nie byłby automatycznie "skazany" na czytanie komentarzy. Podobnie - moim zdaniem - rzecz ma się z zapisem na prowadzonych stronach. A zupełnie odwrotnie jest natomiast w przypadku właśnie forum, na którym należy spodziewać się, że nie każde włożone "trzy grosze" do tematu będzie nam odpowiadało. Czasami czytając różne relacje, nie piszę nic - chociaż czasami aż korci, żeby westchnąć z zachwytu - bo wydaje mi się, że lepiej aby relacja toczyła się dalej bez "przerywników". Zdarza się, że takie relacje niespodziewanie gasną i nie mają kontynuacji...czasami zastanawiam się czy to nie przez brak naszych reakcji...

zastanawiam się czy to nie przez brak naszych reakcji... Z własnego doświadczenia napiszę, że najczęściej gasną właśnie dlatego.
wtedy trzeba zerknąć na rosnącą liczbę wejść i ... pisać dalej ;)

Z własnego doświadczenia napiszę, że najczęściej gasną właśnie dlatego. Podczas czynnego uczestnictwa na naszym forum, poczułem kilka razy wyrzuty sumienia. A to z powodu późniejszego odczucia, że "wciąłem" się zbyt nadgorliwie. Ten ostatni, był mader bolesny:-(. Usprawiedliwianie się (nawet gdyby miało swoje uzasadnienie) już nic nie zmieni, jednak niesmak pozostaje :-(. Pamiętam przypadek, gdy wyjątkowo sympatycznemu i uczynnemu Wojtkowi P. swoją nadmierną wnikliwością również pokrzyżowałem scenariusz relacji. Takich różnych "baboków" z mojej strony było więcej. Ale to już historia i obiecuję poprawę, ale tylko obiecuję :-) , tak jak to robią nasi politycy, szczególnie podczas debaty :-). Dziękuję Asi za wcześniejsze i właściwe zrozumienie problemu i Bartkowi za hart ducha podczas różnych insynuacji pod jego adresem. A tak już na poważnie, to osobiście uważam, że Bartek ma rację. Wszelkiego rodzaju, bardziej lub mniej prywatne "wkładki", mobilizują do kontynuowania relacji i świadczą o zainteresowaniu czytających. Sama ilość wejść na dany wątek, jest pewną satysfakcją, jednak jeżeli są one poparte jakąś refleksją, osobistymi spostrzeżeniami lub uwagami, to dopiero jest frajda dla duszy. Każdy ma prawo posiadać swój styl pisania relacji i oprócz tego, że należy to uszanować, to nie doprowadza do monotonii w poszczególnych relacjach (zmusza do myślenia). Natomiast w moim przypadku, ujawnia się choroba zawodowa, polegająca na "wyłożeniu kawy na ławę" czyli przekazaniu swojej wiedzy i pewnych doświadczeń innym, aby mieli już "gotowca" na ewentualne wycieczki. Nie wiem na ile to komuś pomogło, ale ja wielokrotnie korzystałem z doświadczeń bardziej znakomitych znawców bieszczadzkich bezdroży, aby posmakować niepowtarzalny urok miejsc, gdzie nie ma szlaków, a jedynie cisza i pustką rozmarzona dusza.

....Zdarza się, że takie relacje niespodziewanie gasną i nie mają kontynuacji...czasami zastanawiam się czy to nie przez brak naszych reakcji... Czuję się wywołany do tablicy. Właśnie kończę relację, która zacząłem w ubiegłym roku. Będę ją systematycznie wstawiał kiedy będzie ukończona. taki znalazłem sposób mobilizujący. Obiecuję, że w listopadzie bedzie gotowa i będziecie mogli dokończyć ognisko..

pozdrawiam

Gdyby Jimi wydała książkę z opisem swoich relacji też nie miałaby wpływu na komentarze pojawiające się w internecie, ale jednak zapis w książce pozostawałby nadal taki jakby chciała. I ktoś czytając książkę nie byłby automatycznie "skazany" na czytanie komentarzy. Podobnie - moim zdaniem - rzecz ma się z zapisem na prowadzonych stronach. Asiu, ja wiem, że Ty rozumiesz to co zaraz napiszę. I mam nadzieję, że Ty wiesz, że ja wiem, że Ty rozumiesz :mrgreen: Ale napiszę to co mam napisać, bo może komuś coś to uświadomi, napiszę niekoniecznie odpowiedź na Twój post ale raczej jego kontynuację.

Otóż książka jest zupełnie innym medium niż nawet własna strona internetowa (czy też blog). Książka ma zupełnie inny zakres oddziaływania (współczesny Polak czyta mniej niż jedną książkę rocznie) a informacja w niej zawarta nie rozpływa się tak szeroko. Nad informacją wywieszoną w Internecie traci się panowanie bezpowrotnie, wszelakie linki i przekazywanie informacji dalej, kopiowanie i powielanie nie wymagają żadnego wysiłku. Książkę trzeba jednak zdobyć w jakiejś fizycznej postaci, kopię trzeba też zrobić fizycznie lub zeskanować (i, być może, powiesić w sieci). Nawet wtedy jednak ma najczęściej wyraźnie gorszą jakość i linkowanie do niej czy też kopiowanie fragmentów z niej nie jest takie łatwe.

