ďťż

Przewodnictwo - kompetencje, zakres uprawnień

bigos - mój pamiętnik, wspomnienia, uczucia, przeżycia ...


Nigdy ruch turystyczny nie wyjdzie z tego kręgu z prostej przyczyny. Niekompetentni przewodnicy.[...]
Nie wyobrażam sobie, że przewodnicy mogliby poprowadzić po szlaku nafty lub po jakiejś ścieżce po Otrycie.
To nie jest raczej kwestia niekompetencji przewodników, tylko zbyt usztywnionego systemu ich szkolenia. Szkolenie, które jest bardzo długie, nie zajmuje się wpajaniem wiedzy o interesującym przewodnika terenie, tylko ogólnym zachowaniem się i poruszaniem w górach - takie wnioski nasuwają się po wypowiedziach przewodników w innych wątkach na tym forum. Ponadto aby przewodnik był wg Twojego pojmowania kompetentny, należałoby zawęzić obszary uprawnień - co jako niezbyt mądre, wy sami (przewodnicy) wykluczyliście w innym wątku. Zatem, aby przewodnik mógł poprowadzić po "jakiejś ścieżce po Otrycie" musi "dokształcać" się sam. Ci, których to interesuje będą prędzej czy później kompetentni, a pozostali do końca przygody z przewodnictwem będą posługiwać się ogólnym bla bla bla - co fakt - wcale nie jest rzadkie i godzinę przed wyruszeniem w trasę będą studiować przewodniki, które w dodatku nie zawsze są aktualne i nieomylne.
Zawodowo zajmuje się kursami i kiedyś z ciekawości usiłowaniem znaleźć jakiś kurs, który trwałby dłużej. Nie znalazłem. W półtora roku to można nauczyć zachowania się w górach konia. W tyle samo można obecnie zrobić magisterkę.
Obecny system szkoleń, ale przede wszystkim system uprawnień padnie prędzej czy później. To tylko kwestia czasu. Pamiętaj tylko, że złagodzenie tegoż (np. facet mieszka 15 lat w Wetlinie, zna tam każdy kamyk, historię i każdą górę w okolicy - pozwolić mu po krótkim ogólnym szkoleniu prowadzić wycieczki na Połoniny) uderzyłoby bezpośrednio w was. I chyba głównie dlatego jest tak, jak jest.


Masz rację. Tylko jedno sprostowanie. To nie ja oceniam, tylko mnie oceniają. Nie przez przypadek nazywają nas służbą. Pełnimy funkcje służebne w stosunku do turystów. To oni płacą. Nie mam nic przeciwko konkurencji. Oby była tylko uczciwa. Z tym mieszkańcem Wetliny troszeczkę przesadziłeś. Jestem skąd jestem ale zatrudniają mnie w Wetlinie. Oczywiście to był żart. Denerwuje mnie tylko podszywanie się pod przewodników. Coraz więcej osób nie mając uprawnień wykonuje pracę przewodnika. Niektórzy są tak dobrzy, że sama z miłą chęcią pracowałabym z nimi ale większość to oszuści nie znający terenu.

To nie jest raczej kwestia niekompetencji przewodników, tylko zbyt usztywnionego systemu ich szkolenia. Szkolenie, które jest bardzo długie, nie zajmuje się wpajaniem wiedzy o interesującym przewodnika terenie, tylko ogólnym zachowaniem się i poruszaniem w górach - takie wnioski nasuwają się po wypowiedziach przewodników w innych wątkach na tym forum. To co piszesz Piotrze zainteresowało mnie.
Ja akurat zajmuję się szkoleniem przewodników (w kole studenckim), wprawdzie zasadniczo na inny rejon (Beskidy Zachodnie, część zachodnia) ale idea pozostaje ta sama.

Nie znam ogólnie sposobu prowadzenia kursów, znam od podszewki sposób prowadzenia kursu w swoim kole i trochę to co się dowiedziałam o kursach w innych kołach studenckich (choćby od Kuby, który zajmuje się szkoleniem w SKPB Lublin, ale również od innych kolegów z innych SKPB i SKPG).

Piszesz:

Szkolenie, które jest bardzo długie, nie zajmuje się wpajaniem wiedzy o interesującym przewodnika terenie, tylko ogólnym zachowaniem się i poruszaniem w górach

Nie wiem jak jest w innych kołach ale u nas zdecydowanie zajmujemy się jednym i drugim.
Nasz kurs trwa 1,5 roku.
Obejmuje 3-4 godzinne wykłady a potem seminaria co tydzień przez 10 miesięcy (w sumie ponad 30 wykładów i seminariów łącznie), 2-dniowe wyjazdy co 2-tygodnie w góry (w sumie około 15 wyjazdów weekendowych), trzy tygodniowe lub 9-dniowe obozy w górach, napisanie własnej pracy zaliczeniowej na wybrany przez siebie temat związany z górami, tygodniową praktykę na obozie letnim, tygodniową praktykę "bazową".

W tym czasie faktycznie jak piszesz "dałoby się nauczyć chodzić po górach konia", ale zapewne nie dałoby się go nauczyć o historii, zabytkach, przyrodzie", a to wszystko również obejmuje kurs.
Oprócz tego mamy bardzo dużo szkolenia ściśle terenowego - w tym jakieś biegi na orientację, bardzo dużo szkoleń dotyczących pierwszej pomocy i ratownictwa.
Na koniec kursu 27 wewnętrznych egzaminów teoretycznych i praktyczny w terenie, bez szlaku, bez kompasu i bez mapy.

Te 1,5 roku to jest na prawdę bardzo mało i często mam wrażenia że nad jakimś tematem prześlizguję się "po łebkach".

Generalnie jest tak - staramy się nauczyć naszych kursantów jak to piszesz "każdego kamienia" w przypisanym nam rejonie (oczywiście to duża przenośnia, bo to jest niemożliwe) i ogólnego pojęcia o górach aby w razie czego dawał sobie radę w każdych górach, również bez szlaków.

A prawda jest taka że każdy staje się tym przewodnikiem przez wiele lat po kursie, jeśli chce cały czas doskonalić swoje umiejętności.


Ponadto aby przewodnik był wg Twojego pojmowania kompetentny, należałoby zawęzić obszary uprawnień - co jako niezbyt mądre, wy sami (przewodnicy) wykluczyliście w innym wątku. Zatem, aby przewodnik mógł poprowadzić po "jakiejś ścieżce po Otrycie" musi "dokształcać" się sam. Ci, których to interesuje będą prędzej czy później kompetentni, a pozostali do końca przygody z przewodnictwem będą posługiwać się ogólnym bla bla bla - co fakt - wcale nie jest rzadkie i godzinę przed wyruszeniem w trasę będą studiować przewodniki, które w dodatku nie zawsze są aktualne i nieomylne. W pełni się z tobą zgadzam.


Zawodowo zajmuje się kursami i kiedyś z ciekawości usiłowaniem znaleźć jakiś kurs, który trwałby dłużej. Nie znalazłem. W półtora roku to można nauczyć zachowania się w górach konia. W tyle samo można obecnie zrobić magisterkę.
Obecny system szkoleń, ale przede wszystkim system uprawnień padnie prędzej czy później. To tylko kwestia czasu. Pamiętaj tylko, że złagodzenie tegoż (np. facet mieszka 15 lat w Wetlinie, zna tam każdy kamyk, historię i każdą górę w okolicy - pozwolić mu po krótkim ogólnym szkoleniu prowadzić wycieczki na Połoniny) uderzyłoby bezpośrednio w was. I chyba głównie dlatego jest tak, jak jest.
Na pewno padnie.
Niemniej jednak (interesowałam się tym) w Unii Europejskiej w niektórych krajach istnieją uprawnienia przewodnickie zarówno dotyczące gór wysokich jak i gór niskich. Jednak "specjalizacja" przynajmniej we Francji jest tam inna. Obejmuje zakres zainteresowań a nie obszar.
Np. jest przewodnik od przyrody, od oprowadzania osób niepełnosprawnych, od geologii itd. Taki system podziału zdecydowanie bardziej mi osobiście się podoba.

Co do parków narodowych i ich ewentualnego rozszerzenia - mam mieszane uczucia.
Jestem jednak przeciwko ograniczaniu komukolwiek wstępów do parków narodowych. (i tu się chyba zgadzam z Lucyną)
Rozumiem jednak również racje przyrodników o konieczności istnienia obszarów całkowicie chronionych, bez wstępu do nich turystów.
Ale teoria to jedno praktyka - to drugie.
Mnie też cholera jasna bierze, kiedy widzę jak w obszarach chronionych (np. na terenie TaNaP), gdzie zwykli turyści nie mogą nawet zaglądać tnie się na potęgę drewno oraz stoją ambony myśliwskie.
Rozumiem że chodzi Ci głównie o to, aby takie obszary nie powstały w Bieszczadach.
No i znowu się z Tobą zgadzam.

Pozdrowienia

Basia

Szkolenie, które jest bardzo długie, nie zajmuje się wpajaniem wiedzy o interesującym przewodnika terenie, tylko ogólnym zachowaniem się i poruszaniem w górach - takie wnioski nasuwają się po wypowiedziach przewodników w innych wątkach na tym forum. Nie; zajmuje się i tym, i tym.
Tym drugim - z natury rzeczy częściowo, bo fizcznie nie da się
zaliczyć wszystkichszlaków/ścieżek/szos/atrkacji krajoznawczych.
Jednak to pierwsze (kompetencje ogólne) przygotowuje włąśnei do dalszego
uszczegóławiania wiedzy i ewentualnej specjalizacji.

Mocno polecam brzytwę (-;
Tę Ockhama. ((-;
Nie rozpatrujmy przewodnictwa w oderwaniu od rzeczywistosci.
Kurs przewodnicki to szkolenie zawodowe jak wiele innych szkoleń i szkół/studiów.
Odbycie go i zdanei egzaminwó - to 'dolna granica'.
Jak i tamte - samo w sobie nie jest wystarczające do pracy w każdej sytuacji
i na wysokim poziomie kompetencji.
Specjalistami stajemy się dzięki praktyce i dalszemu uczeniu.

Naturalnie na rynku usług edukacyjnych są szkolenia o bardzo wąskim profilu,
do konkretnej 'działki' (np. konkretna aplikacja tylko do konktretnych celów)
- ale w taki sposób i w przewodnictwie robi się wycieczki szkoleniowe
(wspominane tu czesto przez Lucynę) czy kołowe seminaria/prelekcje
(wspominane przez Basię - pamiętam o fotkach i tekście dla Ciebie,
tylko nie wiem, czy z tym drugim zdążę przed łikendem (((-; )


aby przewodnik był wg Twojego pojmowania kompetentny, należałoby zawęzić obszary uprawnień - co jako niezbyt mądre, wy sami (przewodnicy) wykluczyliście w innym wątku. To jest (cześciowo) wykluczone przez prawo polskie, unijne, tradycję, względy praktyczne...
Ale np. nadaje się i teraz uprawnienia na dane szlaki tematyczne


aby przewodnik mógł poprowadzić po "jakiejś ścieżce po Otrycie" musi "dokształcać" się sam. Ci, których to interesuje będą prędzej czy później kompetentni Primo:
Podobnie jak lekarz - aby wyspecjalizowac się np. w pewnych rodzajach zabiegów transplantologicznych - co węższe niż formalna specjalizacja.

Secundo:
To ogolne 'kształcenie przewodnickie' jest właśnie po to, by blachowany
nie błądził (zbytnio (-; ) na Otrycie i wiedział ogólnie o fliszu, bukach i misiach
a resztę (np. konkretna ścieżka przyrodnciza czy temat) - umiał się nauczyć
i wiedział gdzie szukać.


pozostali do końca przygody z przewodnictwem będą posługiwać się ogólnym bla bla bla - co fakt - wcale nie jest rzadkie i godzinę przed wyruszeniem w trasę będą studiować przewodniki, które w dodatku nie zawsze są aktualne i nieomylne. (((-;
Sądzę raczej, że będą trzepać Solina-Jabłonki-Wetlińska końska drogą itp.
a jeśli dostaną coś innego - faktycznie doczytają (((-;
jak w wielu zawodach, gdzie pomagamy sobie schematami, podręcznikami,
zbiorami norm, kodeksami, konspektami lekcji, wzorami kazań... (-;


Obecny system szkoleń, ale przede wszystkim system uprawnień padnie prędzej czy później. To tylko kwestia czasu. Pamiętaj tylko, że złagodzenie tegoż Pewnie tak - ale raczej w drugą stronę.
W UE jest tendecja do otwierania rynków - tak by przewodnik z innego kraju
mógł wodzić w każdym innym (poza wyznaczonymi obiektami
typu muzeum lub szczególnie ważny zabytek)
- bliższe to naszemu pojeciu pilotowania, niż przewodnictwa;
nieco podobnie AFAIR z górami - typ, nie dane pasmo.


