bigos - mĂłj pamiÄtnik, wspomnienia, uczucia, przeĹźycia ...
"(...) Wiedza dzieci z podwarszawskiego Konstancina bywa zaskakująca. Sześcioletni chłopiec wymienił mi wszystkie księżyce Jowisza, a dziecko w Bieszczadach wie, że istnieje jeden księżyc - ten, który widzi nocą na niebie. Przedszkolaki z Konstancina mają otwarty dostęp do wiedzy, a dziecko z Bieszczadów może co najwyżej kupić sobie książkę. O ile matka ma dość pieniędzy, by zafundować mu taki prezent."
(fragment wywiadu z dr. Błażejem Błażejowskim - "Gazeta Wyborcza", 26.02.2010).
WYŚLIJ KSIĄŻKĘ DO KOMAŃCZY
CEL:
Chcemy zebrać ok. 700 książek, dla każdego ucznia w gminie Komańcza. Książki zostaną wręczone na koniec roku szkolnego. Mamy nadzieję, że dzięki nim część dzieci będzie mogła rozwinąć swoje zainteresowania. Otrzymana książka może stać się bodźcem do lepszej nauki i startu do szkoły średniej, a później na studia.
CO TRZEBA ZROBIĆ:
Kupić książkę, zapakować w kopertę lub karton i wysłać na adres: Zespół Szkół w Komańczy, 38-543 Komańcza
Mogą to być bajki, opowiadania, poezja, książki o muzyce, filmie, technice itp (dla dzieci w wieku 6-15 lat). Prosimy o wysyłanie WYŁĄCZNIE NOWYCH KSIĄŻEK. Lista darczyńców zostanie opublikowana na stronie internetowej szkoły.
POMYSŁODAWCY I ORGANIZATORZY:
dr Błażej Błażejowski, paleontolog (Szczawne gm. Komańcza, Warszawa)
Dariusz Podbereski, ekolog, dziennikarz Radia Gdańsk (Gdańsk, Komańcza)
Maria Grabek, dyrektor Zespołu Szkół w Komańczy
AMBASADORZY PROJEKTU:
1. Tomasz Szwed, autor, kompozytor, piosenkarz, psychoterapeuta
2. Konrad Szachnowski, sanoczanin, dyrektor teatru miniatura w Gdańsku
3. Orkiestra Świętego Mikołaja, jeden z zespołów, które "wymyśliły" folk w Polsce, szczególnie związany z nieistniejącą już wsią Jawornik w gminie Komańcza
4. Janusz Janowski, pomysłodawca i organizator podróżniczych "Kolosów", miłośnik Beskidu Niskiego
KONTAKT I INFORMACJE :
Dariusz "Łoś" Podbereski - 502 523 833
Maria Grabek, dyrektor Zespołu Szkół w Komańczy - (13) 46 77 042
W przypadku zebrania większej liczby książek egzemplarze dodatkowe zostaną przekazane szkole w sąsiedniej gminie. Projekt nie jest zastrzeżony - możesz powielić ten pomysł w innej gminie. Zakończenie projektu nastąpi w pierwszych dniach czerwca.
Tyle organizatorzy. Informację o akcji dostałem dzięki mailowi od WUKI.
A teraz ja, Marcowy, mam następującą propozycję dla KIMB-owiczów - przywieźmy książki w maju do Ustrzyk Górnych, zapakujmy w jeden karton i zawieźmy zbiorczo do Komańczy jako prezent od Internautów - Miłośników Bieszczad. Co Wy na to?
Ja jestem ZA, świetna inicjatywa, poza książkami zapewniam także karton, będzie duuuży, wiec się postarajcie :)
"(...) Prosimy o wysyłanie WYŁĄCZNIE NOWYCH KSIĄŻEK. ] bez sensu... musi miec jeszcze metke ksiegarni i rok wydania 2010?? jak slysze takie rzeczy to mnie smiech bierze... mam w domu wiele uzywanych ksiazek zarowno kupionych na bazarach czy ktore dostalam i o dziwo! tez sie je da czytac!!
to tak jak ostatnio mowil ksiadz u nas w kosciele, zeby oddawac na parafie ubrania dla biednych.. ok, piekna inicjatywa.. tylko ubrania maja byc wylacznie nowe i w dobrym gatunku.. dobrze ze nie dodal ze tylko markowych firm i z najnowszych kolekcji..
ja glownie w lupeksach sie ubieram, cale studia ksiazki tylko kserowalam bo wychodzilo 3 razy taniej ale dla biednych mam isc kupic nowe ubrania czy ksiazki..
w d...im sie poprzewracalo...
A mi się wydaje, że problem nie w tym by książki rozdawać, ale by uczyć z nich korzystać. Jeszcze w Krakowie na studiach parę razy robiliśmy jakieś akcje rozdawania książek studentom i zdarzało się, że po takim rozdaniu książki znajdowały się w koszach (nowe). Łatwo jest dać, pójść do księgarni, kupić i przekazać do rozdania. Później chodzić zadowolonym, że się zbożny uczynek wykonało i do zbawienia o krok bliżej ;) Dzieciom bardziej potrzeba czasu niż takich książkowych gadżetów, czasu podczas, którego można nauczyć je korzystać z książek. Poza tym każde dziecko ma jakieś preferencje, zainteresowania. Młodego historyka na pewno nie zaciekawi książka o fizyce, młodego sportowca książka o dinozaurach, młodego technika książka o ubiorach w entym wieku, a młodego przyrodnika książka o historii przemysłu naftowego. Jako bibliofila śmieszą mnie takie akcje. Sam kiedyś tam chodziłem do szkoły i w czymś podobnym uczestniczyłem i przyznam, że już wtedy wydawało mi się to żenujące. Trudniej jednego nauczyć czytać książki niż setce podarować po kilogramie makulatury, tudzież półproduktu do produkcji papieru toaletowego.
Mam w domu dość sporo ciekawych i ładnie wydanych książek albumowych dla dzieci, z różnych cykli historycznych, przyrodniczych, całe zestawy tych książek bo moja rodzina jako wszelkie prezenty kupowała dzieciom książki.
Książki pochodzą z okresu 10-15 lat temu.
Teraz moje dorosłe chłopy już z tych książek wyrosły :-)
Książki mają jedną wadę - są używane i to dość intensywnie, bo moje dzieci wiele razy je czytały, nie są zniszczone, w sensie podarte lub pobazgrane bo my szanujemy książki ale widać też, że nie są nowe.
No więc jak rozumiem - nie nadają się ?
B.
Mam w domu dość sporo ciekawych i ładnie wydanych książek albumowych dla dzieci, z różnych cykli historycznych, przyrodniczych, całe zestawy tych książek bo moja rodzina jako wszelkie prezenty kupowała dzieciom książki.
Książki pochodzą z okresu 10-15 lat temu.
Teraz moje dorosłe chłopy już z tych książek wyrosły :-)
Książki mają jedną wadę - są używane i to dość intensywnie, bo moje dzieci wiele razy je czytały, nie są zniszczone, w sensie podarte lub pobazgrane bo my szanujemy książki ale widać też, że nie są nowe.
No więc jak rozumiem - nie nadają się ?
B. wychodzi na to ze mozesz je wsadzic w kibel.. bo pomyslodawcy akcji DUZYMI literami napisali co jest najwazniejsze..
wychodzi na to ze mozesz je wsadzic w kibel.. bo pomyslodawcy akcji DUZYMI literami napisali co jest najwazniejsze.. No właśnie. Też na to zwróciłem uwagę. A jeśli chciałbym wysłać książkę w świetnym stanie, ale paroletnią? Może to tylko niefortunne sformułowanie?
bez sensu... musi miec jeszcze metke ksiegarni i rok wydania 2010?? jak slysze takie rzeczy to mnie smiech bierze... mam w domu wiele uzywanych ksiazek zarowno kupionych na bazarach czy ktore dostalam i o dziwo! tez sie je da czytac!!
to tak jak ostatnio mowil ksiadz u nas w kosciele, zeby oddawac na parafie ubrania dla biednych.. ok, piekna inicjatywa.. tylko ubrania maja byc wylacznie nowe i w dobrym gatunku.. dobrze ze nie dodal ze tylko markowych firm i z najnowszych kolekcji..
ja glownie w lupeksach sie ubieram, cale studia ksiazki tylko kserowalam bo wychodzilo 3 razy taniej ale dla biednych mam isc kupic nowe ubrania czy ksiazki..
