Kara

bigos - mój pamiętnik, wspomnienia, uczucia, przeżycia ...

Noc.
Potkn si o co i upad na plecy. Karabin unieruchomi jego rce. Prbowa wsta, ale tamten ju nad nim sta. Podnis do gry swj karabin i uderzy. Bl by przeraajcy. Bagnet wbijany w brzuch raz za razem powodowa parali reszty ciaa. Stojcy nad nim onierz z oczyma ufnego dziecka ku jego brzuch tak jak konduktor dziurawi bilety. Czowiek lecy na ku ju wiedzia, e to sen. Prbowa opanowa sytuacj, wybudzi si, ale nie udao si. Konwulsje potnie wstrzsny caym ciaem. Zwymiotowa i dopiero to pozwolio mu wyrwa si z obdu. Otworzy oczy. Ju nauczy si sypia na boku, wic przynajmniej nie ba si udawienia. Lea chwil zanim wsta. Gowa mu pkaa a brzuch eksplodowa wewntrz kolejnymi atakami blu. Dowlk si do ubikacji i zwymiotowa raz jeszcze. Opar si o wann i siedzia tak przykadajc czoo do zimnych kafelkw. Popatrzy na swj brzuch, cay usiany duymi krwawymi plamami. Do jutra zsiniej. Wsta powoli i zataczajc si wrci do pokoju. Zebra pobrudzon pociel i wrzuci do kosza z praniem. ‼Cholera”!- pomyla. ‼Nie nastarcz tej pocieli”! Spojrza na zegarek. Prawie czwarta. Sign po telefon. Miron wiedzia:

    lZnowu?ll Tak?llCo tym razem? Bolao?llBrzuch. Zwymiotowaem.llBd u mnie rano. Po obchodzie.llDobrze.l

Ju nie usn. Nigdy po tym nie usypia.

Dzie pierwszy.
Miron wyglda dostojnie. Biay kitel, szpakowate wosy, ws. Prawdziwy lekarz. Wpuci go do siebie do gabinetu.

    lTo trzeci raz w tym tygodniu.llWiem. Umiem liczy panie doktorze.llNie wygupiaj si! Bierzesz te leki?llBior. Gwno.llStary, jak ci dam mocniejsze psychotropy to za p roku zapomnisz jak si nazywam!llMiron. Wisi mi to.llA mnie nie. Posuchaj. Chciabym ebymy sprbowali czego innego.llZnowu? Co teraz? Hipnoza z aerobikiem? onglowanie cudownymi kamieniami?llPrbuj ci pomc.llWiem. Przepraszam, ale... Ju nie mog.llDlatego cay czas przy tobie jestem. Pomagam jak umiem.llWiem. Przepraszam. Co to za pomys?llZaraz ci wypisz zwolnienie. Zawieziesz do pracy, spakujesz si i pojedziesz pod ten adres.llPrzecie to kawa drogi! Ze 300 kilometrw jak nic.ll376. Dokadnie.llI kto tam jest? Znachor? Zielarz?llTo ju przerabiae. Tam mieszka... pewna dziewczyna.llA co ty? Strczysz?llNie wygupiaj si. Mieszka tam z ojcem. Jed tam i pomieszkaj u nich par dni.llAle co ona... jest?llJed tam po prostu. Znasz mnie i moje podejcie do pewnych spraw. Nie wo ci w jakie gwno.llA pierwszy hipnotyzer?llTo nie moja wina. Wypadek przy pracy. Jed prosz.llAle czego mam si spodziewa? Kadzideek, modw, szamanki? Leczenia wod?llNiczego si nie spodziewaj.llMiron! Jak nikt umiesz czowieka podnie na duchu. Jak to moliwe, e jeste takim dobrym lekarzem?llWanie dlatego. Do zobaczenia.l


Zrobi jak kaza Miron. Pozaatwia sprawy, wsiad w samochd i po kilku godzinach jazdy znalaz ma wiosk prawie przy wschodniej granicy. Dom, ktrego szuka by na uboczu. Maa chatka, otoczona kwiatkami. Widok jak z XIX- wiecznego obrazka.
Furtka nie bya zamknita. Na podwrku nie byo nikogo. Gdzie za domem ujada pies, ale musia by chyba przywizany, bo jeszcze nic nie szarpao go za nogawki. Kiedy zza wga wyoni si starszy czowiek, drgn przestraszony.