(np. facet mieszka 15 lat w Wetlinie, zna tam każdy kamyk, historię i każdą górę w okolicy - pozwolić mu po krótkim ogólnym szkoleniu prowadzić wycieczki na Połoniny) uderzyłoby bezpośrednio w was. I chyba głównie dlatego jest tak, jak jest. Jak podaję wyżej - nie (-; a przynajmniej nie przede wszystkim
- są istotniejsze przyczyny


od Kuby, który zajmuje się szkoleniem w SKPB Lublin, zbyt szumnie powiedziane - tylko czasem odrobinkę się w to mieszam (-;

BTW:
może ktoś chce się przejechać po Pogórzu Przemyskim, Dynowskim, GS-T
i okolichach?:
29.11 - 2.12. 2007 (czwartek - niedziela)
wyjazd z Lublina 29.11 o 5.30 spod Chatki Żaka
trasa:
dzień 1:(Leżajsk) Łańcut Kańczuga Krzeczowice Zarzecze Przeworsk Jarosław Przemyśl nocleg PTSM Przemyśl
dzień 2:
Bolestraszyce Siedliska Kruhel Wielki Krasiczyn Posada Rybotycka (spacer na Kopystańkę) Kalwaria Pacławska (Arłamów) Przemyśl
nocleg j. w.
dzień 3:Ujkowice Łętownia Nienadowa Piątkowa Dubiecko Dynów Ulucz (spacer G. Słonne) Lesko
nocleg PTSM Lesko
4 dzień: (Załóż) Zagórz Sanok Sanok MBL Czerteż Brzozów Stara Wieś Blizne Domaradz
- trasa orientacyjna, wszystkiego się pewnie nie uda
- wygód i czasu wolnego brak (-;
- prowadzą głównie kursanci, zatem poziom różny ((-;
- koszt - 200zł (autokar, noclegi, wstępy, posiłki) mniej, jeśli ktoś wsiada po drodze i/lub zbierze się więcej osób
- gdyby ktoś był chętny - to ostatnia okazja by zapisac się na kurs SKPB
- trzy pierwsze dni prowadzącym przeszkadza m.in. niżej podpisany (((-;
(kontakt: jacob.p.pantz /at/ gazeta.pl )

Serdecznosci,

Kuba



Mocno polecam brzytwę (-;
Tę Ockhama. ((-;
Nie rozpatrujmy przewodnictwa w oderwaniu od rzeczywistosci.
Kurs przewodnicki to szkolenie zawodowe jak wiele innych szkoleń i szkół/studiów.
Odbycie go i zdanei egzaminwó - to 'dolna granica'.
Jak i tamte - samo w sobie nie jest wystarczające do pracy w każdej sytuacji
i na wysokim poziomie kompetencji.
Specjalistami stajemy się dzięki praktyce i dalszemu uczeniu.
W sumie dla Ockhama miejsca tu nie widzę, ale niech jest...
Sęk w tym że dyskusja wyszła nie od tego, aby coś pokrytykować czy udowadniać czyja racja jest mojsza, tylko od zakwestionowania kompetencji przewodników - w sensie ogólnym oczywiście, ale jako pewien problem/zjawisko, które oczywiście dotyczy tylko niektórych przewodników; skoro jednak problem to może nie aż tak małej części (?)...
Przykład z facetem z Wetliny w sumie nie mnoży bytów ponad potrzebę, wszak była wyrażona wręcz chęć współpracy z takim - ale on bidak nie może. Tylko nieliczni "faceci z Wetliny" pójdą na kurs (nie do SKPB ma się rozumieć, bo mają u siebie minimalnie krótszy i bliżej). Decyduje o tym dostępność kursu i czas.
Natomiast ci, których określono jako "oszuści" nie pójdą tak czy siak - pewnie jakby trwał 2 tygodnie to też by nie poszli. Co zatem stoi na przeszkodzie, aby to - jak już powiedziano - ogólne przygotowanie zrobić nieco bardziej dostępnym? Może ja jestem tępy, ale nie mogę pojąć. Ich późniejsze zawodowe losy zweryfikuje sam rynek: kompetentni będą polecani i rozchwytywani, reszta się wykruszy - wszak podobno nic tak dobrze nie wpływa na poprawę jakości jak konkurencja, nieprawdaż?

Po 30 godzinach jazdy pan/pani X jest kierowcą. Formalnie. W rzeczywistości jest d...ą a nie kierowcą, jednak (póki co) nie chodzi na zajęcia przez 2 lata - bo mniej więcej po takim czasie wpada się już w "rutynę". Zanim tego doświadczenia i umiejętności nabierze - ma możliwość wysłać parę osób na cmentarz - z o wiele większym prawdopodobieństwem niż przygotowywany w podobnym czasie (np. kilka miesięcy) przewodnik. Przewodnik co najwyżej naje się wstydu jak zgubi szlak czy uczestnik grupy wykaże mu że gada bzdury - poważne zagrożenia to na ogół skrajności, promil, który może się oczywiście zdarzyć, jednak zdarza się wyjątkowo rzadko (wyłączając Tatry) - a to w dodatku mieszci się w wiedzy o górach ogólnej. Ochrona interesów grupy zawodowej to jedyne co mi przychodzi do głowy dla uzasadnienia. Dlatego liczba prowadzących nielegalnie raczej nie szybko się zmniejszy.

W sumie dla Ockhama miejsca tu nie widzę, ale niech jest...
Sęk w tym że dyskusja wyszła nie od tego, aby coś pokrytykować czy udowadniać czyja racja jest mojsza, tylko od zakwestionowania kompetencji przewodników - w sensie ogólnym oczywiście, ale jako pewien problem/zjawisko, które oczywiście dotyczy tylko niektórych przewodników; skoro jednak problem to może nie aż tak małej części (?)...

Co zatem stoi na przeszkodzie, aby to - jak już powiedziano - ogólne przygotowanie zrobić nieco bardziej dostępnym? Może ja jestem tępy, ale nie mogę pojąć. Ich późniejsze zawodowe losy zweryfikuje sam rynek: kompetentni będą polecani i rozchwytywani, reszta się wykruszy - wszak podobno nic tak dobrze nie wpływa na poprawę jakości jak konkurencja, nieprawdaż?

Ochrona interesów grupy zawodowej to jedyne co mi przychodzi do głowy dla uzasadnienia. Dlatego liczba prowadzących nielegalnie raczej nie szybko się zmniejszy.
Ad.1 Problem istnieje i dotyczy całego kraju. Wyżywając się na górskich forach zauważyłam, że osoby posiadające uprawnienia przewodnika beskidzkiego często gęsto nie znają nawet topografii terenu swoich uprawnień.
Ad.2 Nie wiem co stoi na przeszkodzie. Skostniały system? Moim zdaniem masz rację. Dodałabym jednak, że pierwsza weryfikacja powinna być na egzaminie państwowym. Wierzę w konkurencję. Posiadasz predyspozycje do wykonywania tego zawodu, masz uprawnienia więc jesteś częścią wolnego rynku. Klienci określają naszą pozycję na rynku. Mając do wyboru polecić kolegę znakomicie znającego teren ale bez uprawnień lub przewodnika bez wiedzy to oczywiście wolałbym wskazać na tego pierwszego.
Ad 3. Czy tylko ochrona interesów grupy zawodowej? Tego do końca nie jestem pewna. Z tego co orientuję się tylko ma terenie Tatr, Bieszczadów i wydzielonych miast można utrzymać się z przewodnictwa i pilotażu. Tak naprawdę nie wiem co decyduje o kształcie szkoleń.

PS.
Coś mi się zdaje, że część kolegów będzie chciała mnie zlinczować. Na usprawiedliwienie podam tylko tyle, że coraz częściej goście wyraźaą się bardzo krytycznie o naszej pracy. Bywa, że o mojej także. Jest problem i należy z nim się zmierzyć. Jest bardzo wielu bardzo dobrych przewodników, bardzo dużo dobrych ale też są czarne owce.

Przykład z facetem z Wetliny w sumie nie mnoży bytów ponad potrzebę, wszak była wyrażona wręcz chęć współpracy z takim - ale on bidak nie może. IMVHO mnoży
- potencjalnie tworząc krocie 'terenów uprawnień' i ewentualnych egzaminów
(na Wetlinę, na Smerek, na Berehy...) w miejsce jednego,
wyjątkowo zresztą spójnego i zgrabnego z szeregu wzgledów
(całe polskie Beskidy Śr. i Wsch. + [bez 4 wsi] całe górskie osadnictwo ruskie
+ podobna historia powojenna + zagadnienia obrządku wschodniego...etc.)

A z brzytwą - szerzej - szło mi o szukanie analogii z innymi państwowymi dyplomami/uprawnieniami.


zatem stoi na przeszkodzie, aby to - jak już powiedziano - ogólne przygotowanie zrobić nieco bardziej dostępnym? Może ja jestem tępy, ale nie mogę pojąć. Ich późniejsze zawodowe losy zweryfikuje sam rynek: kompetentni będą polecani i rozchwytywani, reszta się wykruszy - wszak podobno nic tak dobrze nie wpływa na poprawę jakości jak konkurencja, nieprawdaż? Czy nie zdarzyło Ci się trafić na partaczy - w jakiejkolwiek profesji,
którą takowy rynek reguluje?
Ta regulacja trwa dość powoli i kosztuje/boli (-;

Rozumiem przesłanki formalnych wymogów/barier w wielu zawodach,
natomiast osobiście przeciw znoszeniu takowych w turystyce nic nie mam
- pracowałem jako przewodnik i pilot w takich właśnie warunkach,
gdy w latach 90tych formalnie, a potem faktycznie uprawnienia pastwowe
nie funkcjonowały.
Fakt, że mogłem sobie przyczepić ileś tam znaczków nie był nigdy decydujący.

Natomiast co innego ułatwić, a co innego zawężać zakres - stosunkowo mało
jest np. sklepów turystycznych handlujących jednym modelem obuwia
jednego producenta, prawda? (-;


Ochrona interesów grupy zawodowej to jedyne co mi przychodzi do głowy dla uzasadnienia. Dlatego liczba prowadzących nielegalnie raczej nie szybko się zmniejszy. Możliwe - kiepsko zresztą - ale to jak wszędzie, a zmniejszenie TU nie jest wyjściem.

Obawiam sie, że rynek idzie w zupełnie inne strony:
przewodnik ma byc uniwersalnym animatorem, pilotem, organizatorem, erudytą
potrafiacym pokazac region lub trase przekrojowo, w wielu aspektach,
porównujac do innych miejsc/kraju/
ewentualnie wąsko specjalizowanym fachowcem jakiejś działki lub segmentu klientów,
ale nie 'drogowskazem' ograniczonym do okolic jednej wioski.


Ad.1 Problem istnieje i dotyczy całego kraju. Wyżywając się na górskich forach zauważyłam, że osoby posiadające uprawnienia przewodnika beskidzkiego często gęsto nie znają nawet topografii terenu swoich uprawnień. No to mamy podobne odczucia (((-;

Chodzi Ci może np. o ten post?
http://forum.pttk.pl/index.php?co=wiadomosc&id=32310

Gdzież to znajduje się LisTkowate?
Jakie są - choć pi*oko - granice GS-T? (((-;

Serdeczności,

Kuba

Obawiam sie, że rynek idzie w zupełnie inne strony:
przewodnik ma byc uniwersalnym animatorem, pilotem, organizatorem, erudytą
potrafiacym pokazac region lub trase przekrojowo, w wielu aspektach,
porównujac do innych miejsc/kraju/
ewentualnie wąsko specjalizowanym fachowcem jakiejś działki lub segmentu klientów,
ale nie 'drogowskazem' ograniczonym do okolic jednej wioski.
A ja się Kuba obawiam, że to my byśmy tak chcieli, ale wcale tak nie jest, a przynajmniej nie zawsze.

Pozdrowienia

Basia

Czy nie zdarzyło Ci się trafić na partaczy - w jakiejkolwiek profesji,
którą takowy rynek reguluje?
Ta regulacja trwa dość powoli i kosztuje/boli (-;
eeee....
Ja nie trafiam z reguły na partaczy , bo robię wywiad tak? np. do mojego dentysty czekam 2 miesiące na wizytę, a mogłabym się zapisać do takiego co mnie przyjmie na drugi dzionek tak?
I myślę, że jak jakiś przewodnik da za przeproszeniem ciała to go już potem przynajmniej to biuro podróży zamawiać nie będzie tak?a później kolejne, i kolejne...i będzie jak z tym dentystą co to przyjmie mnie choćby jutro, a ja wolę poczekać te 2 miesiące i zapłacić więcej.


No to mamy podobne odczucia (((-;

Chodzi Ci może np. o ten post?
http://forum.pttk.pl/index.php?co=wiadomosc&id=32310
:lol: :lol: :lol:
Nie, myślałam raczej o tej dyskusji www.321gory.pl/phpBB2/viewtopic.php?t=5696&start=0 Państwo policyjne w Bieszczadach.
Oczywiście możemy porozmawiać o tej i innych literówkach popełnionych przeze mnie. Niestety, nie dziś. Właśnie poszukuję wiadomości o "Księdzu z Liskowatego" Janickiego wydanym w zbiorze "Nie-ludzki doktor". Mam wydanie z 1983 r. Nie ma. Będę musiała prosić Basię Z. o pomoc.