w d...im sie poprzewracalo... Buba - bo może Ty masz wszystko i na wszystko możesz sobie pozwolić...a to, że się ubierasz w lumpeksach jest Twoim wyborem i ...taką Twoją osobistą stylizacją życiową...ale dla dzieciaka, który całe życie musiał nosić ubrania po starszym rodzeństwie a w ramach "darów ofiarnych od łaskawych ludzi" otrzymywał przechodzone maskotki i sprane dzinsy (no ale przecież w dobrym stanie, no i takie "cool":?) dostać coś nowego, z metką, coś czego będzie pierwszym posiadaczem jest przeżyciem, którego na szczęście pewnie nigdy nie musiałaś doświadczać. Więc jeśli wygłaszasz takie zdania, że komuś w czymś się poprzewracało to spójrz czasem również na siebie...
ja też kserowałam ksiązki..ale dumna z tego nie byłam...wolałam mieć kupione...
a co do akcji książkowej, to z tego co przeczytałam, ma ona spowodować rozwój zainteresowań u dzieciakow tak? więc chyba nie chodzi o to, żeby przysyłać np "Przygody Marka Piegusa" tylko np jakiś album o roślinach, zwierzętach, odkryciach, itp. Myślę, że tego typu ksiązki - przynajmniej ze strony dziecka - lepiej jednak ogląda czy czyta się nowe, tym bardziej, że te obecne są naprawdę lepiej wydane niż te sprzed kilku czy kilkunastu lat.
jak slysze takie rzeczy to mnie smiech bierze... (...) w d...im sie poprzewracalo... (...) wychodzi na to ze mozesz je wsadzic w kibel Że tak zapytam retorycznie - skąd w tobie tyle agresji? Nabijasz się ze swojego księdza, a sama prezentujesz retorykę żywcem wyjętą z moherowych audycji wiadomej stacji. "Ja miałam źle i przeżyłam, więc niech inni niech też mają... "
Wymóg "nowości" książek jest dla mnie oczywisty (podobnie jak w przypadku zbiórek odzieży): stopień zużycia to rzecz względna - jeden da książkę czytaną sto razy, ale dobrze zachowaną i w jednym kawałku, a inny da podartą czy poplamioną, bo też "da się przeczytać". Ja dziękuję za taki (ten ostatni) prezent... A nowe to nowe i już. Nie musi być wydane na kredowym papierze i kosztować tysiąca złotych.
Łatwo jest dać, pójść do księgarni, kupić i przekazać do rozdania. Później chodzić zadowolonym, że się zbożny uczynek wykonało i do zbawienia o krok bliżej Dzieciom bardziej potrzeba czasu niż takich książkowych gadżetów, czasu podczas, którego można nauczyć je korzystać z książek. Skoro tak łatwo jest "pójść do księgarni, kupić i przekazać", to dlaczego prawie nikt tego nie robi? I druga rzecz: wyjaśnij mi, w jaki sposób np. Ty czy ja możemy nauczyć dzieci z Komańczy korzystania z książek. Odpowiem za siebie - ja nie mogę tego zrobić: ani nie mam możliwości, ani nie czuję takiego powołania. Ale przecież nie na tym problem polega - w Komańczy są pedagodzy, ale w Komańczy nie ma pieniędzy na książki. W akcji bierze udział dyrektor szkoły, a akcja ma pomóc w nabyciu (nazwijmy to) narzędzi dydaktycznych, a nie w czynnym organizowaniu procesu dydaktycznego.
Ja to widzę tak: ktoś sobie wymyślił małą, pożyteczną akcję, którą możemy wesprzeć. Obowiązku nie ma. Nikt nikogo nie będzie rozliczał - dał czy nie dał, a jeśli dał, to za ile. Kupienie książki dla dziecka nie jest dla mnie heroicznym czynem, przybliżającym mnie do zbawienia. Nie dorabiajmy jakiejś koszmarnej gęby, ani nie doszukujmy się drugich den w prostych, ludzkich odruchach.
Jeśli już ktoś ma chęć coś dać to niech posłucha Asi, bo mądrze opisała problem. Książki mają dzieci zainteresować (kiedyś rozdawali nam w szkole podstawowej, jakieś dwadzieścia lat temu, książki, które były tak nieciekawe, że szkoda było je w ogóle zabierać-ale przecież biedne dzieci z Bieszczad będą czytać byle gówno). Nie chodzi tu o książki, które zagracają nam chałupę. Jeśli już to niech będą to książki wartościowe.
Marcowy czasem zdarza mi się uczestniczyć w zajęciach edukacyjnych dla dzieci i młodzieży w bieszczadzkich szkołach. Staram się zorganizować jakieś książki w formie prezentów, pamiątek, nagród, ale tak, abyodpowiednio dobrać do zainteresowań odbiorców. Natomiast takie akcje masowego rozdawnictwa często tracą sens, bo rozdawane są książki nikomu do niczego niepotrzebne. W tym cały problem. W przypadkowości książek, które trafiają do dzieci. Jeszcze raz powtórzę, że jeśli już organizować takie akcje to mądrze. A jeśli dawać to tylko nowe i wartościowe.
mnie po prostu smuci i drazni marnotrawstwo... to ze nie liczy jaka dana rzecz jest, nie liczy sie funkcjonalnosc i wartosc- liczy sie tylko zeby bylo nowe.. czy 5 lat temu nie produkowano ciekawych atlasow, albumow?? czy kwiatki, zwierzatka albo wspominane tu ksiezyce jowisza zmienily sie przez pare lat? nie wydawano kiedys wierszy czy znanych powiesci na ladnym papierze i z ciekawymi obrazkami? czy wiele ludzi nie ma na polkach nieuzywanych ksiazek ktore np. dostali w prezencie (nowe, prosto z ksiegarni) ale nie trafily w ich zainteresowania i leza zapomniane zajmujac miejsce...moze w innych rekach przezylyby druga mlodosc..
pozornie by sie wydawalo ze ksiazka ma byc ciekawa, samochod ma jezdzic a ubranie ma byc cieple , ladne i wygodne.. ale nie- wazna jest metka ,rok produkcji i zalaminowanie plastikiem- dla mnie to jest paranoja, smutna paranoja...
nie dziwmy sie potem ze utoniemy niedlugo w smieciach.. skoro wszystko co ma kilka lat jest juz nic nie warte i nie mozna nawet nikomu podarowac mimo swietnego stanu zachowania.. tylko wyrzucic.. bo album po starszym bracie to juz nie "dostep do wiedzy"...
A ja widzę to w ten sposób.Nowe książki rozdać dzieciom, natomiast używki dla biblioteki.Oczywiście jedne i drugie po weryfikacji.
Buba - bo może Ty masz wszystko i na wszystko możesz sobie pozwolić...a to, że się ubierasz w lumpeksach jest Twoim wyborem i ...taką Twoją osobistą stylizacją życiową...ale dla dzieciaka, który całe życie musiał nosić ubrania po starszym rodzeństwie a w ramach "darów ofiarnych od łaskawych ludzi" otrzymywał przechodzone maskotki i sprane dzinsy (no ale przecież w dobrym stanie, no i takie "cool":?) dostać coś nowego, z metką, coś czego będzie pierwszym posiadaczem jest przeżyciem, którego na szczęście pewnie nigdy nie musiałaś doświadczać. wiesz, u nas bardzo duzo babek kupuje w lumpeksach ubrania, pierze je dokladnie, prasuje, opatruje metkami i wystawia w swoich "eksluzywnych" butikach za dziesieciokrotna cene.. i ida jak swieze buleczki :) (i taki ciuszek juz pewnie mozna oddac do kosciola ;) ) a handlarze bazuja na tym o czym piszesz.. ze wielu ludzi podbudowuje fakt nabycia czegos "prosto z tasmy" a do kupienia uzywanego, przechodzonego, po kims by sie nie znizyli.."bo to tylko dla plebsu i biedakow, a mnie przeciez stac na nowe"...
jak ktos lubi robic z siebie jelenia- nie mozna mu tego zabronic..
Że tak zapytam retorycznie - skąd w tobie tyle agresji? . moze mam zbyt ekspresyjny sposob wyrazania sie :-|
przepraszam jesli ktos poczul sie urazony moja wypowiedzia.. nie mialam takowego zamiaru..
wazna jest metka ,rok produkcji i zalaminowanie plastikiem- dla mnie to jest paranoja, smutna paranoja... Paranoją jest to, co czasem czynią "darczyńcy". W mojej okolicy kilka(naście?) lat temu głośna była sprawa przekazania na jakąś aukcję charytatywną olbrzymiej ilości jogurtów. Przeterminowanych :evil: Wiesz, jaki to jest kłopot dla organizatora zbiórki? Rozdać tego nie można, utylizacja jest droga a "darczyńca" zapiera się, że zrobił dobrze i nie zabierze sobie tego "prawie pełnowartościowego" towaru za nic.