    lCo pan taki strachliwy?- umiechn si gospodarz. Zaciga delikatnie.llMylaem, e to pies.llPsw si pan boi?llNieznanych tak.llTen jest bardzo przyjazny. Pan ze stolicy?llTak. Przysa mnie doktor Miron....llWiem. Dobry czowiek. Ja jestem Wiktor. Prosz, otworzy sobie bram, wjecha tu autem i wnie swoje rzeczy do domu. Pana pokj to drugie drzwi na prawo. Ja mam jeszcze troch roboty w sadzie, wic prosz si rozejrze, odpocz. Obiad pan jad?llPo drodze.llNo to wieczorem zapraszam na kolacje. A teraz prosz si rozgoci.l


Pokj by miy. Drewno, makatki, kwiaty. Poupycha troch ciuchw w maych szafkach i uda si na rekonesans. Podrcznikowy przykad rustykalnego domku letniskowego. Tylko, e ten nie by letniskowy. Podwrko adne, zagonki z warzywami i kwiatami, troch owocowych drzew- jak z ksiki. Usiad na zacienionej awce rozmylajc, co te Miron wymyli.
Obudzio go lekkie szturchnicie. Sta nad nim Wiktor.

    lOt, pospao si troch?llByem troch zmczony.llI dobrze. Tu wiee powietrze, od razu inaczej. Prosimy na kolacj.l

St zastawiony by w kuchni. Koo niego krztaa si moda dziewczyna. Miaa koo 20 lat. Bya szczupa, moe nawet chuda. I bardzo blada. Sprawiaa wraenie delikatnego kwiatu, ktry w kadej chwili moe zosta zamany przez mocniejszy poryw wiatru.
Wiktor wskaza j rk.

    lTo Nadia. Moja crka, a to pan...llMam na imi Micha.- Nadia drgna delikatnie.llJak Archanio.- Wiktor pokaza mu krzeso. Jedli raczej w milczeniu. Po kolacji Micha zosta zaproszony do pokoju. l


Wieczr pierwszy.
Wiktor poda mu szklaneczk.

    lliwowica. Wasna.ll Dzikuj.l

Siedzieli tak w milczeniu. Oni popijajc liwowic a ona czytajc jak ksik. Micha mia zada jakie pytania, ale jako tak mu si odechciewao. liwowica musiaa by mocna, bo po drugiej szklaneczce zrobio mu si bogo, ciepo, pico.

    lDobra prawda?- Gospodarz umiecha si do niego.- Niech pan idzie spa.llNo nie wiem. Nie pi ostatnio najlepiej.- Wiktor spojrza si na crk a ona na chwil podniosa wzrok znad ksiki i spojrzaa na niego.llDzi bdzie pan spa dobrze. Dobrej nocy.l

Zanim si pooy, poszed do samochodu i z auta zadzwoni do Mirona.

    lCze. No jestem.llI jak?llNo nie wiem. Co tu ma by?llNadia.llNo jest. Ale co ona... Co ona robi? Leczy dotykiem czy jak? Nawet sowem si do mnie nie odezwaa.llI nie odezwie si.llJak si nie odezwie?llOna nie mwi.llJak nie mwi? W ogle? Niemowa?llChyba tak. Nikt nie sysza, eby mwia. Ja te nie.llCzyli... Co ja tu robi?llOdpoczywaj. Par dni. Ja ci prosz. Par dni.llMiron! Czy ty, aby nie przesadzasz? Par dni. Tylko.llWiktor ci ju wypytuje?llJak to?llNo zadaje ci pytania?llRaczej nie.llTo zacznie. Nie przejmuj si, odpowiadaj tak jak na spowiedzi. Niczego si nie wstyd. Dobrze?llPostaram si.llTo wane. Ok?llOk. Trzymaj si.llCze.l

Jak co wieczr ba si usn. Prbowa myle o czym miym, ale zmczenie pokonao go byskawicznie. Spa faktycznie dobrze. Rano obudzi go Wiktor. Zjedli niadanie a potem gospodarz wzi go sadu do pomocy przy jabkach. W przerwie zjedli lekki obiad i popoudnie znowu spdzili w sadzie. Nadii nie byo bo pono co dzie pomagaa proboszczowi za Wiktor oprcz polece i rad nie by zbyt rozmowny. Dziewczyn zobaczy dopiero przy kolacji.