Będę musiała prosić Basię Z. o pomoc.
Przykro mi ale mogę Ci pomóc.
Niestety również nie posiadam tej książki, sama chętnie bym ją sobie po 20 latach przypomniała, bo pamiętam, że była świetna.

Spróbuj pożyczyć w bibliotece.

Pozdrowienia

Basia
Ależ mam wydanie z 1984 r. Wydawnicwo Radia i Telewizji Nie ma tam taiego opowiadania.

Ależ mam wydanie z 1984 r. Wydawnicwo Radia i Telewizji Nie ma tam taiego opowiadania.
Całkiem możliwe, czytałam bardzo dawno, pamiętam tylko ogólne wrażenie tego, że śmiałam się przez prawie cały czas.

Bardzo chętnie przeczytałabym ponownie, jak znajdę czas na to aby się udać do biblioteki.

Pozdrowienia

Basia

P.S. Znów odbiegłyśmy od tematu wątku.
Nie, skądże. To była odpowiedż na wątpliwości Kuby.

:lol: :lol: :lol:
Nie, myślałam raczej o tej dyskusji www.321gory.pl/phpBB2/viewtopic.php?t=5696&start=0 Państwo policyjne w Bieszczadach.
Oczywiście możemy porozmawiać o tej i innych literówkach popełnionych przeze mnie. Niestety, nie dziś. Właśnie poszukuję wiadomości o "Księdzu z Liskowatego" Janickiego wydanym w zbiorze "Nie-ludzki doktor". Mam wydanie z 1983 r. Nie ma. Będę musiała prosić Basię Z. o pomoc.
Ależ - jeśli o Janickiego idzie - służę swoją pomocą (-;
- 'bieszczadzkie' nazwy miejsowości tam zwykle (zawsze?) zmyślone,
więc Liskowatego raczej tam nie było,
ksiądz natomiast był Boberski czy jakos podobnie,
to może Basi się liski i boberki skojarzyły? (-;

Jednak ja bardziej niż jakiejś półliteratury,
ciekaw jestem Twojego poglądu na Liskowate:
- czy leży na Pogórzu Przemyskim (jak napisałaś na pttk.pl),
czy też może w Górach Sanocko-Turczańskich? (-;
mając jw. rozwiązany problem księdza, możesz chyba o tym porozmawiać,
w ramach tematyki kompetencji przewodnickich?
(((-;

Serdeczności,

Kuba

Nie, skądże. To była odpowiedż na wątpliwości Kuby. Przepraszam, ale zupełnie nie rozumiem co ta książka ma do głównego tematu wątku - o zakresie uprawnień i kompetencjach przewodników.

Czyżbyś uważała, że nie znając tytułu opowiadania w wydanej 20 lat temu książce była niekompetentna w swoim zakresie uprawnień ?

Pytam dlatego, że imiennie "wywołałaś mnie do tablicy"

B.
Wybaczcie pozostawie Was w błogie nieświadomości.

ksiądz natomiast był Boberski czy jakos podobnie,
to może Basi się liski i boberki skojarzyły? (-;
Nic mi się nie skojarzyło !

Tytuł opowiadania "Ksiądz z Liskowatego" pamiętam na 100 % (no, prawie na 100 %)
Ale całkiem możliwe, że pochodzi z jakiejś innej książki.

Wot, zagwozdka.

Pozdrowienia

Basia

IMVHO mnoży
- potencjalnie tworząc krocie 'terenów uprawnień' i ewentualnych egzaminów
(na Wetlinę, na Smerek, na Berehy...) w miejsce jednego,
wyjątkowo zresztą spójnego i zgrabnego z szeregu wzgledów
(całe polskie Beskidy Śr. i Wsch. + [bez 4 wsi] całe górskie osadnictwo ruskie
+ podobna historia powojenna + zagadnienia obrządku wschodniego...etc.)
Nie takie tereny uprawnień miałem na myśli - rozdrobnienie do jednej czy kilku wsi i okolic byłoby rzeczywiście absurdem. Nie popadajmy w skrajności.
To co po "+" owszem, spójne. Reszta już trochę mniej, bo ona nigdy spójna nie jest. Po kiego przewodnik bieszczadzki ma zdawać znajomość okolic Rytra, jak on tam nigdy nie poprowadzi żadnej grupy i to że zdał egzamin nie znaczy że teren ten zna?
Z jednej strony wystarczyłby podział typu Beskid Niski, Bieszczady Zachodnie, Pogórze Przemyskie, itp. lub podobny nieznacznie drobniejszy. Jeśli ktoś czuje potrzebę posiadania upr. na cały obecny obszar - proszę bardzo zdaje na cały. Jeśli ktoś zdał na BN a za miesiąc doszedł do wniosku że może jeszcze Bieszczady by się przydało - proszę bardzo, zdaje, wcześniej uczestnicząc w krótszym kursie w jego części praktycznej, bo teorię już zdał. Na zasadzie mam prawo jazdy B, przypomniało mi się że chce jeszcze A, więc idę na jazdy i zdaje. Mam "A" - bez ponownego zdawania teorii. Egzamin teoretyczny jest trochę... nie wiem jak to ująć - ale ktoś pisał coś o wypełnieniu tego testu w 4 minuty. Pierwsze co pomyślałem to "niezły zarozumialec". Ale jak pojawiły się linki do pytań to szybko zdanie zmieniłem. Mógłby ktoś przy okazji zapodać - niestety nie pamiętam gdzie widziałem ubiegłoroczny test na B. Wschodnie a Google coś nie wyrzuca.

Można też to odwrócić - aby jeszcze mniej rozdrabniać zrobić egzamin na całe "nasze" Karpaty - z wyłączeniem Tatr (fakt - inna nieco historia i kultura). Co za różnica czy Lucyna może oprowadzać (Lucyne przepraszam, ale akurat pasuje mi to do przykładu) po Piwnicznej czy po Lądku Zdroju, skoro nie prowadzi ani tu ani tu - ale po Piwnicznej może a po Lądku już nie (przecież jak będzie chciała to się douczy o Lądku).

Co poniekąd potwierdza to:

przewodnik ma byc uniwersalnym animatorem, pilotem, organizatorem, erudytą
potrafiacym pokazac region lub trase przekrojowo, w wielu aspektach,
porównujac do innych miejsc/kraju/ ewentualnie wąsko specjalizowanym fachowcem jakiejś działki lub segmentu klientów, ale nie 'drogowskazem' ograniczonym do okolic jednej wioski.
A jeśli tak, to może w drugą stronę: szkoły o takim profilu i uprawnienia przewodnickie wyłącznie po ukończeniu kierunku. Wtedy będziesz miał wyspecjalizowanych i wysoko wykwalifikowanych przewodników (teoretycznie).

Fakt, że namotałem. Zmierzam jednak do tego że widzę (albo mi się wydaje że widzę) przerost formy nad treścią. Zaiste to takie skomplikowane że wymaga aż tyle zachodu, wszak raczej jest tendencja w ułatwianiu sobie życia?
BTW: rozmawiamy przecież o uprawnieniach przewodnika III klasy, tj.:
"według rozporządzenia przewodnik górski klasy trzeciej jest uprawniony do prowadzenia pieszych wycieczek górskich w warunkach letnich szlakami oznakowanymi, pieszych wycieczek w warunkach zimowych szlakami określonymi w programach szkolenia, a także wycieczek autokarowych".

BTW2: coś ponoć w Gliwicach miał/mógłby być kurs również na wschodnie - dzieje się coś w tym kierunku? W końcu bliżej w teren upr. niż z Łodzi czy Warszawy.

Po kiego przewodnik bieszczadzki ma zdawać znajomość okolic Rytra, jak on tam nigdy nie poprowadzi żadnej grupy i to że zdał egzamin nie znaczy że teren ten zna?
Z jednej strony wystarczyłby podział typu Beskid Niski, Bieszczady Zachodnie, Pogórze Przemyskie, itp. lub podobny nieznacznie drobniejszy. Jeśli ktoś czuje potrzebę posiadania upr. na cały obecny obszar - proszę bardzo zdaje na cały. Jeśli ktoś zdał na BN a za miesiąc doszedł do wniosku że może jeszcze Bieszczady by się przydało - proszę bardzo, zdaje, wcześniej uczestnicząc w krótszym kursie w jego części praktycznej, bo teorię już zdał. Na zasadzie mam prawo jazdy B, przypomniało mi się że chce jeszcze A, więc idę na jazdy i zdaje. Mam "A" - bez ponownego zdawania teorii. Egzamin teoretyczny jest trochę... nie wiem jak to ująć - ale ktoś pisał coś o wypełnieniu tego testu w 4 minuty. Pierwsze co pomyślałem to "niezły zarozumialec". Ale jak pojawiły się linki do pytań to szybko zdanie zmieniłem.

Można też to odwrócić - aby jeszcze mniej rozdrabniać zrobić egzamin na całe "nasze" Karpaty - z wyłączeniem Tatr (fakt - inna nieco historia i kultura). Co za różnica czy Lucyna może oprowadzać (Lucyne przepraszam, ale akurat pasuje mi to do przykładu) po Piwnicznej czy po Lądku Zdroju, skoro nie prowadzi ani tu ani tu - ale po Piwnicznej może a po Lądku już nie (przecież jak będzie chciała to się douczy o Lądku).

Co poniekąd potwierdza to:

A jeśli tak, to może w drugą stronę: szkoły o takim profilu i uprawnienia przewodnickie wyłącznie po ukończeniu kierunku. Wtedy będziesz miał wyspecjalizowanych i wysoko wykwalifikowanych przewodników (teoretycznie).
.
Ad.1 Na to pytanie potrafię odpowiedzieć. Mam uprawnienia na cząść Beskidu Sądeckiego. Odgórnie przyznano mi uprawnienia na teren którego nie znam. W podobnej sytuacji jest więcej przewodników. Oczywiście od tego czasu troszeczkę dokształciłam się ale to nie oznacza, że mam dostateczną wiedzę i jestem na bieżaco.
Ostatnio pracuję nad bibliografią Karpat. Do katalogu wpisuję przewodniki po Beskidzie Niskim. Jestem coś na 50 pozycji, a końca nie widać. Mówię tu o książkach, które znadują się w mojej bibliotece. Za mną kilka pudeł publikacji poświęconych Beskidowi Niskiemu i pogórzom. Powstaje coraz więcej ścieżek, tras rowerowych, których poprostu nie znam. Co najwyżej z publikacji.
Moim zdaniem, a mówię tu jako praktyk należałoby podzielić nasz teren na dwie części: Beskid Niski i pogórza oraz na Bieszczady i pogórza. Tak jak proponuje Piotr zawsze można by było poszerzyć swoje uprawnienia.
Tym zarozumialcem byłam ja. Śmiem twierdzić, że wyrobiłbys się Piotrze w podobnym czasie.

Ad.2. Szkoła o profilu turystycznym plus uprawnienia. Dobre rozwiązanie. Część moich Kolegów zawodowych i ja jesteśmy dwa w jednym. Czy do końca to sprawdza się? Nie, jesteśmy hybrydami, menadżerami-przewodnikami. Stawiamy rynek usług turystycznych "na głowie". Na egzaminie z pilotażu spotkałam się z grupą studentów turystyki i rekreacji. Na 10 tylko 1 zdał egzamin teorytyczny. Nie zawsze więc wiedza wyniesiona z uczelni jest przydatna pilotowi czy przewodnikowi.

BTW2: coś ponoć w Gliwicach miał/mógłby być kurs również na wschodnie - dzieje się coś w tym kierunku? W końcu bliżej w teren upr. niż z Łodzi czy Warszawy. Na pewno nie w "Harnasiach".

W życiu o tym nie słyszałam, a siedzę w szkoleniu w swoim kole od 10 lat i wiem o wszystkim co się dzieje w tej dziedzinie. ;)
Zresztą nie mamy wystarczającej liczby specjalistów w tej dziedzinie. Trójka przewodników I klasy i chyba dwóch II klasy z uprawnieniami na Beskidy Wschodnie (w myśl ustawy) to jest wg mnie za mało aby skutecznie poprowadzić kurs. Reszta koleżanek i kolegów z kola ma uprawnienia tylko na Beskidy Zachodnie część zachodnia.

Ponadto na prawdę mamy sporo pracy przy kursie na swój rejon uprawnień, który odbywa się regularnie co roku. Jest w to zaangażowanych kilkanaście osób.

Mamy wypracowane od lat pewne sprawdzone już imprezy szkoleniowe (chociaż ciągle dodawane jest też coś nowego, choćby po to aby nam samym się to nie znudziło).

Gdyby z kolei sprowadzać specjalistów " z zewnątrz" to kurs kosztowałby znacznie więcej, bo zwyczajnie trzeba by im było zapłacić (nasi instruktorzy prowadzą wszelkie zajęcia za darmo).

Tak ze raczej takiego kursu nie planujemy.