Tutaj jest zbiórka książek nie jogurtów, ale gdyby pozwolić na zbieranie używanych to zaraz znaleźliby się tacy, którzy wciskaliby makulaturę twierdząc, że "da się jeszcze czytać". Ba, oni oczekiwaliby podziękowań! Organizator takiej zbiórki musiałby przed przekazaniem darów wykonać sortowanie, podzielić na dobre i złe, dobre przekazać uczniom a złe zostawić sobie na głowie. To sortowanie i pozbywanie się śmiecia może być całkiem drogie... Ja organizatora rozumiem: zbiórka jest publiczna i w zasadzie nie ma innego wyjścia niż prosić wyłącznie o nowe egzemplarze.
Gdyby to była zbiórka tu na forum to moglibyśmy oczekiwać, że wśród używanych darów nie będzie śmiecia. Gdyby się pojawił to można "darczyńcę" napiętnować a poza tym skala jest mniejsza więc i ew. sortowanie przebiegłoby sprawnie. Ale nie przy publicznej zbiórce!
Sprawa nie jest więc "ideologiczna" (nowe, metki, rok produkcji, itd) a jak najbardziej praktyczna. Patrz na świat w szerszym kontekście i bierz pod uwagę to, że ludzie na świecie są różni.
I uwaga do innych: takie zbiórki są organizowane przede wszystkim po to, aby komuś pomóc lub choćby zrobić przyjemność. Możliwość wyczyszczenia półek ze zbędnych tomików (nawet w najlepszym stanie :wink:) nie jest i nie może być głównym lub nawet równorzędnym celem. Jeżeli da się pożenić jedno z drugim - super. Ale nie pomstujmy jak się nie da, bo nie darczyńcy są tu najważniejsi.
Ja podpisuję się pod bubą...
Kto na tym _ _ _ _ _ _ _ _ _ świecie wymyślił, że książki czytane kilka razy są gorsze od nowych?!? Mam w domu kilkadziesiąt kubików książek (ale miarka!), które wyglądają i są jak nowe. Oczywiście, że nie można rozdawać, uzywanych i poobdzieranych książek ale od razu zastrzegać, że mają być nowe? Ktoś, moze zadac sobie odrobinę trudu i ew. odrzucić w finale książki zniszczone, jeżeli takie wysłałby jakiś odwiewiórzony ćwok.
Tak więc przykro mi dzieci, nie dostaniecie moich zajebistych książek :twisted:
promilem są dziś wartościowe nowe książki pośród wszystkich drukowanych. A i Buba rację ma :). Nie prościej podać numer konta, szanowne podpisane grono samo zadecyduje co kupić?
No a potem ;) ogłosić publicznie, co się zakupiło, mniej więcej wiem, co na takowej liście by pozawieszane było ...
wiesz, u nas bardzo duzo babek kupuje w lumpeksach ubrania, pierze je dokladnie, prasuje, opatruje metkami i wystawia w swoich "eksluzywnych" butikach za dziesieciokrotna cene.. i ida jak swieze buleczki :) (i taki ciuszek juz pewnie mozna oddac do kosciola ;) ) a handlarze bazuja na tym o czym piszesz.. ze wielu ludzi podbudowuje fakt nabycia czegos "prosto z tasmy" a do kupienia uzywanego, przechodzonego, po kims by sie nie znizyli.."bo to tylko dla plebsu i biedakow, a mnie przeciez stac na nowe"...
jak ktos lubi robic z siebie jelenia- nie mozna mu tego zabronic.. Bubo - z tego co napisałaś wnioskuję, że zupełnie nie zrozumiałaś tego co napisałam ja, więc pewnie kolejne próby wytłumaczenia tego, że dla dziecka pochodzącego z niezbyt zamożnej rodziny lub po prostu klepiącego razem z rodziną biedę, to czy dostanie 20 książek używanych ale w dobrym stanie lub jedną nową ale pachnącą drukiem i przeznaczoną tylko dla niego MA ZNACZENIE.
I nie chodzi o to, że używane ubrania czy książki są bezwartościowe. Przeciwnie. Ale ja osobiscie używane rzeczy przekazuję wyłącznie wtedy, kiedy wiem, że akurat te rzeczy są komuś potrzebne i że kogoś tym nie urażę. Nie ma nic trudnego w znalezieniu konkretnej rodziny, której takie rzeczy - po uprzedniej rozmowie - można przekazać. I wtedy podarunek spełni swój cel. Niekoniecznie trzeba się więc upierać przy tym, żeby karton używanych książek wysłać do Komańczy i uszczęśliwiać kogoś na siłę.
może część z Was nie ale ja osobiście widzę różnicę w tym czy oddam pół słoika napoczętego dżemu (ale przecież pysznego) sąsiadom, którzy zapomnieli kupić coś na kolację albo po prostu nie starcza im od wypłaty do wypłaty czy oddam ten napoczęty słoik (ale przecież z pysznym dźemikiem) do stołówki dla bezdomnych lub do domu dziecka.
od razu uprzedzam czepialskich i dosłownych - słoik dżemu jest symboliczny
Ja podpisuję się pod bubą...
Tak więc przykro mi dzieci, nie dostaniecie moich zajebistych książek :twisted: a Ty dostałeś kiedykolwiek na zakończenie roku szkolnego używaną książkę?:shock:
Myślę, że główny temat i cel tego wątku rozpływa sie w naszych słownych przekładankach, a przeciez akcja przymusowa nie jest.
no tak-ale też chodzi o to, by NIE uszczęśliwiać dzieciaki czymś na siłę , czymś co ich nie zainteresuje. Pomysł Chrisa jest dobry- uważam...
a Ty dostałeś kiedykolwiek na zakończenie roku szkolnego używaną książkę?:shock:
. ja zawsze dostawalam nowe.. pachnace drukiem i ksiegarnia.. ale zadna z nich nie byla interesujaca- przynajmniej dla mnie, wiec zwykle lądowala w jakims kącie..
natomiast bylo kilka ktore odkupilam z biblioteki szkolnej bo czytajac na tyle sie z nimi zwiazalam ze nie chcialam oddac.. jedna z nich nawet nie miala okladki..
wogole tak pomyslalam czy jest sens dawac kazdemu dziecku po jednej losowo wybranej ksiazce.. jakie jest prawdopodobienstwo ze trafi w jego gusta.. (chyba ze chodzi tylko o zaspokojenie potrzeby "mieć" u dzieci a u drugich potrzeby "dać" ). Czy nie lepiej by wszystkie ksiazki nowe i uzywane przekazac na jakas komańczańska biblioteke, aby wszystkie dzieci mialy dostep do wszytskich ksiazek? czy to by nie zwiekszylo prawdopodobienstwa ze dziecko x trafi na wlasciwa ksiazke? czy by nie wplynelo bardziej na rozwoj wiedzy o ktorym wspominaja?
Bubo - z tego co napisałaś wnioskuję, że zupełnie nie zrozumiałaś tego co napisałam ja, więc pewnie kolejne próby wytłumaczenia tego, że dla dziecka pochodzącego z niezbyt zamożnej rodziny lub po prostu klepiącego razem z rodziną biedę, to czy dostanie 20 książek używanych ale w dobrym stanie lub jedną nową ale pachnącą drukiem i przeznaczoną tylko dla niego MA ZNACZENIE.
. pewnie ze rozumiem ...ale nie popieram..
a pewnie jeszcze bardziej niz z nowej ksiazki taki dzieciak by sie ucieszyl z najnowszego modelu komorki z roznymi bajerami.. ;) wiec moze wogole nie warto kupowac ksiazek..
... "aby wszystkie dzieci mialy dostep do wszytskich ksiazek?" > raczej niemożliwe, wszystkie dzieci tak, ale nie do wszystkich książek. Taka edukacyja LOL.
Czy jeżeli używana książka, wyglądająca jak nowa, jest w czymś gorsza od tej z księgarni? Pytam z mojej własnej upierdliwości, bo wiem, że organizatorzy zbiórki boją się napływu, poobdzieranych starodruków.
:) chodzi o czyszczenie tym prostym sposobem (biedne te nasze dziatki i takie goopie) powierzchni magazynowych, sugerowane przez co poniektóre wydawnictwa rozmaitym podmiotom, w tym szkołom? :mrgreen:?
może BOSH? sory za capsa ;))
Czy jeżeli używana książka, wyglądająca jak nowa, jest w czymś gorsza od tej z księgarni? Pytam z mojej własnej upierdliwości, bo wiem, że organizatorzy zbiórki boją się napływu, poobdzieranych starodruków. poobdzierane starodruki (książki wydane przed 1800 rokiem) wysyłajcie do mnie :-D
poobdzierane starodruki (książki wydane przed 1800 rokiem) wysyłajcie do mnie :-D A 1815 r. może być ;) ?