Wieczr drugi.

    lNapracowa si pan troch- Wiktor umiechn si do niego podajc mu szklaneczk.llliwowica? Nagroda?llNaley si panu. Jak si wczoraj spao?llDobrze. Tak jak pan mwi.llDobre powietrze, prawda creczko?- Nadia podniosa wzrok znad ksiki i skinieniem potwierdzia.- Pan ma kopoty ze snem?llTak. Miron nie mwi?llNie. Prosi tylko, ebymy si panem zajli.llW sadzie?llAno- stary umiechn si si- to, co z tym snem?llMam koszmary.llJakie?llUmieram.- Nadia znowu podniosa gow i spojrzaa na niego. Zauway to, chocia chyba najpierw poczu.llJak?llJak umieram? Rnie. Na wojnach, w wypadkach.llWypadkach?llTak. Samochodowych, w grach, w wodzie... Do wyboru, do koloru.llBoli?llO tak. Boli. Bardzo. Pniej te.llJak pniej?l

Micha podnis koszul. Siniaki nabray ju piknego intensywnego koloru.

    lTo z wczoraj, wanie z wojny. A na plecach mam troch starsze lady po innej wojnie.llProsz opowiedzie.l

Dziewczyna patrzya si na niego tak intensywnie, e opuci wzrok. Jej oczy mimo mroku wydaway si takie... due.

    lCo opowiedzie? Ostatni sen? Ten wojenny? Zawsze jest podobnie. W pewnym momencie widz, e kto do mnie strzela, uderza bagnetem, noem. Czasami dusi. Nie mog si wtedy ruszy. Czasami uciekam i wtedy wanie na plecach te lady.llSkd one?llA ja wiem? Lekarze twierdz, e mj mzg generuje tak silne bodce, e organizm tak wanie reaguje. Blami, siniakami, obrzkami, wylewami. Raz miaem pknita rk, dwa razy odbite nerki i takie tam. lady po duszeniu, krpowaniu, torturach, urazach wypadkowych. Kiedy miaem tak pomarszczon skr, jak od wody. Wtedy si topiem....Kilka razy wstrznienie mzgu...llCzsto si to zdarza?llSny? Najmniej raz w tygodniu, dwa, trzy to norma, pi to rekord.llOd dawna?llKilka lat. Sze? Nie. Siedem.l

Nadia zamkna ksik. Moe odrobin za mocno, bo zabrzmiao to jak huk. Wiktor jak rozkaz podnis si zdecydowanie.

    lTo na dzi starczy. Pomoe mi pan jutro przy drewutni?l

Usypia z niepokojem, ale znowu si udao.

Wieczr trzeci.
liwowica rozlewaa si bogim ciepem po caym ciele. Dziewczyna znowu czytaa a Wiktor zadowolony z efektywnego dnia usiad naprzeciw Michaa. Chwil komentowali prac przy drewutni, ale dziewczyna wyranie gono przewrcia kolejn kartk szeleszczc ostrzegawczo. Wiktor zrozumia znak.

    lMa pan rodzin? on, dzieci?llMiaem on.llCo si stao?llOdesza.llCzemu?llMyli pan, e atwo jest by z czowiekiem, ktry yje tak jak ja? Krzyczy w nocy, okada lodem krwawe lady z nikd, ogupia si proszkami. Ludzie boj si tego, czego nie rozumiej. Dziwakw. Taki krzy trzeba dwiga samemu.llAno boj si. Nie miaa siy pomc w dwiganiu?llPan by udwign?- Micha skojarzy, e nie byo to fortunne, ale Wiktor spokojnie odpowiedzia:llMyl, e tak. Jeli kogo si kocha...llWida mnie nie kochaa.llA pan j?llJa? To wane?llWane.llChyba te jej nie kochaem.llTo, czemu pan j polubi?llMylaem, e kocham. Nie! Mylaem, e jako bdzie. e si uoy z czasem. e mog y tak jak wszyscy. e mog zapomnie.llO czym?llO osobie, ktr kochaem. Naprawd.llWczeniej?llTak. Wczeniej.llI co si stao?llNic. Albo wszystko. Nie udao si.llOna nie kochaa?llKochaa. Tylko bylimy tacy... szaleni. Nierozwanie obkani sob. Bardzo kaleczylimy siebie nawzajem. Pewnie ja bardziej.llRozstalicie si?llTak. Z mojej winy. Wydawaem si dotknity rk Boga. Wszystko byo takie kolorowe, radosne. Czuem si taki wany. Ale gdzie tam wewntrz co cigle mwio mi, e nie zasuguj, e jestem takim obcinikiem, kamieniem u nogi. Ona bya taka...pikna, zdolna, inteligentna, przebojowa. A ja... taki szary, zwyky. Nie umiaem sobie poradzi z tym wszystkim, ze sob. Wszystko robiem le. Nawet, jeli chciaem dobrze to wychodzio odwrotnie. Za duo czuoci to zazdro, za mao obojtno. Przy tej kobiecie nie umiaem nic wyway. Zawsze byo le. Ona budowaa we mnie jeszcze to uczucie. Im bardziej mi zaleao tym byo gorzej. Nie umiaem dobiera sw i baem si mwi, bo cigle wydawao mi si, e powiem co, co j obrazi, zdenerwuje. Kaleczyem j i siebie. Odebrao mi rozum. I postanowiem odej. Zostawi j. Co mieszniejsze uwaaem, e to dla jej dobra. e nie jestem egoist. Baem si duej kara j sob.llAmantes amentes.... Co? e znam acin? Ano proste chopy te lubi poczyta. Co byo dalej?llDalej? Nic ju nie byo. Dwa lata byem sam. To znaczy z ni. Jej zdjcia, kosmetyki, wszystko zostao tak jak wczeniej. Bya ze mn cay czas. Rozmawiaem z ni, pisaem do niej. Zaczem traci kontakt z rzeczywistoci. eby przey wymyliem to maestwo. Skrzywdziem nastpn osob.llA ona?llBolao j. Wiem. Udawaem obojtnego, ale...Wiedziaem, e nie mog jej zobaczy, rozmawia z ni, bo wszystko wrci.llCzemu teraz pan do niej nie pojedzie?llPrzyjaciel powiedzia mi, e, mieszka i pracuje za granic. Kocha i jest kochana, robi karier. Mwiem, byem za szary.llKocha j pan?llChyba nigdy nie przestaem.l