Natomiast jak najbardziej namawiamy naszych kolegów i koleżanki z kola, aby rozszerzali swoje uprawniania drogą "kierowanego samokształcenia" na co pozwala wiadome rozporządzenia. Niestety od czasu obowiązywania nowej ustawy nikt u nas nie rozszerzał ani nie podwyższał uprawnień.
Ludziom się to niestety "nie opłaca" a ponadto fatalną opinię ma komisja rzeszowska (o czym już tutaj pisałam) i ludzie się boją.

Być może drugie koło przewodników przy Oddziale Miejskim planuje taki kurs, ale chyba byśmy o tym wiedzieli.
Poza tym oni od dobrych 10 lat nie zorganizowali żadnego kursu, chyba skutecznie zabieramy im "klientów" ;-)

W okolicy organizuje kursy przewodnickie (średnio raz na dwa lata) jeszcze koło w Bytomiu.

Pozdrowienia

Basia

To co po "+" owszem, spójne. Reszta już trochę mniej, bo ona nigdy spójna nie jest. Tzn. regionalizacja geograficzna?
No akurat jest na tyle spójna, by bez większych kontrowersji wyodrębnić takie jednostki
ze względu na budowę geologiczną, rzeźbę i - wspomagajaco - przyrodę.
Natomiast dla mnie jest ona mniej ważna - zaczałem tylko od najogólniejszego,
kluczowa jest łączność historyczno-kulturowa.


Po kiego przewodnik bieszczadzki ma zdawać znajomość okolic Rytra, jak on tam nigdy nie poprowadzi żadnej grupy i to że zdał egzamin nie znaczy że teren ten zna? Nie Bieszczadzki, ale 'wschodniobeskidzki' (-;
a do Rytra z inicjatywy (części?) środowisk przewodnickich
pociągnięto TU z prostej przyczyny praktycznej - by jeden mógł wodzić
na obie strony z ważniejszego ośrodka noclegowego, jakim jest Krynica.


Z jednej strony wystarczyłby podział typu Beskid Niski, Bieszczady Zachodnie, Pogórze Przemyskie, itp. lub podobny nieznacznie drobniejszy. Każdy podział będzie jakoś sztuczny/autorytatywny, poza jakimś w rodzaju:
'tu moja chata (moje zainteresowania) - wokół widzę te górki, je znam i lubię,
po nich tylko chcę byc przewodnikiem'.
Z przyczyn praktycznych przyjmuje się podziały jednolite.
Przez dekady ukształtował się taki właśnie ich model, jaki jest.
Jakoś niewielu spotkanych przeze mnie przewodników narzeka,
że nie są w stanie opanować tak zakreślonych TU.
Zatem zmieniać go, bo jakiś miły Wetlińczyk (Wetlinianin?) chciałby łatwiej i szybciej?

To co można IMVHO zmienić (zakładając roboczo państwową regulację przewodnictwa)
to szkolenia - określać tylko program, a nie czas trwania,
awentualnie umożłiwić całkiem eksternistyczne zdawanie egzaminów
(które jednak powinny byc wówczas rozbudowane).
Ale nie odchudzać program i obszar specjalnei pod czyjąś niewiedzę/lenistwo.

Zdawanie egzaminów choćby w szkole, nawet w modelu 3*Z (-;
to także wykazanie się tym, że umiemy się uczyć - co i dla przewodnika nieodzowne.


Egzamin teoretyczny jest trochę... nie wiem jak to ująć - ale ktoś pisał coś o wypełnieniu tego testu w 4 minuty. Pierwsze co pomyślałem to "niezły zarozumialec". Ale jak pojawiły się linki do pytań to szybko zdanie zmieniłem. Mógłby ktoś przy okazji zapodać Test to przygrywka - sito z dużymi oczkami (-;

Mógłbym naturalnie - służę uprzejmie:
http://szkolenia.om.pttk.pl/przewodnicy.php


Można też to odwrócić - aby jeszcze mniej rozdrabniać zrobić egzamin na całe "nasze" Karpaty - z wyłączeniem Tatr (fakt - inna nieco historia i kultura). Ano (-; Mam (miałem? (-; ) akurat takie uprawnienia. I parę innych.
Basia - też wszystkie beskidzkie, ino o oczko wyższe (-; a do tego jeszcze i tatrzańskie.
Nie jesteśmy przy tym wyjątkami.
Wielu przewodników ma kilka terenów/rodzajów uprawnień.
(nie pomnę statystyk - były kiedyś bodaj o przewodnikach w PTTKu,
a z danych Polskiej Federacji Federacji Pilotażu i Przewodnictwa
wyszło, ze bodaj 1,7 na osobę - ale to chyba licząc z pilockimi)


Fakt, że namotałem. Zmierzam jednak do tego że widzę (albo mi się wydaje że widzę) przerost formy nad treścią. Zaiste to takie skomplikowane że wymaga aż tyle zachodu, wszak raczej jest tendencja w ułatwianiu sobie życia?
BTW: rozmawiamy przecież o uprawnieniach przewodnika III klasy
Ano właśnie - materiał na IIIę wschodniobeskidzką jest do opanowania.
Nie ma sensu go szatkować/odchudzać.

Oddzielanie np. Bieszczadów od Niskiego byłoby może motywowane tym,
że niniejsze forum jest niby tylko bieszczadzkie (((-;
ale popatrz - jak wiele jest w okolicznych wątkach odniesień do sąsiednich terenów.

Nie zawężajmy przewodnikom 'wschodniobeskim' horyzontów,
nawet gdyby jakieś pojedyncze personalne przykłady nas ku temu skłaniały (-;
Sobie - też nie (-;
Sentyment do Bieszczadów i ich znajomość są mniej wartościowe/rozumne,
bez kontekstu - tego co maja wspólnego z sąsiednimi pagórami, a co je od tamtych różni.

BTW:
studia turystyczne czy wręcz pilockie/przewodnickie
- nie jako element wspomagający/przydatny przewodnikom/pilotom,
ale konieczny do uzyskania takich uprawnień, funkcjonują np.
(o ile dobrze pamiętam z rozmów z tamtejszymi)
w Turcji i na Cyprze.

Z drugiej natomiast strony - wśród znanych mi menadżerów z branży turystycznej,
tudzież wśród co lepszych ze spotkanych pilotów i przewodników,
osób po kierunkach turystycznych było co kot napłakał (-;


Nic mi się nie skojarzyło ! ;p

(((-;


Część moich Kolegów zawodowych i ja jesteśmy dwa w jednym. Czy do końca to sprawdza się? Nie, jesteśmy hybrydami, menadżerami-przewodnikami. A jakimże to zespołem stale zarządzasz, Menadżerze? (((-;
Nie mówmy tylko przy tym o podsyłaniu co jakiś czas zleceń czy klientów
lub o obsłudze większej grupy w kilka osób... (((-;


Wybaczcie pozostawie Was w błogie nieświadomości. Obawiam się Lucyno, że pozostawiasz nas = czytaczy niniejszego wątku,
raczej w świadomości, przy tym zupełnie nie błogiej - zwłaszcza dla Ciebie.

Puszczałaś na 2 forach aluzje - jak widać już po tym wątku - złośliwie kierowane
wobec topograficznych/przewodnickich kompetencji Basi Z.

Przy tej jednak okazji sama popisałaś się nieznajmością regionalizacji geograficznej
odnośnie istotnej krajoznawczo miejscowości
nie tylko na Twoim TU, ale wręcz w pobliżu Twojego miejsca zamieszkania.

Dodatkowo w tym przypadku regionalizacja ta nie jest dyskusyjna/sztuczna,
ale wprost wali po oczach - rusztowy typ rzeźby jest istotnym wyróznikiem
oddzielenia Pogórza Przemyskiego od GS-T.

Kolejny już raz 'podkładasz się' sromotnie, chcąc złośliwie wykazać swą wyższość.
Dziwne, że jeszcze nie dało Ci to do myślenia...

Serdeczności,

Kuba
Tak, Kuba masz rację. Zgadzam się z Tobą w stuprocentach jeżeli chodzi o ocenę mojej osoby. Gratuluję Tobie i Basi znajomości regionu. Jestem pod wrażeniem. Coby nie mowić jesteście wyróżniającymi się przewodnikami.

jesteście wyróżniającymi się przewodnikami. Wygląda na to, że Ty Lucyno też.
Niestety.

Serdeczności,

Kuba
Niestety, też. Sprawdziłam, rzeczywiście popełniłam błąd. Zostały uściślone granice mezoregionów. Granica pomiędzy Górami Sanocko-Turczańskimi, a Pogórzem Przemyskim przebiega od Tyrawy Wołoskiej doliną Tyrawki, Roztoki, trochę kluczy, a następnie kończy się w dolinie Wiaru. Liskowate więc położone jest jeszcze na terenie Gór Sanocko-Turczańskich.
Mimo wszystko podtrzymuję, że w zbiorze "Nieludzki doktor" nie ma opowiadania "Ksiądz z Liskowatego", a Ustianowa nie jest położona nieopodal Liskowatego.

popełniłam błąd. Zostały uściślone granice mezoregionów jakoś ostatnio? znienacka?
fakt - szczegółowe granice GS-T nie są zbyt często podawane,
a sam Kondracki je w kolejnych pracach nieco modyfikował,
ale spójrzmy choćby na mapę - Chwaniów, Wiar...
- Liskowate nijak nie mogło leżeć poza wyznaczonymi GS-T...


Mimo wszystko podtrzymuję, że w zbiorze "Nieludzki doktor" nie ma opowiadania "Ksiądz z Liskowatego" ależ to już wiemy od najmniej kilku postów / od wczoraj


a Ustianowa nie jest położona nieopodal Liskowatego. jakies 10 km w linii prostej - w każdym razie nieco bliżej, niż Liskowate od Pogórza Przemyskiego...

Lucyno, każdemu z nas zdarza się palnąć gafy
- wiedza przewodnicka jest z natury rozległa, ale płytka;
jednak przy przemawianiu ex cathedra lub czepianiu się innych
owe gafy buczą wyjątkowo donośnie...
Nie ma sensu udawać, że się jest czymś więcej niż w rzeczywistości,
zwłaszcza jeśli ta rzeczywistość - to i tak obiektywnie całkiem dużo.

Szczery szacunek dla szczerego przyznania się do błędu.

Serdeczności,

Kuba
To ja Ci dziękuję za wytknięcie błędu. Zareagowałam tak późno, bo musialam sprawdzić " u źródła".

Nie Bieszczadzki, ale 'wschodniobeskidzki' (-; Nie Bieszczadzki, ale bieszczadzki - wiem że wschodniobeskidzki; bieszczadzki tu: przykładowo, mieszkający/prowadzający tylko po Bieszczadach w tym samym sensie co opolski czy przemyski.

a do Rytra z inicjatywy (części?) środowisk przewodnickich
pociągnięto TU z prostej przyczyny praktycznej - by jeden mógł wodzić
na obie strony z ważniejszego ośrodka noclegowego, jakim jest Krynica.
Ok.

Jakoś niewielu spotkanych przeze mnie przewodników narzeka,
że nie są w stanie opanować tak zakreślonych TU.
Też bym nie narzekał. O to jednak lepiej (słuszniej?) byłoby pytać kandydatów na przewodników. Teoretycznie; z naciskiem na to co uważasz za kluczowe oczywiście jest w stanie opanować. Praktycznej znajomości TU - nie. To mogą tylko nieliczne wyjątki, zapewne takie są, jednak chyba w niezbyt licznej reprezentacji.

Zatem zmieniać go, bo jakiś miły Wetlińczyk (Wetlinianin?) chciałby łatwiej i szybciej? Nie widzę przeciwwskazań. Robić prawo jazdy "B", zamiast od razu na TIR'a bo ktoś chce łatwiej? ;-) Wetlinianin.

określać tylko program, a nie czas trwania,
awentualnie umożłiwić całkiem eksternistyczne zdawanie egzaminów
(które jednak powinny byc wówczas rozbudowane).
Chyba jednak rozsądniej eksternistycznych nie wprowadzać - inaczej jest uczestniczyć w zajęciach, dyskutować, obyć się nieco, niż poczytać trochę książek albo powypełniać przy pomocy Google jakieś teściki a'la "ESKK".

Ale nie odchudzać program i obszar specjalnei pod czyjąś niewiedzę/lenistwo. Pod względy praktyczno-zdroworozsądkowe; zaraz tam lenistwo ;-(

Test to przygrywka - sito z dużymi oczkami (-; Na pewno.

Wielu przewodników ma kilka terenów/rodzajów uprawnień. No i bardzo dobrze - ale ma z własnej i nieprzymuszonej woli.

Ano właśnie - materiał na IIIę wschodniobeskidzką jest do opanowania.
Nie ma sensu go szatkować/odchudzać.
Wszystko jest do opanowania; forma jest tylko średnio zachęcająca.

Oddzielanie np. Bieszczadów od Niskiego byłoby może motywowane tym,
że niniejsze forum jest niby tylko bieszczadzkie (((-;
ale popatrz - jak wiele jest w okolicznych wątkach odniesień do sąsiednich terenów.
Bo są ze sobą ściśle powiązane i tego zakwestionować nie sposób. O ile teoria spójna tu jest mocno, to uproszenie praktycznej części nie byłoby ujmą. Historia, kultura, religioznawstwo, etc. zapoznane i opanowane teoretycznie dla całego obecnego TU - natomiast praktyczne wyjazdy i egzaminy już dla węższego nieco TU, uprawnienia na TU z zakresu praktycznego.