A tak poważnie ... Jeżeli to mają być prezenty dla dzieciaków, to nie widzę sensu w dyskusji nowe czy stare w dobrym stanie... oczywiście, że nowe... PREZENT TO PREZENT ....Wnioskuję z doświadczeń niektórych osób, że dostawali książki jak popadnie, lecz akurat mi się tak trafiło, że wychowawca zawsze dobierał tematykę do zainteresowań ucznia... Nie trafiło mi się, żebym dostała książkę, która wylądowała w jakimś kącie... Można, więc założyć, że nauczyciele z Komańczy, również na tyle znają swoich podopiecznych, że nie będą wciskać na siłę... jak podleci.... Akcja słuszna, nienachalna i jak najbardziej popieram...
I ja dołożę się z książką, lub dwoma
Długi
Oczywiście, uczynię to z przyjemnością!! Chociaż z drugiej strony, każdy zainteresowany może przecież zadzwonić sam! Nr tel jest na początku tego wątku...
Jeśli już posiądziesz taką wiedzę, mam nadzieję, że podzielisz się tutaj nią z nami...Sądzę, że inni chętnie by się również zapoznali z sugestiami Pani Dyrektor... ;)
Niewątpliwie masz rację, lecz Pani Dyrektor pewnie już odebrała trochę takich telefonów i pewnie jeszcze odbierze, więc bądź ludzki i udostępnij ;) ,,,,
W nawiązaniu do wcześniejszych wypowiedzi mam kilka refleksji:
1. Pierwszy z mitów to tzw. bieszczadzka bieda. (bieda w Bieszczadach była i owszem â ale kiedyś). Nie róbmy hurtem dziadów z komanieckich dzieci, bo to je upokarza. Jak wszędzie, są tam rodziny bardziej i mniej zaradne, ale wszelkie uogólnienia są nieuprawnione
2. Książki bezwzględnie muszą być nowe. Słusznie napisała Kobita Bieszczadzka â âźprezent to prezentâ.
3. Książki będą wręczane dzieciom na koniec roku szkolnego. To szczególny moment i nie wyobrażam sobie sytuacji, że część dzieci otrzyma nowe, a część stare książki (choćby te najbardziej wartościowe)
4. Pieniążki â czy książki?.
Bezpieczniej jest wysłać pieniądze. Ale z wyborem konkretnych książek też nie będzie wielkiego problemu. To wcale nie muszą być rozprawy filozoficzne. Botanika, zoologia, historia, geografia, słowniki, atlasy â to całkiem bezpieczne obszary tematyczne do takich zakupów.
PS. Pomysł jak najbardziej trafiony. W świecie pełnym wszechobecnych komórek, laptoków, multimediów i wirtualnej rzeczywistości â tradycyjna książka jest mądrym i eleganckim prezentem. Warto zastanowić się, czy w kolejnych latach nie powtórzyć tej akcji w innych miejscowościach.
PS2. Używane książki są OK, ale nie przy takiej okazji
Niewątpliwie masz rację, lecz Pani Dyrektor pewnie już odebrała trochę takich telefonów i pewnie jeszcze odbierze, więc bądź ludzki i udostępnij ;) ,,,, Przyłączam się do prośby Kobity - bądź ludzki i się podziel! :-)
4. Pieniążki â czy książki?. Bezpieczniej jest wysłać pieniądze. Problem może polegać na tym, że na zbiórkę pieniędzy potrzebna jest zgoda MSWiA. Kiedyś koleżance rozsypał się wózek inwalidzki i robiliśmy pilną zrzutkę na nowy. Początkowo chcieliśmy, żeby było zgodnie z prawem, ale okazało się, że najłatwiej, najszybciej i najbardziej logicznie jest... hmmm... mocno nagiąć prawo :neutral: A Pani Dyrektor z Komańczy, urzędnikowi samorządowemu, raczej nie przystoi... Pozdrawiam :-)
A więc dzielę się (co oczywiste, bo przecież obiecałem) z ogromną radością - bo za wszystko zapłacisz kartą visa, lecz uśmiech na twarzy Pani Dyrektor szkoły w Komańczy jest bezcenny - i nadzieją, że mnóstwo forumowiczów wesprze tę wspaniałą akcję a "buboidalnych" będzie jak najmniej. Rozmawiałem z Panią Dyrektor dwukrotnie; najpierw rano o 8.20 przez telefon (ci co mnie znają wiedzą, że trzeba kataklizmu bym o tej porze był na nogach) - dowiedziałem się, jakie książki są najbardziej potrzebne. Ponieważ jest to Zespół Szkół, zaludniają go i 5 letnie bąble i 10 latki i 15 letnie Laski oraz "laskowie". Potrzebne są więc bajki i książki edukacyjne dla maluchów, klasyczna oraz współczesna literatura dla młodzieży oraz pozycje popularnonaukowe, quasi encyklopedyczne i encyklopedyczne dla młodych ciekawskich. Kupiłem więc i zawiozłem m.in: Baśnie Andersena i inne bajkowe książki, Anię z Zielonego Wzgórza i Szatana z siódmej klasy, znienawidzone lektury, jak Quo Vadis, Ogniem i mieczem i kilka dziecięco-młodzieżowych pozycji z serii Ilustrowana Encyklopedia Wiedzy. I farta miałem wyjątkowego; byłem w Komańczy po 16 i spotkałem się z wychodzącą właśnie ze szkoły Panią Dyrektor. Chwilę pogadaliśmy - wiem, że mam jeszcze trzy miesiące, by podrzucić do Komańczy parę fajnych książek. Do czego zachęcam Wszystkich!!!!!!
Przyłączam się do prośby Kobity - bądź ludzki i się podziel! :-)
Problem może polegać na tym, że na zbiórkę pieniędzy potrzebna jest zgoda MSWiA. Kiedyś koleżance rozsypał się wózek inwalidzki i robiliśmy pilną zrzutkę na nowy. Początkowo chcieliśmy, żeby było zgodnie z prawem, ale okazało się, że najłatwiej, najszybciej i najbardziej logicznie jest... hmmm... mocno nagiąć prawo :neutral: A Pani Dyrektor z Komańczy, urzędnikowi samorządowemu, raczej nie przystoi... Pozdrawiam :-)
Panowie....
Ani tematem wątku nie są sympatie i antypatie, ani ile kto wysłał książek !!!!!
Chodzi o pomoc w zbiórce książek i o dzieci !!! Proszę o nie zagłębianie się w kolejną "ślepą uliczkę", gdyż będę zmuszona interweniować 8-)...
Buba, jak i wszyscy pozostali mają prawo do swojej opinii na temat tej akcji i mogą je swobodnie wygłaszać... to czy ktoś się z nimi zgadza, czy tez nie ... to już całkiem inna bajka... Najistotniejsze w tym wszystkim to jest umiejętne i z zachowanie poziomu dyskusji, przekonanie do swoich racji...
Bierzcie przykład z Asi i już nie przepychać się... :mrgreen::twisted:
Bierzcie przykład z Asi i już nie przepychać się... :mrgreen::twisted: Tak jest! :mrgreen:
jestem za... bo tak
Hej:)
moja firma organizuje wiele konkursów i akcji, które oczywiście kończą się wręczaniem nagród za zajęcie miejsca. Z obserwacji zachowań malutkich pociech wynika jedno: książki przez wiele dzieci są traktowane jako prezent gorszy niż jakiekolwiek przedmioty użytku powszechnego (plecaki, kompasy, latarki itd). Co nie zmienia faktu, że niewielki % (pewnie stały i tu i w Bieszczadach) na widok książki się rozpromienia i jeszcze na sali zagląda do środka. Szczególnie cenione są albumy. Ofiary kultury obrazkowej są w liczebnej przewadze;)
Dumam nad jednym - czy aby na pewno dostępność książek aż tak bardzo może zmieniać współczesnych młodych ludzi. To temat na długaśną dysputę:)
Jednakże kierując się wiarą, że każda wyratowana z otchłani niedouctwa dusza dziecięca jest tego warta, książki do Herowego pudła dorzucę:) Tylko mi qrde przypomnieć w maju, bo skleroza to podstępny wróg;P
Pozdrawiam,
Derty
PS: Wiooosnaaaa!!!:D:D:D:D:D
Chcą nowe to nowe.Rozumiem ich, nic tak nie pociąga w książce przed rozpoczęciem czytania jak zapach świeżutkiego druku!
Ponieważ wielu z Was jest (lub wkrótce będzie) w drodze do "Zajazdu pod Caryńską", wszystkim zainteresowanym chciałbym nieśmiało przypomnieć o akcji książkowej :)
pamiętam, przywiozę
Długi
Miło mi poinformować, że - dzięki pomocy nieocenionego regimentu toruńskiego - książki dziś koło południa trafiły do szkoły w Komańczy.
Wszystkim ofiarodawcom jeszcze raz serdecznie dziękuję za udział w akcji :-P
Jeszcze tak, gwoli informacji dla pomysłodawcy,ile ostatecznie tych ksiażek się uciułało?