Nadia znowu zamkna ksik.

Wieczr czwarty.

    lNo dzi naprawd, zasuylimy na liweczk.- Wiktor by wyranie ucieszony skoczeniem drewutni- Widziaa Nadiu jak adnie poszo?- Dziewczyna umiechna si z aprobat.- Pan Micha w rcach zgrabny.llE! Przesadza pan.Robi, co pan mwi i tyle.lle to niby takie proste? Wcale nie. Smakuje liweczka?llPo co pyta? Ju ktry dzie si ni delektuje.llI dobrze. Jak pan mwi o tych koszmarach to, w jakim momencie si pojawiy?llNiedugo po moim lubie. ona nie chciaa mi wierzy, e nigdy wczeniej tego nie byo. A niektrzy lekarze nawet upatrywali w tym rda.llW czym?llNo, e zmieniem sposb ycia, e z kim mieszkam i takie tam bzdury. Nawet gada mi si o tym nie chce. Banda konowaw.llJakie te sny byy na pocztku?llTakie same, tylko czstotliwo mniejsza.llA te dwa lata przed lubem?llBezsens! Czekaem a do ktre poczuje, chocia uamek tego, co czuem do niej. Porwnywaem je i wydaway mi si takie puste, zwyke, nijakie. Wciekaem si, e ta jedna, jedyna mio bya dla nas tak toksyczna. Paradoks cholerny! Ale patrzyem na innych ludzi i byo mi ich al. Ja, chocia przez chwil dowiadczyem w yciu takich uniesie, jakich oni nie dowiadcz nigdy. Przez may moment ycia byem jego krlem. Tylko, e potem... Ale ja ju tak mam w yciu. Kiedy chciaem komu odda nerk i okazao si, e sam mam jedn. Zabawne, prawda?ll A ona pana?llDobra kobieta. Ale nie byo midzy nami tego... czego. No i nie zdzierya mojego dziwactwa. Po za tym, dobrze si stao, bo poniewa ja jej nie kochaem, wczeniej czy pniej zaczbym j oszukiwa. Teraz jest ju z kim innym i jest jej dobrze.l

Nadia poruszya si nagle jakby przypominajc im o swojej obecnoci. Gospodarz spojrza si na ni i troch innym gosem znowu zapyta:

    lA inne... kobiety?llNie ma innych kobiet.llTo znaczy, e pan... z nikim nie sypia?llPanie Wiktorze, widz, e wchodzimy na niebezpieczny grunt. Ale odpowiem. Ju nie pamitam, kiedy ostatnio z kim spaem. Chyba w tamtym roku? Nie mog zmusi si do tego, co inni robi nagminnie: odci si od uczu. Po za tym nigdy nie wiem, kiedy znowu mnie trafi. I myl, e ju innych kobiet nie bdzie. Nie tylko przez te koszmary, ale przez to, e ju nie spotkam takiej osoby. Kogo takiego, dla kogo mona wszystko zaniedba, o wszystkim zapomnie. Powiedziaem jej kiedy, e jeli nie wyjdzie mi z ni to na nic w yciu nie zasuguj. No i sprawdza si. Swoj szans ju zmarnowaem a pono tylko raz w yciu mona tak kocha.llTak mwia Jadwisia. Moja ona a mama Nadii. Kocha si tylko raz. To, co pjdziemy spa?.l