Nie zawężajmy przewodnikom 'wschodniobeskim' horyzontów,
nawet gdyby jakieś pojedyncze personalne przykłady nas ku temu skłaniały (-;
Sobie - też nie (-;
Sentyment do Bieszczadów i ich znajomość są mniej wartościowe/rozumne,
bez kontekstu - tego co maja wspólnego z sąsiednimi pagórami, a co je od tamtych różni.
To nie chodzi o Bieszczady. Mogą być Sudety (z Poznaniem lub bez ;-)).
Przewodnikom horyzontów nikt już nie zawęzi, co najwyżej sami sobie zawężą z przyczyn praktycznych, pamięć ludzka ulotna jest i jeśli nie śledzi się na bieżąco zmian / siedzi w temacie to po kilku latach bywa ciężko.
Kandydatom można zawęzić, pozostawiając im wybór. Przewodnik beskidzki (i nie tylko) IV klasy?

Póki co pozostaniemy przy swoich argumentach - może za parę lat, jeśli się coś zmieni i da się ocenić jak zafunkcjonowało, będzie okazja wrócić do tematu.

Nie Bieszczadzki, ale 'wschodniobeskidzki' (-;
a do Rytra z inicjatywy (części?) środowisk przewodnickich
pociągnięto TU z prostej przyczyny praktycznej - by jeden mógł wodzić
na obie strony z ważniejszego ośrodka noclegowego, jakim jest Krynica.
Konkretniej nawet - przedstawicieli środowiska studenckiego.
Chwalił mi się że dokładny podział ułożył nasz wspólny znajomy - Tomek D.

Inna sprawa, iż krytykowaliśmy go za oznaczenie granicy uprawnień (na terenie BZZ) jako linii kolejowej.

Co do reszty zgadzam się z Kubą.
Mam na bieżąco kontakt z kursantami, bo co roku prowadzę na kursie sporo zajęć.
Nikt i nigdy nie narzekał na zbyt duży do opanowania materiał.
Wytworzył się rodzaj "pozytywnej presji" - "jak on/ona umie się nauczyć - to dlaczego ja nie ?".
Ludzie spotykają się w mniejszych grupach i wspólnie uczą, poza wyznaczonymi wyjazdami kursowymi bardzo często jeżdżą prywatnie w góry "dla powtórki".
Fakt, że "odsiew" na kursie jest niestety (ku naszemu żalowi) duży, do egzaminów wewnętrznych podchodzi tylko około 1/4 rozpoczynających kurs.

Pozdrowienia

Basia

Też bym nie narzekał. O to jednak lepiej (słuszniej?) byłoby pytać kandydatów na przewodników. Lub jeszcze lepiej oblanych (-; np. w Lwówku Śląskim... (((-;

A serio:

Widziałem statystyki zdawalności egzaminów przewodnickich (bodaj 2000-05?);
w komisjach beskidzkich to było coś ponad 80%
(sporo lepiej niż tatrzańskie, gorzej niż miejskie)
- to nie jest specjalnie przerażający odsiew ((-;

(naturalnie pamiętam o wątpliwościach z ostatnich lat co do komisji w Rzeszowie,
jednak nie wiemy wszak czy są uzasadnione, no i generalnego obrazu nie zmieniają)


co uważasz za kluczowe oczywiście jest w stanie opanować. Praktycznej znajomości TU - nie. To mogą tylko nieliczne wyjątki, zapewne takie są, jednak chyba w niezbyt licznej reprezentacji. Ale - znów nieco ockhamsko (-; - nie da się dokładnie praktycznie opanować
całej medycyny, czy całego prawa - a jednak w tych i innych dziedzinach
początkiem specjalizacji zawodowej jest wyksztalcenie/egzaminy/dyplom
z podstaw całości danej dziedziny.


Nie widzę przeciwwskazań. Robić prawo jazdy "B", zamiast od razu na TIR'a bo ktoś chce łatwiej? ;-) analogia jak kobieta - jak wygląda atrakcyjnie, to czasem bywa niewierna (((-;
dlaczego np. od razu robić aż całą kategorię B,
a nie stopniowo: najpierw na warunki letnie w mieście swojego zamieszkania
i na auto o silniku niskiej mocy (III klasa na 1 TU (((-; ),
a potem stopniowo - aż do powożenia porsche w godzinach szczytu,
przy oberwaniu chmury w Rzymie lub Londynie? ((-;


Chyba jednak rozsądniej eksternistycznych nie wprowadzać - inaczej jest uczestniczyć w zajęciach, dyskutować, obyć się nieco, niż poczytać trochę książek albo powypełniać przy pomocy Google jakieś teściki a'la "ESKK". Zaznaczyłem zmianę formy egzaminu.
Aktualna - choć nie wypełnia ise testu w domu (-; - budzi moje obawy;
stanowi ruletkę - w obie strony.
Teoretyczny w znanych mi kołach studenckich to łącznie minimum
kilka godzin rozmowy - tu daje się nieźle poczuć, co kto wie, jak tę wiedzę łączy/wykorzystuje, na ile efektywnie i efektownie ją prezentuje
...i jak sobie potrafi radzić by ukryć jej braki (((-;


To nie chodzi o Bieszczady. Mogą być Sudety (z Poznaniem lub bez ;-)).
Przewodnikom horyzontów nikt już nie zawęzi, co najwyżej sami sobie zawężą z przyczyn praktycznych, pamięć ludzka ulotna jest i jeśli nie śledzi się na bieżąco zmian / siedzi w temacie to po kilku latach bywa ciężko.
Kandydatom można zawęzić, pozostawiając im wybór. Przewodnik beskidzki (i nie tylko) IV klasy?
Wiesz, ale właściwie po co tak ułatwiać?
Badania ankietowe sprzed paru lat pokazały, że znaczna część osób mających uprawnienia, wykorzystuje je sporadycznie (część - wcale)
zaś podstawową motywacją ich zdobywania była raczej pasja, rozszerzanie zainteresowań,
a nie konkretne plany zawodowe.
Nie dam głowy za prawidowosć tych badań, ale mniej lub bardziej jednoznacznie
pokazują one, że są spore rezerwy jeśli chodzi o podaż usług przewodnickich,
a uzyskanie prawa do ich świadczenia nie jest specjalnei trudne.
To jest zbieżne z moimi osobistymi odczuciami z kilku miejsc rynku turystycznego.
Naturalnie można twierdzić, że mało jest przewodników dobrych (to i sam widziałem).
Jednak primo - tyczy to chyba raczej kompetencji komunikacyjnych/społecznych
czy wiedzy ogólnej, niż praktycznej znajomości danej małej okolicy;
a secundo - obniżając kryteria szkolenia i uprawnień, przecież tego nie poprawimy.

A fakt, że ktoś w pracy nie korzysta z cześci wiedzy 'szkolnej',
a drąży tylko jakieś jej fragmenty - to tez normalka.


Póki co pozostaniemy przy swoich argumentach - może za parę lat, jeśli się coś zmieni i da się ocenić jak zafunkcjonowało, będzie okazja wrócić do tematu. Dobra, tedy do usłyszenia/przeczytania w tym wątku za parę lat ((-;


To ja Ci dziękuję za wytknięcie błędu. Zareagowałam tak późno, bo musialam sprawdzić " u źródła". Nie ma za co ((-;

BTW:
całkiem nieźle i stosunkowo dokładnie opracowane tematy z regionalizacji
napotkałem - z miłym zdziwieniem, bo pomnę szereg kiepsko pisanych haseł - w Wikipedii (AFAIR szukaj np. Kondracki lub nawet GS-T).

Serdeczności,

Kuba

To nie chodzi o Bieszczady. Mogą być Sudety (z Poznaniem lub bez ;-)).
Przewodnikom horyzontów nikt już nie zawęzi, co najwyżej sami sobie zawężą z przyczyn praktycznych, pamięć ludzka ulotna jest i jeśli nie śledzi się na bieżąco zmian / siedzi w temacie to po kilku latach bywa ciężko.
Kandydatom można zawęzić, pozostawiając im wybór. Przewodnik beskidzki (i nie tylko) IV klasy?
Patrząc od strony Beskidów Zachodnich jest dokładnie tak samo jak to pisze Kuba.

Przyjąć np. - robimy uprawnienia tylko na Ziemię Cieszyńską (Śląsk) ?
A co z górami ograniczającymi ją od wschodu (pasmo Baraniej Góry) ?
Wtedy uprawniania sięgają już do Doliny Soły.
Ale to już przecież Ziemia Żywiecka (od zawsze wchodząca w skład Małopolski), która z kolei sięga aż po dorzecze Skawy.

Obszar uprawnień na BZZ obejmuje więc (tak bardzo z grubsza) tradycyjnie pojętą Ziemię Cieszyńską, Żywiecką oraz polską Orawę i to jest teren w miarę spójny historycznie, etnograficznie itd.

I przede wszystkim:
"Bieżące zmiany w temacie" są dla mnie osobiście na prawdę mało ważne w trakcie egzaminu a i później też.
I tak przed każda prowadzoną przez siebie wycieczką przygotowuję się na bieżąco (sporo korzystając z Internetu), aby sprawdzić godziny otwarcia muzeów, przejezdność dróg itd. , tego czy nie przeniesiono gdzieś zabytku (a ostatnio, nie dalej jak w sobotę i tak się nam zdarzyło, że już w trakcie autokarówki szkoleniowej dowiedzieliśmy się, że nam zabytek przenieśli).

Ale są pewne rzeczy niezmienne, które opanowuje się raz na zawsze - jak np. budownictwo drewniane (na całym obszarze uprawnień i znacznie szerzej), przyroda, historia, pierwsza pomoc (aczkolwiek i tu śledzimy zmiany i nowości z ostatnich lat dotyczące metod reanimacji).
Oczywiście sposób poruszania się w terenie.

No i tego właśnie powinien dotyczyć egzamin.

Zresztą ja osobiście jestem bardzo krytyczna wobec aktualnych egzaminów "państwowych" - wg mnie zdecydowanie za mało praktyki, ale to osobny temat.

Pozdrowienia

Basia
Dziękuję za radę ale z niej nie skorzystam. Nie interesują mnie linki. Jestem tradycjonalistką. Pozostanę przy dotychczasowych metodach pozyskiwania wiedzy. Nawet wtedy, gdy płacę za nią popełnieniem błędu lub ośmieszeniem.

Dziękuję za radę ale z niej nie skorzystam. Nie interesują mnie linki. Jestem tradycjonalistką. W takim razie polecam "Karpaty" prof. Kondrackiego.

U nas na kursie zalecamy kursantom jako podstawową lekturę.
Ponieważ książka jest obecnie bardzo trudno dostępna powielają ją sobie.

Pozdrowienia

Basia
Bez komentarza. A może inaczej. Czy mogłabym prosić Admina o wzbogacenie o jeszcze jedną ikonkę zbioru emotioikonek. Taką fajną turlającą się główkę.
Chciałem podrzucić taką główkę,ale tu nie działa...
...
Skasowałam poprzedni post, bo niczego nowego nie wnosił do dyskusji. Podsumowując dyskusję mogę stwierdzić tylko jedno. To nasi goście, ludzie korzystający z usług przewodnickiech zdecydują w jakim kierunku pójdziemy. Czy bedą chcieli zatrudniać osoby znające praktycznie TU, obeznanych z lokalną tradycją, przyrodą, kulturą czy ludzi mających przygotowanie górskie, a teren znający wyrywkowo, często tylko z publikacji czy z internetu.

Lub jeszcze lepiej oblanych (-; np. w Lwówku Śląskim... (((-; Znowu skrajności. Lepiej nie, ich zdanie jest znane. Osób, które dopiero chcą zostać przewodnikami - niekoniecznie. Jeżeli ich np. zapytasz czy chcą kursu półrocznego czy rocznego czy półtorarocznego (nie zamykajmy dyskusji w obrębie SKPB) to zapewne padną różne odpowiedzi. Te że 1,5 roku również - bo nie wątpię że dla wielu kurs jest przygodą, fajną zabawą a jeszcze i po tym pozostają miłe (poza wyjątkami) wspomnienia, więc im dłużej tym lepiej a i jeszcze często-gęsto dzielony ze studiami więc w sam raz. Czy to znaczy że do opanowania tego materiału potrzeba 1,5 roku czy że w 6 miesięcy tez można spokojnie to zrobić? IMHO można.
Suma sumarum szkoda że wątek toczy się przewodnicy kontra turysta, brakuje tu właśnie paru głosów takich, którzy dopiero zamierzają zostać przewodnikami i takich, którzy akurat kurs zaczęli, bo akurat wysypało chyba w zeszłym miesiącu nowymi kursami.
A serio:

Widziałem statystyki zdawalności egzaminów przewodnickich (bodaj 2000-05?);
- to nie jest specjalnie przerażający odsiew ((-;
(naturalnie pamiętam o wątpliwościach z ostatnich lat co do komisji w Rzeszowie,
Ale owa zdawalność jest podejrzewam liczona: ilość zdanych przez ilość przystępujących do egzaminu. Być może się mylę, bo strzelam. Jeśli jednak nie, to proponuje podzielić ilość zdanych przez ilość uczestników kursu(-ów) - gdzieś tu już padło że w SKPB Gliwice rezygnuje ok. 75%. Przyczyny są zapewne różne, ale część z nich na pewno zmieści się w tym temacie (z drugiej strony na ilości w końcowym etapie nikomu nie zależy, ale liczby to liczby).