Nie liczyłem, ale chyba kilkanaście. Może kurier carski, Piskal Strogoff, będzie znał dokładną liczbę :)
http://esanok.pl/index.php?ak=news_c...685&wroc=index
zanotowane.pl doc.pisz.pl pdf.pisz.pl brytfanna.keep.pl
(fragment wywiadu z dr. Błażejem Błażejowskim - "Gazeta Wyborcza", 26.02.2010).
WYŚLIJ KSIĄŻKĘ DO KOMAŃCZY
CEL:
Chcemy zebrać ok. 700 książek, dla każdego ucznia w gminie Komańcza. Książki zostaną wręczone na koniec roku szkolnego. Mamy nadzieję, że dzięki nim część dzieci będzie mogła rozwinąć swoje zainteresowania. Otrzymana książka może stać się bodźcem do lepszej nauki i startu do szkoły średniej, a później na studia.
CO TRZEBA ZROBIĆ:
Kupić książkę, zapakować w kopertę lub karton i wysłać na adres: Zespół Szkół w Komańczy, 38-543 Komańcza
Mogą to być bajki, opowiadania, poezja, książki o muzyce, filmie, technice itp (dla dzieci w wieku 6-15 lat). Prosimy o wysyłanie WYŁĄCZNIE NOWYCH KSIĄŻEK. Lista darczyńców zostanie opublikowana na stronie internetowej szkoły.
POMYSŁODAWCY I ORGANIZATORZY:
dr Błażej Błażejowski, paleontolog (Szczawne gm. Komańcza, Warszawa)
Dariusz Podbereski, ekolog, dziennikarz Radia Gdańsk (Gdańsk, Komańcza)
Maria Grabek, dyrektor Zespołu Szkół w Komańczy
AMBASADORZY PROJEKTU:
1. Tomasz Szwed, autor, kompozytor, piosenkarz, psychoterapeuta
2. Konrad Szachnowski, sanoczanin, dyrektor teatru miniatura w Gdańsku
3. Orkiestra Świętego Mikołaja, jeden z zespołów, które "wymyśliły" folk w Polsce, szczególnie związany z nieistniejącą już wsią Jawornik w gminie Komańcza
4. Janusz Janowski, pomysłodawca i organizator podróżniczych "Kolosów", miłośnik Beskidu Niskiego
KONTAKT I INFORMACJE :
Dariusz "Łoś" Podbereski - 502 523 833
Maria Grabek, dyrektor Zespołu Szkół w Komańczy - (13) 46 77 042
W przypadku zebrania większej liczby książek egzemplarze dodatkowe zostaną przekazane szkole w sąsiedniej gminie. Projekt nie jest zastrzeżony - możesz powielić ten pomysł w innej gminie. Zakończenie projektu nastąpi w pierwszych dniach czerwca.
Tyle organizatorzy. Informację o akcji dostałem dzięki mailowi od WUKI.
A teraz ja, Marcowy, mam następującą propozycję dla KIMB-owiczów - przywieźmy książki w maju do Ustrzyk Górnych, zapakujmy w jeden karton i zawieźmy zbiorczo do Komańczy jako prezent od Internautów - Miłośników Bieszczad. Co Wy na to?
Ja jestem ZA, świetna inicjatywa, poza książkami zapewniam także karton, będzie duuuży, wiec się postarajcie :)
"(...) Prosimy o wysyłanie WYŁĄCZNIE NOWYCH KSIĄŻEK. ] bez sensu... musi miec jeszcze metke ksiegarni i rok wydania 2010?? jak slysze takie rzeczy to mnie smiech bierze... mam w domu wiele uzywanych ksiazek zarowno kupionych na bazarach czy ktore dostalam i o dziwo! tez sie je da czytac!!
to tak jak ostatnio mowil ksiadz u nas w kosciele, zeby oddawac na parafie ubrania dla biednych.. ok, piekna inicjatywa.. tylko ubrania maja byc wylacznie nowe i w dobrym gatunku.. dobrze ze nie dodal ze tylko markowych firm i z najnowszych kolekcji..
ja glownie w lupeksach sie ubieram, cale studia ksiazki tylko kserowalam bo wychodzilo 3 razy taniej ale dla biednych mam isc kupic nowe ubrania czy ksiazki..
w d...im sie poprzewracalo...
A mi się wydaje, że problem nie w tym by książki rozdawać, ale by uczyć z nich korzystać. Jeszcze w Krakowie na studiach parę razy robiliśmy jakieś akcje rozdawania książek studentom i zdarzało się, że po takim rozdaniu książki znajdowały się w koszach (nowe). Łatwo jest dać, pójść do księgarni, kupić i przekazać do rozdania. Później chodzić zadowolonym, że się zbożny uczynek wykonało i do zbawienia o krok bliżej ;) Dzieciom bardziej potrzeba czasu niż takich książkowych gadżetów, czasu podczas, którego można nauczyć je korzystać z książek. Poza tym każde dziecko ma jakieś preferencje, zainteresowania. Młodego historyka na pewno nie zaciekawi książka o fizyce, młodego sportowca książka o dinozaurach, młodego technika książka o ubiorach w entym wieku, a młodego przyrodnika książka o historii przemysłu naftowego. Jako bibliofila śmieszą mnie takie akcje. Sam kiedyś tam chodziłem do szkoły i w czymś podobnym uczestniczyłem i przyznam, że już wtedy wydawało mi się to żenujące. Trudniej jednego nauczyć czytać książki niż setce podarować po kilogramie makulatury, tudzież półproduktu do produkcji papieru toaletowego.
Mam w domu dość sporo ciekawych i ładnie wydanych książek albumowych dla dzieci, z różnych cykli historycznych, przyrodniczych, całe zestawy tych książek bo moja rodzina jako wszelkie prezenty kupowała dzieciom książki.
Książki pochodzą z okresu 10-15 lat temu.
Teraz moje dorosłe chłopy już z tych książek wyrosły :-)
Książki mają jedną wadę - są używane i to dość intensywnie, bo moje dzieci wiele razy je czytały, nie są zniszczone, w sensie podarte lub pobazgrane bo my szanujemy książki ale widać też, że nie są nowe.
No więc jak rozumiem - nie nadają się ?
B.
Mam w domu dość sporo ciekawych i ładnie wydanych książek albumowych dla dzieci, z różnych cykli historycznych, przyrodniczych, całe zestawy tych książek bo moja rodzina jako wszelkie prezenty kupowała dzieciom książki.
Książki pochodzą z okresu 10-15 lat temu.
Teraz moje dorosłe chłopy już z tych książek wyrosły :-)
Książki mają jedną wadę - są używane i to dość intensywnie, bo moje dzieci wiele razy je czytały, nie są zniszczone, w sensie podarte lub pobazgrane bo my szanujemy książki ale widać też, że nie są nowe.
No więc jak rozumiem - nie nadają się ?
B. wychodzi na to ze mozesz je wsadzic w kibel.. bo pomyslodawcy akcji DUZYMI literami napisali co jest najwazniejsze..
wychodzi na to ze mozesz je wsadzic w kibel.. bo pomyslodawcy akcji DUZYMI literami napisali co jest najwazniejsze.. No właśnie. Też na to zwróciłem uwagę. A jeśli chciałbym wysłać książkę w świetnym stanie, ale paroletnią? Może to tylko niefortunne sformułowanie?
bez sensu... musi miec jeszcze metke ksiegarni i rok wydania 2010?? jak slysze takie rzeczy to mnie smiech bierze... mam w domu wiele uzywanych ksiazek zarowno kupionych na bazarach czy ktore dostalam i o dziwo! tez sie je da czytac!!
to tak jak ostatnio mowil ksiadz u nas w kosciele, zeby oddawac na parafie ubrania dla biednych.. ok, piekna inicjatywa.. tylko ubrania maja byc wylacznie nowe i w dobrym gatunku.. dobrze ze nie dodal ze tylko markowych firm i z najnowszych kolekcji..
ja glownie w lupeksach sie ubieram, cale studia ksiazki tylko kserowalam bo wychodzilo 3 razy taniej ale dla biednych mam isc kupic nowe ubrania czy ksiazki..
w d...im sie poprzewracalo... Buba - bo może Ty masz wszystko i na wszystko możesz sobie pozwolić...a to, że się ubierasz w lumpeksach jest Twoim wyborem i ...taką Twoją osobistą stylizacją życiową...ale dla dzieciaka, który całe życie musiał nosić ubrania po starszym rodzeństwie a w ramach "darów ofiarnych od łaskawych ludzi" otrzymywał przechodzone maskotki i sprane dzinsy (no ale przecież w dobrym stanie, no i takie "cool":?) dostać coś nowego, z metką, coś czego będzie pierwszym posiadaczem jest przeżyciem, którego na szczęście pewnie nigdy nie musiałaś doświadczać. Więc jeśli wygłaszasz takie zdania, że komuś w czymś się poprzewracało to spójrz czasem również na siebie...