Noc.
Samochd pdzi jak oszalay. Peda hamulca nie reagowa. Kierowca z furi uderza w niego nog, ale nic to nie dawao. Kierownica zaczynaa y swoim yciem i przy kolejnym skrcie auto przebio barierk i runo w d. Kiedy Micha ju czeka na fal blu spowodowan uderzeniem o ziemi co si stao. Co, co spowodowao, e zagroenie znikno. Jego gowa bya przyjemnie chodna. Powoli otworzy oczy. Zobaczy nad sob due ciemne oczy. Nadia. Obie rce trzymaa przy jego czole. Lea bez ruchu patrzc si w kojc gbie.

    lTo nie choroba.- usysza jej gos. By cichy, nieprzyjemnie syczcy, ale zarazem taki... silny- To kara. I ty sam si ni karzesz. Umierasz w nocy, bo nie yjesz w dzie. I tylko ty moesz to zmieni. Albo zacznij y albo umrzyj cakiem. Rozumiesz to?l

Delikatnie pokiwa gow, bojc si straci kontakt z jej oczami.

    l Teraz uniesz a jutro podejmiesz decyzj. pij.l


Dzie ostatni.
Obudzi si bardzo wczenie. Czoo nadal mia przyjemnie chodne. Usiad gwatownie prbujc ustali czy to, co pamita to kolejny sen czy jawa? Na stoliku obok ka zobaczy ksik. By pewny, e wczoraj na pewno jej tam nie byo. Wzi w rk. ‼Podrcznik mdroci tego wiata”. Autor: Ksidz Bocheski. Otworzy na chybi trafi. Kto zakreli owkiem kilka wersw. Przeczyta. Siedzia tak chwil wpatrzony w biae kartki. Odoy ksik na stolik, delikatnie, tak jakby uwalnia z rk wielkiego cennego motyla . Wsta i zacz pakowa swoje rzeczy do torby. Na podwrku spotka Wiktora.
- Chciaem podzikowa...
- Nie musi pan. Niech pan jedzie szczliwie.
- I tak dzikuj.
Gospodarz zamkn bram i chwil patrzy za odjedajcym samochodem. Wrci potem do gocinnego pokoju, otworzy okno i zacz sprzta. Zauway otwart ksik. Przeczyta gono:
”Jeli nie widzisz sensownego powodu pobytu tu na ziemi, w swoim yciu,
to sobie je odbierz”
Klepn mocno okadkami zastanawiajc si jaka bdzie nastpna noc Michaa.
Nadia nie posza dzi do ksidza. Leaa w ku z otwartymi oczyma nasuchujc. Syszaa trzaskajce drzwi samochodu. Chciaa wtedy wybiec, zapa Michaa za rk i powiedzie mu: ‼Zosta. Nie rb tego co chcesz zrobi. To gupie i niepotrzebne. To grzech, krzywda dla Ciebie i innych. Zosta!”
Mylaa tak ale nie drgna. Czy dlatego, e czua, e Micha nie da si odwie od swojej decyzji? A moe po prostu dlatego, e nienawidzia mwi?

Marzec 2004.


Super si czyta i jest nadzieja e dopiero w 2004 jestemy wic jeszcze 10 lat przed nami :-)
... fajne...pobudza wyobrani i skania do refleksji...

Super si czyta i jest nadzieja e dopiero w 2004 jestemy wic jeszcze 10 lat przed nami :-) Dziki Diabe...ale tal dobrze to nie jest.....zarzuciem grafomanie bo jako nie wiedziam co z tym robi....teraz jako znowu zaczem- min dokoczyem Lenego ;-)
Dziki Przemolla, dziki wszystkim za to , e poswiecaj czas na czytanie ;-)


To grzecznie Ci Yamat napisz- Ty nie myl Ty bierz si do roboty i pisz ;-)
co tam bazgrz sobie...ale to ju nie jest takie"bieszczadzkie" ;-)
Jeli co mnie wcignie, to czytam, a e przeczytaem, to znaczy, e mnie wcigno:-):-):-). Jeeli kto czyta Twoje dziea, to musisz pisa.
Pozdrawiam serdecznie.;)
Ps. Czytajc znalazem si w Bieszczadach (jako tak.... chyba to choroba).
  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • brytfanna.keep.pl