Ale - znów nieco ockhamsko (-; - nie da się dokładnie praktycznie opanować
całej medycyny, czy całego prawa - a jednak w tych i innych dziedzinach
początkiem specjalizacji zawodowej jest wyksztalcenie/egzaminy/dyplom
z podstaw całości danej dziedziny.
Dyplom z całości medycyny nie uprawnia właściwie do niczego - potrzebna jest jakakolwiek specjalizacja. W przewodnictwie dyplom z całości (TU, IIIkl.) uprawnia do wykonywania zawodu, bez potrzeby robienia tejże. (I i IIkl. to nie to samo co specjalizacja w medycynie, itp.),

analogia jak kobieta - jak wygląda atrakcyjnie, to czasem bywa niewierna (((-;
dlaczego np. od razu robić aż całą kategorię B,
Ta mi akurat wierna. B zaostrzą szybciej niż się komukolwiek wydaje - pomijając granice absurdu i skrajności (atrakcyjne). Może zatem upr. przewodnickie na cały kraj bez wyjątku, tak jak i to B, przecież w wielu (większości) miejsc nigdy w życiu nie będziemy.

a nie stopniowo: najpierw na warunki letnie w mieście swojego zamieszkania
i na auto o silniku niskiej mocy (III klasa na 1 TU (((-; ),
Obecne silniki niskiej mocy są za mocne i za słabe jednocześnie:

a potem stopniowo - aż do powożenia porsche w godzinach szczytu porsche zawsze będzie bezpieczniejszy niż ten powyżej.

Zaznaczyłem zmianę formy egzaminu.
Aktualna - choć nie wypełnia ise testu w domu (-; - budzi moje obawy;
stanowi ruletkę - w obie strony.
Tu nie załapałem: znaczy egzaminatorzy też miewają problem z ustaleniem poprawnej odpowiedzi? ;-)

pokazują one, że są spore rezerwy jeśli chodzi o podaż usług przewodnickich,
a uzyskanie prawa do ich świadczenia nie jest specjalnei trudne.
Dla kogo?

Naturalnie można twierdzić, że mało jest przewodników dobrych (to i sam widziałem). Tego nie twierdzę, bo nie wiem.

Dobra, tedy do usłyszenia/przeczytania w tym wątku za parę lat ((-; Widze że parenaście. Conajmniej ;-(

Znowu skrajności. Lepiej nie, ich zdanie jest znane. Osób, które dopiero chcą zostać przewodnikami - niekoniecznie. Jeżeli ich np. zapytasz czy chcą kursu półrocznego czy rocznego czy półtorarocznego (nie zamykajmy dyskusji w obrębie SKPB) to zapewne padną różne odpowiedzi. Tak sie składa że pytamy - regularnie.
Co roku pod koniec kursu nasi kursanci dostają ankiety do wypełnienia.
Podstawowym motywem zapisania się na kurs są:

1. Lepiej poznać góry.
2. Przebywać w fajnym towarzystwie, poznać fajne towarzystwo itd.

Nauczenie nowego zawodu z zamiarem wykonywania go jest gdzieś na szarym końcu (średnio co rok 1-2 odpowiedzi na około 30 respondentów ankiet).

Więc przy takim nastawieniu im akurat ten kurs 1,5 roczny sprawia frajdę.

Bardzo ale to bardzo powszechnym zjawiskiem jest u nas powtarzanie kursów, to znaczy osoby, które rezygnują ze zdawania w danym roku zapisują się na kurs ponownie.
Rekordziści zaliczali po 5 kursów.

Pozdrowienia

Basia

P.S.
Dopiero potem zauważyłam "nie zamykajmy dyskusji w obrębie SKPB".
Co do motywów innych osób - stykam się również z takimi (sama chodzę teraz na kurs przewodników terenowych po woj. Śląskim, gdzie zdecydowana większość to nie przewodnicy studenccy) podstawowym motywem jest zdobycie dodatkowego zawodu, przy już istniejących zainteresowaniach.

Bardzo często są to nauczyciele - pasjonaci, którzy chcą prowadzić swoich uczniów w góry i nie chcą przy tym zatrudniać dodatkowej osoby.
Ale tu już danymi z ankiet nie dysponuję.

P.S. P.S.

Jeszcze coś:


Przyczyny są zapewne różne, ale część z nich na pewno zmieści się w tym temacie (z drugiej strony na ilości w końcowym etapie nikomu nie zależy, ale liczby to liczby). Nie prawda - nam bardzo ale to bardzo zależy na każdej osobie, są to w końcu (po 1,5 roku kursu) nasi dobrzy znajomi.
I zazwyczaj nie rozumiem motywów wycofujących się osób.
Często są oni bardzo dobrzy.

(bywają wyjątki, jak wszędzie, ale są to na prawdę wyjątki)

B.

Tak sie składa że pytamy - regularnie.
Co roku pod koniec kursu nasi kursanci dostają ankiety do wypełnienia.
Podstawowym motywem zapisania się na kurs są:
Pytajcie na początku / tuż przed kursem; anonimowo oraz rezygnujących o motywy rezygnacji.

Dopiero potem zauważyłam "nie zamykajmy dyskusji w obrębie SKPB".
Co do motywów innych osób - stykam się również z takimi
Tak, ale nie o motywach zostania przewodnikiem ten wątek się toczy.
Przy okazji, czy znane są przybliżone dane: stosunek ilości czynnych górskich przewodników po SKPB do czynnych górskich ogółem?

Nie prawda - nam bardzo ale to bardzo zależy na każdej osobie, są to w końcu (po 1,5 roku kursu) nasi dobrzy znajomi. Ale końcowym etapem jest państwowa komisja. W pewnym sensie jest nim też środowisko przewodnickie (czynne) w danym rejonie, czasem potrzeba tam nowych a czasem mniej...

Pytajcie na początku / tuż przed kursem; anonimowo oraz rezygnujących o motywy rezygnacji. Nie w ankiecie, ale oczywiste że z każdym rezygnującym się gada i to nie raz.
Motywy rezygnacji różne - często nie wyobrażali sobie, że trzeba umieć aż tyle (ale na ogół największe problemy sprawia nie topografia, ale historia, która jest ogólnie piętą achillesową prawie wszystkich).
Bardzo często (chyba w większości) zmiana planów życiowych, bo to zazwyczaj ludzie bardzo młodzi - np. studia w innym mieście, wyjazd po studiach za granicę, pisanie pracy magisterskiej, niektórzy nawet w tym samym czasie robią doktorat (z całkiem innych dziedzin).

Ale z drugiej strony innym bardziej wytrwałym studia w innym mieście wcale nie przeszkadzają.

Około 1/3 tych co rezygnują w danym roku kontynuują kurs i zdają w latach kolejnych.

Bardzo często są to ludzie, którzy dopiero sobie szukają miejsca w życiu i kurs jest jedną z prób. Takie przynajmniej mam wrażenie.


Tak, ale nie o motywach zostania przewodnikiem ten wątek się toczy.
Przy okazji, czy znane są przybliżone dane: stosunek ilości czynnych górskich przewodników po SKPB do czynnych górskich ogółem?
Nie wiem jaka jest liczba czynnych ogółem (chyba są dostępne jakieś statystyki).
Liczbę "czynnych" studenckich oceniam pi razy oko na 500 osób w całej Polsce.
Jeszcze kwestia sporna, co uważamy za "czynnych".

U nas w SKPG na około 50 osób "czynnych" czyli biorących w miarę aktywny udział w życiu koła grupy i wycieczki prowadzi stale (to jest do około 30 dni w roku) około 10 osób, a dorywczo - to jest 1 - 2 wycieczki w roku kolejnych 10.
Natomiast reszta udziela się w inny sposób - remont chatki, obsługi w chatce i bazie namiotowej, przygotowywanie imprez kulturalnych itd.

Za ogromny sukces uważamy namówienie absolwentów trzech ostatnich kursów do zdania egzaminów państwowych (w tym dwóch ostatnich w 100 %)
Przedtem to bardzo różnie, przeważnie gorzej bywało. Zastosowaliśmy instrumenty finansowe, osoby zdające tuż po swoim wewnętrznym mają refundowaną część opłaty za egzamin państwowy (niemałej).

Nie wiem jak to procentowo wygląda w innych kołach studenckich, przypuszczam że podobnie.

Natomiast mam na bieżąco kontakt z innymi kolami przewodnickimi przy Oddziale Miejskim w Gliwicach (tatrzańskie i terenowe). W tamtych kołach nie ma tzw. "społeczności". Mój mąż przez pewien czas był szefem d/s szkolenia w kole tatrzańskim. Zrezygnował po dwóch latach kiedy z około 6 organizowanych przez niego imprez szkoleniowych na każdej była frekwencja 2-3 osoby.
Za to ludzie "czynni" nie tyle uczestniczą w imprezach własnych (tych jest bardzo niewiele - 1-2 rocznie) ale za to sporo prowadzą, zdobywając zlecenia na własną rękę.

Nie da się ukryć, że wolę "swój" model.


Ale końcowym etapem jest państwowa komisja. W pewnym sensie jest nim też środowisko przewodnickie (czynne) w danym rejonie, czasem potrzeba tam nowych a czasem mniej... Nie wiem jak jest w innych rejonach, ale "nasza" to jest śląska komisja jest trzeba przyznać całkowicie obiektywna.
Ilość ludzi "potrzebnych" nie ma nic do rzeczy.
Kto umie - to zdaje, kto nie umie - to oblewa.

Osobiście mam zdanie, ze kryteria na egzaminach państwowych powinny być ostrzejsze, szczególnie jeśli chodzi o teren.

Ale to moje prywatne zdanie.

Pozdrowienia

Basia



U nas w SKPG na około 50 osób "czynnych" czyli biorących w miarę aktywny udział w życiu koła grupy i wycieczki prowadzi stale (to jest do około 30 dni w roku) około 10 osób, a dorywczo - to jest 1 - 2 wycieczki w roku kolejnych 10.
Natomiast reszta udziela się w inny sposób - remont chatki, obsługi w chatce i bazie namiotowej, przygotowywanie imprez kulturalnych itd.

[ciach]

Nie wiem jak to procentowo wygląda w innych kołach studenckich, przypuszczam że podobnie.
W SKPB Warszawa na dzień dzisiejszy jest 62 czynnych przewodników. Czynnych, to znaczy takich, którzy odbyli minimum pięć dniówek przewodnickich rocznie. Mniej więcej połowa prowadziła więcej niż piętnaście dni.
Wlicza się tu całokształt działalności - prowadzenie na imprezach, organizacja imprez, szkolenie i działalność na rzecz chatki i bazy.
Tak - poza tym do Piotra:

Pozwoliłam sobie podać link do tej dyskusji na naszą wewnętrzną kołową listę (wszak dyskutujemy publicznie) i jeden z kolegów słusznie zauważył, że ten gość z Wetliny nie będzie w takim razie wiedział co widać na horyzoncie przy szczególnie dobrej widoczności.

Pozdrowienia

Basia
No i wyszło szydło z worka. Goście płacą nam do 700 zł za dniówkę tylko dlatego, aby wiedzieć co widać na horyzoncie przy szczególnie dobrej widoczności.
PS.
W każdym punkcie kasowym BdPN są do nabycia "Panoramy widokowe" WiG. Kosztują do 10 zł.


może Basi się liski i boberki skojarzyły? (-;
Zadałam sobie trud i znalazłam.
Ksiądz z Liskowatego (płynący rzeką w korycie) występował w "Opowieściach mojej żony".

Nota bene fajnie sobie poczytać przed planowaną wizytą w Przemyślu, Lesku i okolicy.

Pozdrowienia

Basia

i jeden z kolegów słusznie zauważył, że ten gość z Wetliny nie będzie w takim razie wiedział co widać na horyzoncie przy szczególnie dobrej widoczności. Uhmm, no to kolega błysnął - kursant czy przewodnik? ;-)
A poważnie: wnoszę po tym że np. z Pilska czy Babiej (btw: ile razy tam byłem zawsze była g...a widzialność; pechowiec, dalej z Grojca sięgałem) widać przy bardzo dobrej widzialności cały teren uprawnień i wyłącznie TU? :-) Jeżeli jakaś franca-góra jest na tyle bezczelna że ją widać a jest już poza TU (a sporo takich), to o tym nie uczycie? :) Pytanie retoryczne - dlatego ten gość z Wetliny będzie jednak wiedział co widać na horyzoncie.