ja też kserowałam ksiązki..ale dumna z tego nie byłam...wolałam mieć kupione...
a co do akcji książkowej, to z tego co przeczytałam, ma ona spowodować rozwój zainteresowań u dzieciakow tak? więc chyba nie chodzi o to, żeby przysyłać np "Przygody Marka Piegusa" tylko np jakiś album o roślinach, zwierzętach, odkryciach, itp. Myślę, że tego typu ksiązki - przynajmniej ze strony dziecka - lepiej jednak ogląda czy czyta się nowe, tym bardziej, że te obecne są naprawdę lepiej wydane niż te sprzed kilku czy kilkunastu lat.
jak slysze takie rzeczy to mnie smiech bierze... (...) w d...im sie poprzewracalo... (...) wychodzi na to ze mozesz je wsadzic w kibel Że tak zapytam retorycznie - skąd w tobie tyle agresji? Nabijasz się ze swojego księdza, a sama prezentujesz retorykę żywcem wyjętą z moherowych audycji wiadomej stacji. "Ja miałam źle i przeżyłam, więc niech inni niech też mają... "
Wymóg "nowości" książek jest dla mnie oczywisty (podobnie jak w przypadku zbiórek odzieży): stopień zużycia to rzecz względna - jeden da książkę czytaną sto razy, ale dobrze zachowaną i w jednym kawałku, a inny da podartą czy poplamioną, bo też "da się przeczytać". Ja dziękuję za taki (ten ostatni) prezent... A nowe to nowe i już. Nie musi być wydane na kredowym papierze i kosztować tysiąca złotych.
Łatwo jest dać, pójść do księgarni, kupić i przekazać do rozdania. Później chodzić zadowolonym, że się zbożny uczynek wykonało i do zbawienia o krok bliżej Dzieciom bardziej potrzeba czasu niż takich książkowych gadżetów, czasu podczas, którego można nauczyć je korzystać z książek. Skoro tak łatwo jest "pójść do księgarni, kupić i przekazać", to dlaczego prawie nikt tego nie robi? I druga rzecz: wyjaśnij mi, w jaki sposób np. Ty czy ja możemy nauczyć dzieci z Komańczy korzystania z książek. Odpowiem za siebie - ja nie mogę tego zrobić: ani nie mam możliwości, ani nie czuję takiego powołania. Ale przecież nie na tym problem polega - w Komańczy są pedagodzy, ale w Komańczy nie ma pieniędzy na książki. W akcji bierze udział dyrektor szkoły, a akcja ma pomóc w nabyciu (nazwijmy to) narzędzi dydaktycznych, a nie w czynnym organizowaniu procesu dydaktycznego.
Ja to widzę tak: ktoś sobie wymyślił małą, pożyteczną akcję, którą możemy wesprzeć. Obowiązku nie ma. Nikt nikogo nie będzie rozliczał - dał czy nie dał, a jeśli dał, to za ile. Kupienie książki dla dziecka nie jest dla mnie heroicznym czynem, przybliżającym mnie do zbawienia. Nie dorabiajmy jakiejś koszmarnej gęby, ani nie doszukujmy się drugich den w prostych, ludzkich odruchach.
Jeśli już ktoś ma chęć coś dać to niech posłucha Asi, bo mądrze opisała problem. Książki mają dzieci zainteresować (kiedyś rozdawali nam w szkole podstawowej, jakieś dwadzieścia lat temu, książki, które były tak nieciekawe, że szkoda było je w ogóle zabierać-ale przecież biedne dzieci z Bieszczad będą czytać byle gówno). Nie chodzi tu o książki, które zagracają nam chałupę. Jeśli już to niech będą to książki wartościowe.
Marcowy czasem zdarza mi się uczestniczyć w zajęciach edukacyjnych dla dzieci i młodzieży w bieszczadzkich szkołach. Staram się zorganizować jakieś książki w formie prezentów, pamiątek, nagród, ale tak, abyodpowiednio dobrać do zainteresowań odbiorców. Natomiast takie akcje masowego rozdawnictwa często tracą sens, bo rozdawane są książki nikomu do niczego niepotrzebne. W tym cały problem. W przypadkowości książek, które trafiają do dzieci. Jeszcze raz powtórzę, że jeśli już organizować takie akcje to mądrze. A jeśli dawać to tylko nowe i wartościowe.
mnie po prostu smuci i drazni marnotrawstwo... to ze nie liczy jaka dana rzecz jest, nie liczy sie funkcjonalnosc i wartosc- liczy sie tylko zeby bylo nowe.. czy 5 lat temu nie produkowano ciekawych atlasow, albumow?? czy kwiatki, zwierzatka albo wspominane tu ksiezyce jowisza zmienily sie przez pare lat? nie wydawano kiedys wierszy czy znanych powiesci na ladnym papierze i z ciekawymi obrazkami? czy wiele ludzi nie ma na polkach nieuzywanych ksiazek ktore np. dostali w prezencie (nowe, prosto z ksiegarni) ale nie trafily w ich zainteresowania i leza zapomniane zajmujac miejsce...moze w innych rekach przezylyby druga mlodosc..
pozornie by sie wydawalo ze ksiazka ma byc ciekawa, samochod ma jezdzic a ubranie ma byc cieple , ladne i wygodne.. ale nie- wazna jest metka ,rok produkcji i zalaminowanie plastikiem- dla mnie to jest paranoja, smutna paranoja...
nie dziwmy sie potem ze utoniemy niedlugo w smieciach.. skoro wszystko co ma kilka lat jest juz nic nie warte i nie mozna nawet nikomu podarowac mimo swietnego stanu zachowania.. tylko wyrzucic.. bo album po starszym bracie to juz nie "dostep do wiedzy"...
A ja widzę to w ten sposób.Nowe książki rozdać dzieciom, natomiast używki dla biblioteki.Oczywiście jedne i drugie po weryfikacji.
Buba - bo może Ty masz wszystko i na wszystko możesz sobie pozwolić...a to, że się ubierasz w lumpeksach jest Twoim wyborem i ...taką Twoją osobistą stylizacją życiową...ale dla dzieciaka, który całe życie musiał nosić ubrania po starszym rodzeństwie a w ramach "darów ofiarnych od łaskawych ludzi" otrzymywał przechodzone maskotki i sprane dzinsy (no ale przecież w dobrym stanie, no i takie "cool":?) dostać coś nowego, z metką, coś czego będzie pierwszym posiadaczem jest przeżyciem, którego na szczęście pewnie nigdy nie musiałaś doświadczać. wiesz, u nas bardzo duzo babek kupuje w lumpeksach ubrania, pierze je dokladnie, prasuje, opatruje metkami i wystawia w swoich "eksluzywnych" butikach za dziesieciokrotna cene.. i ida jak swieze buleczki :) (i taki ciuszek juz pewnie mozna oddac do kosciola ;) ) a handlarze bazuja na tym o czym piszesz.. ze wielu ludzi podbudowuje fakt nabycia czegos "prosto z tasmy" a do kupienia uzywanego, przechodzonego, po kims by sie nie znizyli.."bo to tylko dla plebsu i biedakow, a mnie przeciez stac na nowe"...
jak ktos lubi robic z siebie jelenia- nie mozna mu tego zabronic..
Że tak zapytam retorycznie - skąd w tobie tyle agresji? . moze mam zbyt ekspresyjny sposob wyrazania sie :-|
przepraszam jesli ktos poczul sie urazony moja wypowiedzia.. nie mialam takowego zamiaru..
wazna jest metka ,rok produkcji i zalaminowanie plastikiem- dla mnie to jest paranoja, smutna paranoja... Paranoją jest to, co czasem czynią "darczyńcy". W mojej okolicy kilka(naście?) lat temu głośna była sprawa przekazania na jakąś aukcję charytatywną olbrzymiej ilości jogurtów. Przeterminowanych :evil: Wiesz, jaki to jest kłopot dla organizatora zbiórki? Rozdać tego nie można, utylizacja jest droga a "darczyńca" zapiera się, że zrobił dobrze i nie zabierze sobie tego "prawie pełnowartościowego" towaru za nic.
Tutaj jest zbiórka książek nie jogurtów, ale gdyby pozwolić na zbieranie używanych to zaraz znaleźliby się tacy, którzy wciskaliby makulaturę twierdząc, że "da się jeszcze czytać". Ba, oni oczekiwaliby podziękowań! Organizator takiej zbiórki musiałby przed przekazaniem darów wykonać sortowanie, podzielić na dobre i złe, dobre przekazać uczniom a złe zostawić sobie na głowie. To sortowanie i pozbywanie się śmiecia może być całkiem drogie... Ja organizatora rozumiem: zbiórka jest publiczna i w zasadzie nie ma innego wyjścia niż prosić wyłącznie o nowe egzemplarze.