Ile na naszym forum jest linków do innych stron a ile fragmentów papierowych książek? Tego nie da się porównać. Dlatego napisałem, że nad informacją udostępnioną w Sieci traci się kontrolę. Można kontrolować blog podobnie jak książkę, można moderować komentarze albo zupełnie je wyłączyć, można panować nad tą wybraną stroną - ale udostępniona na tej stronie informacja dalej żyje już niezależnie od chęci, zdania czy zamierzeń autora.

Więcej nie będę się już w tym temacie wymądrzał :wink:


wtedy trzeba zerknąć na rosnącą liczbę wejść i ... pisać dalej ;) Szczerze mówiąc dla mnie liczba wejść jest żadną informacją, bo nie wiem czy czytelnik po wejściu nie wzruszył tylko ramionami i nie poszedł dalej. Dopiero jak się odezwał i coś napisał to jego opinia staje się wartościowa.

Henio proponował kiedyś aby oceniać czytany wątek (każdy użytkownik może przydzielać wątkom swoje "gwiazdki") - i to jest jakieś rozwiązanie, trochę kulawe ale jednak dające pewien ogląd sytuacji. Jeżeli wątek dostał od 30 osób pięć gwiazdek to znacznie więcej niż 50 tys. wejść. Ale nadal mniej niż 2 komentarze.

Jeżeli chcecie czytać relacje to komentujcie te, które już się pojawiają. Nie po to autorzy wstawiają ja na forum dyskusyjne, żeby w ciszy odchodziły w zapomnienie.


Podczas czynnego uczestnictwa na naszym forum, poczułem kilka razy wyrzuty sumienia. A to z powodu późniejszego odczucia, że "wciąłem" się zbyt nadgorliwie Nawet nadgorliwe wcięcie jest lepsze od milczenia.

Oczywiście to moje osobiste zdanie, niekoniecznie trzeba się z nim zgadzać :mrgreen:

Pamiętam przypadek, gdy wyjątkowo sympatycznemu i uczynnemu Wojtkowi P. swoją nadmierną wnikliwością również pokrzyżowałem scenariusz relacji. Ja nie pamiętam, ale gdziekolwiek i kiedykolwiek by to nie było, zawsze Twoją "wnikliwość" odbieram bardzo ciepło;-) Sam się też wtrącam do opowieści inyych (ale tylko wtedy, gdy mam coś do powiedzenia lub zapytania). Myślę, że wypowiedzi w "cudzych" wątkach zmieniają je z formy referatu na formę rozmowy.

.... współczesny Polak czyta mniej niż jedną książkę rocznie .... Ło rety! Jeśli ja czytam sześć, to pół tuzina Polaków przeze mnie nie może przeczytać ani jednej:?::-?
Gorzej - cały tuzin Polaków (58% naszych rodaków nie przeczytało w zeszłym roku żadnej książki).
Witaj

Piszesz:
Nawet nadgorliwe wcięcie jest lepsze od milczenia.
Oczywiście to moje osobiste zdanie, niekoniecznie trzeba się z nim zgadzać

A mogę tak?

A może nie każda relacja z wyprawy jest zaproszeniem do wpieprzania się.
Jak jesteś w teatrze i wysłuchujesz monologu, to nie "wrzeszczysz" w międzyczasie.
Ano - bo publika obok zaraz Ci sprawi "manto" i publicznie zlinczuje.
Tutaj trochę inaczej.
Czasem, a raczej zawsze warto zastanowić się zanim coś stworzymy.
Czy to będzie wątek, czy nie na miejscu wpis w wątku danym.

Lubię Was choć się nie znamy.
Czytajmy i piszmy ze zrozumienieniem.
A inaczej - milczmy.

Jimi - przemyśl na spokojnie.

Pozdrówka dla wszystkich
Michale, forum dyskusyjne to nie teatr a tworzone tu relacje to nie monologi wygłaszane do czaszki :wink: To raczej przedstawienia wędrownej trupy (czasem nawet artystów) na jarmarku, milczenie raczej takich twórców peszy niż im pomaga. Da się stworzyć na forum monolog, ale do tego są zdecydowanie lepsze media niż forum właśnie.

Co oczywiście nie zmienia faktu, że
bo wtedy nie będzie nadgorliwych wcięć a tylko i wyłącznie te pożądane przez autora wątku. Bo niewątpliwie masz rację, że są wcięcia, które powodują u autora wątku tzw. "opad rąk" :wink: Myślenie jest wskazane zawsze, a w dyskusji może nawet bardziej niż w monologu.

No pewnie, że możesz. W końcu to forum dyskusyjne :mrgreen:
  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • brytfanna.keep.pl