W każdym punkcie kasowym BdPN są do nabycia "Panoramy widokowe" WiG. Gwoli ścisłości to o WiT z Piwnicznej-Zdroju chyba chodzi; bardzo ładne i wystarczająco opisane panoramki, też polecam.

Jeżeli jakaś franca-góra jest na tyle bezczelna że ją widać a jest już poza TU (a sporo takich), to o tym nie uczycie? :) My uczymy. :)
Mamy nawet specjalny temat "Góry Słowacji" - mam przyjemność wykładać i egzaminować z tego tematu na naszym kursie.
Bo to głównie góry na Słowacji widać z Babiej lub Pilska.

Ale na egzaminach państwowych nie ma takich wymagań.
A przynajmniej nie słyszałam aby kiedykolwiek komisja egzaminacyjna wlazła na Babią lub Pilsko.

Pozdrowienia

Basia

Goście płacą nam do 700 zł za dniówkę Dobre dniówki macie tam w Bieszczadach.
Basia napisała jak sprawy przewodnictwa wyglądają w UE i czym różni się tamtejsze podejście do tematu na przykładzie Francji. Faktycznie francuscy przewodnicy dzielą się na specjalizacje, ale całość zaczyna się od stanowiska ‼pomocnika przewodnika” (aspirant guide), aby po okresie szkolenia stać się ‼towarzyszem w górach średnich” (acompagnateur moyenne montagne). Od tego momentu można decydować się na opisane specjalizacje w bardzo szerokim zakresie kierunkowym – alpinizm, wspinaczka skalna, lodospady, skitury, rowery, spływy, paralotnie itd. W tym zakresie mieści się także wspomniana przez Basię przyroda, geologia i niepełnosprawni. Najwyższy stopień uprawnień to ‼przewodnik wysokogórski” (guide de haute montagne) zdobywany po minimum 4-5 latach nauki i stażów. Na szkolenia prowadzone przez ENSA w Chomonix zapisuje się co roku około 150-200 osób. Po trudnym egzaminie wstępnym na kursie zostaje 50 osób. Całość szkoleń kończy około 95% kursantów. Wprawdzie w uproszczonej formie, ale nabyte we Francji uprawnienia trzeba odnawiać co 5 lat. Odnośnie regionów, to uprawnienia dotyczą oczywiście wszystkich masywów górskich – a swoją drogą ciekawe, jaka byłaby pozycja takiego przewodnika w Polsce? Pytanie stąd proste: czyżby jeden tamtejszy kurs przewodnicki załatwiał więcej niż wszystkie polskie szkolenia razem wzięte, oczywiście nie pod kątem ściśle wybranej fachowości, ale zdobywanych uprawnień? Albo Alpy i Pireneje są sporo łatwiejsze od naszych rodzimych gór, albo stopień naszej biurokracji przewodnickiej sięga nieba nad tymi górami.
JarekBartek

Zadałam sobie trud i znalazłam.
Ksiądz z Liskowatego (płynący rzeką w korycie) występował w "Opowieściach mojej żony".

Nota bene fajnie sobie poczytać przed planowaną wizytą w Przemyślu, Lesku i okolicy.

Pozdrowienia

Basia
Nie znam tej książki. W google znalazłam jako autora Mirosława Żurawskiego. Czy to o nia chodzi? Można ją kupić w internetowym sklepie. Warto?
Stpień biurokracji w przewodnictwie w ostatnich latach znacznie zmiejszył się. W systemie francuskich szkoleń podobają mi się dwie rzeczy. Staż przewodnicki wraz z ukierunkowaniem i "odnawialność uprawnień" co 5 lat. Za moją "teorią" stoi praktyka przewodnicka i pełny portfel klientów.
Nie wziąłeś pod uwagę realiów rynkowych. To goście decydują w jakim kierunku pójdzie nasze krajowe przewodnictwo. W większości miast polskich działają koła i kluby przewodnickie. Jak to określił Kuba jest "nadpodaż" przewodników. Tamtejsi blachowcy mają wręcz ceny dumpingowe. Ten link podany prze Kubę doprowadzi Was do strony PTTK i wątku ceny usług przewodnickich.( Cnea usługi krajowej to jest około 200-250 zł btutto dniówka, w Bieszczadach od 35 do 150 zł za godzinę obsługa w j polskim) Dlaczego więc przeciętne biura podróży wolą zatrudniać aż dwie osoby do obsługi grupy: pilota i przewodnika. Znacznie tańsza jest metoda stosowana przez np. Wierchy-biuro z Krakowa związane z PTTK (współpracuje z nimi Basia). Za usługi pilota-przewodnika (podwójne uprawnienia) płacą 150-200 zł brutto. Ustawa o turystyce narzuca organizatorom zatrudnianie pilota i przewodnika ale nie mówi o tym skąd powinnien pochodzić przewodnik. Łatwiej i taniej jest organizatorowi zamówić usługę przewodnicją w miejscu swoje działalności niż w Bieszczadach. Nie mówię już o tym, że niektórzy organizatorzy i goście dostosowują terminy przyjazdu grupy do wolnych terminów przewodników. Cz ktoś może odpowiedzieć na moje pytania i rozwiać moje wątpliwości?

Wprawdzie w uproszczonej formie, ale nabyte we Francji uprawnienia trzeba odnawiać co 5 lat. Odnośnie regionów, to uprawnienia dotyczą oczywiście wszystkich masywów górskich – a swoją drogą ciekawe, jaka byłaby pozycja takiego przewodnika w Polsce?
Już odpowiadam :-)

W Polsce jest kilkunastu przewodników z wysokogórskim "wykształceniem" francuskim zrzeszonych w PSPW

To ich strona:

http://www.pspw.pl/

Mam również przyjaciela - Słowaka, który ukończył taki kurs (a raczej cykl kursów) we Francji i ma takież uprawnienia.
Słowaków po takim kursie jest około 30, inne uprawnienia przewodnickie nie są na Słowacji znane.

Natomiast tylko Słowacy i Polacy z uprawnieniami przewodników wysokogórskich mogą legalnie prowadzić na wysokie szczyty Tatrzańskie - takie jak Gierlach, Łomnica, Lodowy i inne.

Z tym że akurat oni wszyscy "specjalizują się" właśnie w turystyce wysokogórskiej.

Nasi przewodnicy wysokogórscy są jednocześnie przewodnikami tatrzańskimi i to wyższych klas (mających uprawnienia do prowadzenia poza szlakami), więc sprzeczności tu nie ma (chociaż mogłaby być).
Faktycznie w chwili obecnej brak "umocowania prawnego" tych uprawnień.
Ale w praktyce - mojego kolegi - Słowaka nikt się nie czepia kiedy prowadzi on ludzi na Mnicha czy Mięgusza.

Kurs na takie uprawnienia można zrobić i u nas w Polsce za pośrednictwem PSPW (w tej chwili robią go chyba dwie osoby). Wiąże się z kilkoma wyjazdami do Francji, ćwiczeniami na lodowcu, kanioningu itd. Kosztuje ponad 20 000 zł i twa około 5 lat.


Pytanie stąd proste: czyżby jeden tamtejszy kurs przewodnicki załatwiał więcej niż wszystkie polskie szkolenia razem wzięte, oczywiście nie pod kątem ściśle wybranej fachowości, ale zdobywanych uprawnień? Albo Alpy i Pireneje są sporo łatwiejsze od naszych rodzimych gór, albo stopień naszej biurokracji przewodnickiej sięga nieba nad tymi górami.
JarekBartek
Pisałam ile mniej więcej trwa kurs :-)

Z tym że zarówno we Francji, jak i w innych krajach Europy oprócz przewodników wysokogórskich o których tu pisałeś istnieje i ma się dobrze przewodnictwo "niskogórskie" - podobne do naszego beskidzkiego.

Poniżej strona na której są wymienione organizacje zrzeszające takich przewodników w poszczególnych krajach:

http://www.przewodnik-lider.pl/l_05_a.html

Są tam linki do poszczególnych organizacji.

Jeśli ktoś zna francuski (ja niestety nie) można poczytać również o szkoleniach.

Pozdrowienia

Basia

Nie znam tej książki. W google znalazłam jako autora Mirosława Żurawskiego. Czy to o nia chodzi? Można ją kupić w internetowym sklepie. Warto? Chodzi o tą książkę.
Nie wiem czy można ją kupić w internetowym sklepie.

Wg mnie warto przeczytać, jest bardzo sympatyczna taka "ciepła".
Wczoraj wieczorem przeczytałam zamiast pracować :-)

To zbiór opowiadań i liczy zaledwie około 150 str.

Pozdrowienia

Basia

To nie jest raczej kwestia niekompetencji przewodników, tylko zbyt usztywnionego systemu ich szkolenia. Szkolenie, które jest bardzo długie, nie zajmuje się wpajaniem wiedzy o interesującym przewodnika terenie, tylko ogólnym zachowaniem się i poruszaniem w górach - takie wnioski nasuwają się po wypowiedziach przewodników w innych wątkach na tym forum. Ponadto aby przewodnik był wg Twojego pojmowania kompetentny, należałoby zawęzić obszary uprawnień - co jako niezbyt mądre, wy sami (przewodnicy) wykluczyliście w innym wątku. Przeszłam trochę bokiem obok Twojego stwierdzenia i prawdę powiedziawszy wyszłam na niewdzięcznicę. Kurs w którym brałam udział był wyjątkowy. Organizowany przez PTTK Sanok, kierownikiem był wyjątkowy człowiek, który zdobył moją wdzięczność i szacunek Staszek Sieradzki. Włożył w nasze szkolenie tyle serca, że uważam okres szkolenia za jedna wielką przygodę. Do tego stopnia byłam "uzależniona od szkoleń i kolegów" iż broniłam się z plecakiem u nogi. Wpadłam do sali oświadczając, że nie mam czasu, prosiłam o pośpiech, bo grupa wyjeżdzą w Beskid Niski, a ja z powodu takiego głupstwa jak bronienie pracy mogę spóźnić się na autobus i nie dojechać do Gładyszowa. Mieliśmy wyjątkowo ciekawy program szkolenia, naszymi wykładowcami byli:
Robert Bańkosz szlaki ikon, zabytki, jeden z naszych Opiekunów, który często nam dodatkowo towarzyszył (do tej pory jeżli czegoś nie wiem to dzwonię do Roberta),
Fred Frodyma Beskid Niski, I wojna św, jeden z Opiekunów
Marianna Jara religioznawstwo, kultura Ukrainy
Jerzy Ginalski archeologia (prowadził w tym czasie badania w Trepczy, jako dyr skansenu zapełnił nam wspaniałe szkolenia na terenie muzeum, szkolili nas ich pracownicy naukowi),
Banach historia sztuki, Beksiński, zbiory muzeum w Sanoku, staliśmy przez bite 6 godz w nieogrzewanej sali zamku i z wypiekami słuchaliśmy wykładu o ikonach,
Franio Adamczyk znakarstwo jeden z naszych Opiekunów,
Grzesiek Sitko BdPN, szkolenie na ścieżkach przyrodniczych, potem szkolił się z nami jako Opiekun
Mieczysław Darocha kolejki wąskotorowe,
Bogdan Augustyn kolonizacja na prawie wołoskim, nauczył nas "czytać krajobraz",
Stanisław Orłowski historia regionu,
Andrzej Olejko szybownictwo, szukanie miejsc katastrof lotniczych w regionie.
Wymieniłam tylko kilku wykładowców, pozostali to również osoby o najwyższych kwalifikacjach.
W zwiazku z tym, że wśród kursantów był Wojciech Krukar to topomastykę mieliśmy prawie non stop, a i z geografią i panoramkami nie mieliśmy problemów. A i Kiju czyki Wojtek Gosztyła więc okolice Woli Michowej dośc dobrze poznaliśmy. To była potęga grupy, każdy z nas w czymś innym się specjalizował i przekazywał swoje wiadomości innym kolegom. Do tej pory nie mogę zapomnieć "próbnych egzaminów", które robili mi koledzy z kursu w parku w Krasiczynie i w arboretum w Bolestraszycach. Na każdej wycieczce byłam przepytywana przez kolegów i wykładowców. Oprócz tego, że było bardzo dużo dla ducha to i było bardzo dużo dla ciała. Oburzeni na wypracowany przez nas styl szkolenia starsi koledzy przewodnicy nazwali nas
"pijackim kursem". Poznaliśmy większość knajpek w regionie, a raczej na terenie przygranicznym trzech państw. Oprócz oficjalnych szkoleń organizowaliśmy swoje własne, kilkuosobowe aby się podszkolić w jakimś temacie. Nauką "śpiewania" zajmował się nasz kolega kursant Jacek Kut.