Gdyby to była zbiórka tu na forum to moglibyśmy oczekiwać, że wśród używanych darów nie będzie śmiecia. Gdyby się pojawił to można "darczyńcę" napiętnować a poza tym skala jest mniejsza więc i ew. sortowanie przebiegłoby sprawnie. Ale nie przy publicznej zbiórce!
Sprawa nie jest więc "ideologiczna" (nowe, metki, rok produkcji, itd) a jak najbardziej praktyczna. Patrz na świat w szerszym kontekście i bierz pod uwagę to, że ludzie na świecie są różni.
I uwaga do innych: takie zbiórki są organizowane przede wszystkim po to, aby komuś pomóc lub choćby zrobić przyjemność. Możliwość wyczyszczenia półek ze zbędnych tomików (nawet w najlepszym stanie :wink:) nie jest i nie może być głównym lub nawet równorzędnym celem. Jeżeli da się pożenić jedno z drugim - super. Ale nie pomstujmy jak się nie da, bo nie darczyńcy są tu najważniejsi.
Ja podpisuję się pod bubą...
Kto na tym _ _ _ _ _ _ _ _ _ świecie wymyślił, że książki czytane kilka razy są gorsze od nowych?!? Mam w domu kilkadziesiąt kubików książek (ale miarka!), które wyglądają i są jak nowe. Oczywiście, że nie można rozdawać, uzywanych i poobdzieranych książek ale od razu zastrzegać, że mają być nowe? Ktoś, moze zadac sobie odrobinę trudu i ew. odrzucić w finale książki zniszczone, jeżeli takie wysłałby jakiś odwiewiórzony ćwok.
Tak więc przykro mi dzieci, nie dostaniecie moich zajebistych książek :twisted:
promilem są dziś wartościowe nowe książki pośród wszystkich drukowanych. A i Buba rację ma :). Nie prościej podać numer konta, szanowne podpisane grono samo zadecyduje co kupić?
No a potem ;) ogłosić publicznie, co się zakupiło, mniej więcej wiem, co na takowej liście by pozawieszane było ...
wiesz, u nas bardzo duzo babek kupuje w lumpeksach ubrania, pierze je dokladnie, prasuje, opatruje metkami i wystawia w swoich "eksluzywnych" butikach za dziesieciokrotna cene.. i ida jak swieze buleczki :) (i taki ciuszek juz pewnie mozna oddac do kosciola ;) ) a handlarze bazuja na tym o czym piszesz.. ze wielu ludzi podbudowuje fakt nabycia czegos "prosto z tasmy" a do kupienia uzywanego, przechodzonego, po kims by sie nie znizyli.."bo to tylko dla plebsu i biedakow, a mnie przeciez stac na nowe"...
jak ktos lubi robic z siebie jelenia- nie mozna mu tego zabronic.. Bubo - z tego co napisałaś wnioskuję, że zupełnie nie zrozumiałaś tego co napisałam ja, więc pewnie kolejne próby wytłumaczenia tego, że dla dziecka pochodzącego z niezbyt zamożnej rodziny lub po prostu klepiącego razem z rodziną biedę, to czy dostanie 20 książek używanych ale w dobrym stanie lub jedną nową ale pachnącą drukiem i przeznaczoną tylko dla niego MA ZNACZENIE.
I nie chodzi o to, że używane ubrania czy książki są bezwartościowe. Przeciwnie. Ale ja osobiscie używane rzeczy przekazuję wyłącznie wtedy, kiedy wiem, że akurat te rzeczy są komuś potrzebne i że kogoś tym nie urażę. Nie ma nic trudnego w znalezieniu konkretnej rodziny, której takie rzeczy - po uprzedniej rozmowie - można przekazać. I wtedy podarunek spełni swój cel. Niekoniecznie trzeba się więc upierać przy tym, żeby karton używanych książek wysłać do Komańczy i uszczęśliwiać kogoś na siłę.
może część z Was nie ale ja osobiście widzę różnicę w tym czy oddam pół słoika napoczętego dżemu (ale przecież pysznego) sąsiadom, którzy zapomnieli kupić coś na kolację albo po prostu nie starcza im od wypłaty do wypłaty czy oddam ten napoczęty słoik (ale przecież z pysznym dźemikiem) do stołówki dla bezdomnych lub do domu dziecka.
od razu uprzedzam czepialskich i dosłownych - słoik dżemu jest symboliczny
Ja podpisuję się pod bubą...
Tak więc przykro mi dzieci, nie dostaniecie moich zajebistych książek :twisted: a Ty dostałeś kiedykolwiek na zakończenie roku szkolnego używaną książkę?:shock:
Myślę, że główny temat i cel tego wątku rozpływa sie w naszych słownych przekładankach, a przeciez akcja przymusowa nie jest.
no tak-ale też chodzi o to, by NIE uszczęśliwiać dzieciaki czymś na siłę , czymś co ich nie zainteresuje. Pomysł Chrisa jest dobry- uważam...
a Ty dostałeś kiedykolwiek na zakończenie roku szkolnego używaną książkę?:shock:
. ja zawsze dostawalam nowe.. pachnace drukiem i ksiegarnia.. ale zadna z nich nie byla interesujaca- przynajmniej dla mnie, wiec zwykle lądowala w jakims kącie..
natomiast bylo kilka ktore odkupilam z biblioteki szkolnej bo czytajac na tyle sie z nimi zwiazalam ze nie chcialam oddac.. jedna z nich nawet nie miala okladki..
wogole tak pomyslalam czy jest sens dawac kazdemu dziecku po jednej losowo wybranej ksiazce.. jakie jest prawdopodobienstwo ze trafi w jego gusta.. (chyba ze chodzi tylko o zaspokojenie potrzeby "mieć" u dzieci a u drugich potrzeby "dać" ). Czy nie lepiej by wszystkie ksiazki nowe i uzywane przekazac na jakas komańczańska biblioteke, aby wszystkie dzieci mialy dostep do wszytskich ksiazek? czy to by nie zwiekszylo prawdopodobienstwa ze dziecko x trafi na wlasciwa ksiazke? czy by nie wplynelo bardziej na rozwoj wiedzy o ktorym wspominaja?
Bubo - z tego co napisałaś wnioskuję, że zupełnie nie zrozumiałaś tego co napisałam ja, więc pewnie kolejne próby wytłumaczenia tego, że dla dziecka pochodzącego z niezbyt zamożnej rodziny lub po prostu klepiącego razem z rodziną biedę, to czy dostanie 20 książek używanych ale w dobrym stanie lub jedną nową ale pachnącą drukiem i przeznaczoną tylko dla niego MA ZNACZENIE.
. pewnie ze rozumiem ...ale nie popieram..
a pewnie jeszcze bardziej niz z nowej ksiazki taki dzieciak by sie ucieszyl z najnowszego modelu komorki z roznymi bajerami.. ;) wiec moze wogole nie warto kupowac ksiazek..
... "aby wszystkie dzieci mialy dostep do wszytskich ksiazek?" > raczej niemożliwe, wszystkie dzieci tak, ale nie do wszystkich książek. Taka edukacyja LOL.
Czy jeżeli używana książka, wyglądająca jak nowa, jest w czymś gorsza od tej z księgarni? Pytam z mojej własnej upierdliwości, bo wiem, że organizatorzy zbiórki boją się napływu, poobdzieranych starodruków.
:) chodzi o czyszczenie tym prostym sposobem (biedne te nasze dziatki i takie goopie) powierzchni magazynowych, sugerowane przez co poniektóre wydawnictwa rozmaitym podmiotom, w tym szkołom? :mrgreen:?
może BOSH? sory za capsa ;))
Czy jeżeli używana książka, wyglądająca jak nowa, jest w czymś gorsza od tej z księgarni? Pytam z mojej własnej upierdliwości, bo wiem, że organizatorzy zbiórki boją się napływu, poobdzieranych starodruków. poobdzierane starodruki (książki wydane przed 1800 rokiem) wysyłajcie do mnie :-D
poobdzierane starodruki (książki wydane przed 1800 rokiem) wysyłajcie do mnie :-D A 1815 r. może być ;) ?
A tak poważnie ... Jeżeli to mają być prezenty dla dzieciaków, to nie widzę sensu w dyskusji nowe czy stare w dobrym stanie... oczywiście, że nowe... PREZENT TO PREZENT ....Wnioskuję z doświadczeń niektórych osób, że dostawali książki jak popadnie, lecz akurat mi się tak trafiło, że wychowawca zawsze dobierał tematykę do zainteresowań ucznia... Nie trafiło mi się, żebym dostała książkę, która wylądowała w jakimś kącie... Można, więc założyć, że nauczyciele z Komańczy, również na tyle znają swoich podopiecznych, że nie będą wciskać na siłę... jak podleci.... Akcja słuszna, nienachalna i jak najbardziej popieram...