PS.Zapomniałam o szkoleniach na terenie BdPN. Poznałam wspaniałych ludzi, którzy zaszczepili mi wiedzę na temat naszej przyrody. Pracownicy naukowi. Nie zapomnę szkolenia z geologii prowadzonego przez Ryszarda Prędkiego. Nie mogłam zrozumieć jakiegoś zagadnienia więc potraktował mnie jak dziecko w spósob najprostszy i skuteczny objaśniając ruchy górotworu. Adam Szary na kolanach uczył mnie rozpoznawać gat. roślin podmokłych zbiorowisk. Mieliśmy w czasie zdobywania licencji parkowej wszystko co najlepsze jeżeli chodzi o szkolenia.
PPS.
Zapomniałam jeszcze o kilku wyjątkowych szkoleniach:
Andrzej Potocki: Żydzi na Podkarpaciu, w związku z tym , że trudno nam było rozstać się to mieliśmy dodatkowe wykłady o zakapiorach i o "wspólczesnej kulturze" Bieszczadów,
Antoni Derwich szkolił nas w worku bieszczadzkim, a na dodatek przeszkolił nas w temacie bobrów, pisał w tym czasie pracę doktorską o przesiedleniu tego zwierzaka w Bieszczady,
Jan Stachyrak dyr zespołu parków krajobrazowych, zasypał nas wiedzą i materiałami szkoleniowo-promocyjnymi.
Jeszcze były spotkania autorskie m.in. z Edwardem Marszałkiem przewodnikiem, autorem kilku fantastycznych książek o podkarpackich lasach, gawędziarzem i goprowcem "Wołanie z połonin" także popełnił.

Przeszłam trochę bokiem obok Twojego stwierdzenia i prawdę powiedziawszy wyszłam na niewdzięcznicę. Kurs w którym brałam udział był wyjątkowy To nie było moje stwierdzenie, nie mnie oceniać co jest na kursie - napisałem wyrażnie że takie wnioski wyciągam po lekturze tego forum / wypowiedziach przewodników. W razie czego służę cytatami.
Wierz mi że znam kilku przewodników w Bieszczadach i są wśród nich i tacy, którzy oprócz okolicy swojego miejsca zamieszkania i tras po których prowadzą systematycznie, mają bardzo duże problemy z topografią - zdarzyło się nawet że zapytany w ramach jakiejś dyskusji o znaną miejscowosć na drugim końcu Bieszczadów w ogóle nie wiedział gdzie ona leży a miejscowość to w końcu nie jakiś zapomniany szlak czy nieuczęszczana ścieża, etc; zwłaszcza że za wiele ich w Bieszczadach nie ma - co IMHO tylko potwierdza że z praktycznego punktu widzenia dla niego byłoby lepiej gdyby mógł dogłebniej poznać swój rejon, zamiast tracić czas na inne w których nigdy prowadził nie będzie.
Nie wątpię że prędzej czy później drogi nam się skrzyzują, więc resztę chętnie dopowiem. Forum to niezbyt fortunne miejsce.
Też mam taką nadzieję, że kiedyś spotkamy się i pogadamy. Piotrze wiem o tym. W tym roku rozpłakałam się, gdy jednego dnia 3 ośrodki zrezygnowały z naszych usług. Pani Menadżer Arłamowa powiedziała mi wprost oceniając pracę jednego z przewodników: jak masz ochotę kompromitować się to rób to na własny rachunek, a nie mój. Racje były po obu stronach. Klient spodziewał się czegoś innego niż dostał i trochę przejaskrawił opisując Jej sytuację. Przewodnik nie do końca był winnien ale smród pozostał. W tym roku dałam publicznie w zęby młodemu przewodnikowi, który nie dość, że dwukrotnie zrezygnował o 23 z przyjętego zlecenia (grupy pojechały bez przewodnika) to jeszcze publicznie stwierdził, że kłamię. Nie mówię o takich "błachostkach" jak gubienie szlaku np. żółtego Muczne-Bukowe Berdo (pierwsze 500 m od wejścia na szlak) lub zgubienie grupy. Autentycznie przewodnik zgubił grupę na szlaku. Poszedł sobie, a dzieciaki zostały same na Bukowym Berdzie.

dwukrotnie zrezygnował o 23 z przyjętego zlecenia (grupy pojechały bez przewodnika) to jeszcze publicznie stwierdził, że kłamię. Nie mówię o takich "błachostkach" jak gubienie szlaku np. żółtego Muczne-Bukowe Berdo (pierwsze 500 m od wejścia na szlak) lub zgubienie grupy. Autentycznie przewodnik zgubił grupę na szlaku. Poszedł sobie, a dzieciaki zostały same na Bukowym Berdzie. Coś takiego jest niedopuszczalne, a co do kursu przewodnickiego ,to jego długość trwania jest wystarczająca na ogólne zapoznanie się z terenem i tematyką, ja sobie nie wyobrażam,żeby ktoś zaraz po ukończeniu kursu zabierał sie do prowadzenia wycieczek, oprócz zakończenia kursu i zdania tego chorego 3 dniowego egzaminu, to trzeba samemu rozpocząć "własne studia" nad całą masą tematów,bo nie ma co się oszukiwać, na kursie to można liznąć wszystkiego po trochu ale na pewno się nie wgłębi w szczegóły. Zresztą dobrze by było,żeby każdy przewodnik pochodził sobie troszkę po tych szlakach samemu,po to by w miarę kojarzył to przejście, po którym ma prowadzić swoją grupę.A sam egzamin jest przegięty,atmosfera jest oczywiście fajna,ale to jednak jest bite 3 dni nieustannego stresu, a sam obszar na egzamin teoretyczny jest ogromny, tak więc myślę,że dobrym pomysłem byłoby wprowadzenie pewnych specjalizacji,nie takich jakie teraz mają miejsce, ale jeszcze bardziej idące ograniczenia terenu, po to by na danym terenie przewodnik był w stanie powiedzieć wszystko o wszystkim,a nie tylko ogólniki.
Pytanie do Lucyny- jak i co powinien odpowiedzieć przewodnik na pytanie turysty w przypadku gdy nie zna odpowiedzi ?
Mówię, że w tej chwili nie mogę odpowiedzieć na to pytanie. Nie uważam tego za coś złego. Co najgorsze najczęściej w ten sposób mówię...dzieciom. Staram się skontaktować się telefonicznie z Kolegami specjalizujacymi się w danej dziedzinie. Albo daję wizytówkę i proszę o kontakt. W tym roku miałam problem z prawem wołoskim, bieszczadzkim rolnictwem, geologią (nie pierwszy raz zresztą). Najłatwiej w takiej sytuacji dogadac się z ludźmi bardzo dobrze wykształconymi np. z profesorami i innymi wykształciuchami, a najgorzej z częścią nauczycieli.
Lucyno podoba mi się Twoja odpowiedź , nawet bardzo mi się podoba .
Mi zapadła w pamięci jedna pani przewodnik co na jakieś 80 % procent otrzymanych pytań nieustannie odpowiadała – proszę państwa tak to bardzo dobre pytanie , ale na ten temat porozmawiamy póżniej gdyż będzie to związane …… ( z czymś tam ) o czym będzie czas porozmawiać gdy …….. . Oczywiście nigdy już nie wracała do tego pytania , tym sposobem uwolniła się od pytań już drugiego dnia .
Fajna mino wszystko była , taka miła i przyjemna tyle że nie bardzo douczona .

Coś takiego jest niedopuszczalne, a co do kursu przewodnickiego ,to jego długość trwania jest wystarczająca na ogólne zapoznanie się z terenem i tematyką, ja sobie nie wyobrażam,żeby ktoś zaraz po ukończeniu kursu zabierał sie do prowadzenia wycieczek, oprócz zakończenia kursu i zdania tego chorego 3 dniowego egzaminu, to trzeba samemu rozpocząć "własne studia" nad całą masą tematów,bo nie ma co się oszukiwać, na kursie to można liznąć wszystkiego

ale jeszcze bardziej idące ograniczenia terenu, po to by na danym terenie przewodnik był w stanie powiedzieć wszystko o wszystkim,a nie tylko ogólniki.
Ad.1 Z tym bywa różnie. W tym roku, zaraz po zdanym egzaminie dołączyła do nas przewodniczka. Pierwsza grupa i okazało się, że dziewczyna jest rewelacyjna. Tu chodzi też o relacje międzyludzkie. Kasia schodziła z gór otoczona dzieciakami. Potem przez przypadek wsiadłam do jej autokaru. Prowadziła pielgrzymkę. Muszę ze wstydem przyznać się poczułam w sercu przez moment iskierkę zazdrości, a potem ogarnęła mnie radość. Była naprawdę dobra "przy mikrofonie". Niestety, raczej nie zostanie zawodowcem. Znalazłam jej pracę na zimę na recepcji. Po dwóch tygodniach awansowała i zajmuje się promocją w Arłamowie. Inna koleżanka z tego forum (cii przewodnik) okazała się dobra na szlaku. Nie ma takiej grupy, której nie poprowadzi w górach. Ten przewodnik, który zgubił grupę był kilkanaście lat po egzaminie. Nie można generalizować. Mimo wszystko sądzę, że powinne być praktyki przewodnickie. Ja uczyłam się od kolegów już jako zawodowiec. Wsiadałam do ich autokaru i powoli nabierałam doświadczenia. Mimo tego, że miałam na swoim koncie coś z 50 oprowadzonych wycieczek.

Ad.2 Dzięki wreszcie jakiś przewodnik ze mną się zgodził jezeli chodzi o ograniczenie TU.

Mi zapadła w pamięci jedna pani przewodnik co na jakieś 80 % procent otrzymanych pytań nieustannie odpowiadała – proszę państwa tak to bardzo dobre pytanie , ale na ten temat porozmawiamy póżniej gdyż będzie to związane …… Coś w temacie

Idzie przez las wycieczka z przewodnikiem. Przewodnik zabawia grupę jak potrafi i opowiada różne banały, typu: "Na lewo mijamy wspaniały zagajnik sosnowy, na prawo szpaler dębów z XVIII wieku"... W pewnym momencie wycieczka weszła na polanę, całą zasłaną gównem. Ludzie zaczęli się dopytywać, skąd tyle tu tego. Przewodnik na to:
- Proszę państwa, jest taka legenda. Dawno, dawno temu było sobie w tym miejscu wielkie zamczysko, w którym mieszkał król z królową. Pewnego razu urodziła im się córka, która wyrosła na piękną kobietę. Tak więc jak to w zwyczaju bywało, król ogłosił turniej o rękę córki, na który zjechali rycerze z całego świata. I wtedy stało się coś strasznego. Turniej został wygrany przez paskudnego gnoma, który pokonał wszystkich przybyłych rycerzy. Był on taki paskudny, że królewna za żadne skarby nie chciała go poślubić. Za karę zamknięto ją w najwyższej zamkowej wieży. Królewna tam płakała, płakała, wreszcie umarła. To już koniec legendy.
Ludzie ze zdziwieniem patrzą na przewodnika, w końcu ktoś go pyta:
- No dobrze, ale skąd wzięły się te gówna na polanie?
- Nie wiem, pewnie ktoś nasrał.
Wczoraj byłam na konferencji podsumującej projekt realizowany przez Fundację Procarpatia i Dziką Przyrodę. Częścią tego przedsięwzięcia były szkolenia przewodników, przyrodników, nauczycieli pod kątem interpretacji przyrody. Oprócz tego zostaną wydane: przewodnik Dzika Przyroda, strona internetowa,prezentacja mulimedialna o bieszczadzkich kwiatach, mapa atrakcji przyrodniczych pogranicza ukraińsko-polskiego oraz gra przybliżająca małym dzieciom sprawy bieszczadzkiej natury. Oczywiście także foldery ale po raz pierwszy z podziałem przybliżenie ścieżki przyrodniczej W krainie derkacza powstałej obok muzeum przyrodniczo-łowieckiego w Nowosiółkach dla osób dorosłych i dzieci tzn.powstały dwie wersje oprowadzania po trasie.
Mówiąc wprost projekt okazał się wyjątkowy, wstrzelił się zarówno w potrzeby nas przewodników (szkolenia przyrodnicze) jak i w potrzeby naszych klientów, w potrzeby rynku. Co najważniejsze materiały mogą nam służyć latami jako pomoce dydaktyczne.
Uzyskałam publiczną obietnicę szefa Fundacji i koordynatora projektu, że takie przedsięwzięcie będzie kontynuowane, szczególnie pod kątem szkoleń przewodnickich. Znowu będziemy mieli mozliwość poszerzenia swojej wiedzy przewodnickiej poprzez cykle rocznych szkoleń. Co ważne wkład finansowy z nasze strony jest niewielki.
Oprócz tego wstępnie rozmawiałam z przedstawicielami jedenej z rzeszowskich uczelni o możliwości bezpłatnego doszkalenia także nas przewodników przez ich naukowców. W styczniu będziemy ustalać szczegóły współpracy.

PS.
Piotrze dziękuję Ci za podjęcie dyskusji. Oczywiście dziękuję także innym osobom wypowiadającym się na łamach forum. Właśnie ta wymiana zdań była jedną z podstaw rozmowy o tym w jaki sposób można pomóc naszej przewodnickiej braci. Oczywiście wiedziam, że forum jest czytane ale nie spodziwałam się, że jest przeglądane prawie przez wszystkich decydentów od których zależy rozwój turystyki na Podkarpaciu. No i przez rzesze "wykształciuchów".
  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • brytfanna.keep.pl