I ja dołożę się z książką, lub dwoma
Długi
Oczywiście, uczynię to z przyjemnością!! Chociaż z drugiej strony, każdy zainteresowany może przecież zadzwonić sam! Nr tel jest na początku tego wątku...
Jeśli już posiądziesz taką wiedzę, mam nadzieję, że podzielisz się tutaj nią z nami...Sądzę, że inni chętnie by się również zapoznali z sugestiami Pani Dyrektor... ;)
Niewątpliwie masz rację, lecz Pani Dyrektor pewnie już odebrała trochę takich telefonów i pewnie jeszcze odbierze, więc bądź ludzki i udostępnij ;) ,,,,
W nawiązaniu do wcześniejszych wypowiedzi mam kilka refleksji:
1. Pierwszy z mitów to tzw. bieszczadzka bieda. (bieda w Bieszczadach była i owszem â ale kiedyś). Nie róbmy hurtem dziadów z komanieckich dzieci, bo to je upokarza. Jak wszędzie, są tam rodziny bardziej i mniej zaradne, ale wszelkie uogólnienia są nieuprawnione
2. Książki bezwzględnie muszą być nowe. Słusznie napisała Kobita Bieszczadzka â âźprezent to prezentâ.
3. Książki będą wręczane dzieciom na koniec roku szkolnego. To szczególny moment i nie wyobrażam sobie sytuacji, że część dzieci otrzyma nowe, a część stare książki (choćby te najbardziej wartościowe)
4. Pieniążki â czy książki?.
Bezpieczniej jest wysłać pieniądze. Ale z wyborem konkretnych książek też nie będzie wielkiego problemu. To wcale nie muszą być rozprawy filozoficzne. Botanika, zoologia, historia, geografia, słowniki, atlasy â to całkiem bezpieczne obszary tematyczne do takich zakupów.
PS. Pomysł jak najbardziej trafiony. W świecie pełnym wszechobecnych komórek, laptoków, multimediów i wirtualnej rzeczywistości â tradycyjna książka jest mądrym i eleganckim prezentem. Warto zastanowić się, czy w kolejnych latach nie powtórzyć tej akcji w innych miejscowościach.
PS2. Używane książki są OK, ale nie przy takiej okazji
Niewątpliwie masz rację, lecz Pani Dyrektor pewnie już odebrała trochę takich telefonów i pewnie jeszcze odbierze, więc bądź ludzki i udostępnij ;) ,,,, Przyłączam się do prośby Kobity - bądź ludzki i się podziel! :-)
4. Pieniążki â czy książki?. Bezpieczniej jest wysłać pieniądze. Problem może polegać na tym, że na zbiórkę pieniędzy potrzebna jest zgoda MSWiA. Kiedyś koleżance rozsypał się wózek inwalidzki i robiliśmy pilną zrzutkę na nowy. Początkowo chcieliśmy, żeby było zgodnie z prawem, ale okazało się, że najłatwiej, najszybciej i najbardziej logicznie jest... hmmm... mocno nagiąć prawo :neutral: A Pani Dyrektor z Komańczy, urzędnikowi samorządowemu, raczej nie przystoi... Pozdrawiam :-)
A więc dzielę się (co oczywiste, bo przecież obiecałem) z ogromną radością - bo za wszystko zapłacisz kartą visa, lecz uśmiech na twarzy Pani Dyrektor szkoły w Komańczy jest bezcenny - i nadzieją, że mnóstwo forumowiczów wesprze tę wspaniałą akcję a "buboidalnych" będzie jak najmniej. Rozmawiałem z Panią Dyrektor dwukrotnie; najpierw rano o 8.20 przez telefon (ci co mnie znają wiedzą, że trzeba kataklizmu bym o tej porze był na nogach) - dowiedziałem się, jakie książki są najbardziej potrzebne. Ponieważ jest to Zespół Szkół, zaludniają go i 5 letnie bąble i 10 latki i 15 letnie Laski oraz "laskowie". Potrzebne są więc bajki i książki edukacyjne dla maluchów, klasyczna oraz współczesna literatura dla młodzieży oraz pozycje popularnonaukowe, quasi encyklopedyczne i encyklopedyczne dla młodych ciekawskich. Kupiłem więc i zawiozłem m.in: Baśnie Andersena i inne bajkowe książki, Anię z Zielonego Wzgórza i Szatana z siódmej klasy, znienawidzone lektury, jak Quo Vadis, Ogniem i mieczem i kilka dziecięco-młodzieżowych pozycji z serii Ilustrowana Encyklopedia Wiedzy. I farta miałem wyjątkowego; byłem w Komańczy po 16 i spotkałem się z wychodzącą właśnie ze szkoły Panią Dyrektor. Chwilę pogadaliśmy - wiem, że mam jeszcze trzy miesiące, by podrzucić do Komańczy parę fajnych książek. Do czego zachęcam Wszystkich!!!!!!
Przyłączam się do prośby Kobity - bądź ludzki i się podziel! :-)
Problem może polegać na tym, że na zbiórkę pieniędzy potrzebna jest zgoda MSWiA. Kiedyś koleżance rozsypał się wózek inwalidzki i robiliśmy pilną zrzutkę na nowy. Początkowo chcieliśmy, żeby było zgodnie z prawem, ale okazało się, że najłatwiej, najszybciej i najbardziej logicznie jest... hmmm... mocno nagiąć prawo :neutral: A Pani Dyrektor z Komańczy, urzędnikowi samorządowemu, raczej nie przystoi... Pozdrawiam :-)
Panowie....
Ani tematem wątku nie są sympatie i antypatie, ani ile kto wysłał książek !!!!!
Chodzi o pomoc w zbiórce książek i o dzieci !!! Proszę o nie zagłębianie się w kolejną "ślepą uliczkę", gdyż będę zmuszona interweniować 8-)...
Buba, jak i wszyscy pozostali mają prawo do swojej opinii na temat tej akcji i mogą je swobodnie wygłaszać... to czy ktoś się z nimi zgadza, czy tez nie ... to już całkiem inna bajka... Najistotniejsze w tym wszystkim to jest umiejętne i z zachowanie poziomu dyskusji, przekonanie do swoich racji...
Bierzcie przykład z Asi i już nie przepychać się... :mrgreen::twisted:
Bierzcie przykład z Asi i już nie przepychać się... :mrgreen::twisted: Tak jest! :mrgreen:
jestem za... bo tak
Hej:)
moja firma organizuje wiele konkursów i akcji, które oczywiście kończą się wręczaniem nagród za zajęcie miejsca. Z obserwacji zachowań malutkich pociech wynika jedno: książki przez wiele dzieci są traktowane jako prezent gorszy niż jakiekolwiek przedmioty użytku powszechnego (plecaki, kompasy, latarki itd). Co nie zmienia faktu, że niewielki % (pewnie stały i tu i w Bieszczadach) na widok książki się rozpromienia i jeszcze na sali zagląda do środka. Szczególnie cenione są albumy. Ofiary kultury obrazkowej są w liczebnej przewadze;)
Dumam nad jednym - czy aby na pewno dostępność książek aż tak bardzo może zmieniać współczesnych młodych ludzi. To temat na długaśną dysputę:)
Jednakże kierując się wiarą, że każda wyratowana z otchłani niedouctwa dusza dziecięca jest tego warta, książki do Herowego pudła dorzucę:) Tylko mi qrde przypomnieć w maju, bo skleroza to podstępny wróg;P
Pozdrawiam,
Derty
PS: Wiooosnaaaa!!!:D:D:D:D:D
Chcą nowe to nowe.Rozumiem ich, nic tak nie pociąga w książce przed rozpoczęciem czytania jak zapach świeżutkiego druku!
Ponieważ wielu z Was jest (lub wkrótce będzie) w drodze do "Zajazdu pod Caryńską", wszystkim zainteresowanym chciałbym nieśmiało przypomnieć o akcji książkowej :)
pamiętam, przywiozę
Długi
Miło mi poinformować, że - dzięki pomocy nieocenionego regimentu toruńskiego - książki dziś koło południa trafiły do szkoły w Komańczy.
Wszystkim ofiarodawcom jeszcze raz serdecznie dziękuję za udział w akcji :-P
Jeszcze tak, gwoli informacji dla pomysłodawcy,ile ostatecznie tych ksiażek się uciułało?
Nie liczyłem, ale chyba kilkanaście. Może kurier carski, Piskal Strogoff, będzie znał dokładną liczbę :)
http://esanok.pl/index.php?ak=news_c...685&wroc=index